Substancja - Klaudia Kloc-Muniak - ebook + książka

Substancja ebook

Klaudia Kloc-Muniak

4,1

Opis

Niektóre odkrycia powinny na zawsze pozostać tajemnicą.

Julia Przybysz ma talent do nauki i… wpadania w tarapaty. Świetnie zapowiadająca się studentka biotechnologii dołącza do koła naukowego, którego odkrycie ma zrewolucjonizować świat medycyny i stać się innowacyjnym lekiem. Tymczasem życie sześciorga ambitnych studentów zostaje przewrócone do góry nogami… Kiedy pojawiają się pierwsze ofiary, Julia przestaje wierzyć w przypadek. Dziewczyna będzie musiała rozpocząć grę, w której stawką okaże się jej własne życie.

Klaudia Kloc-Muniak powraca w świetnym stylu. Jej druga powieść łączy trzymającą w napięciu fabułę i dopracowane portrety psychologiczne bohaterów z przerażającą wizją badań naukowych, które – gdy raz wymkną się spod kontroli – mogą stać się śmiertelną pułapką dla ich twórców.

Świetny thriller, który aż się prosi o ekranizację. Substancja to inteligentna fabuła – trudno się oderwać od tej książki!

Adriana J. Chodakowska, Redaktor naczelna portalu londynek.net

Tylu emocji, takiej niepewności i tak zawiłej fabuły się nie spodziewałam. W głowie autorki siedzi mnóstwo świetnych historii, aż nie mogę się doczekać, jak dalej rozwinie się jej kariera. A na pewno się rozwinie!

Skalska Karolina, @ebookoholic

Niecodzienna, genialnie skonstruowana historia, idealnie wykreowane postacie i porządna dawka emocji – Klaudia odkryła przepis na thriller doskonały!
Substancja to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam.


Anna Koczmara, @zaczytana.ana

Substancja to niepowtarzalna podróż do świata biotechnologii, eksperymentów medycznych i pierwszej młodzieńczej miłości. Powieść Klaudii Kloc-Muniak to kawał dobrego, polskiego thrillera medycznego!

Marta Szewczak, @zapach_ksiazek

Czuję, że mam déjà vu! Klaudia ponownie stworzyła przepełnioną paletą emocji historię, która wciąga nas w wir zaskakujących zdarzeń. Rozsiądźcie się wygodnie w fotelu i dajcie się jej porwać!

Katarzyna Dąbrowska, czytamiogladam.pl


Klaudia Kloc-Muniak (ur. 1987) - pochodzi z małej miejscowości koło Dębicy na Podkarpaciu. Z wykształcenia biotechnolog, absolwentka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Pracuje w innowacyjnej firmie biotechnologicznej Tecrea w Londynie na stanowisku research scientist. Wolne chwile poświęca największej pasji, czyli książkom. Uwielbia swoją czarną kotkę - Fiśkę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 272

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




PROLOG

 

 

 

 

Impreza.

Alkohol, szlugi i trawka. Hałaśliwa muzyka i podrygujący w jej takt młodzi ludzie. Głośne salwy śmiechu, wrzaskliwe rozmowy, burzliwe dyskusje i żartobliwe przekomarzania. Obściskujące się po kątach nie od dziś zakochane w sobie pary i pary jednej nocy – tej nocy.

Akademik tętnił życiem. Późna pora i wizja porannych zajęć na uczelni nie odbierała młodym ludziom chęci do nocnej libacji. Studenci Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach byli zaprawieni w bojach.

Będzie jak zwykle. Dziś przednia zabawa do bladego świtu, jutro potworny ból głowy i mdłości przynajmniej do południa. Tyle że nie u wszystkich. Dla jednego z nich zabawa skończyła się przed czasem.

Ciało upadło na chodnik. Głośna muzyka skutecznie stłumiła wszelkie odgłosy. Nikt nie słyszał ani rozpaczliwego krzyku dziewczyny, ani tępego plaśnięcia, gdy ciało wylądowało na twardych betonowych płytach.

Okno nadal było otwarte.

Trzydzieści minut później dwóch pijanych studentów podeszło do okna. Spojrzeli w dół. Przez dłuższą chwilę gapili się na dziwacznie powykręcane ciało, spoczywające na deptaku. Zamroczone alkoholem umysły z opóźnieniem rejestrowały i interpretowały ten widok. Gdy dotarło do nich, że znajdują się na trzecim piętrze, wymienili nerwowe spojrzenia – pojęli, co się stało. Pędem zbiegli na dół.

Ciało otoczyła już spora grupka studentów. Jedni łapali się za głowę, inni przyciskali dłonie do ust. Dziewczyny płakały, chłopcy pokrzykiwali. Niedowierzanie mieszało się z żalem.

Beton wokół ciała przybrał brunatnoczerwoną barwę. Najwięcej krwi zebrało się wokół głowy. W purpurowej kałuży odbijały się światła lamp stojących wzdłuż budynku akademika.

Syreny karetki pogotowia zawyły w oddali. Dźwięk szybko stał się wyraźny, a ciemność nocy rozjaśniły niebieskie światła. Ekipa pogotowia ratunkowego energicznie wyskoczyła z erki. Wszystko na próżno. Klaudia Makulska nie żyła. Odeszła za wcześnie. Ile jeszcze osób podzieli jej los?

