Test wiary - Krzysztof Lip - ebook

Test wiary ebook

Krzysztof Lip

4,7

Opis


Trzecia część trylogii opowiadającej o losach Gabriela Fortisa, wybrańca niebios, który stara się pomagać ludziom w ich codziennych problemach i trudnych decyzjach.

Na Ziemi wszystko zaczyna podążać w złym kierunku. Ludzie zapominają o tym co ważne i przejmują się tylko własnym, często zgubnym interesem. Nie zdają sobie sprawy jak bardzo prowadzi ich to do zguby. Na domiar złego Gabriel dowiaduje się o ciężkich przeżyciach Kasi, która nękana przez wybrańców piekieł wraca zdruzgotana do rodzinnego domu. Postanawia porzucić wszystkie narzucone mu zadania wybrańca, by poświęcić się tylko i wyłącznie swojej ukochanej.

Wtedy w różnych zakątkach świata objawia się młodym księżom prorok. Zapowiada on nadchodzący koniec świata i prosi ich, by nakłonili wszystkich ludzi do poprawy swojego życia i przygotowania się do sądu ostatecznego. Ludzie ufają im bezgranicznie. Porzucają swoje dotychczasowe życie i wspólnie przygotowują się na nadchodzący koniec.

Na świecie zaczyna dominować dobro, ale jedna sprawa martwi całe niebiosa – ów prorok nie jest ich wysłańcem.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 192

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,7 (3 oceny)
2
1
0
0
0

Popularność




Test wiary

Krzysztof Lip

© Copyright by Krzysztof Lip & e-bookowo

Projekt okładki: Krzysztof Lip

© copyright by wydawnictwo e-bookowo 2013

ISBN 978-83-7859-156-6

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2013

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Specjalne podziękowanie

za pomoc przy ukończeniu trylogii

dla mojego brata

Prolog

Tej nocy nikt nie został w domu. Wszyscy mieszkańcy stutysięcznego miasta zebrali się na rynku. Nikomu nie przeszkadzał rzęsiście padający deszcz. Ulewa w tym momencie była dla wszystkich najmniejszym problemem. Stali blisko siebie, wraz ze swoimi rodzinami i znajomymi. Były tam zarówno dzieci jak i dorośli. Jedni trzymali się za ręce, inni tulili się do siebie. Każdy przeżywał to na swój sposób. Jednak nikt nie odważył się przerwać panującej tej nocy ciszy.

Gabriel w towarzystwie swojej niebiańskiej rodziny siedział na balkonie jednego z budynków i w milczeniu obserwował tłum. Swój wzrok miał skierowany tylko na jedną osobę. Kobietę stojącą na uboczu i chowającą się pod parasolem. Obserwowała ona wraz z zebranymi wskazówki ogromnego zegara, który na ratuszu odliczał ostatnie minuty do północy. Ostatnie minuty kończącego się dnia, a zarazem ostatnie minuty ich... życia.

1. Czasy się zmieniły

W małym pokoju hotelowym Gabriel Fortis siedzi wygodnie w fotelu i obserwuje młodego chłopaka stojącego przy oknie. Spogląda on na ulicę i nerwowo obgryza paznokcie. Czeka na kogoś lub na coś, ale wygląda na to jakby w duchu modlił się o to, by nikt się nie pojawił. Na drugim końcu pokoju siedzi wybraniec piekieł i przygląda się z ironicznym uśmieszkiem chłopakowi czekając na to, co ma nastąpić.

– W końcu to zrobi, zobaczysz – powiedział widząc jego zachowanie.

– Nie zrobi.

Chłopak nie mogąc się już doczekać odszedł od okna i ruszył w kierunku drzwi wyjściowych. Stanął przed nimi i przez dłuższą chwilę nie ruszał się z miejsca. W jego głowie odbywała się zacięta walka myśli. Walczył ze sobą chcąc zrobić, coś na przekór swojemu sumieniu. Obaj wybrańcy stwarzali pozory pełnego przekonania o swoim zwycięstwie, ale tak na naprawdę żaden z nich nie był przekonany co do kolejnego ruchu chłopaka.

– Otwórz w końcu te drzwi i zrób to – namawiał go już lekko zniecierpliwiony wybraniec piekieł. – Wiem, że tego chcesz.

Po chwili chłopak ruszył zdecydowanym krokiem w kierunku łóżka, pod którym trzymał swoją dużą, czarną torbę podróżną. Położył ją na starannie usłaną pościel i otworzył ukazując światu jej zawartość.

– Tak – cieszył się wybraniec. – To jest twoja chwila.

Chłopak wyciągnął karabin i szybkim ruchem go odbezpieczył. Oglądał go podziwiając każdy najmniejszy element. Delikatnie pogłaskał go po lufie, a następnie powąchał, zachwycając się zapachem, jaki wydaje to cudo. Wstał i tuląc go w ramionach znów zerknął przez okno. Spoglądał na bank stojący naprzeciwko i wyraźnie nabierał ochoty do działania.

– Idź tam i naucz ich szanowania innych. Niech nie myślą, że mogą pomiatać takimi jak ty.

Wielka wojna myśli właśnie się zakończyła. Chłopak już zadecydował. Włożył karabin z powrotem do torby i szybkim krokiem wyszedł z pokoju. Wtedy wybraniec piekieł dumny z siebie podszedł do okna i czekając na jego ruch powiedział:

– Czas na małą masakrę w banku.

Popatrzył na Gabriela, który ani myślał o ruszeniu się ze swojego fotelu. Siedział pewny siebie i nie przejmował się jego słowami.

– Coś ty wymyślił? – zapytał go wyraźnie zmartwiony jego zachowaniem.

Przyglądał się chłopakowi, który pewnym krokiem zmierzał do banku. Mijał innych ludzi, przeszedł bezpiecznie przez ulicę i już miał wchodzić do banku, gdy nagle przystanął.

– Co jest!? – krzyknął ze złości wybraniec piekła. – Wchodź tam idioto!

Stanął on w miejscu i czekał na kobietę, która wyłoniła się zza zakrętu i zbliżała się do niego.

– Kto to jest? Kogo żeś tu nasłał?

– Była koleżanka ze szkoły – odpowiedział mu najspokojniej jak tylko potrafił.

– Pewnie była miłość szkolna? Ale to banalne! I myślisz, że to mu pomoże?

– Nie.

Popatrzył na niego ze zdziwieniem, ale nie pytał go o wytłumaczenie. Wrócił do swojego okna i przyglądał się im uważnie. Wtedy to podszedł do nich jeszcze jeden chłopak i przyłączył się do ich konwersacji.

– A to kto znowu?

– Też kolega ze szkoły. Dawno się nie widzieli.

Po krótkiej rozmowie, wszyscy troje ruszyli wzdłuż banku i pewnie zmierzali do pobliskiej restauracji.

– Wiesz, że jak nie dzisiaj to jutro to zrobi.

– Nie byłbym tego taki pewny.

Wybraniec nie mogąc słuchać jego spokojnego tonu zniknął z pokoju i przeniósł się do restauracji, gdzie młodzi rozsiedli się przy stoliku i zaczęli wspominać swoje szkolne dzieje. Gabriel wiedział, że jego przeciwnik nie zostawi tak tej sprawy, więc również dołączył do nich i z oddali, siedząc przy ostatnim stoliku obserwował ich uważnie. Wybraniec piekieł tymczasem aż trzęsąc się ze złości podszedł do nich i przez nikogo nie zauważony sprawnym ruchem odpiął zamek w torbie leżącej tuż pod nogami chłopaka.

– Jesteś nasz chłopcze – dodał i odszedł kilka kroków w tył czekając na dalszy rozwój sytuacji.

Długo nie musiał czekać. Podeszła do nich kelnerka i zaczęła przyjmować ich zamówienie. Pisała wszystko dokładnie na małej karteczce i wtedy zerknęła do torby. Widząc jej zawartość stanęła przez chwilę przerażona, ale widząc ich wzrok na sobie od razu wróciła do kuchni.

– Będzie ciekawiej – powiedział do Gabriela siadając przy jego stoliku.

– Z niego już i tak nic dobrego nie będzie – odpowiedział mu Gabriel. – Jest twój.

Wybraniec zadowolony z samego siebie przyglądał się niczemu nie świadomym rozmówcom i czekał cierpliwie na rozwój sytuacji. Był pewny, że kelnerka wchodząc do kuchni od razu zadzwoniła po policję i w ciągu kilku minut przybędą tu policyjne oddziały specjalne by go rozbroić. Już wyobrażał sobie co się będzie działo, gdy spanikowany chłopak widząc mundurowych zerknie do swojej otwartej torby. Uwielbiał rzeź i na nią właśnie w tej restauracji czekał.

Nagle Gabriel poczuł obecność jeszcze jednego wybrańca. Wszedł on do restauracji zaraz za mężczyzną ubranym w ciemną skórzaną kurtkę i czarne dżinsy. Szedł za nim uśmiechnięty i gdy tylko zobaczył ich obu siedzących przy jednym stoliku od razu ruszył w ich kierunku.

– I jestem – powiedział wyraźnie zadowolony siadając przy ich stoliku.

Jego podopieczny usiadł na samym końcu sali i obserwował wrogim spojrzeniem obecnych gości restauracji.

– Jakby ci to powiedzieć niebieski... przegrałeś.

Gabriel nie odezwał się ani słowem. Nie dał po sobie poznać zaskoczenia i szybko próbował wymyślić sposób, by uratować wszystkich siedzących tutaj ludzi.

– To fakt – odpowiedział i wstał od stolika.

Kelnerka właśnie podawała zamówione drinki i posiłek na stół, gdy Gabriel przechodząc obok niej delikatnie uderzył w jej nogę powodując, że straciła równowagę i oblała młodego chłopaka zimnym napojem.

– Przepraszam bardzo! – krzyknęła przestraszona. – Nie wiem jak to się stało. Przepraszam!

Poszkodowany wstał i spostrzegł, że ma otwartą torbę. Spojrzał na nią i już wiedział, że jej zawartość nie jest dla niej tajemnicą. Kelnerka szybko pobiegła do kuchni płacząc, a chłopak przepraszając swoich znajomych wraz z torbą ruszył do toalety. Ledwo zdążył zamknąć drzwi, gdy do restauracji weszło dwóch policjantów ubranych po cywilnemu. Szukali wzrokiem podejrzanego, ale nie byli w stanie sami go odnaleźć. Wtedy kelnerka wyszła zza baru i wskazała im drzwi do toalety.

Wybrańcy obserwowali bacznie całą sytuację i czekali z coraz to większym zniecierpliwieniem na to, co miało nastąpić. Policjanci podeszli do drzwi toalety i trzymając broń w rękach próbowali wejść do środka, ale chłopak zamknął je od środka.

– Policja! Proszę otworzyć!

Wołali kilka razy, ale chłopak nie odpowiadał. Gabriel przeniósł się do niego, chcąc przewidzieć jego kolejny ruch. Nigdy nie był świadkiem żadnej strzelaniny i miał nadzieję, że i tutaj do niej nie dojdzie. Był przygotowany na jego ewentualne odwrócenie uwagi od drzwi, ale młody chłopak miał inne plany. Słysząc wołających do niego policjantów wyciągnął z torby karabin i po krótkim namyśle przyłożył ją sobie do głowy. Sekundy mijały, policjanci próbowali wywarzyć drzwi, a on możliwe, że po raz ostatni walczył sam ze sobą. Gabriel nie mógł na to patrzeć. Biorąc to zadanie miał nadzieję, na cud i sprowadzenie go na ścieżkę dobra, ale już nie było szans na uratowanie jego duszy. Zrezygnowany zamknął oczy i czekał aż naciśnie spust swojego karabinu.

Jego znajomi z przerażeniem przyglądają się działaniom policji, aż w końcu wszyscy usłyszeli pojedynczy strzał. Po chwili padł drugi. Gabriel otworzył oczy i zobaczył równie zdziwionego chłopaka. W restauracji nagle rozległ się głośny krzyk kobiety i padł kolejny strzał.

– Magda – wyszeptał i uchylił lekko drzwi.

Gabriel przeniósł się do wybrańców i z przerażeniem przyglądał się mężczyźnie w czarnym ubraniu, który zabijał po kolei wszystkich w restauracji.

– Jeszcze tam się kryje jakiś – krzyknął do niego drugi wybraniec wskazując mężczyznę chowającego się za stolikiem.

Zabójca podszedł do niego i z zimną krwią strzelił do niego.

– Tak jest! Niebieski siadaj – wołał do niego wybraniec. – Takiego przedstawienia jeszcze chyba nie widziałeś.

Podszedł do schowanych pod stolikiem przyjaciół chłopaka i wszyscy usłyszeli błagające słowa Magdy:

– Proszę, nie zabijaj mnie.

Drżała cała ze strachu. Gdy go zobaczyła nad sobą tylko zamknęła swoje zapłakane oczy i usłyszała kolejny strzał. Tym razem brzmiał on inaczej. To młody chłopak wystrzelił ze swojego karabinu i zabił go stojącego tuż nad nią.

– Dobry strzał, młody – pochwalił chłopaka drugi wybraniec. – Kolejny nasz człowiek.

Gabriel wciąż zaskoczony całym wydarzeniem stał w miejscu i tylko przyglądał się temu wszystkiemu. Cieszył się, że już nikt nie umrze z rąk psychopaty, ale martwił się o chłopaka. Jego znajomi widząc go z karabinem w ręce, bali się go tak samo jak leżącego tuż obok nich martwego zabójcę. Nikt się nie odważył odezwać. Wszyscy wpatrywali się w niego i czekali przerażeni, na jego kolejny ruch.

Wtedy to usłyszeli zjeżdżające się na ulicy policyjne radiowozy.

– Przybyła odsiecz – skomentował to jeden z wybrańców piekieł stojąc przy oknie i przyglądając się ustawiającym się przed wejściem policjantom.

– Na mnie już czas, niech młody zrobi to szybko – odezwał się drugi wybraniec i po tych słowach zniknął z restauracji.

Młody chłopak wyjrzał przez okno na zbierających się policjantów i zrezygnowany popatrzył na swoich znajomych.

– Przepraszam was.

Po tych słowach skierował lufę karabinu pod swoją szczękę i wystrzelił.

* * *

Na ogromnej pustyni, która ciągnęła się kilometrami było miejsce, które zwano „Samotnicą”. Żyjąc w niebie nikt nie doświadczał żadnych zmartwień ani problemów, wszystko było dostępne dla każdego. Jednak dla wybrańców to miejsce było bezcenne. Miało ono bowiem moc, której nigdy i nigdzie nie potrafiono znaleźć. Wśród wszędobylskiego, pomarańczowego piasku stała wysoka na około pięć metrów palma, a pod nią ławeczka, na której można było usiąść i w spokoju oddać się przemyśleniom. Gabriel miejsce to poznał dzięki Michałowi, gdy pierwszy raz nie podołał zadaniu. Stracił wtedy swój zapał i wiarę w siebie, ale dzięki właśnie temu miejscu się nie poddał. Jest ono znane tylko i wyłącznie wybrańcom niebios. Mogą oni tutaj oddać się w spokoju i ciszy swoim przemyśleniom, ale i mają możliwość również spotkać innego wybrańca, z którym mogą porozmawiać i wymienić się swoimi spostrzeżeniami.

Nigdy nie zapomniał pierwszego spotkania z wybrańcami. Czuł ich wielkość, ale zarazem i zmęczenie oraz smutek. Z początku tego nie rozumiał. Wszystkie zadania jemu powierzone udawało mu się rozwiązywać i zawsze wygrywał. Ale ostatnio coś się zacięło. Ludzie przestali iść ścieżką dobra. Wybierają zło, które jest prostsze i wygodniejsze. Niestety nie dostrzegają tego co się za nim tak naprawdę kryje. Teraz dopiero doświadcza ciężaru pracy wybrańca, mając już zadania, z którymi doświadczony wybraniec zmaga się na co dzień.

– Wiedziałem, że cię tutaj znajdę – usłyszał głos Michała tuż za sobą. – Słyszałem o twoim zadaniu. Co się tam dokładnie wydarzyło?

– Pojawił się drugi wybraniec z... – przerwał szukając w głowie odpowiedniego określenia, ale nie mógł inaczej go nazwać – z psychopatą.

– Psychopatą?

– Nie wiem jak można nazwać inaczej człowieka, który z zimną krwią zabija niewinnych ludzi. Przecież oni mu nic nie zrobili, nawet ich nie znał. Wszedł po prostu w biały dzień do restauracji i zaczął strzelać do wszystkich. A ja nie wiedziałem, co mam robić.

– Jestem pewny, że zrobiłeś co tylko mogłeś w takiej sytuacji. Dla nich niestety nie było już ratunku.

– Ale dlaczego? Przecież oni nic złego nie zrobili. Dlaczego ich to spotkało?

– Nikt nie wie, kiedy nadjedzie jego czas, pamiętaj Gabrielu. Na to nic nie poradzimy.

– Ale to jest niesprawiedliwe.

– Na ziemi ludzie stworzyli swoją „sprawiedliwość” i niestety jej się trzymają już od wieków. Prawdziwą sprawiedliwość znajdą dopiero po śmierci. Powiedz mi lepiej, co tam u twojego przyjaciela Jacka słychać?

– Dawno u niego nie byłem. Zostawił mi kilka wiadomości na sekretarce, ale nie miałem czasu na spotkanie się z nim. Może wypadałoby go w końcu odwiedzić.

– Zrób to. Weź wolne, odpocznij. Przypomnij sobie, gdzie jesteś i ciesz się rajem, na który zasłużyłeś.

– A co z zadaniami? Może lepiej...

– W takim stanie nikomu nie pomożesz. Ostatnio za dużo bierzesz na siebie, nawet nie masz czasu dla przyjaciół i rodziny. Kiedy ostatnio kąpałeś się w swoim basenie? Świat się nie zawali, gdy kilka dni odpoczniesz. Wrócisz do nas, gdy przypomnisz sobie, co to jest raj i dlaczego warto do niego dążyć.

– Może masz rację.

* * *

Gabriel po powrocie do swojego pałacu długo rozmyślał nad swoim ostatnim zadaniem. Chciałby o nim zapomnieć, ale nie potrafił. W ciągu swojego krótkiego życia na ziemi czasem słyszał o podobnych strzelaninach, ale nigdy nad tym się nie zastanawiał, ani nie zwracał większej uwagi. Były to bowiem pojedyncze przypadki i najczęściej występujące daleko od niego. A co najważniejsze, za każdym podawano motyw działania takiego mordercy. W tym przypadku było mu ciężko go odnaleźć. Chciałby móc się przygotować na podobne wydarzenie, ale nie miał pojęcia jak powinien się zachować w takiej sytuacji. Długo rozmyślał na ten temat, ale żadnego rozsądnego rozwiązania nie potrafił odnaleźć.

Gdy w końcu nadeszła noc, usiadł się w swoim ogromnym łożu i pierwszy raz poczuł się obco w swoim wymarzonym, rajskim domu. Ostatnio większość czasu przebywał poza nim, biorąc coraz to trudniejsze zadania. Chciał pomagać, zmieniać świat, ale lista zadań zamiast maleć, to niestety wciąż się powiększała. Na miejsce jednego pojawiały się dwa następne. Zdawał sobie doskonale sprawę, że gdyby mógł pokazać ludziom żyjącym na ziemi jak wspaniale jest w niebie, postępowanie przynajmniej dziewięćdziesięciu procent ludzkości zmieniłoby się nie do poznania. Każdy chciałby spędzać tak swoją wieczność. Wygoda, spokój i przede wszystkim brak zmartwień towarzyszące wieczności. Jednak takiej możliwości nikt nigdy nie miał.

Wziął do ręki telefon i wykręcił numer do Jacka. Michał miał rację, należy mu się odpoczynek. Chciał się spotkać ze swoim przyjacielem, spędzić z nim trochę czasu, po prostu porozmawiać. Zaniedbał ostatnio ich stosunki i czuł się temu winny. Dzwonił mając nadzieję, to naprawić, ale nikt nie odbierał jego telefonu. Wstał więc z łóżka i chciał jak najszybciej zapomnieć o ostatnich godzinach i poczuć się z powrotem jak w raju. Włączył więc swoją ulubioną płytę z balladami rockowymi i leżąc na wspaniałym łożu wsłuchiwał się w nie, przypominając sobie czasy spędzone na ziemi. Przypominał sobie swój pokój w domu rodziców. Brata, z którym wiecznie rywalizował o coś oraz kolegów z podwórka, z którymi grał w koszykówkę prawie codziennie wieczorem, przy ledwo palącej się lampie. Za czasów dzieciństwa miał sporo czasu dla siebie i słuchał muzyki godzinami, ciągle puszczając ją od nowa i ucząc się słów na pamięć. Tego mu właśnie brakowało, chwili dla siebie samego.

Teraz dopiero zdał sobie sprawę, że będąc już dłuższy czas w niebie, wcale go nie zna. Pochłonięty pracą na ziemi, zapomniał o sobie samym i o raju, na który tak ciężko zapracował. Wciąż pomagał innym osobom, uczestniczył w ich życiu, a o swoim zapomniał całkowicie. Stracił przez to kontakt ze swoim przyjacielem Jackiem oraz rodziną, która nieustannie próbowała się z nim spotkać.

– Gabrielu, jesteś tu?! – usłyszał czyjś głos.

– Jestem – wyłączył muzykę i odpowiedział niepewnie. – Już idę.

Otwarł drzwi i prawie wszedł na stojącego przed nim Pawła, jednego z najstarszych wybrańców niebios.

– Co się stało?

– Miałbyś dla mnie chwilę? Potrzebuję twojej pomocy.

Gabriel zaskoczony jego słowami od razu odpowiedział:

– Możesz na mnie liczyć.

– Chodź ze mną.

Chwycił go za ramię i obaj przenieśli się do pokoju małej dziewczynki, która spała grzecznie w swoim łóżku.

Za oknami już była noc, a w małym pokoju dziecięcym paliła się tylko mała lampka tuż przy jej łóżeczku.

– Nie pozwól się do niej nikomu zbliżyć, to bardzo ważne.

Słowa te brzmiały tak poważnie, jakby jego życie od tego zależało. Po nich od razu zniknął, przenosząc się w miejsce, gdzie z pewnością miał ciężkie zadanie do wykonania.

Gabriel zamknięty w pokoju dziewczynki nie miał pojęcia przed czym miałby ją chronić. Wyglądała tak niewinnie, że aż dziw bierze, żeby ktoś chciałby ją skrzywdzić. Cóż mogłoby takie maleństwo komuś zrobić. Podszedł do okna wypatrując w okolicy podejrzane ruchy, ale noc wyglądała na bardzo spokojną. Nic nie wskazywałoby, żeby coś miało nagle się zmienić. Usiadł więc naprzeciwko jej łóżeczka i czuwał. Spoglądał co chwilę na drzwi, ale nikt się w nich nie ukazywał. W całym domu były pogaszone światła i podejrzewał że wszyscy domownicy spali zbierając siły na kolejny dzień.

Jednak długo ta cisza nie trwała. Usłyszał czyjeś kroki powoli zbliżające się do drzwi. Po chwili otworzyły się i wszedł do środka niski mężczyzna trzymający w ręku broń z tłumikiem i założonym noktowizorem na oczach. Zdjął go, by lampka dziewczynki go nie ślepiła. Odłożył także broń z tłumikiem i stanął nad dziewczynką, przyglądając się przez chwilę jakby podziwiał jej piękno i niewinność. Gabriel aż znieruchomiał widząc niespodziewanego gościa w domu. Nie był przygotowany na taki obrót sprawy i chciał szybko wymyślić coś, by uratować dziecko, ale nie potrafił. Był kompletnie zaskoczony i nieprzygotowany. Wtedy to wszedł do środka jeszcze wybraniec piekieł.

– Zabij ją – szepnął. – Nie zostawiamy świadków. Zabij.

Przeszedł obok napastnika mówiąc te słowa i stanął naprzeciwko niego przyglądając się dziewczynce. Gabriel zobaczył broń leżącą na stoliku i szybko podbiegł do niej, by jednym sprawnym ruchem spowodować jej zacięcie.

– Broń mu już nie jest potrzebna – odezwał się do niego wybraniec uśmiechając się pod nosem.

Przyglądał się on Gabrielowi przez chwilę, aż w końcu zapytał:

– Nowy?

Gabriel, widząc napastnika, który już naciągnął sobie skórzane rękawiczki i kierował swoje dłonie do szyi śpiącego dziecka nie mógł czekać. W ruchach mężczyzny nie było ani chwili zawahania. Zaczął dusić małą dziewczynkę. Gabriel przerażony sytuacją szybko wybiegł z pokoju i kątem oka minął sypialnię, gdzie leżały martwe ciała rodziców dziecka. Szybko wbiegł do kuchni i zrzucił na ziemię wszystkie talerze, jakie zostały na suszarce. Huk był tak głośny, że musiał zwrócić uwagę napastnika. Modlił się, by to zadziałało i pospiesznie wrócił do pokoju dziewczynki. Napastnik wypuścił ze swoich rąk już prawie martwe ciało dziecka i z bronią udał się do kuchni, by zabić winowajcę hałasu.

– Za późno niebieski – powiedział dumny z siebie wybraniec i stanął przed drzwiami wyjściowymi. – My już uciekamy.

Napastnik nie mogąc nikogo znaleźć przeszedł obok nich i spokojnie bez żadnego wzruszenia wyszedł z domu przez nikogo nie zauważony.

– Nie postarałeś się nowy – powiedział i zniknął podążając za mordercą.

Gabriel, wciąż przerażony tym, co się przed chwilą stało, nie potrafił ruszyć się z miejsca.

– Gdzie dziewczynka? – usłyszał jakby z oddali. – Gabrielu! Gdzie dziewczynka?!

Szturchnął go Paweł. Wtedy dopiero oprzytomniał i odpowiedział ledwo słyszalnym głosem:

– W łóżeczku. Nie żyje.

Paweł szybko pobiegł do jej pokoju, a Gabriel stał załamany kolejnym niepowodzeniem. To już kolejne, które musi przełknąć w tak krótkim czasie.

– Ona żyje! Gabriel! – usłyszał nawoływanie Pawła. – Szybko, pogotowie musimy sprowadzić.

Tego nie mógł już zawalić. Każda chwila się teraz liczyła. Szybko więc przeniósł się do sypialni sąsiadów, w której spało starsze małżeństwo.

– Wstawaj natychmiast, twoi sąsiedzi potrzebują pomocy – szepnął śpiącej kobiecie do ucha. – Idź i pomóż im.

Kobieta otwarła oczy przerażona, nie wiedząc czy to sen, czy jawa. Usiadła na łóżku i od razu zbudziła swojego męża.

– Irek, coś się dzieje u sąsiadów.

– Śpij kobieto, jest środek nocy.

– Chodź ze mną. Musimy to sprawdzić.

– Pewnie śpią. Kładź się i zamykaj oczy kobieto.

– To idę sama.

Wstała, ubrała szlafrok i już miała wychodzić z pokoju gdy jej mąż zawołał:

– Poczekaj, idę z tobą.

Niechętnie, ale marudząc pod nosem poszedł z nią do domu sąsiadów. W środku nocy weszli na ich posesję i zbliżając się do wejścia nabierali coraz to większego przekonania o słuszności swojego zachowania. Drzwi wejściowe bowiem były uchylone, a w środku Gabriel pozostawił oświecone światło.

– Idź do domu i zadzwoń po policję. Ja to sprawdzę.

– Idę z tobą – odpowiedziała, chowając się za jego plecami.

Powoli weszli do domu sąsiadów i wołając ich przeszukiwali kolejne pokoje. W każdym zapalali światła i dokładnie się rozglądali, ale nigdzie nikogo nie widzieli. W końcu weszli do sypialni rodziców dziewczynki, gdzie zauważyli leżące obok siebie martwe ciała.

– O mój Boże! – krzyknęła z przerażenia.

– Wezwij policję! Szybko!

Kobieta