Trylogia klimatyczna - Thomas Köck  - ebook

Trylogia klimatyczna ebook

Thomas Köck

0,0

Opis

Pierwsza część „Trylogii klimatycznej – raj.potop”, zalewa widzów potopem obrazów i słów, opowiadając wstrząsająco o rabunkowej gospodarce ziemi przez człowieka, która niszczy środowisko naturalne.

Bohaterami „raju.głodu” jest trójka ludzi głodna komunikowania się, poczucia wspólnoty i bliskości. W „raju.zabawie” pociąg gna przez Europę. Konduktor zawiadamia pasażerów o opóźnieniu pociągu i ostrzega, że „w Europie już nikt na nikogo nie czeka”....


Thomas Köck opisał wyzyskiwanie planety i zamieszkujących ją ludzi, począwszy od brazylijskiej „gorączki kauczukowej” w połowie XIX wieku, aż po grożący nam z powodu ocieplenia klimatu potop, i sięgając do czasów, gdy Słońce przestanie świecić i zmieni się w supernową.


„Szukając inspiracji autora, recenzenci często wspominają Heinera Müllera i jego Textflächen, długie fragmenty tekstu przypominające raczej prozę niż dramat. Zresztą współczesną i bliższą chyba Köckowi autorką stosującą ten zabieg jest Elfriede Jelinek (jej teksty uznawane są dziś za sztandarowy przykład tej techniki pisarskiej), z którą, zdaniem krytyków, łączy Köcka także specyficzne poczucie humoru. [...] Na Trylogię można patrzeć jak na dzieło totalne, badające granice zarówno naszej cywilizacji, jak i samego teatru jako medium.”

Ze wstępu Jacka Kaduczaka, tłumacza

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 264

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Trylogia klimatyczna

Klimatrilogie

Thomas Köck

Trylogia klimatyczna

Klimatrilogie

przekład:

Jacek Kaduczak

Laudacja Rebekki Kricheldorf wygłoszona z okazji przyznania Thomasowi Köckowi nagrody im. Kleista w 2016 roku za raj potop Trylogia klimatyczna

Szanowni Goście, drogi Thomasie!

Choć nie jestem szczególnie doświadczoną jurorką i tylko kilka razy byłam członkinią takiego grona, już po raz drugi mam to szczęście, że mogę wręczyć nagrodę temu samemu autorowi. Sytuacja ta może wynikać tylko z trzech rzeczy. Po pierwsze, mroczne siły zza kulis pociągają za odpowiednie sznurki. Po drugie, przekupstwo. Albo, po trzecie, chroniczna genialność autora. Ponieważ nie wierzę w mroczne siły ani nie jestem Fifą, może chodzić tylko o to ostatnie.

Pamiętam przebieg obrad jury Nagrody Dramaturgicznej Miasta Osnabrück, którą Thomas Köck otrzymał za swoją debiutancką sztukę Po tamtej stronie Fukuyamy ( Jenseits von Fukuyama). W pewnym momencie inny juror tak opisał koncepcję tego utworu: „Ktoś się bardzo daleko wychylił z okna”. Pomyślałam: tak właśnie, wreszcie ktoś, kto się wychyla z okna, a nie ostrożnie zerka przez szybę spoza na wpół za-ciągniętych zasłon. Nie, ktoś wreszcie szeroko otwiera okno i wychyla się z niego tak bardzo, że prawie traci równowagę. Ale tylko prawie.

Thomas Köck już wtedy chciał wszystkiego, a przynajmniej dużo, dużo więcej i dużo szerzej niż większość innych.

Podczas lektury recenzji raju potopu uderza prawie jednomyślny zachwyt. Jednak te pochwały są bardzo marsowej natury. Sztuka bywa określana jako „kolos”, „imponujące dzieło”, „potężny wir”, albo „tekst potwór”. Czyta się, że tekst jest „wykrzyczany” i „niezmierzony”. Jest też mowa o „przeciążeniu jako zasadzie estetycznej i politycznej”. Pewien krytyk stwierdził nawet, że podczas lektury słyszał „szum i huk Wagnerowskiego Pierścienia Nibelungów”.

Ktoś, kto nie zna sztuki, musi wyobrażać sobie coś ogromnego, prze-rażającego, nieprzezwyciężonego, wielkiego niczym słoń i budzącego nabożny strach. Tak pisze krytyk, któremu nie udało się jeszcze ujarz-mić tekstu, jakby był on jakąś bestią, która odmawia poddania się tresurze na cyrkowej arenie, która wymaga mistrzowskiego tresera w złotej klatce teatralności.

Trylogia klimatyczna

Trudno pozbyć się wrażenia, że teatr boi się tej sztuki. To strach podnoszący poziom adrenaliny, ale jednak strach. Słychać określenia typu: „fantastyczna, ale nie do wystawienia”. Albo stwierdzenia, że sam tekst wystarczy, niepotrzebna mu scena, że można ewentualnie zrobić z niego słuchowisko… Tu aż się prosi o dygresję na temat generalnej nieufności, jaką w niemieckich teatrach budzi ponadprzeciętnie dobrze napisany tekst, z logicznie nasuwającym się pytaniem, czy teatry może wolałyby gorzej napisane teksty, które da się wystawić z mniejszymi trudnościami i oporem. Ale to byłaby zbyt daleko idąca konstatacja.

Wróćmy raczej do sztuki: w przypadku raju potopu można już mówić o krótkiej historii klęsk performatywnych. Sztuka powstała na zlecenie teatru w Osnabrücku, jednak tamtejszą „prapremierę” szybko prze-chrzczono na „choreografię na podstawie sztuki o tym samym tytule”, co raczej nie wróży nic dobrego. Potem prapremierę przygotowaną w teatrze w Moguncji jednogłośnie uznano za nieudaną. Teraz mamy możliwość przekonać się, czy trzecia próba reżyserska Marie Bues wreszcie pozwoli zrozumieć ten tekst, bo zobaczymy dziś gościnny występ teatru Rampe ze Stuttgartu.

Ale czy ta sztuka to rzeczywiście niespotykana potworność, niedo-rzeczność, „tekst potwór”? Chwyćmy więc tego potwora z szaloną od-wagą za kark, by pokazał nam swoją prawdziwą twarz. Proszę bardzo, oto raj potop: pierwsza część Trylogii klimatycznej, której druga część, raj głód, została już napisana i wystawiona. Trzecia jeszcze nie istnieje.

Sztuka zaczyna się od wykalkulowanej przesady: w często już cytowa-nym spisie występujących osób autor zaleca, by obok wyczerpanego zespołu tanecznego i tonącej orkiestry symfonicznej wystąpiły też źle zapamiętane wspomnienia i niewidzialna ręka rynku pojedynkująca się z niewidzialną ręką autora.

Potem przesuwamy się po dwóch liniach akcji i motywie wiodącym wzdłuż historii wyzysku. Motywem jest tu surowy kauczuk, którego pozyskiwanie pokazane jest jako grzech założycielski kapitalizmu, którego konsekwencje odczuwamy do dzisiaj.

6 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna

Najpierw śledzimy finansowy upadek rodziny od lat 90. do nie-dawnej przeszłości. Trzypokoleniowy dramolet, określany przez Köcka jako „tableau vivant późnej nowoczesności ”, na rozwinięcie którego autor potrzebuje zaledwie trzech scen. Te sceny mówią nam więcej o mającym podłoże ekonomiczne kryzysie współczesnej rodziny niż niektóre współczesne pełnowymiarowe dramaty rodzinne. Poprzez postać tancerki, walczącej o przetrwanie dzięki pracom dorywczym, także teatralna machina wyzysku dostała to, co się jej należało.

Potem niewidzialna ręka autora rzuca nas w XIX wiek, do Manaus w Brazylii, do brytyjsko-niemieckiej stacji handlowej, w sam środek mrocznego wyzysku kolonialnego. Poznajemy tam stosujących tortury baronów gumowych, którzy prawo do istnienia natury, którą niszczą, przeciwstawiają naturalnym prawom rynku. Walczy z nimi dzielny człowiek, architekt i idealista, Felix Nachtigal, który ma w dżungli wybudować operę, staje jednak po stronie uciskanych Indian.

Ten XIX wiek, mimo licznych historycznych odnośników, nie jest poważnie potraktowaną wyprawą w przeszłość, został bowiem prze-puszczony przez maszynkę do mięsa współczesności: wprawdzie ko-lonizatorzy noszą szykowny tweed, ale uaktualniają też swój status.

Oto mroczna straż przednia kapitalizmu, która jednak robi też sobie zdecydowanie późnokapitalistyczne selfie. U Köcka nie tak łatwo oddzielić fakt od fake’a. Ponad tak zwaną autentyczność stawia on zawsze tak zwaną prawdę. Co znamienne, swoją sztukę kudlich (anachronistyczna bitwa lalek) opatruje cytatem z Hansa Kudlicha, chłopskiego przywódcy z 1840 roku w Austrii, od którego nazwiska pochodzi tytuł

utworu. Jego ukształtowanym przez popkulturę rówieśnikom cytat ten może się jednak wydać raczej fragmentem piosenki zespołu Tocotronic. Gdy tylko zaczniemy się zastanawiać, czy Tocotronic ściągał

z kudlicha, zaraz wpadamy w pułapkę Köckowego fortelu fałszywego przypisywania cytatów.

Ale wróćmy do „tekstu potwora”. Dramat bardzo szybko zagęszcza swoje pesymistyczne linie akcji i mocniej zaciska pętlę na szyjach po-6 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna

staci. Gorzki koniec rodziny nuklearnej: ojciec, który kiedyś był „wolnym jak ptak mechanikiem”, decyduje się na założenie firmy, zostaje ze swoimi oponami i umiera w biedzie i demencji w szpitalu. Córka, znękana tymi wydarzeniami i zakażona neoliberalizmem, sprzedaje dom rodziców i oddaje matkę do domu opieki. W Amazonii pięknoduch Nachtigal ponosi klęskę z powodu chciwości kontrahentów i własnej paternalistycznej despotyczności. Te bogate w wydarzenia sceny prze-rywane są złowieszczym potopem rzeczy, niosącym ze sobą wszystko: wyrzucone na brzeg morza skrawki sensów, fragmenty obrazów, zde-gradowane biografie, losy ofiar, pojęcia i definicje. Niosącym też ten czy inny rynek. A brzmi to tak:

z tego potopu rzeczy wyłania się teraz rynek (…)

rynek liże ciężko wypada z

staje dęba

potop silne wiry to mi dopiero rynek

powiększa się i

robi co chce dzieli

Przy zanurzaniu boski potop znów płoszy:

obszary kryzysowe w niechronologicznym porządkupo czym następują interwencje humanitarnejedna po drugiej ze skrzydłami samolotowymi państwem prawai jego mokrym grobem

na horyzoncie pękają góry lodowe i topią się lodowcepowstają rysy pęknięcia kłótnie

kryzysy w związku jak okiem sięgnąć

bo rynek ta stara świnia gra na idiotach jak na skrzypcachz trudnością płoszy się i pieni wśród fal 8 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 9

Rynek wydaje się tu dość antropomorficzny, wręcz zdaje się być tym potworem, którym jakoby jest opisujący go język; to rynek, który staje dęba i opada w spienionych falach, przeciwko któremu nie jest chyba w stanie wyrosnąć żadna roślina. Czy na pewno? Dalej w sztuce:

z potopu rzeczy wyłaniają się spłoszone wspomnieniabez właścicieli

źle opowiedziane historie i

dawno zapomniane możliwości

jedyna roślina

która wyrosła wbrew rynkowi i sile jego wyobraźni Kto bowiem znajdzie się w tym przykrym położeniu, że będzie musiał zwalczać rynek – a sądzę, że wszystkich nas to kiedyś spotka

– niech zapamięta Köckową broń: wspomnienia bez właścicieli, źle opowiedziane historie i dawno zapomniane możliwości.

Pierwsze i ostatnie słowa w sztuce należą jednak do dwóch starych kobiet o imionach dobrze określających ich role: Przez Proroctwo Zapo-mniana i Przez Prognozy Przeoczona. Post-mojry, które nonszalancko wyjaśniają, że przyszłość jest już za nami, bo Słońce już dawno temu wybuchło. Nim wypalą ostatniego papierosa, jeszcze szybko wyznają sobie miłość i smutno stoczą się ze sceny w swoich kapsułach klimatycznych.

Ten tekst idzie daleko i bywa niekompletny. Ale czy ten tekst to potwór?

Może i jest wielowarstwowy, nasycony treścią i imponujący językowo. Ale na pewno nie jest jednym: nie jest potworem. Na to jest zbyt subtelnie skomponowany. To prawdziwa „zbłąkana symfonia”, jak mówi podtytuł. Nie tylko informacje o tempie wskazują na jego muzyczność, ale także samo brzmienie i rytm języka. Tekst do mówienia. Tekst do grania. Tekst do śpiewania. Tekst do tańczenia. Tak 8 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 9

wiele możliwości, gdyby tylko ktoś miał dość odwagi. Proszę więc, drogi teatrze, zadaj sobie trochę trudu!

Thomas Köck panuje nad zorkiestrowanym przez siebie potopem obrazów aż po ostatnią odważną metaforę. Łączy tę na pozór dowolnie zestawioną kotłowaninę skrawków narracji w wielką, dokładnie prze-myślaną całość. Nie zaskakuje, że autor jest muzycznie zsocjalizowany, jak czytamy w jego biografii. Ach, te biografie autorów. Co musimy, powinniśmy, możemy wiedzieć o Thomasie Köcku? Pochodzi z miejsca, gdzie dramaturdzy światowej klasy rosną na drzewach, czyli z Austrii.

A dokładniej z Górnej Austrii, ze Steyru, gdzie urodził się w 1986 roku.

Studiował filozofię, literaturoznawstwo i pisanie sceniczne w Wiedniu i Berlinie. Zgarnął już trochę nagród i stypendiów, poza już wymienio-nymi Nagrodę Dramaturgiczną im. �l

� s

l e

s La

L s

a k

s e

k r

e -

r S

- c

S h

c ü

h l

ü e

l r

e ,r st

s y

t p

y e

p n

e d

n i

d u

i m

um

im. Thomasa

Thomasa Bernharda

Bernharda teatru

teatru regionalneg

r

o

egionalnego w Linzu

Linzu i Wiedeńskie

Wiedeńskie

Stypendium Dramaturgiczne. Gdybym była post-mojrą, prorokowała-bym, że dostanie jeszcze Nagrodę im. Hermanna Lenza, stypendium Villi Massimo i Nagrodę Dramaturgiczną Miasta Mülheim1. Jego naj-nowsza sztuka, kudlich (anachronistyczna bitwa lalek), będzie miała prapremierę w listopadzie w Wiedniu2. Jak sam mówi, jego rozumienie teatru ukształtował taniec. W ostatnim sezonie Thomas Köck był

dramaturgiem rezydentem Teatru Narodowego w Mannheim. Pisze nie tylko sztuki, ale też krótkie formy dotyczące alarmującej sytuacji politycznej, na przykład na facebookowej stronie Nazis und Goldmund

– Poesie gegen Rechts ( Naziści i Złote Usta – Poezja Przeciw Prawicy).

Prowadzi też blog toterpraktikant ( martwypraktykant). I tyle. Resztę proszę sobie samemu wyguglować.

1

W tym wypadku proroctwo spełniło się dwukrotnie. Thomas Köck dostał tę nagrodę w 2018 roku za trzecią część Trylogii klimatycznej, a w 2019 roku za sztukę atlas.

(przyp. tłum.)

2 Prapremiera w Schauspielhaus Wien odbyła się 25 listopada 2016 roku. (przyp.

tłum.)

Mowa tu o sezonie 2015/2016. (przyp. tłum.)

10 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 11

Wróćmy do „tekstu potwora”. Można by sądzić, że mamy do czynienia z ulubionym gatunkiem dramaturgii dyskursywnej. Oczytanie autora jest oczywiste, spektrum wiedzy z historii kultury, teorii poli-tycznych i filozofii ogromne, a postawa krytyczna wobec kapitalizmu.

A jednak tekst powstrzymuje się od jakiegokolwiek gestu pouczania.

Mamy tu analizę rynku, sekcję neoliberalizmu, ale choć autor wiele mówi o sceptycyzmie wobec globalizacji i przeorał ogromne masy dyskursu, zawsze na końcu interesuje go, jak wpływa to na jednostkę. In-trospektywna część jego postaci jest jednak zawsze opisem z zewnątrz, pozbawionym psychologicznej, kiczowatej autorefleksji. Do wszystkich swoich bohaterów Thomas Köck czuje wielką empatię mimo mądrej, a czasem przepełnionej złością diagnozy. Cierpiący na demencję ojciec na łożu śmierci czy Felix Nachtigal, ponoszący porażkę z własnej winy, wszyscy opisywani są ze zrozumieniem, bez sentymentalnej wikty-mizacji. Katalizator, pasożyt, ofiara czy beneficjent kapitalizmu: oni wszyscy są tylko pionkami w tej sztuce o katastrofie ekonomicznej i ekologicznej, której prawdziwym super-über-bohaterem jest niewidzialna ręka rynku.

Raj potop dowodzi nawet najbardziej beznadziejnemu, czarno-biało myślącemu kierownikowi literackiemu prowincjonalnego teatru: jeśli coś jest mądre, może być mimo wszystko wrażliwe. Jeśli coś jest polityczne, może być mimo wszystko poetyczne. Jeśli coś jest postdramatyczne, może być mimo wszystko dramatyczne.

Do czego kiedyś potrzebne były mniej więcej cztery sztuki, teraz potrzebny jest tylko jeden Köck. Jeden Köck jest tak pełen treści jak cztery nie-Köcki. Jeśli weźmie się Köcka, człowiek oszczędza sobie dramatu rodzinnego. Sztuki historycznej. Thrillera politycznego.

I postdramatycznej płachty tekstu na aktualnym poziomie dyskursu.

A dodatkowo tomiku poezji. I półki książek naukowych wydawnictwa Suhrkamp.

Pisząc raj potop, Thomas Köck stworzył nowy gatunek, „nową nie-miecką dramaturgię obezwładnienia”. Jako pierwszy i na razie jedyny 10 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 11

przedstawiciel tego gatunku stoi samotnie w naszym pejzażu teatralnym i radośnie ponad niego wystaje.

O raju potopie można by dużo mówić, materiału mam jeszcze bardzo wiele, ale pozostawię to przyszłym magistrantom, którzy napiszą prace: Znaczenie lat 90. w twórczości Thomasa Köcka, albo Ironia i in-tertekstualność w nowym politycznym pisarstwie, czy Konsekwentnaswoboda interpunkcyjna w dramatach od lat 80. do dzisiaj.

Jeszcze jedno, krótko: humor. Humor Köcka jest często językowo wy-myślny i chętnie objawia się w złośliwych dwuznacznościach. Pojawia się wiele zdań, które sprawiają, że czytelnikowi słynny śmiech więźnie w gardle. A kulminacja jest krótka, lekka i nieodparcie komiczna. Na samym końcu, po tym, jak przez 66 stron zarzucał nas postaciami, miejscami akcji, losami i wielkimi tematami, autor pisze lapidarnie:

„na razie to tyle bardzo dziękuję” .

Drogi Thomasie, przyznaję, gdy przyjmowałam pracę jurorki, a za-tem także autorki tej laudacji, bałam się nieco, że będę tu musiała stać i kłamać, albo przynajmniej nieco nieszczerze upiększać, gdyby wygrał

jakiś przeciętny tekst. Jestem ci więc także egoistycznie wdzięczna, że swoją obezwładniającą sztuką, której niniejszym na zawsze odbie-ram pogardliwy tytuł „potwora”, uchroniłeś mnie przed taką sytuacją.

Ta sztuka to nie potwór, tylko wielki prezent. Na razie to tyle. Bardzo dziękuję. I serdecznie Ci gratuluję!

Frankfurt nad Odrą, 6 października 2016 roku Rebekka Kricheldorf urodziła się w 1974 roku we Fryburgu Bryzgowijskim. Jest drama-topisarką, mieszka w Berlinie. Jej sztuki reprezentuje Kiepenheuer Bühnenvertrieb.

Trylogia klimatyczna 13

Historia rozpada się na obrazy, nie na opowieści Jacek Kaduczak o Trylogii klimatycznej Thomasa Köcka Podziw budzi rozmach i wyobraźnia, z jaką Thomas Köck tworzył

swoją Trylogię klimatyczną. Od Prometeusza niosącego ogień po post-

-mojry obserwujące upadek cywilizacji i deliberujące o następnych sześciu miliardach lat, po których Słońce zmieni się w czerwonego olbrzyma i spali nie tylko wszelkie życie na Ziemi, ale wręcz całą planetę. Od starożytnego dramatu greckiego, z którego autor zaczerpnął

chór komentujący wydarzenia, po teatr postdramatyczny, gdzie za-nikają wszelkie granice gatunkowe, scenariusze, jak zauważył pewien recenzent, „stanowią prowokację”, a didaskalia zawierają wiele ważnych elementów objaśniających uniwersum sztuki. Trylogia ma wymiar prawdziwie kosmologiczny i apokaliptyczny – apokaliptyczny zarówno w sensie uniwersalnym, jak i indywidualnym (najlepiej widać to w postaci Ojca z części pierwszej, który stopniowo zaczyna za-pominać swoje życie, wręcz je wymazywać). A jednocześnie Trylogia stanowi rodzaj symfonii: jej poszczególne części to trzy zupełnie różne wątki (posiadające nawet swoje tytuły, a w części trzeciej opatrzone muzycznymi wskazówkami dotyczącymi tempa wykonania), które jednak łączą się w cudowną harmonię głosów czy (jak to u Köcka) losów. Mimo odrębności wątków Trylogia jest spójnym tematycznie zamysłem: analizą rozwoju kapitalizmu i przyczyn, dla których nasz świat wygląda, jak wygląda. Analizą, dodajmy, nie tylko bardzo celną i błyskotliwą, ale niemal poetycką. I odsłaniającą, wręcz po szekspi-rowsku, procesy historyczne bez zatracenia ludzkiej perspektywy i fokusu na los jednostek.

Trylogia klimatyczna 13

Szukając inspiracji autora, recenzenci często wspominają Heinera Müllera i jego Textflächen, długie fragmenty tekstu przypominające raczej prozę niż dramat. Zresztą współczesną i bliższą chyba Köckowi au-torką stosującą ten zabieg jest �lfriede Jelinek (jej teksty uznawane są dziś za sztandarowy przykład tej techniki pisarskiej), z którą, zdaniem krytyków, łączy Köcka także specyficzne poczucie humoru. Warto też

– z uwagi na podobne nagromadzenie powtórzeń – przywołać wczesne sztuki Rainalda Goetza.

Köck powiedział w jednym z wywiadów, że „Humanizm stał się przykrywką dla imperialistycznych strategii europejskiej ekspansji”.

Autor doskonale to ilustruje, począwszy od obrazu XIX-wiecznej gorączki kauczukowej w Brazylii, gdzie wycina się ogromne obszary lasu tropikalnego i wypędza całe narody, by zaspokoić zapotrzebowanie na gumę i zapewnić szybszy rozwój symbolu naszej nowoczesności, a mianowicie motoryzacji. Oczywiście wszystko to odbywa się pod pretekstem krzewienia wartości europejskich, „wyższej” kultury i cywilizacji, czego symbolem staje się opera w Manaus, w samym środku amazońskiej dżungli.

Tak rozpoczyna się proces, którego ostatnim etapem jest to, co obser-wujemy dzisiaj. W pierwszej części Trylogii zapowiada to jeden z inwestorów, mówiąc: „Planetę zmienimy powoli, żeby się nie zorientowała, a kiedy się zorientuje, nie będzie już miała siły, by się bronić”. i stało się dokładnie tak, jak zapowiadał. Sto kilkadziesiąt lat później widzimy opi-sane w części trzeciej chińskie miasto Henan, gdzie „inwestorzy dzięki zrównoważonym nowoczesnym metodom dalej chcą wykorzystywać tę od dawna zniszczoną i na śmierć zasuszoną ziemię”, i Agbogbloshie w Ghanie, ogromne wysypisko toksycznego złomu, na którym dzieci za kilka centów rozbierają urządzenia elektroniczne, by odzyskać z nich nadające się jeszcze do czegoś resztki.

U Köcka ta ekspansja to nie tylko ekspansja terytorialna. Jej ofiarą padają także ludzie w krajach rozwiniętych. Bo są uprzywilejowani tylko na pozór. Ich położenie staje się coraz gorsze właściwie na własne 14 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 15

życzenie: ponieważ przyswoili sobie logikę kapitalizmu. W pierwszej części tancerka godzi się na coraz gorsze warunki i na pracę wyłącznie na umowach śmieciowych, bo założyła, że sama musi się zoptymalizo-wać, a w części drugiej mamy uciekinierów z przedmieść do centrum, którzy uznali, że muszą cały czas piąć się w górę, bo obawiają się zde-maskowania jako osoby z warstw niższych. To ogromny lęk, bo, wedle logiki kapitalizmu, ich jedynym źródłem wysokiej samooceny jest po-zycja w centrum: „człowiek patrzy na margines, z którego pochodzi, z radością, że od tego uciekł, że już go tam nie ma i nigdy nie będzie”.

W tym świecie, w którym, jak stwierdził Köck, „rzekomy brak alternatyw stał się ideologią”, wszyscy są przegrani. Chińscy robotnicy uciekają z zanieczyszczonego Henanu do �uropy, marząc o lepszym życiu, a kończą we włoskim Prato – gdzie w niewolniczych warunkach szyją koszulki, śpią na podłodze i prawie nie wychodzą z terenu fabryki – by spotkać swoje przeznaczenie i zginąć w ogromnym pożarze kompleksu przemysłowego. Udało im się przekroczyć granice w sensie geograficznym, ale nie praktycznym: ich los się nie zmienił. Żyjemy bowiem w świecie, gdzie „granice są otwarte dla towarów, a zamknięte dla ludzi”.

Jednak sytuacja ludzi w krajach rozwiniętych wcale nie jest lepsza.

Jak mówi Maggie w części drugiej, „margines się rozrasta, a centrum maleje. Dziś dużo szybciej spada się na dno”. Przykładów znajdujemy aż nadto. Rodzina tancerki, której ojciec był właścicielem warsztatu samochodowego, pada w równym stopniu ofiarą wielkich koncernów, optymalizacji, co choroby ojca. Wszystko to sprawia, że ludzie tracą poczucie bezpieczeństwa i trafiają na margines społeczeństwa. Ben i Maggie z części drugiej, desperacko usiłujący utrzymać się w centrum, płacą za to wysoką cenę, zmieniając się w zombie nałogowo pożera-jące kolejne reklamy, trendy, mody i snobizmy. Równie bezsensowna wydaje się egzystencja korespondentów wojennych w części drugiej i pasażerów ekspresu w części trzeciej – jedni i drudzy sprawiają wrażenie osób, którym odebrano cel i powód istnienia. Korespondenci 14 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 15

sami nie mają pewności, czego dowiedzieli się od informatorów, a co zobaczyli w telewizji, i starają się o tym zapomnieć, nadając nic niezna-czące relacje z hotelowego lobby i nieustannie imprezując. Pasażerowie z kolei zagłuszają własne lęki bezsensowną paplaniną i próbą powrotu do codzienności, tak zabieganej, że nie ma możliwości zatrzymać się i pomyśleć, po co to wszystko.