***

Aminokwasy są elementarnym budulcem ludzkiego organizmu. Kilka aminokwasów to peptyd, kilkanaście – białko. Peptydy i białka budują mięśnie i tkanki. Ale nie tylko. W zależności od konfiguracji tworzących je aminokwasów sterują ludzkim ciałem na poziomie fizjologicznym. Odpowiadają również za nasze samopoczucie i stan psychiczny, z czego tak naprawdę tylko niewielu ludzi zdaje sobie sprawę.

W pewien sposób definiują człowieka.

Pięć aminokwasów, a więc mały peptyd, odłączyło się od dużego białka i nagle znalazło się w mazistej przestrzeni wewnątrzkomórkowej. Najpierw przeprawiły się przez podłużne, przypominające mosty, struktury Golgiego, a następnie przez gęste niczym puszcza połacie siateczki śródplazmatycznej. Wszystko po to, aby dotrzeć do jądra komórkowego – centrum dowodzenia każdej żywej komórki. Wśród splątanych nici kwasów nukleinowych, czyli biologicznych nośników informacji genetycznej, odnalazły swoją przystań, by nie powiedzieć dom.

I wtedy ruszyła lawina reakcji chemicznych. Rozpoczęła się produkcja nowych białek o nowych funkcjach. Żadne z nowo powstałych biopolimerów nie próżnowało. Od razu przystąpiły do działania, do realizacji wyznaczonych im zadań. To sumienni wykonawcy. Niezawodni.

Daniel Borek nie miał pojęcia o zachodzących w jego organizmie procesach wewnątrzkomórkowych. Chodź poprawniej byłoby dodać, że nie zdawał sobie sprawy z „tych konkretnych” procesów. Posiadał bowiem rozległą i szczegółową wiedzę biologiczną. Studiował przecież medycynę i trzeba przyznać, że miał zadatki na świetnego lekarza. Myślał o specjalizacji onkologicznej. Wspierała go kochająca matka i cudowna młoda kobieta, z którą zamierzał spędzić resztę życia. Miał wszystko i był szczęśliwy, ale, nie wiedzieć czemu, jego myśli niebezpiecznie często uciekały w mrok. W tej ciemności nękały go pytania tyleż niezrozumiałe, co intrygujące.

– Co wybrać? Na co się zdecydować? Co się wtedy czuje? Czy bardzo boli? Czy się żałuje, gdy nie ma już odwrotu?

Odganiał od siebie te myśli. Zawsze jednak szybko wracały.

KLAUDIA MAKULSKA

 

 

 

 

Sosnowiec, Śląski Uniwersytet Medyczny

Styczeń, poniedziałek, godzina 13:25

 

Julia Przybysz zakreśliła odpowiedź na ostatnie pytanie, po czym jeszcze raz przejrzała arkusz egzaminacyjny z biotechnologii leków i z zadowoleniem stwierdziła, że nie ominęła żadnego zadania. Wszystkie odpowiedzi wyglądały na poprawne. Nie miała wątpliwości, że zda egzamin. Zawsze zdawała. Pytanie tylko, jaką otrzyma ocenę.

Stopnie były dla niej ważne nie tylko z tak oczywistych względów jak satysfakcja i poczucie dobrze spełnionego obowiązku studenta wyższej uczelni medycznej. Dobre oceny były dla niej kwestią „być albo nie być”. Wyższa średnia gwarantowała jej lepsze stypendium naukowe, czyli odrobinę łatwiejszą rzeczywistość. Pomimo zaciągniętego niemałego kredytu studenckiego ledwo starczało jej na utrzymanie. Realia były trudne. Bez finansowego wsparcia ze strony najbliższych wręcz bardzo trudne. Niższe stypendium za wyniki w nauce zatem kompletnie nie wchodziło w grę.

Rozejrzała się po sali. Studenci z pochylonymi głowami wyciskali z siebie siódme poty – każdy chciał zdać za pierwszym razem, nikomu nie uśmiechało się przystępować do egzaminu poprawkowego. Test stanowił nie lada wyzwanie, tak jak docent Krawczyk – ich wykładowca. Ostry niczym pieprz kajeński nauczyciel nie szczędził kąśliwych uwag pod adresem swoich podopiecznych. Wśród studentów trzeciego roku biotechnologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego uchodził za upierdliwego palanta.

Wzrok Julii spoczął na Piotrku Czarneckim. Kiedyś mieli się ku sobie, ale nic z tego nie wyszło. Nie żałowała. Chłopak dyskretnie szukał odpowiedzi na trzymanej w dłoni małej karteczce papieru, a siedząca tuż przed nim Ula Lewak zapuszczała żurawia do Kaśki Matuszek.

Julia uśmiechnęła się krzywo na ten widok. Faktycznie jej także zdarzało się od czasu do czasu oszukiwać, ale, po pierwsze, własnoręcznie przygotowywała ściągi, a po drugie, nawet wtedy nie przychodziła na egzamin nieprzygotowana. Ściągawki, których opracowanie, nawiasem mówiąc, uważała za bardzo dobrą metodę nauki, stanowiły jedynie pomoc w krytycznych momentach – nie były metodą na zdanie egzaminu. Zdążyła się już przekonać, że większość kolegów z roku myśli inaczej. Nie potrafiła zrozumieć, po co ludzie rozpoczynają studia, skoro nie chcą się uczyć. To zakrawało na absurd.

– Osiem, pytanie numer osiem.

Julia odwróciła głowę w stronę siedzącej nieopodal Patrycji Kosowskiej. Cóż mogła o niej powiedzieć? Studiowały razem od blisko trzech lat, ale praktycznie się nie znały. Od początku studiów należały do różnych grup i rozmijały się na zajęciach praktycznych. Julia widywała Kosowską jedynie na wykładach i egzaminach końcowych, stąd tak naprawdę nie było zbyt wielu okazji do nawiązania znajomości. Zresztą o czym Julia Przybysz miałaby rozmawiać z Patrycją Kosowską? Patrycja pochodziła z tak zwanego dobrego domu, a dokładniej rzecz ujmując – z bogatego domu. Przecież bogaty dom nie zawsze jest dobrym domem, prawda? W każdym razie Patrycja Kosowska śmierdziała forsą na kilometr albo i dalej. Modne ciuchy, drogie perfumy, jeszcze droższe torebki… To nie był świat Julii.

– Pytania są pomieszane, nie zauważyłaś? – szepnęła do koleżanki.

– Proszę o ciszę, bo będę zmuszony przerwać egzamin! – zagrzmiał surowym tonem docent Krawczyk.

Kosowska wyprostowała się ze zbolałą miną, a Julia z ciekawości zerknęła na jej kartkę. Dziewczyna udzieliła zaledwie kilku odpowiedzi. Julia szła o zakład, że połowa z nich jest niepoprawna.

Sprawdziła godzinę. Do końca egzaminu pozostało dwadzieścia minut. Swoją pracę już dawno skończyła i właściwie mogłaby teraz wstać, oddać arkusz egzaminacyjny i wyjść, ale równie dobrze mogłaby pomóc Patrycji Kosowskiej. Wahała się, bo przecież co ta bogata, wypacykowana dziewucha miała innego do roboty oprócz przygotowania się do egzaminu?! Westchnęła. Z niejasnych dla siebie powodów zrobiło jej się żal koleżanki. Wzięła głęboki oddech i podjęła decyzję. Gdy docent Krawczyk odwrócił się na chwilę plecami do sali, Julia w mgnieniu oka chwyciła kartkę Kosowskiej i położyła ją przed sobą. Niemal w tym samym momencie położyła na stoliku Patrycji swój już ukończony arkusz egzaminacyjny. Testy zostały podmienione, a wykładowca niczego nie zauważył.

– Doskonale – pochwaliła się w duchu.

Patrycja obrzuciła Julię skonsternowanym spojrzeniem, ale Julia nie miała czasu się tym przejmować, a tym bardziej czegokolwiek tłumaczyć. Chwyciła długopis i zaczęła zakreślać odpowiedzi jedną po drugiej.

– Pięć minut i kończymy. Proszę nanosić ostatnie poprawki, zaraz zbieram kartki – oświadczył docent Krawczyk.

Julia przyspieszyła. Jeśli Patrycja Koskowska miała zdać ten egzamin, musiałaby rozwiązać przynajmniej kilka kolejnych zadań.

– Dobrze, oddajemy karteczki – zarządził egzaminator. – Proszę podać wszystkie testy do przodu, w rzędach, tak jak siedzicie.

– Oddaj moją kartkę, ja oddam twoją, nie będzie pamiętał, gdzie siedziałyśmy – rzuciła Julia, napotkawszy pytający wzrok Patrycji.

Arkusze powędrowały do przodu, po czym Julia w kilka sekund spakowała swoje rzeczy i wybiegła z sali. Jeszcze szybciej wypadła z budynku wydziału farmaceutycznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Sosnowcu i co sił w nogach pobiegła wzdłuż ulicy Kasztanowej. Zajęcia w ramach studenckiego koła naukowego rozpoczynały się za niespełna godzinę i nie zamierzała się na nie spóźnić.

Na jej szczęście tramwaj zatrzymał się na czerwonym świetlne. Przyspieszyła więc i zanim motorniczy zamknął drzwi, wskoczyła do dwudziestki siódemki. Drzwi zamknęły się za nią z głośnym trzaskiem.

 

 

Katowice, Śląski Uniwersytet Medyczny

Styczeń, poniedziałek, godzina 16:25

 

Z uwagą przyglądała się zwierzętom laboratoryjnym zamkniętym w specjalnie przystosowanych do tego celu klatkach. Każdy z kilkunastu boksów miał powierzchnię nie większą niż ćwierć metra kwadratowego. Kojce ustawiono wzdłuż krótszej ściany pomieszczenia w pięciu pionowych segmentach. Zwierzęta zamieszkiwały klatki pojedynczo. W pracowni panowała optymalna temperatura i wilgotność. Sprawnie działał system wentylacji, zapewniający stały dopływ świeżego powietrza, bez zbędnych przeciągów. Takie rozwiązania zapewniały względną równowagę psychiczną poszczególnych osobników, co z kolei przekładało się na jakość badań. Zdarzało się, że zestresowany organizm reagował nieadekwatnie do bodźców, przez co wyniki analiz bywały zafałszowane. Tego starano się jednak za wszelką cenę uniknąć. Całkowita eliminacja czynników stresogennych była oczywiście niemożliwa, ale dbano o to, by obniżyć ich poziom do absolutnego minimum.

Julia zawsze chętnie zaglądała do gryzoni, choć nie należało to do jej zadań w ramach studenckiego koła naukowego. Robiła to z pasji i zaangażowania, ale przede wszystkim przyświecała jej chęć doskonalenia własnych umiejętności. Dobrze wiedziała, że w dzisiejszych czasach liczą się znajomości albo doświadczenie. Mając świadomość, że może polegać wyłącznie na sobie, postawiła na ciężką pracę. Chętnie korzystała z każdej możliwości samokształcenia.

Odnotowała w dzienniku laboratoryjnym, że myszy domowe rosną prawidłowo i z zadowoleniem stwierdziła, że będą gotowe do badań w zaplanowanym terminie. Nie przewidywała żadnych opóźnień. Doskonale.

Projekt, na czele którego stał ambitny student piątego roku medycyny – Adam Tokarczyk, od samego początku był szalenie obiecujący. Jego pomysł i program zaproponowanych badań spotkały się z dużą przychylnością władz uczelni. Chłopak myślał o specjalizacji z pulmonologii, ale fascynował się również pracą badawczą. Od przeszło dwóch lat Adam Tokarczyk realizował swoją koncepcję z zapałem godnym pozazdroszczenia i podziwu. Trzeba również dodać, że z sukcesami.

Daniel Borek i Tomasz Ozimek jako pierwsi dołączyli do Adama Tokarczyka. Tak jak Adam studiowali medycynę i mieli smykałkę do badań naukowych. Z czasem Tokarczyk wciągnął do programu swoją dziewczynę, Klaudię Makulską. Makulska była dopiero na półmetku studiów medycznych, ale szybko udowodniła chłopakom, że umie ciężko i solidnie pracować.

Po zaledwie dwóch miesiącach stało się jasne, że w zespole brakuje biotechnologa. W ten sposób Maciej Zaręba dołączył do zdolnych studentów medycyny. Gdy koło potrzebowało drugiego biotechnologa, a Zaręba nie znalazł nikogo godnego uwagi na swoim roku, poszerzył krąg poszukiwań. Jego wybór padł na Julię Przybysz. Młodsza koleżanka wydała mu się bardzo obiecującym kandydatem, choć była dopiero na drugim roku. Zaręba zaryzykował, liczył bowiem, że z Julią Przybysz będzie jak z Klaudią Makulską. Ryzyko się opłaciło. Od roku tych oto sześcioro zapalonych studentów poświęcało pracy badawczej każdą wolną chwilę.

Julia obrzuciła ostatnim spojrzeniem zwierzęta doświadczalne i wyszła z pomieszczenia hodowlanego. Skierowała się do sali, w której członkowie koła spotykali się regularnie. Na cotygodniowych mityngach omawiali postępy prac, rozwiązywali bieżące problemy oraz ustalali następne kroki. Dziś czekały na nich podobne zadania. Energicznym krokiem weszła do klasy. Pomieszczenie było niewielkie. Ławki z krzesłami ustawiono na środku sali. Miało to zapewnić lepsze warunki nauki studentom oraz ułatwić pracę wykładowcom. W sali odbywały się seminaria głównie dla studentów pierwszego i drugiego roku medycyny, którzy nie mieli jeszcze zbyt wielu zajęć praktycznych.

Tomasz Ozimek i Daniel Borek siedzieli naprzeciw siebie, a Maciej Zaręba chodził niespokojnie od ściany do ściany. W pomieszczeniu brakowało Adama Tokarczyka i Klaudii Makulskiej – sytuacja co najmniej niecodzienna. Spotkania koła należały do świętości. Tylko w wyjątkowych przypadkach ktoś się na nich nie pojawiał.

– Co jest? – rzuciła Julia i zamiast jak zwykle usiąść obok kolegów, przystanęła, studiując ich posępne twarze. – Gdzie Klaudia i Adam? – zapytała, gdy żaden z obecnych nie zaszczycił jej odpowiedzią.

Cała trójka nadal milczała.

– Ludzie, mówię do was – fuknęła. – Co jest?

– Powiedz jej – polecił Tomasz i skinął na Macieja.

Zaręba, który wciąż chodził po pomieszczeniu, skrzywił się, a jego mina cierpiętnika sugerowała, że zlecono mu jakieś trudne i niekoniecznie przyjemnie zadanie. W końcu przystanął, spojrzał ponuro na Julię i oznajmił:

– Klaudia nie żyje.

Jego słowa odbiły się echem od ścian sali seminaryjnej, po czym zapadła głucha cisza, przerywana jedynie cichymi trzaskami pochodzącymi z przestarzałego systemu grzewczego budynku. Julia otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zszokowana zatrważającą nowiną nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Poczuła narastający ucisk w przełyku i nieprzyjemne mrowienie na skórze, które z sekundy na sekundę obejmowało coraz większą powierzchnię jej ciała. Z trudem przełknęła ślinę przez ściśnięte gardło, nie dowierzając temu, co przed chwilą usłyszała.

– Jak to Klaudia nie żyje? – pomyślała skołowana, nadal nie mogąc zmusić się do najmniejszego ruchu. – Chyba się przesłyszałam. Klaudia? Klaudia Makulska nie żyje? To przecież niemożliwe! Maciek, co ty pieprzysz?! – biła się z myślami. – Jak to? – w końcu udało jej się wydobyć z siebie głos.

– Wypadła przez okno – powiedział Maciej i od nowa zaczął niespokojnie chodzić wzdłuż pomieszczenia.

– Jakiego okna? O czym ty mówisz? – nie przestawała się dziwić.

– Wczoraj w akademiku była gruba impreza – podjął niemal szeptem. – I… i wypadła.

Julia ponownie zaniemówiła. Choć cisnęło jej się na usta mnóstwo pytań, nie potrafiła ich wyartykułować. Doskonale wiedziała, jak wyglądają imprezy w akademiku. Podchmielona, rozbrykana młodzież. Naprawdę niewiele trzeba, by doszło tam do nieszczęścia. Pijackie ekscesy jednak nijak nie pasowały do jej koleżanki z koła.

– Gdzie Adam? – spytała.

– Został u siebie.

– Darujmy sobie to dzisiejsze spotkanie – odezwał się nagle Tomasz Ozimek. – I tak nic mądrego nie wymyślimy – rzekł i podniósł się z miejsca. – Na razie. – Nie czekając na reakcję kolegów, wyszedł z sali.

Za jego przykładem poszedł Daniel Borek. Julii wydawało się, że koledze zaszkliły się oczy, ale nie miała pewności, czy nie był to tylko wytwór jej zaskoczonego umysłu.

Została sama z Maciejem Zarębą. Chłopak nieprzerwanie chodził od jednej ściany do drugiej. Gdyby powiedzieć, że wyglądał na rozbitego, to tak jakby się nic nie powiedziało. Chłopak był zdruzgotany. Ból bił niemal z każdego fragmentu jego ciała, bezlitośnie wylewał się z niego przy każdym kolejnym nerwowym kroku. Malujące się na jego twarzy potworne przygnębienie sprawiało, że wszystkie słowa pocieszenia wydawały się bezużyteczne i nic nie warte.

Zebrawszy się w sobie, Julia podeszła do Macieja i zmusiła go, by się zatrzymał.

– Maciek, tak mi przykro – powiedziała świadoma tego, jak banalnie to brzmi, na co kolega ukrył twarz w dużych dłoniach. Objęła go drżącymi ramionami i poczuła, że jej również wilgotnieją oczy. – Tak mi przykro. Tak bardzo mi przykro.

 

 

Katowice, akademiki

Styczeń, poniedziałek, godzina 20:15

 

– Pogrzeb za trzy dni – powiedział Adam Tokarczyk do Julii Przybysz po tym, jak poprosił kolegę, z którym dzielił pokój w akademiku, aby zostawił ich samych. Współlokator nie był zachwycony, ale bez słowa protestu wyszedł. W końcu dostał polecenie od samego Adama Tokarczyka.

Pokój był naprawdę mały. Aż trudno uwierzyć, że zmieściły się tu trzy pojedyncze łóżka, biurko i całkiem przyzwoitych rozmiarów szafa. Jeszcze trudniej było uwierzyć w to, że Adam Tokarczyk nadal mieszkał w akademiku. Niewielu studentów piątego roku medycyny z własnego wyboru gniotło się w trzyosobowej klitce bez prywatnej łazienki. Adam pod wieloma względami zaskakiwał.

Julia usiadła na łóżku. Kolega oparł się o parapet i skrzyżował ręce na piersi.

– Nie mogę w to uwierzyć – rzekła smutno.

Kiedy Adam nie odpowiedział, Julia zerknęła na niego ze współczuciem.

– Trzeba poszukać kogoś nowego do zespołu. I to szybko – odezwał się nagle.

Współczucie Julii zmieszało się z konsternacją.

– Może znasz kogoś odpowiedniego? Może masz jakąś ambitną, a przede wszystkim rozgarniętą koleżankę, która chciałaby do nas dołączyć?

– Adam… – jęknęła słabym głosem. – Klaudia nie żyje, nie minęła nawet doba od jej śmierci, a ty już myślisz, kim ją zastąpić? – uniosła się i od razu zrobiło jej się głupio. Przecież śmierć Klaudii była nagła i spadła na nich wszystkich jak grom z jasnego nieba. Szybko uznała, że Adam tak właśnie reaguje na zaistniałą sytuację. Przecież żałoba to sprawa bardzo indywidualna. Powzięła myśl, aby przeprosić kolegę, ale Adam odezwał się pierwszy:

– Poszła tam z Maćkiem. Wiedziałaś, że się z nim pieprzyła?

Julia zmarszczyła brwi, nie za bardzo wiedząc, co odpowiedzieć na kolejną już tego dnia nieprzyjemną rewelację na temat koleżanki z koła. Zdawała sobie sprawę, że Maciej Zaręba podkochuje się w Klaudii Makulskiej, ale nie miała bladego pojęcia, że ze sobą sypiali. Klaudia nigdy nic na ten temat nie mówiła. Wspominała jedynie, że ma dość impertynenckiego zachowania Adama i że Maciej jest zupełnie inny…

– Myśleli, że nic nie zauważyłem, że taki jestem głupi – zaśmiał się gorzko, przerywając gonitwę niespokojnych myśli Julii. – Zastanawiam się tylko, jak długo zamierzała ze mnie robić idiotę. – Adam westchnął poirytowany, po czym podjął stanowczym tonem: – Straciliśmy cały dzień badań. Trudno. Jutro bierzemy się do roboty. Nie możemy pozwolić sobie na zaległości. Czwarta partia proteiny jest gotowa do testów. Zwierzęta laboratoryjne również.

– Jak możesz tak chłodno mówić o badaniach, kiedy Klaudia nie żyje?

Adam uśmiechnął się cierpko.

– Puszczała się z moim kolegą – wysyczał. – Uważasz, że to było w porządku?

– Nie, to nie było w porządku, ale… – zagrzmiała w duchu Julia. – Ale jakie to ma teraz znacznie?Teraz, kiedy Klaudii już z nami nie ma!

– Oboje chcieli zrobić ze mnie idiotę.

– Wiesz co, Adam? – warknęła rozłoszczona na dobre, po czym podniosła się z miejsca. – Niezależnie od tego, co działo się między Klaudią a Maciejem, Klaudia była twoją dziewczyną, więc mógłbyś okazać chociaż odrobinę…

– Czego? – wszedł jej w słowo z drwiną w głosie.

Julia zacisnęła usta, nie mogąc uwierzyć, że Adam jest tak nieczułym człowiekiem. Zawsze był arogancki, ale to wykraczało poza jakiekolwiek granice przyzwoitości. Jeszcze chwilę temu była przekonana, że kolega jest pogrążony w rozpaczy i szczerze mu współczuła.

I właśnie dlatego tutaj przyszła. Najwyraźniej niepotrzebnie. Wszystko wskazywało na to, że Adama Tokarczyka śmierć Klaudii niewiele obchodziła.

– Przyjdź jutro – rzucił Adam, gdy Julia nie powiedziała nic więcej. – Mamy robotę. Chcę, żebyś puściła na żele tę nową partię proteiny i oceniła stabilność w plazmie.

Julia pokręciła głową z niedowierzaniem. Zrezygnowana ruszyła do wyjścia.

– Do jutra – mruknęła i wyszła z pokoju Adama.

 

 

Sosnowiec, Śląski Uniwersytet Medyczny

Styczeń, wtorek, godzina 12:45

 

Styczniowy mróz szczypał w policzki, a gruba warstwa ubitego na chodniku śniegu skrzypiała pod butami. Ostre promienie zimowego słońca bez trudu przedzierały się przez rzadkie białawe obłoki. W niczym nie przypominały śnieżnych nimbostratusów sprzed tygodnia. Ustały też nieprzyjemne podmuchy lodowatego wiatru.

Patrycja Kosowska stała przed budynkiem wydziału farmaceutycznego przy ulicy Jedności w Sosnowcu i wraz z koleżankami dyskutowała o zakończonym niespełna czterdzieści minut temu egzaminie z kultur tkankowych i komórkowych roślin i zwierząt. Kilka dziewcząt paliło papierosy. Konwersacja dotyczyła zadań, które pojawiły się na teście. Pytania do łatwych nie należały, ale do tego studenci trzeciego roku biotechnologii zdążyli się już przyzwyczaić. Przywykli też do tego, że w każdym semestrze musiał się im trafić wykładowca czerpiący satysfakcję z zatruwania studenckiego życia. Emocjonalna i ubarwiana siarczystymi wtrąceniami wymiana zdań na temat jednego z nich nie przeszkadzała Patrycji w uważnym obserwowaniu wejścia do budynku. Kosowska wypatrywała Julii Przybysz.

W przypadku tego przedmiotu zaliczenie semestralnych kolokwiów gwarantowało zwolnienie z egzaminu końcowego. Oprócz Przybysz udało się to jeszcze dwóm innym studentom z roku i cała trójka była obiektem nieskrywanej zazdrości pozostałych osób.

Jednak Julia i tak powinna dziś tutaj przyjść. Profesor Puchała wyraźnie zaznaczył, że udzieli wpisów do indeksu wyłącznie zaraz po zakończonym egzaminie i nie życzy sobie nachodzenia przez studentów w innych terminach. Patrycja wątpiła, aby Julia zlekceważyła ustalenia wykładowcy, tym bardziej profesora Puchały. I się nie pomyliła. Kilka minut przed trzynastą Julia Przybysz pojawiła się na schodach prowadzących do głównego wejścia do gmachu uczelni.

Kosowska przytruchtała do koleżanki.

– Cześć – zagadnęła. – Słuchaj, bo wczoraj tak szybko wyszłaś, a chciałam ci podziękować za ten egzamin.

– Spoko – burknęła Julia i nie zwalniając kroku weszła do budynku.

– Rano ogłosili wyniki. Zdałam! Uratowałaś mi życie! Naprawdę jestem ci bardzo wdzięczna – zaświergotała, wciąż idąc za Przybysz. – Dziękuję, bardzo ci dziękuję – dodała i ujęła koleżankę pod ramię.

– Spoko – mruknęła znowu Julia i z kwaśną miną zerknęła na dłoń Kosowskiej spoczywającą na wysokości jej łokcia. Nie zwolniła przy tym kroku.

– Wyjeżdżasz? – Patrycja zerknęła na torbę podróżną taszczoną przez dziewczynę.

– Nie – odparła Julia. – Gdzie Puchała podpisuje indeksy, wiesz może?

– U siebie w gabinecie. Stało się coś?

Julia nagle przystanęła i odetchnęła głęboko. Zwierzanie się obcym ludziom w ogóle nie leżało w jej naturze, ale wydarzenia ostatnich czterdziestu ośmiu godzin dały jej mocno w kość. Klaudia Makulska nie żyła, chłopcy z koła stali się nerwowi jak nigdy wcześniej, zwłaszcza Adam Tokarczyk i Tomasz Ozimek, i jakby tego było mało, rankiem ona i jej dwie współlokatorki otrzymały wypowiedzenie najmu w trybie natychmiastowym bez podania konkretnej przyczyny. Brak oficjalnej umowy wynajmu pozwalał właścicielowi na tego typu fanaberie, a dziewczyny pozbawiał jakiegokolwiek pola do negocjacji. Stanowczość właściciela mieszkania przesądziła o wszystkim – skutecznie przekonała je, że powinny się po prostu spakować i opuścić zajmowane lokum.

– Właśnie zostałam wyrzucona z mieszkania – powiedziała Julia i dając upust swojej wściekłości, warknęła: – Bydlak po prostu przyszedł i kazał nam wypierdalać, uwierzysz, kurwa, w coś takiego?

– Ojej! Naprawdę? – pisnęła Patrycja. – Czy to oznacza, że nie masz gdzie mieszkać?

– Co mnie podkusiło, aby mówić cokolwiek tej nadętej lali? – pomyślała z jeszcze większą złością Julia. W jednej chwili pożałowała, że w ogóle się odezwała. Obrzuciła koleżankę pogardliwym spojrzeniem, a potem ją przedrzeźniła: – Tak, nie mam gdzie mieszkać. – Posłała jej kpiący uśmieszek i ruszyła do gabinetu profesora Puchały.

Skonsternowana Kosowska zamrugała kilka razy powiekami, szybko jednak puściła w niepamięć arogancję koleżanki i pobiegła za zdenerwowaną Przybysz.

– Możesz u mnie przenocować – oświadczyła.

– Nie trzeba. – Julia posłała Patrycji kolejne drwiące spojrzenie.

– Posłuchaj, chciałabym ci się jakoś odwdzięczyć za ten wczorajszy egzamin – podjęła niezrażona oschłością koleżanki. – W nauce ci nie pomogę, bo nie mam szans ci dorównać, ale mogę…

– Nie trzeba.

– Ale to żaden problem. – Patrycja nie odpuszczała. – Tyle że mieszkam w Katowicach, więc musiałabyś dojeżdżać do Sosnowca na zajęcia.

Julia przystanęła i posłała upartej koleżance ostre spojrzenie.

– Słuchaj, laska – odezwała się zimnym tonem. – Pomogłam ci, bo miałam na to ochotę. Nie musisz mi się za to odwdzięczać. Dociera to do ciebie?

– To gdzie będziesz spać?

Przez chwilę mierzyły się wzrokiem.

– Poradzę sobie – westchnęła Julia, gdy dotarło do niej, jak nieracjonalnie się zachowuje. Przecież ta dziewczyna była dla niej miła i oferowała jej pomoc, a ona pluła na nią jadem jak pospolita wariatka. Zrobiło się jej potwornie głupio, przecież to nie wina Kosowskiej, że jej do tej pory względnie poukładane życie zaczęło się nagle rozsypywać na drobne kawałeczki.

Zaczerpnęła głośno tchu, zanim się odezwała.

– Przepraszam. – Zdobyła się na blady uśmiech. – Ale naprawdę mam przesrane. Krucho u mnie z kasą, a właśnie straciłam dach nad głową. Muszę załatwić ten pieprzony wpis do indeksu i pomyśleć o noclegu.

– Mam własne mieszkanie w Katowicach, mieszkam tylko z chłopakiem i mamy pokój, którego właściwie nie używamy – zapaliła się Patrycja. – Mieszkanie jest zdecydowanie za duże dla nas dwojga, ale rodzice takie mi kupili, gdy skończyłam liceum i zaczęłam studia, więc przecież nie będę narzekać.

– No przecież – rzuciła prześmiewczo Julia, a na twarzy Kosowskiej znów pojawiło się zdezorientowanie. – Przepraszam – zreflektowała się szybko, czując się jeszcze podlej niż przed chwilą. – Czy ty mówisz poważnie z tym pokojem dla mnie?

– Jak najbardziej! – ożywiła się na nowo Kosowska. – Możesz się do mnie wprowadzić na jak długo zechcesz. I to od zaraz! Mówię ci, że ten pokój stoi pusty.

– Ile chcesz za ten pokój?

– Nic.

Julia skrzywiła się niezadowolona.

– To mieszkanie własnościowe. Płacę tylko czynsz, a właściwie rodzice płacą, zresztą rachunki też, więc…. – urwała, widząc minę Julii. Przestępowała z nogi na nogę. – Moi rodzice są dość zamożni – dodała obronnym tonem.

Julia nie odpowiedziała. W głowie kotłowały jej się tysiące sprzecznych myśli.

– To jak? Bierzesz ten pokój? – zapytała Patrycja i uśmiechnęła się zachęcająco.

Julia westchnęła w duchu. Najchętniej by odmówiła. Unikała przyjmowania pomocy jak ognia, podobnie jak robienia sobie długów wdzięczności u kogokolwiek. Nie zanosiło się jednak, aby wpadła na lepszy pomysł. Właściwie to propozycja Kosowskiej spadła jej z nieba. Zdecydowawszy, że kwestie finansowe ustali z koleżanką później, spojrzała na Patrycję i oznajmiła:

– Biorę.

 

 

Katowice, Śródmieście

Styczeń, wtorek, godzina 13:45

 

Adam Tokarczyk był zły. Zamiast poświęcać czas nauce, od kilkunastu minut siedział w klitce, którą szumnie nazywano pokojem przesłuchań i odpowiadał na pytania niegrzeszącego, w jego ocenie, inteligencją policjanta. Ba, podkomisarza!

– Jak długo był pan w związku z Klaudią Makulską?

Adam prychnął zirytowany. Przecież już go o to pytali wtedy, gdy przyjechali pod akademiki i zabrali ciało Klaudii.

– Odpowiadałem już na to pytanie.

– Odpowie pan po raz drugi – rzucił sucho funkcjonariusz.

Tokarczyk skrzywił się niezadowolony, ale szybko doszedł do wniosku, że jedynym sposobem na rychłe zakończenie tej durnej wizyty na komendzie policji będzie sprawne odpowiadanie na wszystkie głupawe pytania tego tępego gliniarza. Tylko w ten sposób zaoszczędzi czas. Spieszyło mu się do laboratorium, do badań, do zwierząt laboratoryjnych – do rzeczy wielkich.

– Niedługo – przyznał Adam. – Półtora roku. Może trochę dłużej.

– Jak wam się układało?

– Dobrze.

– Dobrze. – Podkomisarz Karol Mucha mlasnął głośno. – I tylko tyle ma pan do powiedzenia?

– Właściwie tak.

Funkcjonariusz przez chwilę przyglądał się młodemu studentowi medycyny w milczeniu, po czym stwierdził:

– Nie wydaje się pan przejęty śmiercią ukochanej.

– Czy cokolwiek się zmieni, jeśli będę płakał? – zapytał kpiąco Tokarczyk. – Nic się nie odstanie – dodał obojętnie, nie czekając na odpowiedź.

– Czy Klaudia Makulska była z kimś w konflikcie? – Mucha spokojnie kontynuował przesłuchanie.

– Raczej nie.

– Może miała wrogów? Może ktoś jej źle życzył?

– Nie sądzę – odparł student. – Przyjemniej nic mi o tym nie wiadomo.

– Kłóciliście się na tej imprezie – podkomisarz próbował podejść Adama z innej strony. – Na tej, na której Klaudia Makulska zginęła.

– To nie była kłótnia – zapewnił Adam.

– Czyżby?

– Drobna różnica zdań.

– Czego dotyczyła ta drobna różnica zdań?

Adam Tokarczyk nie odpowiedział od razu. Namyślał się przez dłuższą chwilę. Odezwał się dopiero, gdy przeanalizował sytuację.

– Macieja Zaręby.

– Kim jest Maciej Zaręba?

– Kolegą.

– Pana czy Klaudii?

– I moim, i Klaudii.

– I pokłóciliście się o Macieja Zarębę? – indagował policjant.

– Już mówiłem, że to nie była kłótnia – przypomniał Adam Tokarczyk i zamilkł.

Podkomisarz mlasnął głośno, rzucił studentowi krótkie surowe spojrzenie, po czym utkwił wzrok w swoich dłoniach. Taksował je z zapałem zblazowanego życiem nastolatka i czekał na ciąg dalszy. Cisza nieraz wywierała większą presję na przesłuchiwanych niż stawianie bezpośrednich pytań. Owszem, bywały odstępstwa od tej reguły, ale nie tym razem. Policjant usłyszał:

– Zaręba podbijał do Klaudii. Klaudia to olewała. Chociaż nie, „olewała” to złe słowo. Udawała, że ją to nic nie obchodzi. Mnie natomiast to niepokoiło.

– Niepokoiło? – podchwycił funkcjonariusz.

– Maciej nie tylko się do niej przystawiał, ale i za nią chodził, śledził, podglądał. Dziwnym zbiegiem okoliczności pojawiał się w tych samych miejscach co ona. Zawsze był gdzieś w pobliżu. Uważam, że jego zachowanie nosiło znamiona stalkingu.

– Ale Klaudia Makulska na stalking się nie skarżyła? – upewnił się podkomisarz.

– Nie – zirytował się przesłuchiwany. – Powiedziałem przecież, że to olewała.

– Czy to możliwe, aby Maciej Zaręba przyczynił się w jakikolwiek sposób do śmierci Klaudii Makulskiej?

– Nie wiem – westchnął student. – Ale wiem, że mu się podobała, że za nią chodził i że był na tej imprezie w akademiku.

Substancja

Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-8147-142-8

 

© Klaudia Kloc-Muniak i Wydawnictwo Novae Res 2018

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczytjakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazuwymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

 

REDAKCJA: Barbara Sikora

KOREKTA: Wojciech Gustowski

OKŁADKA: Wiola Pierzgalska

KONWERSJA DO EPUB/MOBI:Inkpad.pl

 

WYDAWNICTWO NOVAE RES

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl

 

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.