Umysł przestępcy - Jan Gołębiowski  - ebook + książka

Umysł przestępcy ebook

Gołębiowski Jan

0,0

Opis

Odkryj, jak działa polski mindhunter.

Seryjni mordercy, zamachowcy, gwałciciele, stalkerzy, pedofile, podpalacze...

Czy można wniknąć w Umysł przestępcy i zrozumieć motywy, jakimi się kieruje? Czy na podstawie śladów na miejscu przestępstwa można stworzyć profil osobowościowy podejrzanego? Czy istnieją jakiekolwiek prawidłowości w działaniu sprawców?

Jan Gołębiowski, najbardziej znany profiler kryminalny w Polsce pokazuje tajemnice swojej pracy. Główny bohater serialu dokumentalnego „Zawód: Profiler” (CBS Reality Polska) i były psycholog policyjny, obecnie zajmuje się sporządzaniem profili nieznanych sprawców jako biegły sądowy, szkoli organy ścigania i jest wykładowcą Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Ktoś może powiedzieć, że książka jest potencjalnym podręcznikiem dla ewentualnych przestępców, pomagającym im umknąć przed wymiarem sprawiedliwości. Nie jest to prawda, chcę bowiem pokazać, że zbrodnia doskonała nie istnieje. Każdego sprawcę można ująć. (…)

Każdy przestępca jest do zidentyfikowania, ponieważ nawet najmniejsze jego działanie – a musi działać, żeby dokonać przestępstwa – zostawia ślad. Ten zaś może być użyty do jego identyfikacji. Mogą to być ślady fizyczne, takie jak odcisk linii papilarnych czy kropla śliny, lub ślady bardziej ukryte: ślady zachowania nazywane behawioralnymi, czyli właśnie dane, z jakich korzysta się przy budowaniu profilu kryminalnego.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 357

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0

Popularność




Przedmowa

Gdy miałem czternaście–piętnaście lat, wpadła mi w ręce książka Thomasa Harrisa zatytułowana Czerwony smok. Było to prawie dziesięć lat po jej wydaniu w Stanach Zjednoczonych, a grubo ponad rok przed premierą filmu Milczenie owiec, który spopularyzował agentów FBI tropiących seryjnych morderców. Przedstawiona w książce postać seryjnego mordercy Francisa Dolarhyde’a przerażała, a tropiący go agent FBI Will Graham intrygował. Drobiazgowe opisy Harrisa zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Najbardziej fascynowały mnie fragmenty, w których agent wczuwał się w osobę mordercy i zastanawiał się nad zachowaniem sprawcy na miejscu zbrodni. Nie miałem wtedy pojęcia, że postać Grahama zajmowała się właśnie budowaniem profilu kryminalnego nieznanego przestępcy:

[…] inteligentny psychopata – a zwłaszcza sadystyczny – jest nieuchwytny z kilku powodów. Po pierwsze, z braku motywów nie ma się czego trzymać. Informatorzy też nie pomogą. […] Sprawca może nawet nie wiedzieć, że to robi. Trzeba więc zebrać wszelkie dostępne dowody i wejść w jego skórę. Spróbować odtworzyć jego sposób myślenia. Wreszcie znaleźć schemat postępowania. […] Wyjął protokoły z sekcji zwłok trojga dzieci Leedsów i swoje szkice sytuacyjne głównej sypialni i rozłożył je na łóżku. Oto trzy plamy krwi w rogu, a oto pasujące do nich plamy na dywanie. Oto rozmiary trójki dzieci. Brat, siostra, starszy brat. Pasuje1.

Pomyślałem wtedy, że próba zrozumienia morderczego umysłu to nie lada wyzwanie. W liceum trafiłem na Lot nad kukułczym gniazdem Kena Keseya oraz Obłęd Jerzego Krzysztonia i tym razem zaintrygował mnie subiektywny świat osób chorych psychicznie. Jaką siłę ma nasza psychika! Mimo podobieństw możemy być tak bardzo różni od siebie. Ta niezwykła inność budziła we mnie bardzo dużą ciekawość. Wtedy podjąłem decyzję o studiowaniu psychologii. W trakcie nauki miałem okazję odwiedzić oddział psychiatryczny, ośrodek dla młodocianych narkomanów, a także spędzić noc w radiowozie z jednostką patrolowo-interwencyjną. Wiedziałem, że z tymi obszarami zwiążę swoją przyszłość zawodową. Na ostatnim roku studiów przeczytałem Seryjnych morderców Kacpra Gradonia i Arkadiusza Czerwińskiego, książkę wydaną na podstawie ich pracy magisterskiej, napisanej pod opieką śp. profesora Lecha Falandysza. Był tam rozdział poświęcony „profilowaniu psychologicznemu”, w którym autorzy przedstawiali dorobek Roberta Resslera i Johna Douglasa (obecnie znanych z serialu Mindhunter), agentów FBI będących ojcami profilowania kryminalnego. To właśnie od nich czerpał inspiracje i wiedzę fachową Thomas Harris, kiedy tworzył postaci Hannibala Lectera i agentów FBI specjalizujących się w analizie przestępstw seryjnych. Postanowiłem sprawdzić, czy ktoś zajmuje się tym tematem w Polsce. Po zasięgnięciu informacji w Polskim Towarzystwie Psychologicznym dowiedziałem się o Zakładzie Psychologii Sądowej w krakowskim Instytucie Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna i o pracujących tam specjalistach. Pod pretekstem przeprowadzenia wywiadu do gazety studenckiej pojechałem na spotkanie z doktorem Maciejem Szaszkiewiczem. Był to absolutny kamień milowy mojego życia. Doktor Szaszkiewicz przyjął mnie bardzo miło i z zaraźliwą pasją opowiadał mi o swojej pracy. W 2000 roku świeżą sprawą było odnalezienie ludzkiej powłoki skórnej w Wiśle*. Doświadczony psycholog mówił o analizie działania sprawcy, które polegało na „wydrylowaniu” ludzkiego ciała, wyciągnięciu wnętrzności, mięśni i kości oraz pozostawieniu samej skóry. Kiedy przekonałem się, że takie rzeczy nie dzieją się wyłącznie w amerykańskich filmach, ale także tutaj, w Polsce, zapragnąłem zostać tzw. profilerem. Zacząłem więc czytać wszystko, co wiąże się z tym tematem, zapisałem się na specjalistyczne szkolenia, skończyłem także studia podyplomowe w zakresie psychologii sądowej.

Rzeczywiście to amerykańskie filmy i seriale, takie jak właśnie Milczenie owiec czy Zabójcze umysły, zaczęły popularyzować pojęcie „portretu psychologicznego sprawcy” i postać kreślącego go profilera. W mediach nagminnie pojawiają się wzmianki o wykorzystywaniu psychologów i wiedzy psychologicznej do rozwiązywania spraw kryminalnych. W ostatnich czasach stało się to niemal modne, a mimo to nadal postrzegane jest jako sensacyjne i wciąż wydaje się owiane mgłą tajemnicy. Kojarzy się głównie z seryjnymi mordercami i umiejętnością „wchodzenia w umysł psychopaty”. W filmach osoba, która tworzy portret psychologiczny sprawcy, często jest przedstawiana jako ktoś w rodzaju medium: doznaje wizji – widzi sceny przestępstwa, kładzie się na miejscu zbrodni dokładnie tam, gdzie znaleziono ciało ofiary, itp. W innych produkcjach profiler jest ekscentrycznym geniuszem przypominającym Sherlocka Holmesa. W jeszcze innych sam posiada „pierwiastek zła”, który pozwala mu rozumieć makabryczne zbrodnie, i poprzez utożsamianie się ze sprawcą potrafi go wskazać. Wtedy profiler i zabójca są jak yin i yang, czerń i biel – uzupełniając się, tworzą spójną całość. Taki wizerunek profilera – szamana, medium czy „mentalnego bliźniaka mordercy” – jest atrakcyjny dla literatury i kina, niestety jednak nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Udzielając kilkukrotnie wywiadu dla prasy czy telewizji, spotkałem się z tym, że dziennikarze chcieli usłyszeć tajemniczo brzmiące, niesamowite historie. Zawsze starałem się pokazywać tę naukową i wywodzącą się głównie z psychologii podstawę profilowania. Bo muszę jednak przyznać, że profilowanie to po części nauka, a po części również sztuka. Wiedza przeplata się z intuicją, umiejętność logicznego myślenia – ze zdolnością przełamywania ­schematów i kreatywnością.

Brak na polskim rynku pozycji książkowej, która wyczerpywałaby temat, popchnął mnie do tego, aby samemu taką pozycję stworzyć. Narzekałem bowiem na niedostatek literatury w języku polskim dotyczącej profilowania kryminologicznego. Największym objętościowo opracowaniem, jakie spotkałem, był trzynastostronicowy rozdział w podręczniku Brunona Hołysta Kryminalistyka, wydanego nakładem Wydawnictw Prawniczych PWN2. W drugim, poszerzonym wydaniu kolejnej pracy Hołysta, zatytułowanej Psychologia kryminalistyczna, profilowaniu poświęconych jest dwadzieścia stron. Zacząłem pisać w listopadzie 2002 roku, kiedy zorientowałem się, że przez dwa lata zagłębiania się w anglojęzyczną literaturę tematu i sporządzania notatek mam kilkadziesiąt stron różnych zapisków. Postanowiłem ułożyć to w logiczną całość. Pod koniec 2003 roku udzieliłem pierwszej konsultacji dla policji – dotyczyło to seryjnych napadów na stacje benzynowe. Policjant, który pracował przy sprawie, właśnie skończył psychologię na tej samej co ja uczelni i przeczytał mój artykuł w gazetce studenckiej, w którym pisałem o swojej fascynacji profilowaniem kryminalnym. Postanowił więc skorzystać z mojej wiedzy teoretycznej. Na jednej sprawie się nie skończyło, wkrótce pojawiły się kolejne. Dzięki pozytywnemu wrażeniu, jakie zrobiłem, i otwartości ówczesnego kierownictwa zaproponowano mi pracę na etacie psychologa w Komendzie Stołecznej Policji (KSP) w Warszawie. Od stycznia 2005 roku zacząłem zbierać doświadczenie praktyczne w przyspieszonym tempie. Lwia część wysiłku szła na przekonywanie śledczych o zaletach profilowania jako metody pomocniczej. Najlepiej układała się współpraca z Wydziałem do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw KSP, ale korzystały też komendy rejonowe. Nawiązywałem również współpracę bezpośrednio z prokuraturą, pojawiły się zlecenia z innych województw. Garnizon stołeczny, w którym pracowałem, obfitował w wydarzenia, więc było się na czym uczyć. Pod koniec 2007 roku zmieniły się jednak zasady pracy psychologów policyjnych i pracownikom cywilnym uniemożliwiono zajmowanie się konsultacjami dla pionu kryminalnego, a ja byłem zatrudniony właśnie na etacie cywilnym. Niestety nie udało mi się odwoływanie do zdrowego rozsądku, który nie był powodem wprowadzonych zmian w organizacji pracy psychologów. Skoro zabroniono mi zajmować się tym, co najbardziej lubiłem, postanowiłem pożegnać się z Firmą. To był moment na zebranie swoich doświadczeń młodego profilera w formie publikacji. W sierpniu 2008 roku wydałem własnym sumptem Profilowanie kryminalne – wprowadzenie do sporządzania charakterystyki psychologicznej nieznanych sprawców przestępstw. Książka jest pierwszą polską monografią poświęconą tej tematyce. Oczywiście nie wyczerpałem wtedy tematu, a sama publikacja mogła być bardziej dopracowana. Niewielki nakład szybko się rozszedł, a ja zająłem się pracą – realizowałem swoje pasje w roli biegłego sądowego. Złożyłem podanie do prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie i uzyskałem wpis na listę biegłych. Oprócz sporządzania profili zacząłem także zajmować się opiniowaniem świadków i ich zeznań oraz podejrzanych i oskarżonych. Po kilku latach dotarłem na oddział psychiatrii sądowej o wzmocnionym stopniu zabezpieczenia w podwarszawskich Tworkach**, gdzie miałem przeprowadzić badanie przebywającego tam oskarżonego. Zobaczyłem, że na oddziale, poza przebywającymi tam długoterminowo sprawcami, którzy zostali uznani za niepoczytalnych, przeprowadzane są obserwacje sądowo-psychiatryczne. Możliwość kontaktu ze sprawcami bardzo mnie zaciekawiła, pomyślałem, że rozmawiając z nimi, można się dużo dowiedzieć o ich sposobie działania, motywacji i decyzjach, które podejmują przed, w czasie i po dokonaniu przestępstwa. Przypomniałem sobie badania Resslera i Douglasa, którzy jeździli po zakładach karnych, by rozmawiać z seryjnymi mordercami. Pozwoliło im to między innymi na zbudowanie typologii, dzielącej sprawców na zorganizowanych i zdezorganizowanych (wyjaśniam ją w rozdziale 5), która jest ważnym konceptem w profilowaniu kryminalnym. Gdy w Tworkach zapytano mnie, czy nie chciałbym podjąć pracy, zgodziłem się bez większego zastanowienia. Na oddziale sądowym spędziłem kolejnych kilka lat. W tym samym czasie wciąż wykonywałem zlecenia – opinie będące profilami kryminalnymi dla prokuratur i policji z całej Polski. Po odejściu ze szpitala znowu postanowiłem podsumować kolejne dziewięć lat (licząc od pierwszego wydania książki) doświadczeń i przygotowałem drugie – poprawione i poszerzone wydanie Profilowania kryminalnego, które trafiło do rąk czytelników pod choinkę 2017 roku. Publikacja cieszyła się dużym powodzeniem, jednak dochodziły do mnie głosy, że jest „bardzo akademicka” w formie mimo odwołań do własnego doświadczenia praktycznego. Gdy nakład był już na wyczerpaniu i zaczynałem rozważać dodruk, skontaktował się ze mną przedstawiciel Wydawnictwa Mando z propozycją wydania książki dotyczącej przestępstw seksualnych. W czasie rozmów zaprezentowałem swój dorobek w postaci Profilowania kryminalnego – i postanowiliśmy zrobić z tego nową publikację.

Moim marzeniem przyświecającym pierwszej wersji Profilowania kryminalnego było, aby wiedza przedstawiona w książce miała zastosowanie w praktyce organów ścigania, stanowiła pomoc dla studentów oraz wprowadzenie dla wszystkich zainteresowanych psychologicznym wsparciem procesu wykrywania sprawców przestępstw. Teraz z kolei swoją uwagę skupiłem na tej ostatniej grupie – czyli na pasjonatach tematu, osobach dopiero wybierających kierunek kształcenia, autorach kryminałów, scenariuszy itp.

Ktoś może powiedzieć, że książka jest potencjalnym podręcznikiem dla ewentualnych przestępców, pomagającym im umknąć przed wymiarem sprawiedliwości. Nie jest to prawda, chcę bowiem pokazać, że zbrodnia doskonała nie istnieje. Każdego sprawcę można ująć dzięki rzetelnej pracy wielu zaangażowanych ludzi oraz wykorzystaniu współczesnych osiągnięć techniki i wiedzy. To tylko kwestia czasu, co zresztą udowadniają kolejne sukcesy tzw. Archiwów X, czyli komórek policyjnych zajmujących się przestępstwami nierozwiązanymi. Każdy przestępca jest do zidentyfikowania, ponieważ nawet najmniejsze jego działanie – a musi działać, żeby dokonać przestępstwa – zostawia ślad. Ten zaś może być użyty do jego identyfikacji. Mogą to być ślady fizyczne, takie jak odcisk linii papilarnych czy kropla śliny, lub ślady bardziej ukryte: ślady zachowania nazywane behawioralnymi, czyli właśnie dane, z jakich korzysta się przy budowaniu profilu kryminalnego.

Chciałem serdecznie podziękować wszystkim osobom, z którymi pracowałem przy wyjaśnianiu spraw kryminalnych i nietypowych okoliczności zgonów, rozbojach, podejrzeniach o seryjny charakter sprawy itp. Wybaczcie, że nie wymienię Was z imienia i nazwiska, ale nie wiem, czy sobie tego życzycie (ci, którzy nadal są w służbie), poza tym jest Was bardzo wielu. Dziękuję Wam!

* Obecnie sprawa wkroczyła w etap sądowy. Po dwudziestu latach od zdarzenia został zatrzymany podejrzany mężczyzna, Robert J., mieszkaniec Krakowa.

** Tworki to początkowo osada pod Warszawą, a dzisiaj dzielnica Pruszkowa, w której za cara Aleksandra III zbudowano duży szpital psychiatryczny. Obecnie znajdują się tam dwa wyspecjalizowane oddziały sądowe o wzmocnionym i podstawowym stopniu zabezpieczenia, ze względu na duże zapotrzebowanie także na zamkniętych oddziałach ogólnopsychiatrycznych są umieszczani pacjenci „podsądni”, odpowiadający podstawowemu stopniu zabezpieczenia.

Przypisy

1 T. Harris, Czerwony smok, przeł. A. Marecki, Warszawa 1990, s. 14.

2 B. Hołyst, Kryminalistyka, Warszawa 2000.

Prolog – wywiad z „Wampirem”

Do pokoju wprowadzono niewysokiego mężczyznę po pięćdziesiątce. Ubrany był w kraciastą koszulę, charakterystyczny żółtawo-beżowy bezrękawnik z wieloma kieszeniami oraz dżinsy. Mimo że ręce miał skute kajdankami, wydawał się radosny i zadowolony z siebie. Przedstawiłem się i dodałem, że jestem psychologiem policyjnym oraz że biorę udział w śledztwie. Mężczyzna był bardzo zaciekawiony. „Robił pan mój portret psychologiczny?” – chciał wiedzieć. Odparłem, że razem z kolegą analizowaliśmy jego listy. Zapytał od razu, czy czytałem Profil mordercy Paula Brittona. Uśmiechnąłem się, ponieważ ta książka stoi na półce w moim pokoju. „Oczywiście, że czytałem, to obowiązkowa lektura” – odpowiedziałem. I zaproponowałem: „Porozmawiamy?”. Na stole położyłem plik kartek – profil kryminalny sprawcy, jaki powstał po analizie anonimów; mogłem go wreszcie zweryfikować w ­bezpośredniej rozmowie z ich autorem.

Blisko dwa miesiące wcześniej do centrali jednego z ogromnych międzynarodowych koncernów, mieszczącej się przy ruchliwej warszawskiej ulicy, przyszedł list zawierający groźby i żądanie okupu. Sprawa została zakwalifikowana jako wymuszenie rozbójnicze. W zaadresowanej ręcznie kopercie znajdowała się jedna kartka papieru w formacie A4 z wydrukiem komputerowym sporządzonym przy użyciu najpopularniejszego edytora tekstu.

Szanowny Panie,

informujemy, że od kierowanej przez Pana Firmy żądamy okupu w wysokości 250.000,- euro. O terminie i sposobie przekazania ­pieniędzy powiadomimy Was później.

Jak Panu zapewne wiadomo, na Zamku Królewskim w Warszawie ma miejsce obecnie wystawa arcydzieł malarstwa. Obrazy te stanowią przedmiot dumy, między innymi waszego narodu, a wiele z nich zalicza się do światowego dziedzictwa kultury. Ich zniszczenie stanowiłoby niepowetowaną stratę zarówno dla Was jak i reszty cywilizowanego świata. I to właśnie nastąpi jeśli nie otrzymamy żądanego przez nas okupu.

Żądanie ćwierci miliona euro sformułowane było w pierwszej osobie liczby mnogiej: „żądamy”. Autorzy poprosili też o wydrukowanie w gazecie numeru, pod który mogliby zadzwonić. Numer miał być zaszyfrowany według podanego klucza, tak aby uniknąć przypadkowych telefonów:

Aby uniknąć przypadkowych, nie związanych za sprawą telefonów, każdą z ostatnich trzech cyfr nr telefonu zamieszczonych w gazecie należy zaniżyć o 1 w stosunku do właściwego numeru – na przykład jeśli ostatnie cyfry to 532, w gazetce winno być podane – 421.

Podpisano:

Zjednoczenie Wampirów.

Naczelnik Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji zwrócił się do Kierownika Sekcji Psychologów* o sporządzenie charakterystyki psychologicznej ­autora anonimów, próbującego sterroryzować dużą międzynarodową firmę. Do realizacji zadania przydzielono mnie i mojego serdecznego przyjaciela (używając slangu amerykańskich policjantów – partnera) Darka Piotrowicza. Szybko i z zapałem zabraliśmy się do sporządzenia profilu kryminalnego najprawdopodobniej pojedynczego autora, ponieważ samotnie działający sprawcy często starają się wytworzyć przekonanie, że ma się do czynienia z całą grupą, dodając sobie wten sposób siły. W liście szukaliśmy odbicia jego wiedzy o strukturze i działalności firmy oraz o wystawie malarstwa. Zwracaliśmy uwagę na stopień szczegółowości opisu miejsc, jakie wymieniał „Wampir”, na to, na ile opisy były obrazowe. Chcieliśmy ocenić, czy autor opierał się na własnym, bezpośrednim doświadczeniu, czy korzystał jedynie z wyobraźni, czy też z innych źródeł. Analizowaliśmy wreszcie warstwę językową – liczbę i rodzaj używanych zaimków osobowych, przymiotników, zastosowane sformułowania, ­specyficzne słowa.

Działania zaczęliśmy od skrupulatnej analizy wiktymologicznej. W tym przypadku istotne były trzy elementy: dyrektor firmy wymieniony w liście z nazwiska jako adresat korespondencji, firma jako taka oraz odbywająca się na Zamku Królewskim wystawa. Sama firma to duża organizacja działająca w zasadzie na terenie całej Polski i posiadająca blisko dwieście sklepów. Korporacja miała podpisaną umowę z firmą ochroniarską oraz własny pion ­bezpieczeństwa nadzorujący pracę ochroniarzy.

Dyrektor był cudzoziemcem, należało więc sprawdzić, czy jego dane personalne są ogólnie dostępne, na przykład w prasie lub internecie, czy też należą do obszaru wiedzy specyficznej, związanej z działalnością firmy, którą może dysponować tylko ktoś związany z koncernem. Zawsze trzeba zapytać, czy ofiara znajduje się z kimś w konflikcie, czy ktoś już wcześniej jej groził. Sprawdza się otrzymywane w przeszłości pisma – nawet te nieanonimowe – zawierające prośby, uwagi krytyczne, roszczenia itp. Szuka się kogoś takiego jak odrzucony kontrahent, urażony klient czy zwolniony pracownik.

Wystawa w Zamku Królewskim w Warszawie – Arcydzieła malarstwa europejskiego od 1600 do 2000 – składała się z ekspozycji ponad stu obrazów najwybitniejszych mistrzów płótna od Dela­croix po Picassa. Zostały one wypożyczone z najbardziej znanych muzeów Europy. Cel był więc medialny, ale dobrze strzeżony. W treści żądania uderzała jednak wymieniona kwota: 250 000 euro. Najniżej wyceniany obraz na tej wystawie był wart co najmniej dwukrotność tej sumy. Zniszczenie wystawy w bliżej nieokreślony sposób przez „Zjednoczenie Wampirów” wydawało się nie lada wyczynem, niemal niemożliwym do wykonania, a na pewno wymagającym dobrego przygotowania i dużych nakładów. Przeprowadzenie samego sabotażu wiązało się z bardzo wysokim ryzykiem – realizacja groźby wydawała się zatem mniej realna, niż było to opisywane przez „Wampiry”.

Kolejne pytanie, na jakie należało odpowiedzieć, brzmiało: czy koncern jest powiązany z wystawą? Szybko ustalono, że firma nie należała do grupy jej sponsorów – uzyskanie tej informacji nie było trudne, a więc możliwe także dla „Wampirów” – nie była ani patronem medialnym, ani współorganizatorem. A zatem powiązanie firmy z wystawą miało dla autora anonimu specyficzne znaczenie, wynikające z jakichś innych mechanizmów psychologicznych. Mogło być bardzo symboliczne i dostrzegalne wyłącznie dla niego. Groźba zniszczenia wystawy miała więc wywołać strach i poczucie zagrożenia. Jedynym wspólnym mianownikiem była tożsamość narodowa: wystawa prezentowała malarstwo europejskie i również koncern nie był polską firmą. Powiązanie dość infantylne, ale idąc głębiej, doszliśmy do wniosku, że obarczenie odpowiedzialnością kogoś niezwiązanego w rzeczywistości z celem ataku jest odwołaniem się do wartości, jaką jest patriotyzm. „Wampiry” oczekują, że dyrektor firmy handlowej poczuje się patriotą i będzie chciał ochronić dziedzictwo narodowe. Oprócz chęci zysku zaczął się więc ujawniać specyficzny system przekonań, który również mógł odgrywać istotną rolę w procesie motywacyjnym sprawcy.

Bardzo ważne było określenie realności zagrożenia. Czy mamy do czynienia z głupim żartem, naiwną próbą wymuszenia, działaniem szaleńca czy może z domorosłą organizacją przestępczo-terrorystyczną? Trzeba było zatem postawić hipotezy odnośnie do sprawcy lub sprawców. Pierwsza kwestia to liczba „Wampirów”. Czy rzeczywiście jest to indywidualnie działający człowiek, jak początkowo podejrzewaliśmy, czy może jednak jakaś grupa? Często samotnik używa liczby mnogiej, aby wzmocnić wrażenie na odbiorcy swego listu i zbudować poczucie siły. Może to być zabieg celowy: jest nas więcej, jest nas cała grupa, bójcie się! Może to mieć również na celu zmylenie organów ścigania: szukajcie szajki spiskowców, a nie pojedynczego człowieka. Może to być też mechanizm psychologiczny: osoba egocentryczna przeżywająca swoje problemy może przerzucać je na otoczenie – „moje racje są tak istotne, że mówię w imieniu innych pokrzywdzonych”. Skuteczne przeprowadzenie sabotażu wystawy w Zamku Królewskim wymagałoby działania więcej niż jednej osoby. Z drugiej strony, jak podzielić między wspólników sumę 250 000 euro? Pięć razy po 50 000? Dwa razy po 125 000? A może według wkładu: szef „Wampirów” zgarnia 150 000, pomocnicy zaś po 50 000? Możliwości jest sporo**, natomiast dla jednej osoby ćwierć miliona to spora suma.

Następne pytania związane były z wiekiem „Wampira”. Nastolatek czy osoba dorosła? Ten punkt profilu kryminalnego jest niezwykle istotny, bo jeżeli profiler wskaże nieodpowiedni przedział wiekowy, może to skierować śledztwo w nieodpowiednią stronę. Przyjęliśmy zatem, że jeżeli autor jest osobą dorosłą, to działa indywidualnie, natomiast jeżeli jest młodszy, to bardziej prawdopodobne, iż ma wspólników. Jak zatem oszacować wiek? Wiedza, umiejętności, doświadczenie – to wszystko pojawia się z wiekiem i tego należy szukać w liście od „Wampirów”.

List pisany jest przy użyciu komputera, natomiast koperta została zaadresowana odręcznie. Świadczy to o sekwencyjności czynności: napisanie listu, wydrukowanie go, włożenie do koperty, zaadresowanie i wysłanie. Jeżeli na liście są ślady nacisku długopisu, to można przyjąć, że sprawca adresował kopertę po umieszczeniu w niej listu. Wnioski są następujące: w momencie pisania i drukowania listu (do dyspozycji komputer i drukarka) sprawca nie posiadał koperty, którą zdobył później, lub nie miał możliwości umieszczenia koperty w drukarce i zaadresowania jej w postaci wydruku. Posługuje się na tyle sprawnie edytorem tekstu, że potrafi użyć funkcji wytłuszczania i kursywy. Przywiązuje jednak dużą wagę do szczegółów związanych z liczbami – przedstawił dokładne wymiary symbolu, jaki miał być wydrukowany obok ogłoszenia w gazecie, a także precyzyjne instrukcje dotyczące sposobu podania numeru telefonu kontaktowego. Autor listu posiada zarówno zdolności arytmetyczne, jak i językowe, które mieszczą się co najmniej na poziomie skończonej szkoły średniej, a być może studiów wyższych. Dokładność i precyzja może być również oznaką natury obsesyjno-kompulsywnej, charakteryzującej się natręctwami czy specyficznym pedantyzmem w wąskim zakresie. Zauważalny jest przy tym brak konsekwencji w zachowywaniu dużych liter w pisowni „Wasze” – „wam”; „Pan” – „pańskich”. Liczba mnoga pierwszoosobowego zaimka (my) pisana jest małą literą: „nam”, „nasze”. Autor/autorzy nie chce/nie chcą się wyróżniać w ten sposób – może to być związane z niską bądź zaburzoną samooceną.

Autor listu podpisuje się „Wampir”. Wampiry, jak wiadomo, to postacie fantastyczne***. Są nieśmiertelne i obdarzone ponadnaturalnymi mocami. Najsilniejsze skojarzenie z wampirami łączy się z tym, że żywią się one krwią wysysaną z człowieka. Często w kontekście ekonomicznym osobę zachłanną i chciwą określa się mianem „wampira – krwiopijcy”. Czy jest to przydomek, z którego autor jest dumny? A może czyni aluzję do swojej ofiary – ­międzynarodowego koncernu?

W treści listu uwagę zwracają rozpoczynające go słowa: „Start dnia 05.05.05” – kojarzy się to z początkiem gry. Autor czerpie więc satysfakcję ze swych działań. Bawi go sam proces.

W tekście pojawiają się specyficzne sformułowania, rzadko spotykane w języku potocznym, częstsze za to w języku pisanym. Te jednak mogły być zaczerpnięte z informacji prasowej dotyczącej wystawy. Są to na przykład: „arcydzieła”, „niepowetowana strata” czy „winno być”. Niektóre z nich nabierają już cech archaizmów.

Stwierdzenia takie jak „nasze boisko” zamiast na przykład „nasz teren” oznaczają najpewniej znowu odniesienie do gry, sportu i piłki nożnej. Są to domeny męskie. Uwzględniając statystykę, że sprawcami terroru kryminalnego, rozbojów i gróźb są mężczyźni, można przyjąć, że najprawdopodobniej „Wampir” jest mężczyzną.

Występuje również stała forma „Zamek Królewski w Warszawie” – nazwa miejsca oraz przypisanie miasta – będąca oficjalnym określeniem tego zabytku, być może przepisanym z folderu reklamującego wydarzenie kulturalne. Ja sam, będąc warszawiakiem, wnukiem warszawiaka, czułem sztuczność w tym sformułowaniu. Zamek Królewski jest Zamkiem Królewskim i mieści się w Warszawie. Tak jak oczywiste jest, że Wawel znajduje się w Krakowie. Miejsce nadania listu, adresat oraz wystawa mieściły się w Warszawie, więc skojarzenie z tym miastem było nieuniknione. Nie było jednak żadnego dowodu, że autor jest warszawiakiem. O wystawie w Zamku Królewskim wspominały wszystkie media w kraju. Nadanie listu z terenu Warszawy również można przeprowadzić nawet dzięki osobom trzecim. Założyłem jednak, że sprawca nadał list własnoręcznie, ponieważ sprawiło mu to radość i dodało pewności, że jego przekaz dotrze do adresata.

Autor chce wzbudzić dodatkowe poczucie strachu, powołując się na doświadczenia zdobyte od „Braci Arabów” w trakcie „misji stabilizacyjnej” – oparte jest to na silnych stereotypowych skojarzeniach Arabów z terrorystami. List kończy także zwyczajową formułą używaną przez wiernych, aby podkreślić poddanie się woli Boga: „inch allah” – „jeśli Allah pozwoli”.

Przyjęliśmy zatem, że „Wampir” jest raczej mężczyzną działającym w pojedynkę. Trudność polegała na oszacowaniu wieku – tutaj były dwie możliwości: albo ktoś młody, albo bardzo dojrzały; grupa średnia była najmniej prawdopodobna. Według pierwszej możliwości wiek autora może się wahać od siedemnastu do dwudziestu jeden lat (wzrasta wtedy prawdopodobieństwo działania tandemu sprawców), a według drugiej – od czterdziestu do pięćdziesięciu lub więcej. Niestety wiek psychologiczny nie zawsze pokrywa się z wiekiem biologicznym, niektórzy mówią, że mężczyźni na zawsze pozostają chłopcami… „Wampir” jest osobą inteligentną i refleksyjną, żywo interesuje się otaczającym go światem, ma poczucie humoru, aczkolwiek dość cyniczne (co sprzyjałoby wersji, że sprawca jest dojrzały i mieści się w drugim przedziale wiekowym). Ma doświadczenie w sporządzaniu pism urzędowych. Działanie niszczące sprawcy (realizacja gróźb) jest skierowane na przedmioty martwe – obrazy. W swym działaniu sprawca nie chce szkodzić życiu i zdrowiu ludzi. Odwołuje się do wartości niematerialnych, takich jak poczucie odpowiedzialności za dzieła sztuki czy patriotyzm. W życiu codziennym również nie podejmuje działań skierowanych bezpośrednio przeciw innym ludziom, nie jest osobą stosującą przemoc. Prawdopodobnie w przeszłości wysyłał skargi lub/i inne pisma do osób prywatnych oraz instytucji lub opowiadał o swoich żalach do społeczeństwa i konkretnych instytucji.

Motywacja sprawcy nie pokrywa się z treścią listu. Sam autor przyznaje, że kwota okupu jest „śmiesznie niska w porównaniu zarówno do majątku Waszej Firmy jak i wartości tych obrazów”. Ryzyko, jakie ma podjąć sprawca, aby zniszczyć dzieła – znajdujące się w chronionym muzeum – jest również nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do sumy okupu. „Wampir” chce przejąć kontrolę nad otoczeniem, uderza w tożsamość narodową i bawi się tym. Oprócz motywu ekonomicznego wyraźny wydaje się więc też komponent emocjonalny związany ze swego rodzaju zemstą. Chęć zemsty zbudowana jest zawsze na poczuciu krzywdy, oczywiście ocenianej subiektywnie. Może to być więc zemsta wyrzuconego pracownika, urażonego kontrahenta czy niezadowolonego klienta. Zło wszelakie w działalności koncernów upatrują właściciele małych lokalnych przedsiębiorstw – to też mógł być prawidłowy trop. Możliwa jest także motywacja psychopatologiczna, wynikająca z występujących zaburzeń (które nie są tak silne jak w pełnym epizodzie psychotycznym czy w długotrwałej schizofrenii, co miałoby odzwierciedlenie zarówno w formie, jak i treści listu od „Zjednoczenia Wampirów”).

Gdy kończyliśmy formułować wnioski dotyczące profilu „Wampira”, pojawił się kolejny list. Od pierwszego dzieliła go kilkunastodniowa przerwa. Ten list był również napisany na komputerze, jego objętość także wynosiła jedną stronę A4, zapisaną w całości. Koperta zaadresowana była tym razem przy użyciu komputera.

„Wampir” opisuje swoje działanie jako akcję „Błysk i Huk” – jest to humorystyczne nawiązanie do nazwy wystawy „Światło i Cień”. Sugeruje przy tym możliwość użycia materiałów wybuchowych. Nawiązanie do nazwy wystawy zawiera też ładunek cynicznego poczucia humoru. Autor używa archaicznego słowa „gawiedź” – jest to celowy zabieg, słowo może również być użyte w sposób ironiczny. Zatem autor posługuje się urozmaiconym słownictwem, zapewne czyta literaturę. Po raz kolejny pojawia się sformułowanie „winno być”, które jest swego rodzaju „podpisem” językowym „Wampira”.

W całym liście zachowane są formy grzecznościowe, co wynika najprawdopodobniej ze stylu funkcjonowania społecznego jego autora. „Wampir” przywiązuje wagę do formalizmów i ogólnych zasad współżycia w społeczeństwie – nie jest to spójne z jego przestępczym działaniem, co wskazuje na występowanie u ­niego ­silnych mechanizmów obronnych.

„Wampir” bierze pod uwagę kłopot w nawiązaniu kontaktu ze względu na możliwość błędnego zrozumienia szyfrowania numeru telefonu – przyznaje, że podany przez niego sposób obliczania może budzić wątpliwości (dopuszcza swą omylność). „Pozostajemy przy nadziei, że nie było to celowo złośliwe działanie” – to sformułowanie objawia postawę wręcz ugodową. Dodatkowo autor listu podaje w punktach uzasadnienie swojej decyzji; chce uchodzić za osobę bardziej stanowczą, niż jest w rzeczywistości.

List także zawiera konkretne wytyczne dotyczące okupu i sposobu jego przekazania: preferencje dotyczące nominałów, sposobu opakowania itp. Dostawa ma się odbyć przy użyciu samolotu – autor określa go jako „awionetkę”, wybór środka jest więc specyficzny. „Wampir” uważa, że do spełnienia jego żądań zostanie przeznaczonych wiele sił i środków, planuje działania z rozmachem, trudne w realizacji. Znowu posługuje się zapożyczeniem z języka obcego, tym razem francuskiego – proponuje przekazanie okupu „PARAVION”. Skąd ta maniera? Czy to celowe działanie mające na celu zmylenie przeciwnika? Zabieg mający wywrzeć jakieś wrażenie, na przykład erudycji? A może jednak przejaw zaburzeń psychicznych? Mnie osobiście przed oczami stanęły niebieskie naklejki pocztowe, kiedy to odróżniało się pocztę lotniczą od „tradycyjnej” (dzisiaj niebieskie naklejki mają inne znaczenie – Priorytet). Wskazuje to na doświadczenia kogoś, kto korzystał z usług Poczty Polskiej co najmniej w połowie lat osiemdziesiątych.

Autor listu podaje obszar geograficzny, w którym ma odbyć się zrzut pieniędzy: Warszawa – Łowicz – Łódź – Piotrków Trybunalski – Tomaszów Mazowiecki – Rawa Mazowiecka – Mszczonów – Warszawa. Obok miast podane są numery dróg krajowych (zob. mapka na s. 77). Teren ten jest więc specyficzny dla sprawcy – „Wampir” go zna, ma pozytywne skojarzenia z nim związane, czuje się tam bezpiecznie.

Wzmianka o osobie koordynującej lot (kontakt między pilotem a autorem listu) oraz informacja o dołączeniu flagi opóźniającej spadanie paczki świadczy o tym, że autor jest osobą przewidującą, która planuje swoje działania z wyprzedzeniem. Wykazuje także wiedzę z zakresu aerodynamiki. Przewidywanie różnych scenariuszy objawił również w pierwszym liście, kiedy podawał „szyfr” do kodowania numeru telefonu.

Co również istotne, w liście pojawia się bardzo dokładny (wizualny) opis stacji kolejowej „Łódź-Widzew”, co może świadczyć o osobistych doświadczeniach autora z tamtego miejsca: „Wampir” zna je osobiście, porusza się między Warszawą i Łodzią, ­prawdopodobnie koleją.

Autor listu ma także bardzo silnie wyrobione schematy poznawcze, co może świadczyć na przykład o dogmatycznym rysie osobowości (osoba mało elastyczna, przekonana do niektórych sądów, nieumiejąca ich zmienić), o zaawansowanym wieku (osoby starzejące się są często mało elastyczne w swych strukturach poznawczych).

Zaledwie dwa dni po drugim liście przyszedł kolejny. Na górze strony widniał napis: „ciąg dalszy niedokończonej korespondencji”. Zastanawialiśmy się, o co chodzi. Trzeci list był dość krótki, tylko na pół strony. Zawierał głównie groźby, takie jak strzelanina na terenie gimnazjum, podpalenie składów kolejowych cystern, sabotaż na terenie sklepów. Zniszczenie wystawy malarstwa nie było już wspomniane. „Wampir” był dynamiczny w swoich planach, w jego działaniu widać było zwiększone pobudzenie emocjonalne. Zauważyłem, że w drugim liście autor tłumaczył ewentualne trudności w komunikacji z powodu zbyt skomplikowanego systemu szyfrowania numeru telefonu i braku jasności co do przyjętego porządku – wręcz usprawiedliwiał się, że nie uwzględnił w tym zera, i zastanawiał, jakie przyjąć zasady matematyczne, skoro w numerze telefonu nie mogą wystąpić liczby ujemne. Wiele uwagi i miejsca poświęcił sposobowi przekazania okupu – i przez to wszystko zapomniał pogrozić, pokazać swoich wampirzych kłów i pazurów. W trzecim liście ewidentnie chciał nadrobić te zaległości. Co takiego stało się w trakcie pisania? Czy autor uległ emocjom? Dał się ponieść grze, którą sam sprowokował?

Analizując kolejne listy „Wampira”, mogliśmy zaobserwować dynamikę jego zachowania. Autor, wysyłając pierwszy list, chyba nie wyobrażał sobie takiego rozwoju wydarzeń. Może nie wierzył w swój „sukces” i znalezienie „swojego” ogłoszenia w gazecie go zaskoczyło. Zamieszczając w pierwszym liście wskazówki dotyczące kontaktu, nie był przekonany co do skuteczności swojego działania. Podjęcie z nim kontaktu podtrzymało go jednak w przekonaniu o zasadności jego działania i o tym, że jest traktowany poważnie. Mimo to za utrzymanie porządku publicznego i bezpieczeństwa próbuje obarczyć odpowiedzialnością komercyjną firmę (grozi strzelaniną na terenie szkoły, wysadzeniem cystern na stacji PKP). Bezpośrednie zagrożenie dla ofiar jest wspominane marginalnie (bliżej niesprecyzowany sabotaż placówek handlowych ­najprawdopodobniej za pomocą ładunków wybuchowych).

Ostatecznie w naszej ocenie autorem listów miał być mężczyzna powyżej trzydziestego piątego roku życia, z co najmniej średnim, a najprawdopodobniej wyższym wykształceniem, posiadający kilkuletnie (co najmniej pięcioletnie) doświadczenie zawodowe. Przeżywa frustracje i poczucie krzywdy, głównym motywatorem jego działań są negatywne emocje, a wymuszenie rozbójnicze to tylko sposób na ich rozładowanie. Wysiłek wkłada w to, jak to ma być zrobione, za mało zaś jest skupiony na tym, co ma być zrobione. Jest obszerny w swoich opisach, dodaje wiele od siebie, mimo że nie musi tego robić. „Bawi się” działaniem.

Po opublikowaniu numeru telefonu w gazecie do akcji wkroczył policyjny negocjator, doświadczony i znany z komentarzy w mediach Dariusz Loranty. Oczywiście działał pod przykryciem, podając się za pracownika pionu bezpieczeństwa sieci hipermarketów. W końcu udało mu się nawiązać kontakt telefoniczny z „Wampirem”. Sugestią wynikającą z profilu sprawcy było działanie zaspokajające potrzeby jego ego – komplementować, chwalić, dawać możliwość decydowania, zachęcać do wymyślania ­dogodnych dla niego rozwiązań.

„Dzień dobry, jestem przedstawicielem pionu bezpieczeństwa firmy – przedstawił się Loranty – i mam z panem ustalić szczegóły naszej transakcji. Jak mam się do pana zwracać?”. To pytanie jest standardem w pracy negocjatora, chodzi bowiem o nadanie personalnego charakteru komunikacji, a także o to, by wyciągnąć pierwsze informacje od sprawcy i jednocześnie dać mu poczucie, że to on podejmuje decyzje. „Proszę mówić mi Mike” – odparł „Wampir” dojrzałym męskim głosem.

Negocjator w czasie rozmowy zaczął podejrzewać, że „Wampir Mike” ma doświadczenie wojskowe i stopień co najmniej oficerski. To zresztą miało odbicie w treści listów – było tam kilka sugerujących to sformułowań, takich jak „telefon mobilny”, „dokonać zrzutu”, a także „pokażemy czego nauczyliśmy się od braci Arabów w czasie misji stabilizacyjnej”. Był to strzał w dziesiątkę – sprawca zaczął wygłaszać rozbudowane opinie na temat tego, „jak to wojsko robi z chłopaka mężczyznę”, i tak się rozgadał, że namierzyli go technicy operacyjni. Wiadomo było, skąd dzwoni; bardzo ­szybko namierzyły go też kamery monitoringu miejskiego.

Po skończeniu rozmowy „Wampir” odszedł kawałek chodnikiem i wsiadł do zaparkowanego samochodu. Tablice z numerami rejestracyjnymi pozwoliły stwierdzić, że był to samochód należący do kobiety – jak się okazało, jego żony. Policja zaczęła go ­obserwować, przygotowując zatrzymanie podejrzanego.

Tak wygląda profilowanie kryminalne w praktyce. Na kolejnych stronach przedstawię historię i teorię profilowania, a do ­wyjaśnienia historii „Wampira” wrócimy na końcu książki.

* Wydarzenie miało miejsce w 2005 roku, obecnie Sekcja Psychologów działa pod nazwą Wydział Psychologów KSP.

** Obliczenia się komplikują, kiedy przeliczy się kwotę z euro na złotówki.

*** Przypominam, że był to rok 2005, czyli czas przed wybuchem medialnej mody na wampiry i przed epoką cyklu Zmierzch.

1.Czym jest profilowanie?

Próby definicji

Profil – widok przedmiotu (zwłaszcza twarzy) z boku; zarys, kontur; sylwetka; przenośnie: przekrój, zakres; technicznie: przekrój z boku, obrys. Z łacińskiego profilare – nakreślać; pro – naprzód; filare – prząść, snuć1.

Kiedy dowiadujemy się, na przykład z mediów, o popełnieniu jakiejś drastycznej zbrodni, często najpierw myślimy o ofierze. Na ogół empatycznie jej współczujemy. Te myśli jednak kierują nas szybko w stronę tego, kto zbrodnię popełnił. Zastanawiamy się, co mógł myśleć sprawca w trakcie jej dokonywania. Próbujemy wyobrazić sobie, jaką jest osobą. Zadajemy pytania: „Kim jest? Kto jest do tego zdolny? Dlaczego to zrobił? Co kryje się w jego umyśle? Jakim jest człowiekiem? Jak wygląda? Jak mu z oczu patrzy? Czy ma normalną rodzinę?”. Na pewnym poziomie ogólności nasze myślenie pokrywa się z tym, co nazywane jest popularnie profilowaniem kryminalnym nieznanych sprawców przestępstw.

Najkrócej można powiedzieć, że profilowanie to tworzenie specyficznego opisu sprawcy przestępstwa, zawierającego charakteryzujące go cechy. Profesor Józef Gierowski proponuje następującą definicję2: jest to „dochodzenie do krótkiej, dynamicznej charakterystyki zwięźle ujmującej najważniejsze cechy nieznanego sprawcy i przejawy jego zachowań”3. Doktor Maciej Szaszkiewicz dodaje, że to „charakterystyka ujmująca najważniejsze, wyróżniające spośród populacji, cechy sprawcy”4. Pionierzy współczesnego profilowania, agenci FBI, w 1985 roku opublikowali artykuł, w którym tłumaczą, że chodzi o „określenie cech sprawcy opierające się na analizie popełnionego przestępstwa, którego wynikiem jest ogólna charakterystyka osoby”5.

Aby wykonać portret psychologiczny sprawcy, nie jest konieczne nawiązanie z nim kontaktu. Może się to odbyć bez jego obecności i najczęściej tak się właśnie dzieje. Profilowanie kryminalne jest jakby procesem odwrotnym do tego, czym zajmują się psychologowie klinicyści stawiający diagnozy. Oni, patrząc na człowieka – posługują się wywiadem i testami psychologicznymi – mówią o jego zachowaniu, zarówno przeszłym, jak i przyszłym. Natomiast profiler, patrząc na zachowanie, mówi o człowieku. Wynikiem profilowania powinien być zestaw cech psychologicznych, społecznych, a nawet fizycznych, tworzący swoisty portret nieznanego sprawcy. Nazwałbym to charakterystyką psychospołeczną nieznanego sprawcy. W psychologii używane jest czasem pojęcie „portretu psychologicznego”, na przykład w kontekście analiz psychobiograficznych6. Teresa Rzepa nazywa portret psychologiczny „momentem psychobiograficznym wybranym przez psychologa”7. Powinien on odnosić się do „typowego zachowania, dominującego stylu myślenia i wyrażania myśli, preferowanego stylu komunikowania się z innymi”8 i zawierać „opis stylu działania, a zwłaszcza poziomu aktywności, stylu pracy, stylu wypoczynku”9. Psychologowie zajmujący się diagnozą na podstawie wyników różnych testów również kreślą profile osobowościowe osób badanych, na przykład w popularnym MMPI (Minnesocki wielowymiarowy inwentarz osobowości) powstaje tzw. ­profilogram, będący rodzajem wykresu.

Profilowanie kryminalne, aby było przydatne w działaniach organów ścigania, musi wykraczać poza wąskie ujęcie psychologiczne, sprowadzające się wyłącznie do opisu cech, które zazwyczaj są ukryte i niedostępne poza badaniami psychologicznymi, a przez to trudne do przełożenia na sposób prowadzenia śledztwa. W profilu należy uwzględnić możliwe cechy osobowościowe, cechy społeczne, demograficzne, czasami nawet fizyczne. Oto najważniejsze pytania, na jakie powinien odpowiadać profil kryminalny:

Czy ofiara i sprawca się znali?Jakiego rodzaju była to znajomość?Jakie emocje ich łączyły?Czy sprawca znał miejsce, w którym dokonano przestępstwa, i w jaki sposób jest z nim związany?Jaka była możliwa motywacja czynu?Czy sprawca cierpi na jakieś specyficzne zaburzenia (psychiczne, w sferze seksualnej itd.)?Jakie zachowania sprawca mógł przejawiać w przeszłości?Jakie zachowania sprawca może przejawiać w przyszłości?

Profil kryminalny może zawierać również sugestie dotyczące dalszych działań organów ścigania, na przykład dodatkowe przesłuchanie jakiegoś świadka, wykonanie analizy laboratoryjnej, przeprowadzenie przeszukania, czy wręcz ­prowokacji policyjnej, lub przygotowanie specjalnego komunikatu dla mediów*.

Zgodnie z podstawowym założeniem profilowania kryminalnego każde zachowanie sprawcy odzwierciedla jego cechy psychologiczne: osobowość, stan psychiczny i doświadczenie życiowe. Zachowanie można zrekonstruować na podstawie analizy miejsca zdarzenia, a dokładniej śladów, które ujawniono i zabezpieczono. Doyle’owski Sherlock Holmes mawiał: „Człowiek musi pozostawić na każdym przedmiocie codziennego użytku swoje indywidualne piętno, które oko doświadczonego obserwatora potrafi odczytać”10. Do tego procesu można też odnieść tzw. hipotezę projekcyjną, istniejącą w psychologii od kilkudziesięciu lat, według której „wszelkie obserwowalne zachowania się człowieka są ujawnianiem jego osobowości”11. Psychologowie używają specjalnych testów nazywanych właśnie projekcyjnymi**, z których najbardziej znany jest test plam atramentowych Rorschacha. Te abstrakcyjne wzory, przypominające kleksy, są pokazywane badanemu, a ten ma powiedzieć, z czym mu się kojarzą. Każdy widzi coś innego. Przypomina to trochę tradycyjne andrzejkowe wróżenie z wosku lub odnajdywanie konkretnych przedmiotów i postaci w kształcie chmur. Psychologia nie zna próżni, sens przypisany abstrakcyjnemu obrazowi jest odbiciem naszych doświadczeń, stanów emocjonalnych, fantazji. Przestępstwo można więc potraktować jako test projekcyjny. Sprawca, popełniając je, pokazuje, w jaki sposób wyobraża sobie przebieg przestępstwa oraz działanie wykrywcze organów ścigania. Jeżeli chciałbyś napaść na bank, to w jakie akcesoria byś się wyposażył? Czy pomyślałeś o kominiarce, która zasłoni ci twarz i utrudni identyfikację? Może pomyślałeś o rękawiczkach? O worku lub plecaku na pieniądze i oczywiście o jakiejś broni? Te wszystkie przedmioty pojawiają się w niemal każdym filmie, który przedstawia napad na bank. Filmy pozwoliły na powstanie schematu poznawczego w twoim umyśle. W przypadku prawdziwego sprawcy może to być również wyobrażenie zbudowane na wiedzy z filmów, ale częściej już wynika z prawdziwego ­doświadczenia przestępczego.

Kolejnym założeniem profilowania kryminalnego jest pewna stałość ludzkiego zachowania – osoby o danych cechach będą zawsze zachowywały się w charakterystyczny dla siebie sposób, zwłaszcza w podobnych sytuacjach. Nie zaprzecza się jednocześnie udziałowi elementów sytuacyjnych, a także dynamice interakcji między ofiarą a sprawcą. W przypadku przestępstw seryjnych uwzględnia się zdobywanie doświadczenia przez sprawcę, a także występujące u niego procesy psychopatologiczne, na przykład skutki uzależnienia od alkoholu lub innych środków odurzających czy rozwijająca się choroba psychiczna.

Osoba sporządzająca profil kryminalny nieznanego sprawcy analizuje i interpretuje znaczenie zabezpieczonego śladu fizycznego, czyli zmiany w otoczeniu, takie jak odcisk buta, powstałe obrażenia, złamana gałąź itp. Zmiana najczęściej jest wynikiem zachowania człowieka lub interakcji zachowań kilku ludzi. Za każdym zachowaniem kryje się natomiast jakiś mechanizm psychologiczny – zaspokojenie jakiejś potrzeby, nawyk, odruch itp. Idąc dalej, za każdym mechanizmem psychologicznym kryje się zestaw cech osobowości, predyspozycji (takich jak impulsywność, umiejętność uczenia się, sprawność wysławiania się, sprawność manualna) czy też ewentualnych zaburzeń. Za zestawami cech kryje się wreszcie dany typ człowieka. W ten oto sposób rysuje się postać nieznanego sprawcy przestępstwa.

Profilowanie kryminalne można nazwać multidyscyplinarną specjalnością, obejmującą psychologię (między innymi psychologię śledczą, kliniczną i sądową***), kryminologię, wiktymologię, kryminalistykę, psychiatrię, medycynę sądową, antropologię, socjologię, suicydologię, seksuologię oraz statystykę. Można w tym miejscu na pewno dodać jeszcze kilka gałęzi nauki, z których korzysta się w procesie tworzenia charakterystyki nieznanego sprawcy. W Stanach Zjednoczonych często mówi się o profilowaniu w kontekście forensic science12****. W Polsce – ponieważ nie ma u nas odrębnej nauki sądowej jako takiej – najbliższe temu są nauki kryminalistyczne.

Terminów używanych do opisu tego działania jest wiele, w zależności od nurtu, z jakiego się wywodzą. Trzeba dodać, że zarówno na świecie, jak i w Polsce profilowanie kryminalne nieznanych sprawców przestępstw jak na razie nie stanowi odrębnej gałęzi nauki. Częściowo jest to spowodowane faktem, że profilowanie kryminalne to działanie praktyczne – narzędzie śledcze, a nie metoda badawcza. Profilerzy przede wszystkim zajmują się wsparciem śledztwa, a nie badaniami naukowymi. Są oczywiście prowadzone badania dotyczące na przykład osobowości zabójców czy też cech, jakimi charakteryzują się przestępcy innych kategorii. Jest także wiele badań polegających na statystycznym opisie przestępstw. Brakuje jednak cały czas naukowych opracowań dotyczących poprawności wnioskowania w procesie tworzenia profili sprawców konkretnych zdarzeń kryminalnych (więcej – zob. Profilowanie – między nauką i sztuką). Mało kto zajmuje się wyłącznie profilowaniem nieznanych sprawców – robią to niejako przy okazji biegli sądowi psychologowie oraz specjalnie przeszkoleni psychologowie policyjni. Ja oraz wszyscy moi koledzy i koleżanki po fachu wydajemy również opinie psychologiczne niebędące profilami, ale dotyczące chociażby świadków i składanych przez nich zeznań oraz podejrzanych.

Cały czas w Polsce szuka się możliwie jak najlepszego tłumaczenia terminów anglojęzycznych. Również w tej materii brakuje polskich badań naukowych. Jako pierwsi w naszym kraju zajmowali się tym psychologowie z Zakładu Psychologii Sądowej Instytutu Ekspertyz Sądowych, czego pokłosiem jest publikacja Zabójcy i ich ofiary pod redakcją Józefa Gierowskiego i Teresy Jaśkiewicz-Obydzińskiej. Wielu studentów wybiera profilowanie kryminalne jako temat prac licencjackich oraz magisterskich. Nadal jednak nie ma dobrze wypracowanych metod sprawdzania teorii w praktyce. Współpraca pionu kryminalnego i komórek, w których pracują psychologowie, ciągle jest na etapie docierania się oraz sprawdzania pionierskich i lokalnie wypracowanych rozwiązań.

W literaturze, głównie amerykańskiej, ale również brytyjskiej, kanadyjskiej oraz australijskiej, spotykamy następujące określenia: criminal profiling, offender profiling, behavioral profiling, psychological profiling, crime scene profiling, criminal personality profiling*****. W Polsce mamy zaś do czynienia najczęściej ze „sporządzaniem portretów psychologicznych” i „profilowaniem psychologicznym”. W przeszłości używano określeń: „typowanie cech nieznanego sprawcy na podstawie modus operandi”13, „analiza modus operandi jako odbicia osobowości sprawcy”14 czy też „tworzenie charakterystyki osobowościowej sprawcy”15 i „ekspertyza typologiczna”. W artykule z roku 2004 Bogdan Lach, pierwszy polski profiler we współczesnej policji, podaje: „profilowanie jest jedną z metod psychologii śledczej, polegającą na typowaniu sylwetki psychologicznej niewykrytych sprawców przestępstw”16. Uważam, że sformułowanie „typowanie sylwetki” nie jest akurat najtrafniejsze, ponieważ sugeruje, że określa się typy sprawców, na przykład choleryk czy typ zorganizowany itp. (tak jak w szufladkowaniu opartym na wnioskowaniu indukcyjnym, charakterystycznym między innymi dla FBI). W profilowaniu kryminalnym (w ujęciu analizy behawioralnej17) typuje się raczej poszczególne cechy, na przykład płeć, wiek, impulsywność, doświadczenie zawodowe itp., które tworzą dopiero obszerniejszy „portret – sylwetkę” ­nieznanego sprawcy przestępstwa.

W literaturze polskiej termin „profilowanie” był wyraźnie popularyzowany przez profesora Józefa Gierowskiego oraz pracowników Zakładu Psychologii Sądowej Instytutu Ekspertyz Sądowych. Przełomem było wydanie wspomnianej książki Zabójcy i ich ofiary. Psychologiczne podstawy profilowania nieznanych sprawców zabójstw na początku 2003 roku18. W „Problemach Kryminalistyki” (nr 241/2003) pojawiła się znakomita recenzja tej pracy, napisana przez profesora Józefa Gurgula19, zawierająca wiele cennych uwag na temat dość długiej, jak się okazuje, tradycji „określania sylwetki psychofizycznej sprawcy” w polskim postępowaniu przygotowawczym.

Termin „profilowanie” pojawiał się już wcześniej, chociażby w 1995 roku w zeszycie z serii Z Zagadnień Nauk Sądowych, będącym sprawozdaniem doktora Macieja Szaszkiewicza z Międzynarodowego Seminarium Psychologii Śledczej. Użyły go również w roku 1999 Teresa Jaśkiewicz-Obydzińska oraz Ewa Wach, pracownice Instytutu Ekspertyz Sądowych, w krótkim artykule zamieszczonym w „Nowinach Psychologicznych”20. W tym samym roku Bogdan Lach posłużył się w swoim artykule sformułowaniem „profil psychologiczny sprawcy”21. Prawdziwą karierę jednak termin zaczął robić po roku 2000. W prasie ukazywały się artykuły dotyczące profilowania – były to zarówno sensacyjnie pisane teksty, jak i opracowania z ambicjami popularnonaukowymi, a także wywiady ze specjalistami. W swojej karierze udzieliłem co najmniej kilkudziesięciu wypowiedzi dla różnych mediów: prasy, radia, telewizji, serwisów internetowych. Książkę, która była pierwszą polską monografią poświęconą profilowaniu kryminalnemu nieznanych sprawców przestępstw, wydałem w 2008 roku. Niemal dekadę wcześniej ukazały się wspomnienia brytyjskiego profilera Paula Brittona. W 2002 roku wydawnictwo Książka i Wiedza opublikowało wspomnienia agenta FBI Johna Douglasa zatytułowane Motywy zbrodni. W 2009 roku o swoich doświadczeniach w rozmowie z mało znaną wówczas pisarką Katarzyną Bondą opowiedział Bogdan Lach. W 2011 roku ukazała się książka pod redakcją Jerzego Koniecznego i Macieja Szostaka pod tytułem Profilowanie kryminalne, której jednymi z autorów byli między innymi psychologowie policyjni Urszula Cur i Dariusz Piotrowicz. Na rynku coraz częściej zaczęły się pojawiać mniej lub bardziej naukowe pozycje przedstawiające pracę profilerów, na przykład Na tropie zła. Raporty profilera Axela Petermanna22 czy Profilowanie kryminalne Scotii Hicks i Bruce’a Salesa23. Artykuł okładkowy „Stołecznego Magazynu Policyjnego” z października 2016 roku był poświęcony właśnie profilowaniu nieznanych sprawców przestępstw24.

Już w samym terminie kryje się odpowiedni sposób podejścia do omawianego zagadnienia. Obecnie w naukach zajmujących się przestępczością wyróżnia się wyraźnie analizę behawioralną (behavioral evidence analysis) oraz profilowanie sprawcy (offender profiling). Wielu autorów używa tych terminów zamiennie, a „profilowanie” pojawia się jako synonim psychologiczno-kryminologiczno-kryminalistycznej analizy zachowania przestępcy. Profil kryminalny, jeśli nawiązujemy do źródłosłowu oraz praktyki tych, którzy ukuli ten termin, oznacza jakiś silnie zarysowany kształt, można powiedzieć również – typ. Profilowanie w dużej mierze opiera się na posługiwaniu się opracowanymi typologiami i charakterystykami psychologicznymi przestępców i dopasowaniu ich do konkretnych spraw. W wielu przypadkach ta metoda się sprawdza, niestety dość liczne są i takie, w których zawodzi. Analiza behawioralna ma natomiast odnosić się do studiowania każdego śladu zachowania z osobna i sporządzenia psychologiczno-kryminalistycznej rekonstrukcji zdarzenia.

Terminy, z jakimi się najczęściej spotykamy, to „profilowanie” i „typowanie”. Są one używane synonimicznie, jednak w rzeczywistości precyzują dwa różne zastosowania zbudowanej sylwetki psychofizycznej nieznanego sprawcy. Pierwszy to ogólny i hipotetyczny portret psychologiczny sprawcy; drugi – to dopasowanie konkretnego figuranta do profilu sprawcy w danym zdarzeniu25. Pierwszy raz opinię typologiczną, czasami nazywaną też porównawczą, sporządzałem razem z Dariuszem Piotrowiczem****** do sprawy pewnego zabójstwa. Najpierw opisaliśmy hipotetyczną postać sprawcy, o którego cechach wnioskowaliśmy na podstawie zabezpieczonych w sprawie śladów, informacji dotyczących ofiary itd. Na tym jednak prośba prokuratora się nie kończyła, ponieważ w areszcie siedziało już dwóch podejrzanych. Kolejna w tej sprawie była właśnie opinia typologiczna, odnosząca profil kryminalny nieznanego (hipotetycznego) sprawcy przestępstwa do konkretnych osób. Porównywaliśmy cechy wymienione w naszym profilu nieznanego sprawcy z danymi pochodzącymi z obserwacji psychiatrycznej podejrzanych oraz z przeprowadzonych z nimi wywiadów własnych i staraliśmy się wskazać cechy zbieżne oraz te, które ich różniły.

Czasem w polskojęzycznej literaturze wspomina się o profilu kryminalnym nieznanego sprawcy w ramach psychologii kryminalistycznej lub śledczej26. Związek ten wynika zapewne z zastosowania profilu jako jednej z technik kryminalistycznych. Autorem tego terminu jest profesor Brunon Hołyst27, używa go także Bogdan Lach, co znalazło wyraz w tytule jego książki – Profilowanie kryminalistyczne28. Profilowanie można przypisać do działu kryminalistyki – analizy kryminalnej. Jest to w pełni zrozumiałe, ponieważ chodzi tutaj o praktyczne zastosowanie profilowania, a nie o jego akademicki aspekt*******.

Ja najchętniej używałbym określenia „kryminalne profilowanie psychologiczne”, aby odróżnić pojęcie profilowania psychologicznego (odnoszące się do wielu zastosowań psychologii, nie tylko związanej z przestępczością********) od profilowania ukierunkowanego na specyficzny obiekt, jakim jest sprawca lub ofiara zbrodni. Połączenie słów „profil” i „kryminalny” może brzmi nieco sensacyjnie i nie podkreśla naukowych podstaw profilowania. W środowisku policyjnym „kryminalny” ma jednak inne konotacje i kojarzy się z pracą pionu kryminalnego. Takie sformułowanie jest używane również przez profesora Jerzego Koniecznego29 w jego pracy z 2004 roku, w której autor wywodzi profilowanie kryminalne z analizy kryminalnej. Także w wytycznych Interpolu wymienia się profilowanie kryminalne sprawców w obszarze analizy kryminalnej. W ramach analizy strategicznej powstaje profil ogólny sprawcy, będący właśnie uogólnionym typem przestępcy (na przykład, tak jak w podejściu FBI, typ sprawcy zorganizowanego lub zdezorganizowanego********). Polega na ustaleniu i opisaniu charakterystycznych cech osób popełniających ten sam rodzaj przestępstwa (na przykład najczęściej sprawcą zgwałcenia jest żonaty mężczyzna). Natomiast w ramach analizy operacyjnej mieści się analiza profilu szczególnego, będącego opisem nieznanego sprawcy konkretnego zdarzenia przestępczego30. Profilowanie kryminalne to moim zdaniem zgrabne tłumaczenie terminu criminal profiling. W praktyce jednak, w dokumentach policyjnych lub sądowych, najczęściej używa się zwrotu: „sporządzanie charakterystyki/sylwetki psychologicznej nieznanego sprawcy przestępstwa”.

Korzenie profilowania

Profilowanie jest związane z pewnym nurtem myślowym istniejącym już od wieków, który odnosił się początkowo do psychologii „naiwnej”, później do psychologii klinicznej, a wreszcie do psychologii eksperymentalnej, związanej z postrzeganiem społecznym. Ludzie posiadają naturalną skłonność do analizowania siebie nawzajem, co ma funkcję przystosowawczą, pozwalającą ocenić, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Od najwcześniejszych czasów formułowano też sądy dotyczące związku przyczynowo-skutkowego zachowania z cechami psychicznymi i fizycznymi wykonawcy jakiejś czynności. Używając dzisiejszego języka komputerowych metafor, można powiedzieć, że od dawna dostrzegano wzajemne zależności między „hardware’em” a „software’em”. Najstarsze koncepcje na ten temat pochodzą z V wieku przed naszą erą. Wtedy to Hipokrates dopatrywał się stałych tendencji w budowie ciała oraz w zachowaniu, zależnych od dominacji jednego z czterech soków życiowych: krwi, żółci, śluzu i czarnej żółci. W II wieku naszej ery Galen kontynuował tę tradycję i został twórcą pierwszej teorii temperamentów, a co za tym idzie – pierwszej typologii ludzkich charakterów. To właśnie od niego wywodzą się określenia: choleryk, flegmatyk, melancholik i sangwinik31.

Pod koniec XVIII wieku szwajcarski mistyk Johann Lavater rozwijał naukę nazywaną wtedy fizjognomiką. Mniej więcej w tym samym czasie inny badacz, Franz Gall, zajmował się frenologią32. Obie te sztuki, balansujące na granicy nauki przyrodniczej i mistycyzmu, odnosiły się do kształtu głowy i twarzy oraz występowania guzów na czaszce. Obiema próbowano opisać między innymi przestępców.

Nie sposób przy tej okazji nie wymienić słynnego badacza z Włoch Cesarego Lombroso, działającego w drugiej połowie XIX wieku. Naukowiec ten również starał się wnioskować o charakterze człowieka na podstawie budowy jego ciała – skupiał się przede wszystkim na budowie czaszki i cechach fizycznych twarzy. Prowadził bardzo szczegółowe pomiary i analizy kształtu głowy u więźniów. Owocem jego pracy była wydana w 1876 roku książka L’uomo delinquente (Człowiek zbrodniarz), dotycząca właśnie kryminalistów. Podejście lombrozjańskie znane było nawet w Polsce, na przykład Leon Wachholz w taki sposób opisywał sprawcę kradzieży i oszustwa: „szczupła budowa ciała, drgawki kloniczne w prawej połowie twarzy, zez zbieżny oka lewego, asymetria czaszki, rozszerzenie źrenic, mowa cicha, monotonna”, zaś sprawcę morderstwa: „silnej budowy ciała, twarz blada bez wyrazu, źrenice miernie szerokie”33. Typy przestępców miały swój określony wygląd, więc można było stwierdzić, że ktoś wyglądał na zabójcę lub złodzieja.

Kamieniem milowym na ścieżce tej nauki było dzieło niemieckiego badacza Ernsta Kretschmera, wydane w 1921 roku. Podsumowywało ono lata obserwacji prowadzonych przez niego w klinikach psychiatrycznych. Kretschmer doszukiwał się zależności między budową ciała a nie tylko skłonnościami do chorób psychicznych, ale także charakterystycznymi właściwościami psychicznymi, występującymi u normalnych, niezaburzonych ludzi. Wedle tej koncepcji uważano, że na podstawie wyglądu można oczekiwać specyficznego sposobu zachowania. Odkrycia Kretschmera są bardzo przydatne w profilowaniu, ponieważ możemy użyć jego teorii w drugą stronę, czyli na podstawie zachowania wnioskować o wyglądzie.

Należy również wspomnieć o pracach amerykańskiego naukowca kontynuującego myśl Kretschmera – Williama Sheldona, który w latach czterdziestych badał cechy temperamentu, analizując budowę ciała, wygląd, a także historię życia jednostki. Sheldon doszedł do wniosku, że między budową ciała a typem temperamentu istnieje duża zbieżność (według danych korelacja na poziomie 0,80)34. Z tej teorii skorzystał agent specjalny FBI Robert Ressler, kiedy sporządzał portret psychologiczny tzw. Wampira z Sacramento. Taki przydomek został nadany sprawcy, ponieważ na miejscu zbrodni pił on krew swojej ofiary, a nawet zabierał jej trochę ze sobą do domu. To właśnie na podstawie cech miejsca zdarzenia Ressler wnioskował nie tylko o cechach psychologicznych, ale i prawdopodobnym wyglądzie sprawcy. Odniósł się do typologii kretschmerowsko-sheldonowskiej i trafnie opisał Richarda Trentona Chase’a, który był odpowiedzialny za dokonane zbrodnie35. Ernst Kretschmer zauważył bowiem, że osoby o szczupłej, ascetycznej budowie częściej są introwertywne i częściej zapadają na choroby typu schizofrenia. Ressler ocenił, że krwawe plamy na miejscu zdarzenia i obrażenia u ofiar – odcięty sutek, rozcięta powłoka brzuszna itp. – świadczą o bardzo dużej ekspresji psychopatologicznego zachowania sprawcy, a jego źródeł upatrywał w poważnych zaburzeniach psychicznych.

W dzisiejszych czasach istnieje wiele psychologicznych i quasi-psychologicznych teorii dotyczących objawiania się cech w zachowaniu, mowie ciała, sposobie ubierania się czy rodzaju muzyki, jakiej się słucha. „Pokaż mi swoją dyskografię, a powiem ci, kim jesteś”, „Pokaż mi swój samochód…”, „Pokaż mi swoją szafę…” – to także jest rodzaj profilowania. Pamiętajmy jednak, że wszystkie metody wnioskowania powinny być podparte naukowymi badaniami, twardymi analizami statystycznymi i odpowiednią teorią, tłumaczącą zjawisko********.

Nie byłoby profilowania bez dorobku współczesnej psychologii społecznej. Nie można się nim zajmować, nie będąc świadomym mechanizmów, które są odpowiedzialne za budowanie sądów o innych ludziach. Właśnie różnica między naiwnym, domowym profilerem a profesjonalistą polega na świadomości własnych procesów wnioskowania o innych ludziach. Profilowanie to rekonstrukcja czyjegoś zachowania przy użyciu wszystkich dostępnych metod, ale głównie umysłu profilera. Informacje, z których się korzysta, są na ogół niepełne. Proces dodatkowo się komplikuje, ponieważ staramy się wnioskować o cechach psychologicznych, które i tak zawsze są ukryte przed obserwatorem. Nawet gdy poznamy kogoś, odbędziemy szereg rozmów, użyjemy odpowiednich testów psychologicznych – to i tak nigdy nie poznamy w pełni jego prawdziwych myśli ani tego, co naprawdę dzieje się w jego psychice. Profiler musi mówić o człowieku często na podstawie tylko kilku przesłanek.

Przed takim właśnie zadaniem stanąłem, kiedy sporządzałem charakterystykę sprawcy zabójstwa – tzw. Nożownika z placu Zawiszy, który kilkoma ciosami noża zabił współpasażera, z którym jechał warszawskim tramwajem. Zabójca i ofiara nie znali się wcześniej. Kontakt nastąpił przy wychodzeniu z pojazdu, wtedy też doszło do sprzeczki (jeden z mężczyzn powiedział do drugiego: „ja cię, ku…wa, nauczę wysiadać”; nie wiemy, czyje to były słowa, bardzo prawdopodobne, że przyszłej ofiary), która przerodziła się w bójkę na przystanku. Po wymianie kilku ciosów i kopniaków sprawca sięgnął po nóż i zadał siedem ciosów. Analiza wiktymologiczna nie wniosła wiele do profilu sprawcy. Młody mężczyzna pracował jako magazynier w hipermarkecie, nie był zamożny, nie miał kontaktów ze środowiskiem przestępczym, nie był nadmiernie agresywny ani impulsywny. Był w bliskim związku emocjonalnym ze swoją babcią, której pomagał. W razie konfrontacji mógł stawiać opór. Przedmiotem analizy były więc głównie obrażenia i opis sprawcy uzyskany od świadków. Tutaj jednak pojawiły się rozbieżności co do wyglądu, ubrania i ewentualnych przedmiotów, jakie posiadał sprawca (na przykład czy miał plecak lub torbę), a także zachowania (na przykład kierunku, w jakim się oddalił, tempa poruszania się, chodu itd.). Dysponując tak małą ilością – sprzecznych czasami – informacji, trudno było sporządzić rozbudowany profil. Zaledwie kilka wniosków mogło zostać sformułowanych w sposób jednoznaczny i kategoryczny. W tej sprawie posłużyłem się również założeniami Holmesów dotyczącymi zachowania tego typu sprawców. Ponieważ przyjąłem, że napastnik wykazał się dużą impulsywnością, nieadekwatnym poziomem agresji do zachowania ofiary oraz ponosił duże ryzyko, atakując w centrum miasta w biały dzień********, zaklasyfikowałem go do odpowiedniego typu sprawcy. Holmesowie w swojej typologii podali, że ten typ zaatakuje ponownie, i to w ściśle określonym przedziale czasu (do kilku miesięcy). Ująłem to w swoim profilu********, który ostatecznie zajął dwie i pół strony. Przez dziewięć lat nie byłem za bardzo zadowolony z tego, co napisałem, ale tłumaczyłem sobie, że to trudna sprawa. Rzeczywiście do takich należała, gdy jednak zadzwonił do mnie prokurator zajmujący się od nowa tym zabójstwem i powiedział, że czytał moją notatkę służbową i wiele rzeczy się pokrywa z faktami, ponieważ jest wytypowany sprawca, ucieszyłem się, że wreszcie będę mógł zweryfikować trafność swoich hipotez. Sprawca, dokładnie tak, jak założyli Holmesowie (a za nimi ja), zaatakował ponownie; w tej chwili znajduje się w więzieniu, gdzie odbywa karę dożywotniego pozbawienia wolności za zabójstwo oraz usiłowanie kolejnego zabójstwa, jakie mu udowodniono. Ofiara z placu Zawiszy okazała się jego trzecią, a chronologicznie pierwszą.

Profilowanie zawiera w sobie pewne pułapki, ponieważ w dużej mierze pokrywa się z naturalnymi skłonnościami człowieka do wyciągania wniosków na temat innych ludzi. Odpowiada naturalnemu procesowi, aby z sumy poszczególnych cech i impresji tworzyć figurę********. Osoba zajmująca się profilowaniem powinna pamiętać o tych mechanizmach i zawsze kilka razy rozważyć nasuwającą się tezę oraz stosować rozwiązania alternatywne. Trzeba być czujnym i uważać na stereotypy, którymi posługuje się niemal każdy człowiek, także profiler. W Stanach Zjednoczonych oraz w Europie Zachodniej pojawiają się podejrzenia, że w przebiegu śledztwa dużą rolę odgrywa element uprzedzeń rasowych. Prowadzący śledztwo oraz profiler mogą być podatni na tego rodzaju zakłócenia, które odciągną ich od prawdziwego sprawcy. Czasami panuje silna presja społeczna, aby przypisać sprawcę do jakiejś grupy rasowej, etnicznej, narodowościowej czy płciowej. Profiler powinien więc skupić się wyłącznie na informacjach pochodzących z miejsca zbrodni (to znaczy ze wszystkich ujawnionych i zabezpieczonych śladów fizycznych) i odciąć się od sugestii otoczenia oraz swoich prywatnych przekonań, przyzwyczajeń i oczekiwań. Najbardziej zgubne jest tworzenie na wczesnym etapie konkretnych wersji osobowych. Najgorsze są te, w których padają od razu konkretne nazwiska. Bardzo trudno wyzwolić się od tego, zwłaszcza kiedy podczas czytania akt pojawiają różne „podejrzane” postacie, świadkowie proponują własne wersje wydarzeń. Również policjanci prowadzący sprawę podsuwają własne typy. Trzeba jak najdłużej pamiętać, że profil odnosi się do jakiejś hipotetycznej osoby, jaką jest nieznany sprawca przestępstwa.

Wiadomo, że postrzeganie innych ludzi jest procesem bardzo złożonym. Jego trafność zależy od wielu czynników, między innymi od doświadczenia osoby obserwującej. Nie tylko osobiste doświadczenia, ale i wzorce kulturowe mają wpływ na wydawanie sądów na temat innych ludzi. Znana jest w psychologii teoria schematów poznawczych, a także tzw. ukryta teoria osobowości36. Zgodnie z nią ludzie odruchowo na podstawie jednej cechy wnioskują o posiadaniu innych cech, jakie powinny iść z nią w parze. Na przykład osoba nosząca okulary wydaje nam się automatycznie inteligentna, ktoś bogaty – leniwy lub nieuczciwy itd., w zależności od posiadanej „ukrytej – własnej – teorii osobowości”. Można również wspomnieć teorię Tversky’ego i Kahnemana37, która odnosi się do stosowania przez ludzi heurystyk związanych z określaniem prawdopodobieństwa występowania zjawisk, wykorzystywanych w procesie podejmowania decyzji. Ludzie głównie posługują się zasadą dostępności. To, co świeże w naszej pamięci lub łatwo uaktywniające się, automatycznie pojawia się na pierwszym planie, gdy formułujemy sąd na jakiś temat. W profilowaniu może to oznaczać popadanie w rutynę i chodzenie na skróty. Profiler może ulec pokusie konfirmacji własnych przekonań wynikających z wcześniejszych doświadczeń. O sposobie wnioskowania będę pisać w podrozdziale Wnioskowanie, ale już teraz wspomnę, że najczęściej wnioski indukuje się z własnego doświadczenia, czyli rutyny, a dopiero później z posiadanych baz danych czy kazuistyki.

Wiele możemy skorzystać, zapoznając się także z teorią atrybucji38, stworzoną przez Fritza Heidera. Zgodnie z nią kluczowym zadaniem jest poznanie zasad „psychologii naiwnej”, psychologii „zwykłego człowieka”. Zazwyczaj nie zastanawiamy się, na jakiej podstawie wnioskujemy o innych ludziach, dlaczego przypisujemy im akurat takie, a nie inne cechy osobowości.

Każdy z nas uprawia na co dzień swoją własną, prywatną psychologię: w kontaktach z ludźmi nieustannie wykraczamy poza dostępne nam dane obserwacyjne i inne informacje, wnioskując z zachowań innych o ich intencji, cechach charakteru, postawach moralnych; […] W każdym przypadku dokonujemy atrybucji, czyli wnioskujemy o pewnej, niepodlegającej bezpośredniej obserwacji, właściwości ludzi i świata39.

Heider uważał – a jeszcze dobitniej sformułował to H. Kelley40 – że każdy obserwator musi oszacować udział sił personalnych (tkwiących w „aktorze”********) oraz sił środowiskowych (tkwiących w otoczeniu) w efektach działań „aktora”, w tym przypadku – sprawcy. Medialny obraz profilowania kładzie nacisk głównie na osobę sprawcy; w filmach i serialach czynniki sytuacyjne najczęściej są sprowadzane do minimum lub w ogóle pomijane. Podstawowy błąd atrybucji, czyli przecenianie cech osobowościowych jako głównego źródła zachowań, jest wyzwaniem dla każdej osoby zajmującej się budowaniem profilu psychologicznego. Profiler, rekonstruując przebieg zdarzenia, może jedne zachowania przypisać właśnie cechom osobowościowym i zakwalifikować je do zachowań specyficznych czy rytualistycznych. Inne może zakwalifikować do modus operandi, a jeszcze inne potraktować jako wynik interakcji z ofiarą czy innymi osobami lub elementami otoczenia – przypisać większy udział sił środowiskowych w powstaniu danego zachowania. Jest to ważne szczególnie w przypadku tak ekstremalnych zachowań jak zabójstwo, ponieważ – jak pisze Mirosław Kofta – „Jeżeli [zachowanie] jest nietypowe, niezgodne z rolą społeczną czy też ogólnie obowiązującą normą postępowania […], wówczas skłonni jesteśmy z dużą pewnością wnioskować o intencjach i dyspozycjach osobowych”41. Z badania Beaty Pastwy-Wojciechowskiej dotyczącego wpływu stylów poznawczych i stylów funkcjonowania społecznego na postrzeganie zdarzeń kryminalnych42 wynika, że osoby prospołeczne opisują dokładnie zdarzenie, a niedokładnie sprawcę. Odwrotnie jest u osób egocentrycznych.

Wspominając o egocentryzmie, trzeba przypomnieć też o naturalnym mechanizmie projekcji, czyli rzutowaniu własnych stanów psychicznych i przekonań na otoczenie. Potocznie nazywa się to „mierzeniem własną miarą”. Dokonanie projekcji w trakcie profilowania jest bardzo dużym błędem, niestety często spotykanym. „Gdybym był sprawcą, zrobiłbym tak…”, „Na miejscu ofiary postąpiłbym tak…” – są to założenia, których profiler musi unikać.

Kolejną naturalną skłonnością jest potwierdzanie swoich wstępnych i początkowych hipotez, czyli tzw. strategia konfirmacji. Na podstawie pierwszego wrażenia i łatwo dostępnych skryptów myślowych stawiamy diagnozę sytuacji lub osoby i kolejne informacje, na które zwracamy uwagę, to te potwierdzające hipotezy wyjściowe. To tak, jakbyśmy mieli radar nastawiony na informacje tylko zgodne z naszymi założeniami.

Profiler musi świadomie przyglądać się tym procesom, ponieważ jest podatny na te same zniekształcenia co każdy człowiek. Niestety, nieprofesjonalna opinia eksperta od tworzenia portretów psychologicznych może zwieść prowadzących śledztwo, opóźnić je, a więc ułatwić sprawcy działanie lub nawet skierować podejrzenia na osobę niewinną.

Historia współczesnego profilowania

Profesjonalne profilowanie kryminalne ma dość długą tradycję. Już w 1786 roku na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego odbywały się wykłady na temat: „Jak zabójstwa dochodzić, obwinionych przekonać, niewinnych oswobodzić”43. W 1888 roku w Wielkiej Brytanii lekarz George Philips był pierwszym chirurgiem pracującym dla policji, który stwierdził, że istnieje związek między ranami stwierdzonymi u ofiary a cechami sprawcy. Napisał nawet rozprawę na temat wnioskowania o charakterze mordercy na podstawie sposobu zadawania obrażeń i ran44. W tym samym roku inny lekarz, Thomas Bond, wydał opinię na temat przypadku najbardziej znanego seryjnego mordercy wszech czasów – działającego w londyńskim Whitechapel i znanego jako Kuba Rozpruwacz. Napisał w niej, że sprawca cierpi na „manię zabijania i manię erotyczną”, a także: „morderca robi wrażenie cichego i nieszkodliwego mężczyzny w średnim wieku, jest schludnie i stosownie ubrany […] jest samotny i ekscentryczny”45.

W Polsce w 1900 roku, w wydawanym w Krakowie „Przeglądzie Lekarskim”, profesor Leon Wachholz opisał morderstwo z lubieżności46, zaś w 1923 roku wydano książkę jego autorstwa Psychopatlogja sądowa. Opisuje w niej różnych przestępców głównie w ujęciu lombrozjańskim (dziś wnikliwa jak na tamte czasy analiza ­przypadków niestety często wywołuje uśmiech).

W latach dwudziestych XX wieku na terenach obecnego Śląska zatrzymano rzeźnika Edwarda Trautmanna, podejrzanego o dokonanie ponad dwudziestu morderstw. Głównym argumentem oskarżenia było dopasowanie osobowości Trautmanna do dokonanej zbrodni. Profil ten przyczynił się jednak do wielkiej pomyłki – prawdziwym mordercą okazał się, sprawiający wrażenie poczciwca, Karl Denke, którego zatrzymano w 1924 roku. Nazywany był „ojczulkiem Denke”, a okazał się seryjnym mordercą i kanibalem. Trautmann, w rzeczywistości niewinny, został ­skazany na ­dwanaście lat47.

Wydaje się, że pierwszą współczesną monografią na temat „umysłu seryjnego zbrodniarza” było dzieło profesora Karla Berga, który w 1930 roku opisał postać Petera Kürtena, zwanego Wampirem z Düsseldorfu. Przypadkiem tym zajęli się również O. Steiner i W. Gay. Postać Kürtena poruszyła ówczesną opinię publiczną. Dopuścił się on dziewięciu zabójstw i siedmiu usiłowań. Jego ofiarami były samotne kobiety oraz dzieci w wieku od pięciu do trzynastu lat. Kierował się głównie motywacją seksualną, odczuwał bardzo silny popęd. Osiągał spełnienie, zabawiając się ciałami ofiar, a ­także pijąc ich krew.

W czasie II wojny światowej psychiatra wojskowy armii Stanów Zjednoczonych, zatrudniony przez Office of Strategic Services (Biuro Służb Strategicznych)******** William Langer48, sporządził portret psychologiczny Adolfa Hitlera. Miał on służyć do określenia prawdopodobieństwa wystąpienia różnych zachowań Führera w krytycznych momentach wojny. Langer jako najbardziej prawdopodobne podał samobójstwo, a także możliwość śmierci poniesionej w desperackiej i teatralnej w oprawie walce. Do mniej możliwych rozwiązań zaliczył poddanie się lub ucieczkę połączoną z prośbą o azyl.

W 1957 roku, kiedy James Brussel przedstawił opinię na temat Szalonego Bombera z Nowego Jorku, profilowanie osiągnęło nowy wymiar. Zawarł w niej zaskakujące szczegóły, dotyczące nawet wyglądu sprawcy, na przykład posiadanie dwurzędowej marynarki********. Wszystkich zadziwiła dokładność i trafność profilu sporządzonego przez psychiatrę. Brussel analizował listy, jakie wysyłał sprawca, a także sposób konstruowania i rozmieszczenia ładunków wybuchowych. Na podstawie błędów językowych określił, że Bomber pochodzi z Europy Środkowej, jest katolikiem, ma doświadczenie z elektryką i mechaniką. Również w 1957 roku detektyw Pierce Brooks, który prowadził śledztwo w sprawie zabójstw trzech kobiet i ujął sprawcę, bardzo dokładnie opisał „umysł” seryjnego mordercy i gwałciciela Harveya Glatmana, działającego na terenie Los Angeles, na podstawie wyjaśnień sprawcy. W 1964 roku zespół kierowany przez doktora Brussela******** sporządził profil psychologiczny, który służył typowaniu sprawcy na podstawie modus operandi, a dotyczył sprawy Dusiciela z Bostonu, czyli Alberta DeSalvo49. Brussel, w odróżnieniu od innych osób zajmujących się śledztwem, nawet przez moment nie uważał, że może działać dwóch sprawców, jak myśleli niektórzy, i trafnie przypisał ­wszystkie trzynaście zabójstw i zgwałceń jednej osobie.

W roku 1969 Howard Teten w Akademii FBI w Quantico rozpoczął profesjonalne badania nad profilowaniem kryminalnym. Początkowo korzystał ze wskazówek Brussela, a rok później rozpoczął wykłady „Apllied Criminology”50. W 1972 roku przyłączył się do niego inny agent FBI, Pat Mullany, z wykształcenia psycholog. Teten i Mullany zostali okrzyknięci współczesnymi ojcami profilowania. Zaczęli budować bazę danych złożoną z wywiadów przeprowadzanych z seryjnymi mordercami i przestępcami stosującymi przemoc. W 1974 roku do nowo powstałej jednostki FBI, Behavioral Science Unit, założonej przez Jacka Kirscha, dołączył chyba najbardziej znany profiler wszech czasów – Robert Ressler, między innymi autor terminu „seryjny morderca”********. Ressler wsławił się swym niewiarygodnie trafnym profilem sporządzonym w 1978 roku, dotyczącym wspomnianego już Richarda Trentona Chase’a51. Przez dekadę 1971–1981 w Behavioral Science Unit (BSU) wykonano sto dziewięćdziesiąt dwa profile52; w 1996 roku Biuro konsultowało już około tysiąca spraw rocznie53.

Od tego czasu profilowanie kryminalne i typowanie nieznanego sprawcy na podstawie analizy modus operandi nabrało współczesnej formy. Przyczynił się do tego między innymi projekt naukowy pod nazwą Criminal Personality Research Project(CPRP), który składał się z serii ustrukturalizowanych wywiadów ze skazanymi i osadzonymi mordercami. Twórcą projektu był również Ressler, ale pomagał mu między innymi jego młodszy kolega John Douglas, który również zrobił wielką karierę w tej dziedzinie********. Był, jak pisze o sobie, jedynym pełnoetatowym profilerem FBI. Wywiady z zabójcami i gwałcicielami miały na celu poznanie wzorców zachowań i motywacji, jakimi się kierują sprawcy. Praca Resslera i Douglasa, a szczególnie ich praktyczne doświadczenie, jest kopalnią wiedzy.

Wśród specjalistów profilowania trzeba wymienić także Roberta „Roya” Hazelwooda, długoletniego pracownika FBI, niestety mniej docenianego medialnie od jego kolegów, oraz Ann Burgess, psychiatrę współpracującą z FBI, wykładowczynię Uniwersytetu Pensylwanii. Oni również zajmowali się zgłębianiem psychiki przestępców, myśląc cały czas o praktycznym wykorzystaniu wyników swej pracy. Podejście prezentowane przez FBI ma wprawdzie wielu krytyków, uważam jednak, że należy docenić ogromną pracę dokonaną przez pracowników BSU********, mimo metodologicznej niejasności i bardzo pragmatycznego podejścia, które tak razi akademików (piszę o tym więcej w części Profilowanie – między nauką i sztuką).

Podejście FBI wywodzi się z tzw. Crime Scene Analysis, polegającego w dużej mierze na sprawnym używaniu klasyfikacji i typologii. Dużo tutaj uogólnień i statystycznych generalizacji (to typowo indukcyjne podejście pokazało słabe strony na przykład przy tworzeniu profilu Snajpera z Waszyngtonu, ponieważ zignorowano możliwość działania dwóch sprawców zamiast jednego oraz przynależność rasową – główną wersją śledczą było działanie samotnego mężczyzny białej rasy) oraz intuicji agentów, zwłaszcza Douglasa i Resslera. Trzeba przyznać także, że profilowanie sprawców w wykonaniu FBI wywodzi się ze specyfiki funkcjonowania Biura. Jego dzisiejszy kształt wynika z tego, że agenci pracujący w BSU interesowali się głównie zbrodniami seryjnymi oraz morderstwami na tle seksualnym. Nie rozwinięto technik służących profilowaniu sprawców innego typu przestępstw, ponieważ drobniejsze przestępstwa pozostawały poza jurysdykcją Biura, a przez to poza jego zainteresowaniem. Jeszcze do niedawna uważano tam, że profilowanie nie sprawdza się w kradzieżach czy przestępstwach związanych z narkotykami. Dlatego też zaczęto używać terminu behavioral analysis, który jest politycznie poprawniejszy, ponieważ „profilowanie” kojarzy się z race profile, czyli etykietowaniem rasowym54.

W USA powstał również duży rynek prywatnych konsultantów sporządzających opinie, w tym profile kryminalno-psychologiczne, dla służb mundurowych oraz prawników – adwokatów. Tym między innymi zajmuje się Brent Turvey, prowadzący działalność w San Diego w Kalifornii.

Profilowanie jest dość popularne również w Kanadzie. W latach 1990–1991 inspektor Ron MacKay został przeszkolony przez FBI. Wzorując się na amerykańskich metodach, stworzył w swoim kraju bazę danych VICLAS, dotyczącą przestępstw, sprawców i ofiar. Drugim z kolei kanadyjskim policyjnym profilerem została kobieta – Kate Lines.

W egzotycznej dla Polaków Republice Południowej Afryki profilowaniem kryminalnym również zajmowała się kobieta – Micki Pistorius, ciotka znanego sportowca Oscara Pistoriusa, rozpoznawalnego także z powodu dokonania zabójstwa swojej dziewczyny Reevy Steenkamp. Utworzono tam Wydział Psychologii Śledczej (Investigative Psychology Unit), na którego czele do roku 2000 stała właśnie Micki Pistorius.

W Europie po raz pierwszy profilowanie przyczyniło się do ujęcia groźnego sprawcy na terenie Anglii. W 1985 roku profesor psychologii David Canter dostarczył profil w sprawie Johna Duffy’ego, przestępcy podejrzanego o trzydzieści gwałtów i kilka morderstw. W 1989 roku inny brytyjski profiler Paul Britton zaskoczył wszystkich swoim trafnym profilem opisującym groźnego sprawcę aktów tzw. terroru spożywczego, zatruwającego produkty w sklepach. Britton twierdził, że sprawca jest związany ze służbami mundurowymi, ponieważ zachowywał się tak, jakby znał sposoby ich działania. Truciciel okazał się byłym funkcjonariuszem policji55. Britton zaczął współpracę z policją, udzielając konsultacji jednemu z policjantów w sprawie niebezpiecznie zakochanej w nim stalkerki.

Brytyjskie podejście do profilowania, w przeciwieństwie do FBI, ma charakter ściśle akademicki i podparte jest twardą nauką, czyli statystyką. Canter, jak sam twierdzi, nie posługuje się indukcyjnie tworzonymi typologiami, ale stara się dotrzeć do uniwersalnych mechanizmów rządzących ludzkim zachowaniem. Do analizy zdarzeń używa zaawansowanych metod statystycznych, które pozwalają na wyłonienie kluczowych elementów przestępstwa powiązanych z cechami sprawcy56. Britton reprezentuje zaplecze typowo klinicznie, wspomagane intuicją psychologa.

Profilowanie i analiza kryminalna są również bardzo popularne w Holandii. W National Police Agency utworzono specjalną jednostkę zajmującą się profilowaniem sprawców57. Holenderskie podejście, podobnie jak polskie, łączy wiedzę akademicką i kliniczną psychologów z praktyką i doświadczeniem „ulicznym” detektywów. Jeden profiler, przeszkolony w FBI, współpracuje z dwoma specjalistami z zakresu psychologii sądowej58. Odbywa się to głównie na zasadzie udzielania konsultacji do prowadzonych spraw (część konsultacji kończy się pełnymi profilami59, niektóre opinie są z kolei sugestiami wykrywczymi dla dalszego postępowania60).

Innym państwem europejskim popularyzującym psychologię kryminalną i stosowanie jej metod jest Austria. Działający tam wiedeński psycholog policyjny Thomas Müller61 rozpoczął swoją karierę na początku lat dziewięćdziesiątych, a sławę zyskał w 1997 roku, kiedy pomagał w śledztwie dotyczącym majsterkowicza wysyłającego pocztą bomby. Müller wzoruje się na metodach FBI, których uczył się bezpośrednio w Akademii w Quantico. Również w Niemczech, korzystając z modelu FBI w pracy policji ­kryminalnej, profilowanie zastosował Axel Petermann.

Profilowanie kryminalne oraz profilowanie geograficzne wykorzystywane jest również w Szwecji. Zajmuje się tym Zespół Profilowania Kryminalnego w Narodowym Wydziale Śledczym. Komisarz Jan Olson w 1992 roku wspólnie z pracującym dla policji psychiatrą Ulfem Åsgårdem sporządzili profil sprawcy zamachu na premiera Szwecji Olofa Palmego. Olson był szefem zespołu profilowania w latach 1994–200162.

W Polsce za pierwszy profesjonalny profil uznaje się sporządzoną w roku 1986 przez Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie opinię dotyczącą zabójstwa kobiety w Dąbrowie Tarnowskiej63. Jednak już w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych podejmowane były próby budowania profili psychologicznych sprawców, między innymi przez obecnych profesorów Janusza Reykowskiego i Adama Frączka. Profil miał opisywać sylwetki psychologiczne sprawców głośnego niegdyś napadu na bank przy ulicy Jasnej w Warszawie w 1964 roku64. Następnie w roku 1965 sporządzono charakterystykę psychologiczną sprawcy „mordu nad Białuchą” w Krakowie65. Ofiarą była dwudziestoczteroletnia kobieta; jej ciało było obnażone, nosiło ślady licznych obrażeń. Profil zakładał, że sprawca będzie charakteryzował się rysem paranoidalnym i schizoidalnym. Okazał się nim były pielęgniarz cierpiący na zaburzenia psychiczne. W 1972 roku na zlecenie Prokuratury Generalnej T. Hanausek, Z. Bożyczko, A. Szwarc oraz T. Bilikiewicz i M. Ocheral przygotowali złożone opinie naukowe, kryminalistyczno-kryminologiczną oraz psychiatryczną. Pozwoliły one na wytypowanie sprawcy z niemal osiemdziesięcioprocentową trafnością cech. W tej sprawie przeprowadzono nawet konsultację z amerykańskim psychiatrą Jamesem Brusselem, który specjalnie przyleciał do Polski. Sprawcą okazał się Zdzisław Marchwicki66 (do dzisiaj jednak kwestionowana jest realna odpowiedzialność Marchwickiego za czyny, za które został skazany, i nie wiadomo, ile ofiar z serii Wampira z Zagłębia rzeczywiście zabił67, również Brussel oceniał, że Marchwicki „nie pasuje” psychologicznie do profilu Wampira). Następnie, w 1983 roku, w śledztwie oznaczonym kryptonimem „Skorpion”, dzięki inicjatywie kapitana Ryszarda Małaszka skorzystano ze specjalnego narzędzia, jakim była „ankieta wstępnego opracowania sylwetki psychologicznej mordercy”68. W roku 1994 profesor Gierowski sporządził opinię w celu „określenia psychologicznych przesłanek typowania sprawcy zabójstwa” do sprawy tzw. Inkasenta z Małopolski69. Był to właśnie profil kryminalny.

Z ubolewaniem trzeba zauważyć, że nadal nie ma w polskiej policji wyodrębnionych etatów dla profilerów. Profilowaniem zajmuje się albo psycholog policyjny, albo psycholog sądowy występujący w roli eksperta. W 2008 roku w Wydziale Dochodzeniowo-Śledczym Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku utworzono unikatowe w skali kraju stanowisko specjalisty ds. identyfikacji psychologicznej, które objęła Justyna Poznańska, według mnie najlepsza polska profilerka. Pracowała tam do 2016 roku, kiedy to przeszła do Komendy Głównej Policji, by pełnić funkcję koordynatora psychologów śledczych. Po około dwóch latach ­odeszła z policji i nadal wykonuje profile jako biegła sądowa.

W roku 2001 w polskiej policji sporządzono piętnaście profili sprawców, które zostały użyte na rzecz śledztwa70 (Bogdan Lach podaje, że było ich dziewiętnaście71). W oficjalnym podsumowaniu pracy psychologów policyjnych, sporządzonym w Komendzie Głównej Policji, w roku 2002 i 2003 wymienia się już około trzydziestu sporządzonych profili