Co ciekawe, Köck pokazuje to równolegle w warstwie tekstowej i graficznej. Ci, których los jest już przesądzony i zostali skazani na porażkę (jak rodzina z części pierwszej czy chińscy robotnicy z części trzeciej), mówią o sobie w trzecie osobie, opisują swoje myśli, motywa-cje i zachowania, jakby zdawali relację z ostatnich chwil życia jakiegoś wymierającego gatunku. Podobnie zapisywane są kwestie Bena i Maggie w części drugiej, ci jednak, jako przedstawiciele centrum, zostali potraktowani specjalnie: ich wyższy status podkreśla zarówno język, będący jednym wielkim sloganem reklamowym, pod którym mało już zostało treści, jak i znaki przestankowe, które są niczym ostatni snobizm pseudointelektualistów. (Köck rezygnuje zarówno z używa-nia wielkich liter, które w języku niemieckim są częściej używane niż w języku polskim, jak i ze znaków przestankowych. Pojawiają się one tylko w części drugiej. Jak powiedział w jednym z wywiadów, bez znaków przestankowych i wielkich liter „pisze mi się szybciej i bardziej konkretnie”.) Histerię pasażerów z części trzeciej również doskonale oddaje zapis ich kwestii. To na pierwszy rzut oka biały wiersz, choć tak naprawdę każdy wers to tekst wykrzyczany na jednym oddechu, niczym rodzaj histerycznego rapu. Oddechu brak często już w poło-wie zdania – i tak właśnie poszatkowane są nie tylko wypowiedzi, ale i zilustrowane nimi życie postaci.

Kolejnym niezwykłym elementem Trylogii (ale i innych sztuk Köcka) jest chór. Niby antyczny, ale jakże współczesny: w części pierwszej składający się z muzyków uchodźców, a w części trzeciej niejako „wypalony”. Uwielbieniem dla chóru zainfekowała Köcka prawdopodobnie Claudia Bosse, reżyserka, której Köck asystował w Wiener Theaterkom-16 Thomas Kö

K ck

binat (była to jego pierwsza praca w teatrze, którą zresztą dostał dość przypadkowo, dzięki pomocy przyjaciół). w swoich realizacjach Bosse dość szybko podjęła pracę z chórem. Köck z dużym zaangażowaniem opowiada o jej chórze i o zasadniczym konflikcie między chórem jako grupą i oddzieloną od niego jednostką, a także o wypędzeniu chóru ze sceny jako sposobie na zdyscyplinowanie współczesnego teatru:

„Moja wielka fascynacja chórem wynika z tego, że to niezwykle stary środek teatralny, którego nie ma w żadnym innym medium opartym na opowiadaniu historii”.

Wszystko to sprawia, że na Trylogię można patrzeć jak na dzieło totalne, badające granice zarówno naszej cywilizacji, jak i samego teatru jako medium. Przyznaje to sam Köck, mówiąc o tym, co zainspirowało go do pisania: „Miałem ochotę walnąć wielkim teatralnym projektem, by sprawdzić, do czego właściwie zdolny jest tekst teatralny. Kiedyś teatr był właśnie taki, ale nastąpiło znużenie formą literacką zwaną tekstem teatralnym. Jednocześnie chciałem zwrócić tej formie możliwość lite-rackiego opisu świata. Także dlatego, że jestem przekonany, iż teksty dramatyczne dają dużo więcej swobody niż na przykład tekst prozator-ski.” Pozostaje nam więc tylko dostrzec wszystkie aspekty i odcienie tego niezwykłego tekstu, którym „walnął” Thomas Köck i który w teatrze niemieckojęzycznym bardzo często można zobaczyć na scenie.

16 Thomas Kö

K ck

raj potop

zbłąkana symfonia

paradies fluten verirrte sinfonie

obsada ad libitum

zalecam

wyczerpany zespół taneczny

tonącą orkiestrę symfoniczną

dwie powiedzmy post-mojry które przeżyły

w kapsułach klimatycznych

typową białą środkowoeuropejską rodzinę lat 90. jako upiory wypełniający scenę wrak statku

wiele (niemych) alternatyw

niemożliwe lub po prostu źle zapamiętane wspomnienia systematycznie zalewające scenę

niewidzialną rękę rynku

pojedynkującą się z niewidzialną ręką autora dlatego didaskalia

należy czytać niczym odgłosy wojenne

tancerki powinno się zachęcać do przyswojenia tekstu a że wiele zespołów jest międzynarodowych to warto zrobić tłumaczenie

nawet niewłaściwe bo niech tekst też coś z tego ma może być symultanicznie i z każdej strony

wspomnienia mogą zalewać scenę a powinny należeć do aktorek tancerek dyrektorek muzyczek reżyserek itp

jeśli muzyka na żywo to nie bójcie się przestarzałej a może nawet groteskowej klownady

zespół muzyczny w wodzie po szyję z muszlami wypadającymi z trąbek i piaskiem wysypującym się z wiolonczeli 20 Thomas Kö

K ck

albo po prostu pierwsza środkowoeuropejska orkiestra uchodźców albo może

zespół którego członkowie są stopniowo deportowani lub rozstrzeliwani i znikają w trakcie przedstawienia a tylko ich instrumenty zostają

albo niech instrumenty leżą na całej scenie od samego początku niczym artefakty nieznanego przeznaczenia i śmieci naniesione przez wodę

a postaci podczas przedstawienia niech bezskutecznie próbują coś na nich zagrać

a gdyby nie było muzyki na żywo to niech na scenie znajdzie się klawesynistka z klawesynem i niech od czasu do czasu niespodziewanie gra fragment swojego znienawidzonego utworu na orkiestrę

ponieważ tego jest sporo jak na jeden wieczór zalecam często grać ten tekst

bo warto

a poza tym

życzę dobrej zabawy

20 Thomas Kö

K ck

all that is solid melts into air z zapisków badacza klimatu

1994

uwertura

wraki fraki ocieplenie

po potopie

oto dwie bardzo ale to bardzo stare kobiety które nazwiemy post-mojrami a konkretnie jedna z nich to PRZ�Z PROROCTWO ZAPOMNIANA a druga PRZ�Z PROGNOZY PRZ�OCZONA za to obie w cylindrach frakach i z maseczkami ochronnymi na twarzy niczym wraki w opłakanym wręcz stanie wpadają na scenę i pod-biegają aż do rampy a tam jedna waha się bardzo długo i już ma otworzyć usta ale nic nie mówi a druga patrzy na nią zaniepo-kojona i tak sobie stoją aż tu nagle spada reflektor a wywołane upadkiem wibracje powodują że fragment dekoracji chwieje się i wali co powoduje że rozpada się przytwierdzony obok rurociąg zbudowany przez firmę zarejestrowaną w raju podatkowym a scenę zalewa czarna ropa wprost ze złoża

PRZEZ PROROCTWO ZAPOMNIANA czekając na to co zrobi koleżanka cholera

PRZEZ PROGNOZY PRZEOCZONA po krótkiej pauzie zaraz zaraz zaraz już prawie cholera

PRZEZ PROROCTWO ZAPOMNIANA

no co tam

PRZEZ PROGNOZY PRZEOCZONA

zapomniałyśmy o czymś

PRZEZ PROROCTWO ZAPOMNIANA

najwyraźniej

24 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 25

PRZEZ PROGNOZY PRZEOCZONA nie nie nie chodziło mi o to że cholera jak mogłyśmy o tym zapomnieć PRZEZ PROROCTWO ZAPOMNIANA

dobrze to może ja zacznę no więc szanowni państwo jeśli chodzi o słońce to już właściwie po wszystkim

PRZEZ PROGNOZY PRZEOCZONA

nie przestań w tej chwili mamy problem

PRZEZ PROROCTWO ZAPOMNIANA

no tak już po wszystkim wystarczy spojrzeć w górę no popatrzcie w górę w niebo na słońce a dostrzeżecie w nabożnej czci że słońce weszło w okres przekwitania bo zużyło już połowę swojego wodoru a następne sześć miliardów lat można sobie wyobrazić w ten sposób że przez następny miliard i sto milionów lat słońce będzie gorętsze o dziesięć procent i wszystkie kontynenty na ziemi zamieni w pustynię a za trzy i pół miliarda lat stanie się czterdzieści procent gorętsze aż zabraknie wody w wiśle i wszystkich oceanach i odsłoni się dno morskie pełne wraków samolotów a nawet kawałków plastikowych jednorożców i lalek barbie ale może do tego czasu wieloryby nauczą się chodzić i nawet na nowo odkryją demokrację którą udało nam się wylać z kąpielą choć może dość żartów bo za sześć miliardów i trzysta milionów lat na ziemi już od dawna nie będzie żadnego życia a cały wodór ze słońca zostanie zużyty i teraz drodzy państwo zaczyna się najciekawsze bo słońce powiększy się sto a może nawet sto pięćdziesiąt razy i stanie się czerwonym olbrzymem ale może oszczędzę państwu wszystkich szczegółów bo nic nie wywołuje paniki lepiej niż nasza wyobraźnia w każdym razie powiększające się słońce wciągnie mer-kurego który ulegnie całkowitemu zniszczeniu a jeśli chodzi o ziemię to szanse na taki los są pół na pół bo wściekle rozdęte słońce tracić będzie gazy czego wszyscy doświadczamy w postaci wzdęć a potem znów 24 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 25

się zapadnie choć dzisiaj jeszcze nie potrafimy stwierdzić co stanie się z gazem w przestrzeni kosmicznej więc słońce oświetli najpierw cały wszechświat potem zostanie zagazowane a na końcu zapadnie się w sobie chłodne wypalone postkoitalne stanie się białym karłem i zostanie nim aż do końca wszechświata a teraz możecie znowu na mnie patrzeć no proszę patrzcie bo ta katastrofa jest nieunikniona nawet bardziej nieunikniona niż śmierć bo w trakcie tego procesu na ziemi będzie tysiąc czterysta stopni celsjusza więc będzie się ona składała wyłącznie z lawy a wszystko co się na niej znajduje zostanie zniszczone bo lawa jest wystarczająco gorąca by zniszczyć wszystkie molekuły a to oznacza że zasadniczo wszystkie wspomnienia i wszelkie myśli jakie kiedykolwiek istniały i jakie dziś znamy to wszystko zniknie bez śladu a to znaczy że nic nas nie przeżyje i nie będzie świetlanej skąpanej w promieniach słońca przyszłości a tylko nieunikniona i już przeszła przyszłość a więc już dziś wiemy że kiedyś będzie po nas i zostaniemy zupełnie zniszczeni

PRZEZ PROGNOZY PRZEOCZONA

mam

PRZEZ PROROCTWO ZAPOMNIANA

pal licho kolejny poranek bo to nie jest żaden nowy początek a jedynie sygnał ostrzegawczy z przeszłości że słońce napęcznieje i powiększy się a nasze nadzieje zakończą kosmiczne wzdęcia i międzygwiezdne gazy przewyższające wszelkie nasze ziemskie oczekiwania PRZEZ PROGNOZY PRZEOCZONA

no chodź wreszcie znalazłam to o czym zapomniałyśmy PRZEZ PROROCTWO ZAPOMNIANA

powiedz szanowni państwo jeszcze chwileczkę

26 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 27

PRZ�Z PROGNOZY PRZ�OCZONA ciągnie PRZ�Z PROROCTWO ZAPO-MNIANĄ na tył sceny od czasu do czasu radośnie podskakując o ile pozwala jej na to zaawansowany wiek

przez dłuższą chwilę nic się nie dzieje a pracownicy techniczni wbie-gają na scenę ustawiają światła od nowa i podnoszą przewróconą de-korację potem zmywają prawie całą ropę i wynoszą zepsuty reflektor a wtedy wracają PRZ�Z PROGNOZY PRZ�OCZONA i PRZ�Z PROROCTWO ZAPOMNIANA z ciężkimi linami okrętowymi zwisającymi z ramion i na tych linach wciągają z tyłu sceny aż po rampę wrak statku a dokładniej mówiąc rozsypujący się transportowiec klasy triple-e duńskiego armatora maersk line z początków dwudziestego pierwszego wieku jakie widuje się w stoczniach złomowych w Bangladeszu oczywiście nie cały wrak bo byłby za duży ale powiedzmy znaczący element wypełniający scenę tak że można zajrzeć na kilka pokładów mieszczących kajuty załogi zbiornik na paliwo systemy przeróżnych pomp i plątaninę kabli zwisających z wnętrza statku a także pokłady ładunkowe z miejscami na kontenery a więc najważniejszą część póź-nonowoczesnej cywilizacji a gdy tak sobie ciągną wrak to jednocześnie rozmawiają

PRZEZ PROROCTWO ZAPOMNIANA

no tak zgadza się rzeczywiście o nim zapomniałyśmy PRZEZ PROGNOZY PRZEOCZONA

no przecież mówiłam ale z nas idiotki jak mogłyśmy zapomnieć PRZEZ PROROCTWO ZAPOMNIANA

tak rzeczywiście z nas idiotki jak mogłyśmy o nim zapomnieć obie kłaniają się szybko wychodzą na prawo i zostawiają publiczność z wrakiem na scenie a przez dłuższy czas kompletnie nic się nie dzieje nikt nic nie gra jakby to była zainscenizowana martwa natura nie 26 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 27

słychać nawet żadnych odgłosów atmosferycznych ani szumu fal ani śpiewania ptaków ani nawet odgłosów plaży po prostu nic a wrak tak sobie leży bez żadnego kontekstu lekko przechylony na prawo jakby rzucał powątpiewające spojrzenie jakby ukradkiem wpatrywał się w publiczność a nie odwrotnie i tak przez dłuższą chwilę publiczność i wrak statku wpatrują się w siebie nawzajem kompletnie bez kontekstu a potem światło gaśnie i rozbrzmiewa muzyka

I

serenada

niespokojny potop materi

zjawiają się utopieni

tempo rubato

umiarkowanie

i znowu ktoś się zjawia tym razem z krzykiem który zamarł

na ustach i ledwo co wysuszonymi

włosami takimi czarnymi i błyszczącymi a w dodatku z czarną dziurą w szyi jeszcze zanim

odetnie ją potop rzeczy

a z potopu wyłania się kolejna która też nie ma nic do powiedzenia tylko gapi się zdziwiona na stan świata no bo co tu mówić po prostu żałość bierze no chyba przyznacie rację jedna wielka żałość usta otwarte ręce rozłożone i gotowa do skoku ale teraz na bok

krzyczy pod nią kolejna udoskonalona w drodze do góry w podartej sukience bardzo zmęczona ale wciąż mrugająca radośnie mrużąca oczka a jej palce szukają

ręki która ją trzymała gdy wybuchł ogień a może to była tylko burza albo palący się rurociąg prawdziwa tętnica europy pod własnym domem

z oddali macha już następny i szybko się zbliża no cześć i wspaniale że my tak sobie w ramiona super nie palce na klawiaturze smartphona oczy puste a biała koszula rozpięta pod szyją

ale i tak zaraz odciągną go cytowane właśnie materiały 30 Thomas Köck

Trylogia klimatyczna 31

i kolejny wyrywa mu się z ręki a nie jest już dzieckiem widzi oczy wypłukane w głębię dwustu metrów tylko ciało wzburzone

na dole jest zawsze miejsce

we wszystkich potopach i przemieszcza się teraz obok z pustym spojrzeniem

nie nie nie

teraz inna w chórze

nie nie nie

teraz wszyscy razem głośno najlepiej głośno przepływając w rybackiej sieci

nie nie nie my parlament europejski postanowiliśmy nogi bezsilnie wierzgają wśród oczek

i już odpływają uwięzieni w sieci z nieruchomymi palcami za nimi niespodziewanie pojawia się znów trochę młodsza w sytuacji kryzysowej wyskoczyła z mieszkania zanim opróżniła je przemoc państwowa

a teraz płynie niżej gdzie czynsze nie są tak wysokie i jest dość miejsca dla wszystkich

bo na dole zawsze znajdzie się coś wolnego

inny ze ściśniętą szyją zjawia się niespodziewanie z kiepskiego dowcipu

zapomniany przez rynek a może był to zamachowiec samobójca z materiałami wybuchowymi w pasie własnej roboty puszka ravioli w sosie pomidorowym

c4 i małymi paznokciami biblioteka miejska kiepsko radzący sobie teatr do którego chodził

nic niewarte życie w trzydziestu kurtkach zimowych sfilcowane włosy a noce pod gołym niebem bywają długie

30 Thomas Köck

Trylogia klimatyczna 31

no i jeszcze raz ci w sieci rybackiej którym trudno się dogadać przemoczeni wiosłują z powrotem

klub niewidzialnej ręki kiepski żart garniturowcy w sieci rybackiej kto ma zapłacić za klimatyzację

mówimy że świat byłby w porządku

gdyby z rur wydechowych samochodów wydobywało się równie mało co z rady ministrów

unii

świat byłby w porządku

z brzegu sceny nie widać już lądu

inni teraz wołają

z brzegu sceny nie widać już lądu

teraz przesuwają się różne definicje późnonowoczesnego pojęcia podmiotu

wielki rozgardiasz nadchodzącego społeczeństwa obrzucają się zadyskutowanymi na śmierć określeniami i dzielą na czworo od dawna niezrozumiałe dyskursy a teraz ci w rokokowych ubraniach roboczych

z falbaniastymi kołnierzami z kamieni młyńskich i rękawicami ochronnymi

zarażeni wykluczeni ofiarowani zranieni przerażeni krzyczący na pewno zbyt liczni bo zawsze zbyt wielu krzyczy ale z tego potopu rzeczy nie wydobywa się już żaden krzyk do tego chwastu skojarzeń żaden krzyk nie dorasta z tego potopu rzeczy wyłania się teraz rynek mocno uderzony wytrząsa z siebie góry rzeczy sam się dereguluje

naturalnie się emancypuje

krzyczą rynki wewnętrzne i inwestycyjne

32 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna

drżą centra finansowe i prywatni inwestorzy w histerii przybiegają do banków z nożycami ogrodniczymi dewiza co to dewiza

