Wolny jak motyl - Kirsty Moseley - ebook
BESTSELLER

Wolny jak motyl ebook

Kirsty Moseley

4,4

32 osoby interesują się tą książką

Opis

Dwoje ludzi. Dwa światy.
 
Carson Matthews, najprzystojniejszy motocyklista MotoGP, najbardziej prestiżowych wyścigów motocyklowych na świecie, żyje beztroskim życiem celebryty. Jego jedynym zmartwieniem jest utrzymanie się na pozycji lidera, a ulubioną rozrywką są odwiedziny u pewnej blondynki pracującej w Angels Gentelmen’s Club.
Emma Bancroft stara się wiązać koniec z końcem, pracując na godziny jako kelnerka i tancerka erotyczna w londyńskim klubie dla mężczyzn. Życie jej nie rozpieszcza, na dodatek od ponad dwóch lat skrywa też pewną tajemnicę.
Prasa całego świata śledzi każdy ruch Carsona, kiedy więc jego relacja z Emmą wyjdzie na jaw, natychmiast stanie się medialną sensacją…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 431

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (288 ocen)
188
58
22
13
7
Sortuj według:
paaula29

Nie polecam

Nie da się tego doczytać do końca, taka dziecinada ,że aż oczy bolały od czytania. Jestem zażenowana, bardzo rozczarowana nie wiem jak to jeszcze inaczej skomentować..
10
Ewakr1

Dobrze spędzony czas

jest okey
10
grazynkaiwanicka2010

Nie oderwiesz się od lektury

wow wow wow... cudowna
10
magklim25

Nie oderwiesz się od lektury

Piękna historia
00
agnieszka221

Nie oderwiesz się od lektury

szybko się czyta dosyć fajna
00

Popularność




PODZIĘKOWANIA

Na początek chciałabym podziękować wspaniałej Tash Drake z Outlined With Love Designs za nową piękną okładkę – od razu się w niej zakochałam. Doskonale pasuje do mojej powieści. Dziękuję, Tash.

Kolejne podziękowania należą się Paniom z Hot Tree Editing. Ogromnie jestem Wam wdzięczna, że zaopiekowałyście się moim dzieckiem, to dzięki Wam błyszczy i jest bez cienia błędu.

Po trzecie, serdecznie dziękuję wspaniałej Cassy Roop z Pink Ink Designs, dzięki której książka zachwyca w środku tak samo jak z zewnątrz.

Na koniec Tobie, drogi Czytelniku, dziękuję, że wziąłeś do ręki moją książkę i postanowiłeś ją przeczytać. Mam nadzieję, że jej lektura sprawiła Ci przyjemność. Wszyscy jesteście wspaniali, dziękuję wam milion razy i więcej.

Dla mojej mamy Sandry

Jesteś najlepszą mamą, jaką dziewczyna mogłaby sobie wymarzyć.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Powiedzieć, że byłam zmęczona, czekając przy barze, aż barman przygotuje drinka, to jakby nic nie powiedzieć. Tandetne białe plastikowe buty na dziesięciocentymetrowych obcasach, które należały do mojego służbowego mundurka, były katorgą dla moich stóp. Skąpe czarne szorty, ledwie zakrywające pośladki, powoli podsuwały się coraz wyżej i wyżej, aż w końcu skrępowana zaczęłam przestępować z nogi na nogę. Zerknęłam na zegarek. Była 22.24.

No świetnie, zostały jeszcze trzy i pół godziny.

Jedyną dobrą rzeczą tego dnia było to, że nazajutrz wypadała niedziela, a ja miałam wolny wieczór.

Drzwi otworzyły się i od strony wejścia doleciał zimny powiew, wprawiając w ruch duszne ciężkie powietrze w klubowej sali. Do środka wmaszerowała grupa młodych mężczyzn, a ja natychmiast poczułam, jak na moją twarz wkrada się uśmiech.

Muszę się więc poprawić. Ten dzień przyniósł ze sobą dwie dobre rzeczy. Drugą było pojawienie się w klubie Carsona Matthewsa.

Ukradkiem zlustrowałam go z góry na dół, kiedy żartował z jednym z kumpli. Tego wieczoru miał na sobie niebieskie dżinsy apetycznie opinające pośladki i białą koszulę z krótkim rękawem, w której rozpiął dość guzików, by wyglądało to trochę wyzywająco. Prezentował się niesamowicie seksownie. Rozpięcie odsłaniało szyję i część fantastycznej klaty, która, jak już wiedziałam, ukrywała się pod koszulą. Siłą woli przeniosłam wzrok na jego twarz i głośno przełknęłam ślinę, bo już ogarnęło mnie pożądanie. Carson mógł się pochwalić idealną cerą. Jak zwykle świetnie wystylizował swoje jasnobrązowe włosy. Palce mnie swędziały, żeby dotknąć jego cudownie pełnych warg. Moje westchnienie było przepełnione tęsknotą.

Kiedy odwrócił głowę w stronę baru, dokładnie tam, gdzie właśnie stałam, lekki seksowny uśmiech uniósł kąciki jego warg.

– Twój kochaś tu jest – rzekł Jason, menedżer baru, podsuwając mi tacę z drinkami. – Stolik numer pięć.

Skinęłam głową w milczeniu. Co mogłam odpowiedzieć? Jason wiedział, co czułam do Carsona, więc nie było sensu zaprzeczać. Założę się, że wszystko było wypisane na mojej twarzy. Wzięłam tacę z drinkami i odwróciłam się, by zanieść je klientom, którzy już na nie czekali. Dumnie krocząc przez salę na plastikowych dziesięciocentymetrowych obcasach, starałam się wyglądać atrakcyjnie. Popłynęła muzyka, światła przygasły, zza kurtyny wystawiła nogę kolejna „artystka”. Zaraz potem lubieżnie powiodła dłonią po swoim nagim ciele, a mężczyźni zaczęli gwizdać i ryczeć, tłocząc się wokół sceny w oczekiwaniu na wielką odsłonę.

Zgadza się. Pracuję w klubie ze striptizem. Oczywiście, pewnie jak każdy, kto wykonuje podobną pracę, nie miałam wielkiej ochoty tego robić. Raczej okoliczności mnie skłoniły. Ludzie bywają zmuszeni do robienia rozmaitych rzeczy, żeby nie wylądować na ulicy. W moim przypadku jedną z takich rzeczy jest kelnerowanie w tanich szpilkach, kusych gatkach i obcisłym topie. Do moich obowiązków każdego wieczoru należy także taniec erotyczny wykonywany na kolanach klienta i od czasu do czasu taniec na rurze na scenie. Na szczęście nie zdarza się to zbyt często. Do występów na scenie klub zatrudnia profesjonalistki. No i niewielu facetów chciałoby mnie oglądać, mając do wyboru dziewczynę o urodzie supermodelki. Co nie znaczy, że jestem jakaś koślawa. Prawdę mówiąc, jestem zadowolona ze swojego ciała, tyle że ja nie ingerowałam w swoją urodę, a większość facetów nie przepada za naturalnością. Nie przepadają też za laskami średniego wzrostu. Mężczyźni, którzy bywają w tym klubie, zwykle wyznają zasadę: im więcej, tym lepiej. W związku z czym obsługuję stoliki i ledwie uciułam dość grosza, żeby opłacić czynsz, czesne na uniwersytecie i nakarmić dwie osoby, za które jestem odpowiedzialna.

Grupa zdesperowanych mężczyzn w średnim wieku pospieszyła w stronę sceny, gdzie w świetle reflektora właśnie pojawiła się Precious w czarnym gorsecie do burleski i zaczęła potrząsać pupą w rytm muzyki, bez wysiłku hipnotyzując świntuszących widzów.

Niosąc obiema rękami ciężką tacę nad głową, manewrowałam pomiędzy gośćmi, starając się nie wylać pięciu piw i dwóch shotów whisky. Nie było mnie na to stać, w tym miesiącu miałam już i tak wystarczająco dużo do zapłacenia. Cokolwiek zrzuciłabym na podłogę, wylała, stłukła czy ukradła z mojej tacy, odliczano mi od wypłaty, a muszę powiedzieć, że drinki w tej knajpie były cholernie drogie. Zamówienie, które właśnie niosłam, było pewnie warte z pięćdziesiąt funtów.

Tymczasem Precious znalazła się na czworakach, wypięła pupę i zaczęła szybko kręcić głową, zarzucając włosami. Jakiś podniecony facet nagle rzucił się naprzód i pchnął mnie z taką siłą, że wylądowałam na podłodze, zrzucając z tacy szklanki i rozlewając drinki. Zacisnęłam powieki i aż zawyłam, ścierając skórę dłoni na taniej wykładzinie. Upadając, wyciągnęłam ręce, żeby się na nich oprzeć.

Wokół mnie rozległy się szydercze gwizdy, rozbawieni moim nieszczęśliwym wypadkiem ludzie rechotali i klaskali.

Wzdrygając się i kuląc, wylądowałam na czworakach, czułam, że policzki płonęły mi z zażenowania. Jakie to dla mnie typowe: seksowna laska na scenie trzęsie pupą, a ja co? Padam na pysk i robię z siebie kompletną idiotkę. Poczułam nagłą chęć, by klepnąć się w tyłek i nagrodzić medalem za bycie największą frajerką.

Och, jesteś niesamowita, Emmo.

Nikt nie wyciągnął ręki, żeby mi pomóc. Łakomie spoglądający na scenę łysiejący gość, który się ze mną zderzył, zniknął w tłumie – pewnie się przestraszył, że będzie musiał zapłacić za straty – i zostawił mnie samą z tym bałaganem. Pociągnęłam nosem, przełykając łzy, podniosłam tacę i zaczęłam zbierać z podłogi większe kawałki potłuczonego szkła. Przybita zastanawiałam się w duchu, jak ja zapłacę za te drinki. W tym miesiącu musiałam opłacić szkolną wycieczkę młodszego brata – 365 funtów za to, że pojedzie do pieprzonej Szkocji na weekend!

Głupia, głupia Emma!

Czasami nienawidziłam swojego życia. Nie skończyłam jeszcze dziewiętnastu lat, a od roku byłam odpowiedzialna za mojego piętnastoletniego brata Rory’ego. Jakby moje życie i bez tego nie było dość ciężkie. Choć, prawdę mówiąc, bez jego pomocy byłoby mi trudno, więc w zasadzie nie powinnam się uskarżać. Rory był darem nieba, wybawieniem, tyle że cholernie drogim darem.

Sięgnęłam po rozbitą butelkę i ze złością wrzucałam kawałki szkła na tacę. W chwili gdy właśnie wzięłam do ręki kolejny odłamek, ktoś chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął do góry. Zapiszczałam zaskoczona, czując w piersi rosnącą panikę, i rozejrzałam się gwałtownie za ochroniarzem. Zwykle kręcili się po sali, żeby mieć oko na dziewczyny. Tymczasem jakieś ciepłe ręce postawiły mnie na nogi i poczułam przyciśniętą do pleców muskularną klatkę piersiową. Słodki gorący oddech musnął mi szyję, prawie sięgając piersi odsłoniętych w tym durnym kostiumie.

– No, no, Emmo, powinnaś bardziej uważać – szepnął mi do ucha jakiś głos, a całym moim ciałem wstrząsnął dreszcz.

Carson Matthews.

Twarz mi znów poczerwieniała. Czułam jego ręce na brzuchu, jak poprawiał mi gorset, a potem położył je na moich biodrach – wciąż stał za mną niebezpiecznie blisko. Z trudem łapałam oddech. Zawsze tak na mnie działał, od czasu, kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, a miałam wtedy szesnaście lat. To była moja pierwsza zmiana w klubie, tamta noc na zawsze odmieniła moje życie, chociaż dla niego to była tylko jedna z wielu sobotnich nocy.

Przełknęłam ślinę, bałam się, że głos mnie zdradzi. Odwróciłam się, żeby spojrzeć na niego przez ramię, chciałam wyglądać uwodzicielsko, choć chwilę wcześniej padłam na nos jak kretynka. Spojrzał na mnie bladoniebieskimi oczami. Seksowny uśmiech na jego wargach wybił z rytmu moje serce.

Był tak niesamowicie przystojny.

– Dziękuję za troskę, panie Matthews. A w ogóle to ze mną wszystko w porządku, dziękuję, że pan spytał – powiedziałam pół żartem, pół serio.

– O tak, Emma, w porządku. Chodź, dzisiaj będziesz nas obsługiwać. – Chwycił mnie za rękę i uniósł ją wysoko, odwracając mnie do siebie twarzą. Moje nozdrza wypełnił jego zapach – niepowtarzalna woń kwiatu pomarańczy i czekolady połączona z zapachem ziemi i smaru.

Takie ciacho. Dlaczego musi być taki pociągający?

Zaraz, co on powiedział? Że będę go obsługiwać?

Przeniosłam wzrok na szóstkę jego przyjaciół, tego wieczoru nie siedzieli w moim rewirze. Ich kelnerką była Charlotte, nie ja. Powściągnąwszy chęć okazania niezadowolenia, pokręciłam głową.

– Nie siedzisz dzisiaj w moim rewirze, skarbie.

Zmarszczył czoło i wyraźnie skonsternowany spojrzał na swój stolik.

– Zdawało mi się, że obsługujesz od osiemnastki do dwudziestki czwórki?

Uśmiechnęłam się, słysząc, że zachował to w pamięci. W tym samym momencie zdałam sobie sprawę, że razem z kumplami siadał zwykle przy stoliku numer dwadzieścia, który jeszcze dwa tygodnie temu należał do mnie.

– Zaszły pewne zmiany, teraz obsługuję tylko od jedynki do szóstki. – Przygryzłam wargę, patrząc na niego przepraszająco, choć on i tak pewnie wolał Charlotte, była ode mnie dużo ładniejsza, no i niezła z niej flirciara.

– Szlag – mruknął, ściągając brwi. Potem posłał mi szelmowski uśmiech. – No to cóż, na ten jeden wieczór się zamienisz. – Pochylił się szybko, mocno chwycił mnie w pasie i zarzucił mnie sobie na muskularne ramię, aż znów zapiszczałam zaskoczona.

– Postaw mnie – zażądałam bez tchu, a on bez wysiłku niósł mnie przez salę w stronę swojego stolika. Widząc po drodze tacę i potłuczone szkło na podłodze, głośno jęknęłam.

– Carson, muszę posprzątać ten bałagan.

Delikatnie poprawił mnie na ramieniu i zmienił kurs, zamiast do stolika skierował się do baru.

– Emma miała wypadek. Weź kogoś, żeby to posprzątał, dobra? – powiedział do Jasona, rzucił na bar dwa nowiutkie banknoty pięćdziesięciofuntowe, po czym odwrócił się, nie czekając na odpowiedź. Jason się zaśmiał, widząc, jak walczę, żeby się uwolnić. Cóż, walka to nie do końca właściwe słowo. Rzecz jasna tak naprawdę za bardzo się nie starałam, ponieważ to był Carson Matthews, facet, w którym od prawie trzech lat byłam totalnie absolutnie zakochana. Carson Matthews, światowej sławy zdobywca Grand Prix w wyścigach motocyklowych i najbardziej pożądany kawaler w Anglii. Żadna dziewczyna, która posiada choć trochę rozumu, nie życzyłaby sobie szybkiej zmiany tej sytuacji.

Kiedy dotarliśmy do jego stolika, pociągnął mnie za nogi, a ja zsunęłam się wzdłuż jego wysportowanego ciała. Ścisnął mnie w talii i przycisnął do siebie, nasze twarze znajdowały się na jednym poziomie, bo jeszcze nie sięgnęłam stopami podłogi. Uśmiechnął się, a wtedy w jego policzkach robiły się urocze dołeczki, no i musiałam się też do niego uśmiechnąć, nie mogłam się powstrzymać.

– To teraz chyba… szampan. – Urwał, ostrożnie postawił mnie na podłodze i znów poprawił mi gorset, który podsunął się do góry od ciągłego rzucania mną wte i wewte.

Przewróciłam oczami, lekko dygnęłam i zmusiłam się do słodkiego uśmiechu.

– Wszystko, czego najbardziej pan pragnie, panie Matthews – odparłam z ironią.

Zaśmiał się, odsunął mi włosy z twarzy i założył je za ucho.

– Podcięłaś włosy, były dłuższe, jak cię ostatnio widziałem – zauważył, bawiąc się moimi naturalnymi lokami w kolorze mysiego blondu, które sięgały teraz ramienia, a nie pośladków. Skrzywiłam się, myśląc, że po tym zwisaniu głową w dół wyglądają pewnie, jakby mnie ktoś przeciągnął przez żywopłot.

Uśmiechnęłam się i przytaknęłam skinieniem głowy.

– Tak. – Moje serce pognało naprzód. Nie było go tu trzy tygodnie, a mimo to zauważył zmianę. Był sławnym celebrytą, miał sesje modowe w Los Angeles, dawał innym zawodnikom wycisk we wszystkich wyścigach, żeby trafić na pierwszą pozycję na tablicy wyników. W tym momencie Carson był zawodnikiem numer jeden, wygrywał wszystko. Miał zaledwie dwadzieścia jeden lat, a cały świat obserwował go z zapartym tchem i tylko czekał, aż żółtodziób z Anglii zostanie tegorocznym czempionem MotoGP.

– Dobrze wyglądają, Em. Ty też wyglądasz dobrze. – Uśmiechnął się łagodnie.

Powinnam już iść, nie mogłam dłużej tak stać i prowadzić tej rozmowy. Było mi jednak trudno odejść, gdyż jakiś czas go nie widziałam. Im dłużej go nie widziałam, tym łatwiej było mi się oprzeć jego urokowi, lecz potem, kiedy tylko znów go zobaczyłam, ledwie nad sobą panowałam i wydawało się mi się, że moje emocje wybuchną.

– Dziękuję, ty też. – No nie, niedopowiedzenie stulecia! – Lepiej już pójdę i przyniosę wam drinki. – Kiedy się odwróciłam do stolika, przy którym siedzieli jego koledzy, moja twarz pod warstwami makijażu dosłownie płonęła. – Co mogę wam przynieść, chłopcy? – spytałam, siłą woli przywołując na twarz zawodowy uśmiech.

Carson przesunął palcami nisko po moich plecach, po czym usiadł na wolnym miejscu.

Zażyczyli sobie trzy butelki szampana – łatwe do zapamiętania. Modliłam się tylko w duchu, żeby ich nie upuścić, zwłaszcza że butelka kosztowała dwie stówki.

Szybkim krokiem podeszłam do baru i powiedziałam przepraszająco do Jasona:

– Wybacz, ktoś już posprzątał czy mam to zrobić?

Machnął ręką.

– Nie przejmuj się, już zrobione. Kochaś pokrył nawet koszty, więc nie stresuj się wycieczką Rory’ego, okej? – Uśmiechnął się uprzejmie, a ja westchnęłam z ulgą. Jason to miły gość. Był synem właściciela i kimś, z kim mogłam pogadać. Zawsze dobrze się rozumieliśmy.

Do baru żwawym krokiem zbliżyła się Charlotte. Zmierzyła mnie wzrokiem, kiedy chwyciłam tacę z drogim alkoholem.

– Co robisz? To mój stolik – warknęła, łapiąc mnie za nadgarstek.

Westchnęłam i natychmiast puściłam tacę. To był jej stolik i mówiąc szczerze, tego wieczoru nie miałam ochoty więcej widzieć Carsona. Ten cholerny facet doprowadzał mnie do szaleństwa, wiedziałam, że dziś w nocy będę zasypiać z płaczem.

Charlotte prychnęła i przerzuciła na plecy długie jedwabiste brązowe włosy, potem obciągnęła swój gorset bardziej niż to konieczne, żeby podkreślić dekolt. Udałam, że tego nie widzę. Czy kobiety nie powinny raczej roztaczać wokół siebie aury tajemniczości? Charlotte najwyraźniej nie rozumiała, że nie trzeba pokazywać wszystkiego, by zwrócić na siebie uwagę. Bez słowa wzięła tacę i ruszyła do stolika Carsona.

