Wpadka roku - Gabriela Gargaś - ebook + audiobook + książka
BESTSELLER

Wpadka roku ebook i audiobook

Gabriela Gargaś

4,1

47 osób interesuje się tą książką

Opis

Najnowsza powieść autorki bestsellerowej Matki roku!

Wpadamy w zauroczenia, w dramy, w zawiłe sytuacje. Z kretesem wpadamy, po pas, po szyję, w życiową rutynę. Wpadamy jak śliwka w kompot.

Tatiana ma czterdzieści dwa lata, dwoje odchowanych dzieci i wydawać by się mogło, że wszystko w jej życiu jest poukładane. Ale życie bywa przewrotne. Tatiana zalicza z mężem spektakularną wpadkę. Kiedy na rodzinnym obiedzie oznajmia, że jest w ciąży, jeszcze nie wie, że to nie jedyna niespodzianka tego dnia.

Na szczęście zawsze można zwrócić się po poradę do najlepszej przyjaciółki, która również przechodzi szereg zawirowań. Każde z tych zawirowań jest wysokie, przystojne i szalenie pociągające.

Zabawna opowieść o tym, że wszystko jest możliwe i wpadkę zaliczyć może każdy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 279

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 33 min

Lektor: Gabriela Gargaś

Oceny
4,1 (214 oceny)
97
64
31
20
2
Sortuj według:
AleksandraPilarczyk

Z braku laku…

Przemyślenia godne Coelho….mnie się ta książka nie podobała
30
paulatur

Z braku laku…

Niestety nie będzie tym razem ohów i ahów, to zdecydowanie najsłabsza książka Pani Gabrysi. Bardzo rozwleczone akcje, właściwie w ogóle nie śmieszne, czyta się i czyta, końca nie widać, a jak już dobrniemy do końca to tak troszkę jakbyśmy nic nie przeczytały 😏
10
MAndzia6

Dobrze spędzony czas

Lekka,p rzyjemna, samo życie.
10
gosiagrzella

Nie oderwiesz się od lektury

Cuuuudowna książka 😍😍😀😀
11
beniabadera

Nie oderwiesz się od lektury

Typowy babski poradnik, polecam z radością 😘
00

Popularność




Redakcja i korektaAnna Mieczkowska
IlustracjeŁukasz Silski
Projekt graficzny okładki, skład i łamanieAgnieszka Kielak
Zdjęcie wykorzystane na okładce©AdobeStock
© Copyright by Skarpa Warszawska, Warszawa 2022 © Copyright by Gabriela Gargaś, Warszawa 2022
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-67093-76-7
Wydawca Agencja Wydawniczo-Reklamowa Skarpa Warszawska Sp. z o.o. ul. Borowskiego 2 lok. 24 03-475 Warszawa tel. 22 416 15 81redakcja@skarpawarszawska.plwww.skarpawarszawska.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Wszystkim tym,

które wpadły

W życiu zaliczamy tysiące wpadek!

Wpadamy z różnych powodów i bez powodów też.

Wpadamy jak śliwka w kompot.

A potem spadamy z impetem ze szczytów w ciemne doliny. Albo jak bita śmietana na nową bluzkę.

Wpadamy bez pamięci w zakochanie i nam mózg zalewa.

Zakochanie wpadkowe odbiera zdolność racjonalnego myślenia.

I choćbyś nie wiem jaką krezuską była, kiedy się zakochujesz, to umarł w butach, jak mawia moja babcia.

Wpadasz w falę miłosnego koktajlu dopaminy, fenyloetyloaminy, noradrenaliny i pływasz sobie niesiona zazwyczaj złudnymi wyobrażeniami.

