Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko - Charles L. Whitfield - ebook
NOWOŚĆ

Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko ebook

Charles L. Whitfield

3,7

46 osób interesuje się tą książką

Opis

TA KSIĄŻKA POMOGŁA SETKOM TYSIĘCY DOROSŁYCH DZIECI Z RODZIN DYSFUKCYJNYCH ODKRYĆ SWOJE PEŁNE ŻYCIA, SPEŁNIONE JA • Nie potrafisz doceniać własnych dokonań? • Doświadczasz wewnętrznej pustki i niewyjaśnionego smutku? • Nie umiesz mówić o swoich uczuciach? • Robisz wszystko, by pokazać światu, że dasz radę? Niewykluczone, że te uczucia i zachowania biorą się z twojego dzieciństwa. Być może należysz do licznej grupy DDD, czyli dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, wśród których znajdują się m.in. DDA, dorosłe dzieci alkoholików. Oprócz alkoholizmu dysfunkcje w rodzinie mogą jednak obejmować także uzależnienia rodzica od innych substancji, pracoholizm, skłonność do stosowania wszelkiego rodzaju przemocy i rozbudowanego systemu kar, zbytnią kontrolę, chłód emocjonalny, nadopiekuńczość i wiele innych problemów. Dziecko wychowane w takim domu wypracowuje mechanizmy przetrwania, odcina się od własnych uczuć, blokuje w sobie radość oraz spontaniczność i nakłada maskę, która z czasem zaczyna je coraz bardziej uwierać... Zaopiekuj się udręczonym i zalęknionym dzieckiem w sobie. Pozwól mu wyjść na światło dzienne i dorosnąć. Doktor Charles L. Whitfield w trakcie wielu lat swej praktyki odkrył, że nawiązując relację ze swoim wewnętrznym dzieckiem, możemy je uwolnić i usunąć to, co nas blokuje. Dzięki konfrontacji z uczuciami, które nosimy w sobie, i uleczeniu dawnych ran przestajemy też wreszcie postrzegać teraźniejszość wyłącznie w kategoriach cierpienia. Poddaj się procesowi uzdrowienia, zmień przekleństwo w dar, naucz się być dzieckiem i zacznij żyć na nowo. Ta książka ci w tym pomoże. Kiedy działamy z pobudek prawdziwego Ja lub kiedy nim jesteśmy, czujemy, że żyjemy. Możemy odczuwać ból w postaci zranienia, smutku, poczucia winy lub złości, lecz mimo to czujemy się pełni życia. Równie dobrze możemy też czuć radość, zadowolenie, szczęście, natchnienie, a nawet ekstazę. Mówiąc ogólnie, czujemy się obecni, kompletni, w pełni ukształtowani, na właściwym miejscu, prawdziwi, spełnieni i zdrowi.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 199

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Słowo wstępne

Słowo wstępne

Czuję się zaszczy­cony, że mogę napi­sać słowo wstępne do nowego wyda­nia kla­sycz­nej już książki Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko.

Począw­szy od 1995 roku dok­tor Char­les Whit­field, pio­nier w dzie­dzi­nie lecze­nia traumy, regu­lar­nie otrzy­muje tytuł jed­nego z naj­lep­szych leka­rzy w Ame­ryce, przy­zna­wany gło­sami jego kole­gów po fachu. Jego słowa i mądrość tra­fiają do serc i umy­słów milio­nów czy­tel­ni­ków, ofia­ro­wu­jąc im nie­zwy­kle cenny dar – nadzieję. Przez cały czas trwa­nia swo­jej kariery zawo­do­wej dr Whit­field chęt­nie dzie­lił się wyni­kami wie­lo­let­nich badań i doświad­cze­niem kli­nicz­nym zarówno z innymi spe­cja­li­stami, jak i z oso­bami będą­cymi w trak­cie zdro­wie­nia. Ponad sie­dem­dzie­się­ciu pię­ciu auto­rów odwo­łało się do książki lub zacy­to­wało jej frag­ment, co jest godną odno­to­wa­nia liczbą i miarą tego, jak ważną pozy­cję w powszech­nej skarb­nicy wie­dzy i umie­jęt­no­ści zaj­muje ta książka.

W ciągu dwu­dzie­stu lat, odkąd dzieło dok­tora Whit­fielda uka­zało się po raz pierw­szy, poczy­ni­li­śmy ogromne postępy, jeśli cho­dzi o poj­mo­wa­nie wpływu trau­ma­tycz­nych doświad­czeń na ludzką psy­chikę. Książka Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko wnio­sła w tę wie­dzę zna­czący wkład, osią­ga­jąc jed­no­cze­śnie sta­tus best­sel­lera. Dr Whit­field opi­suje „Dziecko w Sobie”1 jako „tę część w każ­dym z nas, która jest zawsze pełna życia, ener­giczna, twór­cza i speł­niona” (s. 27). Kiedy ją zanie­dbu­jemy, poja­wia się tzw. fał­szywe ja. Poka­zu­jąc, czym jest fał­szywe ja i jak się od niego uwol­nić, dr Whit­field czer­pie z trzech klu­czo­wych obsza­rów. Są to: wpływ prze­mocy i zanie­dba­nia w dzie­ciń­stwie, zin­te­gro­wa­nie wła­snej opo­wie­ści jako klu­czowy etap lecze­nia z nega­tyw­nych skut­ków prze­mocy i zanie­dba­nia w dzie­ciń­stwie oraz rola, jaką odgrywa w zdro­wie­niu oparty na ducho­wo­ści pro­gram dwu­na­stu kro­ków.

Prze­moc i zanie­dba­nie w dzie­ciń­stwie

Czym byłoby nasze życie bez umie­jęt­no­ści two­rze­nia i utrzy­my­wa­nia bli­skich i bez­piecz­nych więzi? Bez zdol­no­ści opie­ko­wa­nia się, odczu­wa­nia wyrzu­tów sumie­nia, empa­tii i miło­ści? For­mo­wa­nie zdro­wych rela­cji emo­cjo­nal­nych jest powią­zane z okre­ślo­nymi czę­ściami mózgu, które roz­wi­jają się w pierw­szych latach życia. Zna­czące prze­szkody w zdro­wym roz­woju spo­wo­do­wane powta­rza­ją­cymi się wyda­rze­niami trau­ma­tycz­nymi czę­sto pro­wa­dzą do nie­kon­tro­lo­wa­nego stanu „walki, ucieczki lub para­liżu”, nazy­wa­nego zespo­łem stresu poura­zo­wego (post-trau­ma­tic stress disor­der, PTSD), o któ­rym dr Whit­field pisze w roz­dziale 7. Zabu­rze­nia roz­woju w dzie­ciń­stwie mogą także skut­ko­wać z cza­sem doświad­cza­niem trud­no­ści w odczu­wa­niu pod­nie­ce­nia lub przy­jem­no­ści. W niniej­szej książce dr Whit­field uświa­da­mia nam, jak powszechna jest prze­moc wobec dzieci w rodzi­nach dys­funk­cyj­nych, i opi­suje wiele postaci traumy. Nie­dawne bada­nia wyka­zały m.in., że zanie­dba­nie i nad­uży­cia emo­cjo­nalne są dla roz­woju dziecka tak samo szko­dliwe jak prze­moc fizyczna czy sek­su­alna.

Dr Whit­field wyja­śnia: „Cho­ciaż wyraźne znę­ca­nie się fizyczne i jawne wyko­rzy­sty­wa­nie sek­su­alne da się łatwo zakwa­li­fi­ko­wać jako trau­ma­tyczne prze­ży­cia dla nie­mow­ląt i dzieci, inne formy nad­użyć są trud­niej­sze do wykry­cia. Należą do nich m.in. lekka lub umiar­ko­wana prze­moc fizyczna, ukryte bądź mniej oczy­wi­ste formy wyko­rzy­sty­wa­nia sek­su­alnego, psy­chicz­nego i emo­cjo­nal­nego znę­ca­nia się, zanie­dby­wa­nie dziecka oraz igno­ro­wa­nie lub hamo­wa­nie jego roz­woju ducho­wego” (s. 77).

Umie­jęt­ność wyra­ża­nia emo­cji i wyka­zy­wa­nie pew­nego stop­nia kon­troli nad nimi i nad zacho­wa­niem kształ­tują się już w pierw­szym roku życia. To wła­śnie w tym klu­czo­wym okre­sie naszego roz­woju uczymy się nawią­zy­wa­nia rela­cji z sobą i z innymi.

Inte­gro­wa­nie wasnej opo­wie­ści

Histo­ria naszego życia wiele o nas mówi. Dla­czego jej opo­wia­da­nie odgrywa tak istotną rolę? Cho­ciaż odpo­wiedź na to pyta­nie jest zło­żona, naukowcy i leka­rze odkry­wają kolejne bra­ku­jące ele­menty tej ukła­danki. Jak tłu­ma­czy dr Whit­field: „Zaczy­namy dostrze­gać zwią­zek mię­dzy tym, jak radzimy sobie teraz, a tym, co przy­da­rzyło się nam, gdy byli­śmy dziećmi. Dzie­ląc się swoją histo­rią, stop­niowo uwal­niamy się od bycia ofiarą (męczeń­stwa) i od przy­musu powta­rza­nia” (s. 188).

Bada­nia poka­zują, że naj­waż­niej­sze nie jest wcale to, co przy­da­rzyło się nam w dzie­ciń­stwie, lecz to, czy potra­fimy nadać temu sens. Innymi słowy, spójna oso­bi­sta histo­ria jest istotna dla emo­cjo­nal­nej i inte­lek­tu­al­nej inte­gra­cji. Cytu­jąc dok­tora Whit­fielda: „Opo­wia­da­nie wła­snej histo­rii w ogrom­nym stop­niu przy­czy­nia się do odkry­wa­nia i uzdra­wia­nia Dziecka w Sobie” (s. 167). Ta pro­sta czyn­ność spra­wia, że nasz mózg wyko­nuje kilka zadań jed­no­cze­śnie, w tym sca­la­nie uczuć, zacho­wań, świa­do­mego rozu­mie­nia i wra­żeń. Pod­czas tego pro­cesu uświa­da­miamy sobie i na nowo ukła­damy wyda­rze­nia życiowe, zacho­wa­nia i emo­cje w sen­sowną całość, dającą nam wgląd w to, co się wyda­rzyło.

Inte­gra­cja ta prze­biega naj­efek­tyw­niej w bez­piecz­nych miej­scach i sytu­acjach, takich jak psy­cho­te­ra­pia indy­wi­du­alna lub gru­powa, spo­tka­nia grup wspar­cia, pro­wa­dze­nie dzien­nika czy szczera roz­mowa z naj­lep­szym przy­ja­cie­lem. Bada­nia prze­pro­wa­dzone w ciągu ostat­nich pięć­dzie­się­ciu lat zgod­nie wska­zują, że naj­lep­szym pro­gno­sty­kiem sku­tecz­no­ści tera­pii jest bez­pieczna i pro­fe­sjo­nalna rela­cja tera­peu­tyczna. Pro­wa­dzący tera­pię spe­cja­li­sta pomaga pacjen­towi odna­leźć sens w jego życio­wej histo­rii w bez­piecz­nym oto­cze­niu, w któ­rym pacjent może zary­zy­ko­wać, porzu­cić nie­zdrowe sche­maty zacho­wań bro­niące go przed cier­pie­niem i wsłu­chać się we wspie­ra­jący wewnętrzny głos, jed­no­cze­śnie uzy­sku­jąc nowy wgląd w sie­bie i swój świat. Nie­któ­rzy nazy­wają to „olśnie­niem” albo „eureką”. Doświad­cze­nie to spra­wia, że czu­jemy się lepiej wsłu­chani w sie­bie – bar­dziej spójni, mniej defen­sywni i lepiej zin­te­gro­wani; wszystko to nosi zna­miona roz­woju oso­bi­stego.

Bud­dy­ści opi­sują jaźń jako cebulę o nie­skoń­czo­nej ilo­ści warstw. Każda war­stwa sta­nowi nowy roz­dział do zba­da­nia i zin­te­gro­wa­nia. Dr Whit­field obja­śnia: „Rów­no­le­gle z zacho­dzą­cymi w nas zmia­nami zaczy­namy inte­gro­wać i wyko­rzy­sty­wać naszą prze­mianę w codzien­nym życiu. «Inte­gro­wać» zna­czy two­rzyć całość z oddziel­nych czę­ści” (s. 199). Ważne, aby­śmy zro­zu­mieli zwią­zek inte­gra­cji z naszym samo­po­czu­ciem. Im bar­dziej zin­te­gro­wany jest nasz umysł, tym jest zdrow­szy i lepiej roz­wi­nięty, co poka­zuje poniż­sza histo­ria.

Mar­cus dora­stał w rodzi­nie z pro­ble­mem alko­ho­lo­wym. Jego pijący ojciec bił go skó­rza­nym pasem. W wieku dwu­na­stu lat Mar­cus poprzy­siągł sobie, że nie pozwoli, by kto­kol­wiek go krzyw­dził, i stwier­dził: „Jeśli ktoś mnie wku­rzy, stłukę go na kwa­śne jabłko”. Cho­ciaż jako doro­sły Mar­cus miał wielu kole­gów od kie­liszka, to zupeł­nie nie potra­fił się doga­dać z męskimi auto­ry­te­tami, takimi jak prze­ło­żeni, nauczy­ciele, poli­cjanci i tera­peuci. Zapy­tany o to, powie­dział: „To tak, jakby wła­dzę nade mną przej­mo­wała inna osoba znaj­du­jąca się wewnątrz mnie – nie mam nad tym kon­troli”. W trak­cie tera­pii Mar­cus przez pewien czas nie umiał zapa­no­wać nad uczu­ciami i nie potra­fił zna­leźć słów, by je wyra­zić. O swoim gnie­wie mówił tak: „Wszystko albo nic – albo czuję za dużo, albo nie czuję nic”.

Język, któ­rym posłu­guje się nasz umysł, składa się w dużej mie­rze z uczuć, jed­nak Mar­cus nie potra­fił ich nazy­wać ani sobie z nimi radzić. Tego typu trud­no­ści okre­ślamy mia­nem pro­ble­mów z inte­gra­cją. Oso­bom takim jak Mar­cus pomóc może kilka metod. Pierw­sza polega na zaob­ser­wo­wa­niu cze­goś, nada­niu temu sensu i sku­tecz­nym zare­ago­wa­niu w odpo­wied­nim cza­sie – opa­no­wa­nie tego wszyst­kiego może uła­twić praca w ramach pro­gramu zdro­wie­nia. Druga metoda to medy­ta­cja, która pomaga zmie­nić spo­sób dzia­ła­nia umy­słu. Przy­kła­dowo, medy­ta­cja uważ­no­ści uzu­peł­nia pokłady umy­sło­wej i emo­cjo­nal­nej ener­gii oraz sty­mu­luje nowe postawy i podej­ścia do życia. W książce, którą trzy­masz w dło­niach, dr Whit­field poka­zuje krok po kroku, jak zdo­być tego typu umie­jęt­no­ści.

