Tajemnicza studnia - Tomasz Siwiec - ebook

Tajemnicza studnia ebook

Tomasz Siwiec

3,9

Opis

Wakacje nie zaczęły się najlepiej. Reni zdechł ukochany chomik — Rambo. Wraz z trójką najlepszych przyjaciół, postanawiają pochować zwierzę w nieczynnej studni pod lasem. Nieoczekiwanie Rambo powraca do właścicielki cały i zdrowy. Okazuje się, że Tajemnicza studnia ma nie tylko magiczne właściwości, ale także skrywa przerażającą tajemnicę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 134

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginału:

Tajemnicza Studnia

Copyright © 2020 Tomasz Siwiec

Redakcja i korekta:

Magdalena Paluch

Okładka:

Joanna Widomska - Workshop

Skład, łamanie, opracowanie graficzne:

Jakub Siwiec

Sucha Beskidzka 2020

Wydanie 1

ISBN: 978-83-952022-9-2

Rozdział pierwszy.

– No to klapa – stwierdził z rezygnacją w głosie Albert.

– Co się stało? – zapytał Kazio, widząc zatroskaną minę kolegi.

Dziś wypadał pierwszy dzień wakacji, więc spodziewał się zastać przyjaciół w bardziej entuzjastycznym nastroju. Wszyscy jednak mieli minę zbitych psów. Najgorzej wyglądała Renia. Jej błękitne oczy szkliły się od łez, a drżące dłonie sugerowały, że musiało wydarzyć się coś strasznego. Siedziała na drewnianym pieńku z podkurczonymi nogami i wpatrywała się w wysuszoną ziemię.

Ciszę przerwała Krysia, którą wszyscy nazywali Krecha. Nie była z tego powodu zachwycona, ale jak już jakaś ksywa do kogoś przylegnie, to koniec.

– Reni zdechł Rambo – zakomunikowała bezceremonialnie.

W tym samym momencie Renia wybuchła gromkim płaczem. Widząc to, Krecha usiadła obok przyjaciółki i przytuliła ją do siebie. Kazio sam miał ochotę pocieszyć Renię, ale dwunastoletnie chłopaki takich rzeczy nie robią. Jego tata zawsze powtarzał, że facet powinien być twardy, nie miętki. Skinął jedynie porozumiewawczo głową i zastanawiał się, co powiedzieć.

Rambo był chomikiem. Renia uwielbiała zabawę z tym łaciatym stworzeniem i czasami nawet zabierała go ze sobą do szkoły. Oczywiście nie podobało się to nauczycielom, ale wbrew pozorom Rambo był bardzo spokojnym zwierzątkiem. Potrafił przez kilka godzin siedzieć na ramieniu Reni, nie przeszkadzając w zajęciach.

– Trzeba go będzie godnie pochować – stwierdził Albert, poprawiając pomarańczową czapkę z daszkiem. Jego umorusana podkoszulka z wizerunkiem trupiej czaszki również była w kolorze pomarańczy, a połatane spodenki świadczyły o tym, że chłopak nie przywiązuje uwagi do wyglądu. Grunt to wygoda. – Wykopiemy mu dół na cmentarzu i…

– Tylko nie to – przerwała mu Renia. – Nie chcę!

Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni nagłym wybuchem. Albert zmarszczył brwi i założył ręce na biodra.

– Jak to? – zapytał, mrużąc oczy przed słońcem. – Przecież on...

– Wiem, że nie żyje – ponownie weszła mu w słowo Renia. – Ale nie chcę go zakopywać pod ziemią. Rambo bał się ciemności. Nie wyobrażam sobie, że ot tak go po prostu zakopię. Trzeba wymyślić coś innego – dodała.

Przez chwilę zapadła niezręczna cisza.

– Coś innego? – odezwał się w końcu Albert. – Przecież to tylko... – Wszyscy wiedzieli, co miał zamiar powiedzieć, ale kiedy zrozpaczona Renia spojrzała na niego spode łba, wolał nie kończyć. Podniósł jedynie obie ręce na znak, że się poddaje i cofnął się dwa kroki.

– To może w studni? – zaproponował Kazio.

Było mu bardzo przykro z powodu śmierci chomika i chciał w jakiś sposób wesprzeć Renię. Tym bardziej, że skrycie bardzo mu się podobała. Jeszcze jakiś czas temu traktował ją jako zwykłą kumpelę z podwórka, ale niedawno coś się zmieniło. Łapał się na tym, że lubi przyglądać się jej opalonej cerze. Mocniej biło serce, kiedy udało mu się ją rozśmieszyć. Miał nadzieję, że nikt tego nie zauważył, bo to przecież obciach. Nocami jednak zdarzało mu się nawet całować poduszkę, wyobrażając sobie, że są to policzki Reni.

– W studni? – zdziwiła się Kreska.

Jej głos brzmiał jak pisk wystraszonej myszki.

– Dokładnie – odparł. – Chodzi mi o tę studnię w lesie. Ona jest nieczynna, ale na grób nadawałaby się idealnie. Nie musielibyśmy zakopywać Rambo.

– Co masz na myśli? – Renia obrzuciła go zaciekawionym spojrzeniem.

– Owinęlibyśmy go odpowiednim materiałem i delikatnie spuścili w dół. Z góry dochodziłoby światło. Rambo wcale nie musiałby spocząć pod zwałami ziemi.

Renia przez moment wpatrywała się w Kazia. Pomimo że jej oczy były mokre od łez, to coraz trudniej było mu oderwać od nich wzrok. Po chwili delikatnie skinęła głową.

– Tak chyba będzie najlepiej – odparła, wstając z pieńka. Otrzepała dżinsowe rybaczki z liści, które przyczepiły się jej do ud i przetarła dłonią załzawione oczy. Następnie zbliżyła się do Kazia i wyszeptała:

– Dzięki.

Jego serce zabiło jak oszalałe. Miał nadzieję, że nikt nie dostrzega tego, co działo się teraz w jego głowie. Trudno mu było się z tym pogodzić, ale wyglądało na to, że zakochał się bez pamięci.

Studnia mieściła się na skraju lasu, który otaczał Smolikówkę. Była to jedna z wielu odnóg miasta Sucha Beskidzka. Smolikówka znajdowała się na zboczu jednej z gór tej małopolskiej miejscowości. W związku z jej geograficznym położeniem, tam pierwsze zachodziło słońce. Resztę niewielkiego miasteczka jeszcze długo rozświetlały jaskrawe promienie.

Czwórka przyjaciół pokonywała drogę w ciszy i zadumie. Od czasu do czasu jedynie ktoś rzucił jakąś uwagę, aby iść szybciej lub wolniej. Do lasu, w którym znajdowała się studnia, można było dostać się krętą, wyboistą ścieżką lub na skróty przez porośnięte ostrą jeżyną łąki. Opcja numer jeden była zdecydowanie lepszym wyborem, zwłaszcza że nikomu nie śpieszyło się do domu. Z uwagi na temperaturę, wszyscy byli skąpo ubrani, więc każdy chciał uniknąć zadrapań. Dochodziła dziewiąta rano, a słońce już o tej porze niemiłosiernie przypiekało ich spocone ciała. Upał utrzymywał się już od ponad tygodnia i nic nie zapowiadało, żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić.

Albert zdjął z głowy czapkę i podrapał się po mokrej czuprynie. Jego ciemne włosy sterczały na wszystkie strony.

– Ma ktoś może butelkę wody? – zapytał.

Pomimo że maszerowali powoli, to i tak wszyscy dyszeli jak parowozy.

– Ja mam – odparł Kazio i podał koledze butelkę mineralnej niegazowanej. – Tylko nie wypij wszystkiego.

Albert łapczywie pochłonął większość i oddał mu resztę.

Na czele konduktu maszerowała Renia. Teraz nie płakała, ale wciąż miała zaczerwienione oczy. To była wyjątkowo ciężka noc. Najpierw nie mogła zasnąć, a kiedy już się jej to udało, to zaatakowały ją koszmarne sny. Śniła o studni, do której się wybierali. Obudziła się z krzykiem, kiedy z ciemnej głębiny wystrzeliły pędy ostrych cierni, oplatając jej ręce i szyję. Próbowała się wyswobodzić i odegnać diabelskie pnącza, ale te jeszcze mocniej wdzierały się w skórę. Dziwna roślina chciała wciągnąć ją do studni. Kiedy wreszcie się obudziła, zlana potem, wydawało się jej, że śmierć Rambo była tylko senną marą. Przerażającym koszmarem. Jednak niewielkie zawiniątko znajdujące się na biurku, tuż obok łóżka, utwierdziło ją w przekonaniu, że to wcale nie był sen. Po raz setny zalała się łzami. Przytuliła małe truchełko do siebie i jakimś cudem udało się jej przespać do rana. Postanowiła, że pochowa chomika w swojej ulubionej apaszce. To miał być dowód na jej bezgraniczną miłość.

Wdrapali się na strome wzniesienie, którego ziemię porastały długie, kręte korzenie starych drzew. Ich oczom ukazała się nieczynna studnia. Wyglądała jak z bajki. Spróchniały dach był porośnięty grubym, jasnozielonym mchem, a na zardzewiałym korowodzie wciąż spoczywał masywny łańcuch. Kołnierz został wykonany z kamieni. Studnia była otoczona czterema potężnymi dębami, które rosły w taki sposób, że ich długie, liściaste gałęzie pełniły funkcję ochronną przed zjawiskami pogodowymi. Dzieci zbliżyły się do studni i naraz wszyscy zajrzeli do środka.

– Wy też się nad tym zastanawiacie? – odezwał się Kazio.

– Nad czym – odparł Albert.

– Jak tutaj jest głęboko?

Krecha wzruszyła ramionami.

– Na pewno nie głębiej niż sięga łańcuch – stwierdziła, szukając kamyka. Ścisnęła jeden w dłoni i rzuciła go w głąb studni. W milczeniu wyczekiwali uderzenia o dno, ale nic takiego nie nastąpiło. Wszyscy wydali się tym faktem niezwykle zdziwieni.

– Może jest bez dna – stwierdziła Kreska.

– Głupoty – odparł Albert. – Nie ma studni bez dna. Tylko w bajkach takie istnieją.

– Tak? To co powiesz na to? – bąknęła Kreska, ciskając w ciemność kolejny kamień.

Po kilkunastu sekundach nasłuchiwania nie usłyszeli żadnego dźwięku.

– I co? – rzuciła w stronę Alberta.

Chłopak podrapał się za uchem.

– Najzwyczajniej w świecie jej dno musi być pokryte grubą warstwą mchu albo rzęsą wodną. Pewnie rosną tam jeszcze jakieś inne rośliny.

– Rzęsy to masz tutaj – odburknęła Kreska, pukając się w czoło.

Albert zmarszczył brwi.

– Nie kłóćcie się – wtrąciła się Renia. – Przyszliśmy tutaj, aby pochować Rambo. On chyba by nie chciał, abyśmy kłócili się na jego pogrzebie.

Wszyscy pokornie skinęli głowami.

Rambo był zawinięty w kolorowy kłębek apaszki. Renia przytuliła materiał do policzka i zamknęła oczy. Zdawała sobie sprawę, że to były ich ostatnie chwile. Nagle kilka obrazów stanęło jej przed oczami. Wszystkie najlepsze momenty spędzone ze zwierzątkiem. Dostała go od taty na siódme urodziny. Najpierw Rambo zamieszkał w niewielkiej klatce, ale potem namówiła ojca, aby zbudował dla niego nieco większy domek. Tak też się stało. Nowe mieszkanie chomika przypominało drewniany dom dla lalek. W środku znajdowała się jego ulubiona karuzela, poidełko, półeczki na pokarm oraz kilka zabawek, którymi bawił się, kiedy Renia przebywała w szkole. Często wypuszczała go, aby pobiegał sobie po pokoju, ale był on na tyle mądrym zwierzątkiem, że zawsze po spacerze, sam wracał do domku. Na samą myśl o tym, że już nigdy nie będzie mogła go przytulić, zaszkliły jej się oczy. Nie chciała płakać, ale to było silniejsze od niej. Przezroczysta łza ponownie spłynęła po zaróżowionym policzku. Pomyślała, że po wszystkim usunie z pokoju domek Rambo, aby nie rozpamiętywać wzruszających wspomnień.

– Może po prostu włóż go do tego wiadra – zaproponował Kazio, wskazując na zardzewiałe naczynie zawieszone na łańcuchu. – W taki sposób spuścimy go do jego nowego mieszkania.

Renia skinęła głową i zbliżyła się do studni. Ciepły wiatr przeczesał jej jasne włosy. Jeszcze raz ucałowała czerwoną apaszkę i umieściła Rambo w wiaderku.

Kazio chwycił w dłonie zardzewiały korowód i spojrzał na Renię. Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że nie może w nieskończoność przedłużać ceremonii pożegnania i skinęła głową, aby opuszczał wiadro w dół.

– Spoczywaj w pokoju – rzuciła cichutko Kreska.

Mechanizm zapiszczał i po chwili wiadro zniknęło z zasięgu ich wzroku. Kazio dokręcił korowód do samego końca i otarł pot z czoła. Zastany mechanizm nie poddawał się łatwo.

– Myślicie, że nikt mu tutaj nie będzie przeszkadzał? – zapytała Renia.

– Oczywiście, że nie – natychmiast odparł Kazio. – O tej studni wiedzą jedynie mieszkańcy Smolikówki, ale chyba tylko my tutaj czasami zaglądamy.

Wszyscy skinęli głowami.

– Żegnaj, Rambo. Odpoczywaj w spokoju.

Jeszcze kilka minut cała czwórka bez słowa stała przy studni, czekając, aby Renia pierwsza opuściła to miejsce.

Kiedy wracali, słońce już miało się ku zachodowi. Upał nie zelżał, ale pojawił się przyjemny wietrzyk, który smagał ich zmęczone twarze kojącymi podmuchami. Tego dnia już nikt nie miał ochoty na zabawę. Cała czwórka udała się na zasłużony odpoczynek do swoich domów. Jutro też był dzień. Optymizmem napawało to, że był to dopiero drugi dzień wakacji.