Srebrzysta Serpentyna - Monika Rudnicka - darmowy ebook

Srebrzysta Serpentyna ebook

Monika Rudnicka

3,5
0,00 zł

Opis

Srebrzysta Serpentyna”, powieść fantastyczna i przygodowa, w swojej fabule łączy: poszukiwanie skarbów, rozwiązywanie zagadek i podróże w czasie. Jej bohaterką jest młoda dziewczyna o niezwykłym imieniu Axel. 

 

Axel ma czas do zachodu słońca, żeby znaleźć trop prowadzący do nowego skarbu. Inaczej będzie musiała rozstać się ze swoim przyjacielem, intrygującym i tajemniczym Asmodeuszem. Właściwie to nie powinna się z nim tak często widywać, gdyż przebywanie w jego towarzystwie jest dla niej niebezpieczne. Ale czy to jest wystarczający powód, żeby ograniczyć liczbę ich spotkań?

Nie według Axel. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB

Liczba stron: 56

Popularność




 

© Monika Rudnicka

www.monikarudnicka.net

 

© Cynamonowe Historie

Otwock 2020

 

Redakcja i korekta: Joanna Chmielewska

Projekt okładki i skład: Monika Rudnicka

 

ISBN 978-83-958323-0-7

 

 

 

Rozdział 1

Gabinet Asmodeusza

Wyłożony zielonym filcem blat starego biurka zalewało cytrynowe światło lampy. W drugim końcu pokoju złocił się ogień, z łatwością wypełniając ogromną paszczę pobielanego kominka, a jego płomienie rozrzucały dookoła ciepłe, drżące blaski. Napięta skóra wielkiej kanapy lśniła jak świeżo wyłuskany kasztan, nad kominkiem błyszczały dwa srebrne miecze o ostrzach lekko zakrzywionych w połowie, a na ścianach z surowej cegły wisiały afrykańskie maski oraz kolekcja czarno-białych rycin, papirusów i map. W ich szkłach odbijały się niekończące się rzędy półek z książkami na ścianie naprzeciwko.

Zielony filc na biurku, mapy, ryciny i maski, broń nad kominkiem, zapach skóry i unosząca się w powietrzu cierpka woń alkoholu oraz pewna nieuchwytna nuta męskiej surowości zbliżały to wnętrze do gabinetu wiktoriańskiego podróżnika dżentelmena, jednego z tych, którzy zakładali towarzystwa geograficzne, budowali w koloniach całe imperia albo dokonywali wielkich odkryć archeologicznych. Zarazem było to miejsce pełne szczególnego komfortu, zaciszne i przytulne, co dobitnie akcentowały dwa czerwone, pikowane fotele stojące przed kominkiem. Niewielką przestrzeń między nimi wypełniał niski stół, na jego ciężkim, spękanym blacie bieliła się porcelana w kwiatowy wzorek, apetycznie polukrowane ciastka zdobiły dwupiętrową paterę, dookoła niej leżały eleganckie serwetki z błękitnego płótna, a nad całością parował srebrny imbryk.

— Axel, pytam cię drugi raz, czy chcesz się napić herbaty?

Axel wzdrygnęła się nieznacznie jakby wybudzona ze snu. Naprzeciwko, w drugim czerwonym fotelu siedział jej czarnowłosy, czarnobrewy i złotooki gospodarz z imbrykiem zawieszonym w powietrzu.

— Specjalnie dla ciebie sprowadziłem ten gatunek, nazywa się masala czaj. To taka indyjska herbata z przyprawami. Znajdziesz w niej kardamon, imbir, goździki, cynamon, wanilię, pieprz… Przyrządziłem ci ją tak, jak się ją pije w Indiach, czyli z mlekiem i miodem.

— Tak, Asmodeuszu, poproszę. — odpowiedziała może jeszcze nie do końca przytomnie i patrzyła, jak mężczyzna sięga ponad stołem po jej filiżankę.

— To nie pierwszy raz, kiedy przyłapuję cię na czymś w rodzaju inwentaryzacji. — zauważył, zręcznie napełniając naczynie herbatą zmieszaną z mlekiem. — Mówię o „inwentaryzacji”, bo zawsze wyglądasz przy tym tak, jakbyś usiłowała policzyć wszystkie tu zgromadzone rzeczy i dokładnie oszacować ich wartość.

Axel uśmiechnęła się nieznacznie.

— Ja po prostu próbuję zrozumieć, co takiego jest w twoim gabinecie, że tutaj zawsze zapominam o upływie czasu. I to zupełnie! Wcześniej zdarzyło mi się to tylko raz, kiedy byłam dzieckiem i kiedy wyjątkowo mroźna zima uwięziła mnie w domu na długie tygodnie – a ja nawet tego nie zauważyłam, bo czytałam tak pasjonującą książkę, że całkowicie straciłam przy niej świadomość miejsca i czasu. Niestety, nie zapamiętałam jej tytułu i od tamtej pory szukam czegoś, co jeszcze raz pozwoliłoby przeżyć ten rodzaj wolności.

Asmodeusz postawił przed nią filiżankę z herbatą.

— Ty próbowałaś rozwiązać niedającą ci spokoju zagadkę mojego gabinetu, a ja w tym samym czasie, po raz setny, albo coś koło tego, zastanawiałem się nad tym, co czyni twój wygląd tak niezwykłym. Właśnie szukałem odpowiednio trafnego przymiotnika na określenie koloru twoich włosów.

Axel przewróciła oczami.

