UNSCRIPTED. Życie. Wolność. Przedsiębiorczość - Mj DeMarco - ebook

UNSCRIPTED. Życie. Wolność. Przedsiębiorczość ebook

MJ DeMarco

5,0
89,00 zł

Opis

UNSCRIPTED pokaże Ci, jak zmienić zapisy zabijającego życiowe marzenia skryptu. Poznaj sposób na odejście z pracy i ucieczkę od szaleństwa wymiany własnego życia za wypłatę i obietnicę nazwaną emeryturą. Czy nie lepiej porzucić SKRYPT już dzisiaj i przejąć kontrolę nad własnym życiem, zamiast być przez nie kontrolowanym?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 753

Popularność




MJ DEMARCO

UNSCRIPTED

Życie, Wolność

© Copyright by Złote Myśli & MJ DEMARCO, rok 2019

Autor: MJ DEMARCO

Tytuł: UNSCRIPTED:Życie, Wolność oraz Przedsiębiorczość

Wydanie I

ISBN: 978-83-65837-49-3

Projekt okładki: Janusz Skierkowski

Tłumaczenie: Michał Motyl

Autor nie bierze odpowiedzialności za błędne decyzje podjęte na podstawie niniejszej publikacji.

Autor oraz Wydawnictwo „Złote Myśli” dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnejodpowiedzialności ani za ichwykorzystanie, ani za związane z tym ewentualnenaruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz Wydawnictwo „ZłoteMyśli” nie ponoszą również żadnej odpowiedzialnościza ewentualne szkodywynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Niniejszapublikacja, ani żadna jej część, nie może być kopiowana, ani w jakikolwiek innysposóbreprodukowana, powielana, ani odczytywana wśrodkach publicznego przekazubez pisemnej zgody wydawcy. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanieksiążki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskichniniejszej publikacji.

Złote Myśli sp. z o.o.

44–100 Gliwice

ul. Kościuszki 1c

www.ZloteMysli.pl

e-mail: kontakt@zlotemysli.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone.

All rights reserved.

CZY SENS ŻYCIA ZOSTAŁ SPROWADZONY DO PŁACENIA RACHUNKÓW I OCZEKIWANIA NA WEEKEND?

****WSTĘP****

Nie przyszedłeś na świat, aby niewolniczo pracować od dziewiątej do piątej, od poniedziałku do piątku, płacić rachunki, po czym umrzeć. Pomyśl — jakie uczucia będą Ci towarzyszyć, kiedy nadejdą ostatnie chwile Twojego życia? Będą to żale i wyrzuty sumienia, czy poczucie pokoju i szczęście?

Zastanów się przez chwilę i wyobraź sobie swoje przyszłe życie aż do śmierci. Bądź ze sobą szczery. Czy będzie Ci żal wszystkich rzeczy, których nie zrobiłeś? Miejsc, których nie zobaczyłeś? Czy patrząc wstecz na swoje życie, zobaczysz jedynie pracę i nic, co po niej pozostało? Jeśli reszta Twojego życia zapowiada się nieciekawie i nic nie wskazuje na to, że będzie ono warte wspomnienia w kronice rodzinnej, masz szansę to zmienić — tu i teraz.

Starsi ludzie, zbliżając się do schyłku życia, nierzadko żałują, że nie mogą za pomocą wehikułu czasu przenieść się wstecz i pogadać z samym sobą w młodości. Gdyby było to możliwe, przekazaliby młodszej wersji siebie mądrości życiowe oraz ostrzeżenia przed tym, czego później żałowali. Przemyślenia, które mogły powstać jedynie jako skutek dekad doświadczenia. Poprzez zmianę przeszłości mieliby nadzieję na zmianę tego, co przed nimi — tego, co jest ich teraźniejszością. Niestety, zazwyczaj to, co pozostaje, jest życiem dręczonym przez duchy martwych od długiego czasu marzeń.

Po sprzedaniu mojej firmy internetowej w 2007 roku i przejściu na emeryturę po trzydziestce, zamiast na starość — po sześćdziesiątce, postanowiłem dogłębnie zastanowić się nad kwestią „młodszego siebie”, ponieważ dotyczyło to zarówno życia, jak i biznesu. Gdybym mógł porozmawiać z dwudziestoletnim mną, kimś, kto wiecznie zmagał się z trudnościami — jaką wiedzą podzieliłbym się wtedy ze sobą? Jaką mądrością musiałbym dostać wtedy po twarzy? Co ujawniły moje porażki? A jak mogliby na tym skorzystać inni?

Po trzech latach rozważań sam brudnopis tej książki sprawił, że Moby Dick wygląda jak nowela. Tak — ogrom popełnionych przeze mnie błędów i nauk z nich płynących wypełniał stronę za stroną. Ale dzięki temu powstała książka zupełnie odmienna od jakiejkolwiek innej — całkowicie niezgodna ze standardowym sposobem rozumowania. Innymi słowy, nie osiągnąłem szczęścia w wyniku podążania za logiką konwencjonalnego myślenia — zdobyłem je, postępując dokładnie na odwrót.

Napisano mnóstwo książek na temat finansów, podążania przez życie oraz zakładania biznesów, ale żadna z nich nie opowiada prawdziwej historii. Zamiast tego, książki te promują bajki mające poprawić nasze samopoczucie oraz fantazje z Wall Street — gotowe szablony, uwzględniające przeciętność i porzucone marzenia. Być może czytałeś te książki i zastanawiałeś się nad tym samym co ja: Czy faktycznie istnieją multimilionerzy żyjący jak gwiazdy rocka dzięki niewolniczej pracy od poniedziałku do piątku, oszczędzający każdy grosz w dążeniu do zbilansowanego portfela funduszy wzajemnych? A pani guru od finansów z CNBC z pomarańczową twarzą i denerwującym głosem? Czy stała się ona bogata dzięki temu, co jawnie rozgłasza, czy może dzięki temu, co skrycie praktykuje? I moje ulubione pytanie: Czy i jak mogę wieść życie marzeń, sprzedając produkty Amway i jednocześnie dystansując się od moich przyjaciół i rodziny?

W procesie powstawania książki „eksperci” wydawniczy ostrzegali, że nigdy się ona nie sprzeda. Ci sami eksperci twierdzili również, że popełniam kardynalny błąd, polegający na niewciąganiu czytelników w „lejek sprzedażowy”, dzięki któremu mógłbym im sprzedać seminarium coachingowe o wartości cadillaca.

Cóż. Gówno mnie to obchodziło.

Pisałem prosto z serca. Nie dla sławy, fortuny czy jakichś egocentrycznych motywów, które mogłyby mnie katapultować do uprzywilejowanego świata guru i kanciarzy od seminariów. W roku 2011, po całorocznym maratonie, w końcu samodzielnie opublikowałem Fastlane milionera z ograniczonymi możliwościami dystrybucyjnymi i bez fanfar. Przez „brak fanfar” mam na myśli to, że nie wynająłem firmy PR, żeby sfałszowała listę bestsellerów, wdrażając z góry ustawioną strategię wejścia na rynek. Nie czerpałem korzyści z jakichkolwiek barterów z wpływowymi personami czy inspiratorami biznesowymi. Praktycznie nie wydałem grosza na reklamę. Media mainstreamowe mnie zignorowały. Blogerzy również. Startupowa klika paradująca ulicami Silicone Valley także. Ale wiecie, kto tego nie zrobił? Czytelnicy, zmęczeni przeciętnymi radami z przeciętnych książek, promujących przeciętne życie.

Mijały miesiące, a książka utrzymywała stabilną sprzedaż. Tuziny sprzedanych sztuk zamieniały się w setki, później w tysiące, a następnie dziesiątki tysięcy. Wkrótce wartość sprzedaży przekroczyła milion dolarów, potem dwa miliony. Pojawiły się tłumaczenia na koreański, japoński, włoski i inne języki. Moje konto na Twitterze eksplodowało od wpisów czytelników, którzy nie mogli oderwać się od książki…

To jest najlepsza książka, jaką kiedykolwiek czytałem.

Genialna mądrość biznesowa.

Słuchając Twojej książki, jestem w bezustannym szoku.

I wiele innych.

Mimo faktu, że wielu widziało „tani” tytuł, sugerujący wzbogacenie się metodą na skróty, i paskudną okładkę, książka osiągnęła najwyższą sprzedaż w serwisie Amazon w wielu kategoriach. Mimo że nigdy nie dostała się na listę Bestsellerów „New York Times”, sprzedała się lepiej niż większość z nich. Warto dodać, że przeciętna książka wydana samodzielnie zarabia w sprzedaży detalicznej mniej więcej 900 dolarów rocznie.

Zapewne zszokowałem czytelników szczerością — podaniem kompletnej mapy do finansowego sukcesu, opartej na niepodważalnej matematyce, niezwiązanej z czasem, okolicznościami czy ekonomią. Czytelnicy dostali gorzką prawdę o przedsiębiorczości, samodzielnym dochodzeniu do bogactwa, hipokrytach, którzy to rozgłaszają, a nawet o szczęściu.

W miarę rozpowszechniania się Fastlane na całym świecie, czytelnicy błagali „Chcemy kolejnej książki!”. Fastlane wskrzeszał marzenia i zmieniał życia. Pisanie kolejnej książki w identycznym stylu nie było moim zamierzeniem. Wiedziałem, że drzemie we mnie jeszcze jedna książka, ponieważ największy przekręt stulecia, ujawniony w Fastlane, miewał się dobrze i rósł w siłę. A wraz z tym niszczył krytyczne myślenie, odpowiedzialność osobistą i wreszcie mordował marzenia. Podczas gdy Fastlane, demaskując mity bogactwa, wskazuje o wiele więcej: ezoteryczną rzeczywistość ukrytą pod powłoką społeczeństwa. Kulturowe podbrzusze ukazujące podstępne oszustwo — socjologicznyspisek skazującyCię na ślepe posłuszeństwo, przeciętność oraz porzucenie marzeń.

Jeśli nie zrealizujesz marzeń, nie będzie to wynikiem braku włożonego wysiłku czy entuzjazmu — będzie to skutek zaprzedania życia machiawellistycznemu systemowi, w którym Twoja życiowa rola została z góry WYZNACZONA. Zostałeś bezwiednie zatrudniony do odegrania z góry ustalonej gry karnawałowej pod przykrywką życia, w której niewielu wygrywa, a wielu traci…

UNSCRIPTED: Życie, Wolność oraz Przedsiębiorczość jest piórem, którym możesz zmienić zapisy z ukartowanej przyszłości. Nie czekaj na zmierzch życia, aby marzyć o wehikule czasu. Twój czas jest teraz.

Teraz jesteś młodszą wersją siebie.

W tej chwili.

Teraz masz sposobność wskrzeszenia własnych marzeń i zmiany historii, która na Ciebie oczekuje.

WSTĘP

Un — script — ed (przymiotnik)

„…niepodążający za przygotowanym z góry scenariuszem”

(Słownik Merriam-Webster)

Życie. Wolność. Przedsiębiorczość. Jest to poranne przebudzenie i uszczypnięcie się aż do krwi. To uświadomienie sobie: „Mój Boże, to moje życie, i jest wspaniałe”. Mieszkasz w swoim wymarzonym domu, bez kredytu, bez budzika, bez szefa i rachunków. Bez konieczności poświęcania czasu na jakiekolwiek sprawy poza tymi, które sam wybierzesz. Zarabiasz więcej pieniędzy przed śniadaniem niż przez tydzień w swojej poprzedniej pracy. W Twoim garażu zaparkowane jest niewiarygodnie drogie auto — symbol zwycięstwa, dowodzący że Twoje marzenia nie są jedynie fantazją, ale rzeczywistym bytem.

Tak — takie życie istnieje.

Wiem, ponieważ żyję w ten sposób od prawie 20 lat.

A w ciągu kilku krótkich lat może się ono stać również Twoim życiem. Dokładnie tak. Nie będziesz potrzebował pięciu dekad pracy, za którą nikt nie podziękuje, życia w ogłupiającej skromności i cierpliwego inwestowania w produkty z Wall Street.

Niestety, napisano dla Ciebie SKRYPT, który zakłada, że takie życie jest poza Twoim zasięgiem i możliwe jest jedynie dla właściwego typu człowieka. Kogoś z odpowiednim dyplomem z uczelni, zastrzykiem gotówki od inwestorów lub listą dobrze sytuowanych przyjaciół ze Stanford. Jestem tu po to, aby Ci powiedzieć, że to nieprawda.

Mimo że byłem przedsiębiorcą przez większość swojego życia, nie jestem nikim szczególnym. Nie przeczytasz o mnie na stronie TechCrunch ani w jakimś newsletterze z Silicon Valley. Mimo że jestem przedsiębiorcą internetowym jeszcze od czasów „masz wiadomość” od AOL1, nigdy nie korzystałem z pomocy inwestorów, nigdy nie zatrudniałem więcej niż 5 osób i nigdy nie studiowałem informatyki. Mimo to udało mi się stworzyć dochodowe firmy, które pozwalają na życie POZASKRYPTEM, jakie opisałem wyżej. Mowa tu o pięcio-, sześciocyfrowych dochodach miesięcznych oraz wycenie przedsiębiorstw idącej w grube miliony. Co prawda dwukrotnie sprzedawałem firmy, ale niech Cię to nie zniechęca — jest to bardzo miły (i często pożądany) efekt uboczny całego procesu.

Pewnie już zauważyłeś, że książka jest DŁUGA. Mam tu na myśli, że jest ona naprawdę obszerna. Nie jest tak bez powodu.

Nie jestem jednym z tych autorów, którzy wydają jedną książkę na miesiąc na temat modnej taktyki marketingowej, która na przestrzeni roku straci efektywność w wyniku nadmiernego wykorzystywania opisywanych technik.

Nie jestem autorem, który wypełnia 200 stron tekstu, omawiając zagadnienie wymagające kilku akapitów. Innymi słowy, nie poświęciłem tej książce trzech lat, aby powiększyć swoje dochody — napisałem ją, aby odmienić Twoje życie. A by to uczynić, wiele musi zostać powiedziane. Tak — to wykracza poza założenie działalności gospodarczej i odłożenie trochę grosza na boku — tu chodzi o odzyskanie własnego życia i wolności poprzez przedsiębiorczość.

Jeśli jeszcze nie wiesz, chętnie Ci to przybliżę: niewolnictwo nadal istnieje. Tyle że nowoczesne niewolnictwo nazywa się SKRYPTEM — ukrytym, społecznym kontraktem, w którym pozłacana klatka została zamieniona na dobrowolne zadłużenie i dożywotnią pracę — cenę zapłaconą 50 latami pracy od poniedziałku do piątku, których nie da się nijak odzyskać. Jest to niewidzialna służebność, w której wolność jest jedynie obietnicą, pojawiającą się u schyłku życia. UNSCRIPTED jest Twoją mapą do znalezienia dostatku, wolności i szczęścia. Kluczem do życia, o którym marzy niewielu.

•W części 1. zidentyfikuję problem, który Cię prześladował od czasu, gdy osiągnąłeś wiek pozwalający na pierwsze zatrudnienie. Wyczułeś go, doświadczyłeś, a teraz obawiasz się, że wiedziesz życie, jakiego nie chciałeś.

•W części 2. zdemaskuję największy przekręt stulecia i wypunktuję sposób, w jaki skradziono Twoje marzenia (a jeśli na to pozwolisz, również Twoje życie zostanie skradzione). Aby pokonać złodzieja, musisz go zrozumieć.

•W części 3. przedstawię Ci w jakości HD to, co jest możliwe, kiedy Twój umysł uwolni się od kulturowych doktryn dyktujących zasady gry.

•W części 4., najobszerniejszej, ujawnię drogę do przedsiębiorczościPOZA SKRYPTEM- szczegółowe wytyczne do zapoczątkowania własnego biznesu, który wychodzipoza pętlę ciągłego zarabiania na opłacenie rachunków. Biznesu, który przełamie tę barierę i odmieni na zawsze Twoje życie.

•W części 5. przedstawię najlepszyjak dotąd sposób na czerpanie dochoduw sposób pasywny. System, w którym praca staje się opcją. Tak — dowiesz się, co zrobić, aby nie musieć pracować ani jednego dnia więcej, jak do tego dojść i w jaki sposób wejść w ten tryb natychmiast.

Jeśli nie czytałeś mojej pierwszej książki Fastlane milionera, nie martw się. UNSCRIPTED nie jest jej kontynuacją. Nie wydałbym tej książki, gdybym nie miał przekonania, że posiada ona moc odmiany życia. Pozostaje tylko pytanie, czy pozwolisz, aby książka ta odmieniła właśnie Twoje życie?

Po pierwsze, jeśli masz świetną pracę, koleżeńskie relacje z szefem, a na dodatek system emerytalny jest tak ekscytujący, że przyprawia Cię o ciarki, to gratuluję, szacun. Wygrywasz w tej ustawionej grze. Jesteś właśnie tym gościem, który wygrywa ogromnego pluszowego słonia w cyrku objazdowym. Nigdy się nie dowiem, w jaki sposób udało Ci się trafić gumowymi krążkami na te butelki po piwie. Jednak patrząc przez pryzmat Twoich nadludzkich możliwości, ta książka najpewniej nie jest dla Ciebie.

Po drugie, nie sądzę, że dasz radę odmienić swoje życie po przeczytaniu kolejnej książki o „wolności finansowej”, która wychwala Urząd Skarbowy, inwestowanie na giełdzie i przytłaczająco skromne życie. Czy naprawdę chcesz czytać kolejną cegłę wychwalającą fantazję procentu składanego? Wejdź na Amazon — znajdziesz milion książek na ten temat. Tytuł tej książki to UNSCRIPTED, a nie „Bądź jak wszyscy na tej pieprzonej planecie”.

Po trzecie, UNSCRIPTED jest książką dla Ciebie, jeśli Twoje życie stało się beznadziejne i niesatysfakcjonujące. Jest dla Ciebie, jeśli jesteś niewolnikiem dni roboczych i łapówki, jaką za nie dostajesz. Jeśli jesteś zmęczony wyzyskiem oraz ludźmi i rzeczami, które Cię męczą, takie jak plotki w pokoju socjalnym, polityka firmy, podlizywanie się kadrze kierowniczej i cokolwiek jeszcze wypływa, kiedy wrzuci się do jednego pudełka kilka osób i zaczynają one roztrząsać detale korporacyjnej pracy — mam dla Ciebie ratunek.

UNSCRIPTED jest dla Ciebie, jeśli marzysz o niezależności i wykonywaniu pracy, która ma znaczenie. Jest dla Ciebie, jeśli jesteś młodym człowiekiem, który wolałby żyć w bogactwie jeszcze za młodu — podróżować, mieć ładne samochody, sporo wolnego czasu — zamiast czekać na bogactwo w podeszłym wieku: wózki inwalidzkie, artretyzm i spacer z balkonikiem. Jest dla Ciebie, jeśli posiadasz rentgen w oczach i potrafisz dostrzec to, czego nie widzieli Twoi rodzice — że schemat, jaki narzuca Ci życie, jest wadliwy i przestarzały.

Przede wszystkim jednak, UNSCRIPTED jest dla Ciebie, jeśli jesteś aspirującym przedsiębiorcą od zbyt długiego czasu — kimś, kto trafił w ślepą uliczkę i nie umie ani się z niej wydostać, ani na tym wszystkim zarobić. Kimś, kto być może ma już swoją firmę, ale jedynie zabiera ona czas — tak samo jak praca na etacie, dając w zamian jedynie możliwość zapłaty rachunków i dotrwania do kolejnego miesiąca. Jeśli jesteś osobą, która wolałaby usłyszeć niewygodną prawdę od multimilionera, zamiast czytać wpisy kolejnego spłukanego blogera, próbującego wcisnąć Ci slogany na temat dostatniego życia — mam dla Ciebie ratunek.

Wreszcie, UNSCRIPTED jest książką dla Ciebie, jeśli pragniesz podjąć ryzyko zmiany samego siebie. Każdy chce zmiany, ale niewielu gotowych jest zmienić swoje wybory. Ta książka nie będzie łatwa, ponieważ życie nie jest łatwe. Czeka Cię sporo niewygodnej prawdy, zmiana przekonań oraz niszczące własne ego objawienia. Niektórzy wezmą do siebie bezpośredni, czasem obraźliwy ton tej książki i kompletnie rozminą się z jej przesłaniem. Jeśli masz mnie za złośliwego, niepoprawnego politycznie dupka, wracaj do swojej strefy komfortu i poproś o zwrot pieniędzy. Twoja opinia nie zmienia absolutnie nic w mojej rzeczywistości, choć mam nadzieję, że moja zmieni coś w Twojej. Nie napisałem UNSCRIPTED, aby wychwalać i niańczyć status quo, które dusiło dotychczas Twoje marzenia. Diametralna zmiana nie jest skutkiem jakiejś umysłowej masturbacji, która z dnia na dzień rozpali w Tobie ogień. Pochodzi ona z głębi Twojego serca i duszy. Jeśli jesteś gotów na czerwoną pigułkę, mam dla Ciebie ratunek.

Jeśli do tej pory nie wyraziłem się dostatecznie jasno, pozwól, że zrobię to teraz. UNSCRIPTEDnie jest czymś, czego próbujesz. Jest czymś, czym żyjesz. Jeśli jesteś gotów na wyzwanie, przygotuj się także na olśnienie, po którym zgubisz szczękę. Wszystko, czego się dotychczas nauczyłeś, jest gówno warte. Lub nawet mniej. Mowa tu o rzeczach, które sprawiłyby, że nawet Ponzi2 poczułby się wkręcony i oszukany. Nie zrozum mnie źle — UNSCRIPTED nie jest korektą kursu. Nie znoszę tej frazy. Korekta kursu nie sprawi, że Titanic nie zatonie. Problem leży w samym kursie i w tym, że pozwoliłeś mu na dyktowanie warunków, rozdawanie kart i narzucanie decyzji. Problem tkwi w tym, że pozwoliłeś, by zwyczajne myślenie przeciętnych ludzi wytworzyło ten rezultat — zwyczajne, przeciętne życie. Prawdziwazmiana kursu zaczyna się od uświadomienia sobie, że sam kurs jest gówno warty.

Przypisy:

1AOL był jednym z głównych dostawców usług internetowych, powstałym w latach 90. „You’ve got mail” (z ang.masz wiadomość) to słowa, jakie można było usłyszeć po zalogowaniu się do skrzynki pocztowej, jeśli były w niej nowe wiadomości.

2Charles Ponzi — twórca pierwszej w historii piramidy finansowej.

CZĘŚĆ 1.DYSONANS…

CZY COŚ JEST NIE TAK?

WYRZUTY SUMIENIA KUPUJĄCEGO

CZĘŚĆ 1. Cele autora:

WYZNANIE

Pomóc w zrozumieniu wszechobecnych, subtelnych szeptów, które zdają się mówić Ci, że „coś” w Twoim życiu wydaje się być nie tak.

ROZDZIAŁ  1.OPOWIEŚCI Z KRYPTY: PONIEDZIAŁKOWA HISTORIA

Jakim cudem człowiek może cieszyć się tym, że wstaje o 6:30 na dźwięk budzika, wyskakuje z łóżka, ubiera się, zmusza do jedzenia, sra, sika, myje zęby, czesze włosy, a następnie walczy z porannymi korkami, aby dotrzeć do pracy, gdzie w gruncie rzeczy zarabia sporo pieniędzy dla kogoś innego, i jeszcze wymaga się od nas wdzięczności za możliwość robienia tego wszystkiego?

~Charles Bukowski, pisarz

NIC NOWEGO

•Jakim cudem w ten sposób skończyliśmy?

•Dlaczego nie daliśmy rady

•Zobaczyć znaków, które przegapiliśmy,

•I spróbować odwrócić role.3

Kurwa.

Jest poniedziałek rano. 5:15.

Po raz trzeci mój iPhone gra na pełny regulator tę piosenkę Nickleback, którą kiedyś uwielbiałem, a teraz nie znoszę. Jeszcze jedna drzemka i się spóźnię.

Tak, nadszedł czas, aby wstać.

Po kilku wulgarnych pretensjach pod swoim adresem, że nie zamieniłem tej piosenki na coś z repertuaru Metalliki, zrywam się z łóżka z lekkim kacem z poprzedniego wieczora. Odrzuca mnie myśl o nadchodzącym dniu, prawdę mówiąc — o całym nadchodzącym tygodniu. Próbując nabrać energii do życia, wchodzę pod prysznic, mając nadzieję na odrobinę optymizmu. Nic z tego. Jutro czeka mnie kolonoskopia. Wiążąc smycz w postaci krawata i zakładając garnitur, czuję, jak żal i rezygnacja pustoszą moją duszę.

Coś jest nie tak.

Może to garnitur za 800 dolarów. Może chodzi o kartę kredytową, którą za niego zapłaciłem. A może świadomość, że hitem weekendu było oglądnięcie dwóch słabych drużyn w meczu Las Vegas Bowl. A może poranna ciemność i gorzka świadomość, że jeszcze długie miesiące, zanim doczekam się krótkich wakacji w Cancun.

Niestety to nie jest odpowiedni moment na refleksje.

Nie mając czasu na jedzenie, łapię w biegu sztucznie barwione płatki pokryte cukrem. Patrzę jednym okiem na zegar, a drugim na plan żywieniowy przypięty do lodówki — ten, którego miałem się bezwzględnie trzymać przez kolejne kilka tygodni. Winą za pierwsze przewinienie obarczam Tukana Sama4.

Kilka minut później wytaczam się na podjazd i gramolę do zmarzniętej kabiny. Mój oddech generuje obłoki pary. Mój nowy mercedes klasy C wymaga jeszcze 57 rat do kompletnego spłacenia, a już stracił swój blask. Wycofuję z podjazdu i kieruję się w stronę autostrady.

Przez kolejną godzinę siedzę uwięziony w moim małym pudełku, zderzak przy zderzaku, wraz z tysiącami ludzi takich jak ja. Niektórzy z nich wyglądają na bardziej, inni na mniej spełnionych, ale nie wiem jeszcze, że oni również nie są szczęśliwi. Tak samo jak ja porzucili diety, stracili cel i zawiedli swoje marzenia. W rezultacie przekupili swoją niedolę droższym pudełkiem, wyposażonym w miększą skórę, bardziej błyszczący chrom i więcej gadżetów. Pudełka te mają prestiżowe insygnia: Lexus, Audi czy BMW.

Ich misja, podobnie jak moja, polega na przekupywaniu samych siebie, dzięki czemu wierzą, że są inni niż 20 000 podobnych dusz, więzionych przez ten sam schemat, w którym i ja utknąłem.

Dwie mile i dwadzieścia minut mniej życia. Zastanawiam się, czy owca jadąca mercedesem do rzeźni to dalej owca?

Kolejna godzina, zanim dojadę do miejsca pracy, gdzie płacę 7 dolarów za przywilej zaparkowania samochodu w pobliżu budynku — potężnego, szklanego wieżowca, ironicznie przebijającego niebo jak kryształowy sztylet. Posłuszny, napędzany kofeiną tłum przeciska się przez hall. Zaczynam swój dzień od kłamstwa.

„Dzień dobry” — witam recepcjonistę w biegu do zatłoczonej windy. W drodze na sześćdziesiąte piętro, otoczony współwięźniami, mam kilka sekund na medytację: „Dobry Boże, dlaczego dziś nie jest piątek?”. Nie ma czasu na fantazjowanie — drzwi się otwierają, a za nimi czeka czyściec — kolosalnej powierzchni przestrzeń z boksami ułożonymi w cele. Podobnie jak w więzieniu, każda z nich dostosowana do swojego mieszkańca — udekorowana zdjęciami rodziny, przypinkami z cytatami z Biblii i zwykle lekceważonymi mądrościami. Czasem trafi się jakaś praca plastyczna dziecka, które jeszcze nie wie, że czeka je podobny los.

Staram się sam siebie oszukać: „OK, przynajmniej mam pracę”. Przynajmniej próbowałem, ale nie umiem oszukać swojego serca. Wdzięczności nie powinno odczuwać się jak na ławie śmierci w San Quentin.

Docieram do swojego boksu, rzucam torbę na podłogę i opadam na krzesło.

Coś nie gra.

Manny, mój sąsiad, który zaczyna dzień godzinę przede mną, nie dotarł do pracy. Jego biurko zostało kompletnie wyczyszczone.

Wtedy to zauważam.

Na wierzchu skrzynki na wiadomości leży korporacyjna koperta z pieczątką „POUFNE”.

Cholera — to nie może być nic dobrego.

Ostatni „list miłosny” z tym napisem informował o podwojeniu składki na ubezpieczenie zdrowotne, bo Kongres uchwalił jakiś popieprzony przepis, którego i tak nikt nie przeczytał. Przerażony, otwieram kopertę.

Okazuje się, że Manny wyleciał dziś rano za niewykonywanie swoich obowiązków. W zasadzie jego praca była wykonywana, ale nie przez niego. Podobno Manny chytrze zlecił swoje zadania grupie informatyków z Chin, co pozwalało mu na przeglądanie serwisu Reddit i oglądanie śmiesznych filmików w sieci całymi dniami. Tajna operacja trwała od miesięcy.

Korporacyjny komunikat informował o zwolnieniu Manny’ego i tymczasowym obciążeniu mnie jego obowiązkami. Firmową kurtuazję odczytuję jak ofertę złożoną przez Don Corleone: moja praca wydłuży się o godzinę dziennie i o jedną sobotę w miesiącu przez kolejne trzy miesiące — za dokładnie tę samą płacę. OMFG. A najlepsze, że oni wcale nie żartują.

Nagle widzę scenę z kompaktorem śmieci z Gwiezdnych wojen. Powietrze się rozrzedza, łzy cisną się do moich oczu, a nad boksem 129A zbiera się wywołująca duszności chmura. Zaciskam szczękę tak mocno, że jeden z moich zębów trzonowych pęka na pół. Przynajmniej dentysta się ucieszy. Rodzi się furia, a po niej nadchodzi gorzkie uczucie żalu i zdrady. Sam nie wiem, kogo mam ochotę udusić — swojego szefa, pracownika z boksu obok czy samego siebie.

Czym ja się stałem?

Czy po to spędziłem pięć lat na studiach?

Mój plan był inny!

Na mojej twarzy rysuje się grymas niezadowolenia — jak u dziecka, któremu zabrano lizak. Tymczasowe szaleństwo zostaje odepchnięte przez nagły przebłysk logiki: uśmiechnij się i to przełknij. Jestem uwięziony. Nie mogę odejść. Mam rachunki, karty kredytowe, kredyt hipoteczny, niezłe auto, kredyt studencki w wysokości 50 tysięcy i… brak oszczędności. Do tego dochodzi Amanda — moja modna, nieco spięta dziewczyna, która żądała pierścionka zaręczynowego już pół roku temu. Dorzuć jeszcze tykający z zawrotną prędkością zegar biologiczny i masz obraz naszego związku — to jak jazda samochodzikami z gumowymi zderzakami w wesołym miasteczku. Próbuję sobie to jakoś uzasadnić: „ta praca jest dla mnie wszystkim”, „bez niej będę srał cegłami bez pieluchy”.

Przez kolejne cztery godziny siedzę w swoim boksie, klepiąc w komputer, przedzierając się przez detale zamówień zakupowych, przeterminowane faktury oraz wewnętrzne raporty wzrostu — korporacyjną wersję przewinień na boisku szkolnym. W miarę jak mój dzień ślimaczy się do przodu, uświadamiam sobie, że przede mną jeszcze cztery dni i pół soboty tego piekła. Przełykam dołującą prawdę — moje marzenia są martwe. Nagrodą pocieszenia za nie stał się samochód i weekend.

Przez resztę dnia jestem przytłoczony przez ogrom pracy do wykonania, gapiąc się na zegar jak śliniący się na myśl o kości pies. Minuta za minutą zegar potęguje sprzeczności, które nadgryzają mój mózg. Z każdą chwilą umiera część mojej duszy, mimo że każda z nich przybliża mnie do dzisiejszej wolności.

Dziesięć godzin wcześniej czas wydał rozkaz, aby wstawać, a teraz rozkazuje mi wyjść z pracy.

Wskakuję do samochodu, dołączając do innych, którzy również zmagali się z podobnie dławiącym duszę dniem. Czuję ulgę, że to już koniec i że szalupa ratunkowa już na mnie czeka. Jest poniedziałek, a to oznacza mecz ligi NFL. Po raz pierwszy dzisiaj się uśmiecham. Uśmiech znika siedem minut później. Był wypadek na autostradzie I-90 i będę tkwił w korku przez kolejne dwie godziny. To oznacza, że przegapię większość meczu.

W domu, pokonany i zdemoralizowany, padam na kanapę i otwieram puszkę budweisera. Smakuje jak schłodzone siki. Jeden łyk i wszystko jasne. Nie używa się noża do smarowania, kiedy potrzebna jest piła łańcuchowa. Cztery strzały Jacka Danielsa później misja zostaje wykonana.

Pokój wiruje. Pochłania mnie telewizor i udaje mi się załapać na ostatnie dziesięć minut meczu Steelers z Broncos — krótkiego starcia, niewartego oglądania.

Przeskakuję po kanałach, z których każdy jest alternatywną rzeczywistością. Oddaję hołd telewizji: mogę anonimowo oglądać życie tych, którzy męczą się z depresją podobną do mojej, a może właśnie, co ciekawe, tych, którym się poszczęściło i od tego uciekli.

Kiedy wznoszę toast na cześć śmierci moich marzeń, powtórka serialu Prawo i Sprawiedliwość zostaje przerwana reklamą ze zbyt podekscytowanym narratorem z kiepskim brytyjskim akcentem. Sprzedaje gorset wyszczuplający ze spandeksu. Okazuje się, że dziesięć lat objadania się pączkami z budyniem można naprawić w 10 sekund, oczywiście zakładając, że nie rozbierzesz się do naga przy głupku, który dał się na to nabrać. Podczas przekrzykiwania się sprzedawców na temat ich „tłamszącego tłuszcz ciucha”, powoli traciłem kontakt z rzeczywistością. Nie zapadłem w głęboki sen, ale w płytką otchłań zapomnienia, mającą dodać mi sił.

Godziny zdawały się być minutami, roztrzaskanymi bezlitośnie przez poranny hałas…

•Jakim cudem w ten sposób skończyliśmy?

•Dlaczego nie daliśmy rady

•Zobaczyć znaków, które przegapiliśmy,

•I spróbować odwrócić role.

Kurwa.

Czas na powtórkę…

Przypisy:

3Wolne tłumaczenie fragmentu tekstu piosenki zespołu Nickleback „Someday”.

4Amerykańska maskotka popularnej marki płatków śniadaniowych.

ROZDZIAŁ 2.BEZTROSKIE SZEPTY: WINNE DUSZE NIE CZUJĄ RYTMU

Nikt z nas nigdy nie osiągnie niczego wspaniałego lub majestatycznego, jeśli nie będziemy słuchać szeptu, który tylko my sami możemy usłyszeć.

~Thomas Carlyle, filozof

To „coś” to naprawdę jest coś…

Ta historia była moją historią. Mimo że dostosowałem ją do współczesnego świata, została napisana przez moje doświadczenia. Zamień tylko iPhone na budzik, mercedesa na mitsubishi, a boks w pracy na kabinę limuzyny, a będziesz mieć pełny obraz — znajoma historia, powtarzana dzień po dniu, rok po roku przez miliony. Być może moja opowieść nie przypomina Twojego dnia, istnieją różne typy ścian mogących tworzyć więzienie. W moim przypadku było ich wiele: magazyn, przedni fotel auta dostawczego, boks, w którym wprowadzałem dane do komputera, oraz — jakże mógłbym zapomnieć — brudna kuchnia w chińskiej restauracji. Twoim więzieniem może być bliżej nieokreślone biuro w wieżowcu, komisariat na przedmieściach czy sala operacyjna szpitala. Również uznani profesjonaliści — lekarze, prawnicy — zorientowali się, że nawet najwygodniejsze i najbardziej szanowane więzienie nadal jest więzieniem.

Jednak nie ściany, w których zamknięta jest Twoja opowieść, są tutaj ważne, ale wrażenie, że coś jest nie tak. Wewnętrzny szept obciąża winą Twoją duszę. Płynący prosto z serca żal i niepokój. Jest to gardłowy dysonans, który zakamuflowałeś dobrami doczesnymi i przeciętnością. Jeśli jesteś młody, być może nie odczułeś jeszcze tego czegoś, ale z pewnością to widziałeś. Weźmy na przykład ten wpis z forum Fastlane:

Mam 19 lat i kończę drugi rok studiów. Siedziałem przy stole z moją rodziną, owijając spaghetti wokół widelca, i nagle wszystko stało się jasne. Moja mama pracuje od 15 lat w pracy, której nienawidzi. Mój ojciec jest inżynierem elektrykiem, pracował dla NASA przy sprzęcie wojskowym. Kilka razy został zwolniony i były miesiące, że był bez pracy. Obecnie ma pracę, ale zauważyłem coś ciekawego…

Oni nie są szczęśliwi. Cała energia do życia została z nich wyssana. Brak pasji, brak marzeń, brak celów. Tylko w kółko to samo.

Każdego.

Kolejnego.

Dnia.I

Jest tak, jak opisał to ten student. Wiele przypadków tego czegoś jest namacalnych. Być może siedzą przed Tobą jako dwoje ludzi, którzy są martwi dla otaczającego ich świata. Moje coś wisiało oprawione na ścianie. Dwa dyplomy ze studiów, które kosztowały mnie pięć lat i 40 000 dolarów. Tak — te same, dzięki którym dostałem tę wspaniałą pracę przy kładzeniu rur kanalizacyjnych w chicagowskich slumsach za 10 dolarów na godzinę. Twoje namacalne coś może być Twoim garażem — tym, w którym stoi dwudziestotrzykonny traktor do koszenia trawy. Jasne, że wywołuje on zazdrość u sąsiadów, ale to nie powoduje, że jesteś szczęśliwy czy spełniony. Albo jeszcze gorzej — być może jest to nadmuchiwany materac w piwnicy Twoich rodziców. Ten, który kupiłeś na kemping, ale stał się tymczasowym łóżkiem, dopóki uda Ci się „coś wymyślić” przed Twoimi 33. urodzinami.

Istnieją przykłady tego czegoś, które są nienamacalne. Rezonują jako szum biały — dręczący chór sprzecznych emocji, bezustannie podsuwający życiowe pomyje.

Jeśli jesteś młodszy, jednym z takich szeptów może być wstyd, stłumiony przez fałszywą sławę. Na przykład kiedy osiągnąłeś status gwiazdy rocka na Xbox Live, ale w rzeczywistości nie osiągnąłeś niczego.

Kolejnym szeptem może być gorzkie uczucie nieważności. Gdybyś nagle został porwany i przeniesiony na planetę Romulus, nikt w Twojej rodzinie kompletnie by się nie przejął. Może poza współlokatorem, który tak naprawdę tęskni za Twoją połową czynszu, a nie za Tobą.

Innym szeptem jest cotygodniowa udręka, kiedy przychodzi niedzielny wieczór, a zbliżający się poniedziałek powoduje, że czujesz się jak w zabawie w chowanego z kostuchą. Być może takim szeptem jest pogarda, doprawiona poczuciem winy — nie cierpisz swojej pracy, szefa i całej firmy, w której pracujesz, ale Twoja wypłata wywołuje u Ciebie amnezję.

Jeśli jesteś starszy, szepty te często przeradzają się we frustracje — wszystko w życiu zrobiłeś jak trzeba — tak jak nakazuje wyższa władza — a jednak niezależnie od tego, jak dużo pracujesz, jak bardzo oszczędzasz i zaciskasz pasa, wyjście na prostą jest niemożliwe. Jakiś pilny wydatek zawsze się na Ciebie czai — pies potrzebuje zastrzyków, samochód wymaga zmiany opon, dzieci potrzebują gotówki na szkolny projekt itd.

Inne szepty są echem niedowierzania i sceptycyzmu — bank wypłacił Ci siedem centów odsetek za poprzedni rok, a tempo wzrostu Twojej emerytury powoduje, że odejdziesz na nią w XXIV wieku.

Na koniec jeszcze jeden z najbardziej bolesnych szeptów — żal. Miałeś plan, aby zrobić coś ze swoim życiem. Być bogatym. Sławnym. Mieć stanowisko dyrektorskie. Odnieść sukces. Być rodzicem, który spędza więcej czasu z dziećmi, niż tylko przy okazji rzucenia pizzy na stół w jadalni w ramach kolacji. Tak — miałeś w planie być spełnionym, dumnym i szczęśliwym. Ale teraz jest to tylko martwe marzenie, zatknięte na stosie niezapłaconych rachunków.

Każde coś, które męczy Cię codzienną monotonią, wskazuje na oszustwo — demaskuje podstęp. Natychmiast uświadamia Ci prosty fakt: Żyjesz, ale nie jesteś żywy.

Twoje serce bije, ale pulsu brak.

Twój umysł jest skażony, mimo że wyniki badań nic nie wykazują.

Twoja dusza została skradziona, choć nie ma złodziei.

Podejrzenia rosną w miarę narastania sprzeczności.

Tak — to nie było życie, jakie sobie wymarzyłeś.

To nie był Twój plan.

Coś jest nie tak.

Twoja dusza będzie sygnalizować swoje pożądania lub niezadowolenie podczas ciszy lub w obliczu braku zakłóceń — na przykład podczas snu, pod prysznicem czy podczas masażu.

W jaki sposób odpowiadasz na głos własnej duszy? Zaprzeczasz mu? Ignorujesz go? Tłumisz go natychmiastową żądzą wykonywania bezsensownej pracy? Zagłuszasz telewizją? Doceniasz go?

ROZDZIAŁ 3.WSPÓŁCZESNY MATRIX: SKRYPT

W wyniku systematycznej sprzedaży masom dobrze opakowanych kłamstwprzez całe pokolenia, prawda będzie się wydawać zupełnieniedorzeczna, a ten, kto ją głosi, zostanie uznany za kompletnego szaleńca.

~Dresden James, pisarz

A co, gdybym Ci powiedział…

Że coś jest faktycznie czymś. Większość ludzi kompletnie tego nie zauważa i traktuje wewnętrzny głos jak zwykły hałas otoczenia. Inni słyszą te szepty, lecz tłumią je weekendową balangą. Reszta z nas — mowa tu o tych, którzy nie dają się łatwo zmanipulować — poddaje je rozważaniom. Szukamy ich źródła, kwestionujemy je i zadajemy pytania: „Co się, u diabła, dzieje?”.

Po raz pierwszy zauważyłem, że coś jest nie tak ze światem, kiedy zmagałem się z trudami bycia młodym przedsiębiorcą w Chicago. W tym czasie wykonywałem służalczą pracę kierowcy limuzyny, która pozwalała mi opłacić rachunki i finansować moje szalone pomysły biznesowe. Ponieważ praca ta wymagała specjalnej licencji, musiałem przystąpić w centrum miasta do specjalnego testu kwalifikacji. Na miejsce dotarłem wcześnie i mając trochę czasu do zabicia, usiadłem z kawą przy oknie kawiarni. Kiedy gapiłem się na chmary ludzi przedzierających się w drodze do pracy przez poranne poniedziałkowe korki, coś przykuło moją uwagę. Każdy poruszał się w trochę upiorny, robotyczny sposób — w otępieniu i zobojętnieniu. Wszystkie twarze, niezależnie od wieku i płci, miały wyraz pustki i zrezygnowania. Każdą z nich cechowało kamienne spojrzenie — jakby wykonywali tę czynność tysięczny raz.

Fascynował mnie ten przykład masowej żywiołowości, a ruch uliczny powoli zamieniał się w przedziwną, ruchomą mgłę. Odrębne jednostki z własnymi celami, marzeniami i aspiracjami — synowie, córki, żony i mężowie — wszystkie nagle zlały się w jednolitą, instynktownie napędzaną masę. Czy ktokolwiek w tym tłumie zadał sobie pytanie, dlaczego znajduje się na zamarzniętej ulicy o 6:30 rano? I z jakiego powodu powtarza ten szaleńczy proceder przez kolejne cztery dni? Czy ktokolwiek z nich podążał za swoimi marzeniami, czy podążali za tym, do czego zaprogramowała ich kultura?

To nagłe spostrzeżenie uderzyło mnie i zaniepokoiło. To nie był obraz działania wolności wyboru, ale uwarunkowanego instynktu — jak pszczoły w drodze do ula lub mrówki maszerujące do mrowiska. Ubiór, czy też sugerowana nim hierarchia socjalna, nie miał tu żadnego znaczenia. Były tu trzyczęściowe garnitury, dżinsy, robocze ogrodniczki — cała horda zachowywała się, jakby była pod kontrolą jednego mistrza marionetek.

Snując swoje rozważania na temat oglądanej sceny, wiedziałem, że nigdy nie będę normalny według standardów narzuconych przez naszą kulturę. Ten dzień przypieczętował mój los przedsiębiorcy — albo tego, który w końcu odniesie sukces, albo tego, który polegnie, próbując. Całe szczęście dla mnie (i dla Ciebie), przedsiębiorczość okazała się nożycami zdolnymi przeciąć sznurki marionetek.

W hicie kinowym z 1999 roku pod tytułem Matrix Neo staje przed wyborem — połknąć niebieską pigułkę i nadal żyć w przeciętności i ignorancji lub połknąć czerwoną pigułkę i dostrzec wolną, choć niedoskonałą rzeczywistość. W tej dystopii matrix reprezentuje domyślny system operacyjny dla rodzaju ludzkiego — wirtualną rzeczywistość zmuszającą nas do machinalnego, pasożytniczego wyścigu. W stanie otumanienia i zniewolenia, maszyny karmią nasze umysły symulacją, zaprojektowaną aby utrzymywać nas w zapomnieniu, rozproszeniu uwagi i pełni posłuszeństwa systemowi, który wyniszcza ludzkość.

Cóż…

A co, gdybym Ci powiedział, że nasz świat dręczy identyczne oszustwo? Fortel, któremu przewodzi nie sztuczna inteligencja, ale zwykła, konwencjonalna inteligencja? Podstęp niekwestionowanej, przestarzałej mądrości — zabijającego marzenia dogmatu styranizowanego zamierzchłymi tradycjami, ograniczonymi przekonaniami i kulturowym konformizmem? Oszustwo stanowiące największy przekręt cywilizowanego świata — symulację wolności i komfortu, podczas gdy jego jedynym celem jest wywołanie uzależnienia ekonomicznego i ujednolicenie ludzkości. Jest to służalczy system, w którym stajesz się narzędziem. Nie inspiracją czy aspiracją, lecz perspiracją i desperacją.

Co, gdybym Ci powiedział, że to oszustwo spenetrowało Twój umysł i zagnieździło się w nim jako domyślny system operacyjny? Autonomiczny program, rzucający cień na całe Twoje życie — od kołyski aż po grób? Od kariery po życie towarzyskie? Arogancka, niepisana księga zasad regulujących wszelkie decyzje, niezależnie od konsekwencji dla serca i duszy?

Co, gdybym Ci powiedział, że ten system operacyjny dostarczył Ci nieprawdziwe życie, które w rzeczywistości zaplanował ktoś inny? Życie, którego nie wybrałeś samodzielnie. Życie drobiazgowo zaaranżowane i zaprogramowane, abyś podążał za przewidywalną strategią przeciętności. Życie wyświęcane przez przestarzały schemat, narzucony odgórnie, usankcjonowany przez system edukacji, zatwierdzony przez media i ukryty przez rząd. Życie jedynie zmierzające do śmierci, zamiast służenia Tobie.

Co, gdybym Ci powiedział, że stałeś się nieświadomym uczestnikiem w obowiązkowej grze — pojedynczą ofiarą w masakrze marzeń — pionkiem sterowanym hierarchiczną doktryną, w której każdy człowiek musi iść na studia, zdobyć pracę, wziąć ślub, mieć dzieci, korzystać z kart kredytowych, sfinansować samochód, zaciągnąć kredyt hipoteczny, gapić się w najnowszego smartfona (pogłębiając jeszcze bardziej swoje posłuszeństwo), żyć za ułamek wypłaty, oddając jej większość Wall Street — i wszystko to podczas dalszego karmienia spragnionych Twojej krwi pasożytów, upijających się Twoją życiową energią.

Co, gdybym Ci powiedział, że wszystkie Twoje szepty, Twoja zależność i niepokój to Twoja dusza pukająca do drzwi świadomości, błagając o wysłuchanie?

Zażyj czerwoną pigułkę, przyjacielu…

Nie żyjesz zgodnie z wolną wolą — żyjesz według SKRYPTU.

Niedzielny wieczór to papierek lakmusowy dla SKRYPTOWEJ egzystencji. Jak się czujesz na myśl o nieuchronnie zbliżającym się poniedziałku? Podekscytowany czy przybity i przygnębiony?

CZĘŚĆ 2.SKRYPT… PLANOWANIE TWOJEGO MIMOWOLNEGO NIEWOLNICTWA

CZĘŚĆ 2. Cel autora:

ŚWIADOMOŚĆ

Ujawnić kulturowe oczekiwania i obyczaje społeczne, które stanowią wytyczne dla Twojej egzystencji, realizowane bez Twojej wiedzy czy zgody. Aby pokonać swojego wroga, musisz go najpierw poznać.

ROZDZIAŁ 4.NIEPRAWDZIWE ŻYCIE: PUŁAPKA MYŚLENIA „INNYCH LUDZI”

Problemem nie jest kształcenie ludzi. Problemem jest fakt, że są oni kształceni jedynie na tyle, aby mogli uwierzyć, że zostali nauczeni, ale niedostatecznie, aby kwestionować to, czego ich nauczono.

~Autor nieznany

KURS JEST GÓWNO WARTY…

SKRYPT nie jest instrukcją zawierającą zasady i reguły rozdawaną w szkole czy też mapą dopiętą do Twojego dyplomu z uniwersytetu. Nie jest czymś, co można zobaczyć czy dotknąć, ale istnieje. Jego wszechobecny — jak powietrze, którym oddychasz.

Moja opowieść o podróży do centrum miasta, w której występuje horda zasilonych kofeiną zombie, uwidacznia typowy los człowieka Pierwszego Świata, niezależnie od kraju czy kultury. Zmuszasz się do pobudki, następnie gramolisz się z łóżka, jedziesz samochodem, pociągiem czy idziesz pieszo do pracy, i tak przez kolejne 50 lat. Jak zdarta płyta, grająca w kółko ten sam kawałek, dzisiejszy dzień odgrywany jest identycznie jak wczorajszy. W rezultacie wypłatą Twojego życia jest weekend, podczas którego dają o sobie znać odkładane przez cały tydzień, zaległe sprawy. Wolne, potencjalnie służące zabawie i relaksowi. Chwila wytchnienia dla Twojej duszy od ciężarów transakcji, mająca na celu odbudować utraconą energię.

Niewielu zdaje sobie sprawę, że zostaliśmy zaprogramowani do takiego istnienia — bezwolnego, nowoczesnego niewolnictwa. To jest tak, jak w systemie operacyjnym komputera. SKRYPT kieruje całym przedsięwzięciem. Oddaj mu ster życia i przyjmij wyrazy mojego współczucia. Wskaże Ci on, jak myśleć, pracować, jak się bawić, głosować, oszczędzać, inwestować, odejść na emeryturę i jak umrzeć.

W 2005 roku, podczas przemowy z racji rozdania dyplomów na uniwersytecie Stanforda, Steve Jobs powiedział: „Nie dajcie się uwięzić przez dogmat, którym jest życie zgodne z myśleniem innych”. Steve Jobs miał na myśli SKRYPT— zbiór kulturowych założeń uformowany przez „myślenie innych ludzi”, schemat prowincjonalnych przekonań i obowiązujących obyczajów.

Zapytaj sam siebie — czy to jest Twoje myślenie? Czy myślenie innych?

Idź na studia i zdobądź dyplom, niezależnie od kosztów, zapotrzebowania czy rachunku ekonomicznego. Sfinansuj swoją edukację kredytem studenckim, nie rezygnując przy tym z wyrobienia pięciu kart kredytowych, które z góry zatwierdziły banki. Skończ uczelnię z pustymi kwalifikacjami i bezużytecznym wykształceniem, zostając jednym z milionów podobnych sobie, z tym samym dyplomem. Opuść klasztor, zwany uniwersytetem, z bagażem długu — własnego, rodziców lub obydwoma. Zdobądź pracę, abyś mógł oficjalnie dołączyć do szeregów uprzywilejowanych ludzi, uprawiających prostytucję czasu, wymieniając ogromne bloki czasu z zasobów Twojego życia — pięć lub siedem dni — w zamian za małe kawałki papieru nazywane pieniędzmi. Bądź niewolnikiem całymi dniami, co zazwyczaj związane jest z powtarzaniem tych samych monotonnych czynności, abyś mógł zapłacić za swoje właśnie skończone studia, ciuchy, które nosiłeś, samochód, który prowadziłeś, i mieszkanie, którego już nie wynajmujesz. Korzystaj z kart kredytowych dla osiągnięcia wygodniejszego życia — Starbucks na śniadanie, Chipotle na lunch, a Chick-fil-A na kolację. Imprezuj do rana w klubach, kupuj kolejki drinków, starając się zrobić wrażenie na obcych ludziach i kobietach z wyższej ligi. Kupuj butelki drogiej wódki i próbuj wywrzeć na nich jeszcze większe wrażenie w pokojach dla VIP-ów. Zaciągaj dług bez ograniczeń — przecież w końcu skończyłeś studia!

Kilka lat później.

Wespnij się po drabinie korporacyjnej. Budź się, usypiaj budzik i budź się ponownie. Wejdź w schemat działania — praca, korki, powtórki seriali, sen. Powtórz to jeszcze cztery razy w tym tygodniu. Weź nadgodziny i pokaż swoim korporacyjnym włodarzom, że zrobisz wszystko, co będzie konieczne. Podlizuj się szefowi — temu w źle skrojonym garniturze i z nieświeżym oddechem. Nie cierp swojej pracy, toleruj współpracowników, ale kochaj swoją wypłatę. Dostań podwyżkę i awans. Kup fajny samochód, niezłe mieszkanie i modne ciuchy. Przeżywaj wspaniałe weekendy, ubarwione alkoholem i rozrywką, korzystając z „przepustki”. Pracuj dobrze, baw się jeszcze lepiej. Wydawaj bez hamulców — w końcu raz się żyje!

Kilka lat później.

Śledź trendy mody. Prada, Louis Vuitton, Chanel. Śledź popkulturę — LeBron, Miley, TMZ. Oglądaj popularne seriale w telewizji: Gra o tron, Breaking Bad, TheWalking Dead. Śledź życie nieistniejących ludzi w sztucznie stworzonych programach telewizyjnych, pokazanych jako rzeczywistość. Czcij sportowców i celebrytów. Przyjmuj opinie sław i ich poglądy polityczne, ponieważ są sławni. Płać podatki. Płać rachunki. Płać kredyt hipoteczny, raty kredytu samochodowego, rachunek za kablówkę, czynsz do spółdzielni. Nie przestawaj powiększać kredytu — przecież ciężko pracujesz, więc należy Ci się.

Kilka lat później.

Wakacje trwają każdego roku dwa tygodnie, ale tylko za przyzwoleniem włodarzy. Kupuj najnowsze i najlepsze przedmioty. Dr. Dre wypuścił słuchawki z kasowaniem szumów, P.Diddy coś innego, a Lady Gaga jeszcze coś innego. Wydawaj dla poczucia spełnienia. Wydawaj dla poprawy samopoczucia — przynajmniej do poniedziałku lub do rachunku, jaki poniedziałkowa praca musi zapłacić. Wydawaj, aby wypełnić lukę, której nie umiesz wytłumaczyć. Poczuj się zapędzony w róg przez pracę, kredyt hipoteczny, samochód, kartę kredytową i samo istnienie. Poczuj, jak umyka Ci wolność, podczas gdy Twoja prawda łatana jest dalszym odwracaniem uwagi, powiększeniem długu i kolejnymi fikcyjnymi ucieczkami.

Kilka lat później.

Usłysz tykanie swojego zegara biologicznego. Zacznij się martwić, że nadal jesteś singlem. Umów się na randkę z koleżanką lub współpracowniczką. Zacznij randkować przez internet. Tinder, Match, eHarmony. Spotkaj swoją drugą połowę. Wejdź w związek małżeński. Wydaj fortunę na sześciogodzinną ceremonię ślubną — taką, którą będziesz spłacał przez sześć kolejnych lat.

Kontynuuj pracę. Nie przestawaj wydawać. Nadal odwracaj uwagę. Kontynuuj obawy przed nadejściem niedzielnego wieczoru. Poniedziałkowego poranka obawiaj się jeszcze bardziej. Zacznij marzyć o rzuceniu tego wszystkiego, o podróżowaniu po świecie. O budzeniu się wtedy, kiedy chcesz. Snuj marzenia o wspaniałości, o czymś, co ma wyższe znaczenie niż bezsensowność powtarzanego w koło, ciągłego płacenia rachunków. Fantazjuj na temat marzeń, które od dawna są martwe.

Kilka lat później.

Miej dzieci. Wychowuj je. Bądź odpowiedzialny. Zmień sposób, w jaki postrzegasz dług. Zacznij planować emeryturę. Idź za radą zadufanych w sobie person z telewizji — tych w pomarańczowym sweterku i postawionym kołnierzyku. Podążaj za finansowymi poradami spłukanych brokerów. Dowiedz się, jak zdobyć bogactwo, od tych, którzy nie są bogaci. Oszczędzaj 10 procent i módl się, żeby nie było krachu.

Odkładaj na edukację swojego dziecka. Pracuj ciężej i dłużej. Pozbądź się długu. Planuj budżet. Trzymaj się go. Odcinaj kupony. Zrezygnuj z kanałów filmowych. Zrezygnuj z kablówki. Przestań pić kawę ze Starbucksa. Nie chodź na lunch do Chipolte. Rób kanapki w domu. Nie chodź do kina. Nie kupuj markowych produktów. W ogóle nic nie kupuj. Przestań marzyć o sportowych samochodach, ponieważ każda złotówka musi być przekazana do Wall Street. Zgódź się na mniej, przestań się dobrze bawić, przestań żyć i zacznij umierać.

Kilka lat później.

Uwierz, że będziesz w stanie przejść na emeryturę w wieku 65 lat. Uwierz, że w ogóle będziesz jeszcze żył w wieku 65 lat. Nie przestawaj wierzyć w Wall Street. Ufaj procentowi składanemu, mając nadzieję na dziesięcioprocentowy wzrost w skali roku, mimo braku wzrostu przez całą ubiegłą dekadę. Ufaj, że gospodarka zawsze będzie miała dla Ciebie pracę. Miej wiarę w stały wzrost wartości Twojego domu. Ufaj mainstreamowym mediom, nie wątpiąc w ich obiektywizm. Ufaj koncernom farmaceutycznym. Ufaj, że żywność, którą spożywasz, jest zdrowa i wierz w piramidę żywieniową USDA5, FDA6 i jej zarząd farmaceutów. Ufaj swojemu otyłemu lekarzowi i przedstawicielom rządu.

Kilka lat później.

Domagaj się, aby twoje dzieci miały lepsze stopnie, aby mogły dostać się na dobrą uczelnię i tak samo jak Ty zdobyć dobrą pracę, aby mogły powtarzać ten sam marsz śmierci, z którego Ty nie możesz się wyrwać. Naucz swoje dzieci różnicy pomiędzy „mrzonkami” a „rzeczywistością”.

Nie przestawaj pracować. Starzej się nadal w zobojętnieniu. Powtarzaj to w koło — ustaw autopilota i cierpliwie czekaj, będąc przykutym do najgorszych możliwych partnerów — nadziei i czasu. Miej nadzieję, że giełda pomnożyła Twoje środki. Łudź się, że inflacja nie pożarła zysków. Miej nadzieję, że procent składany przyniesie zyski, obiecane przez finansowych zachwalaczy. Miej nadzieję, że Twoje pieniądze nie uległy hiperinflacji za sprawą nierozważnych polityków. Żyw nadzieję, że ubezpieczenie socjalne istnieje i że jest tam dosyć środków, aby w końcu wygrać wolny czas, którego nigdy nie miałeś, a o którym zawsze marzyłeś.

Lata później.

Poczuj żal. Wyrzuty sumienia. Twoja lista wymarzonych rzeczy do zrobienia przed śmiercią nadal jest pełna, a zasób pozostałego czasu niemal się wyczerpał. Twoje oszczędności odzwierciedlają podobny stan. Dobij do wieku emerytalnego. Uświadom sobie, że nadzieja i czas nie zapewniły obiecanego 10-procentowego zwrotu w skali roku. Opóźnij emeryturę. Opóźnij emeryturę żony. Odłóż je w czasie, aby móc dłużej pracować. Oszczędzaj więcej i żyj skromniej.

Niestety czas o nic nie dba. Ma w nosie, że miałeś obiecaną beztroską emeryturę, ponieważ zawierzyłeś sześciu dekadom funduszu indeksowego. Czasu nie obchodzi, że jesteś lata świetlne od wymarzonego rejsu dookoła świata. Nie dba o to, że pracowałeś 63 lata, wydałeś fortunę, umacniając gospodarkę, i oddałeś fortunę w podatkach. Nie obchodzi go różnica pomiędzy tym, co było obiecane, a co dostarczono.

Ponieważ czas mówi, że pora umierać…

Przed emeryturą, przed zrealizowaniem punktów z listy marzeń, przed pozbyciem się żalu…

Witamy w SKRYPCIE...

Wyprodukowanym przez konwencjonalną mądrość…

Rozpowszechnionym przez zinstytucjonalizowaną indoktrynację…

I połkniętym w ślepej wierze…

Obudź się… wytwarzanym produktem jesteś Ty.

Stada tworzy się z powodów ekonomicznych — aby ostrzyc, wydoić, ubić. Dołącz do stada, a otrzymasz łatwe do przewidzenia rezultaty, które zostały dla niego z góry założone.

W JAKI SPOSÓB UCIEKŁEM OD PRZECIĘTNOŚCI

Miałem szczęście.

W przeciwieństwie do większości młodych ludzi, program mojego SKRYPTU został zatrzymany przez wirusa zwątpienia. Ale nie było tak od początku. Zgodnie z oczekiwaniami, środowisko i okoliczności zapoczątkowały ten proces. Zostałem wychowany w dysfunkcyjnej rodzinie z niższej klasy średniej — gruntu żyznego dla korzeni SKRYPTU. Kiedy miałem kilkanaście lat, podłoże było już przygotowane — zdobywaj dobre stopnie, dostań się na dobrą uczelnię, ukończ ją i zdobądź dobrą pracę.

Moje marzenia o niezwykłym życiu poległy przedwcześnie wraz ze śmiercią małżeństwa moich rodziców. Ojciec wybrał picie i swingerskie życie singla, zostawiając matkę (ze średnim wykształceniem) z trzema kosztownymi w utrzymaniu tyranami. Wtedy pojąłem, czym jest „prawdziwe życie”. Brak nowych ciuchów, nowości filmowych czy hamburgerów. Życie polegało na godzeniu się na mniej. To wtedy przestałem się łudzić, że życie będzie czymkolwiek więcej niż przeciętnością. W tamtych czasach popularny program telewizyjny Lifestyle of the Rich and Famous umacniał ideę życia według SKRYPTU. Wspaniałe marzenia były dla bogatych i sławnych — celebrytów, zawodowych sportowców i gwiazd rocka. Ja nie umiałem śpiewać, mój brzuch wylewał się ze spodni i z pewnością nie nadawałem się na kolejne wcielenie Sinatry. Indoktrynacja SKRYPTU postępowała.

Wtedy coś się stało. Coś, co zmieniło wszystko.

Nie pamiętam swojego wieku, ale miałem już dość lat, aby oglądać się za sportowymi samochodami i szesnastoletnimi dziewczynami. W drodze do budki z lodami, w nadziei na dopompowanie opony wokół brzucha, zauważyłem zaparkowane na zewnątrz lamborghini countach — auto moich marzeń. Śliniąc się, zamarłem w transie z szeroko otwartymi oczami. Mój apetyt odszedł w niepamięć wraz z moim wstydem. Napędzany adrenaliną pożegnałem na chwilę moją strefę komfortu i zapytałem młodego właściciela o jego zawód.

Jego odpowiedź?

Powiedział, że był przedsiębiorcą.

W tym momencie, pod wrażeniem jego niesamowitej maszyny, coś się we mnie zmieniło. Uświadomiłem sobie, że marzenia nie są tylko dla sportowców, gwiazd rocka i aktorówz Hollywood, ale również dlaprzedsiębiorców. Na dodatekmarzenia mogły się spełnić za młodu.

Bum.

Narodziło się śmiertelne zagrożenie dla SKRYPTU. Ten incydent zapoczątkował podstępny kod, który zasiedlił się w moim przedsiębiorczym DNA — ścieżkę, która rozrosła się do czegoś więcej niż przypadkowy wybór kariery — stała się obroną przed największymi kłamstwami stulecia.

W kolejnych latach dbałem o to nasiono, podczas gdy SKRYPT powoli ponosił porażkę.

Jako nastolatek praktykowałem przedsiębiorczość w sąsiedztwie, aczkolwiek bez sukcesu (więcej o tym później). W liceum i na studiach samodzielnie dogłębnie studiowałem przedsiębiorczość — moja uczelnia nie oferowała nauk w obrębie tego zagadnienia. Historia za historią moje badania potwierdziły prawdę: przedsiębiorcy sukcesu byli garstką ludzi żyjących w sposób niezwykły — zarówno w sferze bogactwa materialnego, jak i duchowego. W tamtych czasach start-upy biznesowe nie były gloryfikowane przez cotygodniowe raporty na temat wielomilionowych transakcji sprzedaży firm powstałych w garażu.

W momencie ukończenia studiów, mając już za sobą rozważania na temat „jak być dobrym pracownikiem”, nadal mocno skłaniałem się ku przedsiębiorczości, wiedząc, że nie mógłbym nigdy przez pięć dni w tygodniu wiązać na szyi szubieniczny węzeł w postaci krawata. Życie, wolność i przedsiębiorczość nie miały być moją pracą. Miały być moim życiem. Patrząc wstecz, nie byłem gotów na to, co mnie czekało — świat śpiewający tę samą pieśń przez każdy odbiornik radiowy, gdzie ściszenie głośności jest tak samo trudne jak zginanie prętów stalowych gołymi rękami. Przyj naprzód i pozwól prawdzie być Twoim niemym sprzymierzeńcem.

Według jakich z góry założonych zasad, obyczajów i norm kulturowych żyłeś, jednocześnie ich nie kwestionując? Czy te reguły dały Ci wymarzone życie?

Przypisy:

5Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych.

6Agencja Żywności i Leków (USA).

ROZDZIAŁ 6.SYSTEM OPERACYJNY SKRYPTU: SIEĆ SŁUŻEBNOŚCI

Idealną tyranią jest ta, która ignorancko zarządzana jest przez same ofiary. Idealnymi niewolnikami są dzięki temu ci, którzy bezwiednie i z rozkoszą zniewalają samych siebie.

~Dresden James, pisarz

WYTYCZNE DLA POSŁUSZEŃSTWA

Pająk wije swoją sieć w konkretnym celu — aby złapać i omotać ofiarę w celu późniejszej konsumpcji. Podobnie do pająka, SKRYPT również snuje swoją sieć — jest nią system operacyjny, który programuje Twój umysł, by ten akceptował dobrowolne niewolnictwo, prowadzące do posłuszeństwa i finansowej służebności.

System operacyjny SKRYPTU (OS) koduje się w distro. (W branży komputerowej „distro” jest zbiorem oprogramowania, który dostarcza system operacyjny do końcowych użytkowników).

Distro SKRYPTU odpowiedzialne jest za rozpowszechnienie, a następnie asymilację. Tak jak wszystkie programy komputerowe tworzone w konkretnym celu, OS SKRYPTU również ma swój cel: przekształcenie Ciebie w M.O.D.E.L. — owego obywatela, przychylnego zasadom, jakie dyktuje.

Twoją bronią jest wiedza.

Życie, wolność i przedsiębiorczość są strategią ataku.

Poniżej przedstawiam rozkodowany OS SKRYPTU:

SIEWCY9:

Tak jak w torrencie w systemie komputera, siewcy piszą i wzmacniają doktrynę SKRYPTU. Zgodnie z wcześniejszym opisem, siewcami są sprzeniewierzone lub wpływowe partie.

HIPERRZECZYWISTOŚCI:

Iluzje skryptu poprzez podstęp, zakłócenie lub dywersję wzmacniają Twoje posłuszeństwo i zależność od niego.

PROSTYTUCJA CZASU:

Siewcy i ich hiperrzeczywistości wyświęcają zbrodniczą wymianę Twojego najbardziej wartościowego aktywu: Twojego czasu.

ŚCIEŻKI ŻYCIOWE:

Iluzja wolnego wyboru i zdecydowania, kto będzie Twoim panem. Drzwi A — chodnik; czy drzwi B — Slowlane10. Jedne i drugie prowadzą do rzeźni. Żadne nie zrobią z Ciebie swojego szefa.

ROZPROSZENIE:

Jeśli jesteś rozproszony, OS SKRYPTU pozostaje w ukryciu. Stanie się M.O.D.E.L.-owym obywatelm jest nieuniknione.

M.O.D.E.L.-owy OBYWATEL

Stajesz się graczem wg SKRYPTU i jego niewolnikiem, który jest „przeciętny”, „posłuszny”, „zniewolony”, „rozbawiony” i „pozbawiony życia”.11

Przypisy:

9Termin „seeder” (siewca) używany jest do określenia osób posiadających 100% pliku, który udostępniają innym użytkownikom za pośrednictwem internetu w protokole BitTorrent.

10Oba terminy odnoszą się do koncepcji opisanych w pierwszej książce autora, „Fastlane milionera”.

11Odpowiedniki w języku angielskim, tworzą akronim M.O.D.E.L. (Mediocre, Obedient, Dependent, Entertained, Lifeless).

ROZDZIAŁ 7.SIEWCY: NASZE ŻYCIE JEST DO BANI, TWOJE TEŻ POWINNO

Nie zostaliśmy nauczeni myślenia, ale odzwierciedlania naszej kultury. Nauczmy nasze dzieci myśleć.

~Jacque Fresco, futurysta

6 SIEWCÓW KODUJĄCYCH TWOJĄ INDOKTRYNACJĘ

Rolą siewców jest indoktrynacja i (lub) rozpowszechnianie koncepcji i informacji. Są to jednostki lub instytucje odpowiedzialne za dostarczenie oprogramowania do Twojej głowy i upewnienie się, że tam pozostanie. Kiedykolwiek doktryna SKRYPTU zagrożona jest ujawnieniem lub bliższą inspekcją, rolą siewcy jest reedukacja lub gorzej — całkowite zamknięcie debaty. Taką reedukacją może być ułomny wywód, artykuł lub jakiś z życia wzięty przykład wysunięty przez subiektywną partię, prezentujący jeden z wielu błędów logicznego rozumowania, często będący argumentem opartym bardziej na emocjach niż faktach. W wielu przypadkach osoba podważająca konwencję zostaje ochrzczona mianem szarlatana lub ekstremisty.

Gdybyś żył na przykład w Chinach w X wieku, nauczono by Cię, że ziemia jest płaska. Siewcy, pochodzący z obu partii — wpływowych i sprzeniewierzonych, rozprzestrzenialiby kłamstwo.

W przypadku partii sprzeniewierzonej siewca jest członkiem władzy, często rodzicem lub nauczycielem, który powtarza to, czego się nauczył lub co przeżył. Dwadzieścia lat temu nauczyciel nauczył mnie, że ziemia jest płaska i teraz Wy nauczycie się tego samego. Jeśli chodzi o sprzeniewierzoną partię, nie ma złośliwych intencji. Zainfekowana strona bezwiednie szerzy błędne nauki, abyś dobrze się „wpasował” i był „normalny”.

W drugim przypadku jest inaczej — partia wpływu wie, że akceptowane domniemanie jest kłamstwem, ale czerpie profity z szerzenia kłamstwa. W przykładzie z płaską ziemią wpływową partią mógł być rząd, media lub biznesmen.