Próbowałam na nią nie patrzeć. Naprawdę bardzo się starałam… ale to było silniejsze ode mnie.

Kiedy Charlotte postawiła tacę na stoliku i posłała Carsonowi uwodzicielski uśmiech, zmarszczył czoło. Przeniósł na mnie spojrzenie, unosząc jedną brew i w milczeniu pytając, czemu ich nie obsługuję. Wzruszyłam ramionami, przygryzając wargę. To naprawdę nie był mój rewir, więc tego wieczoru musi sobie poradzić beze mnie.

Odwróciłam się znów do Jasona. Zastanawiałam się, czy mogłabym go poprosić, żeby zwolnił mnie nieco wcześniej, mogłabym udać, że źle się czuję czy coś takiego. Bardzo się cieszyłam na widok Carsona, szczerze się cieszyłam, ale z drugiej strony to była czysta męka.

Nagle znalazłam się w pułapce muskularnych rąk, które oparły się na barze. Otoczył mnie zapach, od którego poczułam mrowienie na głowie. Nie poruszyłam się, milczałam, stałam tylko niczym jakiś posąg, gdy on niemal zaborczo przyciskał moje plecy.

– Jason, chcę, żeby Emma obsługiwała mój stolik. Powiedz tej drugiej, żeby zrobiła sobie przerwę – nalegał Carson, jakby miał prawo stawiać takie żądania. Cóż, mówiąc całkiem szczerze, miał prawo. Był jednym z bardziej poważanych członków klubu, więc szli mu na rękę, żeby go zadowolić. Jeśli chodzi o celebrytów, którzy płacili słone rachunki, obowiązywały inne zasady, traktowano ich wyjątkowo.

Jason wzruszył ramionami, na ułamek sekundy przenosząc na mnie wzrok.

– To rewir Charlotte, panie Matthews. Nie mogę jej zabrać stolika, będzie stratna… – Urwał, bo najwyraźniej nie czuł się komfortowo.

Carson zabrał jedną rękę z baru. Poczułam jakieś gmeranie przy moim biodrze, potem rzucił na blat zwitek banknotów. Zatkało mnie, tam było więcej kasy, niż zarabiam w ciągu dwóch tygodni. Nowiusieńkie banknoty pięćdziesięciofuntowe, pewnie jakieś trzy stówki, a pozbył się ich ot tak, jakby były bez znaczenia. Cóż, mówiąc prawdę, dla niego pewnie były bez znaczenia. To chyba cudowne uczucie, kiedy człowiek nie musi się martwić o kasę. Zastanowiłam się w duchu, jak to jest nigdy nie być głodnym, bo mnie często było stać na kupno jedzenia tylko dla dwóch osób zamiast dla trzech. Jak to jest, nie musieć wygrzebywać groszy, które wpadły w szparę między siedzeniem a oparciem kanapy, kiedy zabrakło ci trzydzieści siedem pensów do rachunku za prąd? Zwyczajnie nie potrafiłam sobie wyobrazić, że można mieć tyle pieniędzy, żeby się ich tak lekko pozbywać. Oczy zapiekły mnie od łez, bo ta sytuacja przypominała mi, jakie ciężkie mam życie. Odwróciłam wzrok, próbowałam powstrzymać łzy. Przecież nie mogłam tu płakać, popłaczę sobie dzisiaj w łóżku.

– No to teraz już nie będzie stratna – stwierdził Carson, wziął mnie za rękę i pociągnął do swojego stolika. – Chcę mieć dziś Emmę tylko dla siebie. Nie będę jej dzielił z innymi stolikami, więc zdejmij ją z grafiku! – zawołał do Jasona przez ramię.

* * *

Dwie godziny później mężczyźni przy stoliku Carsona zrobili się hałaśliwi. Nie oglądali show, tylko dwóch w ogóle zerknęło w kierunku sceny. Przyszli, bo ten klub gwarantował im prywatność, bywała tu wybrana klientela, podawano drogiego szampana, no i panowała wyjątkowa atmosfera. Angels Gentlemen’s Club był najlepszy w swoim rodzaju w Londynie.

Po dziewięciu butelkach szampana, które wypili w sześciu, byli więcej niż trochę podchmieleni. Im więcej pili, tym śmielej flirtowali. Mimo wszystko zawsze lubiłam ich obsługiwać, ponieważ żaden z nich mnie nie tknął w przeciwieństwie do innych pijanych gości, z którymi miałam do czynienia.

Sama wypiłam dwa kieliszki szampana, więc byłam wesolutka. Carson upierał się, żebym z nimi usiadła i wypiła. Cały czas, kiedy tam siedziałam czerwona się jak burak, on bawił się moimi włosami, wciąż powtarzając, że podoba mu się nowa fryzura, że mi pasuje, dobrze w niej wyglądam, a przez tę zmianę wydaje mu się, iż nie widział mnie całe wieki. Mnie też się zdawało, że tyle minęło. Zwłaszcza że przez te trzy tygodnie jego zdjęcia widniały we wszystkich gazetach, a na tych fotkach świętował swoje zwycięstwa z pięknymi celebrytkami z Los Angeles, opalał się na plaży w towarzystwie modelek w kostiumach kąpielowych, a także – co najgorsze – nagle pojawił się na billboardzie dokładnie naprzeciwko mojego małego nędznego mieszkanka. Aha, czy wspomniałam, że to była reklama Calvina Kleina i Carson pozował tylko w białych bokserkach? Codziennie, gdy odsłaniałam zasłony, witało mnie to przeogromne zdjęcie faceta, którego kocham – to nie służy zdrowiu.

Carson zaglądał do klubu przynajmniej raz w tygodniu, a jeśli mógł, to częściej. Przez ostatnie trzy lata pojawiał się tutaj prawie w każdą sobotę, z wyjątkiem tych sobót, kiedy wyjeżdżał z miasta. Minione trzy tygodnie były dla mnie torturą.

Carson pochylił się ku mnie, musnął oddechem moją szyję, a ja wiedziałam, co usłyszę, zanim otworzył usta. Moje ciało było w stanie oczekiwania. Gdy tylko tego wieczoru pojawił się w drzwiach klubu, wiedziałam, jak to się skończy.

– Może zatańczysz, Em?

Zdenerwowałam się, a przecież powinnam już do tego przywyknąć. Mówiąc całkiem szczerze, przywykłam. Klientom nie wolno było mnie dotykać. Robiłam to setki razy, dla setek klientów i nigdy mi to nie przeszkadzało. Ale z jakiegoś powodu, kiedy robiłam to dla Carsona, moje ciało wibrowało z ekscytacji. Wtedy to nie była praca, bo sprawiało mi to zbyt dużą przyjemność.

