Złamane emocje - Cora Reilly - ebook
BESTSELLER

Złamane emocje ebook

Cora Reilly

4,7

205 osób interesuje się tą książką

Opis

Drugi tom nowej serii autorki słynnych „Złączonych”!

 

Nino Falcone jest człowiekiem pozbawionym jakichkolwiek emocji. To idealna cecha dla brata oraz prawej ręki capo Camorry. W jego świecie bezduszność zdecydowanie jest błogosławieństwem, a nie przekleństwem.

 

Kiara Vitiello, kuzynka Luki, musi poślubić Nino, żeby zapobiec rozlewowi krwi między rodzinami. To, co słyszała o mafii z Las Vegas, naprawa ją niepokojem i przerażeniem. Ale dziewczyna nie ma wyboru.

 

Po tym, jak jej ojciec zdradził swojego capo i zapłacił za to życiem, jej rodzina sądzi, że małżeństwo Kiary to jedyna szansa na odzyskanie honoru. Jednak tylko Kiara wie, że nie jest tak cenna, jak wszyscy myślą. Nie jest tak czysta, jak wszyscy by chcieli. Nawet ona.

 

Kiedy dojdzie do nocy poślubnej, nie będzie dowodu jej niewinności. Jej czystość dawno temu została odebrana siłą. I mimo że Kiara słyszała o Nino wiele złego, zdaje sobie sprawę, że bez względu na to, co mężczyzna z nią zrobi, nie uda mu się jej skrzywdzić tak, jak już została skrzywdzona.

 

Mafia z Las Vegas poczuje się oszukana, a to może oznaczać tylko jedno – wojnę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 461

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,7 (4822 oceny)
3703
794
259
56
10
Sortuj według:
izunia08111986

Nie oderwiesz się od lektury

Wydaje mi sie ze seria o Comorze jest jeszcze lepsza od zlaczonych...najpierw mega historia o Fabiano I Leonie a teraz petarda o Nino I Kiarze...juz nie moge sie doczekac książki o Remo...cos czuje ze powali wszystkich na kolana...goraco polecam🔥🔥🔥🔥
131
lenka86r

Nie oderwiesz się od lektury

Mega 😍
70
Ruddaa

Nie oderwiesz się od lektury

Poerwsza czesc była fajna ale ta.....ta część to istna PETARDA! Nie mogłam przestac czytac!
60
majeczqa1

Nie oderwiesz się od lektury

Oj, trzyma poziom. Jest ogień, rewelacja. Czekam na kontynuację 💪
60
Sniezka78

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam bardzo gorąco💓
31

Popularność




Tytuł oryginału

Twisted Emotions

Copyright © 2019 by Cora Reilly

All rights reserved

Copyright © for Polish edition

Wydawnictwo NieZwykłe

Oświęcim 2021

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Angelika Oleszczuk

Korekta:

Anna Grabowska

Edyta Giersz

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8178-609-6

W książce znajdują się fragmenty tłumaczenia powieści Złączeni miłością, szóstego tomu serii „Born in Blood Mafia Chronicles”,

autorstwa Cory Reilly.

PROLOG

Kiara

Bracia Falcone poczują się oszukani. W zamian za pokój potworom z Las Vegas obiecano dziewicę. A ja nigdy nie dostałam szansy, żeby nią być. Ten wybór został mi odebrany.

Boleśnie wyrwany.

Strach, przenikliwy i pierwotny, rozrywał moją pierś, kiedy Nino wprowadził mnie do sypialni, w której mieliśmy spędzić tę noc, a następnie zamknął drzwi przed swoimi szczerzącymi się braćmi. Gdy mnie puścił, szybko zwiększyłam między nami dystans.

Chociaż minęło już sześć lat, nadal budziłam się w nocy, ponieważ wracały wspomnienia. Bałam się być blisko jakiegokolwiek mężczyzny, a w szczególności tego – mojego męża.

Przesuwałam się w kierunku łóżka, aż stanęłam zaledwie kilka kroków od niego. Zerknęłam na białe prześcieradło. Prześcieradło, które moja rodzina spodziewała się zobaczyć rano poplamione krwią.

Krwią, której miało tam nie być.

Powoli podeszłam bliżej.

Za pierwszym razem, za drugim i nawet za trzecim było dużo krwi. A także bólu, przerażenia i błagania. Wtedy nikt nie oczekiwał prezentacji prześcieradła. Wyprała je nasza służąca. Nigdy nie przyszła mi na ratunek.

Tej nocy nie zamierzałam błagać. To nie powstrzymało niegdyś mojego oprawcy.

To nie powstrzymałoby mojego męża.

Słyszałam o nim różne historie. Widziałam, jak walczy w klatce.

Jedyne pocieszenie stanowił fakt, że raczej nie może złamać mnie bardziej, niż zostałam złamana lata temu.

ROZDZIAŁ 1

Nino

Wcześniej

– Pamiętasz, co powiedziałem Luce ostatnio, kiedy się z nim widziałem? Po czymś takim raczej nie będzie zainteresowany współpracą z nami – wymamrotał Fabiano, chodząc po pokoju. – Uwierz, zastrzeli mnie, jak tylko postawię stopę na terytorium Famiglii. Kurwa, na jego miejscu też bym to zrobił.

Remo pokręcił głową.

– Jest zły, ale uda nam się go przekonać.

Przytaknąłem.

– Chciał chronić swoją własność, swoją żonę, jednak nie przestał być biznesmenem, a my możemy dostarczyć mu dobre argumenty przemawiające za współpracą. Nadal utrzymuje się głównie z handlu narkotykami i nasz informator pracujący w jego wytwórni przekazał, że nie nadążają z produkcją, a popyt się zwiększa. Luca musi je importować, ale na razie nie może, ponieważ Zachód pozostaje pod naszą kontrolą, z kolei w centrum kraju władzę sprawuje Dante. Jego przemytnicy tracą zbyt dużo prochów podczas przerzucania ich na Wschodnie Wybrzeże. Jeśli zgodzi się z nami współpracować, zagwarantujemy mu bezpieczny transport na naszym terenie, a w zamian za to on obieca, że nie będzie się wtrącał do sporu pomiędzy nami a Dantem Cavallaro. Nawet nie chcemy jego pomocy.

– Nie potrzebujemy jej – wtrącił Remo, a jego spojrzenie stało się twarde.

W tej kwestii się nie zgadzaliśmy; dodatkowe wsparcie przy walce z przeciwnikiem pokroju Dantego Cavallaro byłoby bardzo mile widziane, ale Remo, podobnie do Luki, pozwalał, by jego emocje stawały na drodze racjonalnego myślenia.

Fabiano zmarszczył brwi.

– Luca nie jest taki jak ty, Nino. Przy podejmowaniu decyzji nigdy nie kieruje się logiką. Teraz jest wściekły, ponieważ obraziliśmy Arię. Uwierz mi, duma powstrzyma go przed dokonaniem rozsądnego wyboru.

Duma i wściekłość. Żadna z tych emocji nie była przydatna.

– Jeśli powiesz swojej siostrze, że dałeś Leonie tę bransoletkę, to ona go przekona. Pomyśli, że znowu jesteś jej młodszym bratem. Będzie chciała w to wierzyć. Weź ze sobą Leonę, jak dla mnie możesz nawet sprawić, żeby wyglądało to na rodzinną wizytę. Spraw, żeby nas wysłuchali. Powiedz Luce, że spotkam się z nim osobiście – powiedział Remo.

Zerknąłem na niego z ukosa. Jego ostatnia rozmowa z Vitiello nie przebiegła zbyt dobrze. Minęło już kilka lat, lecz jeśli Luca miał tendencję do długiego żywienia urazy, na pewno pamiętał również o tym. A Remo miał tendencję do prowokowania ludzi, co nie podobało się temu drugiemu capo.

– Nie zaufa nam – odparł Fabiano. – Poza tym wasze spotkanie jest, kurwa, najgorszą rzeczą, jaka mogłaby się wydarzyć. Remo, jesteś pieprzoną bombą zegarową. Do cholery, staje ci już od wyobrażania sobie, jak by to było wykąpać się we krwi Luki. Naprawdę myślisz, że mógłbyś się powstrzymać i go nie zabić?

Remo odchylił się na siedzeniu, rozciągając usta w znajomym uśmiechu. Wiedziałem, że powinienem zachować ostrożność, kiedy pojawia się na jego twarzy.

– Famiglia lubi tworzyć więzi, żeby zachować pokój, co nie? W takim razie damy im to, czego chcą. To, czego twoja siostra chciała dla ciebie i wszystkich innych – oświadczył, nie odpowiadając na pytanie.

Scuderi przestał chodzić po pokoju i skrzyżował ręce na piersi.

– Czyli co konkretnie?

– Pokój i miłość. – Remo wyglądał, jakby zaraz miał się roześmiać. – Zasugerujemy małżeństwo między naszymi rodzinami. W przypadku Chicago i Famiglii zadziałało to na jakiś czas.

Remo nic mi o tym nie wspominał. Zazwyczaj konsultował się ze mną, zanim podejmował takie decyzje. A musiałem przyznać, że to zaskakująco rozsądny plan jak na mojego brata. Przez wieki małżeństwa często zapobiegały wojnom… i oczywiście równie wiele z nich zaczynały.

Fabiano zaśmiał się, ale po tym, jak zmrużył oczy, poznałem, że nie podoba mu się ten pomysł.

– Zadziałało na kilka lat. Teraz znowu się mordują.

– Nie potrzebujemy więcej niż kilku lat – wtrąciłem. – Wszyscy dobrze wiemy, że każde porozumienie tego typu trwa krótko.

– Chyba nie wierzycie, że Luca naprawdę zgodzi się na aranżowane małżeństwo – odezwał się Fabiano.

– Czemu nie? – Remo uśmiechnął się szeroko. – Spójrz tylko na niego i twoją siostrę, są obrzydliwie zakochani. Na pewno odda nam jedną ze swoich kuzynek. Musi mieć kilka w odpowiednim wieku. Przecież mówiłeś, że jego ojciec miał trzy siostry i dwóch braci, prawda? Jeśli o mnie chodzi, mogą być nawet w drugiej linii.

– Jedna z tych sióstr poślubiła zdrajcę, którego zabił nasz ojciec – przypomniałem. – Ona raczej nie odda nam swojej córki.

– Jedna z jej córek jest seks zabawką tego bydlaka Growla. I tak nie przyjąłbym do naszej rodziny ani jej, ani jej siostry – wycedził Remo, na co skłoniłem głowę, przyznając mu rację.

Wysłalibyśmy błędny sygnał, gdybyśmy się zgodzili, żeby Famiglia dała nam resztki po naszym zdradzieckim przyrodnim bracie.

– Luca nie wybrałby żadnej z nich. Ale tak w ogóle kto ma poślubić kobietę z Famiglii? – zapytał Fabiano. Uniósł blond brwi i patrzył na mojego brata. – Nie mów mi, że to będziesz ty, Remo. Nie złożę takiej oferty. Wszyscy wiemy, że jesteś ostatnią osobą, jaką możemy zaproponować na męża. Cały czas tracisz nad sobą panowanie. To skończyłoby się, kurwa, krwawym ślubem. I świetnie o tym wiesz.

Remo wyszczerzył zęby i przeniósł wzrok na mnie.

To wyjaśniało, dlaczego pominął etap konsultacji.

– Nie zamierzam brać żadnego ślubu. Nino to zrobi.

Spojrzałem na niego zmrużonymi oczami.

– W rzeczy samej?

Fabiano z grymasem opadł na sofę.

– Bez obrazy, ale Nino też nie jest najlepszą osobą do zabawy w męża.

Przechyliłem głowę.

Nigdy nie rozważałem małżeństwa. Zdawało mi się zbędne.

– Jeśli masz na myśli mój brak uczuć, zapewniam cię, że mogę udawać, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Remo wzruszył ramionami.

– Przecież to i tak nie będzie małżeństwo z miłości. Nino nie musi niczego czuć, żeby wziąć ślub. Musi tylko powiedzieć „tak”, przelecieć pannę młodą, może spłodzić dziecko albo dwoje, no i utrzymać swoją żonę przy życiu, dopóki będziemy chcieli pokoju z Famiglią – wyjaśnił, po czym zwrócił się do mnie: – Potrafisz to zrobić, prawda?

Nie spodobał mi się jego ton. Zmarszczyłem brwi.

– Tak, potrafię.

Fabiano pokręcił głową.

– To cholernie zły pomysł i doskonale o tym wiecie.

– Jest niekonwencjonalny – przyznałem – ale w naszych kręgach robi się tak od pokoleń. Nasze rodziny planowały małżeństwa jeszcze przed przybyciem do Stanów, tworząc w ten sposób między sobą więzi. A Famiglia kieruje się wartościami ze starego świata. Jako jedyni spoza Włoch nadal kultywują tradycję krwawego prześcieradła. Rodzinie Luki na pewno spodoba się pomysł zaaranżowania małżeństwa. Vitiello musi zadowalać tradycjonalistów z Famiglii, szczególnie teraz, kiedy przyjął do siebie część krewnych z Sycylii. A w Camorrze też nie brakuje tradycjonalistów, którzy przystaną na taki układ.

Fabiano znowu zaprzeczył.

– Powtarzam: Luca się nie zgodzi, zabije mnie.

Remo uśmiechnął się krzywo.

– Zobaczymy. Podobno musi chronić swoje dzieci.

Scuderi podskoczył.

– Aria ma dzieci?

Remo i ja wiedzieliśmy o tym już od jakiegoś czasu. Powiedział nam to jeden z naszych informatorów. Luca trzymał żonę i dzieci z dala od dziennikarzy i nawet zabił kilku fotografów, którzy nie znali pojęcia prywatności. Remo nie chciał, żeby Fabiano się o tym dowiedział, bo martwił się, że ten podejdzie wtedy zbyt emocjonalnie do wizyty w Nowym Jorku. Najwidoczniej teraz zmienił zdanie.

– Córkę i syna – odpowiedział Remo. – Więc obietnica pokoju na Zachodzie powinna go przekonać.

– Jak długo o tym wiecie? – zapytał Fabiano po chwili.

– Czy to ważne? Luca i tak nie pozwoliłby ci zbliżyć się do swoich dzieci – odparł Remo, na co Scuderi przytaknął, ale zacisnął usta w cienką linię.

– Pamiętajcie, że to nie Dante był siłą napędową ataku na nasz bar. Był nią mój ojciec. – Spojrzał na mnie, a następnie na Remo. – Dante może zabić mojego ojca, zanim my go dorwiemy. Nie chcę, by do tego doszło. Pozwólcie mi pojechać do Chicago i przywieźć go do Las Vegas. A potem nadal będziemy mogli poprosić Lucę o pokój.

Remo posłał mi znaczące spojrzenie, najwyraźniej chcąc, żebym jak zwykle to ja był głosem rozsądku.

– To wydaje się niezbyt mądre – oznajmiłem. – Jesteś za bardzo zaangażowany, by przeprowadzić atak na terytorium Chicago, szczególnie że chodzi o twojego ojca. I nie mamy pewności, czy on zrobił to bez wiedzy Dantego. Możliwe, że Cavallaro go nie zabije.

– To był plan mojego ojca. Słyszałeś, co ten kutas z Chicago mówił, kiedy rozrywaliśmy go na strzępy. Mój ojciec nasłał na nas te łajzy, bo chciał mnie zabić – warknął Fabiano. – A ja chcę zabić jego. Chcę rozszarpać go na kawałki, kończyna po kończynie.

– I zrobisz to – zapewnił Remo, dotykając jego ramienia, a potem zamilkł. Moment później ponownie uśmiechnął się w ten charakterystyczny sposób. – Ale to byłby dobry prezent ślubny. Gdybyśmy dopadli Scuderiego, moglibyśmy zaoferować jego śmierć Luce i jego klanowi w zamian za pokój. W końcu siostry Scuderi też raczej nie pałają miłością do swojego ojca.

– Oczywiście, że nie. To nikczemny dupek – odparł Fabiano.

– Nie możemy tak po prostu wmaszerować do Chicago i wywlec z miasta ich consigliere. Zdajecie sobie z tego sprawę, prawda? Dante zadba o całkowite bezpieczeństwo. – Musiałem to powiedzieć, ponieważ stawało się dla mnie coraz bardziej oczywiste, że żaden z nich nie podejmie rozsądnej decyzji w sprawie obalenia rządów w Chicago. – Jedynym logicznym wyborem jest wysłanie na spotkanie z Lucą w Nowym Jorku mnie. Nie jestem zaangażowany emocjonalnie. Będę w stanie załagodzić sprawę, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Remo pokręcił głową.

– To ja jestem capo, więc powinienem być na pierwszej linii frontu. Tylko pierdolony tchórz wysyła w takiej sytuacji własnego brata, żeby ten ryzykował swoim żałosnym tyłkiem.

– A co z moim pieprzonym tyłkiem? – wymamrotał Fabiano.

– Twój tyłek jest bezpieczny dzięki twojej siostrze. Bez względu na to, co mówi Luca, i tak zawsze pomyśli dwa razy, zanim wpakuje ci kulkę w łeb. W przypadku Nino nic go nie hamuje.

– Nie zastrzeli mnie. W ciągu najbliższych kilku dni przez granice naszego terytorium będzie przemycana jego dostawa prochów… jeśli wierzyć naszym informatorom z Meksyku. Przechwycimy ją, przetrzymamy jego ludzi i narkotyki do czasu spotkania, po czym rozkażemy ich wypuścić w zamian za zgodę jako dowód naszej dobrej woli.

– Narkotyki i zbędni żołnierze nie powstrzymają Vitiello przed zabiciem ciebie – stwierdził Fabiano.

– Zobaczymy – odparłem. – To jedyna logiczna opcja.

– Twoja pieprzona logika mnie wnerwia – mruknął Remo.

– To ja będę mężem, więc wysłanie mnie tam jest logiczne – podkreśliłem ostatnie słowo. – Zrobimy to na moich warunkach, Remo. Nie pozwolę, żebyście zepsuli to swoimi uczuciami.

– On chyba naprawdę próbuje mnie wkurzyć – powiedział mój brat do Fabiano.

– Chyba tak – przyznał Scuderi.

– Nie trzeba dużo, żeby cię wkurzyć, Remo.

Zmrużył powieki, patrząc w moją stronę.

– Logicznym wyborem byłoby kogoś ze sobą zabrać. Nie powinieneś jechać tam sam. Weź Fabiano.

Blondyn przewrócił oczami.

– Jasne, weź mnie. Bo najwidoczniej jestem kuloodporny, ponieważ mam, kurwa, na nazwisko Scuderi.

Przyjrzałem mu się uważnie.

– Twoja obecność mogłaby otworzyć rany Luki. Nie chcielibyśmy źle zacząć tej znajomości.

– Na to już chyba za późno – stwierdził.

– Chcesz pojechać ze mną do Nowego Jorku? – zapytałem, spoglądając na niego z powątpiewaniem.

– Wolałbym pojechać do Chicago i zabić swojego pierdolonego ojca, ale jeśli szalonemałżeństwo między tobą a jakąś biedną kobietą z Famiglii zbliży mnie do tego celu, to pojadę do Nowego Jorku i pogadam z Lucą pieprzonym Vitiello. Chociaż raczej nie ucieszy się na mój widok. Nie uwierzy, że się zmieniłem.

– Bo tak właściwie się nie zmieniłeś. Poza zachowaniem w stosunku do Leony. Nadal jesteś okrutnym bydlakiem, więc Vitiello nie powinien ci ufać – oświadczyłem.

Fabiano przeniósł wzrok na Remo, a następnie z powrotem na mnie.

– To jadę czy nie? Bo jeśli tak, to muszę wymyślić jakiś sposób, żeby powiedzieć o tym Leonie i jej nie przerazić.

Mój brat westchnął.

– To ja powinienem jechać jako capo.

– Zostawimy wasze spotkanie na czas, kiedy Luca zyska pewność, że skorzysta na tej więzi i nie będzie już czuł tak ogromnej chęci odcięcia ci głowy – powiedziałem.

– Czyli rozumiem, że to ja jadę. – Fabiano wstał. – Mam ogromną nadzieję, że przejście tej pieprzonej gehenny zbliży mnie do zabicia ojca. W przeciwnym razie będziecie musieli mi to solidnie wynagrodzić.

Wciąż nie byłem pewny, czy obecność Fabiano poprawi tę sytuację. Prawda, był bratem Arii, ale nawet to nie mogło go wiecznie chronić. Zabranie Remo jednak nie wchodziło w grę. Musiałem dopilnować, by Luca oraz Fabiano przystali na mój plan i nie pozwolili nieprzewidywalnym uczuciom wziąć góry.

Kiara

Jak zwykle stałam z boku, na tyle daleko, żeby nikt nie czuł się zobligowany zaprosić mnie na parkiet. Przyglądałam się Giulii tańczącej ze swoim mężem Cassio. Uśmiechnęła się, kiedy nasze spojrzenia na chwilę się spotkały. Należała do niewielu osób, które patrzyły na mnie życzliwie, a nie z wyższością. Co prawda sześć lat wcześniej, gdy musiałam wprowadzić się do ciotki Egidii i wuja Felixa, ona nie mieszkała już w domu rodzinnym, ale i tak stałyśmy się sobie bliskie. Była mi bliższa niż moi starsi bracia. Im pozwolono zostać w Atlancie po tym, jak Luca zabił naszego ojca.

Zadrżałam na to wspomnienie. Oparłam się chęci potarcia rąk; cały czas było mi zimno. Nawet muzyka nie podziałała uspokajająco. Nie mogłam się doczekać, aż wrócę do domu i poczuję pod palcami klawisze fortepianu.

Spięłam się, kiedy dostrzegłam, że w moją stronę rusza Luca. Pewnie jego żona Aria kazała mu poprosić mnie do tańca, bo zaczęła mi współczuć. Wolałabym jednak tego uniknąć.

– Chciałabyś zatańczyć? – zapytał, wyciągając rękę.

W zeszłym roku skończyłam osiemnaście lat, więc nie mogłam dłużej omijać wydarzeń towarzyskich. Nawet ciotka Egidia i wuj Felix nie umieli już znaleźć żadnej wymówki, żebym miała szansę nie przebywać wśród ludzi. Wielu nadal mnie unikało; co prawda nie otwarcie, ale widziałam, jakie posyłają mi spojrzenia, gdy myślą, że nie zwracam na nich uwagi.

– To zaszczyt – powiedziałam cicho i ujęłam jego dłoń.

Chociaż moje ciało nie znosiło kontaktu fizycznego, zmusiłam je do poddania się i poszłam za Lucą na parkiet. Znałam go całe życie, chociaż niezbyt dobrze – był moim kuzynem, jednak mieliśmy ich tak dużo, że nie łączyła nas bliska więź.

Starałam się przygotować na następny krok, czyli jego palce na mojej talii. Nie chciałam drgnąć, ale gdy tylko Luca dotknął mojego biodra, cała się spięłam. Kuzyn przyjrzał mi się, lecz się nie odsunął. Pewnie był przyzwyczajony do takiej reakcji ze strony ludzi. Nawet normalne kobiety uciekały przed nim ze względu na jego reputację i pozycję. Choć próbowałam się rozluźnić podczas tańca, to było na nic. Wreszcie się poddałam.

– Twój ojciec był zdrajcą, Kiara. Musiałem go zabić.

Mój ojciec zdawał sobie sprawę, co grozi za dopuszczenie się takiego czynu. Nigdy nie miałam Luce za złe tego, co zrobił. A jednak on najwidoczniej uznał, że właśnie z tego powodu nie mogę znieść jego dotyku. Pragnęłam, żeby chodziło jedynie o to. Boże, tak bardzo chciałam, by wyłącznie dotyk Luki wywoływał niemal panikę.

Przełknęłam ślinę, a wraz z nią wspomnienia nocy, które mnie złamały.

– Musiałeś – przyznałam. – I nie tęsknię za nim. Nie był dobrym ojcem. Tęsknię za matką, ale to nie ty ją zabiłeś, tylko mój ojciec.

Przez ostatnie tygodnie pracowałam nad melodią, którą teraz zaczęłam odtwarzać w głowie, licząc, że mnie uspokoi. Nie stało się tak.

Luca przytaknął.

– Rozmawiałem z Egidią i Felixem. Martwią się, że jeszcze nie masz męża.

Miałam dziewiętnaście lat i na razie nikomu mnie nie obiecano.

– Kto chciałby poślubić córkę zdrajcy? – wymamrotałam.

W głębi duszy czułam ulgę. Małżeństwo ujawniłoby sekret, którego strzegłam. Tajemnicę, przez którą w naszych kręgach zostałabym wyklęta.

– Nie zrobiłaś nic złego. Czyny twojego ojca nie określają tego, kim jesteś.

Zauważyłam, że ludzie mnie obserwują.

– W takim razie może powiedz to im – wycedziłam, spoglądając na naszą widownię. Skrzywiłam się na ton swojego głosu. – Przepraszam.

Luca był capo. Musiałam okazywać mu szacunek.

Przyjrzał mi się, zachowując kamienny wyraz twarzy.

– Nie chcę obiecywać cię żołnierzowi. Masz na nazwisko Vitiello i powinnaś poślubić któregoś z moich kapitanów albo podszefów.

– W porządku. Mam jeszcze czas. – Zarumieniłam się ze wstydu.

Tak naprawdę nie miałam czasu. Już sam fakt, że byłam córką zdrajcy, wystarczył, żeby ludzie gadali, a do tego nadal nie mogłam znaleźć męża.

Kiedy skończyliśmy tańczyć, posłałam Luce szybki, wymuszony uśmiech, po czym wróciłam w róg sali. Następnie zrobiłam to, co umiałam najlepiej – co nauczyłam się robić najlepiej – zaczęłam udawać, że mnie tam nie ma. Na szczęście dostawałam od ciotki skromne sukienki w stonowanych kolorach, a to z pewnością pomagało. Nie mogłam się doczekać, aż przyjęcie świąteczne u Vitiellich dobiegnie końca. Święta przywoływały wiele strasznych wspomnień.

Święta Bożego Narodzenia, siedem lat wcześniej

Nie mogłam zasnąć. Niezależnie od tego, w jakiej pozycji się ułożyłam, cały czas trafiałam na siniaki. Ojciec był dzisiaj w okropnym humorze. Według matki miało to związek z tym, że przebywaliśmy w Nowym Jorku. Nazajutrz planowaliśmy wreszcie wrócić do Atlanty, gdzie jego nastrój się poprawi. Wkrótce wszystko się poprawi. Wkrótce tata rozwiąże wszelkie swoje problemy i w końcu będziemy szczęśliwi. Wiedziałam, że to nieprawda. Nigdy nie miał osiągnąć szczęścia. Nigdy nie miał przestać nas bić. Lubił własną nieszczęśliwość. Lubił też sprawiać, żebyśmy cierpiały.

Na dole coś szczęknęło. Wstałam z łóżka i rozciągnęłam się, starając się pozbyć bólu w kończynach wywołanego dzisiejszym biciem. Na korytarzu rozbrzmiał jakiś dźwięk, więc podeszłam do drzwi, uchyliłam je i wyjrzałam przez szparę.

Nagle rzucił się na mnie wysoki mężczyzna. Nad moją głową coś rozbłysło i po chwili w futrynę był wbity nóż. Otworzyłam usta, chcąc krzyknąć, ale facet zasłonił mi je ręką. Zaczęłam się wyrywać, przeraźliwie bojąc się nieznajomego olbrzyma.

– Cicho. Nic ci się nie stanie, Kiara. – Zamarłam, potem skierowałam wzrok do góry. To był mój kuzyn Luca, capo mojego taty. – Gdzie jest twój ojciec?

Wskazałam drzwi na końcu korytarza, czyli sypialnię rodziców, a on puścił mnie i przekazał informację Matteo, mojemu drugiemu kuzynowi. Nie byłam pewna, co się dzieje.

Dlaczego są tutaj w środku nocy?

Matteo zaczął mnie odciągać i wtedy z sypialni wyszła mama. Spojrzała z przerażeniem w moim kierunku i chwilę później upadła.

Luca rzucił się na podłogę, dzięki czemu kula trafiła w ścianę za nim. Matteo popędził do przodu, a mnie przechwycił kolejny mężczyzna. Nie mogłam oderwać wzroku od matki oraz jej pustych oczu.

W pokoju był z nią tylko ojciec, więc to on musiał ją zabić.

Martwa. Tak po prostu. Jeden mały pocisk i już jej nie było.

Zostałam pociągnięta po schodach w dół, wywleczona z domu, a następnie wepchnięta na tylne siedzenie auta. Byłam sama z dźwiękiem mojego przyspieszonego oddechu. Objęłam się rękami, a kiedy dotknęłam palcami siniaków na ich górnej części, skrzywiłam się z bólu. Powstały po tym, jak ojciec pobił mnie tego ranka. Zaczęłam kołysać się w przód i w tył, nucąc melodię, którą od kilku tygodni ćwiczyłam z nauczycielką gry na fortepianie. W samochodzie zaczęło robić się zimno, ale mi to nie przeszkadzało. Było wręcz przyjemnie, uspokajająco.

Ktoś otworzył drzwi samochodu, więc odsunęłam się przestraszona, przyciskając nogi do klatki piersiowej.

Do środka zajrzał Luca. Na gardle miał krew. Niezbyt dużo, lecz i tak nie mogłam oderwać od niej wzroku.

– Ile masz lat? – zapytał.

Nie odpowiedziałam.

– Dwanaście?

Spięłam się i wtedy Luca zamknął drzwi, po czym usiadł z przodu obok swojego brata Matteo. Zapewnili, że jestem bezpieczna.

Bezpieczna?

Jeszcze nigdy nie czułam się bezpiecznie. Matka zawsze mówiła, że w naszym świecie bezpieczeństwo można znaleźć jedynie po śmierci. I teraz je odnalazła.

Kuzyni zawieźli mnie do starszej kobiety, Marianny. Do tej pory jej nie poznałam. Była miła i kochająca, ale nie mogłam z nią zostać. Honor nakazywał, żebym zamieszkała u kogoś z rodziny, dlatego zostałam wysłana do Baltimore, do ciotki Egidii oraz jej męża Felixa, który był podszefem tego miasta, tak samo jak mój ojciec był podszefem Atlanty. Z ciocią widywałam się tylko podczas uroczystości rodzinnych, ponieważ ona i tata się nienawidzili.

Pojechałam do nich z Lucą kilka dni po pogrzebie mamy. Siedziałam obok niego w samochodzie, nie odzywając się, a on też nie próbował ze mną rozmawiać. Wyglądał na podirytowanego i spiętego.

– Przepraszam – wyszeptałam, kiedy zatrzymaliśmy się przed dużą willą.

Przez lata nauczyłam się przepraszać, nawet jeśli nie wiedziałam, co takiego zrobiłam.

Luca zmarszczył brwi.

– Za co?

– Za to, co zrobił mój ojciec. – W naszym świecie honor oraz lojalność były najważniejszymi wartościami, a tata złamał przysięgę i zdradził Lucę.

– To nie twoja wina. Nie masz za co przepraszać – powiedział kuzyn.

Wierzyłam w to do momentu, aż zobaczyłam wyrażającą dezaprobatę twarz ciotki Egidii i usłyszałam, jak Felix mówi do Luki, że źle by to o nich świadczyło, gdyby się zgodzili. Luca jednak nie przyjął odmowy, więc zostałam z nimi i z czasem nauczyli się mnie tolerować. Niestety nie było dnia, żebym choć na chwilę zapomniała, że jestem córką zdrajcy. Nie miałam im tego za złe.

Od dziecka uczono mnie, że nie istnieje gorsza zbrodnia niż zdrada. Ojciec splamił honor naszej rodziny, mojego rodzeństwa i mój, a my już zawsze będziemy musieli nosić tę skazę. Moi bracia mogli przynajmniej spróbować odzyskać reputację, stając się odważnymi członkami mafii, ale ja byłam dziewczyną.

Mogłam liczyć wyłącznie na litość.

Teraz

Najgorsze w tych spotkaniach nie było to, że patrzono na mnie jak na córkę zdrajcy, ani to, że sama musiałam patrzeć na współczucie lub obrzydzenie malujące się na twarzach gości. Ani trochę. Najgorszy był on. Spojrzał mi w oczy z drugiego końca sali, nawet nie próbując ukryć triumfu. Miał pełną świadomość tego, co zrobił. Co mi odebrał. Stał obok mojej ciotki – jego żony – a także swoich dzieci – mojego kuzynostwa – i wszyscy odnosili się do niego z szacunkiem. Jego wzrok przyprawiał o dreszcze. Nie podszedł bliżej, ale obleśne gapienie się wystarczyło; zresztą przypominało jego dotyk. Było upokarzające, bolesne. Nie mogłam tego znieść. Oblał mnie zimny pot, a żołądek zawiązał się w supeł. Odwróciłam się i pognałam do łazienki dla kobiet. Zamierzałam przeczekać w niej do końca wieczora, dopóki nie będę musiała wyjechać stąd z ciotką Egidią oraz wujem Felixem.

Przemyłam twarz, ignorując minimalną ilość makijażu, jaką nałożyłam. Na szczęście był to tylko wodoodporny tusz do rzęs i odrobina korektora ukrywająca cienie pod oczami, więc różnica nie okazała się zbyt wielka. Potrzebowałam zimnej wody, żeby opanować narastającą panikę.

Nagle drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wślizgnęła się Giulia. Wyglądała pięknie w odważnej, ciemnofioletowej sukience, która cudownie współgrała z jej jasnobrązowymi włosami. Od zawsze nosiła się z pewnością siebie. Pewnie dlatego udało jej się sprawić, że małżeństwo z Cassio było udane pomimo różnicy wieku.

Podeszła bliżej i dotknęła mojego ramienia, marszcząc brwi.

– Wszystko w porządku? Uciekłaś z przyjęcia.

– Nie czuję się za dobrze. Wiesz, że nie lubię, kiedy dookoła jest tyle osób.

Spojrzała na mnie jeszcze łagodniejszym wzrokiem i już wiedziałam, co zaraz powie.

– Luca by go zabił, gdybyś powiedziała mu, co ci zrobił.

– Nie – zaprotestowałam ochrypłym głosem, następnie zerknęłam w stronę drzwi w obawie, że ktoś wejdzie i nas usłyszy. Często żałowałam, że wkrótce po tym, co się wydarzyło, poinformowałam o wszystkim Giulię, ale byłam załamana i skołowana, a ona zawsze była dla mnie taka miła. – Obiecałaś, że nikomu o tym nie powiesz. Obiecałaś, Giulia.

Przytaknęła, lecz nie wyglądała na zadowoloną.

– Tak, obiecałam i zamierzam dotrzymać słowa. Decyzja należy do ciebie, ale myślę, że wuj Durant powinien zapłacić za to, co zrobił.

Zadrżałam na dźwięk jego imienia. Odwróciłam się plecami do Giulii i umyłam ręce.

– Wiesz, że to ja za to zapłacę, Giulia. Nasz świat nie jest dobry, a najgorzej traktuje się tu kobiety takie jak ja. Nie mogę nikomu o tym wspominać, bo wtedy znajdę się w jeszcze gorszej sytuacji. Twoi rodzice już teraz nie mogą znaleźć dla mnie męża. Jeśli prawda wyszłaby na jaw, umarłabym jako stara panna. Za nic w świecie by mi tego nie wybaczyli.

Zacisnęła usta.

– Moi rodzice nigdy nie traktowali cię tak, jak powinni byli. Przepraszam.

Pokręciłam głową.

– Nie szkodzi. Przyjęli mnie do siebie, nigdy nie bili, nie wymierzali mi surowych kar. Mogło być gorzej.

– Mogłabym zapytać Cassio, czy któryś z jego ludzi byłby dla ciebie dobrą partią. Ma u siebie sporo porządnych facetów.

Porządnych.

Cassio rządził Filadelfią żelazną ręką. Ci, których on uznawał za porządnych, pewnie nie uchodziliby za takich w oczach innych ludzi, ale nie miałam prawa być wybredna ani nikogo oceniać.

– Nie. To uraziłoby twoich rodziców. Wiesz, jacy są.

– Tak, wiem… – Zmarszczyła brwi.

– Nie martw się, nie spieszy mi się ze ślubem – zapewniłam.

Wiedziałam, że małżeństwo kompletnie mnie zrujnuje.

ROZDZIAŁ 2

Nino

– Zakładam, że podczas naszego spotkania będziesz się hamowałi nie obrazisz Vitiello – powiedziałem do Fabiano, gdy wsiadaliśmy do samolotu.

– Może nie jestem takim geniuszem jak ty, ale daleko mi też do imbecyla. Nie martw się, wiem, kiedy trzymać gębę na kłódkę.

Pokiwałem głową, siadając w jednym z wygodnych, skórzanych foteli. W przeciwieństwie do mojego brata Scuderi zazwyczaj potrafił panować nad emocjami.

– To, że Luca w ogóle zgodził się na spotkanie z nami, jest dobrym znakiem.

Fabiano usiadł naprzeciwko mnie.

– Rzeczywiście, może tak być. Albo chce nam wpakować po kulce w łeb.

– Nie – zaoponowałem. – Nie doprowadzi do wojny z Camorrą. Gdyby to uczynił, Remo by go zaatakował i nie zrobiłby tego, korzystając z subtelnych taktyk tak jak Dante Cavallaro. Poleciałby do Nowego Jorku i urządził tam rzeź, jakiej jeszcze nigdy w Famiglii nie widziano.

Fabiano uśmiechnął się szelmowsko.

– No zrobiłby tak. Ale Luca podobno sam niedawno urządził kilka rzezi, żeby zapanować nad Famiglią i zamknąć gębę Braci. On i Remo są pod tym względem podobni.

– Do pewnego stopnia, ale Remo nie ma żony i dzieci, które musi chronić.

Scuderi uniósł brew.

– Remo chroni Savio i Adamo, a w pewnym sensie nawet ciebie i mnie.

– To coś innego – stwierdziłem.

Przyjrzał mi się uważnie.

– Naprawdę myślisz, że ślub to dobry pomysł?

– To…

– Tylko nie mów, że to logiczny wybór – wymamrotał. – Chcę wiedzieć, czy naprawdę potrafisz być tak z kobietą. Jesteś popaprany, Nino. Nie w taki sposób jak Remo, ale i tak, kurwa, popaprany. Nawet ja jestem popaprany, przez co prawie straciłem Leonę. Czasem nadal jest cholernie trudno, ponieważ mówię albo robię coś, co wywołuje w niej niepokój. Mimo że, bądźmy szczerzy, w porównaniu z tobą stanowię pieprzoną kwintesencję normalności. Kobiety są inne. Chcą pierdolonych rycerzy w lśniących zbrojach. Chcą róż i tego całego uczuciowego gówna. Chcą deklaracji miłości. Nie będziesz mógł tego zapewnić swojej przyszłej żonie. Szczerze mówiąc, myślę, że większość kobiet popełniłaby samobójstwo po kilku tygodniach bycia z tobą, żeby tylko nie mieszkać pod jednym dachem z wami, bydlakami Falcone.

– Według mojej wiedzy aranżowane małżeństwa nie są zawierane w oparciu o uczucia. Dochodzi do nich ze względu na tradycję i rozsądek. Kobieta, której ręka zostanie mi zaoferowana, wie, czego się spodziewać. Będzie rozumiała, że chodzi wyłącznie o biznes. Że jest jedynie pionkiem w grze. I mogę cię zapewnić, że powstrzymam ją przed samobójstwem na tyle długo, na ile od jej przetrwaniabędzie zależało utrzymanie pokoju.

Fabiano westchnął i dotknął skroni.

– Może ty też powinieneś zachowywać swoje myśli dla siebie. Większość tego, co wychodzi z twoich ust, nikogo nie uspokoi, a już na pewno nie kobiety.

***

Moje mięśnie spięły się, kiedy zaparkowałem wypożyczony samochód przed starą, porzuconą elektrownią w Yonkers. Gdy wylądowaliśmy w Nowym Jorku, Romero przysłał mi SMS-a z informacją, że właśnie tutaj spotka się z nami Luca. Budynek był zniszczony, a okolica opuszczona. Musiałem przyznać, że to dobre miejsce na torturowanie i zabijanie.

– Kurwa, świetnie – powiedział Fabiano i się skrzywił. – Nie jestem dzisiaj w nastroju na umieranie.

– Żaden z nas dzisiaj nie zginie – oznajmiłem, po czym otworzyłem drzwi i wysiadłem z auta.

Rozejrzałem się dookoła. Na dachu budynku zauważyłem dwóch snajperów gotowych do oddania strzału. Gdy tylko Fabiano stanął obok mnie, brama się otworzyła i przeszło przez nią kilku facetów. Poznałem ich. To byli Luca, Matteo i Romero.

– Zakładam, że widziałeś snajperów celujących w nasze głowy – wymamrotał Scuderi, mimo to z zewnątrz wyglądał na opanowanego.

Przytaknąłem.

Trzech mężczyzn zatrzymało się jakieś dwie długości samochodu od nas. Luca przyglądał mi się badawczo przez chwilę, następnie zmrużonymi oczami spojrzał na Fabiano.

– Pamiętasz, co ci powiedziałem ostatnio, kiedy byłeś w Nowym Jorku?

Matteo i Romero stali z wyciągniętymi pistoletami. Wydawało mi się, że ten pierwszy z radością skorzysta z każdej okazji, żeby wpakować Fabiano kulkę.

Widziałem, że Fabiano to odwzajemnia. Pokiwał głową.

– Powiedziałeś, że jeśli kiedykolwiek wrócę do Nowego Jorku, to będę martwy.

Luca przytaknął.

– No i jesteś tutaj, prosząc się o śmierć.

– Jesteśmy tu, by zaproponować rozejm, Luca. – Postanowiłem przerwać tę wymianę zdań, która wkrótce mogła zmienić się w niezbyt przyjemną sprzeczkę. – Jako consigliere Camorry mogę negocjować traktat pokojowy między naszymi rodzinami.

Matteo prychnął i spojrzał znacząco na Romero.

Luca zrobił krok do przodu.

– Naprawdę myślisz, że będę współpracował z Camorrą po wiadomości, jaką Remo przekazał mi ostatnio przez Fabiano, i po tym, jak kilka lat temu groziliście mojej żonie?

– Remo chciał cięsprawdzić. Nie zamierzał obrażać ani krzywdzić twojej żony. – To była tylko w połowie prawda, ale nie było sensu tego ujawniać.

Vitiello prychnął.

– Każde słowo, jakie wychodzi z twoich ust, jest kłamstwem. Wiem, że przechwyciliście jedną z naszych dostaw narkotyków. Pewnie w tym momencie ćwiartujecie moich żołnierzy. Nie mam żadnego powodu, żeby ci ufać.

– Ja nie ufam nikomu, Luca. Poza tym zaufanie nie jest potrzebne do zawarcia pokoju. – Odwróciliśmy się z Lucą w stronę głosu. W naszym kierunku spacerowym krokiem szedł Remo, ubrany jedynie w czarne bokserki. – Nie mam przy sobie broni, jak widzisz.

Mój brat nawet nie włożył butów. Popatrzyłem na niego spod zmrużonych powiek. To było szaleństwo. Nie wiedziałem, po co w ogóle obmyślam plany, skoro on i tak zawsze robi, co chce.

– Pewnego dnia zabiję tego szalonego bydlaka – mruknął Fabiano. – Właśnie podpisał na nas wyrok śmierci.

Remo posłał mi swój niebezpieczny, szeroki uśmiech, klepnął w ramię najpierw mnie, a potem Fabiano i podszedł do Luki oraz pozostałych.

– Pomyślałem, że będzie dobrze porozmawiać twarzą w twarz, Luca. Jak jeden człowiek honoru z drugim. Jak capo z capo.

Na twarzy Vitiello malowała się nienawiść, lecz był na niej także szacunek.

– A już sądziłem, że jesteś tchórzem, który wysyła swojego egzekutora i brata, żeby walczyli za niego.

– Można powiedzieć o mnie różne rzeczy, ale na pewno nie to, że jestem tchórzem – odparł Remo.

– Wiesz co? Może wpakujemy ci kulkę w łeb i pomożemy Las Vegas znaleźć sobie nowego capo. Kogoś mniej popierdolonego – powiedział Matteo, celując w Remo. Romero z kolei mierzył do mnie.

Fabiano też wyciągnął broń, ale mój brat pokręcił głową. Stanąłem obok niego.

– Zabicie nas niczemu by nie służyło – oznajmiłem spokojnie. – Jak tylko zginiemy, Savio skontaktuje się z Cavallaro i zaproponuje mu współpracę, a nawet wy nie mielibyście szans przeciwko połączonym siłom Camorry i Chicago.

– Wasz brat ma dopiero szesnaście lat. Nie zdoła zapanować nad Camorrą.

– Ja miałem tylko siedemnaście, jak zacząłem walczyć o odzyskanie swojego terytorium. Ty miałeś tylko siedemnaście, jak zmiażdżyłeś facetowi tchawicę. W Savio płynie krew Falcone. To urodzony zabójca, Luca. Zdoła zapanować nad Camorrą. Nazwisko Falcone jest poważane w Las Vegas i poza nim – oświadczył Remo.

Vitiello zmrużył oczy. Nie odpowiedział, ale jeszcze nas nie zastrzelił, co było dobrym znakiem.

– Chcesz zaryzykować i doprowadzić do współpracy między Chicago i Camorrą? Sam nie możesz liczyć na pokój z Dantem Cavallaro, chyba że wyślesz mu swoją szwagierkę i kapitana. – Skinąłem głową na Romero.

Luca wciąż milczał. Pewnie zastanawiał się, czy powinien nas teraz zabić. Mój palec luźno spoczywał na spuście, lecz biorąc pod uwagę snajperów na dachu, moje umiejętności nie zdołałyby nas ocalić.

Remo podszedł jeszcze bliżej Luki, przez co znajdowali się od siebie na wyciągnięcie ręki. Vitiello był jakieś dwa centymetry wyższy od Remo, chociaż to mnie nie zdziwiło.

– Nie ma o czym gadać, Remo. Tym razem wiem, że twój brat Nino nie celuje do mojej żony, więc nic mnie nie powstrzymuje przed wykąpaniem się w twojej pieprzonej krwi.

Remo uśmiechnął się szeroko.

– Camorra nie ma interesu w tym, żeby skrzywdzić twoją rodzinę, Luca. Ani twoją żonę, ani twoje dzieci – zaakcentował trzy ostatnie słowa.

Vitiello rzucił się na niego i zacisnął palce na jego gardle. Remo nie wykonał żadnego ruchu, aby się bronić. Nie odrywał wzroku od capo Famiglii.

– Nie tylko my dowiedzieliśmy się o twoich dzieciach – chrypiał. – Chicago też o nich wie, tak samo jak Brać. Ludzie z oddziału Chicago zaatakowali mnie na moim terytorium w chwili, kiedy myśleli, że łatwo będzie się mnie pozbyć. Jak sądzisz, Luca, kogo zaatakują, żeby skrzywdzić ciebie? Scuderi próbował zlikwidować Fabiano, własnego syna. Swojego następcę. Co zrobi z córkami, które tak bardzo go rozczarowały i zniszczyły pokój między oddziałem z Chicago i Famiglią?

Luca wyglądał, jakby pragnął zmiażdżyć Remo tchawicę, i wiedziałem, że umiałby to zrobić. Chociaż mój brat był naprawdę zawziętymwojownikiem, brutalnym do szpiku kości, pewnie obaj zginęliby w trakcie walki. Nie moglibyśmy z Fabiano temu zapobiec. Nie, kiedy byli tu też Matteo, Romero oraz snajperzy.

Twarz Remo poczerwieniała, ale ten nie przestawał mówić.

– Dante Cavallaro jest naszym wrogiem, więc zamierzam wejść do Chicago i pokazać mu, co oznacza wojna z Camorrą. Pokazać, dlaczego gardzi się nami nawet pośród naszych. Sprawię, że zapłaci, a kara nie będzie ani szybka, ani sprawiedliwa. Z kolei jeśli chodzi o Scuderiego, to Fabiano zabije go bardzo powoli. Jak będziesz chciał, wyślemy ci nagranie, żebyś mógł pokazać je siostrom Scuderi. Pragniesz śmierci Cavallaro równie mocno, co my.

Luca puścił Remo.

– Nie lekceważ Dantego Cavallaro. Z pozoru to zimna ryba, ale jest tak samo okrutnym bydlakiem jak ty i ja. A Scuderi to wstrętnyśmieć, jednak jest geniuszem w opracowywaniu strategii. Dlatego pozostał consigliere nawet podczas rządów Dantego.

Fabiano mruknął coś pod nosem.

Remo pokiwał głową, pocierając gardło.

– Wiem, jakim człowiekiem jest Cavallaro. I nie wątpię, że Scuderi to mistrz tworzenia pokręconych planów, ale zaatakuję tam, gdzie żaden z nich się nie spodziewa. Pobiję ich w ich własnej grze. I będę się napawał każdą pieprzoną sekundą tej rozgrywki.

Vitiello zmrużył oczy.

– Nie zamierzam przyłączać się do twojej krucjaty. Mam przeczucie, że nie spodoba mi się twój plan. Jesteś, kurwa, szalony.

– Nie proszę cię, żebyś się do mnie przyłączał. Proszę cię, żebyś nie wtrącał się do mojej walki. Camorra i Famiglia już kiedyś współpracowały. Pokój na naszych terytoriach może doprowadzić także do pokoju we Włoszech.

– Moje terytorium to moje zmartwienie.

Remo wzruszył ramionami.

– Obaj możemy zyskać na tym sojuszu. Proponuję ci bezpieczne trasy dostaw narkotyków przebiegające przez mój teren. Tracisz ponad połowę towaru, ponieważ przechwytują go albo moi żołnierze, albo ludzie oddziału z Chicago. Dzięki pokojowi nie będziesz już musiał się tym przejmować. Możesz podwoić zyski. Ja zaatakuję Dantego, więc ty będziesz mógł się skupić na Braci i nie martwić tak bardzo o swoją rodzinę.

– A ja mam po prostu nie pakować się w twoją wojnę z Chicago? – zapytał Vitiello podejrzliwie.

– Dante może się do ciebie zwrócić po tym, jak zaczniemy go atakować – wtrąciłem. – Chcemy mieć pewność, że nie uda mu się przekonać cię do współpracy.

Na twarzy Luki pojawił się chłodny uśmiech.

– Nie zamierzam współpracować z Chicago. Uwierz mi, chcę, żeby Dante Cavallaro był martwy. – Zmrużył powieki. – Więc jak wyglądałoby zawarcie pokoju?

– Najpierw oddamy ci twoich żołnierzy i narkotyki – powiedział Remo, unosząc kąciki ust.

Wskazał na mnie, więc sięgnąłem po telefon, przez co w moją stronę skierowały się dwa pistolety. Szybko wysłałem do Savio SMS-a, żeby zorganizował wypuszczenie żołnierzy Famiglii, i pokiwałem głową.

– Właśnie w tym momencie twoi ludzie są wypuszczani, a narkotyki dotrą niedługo bezpiecznie na twoje terytorium.

– Wydusicie to z siebie wreszcie? – wymamrotał Matteo. – Tutaj chodzi o coś więcej. Zaczynam się niecierpliwić.

Zerknąłem znacząco na Remo. Matteo brzmiał tak samo jak on.

– Chcemy pokazać wam, że Camorra jest gotowa na zmiany – powiedziałem spokojnym głosem. – Fabiano jest z kobietą spoza mafii. Dał jej bransoletkę, którą dostał od twojej żony.

– Mam to w dupie – mruknął Luca. – Nie obchodzi mnie, że Fabiano znalazł sobie dziwkę do ruchania.

– Uważaj, Luca – wysyczał Scuderi, po czym zrobił krok do przodu.

Luca uniósł brwi.

– Może wróćmy do interesów – zasugerowałem. – Zależy wam na pokoju. My także go potrzebujemy. Chcecie śmierci Cavallaro i Scuderiego. My ich zabijemy.

Remo rozpostarł ramiona.

– A żeby pokazać wam, że poważnie traktujemy ten rozejm, chciałbym zaaranżować małżeństwo między kimś od was i kimś ode mnie.

Matteo się zaśmiał.

– O, robi się fajnie.

– Mówimy serio – oznajmiłem, bo zmartwił mnie wyraz twarzy Remo. Widziałem, że Matteo naprawdę zaczyna go wkurzać. – Aranżowane małżeństwa między familiami od lat zapewniały pokój, a Famiglia zawsze podtrzymywała tę tradycję. Ty i Aria jesteście dowodem, że to idealne rozwiązanie.

Luca zacisnął usta na wspomnienie o siostrze Fabiano.

– Nasze małżeństwo miało przynieść pokój, a mamywojnę.

– Cóż – Remo wskazał na Matteo i Romero – to była wina Famiglii. Mogę cię zapewnić, że my dotrzymamy swojej części układu.

– Gdybym oddał Camorrze jedną z naszych kobiet, kto mógłby mi zagwarantować, że będzie u was bezpieczna? – zapytał Luca.

– Nasze kobiety są równie bezpieczne, co wasze, uwierz mi. Nie mają się czego obawiać na naszym terytorium – powiedziałem.

A przynajmniej niczego ponad to, czego i tak muszą się obawiać, zawierając małżeństwo w naszym świecie.

Vitiello skrzywił się z obrzydzeniem, przyglądając się mojemu bratu.

– Nie oddam ci żadnej kobiety, Remo. W ogóle ci nie ufam. Jak na mój gust jesteś zbyt popieprzony.

– Nie zamierzam brać ślubu. Ma to zrobić mój brat Nino, który, jak widać, jest niezwykle opanowany. Spójrz tylko na niego. Czyż nie wygląda jak marzenie każdej teściowej?

Posłałem mu ostrzegawcze spojrzenie, po czym zwróciłem się do Luki:

– To dobry układ zarówno dla Famiglii, jak i dla Camorry. Nie pozwól, by stare żale albo waśnie zniszczyły twoje szanse na zoptymalizowanie dochodów twojej familii i ochronę jej terytorium.

– To niedorzeczne – prychnął Matteo.

Luca milczał. Był biznesmenem, zatem wiedział, co mogły dla niego oznaczać bezpieczne trasy dostaw biegnące przez nasz teren. Skinął na swojego brata i Romero, potem odeszli nieco dalej, tak żebyśmy nie mogli ich słyszeć.

Remo się uśmiechnął.

– Nie wiem, z czego się tak cieszysz. To nie jest Texas Hold’em i w tym przypadku granie va banque nie jest najlepszym pomysłem – wymamrotał Fabiano. – To jest, kurwa, jakaś masakra.

– Luca się zgodzi – powiedziałem stanowczo.

Popatrzyli na mnie z zaciekawieniem.

– Jesteś pewny? – zapytał Remo.

– Luca nie jest tym samym mężczyzną, którym był, zanim pojawiły się w jego życiu żona i dzieci. Nie zaryzykuje otwartą wojną z Chicago, nawet jeśli chce śmierci Dantego. I woli, żebyśmy byli po jego stronie. Gdy ma się coś do stracenia, wybiera się tę bezpieczniejszą opcję.

W następnej chwili podszedł do nas Romero.

– To on zakończył pokój między Famiglią a oddziałem z Chicago, rozdziewiczając twoją siostrę, nie? – wyszeptał Remo do Fabiano, na co ten się skrzywił.

– Tak, a ja pozwoliłem im mnie, kurwa, postrzelić, żeby mogli uciec. Byłem cholernym idiotą.

Romero przyjrzał nam się z nieskrywaną nieufnością.

– Luca rozważy waszą ofertę. Za trzy dni mamy kolejną dostawę narkotyków. Jeśli bez problemów dotrze na nasze terytorium, wtedy bardziej szczegółowo przedyskutujemy warunki pokoju.

– Nie martw się, bez problemów dotrze na miejsce – oznajmił Remo.

Romero pokiwał głową.

– Luca chce, żebyście wyjechali już z Nowego Jorku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, skontaktujemy się z wami za kilka dni.

– Na pewno pójdzie zgodnie z planem. – Remo uśmiechnął się szeroko. – Luca powinien zacząć szukać żony dla mojego brata. Nie możemy się doczekać, aż ją poznamy.

ROZDZIAŁ 3

Kiara

Pomimo wyższych temperatur, które nadeszły wraz z marcem, cieszyłam się, że włożyłam gruby, wełniany sweter. Nigdy nie przyzwyczaiłam się do chłodniejszego klimatu Baltimore; w Atlancie było o wiele cieplej. Miałam sztywne palce, kiedy ułożyłam je na klawiszach fortepianu i zaczęłam grać. Pokój wypełniły melancholijne, niskie dźwięki oddające obecny stan mojego ducha. Bawiłam się tą kompozycją od kilku dni, ale nadal nie brzmiała dobrze.

Nagle do salonu weszła moja ciotka. Jak zawsze wyglądała idealnie – miała na sobie beżową, kaszmirową suknię, a ciemne włosy upięła na czubku głowy. Uniosłam dłonie znad klawiszy, przez co muzyka wydała ostatnie tchnienie i wkrótce zupełnie ucichła. Po chwili w pomieszczeniu zjawił się wysoki, dość tęgawy wuj Felix z wąsem, który drżał za każdym razem, gdy mężczyzna mówił. Kiedy Felix wymienił spojrzenia ze swoją żoną, odniosłam wrażenie, jakby coś ciężkiego osiadło na dnie mojego żołądka.

– Musimy zamienić z tobą słowo – powiedział.

Wstałam z ławki i poszłam za nimi do części wypoczynkowej. Usiedli na kanapie, ja zajęłam miejsce w stojącym naprzeciwko fotelu. Czułam się, jakbym stanęła przed trybunałem.

– Nie było nam łatwo, kiedy przyjęliśmy cię do siebie – zaczął wuj, a ja zacisnęłam palce na skórzanych podłokietnikach. Nie słyszałam tego po raz pierwszy, ale nadal bolało. – Jednak zrobiliśmy, co w naszej mocy. Daliśmy ci wszystko, co mogliśmy, żeby cię wychować. – Zapewnili mi dach nad głową oraz edukację, lecz ciepłych uczuć czy nawet ochrony przed okrutnymi słowami szeptanymi w społeczeństwie już nie. Mimo to byłam im wdzięczna. Wiedziałam, jak ważne są pozory, a oni zaryzykowali swoją reputacją, przyjmując do siebie córkę zdrajcy. – Ale jesteś już kobietą i nadszedł czas, żebyś stworzyła własny dom. Żebyś została żoną i matką.

Choć poczułam ucisk w żołądku, zapewne udało mi się zachować kamienny wyraz twarzy. W ciągu tych wszystkich lat nauczyłam się ukrywać uczucia.

– Znaleźliście mi męża?

Kto zgodziłby się ze mną ożenić?

Może ostatecznie przystali na żołnierza. Tak było lepiej. Jeśli wyjdę za kogoś o niższej randze, wesele i ślub nie będą huczne, nie przykujemy uwagi, nie będzie potencjału na skandal. Dla żołnierza mogłabym być środkiem do zdobycia lepszej pozycji, ponieważ byłam przecież nie tylko córką zdrajcy, ale też kuzynką capo. Może dzięki temu mąż przymknąłby oko na mój defekt.

Ciotka Egidia uśmiechnęła się, lecz w jej oczach dostrzegłam poczucie winy, może nawet wstyd.

Felix odchrząknął.

– Wiem, że nie znasz szczegółów mojej pracy, ale Famiglia jest w trakcie wojny.

Jak gdyby ktokolwiek nie zdawał sobie z tego sprawy. Nawet małym dzieciom wpajano, że trzeba zachowywać czujność, bo może nas zaatakować Chicago. Albo, Boże uchowaj, Camorra.

– Wiem, wuju – przyznałam cicho.

– Jednak Luce zaproponowano pokój, który może być ostatnim krokiem do pokonania Chicago.

Zaparło mi dech w piersiach.

O czym on mówi? Skoro ta oferta nie wyszła od oddziału z Chicago, to od kogo? Kto jest gotowy zaproponować nam rozejm?

– To zaszczyt, Kiara. Po tym, co zrobił twój ojciec, myśleliśmy, że będziemy musieli oddać cię żołnierzowi albo że nigdy nie znajdziemy ci męża.

– Kogo mam poślubić? – wydusiłam z siebie.

– Kogoś wysoko postawionego – zapewniła ciotka Egidia. Na ustach miała nerwowy uśmiech, ale jej oczy… W jej oczach było widać współczucie, więc w głębi duszy już wiedziałam, że moje okropne wspomnienia z przeszłości wkrótce zyskają towarzyszy.

– Kogo? – wychrypiałam.

– Nino Falcone, prawą rękę jego brata Remo Falcone, który jest capo Camorry – oznajmił Felix, nie patrząc w moją stronę.

Potem już nic nie słyszałam. Wstałam z fotela i bez słowa opuściłam salon. Poszłam na górę, do swojego pokoju, opadłam na szezlong i pustym wzrokiem wpatrywałam się w łóżko. Było ładnie zaścielone. Nie pozwalałam robić tego służącym, od dawna zajmowałam się tym sama. Każdej nocy brałam poduszkę oraz kołdrę i zwijałam się w kłębek na szezlongu, gdzie spałam, a rankiem odkładałam wszystko na miejsce, po czym ścieliłam łóżko, by nikt nie dowiedział się, że od sześciu lat nie zmrużyłam w nim oka.

Od sześciu lat. Wtedy miałam zaledwie trzynaście.

Okropieństwa z przeszłości znowu przybrały realne kształty, tak jak co noc, gdy próbowałam zasnąć.

Sześć lat wcześniej

Obudził mnie odgłos kroków. Kiedy otworzyłam oczy, w pokoju panowała ciemność. Przekręciłam się na drugi bok i w świetle księżyca rozpoznałam wuja Duranta. Przyjechał do Baltimore ze swoją żoną, ciotką Criminellą, w kilkudniowe odwiedziny do ciotki Egidii i wuja Felixa.

Nie rozumiałam, co tu robi. Usiadłam zdezorientowana na materacu.

Oddychał głośno i miał na sobie szlafrok.

– Ciii. – Nachylił się nade mną, zmuszając, żebym z powrotem się położyła.

Ogarnął mnie strach. Zdrętwiała z przerażenia patrzyłam, jak zdejmuje szlafrok; nic pod nim nie miał. Jeszcze nigdy nie widziałam nagiego mężczyzny. W ogóle nie powinnam być z żadnym w sypialni. Słyszałam tę zasadę od najmłodszychlat.

Wuj Durant jedną ręką chwycił moje ramię, a drugą przycisnął do moich ust. Musiałam okazywać szacunek starszym, szczególnie mężczyznom, ale wiedziałam, że to, co robi, jest złe. Zaczęłam się szarpać, mimo to zerwał ze mnie ubranie. Był zbyt silny. Ciągnął i szczypał. Bolało, kiedy dotykał między nogami. Płakałam, jednak on nie przestawał.

W końcu zawisł nade mną.

– To kara za to, że jesteś niegrzeczną zdrajczynią.

Chciałam powiedzieć, że nikogo nie zdradziłam, lecz ból odebrał mi głos. Czułam się, jakbym była rozrywana. Jakbym była łamana, a potem spadała i się rozpadała. Jego gorący oddech owiewał moją twarz. Szlochałam, jęczałam, błagałam. On tylko mocniej zaciskał dłoń na moich ustach, pomrukując i wchodząc we mnie raz za razem. Zaczęłam płakać jeszcze mocniej, bo tak bardzo bolało.

Czułam to w całym ciele, ale też gdzieś w głębi klatki piersiowej.

A on dalej postękiwał. Przestałam się szarpać i oddychałam przez zatkany nos. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Jego pot spłynął mi na czoło. Chwilę później mężczyzna zadrżał i opadł na mnie. Choć zsunął rękę z moich ust, nie wydostał się z nich żaden dźwięk.

Byłam cicho, pozostałam nieruchoma.

– Jeśli komuś o tym powiesz, Kiara, to ci nie uwierzy. A nawet gdyby uwierzył, obwini za to ciebie i już nikt nie będzie cię chciał. Jesteś teraz brudna, Kiara, słyszysz? Bezwartościowa.

Kiedy się wysunął, krzyknęłam z bólu.

Spoliczkował mnie.

– Cicho.

Zacisnęłam wargi, patrząc, jak wstaje i zakłada szlafrok.

– Dostałaś już okresu?

Jedynie pokręciłam głową, ponieważ nie mogłam wydusić ani słowa.

– To dobrze. Nie chcielibyśmy, żebyś urodziła bękarta, nie? – Znowu się nade mną nachylił, a ja od razu się cofnęłam. – Spokojnie, dopilnuję, by służące wiedziały, że właśnie dostałaś okresu. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek dowiedział się, że jesteś bezwartościową kurewką. Ochronię cię. – Pogładził mnie po policzku i się odsunął.

Nie ruszyłam się, dopóki nie zniknął za drzwiami. Kiedy jego kroki ucichły, usiadłam, po czym, mimo bólu, wstałam.

Coś ciepłego spłynęło mi po nodze. Potknęłam się, następnie podniosłam majtki i przycisnęłam je do miejsca między udami. Znowu krzyknęłam z bólu. Drżąc na całym ciele, położyłam się na szezlongu, zwinęłam w kłębek i w ciemności spoglądałam na łóżko.

Przed wschodem słońca drzwi pokoju się otworzyły, a ja przylgnęłam do oparcia, starając się zrobić mniejsza. Do sypialni weszła jedna ze służących, Dorma. Była jedną z tych młodszych, które przyglądały mi się tak, jakbym sprawiała same kłopoty.

Przesunęła po mnie wzrokiem.

– Wstawaj – powiedziała surowym tonem. – Trzeba cię umyć, zanim inni się obudzą.

Podniosłam się i skrzywiłam, czując ból między udami. Spojrzałam w dół. Na nogach miałam krew i coś jeszcze, przez co poczułam mocne ukłucie w żołądku. Dorma zaczęła zgarniać prześcieradło oraz kołdrę. One też były pokryte czerwienią.

– Lepiej nikomu o tym nie mów – wymamrotała. – Twój wuj to ważny mężczyzna, a ty jesteś tylko zdrajczynią. Masz szczęście, że ciebie też nie zabili.

Czekałam w ciszy, podczas gdy ona zdejmowała pościel i odkładała ją na podłogę. Następnie ściągnęła mi ubrania, ignorując to, jak się wzdrygam. Niedługo stałam już przed nią naga. Patrzyła na mnie okrutnym wzrokiem, co sprawiło, że czułam się brudna, bezwartościowa i złamana

Dodała moją koszulę nocną do sterty zakrwawionej pościeli, po czym pomogła mi założyć szlafrok.

– Teraz pójdziemy do łazienki. Jeśli ktoś zapyta, powiesz, że dostałaś okresu, jasne?

Pokiwałam głową.

Nie zapytałam czemu. Nie walczyłam z tym.

Tej nocy wuj Durant znowu przyszedł do mojego pokoju. Tak samo następnej i kolejnej, aż w końcu musiał wrócić do Atlanty. Każdego ranka Dorma czyściła pościel i myła moje ciało. Kilka dni po jego wyjeździe zobaczyłam, że służąca ma na szyi drogi naszyjnik. Dostała nagrodę za milczenie.

Teraz

Z rozmyślań o tych bolesnych chwilach wyrwało mnie pukanie. Wzięłam głęboki oddech, pragnąc, żeby mój głos zabrzmiał stanowczo.

– Proszę.

Ciotka Egidia otworzyła drzwi, ale nie weszła do pomieszczenia. Zaciskała w zmartwieniu usta.

– Kiara, to było bardzo niegrzeczne – powiedziała. Przyjrzała mi się, po czym odwróciła wzrok. W jej oczach ponownie czaiło się poczucie winy. – Powinnaś być zaszczycona, że zostaniesz oddana komuś tak ważnemu. Biorąc pod uwagę twoją sytuację, to prawdziwe błogosławieństwo. Twój ślub będzie wielkim wydarzeniem. Dzięki niemu odzyskasz honor.

– I wy także – stwierdziłam cicho.

Spięła się, co sprawiło, że od razu pożałowałam swoich słów. Nie miałam prawa krytykować jej ani wuja.

– Musieliśmy znosić wiele nieprzyjemności przez to, że cię przyjęliśmy. Raczej nie powinnaś mieć nam za złe, że cieszymy się, ponieważ znaleźliśmy dla ciebie tak dobrą partię.

– Czy to już postanowione? – wyszeptałam.

Zmarszczyła brwi.

– Praktycznie tak. Bracia Falcone nalegają, naturalnie, żeby zaoferowano im rękę krewnej Luki, więc Felix zasugerował ciebie. Luca chciałby zamienić z tobą słowo, zanim złoży im ofertę, czego kiedyś się nie robiło, ale skoro zależy mu na twojej zgodzie, to nie możemy mu odmówić. Zaprosiliśmy go wraz z jego żoną na kolację. – Wreszcie spojrzała mi w oczy. – Powiesz im, że to wielki zaszczyt i jesteś zachwycona, prawda, Kiara? Masz szansę uratować honor swojej rodziny oraz własny. Może jeśli poślubisz Nino Falcone, twoi bracia będą mogli zostać kapitanami.

Poczułam ucisk w gardle, a moje spojrzenie znowu powędrowało na łóżko.

– Kiara, powiesz mu, że się zgadzasz, prawda? Twój wuj powiedział już Luce, że się zgodzisz. Jeśli odmówisz, ludzie zaczną plotkować.

Przeniosłam wzrok na ciotkę. Wyglądała na zmartwioną.

– Zgodzę się – odparłam cicho.

Co innego mogłam zrobić?

***

Tego wieczora, przed kolacją, Luca odciągnął mnie na bok, żeby porozmawiać ze mną z dala od ciotki i wuja, co bardzo im się nie spodobało – widziałam to po ich minach.

– Nie zamierzam zmuszać cię do ślubu. Możesz odmówić – powiedział.

Czułam przy nim podenerwowanie.

– Jesienią skończę dwadzieścia lat. Muszę znaleźć sobie męża.

– Prawda – przyznał. Spojrzał na mnie szarymi oczami, jakby myślał, że wyciągnie prawdę, przyglądając mi się intensywnie, jednak nauczyłam się nie odkrywać swoich sekretów. – Ale mogłabyś wyjść za kogoś innego.

Mogłam, lecz jeśli odmówiłabym poślubienia Nino Falcone, stałabym się tylko większym wyrzutkiem. Wuj Felix z ciotką Egidią byliby rozczarowani i mieli jeszcze większe problemy ze znalezieniem mi męża. A poza tym nie wiedziałam, jak usprawiedliwiłabym taką decyzję. W naszym świecie kobieta musi poślubić mężczyznę, którego wybierają dla niej rodzice, niezależnie od tego, czy jej się to podoba, czy nie.

– A kogo wtedy poślubiłby Nino Falcone?

– Większość moich kuzynek jest już komuś obiecana albo po ślubie. Musiałbym zaproponować jedną z córek kapitanów. Dla kilku z nich nie znaleziono jeszcze mężów, a w tym roku mają osiągnąć pełnoletność.

Inna dziewczyna miałaby zostać oddana potworom z Las Vegas. Dziewczyna bardziej niewinna ode mnie. Dziewczyna, która zasługiwała, by otrzymać szansę na szczęście, nawet jeśli w naszym świecie była ona niewielka.

Lata temu nikt nie przyszedł mi na ratunek, a ja teraz mogłam oszczędzić takiego losu innej młodej kobiecie.

– Poślubię go. Nie trzeba wybierać nikogo innego. – Mój głos nie zdradził przerażenia, jakie czułam; był stanowczy. Po raz pierwszy tego wieczora zmusiłam się do spojrzenia Luce w oczy.

Wpatrywał się we mnie jeszcze przez chwilę. Widziałam, że pochwala moją decyzję. Spełnianie własnych powinności oraz honor stanowiły podstawę naszego świata. Każdy z nas musiał robić to, czego od niego oczekiwano. Luca i cała Famiglia wyglądaliby źle, gdyby nie ofiarował Camorrze jednej ze swoich kuzynek. Według takich zasad żyliśmy. Jego żona też została mu oddana w zamian za pokój. Tak było od zawsze i na zawsze zostanie.

Po kolacji podeszła do mnie Aria. Uśmiechnęła się ciepło i dotknęła mojej ręki. Mężczyźni pili szkocką w palarni, a ciotka Egidia przygotowywała dla nas espresso.

– Jeśli odmówisz, nikt nie będzie miał ci tego za złe – zapewniła.

– Ty poślubiłaś Lucę. Zrobiłaś to, czego od ciebie oczekiwano, spełniłaś swoją powinność. Wiem, że teraz tego samego oczekuje się ode mnie – powiedziałam z uśmiechem.

Zmarszczyła brwi.

– Tak, ale…

– I tak nigdy nie czułam się tu jak w domu. Mój ojciec złamał przysięgę, a ja płacę za jego błędy. Chcę o tym zapomnieć. To moja szansa, żeby ocalić honor. Las Vegas może być dla mnie nowym początkiem.

Chociaż właśnie takie słowa spodziewano się ode mnie usłyszeć, wypowiadałam je z trudem. Zdawałam sobie sprawę, że małżeństwo z Nino może wszystko zniszczyć – moją reputację i jakąkolwiek szansę na pokój. A pod tymi zmartwieniami leżał głębszy, mroczniejszy strach. Strach zrodzony przed laty, który do dziś mnie nawiedzał i miał zdefiniować moją przyszłość.

Nino

– To było zbyt ryzykowne zagranie, Remo, i świetnie o tym wiesz. Kiedyś umrzesz przez coś takiego – powiedziałem, siadając razem z nim przy stole w Sugar Trap.

Moje wykłady bez wątpienia zaczynały go nudzić, ale skoro dalej zamierzał postępować impulsywnie, to ja dalej zamierzałem mu je prawić.

Remo zarzucił nogi na blat i obserwował striptizerkę. Kręciła biodrami, a jej cycki podskakiwały. W Sugar Trap było pusto, nie licząc kobiet przygotowujących się na wieczór.

– Jeśli tak się stanie, będziesz mógł przejąć rządy nad Camorrą.

Zmarszczyłem brwi. Podchodził do tego za lekko. Był urodzonym capo. Nikt nie potrafił z taką łatwością napawać ludzi strachem i zmuszać ich do posłuszeństwa, co on. Nie chciałem zostać capo. To Remo był pierworodnym i jemu należała się ta pozycja.

– Nie patrz tak na mnie, Nino. Wiem, że ty załatwiłbyś to inaczej.

– Każdy załatwiłby to inaczej.

– Ale podziałało. Luca dostał swoje narkotyki i zgodził się dać temu sojuszowi szansę. Mogę się założyć, że Aria też odegrała w tym sporą rolę. Pragnie odzyskać swojego brata. Jest kobietą. One zawsze chcą pokoju i miłości. Lubią mieszać się w nasze sprawy.

– Nie jesteś ekspertem w kwestii kobiet. Kiedy ostatnio zamieniłeś z jakąś więcej niż dwa zdania?

Brat zdjął nogi ze stołu, wstał i pokiwał palcem na striptizerkę.

– Mam ochotę na seks. Zabieraj dupę do przymierzalni. Będę tam za dwie minuty. Masz czekać na mnie nago. – Kobieta przytaknęła i szybko weszła za kulisy. Remo uniósł ciemną brew, po czym zwrócił się w moją stronę. – Widzisz? Cztery zdania.

Westchnąłem i podniosłem się z miejsca.

– To nie była rozmowa, tylko rozkazywanie. W najlepszym wypadku monolog. Żeby można było nazwać to rozmową, musiałaby ci coś odpowiedzieć.

Posłał mi szeroki uśmiech.

– Czemu miałbym słuchać tego, co ma mi do powiedzenia? Wolę zająć jej usta swoim fiutem. – Wskazał drugą striptizerkę, która właśnie weszła do klubu. – Może weźmiesz ją? Za kilka miesięcy będziesz żonaty. A wtedy koniec pieprzenia striptizerek. – Zaśmiał się ze swojego żartu, ponieważ członkowie mafii mogli robić, co chcieli, i poklepał mnie po ramieniu. – No dalej, rozluźnij się nieco przed jutrzejszym spotkaniem z Lucą.

Miał rację. Spojrzałem kobiecie w oczy i gestem przywołałem do siebie. Pieprzyłem ją już wcześniej.

– C.J. – powiedziałem, na co otworzyła szerzej oczy.

Zawsze dziwił je fakt, że pamiętam, jak się nazywają, ale ja nigdy nie zapominałem imion ani niczego innego.

– Tak, panie Falcone? – Oblizała wargi, chcąc mnie podniecić, co okazało się tylko rozpraszające.

Przecież nie wezwałbym jej do siebie, gdybym nie postanowił, że ją przelecę. Nie było sensu podniecać mnie jeszcze bardziej. Remo już wchodził za kulisy, a ja złapałem ją za nadgarstek, zaprowadziłem do łazienki i zacząłem pieprzyć w kabinie. Jęczała, ale wiedziałem, że udaje. Była mokra, lecz z pewnością nie doszła. Jej ciało nie zdradziło typowych oznak orgazmu. Jako dziwka przyzwyczaiła się do udawania, żeby zadowolić klientów, jednak ja cholernie tego nienawidziłem. Chwyciłem ją mocniej, spojrzałem na nią spod przymrużonych powiek i zacząłem pieprzyć szybciej.

– Wiesz, co się dzieje z ludźmi, którzy mnie okłamują?

Na jej twarzy pojawił się strach.

Kiedy sięgnąłem ręką między nasze ciała, musnąłem łechtaczkę, co sprawiło, że wreszcie się poddała – wszystkie zawsze ostatecznie ulegały – i doszła. Kilka chwil później poszedłem w jej ślady, po czym wysunąłem się, wyrzuciłem zużytego kondoma do sedesu i zostawiłem ją stojącą w ubikacji.

***

Umówiliśmy się z Vitiello w Nashville. Na neutralnym gruncie. Co było najlepszą opcją przy drugim spotkaniu, ponieważ obaj przyjechaliśmy sami. Właśnie szedłem w kierunku Luki, który mierzył mnie wzrokiem. Znajdowaliśmy się na parkingu porzuconego multipleksu.

Wyciągnąłem do niego dłoń. Uścisnął ją i ku mojemu zaskoczeniu nie próbował zrobić tego zbyt mocno, tak jak niektórzy, gdy starają się mnie zastraszyć. Może wiedział, że to nie przyniosłoby zamierzonego efektu.

– Znowu się spotykamy – powiedział, mrużąc oczy. – Ostatnio nie udało nam się porozmawiać na osobności. To ty groziłeś mojej żonie.

– Nie groziłem jej – zaoponowałem. – Znalazłem słaby punkt w podjętych przez ciebie środkach bezpieczeństwa i Remo cię o tym poinformował, bo nie chciał, żebyś go zabił.

Wzrok Luki stał się jeszcze bardziej srogi.

– Już nigdy nie zagrozisz mojej żonie.

Może przeciętny człowiek by się go przestraszył, ale ja po prostu przyjrzałem mu się chłodno. Mój puls był taki sam jak zwykle.

– Groźby nie zadziałają. Nie mam odpowiednich predyspozycji do tego, żeby mogły na mnie wpłynąć. Nie zamierzam już grozić twojej żonie. Myślę, że sojusz między Famiglią i Camorrą jest logicznym rozwiązaniem naszego problemu z oddziałem z Chicago, a żeby mógł zadziałać, musimy się umówić, że na razie nie będziemy się zastraszać ani mordować.

Luca przyglądał mi się przez kilka sekund z kpiarskim uśmiechem.

– Czy którykolwiek z was, braci Falcone, jest normalny?

– A co rozumiesz przez słowo „normalny”? – zapytałem. – Społeczeństwo nie uznaje ani ciebie, ani mnie za normalnego. Jesteśmy psychopatami, ponieważ lubimy zabijać. Czy może chcesz mi powiedzieć, że czujesz wyrzuty sumienia, gdy torturujesz i pozbawiasz życia?

Wzruszył ramionami.

– Może jesteśmy psychopatami, ale przy tobie i Remo większość psychopatów wygląda na normalnych.

Wiedziałem, że Remo i ja jesteśmy wynikiem działania tego samego katalizatora. Zwierzęta przystosowywały się do otoczenia, jeśli chciały przetrwać. To był proces ewolucji, który czasem przytrafiał się na małą skalę jednemu istnieniu. Remo postawił na emocje, dawał im upust i w rezultacie praktycznie nie panował nad wściekłością.

Natomiast ja przetrwałem dzięki temu, że kompletnie wyzbyłem się uczuć. Wolałem swoją formę adaptacji od jego. W ten sposób życie robiło się bardziej przewidywalne.

Adamo nie było jeszcze na świecie, kiedy my z Remo staliśmy się mężczyznami, którymi jesteśmy dzisiaj. Savio miał wtedy zaledwie trzy lata, więc był zbyt młody, żeby to zrozumieć albo pamiętać. Bracia nie podzielali dyspozycji mojej i Remo.

– Jestem całkowicie zdolny do tego, by zachowywać się według standardów narzucanych nam przez społeczeństwo, jeśli tego chcę.

– I chcesz wziąć ślub dla sojuszu?

– Tylko dlatego w ogóle rozważałem małżeństwo – przyznałem szczerze. – Tak naprawdę nie służy ono niczemu innemu. Nie potrzebuję towarzystwa. Mam braci i Fabiano. I nie potrzebuję żony, by zaspokajać popęd seksualny. W Las Vegas jest mnóstwo kobiet.

Luca zaśmiał się mrocznie.

– Wierzę ci.

– Sądziłem, że spodoba ci się pomysł zawarcia małżeństwa przez członków naszych rodzin.

– Nie spodobał mi się, ale tak jak powiedziałeś, to logiczny wybór. Muszę dbać o Famiglię i swoją rodzinę. Nie chcę mieć na głowie szalonych braci Falcone. Wolę, żebyście zrobili piekło z życia Cavallaro. Jestem zajęty Bracią. Nie chcę myśleć też o nim. A to, że zabijecie Scuderiego w najbardziej brutalny sposób, jaki istnieje, to tylko miły bonus.

– W takim razie postanowione. Zważając na pochodzenie twojej rodziny, twoi kapitanowie i podszefowie są, jak zakładam, za sojuszem.

– Wierzą w mój rozsądek, ale oprócz tego aranżowane małżeństwa są oczywiście bardzo popularne w Famiglii.

Aranżowane małżeństwa były popularne nawet pośród niektórych członków Camorry.

– Wybrałeś już dla mnie jakąś kobietę?

Zacisnął usta.

– Pewnie się nie zdziwisz, jeśli powiem, że większość moich podszefów i kapitanów nie chce wysyłać córek do Camorry. Nazwisko Falcone ma pewną reputację.

– Jestem w stanie świetnie wypełniać obowiązki męża. Potrafię zapewnić bezpieczeństwo, spłodzić dzieci, a pieniądze też nie są problemem.

Luca się skrzywił.

– Mam w dupie te rzeczy. Chcę wiedzieć, czy będę musiał zaatakować Vegas, żeby uratować jedną ze swoich kuzynek z waszych rąk.

– Nie będziesz musiał nikogo ratować, a nawet jeślibyś spróbował, to Las Vegas jest dla ciebie zbyt silne. Ale zapewniam cię, że moja żona nie padnie ofiarą przemocy. – Zamilkłem na chwilę. – I muszę ci przypomnieć, że to twoja rodzina podtrzymuje tradycję krwawego prześcieradła, nie nasza. To zawsze zmusza męża do działania w noc poślubną.

– Pewnych tradycji nie da się znieść.

– Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Wybrałeś już dla mnie kogoś?

Pokiwał głową.

– Jedna z moich kuzynek jest w odpowiednim wieku. Zasugerowali ją jej opiekunowie. Nie będzie tęskniła za Famiglią.

Zmrużyłem oczy.

– Opiekunowie? Co jest z nią nie tak?

– Nic. Na pewno będzie dobrą żoną, ale jej ojciec, mój wuj, był zdrajcą i wielu ludzi nie daje jej o tym zapomnieć. Dorastała u mojej ciotki Egidii.

– Dostajemy córkę zdrajcy. Niektórzy ludzie mogliby to uznać za obrazę.

– Czy twój brat Remo będzie jednym z nich?