Tysiąc saun - Katarzyna Michalczak - ebook + książka

Tysiąc saun ebook

Michalczak Katarzyna

0,0
14,90 zł

lub
Opis

Czytając pobieżnie nowy, drugi po świetnej Pamięci przyjęć, tom poetycki Katarzyny Michalczak, łatwo można by stwierdzić, że głównym bohaterem tych wierszy jest język. Ale to nieprawda: nie wolno dać się uwieść niezwykłej oryginalności samego obrazowania. To nie jest kuglarstwo, ale odważna i bezkompromisowa poezja, której bohaterami jesteśmy my – świadkowie i uczestnicy współczesności, otoczeni nadmiarem drobnych rekwizytów, przepracowujący traumy, pożądający kontaktu z wartościami i naturą, szarpani paroksyzmami mniej lub bardziej niestabilnych relacji, śniący.

jesteś zrobiony z kołdry i ze śniadań

z ostrego rżnięcia w krzakach. dzień nie jest

ciałem stałym, zgadzasz się ze mną. ze śniadań,

na których króluje jajko.

w ciemności myślisz, jak zrobić łóżko z ciała. a ja, że łóżko to oś.

– śpij, skarbie, jutro wcześnie wstajesz. – chcę jeszcze raz. jesteś

środkiem lata. jesteś obwiedziony złotą linią

za każdym razem, kiedy mnie dotykasz.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 19

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Opieka redakcyjna: KRZYSZTOF LISOWSKI
Korekta: EWELINA KOROSTYŃSKA, ANNA RUDNICKA
Projekt okładki i stron tytułowych: MIŁOSZ HOŁODY
Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ
© Copyright by Katarzyna Michalczak © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2020
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-07145-8
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

1. opowiadam lekarce jak bardzo boję się śniegu i o tym, że muchy są piękne i dostaję pszczołę w proszku. nie mam klucza od domu, więc potajemnie idę na pizzę. w szybie kelnerka zlewa się z klientką. kiedy klientka wchodzi, wchodzi z nią dziecko, które nie jest w kształcie dziecka. masz tatuaż pszczołę i tatuaż muchę. zrobiłeś je wiosną. „zaraz wracam, mamo. gdzie jesteś?” – „a, snuję się po okolicy”.

2. „jest pani owadem” – mówi lekarka. „to nic nie boli”.i bez uprzedzenia przebija mi pancerz. mój kaszelniesie się po całym metrze. chcę krzyczeć, ale nikt nie patrzy.zastanawiam się jak sobie poradzę, sama na Syberii.i dlaczego śniła mi się kobieta ubrana w butelkę.

sanatorium z Groupona

próbujemy się śmiać, ale wieje. potwornie

boli cię głowa. jakiś facet

wchodzi do morza po pas. – „co robicie?” –

– pytasz. – „szukamy bursztynów”. jakie ohydne

obiady dają nam w tym hotelu. coraz bardziej

wieje. szukają, lecz dlaczego

są tacy niemili? wracasz leżeć. gdybyśmy spali na jajku,

to wolałbyś żółtko czy białko?

zostaję sama i przestaje mnie boleć gardło.

idę na molo, jest żółte. leżę w słońcu w kurtce. emerytki

koloru mew.

kiedy wracam do ciebie, znajduję bursztyn. tak się cieszę.

przecież ja morzu oddałabym cały świat.

po Manifie

obżeram się truflami, to znaczy zjadam cztery.

zjadam też migdały w nugacie. Ewa mówi:

„weź to, niech na to nie patrzę”. boję się –

„babcia miała raka? moje nazwisko po mężu, w linii prostej

od hetmana” – mówi lekarka, jeżdżąc mi po cyckach ultra-

sonografem. „mopem trącają. niedługo zniszczą na amen,

prostaczki. ten aparat kosztuje tyle co dom”. boję się cukrzycy.

cukrzycy i białaczki. „klasizm, proszę pani?! ja proszę pani

pracę fizyczną znam. sprzątaczką byłam, krawcową, salową nawet

już po studiach. proszę się ubierać. nic tu pani nie ma.

tylko malutką torbiel, która wchłonąć się może lada dzień”.

latarkę pani ma?

Ewa, Boże, kazałaś mi okazać twoją piwnicę do pomiarów. wzięłam

ze sobą wiersz. kucnęłam pod komórką. pod dwadzieścia pięć

baba w kamizelce bordo. „co to za kartka? czy taką kartkę trzeba mieć? czekam

na pomiar tutaj cały dzień. o, wreszcie, proszę. mogłabym teraz

pana zamknąć, hehehe”. dwie sekundy. metr na metr. wzięłam ze sobą wiersz.

ruszyłyśmy na górę. „są jeszcze?” „mam już dosyć.

są w pierwszej klatce, niech pani leci. latarkę

pani ma?”. „ma pani dosyć?”. „tak, mam dosyć i bolą mnie kolana”. „do tych ostatnich

drzwiczek nie mam klucza, ale przecież

można je wyważyć?”.

jesteś zrobiony z kołdry i ze śniadań.

z ostrego rżnięcia w krzakach. dzień nie jest

ciałem stałym, zgadzasz się ze mną. ze śniadań,

na których króluje jajko.

w ciemności myślisz, jak zrobić łóżko z ciała. a ja, że łóżko to oś.

– śpij skarbie, jutro wcześnie wstajesz. – chcę jeszcze raz. jesteś

środkiem lata. jesteś obwiedziony złotą linią

za każdym razem, kiedy mnie dotykasz.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki