WIĘŹ 2/2020 - Towarzystwo Więź - ebook

WIĘŹ 2/2020 ebook

Towarzystwo WIĘŹ

4,2

Opis

W kontakcie z nowymi technologiami nie powinniśmy dziś ufać nawet własnym zmysłom. Tymczasem w 60% polskich domów nie ma żadnych zasad korzystania z internetu. Jak więc zachować cyfrową higienę?

W każdej części świata Kościół katolicki jest równocześnie prawdziwie globalny i prawdziwie lokalny. Jak wygląda na tym tle specyfika polskiego katolicyzmu? Czy dryfujemy w stronę religijności zeświecczonej?

W ostatnich latach w Polsce na potęgę buduje się muzea historyczne. Do czego służą one swoim mecenasom? Tworzone są w imię jakichś racji czy tylko „przeciwko” komuś? Jak opowiadać historię w przypadku konfliktów pamięci?

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 371

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




kwartalnik, warszawawięź lato 2020

Drodzy Państwo,

W letnim numerze „Więzi” znajdą Państwo m.in. rozmowę, którą przeprowadziłem z hiszpańsko-amerykańskim socjologiem religii, José Casanovą. Ten wybitny znawca współczesnych problemów religijności, sekularyzacji i globalizacji to człowiek o olbrzymiej wiedzy porównawczej.

Z prof. Casanovą spotkaliśmy się w Pradze podczas seminarium w ramach międzynarodowego projektu badawczego „Faith and Beliefs of «Unbelievers»”, kierowanego przez ks. prof. Tomáša Halíka, a finansowanego przez Fundację Johna Templetona. Pytałem o ewolucję religijności we współczesnym świecie. Wiele dała mi do myślenia teza Casanovy o katolickiej glokalizacji, czyli różnych modelach, jakie lokalnie przybierają globalne trendy rozwojowe. Jego zdaniem bowiem globalizacja (tak jak sekularyzacja) to na pewno nie proces jednokierunkowy, a nowym imieniem katolickości jest dziś wielorakość.

Dużo rozmawialiśmy także o polskim doświadczeniu sekularyzacji. Sam Casanova 17 lat temu przewidywał (również na łamach „Więzi”), że w Polsce może udać się połączenie modernizacji społecznej i gospodarczej z głęboką religijnością. Z wywiadu dowiedzą się Państwo, jak dziś patrzy na nasz kraj.

W dniu, gdy wracałem z Pragi, w Polsce zamknięto szkoły, co symbolicznie można uznać za początek nowej epoki życia społecznego – czasu izolacji i dystansowania. Był to także niezwykły okres próby dla polskiej religijności. Nasi redaktorzy i autorzy swoją publicystyką i poradami (także duchowymi) na czas pandemii towarzyszyli Państwu na bieżąco w serwisie Więź.pl.

Na łamach kwartalnika ten okres, gdy Kościół działał „w trybie awaryjnym”, podsumowują ks. Remigiusz Szauer i Sebastian Duda. Ten pierwszy opisuje, jak bardzo epidemia ujawniła nadmierną obrzędowość polskiej religijności. Nasz redakcyjny kolega w osobistym eseju dzieli się natomiast z Państwem duchowym doświadczeniem chrześcijaństwa Wielkiej Soboty. Wobec tej refleksji nie sposób pozostać obojętnym.

Zbigniew Nosowski

Podziękowania dla Przyjaciół

Serdecznie dziękujemy wszystkim Darczyńcom i Patronom „Więzi”! Państwa życzliwość jest dla nas niezwykle ważna. Dzięki niej „Więź” może nie tylko trwać, ale też się rozwijać. W ostatnim okresie wsparcia udzieliły nam następujące osoby:

Maciej Achremowicz ○ Elżbieta Adamiak ○ Jacek Ambroziak ○ Siarhei Anhur ○ Krzysztof Antoniak ○ Tomasz Arabski ○ Marta Babiuch ○ Radosław Baran ○ Paweł Batory ○ Iwona Beaupré ○ Agnieszka Bednorz ○ Łukasz Bestry ○ Ewa Bielecka ○ Krystyna Bijak ○ Łukasz Blachnik ○ Zygmunt Bluj ○ Adam Bodnar ○ Magdalena Bogdańska ○ Kamil Brożyna CR ○ Tomasz Brzostek ○ Arkadiusz Buchenfeld ○ Zbigniew Buchner ○ Tomasz Buszman ○ Michał Buczek ○ Michał Całka ○ Maria Chantry ○ Dominika Chmielewska ○ Maria Chmielewska ○ Marianna Chmielewska ○ Jakub Choinski ○ Władysław Cholewa ○ Mariola Ciemny ○ Wojciech Cierpiał ○ Łukasz Cieszyński ○ Agnieszka Cieślak ○ Piotr Ciompa ○ Joanna Cutts ○ Marcin Czajkowski ○ Jolanta Czapczyk ○ Maria Czaplińska ○ Katarzyna Czerwińska-Koral ○ Maciej Dąbrowski ○ Andrzej Dec ○ Justyna Domagała ○ Daniel Dramowicz ○ Marta Drobnik ○ Przemysław Fenrych ○ Katarzyna Foster ○ Jarosław Fudecki ○ Jakub Gałęziowski ○ Grzegorz Gauden ○ Anna Gądek-Moszczak ○ Teresa Gierzyńska ○ Piotr Głogowski ○ Grzegorz Gorzechowski ○ Justyna Górnowicz ○ Dominik Górski ○ Leszek Górski ○ Justyna Grajek ○ Marian Hamada ○ Agáta Stanislava Hrkľová ○ Wojciech Jajdelski ○ Karol Janas ○ Krzysztof Jankowiak ○ Marek Jankowski ○ Marcin Jarząbek ○ Ewa Jasionek ○ Krzysztof Jedliński ○ Piotr Jelinowski ○ Piotr Jędorowicz ○ Paweł Kaczorowski ○ Katarzyna Kajzar ○ Michał Kałuziak ○ Jan Kamiński ○ Mikołaj Karłowski ○ Michał Kasperczak ○ Katarzyna Kądziela ○ Jacek Kempa ○ Jakub Kiersnowski ○ Jacek Kłodziński ○ Monika Kłosińska ○ Mateusz Kobak ○ Joanna Kociszewska ○ Wiesław Kolasa ○ Zofia Komorowska ○ Marcin Komosa ○ Konrad Konczewski ○ Cezary Korenc ○ Michał Kosmulski ○ Monika Kostera ○ Aleksandra Kowalczyk ○ Ewa Kowalska ○ Aneta Kozioł ○ Nina Kozłowska ○ Bogdan Kozłowski ○ Robert Krajewski ○ Maria Krawczyk ○ Lesław Krzewski ○ Jakub Kubica ○ Edward Kudrewicz ○ Łukasz Kulaga ○ Artur Kulesza ○ Anna Kulesza-Jesień ○ Michał K. Kuleta ○ Aleksandra Kulczyńska ○ Marcin Kulwas ○ Małgorzata Kundys ○ Iwona Kutyła ○ Krzysztof Kwieciński ○ Ireneusz Lara ○ Andrzej Leszczyński ○ Dagmara Lis ○ Joanna Lisiecka ○ Robert Lisowski ○ Marcin Listwan ○ Mirabella Luszawska ○ Marek Madej ○ Krzysztof Maliszewski ○ Jacek Małyszko ○ Maciej Manikowski ○ Leszek Mańczak ○ Piotr Materny ○ Rafał Mentel ○ Jerzy Meissner ○ Grzegorz Michalik ○ Piotr Michna ○ Andrzej Mierzejewski ○ Karolina Milewska ○ Lech Miłaczewski ○ Anna Mirkowska ○ Włodzimierz Miziołek ○ Magdalena Młynarczyk ○ Małgorzata Mochoń ○ Andrzej Moskalik ○ Paweł Mostek ○ Jan Muszyński ○ Bogna Neumann ○ Maciej Niemiec ○ Aleksandra Nowak ○ Anna Nowak ○ Ewa Nowakowska ○ Sebastian Oduliński ○ Joanna Orłowska ○ Karolina Orzeł ○ Wojciech Pająk ○ Dima Panto ○ Maciej Papierski ○ Katarzyna Pasek ○ Krzysztof Patejuk ○ Ks. Andrzej Perzyński ○ Ewelina Piechaczek ○ Sławomir Pietuszko ○ Jarema Piekutowski ○ Michał Piętosa ○ Agnieszka Piskozub-Piwosz ○ Anna Pobiedzińska ○ Ryszard Jerzy Podkowa ○ Maria Poniewierska ○ Tomasz Ponikło ○ Marcin Porada ○ Maciej Próchniak ○ Michał Przeperski ○ Jacek Przybyło ○ Krzysztof Ptaszyński ○ Dorota Puk ○ Justyna Rochon ○ Leszek Ropelewski ○ Tomasz Romaniuk ○ Paweł Rost ○ Jerzy Rostworowski ○ Joanna Rózga ○ Mateusz Józef Różański ○ Ks. Jerzy Rutkowski CM ○ Ks. Piotr Rytel ○ Paweł Sawicki ○ Anna i Michał Siciarek ○ Anna Sieprawska ○ Marcin Składanowski ○ Maria Skwarek ○ Krzysztof Słapczyński ○ Jan Słowik ○ Agnieszka Smoleń ○ Paweł Smoleń ○ Ewa Smuk Stratenwerth ○ Krzysztof Sobusiak ○ Paweł Sosnowski ○ Renata Soszyńska ○ Agnieszka Sowińska ○ Aleksandra Springer ○ Maciej Stachowicz ○ Joanna Stawiarska ○ Krystyna Stefaniak ○ Maciej Stępień ○ Dariusz Stola ○ Łukasz Styka ○ Kamil Suskiewicz ○ Dariusz Szamel ○ Wiesław Szczepiński ○ Piotr Szczepkowski ○ Elżbieta Szczypek ○ Jarosław Szczypiński ○ Marek Szrot ○ Maja Szwedzińska ○ Jola Szymańska ○ Rafał Szymański ○ Barbara Śpiewak ○ Paweł Średziński ○ Joanna Święcicka ○ Krzysztof Tańczuk ○ Weronika Tarka ○ Aneta Tomkiel ○ Andrzej Tyc ○ Radosław Walczuk ○ Rafał Walasiak ○ Izabella Wałcerz  ○ Katarzyna Warecka ○ Paweł Wąsik ○ Krzysztof Weglewski ○ Maciej Wewior ○ Krzysztof Wieliński ○ Grzegorz Wingert ○ Ewa Wojciechowska ○ Jerzy Wiśniewski ○ Joanna Woźniak ○ Zofia Woźniak ○ Henryk Woźniakowski ○ Bożena Wronikowska ○ Andrzej Wyrowiński ○ Jan Wyrowiński ○ Kalina Wyszyńska ○ Damian Wyżkiewicz ○ Antonina Zalewska ○ Teresa Zańko ○ Agnieszka Zawiejska ○ Małgorzata Zielińska ○ Leszek Zygmunt ○ Paweł Zymański ○ Sylwia Żmijewska-Kwiręg ○ Krystyna Żmuda Trzebiatowska ○ Marcin Żółtek ○ Paweł Życki ○ oraz osoby, które pragną pozostać anonimowe

Możliwe formy wsparcia „Więzi” – zob.tutaj.

Społeczeństwo

Życie w nadmiarze bodźców

W kontakcie z nowymi technologiami nie powinniśmy dziś ufać nawet własnym zmysłom. Tymczasem w 60% polskich domów nie ma żadnych zasad korzystania z internetu. Jak więc zachować cyfrową higienę? Czy sieci społecznościowe powinny zostać poddane państwowej regulacji?

Rezygnacja jak oddychanie

Dariusz Jemielniak w rozmowie z Ewą Buczek

Jednostka w starciu z gigantami technologicznymi ma naprawdę niewielkie szanse. Potrzebna jest regulacja – dostrzeżenie, że sieci społecznościowe pełnią funkcje użyteczności publicznej, podobnie jak operatorzy wodociągów czy prądu.

Ewa Buczek Dostęp do informacji nigdy nie był tak prosty jak dziś. Jednak to zjawisko ma swoją ciemną stronę – każdego dnia jesteśmy bombardowani setkami danych. Jest ich nie tylko za dużo, ale w większości są również niskiej jakości – chaotyczne, niespójne, nieaktualne, pozbawione kontekstu. Jak ten nieustający szum informacyjny, w którym jesteśmy na co dzień zanurzeni, wpływa na nasze funkcjonowanie?

Dariusz Jemielniak Stały nadmiar informacji wywołuje wiele skutków. Po pierwsze, jesteśmy permanentnie przemęczeni i musimy poświęcać sporo wysiłku na to, aby odróżniać sygnał od szumu. Po drugie, ciężej nam przychodzi rozpoznawanie prawidłowej hierarchii informacyjnej, np. zrozumienie, że nauka, choć jest oczywiście niedoskonałym sposobem tłumaczenia świata, nadal jest sposobem najlepszym i najbardziej niezawodnym – podczas gdy wszelkie szamańskie opowieści, choć kulturowo bardzo nęcące (któż nie doceni pięciu tysięcy lat tradycji czy harmonii z naturą), stanowią po prostu piękne opowieści, nieweryfikowane, a zatem potencjalnie także niebezpieczne. Szum informacyjny podsyca dezinformację i ułatwia hochsztaplerom naciąganie ludzi, którzy są zwyczajnie zagubieni, nie potrafią wyłowić rzetelnych informacji i na ich podstawie podejmować decyzji.

Oczywiście szum informacyjny nie jest jedynym powodem narastającej dezinformacji. Istotniejszym jest chociażby to, że sieci społecznościowe opierają swój model biznesowy na angażowaniu emocjonalnym i czasowym użytkowników i użytkowniczek, co oznacza, że podstawowym kryterium wyświetlania określonych wpisów jest ich wiralność, a nie sensowność. Nie ma jednak wątpliwości, że szum informacyjny także się do problemu znacząco przykłada. W końcu kiedy jest głośno, zaczynamy się przekrzykiwać, żeby cokolwiek usłyszeć.

Buczek Nasze mózgi nie są gotowe na taki natłok danych?

Jemielniak Ludzki mózg na co dzień przetwarza niewyobrażalne ilości informacji – nawet zwykłe chodzenie po ulicy wymaga naprawdę złożonych zdolności ich obrabiania. Widać to zresztą dość dobrze, kiedy tworzy się maszyny, które mają sobie z tak pozornie prostym zadaniem poradzić, zwłaszcza w nie do końca określonym otoczeniu. Jednak choć nasze mózgi mają ogromne zdolności adaptacyjne, nie są stworzone do gwałtownego przetwarzania aż takiego zalewu faktów i danych.

Jednocześnie mózgi są przystosowane do zwracania uwagi na sygnały z otoczenia (to w końcu ewolucyjnie istotne, aby reagować na zagrożenie), dlatego każdorazowo reagujemy na bodziec i tak łatwo wciągamy się w monitorowanie strumienia informacji, zamiast go ograniczyć. To z kolei sprawia, że choćbyśmy nie wiem jak się starali zapanować nad tym chaosem bodźców, to coraz trudniej nam wychwycić szerszy obraz, zauważyć dłuższy trend czy wyłowić to, co jest istotne i nieprzemijające.

Buczek Czy można wskazać moment „przesilenia”, od którego nasze życie zaczęło się zmieniać pod wpływem natłoku informacji?

Jemielniak Jednoznacznie jest to trudne – narastająca nadprodukcja informacji jest widoczna na przestrzeni ostatnich stu lat, a nawet dłużej. Tym niemniej gwałtowny skok widać w ciągu ostatnich 20 lat. Gdybym miał wskazać konkretną cezurę czasową, powiedziałbym o roku 2007 – wtedy sieci społecznościowe przeżyły ogromny boom. Fakt, że ludzie zaczęli masowo uczestniczyć w niezawodowym życiu społecznym za pośrednictwem internetu, oznacza nie tylko różnicę w ilości informacji, ale również w ich jakości. Obecnie już niemal każda sfera życia opiera się także na zarządzaniu strumieniami informacji.

Buczek To widać chociażby w relacjach zawodowych – rozkwit komunikatorów internetowych sprawił, że właściwie całą dobę możemy być w pracy i odpowiadać na czacie na pytanie szefa, leżąc już w łóżkach.

Jemielniak Faktycznie, zacieranie się granic między pracą a sferą prywatną gwałtownie postępuje, a obecna pandemia je tylko nasili. Kiedyś całkowicie akceptowalne było to, że z pracownikiem nie było kontaktu poza godzinami pracy, wyjąwszy sytuacje krytyczne. Obecnie coraz rzadziej się zdarza, że ktoś na e-mail wysłany w piątek po 16.00 odpowiada dopiero w poniedziałek po 8.00.

Przyznam, że sam nie odbieram tego zacierania tak dotkliwie jak bijący na alarm badacze i badaczki – sądzę, że istotniejsze są zmiany w relacjach władzy i zależności, a nie akurat to, że uczestniczymy w komunikacji z częstszymi interwałami. Bo przecież są i pozytywy rewolucji cyfrowej, jak choćby możliwość pracy z dowolnie wybranego przez siebie miejsca. Trzeba jednak od razu zauważyć, że przywilej korzystania z dobrych stron pracy zdalnej dotyczy głównie zawodów wysoko ulokowanych w hierarchii społecznej.

Buczek Ale również takie osoby podlegają presji bycia cały czas w zasięgu.

Jemielniak Dlatego właśnie władza i relacje hierarchiczne są tu kluczowe – jeżeli pracownicy i pracowniczki czują imperatyw, by odpowiadać na emaile w czasie weekendu, to jest realny problem. Jeśli natomiast robią to, bo autonomicznie podjęli taką decyzję – np. dlatego, że źle znoszą odkopywanie się z natłoku korespondencji w poniedziałek – to sprawa wygląda już inaczej. Choć od razu trzeba zastrzec, że osobom, które są na górze drabiny decyzyjnej, zwykle wydaje się, że wszystko gra, bo nie ma żadnego polecenia czy przymusu pracy całą dobę. Tymczasem kultura organizacyjna w firmie i domniemanie oczekiwania na odpowiedź mają bardzo silny wpływ na zachowania i warto o tym pamiętać.

Jak manipulują nami algorytmy

Buczek Nie sposób uciec od truizmu, że przywileje związane z nowymi technologiami pozostają dla wybranych, natomiast problemy, jak chociażby narastający fonoholizm, mogą spotkać każdego. Tym bardziej że wielcy gracze rynku medialnego usilnie pracują nad tym, żebyśmy nie mogli oderwać się od komputerów i telefonów. Czy możemy się przed tym bronić?

Jemialniak Pojedynczy konsumenci mają bardzo niewielki wpływ na to, jak używamy narzędzi i technologii. Częściowo wynika to z funkcjonujących modeli biznesowych. Przykładowo: w przeszłości były podejmowane próby tworzenia płatnych sieci społecznościowych czy też wąskich, jakościowych sieci nastawionych na niewielką liczbę kontaktów, ale żadna z tych platform nie stała się na tyle popularna, żeby z perspektywy biznesowej stać się atrakcyjną inwestycją. Zadziałało tu prawo Metcalfe’a, mówiące o tym, że wartość sieci rośnie wykładniczo wraz z liczbą użytkowników – inaczej mówiąc, sieć jest tym więcej warta, im więcej jest w niej osób. Telefon ma wartość zerową, jeśli nikt inny nie posiada takiego urządzenia. Zatem nie mamy wpływu na to, jak giganci technologii tworzą swoje urządzenia, mamy jedynie wybór, czy z nich korzystać, czy nie.

Prawa osób używających sieci społecznościowych powinny być jasno określone, a od tych sieci powinniśmy móc wymagać przestrzegania konkretnego kodeksu postępowania.

Z odpowiedzialnym i bezpiecznym korzystaniem z nowych technologii wiąże się jeszcze jedna sprawa – konieczność wprowadzenia odpowiednich regulacji. Podobnie jak w przypadku organizacji ruchu drogowego czy też reguł zachowania się, kiedy dojdzie do pożaru, także w obszarze sieci społecznościowych i różnego rodzaju narzędzi komunikacyjnych bardzo jasno powinny być określone reguły postępowania, obowiązujące dla wszystkich stron. RODO czy regulacje internetowych „ciasteczek” to przykłady tego typu działań, ale to kropla w morzu – musimy dojść do sensownej regulacji kwestii prywatności, abyśmy np. mogli swobodnie dzielić się danymi o swoim zdrowiu ze światem nauki i systemem ochrony zdrowotnej bez ryzyka wycieku do ubezpieczycieli czy komercyjnych firm. Potrzebne są procedury, systemy, dobre praktyki, a także surowe kary za naruszenia. Nikt z nas indywidualnie się z tym nie upora.

Buczek Wspomniał Pan, że jako jednostki nie mamy wpływu np. na sposób konstrukcji aplikacji, ale mamy wybór, czy z niej skorzystamy. Tylko czy naprawdę jesteśmy w takim wyborze całkowicie niezależni?

Jemielniak Oczywiście, że nie. Wielkie firmy mają całe zespoły analityczne, które badają najdrobniejsze niuanse, jak odcień tła czy położenie tekstu, aby zwiększać atrakcyjność przekazu dla typowego odbiorcy – a rychło także dla konkretnej osoby. To mieszanka ewolucyjno-kulturowa i niestety mamy niewielki wpływ na to, jak na nas oddziałuje. Przekonanie, że zwykły człowiek ma jakiekolwiek szanse w starciu z korporacją, w której setki świetnie opłacanych fachowych osób pracują dzień w dzień nad tym, aby sieci społecznościowe i aplikacje naprawdę wciągały swoich odbiorców, jest kompletną fikcją.

Buczek A może wiedza, jak działają takie mechanizmy, mogłaby pomóc nam się przed nimi bronić?

Jemielniak Oczywiście świadomość jest istotna – tak samo jak wiedza o dietetyce na pewno pomaga w odchudzaniu się, a wiedza o tym, jak nikotyna działa na mózg, odrobinę ułatwia zwalczanie uzależnienia. Jednakże podobnie jak w dwóch powyższych przypadkach sama wiedza nie wystarczy. Zarówno sieci społecznościowe, jak i serwisy użytkowe, np. Netflix, czy nawet aplikacje, jak Uber, są tak konstruowane, żeby nie można było się od nich oderwać. Stoi za tym mnóstwo badań, które podpowiadają, co zrobić, żeby dana osoba obejrzała jeszcze jeden odcinek serialu, a kierowca pojeździł dla Ubera jeszcze jedno zlecenie więcej.

Dlatego powtórzę: jednostka w takim starciu ma naprawdę niewielkie szanse. Potrzebna jest regulacja – dostrzeżenie, że sieci społecznościowe pełnią funkcje użyteczności publicznej, podobnie jak operatorzy wodociągów czy prądu. Prawa osób używających sieci społecznościowych powinny być jasno określone, a od tych sieci powinniśmy móc wymagać przestrzegania konkretnego kodeksu postępowania.

Buczek A jeśli nawet nie możemy wpływać na to, jak na nas oddziałują nowe technologie, to może chociaż warto wiedzieć, w jakim celu to robią?

Jemielniak W sieciach społecznościowych celem jest wydobywanie od nas informacji na temat naszych preferencji i zachowań oraz zatrzymywanie nas w serwisie jak najdłużej, żebyśmy zobaczyli jak najwięcej reklam (które są targetowane specjalnie pod nas). W systemach sprzedażowych oczywiście chodzi o to, abyśmy kupili produkty określonej marki i w określonej ilości. We współczesnym kapitalizmie zazwyczaj oznacza to radykalną nadkonsumpcję. Bardzo niewiele osób dziś uważa, że lekko znoszone ubranie powinno być wręcz powodem do dumy jako przejaw tego, że szanujemy środowisko i nie poddajemy się psychozie zakupowej.

Buczek Czyli jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze?

Jemielniak Rolą algorytmów jest przykuć i utrzymać naszą uwagę. Ona jest dziś supercenna, bo przekłada się na decyzje zakupowe. Ogólnie rzecz biorąc, system kapitalistyczny opiera się na handlu ideologiami, sprzedawaniu marzeń, a także budowaniu fasady – pokazywaniu innym, jak bardzo jesteśmy młodzi, piękni, bogaci i stylowi. Ponieważ rynek jest mocno konkurencyjny, trwa zażarta walka o naszą uwagę. Zwycięzca dostaje możliwość prezentacji określonej wizji i ideologii, a co za tym idzie – perswazji prowadzącej do zakupu.

Włączyć selekcję treści

Buczek W kontekście szumu informacyjnego niezwykle ciekawe wydają się słowa Stanisława Lema, który już w 1968 roku pisał w Głosie Pana, że „rozpoczyna się wielkie rozmrowienie, skoro został przekroczony – nikt nie wie dokładnie kiedy – próg, za którym zapas nagromadzonej wiedzy już nigdy nie zostanie ogarnięty przez jakikolwiek pojedynczy umysł. Nie tyle wzbogacać ową wiedzę, ile najpierw unieważniać jej olbrzymie złoża tam, gdzie zalega drugorzędna, a tym samym zbędna informacja – to wydaje mi się pierwszą powinnością nowej nauki. Techniki informacyjne utworzyły sytuację raju, w którym rzekomo każdy, kto by tego chciał, może poznać wszystko, lecz jest to kompletna fikcja. Wybór równający się rezygnacji jest nieunikniony – jak oddychanie”. Czy musimy nauczyć się rezygnować?

Jemielniak Myślę, że ludzka cywilizacja w dużym stopniu opiera się na wytworzeniu specyficznej zdolności rejestrowania i przekazywania dalej wiedzy, którą kolejne pokolenia udoskonalają. Człowiek, rozumiany jako carte blanche, w całkowitym oderwaniu od społeczeństwa, nie jest skokowo mądrzejszy od szympansa. Jednakże ludzkość – wraz z językiem, kulturą, otoczeniem technologicznym – rozwija się właśnie dzięki temu, że możemy powolutku dokładać malutkie cegiełki wiedzy do ogromnego zamku, który zbudowali przed nami inni. Nauka to wspinanie się na ramiona wcześniejszych gigantów, jak obserwował Newton. Dlatego tak groźne są zakusy anty- i alternaukowych ideologii – bo one co prawda oferują lekkostrawne narracje, a także piękne wizje, ale zwyczajnie nie są w stanie wznieść się systematycznie w zakresie rozumienia świata ponad poziom nawet wybitnej, ale jednostki.

Rolą algorytmów jest przykuć i utrzymać naszą uwagę. Ona jest dziś supercenna, bo przekłada się na decyzje zakupowe.

Powstaje natomiast pytanie, kiedy dojdziemy do sytuacji, w której system ludzkiej wiedzy będzie tak przesycony, że jej rozwijanie będzie już po prostu niemożliwe. Gdzieś ta wyporność jest – w końcu jeżeli trzeba kilkadziesiąt lat uczyć się, aby osiągnąć poziom mistrzostwa w bardzo wąskiej dyscyplinie, to powstaje pytanie, ile takich dyscyplin jesteśmy w stanie jako ludzkość posiadać i ilu potrzeba wybitnych jednostek, aby utrzymać poziom bez regresji. Jeszcze chyba nie dotarliśmy do tego progu, ale wydaje się całkiem możliwe, że kiedyś z podziwem będziemy patrzyli na technologie z przeszłości i nie będziemy w stanie ich odtworzyć.

Buczek Mówi Pan o teorii nauki, a tymczasem w skali jednostkowej internet w trzymanym w ręku smartfonie jest właśnie tym „rajem, w którym rzekomo każdy, kto by tego chciał, może poznać wszystko”. Tyle tylko, że to iluzja. Informacji jest tak dużo, że musimy nauczyć się je selekcjonować. W jaki sposób selekcjonować treści, które chcemy przyswajać?

Jemielniak Na pewno dobrze jest mieć pewne pojęcie o tym, jak w ogóle funkcjonuje nauka i tworzy się wiedza. Czyli na przykład o tym, że doniesienie prasowe, iż jakiś koncern zaczyna prace nad szczepionką, niczego wielkiego na tym etapie nie oznacza. Albo o tym, że nawet jeśli jedno badanie czegoś dowodzi – zwłaszcza gdy inne badania mówią coś odwrotnego – to nie ma się czym ekscytować, tylko trzeba poczekać na dalsze prace.

Warto też zdawać sobie sprawę z zasady GIGO – garbage in, garbage out. Jeżeli czytamy wyłącznie prasę bulwarową i serwisy plotkarskie, powinniśmy przynajmniej wiedzieć, że niewiele wiemy. Rzetelnych informacji szukajmy gdzie indziej. Warto oswajać się ze światem nauki – nawet przez publikacje i magazyny popularyzatorskie.

Zasoby informacyjne są teraz tak duże, że wyłowienie z tego ogromnego śmietnika czegoś nadającego się do strawienia to naprawdę nie lada sztuka. Dlatego krytyczne myślenie i autoograniczanie są coraz cenniejsze.

Buczek Czy ostatnie miesiące przymusowej izolacji – gdy bez tak wielu rzeczy musieliśmy się obejść – mogły paradoksalnie stać się ćwiczeniem z rezygnacji?

Jemielniak Szczerze wątpię. Akurat pandemia to skok na główkę w zalew informacyjny i gwałtowne przerwanie bariery praca–dom. Ponadto izolacja to także bardzo duży stres dla naszej psychiki, rozładowywany m.in. masową konsumpcją mediów elektronicznych.

Buczek Powinniśmy pilnować się bardziej niż zwykle?

Jemielniak Myślę, że w sytuacji pandemii nie powinniśmy być dla siebie zbyt surowi. Jeśli nasze dziecko na co dzień nie ogląda telewizji, nic się nie stanie, gdy spędzi godzinę czy dwie, z wypiekami na twarzy siedząc przed YouTube’em czy Netflixem – pod warunkiem oczywiście, że mamy kontrolę nad tym, co ogląda. Obecnie kluczowe jest to, żebyśmy dbali o kondycję psychiczną całej rodziny – to nie jest czas na ascezę i ambitne cele.

Oczywiście treści trzeba wybierać pod kątem tego, co chcemy uzyskać. Ja np. uczę się nowego języka programowania, więc czytam dużo poradników rozwiązywania konkretnych problemów programistycznych, ale także oglądam sporo komedii, żeby się odprężyć. Proponuję wychodzić od swoich potrzeb i po prostu słuchać siebie – w czasach obecnego kryzysu konsumujmy takie media, które powodują, że czujemy się lepiej, pomagają nam odpocząć, względnie rozwijać się. To zresztą dobra zasada także i poza pandemią.

Buczek W świecie przed pandemią natłok informacji wcale nie był przecież mniejszy niż obecnie. Jak możemy dbać o siebie pod tym kątem?

Jemielniak Warto chociażby uprawiać sporty. Niezależnie od kondycji fizycznej jakieś formy aktywności są zawsze wskazane. Ja przed pandemią trzy razy w tygodniu chodziłem na brazylijskie jiu-jitsu, bo dla mojej ulubionej krav magi, w której niedawno uzyskałem czarny pas, nie mogłem znaleźć dobrego klubu. Warto mieć okresy wyłączania się od mediów – pobiegać czy chociaż pójść na spacer. Na pewno też należy trzymać się zasady, że czas z rodziną jest offline, a jeśli to niemożliwe, to w wariancie minimum chociaż posiłki.

Buczek Możemy powiedzieć, że selekcja treści to kluczowa kompetencja przyszłości?

Jemielniak Nawet więcej. To kluczowa kompetencja tu i teraz, wraz ze zdolnością długotrwałej koncentracji. To są coraz rzadsze umiejętności i warto je pielęgnować i doceniać u innych.

Buczek W dobie multitaskingu i milionów rozpraszaczy umiejętność długotrwałej koncentracji zdaje się luksusem. Można ją odzyskać?

Jemielniak Oczywiście, że można, wymaga to po prostu wysiłku. Tak samo jak każda zdrowa i sprawna osoba może przygotować się do przebiegnięcia maratonu, tak też prawie każdy z nas jest w stanie pracować nad swoją zdolnością koncentracji. Problem w tym, że podobnie jak w wypadku maratonu wymaga to od nas długotrwałego, stałego wysiłku treningowego, a z tym różnie bywa.

Zaobserwowałem ostatnio ciekawą rzecz związaną ze współtworzoną przeze mnie platformą InstaLing.pl, najpopularniejszym obecnie w Polsce darmowym narzędziem wspomagania pracy nauczycieli języków, które wykorzystuje inteligentną optymalizację tzw. krzywej zapamiętywania do nauki słownictwa i struktur gramatycznych. Z powodu pandemii liczba uczniów skoczyła nam obecnie do 220 tysięcy w każdym tygodniu. Ale przecież dla nauczycieli i uczniów to było istotne ułatwienie także i wcześniej. Dlaczego nie sięgali po nie wtedy? Dlaczego tak duża grupa nauczycieli i uczniów odpada w trakcie każdego semestru? Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: praca z tą platformą wymaga systematyczności. Co z tego, że 10 minut dziennie to znacznie mniej niż dwie godziny tygodniowo jednym zrywem, skoro najtrudniej właśnie o systematyczność, a nie heroizm?

Tak samo jest z długotrwałą koncentracją: ciężko jest codziennie utrzymać samodyscyplinę. Zachęcam do robienia tego małymi krokami – nie ma sensu tworzyć sobie nierealnie ambitnych planów („w wakacje wreszcie będę mieć czas i napiszę doktorat”). To nie są de facto plany, tylko marzenia, w dodatku służące przede wszystkim temu, żebyśmy usprawiedliwiali swój brak aktywności tu i teraz. Z koncentracją zacznijmy od prostego ćwiczenia – dwudziestominutowych sprintów, w trakcie których naprawdę robimy wyłącznie jedną rzecz. W ogóle warto myśleć o krótkoterminowych celach, znacznie łatwiej jest się ich trzymać.

Buczek Może części problemów związanych z umiejętnością korzystania z nowych technologii dałoby się uniknąć, gdyby w programie nauczania szkolnego wprowadzić odpowiednio sprofilowaną edukację medialną?

Jemielniak Jestem raczej zwolennikiem programów krytycznego myślenia jako takiego. Ono jest nadrzędne i ma zastosowanie także wobec tradycyjnych mediów. Krytyczne myślenie nie opiera się na bezmyślnym kwestionowaniu wszystkiego, ale na nieprzyjmowaniu każdej informacji bezrefleksyjnie. Weźmy na przykład kwestię wyników badań medycznych. Wbrew pozorom bardzo mało osób potrafi je właściwie odczytać, choć przecież formułowane są zazwyczaj bardzo precyzyjnie. Tymczasem całkiem inteligentni ludzie potrafią wyciągać z nich zupełnie nieuzasadnione i bardzo daleko idące wnioski.

Krytyczne myślenie to także myślenie algorytmiczne. Ono jest bardzo potrzebne, bo ułatwia funkcjonowanie w świecie. Jest taki dowcip – trzech matematyków przychodzi do baru, a barman pyta: „Czy wszyscy pijecie piwo?”. Pierwszy matematyk odpowiada: „Nie wiem”, drugi: „Nie wiem”, a trzeci: „Tak”. Kto nie rozumie tego dowcipu, ma prawdopodobnie w życiu trudniej. 

Dariusz Jemielniak – prof. dr hab. W Akademii Leona Koźmińskiego kieruje katedrą MINDS (Management in Networked and Digital Societies). Jest też associate faculty w Berkman-Klein Center for Internet and Society na Harvardzie i członkiem Rady Powierniczej Fundacji Wikimedia. Wydał m.in. książkę The New Knowledge Workers, analizującą przemiany w miejscu pracy w środowisku programistów.

Polecamy

Alfred Marek Wierzbicki

Kruche dziedzictwoJan Paweł II od nowa

Ks. Alfred Wierzbicki w swych analizach nauczania Jana Pawła II przekonuje, że papież Franciszek twórczo kontynuuje i rozwija jego dzieło. Diagnozując aktualną sytuację Polski i zachodzące w niej przemiany, autor nie boi się wskazywać na palące problemy: nacjonalizm, ksenofobię, język nienawiści, instrumentalne traktowanie patriotyzmu. Nie pozostawia jednak czytelnika bez nadziei. Jej źródłem może być dziedzictwo Vaticanum II i ostatnich pontyfikatów.

296 s., cena 35,90 zł

W naszej księgarni internetowej 20% taniej!

tel./fax (22) 827 96 08 www.wiez.pl

Dziedziniec dialogu

Dlaczego „Religia”?

Inga Iwasiów w rozmowie z ks. Andrzejem Dragułą

Przedstawiam wam, droga publiczności, coś, czego nie spodziewacie się po pisarce feministycznej. Moi bohaterowie są duchowo zgłodniali. Nie wiem, czy to, czego pragną, mógłby im dać Kościół. Może muszą sobie „to coś” dać nawzajem.

Ks. Andrzej Draguła Publikujemy obok fragment (a dokładnie: pierwszą scenę) Twojej sztuki zatytułowanej Religia. To pierwszy Twój tekst, w którym tak bezpośrednio, wręcz tytułowo, podejmujesz temat wiary i religii. Trudno nie zapytać, co Cię do tego skłoniło.

Inga Iwasiów Bardzo mało piszę o religii. W czasie pandemii czytałam na swoim fanpage’u powieść Na krótko z 2012 r. Jest tam rozdział, w którym bohaterka spaceruje ulicami Wiednia w Niedzielę Palmową. Ludzie zmierzający do kościołów przypominają jej babcię, mającą naturalną, żarliwą wiarę. Ze mną jest podobnie – Kościół to dla mnie matka ojca, Helena. Ale to też instytucja, której krytykę uważam za konieczną. Krytyka Kościoła jako zadanie artystyczne nie pociąga mnie jednak – zapewne właśnie dlatego, że „oczy babci patrzą na mnie” z naszego wspólnego pokoju, w którym modliła się przed snem.

Do napisania Religii skłoniło mnie spotkanie w pociągu uduchowionego, miłego chłopaka, postulanta zakonnego – to Niewinny z pierwszego epizodu. Ta scena jest niemal reporterska, spisana z życia wagonowego. Tak właśnie było. Wsiedliśmy na tej samej stacji, on zaczął rozmowę. Przysiedli się do nas inni pasażerowie. Chłopak emanował czymś niespotykanym. Pomyślałam, że mógłby zostać bohaterem filmu, choć oczywiście może czeka go rola przeciętnego duchownego, a reszta jest moją wyobraźnią. Zatopiona w lekturze Milczącato ja – sceptyczka i ateistka, szukająca odpowiedzi na pytania o ludzkie motywacje. Uznałam, że nie mogę przegapić okazji, skoro system zakupu biletów przydzielił mi miejsce między osobami reprezentującymi częste typy religijności.

Draguła Świadomie użyłaś w pierwszej scenie konwencji niemal komediowej. Postaci namalowane są dosyć grubą kreską, stają się własnymi karykaturami. W dalszych scenach wprowadzasz równie wyraziste postaci. Nie chcę ujawniać fabuły dramatu, ale chyba można zaryzykować stwierdzenie, że ocalasz tylko Niewinnego. A co z innymi „religiami”, które się pojawiają? Przecież każdy w coś tam wierzy.

Iwasiów Dramatem rządzi metafora, a ja lubię budować ją także poprzez kontrast. Scenka rodzajowa, komediowa tworzy powierzchnię, pod którą buzują tragiczne niespełnienia, zdrady, nieszczęścia, daremne poszukiwania życiowego celu. Używam najpierw filtru ironii, a potem próbuję dowiedzieć się, co zostanie, gdy go zdejmę.

Od początku wiedziałam, że moim bohaterem jest Niewinny, zawieszony ponad tą dwoistą logiką komediowej krytyki i współczucia. Rozumiem swoje postacie, Niewinnego być może najmniej, bo nie dzielę z nim wyborów, a jednak coś każe mi dać mu szansę. „Religie” pozostałych są bardziej uwikłane w bieżące potrzeby albo wręcz mody, pełnią funkcję substytutów wiary wobec braku odwagi odnalezienia się w świecie racjonalności.

Nie opowiadając wszystkiego, mogę jednak zdradzić, że jeszcze jedna postać podziela z głównym bohaterem metafizyczne przeczucie dziwności istnienia, choć oboje wyciągają z niego różne wnioski. Kogo byłoby stać na pewność Niewinnego? Tylko dwoje moich bohaterów ma odwagę zajrzenia w głąb siebie, choć każde z innego miejsca własnej biografii. On – zanim uwiodłaby go jakaś idea. Ona – gdy zawiodły ją wszystkie.

Draguła Jak wiem, tekst tej sztuki powstał pieć lat temu. Przypomniałaś sobie o nim w tym roku. Pamiętam, że zaproponowałaś jego lekturę w ramach Unii Literackiej (to fejsbukowe „przeciwwirusowe spotkania literackie”). Dlaczego właśnie teraz wyciągnęłaś go z szuflady?

Iwasiów Parę miesięcy temu obejrzałam film Jana Komasy Boże Ciało. Uderzyło mnie podobieństwo postaci Daniela, granej przez Bartosza Bielenię, do tkwiącego w mojej głowie nieznajomego z pociągu. Cała historia jest podobna, mój Niewinny w dalszych partiach sztuki także wchodzi w sytuację kryzysową.

W kinie najważniejszy był dla mnie najmniej opisywany w recenzjach aspekt – zagadka wiary Daniela, nie zaś „podszycia się”. To mnie niesłychanie interesuje, może dlatego, że jest mi obce. Skąd bierze się w młodym, współczesnym mężczyźnie silne powołanie? Znam odpowiedzi socjologiczne, teologiczne, ale najciekawsze wydają mi się te psychologiczne i, cóż, duchowe. Sama nie jestem uduchowiona, może dlatego chcę się dowiedzieć czegoś na temat Niewinnego?

Ponieważ nie znalazłam dla Religii miejsca publikacji, schowałam wydruk głęboko w szufladzie, bo nie lubię porażek. Zarazem ten tekst jest dla mnie ważny, także dlatego, że sprawiał trudności – nie spodobał się jury konkursu dramaturgicznego ani redakcji branżowego czasopisma. Skorzystałam z okazji do zaprezentowania go w czytaniu podczas akcji Unii Literackiej, z intencją: proszę, przedstawiam wam, droga publiczności, coś, czego nie spodziewacie się po pisarce feministycznej.

Draguła Piszesz sztukę, której głównym bohaterem jest zakonny postulant, w chwili, gdy Kościół boryka się z kryzysem powołań. Co widzi postronny obserwator w tak niepopularnej dzisiaj decyzji, jaką jest chęć wstąpienia do zakonu czy seminarium? Jak się ma ta – jak napisałaś w pewnym komentarzu na FB – „bezproduktywność” do naszych czasów, tak utylitarnych i pragmatycznych?

Iwasiów Na FB napisałam o paradoksie – nawet katolicy w nim tkwią. Z jednej strony przypisują osobom duchownym szczególną pozycję, a z drugiej – deprecjonują ich życie jako takie. Bo skoro najważniejsze są wartości rodzinne, to jak „wycenić” egzystencję bezdzietnych księży, a zwłaszcza sióstr zakonnych, postrzeganych jako oddane służbie Boga i ludzi? W czasie pandemii matki i ojcowie dzieciom mieliby być chronieni, a zakonnice i zakonnicy – pomagać w szpitalach i domach pomocy społecznej.

Nie neguję samej zasady, ale to Ty, Andrzeju, napisałeś na tymże fejsbuku o „szafowaniu cudzym miłosierdziem”. Zgadzam się z tym – nie powinniśmy szafować – ale zarazem warto się zastanowić, czy w chóralnym „nakazywaniu” innym ludziom poświęcenia nie ma pogardy dla „nieproduktywnych”? Jeśli intuicja mnie nie myli, jest to pułapka dyskursu prorodzinnego.

Na temat kryzysu powołań miałabym do powiedzenia parę niemiłych dla Kościoła rzeczy, ale przecież wszyscy już je słyszeliśmy. Najogólniej: spadek zainteresowania seminariami duchownymi wiąże się z kryzysem instytucjonalnej religii, ale też prestiżu zawodu, gdyby użyć języka świeckiego. Ludzie szukają innych duchowości. Tracicie ich. Nie wiem, jaki sens mają moje dywagacje, lecz może ten spadek przyjęć na teologię ma związek ze spadkiem przyjęć na kierunki humanistyczne?

Draguła W moim odbiorze Twój tekst jest bardzo diagnostyczny. To opis jakiejś Polski w sensie geograficznym, bo to wciąż tzw. Ziemie Zachodnie, opis jakiegoś jej kawałka. Jakie miejsce w tej opisanej przez Ciebie rzeczywistości zajmuje religia, czym ona właściwie dla bohaterów jest? Czy miejsce i rola religii w ich świecie ulega zmianom?

Iwasiów Ja z tych Ziem Zachodnich nie umiem wyjechać. Czuję, że wciąż są one odległą krainą dla ludzi z innych części Polski. Stanowią zagadkę – mamy tu niskie wskaźniki uczestnictwa w życiu Kościoła i liczebnie największy w Polsce Marsz dla Życia. Dużą mobilność, a zarazem jakąś stagnację, lokalny bezruch, powtarzalność opowieści o polsko-niemieckości, przesiedleńczości, przywiązanie do krzywdy.

Religia jest tu częścią autoetnografii, autonarracji z tych okolic: przywieziona po wojnie z Kresów, z wsi wielkopolskich, z Mazowsza, skądś, nosząca ślady prawosławia, wprowadzona w przestrzeń protestanckich kościołów, ludowa, robotnicza. Sporo osiedleńców powojennych z ZSRR (część mojej rodziny też) miała już obojętny, wyniesiony ze szkół radzieckich stosunek do wiary. Oczywiście jestem dyletantką w tych sprawach, boję się stawiać jakieś hipotezy, pochodzą one bardziej z obserwacji niż z lektur. Moi bohaterowie są duchowo zgłodniali. Nie wiem, czy to, czego pragną, mógłby im dać Kościół. Może muszą sobie „to coś” dać nawzajem.

Draguła Czy religia jest według Ciebie tematem? Kiedyś wcale dobrze miała się polska powieść katolicka: Gołubiew, Koniński, Kossak-Szczucka, wczesny Andrzejewski, Dobraczyński, Grabski. Mamy wciąż lirykę religijną. Ale w teatrze dominuje raczej model krytycznego opisu religii, a jeszcze bardziej Kościoła. O Kościele pisze się właściwie bardzo dużo. I coraz więcej robi się filmów, równie krytycznych – dodajmy: zasadnie. A czy jest miejsce na mówienie o czymś ważniejszym niż Kościół, o wierze – także z perspektywy niewierzącego?

Iwasiów Z mojego punktu widzenia wiara i Kościół to istotne tematy, aktywne zresztą w myśli postsekularnej. Krytyka grzechów ludzi Kościoła i sposobów funkcjonowania tej instytucji jest konieczna, a bez prób opisu praktyk, potrzeb, pobudek religijności trudne byłoby zrozumienie historii, życia społecznego, narracji, motywacji części ludzi.

Nieważne, czy jestem wierząca – żyję w tej tradycji. Rozumiem ją lepiej od form nazywanych „nową duchowością”, szczerze mówiąc. Mój racjonalizm stawia im opór. Jednak gdzie znaleźć jakiś kawałek nieznaczonej ziemi, żeby stanąć na nim bez chęci wykrzyczenia swoich racji przeciw Kościołowi? Niemal codziennie do niewierzących dociera jakaś karygodna informacja, wypowiedź hierarchy, poszerza się wiedza o ingerencji Kościoła katolickiego w politykę. Trudno powściągliwie opisywać pobudki wiary.

Zarazem Kościół nie jest tematem obowiązkowym – ani jego afirmacja, ani potępienie. Uważam, że możliwa jest Polska bez podziału wierzący–niewierzący. Chętnie oglądałabym filmy i czytała powieści wychodzące poza symetrię gniewu i doktrynerstwa. 

Inga Iwasiów – profesorka literaturoznawstwa, pisarka, krytyczka literacka. W pracy naukowej specjalizuje się w zagadnieniach z zakresu historii i teorii literatury polskiej, regionalizmu, sztuki kobiet w XX i XXI wieku. Jest autorką powieści, opowiadań, dramatów oraz licznych rozpraw i esejów, m.in. Rewindykacje. Kobieta czytająca dzisiaj, Gender dla średnio zaawansowanych. Wykłady szczecińskie, Opowieść i milczenie. O prozie Leopolda Tyrmanda, Umarł mi. Notatnik żałoby, Bambino, Kroniki oporu i miłości. Mieszka w Szczecinie, pracuje na Uniwersytecie Szczecińskim.

Książki

Z pasją, ale bez precyzji

Elżbieta Adamiak

Choć Kościół kobiet to książka obszerna, Zuzanna Radzik nie wykorzystuje szansy na pogłębienie tematów. Wynika to z dokonanego przez nią wyboru gatunku literackiego. Bardzo ceniąc odwagę i wartki styl piśmiennictwa autorki, odczuwam pewien żal i mam niedosyt.

Zuzanna Radzik, Kościół kobiet, wydanie drugie, Wydawnictwo WAM, Kraków 2020, 424 s.

Kościół kobiet Zuzanny Radzik to książka, która nikogo nie pozostawia obojętnym. Napisana jest z wielką pasją, a w kolejnym wydaniu stała się jeszcze bardziej osobista – poprzez ukazanie ścieżki zaangażowania autorki w ciągu ostatnich pięciu lat.

Żar stojący za książką odzwierciedlają okładki obu jej wydań. Można się spierać, która w bardziej wyrazisty sposób. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, rzadko publikujące literaturę teologiczną, opatrzyło ją wizerunkiem świętej oddającej się typowo kobiecej czynności: robieniu na drutach (ilustracja plawgo/pyrka). Kontury postaci sugerują, że to Maryja, nie trzyma jednak dziecka, lecz prawie już gotową wydzierganą maskę terrorysty. Może jednak maska przeznaczona jest dla kobiety? W 2015 r. skojarzenie biec mogło w stronę Pussy Riot...

Pięć lat później Wydawnictwo WAM zdecydowało się odróżnić ponowną edycję tej książki od skromnych okładek wydawanej przez siebie naukowej literatury teologicznej i publikacji pobożnościowych. Na okładce ukazano postać kobiety idącej na barykady, rewolucjonistki. Złamanie konwencji polega tu na umieszczeniu na niesionej przez nią fladze znaku Chrystusa. W programie obu oficyn wydawniczych idee Zuzanny Radzik uznane zostały zatem za prowokujące, w obu nie stanowią zresztą głównego nurtu zainteresowań czytelniczek i czytelników.

Zuzanna Radzik, Emancypantki. Kobiety, które zbudowały Kościół, Wydawnictwo WAM, Kraków 2018, 208 s.

Bycie pomiędzy, na pograniczu jest niejako wpisane w zainteresowania autorki – podobnie jest w przypadku jej zaangażowania w dialog żydowsko-chrześcijański. Podejmowanie krytycznej refleksji teologicznej w kontekście ruchu kobiet i kategorii płci kulturowej nadal sytuuje jej zwolenniczki i zwolenników na marginesie – i ruchu kobiet, i Kościoła instytucjonalnego. Radzik nie nazywa swojej refleksji teologią feministyczną, traktując ten kierunek jako historyczną fazę rozwoju. Opisując historię kobiet w Kościele katolickim ostatniego półwiecza, wymienia wiele z nich i często powołuje się na rozmowy z nimi. Jej podejście pokazuje, iż wielość kontekstów krytycznej teologii kobiet umyka przy umieszczaniu jej pod jednym szyldem.

„Książka-akcja”

Nazywam książkę Radzik teologiczną, choć trudno ją zaliczyć do teologii akademickiej i sama autorka wybrała inne podejście. Wyjawia je – powiedziałabym nawet: wyznaje – w bardzo osobistych słowach. Mówiąc o proteście kobiet w Rzymie podczas Synodu Biskupów w 2018 r., pisze: „Nasza obecność nie była milcząca. Była pieśnią, skandowaniem, wołaniem. I takiej właśnie kobiecej obecności chcę. Głośnej. To było nasze crescendo – jak lubi mówić, używając muzycznej terminologii, Tereska Gręziak. Głośniej, głośniej!” (s. 6). Kościół kobiet to książka łącząca się z działaniem, a nawet więcej: wypływająca z działania. Pisanie jej pięć lat temu nazwała Radzik „krzykiem nadziei”. To „książka-akcja” (s. 6).

Te krótkie słowa, moim zdaniem, skupiają jak w soczewce charakter „kobiecych” książek Zuzanny Radzik. Podejmuje ona klasyczne tematy i metafory związane z odzyskiwaniem własnego głosu, przełamywaniem milczenia kobiet i ich przemilczania przez innych. Wątek ten powraca w książce wielokrotnie, często z powoływaniem się na rozmowy z innymi kobietami z całego świata. Używanie imion, niekiedy w zdrobniałej formie, sugeruje jakiś rodzaj zażyłości, zmniejszenia dystansu. Znów: jest to cecha charakterystyczna grup czy stowarzyszeń kobiecych, pomijanie zbędnych dostojnych zwyczajów. Jednocześnie jest to opis konkretnych, ważnych dla samej autorki teolożek. Odsłonięcie siebie. Odważne i bezkompromisowe.

Kościół kobiet nie jest więc owocem podejścia akademickiego, lecz teologią żywą. Radzik opisuje szereg wydarzeń z historii Kościoła i dokumentów Urzędu Nauczycielskiego. Ale powołuje się częściej na rozmowy i spotkania z uczestniczkami opisywanych wydarzeń niż na publikacje. To spisanie tradycji ustnej kobiet różnych pokoleń i kontynentów – zakonnic, singielek, lesbijek, żon, matek... Powiedziałabym, że ta książka zasadza się na anegdotach, gdyby nie obawa, że zabrzmi to niepoważnie. A chodzi tu jednak o rozmowy na tematy najistotniejsze.

Należy do nich kwestia władzy w Kościele i jej nadużyć. Również wobec zakonnic. Również na tle seksualnym. Pisanie o tym to ciągle jeszcze przełamywanie tabu, tym bardziej było nim przed pięciu laty. Radzik stawia także pytania o możliwości liturgicznej i duszpasterskiej aktywności kobiet, w tym sprawowania urzędów w Kościele. Zajmuje się dyskusją o sakramencie święceń – zarówno diakonatu, jak i święceń kapłańskich kobiet. Ostatni rozdział traktuje o teologicznej antropologii płci, a kończy go refleksja mariologiczna. Choć książka jest obszerna (w poszerzonym wydaniu z 2020 r. – 424 strony), autorka nie wykorzystuje jednak szansy na pogłębienie tych tematów. Jak wspomniałam, wynika to z dokonanego wyboru gatunku literackiego.

Bardzo ceniąc odwagę i wartki styl piśmiennictwa Radzik, odczuwam jednak pewien żal, mam niedosyt. Może nawet bardziej odczuwałam to podczas lektury drugiego, zmienionego wydania książki. Spisane rozmowy jedynie czasami umiejscowione są w przestrzeni, jeszcze rzadziej w czasie. Poszerzenie książki o szereg in extenso cytowanych ocen sytuacji Kościoła i kobiet w Kościele w 2020 r. spełnia wymogi określenia miejsca i czasu (s. 22–40), stanowi jednak zarazem jakiś wyłom w płynnej narracji ze względu na powtarzające się tematy. Inne wypowiedzi brzmią, jakby sformułowano je również stosunkowo niedawno, a nie zawsze tak jest. Sama Radzik zwraca uwagę na dynamikę zmian w Kościele, niejednoczesną w różnych jego częściach. Szkoda mi tych brakujących konkretnych dat i miejsc cytowanych wypowiedzi, bo mogłoby to przynieść ex post dodatkowy wgląd w rozwój teologii kobiet.

Innym przykładem niedociągnięć jest podawanie tej samej statystyki na temat sióstr zakonnych w książce z 2015 i 2020 r. (w drugim wydaniu s. 228–229) czy nieuwzględnienie bardziej aktualnych etapów dyskusji o święceniach kobiet, choćby w Niemczech. Autorka nie wspomina ani o ekumenicznej konferencji teolożek (odbyła się z poparciem i w obecności katolickiego biskupa Franza-Josefa Bode w 2017 r.), której postulaty wyrażają tzw. tezy z Osnabrück. Ta kwestia należy do ważnych aspektów drogi synodalnej podjętej przez Kościół katolicki w Niemczech. Wywodzący się również z Niemiec ruch Maria 2.0 pojawia się w książce tylko pośrednio, jako jeden z nowszych ruchów kościelnych kobiet. Może pomijanie tych zagadnień wynika z minimalnego tylko poszerzenia listy lektur, na podstawie których powstało drugie wydanie książki.

Jaka „ordynacja”?

To pominięcie wiąże się z innym jeszcze aspektem Kościoła kobiet. Radzik koncentruje się na Ameryce (głównie Północnej) oraz Azji (przede wszystkim na Indiach i Filipinach). Znajdujemy również część poświęconą Europie, w tym Polsce, lecz ujętą w sposób bardzo okrojony. Radzik pisze: „Obecność teologii feministycznej w Europie jest zatem bardziej nieśmiała, mniej ufundowana na wsparciu wydziałów i instytucji, bardziej na osobistym zaangażowaniu kobiet, które się nią zajmują” (s. 265). Nie zostają wspomniane nawet struktury wydziałów i instytutów krajów niemieckojęzycznych, które dają pracującym na nich teolożkom (i teologom) solidne podstawy niezależnego, krytycznego uprawiania teologii.

Tym samym książka Radzik pomija wiele profesorek zajmujących się teologią feministyczną czy – mówiąc językiem obecnie powszechniejszym – teologicznymi badaniami nad kategorią płci rozwijanymi w Europie. Znaczącym przykładem marginalizowania kontekstu europejskiego jest często przywoływana Elisabeth Schüssler Fiorenza, Niemka urodzona w Rumunii, która w książce pojawia się wyłącznie w kontekście Stanów Zjednoczonych, jej miejsca pracy od wielu już lat.

Moja krytyka Kościoła kobiet Zuzanny Radzik odnosi się jednak najbardziej do braku precyzji w stosowaniu pojęć teologicznych. Najważniejsze z nich to powtarzające się najczęściej pojęcie „ordynacja”. W teologicznym uzusie języka polskiego odnosi się ono do wprowadzenia na urząd w Kościołach ewangelickich. W kontekście katolickim przyjęte jest używanie pojęcia „święcenia”. Nawet jeśli autorka przyjmuje nieróżnicujące rozumienie tego terminu, warto byłoby to odnotować. Jest to ważne o tyle, że w książce kwestia ordynacji pojawia się w bardzo wielu kontekstach, niekiedy bardzo problematycznych w świetle katolickiej (dla wielu pewnie i ewangelickiej) teologii.

Brak precyzji charakteryzuje także omówienie bardzo aktualnej kwestii diakonatu (s. 124–139). Jednym z jej aspektów są badania nad sakramentalnością historycznie znanych kobiet-diakonów. W tym podrozdziale nie tylko pojawia się mało sprecyzowane pojęcie „ordynacja”, także rozróżniane w kościelnych dokumentach terminy „funkcja”, „posługa” i „urząd” stosowane są przez Radzik wymiennie.

Niedopatrzeniem jest przypisywanie Janowi Pawłowi II autorstwa encykliki społecznej Pawła VIPopulorum progressio z 1967 r. (s. 74, błąd niepoprawiony w drugim wydaniu). Szkoda również, że autorka nie opatrzyła wyjaśniającym komentarzem niefortunnego polskiego przekładu instrukcji Inaestimabile donum, sugerującego tożsamość funkcji akolity i ministranta (s. 141). Zwłaszcza że kolejne strony tłumaczą dość dokładnie, na czym polega obecnie akolitat.

„Pospekulować bez akademickiego rygoru”

Podobne reakcje – i uznanie, i szereg zastrzeżeń – może budzić również wydana w 2018 r. inna książka Zuzanny Radzik: Emancypantki. Kobiety, które zbudowały Kościół. Sam tytuł wywołuje pewne wątpliwości, czego zresztą autorka jest świadoma, pisząc o tym we wstępie. Prowokacyjne jest już samo użycie słowa naznaczonego historią XIX- i XX-wiecznego ruchu kobiet w odniesieniu do początków naszej ery. Taka zamierzona ahistoryczność to znak charakterystyczny stylu Zuzanny Radzik. Budzi on nawet sympatię, gdy za „pierwsze biblistki” uznane zostają kobiety studiujące Pismo Święte od końca IV w. (s. 129nn).

Poświęcenie kolejnej książki historii kobiet, czy też mówiąc teologicznie, communio kobiet poprzez wieki, jest w pewnym sensie konsekwentnym pójściem przez autorkę za postulatami teologicznymi sformułowanymi w Kościele kobiet. Również w Emancypantkach Radzik prowokuje, podejmując zarazem dyskusję z głównym nurtem myślenia o Kościele. Tym razem stosuje przypisy, co mylnie sugeruje naukowy charakter publikacji. Niespełnione zostają wzbudzone w ten sposób oczekiwania prezentacji historyczno-krytycznej egzegezy tekstów. Autorka korzysta wprawdzie z niektórych jej aspektów, lecz nie tłumaczy tego doboru (np. analiza Ga 3,28 na s. 31–33).

Choć w książce znajdziemy tłumaczenie wielu istotnych teologicznie greckich i łacińskich słów, jak np. diakoneo i akolutheo (s. 50–53), przeczytamy także i o tym, że do zapomnianych należą kobiety, które nauczały i „włóczyły się z uczniami” (s. 6)... Różnice w przekazie o zmartwychwstaniu między Ewangeliami a Pierwszym Listem do Koryntian wyjaśniane są m.in. poprzez kolokwialne stwierdzenie: „Chyba że Paweł nie gada z kobietami” (s. 46). O spotykających Zmartwychwstałego kobietach autorka pisze: „Maria z Magdali i jej koleżanki” (s. 69), jednocześnie domagając się uznania apostolskiego autorytetu Marii Magdaleny. Jeszcze bardziej prowokacyjny jest komentarz do manuskryptu o męczeństwie Febronii z VI–VII w.: „to już nie miękkie porno w wydaniu chrześcijańskim, tylko sadyzm” (s. 123). Włączanie języka potocznego w wywody teologiczne staje się niejako znakiem rozpoznawczym Radzik.

Poszczególne rozdziały różnią się zasadniczo podejściem metodologicznym. Sama autorka opisuje je w pewnym momencie słowami: „...i pozwólmy tu sobie trochę pospekulować bez akademickiego rygoru...” (s. 98).

Taka właśnie jest ta książka: utkana z fundamentalnych stwierdzeń teologicznych i interpretacji bardzo swobodnych, psychologizujących lub budujących paralele ze współczesnymi wydarzeniami czy dziełami sztuki. Wybór konwencji należy do twórcy, w każdej można wiele wyrazić. Jednak ich pomieszanie w Emancypantkach Radzik utrudnia lekturę.

Polskie kobiety przemilczane

Jednym z przykładów powiązania przekazu biblijnego lub historii kobiet pierwszych wieków Kościoła ze współczesnością jest odwołanie się do akcji #metoo. Radzik zestawia relację Natalie Portman – mówiącej o „seksualnym terroryzmie”, którego doświadczała, grając od młodości w filmach – z historią Tekli. To zestawienie bardzo odważne, bo i sama akcja #metoo w mnogości swych przejawów budzi kontrowersje. Wniosek – sformułowany przez Radzik po tym porównaniu – jest jak najbardziej słuszny: „Czy nie lepsza byłaby z niej [Tekli] jednak patronka dla kobiet pragnących iść swoją drogą, dla niemogących realizować swojego apostolskiego powołania w Kościele? Wreszcie dla seksualnie uprzedmiatawianych, molestowanych, zmuszonych walczyć o to, by inni widzieli, że są warte bezpieczeństwa i szacunku? Choć przecież powinno to być oczywiste” (s. 100).

Za najbardziej kontrowersyjne uważam nazwanie historycznych postaci crossdresserkami i transwestytkami (część rozdziału 6: Matki, wariatki, crossdresserki). Czytamy:

Scenariusz ich życia jest zwykle podobny. Większość z nich to pobożne świeckie kobiety, które z jakiegoś powodu muszą chronić, zwykle przed rodziną, swoje zamiłowanie do ascezy i dziewictwa. Dlatego uciekają w męskim przebraniu i wstępują do męskich klasztorów lub żyją samotnie na pustyni. Ich właściwa płeć zostaje odkryta najczęściej dopiero po śmierci, gdy ciało jest przygotowywane do pogrzebu. Zwykle też stają na ich mniszej drodze jakieś przeciwności... (s. 184–185).

Radzik zalicza do nich Marię Egipską, Pelagię, Anastazję, Eufrozynę, matronę z Perge, nazywaną Babylasem, Zuzannę, Eugenię. Odniesienie się do tych licznych postaci niewątpliwie pogłębia nasze spojrzenie na wielowątkowość kościelnej historii kobiet. Czy jednak nie jest nadużyciem odwoływanie się do współczesnych kategorii crossdressingu i transwestytyzmu – nawet jeśli autorka stawia pytania o motywację tych kobiet, a więc sugeruje, że nie chce swoich klasyfikacji narzucać tym postaciom? Pytanie to ze względu na stan źródeł musi pozostać otwarte. Nie wiemy przecież nawet w niektórych wypadkach, czy to tylko legenda, czy opis faktycznie żyjącej kobiety.

Ostatnią, ale nie mniej ważną trudnością jest dla mnie fakt, że autorka – która we wstępie do swojej książki słusznie dopomina się o pamięć o kobietach i ich dokonaniach – przemilcza osiągnięcia polskich teolożek. W polskiej posoborowej literaturze teologicznej znajdziemy artykuły siostry Emilii Ehrlich, Stanisławy Grabskiej, Beniaminy Kulazińskiej i innych, które zajmowały się kobietami biblijnymi i wczesną historią Kościoła. Radzik ani razu się na nie nie powołuje. Dlatego również po lekturze tej książki aktualny pozostaje postulat pielęgnowania tradycji kobiecej tu i teraz, pośród polskich chrześcijanek. 

Elżbieta Adamiak – dr hab. teologii, profesor teologii dogmatycznej i fundamentalnej na Uniwersytecie Koblenz-Landau (Niemcy), wcześniej adiunkt w Zakładzie Teologii Dogmatycznej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autorka książek: Błogosławiona między niewiastami. Maryja w feministycznej teologii Cathariny Halkes, Spotkania z Maryją. Komentarz do uroczystości i świąt maryjnych, Milcząca obecność. O roli kobiety w Kościele, Mariologia, Kobiety w Biblii. Stary Testament, Kobiety w Biblii. Nowy Testament, Communio sanctorum. Zarys ekumenicznie zorientowanej dogmatycznej teologii świętych obcowania oraz licznych artykułów naukowych i publicystycznych. Współautorka Dzieci Soboru zadają pytania, współautorka i współredaktorka sześciotomowej Dogmatyki.

e-book

Elżbieta Adamiak

Kobiety w Biblii Nowy Testament

Matka Jezusa, jej krewna Elżbieta, Maria Magdalena, liczne bezimienne... Na kartach Nowego Testamentu nie brak kobiet, które w historii biblijnej odegrały istotną rolę. Elżbieta Adamiak wydobywa je z cienia, a analizując ich czyny i postawę Jezusa wobec nich, inspiruje do refleksji nad wyzwaniami, jakie stoją przed kobietami we współczesnym społeczeństwie i Kościele.

cena e-booka 27,20 zł

W naszej księgarni internetowej 20% taniej!

tel./fax (22) 828 18 08 www.wiez.pl

Możliwe formy wsparcia „Więzi”

1  zakup prenumeraty sponsorskiej (zob. tutaj),

2  stałe wsparcie poprzez serwis Patronite (zob. www.patronite.pl/wiez),

3  darowizny odliczane od dochodu w rozliczeniu podatkowym (nr konta bankowego – jak dla prenumeraty, z dopiskiem: darowizna na rzecz działalności statutowej Towarzystwa „Więź”),

4  wykupienie reklamy w kwartalniku i/lub w serwisie Więź.pl (kontakt: reklama@wiez.pl, tel. (22) 827-96-08),

5  zakup naszych książek bezpośrednio u wydawcy (wydawnictwo.wiez.pl).

Warunki prenumeraty redakcyjnej

Pakiet prenumerata druk

kwartalnik drukowany + „Więź” cyfrowa + rabat na książkiW cenie 106,92 zł otrzymujesz:4 numery kwartalnika „Więź” za rok 2020 (koszt wysyłki ponosi redakcja), te same numery w formatach epub, mobi, pdf,rabat 40% na zakup książek naszego wydawnictwa w roku 2020 (dostępny po zalogowaniu na stronie www.wydawnictwo.wiez.pl).

Pakiet prenumerata elektroniczna

„Więź” cyfrowa + rabat na książkiW cenie 88,56 zł otrzymujesz: 4 numery kwartalnika „Więź” za rok 2020 w formatach epub, mobi, pdf, rabat 40% na zakup książek naszego wydawnictwa w roku 2020 (dostępny po zalogowaniu na stronie www.wydawnictwo.wiez.pl).

Pakiet sponsorski 1

W cenie 150 zł otrzymujesz w całości PAKIET PRENUMERATA DRUK oraz wspierasz rozwój „Więzi” kwotą 43,08 zł. Twoje nazwisko zostanie podane w kolejnym numerze w „Podziękowaniach dla Przyjaciół”.

Pakiet sponsorski 2

W cenie 200 zł otrzymujesz w całości PAKIET PRENUMERATA DRUK oraz wspierasz rozwój „Więzi” kwotą 93,08 zł. Twoje nazwisko zostanie podane w kolejnym numerze w „Podziękowaniach dla Przyjaciół”.

Pakiet zagraniczny

W cenie zależnej od kosztów wysyłki zagranicznej otrzymujesz w całości Pakiet Prenumerata Druk.

Wpłaty za prenumeratę można dokonać przez formularze na stronie www.prenumerata.wiez.pllub na konto bankowe:

Towarzystwo „Więź”, Warszawa, ul. Trębacka 3PKOBP S. A. nr 79 1020 1156 0000 7702 0067 6866.

Prosimy o czytelne wpisanie danych: imię, nazwisko, dokładny adres Prenumeratora oraz liczba zamawianych egzemplarzy i okres prenumeraty.

Dodatkowe informacje o prenumeracie można uzyskać pod numerem telefonu: (+ 48 22) 827-96-08 oraz pod adresem e-mail: prenumerata@wiez.pl

Prenumeratę „Więzi” prowadzą także: Ruch, Kolporter i Garmond. 

„Więź” ukazuje się od roku 1958

Redaktorami naczelnymi byli

† Tadeusz Mazowiecki (1958–1981), † Wojciech Wieczorek (1981–1989), Stefan Frankiewicz (1989–1995), Cezary Gawryś (1995–2001)

Redakcja

Zbigniew Nosowski (redaktor naczelny), Grzegorz Pac (zastępca redaktora naczelnego), Ewa Buczek (sekretarz redakcji), Bartosz Bartosik, Bogumiła Berdychowska, ks. Andrzej Draguła, Sebastian Duda, Andrzej Friszke, Jakub Halcewicz-Pleskaczewski, Katarzyna Jabłońska, Anna Karoń-Ostrowska, Ewa Kiedio, Tomasz Kycia, ks. Andrzej Luter (asystent kościelny Towarzystwa „Więź”), Maria Rogaczewska, Konrad Sawicki, Agata Skowron-Nalborczyk, Jerzy Sosnowski

Stale współpracują

Elżbieta Adamiak, Jacek Borkowicz, Barbara Chyrowicz SSpS, ks. Rafał Dudała, Cezary Gawryś, Aleksander Hall, Paweł Kądziela, Agnieszka Magdziak-Miszewska, Józef Majewski, Sławomir Sowiński, ks. Grzegorz Strzelczyk, Monika Waluś, Tomasz Wiścicki, Jakub Wygnański, Maciej Zięba OP, Michał Zioło OCSO

Rada Redakcyjna

Wojciech Arkuszewski, Jacek Borkowicz, Jędrzej Bukowski, Stefan Frankiewicz, Andrzej Friszke, Cezary Gawryś, Katarzyna Jabłońska, Krzysztof Jedliński, Anna Karoń-Ostrowska, Paweł Kądziela, Bogumił Luft, Agnieszka Magdziak-Miszewska, Józef Majewski, Zbigniew Nosowski, Inka Słodkowska, Paweł Śpiewak, Jan Turnau, Andrzej Wielowieyski, Tomasz Wiścicki, Kazimierz Wóycicki, Marek Zieliński

Redakcja

00-074 Warszawa, ul. Trębacka 3, tel./fax (22) 827-29-17, wiez@wiez.pl

prenumerata

tel./fax (22) 827-96-08, prenumerata@wiez.pl

reklama

tel./fax (22) 827-96-08, reklama@wiez.pl

dział handlowy

tel./fax (22) 827-96-08, handlowy@wiez.pl

www

Serwis publicystyczny wiez.pl

Kwartalnik „Więź” czasopismo.wiez.pl

Wydawnictwo „Więź” i księgarnia internetowa wydawnictwo.wiez.pl

Think tank Laboratorium „Więzi” laboratorium.wiez.pl

Bieżące informacje z „Więzi” fb.com/wiez.info

Projekt okładki, opracowanie typograficzne i składMarcin Kiedio

Rysunek Don Kichota Jerzy Jaworowski

Druk i oprawa Drukarnia im. A. Półtawskiego, ul. Krakowska 62, Kielce

Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca.Redakcja nie odpowiada za treść reklam.

ISSN 0511-9405

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury