Superbohater z antyku. Tom 1. Oto Herkules! - Stella Tarakson - ebook + audiobook

Superbohater z antyku. Tom 1. Oto Herkules! ebook i audiobook

Stella Tarakson

4,6

Opis

 

Pełne humoru i przygód wprowadzenie do mitów greckich: opowieść o chłopcu, który sprawdza na własnej skórze, jak to jest być bohaterem.

Kiedy Tim stłukł antyczną wazę swojej mamy, był to tylko początek jego problemów. Wyzwolony z wazy superbohater – Herkules – może mu napytać biedy. Chce pomóc chłopcu, lecz jego wysiłki wywołują coraz większy zamęt. Trzeba go wysłać z powrotem do lamusa, zanim mama nie odeśle tam Tima.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 69

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 1 godz. 50 min

Lektor: Maciej Więckowski

Sortuj według:
Dembolka

Z braku laku…

Czasami nowsze nie znaczy lepsze. Motyw już wykorzystywany wcześniej i mogłoby być nawet ciekawie, ale nie do końca wyszło. Według opinii na okładce dzieciom się podoba. Pewnie... Ale to od dorosłych zależy, co będą czytać dzieci i to dorosły może podsunąć dobrą lekturę, a za taką tej książki nie uważam. Czy ostatnio we wszystkich książkach dla dzieci musi być taki prosty, wręcz potoczny...
10

Popularność




Pamięci mojego ojca, Constantine’a, prawdziwego greckiego superbohatera

U stóp Tima Bakera leżał tygrys z szeroko otwartą paszczą. Futro miał zmierzwione i brudne. Wyglądał, jakby stoczył niejedną zaciętą walkę. Szczerzył pożółkłe kły, które błyskały w przygaszonym świetle. Kły wyglądały na bardzo ostre.

Tim poczuł, że po twarzy płynie mu pot. Starł go wierzchem dłoni. Dzień już się kończył, a jemu zostało jeszcze tyle do zrobienia! Musiał działać dalej.

W oddali grzmiało, powietrze było gorące i wilgotne. Zbliżała się burza. Nie patrząc pod nogi, Tim ruszył w stronę tygrysa, który przyglądał mu się i czekał w milczeniu. Noga Tima wylądowała kilka centymetrów od jego głowy.

– Wybacz – powiedział, omijając wielką bestię. Starał się nie nadepnąć na jej wyciągnięte łapy.

Tygrys spojrzał na niego szklistym wzrokiem. Wyglądał, jakby chciał poderwać się i ryknąć. Leżał jednak cicho, bez ruchu, jakby czaił się do skoku. Tim schylił się i poklepał go po głowie. Z futra wydobyła się chmura kurzu, od której chłopiec aż kichnął.

– O rany, ale jesteś brudny! Chyba ciebie też trzeba będzie wyczyścić. Ale nie teraz. Zanim mama wróci do domu, muszę zetrzeć kurze.

Tygrys nie odpowiedział. Leżał na podłodze w salonie i obserwował, jak Tim niechętnie rozglądał się w poszukiwaniu ścierki.

Tim często rozmawiał z dywanem w kształcie tygrysa. Dotrzymywał mu towarzystwa po szkole, kiedy mama była w drugiej pracy. Mama pracowała w ciągu dnia w biurze, a wieczorami sprzątała. Była zajęta od wczesnego poranka do kolacji. Nie lubiła tak długo być poza domem, ale nie miała wyboru. Musiała zarabiać.

I dlatego Tim pomagał jej w domu. Każdy powinien robić swoje, mówiła mama. I Tim się starał. Ale to nie znaczy, że specjalnie to lubił.

Znalazł ścierkę wciśniętą pod kanapę, gdzie zostawił ją podczas ostatniego sprzątania. Z westchnieniem wyciągnął szmatkę i stanął przed kominkiem.

Najpierw kryształowa czaszka, potem drewniany słoń. Dom Tima pełen był przedmiotów, które rodzice przywozili z zamorskich podróży. Dywany, statuetki, obrazy… Żyli jak w muzeum. Zakurzona kolekcja, która przypominała lepsze czasy, teraz po prostu gromadziła kurz.

Tim zabrał się za starą grecką wazę. Była wielka i czarna, miała chudą szyjkę i dwa wygięte uchwyty. Zdobił ją rysunek: na tle w kolorze gliny widniały dwie czarne postacie: umięśniony mężczyzna, który walczył ze wściekłym bykiem. Byk był większy, ale wyglądało na to, że wygrywa człowiek.

