Złoto Pilicy - Jarosław Bogusiak - ebook

Złoto Pilicy ebook

Jarosław Bogusiak

3,5

Opis

Autor stara się wprowadzić czytelnika w świat lekko zaczarowany. Z pewnością jest on pociągający, tym bardziej dla kogoś, kto interesuje się historią i okolicami Łodzi. Do tej pory nikt, w ogólnie dostępnym obiegu, nie pokusił się o taki zabieg literacki. Pomysł się broni. Przemieszanie okresów, w których dzieje się opowiadana historia ma ułatwić odbiór, a jednocześnie jeszcze bardziej zaciekawić.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 132

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,5 (4 oceny)
2
0
0
2
0

Popularność




Jarosław Bogusiak

Złoto Pilicy

Powieść historyczno-przygodowa

© Jarosław Bogusiak, 2018

Autor stara się wprowadzić czytelnika w świat lekko zaczarowany. Z pewnością jest on pociągający, tym bardziej dla kogoś, kto interesuje się historią i okolicami Łodzi. Do tej pory nikt, w ogólnie dostępnym obiegu, nie pokusił się o taki zabieg literacki. Pomysł się broni. Przemieszanie okresów, w których dzieje się opowiadana historia ma ułatwić odbiór, a jednocześnie jeszcze bardziej zaciekawić.

ISBN 978-83-8126-652-9

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

John Dee, Edward Kelley w 1583 r. William H. Lindley w 1901 r., JB w 2016 r. — okolice Sulejowa połączyły w wyobraźni odległe czasy i fakty.

Rozdział 1. Polska centralna. Luty 1584

Po długotrwałych mrozach i zamieciach po gościńcach hulających, nastała odwilż i deszcze ulewne padać zaczęły. Gościńce rozmiękły i wozy grzęzły w rzadkim błocie. W nocy przymrozek ścinał po wierzchu, to co w dzień rozmiękło.

Karawana pojazdów wiozących Anglików z rodzinami i sługami posuwała się niemrawo.

Koła łamały kruchy lód i zapadały się po osie. Podróż stała się nużąca i beznadziejnie powolna. Jedynym wyjściem, by przyspieszyć tempo, zaproponowanym przez przewodników, było wykorzystanie rzek pokrytych jeszcze grubym lodem, jako gościńców. Ale trzeba się było spieszyć, by odwilż nie osłabiła kruchej pokrywy.

Posuwali się odtąd szybciej, ale niepokój na stałe zagościł w ich sercach. Żona mistrza Dee, Jane, tuliła do obfitej piersi dzieci, modliła się nieustannie i trwożliwie podskakiwała za każdym głośniejszym skrzypnięciem koła wozu. Podobnie zachowywała się żona Kelleya, ale nie tuliła dzieci, bo po pierwsze ich nie miała, a po drugie nie miała do czego, co mąż jej często wypominał.

Sam Kelley kołysał się na koźle, zobojętniały na wszystko. Przyczyną tego było częste pociąganie z kamionkowej flaszy, wypełnionej niedawno w Łasku czarodziejskim napojem, który wprowadzał w szarą polską rzeczywistość elementy baśniowe.

Natomiast Mistrz Dee był zachwycony. Z ciekawością obserwował mijany krajobraz, rosochate wierzby ciągnące się rzędami wzdłuż rzeki, kępy suchych traw zwarzonych przez mróz, teraz oblepionych kroplami wody, błyszczącymi jak …kryształy, które tak kochał. Minęli rozwaloną, szopę w której szparach wiatr wygrywał melancholijne tony, przypominające kujawiaki grane przez wiejską kapelę, jakby przetworzone przez francuskiego pianistę.

Pod koniem mistrza lód zatrzeszczał złowieszczo. Koń zastrzygł uszami i stanął jak wmurowany.

Jane spojrzała z niepokojem na męża. On uspokajająco pokiwał na boki głową, uśmiechnął się do niej szeroko i… w tym momencie lód się załamał.

Pilica to rzeka niosąca w swym nurcie wiele piasku. Potrafi jednego dnia nanieść go tyle, że w miejscu głębokim wczoraj, dziś chodzi się po płyciźnie do kostek.

W takim miejscu trzasnął lód i Dee z koniem stanęli na dnie zaledwie pół metra niżej.

Jane odetchnęła z ulgą, a uśmiechnięty mąż zeskoczył z konia prosto w miejsce, gdzie kończyła się łacha piachu i zaczynała głębia. W jednej chwili zniknął pod lodem wciągnięty przez mokre futro i bystry nurt.

— Już po nim — rzekł Kelley, z trudem maskując zadowolenie. Od dawna ciążyła mu zależność od Mistrza, a doszła do tego skrywana żądza, by posiąść jego ponętną żonkę. Mistrz stał na drodze jego nieczystym zamiarom, tym bardziej, że Jane autentycznie kochała i podziwiała swego dziwacznego uczonego męża.

— Panie, niedaleko jest klasztor braci Cystersów — odezwał się przewodnik — nie odmówią gościny tak szlachetnym osobom, a za duszę świętej pamięci Mistrza Dee, mszę odprawią.

— Prowadź — zdecydował Kelley, a sam wsiadł na wóz domniemanej świeżej wdowy, by pocieszyć ją po śmierci Mistrza.

— Eeedek — zaskrzeczała jego własna, czujna jak Inkwizycja, żona — chodź tu do mnie. Przymocuj mocniej kufry, bo się obluzowały i obijają mi nogi. Zobacz, jakie mam sińce.

Podkasała spódnicę i pokazała rzeczywiście sine, chude nogi. Kelley wzdrygnął się niechcący, ale posłusznie wrócił na wóz ślubnej połowicy.

Na brzegu rzeki ukazały się białe mury klasztoru, opasane słusznymi murami, z wieżami obronnymi.

Nikt z podróżnych nie spodziewał się takiej fortecy wśród lichych wiosek i zapyziałych miasteczek mijanych po drodze. Przewodnik pociągnął za sznurek dzwonka przy furcie klasztornej i wnet uchyliło się okienko.

— A kogóż tam wszyscy święci prowadzą? — zapytał furtian.

— Chrześcijanie w potrzebie, uczciwi ludzie, jako i wy. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, wpuśćcie.

Rozdział 2. Klasztor

— Wysyłam zaraz ludzi z wozem, poszukają ciała w okolicach Tomaszowa, gdzie bobry często tamy na rzece budują — rzekł opat. Honor to dla naszego zakonu gościć znamienite osoby z dalekiego królestwa, którym Jej Wysokość Królowa Elżbieta włada. Nieszczęście spotkało Mistrza Dee, którego sława dotarła i do naszego królestwa. Pan, bracie Edwardzie Kelley, musisz przejąć na siebie odpowiedzialność za rodzinę i sługi.

— Dlaczego wasi pachołkowie w babskich spódnicach chodzą?

— Bo to Szkoci. Taka ich natura i zwyczaj. Tak, Wasza Pobożność, prosimy o gościnę, póki drogi trochę nie obeschną i jak Bóg da, ciało mistrza mego, jeśli się uda odnaleźć, pochować w poświęconej ziemi chcemy.

— Zgoda, zostańcie. Jeno niewiasty niech komnat się trzymają, by swym wyglądem pokus i myśli nieczystych na braciszków nie sprowadzać. Możecie korzystać z kuchni i zielarni brata Mateusza.

Czarów i magii nie uprawiajcie pod poświęconym dachem, bo srogi gniew mój na siebie ściągniecie. Wiem, czym się Mistrz Dee zajmował. — ostrzegł zakonnik.

— Nie, Panie, ja pomocnik jeno skromny Mistrza byłem. To on z duchami rozmawiał i czarami się parał.

Czasem i mnie dziwno i straszno było, bo o duszę swoją się niepokoiłem, gdy mistrz za pomocą lustra i kryształów wywoływał istoty z zaświatów. Takoż za przyczyną jednej z nich, Madini, jesteśmy w waszej odległej krainie, do której nam kazała przybyć z wieściami do JKM Stefana.

Kelley zapamiętał na zawsze pierwszy kontakt z niezwykłym duchem:

Włosy jej z przodu układały się w loki i zwieszały się nisko wokół; miała ona na sobie sukienkę jedwabną w czerwone i zielone desenie i chodząc tu i tam między książkami, pląsała wokoło.

— Ale teraz ze śmiercią Mistrza, przepadły wszystkie plany. Dotrzeć musimy do Krakowa, gdzie Pan Olbracht Łaski nas oczekuje, który do Polski nas zaprosił i zapłatę obiecał.

— Bracie Mateuszu, a pokażcie mi to zioło, o którym to tak rozprawialiście podczas wieczerzy.

Konopie, powiadacie, takie z których powrozy się czyni i olej wytłacza?

— Można i powrozy, ale odkryłem przypadkiem i inne zastosowanie tej pożytecznej rośliny.

Paliłem jesienią suche badyle, grochowiny i dorzuciłem przygarść konopi, co mi uschły od nadzwyczajnych upałów. Chodziłem wokół ogniska, dorzucałem co rusz to i owo, oczy mi łzawiły od dymu, który w wielkiej obfitości się pojawił. I nagle świat poweselał, zamęt w głowie jakiś się uczynił, a boląca noga (a reumatyzm mam od wilgoci od rzeki idący) przestała boleć.

— Przypadek mógł to być… — rzekł z powątpiewaniem Anglik.

— I ja tak pomyślałem, dlatego próby rozmaite zacząłem czynić. Wiedzieć musicie, że, Boże bądź miłościw mnie grzesznemu, słabość do palenia fajki mam, tytoń hoduję i palę dla rozjaśnienia myśli od czasu do czasu. Tedy fajkę nabiłem grochowinami i zapaliłem to paskudztwo. Tfu, do dziś mam niesmak w ustach. Potem spróbowałem suchych traw, koniczyny i ziół rozmaitych. Pachniało to ładnie, dusiło jednak potężnie, aż płakałem jak bóbr w żałobie.

W końcu suche liście i kwiaty konopi. Tak, to było to. Miły szum w głowie, boleści odeszły wszystkie, za to myśli krotochwilne się pojawiły i odejść nie chciały. Trawa się zakołysała, a mnie to takie śmieszne się wydało, że chichot całym ciałem wstrząsał. Ptak zaćwierkał, a mnie się zdało, że nie ma śmieszniejszej rzeczy pod słońcem. Sen w końcu mnie mocny ogarnął, a po przebudzeniu pragnienie takie, żem stągiew niemałą wody wypił.

Znam z pism uczonych arabskich mędrców i inne rośliny, w krajach Orientu sadzone, z których substancje różne otrzymać można. Sen sprowadzające, a i wizje wszeteczne, przez diabła podsuwane.

— Skąd księgi takowe? — spytał Kelley.

— Od brata Jorge, który z Kastylii pochodzi i księgozbiorem tutejszym się opiekuje. Kraina hiszpańska, słynie między innymi z tego, że lubią tam palić na stosach heretyków. Przy okazji palono i księgi arabskie, bo papier miały zacny i za podpałkę robiły. Brat Jorge, rozmiłowany w słowie pisanym, a pismo arabskie znający, uratował kilka tomów, jednakże uciekać z ojczyzny musiał. Dopiero w Polsce się zatrzymał, gdzie jak wiadomo swoboda myśli wielka panuje. Od wielu lat, w klasztorze naszym będąc, przekłada na łacinę księgi uczone, a mnie pokazuje te, o roślinach leczniczych traktujące.

— A ja wiem, że w Amsterdamie kupcy handlują od niedawna roślinami z Nowego Świata przywiezionymi. Oprócz ziemniaków, kukurydzy i tytoniu, które w Europie zaczynają być znane, można różne ciekawe rzeczy znaleźć.

Liście rośliny, które żując, pragnienia, głodu i zmęczenia się nie odczuwa… Kapłani Azteków wprowadzali się w mistyczne stany umysłu, rozmawiając ze swoimi pogańskimi bogami, za pomocą wywarów z rośliny kaktusem zwanej.

Mój mistrz kupił w amsterdamskim porcie czarne zwierciadło, do przyzywania duchów z zaświatów służące. Podobno kapłani odurzeni kaktusem, wizje nadzwyczajne w nim widzieli, ale o tym cicho, sza. Niektórzy podejrzewają, że to szatan się ukazuje i do grzechów namawia, jednak mistrz mój kontaktuje się z duchami boskie mającymi pochodzenie.

— To ciekawe, co opowiadacie Panie Edwardzie, na moją dyskrecję możecie liczyć, niejedną ja tajemnicę poznałem. Nawet tu, w tym zimnym prowincjonalnym kraju, z pozoru nieciekawym i mało znaczącym, tajemnice największej wagi światowej się przydarzają.

— E, fantazja was ponosi, bracie. Chcecie mi zaimponować, by ważniejszym się poczuć. Co tu za tajemnice? Że opat chłopców młodych lubi? Cielę dwugłowe się urodziło, gadające po francusku?

— Napijcie się, mam tu przednią okowitę z łaskiej gorzelni… Mateusz pociągnął tęgi łyk.

— Nie wierzycie? Mamy lustrację wizytatora fortalicji, nie bez powodu. Powiadają, że w tajemnicy podziemne korytarze powstają, gdzie trzymać można różne różności. Skarb kwarciany z Rawy potajemnie ma być przeniesiony. A wiecie, gdzie podziały się skarby zakonu Grobu Pańskiego? Nie wiecie. Ja też nie wiem, ale bracia kontakty z Templariuszami i interesy wspólne mieli.

Kelley zamyślił się głęboko. Coś mu się zaczęło w głowie roić, jakiś plan mglisty, niejasny a ciekawy i profity być może jakieś dający w przyszłości. Zwłaszcza teraz, gdy Mistrza zabrakło, który z Panem Łaskim układał się o zapłatę za tę niezwyczajną podróż.

— A rysować potraficie? — spytał patrząc na Mateusza.

— Zielnik prowadzę, gdzie notatki sporządzam, a czasem ilustracją opatrzę, żeby roślinki moje ukochane łatwo rozróżnić było. Ale rysownik ze mnie nietęgi. Zobaczcie, trochę koślawe, trochę uproszczone, a miejscami wymyślałem swoje roślinki, jakie mogłyby być, a nie ma w istocie.

— A jakbyście tak nagie niewiasty narysowali, co ablucje z naparów czynią? Naparów z ziół oczywiście lekarskich i ku oczyszczeniu ciała i ducha aplikowanych.

— Nagie? Ja i ubranych za bardzo nie widuję, czasami z daleka, w kuchni.

— To się da załatwić, mam modelkę, po kilku sznapsach do pozowania gotową. Nienachalnej jest urody, a Stwórca uczynił ją moją żoną, pokutę taką za życia mi dając. Oto i ona.

— Tadam! Joan Kelley!

— Czołem mężulku i ty …Hej, jak się nazywasz, Misiu-Pysiu?

— Bracie Edwardzie, ręka mnie już boli od rysowania, a ta wasza niewiasta rozochociła się nad miarę. Nie wiem gdzie oczy mam podziać, bo ona pozy przybiera nieprzystojne, że nieraz czuję jakbym w zwierzyńcu na bobra, albo inną sowę spoglądał.

Kelley zaśmiał się pobłażliwie.

— A tam, bracie, chłopa dawno nie miała, to i prowokuje.

— Jak to, nie spełniacie obowiązków małżeńskich? Toż to powinność męża, a słyszałem, że i przyjemność niejaka.

Kelley mocno już pijany, wyszczerzył zęby w uśmiechu

— Jak na przyjemność, to zbyt krótkie, jako rodzaj ruchu, zbyt komiczne. A tam, seks! Chcecie to spróbujcie z moją połowicą, nie pogniewam się, bowiem od Boga mam zadanie, które z naszych ziemskich spraw czyni małość i zazdrości we mnie nie ma żadnej. Wszak Nasz Pan powiedział: „Dzielcie się z bliźnimi wszystkim, co posiadacie”. A żona moja dla bliźniego zrobi wszystko.

Powrócił do pracy. Pierwszy tom księgi, zawierał zaszyfrowane i wymyślone przez autora sposoby na transmutację metali w czyste złoto. Kelley spodziewał się sprzedać za pokaźną sumkę tajemniczą księgę.

Może pan Olbracht Łaski będzie zainteresowany, może król Stefan?

Powiadają, że cesarz Rudolf Habsburg łaskawym okiem spogląda na alchemików i sam interesuje się magią. A przecież ktoś musi odczytać tajemne teksty i prowadzić dłuższe badania i próby. Kto? Ja! Edward Kelley!

Tak, przyszłość zaczęła się rysować w jasnych barwach.

Kelley zwrócił się do figlującego z jego żoną, Mateusza:

— Podzielcie się swoim zielem, bo koncept mi się wyczerpał i myśli rozjaśnić trzeba.

Zniknął na moment w kłębach dymu, a kiedy z nich się wynurzył, wzrok miał roziskrzony i figlarny.

— Księga jest prawie gotowa. Mam pomysł na drugą. Będzie ona poświęcona botanice i farmakologii, może astronomii i kosmologii, jak sił i pomysłu wystarczy. Żeby pracę usprawnić i przyspieszyć, wezwę do pomocy nieziemskich pomocników. Magiczne lustro i kryształy mego mistrza są w komplecie. Tylko idiota nie skorzystałby z takiej okazji.

— Ale Opat nie zezwolił na odprawianie czarnoksięskich praktyk… — zaprotestował Mateusz.

Kelley wykonał lekki ruch dłonią i Joan, jak posłuszna marionetka, momentalnie spowodowała zanik skrupułów u zakonnika.

Jak wiemy mózg potrzebuje dobrego ukrwienia, żeby sprawnie działał. Teraz większość krwi zakonnika odpłynęła do innego organu, stąd chwilowy brak rozsądku, podlany alkoholem.

— A, co mi tam Opat. Grunt, że nie opad! He, he.

Kelley zaczął rozkładać na stole przymierza kamienie szlachetne w określonych miejscach i porządku. Mruczał przy tym do siebie, jakby powtarzając wyuczoną lekcję:

— Weź dwanaście kamieni, a każdy winien być wielkości pięści. Ułóż je w porządku, a porządek zachowaj i tak po kolei kładź:

Lapis Lazuli, Amber, Onyx, Bloodstone, Agat, Obsidian, Turquoise, Topaz, Coral, Jet, Quartz i Jadeit.

Zwrócił się do żony i zakonnika — Nie lękajcie się. Do tej pracy muszę wezwać silniejsze istoty, Stare Duchy.

Rozłożył ręce i zawołał głośno:

Samak daram surabel karameka amuranasEkotos mirat-fortin ranerug +Dalerinter marban porafin +Herikoramonus derogex +Iratisinger +Axarath Malakath +I call thee, O spirits of the starry band,I call thee, O Old Spirits,I call thee from your places or restThat you may come unto me, +And watch my art be done, +In your names I have fashioned this tool,+And in your names I shall pledge it,+By your powers I pray that you will grant the toolThe power that it is right to have, +In the names ofUk-Han, +Tursoth, +Cthuhanai, +Bovadoit, +Cthulhu, +Unspeterus, +Leasynoth, +Mememyet-Raha, +Paturnigish, +Bugg, +Beeluge, +Nun-Buhan,+I command thee to consecrate this tool,For I have created it in the image of perfection,And it cannot be undone, +Axarath Malakath +Iratisinger +Herikoramonus derogex +Dalerinter marban porafin +Ekotos mirat-fortin ranerug +Samak daram surabel karameka amuranas +

Gdy wszystkie wywołane duchy pojawiły się, w izdebce Mateusza zrobiło się tłoczno. Kelley porozsadzał towarzystwo, każdy dostał do ręki pióro i atrament. Na kartach papieru pojawiły się pierwsze rysunki, Kelley pośpiesznie sporządzał opisy w sobie tylko znanym języku.

Mateusz i Joan byli początkowo nieco przestraszeni i onieśmieleni obecnością strasznych istot nie z tego świata. Jednakże widok groźnego Cthulhu, który rysując „pomagał” sobie wysuniętym rozdwojonym językiem, wzbudził w zakonniku nerwowy chichot i strach zniknął. Joan roznosiła drinki, a Mateusz zwijał skręty z magicznego ziela. W izbie panował gwar i brzęk kielichów, a światło płonących świec z trudem przebijało się przez kłęby dymu.

Nikt nie zwrócił uwagi, że drzwi otworzyły się po cichu i stanął w nich Opat. We wzniesionej wysoko ręce trzymał krucyfiks.

Zapadła cisza. Duchy, jeden po drugim, wyniosły się, nomen omen, po angielsku.

Opat zaczął przemowę od szeptu, by skończyć na grzmiącym krzyku:

Tyś mej prośby nie posłuchał

W imię Ojca, Syna, Ducha!

Szkoda na was moich strof.

FUCK OFF, FUCK OFF, FUCK OFF!

Rozdział 3. Rybak

Za zakrętem rzeki, chłop z Nagórzyc wraz z synem, łowili w przeręblu ryby, gdy nagle linka napięła się i w dziurze w lodzie ukazała się brodata parskająca wodą głowa.

„Diabeł wodny” pomyślał chłop ze strachem, ale myślenie nie było jego silną stroną, to i strach też nie był silny. Złapał za kudły i wyciągnął stwora na lód. Stwór był cały kosmaty, pokryty mokrym futrem.

— WHO …YOU… ARE? — topielec wytrzeszczył na chłopa oczy.

— W imię Ojca i Syna, co to za potwora parszywa. Ja go z wody wyciąg, a un łod chujów mnie zezwał — z pretensją w głosie odezwał się chłopina.

— IN GOD NAME.

BATH …DIE… ME.

— Bat daj mi. A skund ja ci wezme bat, pokrako, wendke dostać możesz! — obruszył się chłop.

— Call my staff, you understand?

SCOTCH STAFF!

— To rzeka przecie jest, nie staw i nie trza doń skakać!

Jak trzęsie się toto. A pódźże za mną, nieboraku, tu groty som, to ognia napalim i ogrzejem sie nieco.

Poczłapali w kierunku niewielkich wzgórz na lewym brzegu.

Groty, a właściwie jamy, były wygrzebane w zboczu piaskowca, skąd miejscowi piasek kopali. Chłop błyskawicznie rozpalił ogień i rozwiesił na żerdziach mokre ubiory cudzoziemca. Ten zaś, gdy się nieco ogrzał, rozejrzał się z ciekawością. W płomieniach ogniska błyskały kryształy kwarcowego piasku. Dobry był, biały, ziarnisty, czysty.

Mistrz Dee przesypywał piasek z garści do garści i mruczał coś do siebie. Zapomniał o przerażających chwilach pod lodem, zapomniał o rodzinie i towarzyszach. Ogarnęła go pasja badacza, ta sama, której Jane nie lubiła, która czyniła go obcym, dalekim.

— Jakby tak go stopić, dodając obcych ingrediencji, może odrobinę Plumbum i Ferrum, ku zakolorowaniu, jak to w Murano czynią… to powstanie przezroczysta substancja szkłem zwana, z której przeczyste lustra można by robić, jak to, które w kuferku wożę…

Kulę magiczną odlać w formie… Szlif nadać…

A Edward podobnież ma Kamień Filozoficzny, który z ołowiem łączony w niewielkich porcjach, złoto czystej próby dać może… Można spróbować i z piaskiem.

Po wysuszeniu ubrania, mag owinięty przez rybaka derką, zaległ na posłaniu z jedliny przy promieniującym ciepłem ognisku. Głowa mu zaczęła opadać, powieki zamykać się i po chwili zasnął mocno.

Chłop, grzejąc ręce, rozmyślał intensywnie.

— Co tu począć z tobą, nieboraku? Myślałem, żeś ty diabeł, czy co. Ale chrapiesz, jak każdy chłop.

Mowa twoja niezrozumiała, ale różne języki Pan Bóg na wieży Babel nadarzył. Trzeba go, synuś, zawieźć do klasztoru, tam coś poradzą. Wśród braci są uczeni ludzie, może któryś go zrozumie. Zaprzęgaj woły.

Szarpnął śpiącego za ramię.

— Panie, ja ciebie zaprowadzić do klasztor, ponimajesz? Klasz — tor. Cystersi.

Dee nie odpowiadał. Śnił sen, w którym przeżywał na nowo powody, które go do Polski skierowały.

Podczas jednej z sesji, kiedy na stole przymierza rozmieściłem szlachetne kamienie i modlić się gorliwie zacząłem, zobaczyłem w ciemnym zwierciadle postacie kłębiące się i wyjścia szukające.

Po co te stoły, kamienie, lustra?Dlaczego wpatruję się w nie kolejny dzień?

Czterdzieści lat już poświęcam się badaniu umiejętności, ale nie zdołałem zaczerpnąć mądrości ani z ksiąg, ani z obcowania z uczonymi.

Zwróciłem się przeto wyłącznie do Boga, owego źródła wszelkiej mądrości i w gorących modłach błagałem Go o oświecenie mnie łaską swoją i wykrycie tajemnic natury.

Bóg wysłuchał mej prośby i czas jakiś temu zesłał mi aniołów swoich, którzy mnie wtajemniczyli w wiekuistą mądrość, powierzywszy mi kryształ cudowny, za pomocą którego przenikam wszelkie tajniki wszechbytu i otrzymuję wyrzeczenia Boże.

Jednakże pewne tajemnice przede mną były zakryte i dobry Bóg sprowadził pod mój dach Edwarda Talbota alias Kelleya. Kiedy przybył, zmieniło się całe moje życie, a ów uczony mąż stał się nie tylko gorliwym pomocnikiem, ale przyjacielem, którego pokochałem jak syna. Poprzedni mój asystent i medium, Barnaba Saul, utracił moc przyzywania duchów, w kryształowej kuli nie dostrzegał ostatnio niczego.

A Kelley… Już pierwsze seanse z nowym medium przyniosły nadzwyczajne wyniki!

Kelley siedział przy „stole przymierza” wpatrzony w kryształ, a ja przy osobnym stoliku gotów do notowania w okazałym foliale.

Czasami rozmawiałem bezpośrednio z przybyszami, czasami tylko Kelley słyszał i powtarzał ich słowa. Anioły zazwyczaj pojawiały się w krysztale, czasem jednak zstępowały po promieniu światła i poruszały się po komnacie.

Po gorliwych modłach i inwokacjach do Najwyższego, by zesłał anielskie istoty, pojawiła się jedna z nich. Archanioł Uriel, Duch Światła. Potem pojawiły się inne duchy: Gabriel, Michel, Galvah, Rafael…

Różne plotki krążyły na temat mojego nowego przyjaciela…

A to, że sfałszował pewne dokumenty, za co uszy miał przycięte, stąd jego nieodłączny czarny czepiec na głowie… a to, że włóczył się po kraju, zdobywając doświadczenie, w nierzadko ciemnych interesach. Podobno miewał skłonność do trunków i nieprzystojnych kobiet.

Także Jane skarżyła się, że spogląda na nią nieobyczajnie i pod tym spojrzeniem rumienić się musi. Ale może tylko tak jej się zdawało…

Mówiła, że ma niemiłe przeczucie, że współpraca z nowym medium nie przyniesie naszej rodzinie nic dobrego.

Kobiece przesądy!

Wkrótce jednak ujawniły się złe cechy charakteru Edwarda: chimeryczne nastroje spowodowane nadużywaniem alkoholu, chorobliwa ambicja i nienasycona chciwość.

Ale podczas seansów był bezgranicznie poświęcony swojej pracy z aniołami, niestrudzony i pomysłowy rozmówca, oddany bez reszty swej pasji. Bystry, pomysłowy i przebiegły.

Pewnego dnia Edward był chyba w złym humorze, bo odpowiadał opryskliwie na moje indagacje o przyczyny, w końcu wybuchł nieprzystojnym i plugawym językiem domagając się regularnej pensji. Wprowadził mnie w najwyższą konsternację, że tak uczony mąż zajmuje się przyziemnymi i niegodnymi sprawami. Następnego dnia Kelley spędził cały dzień łowiąc ryby w pobliskim stawie. Nie reagował na wezwania, mimo, że przybył ważny gość z Londynu, w celu odbycia sesji z aniołami.

Trzeba przyznać, ze Edward przemyślał pewne sprawy dogłębnie, albo to duchy skrytykowały go, bo podczas najbliższego seansu Galvach udzielił mu ostrej nagany, mówiąc, że ”ty Panie najlepiej, to po prawdzie, potrafisz łowić ryby i wędkować.” Kelley tego dnia przeszedł samego siebie. Miał jasnowidzenie i zobaczył w lustrze ścięcie królowej Szkocji na szafocie*, a w osobnej wizji tysiące białych żagli pod hiszpańską banderą zmierzających do brzegów Anglii**

Przyznałem mu roczną pensję w wysokości 50 funtów, co przyjął z zadowoleniem

W owym czasie przebywał w Anglii polski magnat Olbracht Łaski, wojewoda sieradzki, jedna z najpotężniejszych postaci na ówczesnej scenie politycznej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Cieszył się łaskawością Jej Królewskiej Mości Elżbiety, która dwukrotnie udzieliła mu audiencji. Polak zwany „księciem Alasco” zaczął zabiegać o spotkanie ze mną, do którego w końcu doszło w pałacu królowej w Greenwich. Zaczął odwiedzać mój dom w Mortlake, a po dopuszczeniu go do informacji, że kontaktuję się z aniołami, zapragnął poznać swoją najbliższą przyszłość polityczną.

Uriel, a również archanioł Rafael, sprzyjali obecności magnata w czasie seansów i gotowi byli odpowiedzieć na pytania nurtujące Polaka:

Czy następcą Stefana, króla Polski zostanie Olbracht Łaski, czy ktoś z Domu Austriackiego?

Czy Olbracht Łaski, wojewoda sieradzki, wejdzie w posiadanie królestwa Mołdawii?

Odpowiedź duchów była dosyć enigmatyczna i niedokończona, gdyż Jane wzywała nas kilkukrotnie na obiad, a nie chcieliśmy nadużywać jej cierpliwości. Jest wyjątkowo groźna, jeśli chodzi o sprawy dotyczące domu i gospodarstwa i nawet wyższe istoty musiały się podporządkować jej woli.

Obiad był smaczny, aczkolwiek lekko przypalony

Podczas kilku następnych konsultacji, duchy stopniowo zaczęły namawiać nas na wyjazd do dalekiej ojczyzny Polaka, a i Kelley zaczął widzieć w polskim magnacie łatwowiernego i hojnego sponsora. Dodatkowo pojawił się nowy duch. Duch dziewczynki, imieniem Madimi, która potwierdziła, że rodzina Łaskich pochodzi od angielskich możnowładców De Lacy.

Tak więc Madimi, inne duchy, a także 200 dukatów od Łaskiego i obietnica rocznej pensji 400 dukatów, nakłoniły nas do podróży. Jane trochę narzekała, ale pieniądze podreperowały kulejący budżet domowy, a los nasz postanowiliśmy powiązać z przyszłością polskiego księcia.

Spakowaliśmy kufry z dobytkiem. Część mojego księgozbioru została wysłana statkiem do Gdańska. My tj ja, moja żona Jane, nasze dzieci — Arthur, Catherine i Rowland oraz Kelley z żoną i cała nasza służba pochodząca ze Szkocji ruszyliśmy morzem do Holandii.

Dalej kontynuowaliśmy podróż drogą lądową, uciążliwą ze względu na dzieci i organizację postojów, noclegów i aprowizacji. Wędrowaliśmy przez Bremę, Hamburg, Lubekę, Rostock i w końcu osiągnęliśmy Szczecin w dzień Bożego Narodzenia po 95 dniach podróży.

Trudy podróży spowodowały, że kłóciliśmy się z Edwardem prawie cały czas. Byłem mocno raniony jego słowami. W końcu moje życie zostało zagrożone przez wielkie bezeceństwo E.K. przeciwko mnie. Chciałem odejść obrażony bezpowrotnie, gdy nagle Edward zakrzyknął: „Uważaj Mistrzu, Galvah jest za tobą.”

Odwróciłem się na chwilę i…

…ocknąłem po jakimś czasie, a Edward podtykał mi pod nos sole trzeźwiące.

„Zemdlałeś mistrzu i upadając uderzyłeś się w głowę” Do dziś nie wiem, co się stało i jak to możliwe, że upadając nabiłem sobie potężnego guza na czubku głowy. Mam osobisty żal do Galvaha, że mnie tak potraktował. Niestety, od tamtego zdarzenia, nie pojawił się ani razu!

Od tego czasu Edward traktuje mnie z szacunkiem i troską.

Ostatnio wyznał mi w zaufaniu, ze podróżując po Walii, zwiedzał ruiny opactwa w Glastonbury, gdzie w grobie zakonnych specjalistów od ziół i lekarstw, natknął się na potłuczone szklane flasze z białym i czerwonym proszkiem niewiadomego przeznaczenia. Studiując stare znalezione księgi, a zwłaszcza Księgę Dunstana, zrozumiał, że znalezione ingrediencje, to sposób na uzyskanie złota z poślednich substancji. Księga Dunstana została zaszyfrowana i nieskończona, jednakże Kelley przeniknął tajemny język i wie, jak dokończyć dzieło.

Wiezie ze sobą tę księgę i tylko czeka na sposobność, by doprowadzić rzecz do końca, a potem sprzedać jakiemuś miłośnikowi alchemii, jakim jest na przykład cesarz Rudolf II Habsburg.

Chłop, nie zdoławszy dobudzić śpiącego Anglika, przeniósł go z synem na wóz i ruszył w drogę do klasztoru.

* Królowa Szkocji Maria została ścięta przez kata trzy lata później, w 1587 roku

**Próba inwazji hiszpańskiej na wyspy brytyjskie w 1588 roku, zakończona zatopieniem Wielkiej Armady przez sztorm.