I on jest wtedy młodym bogiem, mimo że już taki młody nie jest, albo pięknym adonisem, mimo że do Adonisa mu brakuje. I ty niczym nimfa pląsasz sobie i masz serca w oczach. Chociaż ta nimfa już czasami wiekowa i nadgryziona troszkę zębem czasu. Ale czujesz się jak nastolatka i zalewa cię miłosna fala, a ty wpadasz w odmęty serduszek, zawirowań, podwyższonego pulsu. I dech tracisz, i myślisz sobie: jak padnę z braku tlenu, to niech on mnie reanimuje. I zastanawiasz się przez chwilę, czy masz świeży oddech i czy ładny stanik włożyłaś.

I serio nieważne, ile masz lat. Możesz wpaść w ten wir miłosnych uniesień w każdym wieku i wtedy kiedy się tego najmniej spodziewasz.

Wpadamy:w przewidywalne życie;po kokardy w dramy;w wir wydarzeń.

Wpadamy w bagno po pas, po szyję i czasami tak trudno nam się z niego wydostać.

Wpadamy w czarną rozpacz, włazimy do czarnej dupy. I wtedy dobrze, by ktoś przy nas był, by pomógł nam się wykaraskać.

Wpadamy na sąsiadkę albo przystojnego sąsiada, i to nie jest przypadek, choć czasami lepiej by dla nas było, gdyby on/ona tak myśleli.

Z kamienną twarzą lub z przyklejonym do niej uśmiechem. Robimy z siebie głupka.

Wiele razy się zastanawiałam, czy lepiej zaryzykować i zrobić z siebie głupka, czy nic nie robić i czuć bezpieczny spokój, i być w miarę normalnym człowiekiem. Już wolę tego głupka z siebie zrobić.

Być przez chwilę w raju? Kto by nie chciał! Mogę cię zapewnić, że raj to nie miejsce, raj jest uczuciem.

Dlatego wpadajmy po uszy dla uczuć, emocji.

Wpadajmy z kretesem. Bez wpadek życie byłoby nudne, przewidywalne.

A życie potrzebuje wyskoków, zakrętów, dram.

Zanurzeń i wynurzeń.

Śmiechu. Łez i ekscytacji.

Wzruszeń. Jak dobrze jest się czasem porządnie wzruszyć i wybeczeć, wyśmiać! Wytulić. Wytarmosić.

To teraz opowiem ci o mojej spektakularnej wpadce roku...

Jestem matką trójki dzieci. Matką, która nie idealizuje macierzyństwa ani nie wciska kitu, jak to zabawnie jest z takim tercetem i że każdy dzień napawa optymizmem. Niemowlę było nieplanowane, ale wyczekiwane... Małżeństwo też nie jest cukierkowe, ba! nawet wydawać by się mogło, że jest ono słodko-gorzkie. Macierzyństwo, małżeństwo i w ogóle związki międzyludzkie to ciężka orka. To różnice charakterów, poglądów i czasami jest krzyk i pretensje, i wylane łzy są.

I każda matka, każda niematka, żona, singielka, kochanka ma czasem ochotę uciec od swojego życia. Spakować manatki, albo nawet i bez pakowania czmychnąć w siną dal. Bo życie nas przerasta. I czasami zdarzy się jakaś drobnostka, która przelewa czarę goryczy, i myślisz sobie: nie no, teraz to ja już uciekam, bo dłużej nie wytrzymam. I jeśli czasami miewasz takie myśli, chciałam ci powiedzieć, że nie jesteś w tym sama. Jestem z tobą, kochana.

I ja, Tatiana, też mam. Zaszłam w trzecią ciążę w wieku czterdziestu dwóch lat. Kiedy wydawało mi się, że już za mną pieluchy, kaszki, kupki, ząbkowania, obolałe piersi. A tu nagle trach! Ni z tego, ni z owego. No, raczej z owego, bo wiadomo, skąd się dzieci biorą. Że tak nas poniosło. Gdybym jeszcze wpadkę z kochankiem zaliczyła w fazie uniesień, to co innego, a tutaj bach! z mężem swoim, z którym jestem od dwudziestu lat, takie uniesienia i taka wpadka. I odczuwam wielką radość, ale też jestem przerażona. A mój mąż na wieść o trzecim dziecku zbladł tak, że się zastanawiałam, czy nie będę musiała go reanimować. Moja przyjaciółka Daria też wpadła, ale nie ciążowo, tylko miłośnie.

Jak śliwka w kompot, po uszy, po kokardy, po szybsze bicie serca. Niech to jasny gwint! I na biurku było, i pod biurkiem. I wymykanie się na parking, za kontener ze śmieciami. I całowanie się po kątach. I racjonalne myślenie jej odjęło. Totalnie ją odcięło. Liczył się tylko on. Zadufany w sobie szef. A relacje z szefem, i to te miłosne, z reguły nie wychodzą ludziom na dobre. I kończą się plotkami. Ale o tym też ci opowiem.

I czasami myślę o sobie: jestem złą matką, bo na obiad pizza wjechała, bo nie przysiadłam z dzieckiem do lekcji, bo nie chciało mi się w ten cholerny ziąb jechać na mecz i w strumieniach deszczu oglądać, jak mój syn zdobywa kolejne gole.

Jestem matką, która pracuje, pierze, gotuje. Ale też matką, która ma czasami dość.

A najlepsze zostawiłam na koniec i teraz padniesz, tak jak i ja padłam, kiedy gruchnęła ta wiadomość. Nożeż... I ja cię...

Ale od początku, bo teraz, kiedy oswoiłam się z myślą, że wpadłam, opowiem ci, jak to wszystko się zaczęło. Bo każda historia ma swój początek.

Moja miała owocny, po odlotowym seksie z mężem i ochach, i achach...

Mojemu mężowi też przydarzyła się spektakularna wpadka, a ja wpadłam do niego i myślałam, że go normalnie uduszę. Byłam tak na niego wściekła!

Nie mogłam uwierzyć, że Artur mi to zrobił. Po jego zapewnieniach, że jakoś sobie poradzimy, że jakoś to będzie i że się cieszy, on... No właśnie. Byłam tak bardzo na niego wściekła. Jak on mógł? Czy to odwet za Iwa?

Zapukałam do pokoju 312. Najchętniej weszłabym tam z drzwiami, ale ostatkiem siły się powstrzymałam.

Nic.

Jeszcze raz. Cisza. Zaczęłam walić pięściami w drzwi. Jak jakaś furiatka. A kto nie traci czasem zimnej krwi! I w końcu usłyszałam jakiś ruch za drzwiami.

Drzwi się otworzyły. Na twarzy męża zobaczyłam wyraz konsternacji.

– A co ty tu robisz? – zapytał. Przełknął ślinę. No to, wpadłem – pomyślał, pocierając brodę.

– Co ja tu robię? Ty mnie się pytasz, co ja tu robię? – Wpadłam w szał.

Wtargnęłam do pokoju. I zobaczyłam...

Zagalopowałam się – miało być od początku. W sumie zacznę od takiego spektakularnego począteczku...

ROZDZIAŁ 1

Powiem ci o czymś

W czym jesteś? – nie zrozumiał Artek, gdy w przerwie na reklamy przekazywałam mu newsa. – Przestań się zgrywać. – Roześmiał się, ale napotkał moje spojrzenie. I już wiedział, że nie robię sobie z niego jaj.

Zbladł tak samo jak ja kilka godzin wcześniej, kiedy wgapiałam się w test ciążowy. Okres spóźniał mi się trzy tygodnie. W ogóle się tym nie przejęłam, bo pewne rzeczy uznałam za wręcz niemożliwe. W takim wieku, po tylu latach związku nie wpada się ot tak.

– Mamy po czterdzieści dwa lata – powiedział Artur. Jakby to nie było oczywiste.

– Wiem. A tamtego wieczoru po winie zachowaliśmy jak nieopierzone nastolatki.

– Tak – westchnął.

– Może trafi nam się córka.

– Tak – powtórzył jak w transie. – Nie wyobrażam sobie tego.

– Szczerze mówiąc, ja też – przyznałam zgodnie z prawdą. Wróciłam myślami do wspomnień z wczesnego macierzyństwa. Nieprzespanych nocy, ząbkowań, kolek, pieluch, poranionych brodawek. Ale też małych stópek, które tak cudnie się całuje, buziaka pachnącego mlekiem, zabawnego gaworzenia. I pomyślałam, że jakoś to będzie, z pozytywnym wydźwiękiem.

– Jak o tym powiemy dzieciom? – Artur nadal nie odzyskał spokojnego oddechu, a ja myślałam, żeby tylko nic mu się nie stało.

– Normalnie.

– Ale jak?

– Na niedzielnym obiedzie oznajmimy tę wspaniałą nowinę – zakpiłam. Jak on mnie czasem drażnił, wkurzał i w ogóle!

Trzy dni później przygotowałam niedzielny obiad. Ręce mi się trzęsły. I w ogóle trzęsłam się cała.

– Musimy wam o czymś powiedzieć. – Po obiedzie, którego w ogóle nie tknęłam, stanęłam na środku salonu. Naprzeciwko mnie na kanapie siedział Krystian, a obok niego Szymek. Artek usiadł na taborecie po mojej lewej stronie. Czułam się dość dziwnie, a przede wszystkim byłam zdenerwowana.

– To jak skończysz, to ja też ogłoszę newsa – zakomunikował Krystek, który też był jakiś blady, podobnie jak jego ojciec. Przez chwilę się zastanawiałam, czy Artur mu powiedział o spektakularnej wpadce. Ewidentnie coś z nim było nie tak. Znałam go przecież od urodzenia.

– No nie wiem, czy dasz radę. – Ojciec puścił oko do syna. Odkaszlnął. – Mama przyćmi każdego newsa.

– Nie sądzę – burknął Krystek.

– Masz raka? – Na twarzy młodszego syna pojawił się niepokój.

– Nieee – szybko zaprzeczyłam. – Skąd ten pomysł? – Skarciłam syna spojrzeniem.

– No, bo co gorszego może być od ciężkiej choroby? – Szymek zrobił balon z gumy.

– Jestem w ciąży – oznajmiłam. Sama nie wiem dlaczego, ale zrobiło mi się jakoś wstyd.

– Że co? – Krystian pobladł.

– To wy seks uprawiacie? – zapytał Szymek.

– No tak – potwierdził Artur, a na jego twarzy pojawiły się rumieńce.

– Mamooo – jęknął Krystian i wstał z kanapy.

– To też wina ojca – powiedziałam, jakbym chciała się usprawiedliwić, a przecież cała ta sytuacja wydawała się groteskowa.

– Nie planowaliście dziecka – dodał starszy syn. Jakby wiedział, co planowaliśmy, a czego nie.

– No jakoś nie. – Artur odchrząknął, poczerwieniał na twarzy jeszcze bardziej. Teraz przybrał kolor purpury.

– Wpadliście? Ot tak, po prostu, jak nastolatki? – drążył Krystek.

Wzruszyłam ramionami.

– No, co innego ja. – Krystian nagle dostał rumieńców i palcem wskazującym dotknął swojej klatki piersiowej.

– Mogło zdarzyć się tobie, ale zdarzyło się nam – przemówił Artur.

– Mi też! – powiedział Krystek, a ja poczułam, jak krew odpływa z mojej twarzy. Żartował sobie. Musiał sobie żartować.

– Nie czas na żarty – odpowiedziałam.

– To potwierdzone, będziemy mieli z Amy dziecko.

– Ale jak to? – Usiadłam na kanapie. – Jak to? – Setki myśli przebiegały przez moją głowę.

– Wpadliśmy.

***

– Napiłabym się. – Siedziałam w mieszkaniu Darii i popijałam sok malinowy. Musiałam wyjść z domu, bo nie byłam w stanie przetrawić wszystkich informacji.

– Przecież pijesz – zauważyła przyjaciółka.

– Czegoś mocniejszego bym się napiła.

– Wypiję za ciebie. – Daria nalała wódki do dwóch kieliszków. – Ten z prawej będzie twój, a ten z lewej mój.

– Cóż mi pozostało, jak tylko patrzeć! – zaśmiałam się z lekką ironią.

Daria wychyliła jeden kieliszek, potem drugi. Skrzywiła się i popiła sokiem.

– Za to, żebyś jakoś to przeżyła!

– Dobrze powiedziałaś: jakoś.

– Ale się u was podziało. – Daria odstawiła kieliszki i złapała się za głowę. – Zostaniesz mamą i babcią. – Klasnęła w dłonie i się roześmiała.

– Wiesz, jakoś mi nie do śmiechu. To jakiś kosmos.

– Powiem ci, że wzbiłaś się do gwiazd.

Zaczęłyśmy się śmiać.

– Odleciałam w kosmos.

– Ale boisz się? – Daria złapała moją dłoń w swoje ręce.

– Jak jasna cholera. Albo nawet dwie cholery.

– Nie dziwię ci się. Też bym się bała. Ale że babcią?

– Oj, no tak. Czego nie rozumiesz? Zmieńmy temat.

– Masz rację. Zmieńmy temat.

– Mów, co u ciebie. Jak nowy szef? I w ogóle jak się sprawy mają po reorganizacji w biurze? – Daria była fotografem, ale w czasie pandemii nie miała tylu zleceń, ile by chciała, i ciężko było jej się utrzymać. Tym bardziej że zamknięte zostały wybiegi, agencje zajmujące się modelingiem potraciły klientów. Ludzie nie chodzili na wystawy i Daria została zmuszona poszukać sobie nowej pracy. Od roku pracowała w agencji reklamowej i nie narzekała, ale od dwóch dni miała nowego szefa.

– Ponoć jest nadęty. I... dziwny. Nie widziałam go jeszcze. Mam z nim spotkanie jutro.

– Nie uprzedzaj się do ludzi.

– Nie uprzedzam, ale moja intuicja podpowiada mi, że coś z nim jest nie halo.

– A może jednak będzie halo.

– To ja się jeszcze napiję. – Daria nalała wódki do dwóch kieliszków, a mnie dolała do kubka soku. Przyjaciółka spojrzała na mnie. Znałyśmy się od dzieciństwa, dlatego wyczytała z mojej twarzy strach. Objęła mnie i powiedziała: – Jeśli będziesz miała ochotę kiedyś uciec, ucieknę z tobą...

– Moja kochana. Jak ty dobrze wiesz, czego potrzebuję!

***

Pamiętam sytuację, kiedy Szymek miał kilka miesięcy, siedział na podłodze u moich rodziców i jęczał. Tak, wiesz, że nie wiadomo, o co chodzi, niby nic się nie stało, niby wszystko jest dobrze, ale on kwękał. I próbowałam wszystkiego. Kiedy Szymek tak siedział i jęczał, powiedziałam do siebie pod nosem: „jak ja mam ochotę zwiać! Uciec gdzie pieprz rośnie i nie pokazywać się na oczy”. I chciałabym, żeby każda kobieta naprawdę sobie to uświadomiła, i powtórzę to jeszcze z sekstyliard razy: nie jesteś, bejbe, sama i każda z nas ma ochotę czasami spieprzyć. I każda ma ochotę, taką na maksa, przebić głową mur, wyskoczyć przez okno (jeśli mieszka na parterze). Biec przez pola lub przez ulice, głośno krzyczeć „Nie dam rady”. Mam dosyć jęczenia, dosyć bycia mamą i żoną. Tak. Bo to nieprawda, że nie masz ty i nie mam ja. Mamy my mamy, my żony i my kochanki.

ROZDZIAŁ 2

W paszczy lwa

Daria westchnęła pod drzwiami gabinetu swojego nowego szefa Michała Dłużyńskiego. Zapukała i w tym momencie poczuła, jak jej emocje sięgają zenitu. Było to coś w rodzaju podekscytowania wymieszanego ze strachem.

– Proszę – usłyszała po drugiej stronie niski głos.

Weszła do środka. Rozejrzała się po gabinecie. Ponoć miejsce, w którym pracuje twój szef, dużo o nim mówi. Daria sama nie wiedziała, co ma powiedzieć o biurze, w którym stały biurko, komoda i komputer. Żadnego kwiatka, żadnej ramki ze zdjęciem, żadnego obrazka. Pomyślała, że nie ma w tym gabinecie nic ludzkiego. To może i sam Michał Dłużyński jest nieludzkim osobnikiem?

Mężczyzna za biurkiem wstał, przedstawił się, ale nie podał jej ręki.

Bufon o nadętym ego – skwitowała w myślach Daria.

Gestem dłoni wskazał krzesło, a ona usiadła.

Michał miał na sobie białą koszulę, odpięty górny guzik i sprane dżinsy. Marynarka wisiała na oparciu obrotowego krzesła. Pierwsze, co dostrzegła Daria, to jego oczy: duże, w kształcie migdałów, zielonkawoniebieskie. Miał szerokie, lekko spierzchnięte usta. Po bokach równo i krótko przycięte włosy, a na górze dłuższe, zaczesane do tyłu. Ciemne, poprzetykane srebrnymi nitkami. Daria założyłaby się z Tatianą, że facet ma rwanie u niemal każdej laski.

– Czego się napijesz? – powiedział ze sztucznym uśmiechem malującym się na jego twarzy.

– Zielonej herbaty.

– Dobrze. – Skinął głową. Nacisnął interkom i polecił sekretarce, by zaparzyła zieloną herbatę i zrobiła kakao.

– Lubię kakao. – Uśmiechnął się. A Daria miała ochotę powiedzieć, że nic a nic jej to nie obchodzi.

– Fajnie. – Przewróciła oczami.

– Czy wyczuwam w twoim głosie kpinę?

– Ależ skąd! Fajnie, że pije pan kakao. Wow! – Wiedziała doskonale, że jej głos ocieka ironią, ale nie potrafiła się powstrzymać.

– Wolałbym, żebyśmy zwracali się do siebie per ty.

– Dobrze, wolejący Michale.

– Cięta riposta, podoba mi się. Może opowiesz mi coś o sobie?

– Do tej pory byłam kierownikiem marketingu i...

– Nie, nie. – Podniósł rękę. – Interesuje mnie, co robisz w wolnym czasie.

– Fotografuję. Pracowałam przez kilka lat jako wolny strzelec. Potem przyszła pandemia, zlecenia się skurczyły i stąd zmiana pracy. Ale nadal to robię.

– Co fotografujesz?

– Ale dla pieniędzy czy z pasji?

– Pasji...

Darii wydawało się, że był wyraźnie zainteresowany, ale może tylko tak dobrze udawał?

– Ludzi. Zmęczonych życiem lub tych, którzy z tego życia korzystają. Uśmiechniętych i płaczących. Zaniedbanych i tych, którzy z kubkiem kawy śpieszą się do pracy.

– Kochasz życie.

– Jak najbardziej. Ostatnio zaczęłam też malować.

– O, chętnie obejrzę twoje obrazy.

– Na ścianach maluję. – Zachciało jej się śmiać, bo teraz Michał się wzdrygnął.

– Graffiti? – Był zaskoczony.

– Nie. Nie jestem ani grafficiarzem, ani Banksym, po prostu ściany maluję, na kolorowo, wypisuję na nich różne górnolotne myśli. A, i anioły też maluję.

Zrobił oczy jak pięć złotych.

– Chciałeś wiedzieć... – Daria przełknęła ślinę.

– Tak... Tak... – powtórzył, cały czas się w nią wgapiając.

– Jeśli masz ochotę, możesz zobaczyć moje prace.

– Gdzie?

– W moim pokoju. Tutaj, w biurze. Twój poprzednik pozwolił mi na ożywienie wnętrza.

– Czyli pomalowanie ścian na kolorowo.

– Tak jakby.

– Aha... No dobrze. – Założył ręce na piersi, przyjmując obronną postawę. Daria od razu wiedziała, że nie podoba mu się to, że maluje ściany. – Wpadnę do ciebie w wolnym czasie.

– Obejrzeć ściany. – Roześmiała się.

– Obejrzeć ściany – odpowiedział bez cienia uśmiechu.

– Sprostowałam, bo zabrzmiało to dwuznacznie. – Znowu zachichotała jak jakaś nastolatka.

– Nie miałem nic takiego na myśli.

– Dwuznacznego? – Śmiała się w najlepsze, a on nie wiedział, co o niej sądzić.

– Żeby była jasność...

Daria nachyliła się w jego stronę, opierając na biurku ręce.

– Jest naprawdę jasno. Nie musisz nic więcej mówić.

Wstała. Skinęła głową i wyszła.

Co za koleś! – chciało jej się śmiać z „wolejącego” Michała. Będą z nim kłopoty – przemknęło jej przez myśl.

***

Michał wszedł do pokoju Darii w tym samym momencie, kiedy z pędzla spadał kleks niebieskiej farby. I spadł właśnie na czarny skórzany but jej szefa.

– Ożeż... – syknął.

Daria zeskoczyła z drabiny, sięgnęła po gazik i rozpuszczalnik i zaczęła wycierać plamę z buta Michała. Zdarzenia potoczyły się w błyskawicznym tempie. Facet był zaskoczony, a ona przestraszona.

– Daj spokój. Zostaw to. – Opędzał się od niej niczym od natrętnej muchy.

Podniosła się z klęczek.

– To tylko buty – stwierdziła.

– Masz rację. To tylko buty – przytaknął, ale w jego oczach zauważyła złość.

– To nie rób takiej miny.

Michał próbował się uśmiechnąć, ale jakoś mu nie wychodziło.

Co za sztywny sztywniak! – pomyślała Daria.

– Słuchaj, jeśli chcesz... – zaczęła niepewnie.

– Nie! – Uniósł ręce. – Nic już nie chcę.

– To nie. – Robiła wszystko, by się nie roześmiać. I już był u niej skreślony. Facet, który robił akcje z powodu plamy na butach, nie mógł być w jej typie.

– Co myślisz? – Wskazała dłonią sufit, na którym wymalowany był anioł, a nad jego głową unosił się dymek z napisem „Nasze życie jest tym, co zeń uczynią nasze myśli”.

– Marek Aureliusz – stwierdził Michał.

– Brawo ty. Zaimponowałeś mi.

– Aureliuszem?

– Tak.

– Po co to robisz? – Wgapiał się w sufit z niedowierzaniem.

– Co?

– Malujesz sufit?

– Jak to „po co”? By było tutaj przyjemnie, ładnie. Kolorowo. Bo to lubię. Mogłabym wymyślić tysiące powodów.

Pokręcił głową.

– Nie wiem, co powiedzieć.

– Po prostu się uśmiechnij i tyle.

– Daria! – Do pokoju weszła Alicja. Spojrzała na Michała. – O, przepraszam, sądziłam że jesteś sama.

– Zaraz wychodzę – oznajmił Michał. Spojrzał na pstrokatą sukienkę Alicji i się uśmiechnął. Trudno było rozgryźć, czy to był przyjazny uśmiech, czy raczej kpiący.

Alicja miała sześćdziesiąt lat, dredy, które farbowała na kruczoczarny kolor, kolczyki w nosie, we brwi i dwa w dolnej wardze. Mówiła, o sobie, że jest starą hipiską. I poza tym miała dryg do wymyślania reklam. Klienci kochali wizje, które przed nimi roztaczała. Miała wyczucie tego, co się sprzeda i w jaką grupę docelową się wbić z danym produktem.

– To dobrze, mam z Darią coś do obgadania.

Michał zrobił jeszcze większe oczy. A Alicja się roześmiała.

– Szefie, nie wypraszam pana, będziemy rozmawiały o nowym projekcie, który zaprezentujemy panu na jutrzejszym spotkaniu. Ma pan minę, jakbyśmy miały tutaj imprezę rozkręcić.

Daria parsknęła śmiechem.

– Niech panie pracują rzetelnie – powiedział, po czym wycofał się rakiem z pokoju.

Alicja zamknęła drzwi.

– Nie nasz typ, ale przystojny – stwierdziła.

– Fakt, zdecydowanie nie nasz typ. Ma kołek w dupie, który sięga do samej głowy.

– Gdybym była młodsza, tobym go rozruszała. A tak, zostawiam pole do popisu tobie. – Alicja włożyła do buzi cukierka.

– Chyba nie skorzystam.

– Choć spróbuj go poderwać. Ciekawe, czy się da.

– Nawet nie wiem, czy ma żonę.

– To tylko flirt. – Alicja sięgnęła po drugi cukierek i odpakowała go z papierka. – Jeśli jest żonaty, to tylko sobie poflirtuje i mu ulży.

– Wolałabym nie.

– Ale co „nie”?

– Żeby nie był żonaty. – Daria już miała romans z żonatym facetem i długo się po nim zbierała.

– Czyli ci się podoba – drążyła temat Alicja, chodząc po pokoju i szeleszcząc swoją spódnicą.

– Wizualnie. Charakterologicznie jest cienki Bolek.

– A może po prostu nie jest ściemniaczem, który zasypuje kobietę wyświechtanymi słówkami.

– Co go tak bronisz? – Daria podała Alicji kolejnego cukierka.

– Pomyślałam, że tworzylibyście całkiem niezłą parę.

– Daj spokój. – Daria machnęła ręką. – Z czym przychodzisz?

– Po pierwsze z tym, że potrzebujemy zatrudnić więcej ludzi, którzy będą ogarniać nam komentarze w sieci. Młodych, takich, którzy dopiero wchodzą na rynek, ale też takich, którzy wrzucą sensowny koment do sieci. Ogarną media społecznościowe, klikną, podpromują linki.

– Pomyślę o tym.

– Poza tym do tej nowej wody toaletowej... – zrobiła pauzę.

– Tej, co pachnie jak odświeżacz do kibelka?

– Właśnie tej, zrezygnowałabym z prezentacji zapachu. Nie tutaj.

– No nie. Ludzie na evencie by padli.

– A produkt by się nie sprzedał.

Jeszcze chwilę porozmawiały o reklamie dla czołowego kontrahenta, Alicja zjadła w tym czasie niemal wszystkie cukierki.

– On jest naprawdę niezły – zakończyła, wychodząc.

– Przestań mnie do niego przekonywać.

– Seks na biurku, pod biurkiem... – Alicja mówiła dalej.

Parsknęły śmiechem. Daria pomyślała o jej związku z ognistym Hiszpanem Jaimem[1], który zakończył się złamanym sercem i poobijaną duszą.

– Od razu bym się zakochała. A potem bym cierpiała – stwierdziła Daria.

– I to jest twój błąd. Trzeba brać takie rzeczy na chłodno. Lecę.

– Leć.

– Swoją drogą odwaliłaś niezłego anioła. – Alicja wskazała palcem na sufit.

– Szefowi nie za bardzo się podoba.

– Albo ściemnia, albo ty mu się bardziej podobasz.

– Chyba miałaś gdzieś lecieć.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

PRZYPISY

[1] Jaime (hiszp.) – imię męskie, wym. Hajme.