znowu za późno źle skręciliśmy

i przepływamy obok tych w sieci rybackiej

jesteśmy jak gry miłosne słoni

wszystko rozgrywa się na wyższym poziomie i unosi się mnóstwo kurzu i mija dużo czasu zanim coś się stanie

rynek liże ciężko wypada z

staje dęba

potop silne wiry to mi dopiero rynek

powiększa się i

robi co chce dzieli

przy zanurzaniu boski potop znów płoszy

obszary kryzysowe w niechronologicznym porządku po czym następują interwencje humanitarne

jedna po drugiej ze skrzydłami samolotowymi państwem prawa i jego mokrym grobem

na horyzoncie pękają góry lodowe i topią się lodowce powstają rysy pęknięcia kłótnie

kryzysy w związku jak okiem sięgnąć

bo rynek ta stara świnia gra na idiotach jak na skrzypcach z trudnością płoszy się i pieni wśród fal

ale

z potopu rzeczy wyłaniają się spłoszone wspomnienia bez właścicieli

źle opowiedziane historie i

dawno zapomniane możliwości

32 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna

jedyna roślina

która wyrosła wbrew rynkowi i sile jego wyobraźni pojawiają się swobodnie unoszące się wspomnienia open source i wydarzenia bez właścicieli

bez końca paplające bez końca gadające i na nowo opowiadające no a teraz z potopu rzeczy wyłaniają się jeszcze przeszłości które nigdy się nie wydarzyły

teraz znowu ci w sieci

nie nie nie

mimo to jednak przypominamy sobie

nawet jeśli to nieprawda

i tak to opowiadamy

nawet jeśli to kłamstwo

i już ich nie ma

przepadli w chórze niemych świadczeniodawców zaraz

przypomina mi się parę rzeczy

woła ktoś przepływając

ustami pełnymi wody

na przykład

Trylogia klimatyczna

european homecare tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty trzecitableau vivant późnej nowoczesności

parlando forte

jak najdokładniej bardzo proszę

MATKA

matka zawsze mówiła o ojcu stary

OJCIEC

a ojciec nigdy tego nie słuchał!

MATKA

stary nigdy nie słuchał! ani nic innego nie robił! tak właśnie on! może coś raz zobaczył i usłyszał! widział tylko siebie i swoje zaślepienie!

OJCIEC

może i stary ale jary i z firmą! własną firmą!

MATKA

ten twój warsztat samochodowy! twój serwis wymiany opon! to składo-wisko gumowych resztek! ta fabryka długów!

OJCIEC

to mój własny warsztat samochodowy! zgadza się! to on żywi was wszystkich!

MATKA

matka jak szalona zawsze ponosi odpowiedzialność! i to ona spłaca długi! ona krzyczy i znosi sny o potędze! prawie wyśpiewuje podniesionym głosem i cały czas patrzy na ojca o tak! i tak! i tak! a teraz to Trylogia klimatyczna

mnie uważnie posłuchaj! głos sięga samego dachu! no słuchaj! a potem fortissimo opada w dół jak deszcz! mój drogi! jeśli twoje przedsięwzięcie pójdzie na dno, cała rodzina utonie wraz z tobą!

OJCIEC

ojciec nie znosi tego podniesionego głosu co to nie on i do cholery!

przecież cały czas się stara! po co te ciągłe wyrzuty i do cholery! zawsze to jego wina! a on przecież tylko tę firmę! własne przedsięwzięcie i związaną z tym samodzielność! a tak samodzielność! tylko to ma w głowie

CÓRKA

córka pod stołem wciąż plącze się pod nogami starego i mamusi a pachnie tam starymi oponami zużytą gumą i złymi snami MATKA

a matka znowu podnosi głos tam do kata! przez tego egoistycznego głupka! który całą rodzinę pogrąża przez tę swoją samozadłużającą się samodzielność

OJCIEC

na to dumny i uparty ojciec odkrzykuje kto niby i za kogo ty mnie masz! odpowiada jej w pełni przekonany z tym późnokapitalistycz-nym zaślepieniem! musicie mnie zrozumieć! nie jestem już pracownikiem zatrudnionym u kogoś za pensję! wykrzykuje to przez stół

aż po ścianę i drewniany zegar z dawno minionych czasów odziedzi-czony po przodkach i z powrotem że przecież chcę dla was tego co najlepsze! nad blatem wykrzykuje to matce w twarz prosto w samą twarz!

do jasnej cholery! prosto w twarz! wykrzykuje! tego co najlepsze!

MATKA

tego co najlepsze no kto by pomyślał! grobu rodzinnego! świetny żart!

36 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna

myślisz tylko o sobie i swoim sukcesie! z tymi twoimi oponami! oczywiście natychmiast odparowała matka i przyszpiliła do ściany swoim już się tak nie popisuj! i nie wrzeszcz tak!

pauza

MATKA i OJCIEC UNISONO

powiedz coś wreszcie no powiedz coś wreszcie! jeden krzyk natychmiast sparowany i zaraz potem kolejny krzyk i tak zaczynamy krzyczeć jak wszyscy tutaj! wspólnota! rodzina! tak właśnie rodzina!

przecież mówię! ależ skąd! ty myślisz tylko o sobie! samodzielność!

autonomia! wspólnota! krzyczą tak na siebie od stóp do głów! a potem znów od początku o rodzinie bo przecież o to chodzi! i znowu że to przecież jest też moja rodzina! moja też! no nie do wiary! w ogóle mnie nie słuchasz! a właśnie że to ty mnie nie słuchasz! w ogóle nie słuchasz! posłuchaj mnie wreszcie! całymi dniami tylko gapisz się w telewizor! to ja zarabiam pieniądze! ja też zarabiam swoje własne pieniądze! i wychowuję dzieci! a ty co! czas ogłosić upadłość! a samodzielność!

BABKA

na to zawsze zjawia się babka i próbuje wszystko załagodzić OJCIEC

ojciec natychmiast zmyka w stronę rozsądku

MATKA

matka tylko ciężko wzdycha! też coś! jaki wulgarny ten twój rozsądek!

BABKA

babka widzi że córka siedzi ciągle pod stołem i podsłuchuje więc tylko ukradkiem do niej mruga

36 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna

MATKA

ten warsztat samochodowy to było najgłupsze co mogłeś zrobić z naszymi oszczędnościami bo przecież nikt tu nie potrzebuje żadnego warsztatu więc wszystko się zawali i nas pogrąży!

OJCIEC

nic się nie zawali i nikogo nie pogrąży! dzięki tej firmie jesteśmy samodzielni! niezależni! wolni ludzie i mechanicy!

BABKA

zawsze kiedy babka do niej mruga córka nie może powstrzymać się od śmiechu a wtedy babka też się ukradkiem uśmiecha popękanymi i ściągniętymi ustami

MATKA

matka zawsze powtarza tak dalej być nie może po prostu tak dalej być nie może teraz ja muszę przejąć odpowiedzialność! czas przejąć odpowiedzialność za innych! ciągle tylko słyszę o niezależności! krzyczy matka! tak właśnie krzyczała! mam już tego dość znowu dziś przyszedł

jakiś rachunek! nie możemy ciągle płacić rachunków! za dwadzieścia lat nikt już nie będzie potrzebował samochodu! twój niezależny warsztat samochodowy wszystkich nas zrujnuje!

BABKA

wtedy babka bierze matkę na stronę i ciągnie ze sobą ojca zabierając ich oboje gdzie indziej żeby córka nie zapamiętała ciągłych krzyków i kłótni o samodzielność i wiele nowych możliwości kuszących młode pary w wolnym świecie i rujnujących im w efekcie życie bo z tej całej wolności nic tylko całymi dniami na siebie krzyczą CÓRKA

córka patrzy za babką aż zostaje sama pod tym stołem 38 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 39

MATKA

a ta córka! krzyczy matka! jeszcze i ona! ciągle o niej zapominamy!

krzyczy przemęczona matka! tak! bo taka ciągle jest! przemęczona!

OJCIEC

ojciec stara się pomóc! do cholery! bardzo się stara! do cholery! tylko że jako początkujący przedsiębiorca w przyspieszającej zglobalizowanej gospodarce likwidującej wszelkie granice wcale nie ma łatwo z własną firmą!

BABKA

babka próbuje łagodzić i tłumaczyć ale przyznaje że sama ma kłopoty ze zrozumieniem o co kłócą się młodzi w dzisiejszych czasach bo teraz tylko praca niezależność wolność i co roku do chorwacji CÓRKA

no to córka przekrada się boso na schody i tanecznym krokiem schodzi mijając dziadka który zawsze tak głośno ogląda telewizję bo albo przedwcześ-nie ogłuchł albo nie chce słyszeć tych bezustannych wrzasków a córka zawsze długo mu się przypatruje z niedowierzaniem i ze zdziwieniem z jakim zwykle patrzy się na dopiero co zdechłe zwierzęta leżące na ulicy BABKA

babka zwykle przygląda się córce i mówi nie tak nie może być! musicie z tym coś zrobić! musicie się jakoś dogadać! no musicie!

OJCIEC

tak! ojciec się z tym zgadza ale oświadcza jednocześnie że wszyscy mają pomagać! choć trochę! tak! ojciec potrzebuje pomocy póki warsztat się nie rozkręci! i uspokójcie się wreszcie! na jego barkach! cały trud związany z przedsiębiorstwem! to z powodu tego trudu trzeba mu okazać odrobinę zrozumienia!

38 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 39

MATKA

co za ignorancja! ja też muszę pracować! i muszę jeszcze wychowywać dzieci a on zgrywa ważniaka z tą swoją niezależnością i ryzykuje byt całej rodziny a ona ociera łzy z twarzy bo boli ją cały ten nowy duch kapitalizmu wyłażący z ojca który nagle zmienił się w wolnego jak ptak mechanika! aż musiała wszystko wykrzyczeć! i o co ci właściwie chodzi krzyczy bez przerwy i zaraz mi tu subito fortissimo! dlaczego racjonalizujesz samowyzysk! i wciskasz mi ciemnotę!

CÓRKA

dziadek usłyszał krzyki i kręci na nie nosem wystraszony i rozgląda się coraz bardziej nerwowo a córka podkrada się do niego i widzi że on boi się cudzoziemców uchodźców wojny i tych wszystkich rzeczy które pokazują w telewizji boi się tego nowego wolnego świata już zagrożo-nego teraz kiedy czerwoni zniknęli

OJCIEC

nie nie nie! ojciec obraca się w łóżku i wszystko się w nim buntuje!

nikt nie będzie poddawał w wątpliwość jego niezależności gospo-darczej!

MATKA

jakiej tam niezależności! boisz się tylko kompromitacji przed znajomymi! zbankrutujesz jako wolny jak ptak mechanik samochodowy!

OJCIEC

własne przedsiębiorstwo! niezależność! już nie kiepska pensja nie! od dzisiaj niezależny przedsiębiorca! to jest warte ryzyka! a zadaniem rodziny jest wspieranie przedsiębiorcy!

CÓRKA

córka tylko przysłuchiwała się słowom latającym w tę i z powrotem 40 Thomas Kö

K ck

wokół dziadka który kręcił nosem i bał się uchodźców wszystkich ży-jących z zasiłków i obcych z całego globu którzy zaleją wolny świat BABKA

gdy babka umarła tylko córka poszła na pogrzeb ojciec się z nią po-kłócił a dziadek od dawna już nie żył a kręcił nosem nawet w trumnie córka stała i patrzyła na leżącą babkę a było krótko po rozpoczęciu nowego tysiąclecia

40 Thomas Kö

K ck

a teraz scenę szturmują wspomnienia lękające siępiętrzącego się potopu rzeczy

impettuoso ma maesto

wlewa się potop rzeczy którym fortissimo odpowiadają szukające szczęścia chóry i wspomnienia pospiesznie wiosłujące za złotym wiekiem

znowu lata dziewięćdziesiąte

dwa chóry unisono

zjawiają się czasy kiedy wszystko jest możliwe prawdziwa parada równouprawnienia a za nim pokój na świecie pieniądze wolny rynek swoboda i inne obietnice dobrobytu a wszystko jeszcze nietknięte

szczęśliwi fordyści wydając radosne okrzyki opuszczają pole bitwy niesieni do grobu prosto przez pola

gdzie teraz rozkwitają i wybuchają wolność szczęście confetti demokracja kamera sarajewo bagdad a rynek wreszcie staje się dojrzały więc po prostu złoty wiek

przechodzący krzyczą chórem

złoty wiek albo jak się wszystko zaczęło

złoty wiek albo jak się wszystko zaczęło w czasach gdy wszyscy mówili o pokoju globalnym rynku o zdobywaniu nowych rynków i osiągniętym dzięki wydatkom socjalnym szczęściu które pijane stało w drzwiach pachnąc świeżymi pieniędzmi złoty wiek albo taki jeden jeszcze wszystko zbijał tworząc go a pieniądze już płynęły nawet na największe zadupia do klasy 42 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 43

średniej aż po ostatnią niszę społeczną bo wszystkie mury legły odłogiem

pieniądze napłynęły do wolnego w końcu świata i tak płynęły i płynęły aż usłyszano odgłosy powstającego właśnie globalnego rynku i zabiły dzwony więc w tej chwili rozliczne chóry wnoszą na rynek swoją niewinność

i krzyczą

złoty wiek czyli jak się wszystko zaczęło w pierwszej globalnej erze rynek się rozszerza w czasie i przestrzeni a przyszłość i natura i rynek choć zanim dało się zobaczyć nowy świat ze świerków w tutejszych górach już opada wielką falą

teraz inni wołają o pomoc

brak wolności zostanie odwołany i przeniesiony w doliny a wolność przytwierdzona na wieczność na transparentach a jest to owa nadchodząca wolność i rzeczywistość tryumfującej piany pieniądza pieniądze wpływały w politykę i wypływały z rynków przez cały świat i błogosławiona ziemia sama z siebie wydawała plony a ludzie zadowoleni z pożywienia zrodzonego bez zmuszania zbierają owoce jeżówki i truskawki na słonecznych hałdach górskie poziomki jeżyny i żołędzie

opadające z rozłożystego jowiszowego drzewa

wśród spadających żołędzi krzyczy chór

złoty wiek i napływ pieniędzy na świecie zalewa wszystko i niszczy złoty wiek

fortissimo się płoszy

wspomnienia ścigają po scenie fałszywe tony

a ja gdzieś tam wierzgam

krzyczy teraz inny chór

złoty wiek albo jak się to wszystko zaczęło z kauczukiem 42 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 43

wydobywanym z drzew

i samochodami na których koła go naciągnięto a po żaglu nadeszły opony

złoty wiek

albo taki jeden jeszcze wszystko zbija tworząc go krzyczy chór

a inny odpowiada mu krzykiem

z brzegu sceny nie widać już żadnego lądu

i wdzierają się fale rzeczy

wielkie ciężkie żagle które odciągają poszukiwaczy szczęścia obcych wycofanych zapomnianych

nadciągają liczne kryzysy finansowe

stulecie rewolucji przemysłowej a szczęście

które zostało obiecane trzyma się w pobliżu cale nabrzmiałe w morzu powoli rozkłada się ciało

a obok w porządku alfabetycznym

twarzą w dół milczące

wartości wolnego świata

pojawiają się odkrywcy elastycznej pragumy i prymitywny stan naturalny pojawia się nieodkryty rynek

Trylogia klimatyczna 45

manaus brazylia tysiąc osiemset dziewięćdziesiątybrytyjsko-niemiecka faktoria handlująca kauczukiemdanza del e ore

andante poco mosso leggerissimo con grazie MŁODY NI�MI�CKI ARCHIT�KT F�LIX NACHTIGAL WĘDRUJ�

PRZ�Z RAJ

zabłocone baraki nad brzegami rio negro a wszędzie kupcy handlarze niewolników europejczycy którzy uśmiechają się do mnie i proszą o przekazanie pozdrowień w europie a ja mówię im że zostanę tu przez najbliższe lata bo mam tu nie tylko operę ale i inną kulturę nie tylko operę ale i nowego człowieka dzięki tej operze w manaus powstała nie tylko opera więc miejsce poświęcone radościom muzyki bo mam tu nie tylko nową operę ale i nowe społeczeństwo które trzeba nie tylko zbudować ale i zaprojektować więc wymyślę i stworzę projekt nowych czasów lekarz mnie pozdrawia i wstrzykuje indiani-nowi znad rzeki ospę klepie go po plecach i daje następujące rzeczy uśmiech pokazujący srebrne zęby do tego kawałek cukru i epidemię ospy dla całej jego rodziny i pożegnanie z którego indianin cieszy się najbardziej a wtedy ja mówię pozostawię po sobie światu w manaus nie tylko operę nie tylko dzieło sztuki ale nową erę WOLONTARIUSZ W KRAJACH ROZWIJAJĄCYCH SIĘ MAJOR LUIS MADOFF WYJAŚNIA ZAINT�R�SOWANYM MARYNARZOM PROBL�MY

PATRZ�NIA W PRZÓD Z LĘKI�M PRZ�D PRZYSZŁOŚCIĄ DLA USPOKOJ�NIA NATURY RYNKU

rozpoczynamy tu w manaus naturalny proces bo popatrzcie tylko że bez nas natura nic by sama z siebie nie zrobiła bez nas ci tubylcy nigdy nie zetknęliby się z niczym naturalnym tylko proszę bez tych oburzonych spojrzeń z powodu jednej czy dwóch ofiar bo w końcu pomagamy tu Trylogia klimatyczna 45

w rozwoju a każdy rozwój wymaga ofiar za to nam później jeszcze podziękują bo my jesteśmy tą niewidzialną ręką która pobudza naturę rynku w końcu przecież stąd znikniemy a rynek będzie działał sam z siebie dzięki temu co stworzyliśmy będziemy tu bardzo krótko żeby rynek postawić na nogi bo przecież to oczywiste że natura sama z siebie nic się nie nauczy a potem to już sobie znikniemy MŁODY NI�MI�CKI ARCHIT�KT F�LIX NACHTIGAL WĘDRUJ�

PRZ�Z RAJ

młoda indianka przywiązana głową w dół za nogę do drzewa już nie krzyczy bo jest zbyt zmęczona handlarze wloką topory bo to złodziejka choć to kiepski pretekst po prostu nie ma sił i nikt jej już nie potrzebuje za to jej ciało wymieszane z arsenem wróci do jej plemienia jako wzmacniający posiłek i dowód zainteresowania a ja mówię sobie nie bo najpierw opera a potem nowy kontynent za to jej brak już dwóch palców bo pewnie długo ją torturowano i ma pełno sińców a ja mówię sobie nie najpierw ta opera a potem inne życie najpierw opera w manaus a potem inny świat więc mówię puśćcie tę kobietę najpierw opera więc domagam się jej życia i puśćcie tego człowieka bo najpierw opera KILKU BRYTYJSKO-NI�MI�CKICH HANDLARZY NONSZALANCKICH PIONI�RÓW W BIAŁYM TW��DZI� ROBI SOBI� S�LFI�

I DYSKUTUJ� O PRZYSZŁOŚCI MIKROPROC�SORÓW

no a chemicy mówią że zanim do rudy żelaza koltanu i tantalu najpierw trzeba zapewnić sobie dostęp do kauczuku plastiku opon na całym świecie a potem do rud żelaza koltanu i tantalu które można znaleźć w głębszych warstwach ziemi bo najpierw potrzebujemy górnych warstw do uprawy kauczuku więc najpierw musimy się zatroszczyć o powierzchnię ziemi a dopiero potem zajmiemy się głębszymi war-stwami gdy zostaną wynalezione mikroprocesory we wczesnym okre-sie przemysłowym musimy najpierw zatroszczyć się o powierzchnię ziemi a dopiero później sięgniemy głębiej pod powierzchnię planety 46 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 47

i zmienimy ją powoli tak żeby się nie zorientowała a kiedy się zorientuje nie miała już siły żeby się bronić bo z torturami nie należy się spieszyć tylko dać ofierze dosyć czasu żeby mogła wyobrazić sobie okropieństwa naszego następnego kroku i żeby strach utrzymał ją przy życiu bo zbyt szybkie działanie spowoduje utratę ofiary bez żadnych korzyści ależ nie skąd zaprzeczają chemicy i mówią że mamy całe mnóstwo czasu bo najpierw powierzchnia ziemi a potem można schodzić głębiej gdzie niczym wspomnienia tkwią rudy żelaza koltanu i tantalu W INNYM MI�JSCU LIŚCI� KAUCZUKOWCÓW OPADAJĄ A PRZ�STRASZ�NI INW�STORZY PRZ�DSTAWIAJĄ TUBYLCZYM WŁAŚCICI�LOM

DZIAŁ�K PRZ�RAŻAJĄC� SC�NARIUSZ� MIĘDZYNARODOWYCH

PRZ�JĘĆ

wyobraźcie sobie że przychodzi chińczyk no wyobraźcie sobie że przychodzi chińczyk przecież on nie chce mieć nic wspólnego ze światowym rynkiem i powoli zabiera kawałek po kawałku rynku dla siebie no i już zadomowił się w nadrenii a wyobraźcie sobie że przychodzi do brazylii i przejmuje tutejszy rynek gumy a przecież taki chińczyk nie bierze jeńców więc musimy bronić naszych interesów domagając się wolnego rynku i wypchnąć chiny z grona eksporterów więc sprze-dajcie nam teraz wasze działki bo jeszcze możemy zapłacić wam dobrą cenę i w dodatku staniecie się częścią wolnego rynku a wyobraźcie sobie co będzie gdy przyjdzie chińczyk

INDIANKA POWINNA UŚMI�CHAĆ SIĘ DO APARATU I NATURALNI�

PRZ�DSTAWIAĆ PRODUKTY KAUCZUKOW� A J�ST NAGA Z BIŻUT�-

RIĄ WOKÓŁ SZYI ZA TO NA PL�CACH MA PRĘGI A OBI�KTYWN�

�KSP�RTKI MÓWIĄ O NI�J JAKBY J�J TU NI� BYŁO

kauczukowiec czyli płaczące drzewo bo kauczuk nazywa się łzami drzewa łzami które bulgocząc zmieniają się w światową produk-cję gumy w środki antykoncepcyjne i spływając po korze drzewa a w puszczy dzięki europejczykom rynki eksplodują i twarde waluty 46 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 47

zyskują na znaczeniu bo mechanizmy rynkowe same są produk-tem natury co my etnolodzy możemy zawsze potwierdzić a rynek rozprzestrzenia się na cały świat bo wolność jest tak cudownie elastyczna jak nasza nowa guma i nikt przecież na wolnym rynku nikogo nie zmusza ani do kupna ani do sprzedaży i wszystko odbywa się wyłącznie dobrowolnie a opór przeciw wolnemu rynkowi jest bezcelowy i polimery łączą się całkowicie naturalnie w elastyczną sieć i są bardzo elastyczne

PRODUKCJA KAUCZUKU ROŚNI� DZI�SIĘCIOKROTNI� TAK PRZYNAJMNI�J UWAŻAJĄ ANALITYCY RYNKU GUMOW�GO DANDY-SOWACI HIPST�RZY DOKUM�NTUJĄCY PRODUKCJĘ KAUCZUKU

NAD BRZ�GI�M RIO N�GRO Z NI�ODPARTYM AMAZOŃSKIM URO-KI�M

guma dotarła już do europy i znajduje rozmaite zastosowania a przemysł samochodowy rozkwita jak produkt naturalny którego z natury nie da się już usunąć i w międzyczasie mamy już nawet automatyczną korektę toru jazdy więc może i sama guma zgodzi się na korekty bo przecież tak łatwo ją naciągnąć i umie się do wszystkiego dopasować i guma jest jak prezerwatywa dla prekariatu więc może rozciągniemy ją na całe kontynenty aż wreszcie nikt już nie będzie potrzebował opon i będzie je można całymi latami palić MŁODY NI�MI�CKI ARCHIT�KT F�LIX NACHTIGAL WĘDRUJ�

PRZ�Z RAJ

mówię wam puśćcie tę młodą kobietę i nie zgadzam się bo najpierw opera a potem kultura i jeśli to musi zaczynać się tutaj to puśćcie tę kobietę KILKU NI�MI�CKICH BARONÓW GUMOWYCH CI�SZY SIĘ

Ż� WKRÓTC� W OP�RZ� ZAŚPI�WA CARUSO A MOŻ� TO BYŁ

KINSKY W KAŻDYM RAZI� J�ST OP�RA W AMAZONII CO ONI POPI�RAJĄ

48 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 49

nieźle napociliśmy się przez tę gumę ale teraz pieniądze płyną przez oceany miasta rozkwitają a ostatni indianie są sprzedawani to znaczy wyzwalani od ich obciążenia działkami które wreszcie stają się źródłem nieustających zysków i każdy może przeżyć tę gorączkę kauczukową a to wspaniałe uczucie bo przecież w końcu wolność tryumfuje nad wszystkim i teraz kiedy gospodarka planowa się skompromitowała zbudujemy tu naszą kauczukową surowcową rzeszę a pan panie ar-chitekcie postawi nam tu naszą gumową operę

MŁODY NI�MI�CKI ARCHIT�KT F�LIX NACHTIGAL WĘDRUJ�

PRZ�Z RAJ

z odbezpieczonym rewolwerem kiedy mówię że mają puścić tę kobietę z odbezpieczonym rewolwerem rzucam się na obu i krzyczę i mówię że mają puścić tę kobietę a oni słuchają mnie i puszczają ją a kobieta pada i leży naga zagubiona wrażliwa patrząc na mnie jak na obcego WOLONTARIUSZ W KRAJACH ROZWIJAJĄCYCH SIĘ MAJOR LUIS MADOFF T�RAZ GDY WOKÓŁ NI�GO WYBUCHA TUMULT STARA SIĘ ZACHOWAĆ SPOKÓJ A W ZAMI�SZANIU JAKO MISJONARZ �NDŻIOSÓW

NA ŚMI�CIÓWC� ZOSTAJ� WYDANY INSTYTUCJOM

niewidzialna ręka no proszę nie patrzeć z takim oburzeniem bo oni mogą być nadzy a handlarze przyjeżdżają z europy tylko dlatego że tu wszyscy chodzą nago a przecież i wy jesteście tu tylko dlatego że chcecie się pogapić na tubylcze biusty bo wychodzi taniej i rynek już odkrył ciało a w europie to potrwa jeszcze ze sto lat a my jesteśmy napletkiem natury i polećcie może niemieckim politykom jeszcze raz adama smitha polećcie im naukę o naturze rynku bo niemcy zawsze wloką się w ogonie ale jeszcze zburzą trzy fundamenty państwa socjalnego i to przyjdzie bo brakuje im importu eksportu i za bardzo kiszą się we własnej kulturze a przyszłością jest wymiana ale mają za mało kolonii właściwie tylko w kongo nieprawdaż i tam mogą eks-perymentować ze szczepieniami na ospę które tu szybko potępią ale 48 Thomas Kö

K ck

Trylogia klimatyczna 49

rozbijają się w swoich macbookach i fordach z naszymi kauczukowymi oponami co oni sobie w ogóle wyobrażają że niby skąd jest ten dobry kauczuk na wczesnokapitalistyczne opony i na pokrowce na macbooki no proszę nie patrzeć z takim oburzeniem bo ona jest naga i tak właśnie pojedzie do europy

MŁODY NI�MI�CKI ARCHIT�KT F�LIX NACHTIGAL WĘDRUJ� PRZ�Z

RAJ