Tylko twoja - Monika Grzechowiak - ebook

Tylko twoja ebook

Monika Grzechowiak

4,1

Opis

Anna Roze, młoda, atrakcyjna blondynka, pracująca jako księgowa w jednej z największych firm budowlanych w Wielkopolsce, na jednym z firmowych spotkań poznaje bogatego i szalenie przystojnego Michela Blanca, właściciela potężnego imperium budowlanego i hotelarskiego we Francji. Mężczyzna od pierwszego momentu jest oczarowany jej urodą i delikatnością. Postanawia zrobić wszystko, by należała tylko do niego…

Nasycona namiętnością, władzą i intrygami powieść o miłości i pożądaniu. Czy Anna wytrzyma ciągłą kontrolę i kłamstwa? Czy sekret, który skrywa Michel, zatrzyma ją przy nim?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 261

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,1 (265 ocen)
139
55
43
19
9

Popularność




ROZDZIAŁ I 

Obudziłam się z potwornym bólem głowy, nie mogłam podnieść jej z poduszki, próbowałam przypomnieć sobie wczorajszy wieczór, ale na próżno.

Sięgając po tabletki przeciwbólowe, które leżały na nocnej szafce, usłyszałam krzyki dobiegające z korytarza. Niewątpliwie była to moja siostra, jej donośny i piskliwy głos potrafiłam rozpoznać z kilometra. Nim zdążyłam się podnieść, wpadła do mojej sypialni zapłakana.

– Co jest, Wiki? – zainteresowałam się, lekko unosząc głowę i spoglądając na nią. Rzadko płakała, więc byłam zdziwiona.

– Ten idiota Marcin… – szlochała – …stale ma do mnie pretensje! Zarzucił mi, że pieprzyłam się wczoraj z tym przystojnym obcokrajowcem, którego poznałam w klubie.

– Z przystojnym obcokrajowcem? – zapytałam rozkojarzona.

– Tylko mi, kurwa, nie mów, że nic nie pamiętasz!

– Nie bardzo, jeszcze nie doszłam do siebie, a do tego te wasze krzyki potęgują mój ból głowy – odparłam z ironicznym uśmiechem na twarzy.

– Nie pamiętasz czy nie chcesz pamiętać? Sama nieźle się zabawiałaś z wysokim, przystojnym Francuzem, który potem odwiózł cię do hotelu swoim wypasionym ferrari. – Spojrzała na mnie, jakby chciała się czegoś więcej dowiedzieć.

Niestety, ja miałam pustkę w głowie, przez pamięć przelatywały mi jedynie zamazane urywki wydarzeń.

– Dobrze wiesz, że lubię się bawić i nieraz zalać w trupa, ale ja go, kurwa, nigdy nie zdradziłam. Chociaż czasem żałuję – dodała tym razem z uśmiechem.

W trakcie naszej rozmowy uświadomiłam sobie, że cieszę się, iż jestem sama i nie muszę się nikomu spowiadać, bo pewnie miałabym teraz kaca moralnego. Mogłam robić, co chcę, i nikomu nie musiałam się tłumaczyć.

Po piętnastu minutach Wiki ochłonęła i oznajmiła, że idzie się przebrać. Fakt, wyglądała fatalnie: wygnieciona sukienka, potargane włosy i sine podkówki pod oczami.

– Za pół godziny widzę cię wyszykowaną, bo idziemy na lunch. Bez żadnych wymówek – dodała, zamykając za sobą drzwi.

Zawsze była władcza i lubiła kokietować facetów, w porównaniu ze mną nie miała problemu z nawiązywaniem kontaktów, choć ciągle tkwiła w związku z tym obleśnym Marcinem. Nie lubiłam go, wręcz nie cierpiałam. Gdy przypominałam sobie, że kiedyś ją pobił z zazdrości, to aż skręcało mnie w środku ze złości. Zasługiwała na kogoś lepszego, bardziej wartościowego.

Tabletki, które zażyłam, zaczęły działać, więc podniosłam tyłek z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki. Wzięłam gorący prysznic, po którym poczułam się znacznie lepiej. Kac mijał i wracałam do sił.

Owinięta w ręcznik udałam się w stronę walizek, by znaleźć coś odpowiedniego na niedzielny lunch. Włożyłam obcisłe dżinsy z dziurami, czarny top podkreślający moje dość duże piersi i oczywiście wysokie krwistoczerwone szpilki. Delikatny makijaż dodawał mi dziewczęcego uroku, a długie, rozpuszczone blond włosy wysmuklały moją twarz.

Po trzydziestu minutach byłam gotowa do wyjścia.

W torebce zawibrował telefon, dając znak, że otrzymałam wiadomość. Spojrzałam na wyświetlacz i zaniemówiłam. Czytając, czułam, jak uginają się pode mną nogi i robi mi się ciepło.

Można by się było wtobie zakochać.

 

Wiadomość była w języku angielskim, więc nie miałam wątpliwości, od kogo przyszła. Dałam mu swój numer telefonu? Boże, nie powinnam więcej pić!

Usilnie próbowałam odtworzyć wydarzenia z wczorajszego wieczoru, gdy nagle przypomniałam sobie twarz przystojnego obcokrajowca. Jego zielone oczy wwiercały się w moją pamięć, a na myśl o jego ponętnych ustach poczułam ciepło pomiędzy nogami, byłam mokra. Rany, co ja wyprawiam? Pukałam się w czoło, ale moje myśli dalej krążyły przy poznanym wczoraj przystojniaku.

– Kurwa, co ja robię? Myślę o kimś, kogo widziałam tylko raz i już więcej na pewno nie zobaczę.

Z rozmyślań wyrwała mnie moja siostra.

– Gotowa? – zapytała, zaglądając przez uchylone drzwi.

– Jasne, idziemy, bo jestem głodna jak wilk.

W hotelowej restauracji delektowałyśmy się wybitnie smacznymi rybami, obie je uwielbiałyśmy. Gdy byłyśmy dziećmi, nasz tata w każdy weekend wyjeżdżał na ryby i zawsze przywoził wspaniałe okazy. To było jego hobby. Na co dzień pracował jako stolarz w jednym z największych warsztatów w Poznaniu. Za to mama miała rękę do gotowania, za każdym razem przyrządzała przywiezione przez tatę ryby na przeróżne sposoby. Nasza mama nie pracowała zawodowo. Tata zajmował się utrzymywaniem rodziny, a mama wychowywała nas i dbała o dom.

– A gdzie Marcin? – zapytałam.

– Wrócił do Poznania. Stwierdził, że nie może na mnie patrzeć. – W głosie Wiki wyczułam poirytowanie. – Dwie lampki martini bianco – powiedziała do kelnera.

– Jeszcze nie zdążyłyśmy wytrzeźwieć, a tu kolejne wino? Okej, niech będzie. – Rozbawiona uniosłam brwi.

– O, w mordę! – rzuciła Wiki, zawieszając wzrok w jednym punkcie i nawet nie mrugając.

Obróciłam się do tyłu i dostrzegłam, jak do restauracji wchodzi młody, przystojny i niezwykle podniecający Francuz, z którym przetańczyłam wczoraj pół nocy. Byłam jak sparaliżowana, nie mogłam oderwać od niego oczu, gdy tylko mnie zauważył, ruszył w moją stronę. Towarzyszyło mu dwóch wysokich, dobrze zbudowanych, elegancko ubranych mężczyzn, on sam miał na sobie idealnie dopasowany garnitur w odcieniu szarości i lekko rozchyloną białą koszulę. Widok był bardzo kuszący. W myślach oblizywałam i zaciskałam wargi. Moja podświadomość mdlała.

– Dzień dobry, Anno – powiedział, nachylając się i całując mnie powoli w policzek.

Czułam, jak krew odpływa mi z twarzy, nie mogłam wydusić z siebie słowa, po czym skinęłam tylko głową. – Wyspałaś się? – dodał z cwaniackim uśmiechem.

Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć.

Obrócił się w stronę mojej siostry i podając jej rękę, przedstawił się:

– Jestem Michel, nie wiem, czy mnie pamiętasz.

– Wiktoria – powiedziała moja siostra, podając mu dłoń. – Bardzo mi miło. Niezbyt dużo pamiętam z wczorajszego wieczoru, ale akurat ciebie zapamiętałam.

Okazało się, że nie tylko mnie wpadł w oko, ale nic w tym dziwnego, był zabójczo przystojny. Piękna, wyrzeźbiona talia, seksowne pośladki i długie nogi.

– Miło panie znów widzieć. Niestety, nie mogę spędzić z wami teraz więcej czasu, obowiązki wzywają. – Uśmiechnął się nonszalancko, po czym dyskretnie nachylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha: – Do zobaczenia, młoda.

Odszedł od naszego stolika, spoglądając na mnie jeszcze przez chwilę.

Skąd wiedział, jak do mnie mówią? – pomyślałam.

– Uuu… Widzę, że ktoś tu komuś wpadł w oko. Chociaż temu, co stał za Michelem, obciągnęłabym nawet tutaj – dodała Wiki, śliniąc się jak rottweiler i zaciskając nogi.

– Jesteś obrzydliwą suką – rzuciłam z rozbawieniem.

Popołudnie spędziłyśmy, spacerując po gdańskim molo, wpatrywałyśmy się w morze i wspominałyśmy wszystkie wspólne chwile, a było ich dużo. Byłyśmy nierozłączne. Rodzice od dziecka uczyli nas wzajemnej miłości i szacunku. Wiedzieli, że kiedy ich zabraknie, będziemy miały tylko siebie.

Co jakiś czas zatrzymywałyśmy się przy nadmorskich knajpkach, by napić się schłodzonego wina i podziwiać wyjątkowo spokojny Bałtyk. Promienie słońca muskały nasze ramiona i roześmiane buzie. Czułyśmy się błogo.

O szesnastej byłyśmy już gotowe do drogi powrotnej do Poznania. Ja musiałam być następnego dnia wcześnie rano w pracy, a moja siostra musiała wrócić do usługiwania swojemu apodyktycznemu chłopakowi.

Po powrocie do swojego mieszkania mogłam odetchnąć i odpocząć, postanowiłam wziąć długą, gorącą kąpiel w wannie pełnej piany i aromatycznego olejku. Zrzuciłam z siebie ubrania, zostawiając je na podłodze, weszłam do wanny i zanurzyłam zmęczone ciało w gorącej wodzie.

Przed oczami wciąż miałam piękną twarz wysokiego Francuza. Zielone oczy, ponętne usta i lekko opadające na czoło kasztanowe włosy… Nie mogłam wymazać tego widoku. Czułam jego gorący oddech na mojej szyi, a przypominając sobie jego delikatny głos, czułam, jak po moim ciele rozchodzi się pożądanie. Już dawno nikt tak na mnie nie działał.

Po godzinie leżenia, już w zimnej wodzie, wynurzyłam odmoczone ciało, owinęłam w miękki szlafrok i od razu skierowałam się do łóżka. Zmęczona podróżą i weekendowymi atrakcjami położyłam się i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

***

Podszedł do mnie, delikatnie odsunął moje włosy do tyłu. Patrzył mi prosto w oczy, a ja nie miałam siły się sprzeciwić. Jednym sprawnym ruchem wtargnął do mych ust swoim śliskim językiem. Namiętnie, ale jednocześnie łapczywie smakował i badał mój język. Tak bardzo go pragnęłam. Uwalniając moje usta, bym mogła nabrać powietrza, nosem trącał moje policzki, co jakiś czas przygryzając moją dolną wargę. Jego ręce błądziły po moich plecach, schodząc coraz niżej, aż dotarły do pośladków. Zacisnął na nich silne dłonie, przytulając mnie mocniej do siebie. Stałam bez ruchu, poddając mu się i pozwalając, by zrobił ze mną wszystko, na co ma ochotę. Pomału ściągnął mi spodnie razem z koronkowymi majtkami, nie odrywał oczu od moich. Wstał z kolan, ocierał swoim ciałem o moje, popchnął mnie na łóżko, rozchylając uda. Delikatnie zaczął lizać ich wewnętrzną stronę coraz wyżej i wyżej… aż dotarł do mojej łechtaczki. Jęknęłam. Fala pożądania przeszyła moje ciało, czułam, jak rozpadam się na tysiąc kawałków, to było takie przyjemne. Chciałam więcej!

Jego ruchy były coraz szybsze i mocniejsze. Lizał i ssał moją cipkę jak opętany, jakby nie mógł się nasycić. Biodra falowały w rytm jego namiętnego języka, który dawał mi rozkosz.

Podniósł się i obrócił mnie tyłem do siebie.

– Jesteś taka piękna – wyszeptał mi do ucha. – Będę cię pieprzył całą noc. – Jedną ręką przygniótł mnie do łóżka tak, że twarz wtuliłam w poduszkę. Chwycił mnie za biodra, uniósł i przysunął do siebie. Po chwili poczułam jego erekcję na swoich pośladkach, zaczęłam się wić, wyginać plecy w łuk i cicho pojękiwać. Nim zdążyłam nabrać powietrza, jednym sprawnym ruchem wszedł we mnie, pomału wsuwał się i wysuwał. Jęczałam z rozkoszy. Z każdą chwilą pragnęłam go coraz bardziej, coraz mocniej. Mój oddech przyśpieszał, a mięśnie zaczynały coraz bardziej drżeć. Nagle poczułam ciepło rozpływające się po moim pośladku, kiedy dostałam potężnego klapsa. Czułam, że dłużej nie dam rady powstrzymywać się przed tą rozkoszą. Mięśnie mocno się zacisnęły, a orgazm wybuchł we mnie jak wulkan. Opadałam z sił.

Michel wyszedł ze mnie i obrócił mnie na plecy.

– Jeszcze raz, młoda. – Ponownie wsunął we mnie swojego nabrzmiałego kutasa. Językiem zataczał kółka wokół moich sutków, lekko je przygryzając. Jego ruchy były coraz szybsze i mocniejsze. Opierając się na łokciach, cały czas na mnie patrzył, chciał widzieć, jak dochodzę. Wchodził coraz mocniej, zacisnęłam oczy i przez rozchylone usta próbowałam łapać tlen. Moje dłonie powędrowały w stronę jego pośladków, złapałam za nie mocno, wbijając w nie paznokcie. Jęczał cicho. Starał się powstrzymać wybuch podniecenia.

– Mocniej, Michel. Proszę.

Pieprzył mnie tak ostro, że moje ciało nie miało już siły, by powstrzymywać kolejny orgazm. Doszłam, głośno jęcząc i wypowiadając jego imię.

On również doszedł, długo i intensywnie szczytując.

– To jeszcze nie koniec, młoda… – oświadczył z szelmowskim uśmiechem.

***

Obudziłam się cała mokra i spocona. Uśmiechałam się sama do siebie. Już dawno nie przeżyłam tak intensywnego snu. Wgapiałam się w sufit, zastanawiając się, co ja wyprawiam. Nie znam go i nawet dobrze nie pamiętam, bo byłam zbyt pijana, a od dwóch dni o nikim innym nie myślę. Ma w sobie coś pociągającego, coś magnetycznego. To spojrzenie i te wilgotne, duże usta potrafią wciągnąć w świat wyobraźni.

Spojrzałam na zegarek, który wskazywał kwadrans po szóstej, więc miałam jeszcze dużo czasu, by przyszykować się do pracy. Po wzięciu prysznica zrobiłam delikatny makijaż, a włosy lekko podkręciłam. Włożyłam białą koszulę i ołówkową szarą spódnicę z wysokim stanem, a do tego klasyczne czarne szpilki na bardzo wysokim obcasie. Kocham szpilki! Nie wyobrażam sobie bez nich życia.

Trochę czasu zajęło mi znalezienie kluczyków do auta. Niestety, roztrzepanie było moją bolączką – zawsze czegoś szukałam i dostawałam przy tym białej gorączki. Przeklinałam sama siebie i tłumaczyłam sobie, że to już ostatni raz.

Po chwili byłam już na parkingu, gdzie stał mój ukochany ford. Uwielbiałam duże, przestronne auta, bo czułam się w nich bezpiecznie i pewnie.

Za pięć ósma zaparkowałam pod firmą Budamex, w której od sześciu lat pracowałam jako księgowa. Budynek miał sześć pięter, był cały oszklony, z imponującym wejściem opartym na dwóch potężnych filarach. Za obrotowymi drzwiami rozciągał się duży hol, a na wprost znajdowała się długa lada, za którą stały dwie młode dziewczyny przyjmujące interesantów. Kryształowe żyrandole dodawały elegancji szaremu otoczeniu.

Skierowałam się do windy. Po chwili byłam już na szóstym piętrze, na którym pracowałam. Przywitałam się z moją koleżanką Moniką, opowiedziałam jej z grubsza, jak przebiegło piątkowe spotkanie w Gdańsku, i przekazałam kilka dokumentów.

– Anno! – usłyszałam głos dobiegający z drugiego końca korytarza. W moim kierunku zmierzała szefowa z uśmiechem od ucha do ucha.

Emma miała pięćdziesiąt lat, była bardzo elegancką kobietą o niebieskich oczach z niebywale długimi rzęsami. Pomimo jej stanowczego zachowania była niezwykle miła i sympatyczna, kochała dobre jedzenie i szampana. Nasza współpraca od początku układała się bardzo dobrze, dogadywałyśmy się właściwie we wszystkich kwestiach i zawsze mogła na mnie liczyć, co bardzo sobie ceniła.

– Anno, twoje piątkowe spotkanie z naszymi kontrahentami w Gdańsku wyszło wspaniale, dostaliśmy nowe propozycje zawarcia umów z przedsiębiorcami z Francji. Jesteś niesamowita! Jak tego dokonałaś? – wykrzykiwała z ogromnym uśmiechem, ukazując równe białe zęby.

Pomyślałam, że lepiej będzie, jeśli oszczędzę jej szczegółów, zwłaszcza że sama za dużo ich nie pamiętałam.

– Dziś o godzinie piętnastej swoją obecnością zaszczyci nas właściciel dużej francuskiej firmy Michel Blanc.

Na te słowa poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg, zrobiło mi się słabo, co nie umknęło uwadze Emmy.

– Anno, wszystko okej?

– Tak, przepraszam, zakręciło mi się w głowie, pewnie dlatego, że nie zdążyłam wypić rano kawy. – Starałam się ukryć moje zszokowanie.

– Rozumiem, w takim razie poproś Monikę, by zrobiła dwie kawy, dla mnie espresso. Dzisiaj zajmij się tylko przygotowaniem pełnej listy naszych usług i wykazu cen, wszystkie dokumenty muszą być w języku angielskim.

– Oczywiście, przygotuję wszystko przed piętnastą – zapowiedziałam i odeszłam w stronę swojego biurka wciąż na miękkich nogach.

Przez następne dwie godziny nie mogłam się skupić na pracy, wciąż miałam przed oczami obrazy z hotelowej restauracji w Gdańsku i mój perwersyjny sen. Wiedziałam, że muszę się skoncentrować, bo szefowa na mnie liczy, a współpraca z przystojnym Francuzem może przynieść naszej firmie ogromne zyski.

Przed godziną piętnastą wszystkie dokumenty miałam już gotowe i ułożone na biurku w teczce z logo firmy Budamex. Podniosłam do ust filiżankę zimnej już kawy, gdy nagle usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi windy. Nerwowo zaczęłam łapać powietrze, a moje ciało znów było jak sparaliżowane. Znany mi już mężczyzna skierował się w moją stronę. Czułam, że zaraz się przewrócę, moje policzki zrobiły się czerwone, a do oczu napłynęła fala pożądania. Okładałam się w myślach po twarzy, próbując zachować spokój i profesjonalizm.

Wariatko, ogarnij się! To facet jak każdy inny!

Zza sąsiednich drzwi wyłoniła się moja szefowa, rozpromieniona i pełna nadziei, na przywitanie wyciągnęła rękę do naszego gościa.

– Witamy, panie Blanc. Miło nam gościć pana w Polsce – rzekła, a następnie zerkając na mnie, kontynuowała: – Moja księgowa i prawa ręka, Anna.

Podałam mu dłoń, a on spojrzał mi głęboko w oczy, jakby chciał coś z nich wyczytać. Elektryzował mnie, onieśmielał.

– Tak, mieliśmy przyjemność poznać się w piątek w Gdańsku. Miło mi cię widzieć ponownie, Anno.

– Pana również. – Zabierając swoją dłoń, odwróciłam wzrok w stronę Emmy, wręczyłam jej teczkę z dokumentami i wróciłam do biurka.

Po chwili zniknęli za drzwiami sali konferencyjnej.

Opadłam na krzesło, chwytając haust powietrza. Co się ze mną dzieje? Jeszcze żaden mężczyzna tak na mnie nie działał. Poczułam, że muszę wyjść na zewnątrz, nie mogłam uspokoić szaleńczego rytmu serca.

Przez obrotowe drzwi dosłownie wypadłam na dwór. Przed wejściem stał ochroniarz z naszego biura, paląc papierosa. Niewiele myśląc, podeszłam do niego, prosząc, by mnie poczęstował. Popatrzył na mnie zdziwiony, ponieważ wiedział, że nie palę, ale bez słowa wyjął z kieszeni paczkę żółtych cameli. Nie wahałam się. Paliłam jak oszalała, dusząc się i kaszląc, jakbym miała wypluć płuca. Zgasiłam to świństwo. Stałam tak jeszcze przez kilka, może kilkanaście minut, sama już nie wiem. Doprowadzałam się do porządku. Głęboko oddychałam, starając się uspokoić.

Gdy otworzyły się drzwi windy, znów go ujrzałam.

– Lubisz na mnie wpadać, co? – zapytał.

Niechciane rumieńce ponownie pojawiły się na moich policzkach.

– Odnoszę wrażenie, że to pan mnie śledzi, panie Blanc.

Nachylił się nade mną i wyszeptał:

– Będziesz moja, zobaczysz, młoda.

Tego już było za wiele, uśmiechnęłam się z lekką pogardą i wsiadłam do windy. Nie spuszczał ze mnie wzroku, dopóki drzwi się nie zamknęły.

Co on sobie myśli? To, że jest przystojny i bogaty, nie daje mu prawa, by mówić do mnie w ten sposób. Burak!

Lekko rozdrażniona i oburzona wysiadłam na swoim piętrze, dostrzegłam szefową, która dosłownie skakała z radości i niczym sarna biegła w moim kierunku.

– Widzę, że spotkanie zakończyło się sukcesem.

– Anno! Wszystko poszło idealnie, a nawet lepiej. Pan Blanc zaproponował, bym wysłała cię do Francji, do jego firmy na staż, będziemy mieli wtedy jeszcze większe możliwości prowadzenia wspólnych interesów, pozyskamy nowych kontrahentów. Co ty na to?

W pierwszej chwili myślałam, że się przesłyszałam, ale widząc szczęśliwą minę Emmy, wiedziałam, że mówi poważnie i raczej nie spodziewa się odmowy.

– A kto zastąpi mnie tutaj? Na jak długo muszę jechać? – zapytałam zszokowana.

– Nic się nie martw, poradzimy sobie we dwie z Moniką, pojedziesz tylko na pół roku.

– Sama nie wiem. A co zrobię z Wiktorią? Wiesz, że nigdy nie rozstajemy się na tak długo.

– Kochana, dostaniesz służbowe mieszkanie, siostra może do ciebie przylecieć. To jest ogromna szansa i dla ciebie, i dla naszej firmy.

Kurwa! Czułam, jakby ktoś postawił mnie pod ścianą i za chwilę miał mnie rozstrzelać.

– Okej, ale robię to tylko dlatego, że cię lubię. – Uśmiechnęłam się, zastanawiając się, co ja w ogóle wyprawiam. Chyba zwariowałam!

– Super! Wiedziałam, że zawsze mogę na ciebie liczyć. W takim razie twój wyjazd jest pojutrze, na miejscu będziesz miała zapewniony apartament oraz samochód. Zabierzesz firmowy laptop. Monika będzie codziennie przesyłać ci materiały i sporządzać notatki.

Pojutrze? To chyba żart! Już nie wiem, kto tu bardziej zwariował. Ja, że się zgodziłam na ten durny wyjazd, czy ona, wysyłając mnie tam? Marzyłam, żeby ten dzień już się skończył. Czułam, że cały ten niecny plan to sprawka Francuza. Specjalnie chce ściągnąć mnie do siebie, zapewne, by zaliczyć Polkę. Pewnie znudziło mu się bzykanie Francuzek. Baran!

– Już ja ci pokażę, Francuziku! Na nic się nie zdadzą twoje podchody – mamrotałam pod nosem, wkurzona.

Następnego dnia nie jechałam do pracy, Emma się uparła, żebym wzięła wolne, porządnie się wyspała i przygotowała do wyjazdu.

Zadzwoniłam do siostry, by wpadła zjeść ze mną obiad. Nie musiałam długo jej namawiać. Punkt czternasta trzydzieści rozległo się pukanie do drzwi. Stała w nich Wiki wyglądająca jak seksbomba: czarna sukienka z odkrytymi plecami, boskie złote szpilki, a w ręku pasująca do butów kopertówka.

– Hej, kochana, wchodź, obiad już jest gotowy.

– Młoda, co się dzieje? Przez telefon brzmiałaś, jakbyś właśnie miała orgazm.

Zawahałam się z odpowiedzią, ale nie miałam wyjścia, musiałam jej przecież powiedzieć.

– Wyjeżdżam do Francji na staż. Jutro.

– Co ty pierdolisz, młoda? – zapytała wściekła, nie spodziewała się takiego obrotu sprawy.

Wiedziałam, że jej to nie na rękę, w końcu byłyśmy bardzo zżyte. Właściwie wszystkie wakacje czy krótkie wyjazdy spędzałyśmy razem.

– Chcesz tak po prostu mnie tu zostawić? Jak ty to sobie wyobrażasz?

– Wiesz, że nie chcę cię zostawiać, ale to dla mnie ogromna szansa, a poza tym nie miałam serca odmówić szefowej. Będę pracować w firmie Michela… – Nie zdążyłam dokończyć, kiedy Wiki warknęła:

– Co? U tego Francuza? – Jej oczy świeciły jak żarówki. – Mmmm… Czy tylko w biurze będziesz pracować?

– Pierdol się, Wiki – rzuciłam oburzona. Wszystko potrafiła sprowadzić do jednego: seksu.

– Ja od razu bym mu obciągnęła. Jeszcze zanim weszłabym do biura! – Patrzyła na mnie wściekła i jednocześnie roześmiana.

– Jesteś nienormalna! – wybuchnęłam.

Opowiedziałam jej, co zaszło w biurze. Zaproponowałam nawet, by pojechała ze mną. Niestety, jej odmowa wcale mnie nie zaskoczyła. Nasza rozmowa przeciągnęła się do późnych godzin, nie obyło się bez butelki wina i dogryzania na temat przystojnego obcokrajowca.

Chociaż moje myśli krążyły wokół niego, to strasznie mnie irytował. Był bezczelny i zbyt pewny siebie. Ale… był też bardzo pociągający i podniecający. Kobieto! Opamiętaj się! Lubczyku się najadłaś czy co? Linczowała mnie moja podświadomość.

Pożegnałyśmy się ze łzami w oczach, dla żadnej z nas nie było to łatwe, ale obiecałam, że w miarę możliwości będę się z nią jak najczęściej kontaktować na WhatsAppie.

– Masz dzwonić, a jak nie, to cię tam znajdę – powiedziała, grożąc mi palcem, a potem zamknęła za sobą drzwi.

Opadłam na włochaty dywan. Co mi jest? Może jestem chora? To wszystko jego wina! Dość! Nie będę o nim więcej myśleć, jadę tam do pracy, przeżyję to zasrane pół roku i wracam. Dam radę!

ROZDZIAŁ II

Obudziły mnie czerwcowe promienie słońca wpadające przez okno do mojej sypialni. Zerwałam się na równe nogi podekscytowana wyjazdem, nigdy nie byłam we Francji, w końcu będę miała okazję ją zwiedzić. Ta myśl wywoływała uśmiech na mojej twarzy. Natomiast myśl, że będę codziennie widywać Michela, ścinała mnie z nóg. Sprawnie przygotowałam się do wyjazdu: prysznic, makijaż, strój, szybkie śniadanie. O dziwo, dzisiaj niczego nie musiałam szukać, wszystko miałam na swoim miejscu. Byłam gotowa!

Odprawę przeszłam nadzwyczaj szybko, co bardzo mnie zdziwiło. Miła brunetka, szczupłej budowy i z oszałamiająco długimi nogami, podeszła do mnie, informując, że prywatny samolot pana Blanca czeka na moje przybycie. Moja mina musiała być bezcenna, bo patrząc na brunetkę, czułam jej rozbawienie.

Przy schodach prowadzących na pokład samolotu czekało dwóch atrakcyjnych, wysokich, dobrze zbudowanych mężczyzn. Nienagannie ubrani w czarne garnitury i białe koszule, okulary przeciwsłoneczne na nosie i po jednej słuchawce w uchu każdego z nich. Gdyby dołożyć czarny płaszcz, wyglądaliby jak z filmu Matrix. Jeden z nich odebrał ode mnie bagaże, natomiast drugi dłonią wskazał wejście na pokład.

Po wejściu do samolotu przywitała mnie młodziutka, bardzo skromna stewardesa. Dziewczyna o bladej cerze, z długimi blond włosami spiętymi w wysoki kok oraz błękitnymi oczami miała nie więcej niż dwadzieścia pięć lat. Była bardzo miła, aż za bardzo. Wskazała mi miejsce na białej skórzanej kanapie, kazała zapiąć pas i zapytała, czy czegoś się napiję.

– Poproszę lampkę białego półsłodkiego wina.

– Oczywiście. Zaraz przyniosę.

Na drewnianej ławie, która stała równolegle do kanapy, leżała koperta zaadresowana do mnie: Anna Roze. Otworzyłam ją z ciekawością.

Droga Anno, chcąc zapewnić Ci bezpieczeństwo, zmieniłem twój lot na lot moim prywatnym samolotem. Mam nadzieję, że nie będziesz mi miała tego za złe.

Masz do dyspozycji moich profesjonalnych pracowników. Stewardesa Stefanie postara się umilić ci lot, adwóch moich ochroniarzy, którzy lecą ztobą, po wylądowaniu zawiezie cię do twojego apartamentu.

 

Życzę miłego lotu, młoda

Michel Blanc

 

Z jednej strony byłam mu wdzięczna za ten gest, lecz z drugiej poczułam się osaczona.

Cały lot przespałam. Nie bardzo lubiłam latać samolotami.

Gdy trochę zaspana, z włosami w nieładzie, opuściłam pokład, dostrzegłam dwa czarne mercedesy GLC z przyciemnianymi szybami zaparkowane na płycie małego lotniska. Zapewne również było jego prywatne. Ochrona Michela sprawnie przepakowała moje bagaże do auta, po czym chwilę później byliśmy już w drodze do mojego apartamentu.

Dwóch mięśniaków siedzących z przodu nie było zbyt rozmownych. Gdy próbowałam ich wypytać o ciekawe miejsca w mieście, wręczyli mi mapę z opisem niemal każdego budynku. Po prostu bomba! Nie wiem, kto bardziej się ośmieszył. Ja, zadając dość oczywiste pytanie, czy oni, wyskakując ze swoją mapą.

Widoki zapierały dech w piersi, przepiękne stare budynki skąpane były w promieniach słońca, palmy lekko falowały na delikatnym wietrze, a w powietrzu unosił się zapach świeżej bryzy. Nie mogłam się napatrzeć. Byłam zachwycona podobnie jak wcześniej na widok Michela.

Po dwudziestu minutach dotarliśmy do podziemnego garażu. Imponujący hol był cały oświetlony kryształowymi żyrandolami, a długi korytarz prowadził do windy, którą wyjechaliśmy na trzecie piętro. Otworzyłam drzwi mieszkania i zaniemówiłam. Przed moimi oczami ukazał się ogromny salon połączony z kuchnią, miał chyba ze sto metrów kwadratowych, wnętrze było minimalistyczne, lecz przyjemne. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające piękne pejzaże. W każdym rogu pomieszczenia stały ogromne wazony z kwiatami, a duże podłogowe płytki w kolorze mlecznej czekolady odbijały przytłumione światło kryształowych żyrandoli. Białe meble kuchenne wykonane były z drzewa dębowego, z blatami w kolorze zbliżonym do lśniącej podłogi. Na środku usytuowana była kuchenna wyspa, do której dostawiono cztery wysokie krzesła.

W salonie stała narożna skórzana kanapa, na wprost niej dębowa ława, a pod nią leżał śnieżnobiały dywan z długim włosem. Ogromny telewizor zajmował znaczną część białej ściany. Pod nim znajdowała się biało-brązowa komoda, ozdobnie rzeźbiona.

Następnym pomieszczeniem była sypialnia z ogromnym łóżkiem wspartym na potężnych kolumnach, na którym rozrzucono kilkanaście czarno-białych poduszek. Miejsce w narożniku zajmowała urocza toaletka z dużym lustrem i… nowymi kosmetykami poukładanymi w małych koszyczkach. Na wprost łóżka dostrzegłam podwójne drzwi. Złapałam za klamkę i z ciekawością zajrzałam do środka. Była to garderoba wypełniona po sam sufit nowymi ubraniami i butami, co bardzo mnie zdziwiło. Po co mi tyle ciuchów? Wszystkie miały metki, sięgnęłam po jedną, a cena, którą zobaczyłam, zwaliła mnie z nóg. Tysiąc dwieście euro. Absurd! Za kawałek atłasowego materiału. On chyba zwariował! Myśli, że sobie mnie kupi?

Następne drzwi prowadziły na taras, z którego rozciągał się widok na Morze Śródziemne. Od razu zakochałam się w Nicei. Błękitne morze, zielone palmy i złocisty piasek. Tak! To było zdecydowanie coś dla mnie. Morze i słońce.

W łazience przylegającej do sypialni znajdowała się wanna z hydromasażem, a w narożniku obok oszklona kabina prysznicowa ze wszystkimi biczami wodnymi. Przy wejściu na ścianie były dwie ogromne umywalki, a całość zdobiło lustro w złotej ramie. Czułam się jak księżniczka.

Po obejrzeniu całego apartamentu wróciłam do salonu, stały tam już moje bagaże, ale po mało rozmownych ochroniarzach ślad zaginął… Odetchnęłam z ulgą.

Przeszłam do kuchni, bo mój żołądek wołał o coś do zjedzenia. Otworzyłam lodówkę – była wypełniona po brzegi samymi pysznościami. Najpierw jednak udałam się do łazienki, żeby wziąć szybki prysznic. Owinięta w ręcznik usiadłam na miękkiej kanapie w salonie i na chwilę przymknęłam oczy.

– Dzień dobry, Anno.

Przerażona, otworzyłam oczy. Na fotelu obok siedział Michel i mnie obserwował. Miał na sobie białą koszulę z długim rękawem i ciemne dżinsy.

– Co ty, u licha, tu robisz? – zapytałam i spojrzałam na niego oburzona.

– Przyszedłem sprawdzić, jak się zaaklimatyzowałaś i czy czegoś nie potrzebujesz.

– Skąd miałeś klucze? – syczałam wkurzona.

– Kochana, to mój apartament, więc mam do niego klucze, a teraz masz je i ty.

Zerknęłam kątem oka na siebie: wciąż byłam owinięta w ręcznik, spod którego dużo było widać. Zbyt dużo.

Siedział naprzeciwko i patrzył na mnie, przygryzając dolną wargę, a w jego oczach widać było pożądanie i chęć posiadania mnie.

Był taki przystojny… Czułam, że gdyby teraz do mnie podszedł, nie miałabym siły mu się oprzeć.

– Napijesz się kawy?

– Tak, poproszę – odpowiedziałam lekko zdegustowana tą sytuacją.

Odszedł w stronę kuchni, a ja obserwowałam jego ciało, szerokie, umięśnione ramiona, seksowną pupę, wysportowane długie nogi – widać było, że dużo ćwiczy. Gdy tak gapiłam się na niego, naszła mnie ochota, by podejść i rzucić mu się na szyję.

Ogarnij się, Anno! – krzyczałam w myślach na siebie i stawiałam się do pionu.

Pośpiesznie wstałam z kanapy, dosłownie uciekając do sypialni. Zrzuciłam ręcznik na podłogę, w kilka sekund znalazłam ulubiony dres z Adidasa, wskoczyłam w niego, nie miałam czasu na szukanie bielizny. Upięłam włosy w niedbały kok i wróciłam do salonu. Kawa była już gotowa.

– Nawet w dresie wyglądasz zmysłowo.

Cholerne rumieńce po raz kolejny pojawiły się na mojej twarzy. Spuściłam wzrok.

Podszedł do mnie, jedną ręką objął w pasie, drugą chwycił za brodę i uniósł moją twarz tak, bym zmuszona była na niego patrzeć.

– Zrobię wszystko, żebyś była moja, tylko moja.

Stałam jak wmurowana. Nie miałam siły się sprzeciwić, gdy nagle wtargnął językiem do moich ust, odpłynęłam. Nie protestowałam, lecz wręcz przeciwnie – poddałam się tej rozkoszy. Pięknie pachniał pożądaniem i drogimi perfumami. Przygryzał moje wargi, pośpiesznie mnie całując, coraz głębiej wciskał język w moje usta.

– Cudownie smakujesz, młoda.

Odepchnęłam go od siebie. Opamiętałam się. Stałam chwilę nieruchomo, starałam się przetrawić to, co właśnie się wydarzyło. Co ja wyprawiam?

– Przestań, Michel. Jakim prawem mnie dotykasz? Jakim prawem w ogóle wszedłeś do mieszkania, wiedząc, że tu jestem?

Ponownie zrobił dwa kroki do przodu i znów był blisko mnie. Za blisko.

– Powiedz, że nie poczułaś do mnie tego samego, co ja do ciebie… Od pierwszego dnia, gdy cię zobaczyłem, poczułem chęć, by mieć cię tylko dla siebie. – Jego dłonie pomału pieściły moje policzki, odruchowo zamknęłam oczy, przekręciłam twarz na bok, dociskając ją tym samym do gorących dłoni.

– Proszę, Michel.

– Chcesz jeszcze?

– Nie znasz mnie ani ja ciebie. Nie można tak po prostu kogoś chcieć – próbowałam wybrnąć z tej dziwnej sytuacji.

– Będziemy mieć dużo czasu, by się poznać. – Chyba wyczuł moją niepewność, odsunął się, chwycił mnie za rękę i poprowadził do kuchni. – Koniec tych rozmów, teraz musisz coś zjeść – powiedział, wyjmując z lodówki paletę serów, oliwki, wędliny. Na blacie leżały już croissanty i stała moja kawa z mlekiem. O tak, moje zbawienie! Kawa!

Był troskliwy, momentami zapominałam się, wlepiałam w niego ogromne oczy i się przyglądałam.

– Skąd wiesz, że mówią do mnie młoda? – zapytałam, unosząc zaciekawiona brwi.

– Wiem o tobie więcej, niż ci się zdaje, Anno. Kiedyś ci wyjaśnię, teraz jedz. O jedenastej mój ochroniarz podstawi twoje auto do garażu podziemnego. Przyniesie ci do mieszkania kluczyki, więc proszę, żebyś wpuściła go do środka.

– Auto również jest od ciebie?

– Tak, dużo rzeczy będziesz dostawać ode mnie, więc się przyzwyczaj – odparł z taką miną, że nie mogłam zaprotestować. Chyba nie miałoby to nawet sensu.

– O czternastej przyjadę po ciebie i zabiorę cię na wycieczkę po Nicei. Teraz muszę lecieć, młoda. Mam trochę spraw do załatwienia.

Pocałował mnie ostrożnie w czoło i wyszedł. Tak po prostu wyszedł. Zadowolony i uśmiechnięty.

Głupia ty! Głupia! – powtarzałam w myślach.

Siedziałam jeszcze przez chwilę na stołku barowym w kuchni i zastanawiałam się, czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy może tylko mi się śni. Onieśmiela mnie i jednocześnie irytuje.

Zabrałam walizki do garderoby, ciągnąc je za sobą jak worki ziemniaków. Długo się nie zastanawiałam, wpadłam w górę ciuchów i ciesząc się jak mała dziewczynka, zaczęłam wybierać strój na wycieczkę po Nicei.

Włożyłam krótką czarną sukienkę Dolce & Gabbana, wiązaną w pasie, ze złotymi wstawkami na ramionach oraz białe sandałki na koturnie Prady. Włosy upięłam wysoko i zrobiłam lekki makijaż. Muszę przyznać, że sama sobie się podobałam.

Punktualnie o czternastej zadzwonił Michel, informując mnie, że czeka przed wejściem do budynku. Podekscytowana chwyciłam małą czarną kopertówkę i ruszyłam na dół.

Spokojnie, młoda, to tylko wycieczka, zwykłe spotkanie!

Nicea była skąpana w gorących promieniach słońca, było około trzydziestu pięciu stopni, wiał przyjemny wiaterek otulający skórę.

Michel stał przy dużym jeepie, otworzył tylne drzwi i pomógł mi wsiąść do auta. Obszedł samochód dookoła i usiadł na tylnej kanapie obok mnie, chwytając moją rękę.

Nie dotykaj mnie, błagam, bo dostanę palpitacji serca! Nie mogę się przy tobie skupić – mówiłam w myślach.

– Jean, możemy ruszać – zwrócił się do kierowcy.

Ten tylko skinął głową, odpalił silnik, po czym włączył się do ruchu.

Wysiedliśmy na starym mieście. Michel oprowadzał mnie wąskimi uliczkami miasta, opowiadając wszystkie szczegóły z nim związane. Uśmiechałam się i momentami ukradkiem na niego zerkałam.

Następną atrakcją był plac Masséna, na którym tętniło życie. Mnóstwo turystów, rozbawionych dzieci i zakochanych par przechadzało się po placu, na którym właśnie odbywał się koncert. Z zafascynowaniem podziwiałam piękne, stare budynki i wszystkie wąskie kamienne uliczki zapełnione zwiedzającymi.

Po kilku godzinach, gdy upał trochę zelżał, Michel zabrał mnie na Lazurowe Wybrzeże. Spacerowaliśmy po gorącym piasku wpatrzeni w spokojne morze. Ani na chwilę nie puścił mojej dłoni, którą co jakiś czas obsypywał pocałunkami.

Przy plaży znajdowała się ekskluzywna restauracja, do której wybraliśmy się na kolację. Wnętrze było bardzo przyjemne, na każdym stole stał wazon pełen czerwonych róż, obicia krzeseł były białe tak jak obrusy na stołach. Dach był cały oszklony, by wieczorami można było podziwiać rozgwieżdżone niebo.

– Poprosimy dwie sałatki nicejskie oraz dwie lampki chardonnay bourgogne – rzekł Michel do kelnera, oddając mu nasze menu.

– Dlaczego ściągnąłeś mnie do Francji?

– Chcę, żebyś miała większą możliwość rozwijania swoich umiejętności, bo wiem, że jesteś dobra w tym, co robisz. A poza tym mówiłem ci już, że pragnę, abyś była moja.

Zaczęłam przekładać nogę na nogę, czując zawstydzenie. Był bardzo onieśmielający, a zarazem władczy i bardzo pewny siebie.

– Czy to ty mnie odwiozłeś do hotelu po imprezie w Gdańsku?

– Tak, poinformowałem twoją siostrę, że cię odwiozę, bo ledwo stałaś na nogach. Ona została z moim kuzynem Jérémiem.

– I to ty mnie położyłeś do łóżka?