Więzy ciała - David Herbert Lawrence - ebook

Więzy ciała ebook

David Herbert Lawrence

0,0
3,41 zł

lub
Opis

"Stała bez ruchu na środku przestronnego pokoju, a w jej niewymuszonej pozie wyczuwało się napięcie. Blask świecy wysmuklał jej wspaniałą sylwetkę odzianą w czerwoną suknię, opadającą miękko aż do samej ziemi. Ciemnoblond włosy dziewczyny były luźno spięte w koronę na głowie, a młoda, uniesiona do góry twarz przypominała świeży pąk kwiatu. Elegancka jedwabna suknia barwy przyćmionego szkarłatu podkreślała doskonałość jej urody: tylko miłość mogła doprowadzić do tak pełnego, a zarazem niezwykłego rozkwitu. Płaszcz i kapelusz leżały obok, niedbale rzucone na stół." (fragment)

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 35




Więzy ciała

David Herbert Lawrence

Strona redakcyjna

ISBN: 978-83-7991-106-6 Licencja: Tekst z domeny publicznej. Źródło: Polska Biblioteka Internetowa Opracowanie tej wersji elektronicznej: © Masterlab, 2014. Język i pisownia mogą być miejscami archaiczne - zachowane w brzmieniu zgodnym z oryginalnym wydaniem. Zdjęcie na okładce: Freeimages
MASTERLAB Wydawanie i konwersja ebooków E-mail: biuro.masterlab@gmail.com www.masterlab.pl Białobrzegi, Polska

1

Stała bez ruchu na środku przestronnego pokoju, a w jej niewymuszonej pozie wyczuwało się napięcie. Blask świecy wysmuklał jej wspaniałą sylwetkę odzianą w czerwoną suknię, opadającą miękko aż do samej ziemi. Ciemnoblond włosy dziewczyny były luźno spięte w koronę na głowie, a młoda, uniesiona do góry twarz przypominała świeży pąk kwiatu. Elegancka jedwabna suknia barwy przyćmionego szkarłatu podkreślała doskonałość jej urody: tylko miłość mogła doprowadzić do tak pełnego, a zarazem niezwykłego rozkwitu. Płaszcz i kapelusz leżały obok, niedbale rzucone na stół.

Sama w pokoju, zamyślona, stała targana sprzecznymi uczuciami. Palce opuszczonych wzdłuż ciała dłoni poruszały się niespokojnie, ocierając nerwowo o siebie. Ściągnięte brwi zdradzały napięcie.

Bielone ściany i imponujący, bielony strop lśniły łagodnie w blasku świec. Pokój mieścił się na poddaszu: miał dwa okna i beczkowate sklepienie, które sprawiało, że przeciwległe ściany były dość niskie. Przy jednej z nich stało wąskie, posłane już na noc łóżko; złożona biała kapa leżała obok. Nieco dalej stał żelazny piec. Przy oknie, tym bliższym łóżka, znajdowało się biurko z przyborami do pisania i wspaniałym kaktusem z czerwonymi kwiatami, którego fantazyjny cień padał na ścianę. Pod drugim oknem, naprzeciw drzwi, na których wisiał płaszcz wojskowy, stał stolik. Na kołkach powbijanych w czwartą ścianę wisiała broń, sprzęt wędkarski oraz odzież — była to odzież męska, a ściślej: wojskowa. Pokój niewątpliwie należał do mężczyzny, prawdopodobnie do młodego porucznika.

Po pewnym czasie dziewczyna w długiej, dodającej jej powagi, czerwonej sukni otrząsnęła się z zadumy i jakby mimochodem podeszła do biurka. Usta miała mocno zasznurowane, może ze złości, może z bólu. Podniosła dużą pieczęć wykonaną z agatu i spojrzała na wyryty w kamieniu herb, po czym kilka razy pogładziła go palcem. Odłożyła pieczęć i popatrzyła na inne przedmioty: na piękny stary kufel służący do przechowywania tytoniu, na srebrną, podobną do urny szkatułkę, bardzo starą, o niezwykle oryginalnym kształcie, na miseczkę z kawałkami wosku. Wzięła kilka do ręki. O, taką ciemnozieloną grudką zapieczętowała swój ostatni list. Zresztą, czy to ważne? Bezmyślnie przekręciła na drugą stronę notes z bibułą, na którym również widniał herb właściciela. Podeszła do okna. Stanęła we wnęce okiennej i wyjrzała na zewnątrz. Otworzyła jedno skrzydło i odetchnęła głęboko zimnym, nocnym powietrzem. Co za rozkosz! Daleko w dole ciągnęła się ulica, złocista droga mleczna, troszkę niewyraźna, pełna miniaturowych, czarnych postaci idących, skręcających lub zawracających z marionetkowym, mrówczym zaaferowaniem. W pewnym momencie przejechała z turkotem dorożka — z tej wysokości śmiesznie mała. Życie toczyło się normalnie... a on nie przychodził.

Spojrzała na niebo. Miała wrażenie, że białe, migoczące gwiazdy są mniej odległe niż ulica, że są jej bliższe i jakby bardziej prawdziwe. Stała z twarzą uniesioną do gwiazd, z rękami przyciśniętymi do piersi i czekała w dłużącej się, bolesnej niepewności. Odgłosy uliczne, które docierały na górę, były stłumione i brzmiały jak brzęczenie owadów. Natomiast gwiazdy lśniące nad głową połyskiwały jasno, niepokonane i niezawodne. W sercu czuła chłód podobny do ich zimnego blasku.

Nagle drgnęła. Usłyszała głośne stukanie do drzwi oraz kobiecy głos, który pytał:

— Jest tam kto?

— Otwarte — powiedziała.

Z żalem odwróciła się od migoczących gwiazd, wzdrygając się na myśl o intruzie, o tym, że ktoś zakłóci jej spokój.

W drzwiach ukazała się szczupła, atrakcyjna dziewczyna o ciemnych włosach, odziana w ekstrawagancką suknię z ciemnofioletowego jedwabiu i granatowego aksamitu. Za nią stał niski, niepozorny podporucznik o smagłej cerze, ubrany w błękitny mundur.

— A to ty! — zawołała Teresa, wchodząc do pokoju. — Jesteś sama, Marto? A gdzie twój wojak?

Dziewczyna w czerwonej sukni wzruszyła ramionami i spojrzała w bok, nie odzywając się ani słowem.

— Nie ma go tu? Nie wiesz, gdzie jest? Ach, co za dureń! Co za potwór! Gdzie on się podziewa? — zwróciła się do swojego towarzysza.

On również wzruszył ramionami.

— Powiedział, że wyjdzie za pół godziny — odparł.

— Ha! Za pół godziny? Ładne mi rzeczy! A ile już minęło, dwie godziny?

Mężczyzna ponownie wzruszył ramionami. Miał piękne, czarne rzęsy i duże, spokojne oczy. Rozglądał się po pokoju z dezaprobatą, podczas gdy Teresa, o skórze złocistej niczym sierść młodej lamparcicy, żądała od niego wyjaśnień.

— Nietrudno zgadnąć, gdzie przebywa — rzekła, siadając na posłanym łóżku.

Dziewczyna w czerwieni poczuła, jak coś ściska ją w sercu.

— Wino, kobiety