Złączeni miłością - Cora Reilly - ebook
BESTSELLER

Złączeni miłością ebook

Cora Reilly

4,6

96 osób interesuje się tą książką

Opis

Szósty tom serii okrzykniętej najlepszą zagraniczną serią mafijną!

Kontynuacja historii Arii i Luki ze Złączonych honorem.

Nikt nie przypuszczał, że się w sobie zakochają.

Kiedy Aria została oddana Luce, wszyscy byli pewni, że przyszły capo ją złamie.

Aria spodziewała się najgorszego po mężczyźnie takim jak on. Nieznającym litości, nieczującym niczego prócz nienawiści.

Jednak zdarzyło się to, co było niemożliwe – zakochali się w sobie. Ale Luca zawsze wiedział, że miłość w jego świecie jest ogromnym ryzykiem.

Kiedy Aria, próbując chronić swoją rodzinę, zdradza Lucę, szybko się orientuje, że może stracić coś, o co tak długo walczyła – zaufanie mężczyzny, któremu oddała serce.

Zaufanie kogoś, kto nigdy nie ufał nikomu bezgranicznie.

Czy teraz Luca zrozumie, że nie powinien był tego robić?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 539

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (3135 ocen)
2317
569
200
40
9
Sortuj według:
Radzieckisztos

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzi polecam wszystkie! Naprawdę dobre.
00
Han_Mar

Dobrze spędzony czas

Minus za zbyt wiele nazbyt szczegółowych retrospekcji, mimo to wciąga i są momenty, które czyta się naprawdę dobrze.
00
inkakofeinka

Z braku laku…

Książka jest powtórzeniem i streszczeniem poprzednich tomów. Czytając ją zbyt wiele razy mamy poczucie deja vu, a za mało dostajemy nowych treści. Daje poczucie wymuszonego podsumowania tej serii i wprowadzenia do serii Camorra Chronicles. Jest w miarę przyjemma, ale ani nie porywa, ani nie zaskakuje.
00

Popularność




Tytuł oryginału

Bound by Love

Copyright © 2018 by Cora Reilly

All rights reserved

Copyright © for Polish edition

Wydawnictwo NieZwykłe

Oświęcim 2020

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Alicja Chybińska

Korekta:

Agnieszka Nikczyńska-Wojciechowska

Katarzyna Olchowy

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8178-446-7

PROLOG

Aria

Nie dam rady, Aria. Muszę się uwolnić. Od tego świata. Od mojego zaaranżowanego małżeństwa. Po prostu chcę być wolna.

Wszystko zaczęło się od tych słów wypowiedzianych przez moją siostrę, Giannę. To przez nie zdradziłam Lucę po raz pierwszy. Wtedy nie była to dla mnie zdrada. Chciałam po prostu pomóc swojej siostrze, nie zamierzałam zdradzić swojego męża.

A jednak, kiedy podjęłam decyzję, żeby pomóc jej uciec, wiedziałam, że będę musiała postąpić wbrew niemu.

Zdrada.

Dla członków mafii jakiekolwiek słowo sprzeciwu było zdradą. Kobiety powinny bezkrytycznie popierać swoich mężów, szczególnie ja, ponieważ byłam żoną capo.

Ale ja czułam potrzebę chronienia swojej rodziny, swoich sióstr i brata, chronienia tych, których kochałam, przed brutalną rzeczywistością życia w mafii, przez co czasami trudno mi było zachować posłuszeństwo.

Myślałam, że Luca mnie zrozumie, myślałam, że nasza miłość przetrwa wszystko.

Niestety, Luca nigdy nie pozwolił sobie na zaufanie ani pokochanie kogokolwiek… Do czasu, aż poznał mnie. Może już na zawsze miał zachowywać ostrożność w kwestii uczuć.

Może od początku czekał, aż wydarzy się coś, co usprawiedliwi jego ostrożność.

A ja dałam mu ku temu okazję.

Luca

Mój sadystyczny ojciec dał mi i mojemu bratu wiele lekcji, a wszystkie miały nauczyć nas hartu ducha i bezwzględności, przygotować na czekające nas zadania. Nienawidziłem tego człowieka, przez całe życie go nienawidziłem, i nienawidziłem tego, że miał rację w tej jednej kwestii, w której chciałem, żeby się mylił.

Miłość oznacza słabość, Luca. Nawet najsilniejszych mężczyzn rzuci na kolana. Kobiety są słabe, więc mącą nam w głowach, aż wreszcie zaczynamy wierzyć, że moglibyśmy je pokochać, ponieważ tylko manipulując nami, mogą uzyskać nad nami władzę. Nie pozwól, żeby jakakolwiek kobieta zyskała władzę nad tobą. Będziesz capo. A capo nie może sobie pozwalać na słabości.

Przez Arię uwierzyłem, że te słowa były kłamstwem.

Zwabiła mnie swoimi miłymi uśmiechami, niewinnym spojrzeniem i niezrównanym pięknem, a ja wpadłem w jej pułapkę. Nadal pamiętałem ten pieprzony dzień.

– Jesteś dobrą osobą, Aria. Niewinną. Zmusiłem cię. – Aria zasłoniła mnie swoim ciałem, zaryzykowała swoim życiem, żeby ratować mnie. Żeby ratować moje życie, warte o wiele mniej niż jej własne.

Spojrzała mi w oczy. Jej niebieskie oczy zawsze były pełne uczuć, których nie potrafiłem zrozumieć.

– Nie, Luca. Urodziłam się w tym świecie. Zdecydowałam się w nim pozostać. – Przypomniała mi się myśl z naszego ślubu: „Już z racji samego urodzenia w tym światku przychodzi się na świat z krwią na rękach, a z każdym oddechem grzech wrzyna się głębiej w naszą skórę”.

Pokręciłem głową.

– Nie masz wyboru. Z naszego świata nie można uciec. Nikt nie zapytał cię, czy chciałaś mnie poślubić. Jeśli zginęłabyś od tamtej kuli, to przynajmniej wyrwałabyś się z naszego małżeństwa.

– W naszym świecie jest niewiele dobrych rzeczy, Luca, ale jeśli uda ci się znaleźć choćby jedną, trzymasz się jej z całej siły. W moim życiu ty nią jesteś.

Jak mogła coś takiego powiedzieć? Zabiłem wielu ludzi, a do tego lubiłem to robić. Jeśli istniało Niebo i Piekło, to nie miałem wątpliwości co do tego, gdzie trafię.

– Nie jestem dobry.

– Prawda, nie jesteś dobrym człowiekiem. Ale dobrze mnie traktujesz. W twoich ramionach czuję się bezpieczna. Nie wiem, dlaczego tak jest, nie wiem też, dlaczego cię kocham, ale nic nie zmieni moich uczuć.

Zamknąłem oczy, odcinając się od miłości tak jasno widocznej w jej spojrzeniu. Aria mnie kochała. Usłyszałem już kiedyś od niej te słowa. Nie rozumiałem, jak mogła nadal obdarzać mnie uczuciami po tym wszystkim, co zrobiłem na jej oczach, chociaż nie widziała jeszcze najgorszego. To najgorsze nadal przed nią ukrywałem.

– Miłość w naszym świecie jest ryzykiem i słabością, na jaką capo nie może sobie pozwolić – mruknąłem. Prawda, w którą wierzyłem całe swoje życie. Prawda, którą kierowałem się w życiu. Prawda, którą miałem zabrać ze sobą do grobu.

– Wiem – wyszeptała zrezygnowana.

Czy ona nie wiedziała, co czułem? Nie widziała tego? Nawet Matteo zdawał sobie z tego sprawę, chociaż starałem się to przed nim ukryć, ukryć przed wszystkimi.

Wbiłem w nią wzrok, czując w klatce piersiowej ucisk od emocji, które mnie cholernie przerażały. Przerażały mnie, a przecież już prawie niczego się nie bałem. Przetrwałem tortury i potworny ból, sam torturowałem innych i zadawałem im ból, patrzyłem, jak ginie wielu ludzi, sam zabiłem sporą część z nich, a teraz bałem się swoich własnych uczuć.

– Ale to mnie nie obchodzi, bo miłość do ciebie jest jedyną nieskażoną rzeczą w moim życiu.

Aria zamarła, a jej oczy zaszły łzami. Płacz i błaganie nigdy nie zmiękczyły mojego serca, ale łzy mojej żony przemawiały do tej części mnie, o której istnieniu nie miałem pojęcia.

– Kochasz mnie? – zapytała, patrząc na mnie z nadzieją i niedowierzaniem.

– Tak, nawet jeśli nie powinienem. A jeśli wrogowie dowiedzą się, ile dla mnie znaczysz, to zrobią wszystko, aby cię dorwać, by kontrolować mnie, grożąc tobie. Brać znów spróbuje, a za ich śladem pójdą inni. Kiedy wstąpiłem do mafii, przysięgałem zawsze stawiać naszych na pierwszym miejscu i odnowiłem tę przysięgę, gdy objąłem rolę capo dei capi, mimo że świadomie skłamałem.

I to, kurwa, była prawda. Myślałem, że to była prawda. Stawiałem Arię na pierwszym miejscu, chroniłem ją, pozwalałem jej na rzeczy, które nie podobały się mojej rodzinie. Zrobiłbym dla niej wszystko, a ona mnie, kurwa, zdradziła. Zdradziła moją miłość i zaufanie.

Miłość.

Słabość.

Słabość, na którą już nigdy nie mogłem sobie pozwolić.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Wcześniej

Aria

Ramię nadal czasem mnie bolało, zwłaszcza kiedy zbyt szybko ruszyłam ręką, ale poprzedniego dnia lekarz usunąłszwy i powiedział, że ból powinien wkrótce całkiem zniknąć. Dotknęłam czerwonego śladu pod moim obojczykiem. Skóra w tym miejscu nadal była wrażliwa. Moja pierwsza blizna.

Luca podszedł do mnie od tyłu, był wyższy ode mnie o ponad głowę, i delikatnie położył ręce na moich ramionach, spoglądając szarymi, ciemnymi ze złości oczami na moją bliznę. Przed chwilą braliśmy razem prysznic i był kompletnie nagi, tak jak ja, lecz jego ciało pokrywała niezliczona ilość szram. Przyjrzałam się jego twarzy, zastanawiając się, czy może przeszkadzało mu to, że już nie byłam idealna. Dla członków mafii blizny były dowodem ich odwagi – a Luca był najodważniejszym z nich. Ale ja byłam kobietą; kobietą, która została mu wręczona ze względu na swoje piękno.

– Doktorek powiedział, że zblednie – wyszeptałam.

Luca spojrzał mi w oczy, wpatrując się w lustro i ściągając ciemne brwi. Odwrócił mnie do siebie i zmusił do spojrzenia mu w oczy.

– Aria, mam w dupie to, czy zblednie, czy nie. Twoja blizna nie podoba mi się tylko dlatego, że przypomina mi o tym, że zaryzykowałaś swoim życiem dla takiego dupka jak ja, a to jest naprawdę ostatnia rzecz, o jakiej powinnaś myśleć.

– Zrobiłabym to znowu – oznajmiłam bez wahania.

Luca chwycił mnie w talii i posadził na umywalce.

– Nie – warknął, zbliżając swoją twarz do mojej. Jego oczy płonęły ze złości i inni skuliliby się ze strachu. – Nie, słyszysz mnie? To jest, kurwa, rozkaz.

– Nie możesz mi tak rozkazywać – powiedziałam cicho.

Wypuścił powoli powietrze.

– Mogę i właśnie to robię. Jako twój capo i jako twój mąż. Już nigdy nie zaryzykujesz dla mnie życiem, Aria. Przysięgnij mi to.

Wbiłam w niego wzrok. Może według niego to rzeczywiście było takie łatwe. Luca był przyzwyczajony do kontrolowania wszystkich wokół siebie, przyzwyczajony do tego, że jego ludzie wykonywali każdy rozkaz, ale nawet on musiał zdawać sobie sprawę z tego, że niektóre rzeczy znajdowały się poza jego kontrolą, że nawet jego władza miała swoje granice.

– Aria, przysięgnij mi. – Mówił swoim głosem capo. Zazwyczaj, kiedy używał tego głosu, jego ludzie go słuchali, a wrogowie kulili się ze strachu.

Położyłam mu dłoń na karku i pogładziłam jego czarne włosy, po czym pocałowałam go delikatnie.

– Nie.

Wokół jego oczu pojawiło się napięcie.

– Nie?

– Nie. Nigdy wcześniej nikt ci nie odmówił? – powtórzyłam to, co powiedziałam do niego w naszą noc poślubną, drocząc się z nim.

– Och, ależ często to słyszę – odparł, odgrywając swoją rolę.

Uśmiechnęłam się, ale w jego oczach wciąż czaił się mrok.

– Aria, mówię serio.

– Ja też, Luca. Chronię tych, których kocham. Musisz to zaakceptować.

Pokręcił głową.

– Nie mogę, ponieważ zawsze, kiedy robisz coś z miłości, to działasz, bez zastanowienia.

Wzruszyłam ramionami.

– Tak już mam.

Oparł czoło o moje.

– Nie zamierzam cię przez to stracić.

– Nie stracisz mnie – wyszeptałam, przyciskając dłoń do jego tatuażu z mottem Famiglii znajdującego się na jego klatce piersiowej.

Z krwi zrodzeni. W krwi zaprzysiężeni.

Może nie złożyłam krwawej przysięgi, ale to, co mnie z nim złączyło, było silniejsze od jakiekolwiek przysięgi. Byłam z nim złączona miłością.

– Zawsze będę przy tobie.

Jego spojrzenie złagodniało.

– Pojedźmy w przyszłym tygodniu w podróż poślubną.

Byłam kompletnie zaskoczona.

– Naprawdę? – zapytałam z rosnącą ekscytacją. Byliśmy dwa miesiące po ślubie i do tej pory Luca ani razu nie wspominał o podróży poślubnej, na początku dlatego, że nasze małżeństwo nie zostało zawarte z miłości, ale z rozsądku, a później dlatego, że wydawał się zbyt zajęty.

– A co z Bracią? Nie zaatakują? – Ich atak sprzed dwóch tygodni na posesję Vitiellich w Hamptons zakończył się śmiercią wielu ludzi Luki, a także prawie moją. Straciłam swojego ochroniarza z dzieciństwa, Umberta, na moich oczach został postrzelony w głowę, a pisanie listu do wdowy po nim i do jego dzieci złamało mi serce.

– Zaatakują, ale jeszcze nie teraz. Będą musieli dojść do siebie po tym, jak stracili Vitaliego. Nie mogę wyjechać na zbyt długo, ale moi ludzie poradzą sobie beze mnie przez tydzień. Szanują Mattea prawie tak samo mocno jak mnie. Na jakiś czas może przejąć moje obowiązki.

Nie mogłam przestać się uśmiechać.

– Dokąd pojedziemy?

Luca pocałował mnie, po czym wyprostował się z uśmiechem na twarzy. Ten uśmiech zarezerwowany był tylko dla mnie i na jego widok moje serce wezbrało miłością.

– Mój ojciec miał jacht, który trzymał w porcie w Palermo, a teraz ten jacht należy do mnie. Możemy przez tydzień popływać nim po Morzu Śródziemnym.

Przyjrzałam się jego twarzy, szukając znaku, że śmierć jego ojca wywarła na nim jakiekolwiek wrażenie i chociaż Salvatore umarł zaledwie kilka tygodni wcześniej, to Luca nie zdradzał żadnych oznak smutku. Salvatore Vitiello był mężczyzną, którego ludzie się bali, ale nikt go przy tym nie podziwiał ani nie czuł do niego sentymentu. Nie znałam go na tyle dobrze, żeby smucić się jego zgonem, choć nawet jeśli bym go znała, to po jego śmierci z pewnością i tak nie czułabym smutku.

– Byłoby cudownie – powiedziałam wreszcie. Nigdy nie byłam na Sycylii i bardzo chciałam zobaczyć, skąd pochodziła rodzina Luki.

– Byłaś już kiedyś we Włoszech? – zapytał.

– Tylko raz – stwierdziłam z żalem. – Ojciec zabrał nas do Bolonii na pogrzeb wujka, ale spędziliśmy tam tylko jeden dzień, a później pojechaliśmy do Turynu i Milanu. Było pięknie. Zawsze chciałam tam wrócić, ale ojciec był zbyt zajęty swoimi obowiązkami jako consigliere, a nie pozwalał nam wyjeżdżać bez niego.

– No to postanowione – oznajmił Luca. – Tydzień tylko dla nas.

– Nie mogę się doczekać – wyszeptałam i pocałowałam Lucę. Pogłębił pocałunek, a ja zacisnęłam palce na jego karku. Przesunął dłonią po moim ramieniu, następnie boku i udzie. Zadrżałam, czując na sobie jego delikatny dotyk.

Ze względu na moją ranę, Luca był bardzo ostrożny, gdy się kochaliśmy, i tym razem jego dotyk też był niemal okrutnie delikatny. Rozsunął moje nogi i z wprawą zaczął mnie pieścić. Spojrzałam mu w oczy, kiedy wsunął we mnie dwa palce, a następnie zamienił je na swój członek. Owinęłam nogi wokół jego bioder, pozwalając mu wejść głębiej, nadal zadziwiona uczuciem wypełnienia. Luca wchodził we mnie powoli, nie przerywając pocałunku. Czułam w sobie go całego, gdy tak wsuwał się we mnie i wysuwał i wreszcie poczułam napięcie wzbierające między nogami.

Luca przerwał pocałunek i wyszeptał mi do ucha:

– Dojdź dla mnie, kochanie.

Jęknęłam, a on przesunął biodra nieco wyżej. Po chwili znowu zaczął mnie całować, a jego język gładził mój, cudownie tańcząc w moich ustach. Spojrzenie szarych oczu Luki przeszywało mnie na wylot. Nie dotknął mnie tak, jak robił to zazwyczaj więc wsunęłam dłoń między nas, chcąc dotknąć swojej łechtaczki, by osiągnąć spełnienie, ale Luca delikatnie odsunął moją rękę.

– Chciałbym, żebyś doszła bez dotykania się.

Do tej pory nigdy nie udało mi się dojść bez dodatkowego tarcia, lecz byłam gotowa tego spróbować. Złączył nasze palce i przycisnął je do marmuru. Znowu we mnie wszedł pod tym samym kątem co wcześniej, a ja wciągnęłam głośno powietrze, czując przyjemność rozchodzącą się od miejsca, w które trafił. Patrzyliśmy sobie w oczy; moje były szeroko otwarte, a jego pełne zaborczości. Za każdym razem, kiedy się kochaliśmy, Luca zdawał się na nowo znaczyć mnie jako swoją. Był jednym z najbardziej zaborczych mężczyzn, jakich znałam, a dorastałam w mafii.

Znowu trafił w to cudowne miejsce i wciągnęłam głośno powietrze. To było wspaniałe uczucie, jednak nie byłam pewna, ile jeszcze czasu musiało minąć, żebym doszła, chociaż Luca wyglądał, jakby nigdzie się nie spieszył, cały czas celując w to samo miejsce, wchodząc we mnie powolnymi, powłóczystymi ruchami.

– Jak się czujesz? – wychrypiał. Jego klatka piersiowa lśniła od potu. Luca znowu wsunął się we mnie, przesuwając mnie do tyłu, ale zaraz przyciągnął mnie z powrotem na brzeg umywalki, tym razem przytrzymując mnie w miejscu i przygotowując na następne pchnięcie.

Zwilżyłam swoje spierzchnięte usta językiem.

– Dobrze – wydyszałam, czując kolejną falę przyjemności. Moje palce u stóp zwinęły się, a wewnętrzne ściany zaczęły się zaciskać.

– Tak, kochanie – mruknął Luca. – Dojdź dla mnie.

Pocałował mnie namiętnie i znowu trafił w to cudowne miejsce, a ja wygięłam plecy w łuk, zaciskając powieki. Przerwałam gwałtownie pocałunek, odrzuciłam głowę do tyłu i krzyknęłam z rozkoszy. Luca spiął się, wszedł we mnie jeszcze mocniej, po czym wydał z siebie niski pomruk i doszedł we mnie. Zadygotałam, przyciśnięta do jego ciała, a mój orgazm stał się jeszcze intensywniejszy, kiedy poczułam, jak jego członek drga we mnie.

Gdy odzyskałam głos, wyszeptałam:

– Wow. To było niesamowite.

Luca uśmiechnął się szelmowsko, patrząc na mnie z dominacją i zadowoleniem w oczach.

– No. Uwielbiam to, że potrafisz dojść bez dotykania się.

Zmarszczyłam brwi.

– A to nie jest normalne? – W moim głosie pojawiła się nuta niepewności. Sypiałam z Lucą już od ponad miesiąca, ale nadal było mi daleko do tego, żeby móc uznać siebie za doświadczoną.

Luca ujął moją twarz w dłonie, przyciągnął mnie do siebie i pocałował słodko.

– Daleko ci do normalności, Aria. Pod każdym względem. – Nie przestałam marszczyć brwi. Luca się zaśmiał. – To dobrze, uwierz mi. Uwielbiam to, że możesz tak po prostu dojść. Wielu kobietom to nie wystarczy, trzeba dotykać ich łechtaczek, a niektóre nawet wtedy nie mogą osiągnąć spełnienie podczas seksu.

– Och – powiedziałam, zaskoczona. Nie byłam pewna, czy jakakolwiek kobieta mogłaby nie dojść podczas seksu z Lucą, chociaż nie chciałam myśleć o innych kobietach i Luce. Był tylko mój.

Luca znowu mnie pocałował, po czym wysunął się ze mnie powoli.

– Muszę przygotować wszystko na naszą podróż poślubną.

Uśmiechnęłam się szeroko. Gdyby ktoś powiedział mi przed ślubem, że będę tak niedorzecznie szczęśliwa z Lucą, to uznałabym tę osobę za szaloną.

Luca

Nie potrafiłem skupić się na głosie Matteo. Mogłem myśleć tylko o Arii i o wszystkim, co zamierzałem robić z nią w trakcie naszej podróży poślubnej.

– Luca, może przestań już udawać, że nie masz w dupie tego, co do ciebie mówię i po prostu wyjdź – powiedział Matteo, uśmiechając się szeroko. Siedział rozparty na fotelu w moim biurze w Sphere z jedną nogą przerzuconą przez podłokietnik.

Zmrużyłem oczy, przyglądając się bratu.

– Słucham cię. Nie musisz pytać mnie o każdy pieprzony drobiazg. Sam potrafisz podejmować decyzje, a poza tym będziesz miał wsparcie Romero. Nie wydzwaniaj do mnie codziennie z głupimi pytaniami.

Pokręcił głową.

– To ty jesteś capo.

– A ty jesteś consigliere. Będę niedostępny tylko przez tydzień. Chyba potrafisz zająć się naszą pierdoloną rodziną przez tyle czasu. Nasi wujkowie i kuzyni na razie nie zaatakują. Każdy z nich sam chce zostać capo. Nie będą ze sobą współpracować.

– Nie martwię się o to, czy zaatakują. Potrafię zapanować nad twoimi żołnierzami i naszą rodziną, ale nie mogę ci obiecać, że nie zabiję przy tym któregoś z nich.

Przewróciłem oczami. Matteo był zdecydowanie zbyt porywczy.

– To przynajmniej zabij tych, którzy sprawiają problemy.

– Aria musi mieć magiczną cipkę, że cię tak oczarowała, a może robi loda jak bogini?

Nie pomyślałem. Rzuciłem się na niego i złapałem go za gardło, uderzając nim o oparcie fotela. Spiął się i prawą ręką sięgnął do noża, jednak go nie wyciągnął. Gdybym był kimś innym, to ten nóż już znajdowałby się głęboko w mojej klatce piersiowej. Puściłem Matteo i cofnąłem się o krok, robiąc długi, uspokajający wdech i gniewnie wbijając wzrok w brata, który pocierał szyję, patrząc na mnie czujnie.

– Łał – wychrypiał. Na jego skórze zaczęły pojawiać się czerwone ślady po palcach. – Zawsze się zastanawiałem, jak czuł się nasz drogi kuzyn, kiedy zmiażdżyłeś mu tchawicę. Nigdy bym nie pomyślał, że dasz mi tego przedsmak.

Nie przeprosiłem go. Przeczesałem włosy palcami, podszedłem do barku stojącego przy biurku i nalałem nam po drinku, po czym zaniosłem jedną szklankę Matteo i podałem mu ją, a następnie usiadłem w fotelu. Matteo jednym haustem wypił whiskey i syknął. Wyprostował się, ale nadal mnie obserwował.

– Chyba dostałem swoją odpowiedź – stwierdził.

– Na jakie pytanie?

– Czego trzeba, żebyś mnie zabił.

Zmarszczyłem brwi.

– Nigdy cię nie zabiję, Matteo. Płynie w nas ta sama krew. Nikomu nie ufam tak jak tobie.

Matteo uśmiechnął się do mnie przebiegle.

– Luca, oboje wiemy, że to nieprawda. Jesteśmy zabójcami. Zabilibyśmy się nawzajem, gdybyśmy mieli do tego dobry powód. A w twoim przypadku jest nim Aria.

Nic nie odpowiedziałem, ponieważ miał rację.

– Skoro wystarczyło tylko kilka sprośnych komentarzy, żebyś tak zareagował, to wiem, co by się stało, gdybym ją kiedykolwiek skrzywdził.

Zacisnąłem palce na szklance, ale tym razem udało mi się pozostać na swoim miejscu.

– Nie skrzywdzisz jej, więc ta dyskusja nie ma sensu. A poza tym jesteś moim bratem, Matteo. Ty i Aria jesteście jedynymi osobami, na których mi zależy.

Pokiwał głową, a kiedy nachylił się do przodu i uderzył mnie w ramię, napięcie, jakie między nami panowało, kompletnie znikło.

Pozwoliłem mu na to i uśmiechnąłem się krzywo.

– Wiesz, jak mnie wkurwić.

– To wychodzi mi najlepiej – stwierdził Matteo, po czym, w rzadkim przypływie powagi, dodał – pewnie zrobiłbym to samo, gdybyś obraził Giannę.

Westchnąłem. Starałem się zapomnieć o tym, że poprosił o jej rękę i że ich przyjęcie zaręczynowe miało odbyć się za trzy tygodnie. Czekał nas niezły bałagan. Wszyscy o tym wiedzieli, poza Matteo. Według niego poślubienie tego sukowatego rudzielca miało być pieprzoną przygodą życia. A czekała go przejażdżka przez ogień piekielny.

Zadzwonił mój telefon i mruknąłem, kiedy na ekranie pojawiło się imię mojej macochy – Niny. Wcześniej próbowałem się do niej dodzwonić, żeby powiedzieć jej, że będę potrzebował jachtu, ale nie odebrała, a teraz, gdy wreszcie postanowiła oddzwonić, znowu wezbrała we mnie pogarda.

Matteo zerknął na ekran mojego telefonu i wstał.

– Nie pozdrawiaj jej ode mnie. Pójdę już powitać podszefów i kapitanów. – Spojrzał w lustro wiszące obok drzwi i poprawił swoje ciemne włosy, po czym powłóczystym krokiem wyszedł z biura. Przewróciłem oczami. Próżny bydlak. Jak gdyby moich żołnierzy obchodziło to, czy wyglądał ładnie.

Mój telefon nie przestawał dzwonić. Rozmowa z Niną i wysłuchiwanie przez cały wieczór paplaniny wujków – co za pieprzona strata czasu, kiedy w łóżku czekała na mnie piękna kobieta. Odebrałem.

– Nina.

– Luca, mój drogi, dzwoniłeś do mnie?

Mój drogi? Oboje wiedzieliśmy, że nie darzyliśmy się wzajemnie ciepłymi uczuciami. Nienawidziłem jej od chwili, gdy poślubiła mojego ojca, a miałem wtedy zaledwie dziesięć lat. Czasami niemal było mi jej szkoda – mój sadystyczny ojciec bił także ją – lecz wkrótce zobaczyłem, jak wyładowuje swoje frustracje na służących i przestałem jej żałować. Była zdradliwą gnidą, choć większość kobiet w naszych kręgach taka była, bo albo nie miały innego sposobu na obronienie się, albo się nudziły. Zanim poznałem Arię, bałem się, że ona także za swoim nieskazitelnym wyglądem skrywała brzydką osobowość, ale okazała się cholernie idealna na zewnątrz i w środku. A ja byłem za to zajebiście wdzięczny, ponieważ gdybym skończył z kobietą pokroju Niny, to sprawy na pewno skończyłyby się źle.

– Za cztery dni będę potrzebował jachtu ojca. Jeśli nie chcesz wracać do Nowego Jorku, to następne dwa tygodnie będziesz musiała spędzić w naszym domku letniskowym.

– Płynę wzdłuż wybrzeża Sardynii. Nie możesz ode mnie wymagać, żebym tak po prostu wróciła, tylko dlatego, że postanowiłeś zrobić sobie wakacje – burknęła.

Mój ojciec umarł trzy tygodnie temu i od tego czasu byłem dla niej zdecydowanie zbyt pobłażliwy.

– Zrobisz, co ci każę, Nina. Teraz to ja jestem capo i lepiej nie zapominaj o tym, kto był moim ojcem. Czy może zapomniałaś już, do czego jestem zdolny?

Cisza. Nie lubiłem krzywdzić kobiet, lecz wkrótce po tym, jak poślubiła mojego ojca, przyłapałem ją na biciu Matteo. Miałem tylko dziesięć lat, ale już byłem jej wzrostu, a do tego byłem silniejszy. Chwyciłem ją za gardło i może bym jej nie puścił, gdyby mój ojciec nie wszedł w tej chwili do pokoju. Właśnie wtedy Nina zobaczyła to w moich oczach – byłem zabójcą. Ojciec pobił ją prawie na śmierć za to, że dotknęła jego syna, chociaż sam cały czas torturował Matteo i mnie, żebyśmy byli silniejsi. Rok później po raz pierwszy kogoś zamordowałem, a sześć lat po tym zmiażdżyłem gardło swojemu kuzynowi, tak jak chciałem je zmiażdżyć Ninie, kiedy skrzywdziła mojego brata, a ona o tym wiedziała.

– Jak możesz prosić mnie o to, żebym wróciła, kiedy dobrze wiesz, że nadal jestem w żałobie? – Mówiła trzęsącym się głosem, jakby zaraz miała się rozpłakać, chociaż oboje dobrze wiedzieliśmy, że daleko jej było do łez.

– Nie okłamuj mnie – wysyczałem. – Nienawidziłaś mojego ojca równie mocno, jak ja. Sama chciałaś go zabić, więc nie udawaj, że jest ci smutno po jego śmierci. I nie udawaj, że nie dajesz dupy jakiemuś smarkatemu kapitanowi na pierdolonym jachcie mojego ojca.

Nina odchrząknęła. Czy ona myślała, że nie mam wtyk na Sycylii? Mój stryjecznydziadek był capo tamtejszej Famiglii i oczywiście jeden z jego ludzi pilnował dla mnie Niny. Widziałem zdjęcia jej i dwudziestoletniego kapitana i to, co robili na pokładzie, nie wyglądało mi na rozpaczanie. Ponieważ została zmuszona do poślubienia mojego ojca, kiedy miała tylko dziewiętnaście lat, teraz była dopiero po trzydziestce i miałem w dupie, z kim się pieprzyła, dopóki nie sprawiało mi to żadnych problemów.

– I, Nina, teraz, kiedy jestem capo, mogę zadecydować o tym, kogo poślubisz. A mam wielu żołnierzy, którzy podzielają temperament mojego ojca.

Zrobiła głośny wdech. Nie zamierzałem znowu wydawać jej za mąż. Chociaż bardzo nią gardziłem, to jako żona mojego ojca wycierpiała już wystarczająco dużo.

– Możesz wziąć sobie jacht, ale nie wrócę do Nowego Jorku – oznajmiła cicho.

– Jeśli o mnie chodzi, to możesz przeprowadzić się nawet na stałe do Włoch. Uwierz mi, nie będę za tobą tęsknił. – Zanim się rozłączyłem, dodałem: – I niech ktoś wyczyści każdy zakamarek na jachcie. Nie chcę znaleźć żadnego śladu po twoich numerkach, rozumiemy się?

Wciągnęła ze świstem powietrze, ale nie poczekałem na odpowiedź.

Po rozmowie z Niną cholernie potrzebowałem tego urlopu, lecz najpierw musiałem przetrwać spotkanie z podszefami Famiglii. Dwóch z nich było braćmi mojego ojca, a dwóch pozostałych mężami moich ciotek. Wyszedłem z biura i skierowałem się w stronę ostatnich drzwi na tyłach Sphere.

Wszedłem do pomieszczenia znajdującego się za nimi. Wszyscy siedzieli już przy owalnym drewnianym stole. Mina Matteo nie zwiastowała niczego dobrego. Ucieszyłem się, że już do nich dołączyłem, bo mój brat wyglądał, jakby wkrótce miał kogoś zabić.

Mężczyźni wstali, nawet Matteo, ponieważ wiedział, jak zachowywać pozory, chociaż gdy byliśmy sami, nigdy nie traktował mnie jak capo… Wuj Gottardo cholernie długo zwlekał z podniesieniem tyłka z krzesła. Pewnie starał się okazać mi w ten sposób brak szacunku.

Gestem nakazałem im usiąść i przesunąłem po nich wzrokiem. Był tu wuj Ermano, najmłodszy brat mojego ojca i podszef Atlanty oraz wuj Gottardo, który w moim imieniu rządził w Waszyngtonie. Na przeciwko nich siedzieli wuj Durant, który rządził w Pittsburghu i był mężem ciotki Crimelli, a obok niego siedział wuj Felix, mąż ciotki Egidii i podszef Baltimore. Podszefowie rządzący w Charleston, Norfolk i Filadelfii nie byli ze mną spokrewnieni, a przynajmniej nie na tyle blisko, żeby uważać ich za część rodziny. Wszyscy mężczyźni mieli od czterdziestu do sześćdziesięciu lat, poza Matteo i mną. Moi wujkowie uważali, że byłem zbyt młody na capo. Nie mówili mi tego w twarz, ale widziałem to po ukradkowych spojrzeniach, jakie sobie rzucali oraz po sporadycznym prowokującym komentarzu.

– Musimy przedyskutować sporo kwestii. Wiem, że to dopiero nasze drugie spotkanie i musicie przyzwyczaić się do tego, jak załatwiam sprawy, ale jeśli będziemy współpracować, to na pewno uda nam się opanować zagrożenie ze strony Rosjan.

– Kiedy rządził twój ojciec, Brać nie odważyłaby się zaatakować posesji Vitiellich. Okazywali mu szacunek – oznajmił Gottardo. W jego spojrzeniu widziałem pogardę. Nadal nienawidził mnie za to, że sześć lat temu zmiażdżyłem gardło jego synowi, choć mój kuzyn dostał to, na co zasłużył. Próbował zabić Matteo i mnie po to, żeby poprawić swoją pozycję. Gdyby to ode mnie zależało, to Gottardo podzieliłby jego los. Nadal ciężko mi było uwierzyć w to, że mój wuj nie był w to zamieszany. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu ojciec uwierzył w jego niewinność, ale ja nie ufałem temu człowiekowi. Jeśli byłbym zmuszony do złożenia krwawego oświadczenia, by wzmocnić swoją pozycję jako capo, to zacząłbym od niego.

– Mój ojciec oberwał w głowę pociskiem Braci. Czy tak wygląda okazywanie ludziom szacunku? – zapytałem morderczym głosem, podchodząc do szczytu stołu. Nie usiadłem, ponieważ chciałem, żeby wyginali swoje pieprzone karki, kiedy na mnie patrzyli. Chciałem pokazać im, kto teraz rządził tym miastem, kto rządził nimi. Miałem w dupie to, czy podobało im się mieć za capo dwudziestotrzylatka. Zabiłbym każdego kutasa, który znajdował się w tym pomieszczeniu, gdybym dzięki temu miał zachować swoją pozycję.

Matteo posłał mi szeroki uśmiech. Podczas gdy Gottardo mówił, mój brat wyciągnął nóż i teraz bawił się nim, trzymając nogi na stole. Z radością złożyłby krwawe oświadczenie razem ze mną.

Gottardo i moi pozostali wujowie zerkali nerwowo na Matteo. Nigdy w życiu nie zostaliby podszefami, gdyby nie mój ojciec. To resztę mężczyzn, tych, którzy zasłużyli na tę pozycję, musiałem przekonać o swoim potencjale, ponieważ oni musieli zdobyć szacunek swoich żołnierzy.

– Musisz wysłać im kolejną wiadomość – powiedział ostro Gottardo.

Obszedłem stół i zatrzymałem się obok swojego wuja. Już chciał wstać, ale popchnąłem go z powrotem na krzesło.

– Wysłałem im Vitaliego pokrojonego na malutkie kawałeczki, a do jego odciętego fiuta dołączyłem list. Chyba zrozumieli przesłanie. Pozostaje więc tylko jedno pytanie – czy ty, Gottardo, zrozumiałeś to, że teraz to ja jestem twoim capo. – Spojrzał mi w oczy, wyginając mocno szyję. Następnie zerknął na siedzącego obok niego Ermano, szukając wsparcia, po czym przeniósł wzrok na pozostałych mężczyzn. Żaden z nich nawet nie próbował przyjść mu z pomocą.

– Dobrze by było, gdybyś szanował ludzi starszych od siebie. Pozostali są chyba zbyt tchórzliwi, żeby powiedzieć to na głos. Nie powinieneś był zostawać capo. Może i jesteś silny i okrutny, ale jesteś też zbyt młody – wymamrotał, starając się uratować własną dumę.

Matteo zdjął nogi ze stołu. Uśmiech zniknął z jego twarzy.

– A kto, wytłumacz mi, proszę, powinien był zostać capo zamiast mnie? Ty, wuju? – powiedziałem głosem przepełnionym mrokiem. – Przecież twoja rodzina już raz próbowała powstrzymać mnie przed zostaniem capo. Twój syn zapłacił za tę zdradę swoim życiem.

Gottardo skoczył na równe nogi i tym razem mu na to pozwoliłem. Sięgał mi tylko nosa, więc jeśli myślał, że zrobi to na mnie wrażenie, to był cholernym głupcem.

– Byłby lepszym capo od ciebie. Ja byłbym lepszym capo. Ty nie jesteś tego godzien. Tak jak twój ojciec nie był.

– Gottardo, pieprzysz głupoty i dobrze o tym wiesz – wymamrotał Durant, patrząc nerwowo to na mnie, to na Matteo.

Posłałem Gottardo swój najchłodniejszy uśmiech.

– To mi brzmi na złamanie przysięgi. Jestem twoim capo.

– Nigdy nie składałem przysięgi tobie.

Ermano chwycił swojego brata i próbował pociągnąć go w dół, ale Gottardo nie pozwolił mu na to.

– Na litość Boską, zamknij się, Gottardo. Co w ciebie wstąpiło?

– Nie – wypluł z siebie. – Najpierw Salvatore, a teraz on. Nie zamierzam wykonywać rozkazów kogoś, kto mógłby być moim synem. Gdyby nie jego ojciec, to nie zostałby capo. Odziedziczył ten tytuł i nie jest go godzien.

– Gdybyśmy nie byli rodziną, to już dawno temu odciąłbym ci język – powiedział Matteo, stając za mną.

Chciałem zabić Gottardo, zmiażdżyć mu gardło, tak samo, jak zmiażdżyłem je jego pieprzonemu synowi. Byłem absolutnie pewien, że to on nasłał swojego syna, żeby ten mnie zabił.

Spojrzałem na każdego ze swoich podszefów z osobna.

– Chciałbym zwołać spotkanie. Jak szybko mogą zjawić się tu wasi kapitanowie i ich żołnierze?

Mansueto, podszef z Filadelfii, wstał, wpierając się na lasce. Od czasu jego drugiego zawału, który miał miejsce trzy miesiące wcześniej, wyglądał jak cień człowieka. Jego rodzina była lojalna do szpiku kości. Gdyby umarł, to mielibyśmy kolejny problem na głowie. Filadelfia była ważna, a jego syn, Cassio, był tylko o cztery lata starszy ode mnie.

– Dzisiaj wieczorem, najpóźniej jutro rano.

Pozostali mężczyźni pokiwali głowami, zgadzając się z nim, wszyscy poza Gottardo, który obserwował mnie podejrzliwie, oraz Ermano, który powiedział:

– Podróż z Atlanty do Nowego Jorku trwa przynajmniej piętnaście godzin. I chyba nie zdążylibyśmy przetransportować wszystkich samolotem. Skoro zamierzasz angażować w to też żołnierzy, to lepiej zwołać spotkanie jutro rano.

Matteo posłał mi pytające spojrzenie, ale ja nie odrywałem wzroku od Gottardo.

– W takim razie jutro rano. Zadzwońcie do wszystkich. Jutro wszyscy członkowie Famiglii złożą mi przysięgę.

Gottardo prychnął.

– A czemu niby myślisz, że to zrobią? Może woleliby innego capo.

Pokiwałem głową.

– Pozwolę, żeby każdy, kto uzna siebie za bardziej godnego, mógł podważyć moje kompetencje. Możesz się ze mną zmierzyć. Jeśli wesprze cię większość żołnierzy, to zrezygnuję z pozycji capo.

Matteo spojrzał na mnie, jakbym kompletnie oszalał, ale tylko w ten sposób mogłem uciszyć wszystkie głosy, które wołały, że byłem za młody.

– Widzimy się jutro o jedenastej w opuszczonej elektrowniw Yonkers – rozkazałem. Moi ludzie spojrzeli po sobie. Właśnie tam miał miejsce największy rozlew krwi w Famiglii ostatnich lat, a prasa nazwała ten budynek Bramą Piekieł. Uśmiechnąłem się krzywo do Gottardo. – Powodzenia, wuju.

Odwróciłem się na pięcie, pozostawiając ich zszokowanych. To był koniec tego pieprzonego spotkania. Dopóki nie miałem pełnego wsparcia Famiglii, omawianie problemów z Bracią nie miało sensu.

Matteo pobiegł za mną.

– Luca, jesteś capo. Dlaczego ryzykujesz utratę wszystkiego?

– Nie ryzykuję – stwierdziłem. – Moi ludzie zadeklarują lojalność wobec mnie.

Matteo zatrzymał mnie, kładąc mi dłoń na ramieniu.

– Powinieneś był poderżnąć Gottardo gardło. To byłby też świetny sposób na to, żeby uciszyć pozostałych sceptyków. To nie pierdolony senat. My nie głosujemy na capo.

– Jestem najmłodszym capo w historii i muszę uciszyć wszystkich swoich wrogów. Ten jeden raz zamierzam udzielić im głosu.

– I jesteś pewien, że jutro nadal będziesz capo? – zapytał cicho Matteo.

– Famiglia potrzebuje siły. Potrzebuje twardej ręki. Moi ludzie o tym wiedzą. – I wszyscy wiedzieli o tym, że nie było nikogo, kto potrafiłby mścić się brutalniej ode mnie.

Matteo pokiwał głową, a następnie ścisnął moje ramię.

– Mam nadzieję, że masz rację, bo jeśli nie, to czeka nas krwawa jatka.

Spojrzałem mu w oczy.

– Już nigdy nie zamierzam słuchać niczyich rozkazów. Albo obejmę władzę na wschodzie, albo polegnę, walcząc.

– Wiem. Więc jeśli sprawy nie potoczą się według planu, to będziemy musieli wybrnąć z tego, używając noży i pistoletów. Możliwe, że obaj zginiemy i nie chcę tego przyznawać, ale przed śmiercią chciałbym choć raz przespać się z Gianną.

Pokręciłem głową.

– Jeśli przeze mnie zginiemy, to przynajmniej zaoszczędzę ci bardzo wielu problemów.

Uśmiechnął się przebiegle.

– Lubię problemy – stwierdził, jak gdybym tego nie wiedział. – Powiesz o tym Arii?

Zamarłem. Musiałem wymyślić, w jaki sposób zapewnić jej bezpieczeństwo, gdyby sprawy nie potoczyły się według planu. W moich szeregach znajdowało się wielu mężczyzn, którzy bardzo chcieliby położyć na niej swoje łapska, a to po prostu nie mogło się wydarzyć.

– Nie – powiedziałem. – Nie chcę, żeby się o mnie martwiła.

ROZDZIAŁ DRUGI

Aria

Coś było nie tak. Wiedziałam o tym, gdy tylko Luca wrócił do domu poprzedniego wieczoru, a moje podejrzenia zostały potwierdzone następnego ranka, kiedy patrzyłam, jak zakłada kaburę. Z przodu przypiął dwa noże, z tyłu też, i jeszcze dwa pod nimi. Kolejne dwa noże na łydkach. Luca poprosił mnie, żebym też się ubrała, ale nie powiedział dlaczego. Nie podzielił się ze mną żadną informacją, lecz to musiało mieć jakiś związek z jego podszefami, ponieważ zwołał spotkanie całej Famiglii.

– Luca, zaczynam się martwić – powiedziałam cicho, rozczesując włosy. Odłożyłam szczotkę na toaletkę stojącą w naszej sypialni.

– Nie martw się – oznajmił stanowczo, biorąc mnie za rękę i przyciągając do siebie. – Po prostu jestem nadopiekuńczy. Spędzisz ranek z Romero. Będzie cię pilnował.

– Martwię się o ciebie, a nie o siebie – stwierdziłam, marszcząc brwi.

Jego wyraz twarzy złagodniał i po chwili uśmiechnął się szelmowsko.

– Ciężko mnie zabić.

Odsunęłam się od niego szybko.

– Ktoś będzie próbował cię dzisiaj zabić?

Pocałował mnie w usta i prawie boleśnie ścisnął, po czym się odsunął. Trzymając mnie za rękę, poprowadził na dół, gdzie czekał już na nas Romero, który zdawał się być tak samo zmartwiony jak ja. Gdy tylko mnie zauważył, szybko ukrył swoje uczucia, ale było już za późno.

– Luca – wyszeptałam. – Co się dzieje? Myślałam, że to ma być zwykłe spotkanie Famiglii.

Romero i Luca wymienili spojrzenia. Ten pierwszy skinął głową, a następnie ruszył do drzwi windy.

Mój mąż ujął moją twarz w dłonie, zasłaniając nas ciałem przed ochroniarzem. Spojrzałam mu w oczy, szukając w nich pocieszenia, lecz Luca patrzył na mnie pustym wzrokiem. Strach zapierał mi dech w piersiach, a do oczu napłynęły mi łzy. Może i starał się uchronić mnie przed rzeczywistością życia w mafii, ale byłam córką consigliere. Mafia płynęła w mojej krwi. Znałam zasady kierujące tym światem, znałam ludzi w nim żyjących. Nowy capo oznaczał zmianę układu sił.

Luca pokręcił głową.

– Nie – mruknął. – Nie chcę widzieć łez.

Mrugnęłam i wciągnęłam głęboko powietrze.

– Wrócisz do mnie. – To było bardziej pytanie niż stwierdzenie.

Na twarzy Luki pojawiła się mroczna determinacja.

– Zawsze. Nawet, jeśli będę musiał przy tym wyrżnąć tysiące ludzi.

Dobry Boże. Wierzyłam mu. Pocałował mnie po raz kolejny, po czym chciał zrobić krok w tył, lecz ja mocniej złapałam go w pasie.

– Aria – wyszeptał, ale nie puściłam go. Luca gestem przywołał Romero, który chwilę później chwycił mnie za ramiona i delikatnie odciągnął od męża. Luca spojrzał na mnie po raz ostatni i wyszedł z mieszkania. Patrzyłam, jak jego silne plecy znikają za drzwiami windy.

– Chodź, Aria – powiedział łagodnym głosem Romero, puszczając mnie. – Też powinniśmy się już zbierać.

– Czy on ma kłopoty? Czy to dlatego, że jest młodym capo?

Romero pokręcił głową.

– Luca nie chce, żebyś poznała szczegóły. Nie zadawaj mi pytań, na które nie mogę ci odpowiedzieć.

Luca

Czerwono-brązowa ceglana elektrownia w Yonkers majaczyła przy linii brzegowej rzeki Hudson. Był to niszczejący relikt przeszłości, który kojarzył mi się z moimi wujami.

– Brama Piekieł – wymamrotał Matteo pod nosem, kiedy zaparkowaliśmy blisko wejścia. Porzucony teren elektrowni był teraz zastawiony tuzinami samochodów.

Brama Piekieł… Prasa nazwała tak to miejsce ze względu na wojny gangów, jakie odbyły się tu w poprzednich latach, ale ostatni prawdziwy rozlew krwi był częścią planu Famiglii, a dzisiaj mógł nastąpić kolejny. Dziś Romero miał wozić Arię po mieście. Nie chciałem, żeby znajdowała się w naszym mieszkaniu albo na posesji w razie, gdyby sytuacja stała się niebezpieczna. Gdybyśmy razem z Matteo zginęli, Romero zawiózłby ją do Chicago. Tamtejszy oddział by ją ochronił.

W powietrze wystrzeliły dwie chmury dymu niczym proch z lufy pistoletu. Miałem nadzieję, że te znajdujące się w moich kaburach nie przydadzą mi się tego dnia. Razem z Matteo przeszliśmy przez skrzypiącą bramę, minęliśmy przeżarte rdzą rury i weszliśmy do głównej halibudynku. Jej wysoki sufit przypominał sklepienie katedry. Setki mężczyzn zwracało swoje głowy w moją stronę, a ja szybko ich mijałem. Z przodu stali żołnierze z Nowego Jorku i Bostonu, żołnierze, z którymi przez lata często pracowałem, ale za nimi widziałem wiele nieznajomych twarzy: żołnierzy z Waszyngtonu i Atlanty, z Cleveland i Filadelfii oraz innych miast Wschodniego Wybrzeża znajdujących się pod moją władzą. Część z nich nigdy nie widziała mnie na żywo, słyszeli tylko historie i widzieli moje zdjęcia. Obserwowali mnie, rozmawiając ze sobą po cichu. Nie założyłem z tej okazji trzyczęściowegogarnituru, tak jak robił to mój ojciec oraz szefowie przed nim. Wybrałem obcisłą ciemnoszarą koszulę i podwinąłem jej rękawy, uwydatniając mięśnie, na które tak ciężko pracowałem.

Na miejsce swojej przemowy nie wybrałem jednej z wysokich platform, choć świetnie było z nich widać całą halę. Przy tak dużej odległości moja postura nie wywarłaby na nich takiego wrażenia, co zawsze. Chciałem, żeby moi ludzie patrzyli na mnie z bliska, szczególnie ci, którzy mnie nigdy wcześniej nie widzieli. Wskoczyłem na niską betonową platformę, między resztki zardzewiałych śrub, po czym odwróciłem się do zebranej Famiglii. Matteo stanął niżej, z boku. Gdyby stał przy mnie, wyglądałoby to, jakbym potrzebował jego wsparcia, a dzisiaj musiałem pokazać swoim ludziom, że potrafiłem sam się wszystkim zająć.

Uniosłem dłoń i mężczyźni od razu zamilkli. Stojący na samym przedzie Gottardo gromił mnie wzrokiem, nawet nie kryjąc swojej pogardy.

– Dziękuję, że się tu zjawiliście – zagrzmiałem. – Wiem, że żaden z wcześniejszych szefów nigdy nie zwołał tak wielkiego spotkania, ale czasy się zmieniają i chociaż związani jesteśmy z naszymi tradycjami i zasadami, które zawsze szanowałem, to istnieje kilka rzeczy, które należy zmienić. Musimy dostosować się do tych czasów, żeby Famiglia pozostała silna, żebyśmy mogli stawić czoła przyszłym zagrożeniom i zyskać większe wpływy.

Większość młodych żołnierzy pokiwała głowami i nawet kilku starszych zrobiło to samo, choć część słuchaczy nadal patrzyła na mnie sceptycznie, w tym moi wujowie Gottardo i Ermano.

– Chcąc okazać wam szacunek, zwołałem to spotkanie, żebyście mogli wypowiedzieć na głos swoje obawy, zanim przysięgniecie mi lojalność.

Rozległy się zdziwione szepty.

Wskazałem Gottardo, który od razu się wyprostował.

– By pokazać wam, że traktuję to poważnie, pozwolę teraz wypowiedzieć się jednemu z moich krytyków, mojemu wujowi Gottardo Vitiello, podszefowi oddziału Famiglii w Atlancie. Część z was mogła o nim słyszeć.

Nie potrafiłem powstrzymać się od tego przytyku. Gottardo zawsze wolał gadanie od działania. Większość z zebranych tu osób raczej nie widziała go poza biurem.

Gottardo wystąpił z szeregu i z trudem wdrapał się na platformę. Od jego ostatniej walki minęło już trochę czasu, na co wskazywał też brzuch wylewający się zza paska jego wyjściowych spodni. Skinął do mnie lekko głową, niemal niezauważalnie, i znowu zwątpiłem, czy nie powinienem jednak posłuchać rady Matteo i poderżnąć temu facetowi gardło, ale był z rodziny i musiałem przynajmniej udawać, że nie miałem tego w dupie.

Gottardo odchrząknął i rozpostarł ramiona.

– Nie chcę okazywać braku szacunku. Wszyscy, którzy mnie znają, dobrze wiedzą, że szacunek jest dla mnie niezwykle ważny – zaczął, a ja musiałem powstrzymać się od przewrócenia oczami. Niezwykle ważne było dla niego obmawianie ludzi za ich plecami. To nie miało nic wspólnego z szacunkiem.

– Ale niektóre rzeczy muszą zostać powiedziane przez wzgląd na Famiglię. Potrzebujemy silnej ręki, doświadczonej ręki, która nas poprowadzi. Luca jest silny, ale jest zbyt młody, zbyt niedoświadczony.

Dało się słyszeć zdziwione szepty. Ja niczego po sobie nie dałem poznać. Gdyby moi ludzie pomyśleli, że słowa Gottardo wywarły na mnie jakieś wrażenie, to mogliby uznać je za prawdziwe.

– W naszych szeregach znajduje się wielu kompetentnych podszefów z latami doświadczenia. Jeden z nich mógłby zostać capo do czasu, aż Luca będzie starszy.

Pierdolone łgarstwo. Kiedy zrezygnowałbym ze stanowiska, to Gottardo razem z drugim bratem mojego ojca i pozostałymi wujami oraz ich synami zrobiliby wszystko, żeby tak zostało, pewnie wbijając mi nóż w plecy.

Zachowując kamienną twarz, znowu uniosłem dłoń.

– Czyje nazwisko wzbudza szacunek oddziału z Chicago? Czyjej zemsty obawia się Brać, kiedy rozważa atak? Należę do Famiglii od dwunastu lat. Zabiłem prawie dwustu wrogów. To moje imię szepczą w obawie. Imadło. Boją się mnie, ponieważ moje czyny nie wskazują na mój młody wiek, ponieważ potrafię zrobić, co trzeba, nieważne, jak krwawe by to nie było, jak niebezpieczne, nieważne jak pozbawione miłosierdzia. Jesteś starszy, wuju, to prawda, ale w ilu walkach brałeś udział, ilu ludzi torturowałeś, ilu wrogów zabiłeś? Jesteś stary. I właśnie to cię dzisiaj ratuje. Nie zabiję cię za wystąpienie przeciwko swojemu capo, ponieważ szanuję starszych. Szanuję ich, jeśli oni szanują mnie, więc następnym razem, kiedy będziesz nawoływał do buntu, to ani twój wiek, ani fakt, że jesteś moim wujem, nie powstrzymają mnie przed wbiciem ci noża w serce. – Skupiłem wzrok na dwustu mężczyznach znajdujących się przede mną. – Ci, którzy walczyli u mojego boku, wiedzą, dlaczego to ja jestem capo, jakiego Famiglia teraz potrzebuje. W przeciwieństwie do poprzednich szefów, którzy spędzali czas schowani za biurkami i swoimi ochroniarzami, ja potrafię walczyć. Ale potrafię też być dyplomatyczny, dowodem czego jest moje małżeństwo z córką Scuderiego.

– Nie chcemy u nas tej dziwki! – rozległ się głęboki męski głos.

Mój wzrok powędrował w kierunku, z którego ten głos dobiegł. Matteo posłał mi swój cholernie szeroki uśmiech. Brama Piekieł. Dzisiaj miała polać się krew.

– Kto to powiedział? – zapytałem.

Kilka osób stojących na prawo przesunęło się nieco. Spojrzałem w tamto miejsce. Stał tam nieznany mi wysoki dupek, prawdopodobnie jeden z ludzi Gottardo, i patrzył mi prosto w oczy.

– Kto? – zagrzmiałem.

– Ja – przyznał z pewnością siebie.

Zeskoczyłem z platformy i tłum rozstąpił się przede mną. Szybko podszedłem do żołnierza Gottardo. Matteo znajdował się tuż za mną. Moi ludzie patrzyli na mnie z szacunkiem i zafascynowaniem. Większość z nich była o wiele niższa ode mnie. Zatrzymałem się tuż przed chujkiem, który obraził Arię i on też musiał nieco odchylić głowę, chociaż miał metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Wiedziałem, jak wyglądałem dla większości ludzi. Jak diabełprosto z piekła.

– Wolę znać imiona ludzi, których zabijam, więc jak masz na imię?

– Giovanni – powiedział. Starał się brzmieć obojętnie, ale nie udało mu się. Na jego górnej wardze pojawił się pot, a dłoń położył na broni przy biodrze.

– Giovanni – powtórzyłem swoim najbardziej zabójczym tonem, zbliżając się do niego jeszcze bardziej, oczami przekazując mu, co go czekało.

Zrobił krok w tył, tylko jeden, ale wszyscy i tak to zauważyli.

Uśmiechnąłem się szeroko.

– Jak nazwałeś moją żonę?

Rozejrzał się dookoła.

– Była zapłatą za pokój. Jest dziwką – wydusił z siebie. Po krótkiej chwili dodał – Nie tylko ja tak myślę.

– Naprawdę? – zapytałem, przesuwając rozwścieczonym spojrzeniem po mężczyznach zebranych wokół nas, w większości żołnierzach Gottardo. Nikt z nich nie potwierdził tego, co powiedział Giovanni, ale potrafiłem sobie wyobrazić, co mówił im Gottardo. – Może oni ci pomogą, Giovanni. Mam nadzieję, że część z nich naprawdę będzie starała się mnie powstrzymać, bo wtedy będę mógł pokroić na kawałki także ich.

Giovanni gwałtownym ruchem chwycił za broń. Ja wyrzuciłem rękę przed siebie, złapałem go za szyję i rzuciłem nim o podłogę, a następnie wbiłem kolano w jego klatkę piersiową i przygwoździłem go. Zaciskając palce na jego gardle, odcinałem mu dopływ powietrza. Patrzyłem mu w oczy, rozkoszującsię jego spanikowanym spojrzeniem, kiedy walczył o życie. Po chwili zaczął szarpać się mocniej, wyginać plecy i wić się, lecz ja nie poluźniłem uścisku. Wolną rękę wyciągnąłem do Matteo.

– Nóż.

Miałem swój, ale wyjęcie go z kabury przy łydce albo na plecach byłoby o wiele trudniejsze, ponieważ musiałem przytrzymywać tego bydlaka. Matteo wręczył mi swój ulubiony nóż do skórowaniaz krótkim, ostrym ostrzem węglowym zbudowanym tak, by wchodził w ciało jak w masło. Giovanni wybałuszył oczy z przerażenia, ale też z braku tlenu.

Tuż przed tym, jak stracił przytomność, puściłem jego gardło i ten kutas otworzył szeroko usta, żeby zaczerpnąć powietrza. Włożyłem dłoń między jego górną i dolną szczękę, powstrzymując je przed zamknięciem się, a następnie przesunąłem ostrzem po języku. Giovanni zacisnął zęby, krzycząc chrapliwie, lecz ostrze już przecięło jego język. Poczułem w palcach szarpiący ból, ale już nie raz czułem gorszy. Upuściłem nóż, chwyciłem na wpół odcięty język i wyrwałem go szybkim ruchem. Giovanniemu oczy wywróciły się białkami do góry i krew wypełniła jego usta. Upadł na bok, drgając. Wkrótce miał wykrwawić się na śmierć albo udusić się własną krwią.

Nadal trzymając w ręku obślizgły język, okręciłem się wokół własnej osi, by pokazać swoim ludziom, że ich wszystkich widziałem, a następnie rzuciłem bezużyteczny kawałek mięsa na beton, po czym wróciłem na przód. Moja dłoń i przedramię poryte były krwią. Wskoczyłem na platformę i stanąłem twarzą do tłumu. Postanowiłem nie zmywać krwi. Chciałem, żeby ją widzieli, chociaż i tak większość oczu skupiona była na mojej twarzy. Na tych, które ja widziałem przed sobą, malował się chory szacunek.

– Moja żona to godna szacunku kobieta, moja kobieta, i zabiję każdego, kto odważy się ją znieważyć. – Miałem nadzieję, że to załatwi sprawę raz na dobre.

Matteo uśmiechnął się do mnie krzywo, unosząc do góry swój zakrwawiony nóż do skórowania. Skinieniem głowy udzieliłem mu głosu.

– A teraz, kiedy już poskromiliśmy niesforny język Giovanniego, czas poprzysiąc lojalność waszemu capo. Ci, którzy nadal uważają, że Luca nie nadaje się na capo, mogą wystąpić do przodu i nie wypowiedzieć słów przysięgi. Wasz wybór. – Uśmiechnął się do nich szeroko i wytarł ostrze o nogawkę spodni.

Nikt nie wystąpił do przodu, a kiedy Matteo położył dłoń na sercu i zaczął recytować słowa przysięgi, „Z krwi zrodzeni, w krwi zaprzysiężeni”, tłum przyłączył się do niego jednym głosem. Oddychałem głęboko, patrząc na swoich ludzi, którzy spoglądali na mnie z dołu. Póki co udało mi się uciszyć moich krytyków, zmusić ich do milczenia, ale to nie miało trwać wiecznie. Lecz póki co to ja byłem capo, silniejszym capo od mojego ojca, ponieważ dałem swoim żołnierzom poczucie, że to oni mnie wybrali. Gdy wreszcie zszedłem z platformy, wziąłem od Matteo ręcznik i wytarłem rękę, po czym zacząłem odbierać od swoich żołnierzy gratulacje i wymieniać z nimi uściski dłoni.

Moi ludzie chcieli znaleźć się blisko mnie, w szczególności ci, którzy mnie nigdy wcześniej nie poznali. Do tej pory rozmawiali o mnie, a teraz mogli rozmawiać ze mną. Dałem im to, czego potrzebowali. Rozmawiałem z nimi, słuchałem, klepałem po plecach.

Mansueto, podszef z Filadelfii, podszedł do mnie później, wspierając się na lasce; jego syn, Cassio, górował nad nim. Uścisnąłem dłoń Mansueto, a później Cassio.

– Twoja zjawiskowa żona wnosi do Nowego Jorku światło. Mam prawie siedemdziesiąt lat, ale jak żyję, jeszcze nigdy nie widziałem takiej piękności. Pokój czy nie, poszczęściło ci się, że masz ją w łóżku.

Spiąłem się.

– Ojcze – ostrzegł go Cassio, posyłając mi przepraszające spojrzenie.

Mansueto uśmiechnął się do mnie i skinął głową.

– Opiekuńczy. I taki właśnie powinieneś być. Ale ja jestem tylko starcem. Nie przejmuj się mną.

Wiedziałem, że Aria jest piękna. Gdyby urodziła się w przeszłości, to zostałaby królową, oddano by ją królowi, choć nawet teraz jej miejsce było na scenie – była stworzona do tego, by podziwiały ją miliony ludzi. Mogłaby być mokrym snem milionów nastolatków, mogłaby nawiedzać fantazje miliona żonatych mężczyzn, którym obraz ich własnych żon by nie wystarczył… Gdyby nie była moją żoną. Lecz ja byłem zazdrosnym dupkiem i dlatego na zawsze miała pozostać moja. Każdy centymetr jej ciała miał należeć tylko do mnie.

– Wiem, że to nie jest dobry moment, ale muszę przedyskutować z tobą kwestię mojej sukcesji – powiedział Mansueto.

Cassio ściągnął wargi.

– Nie umrzesz dzisiaj, ojcze.

– Ale może jutro – odparł Mansueto.

Przeniosłem wzrok na Cassio.

– Przejmiesz funkcję swojego ojca.

Cassio skinął głową.

– Skoro dajesz na to pozwolenie. Jestem jeszcze młody.

Uśmiechnąłem się krzywo.

– Nie tak młody jak ja. Famiglia potrzebuje świeżej krwi. – Odwróciłem się do Mansueto. – Bez urazy.

– Nie szkodzi. W Famiglii istnieje pewna siła, która zatrzymuje ją w miejscu. Ale ja wierzę, że tobie uda się wyrwać chwast z korzeniami.

Mansueto przeniósł wzrok na środek hali, gdzie leżały zwłoki Giovanniego. Nikt nie przyszedł mu z pomocą.

– Właśnie tak zrobię.

Aria

Już prawie od dwóch godzin jeździłam z Romero po Nowym Jorku. Naprawdę zaczynałam się niepokoić, a Romero z każdą mijającą chwilą coraz mocniej ściskał kierownicę. To nie było zwykłe spotkanie Famiglii. W przeciwnym razie Luca nie podjąłby takich środków ostrożności. Kiedy tak sunęliśmy powoli w korku, mój wzrok padł na Flatiron Building i patrząc na niego, starałam się odwrócić swoją uwagę od narastającej we mnie paniki, ale poległam.

– Luca jest silny – zapewnił mnie po raz kolejny Romero, lecz jego słowa nie przełamały moich obaw. Tak często przeczesywał swoje włosy, że były teraz kompletnie poczochrane i ten jawny przejaw podenerwowania wprawiał mnie w jeszcze większy niepokój.

Dwie godziny.

Co, jeśli do mnie nie wróci?

Rozbrzmiał dzwonek telefonu i Romero szybko wyciągnął swoją komórkę, od razu wbijając wzrok w ekran; po krótkiej chwili jego spojrzenie znowu skierowane było na przednią szybę. Uśmiechnął się, odprężony.

– Wszystko w porządku. Możemy wracać do domu.

Rozluźniłam się i przycisnęłam dłoń do ust, zamykając oczy i starając się powstrzymać łzy ulgi cisnące mi się do oczu. Kiedy uniosłam powieki, zobaczyłam, że Romero obserwuje mnie ze zdziwieniem, ale zaraz znowu skupił wzrok na drodze.

– Czemu? – zapytałam cicho. – Czemu jesteś zdziwiony?

– Niewielu myślało, że twoje małżeństwo z Lucą będzie udane. Spora część osób uważa, że cieszyłabyś się z jego śmierci – stwierdził ostrożnie.

– A ty? Jak myślisz? – spytałam.

Wzruszył ramionami.

– Romero, chyba zasługuję na prawdę.

– Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy, jak miałaś piętnaście lat, było mi cię żal. Nie zrozum mnie źle. Nikogo nie szanuję tak bardzo, jak Luki. Jest moim capo, ale walczę u jego boku już od wielu lat. Wiem, co to życie robi z ludźmi, widziałem, co Salvatore Vitiello robił swoim synom. Luca od urodzenia przygotowywany był do roli capo.

– Wiem, kim jest – oznajmiłam stanowczo. – Ale i tak go kocham.

Romero uśmiechnął się do mnie delikatnie, patrząc na mnie łagodnym wzrokiem.

– Wiem. To stało się całkiem jasne, kiedy ochroniłaś go swoim ciałem, ale czasami nadal mnie to dziwi.

– Mnie też – przyznałam ze śmiechem, ponieważ jeszcze kilka miesięcy wcześniej ja sama byłam jedną z tych osób, które myślały, że zostanie młodą wdową byłoby najlepszą rzeczą, jaka mogłaby mi się przytrafić.

– Zrobi dla ciebie wszystko. Wiesz o tym, prawda?

Zmarszczyłam brwi.

– Ale też nie zrobi niczego, co mogłoby zaszkodzić Famiglii.

Romero wykrzywił usta w ironicznym uśmiechu, jednak nic nie powiedział.

***

Kiedy późnym popołudniem Luca wrócił ze spotkania z Famiglią, w jego oczach czaił się mrok. Siedziałam na kanapie w salonie i czytałam magazynpodróżniczy, w którym opisywane były południowe Włochy, ale gdy tylko Romero zniknął w windzie, zerwałam się z miejsca i podeszłam do swojego męża, objęłam go w pasie i schowałam twarz w jego klatce piersiowej. Poczułam zapach krwi, lecz pod nim wyczułam pocieszający piżmowy zapach męża. Luca przytulał mnie przez kilka chwil, aż wreszcie odsunęłam się, żeby spojrzeć mu w twarz.

– Wszystko w porządku? – zapytałam go bez tchu.

Nic nie odpowiedział, tylko zaczął gładzić mnie po głowie. Z uśmiechem na twarzy chwyciłam jego dłoń i pocałowałam knykcie. Kiedy odsunęłam jego rękę od ust, między palcami zauważyłam wyschniętą krew. Zamarłam mimowolnie. Już wcześniej widywałam krew. Na koszulach i ciele Luki oraz mnóstwo na podłodze naszej rezydencji po ataku Braci, ale to mnie zdziwiło.

Luca skrzywił się i cofnął dłoń.

Spojrzałam mu w oczy.

– Co się stało? – Kiedy stało się dla mnie jasne, że nie zamierzał odpowiedzieć na to pytanie, znowu chwyciłam go za dłoń, żeby pokazać mu, że odrobina krwi mi nie przeszkadzała i przysunęłam się bliżej niego.

– Proszę, powiedz mi. Możesz mi zaufać.

– Nie chcę splamić twoich myśli okropieństwami mojego życia.

– Nie boję się tych okropieństw. Jestem przy tobie, żeby pomóc ci sobie z nimi poradzić.

Nie wyglądał na przekonanego, ale i tak odpowiedział:

– Musiałem dzisiaj złożyć krwawe oświadczenie.

– Krwawe oświadczenie – powtórzyłam za nim. Już kiedyś słyszałam to wyrażenie. – Zabiłeś jednego ze swoich żołnierzy?

Luca uniósł swoją drugą dłoń i przesunął nią po moim policzku, gardle, a następnie ramieniu.

– Taka niewinna – wyszeptał mrocznie.

Wydęłam usta.

– Przez ciebie już nie taka niewinna. – To miał być sprośny żart, chciałam rozluźnić atmosferę, ale Luca pokiwał głową, a w jego oczach pojawiła się skrucha.

– Nadal pamiętam pierwszy raz, kiedy cię zobaczyłem. Kurwa, byłaś tylko dzieckiem.

– Nie byłam aż tak młoda, Luca – sprzeciwiłam się. – A ty jesteś tylko pięć lat starszy ode mnie. Przez ciebie zabrzmiało to, jakbyś był jakimś starym zboczeńcem.

– Nawet w dniu naszego ślubu nadal miałaś w sobie tę dziecinną niewinność. Byłaś chroniona. Byłaś niewinna, a ja byłem twoim zupełnym przeciwieństwem. Może i nie jestem dużo starszy od ciebie, ale zrobiłem tyle rzeczy, widziałem tyle rzeczy.

Nie byłam pewna, czy miał na myśli rzeczy, które zrobił jako członek mafii, czy jako mający wzięcie kawaler. Wiedziałam, że był z wieloma kobietami. Wystarczyło tylko zajrzeć do prasy, żeby stało się to jasne jak słońce. Więc nie byłam pewna, do czego zmierzał.

– Nigdy nie wyglądałeś, jakby przeszkadzał ci mój brak doświadczenia…

– Bo tak nie jest. Wiesz, że jestem okropnie zazdrosny. Musiałbym zabić każdego mężczyznę, z którym byłaś, więc cieszę się, że jestem jedynym.

Zirytowana, zrobiłam wydech, chociaż czułam, że jemu ta rozmowa poprawia humor.

– Z iloma kobietami spałeś? Pierwszy raz byłeś z kobietą, jak miałeś trzynaście lat, więc miałeś dużo czasu. Dziesięć lat przed naszym ślubem. – Zastanawiało mnie to już od jakiegoś czasu, i choć nie byłam pewna, czy chciałam usłyszeć odpowiedź, to postanowiłam odwrócić uwagę Luki od demonów, które dzisiejsze spotkanie w nim obudziło.

Luca przybrał kamienny wyraz twarzy.

– To nieistotne. To już przeszłość.

– Ale chciałabym wiedzieć.

– Nie ma znaczenia, czy przed tobą było sto czy tysiąc kobiet, ponieważ teraz jesteś tylko ty, Aria – oznajmił stanowczo Luca.

Westchnęłam. Może i miał rację, lecz nie potrafiłam tak po prostu odpuścić.

– Tysiąc? – zasugerowałam, otwierając szerzej oczy.

Luca posłał mi szelmowski uśmiech.

– Niezłapróba. Powiem po prostu, że brałem, co mogłem.

– A oferowano ci dużo – dokończyłam za niego.

– Nieistotne – wymamrotał, po czym mnie pocałował. Wiedziałam, że nie powinno tak być, ale nie potrafiłam przestać się zastanawiać, czy mężczyzna tak bardzo przyzwyczajony do bycia z wieloma kobietami mógłby kiedykolwiek zadowolić się jedną, szczególnie taką, która wszystkiego na temat seksu dowiadywała się od niego.

ROZDZIAŁ TRZECI

Aria

Kiedy wyszliśmy z prywatnego odrzutowca, który wylądował na lotnisku w Palermo, poczułam na skórze październikowe słońce. Nowy Jork był szary i deszczowy, ale na Sycylii przywitały nas słońce i ciepło.

Podniosłam głowę, rozkoszując się dotykiem promieni na skórze. Spodziewając się cieplejszej pogody, ubrałam się w pomarańczową sukienkę maksi z efektem ombre i złotym paskiem podkreślającym talię oraz moje ulubione złote sandały.

Luca ścisnął moją dłoń, przez co zerknęłam na niego. Patrzył spode łba na naszego pilota, który taksował mnie wzrokiem. Pociągnęłam swojego męża za rękę, przyciągając jego uwagę, a on spojrzał na mnie i grymas znikł z jego twarzy.

– Jesteś zbyt piękna.

– Jasne – powiedziałam ze śmiechem. – Chodźmy. Chcę zobaczyć nasz jacht. – Chciałam też oddalić się od pilota, zanim Luca postanowiłby pozbawićgokilku kończyn.

Na lotnisku czekał na nas biały SUV marki Maserati razem z kierowcą.

– To żołnierz sycylijskiej Famiglii. Mój stryjeczny dziadek jest tu capo.

Otworzyłam szeroko oczy.

– Naprawdę? Poznałeś go już kiedyś?

– Widziałem go dwa razy w życiu. Nie przyleciał na pogrzeb mojego ojca, ponieważ w tamtym czasie miał wszczepiany rozrusznik serca. Jest już po siedemdziesiątce, więc w którymś momencie jego wnuk, Alessandro, przejmie jego obowiązki.

– A nie jego syn?

– Jego syn nie żyje. Zabiła go Camorra, która rządzi Kampanią.

– Och. A co z Camorrą w Stanach?

– Oni trzymają się z dala od zachodniego wybrzeża. Benedetto Falcone jest najbardziej szalonym człowiekiem, jakiego można spotkać.

Dotarliśmy do samochodu. Nasz kierowca, wysoki facet w wieku Luki z ciemnymi włosami i brodą, uścisnął dłoń Luki i przedstawił się po włosku jako Alessandro. Luca wyglądał na zdziwionego i powiedział płynnie po włosku:

– Nie poznałem cię. Minęło już trochę czasu. Nie spodziewałem się, że mój stryjeczny dziadek przyśle swojego wnuka, żeby mnie przywitał.

Alessandro skinął głową.

– Dowód szacunku, jaki okazują sobie ludzie honoru. – Zwrócił się w moją stronę i zmierzył mnie wzrokiem, najwyraźniej zaskoczony, po czym wreszcie spojrzał mi w oczy i odezwał się po angielsku z akcentem.

– To zaszczyt poznać kobietę ze złotymi włosami, która zapewniła pokój między oddziałem z Chicago i Nowym Jorkiem.

Prawie prychnęłam.

Luca patrzył na niego czujnym wzrokiem.

– Jest też moją żoną.

Denerwowało mnie to, że zwracali się do mnie po angielsku, zakładając, że nie znam włoskiego. Może i byłam znana ze swojego piękna, ale miałam też najwyższe oceny w klasie i mogłabym pójść do każdego z najlepszych college’ów w kraju, gdybym nie była tym, kim byłam.

Pomimo rozdrażnienia, jakie czułam, uśmiechnęłam się i odezwałam się, mówiąc perfekcyjnie po włosku:

– To nie ja zapewniłam pokój, Luca to zrobił, ponieważ jest najlepszym capo, jaki kiedykolwiek rządził Nowym Jorkiem.

Obaj mężczyźni spojrzeli na mnie w zaskoczeniu, a ja uniosłam brwi, patrząc na Lucę. W jego spojrzeniu pojawił się błysk uznania. Po chwili znowu zwrócił się do Alessandra.

– Czy mój stryjeczny dziadek spodziewa się dzisiaj mojej wizyty?

Kiedy Alessandro pokręcił głową, zalała mnie fala ulgi.

– Wie, że będziesz chciał nacieszyć się podróżą poślubną ze swoją żoną. Ale chciałby się z tobą spotkać, zanim wrócicie do Nowego Jorku.

– Naturalnie – odpowiedział Luca. Alessandro pomógł mu załadować nasze walizki do bagażnika, po czym wsiedliśmy do samochodu. Mój mąż usiadł z tyłu, razem ze mną, a Alesandro wyglądał, jakby nie miał nic przeciwko temu. Miałam przeczucie, że Luca chciał mieć swojego kuzyna na oku, więc ucieszyłam się, kiedy Alessandro wysadził nas przy przystani i odjechał. Luca ruszył w stronę czarno-białego jachtu, ciągnąc nasze dwie walizki długim pomostem. Jacht był o wiele większy, niż się spodziewałam. Luca pomógł mi wdrapać się na łódkę, a następnie wniósł nasze bagaże.

– Umiesz tym sterować?

Uśmiechnął się szeroko.

– Jasne. To jak prowadzenie auta.

Wątpiłam w to. Poprowadził mnie na dolny pokład, który był szczytem luksusowego szyku – część sufitu była zrobiona ze szkła, dzięki czemu widać było niebo. Meble, ściany i dywany były w najróżniejszych odcieniach złamanej bieli i koloru kremowego z dodatkami z nieco ciemniejszego drewna. Część wypoczynkowa oraz stół mogły pomieścić przynajmniej ośmioro ludzi. Luca szedł dalej i dalej, aż wreszcie dotarliśmy do sypialni z przyległą łazienką. Ogromne łóżko miało kremowy baldachim oraz lustra nad zagłówkiem, a także jedno wbudowane w baldachim. Podeszłam do łóżka i przyjrzałam się lustrom, na wpół zawstydzona, na wpół zaciekawiona.

Luca obserwował mnie z ramionami skrzyżowanymi na piersi, patrząc na mnie wygłodniałym wzrokiem.

– Nie mogę się doczekać, aż zobaczę twoje piękne ciało pod każdym kątem, kiedy będę w tobie.

Zarumieniłam się. Nie byłam pewna, czy podobała mi się myśl, że miałabym być tak obserwowana albo, co gorsza, że sama miałabym siebie obserwować.

Luca podszedł do mnie i pogłaskał mnie po policzku.

– Nadal taka niewinna.

Zmarszczyłam brwi. Tu nie do końca chodziło o niewinność. Po prostu nie chciałam pokazywać swojego ciała pod każdym istniejącym czy niekorzystnym kątem.

– Nie jestem pewna, czy mam ochotę oglądać taką ilość siebie.

Luca zaśmiał się.

– Nie mów mi, że wstydzisz się swojego ciała, Aria. Kurwa. Prawie zabiłem pilota, personel naziemny i Alessandro za to, jak się na ciebie gapili, a ty wstydzisz się tego ciała. – Wskazał na mnie.

– Może i inni nie widzą moich niedoskonałości, ale to nie znaczy, że ja ich nie widzę.

Znowu się zaśmiał.

– Zaufaj mi, Aria, jesteś doskonała. Widziałem wiele kobiet nago i wszystkie z nich oddałyby lewą nerkę, żeby być choćby w połowie tak piękne, jak ty.

– Musisz tak mówić, bo jesteś moim mężem – stwierdziłam, lecz zaczynałam się rozluźniać. Nie miało znaczenia to, czy mi się nie podobało, jak wyglądam; wystarczyło mi, że Luca uważał mnie za piękną.

Położył dłoń na mojej talii i nachylił się, żeby powiedzieć mi do ucha:

– Nic nie muszę. Taka jest prawda. A teraz chodź, bo zaraz rzucę cię na łóżko i pokażę ci, jak cholernie seksowna dla mnie jesteś.

Nie miałabym nic przeciwko temu, ale i tak podążyłam za nim na górny pokład, a następnie do znajdującego się najwyżej mostku kapitańskiego.

– Wow – powiedziałam.

Luca posłał mi szelmowski uśmiech.

– Poczekaj chwilę. Muszę odcumować. – Wrócił po kilku minutach, stanął za kołem