To proste. Bez wysiłku rób to, co ważne - Greg McKeown - ebook + audiobook

To proste. Bez wysiłku rób to, co ważne ebook i audiobook

Greg McKeown

4,4

Opis

Autor światowego bestsellera Esencjalista przedstawia inspirujący poradnik osiągania celów i pokazuje, jak możemy ułatwić sobie wykonywanie właściwych zadań. Wszystko zaczyna się od prostej zasady: NIE WSZYSTKO MUSI BYĆ TAK TRUDNE.

 

Czy zdarza ci się mieć poczucie, że:

biegniesz coraz szybciej, ale nie zbliżasz się do swoich celów?

chcesz dać z siebie więcej, ale brakuje ci energii?

stoisz na krawędzi wypalenia?

wszystko jest o wiele trudniejsze, niż powinno być?

Ludzie, którym nieobce są takie odczucia, zwykle są zdyscyplinowani i skoncentrowani. Zaangażowani i zmotywowani. Mimo to są też skrajnie wyczerpani. W rezultacie często pracują dwa razy ciężej niż kiedyś, osiągając zaledwie połowę niegdysiejszych rezultatów.

Jest jednak inny sposób. Zamiast wkładać we wszystko coraz więcej wysiłku, można pójść drogą sprytu i szukać możliwości, które są bardzo wartościowe, skuteczne i proste jednocześnie. By nam to ułatwić, Greg McKeown napisał niniejszą książkę pokazującą, że życie nie musi być takie trudne i skomplikowane, jakim próbujemy je uczynić. Zawarł w niej gotowe do wykorzystania rady pozwalające osiągnąć pożądane wyniki bez narażania się na wypalenie.

 

Czytając Prosto, dowiesz się m.in., jak:

przekształcić żmudne zadania w przyjemne rytuały,

wyznaczyć sobie tempo możliwe do utrzymania na dłuższą metę zamiast robić wszystko w pędzie,

upraszczać procesy poprzez usuwanie niepotrzebnych kroków,

dokonywać jednorazowych wyborów eliminujących konieczność podejmowania wielu decyzji w przyszłości,

zapobiegać frustracji poprzez rozwiązywanie problemów, zanim się pojawią,

ułatwić sobie utrzymywanie relacji i zarządzanie nimi

i znacznie więcej.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 247

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 1 min

Lektor: Greg McKeown

Oceny
4,4 (51 ocen)
30
14
5
2
0
Sortuj według:
WladcaCzasu

Dobrze spędzony czas

Zbiór rad jak upraszczać pracę i jak zmienić myślenie o pracy. Część rad nie jest wybitnie odkrywczych, ale są zebrane razem w przystępny sposób.
00
petryk

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo polecam
00
przedmonitorem

Nie oderwiesz się od lektury

thank You, love You
00

Popularność




Tytuł oryginału: Effortless: Make It Easier to Do What Matters Most

Przekład: Michał lipa

Redakcja: Anna Żółcińska

Korekta: Maria Żółcińska

Projekt okładki: Michał Duława | michaldulawa.pl

Ilustracje: Greg McKeown i Denisse Leon

Skład i łamanie: Camélia Dizajn

Opracowanie wersji elektronicznej:

Copyright © 2021 by Greg McKeown

All rights reserved.

This translation published by arrangement with Currency, an imprint

of Random House, a division of Penguin Random House LLC

All rights reserved.

Copyright © 2021 by MT Biznes Ltd.

Copyright © 2021 for the Polish translation by MT Biznes Ltd

All rights reserved

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Warszawa 2021

MT Biznes Sp. z o.o.

www.mtbiznes.pl

handlowy@mtbiznes.pl

ISBN 978-83-8231-132-7 (format epub)

ISBN 978-83-8231-133-4 (format mobi)

Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

Mt 11, 30

wprowadzenieNie wszystko musi być takie trudne

Pozwólcie, że opowiem wam historię Patricka McGinnisa[1].

Zrobił wszystko to, czego się po nim spodziewano. Odfajkował wszystkie zadania. Skończył Uniwersytet Georgetown, a później Harvard Business School. Znalazł zatrudnienie w renomowanej firmie z sektora finansów i ubezpieczeń.

Siedział w pracy od rana do wieczora, ponieważ czuł, że takie są oczekiwania. Nieraz spędzał w firmie osiemdziesiąt godzin tygodniowo, nawet w wakacje i święta. Nigdy nie wychodził wcześniej niż jego szef, a czasem można było odnieść wrażenie, że w ogóle nie opuszcza biura.

Tak dużo podróżował w interesach, że w liniach Delta zyskał status klienta najczęściej korzystającego z ich usług – tak wysoki, że nawet nie miał nazwy. Zasiadał jednocześnie w zarządach czterech spółek na trzech kontynentach. Pewnego razu, kiedy odmówił pójścia na zwolnienie lekarskie, trzy razy opuszczał posiedzenie, żeby zwymiotować w toalecie. Kiedy za którymś razem wrócił do pokoju, kolega powiedział mu, że jest zielony na twarzy. Mimo to przemógł się i dał radę.

Nauczono go, że ciężka praca jest kluczem do wszystkiego, czego pragniemy w życiu. Wynika to z charakterystycznego dla Nowej Anglii poglądu, że etyka pracy świadczy o charakterze człowieka. Jednak Patrick, który zawsze osiągał więcej, niż od niego oczekiwano, wyniósł ten sposób myślenia na jeszcze wyższy poziom. Nie ograniczał się do przekonania, że ciężka praca prowadzi do sukcesu – uważał, że ciężka praca sama w sobie jest sukcesem. Jeżeli ktoś nie siedzi w biurze do późna, jego zajęcie najwyraźniej nie jest zbyt ważne.

Zakładał, że te wszystkie nadgodziny w końcu mu się opłacą. Pewnego dnia obudził się jednak jako pracownik zbankrutowanej firmy. Był 2008 rok, a firma nazywała się AIG. Wartość należących do Patricka akcji spadła o 97 procent. Wszystkie wieczory spędzone w biurze, niezliczone nocne loty do Europy, Ameryki Południowej i Chin oraz wszystkie opuszczone przyjęcia urodzinowe i świąteczne poszły na marne.

W miesiącach, które nastąpiły po krachu finansowym, McGinnis nie potrafił wstać z łóżka. Nocą oblewały go siódme poty. Stracił ostrość widzenia – dosłownie i w przenośni. Całymi miesiącami nie mógł niczego zobaczyć wyraźnie. Utknął. Zagubił się.

Był chory ze stresu. Lekarz wziął go na badania. Patrick czuł się jak tragiczny bohater Folwarku zwierzęcego George’a Orwella, koń Bokser, scharakteryzowany jako najsumienniejszy pracownik, którego odpowiedź na każdy problem i przeciwność brzmiała: „będę pracował ciężej”[2] – dopóki nie załamał się pod nadmiarem pracy i nie został odesłany do rzeźni.

Wracając taksówką z przychodni, McGinnis dobił więc, jak sam mówi, „targu z Bogiem”. Obiecał, że jeśli przeżyje ten trudny okres, dokona poważnych zmian w swoim życiu.

„Coraz cięższa praca w coraz większym wymiarze godzin wydawała mi się rozwiązaniem wszystkich problemów” – mówi. Nagle jednak zdał sobie sprawę, że korzyści krańcowe wynikające z tego podejścia są w gruncie rzeczy ujemne.

Co mógł zrobić w tej sytuacji? Miał do wyboru trzy opcje. Mógł dalej robić to samo i zapracować się na śmierć. Mógł obniżyć sobie poprzeczkę i zrezygnować z części swoich celów. Mógł też znaleźć łatwiejszy sposób na osiągnięcie sukcesu, którego pragnął.

Wybrał trzecie rozwiązanie.

Zrezygnował z etatu w AIG, ale został w firmie jako konsultant. Przestał pracować po 80 godzin na tydzień. Zaczął wracać do domu o piątej. Przestał odpisywać na maile w weekend.

Przestał również traktować sen jak zło konieczne. Zaczął spacerować, biegać i lepiej się odżywiać. Zrzucił 12 kilogramów. Zaczął znowu cieszyć się życiem i pracą.

Mniej więcej w tym samym czasie zainspirował go przyjaciel, który inwestował w start-upy. Nie szastał pieniędzmi, tylko od czasu do czasu wypisywał niewielki czek dla jakiejś obiecującej młodej firmy. To wzbudziło zainteresowanie Patricka.

Zainwestował w kilka spółek. Jego portfel inwestycji wygenerował 25-procentowy zysk. Nawet w okresie turbulencji gospodarczych nie obawia się o stan swoich finansów, ponieważ nie jest zależny od pojedynczego źródła dochodów.

Zarabia więcej pieniędzy w połowie czasu, jaki kiedyś spędzał w pracy. To, co robi, jest też bardziej satysfakcjonujące i mniej irytujące. Jak sam mówi, nawet nie sprawia wrażenia pracy.

Z tego doświadczenia wyciągnął następujący wniosek: kiedy nie da się już pracować ciężej, trzeba znaleźć inną drogę.

