W niewoli seksu - K.S. Rutkowski - ebook + książka

W niewoli seksu ebook

K.S. Rutkowski

3,3

Opis

W niewoli seksu” to zbiór ostrych opowiadań obyczajowych, których bohaterami są mężczyźni. Znajdziemy tu facetów wikłających się w skomplikowane relacje, zmanipulowanych, cierpiących i gotowych zabić. Przemoc miesza się z seksem, a miłość z nienawiścią. Tutaj spotkamy się w miejscu, gdzie seks stanowi początek drogi, a czasem również jej koniec. Autor kolejny raz odsłania mroczne tajemnice, które dotyczą każdego z nas.

Książka intryguje, wciąga i fascynuje. To odważna proza, która pozostaje w pamięci Czytelnika na dłużej.


K.S. Rutkowski – autor twardej męskiej prozy. Jego książki spotykają się z zarówno z przychylnymi opiniami, jak i falą krytyki.

Do tej pory opublikował książki: „Kryminał tango” (wyd. 1 – 1999, wyd. 2 – 2007, wyd. 3 – 2010), „Brudne historie” (2006) oraz „Chiński ekspres” (wyd. 1 2009, wyd. 2 2010).

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 131

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




 

 

 

Spis opowiadań

Noc inna niż wszystkie

Amerykańskie rżnięcie

Patrz na mnie

Noce oczekiwania

Pierwszy udany podryw

Numery telefonów

Sprawy zawodowe

Dzień porządnego faceta

Coś o męskiej naturze

Kryzys

Reinkarnacja

W niewoli seksu

 

 

Noc inna niż wszystkie

 

 

Problemem, który nurtował mnie w tamtej chwili, było to, jak dyskretnie zdjąć z palca obrączkę. Od kilku minut próbowałem pod kontuarem baru, ale za nic nie dawałem rady. A naprawdę opłacało się to zrobić, bo barmanka wyglądała na wartą grzechu… Nie widziałem obrączki na jej palcu, więc uznałem, że i ja bez tego świecidełka będę miał większe szanse.

Ta pierdolona obrączka nie dawała się jednak zdjąć. Ostatni raz powędrowała do kieszeni wiele miesięcy temu, więc miała czas się zasiedzieć. No i się zasiedziała. Omal nie oderwałem sobie palca, zajadle z nią walcząc.

– Może dać ci mydło? – usłyszałem nagle.

– Słucham?

– No, do obrączki. Namydlisz palec i wtedy na pewno zejdzie.

– O cholera… Skąd wiesz?

– Myślisz, że pierwszy walczysz jak tygrys z tą błyskotką? Chociaż, muszę przyznać, tobie wychodzi to najbardziej nieudolnie. Chcesz posłuchać dobrej rady?

– Chętnie.

– Daj sobie z tym spokój, facet, bo nawet jak zdejmiesz to gówno z palucha, to i tak nie złapiesz u mnie żadnych plusów.

– Ooo…

– A co myślałeś? Że wskoczę ci do łóżka, gdy tylko zobaczę, że jesteś wolny? Z choinki się urwałeś czy może przyjechałeś z jakiejś zabitej dechami wiochy i nie wiesz, jak się zachowują w stosunku do kobiet chłopaki z miasta?

Uśmiechnąłem się przepraszająco, przez co musiałem wyglądać jak kretyn. Pierwszy raz w życiu jakaś kobieta od razu postawiła mnie pod ścianą. Potrzebowałem chwili, aby to przetrawić. Dla zyskania na czasie grzecznie poprosiłem o kolejne piwo. Taktyka nie rodzi się w mgnieniu oka. Zawsze można znaleźć sposób, aby dobrać się do damskich majtek. Trzeba tylko pomyśleć chwilę, zastanowić się trochę, w spokoju opracować plan.

Podała mi drugie piwo. Odebrałem je, zaglądając jej głęboko w oczy. Uwodzicielsko, czule, najpiękniej, jak potrafiłem… Ale to nic nie dało. Nie zaiskrzyło między nami nawet przez sekundę. A więc nie grała trudnej do zdobycia… Chyba faktycznie taka była. Jej chłodne oczy prześlizgnęły się po mnie jak po kimś niewartym najmniejszej uwagi. Próba „spojrzenia” okazała się fiaskiem. Niczego to jednak nie przesądzało. Wiedziałem, że na tę kobietę trzeba było po prostu poświęcić więcej czasu niż na inne.

Miałem go sporo. Dokładnie całą noc. Jeszcze wszystko mogło się zdarzyć. Nigdy nie poddawałem się szybko. I tym razem także nie miałem zamiaru. Czasem dojście do celu wymaga trochę wysiłku. Chociaż z drugiej strony… jeszcze nigdy nie natrafiłem na tak dużą przeszkodę na tym etapie podrywu. Na samym starcie. Nieraz występowały w połowie drogi, ale zwykle potrafiłem je obejść. A jeśli nie potrafiłem, wycofywałem się z klasą, pozostawiając po sobie miłe wspomnienie. Tym razem jednak dostałem w ryja, gdy tylko wetknąłem łeb w szparę w drzwiach. Może nie był to jeszcze nokaut, ale bolało.

Ten chłód do niej nie pasował. Wyglądała na subtelną, sympatyczną babkę. Emanowała seksem. I to jeszcze jak! Wszystko w niej zdawało się mówić: „Weź mnie!”. Tylko nie usta. Postanowiłem jak najszybciej odzyskać kontrolę nad sytuacją. To, że wygrała pierwszą rundę, nic nie znaczyło. Zastosowała atak przez zaskoczenie. Od razu z grubej rury. I teraz, gdy się już wiedziało, jaką ma taktykę, należało ją wypunktować. Cios za ciosem. Powoli przebijać się przez jej obronę i w końcu zapędzić do narożnika.

– Nie widzę powodu, żebyś mnie traktowała tak obcesowo – zacząłem. – Chciałem tylko…

– Co chciałeś?! – przerwała mi ostro.

– Chciałem tylko być miłym facetem – dokończyłem. A blask uśmiechu, którym ją obdarzyłem, rozwaliłby mury Jerycha skuteczniej od trąb. W każdym razie wielu babkom na jego widok same opadłyby majtki. Ale jakoś jej nie opadły.

– Słuchaj, matole, skończ te pierdoły. JA TU PRACUJĘ. Od rana do nocy. I mam po dziurki w nosie wszelkich dupków, którzy próbują zrobić na mnie wrażenie swoją wrodzoną głupotą, licząc, że mnie przelecą. Trochę szacunku!

– O, o, właśnie o tym mówię. Ja do ciebie z uśmiechem, a ty z miejsca traktujesz mnie z buta. Za uśmiech. Za zwykły, niewinny uśmiech – powiedziałem i ponownie się uśmiechnąłem. Jeśli nie była lesbą i od czasu do czasu uprawiała z mężczyznami seks, musiała istnieć jakaś droga, choćby ledwie wydeptana ścieżka, wiodąca do jej łóżka. Trzeba ją było tylko odnaleźć. Chyba że ta kobieta doświadczyła kiedyś czegoś okropnego, na przykład gwałtu. W takiej sytuacji mogłem otrzymać od niej jeszcze nie tylko parę obelg, ale także prawdziwego kopa. Byłem gotów podjąć to ryzyko.

– Gdyby twój uśmiech był bezinteresowny, nie traktowałabym cię w ten sposób – odparła. – Ale nie jest. Tak samo uśmiechałby się twój ptaszek, gdyby miał twarz. I nie muszę chyba mówić na widok czego…

„O Boże – pomyślałem. – Stoję twarzą w twarz z koszmarem każdego podrywacza”. Tyle że ja byłem podrywaczem małej rangi. Takim knajpianym Don Juanem, radzącym sobie nieźle, acz nie wybitnie. Jak dotychczas nie narzekałem. Teraz też nie miałem zamiaru. W końcu ta niemiła krowa nie była warta wyrywania sobie włosów z głowy. Była sexy, ale co druga Polka taka jest. Wystarczy wyjść na ulicę, stanąć gdzieś z boku i trochę poobserwować przechodniów, żeby się przekonać. Polskie ulice pełne są potencjalnych gwiazd filmowych, modelek czy też spikerek telewizyjnych. I nawet jeśli te potencjalne kandydatki ledwie idą, obładowane siatkami z zakupami, ciągnąc za sobą dzieci, nie przeszkadza to wcale w dostrzeżeniu ich urody i zachwycaniu się nimi. Rzecz nie do pomyślenia w Danii, Szwecji czy Niemczech. Tam chodniki pełne są ubranych w workowate łachy fanek hamburgerów i kolczyków w nosie. Wszelkie wyjątki z miejsca są odławiane i rozpoczynają pracę dla mediów, z dnia na dzień stając się rozchwytywanymi gwiazdami w swoich krajach. Okrzykuje się je pięknościami lansującymi światowy styl i trendy, stawia za wzór do naśladowania. Weźmy chociażby Claudię Schiffer. Tę niedawną topmodelkę, z urodą przereklamowaną na maksa, którą pod tym względem pobiłaby co druga polska, ukraińska czy czeska dziewczyna, gdyby tylko ktoś dał im szansę. Rosjanki także, chociaż te z reguły źle się ubierają i za ostro malują, co często zabija ich naturalny wdzięk.

Miałem więc wybór. Musiałem tylko ruszyć się z tej knajpy i trochę poszukać. Mogłem spokojnie olać tego niesympatycznego barowego kurwiszona. Szkoda było na niego czasu. I postanowiłem tak zrobić. Szybko dopić piwo i poszukać szczęścia gdzie indziej.

Uniosłem kufel i wlałem w siebie to, co jeszcze w nim zostało. Potem podniosłem się ze stołka i ruszyłem do drzwi. Gdzieś w połowie drogi zatrzymał mnie jej głos.

– Nie lubisz trudnych wyzwań?

– Słucham?

– Pytam, czy nie lubisz trudnych wyzwań. Takich jak kobieta, która nie daje się poderwać na sprawdzone metody i na dodatek jeszcze pyskuje.

– No cóż… Muszę przyznać, że faktycznie jest to dla mnie nowość.

– Aż taki dobry w tym jesteś?

– W czym?

– W uwodzeniu.

– Niezły. Siedem punktów na dziesięć.

– To dlaczego teraz dajesz nogę?

– Nie daję nogi, tylko wychodzę.

– A ja myślę, że spieprzasz jak szczur z tonącego okrętu, bo sprawa cię przerosła.

– Nie wiem, o czym mówisz, i szczerze mówiąc, nie chcę wiedzieć. Do widzenia. – „Durna krowo”, dodałem w myślach i odwróciłem się w stronę drzwi. Ale jej kolejne słowa znowu były jak szpilki.

– Przyznaj się, za wysoka poprzeczka, co?

– Nigdy nie wisiała nisko, jeśli mamy być szczerzy – odparłem. – Nie interesuje mnie byle co.

– Nie jestem byle czym – oznajmiła.

– Może, ale wybacz, nie przekonam się o tym.

– Dlaczego? Chyba musiałam ci się spodobać, skoro straciłeś tyle czasu na kombinowanie z obrączką.

– Owszem, jesteś atrakcyjna. Nawet bardzo. Ale, niestety, na mnie już czas.

– A więc nie lubisz trudnych wyzwań… Mimo wszystko wydajesz się fajnym facetem i może dałabym ci szansę.

Uśmieszek, którym mnie obdarzyła, należał do tych ciepłych i uznałem go za lekkie uchylenie drzwi. Postanowiłem sprawdzić, czy uda mi się otworzyć je szerzej.

– Mnie się natomiast wydaje, że czujesz do mnie odrazę. W ogóle do facetów…

– Odrazę? Ależ skąd. Mam po prostu dosyć rozmaitych kretynów, którzy myślą, że skoro pracuję w knajpie i podaję trunki, to jestem idiotką, którą mogą traktować jak łatwą szmatę. Nic z tego.

– Nie miałem zamiaru tak cię traktować. A tę obrączkę…

– Tylko mi nie mów, że chciałeś ją zdjąć, bo uwierała cię w palec – przerwała mi, ponownie miło się uśmiechając. – To najgłupsze wytłumaczenie.

– Zdjąłem ją, ponieważ ty jej nie masz. Uznałem więc, że nasza rozmowa przebiegnie łatwiej, kiedy i ja nie będę jej miał– odparłem, czując, że szczerość jest najskuteczniejszym chwytem w zapasach z nią. Wszystkie kobiety zwykle prowadzą z mężczyznami jakieś swoje gierki. Każda ma jakiś sposób na odparcie ataku i na kontrę, a czasami same z miejsca przechodzą do ofensywy i to facet musi się bronić. Na świecie nic nikomu nie przychodzi łatwo, o wszystko trzeba się starać. O pieniądze, szacunek, seks. To ostatnie co prawda najłatwiej można sobie kupić, ale mnie nie interesowały płatne numerki. Na tym polu lubiłem wyzwania. Nawet jeśli wiązały się ze sporym wysiłkiem.

– A tak poza tym to lubię trudne wyzwania – dodałem po chwili i uśmiechnąłem się do tej głupiej pindy za barem, tak jak Bóg zapewne uśmiechnął się, gdy stworzył świat i nim zrozumiał, że popełnił błąd.

– No to mnie uwiedź – odparła, spoglądając mi prosto w oczy. Zimno, wręcz lodowato, jakby to, co właśnie mi zaproponowała, nigdy nie miało szans na spełnienie. Odniosłem wrażenie, że ta rzucona właśnie propozycja znaczyła dla niej dokładnie tyle, jakby powiedziała mi: „Zerwij dla mnie gwiazdkę z nieba”. W każdym razie wszystko wskazywało na to, że jest nieźle zakręcona i że jeśli uda mi się ją przelecieć, skoczę w rankingu o kilka punktów. Poskromić szaleńca potrafi byle osiłek, wystarczy, że zdzieli go porządnie w łeb, ale wyleczyć go udaje się jedynie specjalistom. Ja chciałem wyleczyć tę wariatkę. Pokazać jej, że w łóżku można się również nieźle bawić, nie tylko spać. Dotychczas musiała w nim chyba wyłącznie kimać. Taka była moja diagnoza.

– Nie ma sprawy – odparłem, wróciłem na barowy stołek i przystąpiłem do dzieła. – Twoje oczy są jak górskie jeziora, w których co rano przegląda się słońce, a twój uśmiech jak bajeczna dolina wiodąca do raju. No i jak na początek? – Puściłem do niej oko.

– Harlequin w najgorszym wydaniu – odparła.

– A to…? – zapytałem i dla żartu nadałem jej podobną gadkę.

– Jeszcze gorzej – stwierdziła, kręcąc głową. Jezu, ona naprawdę myślała, że serwuję jej te teksty na poważnie.

– OK, a więc w ten sposób… – Wziąłem głęboki oddech i podałem jej kolejne banały. Cały repertuar ckliwości, namiętność, achów i ochów. Tym razem przez dobrych kilka minut gadałem do niej to, co pragnęłaby co dzień słyszeć każda kobieta. Rozwinąłem wyobraźnię na całego. Miód spływał ciurkiem z moich ust i każda inna spijałaby go z nich z wdzięcznością… Ale ta pierdolona, nieczuła, oschła krowa wcale nie miała zamiaru.

– Nie żyjemy w baroku – skomentowała, gdy skończyłem się produkować – ale na początku XXI wieku. Na żadną kobietę nie podziała już coś takiego, chyba że na wyjątkowo głupią.

Powiedziała to bezdusznie i z taką powagą jak sędzina skazująca właśnie kogoś na karę śmierci. Od razu odechciało mi się wszystkiego. Drzwi do niej, które być może wcześniej nieznacznie uchyliłem, jebnęły właśnie przede mną z głośnym trzaskiem.

– Dobra – rzekłem zrezygnowany. – Poddaję się.

– Och?

– Tak. Miałaś rację. Ta sprawa mnie przerasta. Jest ponad moje siły. Niech zgadnę, lubisz kobiety, prawda?

– Oho! Widzę, że sympatyczna maska zaczyna powoli opadać. Nie, nie jestem lesbijką.

– Taaa, a mnie się wydaje, że gdybym był laską z wielkim cycami, już dawno obmacywalibyśmy się gdzieś na zapleczu.

– Nie rób z siebie bydlęcia. Po prostu uznaj, że przegrałeś. Że są na świecie kobiety, na które nie działa twój urok.

– O tak, jest ich pełno. W barach dla lesbijek. Cholera, a może to właśnie jeden z nich?

– Nie. W tym barze pracuje po prostu kobieta, która ma dosyć upokarzania ze strony mężczyzn.

– Czy ja cię upokarzam, do kurwy nędzy?!

– Tak, zacząłeś mnie upokarzać, gdy zabrałeś się do majstrowania przy obrączce, i poszedłbyś dalej, ale nie pozwoliłam ci na to.

– He, he. Nie wiem, skarbie, co za facet zrobił ci krzywdę, ale uwierz, nie wszyscy są do niego podobni – powiedziałem, wstając od baru. – A przynajmniej ja nie jestem.

– Owszem, skrzywdziło mnie wielu mężczyzn – przyznała. – Słowem, czynem. Wszyscy jesteście tacy sami! Tylko bierzecie, niczego nie dając. A jeśli już coś z siebie dajecie, to jedynie ochłapy! Brać, nic nie dając, tylko to potraficie! Wszyscy jesteście tacy sami!

– Gdy zbliża ci się okres, to może powinnaś wziąć sobie wolne w pracy – poradziłem, machnąłem na nią ręką i ruszyłem do drzwi.

Postanowiłem, że tym razem nie zatrzyma mnie żadne jej słowo, żadna obietnica, nawet dziki, seksowny striptiz, który zaczęłaby dla mnie wykonywać. Życie trwało zbyt krótko, aby tracić czas na jakieś oziębłe wariatki. Świat pełen był normalnych, miłych kobiet, spragnionych towarzystwa takich fajnych facetów jak ja. I pewnie wiele z nich było barmankami. A na tej ulicy aż roiło się od knajp – lubiłem knajpy. Nie próbowała mnie zatrzymać. Tylko gdy otwierałem drzwi, usłyszałem jej szyderczy śmiech.

Była noc. Późna, cicha, ciemna. Księżyc otaczał harem gwiazd. Mnie otaczała pustka. Przynajmniej na razie.

Ruszyłem w głąb ulicy, zaglądając przez okna do mijanych barów. Środek tygodnia nie sprzyjał frekwencji. Większość z nich świeciła pustkami.

W końcu natrafiłem na bar pełen ludzi. Wypatrzyłem nawet kilka kobiet. Z wnętrza co rusz dochodził ich śmiech, więc wziąłem to za dobry znak. Poza tym w środku grała muzyka. Kiedy wcześniej wszedłem do baru prowadzonego przez tę wariatkę, przywitała mnie cisza jak w grobie. To powinno dać do myślenia każdemu szanującemu się pijakowi. Mnie nie dało. Już nigdy więcej nie miałem zamiaru popełnić tego błędu. I postanowiłem zawsze wybierać lokale, które atmosferą nie przypominają cmentarzy.

Kładłem właśnie rękę na klamce, kiedy usłyszałem klakson. Tuż obok mnie. Odwróciłem się i ujrzałem samochód. Starego poloneza. A w okienku kierowcy znajomą twarz.

– Wsiadaj – rozkazała.

Uśmiechnąłem się i wsiadłem.

– No i na cholerę była ta pełna nienawiści, feministyczna paplanina? – zapytałem.

– Mam nadzieję, że w pieprzeniu jesteś równie dobry, jak w gadaniu – odparła i ruszyła.

W milczeniu przejechaliśmy kilka ulic i zajechaliśmy pod hotel. Znałem go. Raz czy dwa posunąłem w nim przygodnie poznane kobiety. Dziś miałem przelecieć w nim kolejną.

Hotel słynął z tanich pokojów na godziny. Masowo oblegały go prostytutki, ale także skryci kochankowie i gejowskie pary, którym znudziły się zabawy w dworcowych szaletach. Nikt w nim o nic nie pytał, a w pokojach rzadko kiedy ktoś sprzątał. Pewnie zarazki wszystkich istniejących chorób wenerycznych baraszkowały sobie na łóżkach, żerując na milionach martwych plemników, których zresztą co dzień przybywało. Dlaczego wybrała właśnie ten?

Nie zapytałem. Czasami lepiej nic nie wiedzieć, tylko płynąć z prądem, nawet jeśli huk pobliskiego wodospadu nie wróży niczego dobrego.

W recepcji to ona wynajęła pokój. Po prostu wyciągnęła z torebki szmal i rzuciła go obleśnemu recepcjoniście, nim sam zdążyłem sięgnąć do kieszeni. Odebrała klucz od tego zboczeńca i ruszyliśmy schodami na górę.

Potem był obskurny pokój i seks. Dziwny seks. Brała ode mnie wszystko, w zamian nie dając nic. Najnormalniej mnie gwałciła. Jej wagina co chwilę przemieszczała się z mojego penisa na usta, nie dając mi chwili wytchnienia. Nie dane mi było nawet popieścić jej wspaniałych piersi. Nie dała mi na to czasu. Od chwili wejścia do pokoju i błyskawicznego pozbycia się przez nas ubrań byłem tylko przedmiotem w jej rękach. Wielkim wibratorem, z którym robiła, co tylko chciała.

Wiem, nie powinienem narzekać. Wielu pewnie by tak chciało, ale ja nie chciałem. Zawsze lubię kontrolować w łóżku sytuację. A wtedy nawet nie było o tym mowy. Od samego początku to ona przejęła stery. To, co wyczynialiśmy, było najzwyklejszym pieprzeniem. Rżnięciem odartym ze wszystkiego, co zwykle sprawiało w łóżku radość dwojgu ludziom. Nawet jeśli ci ludzie nie widzieli się wcześniej na oczy, ale byli dla siebie atrakcyjni fizycznie, mieli ochotę na chwile przyjemności, a w grę nie wchodziły pieniądze. Było to pieprzenie bez odrobiny namiętności, sprowadzone do zwykłego zwierzęcego kopulowania. Czułem się jak pies pierdolący się na trawniku. Gdy się w końcu spuściłem, poczułem tylko nieznaczną ulgę. Nie miałem najmniejszej ochoty chociaż na chwilę przytulić tej kobiety do siebie ani zapalić papierosa. Chciałem jak najszybciej zmyć się z tej nory i zapomnieć o całym tym wieczorze.

Ale ona znowu mnie ubiegła. Wstała z wyra i zaczęła ubierać się w pośpiechu.

– Co jest? – zapytałem, a raczej nie ja, tylko moja zdeptana męska duma.

– Nic.

– Spieszysz się do męża, dzieci?

– Nie mam męża ani dzieci.

– Co więc cię tak goni?

– Nic.

– To może teraz trochę poleżymy obok siebie i porozmawiamy?

– Nie.

– Nie zachowuj się, kurwa, jakbym był twoim klientem, bo przecież nie o to chodzi.

– Chodzi właśnie o to – odparła i, już kompletnie ubrana, zaczęła grzebać w torebce. Po chwili stuzłotowy banknot, złożony na pół, wylądował obok mnie na łóżku.

– A to, kurwa, co niby ma znaczyć? – zapytałem, unosząc się na łokciach.

Uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.