— Znowu?! — wyjęczała. — Nie znudziło cię jeszcze…

— Nie, nie znudziło mnie to jeszcze — wszedł jej płynnie w słowo. — i akurat dziś byłbym skłonny powiedzieć, że są pomarańczowe jak pnie sosen w świetle zachodzącego słońca. Chociaż jest też taki rodzaj traw o puszystej, jakby łososiowej kicie, które kiedy wiatr zawieje, wyglądają, jakby unosił się nad nimi rdzawy płomień. A czy mówiłem ci już, że twoje brwi i rzęsy wyglądają jak narysowane ręką geniusza kaligrafii?

— Dzisiaj akurat nie. — odpowiedziała z namacalną wręcz ironią Axel. — Ale tak naprawdę to nawet nie słucham tych wszystkich bzdur, które ciągle wygadujesz.

— A mówiłem może, że twoja twarz przypomina mi wnętrze muszli? — dopytywał się Asmodeusz. — Taka biała i różowa. Zwłaszcza kiedy się rumienisz. O, właśnie.

— To ze złości. — warknęła Axel.

— I jeszcze te usta… — westchnął teatralnie. — Jak najczerwieńszy odłamek koralu. Prerafaelici zaprzedaliby duszę, żeby móc cię namalować.

— Nie cierpię prerafaelitów!

— No coś takiego, a przecież nie dalej jak dwa dni temu twierdziłaś, że ich uwielbiasz… — zauważył niewinnie Asmodeusz. — Ale to i tak nic w porównaniu z twoim oczami. Bo one potrafią być i niebieskie, i szare, i zauważyłem też, że niekiedy nawet turkusowo-zielone. Co ja bym dał, żeby się dowiedzieć, od czego to zależy…

Axel zazgrzytała zębami, a filiżanka, którą właśnie wzięła do drżącej ręki, zadzwoniła ostrzegawczo o delikatny spodeczek.

— Od koloru ubrania, które mam aktualnie na sobie? — podsunęła uprzejmie, acz jadowicie. — Kolor moich oczu zdaje się inny w zależności od tego, co rano nałożyłam?

Axel dla dobitniejszej ilustracji swej tezy złapała się za rąbek ciemnoszarego, prującego się przy rękawie swetra wetkniętego w nie do końca czyste, niebieskawe dżinsy.

Asmodeusz wolno podniósł własną filiżankę do ust. Prawdopodobnie – jak podejrzewała Axel – tylko po to, żeby ukryć swój parszywy uśmiech. Upił sobie trochę herbaty i ciągnął jak gdyby nigdy nic temat.

— A jednak to, co mi się w twojej twarzy podoba najbardziej, to właśnie, że jest taka przezroczysta. Nie tylko widać w niej każdą zmianę nastroju i każdą pojedynczą myśl, ale też, jak one szybko zmieniają kierunek. Chociaż z drugiej strony — Asmodeusz dorzucił niejako po zastanowieniu. — już od podążania za twoimi myślami można dostać choroby lokomocyjnej. A to z kolei przypomina mi, o czym mówiliśmy, zanim przerwała nam herbata: o narracji szkatułkowej.

— Acha, pamiętam — ożywiła się Axel. — chciałam, żebyś wytłumaczył mi, co to jest, skoro wcześniej powiedziałeś, że rozmawianie ze mną jest gorsze od czytania książki z taką narracją.

— No, właśnie! — potwierdził Asmodeusz. — Narracja szkatułkowa. Opowieść w opowieści. Zaczynasz czytać, przewracasz kartkę za kartką. Jak tylko jedna historia cię wciągnie, to w najbardziej emocjonującym momencie pojawi się następna, zupełnie inna, a w niej, w dokładnie takim samym momencie, znowu następna i następna. I wtedy nagle dostaniesz rozwiązanie tej pierwszej opowieści, chociaż umierasz z ciekawości, żeby się dowiedzieć, co się wydarzyło w tej drugiej albo w tej trzeciej. Ale tego dowiesz się być może w siódmej i tak, wydawałoby się bez końca. Aż wreszcie pojawi się wątek, który jak złota, jedwabna nić zwiąże wszystkie opowieści ze sobą i poprowadzi je razem do zwielokrotnionego, efektownego finału.

Axel zrozumiała, że żenujący temat osobliwości jej wyglądu wygasł na dobre i że można się napić bez niebezpieczeństwa nagłego zakrztuszenia. Indyjska herbata zaskoczyła ją ciężkim, korzennym smakiem, który przebijał poprzez miód i mleko. Ciepło bijące od kominka lizało od niechcenia jej prawy bok, w powietrzu unosił się kwaskowaty zapach drewna i lekka sugestia dymu, gdzieś w tle tykał zegar. Axel upiła jeszcze łyk mocnego naparu i wzięła na chybił trafił jedno z ciastek z patery.

— Tyle to sama wiem. — oświadczyła mu, nadgryzając ślicznie polukrowaną pyzatą babeczkę. — Jak na razie nie powiedziałeś mi nic odkrywczego. Kiedy byłam dzieckiem, czytywałam do poduszki „Baśnie z tysiąca i jednej nocy”.

Asmodeusz pokiwał z uznaniem głową.

— „Tysiąc i jedna noc”, czyli po arabsku „Alf lajla wa-lajla”. — sprostował. — Ale jest więcej tego rodzaju książek. Wyobraź sobie na przykład historię, której bohaterami jest Żyd Wieczny Tułacz, naczelnik cyganów, hrabiowie, rozbójnicy i piraci, samodzielnie schodzący z szubienicy wisielcy, a nawet sama Święta Inkwizycja. I podbój Nowego Świata, i Starożytny Egipt, a w nim – życie dworzan Kleopatry wraz z jej wydatkami na uczty, stroje i klejnoty. Arabskie klany Hiszpanii, skrywające w labiryntach jaskiń „nieprzeliczone skarby”.