A co z tobą? Czy zdarza ci się mieć poczucie, że:

biegniesz coraz szybciej, ale nie zbliżasz się do swoich celów?chcesz dać z siebie coś więcej, ale brakuje ci energii?stoisz na krawędzi wypalenia?wszystko jest o wiele trudniejsze, niż powinno?

Jeżeli odpowiedziałeś twierdząco na co najmniej jedno pytanie, ta książka jest dla ciebie.

Ludzie, którym nieobce są takie odczucia, zwykle są zdyscyplinowani i skoncentrowani. Zaangażowani i zmotywowani. Mimo to są też skrajnie wyczerpani.

Droga bez wysiłku

W życiu zdarzają się przypływy i odpływy. Wszystko, co robimy, ma swój rytm. Są okresy, w których musimy bardzo się starać, i takie, w których powinniśmy odpoczywać i regenerować siły. W obecnych czasach coraz więcej z nas nieustannie bierze coraz więcej na swoje barki. Zamiast naturalnego rytmu mamy harówkę bez wytchnienia.

Żyjemy w epoce wielkich szans. We współczesnym życiu jest jednak coś, co upodabnia je do wspinaczki na dużej wysokości. Nasz umysł staje się zamglony. Ziemia pod stopami wydaje się niestabilna. Powietrze sprawia wrażenie rozrzedzonego i choćby centymetrowy postęp jest okupiony zaskakująco dużym wysiłkiem. Być może chodzi o nieustanny strach i niepewność dotyczące przyszłości. Być może przyczyną jest osamotnienie i izolacja. Być może problem kryje się w obawach i trudnościach finansowych. Może też chodzić o nadmiar obowiązków i presję, która dusi nas na każdym kroku. Bez względu na przyczynę w rezultacie pracujemy dwa razy ciężej niż kiedyś, osiągając zaledwie połowę niegdysiejszych wyników.

Życie jest trudne, naprawdę trudne – i to pod wieloma względami. Bywa skomplikowane i zwyczajnie ciężkie. Bywa smutne, ale też wyczerpujące. Rozczarowania są trudne. Opłacanie rachunków jest trudne. Zagmatwane relacje są trudne. Wychowywanie dzieci jest trudne. Utrata bliskiej osoby jest trudna. W naszym życiu zdarzają się okresy, podczas których każdy dzień jest trudny.

Udawanie, że lektura książki może wyeliminować te wszystkie trudności, byłoby czystą fantazją. Nie napisałem jej, żeby bagatelizować te ciężary, lecz po to, żeby trochę je zmniejszyć. Być może nie sprawi ona, że każdy z nich wyda się łatwy do uniesienia, ale wierzę, że wiele rzeczy stanie się dzięki niej łatwiejszych.

To normalne, że wielkie, trudne wyzwania przytłaczają nas i wyczerpują. Tak samo normalne jest to, że czujemy się wyczerpani i przytłoczeni codziennymi frustracjami i irytującymi zdarzeniami. Przydarza się to nam wszystkim. Dziś wydaje się nawet, że przydarza się większej liczbie ludzi i częściej niż kiedyś.

Co dziwne, niektórzy z nas na uczucie wyczerpania i przytłoczenia reagują postanowieniem cięższej i dłuższej pracy. Nie pomaga nam to, że nasza kultura gloryfikuje wypalenie jako miarę sukcesu i wartości człowieka. Ukryty przekaz głosi, że jeśli nie jesteśmy nieustannie wykończeni, najwyraźniej nie robimy wystarczająco dużo. Wszelkie wspaniałości są zarezerwowane dla tych, którzy wykrwawiają się na śmierć i zbliżają się do krawędzi załamania. W jakiś tajemniczy sposób posiadanie przygniatająco dużej ilości pracy stało się celem współczesnego człowieka.

Wypalenie nie jest oznaką honoru.

Owszem, ciężka praca może oznaczać lepsze rezultaty, ale to tylko część prawdy. W końcu ilość czasu i wysiłku, które możemy zainwestować, jest ograniczona. Im bardziej uszczuplamy swoje zasoby, tym bardziej maleją korzyści płynące z naszego wysiłku. Ten cykl może trwać, dopóki nie doznamy wypalenia i wyczerpania, nie osiągnąwszy upragnionych rezultatów. Prawdopodobnie znasz to uczucie. Być może doświadczasz go właśnie w tej chwili.

A gdybyśmy tak przyjęli odwrotne podejście? Gdybyśmy zamiast zmuszać się do osiągania granic własnych możliwości, a czasem nawet do ich przekraczania, poszukali łatwiejszej drogi?

Dylemat

Po opublikowaniu mojej pierwszej książki, Esencjalisty[3], rzuciłem się w wir prelekcji. Podróżowałem po całym kraju, wygłaszając wykłady, podpisując książki i dzieląc się ze słuchaczami przesłaniem bliskim mojemu sercu. Mojej żonie Annie podobało się to, że często zabierałem na wyjazdy jedno z naszych dzieci, aby towarzyszyło mi w przygodzie. Podczas jednej z podróży zdarzyło się, że kiedy przybyłem na miejsce spotkania z czytelnikami, zobaczyłem liczącą trzysta osób kolejkę do księgarni, w której zabrakło mojej książki – taka sytuacja nigdy wcześniej się nie zdarzyła. W moich wspomnieniach z tamtego roku w jedno pasmo zlewają się obrazy kolejnych lotnisk, taksówek i pokoi hotelowych, w których spędzałem samotne wieczory, pełen radości, ale jednocześnie zupełnie wyczerpany. Sukces Esencjalisty zmienił całe moje życie.

Ludzie, którzy czytali moją książkę trzy, pięć albo siedemnaście razy, pisali do mnie, żeby mi powiedzieć, że odmieniła ich życie – a w niektórych przypadkach nawet je uratowała. Każdy chciał się ze mną podzielić swoją historią, a ja chciałem wszystkich wysłuchać.

Pragnąłem przemawiać w aulach pełnych ludzi chcących zostać esencjalistami. Pragnąłem odpowiadać na wszystkie maile od czytelników. Pragnąłem wymyślać osobiste dedykacje dla wszystkich, którzy prosili mnie o podpisanie książki. Pragnąłem okazywać żywe zainteresowanie i wdzięczność każdemu, kto chciał mi opowiedzieć o swoich doświadczeniach związanych z Esencjalistą.

Jeszcze lepsze od bycia „ojcem esencjalizmu” okazało się bycie prawdziwym ojcem – teraz już czwórki dzieci. Moja rodzina uosabia wszystko, co dla mnie ważne, więc chciałem w pełni się jej poświęcić. Pragnąłem być wzorowym partnerem dla Anny i zostawić jej tyle przestrzeni, by mogła realizować własne cele i marzenia. Pragnąłem uważnie słuchać dzieci zawsze, gdy chciały ze mną porozmawiać, bez względu na to, w jak niewygodnych chwilach to następowało. Pragnąłem razem z nimi świętować ich sukcesy. Pragnąłem być ich przewodnikiem i zachęcać je do osiągania celów, które wydawały im się ważne, bez względu na to, czy chodziło o wyreżyserowanie filmu, czy zdobycie kolejnej sprawności w harcerstwie. Pragnąłem grać z nimi w planszówki, mocować się, pływać razem z nimi, grać w tenisa, chodzić na plażę i oglądać wieczorem filmy, racząc się popcornem i innymi smakołykami.

Aby zrobić miejsce na takie rzeczy, zrezygnowałem ze wszystkiego, co wydawało mi się mniej ważne. Opierałem się przed napisaniem kolejnej książki, choć tłumaczono mi, że „powinienem” to zrobić po upływie 18 miesięcy. Zawiesiłem prowadzenie zajęć na Uniwersytecie Stanforda. Odłożyłem na później plany założenia firmy zajmującej się prowadzeniem warsztatów.

Nigdy w życiu nie traktowałem swoich zajęć tak wybiórczo. Problem polegał na tym, że wciąż miałem za dużo obowiązków. I coś jeszcze: odczuwałem potrzebę zwiększenia swojego wkładu, mimo że już nie miałem na to miejsca.

Miałem trudności z byciem wzorem esencjalisty i życiem zgodnym z tym, czego sam nauczałem. Czułem, że założenie, na którym się opierałem – że aby osiągnąć wszystko, czego chcemy, musimy po prostu narzucić sobie dyscyplinę i podejmować tylko ważne działania, a wszystkie pozostałe odrzucać – zaczyna się kruszyć. Zacząłem się zastanawiać, co należy zrobić, kiedy życie zostało odarte ze wszystkiego, co nie wydaje się ważne, a nadal jest wszystkiego za dużo?

Mniej więcej w tamtym czasie prowadziłem zajęcia dla grupy niezwykle wnikliwych przedsiębiorców. Ktoś wspomniał na nich o „teorii dużych kamieni”.

Chodzi o powszechnie znaną historię nauczyciela, który przynosi na zajęcia duży, pusty słój. Wsypuje do niego trochę piasku i małych kamyczków, po czym usiłuje włożyć do słoja duże kamienie, które już się w nim nie mieszczą.

Następnie nauczyciel bierze drugi pusty słój tej samej wielkości. Tym razem najpierw wkłada duże kamienie, a potem wsypuje małe kamyczki i piasek. Wszystko się mieści.

Jest to oczywiście metafora. Duże kamienie symbolizują najważniejsze sprawy, takie jak zdrowie, rodzina i relacje. Małe kamyczki to mniej istotne rzeczy, takie jak praca i kariera. Piasek oznacza takie głupstwa jak korzystanie z mediów społecznościowych i nałogowe przeglądanie apokaliptycznych wiadomości w serwisach informacyjnych.

Morał z tej historyjki przypomina to, co sam zawsze głosiłem: jeżeli zajmujemy się w życiu najpierw najważniejszymi sprawami, zyskujemy w nim miejsce nie tylko na nie, ale także na inne, mniej istotne rzeczy. Kiedy jednak postępujemy odwrotnie, udaje nam się załatwić trywialne sprawy, ale brakuje nam przestrzeni na to, co naprawdę ważne.

Gdy siedziałem w moim pokoju hotelowym tamtego wieczoru, zastanawiałem się, co się dzieje, kiedy jest zbyt wiele dużych kamieni. Co w sytuacji, gdy absolutnie najważniejsze zadania zwyczajnie się nie mieszczą w pojemniku?

Rozmyślałem o tym, kiedy rozległ się sygnał nadchodzącego połączenia wideo. To mój syn Jack dzwonił z telefonu mamy. Była to niezwykła sytuacja i natychmiast przykuła moją uwagę. Jego twarz była wyprana z koloru. Mówił szybko. Wyglądał na przerażonego. W tle słyszałem głos żony, która ponaglała go, żeby obrócił telefon, bym mógł zobaczyć, co się dzieje.

Jack próbował tłumaczyć: „Eve… Coś bardzo złego… Jadła sobie i nagle jej głowa zaczęła się trząść… Mama kazała mi do ciebie zadzwonić…”.

Eve miała gwałtowny napad padaczkowy.

Napędzany adrenaliną pospiesznie się spakowałem i zdążyłem na ostatni nocny lot do domu. Następne dni i tygodnie zupełnie mnie wyczerpały emocjonalnie. Wizyty w szpitalu. Konsultacje z lekarzami. Niekończące się rozmowy telefoniczne z przyjaciółmi i krewnymi, którzy chcieli wiedzieć, jak się trzymamy i jak mogliby nam pomóc. Tymczasem moje pozostałe obowiązki nie zniknęły nagle tylko dlatego, że przeżywałem życiowy kryzys. Musiałem pozmieniać terminy zaplanowanych wykładów. Odwołać zarezerwowane loty. Odpowiedzieć przynajmniej na najważniejsze maile.

Czułem się jak otoczony murem. Byłem obciążony ponad wszelkie wyobrażenie. Chwilami wręcz się dusiłem. Miałem ochotę załamać się pod tym wszystkim. To była prawdziwa tortura.

Trwało to kilka tygodni. W końcu zrozumiałem, co naprawdę się ze mną dzieje. Byłem wypalony. Napisałem książkę o tym, jak być esencjalistą, a doprowadziłem się do stanu, w którym byłem przytłoczony i czułem się jak masło rozsmarowane na zbyt dużej kromce chleba. Odczuwałem narzuconą sobie samemu presję, aby być doskonałym esencjalistą, ale nie zostało już nic mniej ważnego, co mógłbym wyeliminować. Wszystko, co robiłem, było istotne. W końcu powiedziałem Annie, że nie czuję się zbyt dobrze.

Zrozumiałem, że faktycznie robię same ważne rzeczy i mam ku temu ważne powody. Sęk w tym, że robiłem je źle.

Byłem jak ciężarowiec, który próbuje unieść sztangę, wykorzystując siłę mięśni dolnej części pleców. Pływak, który nie umie odpowiednio oddychać. Piekarz, który z uporem maniaka wyrabia ręcznie setki bochenków chleba.

Podejrzewam, że dobrze wiesz, o czym mówię. Na pewno wiesz, jak to jest, kiedy bardzo się angażujesz w swoją pracę, ale wykonujesz ją na granicy wyczerpania. Kiedy dajesz z siebie wszystko, ale wciąż masz wrażenie, że to nie wystarczy. Kiedy masz na głowie zbyt wiele ważnych spraw, by zmieścić wszystko w jednym dniu. Kiedy chcesz robić więcej, ale brakuje ci przestrzeni. Kiedy chcesz osiągnąć postęp w sprawach, które mają dla ciebie znaczenie, ale są zbyt nużące, by przynieść radość z sukcesu.

Wam wszystkim, którzy dajecie z siebie tak wiele, chcę powiedzieć, że jest inny sposób.

Nie wszystko musi być takie trudne. Wejście na wyższy poziom nie musi oznaczać chronicznego wyczerpania. Nie trzeba poświęcać zdrowia psychicznego i fizycznego, żeby dać coś światu.

Kiedy najważniejsze sprawy stają się zbyt ciężkie do udźwignięcia, możesz z niektórych zrezygnować albo znaleźć łatwiejszy sposób na ich załatwienie.

Esencjalista był o robieniu właściwych rzeczy. To proste jest o tym, jak je robić we właściwy sposób.

Od czasu napisania Esencjalisty miałem rzadką okazję rozmawiać z tysiącami ludzi – z niektórymi osobiście, z innymi za pośrednictwem mediów społecznościowych, a z jeszcze innymi w moim podkaście – na temat wyzwań, jakie napotykają, kiedy próbują robić w życiu tylko to, co naprawdę ważne. To był wieloletni festiwal słuchania. Nigdy w życiu nie miałem okazji wysłuchać tylu osób opowiadających zupełnie szczerze o tym, jak zmagają się z najważniejszymi zadaniami.

Zrozumiałem, że wszyscy chcemy robić to, co dla nas najistotniejsze. Chcemy mieć dobrą kondycję, odłożyć pieniądze na dom albo na emeryturę, spełnić się w życiu zawodowym i stworzyć bliskie relacje z ludźmi, z którymi żyjemy i pracujemy. Problemem nie jest brak motywacji, ponieważ gdyby tak było, wszyscy bylibyśmy idealnie szczupli, niezależni finansowo, mielibyśmy pracę marzeń i cieszylibyśmy się głębokimi, znaczącymi relacjami z wszystkimi ludźmi, którzy są dla nas ważni.

Motywacja nie wystarczy, ponieważ jej zasoby są ograniczone. Żeby osiągnąć prawdziwy postęp w ważnych sprawach, potrzebujemy zupełnie nowego sposobu pracy i życia.

Zamiast próbować osiągnąć lepsze wyniki coraz większym wysiłkiem, możemy się postarać, by najważniejsze czynności były zarazem najłatwiejsze.

Co mogłoby się wydarzyć w twoim życiu, gdyby łatwe, ale bezsensowne rzeczy stały się trudniejsze, a ważne rzeczy stały się łatwiejsze?

U niektórych osób dyskomfort wywołuje sama myśl o tym, że mogłyby pracować lżej. To kojarzy się z lenistwem. Rodzi obawę, że inni nas wyprzedzą. Poczucie winy, że nie dokładamy wszelkich starań za każdym razem, gdy coś robimy. Możemy sobie tego nie uświadamiać, ale taki sposób myślenia ma korzenie w purytańskim przekonaniu o inherentnej wartości robienia rzeczy trudnych. Purytanizm nie ograniczał się jednak do stawiania na piedestale tego, co trudne, lecz wykazywał daleko idącą podejrzliwość wobec wszystkiego, co łatwe. Osiąganie celów bez wysiłku nie jest jednak przejawem braku ambicji. Jest oznaką sprytu. To wyzwalająca alternatywa zarówno dla ciężkiej pracy, jak i lenistwa. Umożliwia zachowanie zdrowia i osiągnięcie wszystkiego, czego pragniemy.

Co mogłoby się wydarzyć w twoim życiu, gdyby łatwe, ale bezsensowne rzeczy stały się trudniejsze, a ważne rzeczy stały się łatwiejsze? Gdyby ważne przedsięwzięcia, które odkładasz w nieskończoność, stały się przyjemne, a bezsensowne czynniki rozpraszające zupełnie straciły atrakcyjność? Taka zmiana zadziałałaby wyraźnie na twoją korzyść. Mogłaby odmienić wszystko. Odmienia wszystko.

To właśnie proponuję w Toproste. Zupełnie nowy sposób życia i pracy. Pokazuję, jak osiągnąć więcej z większą łatwością – właśnie dzięki pracy „na luzie”. To sposób na zmniejszenie ciężaru życiowych spraw i osiągnięcie odpowiednich rezultatów bez ryzyka wypalenia.

Nie ma jak sieć

Książka jest podzielona na trzy proste części:

Część pierwsza uczy, jak wprowadzić się w stan bez wysiłku.

Część druga pokazuje, jak podejmować działania bez wysiłku.

Część trzecia dotyczy osiągania wyników bez wysiłku.

Każda z nich opiera się na poprzedniej.

Wyobraź sobie koszykarza przystępującego do wykonania rzutu wolnego.

Najpierw zawodnik stara się „wejść w strefę”. Znajduje odpowiedni punkt na linii rzutu wolnego i kozłuje piłką kilka razy – to rytuał, który pomaga mu całkowicie się skoncentrować. Niemal widać, jak gracz oczyszcza głowę z myśli, pozbywając się emocji i odcinając się od hałasującego tłumu. To właśnie nazywam stanem bez wysiłku.

Następnie koszykarz ugina nogi, wysuniętą do przodu rękę zgina w łokciu pod kątem prostym, unosi piłkę, bierze lekki zamach i rzuca ją w stronę kosza. Ćwiczył ten precyzyjny, płynny ruch, dopóki nie zapisał się trwale w jego pamięci mięśniowej. Wykonuje rzut bez zastanawiania się nad nim, płynnie i gładko. To działanie bez wysiłku.

W wyniku tego działania piłka zatacza w powietrzu łuk i trafia do kosza, nawet nie dotykając obręczy. Kiedy ociera się o siatkę, rozlega się rozkoszny dźwięk, świadczący o doskonałym wykonaniu rzutu. To nie jest szczęśliwy zbieg okoliczności. Zawodnik mógłby tak rzucać raz za razem. Tak właśnie wygląda osiąganie wyników bez wysiłku.

Część I. Stan bez wysiłku

Kiedy mózg pracuje na pełnych obrotach, wszystko wydaje się trudniejsze. Spowalnia nas zmęczenie. Emocje i nieaktualne założenia sprawiają, że przetwarzanie nowych informacji staje się trudniejsze. Niezliczone czynniki rozpraszające, które otaczają nas w życiu codziennym, utrudniają nam wyraźne dostrzeżenie, co jest najważniejsze.

Wobec tego pierwszym krokiem do robienia różnych rzeczy bez wysiłku jest oczyszczenie umysłu i serca.

Prawdopodobnie już kiedyś tego doznałeś. To stan, w którym czujesz się wypoczęty, spokojny i skoncentrowany. Jesteś w pełni obecny w teraźniejszości. Bardzo dobrze zdajesz sobie sprawę z tego, co jest ważne tu i teraz. Czujesz się zdolny do podejmowania właściwych działań.

Ta część książki zawiera praktyczne wskazówki umożliwiające powrót do stanu bez wysiłku.

Model

Wyczerpujące

Bez wysiłku

Myślenie

Wszystko, co warto robić, wymaga ogromnego wysiłku.

Najważniejsze zadania mogą być najłatwiejszymi.

Działanie

Starasz się za bardzo: nadmiernie komplikujesz, za bardzo kombinujesz, za dużo myślisz i za dużo robisz.

Szukasz łatwiejszej drogi.

Efekt

Wypalenie i brak rezultatów, o które chodziło.

Pożądane rezultaty bez wypalenia.

Część II. Działanie bez wysiłku

Kiedy już jesteśmy w stanie bez wysiłku, podejmowanie działań bez wysiłku staje się znacznie łatwiejsze. Wciąż jednak mamy do czynienia ze złożonością, która utrudnia rozpoczęcie ważnego przedsięwzięcia albo dokonanie postępów w jego realizacji. Perfekcjonizm sprawia, że rozpoczynanie istotnych przedsięwzięć staje się uciążliwe, brak wiary w siebie utrudnia doprowadzanie ich do końca, a kiedy próbujemy robić za dużo i za szybko, niełatwo utrzymać rozpęd.

Ta część książki jest poświęcona upraszczaniu procesu, tak aby wykonywanie pracy samo w sobie stało się łatwiejsze.

Część III. Wyniki bez wysiłku

Kiedy podejmujemy działanie bez wysiłku, ułatwiamy sobie osiągnięcie upragnionych rezultatów.

Są dwa rodzaje wyników: liniowe i rezydualne.

Za każdym razem, gdy twoje wysiłki przynoszą jednorazową korzyść, osiągasz wynik liniowy. Codziennie zaczynasz od zera i jeśli w danym dniu nie włożysz w pracę wysiłku, nie uzyskasz wyniku. Stosunek wynosi jeden do jednego: ilość włożonego wysiłku pokrywa się z osiągniętym rezultatem. Ale co by było, gdybyśmy mogli osiągać te wyniki w sposób powtarzalny, bez dalszego wysiłku z naszej strony?

W przypadku wyników rezydualnych trzeba raz podjąć wysiłek, a następnie można w nieskończoność czerpać korzyści. Rezultaty pojawiają się nawet wtedy, kiedy śpimy. Osiągamy je nawet wtedy, kiedy mamy wolny dzień. Wyniki rezydualne są niemal nieskończone.

Samo działanie bez wysiłku przynosi wyniki liniowe. Kiedy jednak podejmujemy działanie bez wysiłku w przypadku czynności o największym znaczeniu, efekty naszych starań kumulują się, jak odsetki na koncie oszczędnościowym. Tak właśnie osiągamy wyniki rezydualne.

Osiąganie świetnych wyników jest dobre. Osiąganie świetnych wyników bez wysiłku jest jeszcze lepsze. Najlepsze jest osiąganie świetnych wyników bez wysiłku w powtarzalny sposób. W części trzeciej dowiesz się, jak to zrobić.

Bez wysiłku można wykonywać każdą czynność, ale nie wszystkie naraz

Odkrywanie bezwysiłkowego stylu życia przypomina używanie specjalnych okularów polaryzacyjnych[4] podczas łowienia ryb na muchę. Bez nich refleksy światła na powierzchni wody sprawiają, że trudno cokolwiek zobaczyć w toni. Po założeniu okularów filtr polaryzacyjny odcina poziomo spolaryzowane fale świetlne odbite od wody i usuwa refleksy. Ryby stają się doskonale widoczne.

Przyzwyczajenie do robienia wszystkiego po staremu przypomina oślepienie promieniami słońca odbitymi od powierzchni wody. Kiedy jednak zaczynamy wprowadzać w życie opisane w tej książce idee, dostrzegamy łatwiejszy sposób postępowania, który wcześniej był przed nami ukryty.

Wszyscy wiemy, jak to jest, kiedy robimy coś bez wysiłku. Zastanów się, czy kiedykolwiek:

zauważyłeś, że łatwiej „wejść w strefę”, kiedy jesteś zrelaksowany?przestałeś starać się ze wszystkich sił i osiągnąłeś lepsze rezultaty?zrobiłeś coś raz i cieszyłeś się wynikami tego działania po wielokroć?

Do napisania tej książki skłoniła mnie tylko jedna rzecz: pragnienie, aby wszyscy moi czytelnicy mogli doświadczać tego stanu jeszcze częściej i jeszcze bardziej dogłębnie.

Oczywiście nie da się sprawić, by wszystko w naszym życiu odbywało się bez wysiłku. Można jednak doprowadzić do sytuacji, w której więcej ważnych rzeczy stanie się mniej niemożliwych, potem nieco łatwiejszych, następnie łatwych, a w końcu bezwysiłkowych.

Podczas pisania tej książki przeprowadzałem wywiady z ekspertami i studiowałem wyniki prowadzonych przez nich badań, czerpiąc z zasobów wiedzy ekonomii behawioralnej, filozofii, psychologii, fizyki i neurologii. Podjąłem poszukiwania odpowiedzi na najważniejsze pytanie: „Jak robić łatwiej to, co najważniejsze?”. Nie mogę się doczekać, kiedy podzielę się z czytelnikami tym, czego się dowiedziałem, bowiem, jak powiada George Eliot, „po cóż żyjemy, jeśli nie po to, aby czynić życie łatwiejszym dla siebie nawzajem?”[5].

[1] Patrick McGinnis, 10-procentowy przedsiębiorca. Stwórz swój mikrobiznes bez rezygnacji z etatu, przeł. Rafał Ociepa, Helion, Gliwice 2017. Opierałem się również na mojej rozmowie z Patrickiem, przeprowadzonej w sierpniu 2020 roku.

[2] Jest wiele wydań Folwarku zwierzęcego George’a Orwella, ale koń Bokser jest scharakteryzowany na początku rozdziału 3 jako silny pracownik, którego odpowiedź na każdy problem, „będę pracował ciężej”, staje się z czasem jego życiowym motto. Pod koniec rozdziału 9 próbuje ostatkiem sił wymówić te słowa tuż przed śmiercią.

[3] Greg McKeown, Esencjalista. Mniej, ale lepiej, przeł. Michał Lipa, MT Biznes, Warszawa 2015. Jeśli poszukujesz bardziej esencjalistycznego, bezwysiłkowego stylu życia, zapraszam na stronę Akademii Esencjalizmu pod adresem www.essentialism.com.

[4]How Do Polarized Sunglasses Work?, SciShow, YouTube, 11 sierpnia 2018, https://www.youtube.com/watch?v=rKlZ_ibIBgo.

[5] George Eliot, Middlemarch: A Study of Provincial Life, Blackwood, 1872. George Eliot to pseudonim wiktoriańskiej poetki i powieściopisarki angielskiej Mary Ann Evans. Jej słynne spostrzeżenie w całości brzmi tak: „Pan Lydgate wiedział, że jeśli jego przyjaciele usłyszą rzucone pod jego adresem oszczerstwo, ich pierwszym pragnieniem musi być usprawiedliwienie go. Po cóż żyjemy, jeśli nie po to, by uczynić życie mniej trudnym dla siebie nawzajem? Nie mogę być obojętny na kłopoty człowieka, który pomógł mi w mojej niedoli i był przy mnie w mojej chorobie”.