– Wiesz co? – powiedział Tim do tygrysa, przerywając sprzątanie. – Ten byk wygląda znajomo. To dziwne. Nie wydaje mi się, żebyśmy ostatnio spotkali jakiegoś byka. – Podrapał się po brązowych lokach i przyjrzał się dokładniej obrazkowi. Te kręcone rude włosy, ta umięśniona sylwetka, ta groźna twarz…

Tim podskoczył. Ależ tak! Ten byk wygląda jak Leo! Jest dokładnie tak samo wściekły i równie głupi. Jeśli jego największy wróg miałby rogi, byłby bliźniaczo podobny do tej bestii.

– Chyba dlatego mówią na takich „byczki” – wymamrotał Tim. – Tak właśnie wyglądają.

Zastanawiał się, jak to możliwe, żeby człowiek pokonał takie zwierzę. Było dwa razy większe od niego i składało się właściwie z samych mięśni. Ale mężczyzna wyglądał tak, jakby heroiczne wyczyny i przygody były dla niego normą. Z pewnością nie siedział w domu i nie zajmował się porządkami. I z pewnością ten byk nie mówił do niego per „Kopciuszek”.

Tim energicznie wytrzepał ścierkę. Wszyscy uważali, że przezwisko, które nadał mu Leo, jest zabawne. Wszyscy poza Timem.

Waza zachybotała się gwałtownie i niemal wywróciła. Ustawił ją ostrożnie i wtedy zauważył wyszczerbiony napis. Zapragnął go odszyfrować. Być może skrywał sekret tego mężczyzny? Być może podpowiedziałby mu, jak pokonać Leo.

– Pewnego dnia będę umiał odczytać te słowa. Powiem ci, co tam jest napisane. – Tim zwrócił się do tygrysiego dywanu.

Tygrys patrzył przed siebie wzrokiem bez wyrazu.

– Hej, to nie takie proste! Nawet mama nie umie tego przeczytać. To napis po grecku. Zapisany w innym alfabecie.

Tygrys nie odpowiedział. Nie wierzył Timowi.

– Trochę umiem odczytać. – Tim schwycił wazę delikatnie, tak jak pokazywała mu mama, i przechylił ją, żeby lepiej widzieć. – To jest E, a to wygląda jak…

I wtedy zadzwonił telefon. Tim, zaskoczony, odskoczył do tyłu, podczas gdy jego palce wciąż ściskały uchwyty wazy…

BRZDĘK!

Waza upadła na ziemię i stłukła się w drobny mak. Serce biło Timowi jak szalone. Mama dostanie szału, gdy dowie się, co się stało. Musi to wszystko sprzątnąć przed jej powrotem do domu!

Telefon nie przestawał dzwonić. Tim przeskoczył przez skorupy pozostałe po wazie i odebrał.

– Halo?

– Cześć, kochanie. – Dzwoniła mama. – Chciałam ci tylko powiedzieć, że utknęłam w korku. Trochę się spóźnię.

Tim w popłochu starał się sobie przypomnieć, gdzie schował klej do szkła.

– Dobrze, to znaczy nic się nie stało.

Mama przez chwilę milczała.

– Czy wszystko u ciebie w porządku? – zapytała.

– Tak, po prostu teraz sprzątam, to wszystko.

– Ale z ciebie dobry chłopiec – westchnęła mama. – Kiedyś wszystko się zmieni. Obiecuję ci. Nie będę musiała wiecznie pracować po godzinach.

– Wiem. – Tim zerknął niespokojnie na skorupy.

Grecka waza była w ich domu jedynym wartościowym przedmiotem. Była bardzo, bardzo stara – miała tysiąc lat – i dzięki temu miała wielką wartość. Czasami mama rozważała jej sprzedaż. To pozwoliłoby jej rzucić dodatkową pracę i spędzać więcej czasu z Timem. Nigdy jednak nie mogła się na to zdecydować: waza była ostatnim prezentem dla mamy od taty przed jego śmiercią.

A teraz została stłuczona. Leżała w kawałkach na podłodze salonu.

I to wszystko przez Tima.

– Muszę kończyć. – Starał się brzmieć tak, jakby nic się nie stało. – Do zobaczenia wkrótce!

Tim rzucił się na kolana i pozbierał fragmenty wazy. Nie jest źle, stwierdził, dopasowując do siebie stłuczone kawałki. Przy dozie szczęścia uda mu się ją skleić i będzie wyglądała jak nowa. Mama nigdy się nie zorientuje.

– NARESZCIE WOLNY!

– zadudnił głos.

Tim niemal sam rozpadł się na kawałki. Spojrzał w górę.

I jeszcze wyżej.

I jeszcze.

Wyrastał nad nim ogromny mężczyzna. Nogi miał jak pnie, a ramiona szerokie niczym szafa. Ubrany był w szary strój zawiązany na jednym ramieniu, który odsłaniał owłosioną, muskularną pierś. W talii miał gruby brązowy pas, a na stopach największe sandały, jakie Tim kiedykolwiek widział.

– Kim… kim jesteś? – spytał Tim drżącym głosem.

– Nie bój się – odpowiedział siłacz. – Byłem uwięziony w wazie. Stłukłeś ją i uwolniłeś mnie. – Dłonią wielkości sporego talerza ostrożnie pomógł Timowi się podnieść.

Chłopcu trzęsły się kolana. To nie mogło dziać się naprawdę! Wpatrywał się w mężczyznę z niedowierzaniem.

– Jak się tu dostałeś? Jesteś o wiele za duży.

– Uwięziła mnie ta jędza, Hera. – Mężczyzna oparł pięści na biodrach i przeciągnął się tak mocno, że aż zachrupotały mu kości. – Ach, teraz jest o wiele lepiej. Ale byłem ściśnięty. Gorąco było.

– Czekaj, mówiłeś, że kto? Jaka jędza?

– Hera. Najwstrętniejsza, najgorsza kobieta na świecie. Jest tak okropna, że nawet skały drżą, gdy je mija. Nie słyszałeś o niej? – Brwi siłacza podniosły się w zdumieniu.

– Nie, niestety, przykro mi. – Tim potrząsnął głową.

– A kim ty jesteś właściwie?

– Nazywam się Tim Baker.

Na twarzy siłacza pojawił się entuzjastyczny uśmiech.

– Baker, czyli piekarz? Jesteś piekarzem?

WSPANIALE!

Potarł z zadowolenia dłonie.

– Umieram z głodu. Poproszę dwa duże bochenki białego chleba z chrupiącą skórką.

– Nie, ja…

– A małe z razowej?

– Nazywam się Baker, ale nie jestem piekarzem. Nie mam pracy. Mam dziesięć lat.

– Nie masz pracy? – Mężczyzna prychnął. – Nie słyszałeś o Herze? Czy przypadkiem nie jesteś słaby na umyśle?

– Dzieci nie pracują!

– Naprawdę? Chyba byłem dość długo uwięziony – stwierdził mężczyzna, tarmosząc czarną kudłatą brodę. – To może wyjaśnię: Hera to królowa-bogini, żona mego ojca Zeusa. O Zeusie przynajmniej słyszałeś?

Tim spotkał się już z tym imieniem. Próbował sobie przypomnieć gdzie. W kreskówce? W książce? To była jakaś opowieść, tego był pewien.

– Mój ojciec jest władcą niebios i władcą góry Olimp. – Mężczyzna wyprostował się z godnością. – Jego musisz znać.

– Góry Olimp? Tej z mitologii? Chodzi o greckich bogów i te sprawy? – Tim aż mlasnął. – To tylko bajki. Nie mają nic wspólnego z prawdą.

Mężczyzna zmarszczył gęste brwi i surowo spojrzał na Tima.

– Nic wspólnego z prawdą? – powtórzył z niesmakiem. – Oczywiście, że mają. Są tak prawdziwe jak ja. Jestem pół człowiekiem, pół bogiem. Czy masz słaby wzrok? Czy nie wierzysz własnym oczom?

Chłopiec nie mógł z tym dyskutować. Nic nie odpowiedział.

– Królowa Hera nienawidziła mnie od dnia moich narodzin. – Olbrzym mówił dalej, zaciskając pięści. – Kiedy miałem tylko kilka dni, wysłała do mojej kołyski węże, by mnie zabiły. Ale pokazałem jej, co potrafię: złapałem węże i zadusiłem je gołymi rękami.

Tim poczuł, że blednie. Jaki człowiek zrobiłby coś takiego małemu dziecku?

– Dla… dlaczego tak cię nienawidzi?

– Jest zazdrosna o moją matkę, która jest od niej o wiele piękniejsza. Hera nigdy nie zapomina zniewagi… i nigdy nie wybacza. Uwięziła mnie w tej przeklętej wazie, porwała od ukochanej żony i córki. Teraz, dzięki tobie, zaklęcie straciło moc.