Żyj szybko, kochaj głęboko - Samantha Young - ebook + książka

Żyj szybko, kochaj głęboko ebook

Samantha Young

4,4

13 osób interesuje się tą książką

Opis

Czy można przyjaźnić się z kimś, kto był miłością twojego życia?

Ona była najfajniejszą dziewczyną w mieście, on właśnie się sprowadził z rodzicami i szybko zdążył złamać niejedno serce.

Charley i Jake. Zakochali się w sobie niemal od pierwszego wejrzenia. Byli dla siebie stworzeni, snuli wielkie plany. Aż do tamtego feralnego dnia…Na urodzinowym przyjęciu byłego chłopaka Charley dochodzi do tragedii. Niektórzy zrzucają winę na Jake’a. Po tym zdarzeniu chłopak zrywa związek i razem z rodziną wyjeżdża na zawsze z miasta.

Dała mu wszystko, każdą cząstkę siebie. A on… od niej odszedł.

Przez kolejne cztery lata Charley stara się zapomnieć o Jake’u, ale los postanawia z niej zażartować. Dziewczyna wyjeżdża na studia do Szkocji, a tam na imprezie trafia na Jake’a i jego dziewczynę. Zranione serce daje znać o sobie z ogromną siłą. Mimo że Charley stara się unikać dawnego ukochanego jak ognia, on cały czas próbuje się do niej zbliżyć.

Ale czy można zaufać komuś, kto wcześniej tak bardzo zranił?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 390

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (94 oceny)
53
25
16
0
0
Sortuj według:
syluszka

Dobrze spędzony czas

mily , bardzo typowy dla tej autorki romansik. taki do popoludniowej kawy :)
00

Popularność




Tytuł oryginału: Into the Deep

Copyright © by Samantha Young, 2013

Copyright for the Polish edition © by Burda Media Polska Sp. z o.o., 2020

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Wydanie drugie

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Danuta Śmierzchalska

Redakcja: Joanna Zioło

Korekta: Marzena Kłos, Joanna Morawska

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Anita Modry

Zdjęcie na okładce: Dragon Images/Shutterstock

ISBN: 978-83-8053-721-7

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.kultowy.plwww.burdaksiazki.pl

Dla Whitney, Henny, Lizy i Steph,moich amerykańskich współlokatorek.To wasza zasługa, że mój pierwszy rok studiówna uniwersytecie w Edynburgu okazał sięwielką przyjemnością. Spędziłam z wami wspaniały czas.Dziękuję wam za wspomnienia.I zabawne zdjęcia, które je utrwaliły…

Rozdział pierwszy

Edynburg, wrzesień 2012

– Byłaś już na zakupach? Jedzenie jest drogie? Czy przynajmniej wiesz, co zjadasz?

Powstrzymałam wybuch śmiechu.

– Mamo, jestem w Szkocji, nie w Amazonii.

– Wiem, ale oni tam jedzą rzeczy, których my nie odważylibyśmy się wziąć do ust.

W jej głosie słychać było taką zgrozę, że nie mogłam się powstrzymać od ironii.

– Nie są kanibalami.

Kątem oka dostrzegłam rozprysk i gdy się odwróciłam, zobaczyłam, że moja najlepsza przyjaciółka Claudia krztusi się ze śmiechu nad puszką dietetycznej coli, przysłuchując się mojej rozmowie. Siedziałyśmy w kuchni w naszym studenckim mieszkaniu na wygodnych, chociaż trochę dziwacznych – jak z poczekalni – krzesłach, które stanowiły wyposażenie wspólnej jadalni. Za plecami miałyśmy wysokie od podłogi do sufitu okno, które wychodziło na dziedziniec przed budynkiem; żar wpadających przez szyby słonecznych promieni drażnił skórę. Wszystko w tym pomieszczeniu było czyste, nowe i nie do zdarcia. Wyposażenie mieszkania ograniczało się do najniezbędniejszych mebli i przedmiotów, ale było tu ciepło, bezpiecznie i milion razy lepiej, niż się spodziewałam po tym, co słyszałam.

– Nie uderzaj w dramatyczny ton, Charley. Po prostu mówię, że jedzenie jest tam trochę inne – ciągnęła mama. – Chcę być pewna, że dobrze się odżywiasz.

Niezależnie od tego, czy byłam w Edynburgu, czy wracałam do domu, do Indiany, mama zawsze chciała być pewna, że dobrze się odżywiam. A to dlatego, że nie umiałam gotować. Delia Redford była znakomitą kucharką i piekła wspaniałe ciasta, tak jak jej starsza córka Andrea, więc to, że młodsza (czyli ja) potrafi co najwyżej ugotować makaron, tak by go nie schrzanić, traktowała jak osobistą porażkę. Na szczęście umiałam czytać informacje na opakowaniach i włączyć piekarnik, więc dzięki mrożonym obiadom unikałam śmierci głodowej.

– Mamo, oni tu jedzą mniej więcej to samo, co my, bo… rozumiesz… są ludźmi.

– Poza tym mają lepszą czekoladę – mruknęła Claudia, pogryzając tabliczkę dairy milk.

Rzuciłam jej groźne spojrzenie.

– To rzecz dyskusyjna.

– Co jest dyskusyjne? – zaciekawiła się mama. – Jest tam Claudia? A czy ona odpowiednio się odżywia?

Usta drgnęły mi w uśmiechu.

– Mama chce wiedzieć, czy odpowiednio się odżywiasz.

Claudia pokiwała głową i mruknęła z ustami pełnymi czekolady:

– Jak nigdy. – Pomachała palcami i przełknęła. – Cześć, mamo Delio!

Mama się roześmiała.

– Powiedz jej, że też ją pozdrawiam.

– Mama cię pozdrawia.

– Twój ojciec powiedział, że obie macie meldować się codziennie.

Skrzywiłam się.

– Kiedy Andie była w Dublinie, nie zmuszaliście jej, żeby codziennie się meldowała.

– Nie musieliśmy jej do tego zmuszać. Jednak u ciebie zawsze tyle się dzieje, że to cud, że w ogóle się do nas odzywasz.

– To nie znaczy, że palę crack, mamo. Uczę się i załatwiam różne pieprz… sprawy.

– Chciałaś powiedzieć „pieprzone”? – Ton jej głosu stał się ostry.

– Czy ja, dorosła, dwudziestoletnia kobieta, ośmieliłabym się zakląć przy matce?

Chrząknęła z dezaprobatą.

– Mamo. – Westchnęłam. – Nie będziemy dzwonić do was codziennie. To zbyt dużo kosztuje. I nie mam czasu codziennie rozmawiać przez Skype’a. Kiedy będę mogła, będę pisać mejle w tygodniu, a raz na tydzień umówimy się na Skype’a, okej?

– Nie musisz mówić o tym tak, jakby to był obowiązek.

– Mamo, kocham cię. To nie jest obowiązek. Ja też będę bardzo tęsknić za tobą… ale wyjechałam dwa dni temu. Proszę, daj mi szansę, żebym mogła za tobą zatęsknić.

Odetchnęłam, słysząc jej cichy śmiech.

– Po prostu się martwię. Jesteś moją córką, a Claud jest moim przyszywanym dzieckiem.

– Wszystko będzie dobrze. Ale musimy już iść. To jest tydzień wprowadzający i mamy z Claudią coś do zrobienia, zanim rozpoczną się zajęcia. Wkrótce do ciebie napiszę.

– Nie odpowiedziałaś mi na pytanie o jedzenie.

– Byłyśmy na zakupach. Lodówka, zamrażarka i szafki są wypełnione po brzegi.

– Czym?

– Jedzeniem, mamo.

– Jakim?

Rzuciłam Claudii pełne rozpaczy spojrzenie „ratuj”, a ona natychmiast krzyknęła z udawanym cierpieniem.

– Co to było?

– Musimy iść, mamo. Claudia ma szok cukrowy. – Rozłączyłam się i uśmiechnęłam do roześmianej przyjaciółki. – Powinnam wyłączyć telefon, zanim znów zadzwoni.

Podskoczyłyśmy, gdy aparat zabrzęczał w mojej dłoni, ale na wyświetlaczu pojawiło się imię Andie.

– Nie mam chwili, żeby odetchnąć. Cześć – powiedziałam.

– Cześć – odrzekła Andie. – Od dwóch dni nie piszesz, nie dzwonisz…

– Przed sekundą skończyłam rozmowę z mamą.

– No tak. I jak poszło? Zafundowała ci gadkę o jedzeniu?

– Też tak miałaś?

– Kiedy studiowałam za granicą? Tak. Ona chyba uważa, że nie-Amerykanie to kosmici i udaje im się przeżyć dzięki dziwacznej żywności, której nie jesteśmy w stanie strawić.

– Chyba tak.

– No więc? Podoba ci się Edynburg?

– Na razie tak. Dziwnie się czuję, będąc tak daleko od domu, ale to piękne miasto.

– A jak Claudia?

– Zajada się czekoladą.

– Nie jest tak dobra jak nasza.

– Powiedziałam to samo!

– Obie się mylicie – wtrąciła Claudia, wstając, żeby wrzucić do kosza opakowanie. – Czy możesz powiedzieć siostrze, że do niej oddzwonisz? Jeżeli zaraz nie wyjdziemy, rozwalę twój telefon.

– Wszystko słyszałam – powiedziała Andie. Niemal widziałam, jak przewraca oczami. – W każdym razie muszę iść do pracy. Pamiętaj, że u nas jest kilka godzin wcześniej. Jest blady świt, a ja zaczynam dzień od telefonu do siostrzyczki, żeby się dowiedzieć, jak się miewa. I jest to rozmowa międzynarodowa, która dużo kosztuje, ale czy ją to obchodzi?

– Obchodzi. – Roześmiałam się. – Naprawdę. Po prostu nie mam czasu, żeby to w pełni docenić. Claudia z jakiegoś powodu nie cierpi naszego całkiem miłego mieszkania, a ja przyprowadziłam ją tu na lunch. Jestem pewna, że zaraz dostanie alergicznej wysypki.

– Cóż, nie możemy do tego dopuścić. Do usłyszenia wkrótce, Supermenko.

– Albo trochę później. – Wyłączyłam telefon i spojrzałam na Claudię. – To było niegrzeczne.

– To nie jest mieszkanie. – Zrobiła gest w stronę pokoju. – Tylko pokój z korytarzem na zewnątrz, który prowadzi do pięciu identycznych pokoi z drzwiami przeciwpożarowymi zamykanymi na klucz.

– Jest też zamykana łazienka. Uważam, że to lepiej niż w większości studenckich kwater.

– Jesteś zabawna.

– A ty zepsuta.

Claudia spojrzała spod zmrużonych powiek.

– Brakuje mi naszego mieszkania. Jest jasne i przestronne. Z balkonem. I mieszkamy w nim tylko we dwie.

Słyszałam te słowa za każdym razem, gdy Claudia oglądała nowe miejsce, puściłam je więc mimo uszu i wyprowadziłam przyjaciółkę z kuchni, zatrzymując się przy drzwiach do swojej sypialni, żeby się upewnić, czy są zamknięte.

W Stanach zaczęłyśmy studia na uniwersytecie w Purdue w Indianapolis, a ponieważ rodzice Claudii byli nadziani, mieszkałyśmy w ładnym apartamencie w dzielnicy West Lafayette, dziesięć minut jazdy od kampusu. Nie stać by mnie było na coś takiego, gdyby nie Claud. Żartowałam, że jest zepsuta, ale tylko pod względem materialnym. Owszem, miała ładne rzeczy, lecz jej życie bogatego dzieciaka było stereotypowe – stale nieobecni rodzice mieli gdzieś to, co robiła. Zamiast dawać miłość, pakowali w nią pieniądze i oczekiwali wdzięczności. Claudia nie pozwoliła jednak, by ją to zżerało, tylko lgnęła do ludzi, którzy okazywali jej prawdziwe uczucie i w zamian ofiarowywała niezłomną lojalność.

Poznałyśmy się na pierwszym roku studiów i szybko zaprzyjaźniłyśmy. Polubiłam ją nie z powodu jej pieniędzy, a ona polubiła mnie; powiedziała, że jestem najbardziej szczerą i uczciwą osobą, jaką kiedykolwiek spotkała. Zaproszenie jej do mojego domu na Święto Dziękczynienia scementowało naszą przyjaźń. Mama i tata potraktowali ją jak własne dziecko i skakali koło niej (co w skrytości ducha uwielbiała). A Andie wykazała się wobec niej apodyktyczną opiekuńczością starszej siostry (co Claudia również po cichu uwielbiała).

Moja rodzina nie była zamożna. Mieszkaliśmy w Lanton, niewielkim mieście oddalonym ponad dwie godziny jazdy na północny zachód od Indianapolis. Tata był właścicielem warsztatu samochodowego, a mama miała kwiaciarnię. Nie było źle. To, że mogli pozwolić sobie na wysłanie córek do dobrych szkół, a nawet dać im szansę studiowania za granicą, zawdzięczaliśmy cioci mojej mamy, Cecylii. Wyszła za mąż za bardzo bogatego faceta z branży farmaceutycznej, a kiedy umarł, odziedziczyła po nim wszystkie pieniądze. Lubiła je wydawać, więc gdy zmarła, nie zostawiła ich dużo. Ale ponieważ przepadała za mną i Andie, zaoszczędziła nieco w funduszu powierniczym na naszą edukację.

Domyślałam się, że marudzeniem na temat naszego mieszkania Claudia tuszowała zdenerwowanie. Byłyśmy podekscytowane, ale również trochę przestraszone, ponieważ znalazłyśmy się same w obcym kraju, gdzie czekał nas rok nauki. Podczas gdy ja zaakceptowałam tę sytuację, Claudia znalazła coś, co mogła krytykować i dzięki temu nie myśleć o obawach.

Byłyśmy starszymi studentkami, ale czekały nas zajęcia z pierwszym rokiem, dlatego zakwaterowano nas z trzema Brytyjkami w naszym wieku, które dopiero rozpoczynały naukę w college’u. Nasze współlokatorki poznały się dzień przed naszym przyjazdem i zdążyły zbliżyć się do siebie, więc zdawałyśmy sobie sprawę, że trzeba będzie się postarać, by się z nimi zaprzyjaźnić. Miałyśmy nadzieję, że wreszcie uda nam się tym zająć. Na razie jednak wciąż próbowałyśmy zorganizować się przed rozpoczęciem zajęć i chciałyśmy jak najszybciej poznać miasto.

– Będzie lepiej, gdy się tu zadomowimy i poznamy więcej ludzi – obiecałam Claudii, kiedy wychodziłyśmy z mieszkania. – Kilka osób z Purdue mieszka po drugiej stronie dziedzińca. Mogłybyśmy je poznać.

– Jeśli nie poznałyśmy ich tam, dlaczego miałybyśmy poznawać tutaj?

– To wyborne nastawienie.

– Wyborne? Naprawdę?

Zaśmiałam się do siebie, schodząc na dół, ale kiedy dotarłyśmy na drugie piętro, zamilkłam. Claudia nie zapytała, co mi się stało. W rzeczy samej za moimi plecami zapadła kompletna cisza, więc odgadłam, że i ona gapi się w zachwycie.

Na półpiętrze, przyklejając wysoko na ścianie skserowany plakat, stał prawdziwy przystojniak. Kiedy uniósł ręce nad głową, jego koszula podwinęła się, odsłaniając fragment złocistej skóry i wspaniale wyrzeźbionych mięśni brzucha. Pod koszulą krył się idealny tors w kształcie litery V: szerokie ramiona i wąska talia, a złachane dżinsy osłaniały doskonały tyłek. Modny plemienny tatuaż pokrywał muskularne przedramię, a gdy jego właściciel spostrzegł nas kątem oka, westchnęłam w myślach. Wspaniały uśmiech, nieco krzywy, zdecydowanie flirciarski, wywoływał mrowienie w dole brzucha. Znakomicie współgrał z pięknymi jasnoszarymi oczami, rzeźbioną linią szczęki pokrytej seksownym kilkudniowym zarostem, gęstymi, zwichrzonymi ciemnoblond włosami, które tylko czekały na dotyk kobiecych palców.

– Cześć, dziewczyny – powitał nas niskim, lekko ochrypłym głosem. Jego amerykański akcent brzmiał swojsko i miło.

Claudia przecisnęła się obok mnie i jakby od niechcenia ruszyła w jego stronę. Uśmiechnęłam się, widząc, jak kołysze biodrami, gdy się do niego zbliżała. On też się uśmiechnął zafascynowany jej widokiem.

Moja przyjaciółka była zachwycająca, a przy tym miała niewiarygodną klasę, która kazała myśleć, że jest dziewczyną stworzoną do wyższych celów. W Stanach onieśmielała wielu facetów, a niektórzy z góry zakładali, że jest kimś innym, niż była w rzeczywistości. Traktowali ją jak panienkę z towarzystwa, na której łatwiej wywrzeć wrażenie wysokością funduszu powierniczego, a którą trudniej rozbawić. Dlatego, niestety, mimo wyjątkowej urody w świecie romansów Claudia wciąż pozostawała sama.

Patrzyłam, jak wytatuowany przystojniak w stylu buntownika bez powodu przygląda się jej z uznaniem. Claudia miała długie ciemne włosy i oliwkową karnację, którą odziedziczyła po matce Portugalce, tak jak wąską talię, długie nogi, jędrne cycki i tyłek. Była typem dziewczyny, jakiego inne przedstawicielki płci pięknej serdecznie nienawidzą.

Miała na sobie designerskie dżinsy rurki, tenisówki Lacoste i słodką białą bluzkę Ralpha Laurena z krótkimi rękawkami, dopasowaną w talii. Wyglądała, jakby wybierała się do ekskluzywnego klubu na golfa. Zauważyłam, że nasz zajęty wieszaniem plakatu przystojniak jest tym rozbawiony.

Claudia skinęła głową w stronę plakatu.

– Jest impreza?

– Tak. – Spojrzał na nią z uśmiechem, który, gdy się zbliżyłam, stał się jeszcze szerszy. – Wieszam to w imieniu przyjaciela, który mieszka w sąsiedniej klatce. Oczywiście powinnyście przyjść. A tak przy okazji, jestem Beck.

– Claudia. A to moja przyjaciółka Charley – dodała, wskazując na mnie.

– Cześć, Charley. – Flirciarski uśmiech nie zniknął z twarzy Becka, gdy studiował mnie wzrokiem z góry do dołu.

W przeciwieństwie do Claudii byłam ubrana tak, że najpewniej wyrzucono by mnie z jej elitarnego klubu – w moje ulubione opinające tyłek dżinsy rurki z dziurą na kolanie, sprane tak, że stały się mięciutkie jak dla niemowlęcia, a do tego koszulkę oversize z biegnącym przez pierś napisem „Mól książkowy”. Trzy lata temu rozjaśniłam długie jasne włosy na platynowo, sądząc, że dzięki temu moje orzechowe oczy będą wyglądać bardziej interesująco. Teraz zgarnęłam je do tyłu i związałam w luźny koński ogon. Jak zwykle miałam na sobie mnóstwo srebra – dwa długie naszyjniki, trzy pierścionki na jednej ręce, dwa na drugiej, a na obu nadgarstkach plątaninę bransoletek ze zdobionej srebrem skóry.

Claudia uważała, że powinnam ubierać się bardziej elegancko. Ja byłam zdania, że ona powinna nosić się bardziej w stylu grunge.

Kiwnęłam mu głową w odpowiedzi, czując, że policzki płoną mi pod jego spojrzeniem. Było w nim tyle żaru, że gdybym polizała palec i przytknęła do jego skóry, z pewnością z sykiem uniosłaby się para. Jednak po doświadczeniach z niegrzecznymi chłopakami w szkole średniej zdecydowanie wyleczyłam się z tych spraw. Posłałam Claudii spojrzenie dające jej do zrozumienia, że powinna wykorzystać szansę.

Uśmiechnęła się znacząco i popatrzyła na plakat. Podążyłam za jej wzrokiem.

IMPREZA WIECZOREM

13 września, godz. 21.00

I piętro, mieszkanie nr 3

DARMOWA GORZAŁA

I zagryha!

– Hm… – Claudia zwróciła się do Becka, marszcząc brwi. – Czy twój przyjaciel zdaje sobie sprawę, że zrobił błąd w słowie „zagrycha”?

Beck prychnął.

– Skarbie, tu jest napisane „Darmowa gorzała”. Naprawdę uważasz, że ktokolwiek będzie czytał następne zdanie na tym pieprzonym plakacie?

– Tu cię ma – mruknęłam pod nosem.

Puściła mimo uszu moją uwagę.

– Nie obchodzi cię to? Przyklejasz plakat, a jeśli ludzie go przeczytają, pomyślą, że jesteś kretynem, który nie umie prawidłowo napisać słowa „zagrycha”.

Beck wzruszył ramionami i przeszedł obok nas, kierując się piętro wyżej.

– Mam gdzieś, co ludzie myślą. Pieprzę to.

– Dość oryginalne podejście. – Claudia obróciła się na pięcie i posłała mu uśmiech, który stopiłby serce każdego faceta. – Może nauczyłbyś mnie takiego nietypowego myślenia? Znalazłabym trochę czasu.

Zauważyłam, że Beck zachwiał się lekko na pierwszym stopniu zaskoczony tym kokieteryjnym pytaniem. Szybko zamaskował swoją reakcję, ponownie posyłając Claudii seksowne spojrzenie, a potem z uśmiechem popatrzył jej w oczy.

– Do zobaczenia na imprezie, dziecinko.

– Przyjdziemy – odpowiedziała.

Chwyciła mnie za rękę, pociągając za sobą w dół po schodach. Kiedy tylko wypadłyśmy z betonowej klatki schodowej na rozgrzany słońcem dziedziniec, oparła się o stojak na rowery.

– Na sam jego widok mogłabym przeżyć orgazm – jęknęła i odwróciła się, spoglądając tęsknie w stronę budynku.

Zmarszczyłam nos.

– Oszczędź mi szczegółów.

– Daj spokój. Zanurz tego chłopaka w zimnym jeziorze, a zamieni je w gorące źródło.

– Opowiadasz głupstwa – odparłam ze śmiechem, po czym chwyciłam Claudię za rękę i ruszyłyśmy w stronę Guthrie Street.

Mieszkałyśmy tuż przy Cowgate, na wschodnim krańcu Grassmarket, który, jak odkryłyśmy, za sprawą licznych pubów i pobliskiego klubu był modnym miejscem spotkań. Okna naszych sypialni wychodziły na Cowgate, więc zarówno Claud, jak i ja zainwestowałyśmy w zatyczki do uszu, żeby móc spać w nocy.

Nasz dom znajdował się o kilka ulic z dala od głównego kampusu, na terenie wznoszącym się w stronę Uniwersytetu Edynburskiego. Ruszyłyśmy tam, żeby w centrum informacyjnym odebrać legitymacje. Były nam potrzebne – bez nich nie mogłybyśmy korzystać z biblioteki ani uczestniczyć w spotkaniach zrzeszenia studentów.

– Zgadzam się, że jest atrakcyjny, ale nie chcę mieć więcej do czynienia z niegrzecznymi chłopcami. – Zignorowałam znajome bolesne ukłucie w piersi i zacisnęłam szczęki, udając obojętność. – Nie sądziłam, że kiedykolwiek miałaś na to ochotę.

– Naprawdę chcę zrobić wyjątek dla Becka. – Claudia zatrzepotała rzęsami i ponownie jęknęła. – Beck. Nawet to jego cholerne imię jest seksowne.

– Mojej mamie by się nie spodobał. Dwukrotnie w odstępie kilku sekund użył słowa „pieprzyć”.

– Zerżnęłabym go dwa razy w ciągu kilku sekund.

Zaszokowana wybuchnęłam śmiechem.

– Nie żartuję.

Kiedy spojrzałam na twarz Claudii stwierdziłam, że mówi prawdę. Natychmiast otrzeźwiałam.

– Proszę, nie rób niczego, czego byś potem żałowała.

Machnęła ręką, lekceważąc mój niepokój.

– Nie jestem głupia. Jeśli zechce dobrać mi się do majtek, będzie musiał na to zasłużyć. – Zatarła dłonie z radością. – I zamierzam świetnie się bawić, zmuszając go, żeby na to zapracował.

Nie byłam zachwycona perspektywą uczestniczenia w imprezie, na której zostawiono by mnie samą, podczas gdy najlepsza przyjaciółka próbowałaby owijać sobie Becka dookoła palca. Ale… to była Claudia, a ja ją kochałam i nigdy jeszcze nie widziałam, żeby jakiś facet od pierwszej chwili tak bardzo ją zafascynował. Przeboleję to ze względu na nią.

– To znaczy, że naprawdę idziemy dziś na tę imprezę. Może powinnyśmy zaprosić nasze współlokatorki?

– Przypomnij mi, jak mają na imię.

Próbowałam sobie przypomnieć.

– Maggie, Gemma i Lisa… Chyba tak?

– Myślałam, że Maggie, Jemima i Lauren.

– Jemima? Zapamiętałabym takie imię.

– Jesteśmy okropnymi współlokatorkami.

– To prawda. Mam zamiar zorganizować dla nas coś w rodzaju towarzyskiego spotkania.

Oczy Claudii zabłysły.

– Ooch, a możemy zaprosić Becka?

Cholera. Już po niej.

– Może powinnam włożyć sukienkę? – Claudia wymamrotała pod nosem już pięćdziesiąty raz, gdy wchodziłyśmy na pierwsze piętro, zmierzając do mieszkania numer trzy.

Z wnętrza dobiegała pulsująca rytmicznie muzyka, a na dziedzińcu minęłyśmy kilku pijanych studentów pierwszego roku. Westchnęłam, przyciskając się plecami do ściany, by zrobić przejście dla chłopaka, który zbiegał ze schodów w stronę wyjścia. Wyglądał na poirytowanego.

– Mówiłam ci, że przesadziłabyś z sukienką. To jest zwykła studencka impreza, Claud, nic formalnego.

Kiedy znalazłyśmy się na pierwszym piętrze, przekonała się, że miałam rację. Drzwi do mieszkania numer trzy były otwarte na oścież, a studenci kotłowali się przy nich, popijając z czerwonych plastikowych kubków. Kilka dziewczyn uśmiechnęło się do nas, a chłopcy kiwnęli nam głowami, kiedy ich mijałyśmy, wchodząc do środka. Wszyscy byli swobodnie ubrani i cieszyłam się, że przekonałam Claudię do dżinsów i koszulki na ramiączkach.

– To mieszkanie jest dużo większe od naszego – powiedziałam, gdy rozejrzałyśmy się po zatłoczonym salonie i kuchni.

– Tam jest więcej pokoi. – Claudia wskazała korytarz z lewej strony.

Zauważyłam, że na końcu zakręcał pod kątem prostym. Naliczyłam pięcioro drzwi po jednej stronie i pomyślałam, że Claud ma rację, mówiąc, że w ukrytym korytarzu są kolejne.

– Przyszłyście. – Beck wyrósł przed nami jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z dwoma piwami w dłoniach. – Miło panie znów widzieć.

Wyglądał prawie tak jak po południu – może nawet ponętniej – i na jego widok przez chwilę odebrało nam mowę.

W jego uśmiechu była pewność siebie kogoś świadomego, jaką reakcję wywołuje u przedstawicielek płci przeciwnej. Wyciągnął butelki piwa w naszą stronę.

– Chcecie?

Sięgnęłam po jedną.

– Dzięki. Nieźle to wygląda. – Wskazałam balangujący tłum.

– Mówiłem? Wystarczy „darmowa gorzała” na plakacie i voilà. – Uśmiechnął się do Claudii, gdy w końcu wyszła z odrętwienia i sięgnęła po piwo. Zerknął znów na mnie i moje piersi. – Fajna koszulka.

Mój T-shirt vintage z logo Pearl Jam był spłowiały i znoszony, nieco obcisły, ale kiedy go zobaczyłam w sklepie z używanymi ubraniami, natychmiast zapragnęłam go mieć. Na szczęście dzięki temu, że był dopasowany, wyglądałam w nim seksownie. Nie pierwszy raz facet mówił mi komplement, gdy miałam tę koszulkę na sobie, i wciąż nie wiedziałam, czy dlatego, że była z Pearl Jam, czy dlatego, że ciasno opinała biust.

Zapewne trochę z pierwszego powodu i dużo bardziej z drugiego.

– Dzięki – mruknęłam i rozglądając się po pokoju, „przypadkiem” trąciłam Claudię łokciem.

Zrozumiała aluzję.

– A więc, Beck – powiedziała, podchodząc do niego bliżej – studiujesz za granicą przez semestr czy przez rok, jak my?

– Przez rok – usłyszałam, udając, że bardziej interesuje mnie pokój, w którym się znajdujemy, niż konwersacja między nim a najlepszą przyjaciółką. – Przyjechałem z Northwestern. A wy?

– Z Purdue, to nie tak daleko od ciebie.

– Wydaje mi się, że parę osób, które tu mieszkają, też stamtąd pochodzi. Znacie ich? To Alan i Joey. Poznaliśmy się pierwszego wieczoru.

Odwróciłam się teraz, upijając kolejny łyk piwa, i pokręciłam głową, kiedy Claudia odparła:

– Nie. Ty też tu mieszkasz?

– Nie, niedaleko, w College Wynd, z moim kumplem Jakiem.

Wzdrygnęłam się na dźwięk tego imienia, serce zaczęło mi szybciej bić, jak zawsze, gdy je słyszałam. Na szczęście żadne z tych dwojga tego nie zauważyło i kiedy ze sobą gawędzili, zaczęłam powoli, głęboko oddychać, żeby się uspokoić. Minęło już trzy i pół roku, a na samą myśl o nim serce podchodziło mi do gardła. Kiedy doszłam do siebie, zauważyłam, że Claudia rzuca mi ukradkowe spojrzenia mówiące „spadaj”. Butelką z piwem wskazałam stronę za ich plecami.

– Mam zamiar pójść… i sprawdzić, czy kogoś tu znam.

Po drgnięciu ust Becka widać było, że ani Claudia, ani ja nie zachowujemy się subtelnie, ale to nie ja chciałam zrobić na nim wrażenie. Weszłam między tłoczących się ludzi i skierowałam do środka pomieszczenia, gdzie na dużym stole trwał turniej piwnego ping-ponga. Gracze rzucali piłeczkami do kubków z piwem ustawionych po drugiej stronie. Już sama myśl o tym wydała mi się potwornie nudna i zawróciłam w stronę kuchni, gdzie ludzie gawędzili oparci o kuchenne blaty. Przecisnęłam się obok niskiego faceta z twarzą na wysokości moich cycków.

– Fajna koszulka. – Uśmiechnął się do mnie, spoglądając w górę.

Co mówiłam? To czarodziejska koszulka. Mruknęłam „dziękuję” i ruszyłam do kuchni.

– Charley!

Zdziwiłam się, słysząc swoje imię wykrzyczane na całe pomieszczenie, i otworzyłam szeroko oczy na widok naszej współlokatorki Maggie, która z entuzjazmem machała do mnie z kuchni. Zaskoczona jej wylewną reakcją na mój widok i nieco skonsternowana, posłałam jej uśmiech i rozejrzałam się.

– Cześć, Maggie.

– Przyszłaś, cudowna dziewczyno. Chodź, ukochaj mnie! – Zarzuciła mi ramiona na szyję i kiedy się zderzyłyśmy, jej gęste rude włosy stłumiły moje słowa. Była całkiem pijana i trochę mamrotała, mimo to jej angielski akcent pozostał fantastyczny. Odsunęła mnie od siebie silnym ruchem. – Claudia też tu jest?

– Tak, rozmawia z facetem, którego poznałyśmy dziś po południu.

Maggie kiwnęła głową. Jej piękne oczy były przekrwione.

– Zgubiłam Gemmę i Laurę. Nie wiem, gdzie poszły, ale ja spotkałam tych chłopaków. – Odwróciła się do jednego z nich, średniej budowy ciała, z jasnymi kręconymi włosami i dziecięcym spojrzeniem błękitnych oczu. Towarzyszyli mu wysoki, chudy facet w modnych okularach bez oprawek, z tatuażami na ramionach i z kolczykiem w wardze oraz niska, krągła dziewczyna o włosach w odcieniu jasnego fioletu. – To Matt, Lowe i Rowena.

Przywitałam się z nimi, unosząc butelkę z piwem.

– Cześć. Jestem Charley.

Lowe, ten wysoki, chudy facet, uniósł swoje piwo i na jego paznokciach pomalowanych czarnym lakierem zauważyłam odpryski.

– Fajna koszulka.

– Też jesteś Amerykaninem?

– Z Northwestern.

– Purdue.

Nagle spojrzał na mnie z większym zainteresowaniem. Kiedy jego wzrok wędrował w górę i w dół po moim ciele, zauważyłam, że nie był chudy. Był szczupły, muskularny… i uroczy. Naprawdę uroczy.

– Grałem w drużynie Boilermakers. Praktycznie jesteśmy sąsiadami. – Bardzo, bardzo uroczy.

Był również kolejnym niegrzecznym Beckiem. Mogłabym się założyć, że się przyjaźnili.

– Jeśli przyjaciel musi jechać kilka godzin, żeby wpaść do ciebie na ciasto, to rzeczywiście jesteśmy sąsiadami.

Lowe uśmiechnął się, a Matt i Rowena zachichotali.

Maggie wyglądała na zdezorientowaną. Próbując zmienić temat, zapytała:

– To znaczy, że widziałyście plakat, ten o imprezie?

– Tak. I Beck nas zaprosił.

Lowe zmarszczył brwi.

– Poznałyście Becka?

Spojrzałam przez ramię na tłum gości i wskazałam na niego. Beck i Claudia wciąż rozmawiali, ale ona nie wydawała się zachwycona jego słowami.

– Rozmawia z moją przyjaciółką Claudią.

Odwróciłam się znów w stronę moich rozmówców i dostrzegłam w tłumie profil, na którego widok krew uderzyła mi do głowy. Zmroziło mnie, gdy obejmowałam wzrokiem znajomy zarys szczęki i prosty rzymski nos. Znajome usta całowały czyjeś czoło.

To nie mógł być on.

Serce zaczęło mi szybciej bić, gdy patrzyłam, jak profil się odwraca. Więcej niż znajomy piękny uśmiech pozbawił mnie tchu.

Przez chwilę, która wydawała się wiecznością, czułam na sobie wzrok Jacoba Caplina – chłopaka, który był moją pierwszą miłością.

Nie widziałam go od trzech i pół roku.

I oto stał tutaj, wysoki i dobrze zbudowany, ubrany porządniej niż kiedyś, w koszulkę z długimi rękawami i czarne dżinsy. Ciemne włosy miał krótsze niż dawniej, ale pasowały do owalu jego przystojnej, szczupłej twarzy. Nie chciałam nawet spojrzeć w jego ciemne oczy, wiedząc, że sprawiłoby mi to ból jeszcze większy niż ten, który dotąd czułam. Cierpienie stało się dotkliwsze, gdy patrzyłam, jak obejmuje ramieniem wtuloną w niego ciemnowłosą dziewczynę, która opierała dłoń na jego piersi. Miałam ponad metr siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu. Ona była wyższa. Zgrabniejsza. O wiele, wiele ładniejsza. Z ciemnymi włosami i oliwkową cerą wyglądała przy nim idealnie.

Nienawidziłam jej.

Nienawidziłam jego.

Trzy i pół roku wciąż nie zagoiło ran.

– Charley! Halo, Charley! – Maggie wykrzyknęła pijackim głosem i dostrzegłam, że dźwięk mojego imienia dotarł do jego uszu. Zesztywniał, podczas gdy drżącymi palcami ściskałam szyjkę butelki.

Błyskawiczne uniósł wzrok i przebiegł nim przez wypełniony ludźmi pokój. Drgnął, gdy jego spojrzenie zetknęło się z moim, i opuścił ramię obejmujące przytuloną dziewczynę. Rozchylił usta, jego piękne rysy zelżały pod wpływem szoku i zobaczyłam, że bezgłośnie wymawia moje imię.

Kiedy nasze oczy spotkały się po raz pierwszy od lat, nagle wszyscy wokół mnie zniknęli. Muzyka zmieniła się w głuche pulsowanie, rozmowy w stłumiony gwar i słyszałam jedynie bicie serca. Pragnęłam stamtąd wyjść. Znaleźć się jak najdalej od niego, ale gdy przecisnął się obok swoich zaciekawionych przyjaciół i ruszył w moją stronę, poczułam się, jakbym była przyklejona do podłogi, i kiedy stanął przede mną, policzki płonęły mi z emocji.

– Jake – ciepło pozdrowił go Lowe.

Jake skinął mu głową w znajomy sposób, który przeszył mi serce.

– Lowe.

Szybko przeniósł wzrok z przyjaciela na mnie, a ból wybuchł we mnie płomieniem. Kochałam oczy Jake’a. Ciemne, w kolorze głębokiego brązu, były tak inteligentne i ciepłe, tak głębokie, że mogłabym szczęśliwie spędzić resztę życia, zatracając się w nich.

Byłam młoda.

Byłam idiotką.

– Charley – powiedział cicho niskim, głębokim głosem, który wciąż potrafił wywołać rozkoszny, lecz niepożądany dreszcz w dole pleców. – Nie mogę uwierzyć, że to ty. – Drżącą dłonią przeciągnął po włosach, czekając, aż coś powiem. Cokolwiek.

Chciałam być chłodna. Nieporuszona. Obojętna.

Niestety nie udało mi się. Wręczyłam swoje piwo zbitej z tropu Maggie i przeszłam obok Jake’a bez słowa.

Używał wciąż tej samej wody toaletowej, tej, którą mu kupiłam. Tej, która pachniała na nim tak cudownie, że sporo czasu spędziłam z nosem wtulonym w jego szyję.

Również to wspomnienie bolało.

Idąc szybko korytarzem, dostrzegłam, że Claudia rozmawia z facetem, którego nie znałam. Nie miałam czasu zastanawiać się, co się stało z Beckiem, bo Jake wykrzykiwał moje imię. Słysząc to, Claudia podniosła wzrok i zrobiła wielkie oczy, gdy ujrzała moją twarz.

– Wychodzę – oznajmiłam kategorycznie, mijając ją.

Natychmiast ruszyła za mną. Popędziłam po schodach i przez dziedziniec, wpadłam do naszej klatki schodowej i szybko zamknęłam ją za Claud.

– Co się dzieje, do cholery? – Jej oczy błyszczały z niepokoju, kiedy przecisnęłam się obok i wbiegłam na schody.

Dopiero gdy znalazłyśmy się w mojej sypialni i zamknęłyśmy drzwi, obróciłam się i stanęłam przed nią. Drżałam na całym ciele, a ból, który starałam się stłumić, eksplodował. Claudia chwyciła mnie w objęcia i trzymała mocno, cicho mówiąc do ucha uspokajające słowa, tymczasem ja, szlochając, szeptałam wyjaśnienie w jej włosy.

Rozdział drugi

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej