Zrolowany wrześniowy Vogue - Jarek Skurzyński - ebook

Zrolowany wrześniowy Vogue ebook

Jarek Skurzyński

3,3

Opis

Dużo seksu, mało stosunków.
Rzecz dzieje się w Polsce i Anglii – tu i teraz. Bohater wyznaje zasadę, że miłość to więzienie, a poszukiwanie tego jedynego to bzdury natchnione duchem ideologii monogamicznego życia. Poznacie go jak dzieli się sobą nawet jeśli nie ma na to ochoty. Jednocześnie ugania się za zwyczajnym szczęściem i wolnością, bo myśli, że to najważniejsze w życiu. Polubicie go, chociaż czasem będziecie mieli ochotę go odlubić.

Książka Skurzyńskiego opowiada historię spoza dominującego, heteronormatywnego świata, co sprawia, że jest w Polsce opowieścią bardzo potrzebną.
Maria Reimann

Tacy są właśnie Normalni Ludzie LGBT+ z Polski. Nawet jeśli piękni i młodzi, to rzadko znani i bogaci. Bardziej prywatni niż publicznie jawni. Dyskretni, mili, kulturalni, choć niekoniecznie chcący tradycyjnych stałych związków. Romansują i rozchodzą się, proza. Tworzą własne konstelacje i fascynujące rozwiązki, otwierając się na inne opcje niż przyzwyczajenie i rutyna. Poddają się uczuciom i kochają po swojemu, ale jak wszyscy dzisiaj – miewają też swoje jazdy i schizy, spor(n)e problemy i dylematy. No i często tkwią już zbyt długo w tym dziwnym kraju, gdzie życie daje w dupę, jak nikt nie lubi. I ja, i ty, i wy macie swoje miejsca w tej zagayonej niebajce.
Tomasz Charnas, Queer.pl

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 98

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Jarek Skurzyński, Zrolowany wrześniowy Vogue, Kraków 2020
Copyright © by the Author, 2020 Copyright © for this edition by Korporacja Ha!art, 2020
Redakcja serii Piotr Marecki
RedakcjaMarta Syrwid
KorektaZespół
Projekt okładki Bolesław Chromry
Projekt typograficzny, skład i łamanie, korekta By Mouse | www.bymouse.pl
Wydanie I
ISBN 978-83-66571-01-3
Korporacja Ha!art ul. Konarskiego 35/8, 30-049 Kraków tel. 698 656 756korporacja@ha.art.plwww.ha.art.pl
Konwersja:eLitera s.c.

Seria prozatorska pod redakcją Piotra Mareckiego

• Jerzy Franczak, Trzy historye

• Sławomir Shuty, Bełkot

• Łukasz Orbitowski, Szeroki, głęboki, wymalować wszystko

• Piotr Cegiełka, Sandacz w bursztynie

• Sławomir Shuty, Cukier w normie

• Michał Palmowski, Przygody Hiszpana Dete

• Michał Witkowski, Lubiewo

• Marta Dzido, Małż

• Marian Pankowski, Rudolf

• Maciek Miller, Pozytywni

• Ewa Schilling, Głupiec

• Adam Wiedemann, Sceny łóżkowe

• Jan Dzban, Dentro

• Piotr Szulkin, Socjopatia

• Marian Pankowski, Bal wdów i wdowców

• Jerzy Nasierowski, Zbrodnia i...

• Piotr Czerski, Ojciec odchodzi

• Maciek Miller, Zakręt hipokampa

• Łukasz Orbitowski, Horror Show

• Joanna Pawluśkiewicz, Pani na domkach

• Joanna Wilengowska, Zęby

• Marta Dzido, Ślad po mamie

• Jan Krasnowolski, Klatka

• Marian Pankowski, Pątnicy z Macierzyzny

• Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Raz. Dwa. Trzy

• Michał Zygmunt, New Romantic

• Joanna Pawluśkiewicz, Telenowela

• Jerzy Franczak, Przymierzalnia

• Wojciech Bruszewski, Fotograf

• Krzysztof Niemczyk, Kurtyzana i pisklęta

• Sylwia Chutnik, Kieszonkowy atlas kobiet

• Juliusz Strachota, Cień pod blokiem Mirona Białoszewskiego

• Natalia Rolleczek, Drewniany różaniec

• Marian Pankowski, Niewola i dola Adama Poremby

• Maciek Miller, Cockring

• Dominika Ożarowska, Nie uderzy żaden piorun

• Ewa Schilling, Codzienność

• Marian Pankowski, Tratwa nas czeka

• Piotr Szulkin, Epikryza

• Jerzy Franczak, NN

• Sławomir Shuty, Jaszczur

• Darek Foks, Kebab Meister

• Tomasz Pułka, Vida Local

• Ziemowit Szczerek, Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian

• Wojciech Bruszewski, Big Dick. Fikcja dokumentalna

• Jan Krasnowolski, Afrykańska elektronika

• Daniel Kot, Kierunkowy 22

• Marian Pankowski, Nastka, śmiej się! Opowiadania

• Sławomir Shuty, Dziewięćdziesiąte

• Łukasz Orbitowski, Horror Show [wyd. II popr.]

• Joanna Dziwak, Gry losowe

• Søren Gauger, Nie to / nie tamto

• Maciej Bobula, Katarzyna Gondek, Adam Miklasz, Aleksander Przybylski, Michał Zantman, Bękarty Wołgi. Klechdy miejskie

• Ziemowit Szczerek, Siódemka

• Juliusz Strachota, Relaks amerykański

• Flash fiction. Antologia

• Dariusz Orszulewski, Zjednoczone Siły Królestwa Utopii

• Stanisław Czycz, Nie wierz nikomu. Baza

• Konrad Janczura, Przemytnicy

• Maciej Piotr Prus, Przyducha

• Marta Dzido, Frajda

• Olga Hund, Psy ras drobnych

• Juliusz Strachota, Turysta polski w ZSRR

• Jakub Michalczenia, Gigusie

• Anna Mazurek, Dziwka

• Natalka Suszczyńska, Dropie

• Antonina Kardaś, Czernucha

• Aleksandra Wstecz, Kwiaty rozłączki

• Jarek Skurzyński, Zrolowany wrześniowy Vogue

Moim pierwszym czytelnikom:Kubie, Danielowi, Justynie i Pawłowi

1

Wbijam do klubu.

Śmierdzi.

Zauważam chłopaka w niebieskich rurkach. Mijam go. Ma duże oczy, usta wąskie i ostro zarysowane, winne, a ich koniuszki kierują się ku górze. Przypominają trochę ogonki jabłek. Czarne włosy. Grzywka na bok. Pali. Pięknie pali. Spokojnie. Do tego biała koszula. Rozpięta na trzy guziki. Niedbale wciśnięta w spodnie. Podchodzę do baru. Barmani w samych majtkach. Zerkam za siebie. Odważny. Mierzy mnie wzrokiem. Nawet z tej odległości widzę wyraźny kontur jego ust. Nie odwrócił wzroku. Patrzymy więc na siebie, a raczej robimy próbę oczu: kto pierwszy zrezygnuje. Nie on. Odwracam się, żeby odebrać drinka. Barman uśmiecha się do mnie i podając szklankę, dotyka mojej dłoni. Niby niechcący. Gram nieśmiałego. Spuszczam oczy, aby zaraz ponownie spojrzeć na barmana i wymijająco uśmiechnąć się do niego. W pośpiechu próbuję zebrać resztę. Nie wychodzi. Zostawiam monety jako napiwek i odwracam się. Postanawiam ponownie przejść obok chłopaka w niebieskich spodniach. Wiem, że złamię podstawowe zasady klubowej etykiety, postanawiam jednak musnąć go wierzchem dłoni. Jestem ciekawy, co zrobi.

Może się odsunie.

Urażony, że śmiałem tak koło niego przechodzić.

Obrazi się?

Że tak szybko, bez powodu, i tak prawie teatralnie. Że tak niepotrzebnie, tak bez oczekiwania na lepszy moment i że tak się spoufalam. Że kim ja jestem, żebym tak robił? Że mnie nie zna, że jestem obcy i z pewnością nietutejszy. I że on zaraz wychodzi. Że wpadł tylko na moment i on mnie nie widzi i nic nie poczuł. Że jestem stary. Że trzeba znać się dłużej i przynajmniej dwa razy należy na siebie wpaść w klubie, żeby można było niechcący się dotykać.

Nie odszedł. Stoi i spokojnie, prawą ręką, unosi papierosa do ust.

Podchodzę do niego. Od tyłu. Na szyi chłopaka wisi łańcuszek. Srebrny. Malutkie ogniwa zaczepiają się o włosy na karku. Na prawym uchu, z tyłu, widzę małe znamię. Czy wie o jego istnieniu? Nachylam się do niego i do tego ucha ze znamieniem. Czy odkrył już to miejsce? Może ktoś mu o nim powiedział? A może on sam, uważnie oglądając się przed lustrem, je zauważył?

– Poczęstujesz mnie papierosem?

Chłopak nawet nie drgnął. Nie usłyszał? Nie poczuł mojego oddechu? Ale przecież się uśmiecha, na pewno, widzę, że kąciki ust się podnoszą.

– Poczęstuję.

Nadal stoję za nim. Nie odwraca się. Zauważyłem, jak jego kości policzkowe poruszyły się, kiedy mi odpowiedział. Postanawiam grać tak jak on. Opieram się o filar, upijam drinka i czekam. Widzę, jak parę ciemnych kosmyków na karku wsunęło się pod kołnierzyk. Widzę, jak koszula opina jego talię.

Odwraca się. Wyciąga paczkę papierosów z tylnej kieszeni spodni. Otwiera ją. Ustami wysuwa – na długość ustnika – papierosa. Wyciągam tego papierosa palcami. Wkładam do ust. Przygląda się moim ruchom, żeby w odpowiednim momencie podać mi ogień. Zaciągam się. Wypuszczam dym ustami, kieruję go na bok, aby nie dmuchnąć mu w twarz. Uśmiecha się. Odsłania białe zęby, zwilża wargi końcem języka. Wkłada papierosa do ust. Zaciąga się. Przy wdechu jego koszula delikatnie rozsuwa się na klatce. Wypuszcza dym na bok. Koszula znowu zakrywa pierś. Nachyla się do mnie.

– Pokaż mi swoją dłoń.

Robię to, o co poprosił. Ujmuje nadgarstek i odwraca, jak do wróżenia. Patrzy mi w oczy. Widzi ufność. Choć nie powinien. Zaciska palce na moim nadgarstku i w tym samym momencie jego druga ręka, ta, w której trzyma papierosa, uderza w moją otwartą dłoń. Wrzeszczę. Odpycham go. Chyba upada. Chuj.

Wybiegam z klubu.

Przyciskam ranę do ust. Liżę poparzone miejsce. Piecze. Moja ślina jest za ciepła i nie pomaga. Macham dłonią, żeby schłodzić piekącą skórę. Rana nie jest groźna. Papieros trafił zaraz pod nasadę środkowego palca.

*

Wracam do domu. Jest parę minut po dziewiątej. Dzwonię do Radka. Nigdy nigdzie nie wychodzi.

– Hej.

– Hej.

Cisza. Nie wiem, jak zacząć. Co mam mu powiedzieć? Że jakiś dupek zaatakował mnie petem? Będzie miał bekę.

– Już wróciłeś?

– No.

Słyszę, jak jego kanapa trzeszczy. Ma tak starą kanapę, że szkoda gadać. Mówię mu, żeby ją wymienił, że się nie wysypia, a w dodatku cuchnie to na odległość. A on, że przykryje nowym kocem z Jyska.

– I jak tam? Gdzie byłeś? Chwila – mamrocze, że musi ściszyć tiwi, bo nic nie słyszy.

– Tu i tam.

– Poznałeś kogoś?

Idę do kuchni.

– Tak jakby.

– Znowu jakiś nowy znajomy na Fejsie, który twierdzi, że cię zna, a ty nie masz bladego pojęcia, kim jest?

– Nie siedziałem na Fejsie, mam to głęboko w odbycie.

– Wypad się nie udał?

Puszczam wodę do zlewu i wkładam rękę pod kran.

– Tak jakby.

– A mówiłem, żebyś wpadł, najpierw byśmy się dotykali pisiorkami, a później coś byśmy zjedli.

– Odchudzam się.

– Znowu?

– Tak jakby.

– To gdzie byłeś?

– W Musie.

Radek westchnął.

– W tej norze analfabetów? Przecież tam dzieciaczki chodzą.

– Może miałem ochotę na takiego?

– I co? Poznał się któryś na tobie?

– Tak, jeden zgasił peta na mojej dłoni.

Radek śmieje się dziko.

– No, szkoda, że nie na czole.

– Gdyby mi zgasił na czole, nie mógłbym teraz z tobą gadać, bo ryj miałbym zanurzony w wodzie.

Cisza.

– Żartujesz?

– Nie.

– Czekaj, czekaj, byłeś w Musie?

– Ta.

– A czy ta dziecina, która przypaliła ci rączkę, to przypadkiem nie taki wysoki i szczupły czarnulek?

– A co? Też ci coś przypalił?

– Nie, ale on jest znany... no... z różnych rzeczy. Dziwię się, że nie wiesz.

– Ja nie siedzę całymi dniami na gejowniach i nie uprawiam nudnego seksu przez kamerkę.

– I nawet nie wiesz, jak dużo tracisz! W ogóle nie wiesz, czym miasto żyje.

– Kim on jest?

– Kochaniutka, to syneczek właścicielki klubu. Nic mu nie zrobią.

– A to zdzirowata świnia.

– Mamusia czy syneczek?

– Co?

– Nic. To co? Wpadniesz przytulić się do Radeńki?

– Ta. Tylko zawinę czymś łapę.

– Nie zawijaj, szybciej się zagoi, jak będzie oddychało. Przyjdziesz, to posmaruję ci czymś na poparzenia, ty na pewno takich rzeczy nie masz.

– Dobrze, mamusiu, zara będę.

Odkładam telefon. Wycieram rękę. Wyciągam papierosa. Palę.

2

Tuż przed dziesiątą wchodzę bez pukania do mieszkania Radka.

– Może byś tak zaczęła zamykać drzwi na klucz?

– Po co? Myślisz, że ktoś oprócz ciebie włazi do mnie bez pukania?

– Tego nie wiem, ale może wejść ktoś, kogo niekoniecznie chciałbyś wpuścić.

– Na przykład?

Radek wyszedł z łazienki. Stare kapcie, stary sweter, spod którego wystaje rozciągnięty podkoszulek, stare spodnie od piżamy – nic, tylko się zakochać w nim i rozgogolić na całe życie.

– Na przykład ksiądz po kolędzie.

Zdejmuję kurtkę, kładę ją na stos ubrań. Robię to z pewnością człowieka, który wie, że ten stos to rzeczy uprane, wysuszone i rzucone tutaj z braku szafy. Nie żebym był pedantem, ale mam jednak jakieś zasady i granice. Nieraz mówiłem, żeby zainwestował w komodę albo choćby w skrzynię, bo komoda jednak wymaga układania, a do skrzyni można wrzucać. Nawet mu wyszukałem parę mebelków, ale spojrzał na mnie z wyższością i zapytał, czy świadomość tego, że są to dopiero co wyprane ubrania, nie zadowala mojego umiłowania czystości. I czy przypadkiem moje próby wprowadzenia u niego choćby iluzorycznego porządku nie są świadectwem bezradności wobec tego, że własne życie mam rozpierdolone. Więc dałem spokój.

– Kocham księży! Są tacy wrażliwi na dotyk! Idź do pokoju, przyniosę maść. Co pijemy?

– A co zazwyczaj pijasz z tymi wrażliwymi księżmi?

– Dobra, mam tylko whisky. Może być?

– Może. Zanim mnie ten gówniarz przypalił, popijałem właśnie whisky, zrobił mi ją zresztą zgrabny barman.

Słyszę dźwięk obijających się o siebie szklanek, jak zwykle Radek próbuje wszystko zabrać z kuchni na jeden raz.

– Zgrabny? A co to znaczy w twoim świecie: „być zgrabnym”?

Radek pojawia się w pokoju z butelką whisky pod lewą pachą, dwiema pękatymi szklankami trzymanymi palcami prawej ręki i z kubełkiem lodu w lewej dłoni. Brodą przytrzymuje przyciśnięty do klatki piersiowej duży talerz.

– Dobrze, że chipsy masz już na stole, bo musiałbyś drugi raz zapieprzać do kuchni, a to przecież w innym skrzydle tej posiadłości.

Radek wysypuje chipsy na talerz.

– Zgrabny? Co znaczy zgrabny? Dawno nie słyszałem takiego słowa. Chociaż nie, ostatnio określiłeś tak chyba jakiś budynek.

– Nie czepiaj się. Zobacz, co ta śmierdząca ciota mi zrobiła. – Wyciągam rękę i otwieram dłoń.

– No, ładnie, dawaj, posmaruję to.

Radek delikatnie nakłada jakąś białą maść. Czuję przyjemne zimno.

– Wytłumacz mi, jak to się stało, że dałeś się tak omamić, żeby pozwolić przypalić sobie dłoń? I to jeszcze jakiemuś gnojowi!

– No, normalnie, poprosił, żebym pokazał mu dłoń, i wtedy to zrobił.

– No tak, tak właśnie się nabiera naiwne cioteczki. Zamroczył cię wygląd czy rozporek?

– Nic mnie nie zamroczyło. Kiedy ktoś prosi cię o pokazanie dłoni, to co robisz?

– To zależy.

– Od czego?!

– Gdyby miał papierosa w gębie, nie pokazałbym mu łapy. – Radek wyszczerzył zęby, znowu mnie wyśmiał i zaczyna rozlewać drinki. Oblizuje palce i podaje mi szklankę. Kostki lodu zastukały o szkło.

Siedzimy w milczeniu. Kiedy się spotykamy, nigdy nie paplamy przez cały czas. Często gapimy się po prostu przed siebie i tak sobie razem jesteśmy.

Odpoczywam. Radek podchodzi do regału i wyciąga jakąś książkę, przekartkował parę stron, uśmiecha się pod nosem.

– Co tam masz?

– „Wbijajcie mocno, bo inaczej obudzę ifryta!” – przeczytał.