Kiwnęłam głową i wstałam, spojrzałam na jego przystojną twarz, a serce zaczęło mi walić jak szalone. Uśmiechnął się i rozsiadł się wygodnie na obitym czarnym aksamitem siedzeniu, rozłożył ramiona i położył je na oparciu niedużej sofy. Lekko przekrzywił głowę, patrzył na mnie, odrobinę rozchylając pełne wargi.

Robiłam to, co zawsze, to, co lubił, ocierałam się o niego, aż oddech mu przyspieszył. Tańcząc przed nim, przesuwałam rękami wzdłuż ciała, uwodzicielsko kołysałam biodrami w rytm muzyki, patrząc na niego spod rzęs. Widziałam, że mu się podoba. Powiódł spojrzeniem w dół mojego ciała, mocno zaciskając dłonie w pięści, jego biodra poruszały się razem z moimi, on też się o mnie ocierał. Czułam, jak bardzo mu się to podoba – może nawet tak bardzo jak mnie.

Kiedy piosenka dobiegła końca, uśmiechnęłam się i zatrzymałam, ale on pokręcił głową.

– Nie, muszę nadrobić trzy tygodnie. Nie przestawaj – polecił. Jego głos był tak ochrypły z pożądania, że ledwie mogłam oddychać.

Z uśmiechem poprosiłam o kolejną piosenkę. Tym razem usiadłam na nim okrakiem, chwyciłam przód jego koszuli i przycisnęłam czoło do jego czoła. Moje włosy opadały wokół naszych twarzy niczym gruba, jedwabista kurtyna. Odchylił do tyłu głowę, muskając wargami moje wargi. Natychmiast, jak na sygnał, rozbłysła we mnie znajoma żądza.

Nie wolno mi było go pocałować, to wbrew zasadom obowiązującym w głównej sali. Do tego służyły pokoje na tyłach przeznaczone dla dziewczyn, które ze swoimi klientami chciały posunąć się dalej. W ciągu ostatnich trzech lat byłam w tych pokojach wiele razy, co najmniej raz w tygodniu – cóż, w każdym razie wtedy, kiedy Carson był w mieście. Tylko jeden mężczyzna mógł mnie do tego nakłonić. Tylko jednemu wolno było mnie dotykać. Tylko jednemu pozwalałam przenieść się do nieba, bo tak się z nim czułam.

Carson Matthews.

Jego wargi znów znalazły moje usta, tym razem całował z jakąś desperacją. Przez ułamek sekundy oddałam mu pocałunek, potem się odsunęłam. To, co robiłam, było wbrew regułom. Nie stać mnie na utratę pracy. Bez słowa wskazałam głową w stronę pokoi na tyłach, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Carson skinął głową, oddychał nierówno. Jego twarz wyrażała czystą najprawdziwszą żądzę, aż poczułam, że ślina napływa mi do ust.

Odepchnęłam się od niego i wstałam. Wzięłam go za rękę i pociągnęłam, żeby także się podniósł, potem poprowadziłam go przez salę do czekających na nas prywatnych pokoi na tyłach baru. Gdy tylko drzwi się za nami zamknęły, Carson objął mnie mocno i pchnął na ścianę, przyciskając wargi do moich ust. Pocałunek był tak słodki, tak namiętny i czuły, aż zachciało mi się płakać.

Jego wargi powędrowały w dół mojej szyi, a ja tylko odchyliłam głowę i westchnęłam. Od trzech tygodni nie uprawiałam seksu i emocje we mnie buzowały. Aż do tej chwili nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo tego potrzebowałam.

– Tęskniłem za tobą, Em – szepnął z wargami przy mojej skórze.

Zacisnęłam palce na jego jasnobrązowych włosach.

– Ja też za tobą tęskniłam, Carson.

– Naprawdę? Potrzebujesz czegoś? – spytał, delikatnie szczypiąc wargami skórę na moim obojczyku.

Przełknęłam ślinę, tak naprawdę nie miałam pojęcia, co mu odpowiedzieć. Nigdy niczego od niego nie chciałam; nigdy niczego się nie spodziewałam. Dał mi już najlepszą rzecz, jaką mógł mi ofiarować… choć sam o tym nie wiedział.

– Nie, niczego mi nie trzeba – skłamałam, głośno wciągając powietrze, kiedy jego wszędobylskie ręce przesuwały się po moim ciele. Odparł coś, czego nie zrozumiałam, bo znów całował moją szyję, wplatając palce w moje włosy.

– Widziałam cię w telewizji – wydyszałam.

O Boże, czemu ja teraz gadam? Czemu nie mogę zamilknąć i cieszyć się tą chwilą?

Odsunął się odrobinę i przywołał na twarz ten swój słodki uśmiech okraszony dołeczkami.

– Naprawdę?

Kiwnęłam głową i przyciągnęłam go bliżej, nie chciałam, żeby cokolwiek nas dzieliło. Carson przeniósł dłonie na moje pośladki i delikatnie mnie uniósł. Instynktownie objęłam go nogami w pasie, przywarłam do niego tak mocno, jak to tylko możliwe, splatając nogi w kostkach za jego plecami.

– Wygrałeś wyścig w Hiszpanii. Widziałam, jak stałeś na podium i otworzyłeś szampana – plotłam niepewna, dlaczego wciąż go zagaduję, kiedy pragnęłam jedynie pchnąć go na fotel i zajechać prawie na śmierć.

Kiwnął głową i odsunął włosy z mojej rozpalonej twarzy, pogłaskał kciukiem mój czerwony policzek.

– Tak. A widziałaś wyścig?

Potrząsnęłam głową. Jeśli mam być szczera, nie byłam w stanie tego oglądać. Nie znosiłam patrzeć, jak Carson ściga się na torze. Sama myśl, że pędzi ponad trzysta kilometrów na godzinę, i to przechylony tak blisko ziemi, mroziła mi krew w żyłach. Kiedyś raz próbowałam to obejrzeć, ale dosłownie wrzeszczałam na telewizor i w końcu musiałam go wyłączyć, żeby nie paść na zawał.

– Nie przepadam za tym – przyznałam.

Zaśmiał się i cmoknął mnie w czubek nosa, w dalszym ciągu mocno przyciskając do ściany.

– Czasami jesteś taka zabawna, Em. Powinnaś się przynajmniej zainteresować tym, co robię. – Nadąsał się, udając obrażonego.

– Ależ interesuję się. Po prostu nie lubię myśleć o tym, że jeździsz z taką wariacką prędkością. I te zakręty… do diabła, Carson, tak się przechylasz na bok, że prawie dotykasz ziemi. To straszne. Nie mogę tego oglądać, skarbie, po prostu nie jestem w stanie.

Carson uniósł brwi.

– Czyli nie chodzi o to, że wyścigi cię nudzą? Ty się o mnie martwisz – droczył się ze mną, ugniatając moje uda i jak Eskimos czubkiem nosa pocierając mój nos.

– Z całą pewnością nie jestem znudzona twoim skórzanym kombinezonem. – Zachichotałam zmieszana.

– Zboczona świruska. – Zaśmiał się.

– Mówi facet, który przyciska striptizerkę do ściany – odparowałam z ironicznym uśmieszkiem.

Uśmiechnął się szeroko i odsunął się ze mną od ściany, potem uklęknął, a mnie położył na plecach na niskim stoliku, zrzucając na podłogę stertę magazynów pornograficznych. Chwycił mnie za nadgarstki i trzymał moje ręce po obu stronach głowy, a kiedy mnie przygniótł ciężarem swojego ciała, byłam już nieźle podniecona.

– Już nie. Teraz przyciskam striptizerkę do kawowego stolika. – Zabawnie poruszył brwiami, potem się pochylił i delikatnie dotknął wargami moich ust. Przestał ściskać mi nadgarstki. Splótł palce z moimi palcami i tylko całował mnie namiętnie. Zawsze taki był: czuły, adorujący, delikatny. Dla mnie to nie był tylko czysty seks, powiedziałabym raczej, że się kochamy. Za każdym razem czułam, jakbyśmy tworzyli jedność: jedno ciało, jednego ducha.

* * *

Kiedy skończyliśmy, brakowało mi tchu i byłam gotowa zasnąć. Zamknęłam oczy i trzymałam przy sobie spocone ciało Carsona, wodząc palcami po tatuażu w górnej części jego pleców. Anioł stróż z rozłożonymi skrzydłami. Bardzo mi się podobał ten tatuaż i zawsze się modliłam, żeby ten anioł wyryty na jego skórze zapewnił Carsonowi bezpieczeństwo.

Carson oddychał ciężko z twarzą wtuloną w zagłębienie mojej szyi. Przygniatał mnie całym ciałem. Nasze nogi były splątane. Potem lekko się odsunął, pocałował w szyję i usiadł. Ściągnął prezerwatywę, po czym wrzucił ją do plastikowego kosza na śmieci. Wrócił do mnie spojrzeniem, ale zatrzymał je na mojej twarzy i patrzył, jakby na całym świecie nie było nic bardziej interesującego. Powiodłam palcem po tatuażu wzdłuż bocznej części klatki piersiowej Carsona. Tym razem to był napis, a wymyślne litery składały się na słowa:

Nie jedź szybciej,

niż twój anioł stróż

potrafi latać.

Uśmiechnęłam się, czytając te słowa, tak bardzo do niego pasowały.

– Zrobisz sobie więcej tatuaży? – Dotknęłam palcem jednego, a potem kolejnego. Nie wytatuował sobie całego ciała, ale miał ich kilka. Skupiłam się na tym, który lubiłam najbardziej, w dole brzucha, sporo pod pępkiem, można go było zobaczyć tylko wtedy, gdy Carson był nagi. To był czarno-biały motyl, a zarysy jego skrzydeł tworzyły fantazyjne litery. Ich misterność wzbudzała mój podziw za każdym razem, kiedy je widziałam. Litery na obu skrzydłach układały się w ten sam napis: Dałaś mi skrzydła i sprawiłaś, że latam. Na wewnętrznej stronie prawego przedramienia Carson kazał sobie wytatuować wiersz po łacinie. Jego niewiarygodnie piękne ciało zapierało dech w piersiach, a te dzieła sztuki jeszcze przydawały mu piękna.

Carson wzruszył ramionami, nie spuszczając wzroku z mojej twarzy.

– Może, jak przyjdzie mi do głowy coś, co chciałbym mieć. Czemu pytasz, podniecają cię? – Położył się znów obok mnie, objął ramieniem i przyciągnął bliżej. Między nami nie było ani centymetra wolnej przestrzeni.

Powściągnęłam uśmiech.

– Chyba są trochę odpychające – skłamałam.

Zaśmiał się.

– No to nie zrobię ani jednego więcej. Dla ciebie, Em. – Westchnął i pocałował mnie w czoło, a następnie podniósł się z podłogi. Wyciągnął do mnie rękę, żeby pomóc mi wstać, a ja wsunęłam w nią dłoń. Przez chwilę wodził wzrokiem po moim ciele i nagle jego czoło przecięła zmarszczka.

– Schudłaś?

Nerwowo przełknęłam ślinę. Rany, co mam na to odpowiedzieć? Przez ostatnie dwa tygodnie trochę straciłam na wadze. W klubie nie było ruchu, przez parę minionych tygodni nie było mnie stać na to, żeby zjeść przyzwoicie, podnieśli mi czynsz i jeszcze ta wycieczka Rory’ego. Nie sądziłam, że ktoś zauważy, jak stracę dwa czy trzy kilo, ale najwyraźniej byłam w błędzie.

Wzruszyłam ramionami, bagatelizując sprawę.

– Może, nie wiem.

Jego zmarszczka się pogłębiła. Ścisnął mnie za biodra, obrócił do siebie bokiem i zlustrował z góry do dołu, aż się wzdrygnęłam pod jego przenikliwym spojrzeniem.

– Schudłaś – stwierdził z przekonaniem. – Nie powinnaś za bardzo chudnąć. Niewiele cię zostało.

Uśmiechnęłam się, słysząc jego troskę.

– Okej, skarbie, jak uważasz.

Podniósł z podłogi mój skąpy służbowy uniform i podał mi go. Włożyłam strój, obserwując przy tym Carsona, jak wkładał swoje drogie ciuchy od modnych projektantów, które pewnie kosztowały więcej niż mój miesięczny czynsz.

Gdy był już ubrany, wziął do ręki moje buty i krzywiąc się, przyjrzał im się bacznie.

– Nogi cię od nich nie bolą? Nie wyglądają na specjalnie wygodne.

Zaśmiałam się i przewróciłam oczami, wzięłam od niego buty i przycupnęłam na niskim stoliku, żeby je włożyć.

– Są w porządku. Noszę je tylko kilka dni w tygodniu – odparłam. Starałam się nie pokazać, że owszem, jak wsunę w nie stopy, mam wrażenie, jakby wyściółkę buta tworzyły żyletki.

– To ile dni w tygodniu teraz pracujesz?

Wzruszyłam ramionami. Brałam tyle zmian, ile potrzebowałam. Nie chciałam pracować poza weekendami, ale zdarzało się, że w naprawdę trudnym miesiącu, gdy było krucho z pieniędzmi, pracowałam więcej. W tym tygodniu akurat codziennie.

– W dalszym ciągu tylko w weekendy – znów skłamałam.

– A jak leci na uniwerku? – spytał, kucając, żeby patrzeć mi w twarz, gdy zapinałam sprzączki.

– Chyba nieźle. W tej chwili mam naprawdę sporo nauki. Zbliża się koniec semestru, będę miała parę wolnych tygodni. Już się cieszę.

Kiwnął głową z uśmiechem.

– Super.

Kiedy już skończyłam z butami, pomógł mi wstać, sięgnął po portfel i odliczył spory plik banknotów. Odwróciłam wzrok, tej chwili nienawidziłam. Zapłata. Kiedy byliśmy razem, oszukiwałam się, mówiąc sobie, że Carson się ze mną kocha. Nie chciałam za to pieniędzy, chciałam, żeby mnie pragnął, mnie, nie tylko mojego ciała. Z radością oddałabym mu ciało za darmo, ale jeśli chciał mi zapłacić, nie byłam w stanie odmówić. Pieniądze, które otrzymywałam od Carsona były przeznaczone na coś najważniejszego na świecie.

Nie liczyłam wciśniętej mi do ręki forsy, Carson znał ceny. Płacił za dwa tańce erotyczne na jego kolanach i pokój na tyłach – należało się za to 200 funtów, dwa razy po 50 za taniec i 100 za pokój. Wsunęłam pieniądze do kieszeni, nie patrząc na Carsona. W takiej chwili czułam się brudna i trochę wykorzystana. Ta chwila za każdym razem łamała mi serce.

Objął mnie w tali i pochylił głowę, żebym spojrzała mu w oczy.

– W przyszłym tygodniu się nie zobaczymy, jutro znów wyjeżdżam. Ale zobaczę cię za dwa tygodnie, okej? – rzekł cicho. Skinęłam głową, bo nie wiedziałam, co mogłabym mu powiedzieć. – W następną sobotę mam kolejny wyścig, może obejrzałabyś mnie w telewizji? Jak chcesz, pomacham do ciebie w moim skórzanym kombinezonie – zażartował.

Zaśmiałam się mimo bólu, jaki czułam w środku.

– No to może włączę telewizor, jak wyścig się skończy, żeby cię zobaczyć w tym kombinezonie.

Kiwnął głową.

– Okej, więc zróbmy tak. Jak wygram wyścig, przeprowadzą ze mną później wywiad. Powiedz mi jakieś słowo albo zdanie, a ja włączę je do swojej wypowiedzi, będziesz wtedy wiedziała, że o tobie myślę.

Już kiedyś tak zrobiliśmy, ale wtedy bardzo mu to ułatwiłam. Nie zamierzałam tego powtarzać.

– A gdybyś musiał powiedzieć dwie rzeczy? – spytałam prowokująco.

Wzniósł oczy do nieba.

– Robisz się bardzo wymagająca, Emmo – zganił mnie żartobliwie. – Jakie rzeczy? Lepiej niech to nie będzie nic w rodzaju: „sypiam z małymi chłopcami”.

– Nie, to będzie prostsze. Chociaż „sypiam z małymi chłopcami” jest zarąbiste – zażartowałam, udając, że to rozważam.

Dźgnął mnie palcem w żebra, a ja się roześmiałam i odsunęłam się od niego.

– Okej, okej, już dobrze. Musisz powiedzieć „zipadiduda” i „smażone kurczaki”. – Wzruszyłam ramionami. Nic lepszego nie udało mi się wymyślić na poczekaniu. Założyłabym się, że dzisiaj w nocy, kiedy będę wypłakiwać oczy w łóżku, wpadnę na dużo lepszy pomysł.

Zaśmiał się i skinął głową.

– Zgoda, dwa razy tak. – Skłonił głowę i pocałował mnie delikatnie, kładąc rękę na moim karku i przygarniając mnie bliżej. Pogłębiając pocałunek, wsunął palce w moje włosy. Kiedy zaczęło brakować mi tchu, oderwał wargi od moich ust i nasze oczy się spotkały. Gdy patrzył na mnie tak jak teraz, świat poza nim nie istniał. Był tylko Carson.

– Lepiej już pójdę, za chwilę zamykają – powiedział.

Przytaknęłam załamana, bo nasz wspólny wieczór dobiegał końca. Otworzył drzwi, wziął mnie za rękę i poprowadził do stolika, gdzie wciąż siedzieli jego przyjaciele. Klub powoli pustoszał, a ja byłam więcej niż gotowa, żeby wracać do domu.

Bradley, jeden z kumpli Carsona, przywitał nas głupim uśmieszkiem.

– No, no. Nadrobiłeś trzy tygodnie tłumionej frustracji seksualnej, co, Carson?

Carson zmierzył go wzrokiem i klepnął w tył głowy.

– Zamknij się, dupku.

Frustracja seksualna? O co tu chodzi? Jakim cudem Carson mógł być sfrustrowany? Widziałam go w gazetach, jak wylegiwał się na jachcie z króliczkiem „Playboya” i dwiema innymi dziewczynami w tak kusym bikini, że nie dało się nawet określić koloru tych skrawków materiału. Niemożliwe, żeby Carson Matthews był sfrustrowany z jakiegokolwiek powodu. Nie znosiłam oglądać go na takich zdjęciach: jak wychodzi z klubu z uwieszoną na nim dziewczyną, jak się wygłupia z dziewczynami na plaży albo jak durne hostessy MotoGP piszczą i dumnie prezentują przed nim swoje minikostiumy, a on śmieje się w najlepsze. Takie zdjęcia łamały mi serce, chociaż nie miałam prawa do zazdrości, bo Carson nie był moim chłopakiem. Nie miałam prawa do podobnych uczuć. Byłam dla niego tylko klubową tancerką erotyczną, z którą lubił się bzykać, kiedy był akurat w mieście. A jednak nigdy nie pozwoliłam sobie myśleć o nim w ten sposób. Bo Carson zawsze będzie moją pierwszą miłością.

– Tylko bez bójek, chłopcy. Jak chcecie się bić, to wynoście się na zewnątrz, inaczej skopię wam tyłki – powiedziałam żartem, zbierając ze stolika puste szklanki i butelki.

– Em, zwijam się. Do zobaczenia za dwa tygodnie, dopilnuję, żeby usiąść w twoim rewirze. Stoliki od jedynki do szóstki, tak?

– Tak – potwierdziłam. – Do zobaczenia, panie Matthews.

Puścił do mnie oko, potem się odwrócił i ruszył z kolegami do wyjścia. Z westchnieniem odprowadzałam go wzrokiem, aż zniknął mi z widoku. To ledwie dwa tygodnie. 14 dni. 336 godzin. Jak miną, znów go zobaczę. Wydawało mi się, że to cała wieczność.

Po wyjściu ostatniego klienta wciągnęłam dżinsy i bluzę z kapturem, nie zdejmując gorsetu, wsunęłam stopy w stare, znoszone trampki i opuściłam klub. Było już prawie wpół do trzeciej nad ranem, czekał mnie jeszcze piętnastominutowy spacer, zanim wczołgam się do łóżka i zasnę.

Idąc w stronę bloku, który nazywałam domem, ściskałam w dłoni ukryty w kieszeni sprej pieprzowy. Zawsze zachowywałam ostrożność. To nie była najlepsza dzielnica Londynu. Spacerowanie ulicami o tej porze było głupotą, niestety nie stać mnie było na taksówkę, więc w zasadzie nie miałam wyboru.

Na szczęście w drodze nic złego mnie nie spotkało. Gdy w końcu wdrapałam się na siódme piętro i stanęłam przed swoimi drzwiami, padałam z nóg.

Z westchnieniem weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi na trzy zamki, bo tyle ich zainstalowaliśmy. Potem, gdy już poczułam się bezpiecznie, z kolejnym westchnieniem natychmiast skierowałam kroki do lodówki, żeby sprawdzić, czy zostało dla mnie coś do jedzenia. Od śniadania nie miałam nic w ustach, żołądek zaczął mnie boleć z głodu. Wiedziałam przecież, że nie zrobiłam żadnych zakupów, a jednak liczyłam, że jakimś cudem znajdę w lodówce coś, dzięki czemu skurcze żołądka ustąpią.

Niestety, tak jak się mogłam spodziewać, lodówka prawie świeciła pustkami. Została odrobina mleka, na dwie miseczki płatków na śniadanie, mały kawałek sera i cztery jajka, co z kolei zapewni nam lunch. Z boku wypatrzyłam pół bochenka chleba i przeklęłam pod nosem, kiedy się przekonałam, że Rory zostawił otwarty worek, więc chleb pewnie sczerstwiał. Wsunęłam rękę do środka, by sprawdzić, czy da się go uratować. Był nieco twardszy, niż bym sobie życzyła, lecz wciąż nadawał się do jedzenia. Zapakowałam go, po czym po cichu ruszyłam do pokoju Rory’ego. Leżał rozciągnięty na łóżku, w ubraniu, z jedną ręką zwisającą na podłogę i chrapał. Telewizor był włączony. Uśmiechnęłam się, przykryłam go kołdrą i wyłączyłam telewizor. Rory był dobrym dzieciakiem, trochę problemowym z powodu surowych metod wychowawczych naszych rodziców. Z młodszych braci Rory był najlepszy.

Wycofałam się, bezgłośnie zamykając drzwi, i ruszyłam do mojego pokoju, który znajdował się obok. Kiedy się przebrałam w znoszoną nocną koszulę, wsadziłam rękę do kieszeni spodenek z klubu i wyciągnęłam plik banknotów od Carsona. Był spory, Carson zapłacił więcej, niż się należało.

Policzyłam forsę, kładąc banknoty na nocnej szafce. Było tego 400 funtów. Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy, łza spłynęła mi po policzku i poczułam wielką ulgę. Wystarczy na wycieczkę Rory’ego i jeszcze trochę zostanie. Nie muszę się już zamartwiać.

Wzięłam z kupki 40 funtów, resztę wcisnęłam z tyłu szuflady w komodzie do koperty, którą tam przykleiłam właśnie w tym celu. 40 funtów wsadziłam do kieszeni dżinsów. Dzięki Carsonowi jutro nie będę chodziła głodna.

Podeszłam do łóżeczka stojącego w nogach mojego łóżka. Oparłam ręce na balustradzie i zajrzałam do środka, gdzie spokojnym snem spała moja mała córeczka, dokładnie tam, gdzie ją zostawiłam, wychodząc dziś wieczorem do pracy. Na widok tej słodkiej twarzyczki aniołka uśmiechnęłam się. Była taka piękna jak jej tatuś. Kręcone jasnobrązowe włosy leżały rozrzucone na poduszce. Mocno przytulała pluszowego misia. Jej rysy były idealne, podobnie jak rysy twarzy Carsona. Miała śliczny mały nosek i ten sam owal twarzy. Gdyby teraz podniosła powieki, miałabym wrażenie, że patrzę w oczy, w które zaglądałam już tej nocy.

Wyciągnęłam rękę i ostrożnie, żeby jej nie obudzić, pogłaskałam po policzku.

– Kocham cię, Sasha – szepnęłam.

To dla niej żyłam, dla niej wstawałam co dzień rano. Dla niej każdego dnia zmagałam się z życiem, choć tak naprawdę miałam chęć załamać się i płakać. Sasha i Rory – to były dwa powody, dla których pracowałam w tym koszmarnym klubie, nosiłam obrzydliwy uniform i kaleczyłam stopy w tandetnych butach. Oboje byli tego warci.

Westchnęłam i postanowiłam się położyć. Czułam, jak wzbiera we mnie smutek i wiedziałam, że niedługo znów się załamię. Wzięłam drugą poduszkę, która leżała na pustym miejscu i wcisnęłam w nią twarz, kiedy zaczęły po niej płynąć łzy. Wdrapałam się na łóżko i naciągnęłam na głowę kołdrę, żeby stłumić płacz, a potem robiłam to, co zawsze po spotkaniu z Carsonem – szlochałam aż do zaśnięcia.

ROZDZIAŁ DRUGI

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

POLECAMY RÓWNIEŻ

Spis treści:

Okładka
Karta tytułowa
PODZIĘKOWANIA
ROZDZIAŁ PIERWSZY
ROZDZIAŁ DRUGI
ROZDZIAŁ TRZECI
ROZDZIAŁ CZWARTY
ROZDZIAŁ PIĄTY
ROZDZIAŁ SZÓSTY
ROZDZIAŁ SIÓDMY
ROZDZIAŁ ÓSMY
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
ROZDZIAŁ JEDENASTY
ROZDZIAŁ DWUNASTY
ROZDZIAŁ TRZYNASTY
ROZDZIAŁ CZTERNASTY
ROZDZIAŁ PIĘTNASTY
ROZDZIAŁ SZESNASTY
ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY
ROZDZIAŁ OSIEMNASTY
ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY

Tytuł oryginału: Poles Apart

Opracowanie graficzne okładki i stron tytułowych: Emotion Media

Ilustracja na okładce: 123rf

Wszystkie prawa zastrzeżone

Redaktor prowadzący: Alicja Oczko

Opracowanie redakcyjne: Bogumiła Widła

Korekta: Barbara Żebrowska

Copyright © 2014 Kirsty Moseley. All rights reserved.

Copyright © for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o.,

Warszawa 2022

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

HarperCollins jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

ISBN 978-83-276-8612-1

HarperCollins Polska sp. z o.o.

ul. Domaniewska 34a

02-672 Warszawa

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink