Tylko smutek jest piękny. Opowieść o Mieczysławie Koszu - Krzysztof Karpiński - ebook

Tylko smutek jest piękny. Opowieść o Mieczysławie Koszu ebook

Krzysztof Karpiński

4,3

Opis

Między pięknem muzyki a tragedią życia. Pierwsza pełna biografia Mieczysława Kosza

Mieczysław Kosz – cudowne dziecko, talent muzyczny światowego formatu, niewidomy pianista zmarły tragicznie w wieku 29 lat. Oto nowe, rozszerzone wydanie pierwszej, kultowej wśród fanów jazzu biografii legendarnego pianisty. To właśnie książka Krzysztofa Karpińskiego Tylko smutek jest piękny… zainspirowała Macieja Pieprzycę do stworzenia głośnego filmu Ikar. Legenda Mietka Kosza, który zdobył aż sześć nagród na 44. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni.

Kosz był niewidomy od wczesnego dzieciństwa. Wszystko, co osiągnął, zawdzięcza swojej pasji do muzyki. Grał, zarabiając na życie, koncertował, komponował, odbierał nagrody. Świat otwierał się na jego muzykę. Wielokrotnie porównywano go do Billa Evansa.

Pamiętają o nim lubelskie Roztocze, Kraków, Zakopane i Warszawa. Pamiętają miłośnicy jazzu.

W ostatni dzień maja 1973 roku pianista wypadł z okna swojego mieszkania i zginął na miejscu. Do dziś nie wiadomo, czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy samobójstwo, ale Krzysztof Karpiński – rozmawiając z przyjaciółmi i współpracownikami Kosza – pomaga nam zrozumieć przyczyny tej tragedii.

Postać Mieczysława Kosza jest tajemnicza i zagadkowa. Jego naturalny talent rozbłysnął zachwycającym światłem, ale Kosz zapłacił za niego najwyższą możliwą cenę, jakby potwierdzając słowa Komedy, który uważał, że jazz jest grą bardzo niebezpieczną i bezlitosną, w której kładziesz na szali własne życie.

Leszek Możdżer

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 216

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




© Copyright by Krzysztof Karpiński © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2019
Opieka redakcyjna: LUCYNA KOWALIK
Redakcja: ANNA PAWLIKOWSKA
Opracowanie graficzne wersji papierowej: ROBERT KLEEMANN
Korekta: MARIA WOLAŃCZYK, KRZYSZTOF LISOWSKI, MAŁGORZATA WÓJCIK, MARIA ROLA
Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-06799-4
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.
.
.

Późne popołudnie. Z okna trzeciego piętra budynku przy ulicy Pięknej w Warszawie wypadł mężczyzna. Natychmiast pojawiła się karetka pogotowia ratunkowego, ale tuż po godzinie osiemnastej lekarz stwierdził zgon. Przyczyną były poważne, rozległe obrażenia głowy, kończyn i narządów wewnętrznych. Niezwłocznie – jak w każdym wypadku nagłej śmierci – przeprowadzono postępowanie wyjaśniające. Prokurator nie stwierdził działania osób trzecich.Tragicznie zmarłym był Mieczysław Kosz, młody, niezwykle muzykalny i utalentowany, bezgranicznie wrażliwy niewidomy pianista.

.
.

Roztocze to malowniczy region Lubelszczyzny. Tutaj we wsi Antoniówka w gminie Krynice, około 15 kilometrów od Tomaszowa Lubelskiego, w dniu 10 lutego 1944 roku urodził się Mieczysław Kosz.

Nikt wtedy nie mógł przypuszczać, że zostanie on muzykiem jazzowym i że jego życie będzie aż tak krótkie.

Był późnym dzieckiem powtórnego małżeństwa czterdziestotrzyletniej Agaty i pięćdziesięcioletniego Stanisława Kosza. Miał dwóch przyrodnich braci – Jana (ur. 1919) i Edwarda (ur. 1922) Kyciów, starszych od niego o pokolenie.

Małżeństwo rodziców Mieczysława nie było udane. Ojciec nie darzył miłością swego syna, wręcz niezbyt się nim interesował. Warunki życia były trudne. W jednej izbie żyły trzy rodziny – łącznie szesnaście osób. Wraz z Koszami i ich dzieckiem mieszkali tam brat i szwagier Agaty ze swoimi rodzinami.

Jan Kyć, przyrodni brat Mieczysława Kosza, 1984.

Ciężkie warunki życia z pewnością miały wpływ na zdrowie małego Mieczysława i być może one też sprawiły, że jego choroba oczu ujawniła się na tyle późno, że ostatecznie spowodowała utratę wzroku. Brak jakiejkolwiek dokumentacji lekarskiej uniemożliwia ustalenie, czy była to zaćma, czy może jaskra wrodzona. W Wojewódzkim Archiwum Państwowym w Lublinie, gdzie przechowywane są tego rodzaju dokumenty, nie ma historii jego choroby. Najbliżsi Kosza twierdzą, że przyczyną jego ślepoty była katarakta oraz związana z nią nieudana operacja. Matka wprawdzie dość wcześnie zauważyła pierwsze objawy choroby, ale nie miała środków ani czasu, by syna leczyć. Dopiero zimą 1946 lub 1947 roku, czyli około jego trzecich urodzin, pojechała z nim do Lublina, gdzie przeprowadzono operację. Okazało się, że nie przyniosła ona poprawy.

W 1946 roku z niewoli niemieckiej powrócił starszy o dwadzieścia lat przyrodni brat małego Miecia, Jan, który stopniowo stawał się jego najbliższym opiekunem. W miarę możliwości troszczył się o zdrowie chłopca, jeździł z nim do lekarzy w Zamościu i Lublinie. Jednak mimo tych starań wzrok Mietka nie poprawiał się.

Stosunki między rodzicami nie układały się dobrze. Przyczyną tego był niespotykanie obojętny, a nawet niechętny stosunek Stanisława Kosza do syna. W rodzinie zapamiętano na przykład to, że ojciec nie tylko nie przestrzegał pooperacyjnych zaleceń lekarza, jak konieczność zasłaniania okien i stopniowego przyzwyczajania oczu dziecka do ostrego dziennego światła, ale wręcz postępował wbrew tym wskazaniom.

Wspomina się też, jak pewnego razu ojciec zamknął maleńkie niedowidzące dziecko w stajni razem z końmi. Nikt nie wie, dlaczego to zrobił. Ale właśnie takie zdarzenia stały się między innymi przyczyną rozwodu rodziców Kosza. Od tej chwili opiekowała się nim wyłącznie matka oraz Jan Kyć, który wziął także na swoje barki utrzymanie rodziny.

Wspominając dzieciństwo, Kosz opowiadał, że utkwiły mu w pamięci wiejskie zabawy, na które czasem zabierała go matka oraz jej śpiew – miała ładny i dźwięczny głos. Śpiewała nawet w chórze parafialnym w Tarnawatce, który był znany w okolicy, występowała także w niedalekim Krasnobrodzie. Zasłyszana w dzieciństwie muzyka, przeważnie ludowa, pozostała na zawsze w jego pamięci.

Zdrowiem chłopca zainteresował się w tym czasie założyciel chóru, miejscowy proboszcz ks. Tadeusz Boguta, bardzo ważna postać w życiu lokalnej społeczności. Pozostawał w bliskim kontakcie ze swoimi parafianami, znał ich problemy i potrzeby. W 1949 roku, kiedy mały Mietek skończył pięć lat, pomógł umieścić go w przedszkolu Zakładu dla Niewidomych w Laskach, gdzie chłopiec spędził prawie trzy lata otoczony troskliwą opieką i ciepłem. Po tylu przeciwnościach losu do Mietka uśmiechnęło się szczęście.

Gdy pewnego dnia niewidome i niedowidzące przedszkolaki jak zwykle poszły ze swoim opiekunem na spacer, wychowawca zauważył, że jeden z chłopców stuka patykiem w drewniany słup telefoniczny, a potem z zainteresowaniem wsłuchuje się w rezonujące dźwięki. To właśnie był Mietek Kosz. Dzięki tej obserwacji nauczyciele zorientowali się, że ma on dobry słuch. Wykazywał też inne uzdolnienia.

W tej samej placówce przebywał wówczas także Andrzej Kowalski, dziś prawnik zamieszkały w Warszawie: „Z Mietkiem chodziłem do przedszkola i pierwszej klasy szkoły podstawowej dla dzieci niewidomych w Laskach. Wakacje spędzaliśmy zazwyczaj na koloniach w Sobieszewie. Przypominam sobie, że kiedyś dzieci w prezencie od dyrekcji przedszkola otrzymały swetry, które zamiast guzików miały małe dzwonki. Mietek bardzo się ucieszył tym swetrem, a największą przyjemność sprawiał mu dźwięk dzwonków.

Już wtedy miał bardzo dobry słuch, a poza tym zdolności recytatorskie. Jako uczeń pierwszej klasy występował nawet w szkolnym teatrzyku. W 1951 roku, gdy byliśmy już w pierwszej klasie, przyjechała z Krakowa komisja i troje dzieci – Mietka Kosza, Cześka Kurka i Sabinę Kozioł – zakwalifikowano do szkoły muzycznej”.

W ten sposób chłopiec trafił do Krakowa, gdzie w 1952 roku odbywały się pierwsze egzaminy do tworzonej właśnie Państwowej Szkoły Muzycznej dla Dzieci Niewidomych przy ul. Józefińskiej, założonej przez krakowskiego pedagoga Juliusza Webera. Bohaterem reportażu na jej temat, który ukazał się w krakowskiej prasie, był właśnie Miecio Kosz:

„Gdy nadchodzi wieczór, [Mietek] siada w najdalszym kącie i na swej harmonijce, przywiezionej jeszcze z rodzinnej wiejskiej chaty, wygrywa jakieś melodie – stare, nie wiadomo gdzie i kiedy zasłyszane i nowe – swoje własne.

– Chłopak ma talent, warto go uczyć muzyki – mówią nauczyciele. Toteż gdy ukazuje się okólnik Ministerstwa Oświaty: wszystkie muzykalne dzieci niewidome skierować na egzamin wstępny do powstającej szkoły muzycznej dla niewidomych – zapada w Laskach decyzja: Wyślemy Kosza, niech pokaże, co potrafi. I tak oto 8-letni Mietek znalazł się 23 czerwca ze swymi kolegami na sali egzaminacyjnej w krakowskiej podstawowej szkole dla niewidomych. Długi stół, w rogu pokoju zamiast tablicy – czarny błyszczący fortepian; profesor J. Weber, przewodniczący komisji egzaminacyjnej, podprowadza chłopca pod ramię do instrumentu.

Egzamin trwa krótko: sprawdzenie pamięci słuchowej (powtórzenie melodii zagranej na fortepianie) i próba poczucia rytmu – kilka klaśnięć w dłoń, które trzeba dokładnie powtórzyć. Na tym koniec.

Profesorzy uśmiechają się z życzliwą aprobatą: dobrze, bardzo dobrze. Ale Mietek nie widzi tych uśmiechów, toteż wstając od fortepianu pyta z lekkim niepokojem w głosie: – Czy zdałem?

A gdy pada odpowiedź potwierdzająca, chłopiec z wrodzoną sobie bezpośredniością reaguje na radosną wiadomość: podskakuje wysoko w górę, obejmuje prof. Webera za szyję; zachowuje się tak, jak chyba żaden jeszcze zdający nie zachowywał się podczas egzaminu. Jeszcze od drzwi odwraca się i upewnia. – To znaczy, że we wrześniu mogę przyjechać? Przywiozę swą harmonijkę, dobrze?”[1].

Placówka ta – jako jedyna wówczas w Polsce – powstała dzięki kilkuletnim doświadczeniom kształcenia muzycznego w Publicznej Szkole Specjalnej dla Dzieci Niewidomych. Mietek Kosz był jednym z pierwszych dziesięciu uczniów.

Szkoła realizowała specjalnie dostosowany program edukacji podstawowej, a oprócz tego kurs szkoły muzycznej.

Początkowo Kosz został przyjęty do klasy skrzypiec. Był jednak zbyt wątły, by sobie poradzić z tym instrumentem, wyniki w nauce miał więc słabe. Nauczyciele zaczęli się nawet zastanawiać, czy przypadkiem komisja się nie pomyliła, kierując go do szkoły muzycznej. Gdy jednak chłopiec zaczął lekcje fortepianu, nikt już wkrótce nie miał co do tego żadnych wątpliwości – Mietek okazał się wyjątkowo zdolny.

Były uczeń tej szkoły Andrzej Troczyński, dawny kolega Kosza, masażysta w warszawskim klubie sportowym Polonia, wspominał: „Mitia, bo tak nazywaliśmy Mietka, początkowo był w klasie skrzypiec, ale nie za bardzo mu szło i niezbyt lubił ten instrument, dlatego przeniesiono go do klasy fortepianu. Mietek był trochę starszy ode mnie, ale w tych warunkach lokalowych nie było mowy o ścisłym podziale na klasy.

Ćwiczyliśmy wszędzie – w salach, sypialni, a nawet łazienkach. Mieszkaliśmy na górze w pokojach wieloosobowych, w każdym takim pokoju było pianino, na którym można było ćwiczyć. Po odrobieniu lekcji wolny czas spędzaliśmy na grach sportowych, czasem odbywały się potańcówki, na których między innymi grał Mietek. Pamiętam, że już wtedy lubił jazz i znakomicie synkopował. Muszę powiedzieć, że uznawano go w szkole za wyjątkowy talent. Był osobistością i dlatego jemu wyjątkowo na to pozwalano. Był nieduży i szczupły, ręce miał także drobne, ale za to bardzo elastyczne. Potrafił wziąć w akordzie decymę, a nawet duodecymę”.

Szkoła w polskiej rzeczywistości stanowiła nowość, stąd zaciekawienie, które budziła w ówczesnej prasie. W grudniu 1953 roku w „Tygodniku Powszechnym” ukazał się reportaż Oskara Stefańskiego, opisujący zarówno stosowane tam metody pracy, jak i nadzieje, które wiązano z edukacją muzyczną ociemniałych dzieci. Nadzieje te pokładano między innymi w takich niewidomych artystach jak Edwin Kowalik, przygotowujący się właśnie do startu w Konkursie Chopinowskim, czy Imre Ungár, który w tymże konkursie w 1932 roku zdobył drugą nagrodę. Reporterowi tygodnika rzucił się w oczy „Miecio Kosz z drugiej klasy, urwis jakich mało, [który] jako imię harmoniczne posiada trójdźwięk molowy, [co] nie bardzo licuje z jego rezolutnością i żywym charakterem”. Musiał się wtedy jeszcze zapewne męczyć ze skrzypcami, gdyż w klasie fortepianu rolę „pokazowego” ucznia odgrywa jeszcze Zygmuś Pochopień[2].

Mieczysław Kosz, 1954.

Dyrektor szkoły Maria Janik nie miała wątpliwości, że: „matce ciężko było rozstać się z ukochanym synem i pozostawić go wśród obcych ludzi, lecz jej nastawienie zmieniło się, gdy zobaczyła, że Mietek znalazł kolegów, polubił nauczycieli, uczy się wielu rzeczy, których ona nie potrafiłaby mu przekazać”[3].

Z nauką w szkołach muzycznych nieodłącznie wiążą się uczniowskie popisy i koncerty. Mietek po raz pierwszy wystąpił publicznie jeszcze w Laskach, w pierwszej klasie podstawówki, w szkolnym przedstawieniu dla niewidomych kolegów. W Krakowie także brał udział w wielu imprezach szkolnych. Wystąpił między innymi w słynnej Floriance, auli Wyższej Szkoły Muzycznej (Basztowa 8), na otwartym dla publiczności popisie wybranych uczniów szkoły podstawowej. Występy uczniów musiały być udane, skoro utkwiły w pamięci profesor Witeszczakowej. Talent Kosza jako ucznia podstawowej szkoły muzycznej doceniali jednak nie tylko krakowscy koledzy i grono nauczycielskie. Oto wspomnienie mgr Zofii Dudrówny, wykładowcy Akademii Muzycznej w Krakowie: „Z Mieciem Koszem zetknęłam się w szkole muzycznej dla dzieci niewidomych. Jak do tego doszło... Po moim dyplomie w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej zostałam zaangażowana do Filharmonii Krakowskiej jako solistka i akompaniatorka w audycjach szkolnych, lecz po roku zrezygnowałam, aby przenieść się do Szkoły Muzycznej dla Dzieci Niewidomych. Już wtedy Miecio jako kilkunastoletni chłopiec potrafił przepięknie improwizować, dobierając z największą łatwością przejścia harmoniczne zaskakująco oryginalne, co świadczyło o jego nieprzeciętnej wyobraźni i muzykalności. Po pięciu latach pracy w tej szkole otrzymałam z Paryża za pośrednictwem UNESCO zaproszenie na wyjazd w celu wymiany doświadczeń do największego Instytutu dla Niewidomych we Francji – Institution Nationale pour les Jeunes Aveugles (56 Boulevard des Invalides). W krakowskim radiu został nagrany chór i orkiestra z naszej szkoły, a jako najważniejszy punkt programu na zakończenie Miecio Kosz, uczeń ostatniej klasy, wykonał Impromptu As-dur Schuberta. W utworze tym ujawniła się cała głębia jego talentu. Grał tak pięknie, że trudno go było słuchać bez wzruszenia.

Do Paryża wyjechałam w styczniu 1960 roku. Oczywiście z największym zachwytem spotkał się utwór grany przez Miecia Kosza. Dyrektor instytutu uznał referat wraz z nagraniami za tak interesujący, że dał mi listy polecające do zakładów dla niewidomych w Lyonie i Marsylii. Wszędzie zainteresowanie i chęć kontaktu z naszą szkołą były równie żywe. Zachęciło mnie to do wyjazdu do Włoch. W rzymskim Instytucie St. Alessio ówczesny dyrektor p. Antonini tak zachwycił się nagraniami Miecia, że pragnął zaprosić go na kilka miesięcy do swojego instytutu oraz dał mi list polecający do instytutu w Mediolanie, gdzie spotkałam się z taką samą serdecznością. W drodze powrotnej miałam jeszcze okazję nawiązać kontakt ze Związkiem Niewidomych w Zurychu oraz zatrzymać się w Innsbrucku, gdzie swój referat wraz z nagraniami zaprezentowałam w tamtejszej szkole dla dzieci niewidomych. Muzyka nagrana na taśmie, a zwłaszcza wzruszające wykonanie Schuberta przez Miecia Kosza otwierały mi wszędzie drzwi i serca. W Krakowie ówczesne kuratorium obojętnie potraktowało całą sprawę i nikt nie pojechał z Mieciem Koszem na zaproszenie dyrektora rzymskiego instytutu. A szkoda, bo może losy tego wybitnie utalentowanego chłopca ułożyłyby się inaczej”[4].

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Źródła ilustracji

Fotografie i dokumenty – jeśli nie oznaczono inaczej – pochodzą z archiwum autora.

Strona

18

Mieczysław Kosz. Fot. Marian Sanecki. Arch. „Jazz Forum”.

20

Jan Kyć, przyrodni brat Mieczysława Kosza, 1984. Fot. autor.

26

Mieczysław Kosz, 1954.

Przypisy

ŻYCIE: DROGA DO MUZYKI

[1] M. Rudziński, Niewidomy Mietek zostanie muzykiem, „Dziennik Polski” 1952, nr 157 ( 2 VIII).

[2] O. Stefański, Droga do odzyskanej radości, „Tygodnik Powszechny”, R.IX, 1953, nr 31 (347) (13 XII), s. 5.

[3] List Marii Janik do autora z 1974 r.

[4] List prywatny z 1985 r.