U dzieci dora­sta­ją­cych tak jak Mar­cus w trau­ma­tycz­nym oto­cze­niu roz­wija się nadak­tyw­ność w pniu mózgo­wym. W obsza­rze tym znaj­duje się więk­szość ukła­dów reago­wa­nia na stres, jego wzmo­żone pobu­dze­nie może więc pro­wa­dzić do utrzy­mu­ją­cego się lęku, nie­po­koju, zło­ści, ata­ków furii i impul­syw­no­ści. Powta­rza­jące się zda­rze­nia trau­ma­tyczne w dzie­ciń­stwie mogą także stać się źró­dłem trud­no­ści w odczu­wa­niu empa­tii, roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mów oraz abs­trak­cyj­nym i kon­cep­cyj­nym myśle­niu. Co wię­cej, osoby takie jak Mar­cus mogą wyol­brzy­miać rze­czy­wi­ste zagro­że­nia lub nie­po­praw­nie odczy­ty­wać bodźce wizu­alne, takie jak wyraz twa­rzy, co unie­moż­li­wia im regu­lo­wa­nie emo­cjo­nal­nego bólu. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby na wcze­snym eta­pie zdro­wie­nia Mar­cus doświad­czył sytu­acji, która nasu­nę­łaby mu sko­ja­rze­nia z dawną traumą. Gdyby, dajmy na to, w pracy wściekł się na niego szef (męż­czy­zna), wyuczony mózg Mar­cusa zaini­cjo­wałby sche­mat „walki lub ucieczki”, co dopro­wa­dzi­łoby do kolej­nego ataku gniewu.

W książce Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko opi­sa­nych zostało czter­na­ście zasad­ni­czych zagad­nień doty­czą­cych zdro­wie­nia. Należy do nich także kon­trola lub jej brak. U Mar­cusa, jak i wielu innych osób, lęk przed utratą kon­troli pro­wa­dzi do auto­de­struk­cyj­nego zacho­wa­nia. W prze­szło­ści męskie auto­ry­tety gro­ziły Mar­cu­sowi, że wyrzucą go z odwyku, zwol­nią, wsa­dzą do wię­zie­nia albo w inny spo­sób uka­rzą. Te reak­cje tylko utwier­dziły go w prze­ko­na­niu, że kiedy dopusz­cza takich ludzi do sie­bie, doznaje od nich krzywdy. W śro­do­wi­sku tera­peu­tycz­nym Mar­cus może stop­niowo zacząć uwal­niać się od dzia­ła­nia według tego sta­rego, nie­uży­tecz­nego sche­matu. Może zacząć uczyć się samo­re­gu­la­cji i uspo­ka­ja­nia samego sie­bie. Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko dokład­nie opi­suje pro­ces takiej prze­miany.

W psy­cho­te­ra­pii główny nacisk kła­dzie się na inte­gra­cję uczuć (afekt) i myśle­nia (per­cep­cja), co łącz­nie pro­wa­dzi do roz­woju oso­bi­stego. Mar­cus ma pro­blem z nazy­wa­niem i prze­twa­rza­niem swo­ich uczuć. Jak więc może pomóc sobie w osią­gnię­ciu rów­no­wagi i inte­gra­cji? Od wie­ków uży­wamy opo­wie­ści do prze­ka­zy­wa­nia róż­nego rodzaju infor­ma­cji, w tym psy­chicz­nych, emo­cjo­nal­nych i fizycz­nych aspek­tów naszego życia. Możemy zin­te­gro­wać i uzdro­wić nasze umy­sły i ciała cier­piące na zabu­rze­nia z powodu stresu poura­zo­wego, uży­wa­jąc opo­wie­ści, którą współ­two­rzymy z tera­peutą, grupą lub spon­so­rem2. Ten rodzaj inte­gra­cji wiąże się z nową per­spek­tywą. Cał­kiem moż­liwe, że Mar­cu­sowi uda się wypra­co­wać spo­sób na porzu­ce­nie przy­ję­tej w dzie­ciń­stwie metody prze­trwa­nia i radze­nia sobie za pomocą gniewu, która stała się dla niego źró­dłem pro­ble­mów. Kiedy był dwu­na­sto­lat­kiem, była to naj­lep­sza stra­te­gia prze­trwa­nia, jaką miał mu do zaofe­ro­wa­nia mózg. Teraz, po wpro­wa­dze­niu samo­uspo­ka­ja­ją­cych tech­nik takich jak nazy­wa­nie, zmiana nar­ra­cji i medy­ta­cja, jego umysł może zacząć się wyci­szać w sytu­acjach, które wcze­śniej wywo­ła­łyby w nim złość czy wręcz furię.

O takiej wła­śnie inte­gra­cji pisze dr Whit­field w tej kla­sycz­nej pozy­cji. Osią­gnąć jed­ność to uświa­do­mić sobie, że jest się zdol­nym do odzy­ska­nia spo­koju i zro­zu­mie­nia sie­bie i innych, i przy­jąć tę postawę.

Oparty na ducho­wo­ści pro­gram dwu­na­stu kro­ków zdro­wie­nia

Jak pisze dr Whit­field: „Według jed­nej z jej naj­krót­szych defi­ni­cji, ducho­wość doty­czy rela­cji, jakie mamy ze sobą, z innymi i wszech­świa­tem”.

Aby zaan­ga­żo­wać się w życie duchowe, nie trzeba być reli­gij­nym. Do korzy­ści pły­ną­cych z ducho­wo­ści należy zali­czyć pokorę, wewnętrzną siłę, poczu­cie sensu i celu w życiu, akcep­ta­cję sie­bie i innych, har­mo­nię, spo­kój, wdzięcz­ność i zdol­ność wyba­cza­nia.

Zależ­ność mię­dzy medy­ta­cją a ducho­wo­ścią została dobrze zba­dana i udo­wod­niona. W obu z nich poja­wia się poczu­cie dostępu do miejsc poza cza­sem i prze­strze­nią. Także ducho­wość i uzdra­wia­nie ści­śle się ze sobą łączą. Z prak­tycz­nego punktu widze­nia ducho­wość wyko­rzy­stana w pro­ce­sie zdro­wie­nia służy za źró­dło siły. W przy­padku ate­istów lub agno­sty­ków ducho­wość można sku­tecz­nie zastą­pić tech­ni­kami medy­ta­cyj­nymi.

Ist­nieje wiele spo­so­bów na roz­wi­ja­nie sfery ducho­wej. Dla Mar­cusa bar­dzo ważne mogą być przy­na­leż­ność do opar­tego na ducho­wo­ści pro­gramu dwu­na­stu kro­ków i ota­cza­nie się udu­cho­wio­nymi ludźmi. Rów­nie istotna może oka­zać się dla niego nauka doce­nia­nia wznio­słych chwil w życiu. Pro­wa­dze­nie zaan­ga­żo­wa­nego, wypeł­nio­nego poczu­ciem sensu życia zwięk­sza odczu­waną przy­jem­ność i zmniej­sza poczu­cie izo­la­cji, pustki i bólu.

Dr Whit­field spie­szy z wyja­śnie­niem: „(…) zaczy­namy dostrze­gać, że szczę­ście nie jest czymś, co osią­gamy; szczę­ście, wewnętrzna rów­no­waga czy pogoda ducha to nasz natu­ralny stan. Pod tym wszyst­kim, co dokła­damy do naszych uczuć i doświad­czeń, pod naszym skur­czo­nym Ja, kryje się czy­sty spo­kój” (s. 229).

W 1986 roku, kiedy opu­bli­ko­wano tę książkę po raz pierw­szy, był to nowa­tor­ski tekst, który wyprze­dzał swój czas. Dziś Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko pozo­staje tak samo aktu­alna i wciąż jest prze­ło­mową pozy­cją z dzie­dziny psy­cho­lo­gii traumy i zdro­wie­nia. Zapra­szam cię na jej karty, wie­dząc, że znaj­dziesz na nich mądrość i uzdro­wie­nie.

prof. Car­dwell C. Nuc­kols

Sto­so­wany przez autora niniej­szej książki ter­min „Dziecko w Sobie”, będący wkła­dem dr. Char­lesa Whit­fielda w tę kon­cep­cję, jest – jak zazna­cza sam Whit­field w innym miej­scu tej książki – toż­samy ze znaj­du­ją­cym się w powszech­nym uży­ciu ter­minem „Wewnętrzne Dziecko”; oba ter­miny, zgod­nie z inten­cją autora, są zapi­sy­wane wiel­kimi lite­rami (przyp. red.). [wróć]

Nazwa „spon­sor” jest sto­so­wana w gru­pach AA na okre­śle­nie wybra­nej przez nowi­cju­sza osoby uza­leż­nio­nej, która poczy­niła pewien postęp w pro­ce­sie zdro­wie­nia i pełni wobec niego funk­cję prze­wod­nika ducho­wego; w tym wła­śnie zna­cze­niu poja­wia się w niniej­szej książce (przyp. red.). [wróć]

Wpro­wa­dze­nie

Wpro­wa­dze­nie

Podsta­wowa część niniej­szej książki powstała w 1986 roku i począt­kowo miała być mate­ria­łem do lek­tury i pracy dla moich pod­opiecz­nych. Jej łatwa do przy­swo­je­nia treść doty­cząca uzdro­wie­nia opiera się na dłu­go­let­nich obser­wa­cjach pacjen­tów, z któ­rych więk­szość doświad­czyła traumy w dzie­ciń­stwie, oraz na tym, co wynio­słem z lite­ra­tury poświę­co­nej temu zagad­nie­niu, zarówno nauko­wej, jak i kli­nicz­nej. Nie myśla­łem wów­czas o tym, by udo­stęp­nić ten tekst publicz­nie, nie przy­pusz­cza­łem też, że książka sprzeda się w ponad milio­nie egzem­pla­rzy ani że zosta­nie prze­tłu­ma­czona na kil­ka­na­ście języ­ków.

To, że nie­mal cała ory­gi­nalna treść i zasady przed­sta­wione w tej pozy­cji prze­trwały kon­fron­ta­cję z póź­niej­szymi, a także aktu­al­nymi usta­le­niami naukow­ców i kli­ni­cy­stów, zasłu­guje na uwagę, choć nie jest zaska­ku­jące. Odkry­cia z ostat­nich dwu­dzie­stu lat potwier­dziły nega­tywne kon­se­kwen­cje dora­sta­nia w rodzi­nie, w któ­rej docho­dzi do zda­rzeń trau­ma­tycz­nych i cier­pie­nia. Jed­nym z naj­pow­szech­niej­szych i naj­bar­dziej oka­le­cza­ją­cych zabu­rzeń wystę­pu­ją­cych wśród doro­słych, któ­rzy doświad­czyli traumy w dzie­ciń­stwie, jest zespół stresu poura­zo­wego opi­sany w roz­dziale 7.

Uza­sad­nie­nie

Dzie­sięć lat mojej pracy badaw­czej i lek­tura ponad 330 donie­sień z badań nauko­wych prze­pro­wa­dzo­nych z udzia­łem grubo ponad 230 tysięcy ludzi na całym świe­cie wyka­zały, że tego typu uraz psy­chiczny może pocią­gać za sobą liczne szko­dliwe skutki, prze­ja­wia­jące się na roz­ma­ite spo­soby, w tym może powo­do­wać jedno lub wię­cej powszech­nie wystę­pu­ją­cych zabu­rzeń psy­chicznych – od depre­sji, przez uza­leż­nie­nia, po schi­zo­fre­nię – oraz wiele scho­rzeń fizycz­nych.

Nazy­wane zbior­czo „spek­trum zabu­rzeń zwią­za­nych z traumą”, cho­roby te wyka­zują silny zwią­zek z wie­lo­krot­nym doświad­cza­niem w dzie­ciń­stwie prze­żyć trau­ma­tycz­nych. Co wię­cej, wbrew obo­wią­zu­ją­cej wie­dzy psy­chia­trycz­nej, dowody na to, jakoby scho­rze­nia te miały wyni­kać z prze­ka­zy­wa­nych gene­tycz­nie zabu­rzeń che­mii mózgu, są zni­kome. Jeśli bada­nia nad owym spek­trum wykażą nie­pra­wi­dło­wo­ści w funk­cjo­no­wa­niu mózgu, wspo­mniane nie­pra­wi­dło­wo­ści będą zapewne czę­ścią mecha­ni­zmu zabu­rze­nia, przy czym ciąg trau­ma­tycz­nych zda­rzeń w dzie­ciń­stwie i póź­niej­szym życiu będzie przy­czyną powsta­nia zarówno mecha­ni­zmu, jak i samego zabu­rze­nia.

Po 1986 roku dowie­dzie­li­śmy się jesz­cze kilku istot­nych rze­czy. Więk­szość rodzin na świe­cie jest dys­funk­cyj­nych w tym sen­sie, że nie zaspo­ka­jają one i nie wspie­rają zdro­wych potrzeb dzieci. W rezul­ta­cie docho­dzi do zakłó­ce­nia poza tym nor­mal­nego, neu­ro­lo­gicz­nie i psy­cho­lo­gicz­nie zdro­wego wzro­stu i roz­woju dziecka od naro­dzin do doro­sło­ści. Aby prze­trwać, strau­ma­ty­zo­wane dzie­cięce praw­dziwe Ja (nazy­wane też rze­czywistym Ja lub Dziec­kiem w Sobie) ukrywa się głę­boko w nie­świa­do­mej czę­ści psy­chiki. Poja­wia się fał­szywe ja (ego), które pró­buje prze­jąć kon­trolę nad życiem jed­nostki, lecz jego dzia­ła­nia są z góry ska­zane na nie­po­wo­dze­nie, ponie­waż są jedy­nie spo­so­bem obrony przed bólem, ono samo zaś nie jest praw­dziwe. Jego moty­wa­cja opiera się na potrze­bie posia­da­nia racji i spra­wo­wa­nia kon­troli.

Istota metody uzdra­wia­nia Dziecka w Sobie i ruch DDA

Sku­tecz­ność opi­sa­nego w tej książce podej­ścia potwier­dza nie­zli­czona rze­sza osób, które wyzdro­wiały, korzy­sta­jąc ze sfor­mu­ło­wa­nych w niej zasad. Poni­żej przed­sta­wiam skró­towo sześć zasad­ni­czych kwe­stii powią­za­nych z tym podej­ściem.

Prze­bu­dze­nie. I jako spo­łe­czeń­stwo, i jako leka­rze zro­zu­mie­li­śmy, że wyzdro­wie­nie nie spro­wa­dza się tylko do tego, by prze­strze­gać pole­ce­nia „nie pij” (albo „nie bierz nar­ko­ty­ków”, „nie pró­buj kon­tro­lo­wać uza­leż­nie­nia dru­giej osoby”) i uczęsz­czać na mityngi. Wiele osób, które pró­bo­wały takiego podej­ścia, odczu­wało co prawda poprawę swo­jego stanu, na­dal jed­nak dozna­wało cier­pie­nia. Wiele z nich prze­nio­sło swoje uza­leż­nie­nie na jedze­nie, pie­nią­dze, seks, pracę, nie­zdrowe rela­cje czy inne auto­de­struk­cyjne, kom­pul­sywne zacho­wa­nia. Wiele prze­ko­nało się także, że prze­pi­sane im leki psy­cho­tro­powe nie dość, że nie dzia­łały wła­ści­wie, to jesz­cze powo­do­wały uciąż­liwe lub nie­bez­pieczne skutki uboczne.

Odkry­wa­nie i roz­po­zna­wa­nie praw­dzi­wego Ja (Dziecka w Sobie) i sfery ducho­wej. W wielu przy­pad­kach tra­dy­cyjne wspól­noty reli­gijne, do któ­rych czę­sto tra­fiały osoby zdro­wie­jące, ustą­piły miej­sca coraz czę­ściej spo­ty­ka­nej uni­wer­sal­nej ducho­wo­ści, zako­rze­nio­nej w doświad­cza­niu rze­czy­wi­sto­ści, życio­daj­nej i sty­mu­lu­ją­cej roz­wój wewnętrzny.

Wali­da­cja (spraw­dza­nie zgod­no­ści wła­snych spo­strze­żeń z cudzymi) doświad­cze­nia dora­sta­nia w rodzi­nie dys­funk­cyj­nej. Wielu z nas wycho­wało się w rodzi­nie z pro­ble­mem alko­ho­lo­wym, pod­czas gdy inni dora­stali pośród odmien­nego rodzaju dys­funk­cji.

Zgoda na zaan­ga­żo­wa­nie się w powrót do zdro­wia. Odcho­dząc od zwy­cza­jo­wego modelu zdro­wia psy­chicz­nego, w któ­rym mamy do czy­nie­nia z jakie­goś rodzaju zabu­rze­niem psy­chicz­nym lub „psy­cho­pa­to­lo­gią”, podej­ście, które pro­po­nuję, zmie­nia postrze­ga­nie cier­pie­nia: z daw­nego poglądu – zakła­da­ją­cego, że jeste­śmy źli, cho­rzy, sza­leni lub głupi – na nor­malną reak­cję w obli­czu anor­mal­nej sytu­acji w dzie­ciń­stwie.

Struk­tura kon­kret­nych dzia­łań, które pomogą w powro­cie do zdro­wia. Opi­suję je w tej książce, a także bar­dziej szcze­gó­łowo w A Gift to Myself (Dar dla samego sie­bie) i My Reco­very (Moje zdro­wie­nie).

Zdro­wie­nie – wyj­ście ze stanu zagu­bie­nia, cier­pie­nia oraz braku sensu, zna­cze­nia i speł­nie­nia w życiu.

Czy­ta­jąc tę książkę ponow­nie, aby przy­go­to­wać nowe wyda­nie, popra­wi­łem kilka lite­ró­wek, nie­ak­tu­al­nych ter­mi­nów i zdań, nie musia­łem jed­nak zmie­niać głów­nego tek­stu i prze­sła­nia doty­czą­cego zdro­wie­nia. Aby książka była bar­dziej przy­ja­zna dla czy­tel­nika, doda­łem także aktu­alną biblio­gra­fię.

Cier­pli­wość i wytrwa­łość

Lecze­nie skut­ków traumy zwią­za­nej z dora­sta­niem w dys­funk­cyj­nej rodzi­nie i takimż oto­cze­niu wymaga cier­pli­wo­ści i wytrwa­ło­ści. Z natury jeste­śmy nie­cier­pliwi i pra­gniemy jak naj­szyb­ciej osią­gnąć cel, bez podej­mo­wa­nia pracy nad wła­snym zdro­wie­niem. Ważną czę­ścią uda­nego pro­cesu zdro­wie­nia jest nauka pre­cy­zyj­nego nazy­wa­nia tego, co nas spo­tkało, i roz­po­zna­wa­nia ele­men­tów two­rzą­cych nasze życie wewnętrzne, w tym róż­nych uczuć, a także nauka tole­ro­wa­nia bólu emo­cjo­nal­nego bez uśmie­rza­nia go za pomocą leków.

Jedna z naj­bar­dziej fun­da­men­tal­nych zasad zdro­wie­nia ma zwią­zek z hasłem „dzień po dniu”. Cho­ciaż uzdro­wie­nie to dłu­go­trwały pro­ces, zacho­wy­wa­nie tej frazy w pamięci pozwala zmie­nić nasta­wie­nie, dzięki czemu nasza podróż staje się nie tylko bar­dziej zno­śna, ale i bar­dziej zna­cząca, a my zaczy­namy żyć tu i teraz. Gdy cier­pli­wie opła­ku­jemy głę­boko skry­wany ból i prze­pra­co­wu­jemy swoje zasad­ni­cze pro­blemy, na wierzch powoli wypły­wają nie­roz­wi­kłane kon­flikty wewnętrzne z prze­szło­ści. Stop­niowo odkry­wamy, że nasza przy­szłość nie jest prze­są­dzona. Nasze życie toczy się w tej chwili i to wła­śnie w niej możemy naresz­cie odna­leźć spo­kój.

Dr Char­les L. Whit­field Atlanta, Geo­r­gia, 2006

Roz­dział 1. Odkry­wa­nie Dziecka w Sobie

ROZ­DZIAŁ 1

Odkry­wa­nie Dziecka w Sobie

Koncept Dziecka w Sobie jest czę­ścią naszej kul­tury od co naj­mniej dwóch tysięcy lat. Carl Jung nazy­wał je „Boskim”, a Emmet Fox „Cudow­nym Dziec­kiem”. Psy­cho­te­ra­peuci Alice Mil­ler i Donald Win­ni­cott okre­ślają je mia­nem „praw­dzi­wego Ja”. Wielu eks­per­tów w dzie­dzi­nie alko­ho­li­zmu i uza­leż­nień od innych sub­stan­cji nazywa je „Wewnętrz­nym Dziec­kiem”.

Dziecko w Sobie to ta część w każ­dym z nas, która jest zawsze pełna życia, ener­giczna, twór­cza i speł­niona; to nasze praw­dziwe Ja – to, kim naprawdę jeste­śmy.

Przy nie­świa­do­mym udziale naszych rodzi­ców i oto­cze­nia więk­szość z nas wypiera się jed­nak swo­jego Wewnętrz­nego Dziecka. Kiedy nie dbamy o nie i nie pozwa­lamy mu na swo­bodną eks­pre­sję, poja­wia się fał­szywe lub współ­uza­leż­nione ja. Wcho­dzimy w rolę ofiary i doświad­czamy trud­no­ści w radze­niu sobie z emo­cjo­nal­nymi ura­zami. Stop­niowe nawar­stwia­nie się nie­do­koń­czo­nych spraw natury psy­chicz­nej i emo­cjo­nal­nej może pro­wa­dzić do prze­wle­kłych zabu­rzeń lęko­wych, poczu­cia zagu­bie­nia, pustki i nie­szczę­ścia.

Do wypar­cia się Dziecka w Sobie, a co za tym idzie – do poja­wie­nia się fał­szy­wego ja lub nega­tyw­nego ego, docho­dzi szcze­gól­nie czę­sto u dzieci i doro­słych, któ­rzy dora­stali w rodzi­nach dys­funk­cyj­nych. Mogły to być rodziny, w któ­rych wystę­po­wały prze­wle­kłe cho­roby fizyczne lub psy­chiczne, suro­wość, ozię­błość czy brak opieki.

A jed­nak wyj­ście z tego stanu jest moż­liwe. Ist­nieje spo­sób, aby odkryć i uzdro­wić Dziecko w Sobie i uwol­nić się od cier­pie­nia wywo­ła­nego zależ­no­ścią od fał­szy­wego ja. O tym wła­śnie jest ta książka.

Czy ta książka jest dla mnie?

Nie każdy był źle trak­to­wany czy wyko­rzy­sty­wany w dzie­ciń­stwie. Tak naprawdę nie wiemy, ilu obec­nych doro­słych w dzie­ciń­stwie było oto­czo­nych zdrową – zarówno jeśli cho­dzi o ilość, jak i jakość – miło­ścią, wspar­ciem i opieką. Według mnie może to być od 5 do 20 pro­cent. Ozna­cza to, że 80–95 pro­cent ludzi nie otrzy­mało miło­ści, wspar­cia i opieki potrzeb­nych do tego, aby móc kon­se­kwent­nie nawią­zy­wać zdrowe rela­cje, czuć się dobrze z samym sobą i tym, co robią w życiu.

Nie jest łatwo samemu oce­nić, czy ma się ten­den­cję do two­rze­nia zdro­wych rela­cji ze sobą i z innymi. Powinny w tym jed­nak pomóc poniż­sze pyta­nia. Ich zbiór nazwa­łem „Kwe­stio­na­riu­szem doty­czą­cym poten­cjału wyzdro­wie­nia”. Niniej­sza ankieta ujaw­nia bowiem nie tylko skalę zra­nie­nia, ale także poten­cjał do roz­woju i speł­nie­nia się w aktyw­nym, odważ­nym i szczę­śli­wym życiu.

KWE­STIO­NA­RIUSZ DOTY­CZĄCY POTEN­CJAŁU WYZDRO­WIE­NIA

(poniż­szy kwe­stio­na­riusz powstał na pod­sta­wie mate­ria­łów opra­co­wa­nych przez wspól­notę Al-Anon, które zostały wyko­rzy­stane za jej zgodą)

Zakreśl lub zaznacz odpo­wiedź, która naj­le­piej oddaje to, co naprawdę czu­jesz.

1. Czy zabie­gasz o uzna­nie i apro­batę?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

2. Czy zda­rza ci się nie dostrze­gać wła­snych osią­gnięć?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

3. Czy boisz się kry­tyki?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

4. Czy czę­sto się for­su­jesz, robisz coś ponad swoje siły?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

5. Czy masz lub mia­łeś pro­blemy z powodu swo­jego kom­pul­syw­nego zacho­wa­nia?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

6. Czy dążysz do per­fek­cji?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

7. Czy czu­jesz się nie­swojo, gdy wszystko w życiu idzie po two­jej myśli? Czy stale spo­dzie­wasz się kło­po­tów?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

8. Czy kiedy jesteś w sytu­acji kry­zy­so­wej, inten­syw­niej odczu­wasz to, że żyjesz?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

9. Czy opie­ko­wa­nie się innymi przy­cho­dzi ci z łatwo­ścią, ale trudno ci zatrosz­czyć się o samego sie­bie?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

10. Czy izo­lu­jesz się od innych?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

11. Czy osoby mające nad tobą wła­dzę i agre­sywni ludzie budzą w tobie nie­po­kój?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

12. Czy czu­jesz się wyko­rzy­sty­wany przez poje­dyn­cze osoby i całe spo­łe­czeń­stwo?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

13. Czy masz pro­blemy z nawią­zy­wa­niem bli­skich rela­cji?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

14. Czy przy­cią­gasz osoby mające skłon­no­ści do zacho­wań kom­pul­syw­nych i czu­jesz do nich pociąg?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

15. Czy kur­czowo trzy­masz się rela­cji, bo boisz się samot­no­ści?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

16. Czy czę­sto nie ufasz swoim uczu­ciom i uczu­ciom innych?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

17. Czy trudno ci wyra­żać emo­cje?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

Jeśli na któ­re­kol­wiek z pytań odpo­wie­dzia­łeś „cza­sami”, „czę­sto” lub „zazwy­czaj”, powi­nie­neś kon­ty­nu­ować czy­ta­nie tej książki.

Pyta­nia dodat­kowe:

18. Czy boisz się: • utraty kon­troli?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

• wła­snych uczuć?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

• kon­flik­tów i kry­tyki?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

• odrzu­ce­nia lub porzu­ce­nia?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

• bycia nie­udacz­ni­kiem?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

19. Czy masz trud­no­ści z relak­so­wa­niem się i dobrą zabawą?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

20. Czy zda­rza ci się kom­pul­syw­nie jeść, pra­co­wać, pić alko­hol, brać nar­ko­tyki albo dążyć do stanu pobu­dze­nia?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

21. Czy korzy­stasz lub korzy­sta­łeś z porad­nic­twa lub psy­cho­te­ra­pii, ale wciąż czu­jesz, że coś jest nie tak lub że cze­goś ci bra­kuje?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

22. Czy czę­sto czu­jesz się odrę­twiały, pusty w środku lub smutny?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

23. Czy trudno ci zaufać innym?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

24. Czy masz nad­mier­nie roz­wi­nięte poczu­cie odpo­wie­dzial­no­ści?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

25. Czy cier­pisz z powodu braku speł­nie­nia w życiu zawo­do­wym i oso­bi­stym?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

26. Czy towa­rzy­szy ci poczu­cie winy lub nie­udol­no­ści albo masz niskie poczu­cie wła­snej war­to­ści?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

27. Czy cier­pisz z powodu chro­nicz­nego zmę­cze­nia i bólu?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

28. Czy ciężko zno­sisz wizyty u rodzi­ców trwa­jące dłu­żej niż kilka minut lub godzin?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

29. Czy nie wiesz, jak reago­wać, kiedy inni pytają o twoje uczu­cia?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

30. Czy cza­sami zasta­na­wiasz, czy mogłeś być źle trak­to­wany, wyko­rzy­sty­wany lub zanie­dby­wany jako dziecko?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

31. Czy masz pro­blem z komu­ni­ko­wa­niem innym, czego chcesz?

Ni­gdy

Rzadko

Cza­sami

Czę­sto

Zazwy­czaj

Jeśli na któ­re­kol­wiek z pytań odpo­wie­dzia­łeś „cza­sami”, „czę­sto” lub „zazwy­czaj”, naj­praw­do­po­dob­niej jest to książka dla cie­bie. Jeśli więk­szość two­ich odpo­wie­dzi to „ni­gdy”, możesz być nie­świa­domy czę­ści swo­ich uczuć.

W książce, którą masz przed sobą, opi­suję pod­sta­wowe zasady doty­czące odkry­wa­nia tego, kim naprawdę jeste­śmy, i wysu­wam tezę, iż odpo­wiedź tkwi w uwol­nie­niu naszego praw­dzi­wego Ja, czyli Dziecka w Sobie. Następ­nie opi­suję, jak zaini­cjo­wać pro­ces zdro­wie­nia naszego praw­dzi­wego Ja, pozwa­la­jący zmniej­szyć poczu­cie zagu­bie­nia, cier­pie­nie i ból.

Osią­gnię­cie tych celów wymaga czasu, wysiłku i dys­cy­pliny. Z tego względu w nie­któ­rych wypad­kach naj­le­piej spraw­dzi się czy­ta­nie roz­dzia­łów tej książki par­tiami przez nad­cho­dzące mie­siące i lata.

Roz­dział 2. Wokół kon­cep­cji Dziecka w Sobie

ROZ­DZIAŁ 2

Wokół kon­cep­cji Dziecka w Sobie

Pierw­sze nawią­za­nia do kon­cep­cji Dziecka w Sobie pocho­dzą jesz­cze z cza­sów przed Chry­stu­sem. Jed­nak na jej obecny kształt wpły­nęły zwłasz­cza trzy sto­sun­kowo nie­dawne prze­miany.

Prze­moc i zanie­dba­nia wobec dzieci

Pierw­sza zmiana wyra­sta z dwóch róż­nych źró­deł. Jed­nym jest ruch na rzecz roz­po­zna­nia prze­mocy wobec dzieci i sto­sow­nego lecze­nia, dru­gie zaś jest pochodną wpływu tego ruchu na nie­któ­rych leka­rzy i teo­re­ty­ków z dzie­dziny psy­cho­te­ra­pii. Idee te wykształ­ciły się w ciągu ostat­nich sie­dem­dzie­się­ciu lat, być może nie­przy­pad­kowo w tym samym cza­sie, w któ­rym doko­nała się druga istotna prze­miana kon­cep­cji Dziecka w Sobie.

Druga ważna zmiana obej­muje pro­gram dwu­na­stu kro­ków reali­zo­wany w gru­pach wspar­cia i ści­śle z nim powią­zany pro­gram tera­pii dla rodzin dotknię­tych pro­ble­mem alko­ho­lo­wym. Może to być zaska­ku­jące dla ludzi, któ­rzy nie są na równi obe­znani z każ­dym z tych trzech obsza­rów – prze­mocy wobec dzieci, psychotera­pii i wycho­dze­nia z alko­ho­li­zmu – jed­nak z całą pew­no­ścią są one ze sobą połą­czone, a każdy z nich wniósł istotny wkład w roz­wój kon­cep­cji Dziecka w Sobie.

Wycho­dze­nie z alko­ho­li­zmu

Efek­tywne metody wycho­dze­nia z alko­ho­li­zmu mają swój począ­tek w 1935 roku, w któ­rym utwo­rzono wspól­notę Ano­ni­mo­wych Alko­ho­li­ków. Więk­szość jej zało­ży­cieli nie tylko cier­piała na cho­robę alko­ho­lową, lecz także była doro­słymi dziećmi alko­ho­li­ków lub doświad­czyła prze­mocy w dzie­ciń­stwie. Wielu bez­sku­tecz­nie pró­bo­wało róż­nych form psy­cho­te­ra­pii. Nie­stety, poza obsza­rem spe­cja­li­stycz­nego lecze­nia alko­ho­li­zmu indy­wi­du­alna psy­cho­te­ra­pia dla alko­ho­li­ków i ich rodzin we wcze­snych sta­diach wycho­dze­nia z uza­leż­nie­nia wciąż pozo­sta­wia sporo do życze­nia.

Podob­nie jak psy­cho­te­ra­pia, gałąź tera­pii zaj­mu­jąca się prze­mocą wobec dzieci dopiero zaczyna odkry­wać roz­le­głe środki kli­niczne i sku­teczne roz­wią­za­nia, jakie ma do zaofe­ro­wa­nia dzie­dzina lecze­nia alko­ho­li­zmu i uza­leż­nień od innych sub­stan­cji che­micz­nych oraz współ­uza­leż­nie­nia (jego defi­ni­cja znaj­duje się w tab. 4 na s. 64). I na odwrót, obszar lecze­nia alko­ho­li­zmu i uza­leż­nień od innych sub­stan­cji coraz czę­ściej przej­muje zdo­by­cze psychotera­pii spe­cja­li­zu­ją­cej się w lecze­niu skut­ków prze­mocy i zanie­dbań wobec dzieci.

W ciągu pierw­szych dwu­dzie­stu lat ist­nie­nia wspól­nota Ano­ni­mo­wych Alko­ho­li­ków gwał­tow­nie się roz­ro­sła i zyskała trwałą pozy­cję nad­rzęd­nej metody „lecze­nia” alko­ho­li­zmu. Pro­gram dwu­na­stu kro­ków wycho­dze­nia z nałogu był obja­wie­niem dla alko­ho­li­ków, któ­rych dotąd nie rozu­miano i z któ­rymi nie­wła­ści­wie się obcho­dzono. W poło­wie lat 50. powstały zarówno ogólna tera­pia rodzinna, jak i wspól­nota Al-Anon, gro­ma­dząca bli­skich i przy­ja­ciół alko­ho­li­ków. Na­dal jed­nak nie­wiele uwagi poświę­cano dzie­ciom w rodzi­nie alko­ho­lo­wej, nie mówiąc już o Dziecku w Sobie każ­dej z osób dotknię­tych w jakiś spo­sób alko­ho­li­zmem.

W zasa­dzie aż do póź­nych lat 60. nie było żad­nych arty­ku­łów ani publi­ka­cji poru­sza­ją­cych pro­blem dzieci w rodzi­nach alko­ho­lo­wych. Pierw­sza książka na ten temat, The For­got­ten Chil­dren (Zapo­mniane dzieci) autor­stwa Mar­ga­ret Cork, uka­zała się w 1969 roku. Od tam­tego czasu zarówno liczba prac, jak i ilość uwagi poświę­co­nej temu zagad­nie­niu stop­niowo wzra­stały.

Rodzina i dzieci

Wkrótce, bo na prze­ło­mie lat 70. i 80., poja­wiły się prak­tyczne metody przy­no­szące zro­zu­mie­nie i pomoc bli­skim alko­ho­li­ków i osób uza­leż­nio­nych od innych sub­stan­cji. Dzie­dzina ta roz­wi­nęła się tak zna­cząco, że mamy dziś leka­rzy i peda­go­gów, któ­rzy się w niej spe­cja­li­zują. Powsta­nie w 1983 roku ame­ry­kań­skiego Naro­do­wego Sto­wa­rzy­sze­nia na rzecz Dzieci Alko­ho­li­ków (NACoA) sprzy­jało zwięk­sze­niu sieci pla­có­wek i sze­rze­niu się infor­ma­cji. W 1977 roku zaczęły się spo­ty­kać pierw­sze grupy wspar­cia dla doro­słych dzieci alko­ho­li­ków. Grupy DDA (ang. ACA lub ACoA) są aktywne do dziś i publi­kują wła­sne mate­riały, takie jak „Wielka Czer­wona Księga” z 2006 roku (ang. Big Red Book)1.

W ciągu ostat­nich kil­ku­dzie­się­ciu lat poję­cie Wewnętrz­nego Dziecka poja­wiło się ponow­nie i zaczęło doj­rze­wać w każ­dym z trzech obsza­rów – alko­ho­li­zmu, rodziny i psy­cho­te­ra­pii.

Psy­cho­te­ra­pia

Wkład psy­cho­te­ra­pii w kon­cep­cję Wewnętrz­nego Dziecka, czyli Dziecka w Sobie, zaczął się od odkry­cia nie­świa­do­mego obszaru ludz­kiej psy­chiki, a następ­nie sfor­mu­ło­wa­nia teo­rii traumy przez Freuda. Ten ostatni szybko odrzu­cił ją jed­nak na rzecz teo­rii popę­dów i kom­pleksu Edypa, które oka­zały się mało sku­teczne w kli­nicz­nym lecze­niu dzie­cię­cych ura­zów psy­chicz­nych. Choć wielu uta­len­to­wa­nych uczniów i współ­pra­cow­ni­ków Freuda, w tym Carl Jung, Alfred Adler, Otto Rank i Roberto Assa­gioli, nie zga­dza­jąc się z kon­cep­cjami twórcy psy­cho­ana­lizy, wnio­sło wła­sny istotny wkład w roz­wój psy­cho­te­ra­pii, to kon­cep­cja Dziecka w Sobie – rze­czy­wi­stego lub praw­dzi­wego Ja – powsta­wała powoli. Bada­nia Erika Erik­sona, Mela­nie Klein, Karen Hor­ney, Harry’ego Stacka Sul­li­vana, Ronalda Fair­ba­irna, Heinza Hart­mana, Edith Jacob­son i innych prze­tarły szlak lon­dyń­skiemu pedia­trze Donal­dowi Win­ni­cot­towi. Jego zapi­ski z obser­wa­cji matek, nie­mow­ląt i dzieci zawie­rały szcze­gó­łowe spo­strze­że­nia doty­czące praw­dzi­wego Ja, czyli Dziecka w Sobie, będą­cego rdze­niem naszego ist­nie­nia, za któ­rego sprawą czu­jemy, że żyjemy.

W opar­ciu o fachową lite­ra­turę z dzie­dziny psy­cho­te­ra­pii psy­cho­ana­li­tycz­nej, w szcze­gól­no­ści Freuda i Win­ni­cotta, obser­wa­cje pacjen­tów oraz opra­co­wa­nia na temat prze­mocy wobec dzieci, psy­cho­ana­li­tyczka Alice Mil­ler zaini­cjo­wała w 1979 roku połą­cze­nie pro­ble­ma­tyki mal­tre­to­wa­nia, wyko­rzy­sty­wa­nia i zanie­dby­wa­nia dzieci z psy­cho­te­ra­pią ana­li­tyczną. Jed­nak w trzech swo­ich książ­kach Mil­ler tylko dwa razy zwró­ciła uwagę na zna­cze­nie alko­ho­li­zmu jako istot­nego czyn­nika rodzin­nego, pre­dys­po­nu­ją­cego do ura­zów Dziecka w Sobie. Wcale jej za to nie winię, gdyż sądzę, że otrzy­mała takie samo nie­pełne wykształ­ce­nie jak ja i więk­szość spe­cja­li­stów zawo­dowo zaj­mu­ją­cych się poma­ga­niem innym – tj. zasad­ni­czy brak prze­szko­le­nia w zakre­sie alko­ho­li­zmu i skut­ków traumy dzie­cię­cej jako pro­ce­sów pier­wot­nych. W rze­czy­wi­sto­ści wie­dza, którą ode­bra­li­śmy na wcze­snym eta­pie naszej kariery zawo­do­wej, była prze­siąk­nięta nega­tyw­nym nasta­wie­niem do tych powszech­nie wystę­pu­ją­cych sta­nów kli­nicz­nych.

Cho­roba

Kolej­nym wkła­dem w uzdra­wia­nie Dziecka w Sobie było zasto­so­wa­nie psy­cho­te­ra­pii gru­po­wej i wizu­ali­za­cji jako wspar­cia w lecze­niu pacjen­tów cho­rych na raka. Odkryw­szy, że wielu pacjen­tów onko­lo­gicz­nych zanie­dby­wało zaspo­ka­ja­nie swo­ich wewnętrz­nych potrzeb i wyra­ża­nie uczuć, Ste­pha­nie Mat­thews-Simon­ton, Carl Simon­ton i James L. Cre­igh­ton opi­sali spo­soby, jak temu zara­dzić. Podej­ście to zaczęło się stop­niowo upo­wszech­niać w lecze­niu cho­rób serca i innych sta­nów zagra­ża­ją­cych życiu, m.in. za sprawą Larry’ego Dosseya i Vin­centa Felit­tiego. Jestem prze­ko­nany, że zasady i metody uzdra­wia­nia Dziecka w Sobie mogą zna­leźć zasto­so­wa­nie w łago­dze­niu wszel­kich cho­rób i cier­pie­nia.

Ducho­wość

Ostat­nim obsza­rem, który łączy wszyst­kie wyżej wymie­nione z Dziec­kiem w Sobie, jest ducho­wość. Grupy i osoby zaj­mu­jące się nie­sie­niem pomocy alko­ho­li­kom i ich rodzi­nom sku­tecz­nie wyko­rzy­stują ducho­wość jako wspar­cie w zdro­wie­niu. Jego war­tość dostrze­gli także nie­któ­rzy psy­cho­te­ra­peuci i leka­rze, jak Ken Wil­ber, Sha­ron Wegsche­ider-Cruse, Fran­ces Vau­ghan czy Her­bert Gra­vitz i Julie Bow­den. Wątek ducho­wo­ści – nie w postaci zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nej reli­gii – prze­wija się przez całą tę książkę, a naj­wię­cej miej­sca poświę­cam mu w roz­dziale 15. Uwa­żam, że ducho­wość odgrywa klu­czową rolę w cał­ko­wi­tym wyzdro­wie­niu z jakiej­kol­wiek cho­roby lub zabu­rze­nia psy­chicz­nego, a szcze­gól­nie w odkry­wa­niu i osta­tecz­nym uwol­nie­niu Dziecka w Sobie, naszego praw­dzi­wego Ja.

Czym wła­ści­wie jest „Dziecko w Sobie”? Po czym poznać, że to wła­śnie z nim mamy do czy­nie­nia? Jakie jest jego zna­cze­nie dla wyj­ścia z wyżej wymie­nio­nych sta­nów, a także dla poko­na­nia innych cho­rób fizycz­nych, psy­chicz­nych, emo­cjo­nal­nych i ducho­wych?

W cza­sie wyda­wa­nia w Pol­sce książki Zadbaj o swoje wewnętrzne dziecko trwają prace nad ofi­cjalną publi­ka­cją pol­skiego tłu­ma­cze­nia Big Red Book (przyp. tłum.). [wróć]

Roz­dział 3. Czym jest Dziecko w Sobie?

ROZ­DZIAŁ 3

Czym jest Dziecko w Sobie?

Obojęt­nie, jak odle­głe, nie­uchwytne czy też obce może się nam to wyda­wać, każdy z nas ma „Dziecko w Sobie” – to ta część nas, która jest zawsze pełna życia, ener­giczna, twór­cza i speł­niona. To nasze rze­czy­wi­ste Ja – to, kim naprawdę jeste­śmy. „Rze­czy­wi­stym Ja” nazy­wają je m.in. Karen Hor­ney i James Master­son. Nie­któ­rzy, jak Donald Win­ni­cott i Alice Mil­ler, okre­ślają je mia­nem „praw­dzi­wego Ja”. Część leka­rzy i peda­go­gów, w tym spe­cja­li­zu­ją­cych się zarówno w dzie­dzi­nie lecze­nia alko­ho­li­zmu, jak i pomocy rodzi­nie, mówi o nim za to jako o „Wewnętrz­nym Dziecku”.

Przy udziale rodzi­ców, innych auto­ry­te­tów i insty­tu­cji (edu­ka­cyj­nych, reli­gij­nych, poli­tycz­nych, mediów, a cza­sem także psy­cho­te­ra­pii) więk­szość z nas uczy się tłu­mić lub zaprze­czać swo­jemu Wewnętrz­nemu Dziecku. Kiedy nie pie­lę­gnu­jemy tej istot­nej czę­ści oso­bo­wo­ści i nie pozwa­lamy jej na swo­bodną eks­pre­sję, poja­wia się fał­szywe lub współ­za­leżne ja. Opi­suję te dwie strony każ­dego z nas w tabeli 1 na s. 40.

Dziecko w Sobie lub praw­dziwe Ja

W książce posłu­guję się naprze­mien­nie nastę­pu­ją­cymi ter­mi­nami: „praw­dziwe (rze­czy­wi­ste) Ja”, „Dziecko w Sobie” i „Wewnętrzne Dziecko”, uzna­jąc je za rów­no­znaczne z „Boskim Dziec­kiem” i „Wyż­szym Ja” (sto­suję zapis wielką literą, aby poka­zać, jak ważne są w naszym życiu, i aby pomóc odróż­nić je od fał­szy­wego lub niż­szego ja). Dziecko w Sobie bywa rów­nież nazy­wane „Naj­głęb­szym Pozio­mem Jaźni” lub „Wewnętrz­nym Rdze­niem”, m.in. przez Muriel James i Louisa Savary’ego. Poję­cia te odno­szą się do tej samej, naj­istot­niej­szej czę­ści w każ­dym z nas i mają wspólną defi­ni­cję: to, kim jeste­śmy, kiedy czu­jemy się naj­bar­dziej auten­tyczni, praw­dziwi i pełni życia.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki