Sponsor. Tom 2 - K.N. Haner - ebook + audiobook

Sponsor. Tom 2 ebook i audiobook

Haner K.N.

4,4

Opis

Królowa Dramatów kolejny raz zaskakuje!

Romans inny niż wszystkie!

Nieszczęśliwy wypadek odebrał Kalinie zdrowie. Wyczerpująca rehabilitacja, opieka nad młodszą siostrą Sabriną, złamane serce i niedaleka przeszłość nie dają jej ani chwili wytchnienia. Gdy wydaje się, że dziewczyna powoli wychodzi na prostą, jedna zaskakująca wiadomość stawia ją przed ogromnie trudną decyzją. Czy Kalina będzie w stanie wybaczyć Nathanowi? Czy będzie potrafiła wesprzeć mężczyznę, którego kocha, a który tak bardzo ją skrzywdził?

Nathan wie, że musi przegonić własne demony, by stawić czoła problemom i zmierzyć się z tym, co przyniesie los. Razem z Kaliną będą musieli walczyć o miłość, a droga nie będzie prosta. Mur, który między sobą zbudowali, zacznie się w końcu kruszyć, jednak pewne osoby zrobią wszystko, by rozdzielić Kalinę i Nathana raz na zawsze.

Druga i ostatnia część historii Kaliny i Nathana. Opowieści o dwóch duszach, które nie potrafią bez siebie żyć, dwóch sercach, które wybijają wspólny rytm.

Ta historia, pełna namiętności, bólu i trudnych wyborów, udowadnia, jak wielka jest siła miłości.

Trudno jest zacząć żyć na nowo... Uczyć się chodzić, uczyć się ufać i uczyć się kochać. Tego wszystkiego musieli się nauczyć po raz kolejny Kalina i Nathan. Pomimo okropnej przeszłości tych dwoje postanowiło dać sobie kolejną szansę. Czy tym razem będzie happy end? Jeżeli ktoś przypuszczał, że K.N. Haner napisze słodką historyjkę, to był w ogromnym błędzie. Ta książka dowodzi, jak bardzo autorka dojrzała literacko.

Justyna Matysewicz

Jeżeli szukacie powieści o prawdziwym życiu, o jego jasnych i ciemnych stronach, a nie ckliwego romansu -- koniecznie sięgnijcie po Sponsora. K.N. Haner wie, jak opisać realistyczną miłość, która staje przed trudnymi wyborami i problemami. Wie też, jak wzbudzić w czytelniku przeróżne emocje. Uważajcie tylko na książkowego kaca, bo historię Kaliny i Nathana przeżywa się całym sobą.

Agnieszka Stoppel

Autorka po raz kolejny wystawia cierpliwość czytelników na próbę, ale uwierzcie mi -- warto przez to przejść! Ta historia pokazuje, że życie to nie tylko kolorowa bajka -- zwłaszcza jeśli chodzi o uczucia. Jest pełne trudnych wyzwań, ale po wszystkim czeka nas uśmiech, nagroda za wylane łzy.

Patrycja Cygan

K.N. Haner po raz kolejny funduje nam potężną dawkę adrenaliny, której poziom wzrasta z każdą kolejną przeczytaną stroną. Zakończenie pierwszego tomu rozbiło moje serce na milion drobnych elementów, które składałam kawałek po kawałku w drugim tomie. Historia Kaliny i Nathana przenosi nas do świata pełnego trudnej miłości, bólu, cierpienia i łez. Jaki los tym razem ich czeka? Czy odnajdą wspólnie ukojenie dla swoich zranionych dusz?

Paula

Miłość nie zawsze jest lekarstwem na wszystko. Czasami strąca w otchłań nas samych i ludzi, których kochamy. Przekonajcie się o tym, sięgając po drugą część Sponsora. Ta książka zafunduje Wam emocjonalną jazdę bez trzymanki, po której nic już nie będzie takie samo. Szykuje się najbardziej elektryzująca premiera tego roku!

Krystyna Meszka

Królowa Dramatów powraca z kontynuacją swojej świetnej powieści Sponsor. Jeśli pierwsza część skradła Wasze ser-ca, to kolejna z pewnością je złamie. K.N. Haner po raz kolejny pokazała swój talent. W drugim tomie nie brakuje ciekawych zwrotów akcji, scen owianych tajemnicą oraz erotycznego napięcia. Czy demony przeszłości pozwolą Ka-linie i Nathanowi prowadzić normalne życie bez intryg i kłód rzucanych pod nogi? Autorka jak zwykle pozytywnie Was zaskoczy!

Anna Gołuch-Bidas

K.N. Haner po raz kolejny zabiera nas do świata Kaliny i Nathana, w podróż pełną skrajnych emocji, która po prostu musi zapaść Wam w pamięć, czy tego chcecie, czy nie!

Sandra Siwak

Przeznaczenie ich złączyło, a brutalny los z nich zakpił -- i ich rozdzielił. Kto wygra tę nierówną walkę? Czy wciąż tląca się miłość znajdzie tyle siły, by zwyciężyć? K.N. Haner po raz kolejny zabiera nas w podróż pełną emo-cji i codziennych trudności i nie szczędzi czytelnikom wrażeń. Nie ma tutaj miejsca na tabu, a zazdrość i zawiść mają prawdziwie destrukcyjną moc. Czy jesteś na to goto-wa? Ja zawsze.

Agata Wróblewska "Snieznooka"

Trudne sytuacje mogą albo zniszczyć, albo wzmocnić więź dwojga ludzi. Tylko dzięki sile miłości można spróbować pokonać przeciwności losu. Sponsor to historia dziewczy-ny, która stała się mądrą i silną kobietą, oraz mężczy-zny, który dzięki niej znalazł w życiu odpowiednią ścież-kę.

Nina Kosiak

Ta książka jest niesamowita! K.N. Haner przez cały czas utrzymuje czytelnika w niepewności, co się dalej wydarzy. Wybaczenie ma ogromną moc i przywraca chęć do życia, ale czy prawdziwa miłość jest w stanie przezwyciężyć wszyst-kie przeciwności losu?

Agata Sobczak

To opowieść, która przypadnie do gustu miłośniczkom nie-tuzinkowych romansów. Bohaterowie zaskakują, a historia do samego końca trzyma w napięciu. Po raz kolejny przeży-łam przygodę, która pobudza wyobraźnię do pracy na naj-wyższych obrotach. Rollercoaster z zaskakującym zakończe-niem.

Justyna Ziemińska

Kalina i Nathan kontra świat! Akcja goni akcję, a tajem-nica tajemnicę. W Sponsorze nie ma miejsca na nudę. Adre-nalina gwarantowana! Jeśli myślicie, że K.N. Haner nie może już niczym zaskoczyć, sięgnijcie po tę książkę i przekonajcie się, jak bardzo się mylicie!

Katarzyna Bastuba

K.N. Haner umie napisać spektakularny finał serii. Ten tom zachwyca od pierwszych stron i łapie czytelnika w swoje sidła. Genialna w swojej prostocie, zaskakująca w zwrotach akcji -- CUDO! Absolutny MUST READ!

Katarzyna Sikora

Związek Kaliny i Nathana to przykład miłości, która cier-pi, ale wspiera się ponad wszystko; to inny rodzaj rela-cji między dwojgiem ludzi. Czy los w końcu pozwoli zaznać im spełnienia? Ta książka ukazuje wiele sposobów, jak po-strzegać ludzi, którzy są obok nas.

Dorota Odrzywołek

Drugi tom Sponsora to nieprzewidywalna, pełna zwrotów ak-cji książka, która pokazuje, że gdy w grę wchodzi praw-dziwe uczucie, można wybaczyć naprawdę wiele. Poznajcie zakończenie epickiej historii dziewczyny, która dzięki miłości zdobyła wszystko, o czym marzyła, i mężczyzny, który sądził, że ma wszystko, a dopiero prawdziwa miłość pokazała mu, jak puste było jego życie. Sprawdźcie sami, czy można mieć nadzieję na szczęśliwe zakończenie, kiedy nadchodzi czas na pełną szczerość, koniec kłamstw i sekretów.

Michalina

Pierwszy tom Sponsora pozostawił nas z wielką dziurą w sercu i milionem pytań. Czym prędzej chciało się sięgnąć po drugi tom. Jeśli myślicie, że Królowa Dramatów zwalnia obroty, to jesteście w błędzie. Zakończenie historii Ka-liny i Nathana będzie miało nieoczekiwany finał, a droga do szczęścia będzie kręta i wyboista. Gdy już wydaje się, że są na właściwej ścieżce, spadają na nich kolejne kło-poty. Tutaj niczego nie można być pewnym. Dramat goni dramat, a bohaterowie wystawiani są na kolejne próby. Czy miłość ich uleczy? K.N. Haner po raz kolejny zaskakuje i gra na uczuciach czytelników. Tego nie można przegapić! Z całego serca polecam idealną książkę na Walentynki.

Anna Węglarz

Czy dwoje zagubionych ludzi znajdzie z powrotem drogę do swoich serc? A może przeszkody na ich drodze będą zbyt trudne do pokonania? K.N. Haner pokazuje, że o prawdziwą miłość trzeba walczyć, i że czasami warto dać człowiekowi kolejną szansę. Druga część Sponsora zachwyca jeszcze bardziej niż pierwsza!

Martyna Piętka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 483

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 42 min

Lektor: Czyta: Daria Brudnias

Oceny
4,4 (52 oceny)
35
8
6
2
1
Sortuj według:
Kingajan

Nie oderwiesz się od lektury

polecam
00
celebre

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam 🤩😍🥰🔥👌
00
magdavoll

Z braku laku…

1 czesc ok ale druga to flaki z olejem.
00
mamaizy

Nie oderwiesz się od lektury

super nie mogłam się oderwać przeczytałam jednym tchem ten jak i pierwszy tom... poprostu sztos ❤️❤️❤️
00
margola25

Dobrze spędzony czas

Polecam jak każda pozycje tej autorki.
00

Popularność




K.N. Haner

Sponsor

Tom 2

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Autor oraz Wydawnictwo HELION dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz Wydawnictwo HELION nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce.

Redaktor prowadzący: Barbara Lepionka

Fotografia na okładce została wykorzystana za zgodą AdobeStock.

HELION SA ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice tel. 32 231 22 19, 32 230 98 63 e-mail: editio@editio.pl WWW: http://editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adreshttp://editio.pl/user/opinie/spons2_ebookMożesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.

ISBN: 978-83-283-5680-1 Copyright © Helion 2019

Poleć książkęKup w wersji papierowejOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » nasza społeczność

Królowa Dramatów powraca z kontynuacją swojej świetnej powieści Sponsor. Jeśli pierwsza część skradła Wasze serca, to kolejna z pewnością je złamie. K.N. Haner po raz kolejny pokazała swój talent. W drugim tomie nie brakuje ciekawych zwrotów akcji, scen owianych tajemnicą oraz erotycznego napięcia. Czy demony przeszłości pozwolą Kalinie i Nathanowi prowadzić normalne życie bez intryg i kłód rzucanych pod nogi? Autorka jak zwykle pozytywnie Was zaskoczy!

Anna Gołuch-Bidas

zapiski-ksiazkoholiczki.blogspot.com

K.N. Haner po raz kolejny zabiera nas do świata Kaliny i Nathana, w podróż pełną skrajnych emocji, która po prostu musi zapaść Wam w pamięć, czy tego chcecie, czy nie!

Sandra Siwak

instagram.com/sunreads1

Przeznaczenie ich złączyło, a brutalny los z nich zakpił — i ich rozdzielił. Kto wygra tę nierówną walkę? Czy wciąż tląca się miłość znajdzie tyle siły, by zwyciężyć? K.N. Haner po raz kolejny zabiera nas w podróż pełną emocji i codziennych trudności i nie szczędzi czytelnikom wrażeń. Nie ma tutaj miejsca na tabu, a zazdrość i zawiść mają prawdziwie destrukcyjną moc. Czy jesteś na to gotowa? Ja zawsze.

Agata Wróblewska „Snieznooka”

przez-zamrozone-okulary.blogspot.com

Trudne sytuacje mogą albo zniszczyć, albo wzmocnić więź dwojga ludzi. Tylko dzięki sile miłości można spróbować pokonać przeciwności losu. Sponsor to historia dziewczyny, która stała się mądrą i silną kobietą, oraz mężczyzny, który dzięki niej znalazł w życiu odpowiednią ścieżkę.

Nina Kosiak

instagram.com/book.moodpl

Ta książka jest niesamowita! K.N. Haner przez cały czas utrzymuje czytelnika w niepewności, co się dalej wydarzy. Wybaczenie ma ogromną moc i przywraca chęć do życia, ale czy prawdziwa miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystkie przeciwności losu?

Agata Sobczak

instagram.com/dangerous_love98

To opowieść, która przypadnie do gustu miłośniczkom nietuzinkowych romansów. Bohaterowie zaskakują, a historia do samego końca trzyma w napięciu. Po raz kolejny przeżyłam przygodę, która pobudza wyobraźnię do pracy na najwyższych obrotach. Rollercoaster z zaskakującym zakończeniem.

Justyna Ziemińska

livingbooksx.blogspot.com

Kalina i Nathan kontra świat! Akcja goni akcję, a tajemnica tajemnicę. W Sponsorze nie ma miejsca na nudę. Adrenalina gwarantowana! Jeśli myślicie, że K.N. Haner nie może już niczym zaskoczyć, sięgnijcie po tę książkę i przekonajcie się, jak bardzo się mylicie!

Katarzyna Bastuba

instagram.com/czytado

K.N. Haner umie napisać spektakularny finał serii. Ten tom zachwyca od pierwszych stron i łapie czytelnika w swoje sidła. Genialna w swojej prostocie, zaskakująca w zwrotach akcji — CUDO! Absolutny MUST READ!

Katarzyna Sikora

kasikrecenzuje.blogspot.com

Związek Kaliny i Nathana to przykład miłości, która cierpi, ale wspiera się ponad wszystko; to inny rodzaj relacji między dwojgiem ludzi. Czy los w końcu pozwoli zaznać im spełnienia? Ta książka ukazuje wiele sposobów, jak postrzegać ludzi, którzy są obok nas.

Dorota Odrzywołek

instagram.com/written.in.a.sheet

Drugi tom Sponsora to nieprzewidywalna, pełna zwrotów akcji książka, która pokazuje, że gdy w grę wchodzi prawdziwe uczucie, można wybaczyć naprawdę wiele. Poznajcie zakończenie epickiej historii dziewczyny, która dzięki miłości zdobyła wszystko, o czym marzyła, i mężczyzny, który sądził, że ma wszystko, a dopiero prawdziwa miłość pokazała mu, jak puste było jego życie. Sprawdźcie sami, czy można mieć nadzieję na szczęśliwe zakończenie, kiedy nadchodzi czas na pełną szczerość, koniec kłamstw i sekretów.

Michalina

michalinowebuki.blogspot.com

Pierwszy tom Sponsora pozostawił nas z wielką dziurą w sercu i milionem pytań. Czym prędzej chciało się sięgnąć po drugi tom. Jeśli myślicie, że Królowa Dramatów zwalnia obroty, to jesteście w błędzie. Zakończenie historii Kaliny i Nathana będzie miało nieoczekiwany finał, a droga do szczęścia będzie kręta i wyboista. Gdy już wydaje się, że są na właściwej ścieżce, spadają na nich kolejne kłopoty. Tutaj niczego nie można być pewnym. Dramat goni dramat, a bohaterowie wystawiani są na kolejne próby. Czy miłość ich uleczy? K.N. Haner po raz kolejny zaskakuje i gra na uczuciach czytelników. Tego nie można przegapić! Z całego serca polecam idealną książkę na Walentynki.

Anna Węglarz

woceanieslow.pl

Czy dwoje zagubionych ludzi znajdzie z powrotem drogę do swoich serc? A może przeszkody na ich drodze będą zbyt trudne do pokonania? K.N. Haner pokazuje, że o prawdziwą miłość trzeba walczyć, i że czasami warto dać człowiekowi kolejną szansę. Druga część Sponsora zachwyca jeszcze bardziej niż pierwsza! 

Martyna Piętka

fantastyczny-swiat-ksiazeek.blogspot.com

Rozdział 1

Nauka chodzenia wcale nie jest taka prosta.

Zwłaszcza wtedy, gdy musisz nauczyć się tego od nowa.

Pierwsze próby Kaliny były trudne, ale nie poddawała się. Kolejny raz chwyciła metalową poręcz bieżni i uniosła się na rękach, bo czuła, że zaraz upadnie. Dziewczyna miała wrażenie, że dół ciała nie należał do niej. Jakby ktoś dokleił jej dolne kończyny, a zapomniał połączyć odpowiednie kable, bo nic w nich nie działało. Skrzywiła się, wysilając wszystkie zdrowe mięśnie i nerwy, by chociażby poruszyć palcami. Nic z tego. Kalina była sparaliżowana od pasa w dół, a frustracja narastała w niej coraz bardziej.

— Cholera! — skrzywiła się i puściła poręcz, a następnie upadła na podłogę. Miała ochotę krzyczeć ze złości. — Ale z ciebie połamana idiotka! — warknęła na siebie i usiadła. Z niemocy zaczęła pięściami uderzać w uda. Nic jednak nie czuła. Od prawie pół roku walczyła o swoje zdrowie, ale każdego dnia traciła nadzieję na to, że kiedyś jeszcze będzie mogła chodzić. Wszyscy powtarzali jej, że musi walczyć, że jest młoda i da radę, tyle że ona w to nie wierzyła. Nawet mała siostra nie potrafiła podnieść Kaliny na duchu. Sabrina nie do końca rozumiała to, co się stało. Prawie straciła siostrę, trafiła do rodziny zastępczej, a teraz znowu była pod opieką Kaliny. Wydarzenia ostatnich miesięcy odbiły się na jej psychice już na zawsze. Mała budziła się w nocy, zaczęła się moczyć i miała zmienne nastroje. Nie można było się dziwić, bo Sabrina przeszła więcej niż niejedno dziecko. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Kalina doskonale wiedziała, czego pragnie jej mała siostra. Sabrina chciała mieć normalną rodzinę i cały czas wypytywała o… Nathana. Na samą myśl o nim Kalinie zaciskał się żołądek. Dziewczyna nie widziała go od tamtego nieszczęsnego dnia, ale nie było chwili, by o nim nie myślała. Była świadoma, że cały czas go kocha. Tęskniła za nim, ale nie była gotowa na rozmowę. W dodatku Nathan nie zabiegał o to. Nie odzywał się. Zniknął. Zapomniał o niej.

— Ed! Kalina znowu się wywaliła! — z myśli wyrwał ją głos siostry. Sabrina wbiegła na salę rehabilitacyjną i od razu kucnęła obok. — Co ty, Kalina? Znowu nie masz siły? — zapytała i spojrzała na jej nogi.

— Mam za gruby tyłek i nie dałam rady utrzymać się na rękach — Kalina bąknęła pod nosem, wiedząc, że jej mała siostra i tak nie zrozumie znaczenia tych słów. Okres dojrzewania był jeszcze przed nią, więc dla Sabriny wygląd nie miał znaczenia. W przeciwieństwie do Kaliny.

— Ale jak to? — mała skrzywiła się, ale Kalina nie zdążyła odpowiedzieć, bo przybiegł do nich Ed.

— Czemu mnie nie wołasz? — zapytał z pretensją w głosie i pomógł Kalinie wstać. Tak naprawdę podniósł ją z maty i posadził na wózku. Poprawił jej nogi, podał wodę i kucnął obok.

— Dziękuję — dziewczyna spojrzała na niego. Była mu wdzięczna za pomoc, ale przez złość, jaką w sobie tłamsiła, nie potrafiła okazać tego w odpowiedni sposób. Miała żal do całego świata.

— Skończmy na dziś, bo ja też muszę jechać na uczelnię — Ed zaczął się krzątać i zbierać wszystkie sprzęty. Hantle, mocowania do łóżka rehabilitacyjnego i inne przyrządy, którymi starał się pomóc Kalinie. Ta podjechała na wózku do okna i zarzuciła na siebie sportową bluzę oraz poprawiła włosy związane w kucyk.

— Chciałabym dziś wieczorem coś ugotować. Pomógłbyś mi? — zapytała. Nie lubiła spędzać wieczorów w samotności. To doprowadzało ją do płaczu i miała tego dość. Była świadoma, że powinna zacząć brać się w garść, ale to nie było takie proste. Nie, gdy masz wrażenie, że twoje serce umiera, a jedynym lekarstwem jest człowiek, którego równie mocno się kocha co nienawidzi.

— Jasne. Zrobić jakieś zakupy? — Ed uśmiechnął się szeroko na tę propozycję. Oboje z Kaliną pamiętali, jak było między nimi przed wypadkiem, ale przyjaźń rządzi się swoimi prawami. Ed okazał się być tym prawdziwym przyjacielem, który naprawdę chciał pomóc Kalinie, mimo tego, co wydarzyło się wcześniej. Nie oczekiwał niczego w zamian. A przynajmniej tak było do tej pory.

— Nie, ja wszystko kupię. Po prostu przyjedź — te słowa zabrzmiały dziwnie. Kalina skrzywiła się ledwo zauważalnie i przyłapała się na tym, że brzmiało to jak prośba. Tak naprawdę miała ochotę powiedzieć Edowi: „Nie zostawiaj mnie, Ed. Bardzo cię potrzebuję”, ale była zbyt skryta, by to wyznać. Nie chciała okazywać mu takich emocji, by nie budzić w nim złudnych nadziei. Doskonale pamiętała, że Ed czuł do niej wiele więcej niż tylko przyjaźń i mimo że teraz zachowywał się jak wzorowy przyjaciel, to Kalina spodziewała się nagłego wybuchu kolejnych wyznań.

— Okej, a co będziemy gotować? — zapytał.

Sabrina pomogła pchać wózek Kaliny, bo to sprawiało jej ogromną frajdę. Całą trójką wyjechali z sali i skierowali się do windy.

— A na co masz ochotę? Może zrobimy pizzę albo jakiś makaron? — zaproponowała Kalina.

— Może być pizza.

— Tak, pizza! Pizza! — wtrąciła zadowolona Sabrina i podbiegła do windy, by wcisnąć przycisk.

— Wyrobisz się na siódmą? — Ed kiwnął głową, że tak, i popchnął wózek, by po chwili wjechać z Kaliną do windy. Ta zwiozła ich na podziemny parking, gdzie chłopak zaparkował auto. Nie należało ono do niego, lecz do fundacji, która pomagała osobom po urazach kręgosłupa. Ed był wolontariuszem, a jednocześnie odbywał tam studencki staż. W nieco lepszych chwilach Kalina się śmiała, że Ed może ćwiczyć na niej to, czego nauczył się na studiach. Oboje przecież chcieli być fizjoterapeutami i pomagać ludziom po wypadkach. Żadne z nich nie pomyślało jednak, że osobą, która będzie potrzebować pomocy, będzie któreś z nich. Ed raczej nie poruszał tematu wypadku, chociaż zapewne miał mnóstwo pytań. Tak jak media, które na wszelkie sposoby próbowały skontaktować się z Kaliną. Świat mody aż huczał od plotek, a spekulacji było więcej, niż Kalina była sobie w stanie wyobrazić. Próba samobójstwa, próba zabójstwa, wypadek, załamanie nerwowe… To tylko kilka z wersji, o jakich rozpisywały się gazety. Ona nie była jednak na to gotowa. Potrzebowała jeszcze nieco czasu, by ostatecznie zadecydować, co dalej. Miała prawo się wahać, bo pewności w tym, że kiedykolwiek wróci do pełnej sprawności, nie miał nikt.

Zakupy na wózku inwalidzkim to wcale nie taka trudna sprawa. Życzliwość ludzi, pomoc Sabriny, która w takich chwilach była nadzwyczaj grzeczna, dawały Kalinie poczucie, że może to wszystko jakoś się ułoży. Właśnie wyjeżdżała z kasy dużego hipermarketu w centrum handlowym, gdy nagle usłyszała głośny pisk swojej siostry, która pobiegła w kierunku kawiarni.

— Sabrina, poczekaj! — Kalina krzyknęła za nią, a po sekundzie już wiedziała, co się święci. To nie ciastka ani lody były powodem wybuchu radości jej siostry. Kalina patrzyła, jak Sabrina wpada w ramiona Nathana, który od razu wziął ją na ręce i serdecznie wyściskał. Dziewczyna zatrzymała wózek i starała się zachować normalnie. To było jednak bardzo trudne, gdyż emocje już zawiązały jej żołądek na supeł. Co miała zrobić? Udać, że go nie widzi? Było już za późno, bo Nathan zdążył ją dostrzec i bez wahania ruszył w jej stronę. „O Boże” — pomyślała — „Chyba zaraz dostanę zawału”.

— Kalina, zobacz, to Nathan! — Sabrina podskakiwała na rękach mężczyzny i wskazywała palcem na siostrę.

— Trudno nie zauważyć — Kalina bąknęła pod nosem, a potem niepewnie podniosła wzrok. Wstrzymała oddech, bo w jej sercu znowu coś drgnęło. To tęsknota za kimś, kogo nigdy mieć nie mogła, a wszystko, co ich łączyło, było czystą fikcją i kłamstwem. To chyba bolało ją najbardziej.

— Muszę już iść, Sabrino — odezwał się Nathan, a Kalina spojrzała na niego. Nie miał zamiaru nawet się przywitać? A może nie miał odwagi? Było mu wstyd? Prawidłowo, ale mógł zachować się jak mężczyzna i powiedzieć chociażby głupie „cześć”.

— Ale dlaczego? Nie możemy iść na lody? — Sabrina zaprotestowała i z kwaśną miną zaczęła prosić, by poszli do kawiarni. Kalina tak ogromnie obwiniała się o to, co działo się z Sabriną po jej wypadku, że nie potrafiła jej odmówić. Doskonale zdawała sobie sprawę, że mała widzi w Nathanie dobrego faceta, może nawet trochę ojca, który spełniał jej dziecięce zachcianki.

— Nie wiem, co na to… Kalina? — Nathan w końcu spojrzał na nią. Głos mu zadrżał, a w oczach widać było jedynie smutek. Mężczyzna wzrokiem omiótł wózek inwalidzki, na którym siedziała, a potem na sekundę zamknął oczy.

— Na lody jest za chłodno. Mogą być gofry? — zaproponowała nagle Kalina. Zrobiła to wbrew sobie, bo nie miała ochoty na towarzystwo Nathana, a jednocześnie znowu czuła, że tak bardzo za nim tęskniła. Za jego spojrzeniem, ustami i dotykiem. Za jego obecnością i tymi chwilami, w których czuła się szczęśliwa.

— Gofry? — Sabrina znowu się skrzywiła. — Wolę lody i kolorową posypkę. Taką, co strzela w buzi! — pisnęła radośnie i objęła Nathana. — Tęskniłam za tobą, wiesz? — powiedziała, ale kolejne słowa wyszeptała tak cicho, że Kalina niczego nie usłyszała. Nathan zerknął na Kalinę i nagle uśmiechnął się lekko. Wtedy jej serce zaczęło walić jak szalone. To była jedna z tych rzeczy, które Kalina chciała pamiętać. Jego uśmiech, który nie zawsze docierał aż do oczu, ale tym razem tak właśnie było.

— Będzie bardzo źle, jeśli Sabrina zje małą porcję lodów? — Nathan w końcu odezwał się do Kaliny. Podszedł też bliżej, a ona od razu poczuła jego perfumy, które oczywiście też zaliczały się do rzeczy, jakie dobrze jej się kojarzyły. Nie wiedzieć czemu uśmiechnęła się. Kąciki ust Nathana uniosły się nieco wyżej.

— Nie, to raczej nie będzie koniec świata.

— A my? — zaczął niepewnie. — Wypijemy razem herbatę? — dodał.

— Tak, możemy napić się herbaty — Kalina kiwnęła głową. Nie rozumiała swojej reakcji, bo doskonale wiedziała, że powinna trzymać się od niego z daleka. Coś jednak ciągnęło ją do niego. I nie chodziło jedynie o tęsknotę. Mieli przecież tyle niewyjaśnionych spraw, tyle pytań i emocji, które kłębiły się w nich obojgu.

Kawiarnia nie była odpowiednim miejscem do takich rozmów, ale taka niezobowiązująca herbata mogła być małym krokiem ku temu, by w końcu odważyli się na szczerą rozmowę.

— Dziękuję — odpowiedział Nathan i bez pytania stanął za wózkiem z zamiarem prowadzenia go. Dobrze, że nie widział miny Kaliny, która z zaskoczonej szybko zmieniła się w uśmiechniętą. Gdy ruszyli w stronę kawiarni, dziewczyna westchnęła głośno. Poczuła się lepiej, jakby to nagłe spotkanie z bolesną przeszłością okazało się mniej straszne, niż sobie wyobrażała. Przecież nie mogła cofnąć czasu. Nie mogła też przestać kochać Nathana, ale w tym momencie nie wydawało jej się to aż takie straszne.

Rozdział 2

To spotkanie było dla Nathana ogromnym zaskoczeniem. Gdy chwilę wcześniej ujrzał Kalinę na wózku, sam prawie nie był w stanie iść. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to jego wina. W pierwszej chwili miał ochotę uciec, bo bał się zderzenia z rzeczywistością. Nie był gotowy. Ona zapewne również nie była, ale Sabrina jak zwykle nie pozwoliła mu tak po prostu odejść. Podbiegła, a po kilku minutach siedzieli już w kawiarni i Nathan składał zamówienie. Nie potrafił wyczuć intencji Kaliny. Dostrzegał jej uśmiech i to jak się denerwowała, ale nie rozumiał, co to oznaczało. Może grała? Udawała? Niestety podejrzewał, że właśnie tak było.

— Na pewno nie chcesz nic słodkiego? Jakieś ciastko? Rurkę z kremem? — zaproponował, gdy Kalina długo przeglądała kartę z kolorowymi deserami. Dziewczyna spojrzała na niego, a potem na swoją siostrę, która w tym czasie zdążyła wybrać już pięć pozycji z karty i zastanawiała się nad kolejną.

— A ten deser ma takie serduszki… — powiedziała Sabrina. — O, tutaj! — dodała, pokazując palcem na wafelkowe serduszka w menu.

— Chcesz taki z serduszkiem? — zapytał Nathan. Uśmiechnął się na widok wesołych iskierek tańczących w oczach tej cudownej dziewczynki. Dziewczynki, za którą ogromnie tęsknił. Tęsknił tak mocno jak za Kaliną. A może nawet bardziej?

— Tak, i ten! — wskazała na inny, równie kolorowy i z wafelkami.

— Aż dwa? — Nathan zerknął na Kalinę, która się nie odzywała. Sam przecież nie mógł zadecydować. Nie miał prawa.

— I jeszcze taki! O! — Sabrina była w swoim żywiole. Wybrała trzy słodkie lodowe desery, a Nathan, nie słysząc sprzeciwu Kaliny, zamówił wszystko, co chciała dziewczynka. Siedzieli chwilę w krępującej dla dorosłych ciszy. Mała wcale się nie krępowała. Obserwowała wszystko wkoło, a Nathan tylko czekał, aż zacznie prawić swoje mądrości. Sabrina odezwała się dopiero, gdy kelnerka przyniosła ich zamówienie.

— Dla kogo Miłosne Uniesienie? — zapytała, a Nathan się skrzywił. Kalina zerknęła na niego niepewnie i zajrzała w kartę. Miłosne uniesienie to była nazwa jednego z deserów, które wybrała Sabrina.

— To dla Nathana! — powiedziała mała i wskazała na niego. — Ale te serduszki muszą być dla Kaliny.

Następnie wyjęła serduszkowe wafelki i wbiła w gałki lodów na drugim deserze. Potem zmieniła miejsce słodkich rureczek, a łyżeczką zabrała większość bitej śmietany z deseru Kaliny. Oboje z Nathanem wpatrywali się w nią i nic nie rozumieli.

— Sabrina, co ty robisz? — Kalina zapytała szeptem.

— Robię tak, jak lubisz. Tu masz różowe i białe lody, śmietankę ci zabrałam, bo mówisz, że ci tyłek od niej rośnie, a serduszki są od Nathana! — wyjaśniła, a Kalina zdębiała. Nathan za to uśmiechnął się lekko, ale starał się nad tym zapanować.

— A czemu ja nie mam serduszek? — wtrącił, by nieco rozładować atmosferę.

— No, jak to czemu? Oddałeś swoje serduszki Kalinie. Chyba nie każesz jej teraz ich oddawać, co? — Sabrina prawie się oburzyła i zmrużyła oczy.

— A może powinnaś zapytać mnie, czy ja w ogóle chcę jego serduszka? — Kalina w końcu się odezwała. Była chyba lekko zirytowana, a na pewno zdenerwowana. Mała znowu zaczęła zamieniać wafelki, rurki i bitą śmietanę.

— Ja tylko chciałam dobrze… — westchnęła z rezygnacją i spojrzała na Nathana jakby go przepraszała. Wtedy ścisnęło go w żołądku. „Boże!” — pomyślał — „Jak my ogromnie krzywdzimy tę małą dziewczynkę”. Nathan nie potrafił sobie z tym poradzić. Czuł się winny. Wszystkiego. I nie miał na to żadnego wytłumaczenia. W dodatku jego przeszłość ponownie wróciła, bo od około miesiąca znowu zaczął spotykać się z kobietami, które szukały sponsora. W ciągu tego czasu poznał aż sześć nowych chętnych, z czego jedna chciała iść na stały układ. Nathan był bliski podjęcia decyzji, ale dzisiejsze spotkanie zrobiło mu w głowie mętlik. On nie miał siły walczyć ze swoimi demonami. Wiedział, że nie jest w stanie zmienić się na dłużej, a nie chciał już nikogo krzywdzić. Uwierzył, że potrafi kochać, ale ogromnie się pomylił. „Ktoś, kto kocha, nie krzywdzi, nie zdradza, nie zostawia w trudnych chwilach”. Nathan nie czuł się na tyle odpowiedzialny, by wziąć na siebie takie obciążenie. Uważał się za tchórza. Był nim i mimo że okropnie się z tym czuł, nie miał prawa kochać. Postanowił, że już nigdy nie da ponieść się emocjom, bo chwile słabości i cielesnej przyjemności były niewspółmierne do tego, jakie cierpienie zadał Kalinie. Zostały mu jedynie wspomnienia i świadomość, że nigdy już nie zazna prawdziwej miłości.

Spotkanie w kawiarni nie trwało długo. Nathan zupełnie nie wiedział, czy się odzywać, a tym bardziej co ma zrobić. Miał zaproponować, że je odwiezie? Miał pomóc Kalinie jechać na wózku? W dodatku uświadomił sobie, że w jego sportowym aucie, którym przyjechał, nie zmieści się wózek inwalidzki. Z każdą sekundą jego poczucie winy było coraz większe. Patrzył na nogi Kaliny, które ani drgnęły, chociaż wyglądały całkiem normalnie. Odważył się też przyznać, że Kalina przybrała nieco na wadze i wyglądała zdrowo. Chociaż zdrowa na pewno nie była.

— Czy Nathan może mnie zabrać do siebie na noc? — zapytała Sabrina, gdy zbierali się od stolika w kawiarni.

— Nie sądzę, żeby chciał — Kalina spojrzała niepewnie na Nathana. Zabolało go to, że miała wątpliwości. Przecież on tak lubił tę małą i zrobiłby dla niej naprawdę wszystko.

— Nie chcesz mnie? — Sabrina zadarła głowę i wbiła w niego spojrzenie pełne nadziei.

— Oczywiście, że chcę — przykucnął obok niej. — Ale to musi być decyzja Kaliny. Pozwól jej zadecydować, dobrze? — zgarnął włosy Sabriny za ucho i uśmiechnął się do niej.

— Dobra — mała spojrzała na Kalinę. — Kalina, to jak? Mogę jechać z Nathanem? On ma takie wygodne łóżeczko! — zapytała, a Kalina nagle zrobiła się cała czerwona. Czyżby pomyślała o tym samym co Nathan? Spojrzał na nią, ona na niego i od razu wiedział, że tak. „Kurwa!” — Nathan zaklął w myślach. „Ona nadal mnie pragnie” — trudno mu było w to uwierzyć, ale jej ciało zaczęło ją zdradzać. Policzki płonęły, a po chwili Kalina oblizała suche usta i zaczęła nerwowo pocierać palcami. Ten dziwny moment uświadomił Nathanowi jeszcze jedną sprawę. On również jej pragnął, bardziej niż jakiejkolwiek innej kobiety. Właśnie poczuł to w spodniach i nie potrafił nad tym zapanować.

— Umówimy się innym razem. Okej!? — Nathan szybko cmoknął Sabrinę i natychmiast musiał wyjść. Jego kutas już stawał się twardy, a w obcisłych jeansach trudno było to ukryć.

— No dobra! Kalina do ciebie zadzwoni! — dodała zadowolona Sabrina i spojrzała na siostrę, która myślami zapewne była równie daleko co Nathan.

— Zadzwonię… — bąknął i ruszył pośpiesznie w stronę schodów, które prowadziły na podziemny parking. Musiał jak najszybciej znaleźć się w domu i rozładować emocje, jakie nagromadziły się w nim w tej jednej chwili. Gdy wsiadał do auta, miał już pełny wzwód.

— Kurwa! — tym razem zaklął na głos. Mógł sobie na to pozwolić, bo w samochodzie był przecież sam. Ruszył szybko i włączył radio oraz klimatyzację, by zagłuszyć myśli i nieco się ostudzić. Było mu gorąco, a gdy nagle przypomniało mu się, że w jego laptopie nadal były zdjęcia Kaliny, które zrobił jej któregoś pięknego wieczoru, od razu wiedział, co się stanie. Jak napalony i zdesperowany nastolatek miał zamiar ulżyć sobie, patrząc na jej zdjęcia. „Co w tym złego?” — Nathan zaśmiał się gardłowo. Lepsze to, niż szukanie kolejnej chętnej na noc w zamian za nową biżuterię albo drogie buty. „Ja pierdolę! Ale ze mnie żałosny człowiek” — drwił z siebie, ale naprawdę nie potrafił poradzić sobie ze swoimi demonami. Tak mu było łatwiej. Poddać się. Odpuścić. Prowadzić wygodne życie, w którym nikogo nie uszczęśliwiał, ale także nikogo nie krzywdził.

Rozdział 3

Kalinę zaskoczyła reakcja na Nathana. Była przekonana, że już nigdy nie poczuje znowu tych dziwnych skurczy w dole brzucha, że nie jest w stanie pragnąć, że jej ciało nie jest do tego zdolne… A jednak. Kalina nadal pragnęła tylko jednego mężczyzny. To krótkie spotkanie ożywiło w niej wiele wspomnień. Głównie tych dobrych. Gdzieś podświadomie Kalina ogromnie się z tego cieszyła. Nie mogła zmienić przeszłości, a o przyszłości powinna sama decydować. Pierwszy raz od wypadku miała naprawdę dobry nastrój. I to dzięki Nathanowi. To nie on powinien być powodem jej radości, ale ona nie potrafiła się oszukiwać. Uśmiechała się na myśl o nim, jednocześnie krojąc pomidory na sos do pizzy. Ed dołączyć miał do nich za kilka minut, a Kalina przygotowała już większość składników. Miała ochotę miło spędzić wieczór. Pizza, film i cola. Uważała, że to idealny zestaw i dobry początek powrotu do normalności.

Zapach świeżo upieczonej pizzy wypełnił całą dużą kuchnię w mieszkaniu Kaliny. Dziewczyna wynajmowała je od dłuższego czasu, ale zastanawiała się także nad jego kupnem. Na szczęście finansowo radziła sobie dobrze, bo pieniądze z kontraktu reklamowego perfum pozwoliły jej na godne życie. Blake Wood cały czas dopytywał o to, kiedy wróci do branży, i oferował pomoc, ale Kalina grzecznie podziękowała. Chciała tego, a tak naprawdę marzyła, by wrócić do modelingu. To stało się jej dodatkową motywacją. Wiedziała, że dzięki temu będzie w stanie utrzymać siebie i Sabrinę, a to było dla niej w tym momencie najważniejsze.

— Ed, zostaniesz u nas na noc? — zapytała Sabrina, gdy całą trójką siedzieli i oglądali „Księgę Dżungli”. Kalina spojrzała na Eda, a on na nią. Wzruszyła ramionami.

— Mam zostać? — niepewny głos Eda świadczył o tym, że bardzo tego chciał.

— Ta kanapa jest naprawdę niewygodna.

Kalina bardzo nie chciała urazić Eda, ale nie była gotowa na to, by spędzał noc w jej mieszkaniu. Na szczęście Ed od razu się tego domyślił.

— Jak kupisz to mieszkanie, to żądam, byś zrobiła mi tu mój pokój! — odpowiedział i puścił do niej oczko. Temat został zakończony, ale Kalina wiedziała, że za jakiś czas znowu powróci. Teraz jednak mogła się zrelaksować. Westchnęła głęboko i zamknęła oczy. Do jej myśli od razu wkradł się Nathan. Zaczęła się zastanawiać, czy była tak słaba, czy zdesperowana, że chciała z nim porozmawiać? Naprawdę tęskniła za wspólnymi chwilami. Nagle przyszło jej do głowy, że może była w stanie mu nawet wybaczyć. Ta myśl nieco ją zaniepokoiła, bo rodzice zawsze uczyli ją szacunku do samej siebie i wpajali, że zasługiwała na mężczyznę, który będzie ją szanował. „Najpierw czułam się przy nim jak dziwka, a potem mnie zdradził, więc byłam dla niego właśnie tym. Dziwką” — przypomniała sobie i od razu zeszła na ziemię. Można żyć złudzeniami, ale ludzie się nie zmieniają. Nathan był mężczyzną, który nigdy nie spełni jej oczekiwań. Kalina oczekiwała od niego jednego. Miłości, ale na to składało się wiele czynników. Wierność, lojalność, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, wsparcie. Nie miała jednak niczego. Między nimi zostały same niedomówienia, ból, żal i resztki nienawiści, której granica jest tak cienka. Kalina ponownie poczuła się okropnie, a jej dobre myśli odeszły w zapomnienie. „Muszę o nim zapomnieć” — wmawiała sobie, a jednocześnie próbowała usprawiedliwić jego zachowanie. Była naiwna, ale doskonale wiedziała, że nic nie będzie tak jak pół roku wcześniej. Wtedy była szczęśliwa i wierzyła, że to nigdy się nie skończy. Szybko się skończyło, a ona się przekonała, że życie jest okrutne i nie oszczędza nikogo. Nawet jej, mimo że wycierpiała już tak wiele. Najwidoczniej na swoje szczęście musiała jeszcze chwilę poczekać. Wierzyła, że gdziekolwiek ono jest, ona je znajdzie i wtedy zrobi wszystko, by trwało jak najdłużej.

Następnego dnia Kalina od samego rana intensywnie ćwiczyła z Edem na sali rehabilitacyjnej. Pełna energii i zmotywowana, by w końcu odzyskać sprawność, postanowiła naprawdę o siebie walczyć. Mimo zmęczenia i bólu nie poddawała się i była z siebie naprawdę dumna. Nawet Ed zauważył, że Kalina zachowywała się nieco inaczej. Nie wiedział, czym było to spowodowane, ale uśmiechał się i cieszył z takiego obrotu sprawy. W końcu martwił się o Kalinę jak o przyjaciółkę.

— Kończymy na dziś? Ja padam — zerknął na Kalinę, która chyba nie miała jeszcze ochoty kończyć.

— No Ed, musisz się wzmocnić, bo ja codziennie już będę cię tak męczyć — zaśmiała się.

— Myślałem, że to ja cię męczę i torturuję.

— Jesteś naiwny — oboje spojrzeli na siebie.

— A ty śliczna — wymsknęło się Edowi, na co Kalina lekko się skrzywiła.

— Tak, zwłaszcza taka spocona i zmęczona — próbowała obrócić to w żart.

— Jakakolwiek, dla mnie zawsze będziesz śliczna — dodał i cmoknął ją w policzek. Kalina wstrzymała oddech, bo zrobił to bardzo blisko ust. Uciekła wzrokiem i podciągnęła się za uchwyty do pozycji siedzącej. Zapadła niezręczna cisza, ale Kalina nie miała zamiaru tego komentować. Czy Ed znowu miał zamiar o nią zabiegać? Ona tego nie chciała. Przecież powiedziała mu już wcześniej, że między nimi mogła być tylko przyjaźń. „Dlaczego on tego nie rozumie?” — zastanawiała się, ale nie znała odpowiedzi.

Po wyczerpującej rehabilitacji Kalina wróciła do mieszkania i miała chwilę czasu tylko dla siebie. Sabrina była jeszcze w przedszkolu, więc dziewczyna postanowiła się zrelaksować. Wzięła prysznic, który przystosowany był dla osób na wózku, ale zajęło jej to tak wiele czasu, że gdy skończyła, Sabrina akurat wróciła już do domu. Codziennie zawoziła ją i przywoziła z przedszkola jej nauczycielka. Kalina zamieniła z nią kilka słów, dowiedziała się przy okazji o wycieczce, którą dzieciaki miały niedługo odbyć w ramach zajęć przyrodniczych. Sabrina już od progu zaczęła opowiadać o tym, co robiła dzisiejszego dnia. Kalina lubiła słuchać tych rozemocjonowanych opowieści, bo nikt nie potrafił opowiadać o świecie lepiej niż jej malutka siostra.

— I pan John grał dziś na tamburyniu, a ja na dzwoneczku i śpiewaliśmy, i… — Sabrina aż się zapowietrzyła, bo chciała powiedzieć o wszystkim naraz.

— Na tamburynie — Kalina poprawiła ją.

— No, mówię przecież! — mała skrzywiła się i opowiadała dalej, wywołując po raz kolejny uśmiech na twarzy starszej siostry.

Resztę tego dnia dziewczyny spędziły tylko we dwie. Zrobiły wspólnie obiad, zaplanowały wypad na krótkie wakacje i obmyśliły plan, jak urządzą pokój Sabriny, gdy Kalina w końcu kupi jakieś mieszkanie. Sabrina oczywiście zeszła na temat Nathana i ich ostatniego spotkania. Zaczęła dopytywać, kiedy do niego zadzwonią i czy znowu pójdą do kawiarni. Gdy w końcu padła ze zmęczenia, Kalina mogła chwilę odpocząć. Jej myśli jednak cały czas zaprzątał Nathan. Dziewczyna długo zastanawiała się, czy zadzwonić do niego. Nie była pewna, czy powinna, i mimo tego że serce podpowiadało jej coś innego, wahała się. Rozdrapywanie ran nie było dobrym sposobem na poradzenie sobie z problemami, ale coś ciągnęło Kalinę do Nathana. Ona doskonale wiedziała, co to jest. Kochała go i tęskniła za nim. A może tęskniła tylko za wyobrażeniem o Nathanie? Tego nie wiedziała, ale chyba była gotowa się przekonać. Raz się żyje — pomyślała i rozejrzała się za swoim telefonem, ale nie było go w zasięgu wzroku. Westchnęła i chciała przesiąść się z sofy na wózek, ale sama nie była w stanie tego zrobić.

— Sabrina! — zawołała siostrę. — Widziałaś mój telefon? — dopytała i rozejrzała się raz jeszcze. Po chwili ciszy mała dziewczynka wyszła ze swojego pokoju z komórką Kaliny w ręku. Dziewczyna skrzywiła się, bo nie lubiła, gdy Sabrina bawi się jej telefonem.

— Nie gniewaj się na mnie — mała zaczęła tłumaczyć się już od progu. — Chciałam zadzwonić do Eda, a zadzwoniłam do Nathana — dodała, ale tego Kalina już zdążyła się domyślić.

— I co? — zapytała spokojnie, a Sabrina przysiadła obok niej i spojrzała smutno na siostrę.

— Odebrała jakaś pani — westchnęła dziewczynka. — Kalina, Nathan już chyba naprawdę nas nie chce — dodała cichutko.

Kalinie w gardle stanęła wielka gula. Zapewne nie mniejsza niż Sabrinie, która miała taki zawód w oczach, że była prawie na granicy płaczu.

— Kochanie, to nie tak… — próbowała pocieszyć siostrę, ale tak naprawdę sama potrzebowała pocieszenia. Mogła jedynie się domyślać, co za KOBIETA mogła odebrać jego komórkę.

— Nathan na pewno cię lubi i bardzo chciałby się z tobą spotkać — skłamała. Skąd miała wiedzieć, co on naprawdę myślał? Doszło do niej, że tamto przypadkowe spotkanie było kolejną kpiną losu. Nathan uciekł wtedy tak szybko, bo nie chciał spędzać z nimi więcej czasu. Kalina musiała się z tym pogodzić, ale jak miała wytłumaczyć zakochanej w dorosłym facecie dziewczynce, która widziała w nim ojca, brata i ideał, że on nie chciał mieć z nimi nic wspólnego? To było bardzo trudne zadanie, które Kalina postanowiła odłożyć na później. Teraz pod wpływem impulsu zachęciła siostrę, by spróbowała zadzwonić raz jeszcze. Być może miał być to kolejny cios, ale ona sama też chciała się przekonać, czy po drugiej stronie faktycznie usłyszy kobiecy głos.

— A jeśli znowu odbierze ta pani? — zapytała Sabrina, siedząc z telefonem przy uchu i czekając na połączenie.

— To przeprosisz i powiesz, że to pomyłka — wyjaśniła Kalina. Ręce spociły jej się z nerwów.

— No dobra, ale jeśli ta pani… — Sabrina zamilkła na chwilę. — Cześć, Nathan! To ja! — pisnęła radośnie i spojrzała na siostrę. Oczy małej od razu zabłysnęły szczęściem. Tliła się tam też nadzieja na to, że Nathan jednak ich nie skreślił. To było zapewne jej malutkie marzenie, które właśnie się spełniło. Kalina uświadomiła sobie, że to również jej marzenie. Nie malutkie. Duże. Ogromne. W tym momencie chyba jedyne, oprócz tego, że bardzo chciała odzyskać sprawność, by móc sama iść pod drzwi mieszkania Nathana i chociażby wymusić na nim szczerą rozmowę. Tak. Tego chciała i właśnie podjęła ważną życiową decyzję.

Rozdział 4

Praca była dla Nathana ważną częścią życia, ale ostatnio nie potrafił się na niej skupić. Nowe zlecenia przekazywał swoim pracownikom, a sam żył w jakimś dziwnym transie, który nie pozwalał mu normalnie funkcjonować. Tkwił w zawieszeniu, a jego myśli cały czas analizowały przeszłość i to, co się wydarzyło.

Kalina.

Kalina.

Kalina. Ciągle o niej myślał. Tęsknił za nią, a jednocześnie wiedział, że powinien dać jej spokój. Chciał zaproponować pomoc, ale był przekonany, że Kalina poczuje się urażona. Miała do tego prawo, bo to, co się stało, składało się na wszystko to, co było wcześniej. Jego propozycja sponsoringu, desperacja Kaliny, by ją przyjąć, a potem nagłe uczucie, które rodziło się w niespodziewanie szybkim tempie i… Pustka. Teraz ciało Nathana wypełniała pustka i złość na samego siebie. Ależ on był zły. Za swoje słabości. Za nieumiejętność radzenia sobie z samym sobą i to, jak ogromnie tym skrzywdził kobietę, którą kochał. Nie był pewny, czy to naprawdę była miłość, ale nie mógł tego wiedzieć, bo nigdy wcześniej nie darzył nikogo takim uczuciem. Miłość do matki to było zupełnie coś innego. Nathan pragnął kochać, ale miłość w jego wydaniu prowadziła tylko do bólu i łez. Spojrzał w lustro i zaśmiał się gorzko.

— Ty skończony skurwielu — warknął na siebie i odwrócił wzrok. Nie mógł patrzeć na swoje odbicie. Wyszedł z łazienki i poinformował swoją sekretarkę, że wychodzi. Znowu zawalał obowiązki, ale miał to gdzieś. Potrzebował odreagować, a ostatnio potrafił to robić tylko w jeden sposób.

Wybieranie pieniędzy z bankomatu od dawna kojarzyło się Nathanowi z jego słabością. Tym razem było tak samo. Kilkaset funtów mniej na koncie, ale za to noc pełna wrażeń, które pomagały mu zapomnieć o problemach… O Kalinie. To ona była jego problemem. Drzazgą w sercu, której nie potrafił się pozbyć. Tak naprawdę gdyby mógł, pozbyłby się swojego serca, by nigdy więcej niczego nie poczuć. Nathan wiedział, że nie zasługiwał na jakiekolwiek emocje, miłość… Nie był tego godzien, dlatego teraz znowu płacił za seks, udając, że pomaga dziewczynie, która właśnie czekała w jego aucie. Zadzwonił do niej godzinę wcześniej, a ona od razu się zgodziła. To była właśnie ta, z którą Nathan praktycznie był w stałym układzie. Spotykali się regularnie od ponad dwóch miesięcy, a ona spełniała wszystkie jego oczekiwania. Nie prowadziła zbędnych rozmów, doskonale się pieprzyła, mówiła wprost, czego oczekuje, i nie wdawała się w szczegóły życia prywatnego. Drobna brunetka o zielonych oczach była studentką, która potrzebowała pieniędzy na życie. Nathan nigdy nie zastanawiał się, dlaczego te dziewczyny wybierały taki sposób zarobkowania. Miał wtedy złudne poczucie, że im pomaga, ale doskonale wiedział, jakiego słowa powinien użyć. Wiedział, a ignorował to, bo nie potrafił walczyć ze swoją słabością.

— Jedziemy do ciebie? — zapytała dziewczyna, gdy Nathan wrócił do auta.

Spojrzał na nią i roześmiał się w głos.

— Do mnie? Przypominasz sobie, żebym kiedykolwiek zaprosił cię do siebie? — odpowiedział z odpowiednią dawką ironii.

— Nie, dlatego pytam. Może w końcu pojechalibyśmy do ciebie? — zaproponowała ze słodkim uśmiechem. Ella była bardzo atrakcyjną kobietą. Drobną, ze sporym biustem i kobiecymi biodrami. Miała długie włosy i zadbane ciało. Przedłużane rzęsy, pedicure, manicure i wosk na całe ciało. To Nathanowi odpowiadało i w tym momencie nie oczekiwał niczego więcej. Tych kilka godzin spędzonych z nią pozwalało mu nie myśleć o niczym i kierować się jedynie pożądaniem i dzikim instynktem.

— Pojedziemy do hotelu jak zawsze — uciął temat i ruszył powoli. Dziewczyna zamilkła, ale Nathan usłyszał to dziwne westchnienie i od razu w głowie zapaliła mu się czerwona lampka. Nie chciał jednak tego analizować, bo jedyne, czego teraz potrzebował, to jak najszybciej znaleźć się w hotelu.

Godzinny seks przyniósł Nathanowi chwilę ukojenia. Rozluźniony i w nieco lepszym humorze właśnie miał zamiar wziąć prysznic. Ella spała w hotelowym łóżku. Pokój był opłacony do rana, więc Nathan jak zwykle miał zamiar ulotnić się szybko i wrócić do siebie. Sięgnął z podłogi po swoje spodnie, by wyjąć z nich portfel, i położył na szafce nocnej dwieście funtów, a następnie udał się do łazienki. Szybki prysznic dodatkowo go orzeźwił. Chłodna woda pobudzała jego rozpalone ciało, które wyraźnie dawało mu znać, że miało ochotę na rundę drugą. Nathan zerknął na swojego nieco powiększonego kutasa i stwierdził, że zostanie jeszcze na godzinę. Wyszedł nagi spod prysznica i chciał wrócić do łóżka, ale gdy był w progu pokoju, usłyszał, że dzwoni jego komórka. Rozejrzał się i dostrzegł Ellę z jego telefonem w ręku.

— Co ty, do kurwy nędzy, wyprawiasz?! — warknął na nią i podszedł, by wyrwać go jej z dłoni.

— Obudził mnie dźwięk… — dziewczyna zaczęła dukać, a Nathan zerknął na wyświetlacz i zastygł, bo połączenie było od Kaliny. Wahał się, czy odebrać, ale szybko musiał się zdecydować. Pokazał dziewczynie, że ma być cicho i wrócił do łazienki, by spokojnie porozmawiać. Wziął głęboki oddech, a żołądek zacisnął mu się na supeł. Przesunął zieloną słuchawkę na ekranie swojego telefonu i zamiast głosu Kaliny usłyszał słodki głosik Sabriny.

— No dobra, ale jeśli ta pani… — mała przerwała na chwilę, orientując się, że odebrał. — Cześć, Nathan! To ja! — dodała zadowolona. Nathan nie bardzo rozumiał, co się dzieje, ale mimowolnie się uśmiechnął.

— Cześć, księżniczko! — przywitał się radośnie.

— Co robisz? My się nudzimy i dzwonimy do ciebie — odpowiedziała Sabrina, a Nathan spojrzał niepewnie na drzwi łazienki. „Co robię?” — pomyślał. „Pierdolę sobie życie” — dodał, również w myślach.

— Nic ważnego — skłamał. — A ty, jesteś sama? — dopytał, bo nie był pewny, czy Kalina była obok małej.

— Nie, Kalina siedzi obok mnie i chce z tobą porozmawiać — Nathan usłyszał cichy sprzeciw Kaliny, ale ta nie miała już wyjścia i przejęła telefon.

— Przepraszam cię, ale Sabrina bawiła się moim telefonem i… — wydukała niepewnie, a Nathanowi żołądek zacisnął się jeszcze mocniej. Czego on się spodziewał? Że to ona zadzwoni i będzie chciała z nim rozmawiać? To było żałośnie naiwne.

— Rozumiem — Nathanowi zabrakło słów. Nie chciał kończyć rozmowy, która i tak trwała krótko, ale bardzo potrzebował chociażby słuchać głosu Kaliny. Uwielbiał go.

— Nie będziemy ci już przeszkadzać. Sabrina, pożegnaj się z Nathanem — odpowiedziała, a Nathan pod wpływem impulsu i desperacji postanowił, że do nich przyjedzie.

— Kalina! — powiedział głośno, bo ta już przekazała telefon siostrze.

— Tak? — na szczęście dziewczyna usłyszała.

— Ja wiem… Boże… Wiem, że nie powinienem, że… Ja pierdolę… Przepraszam za…

— Przejdziesz do rzeczy? — jej ton stał się zimny, a to ostudziło skutecznie zapał Nathana.

— Przepraszam… Za wszystko — wydukał. Poczuł łzy pod powiekami i musiał się rozłączyć. To było dla niego zbyt wiele. Nie powinien mówić jej tego przez telefon. Nie teraz. Nie tak. Tak naprawdę nawet tysiąc róż i wszystkie bogactwa świata nie były w stanie wynagrodzić jej tego, co zrobił.

— Daj jej spokój! — warknął na swoje odbicie w lustrze i cisnął w nie telefonem. Znowu był wściekły, a z jego dobrego humoru i rozluźnienia nie zostało zupełnie nic. Sięgnął po ręcznik, by zakryć biodra i wrócił do pokoju, gdzie Ella nadal leżała w łóżku.

— Nie mówiłeś, że masz córkę — wypaliła. Nathan spojrzał na nią i uświadomił sobie, że dziewczyna najpewniej odebrała telefon już wcześniej. Nagle wstąpiło w niego coś naprawdę złego. Podszedł gwałtownie do łóżka i chwycił dziewczynę za rękę, a następnie szarpnął mocno, aż jęknęła.

— Wypierdalaj stąd! — wrzasnął na nią.

— Co?! — pisnęła — Nathan, ale ja…

— Nie obchodzi mnie to, Ella. Wypierdalaj! — praktycznie wyrzucił ją z łóżka i cisnął w nią sukienką i parą butów, które leżały na podłodze. — Kto pozwolił ci odbierać moje telefony?! Kto, kurwa?! — zacisnął pięści, by jej nie uderzyć. Ledwo się opanował. Przerażona dziewczyna ubrała się najszybciej, jak potrafiła, i uciekła z pokoju, nie zabierając ze sobą pieniędzy ze stolika nocnego. Nathan był bardzo rozjuszony i by ukoić nerwy, podszedł do barku i wypił dwie szklanki whisky pod rząd. Potem jeszcze jedną, aż zakręciło mu się w głowie i przysiadł na łóżku.

— Co ja wyprawiam ze swoim życiem? — zapytał na głos. Liczył, że zdrowy rozsądek podpowie mu coś odpowiedniego, ale zamiast tego wstał i postanowił pojechać do Kaliny. Chciał kupić jej ten tysiąc róż i błagać o wybaczenie. Chciał powiedzieć jej prosto w oczy, że przeprasza, że żałuje i pragnie wszystko naprawić. Niestety ilość whisky, jaką wypił, szybko dała o sobie znać, a Nathan zamiast do mieszkania Kaliny trafił na komisariat za próbę jazdy samochodem pod wpływem alkoholu.

Rozdział 5

Kalina długo zastanawiała się, co zrobić. Nathan rozłączył się tak nagle zaraz po tym, jak powiedział kilka ważnych i znaczących dla niej słów. Przeprosił, a Kalina czuła, że zrobił to szczerze. „Przepraszam za wszystko” — jego głos dźwięczał w jej głowie. „Za wszystko, czyli za co?” — zastanawiała się. Za zdradę? Za porzucenie w trudnych chwilach? Za złudzenia? Za kłamstwa? Za to, że traktował ją jak dziwkę? To chyba nie miało już dla niej znaczenia. Kalina pragnęła porozmawiać z Nathanem i wyjaśnić wszystko w cztery oczy. Nieważne, co miało być później, ona chciała oczyścić się ze swojej nienawiści i złych myśli, bo te emocje nie pozwalały jej iść naprzód.

— I co teraz? — zapytała Sabrina, gdy Kalina po raz kolejny próbowała dodzwonić się do Nathana. Telefon jednak nie odpowiadał. Dziewczyna spojrzała na siostrę i uśmiechnęła się lekko.

— Może zrobimy Nathanowi niespodziankę i odwiedzimy go jutro, po przedszkolu? — zaproponowała, wiedząc, że Sabrina będzie zadowolona z takiego pomysłu.

— A może nie pójdę do przedszkola i pojedziemy do niego tak raniuśko? — mała pisnęła radośnie, czym wywołała jeszcze szerszy uśmiech na twarzy Kaliny.

— Dobrze, ale nie pójdziesz tylko ten jeden raz, dobrze?

Tego wieczoru Sabrina zasnęła wyjątkowo szybko i dzięki temu Kalina miała chwilę, by w spokoju obmyśleć, co dokładnie chce powiedzieć Nathanowi. Nie brała pod uwagę, że rozmowa mogła zejść na nieodpowiedni tor, choć doskonale czuła, że emocje na pewno będą jej towarzyszyć. Na co liczyła? Tego nie wiedziała, ale potrzebowała tej rozmowy. Jeśli nie po to, by się pogodzić, to po to, by w końcu móc zacząć nowy etap.

Droga do mieszkania Nathana w porannych godzinach szczytu okazała się być udręką. Najpierw taksówkarz miał problem z zapakowaniem wózka Kaliny do bagażnika, a następnie zakorkowane miasto wystawiło cierpliwość dziewczyny na ogromną próbę. Gdy w końcu udało im się dotrzeć na miejsce, Sabrina była zła i ciągle powtarzała, że musi siku, a Kalina miała już dość tego dnia. Przed nią była jednak bardzo ważna rozmowa i dziewczyna nie chciała zrezygnować w ostatnim momencie. Zapłaciła taksówkarzowi, który pomógł jej wsiąść na wózek, poprosiła Sabrinę, by była grzeczna, i ruszyły do drzwi budynku, w którym mieściło się mieszkanie Nathana. Był to nowoczesny budynek, więc winda zawiozła dziewczyny na piętro. Gdy Kalina wjechała na korytarz i spojrzała na odpowiednie drzwi, poczuła, jak żołądek zacisnął jej się na supeł. Dopiero teraz zaczęły dopadać ją wątpliwości. „A może Nathan wcale nie ma ochoty na taką rozmowę?” — zastanawiała się, ale już nie było odwrotu, bo Sabrina wyrwała przed nią i od razu zaczęła podskakiwać do dzwonka przy drzwiach. Szybko nacisnęła go kilkanaście razy, a następnie zaczęła pukać.

— Sabrina, przestań! — burknęła na nią, bo była bardzo zdenerwowana. Jeszcze chwilę wcześniej panowała nad sobą, ale teraz emocje brały górę.

— Dzwonię i pukam! Tak się przecież robi — odpowiedziała i zrobiła to raz jeszcze. Zanim Kalina chwyciła rączki Sabriny, ta uczyniła to jeszcze kilkanaście razy.

— Chyba nikogo nie ma — mała stwierdziła po chwili. Nikt nie otworzył i Kalina nie była pewna, czy poczuła ulgę, czy zawód, że jednak nie przeprowadzi tej rozmowy. Nagle, gdy już miały zawracać, jakiś mężczyzna otworzył drzwi. Dziewczyna nie pamiętała jego imienia, ale wiedziała, że to prawnik Nathana, z którym miała „przyjemność” poznać się po incydencie z jej byłym wykładowcą.

— Dzień dobry… Paniom — facet spojrzał na Kalinę, a potem na Sabrinę, która skrzywiła się na widok nieznanego jej człowieka.

— A tu Nathan mieszka — odezwała się Sabrina i przeszła obok mężczyzny, by wejść do środka. Ten skinął do Kaliny i zrobił krok, by ta mogła wjechać do mieszkania. Nie ukrywał zaskoczenia widokiem wózka inwalidzkiego.

— Nathan! — krzyknęła radośnie Sabrina i już była w jego ramionach. Kalina niepewnie spojrzała w stronę, gdzie obok Nathana stało dwóch funkcjonariuszy policji i… Barbara. Matka Nathana. Wszyscy zastygli na widok dziewczyny na wózku. Barbara zareagowała najbardziej emocjonalnie. Zakryła usta dłonią, ale od razu podeszła, by się przywitać.

— Kalina, dziecko… — kucnęła obok wózka i bez wahania odgarnęła Kalinie kosmyk włosów z twarzy. — Ja, ja… Nie wiedziałam… Tak mi przykro — dodała i spojrzała z wyrzutem na swojego syna. Nathan wpatrywał się z niedowierzaniem w Kalinę, po czym podszedł do niej. Postawił Sabrinę na podłodze i także przykucnął.

— Co wy tu robicie? — zapytał bez tchu.

Kalina nie miała pojęcia, co się dzieje. Po co ta policja? Po co prawnik?

— Znowu masz problemy? — zapytała cicho. Nathan był narwany. To wiedziała na pewno i zaczęła obawiać się, że znowu coś nawywijał.

— Niewielkie… — bąknął pod nosem, czując na sobie wściekłe spojrzenie matki.

— Niewielkie?! — wtrąciła oburzona Barbara — Chciał wsiąść za kółko po alkoholu! Zatrzymali go pracownicy hotelu, ale Nathan wszczął awanturę i trafił do aresztu. Ja już nie mam do niego siły!

— To prawda? — dopytała Kalina.

— Nie będę się przed wami tłumaczył! — Nathan wstał i odwrócił się do okna. Był zdenerwowany i zirytowany, a jednocześnie zaskoczony obecnością Kaliny. Podszedł do niego prawnik i zaczęli o czymś cicho rozmawiać, a dwóch policjantów po chwili opuściło mieszkanie. Barbara bez słowa poszła do kuchni, by zaparzyć herbatę, i poprosiła Sabrinę o pomoc. Zapadła niezręczna cisza, która krępowała Kalinę. Nagle poczuła się intruzem. Nathan wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie chce jej widzieć.

— Czy mogłabym przyjechać po Sabrinę nieco później? — Kalina zapytała po chwili. Cztery pary oczu spojrzały w jej stronę. Dziewczyna nie chciała psuć dnia siostrze, która bardzo tęskniła za Nathanem.

— Nie… — odpowiedział Nathan. — Znaczy… Zostańcie! Malcolm już wychodzi — dodał i spojrzał na prawnika, który nieco się zmieszał, ale zrozumiał sugestię. Szybko pożegnał się z kobietami i wyszedł z mieszkania.

— Ale ja nie chcę przeszkadzać. Nie wiedziałam, że masz gości — wydukała Kalina, a Nathan podszedł do niej. Kucnął i nagle złapał ją za dłoń.

— Zostań. Proszę — powiedział. Kalina miała wrażenie, że te słowa to było coś więcej.

— Na pewno? — zapytała niepewnie.

— Jeśli chcesz. Zaraz się ogarnę, tylko… — Nathan przeczesał palcami włosy i potarł twarz dłonią. Kalina dopiero teraz dostrzegła, że był niewyspany i miał na sobie nieświeże ubranie. Spojrzała na niego i nie potrafiła się oprzeć — dotknęła jego policzka i uśmiechnęła się lekko.

— Weź prysznic, a my z dziewczynami zrobimy śniadanie. Co ty na to? — zaproponowała, czym zaskoczyła i siebie, i jego. Nathan ponownie ujął jej dłoń i przytulił do piersi. Kalina ujrzała w jego oczach niepewność, ale i radość, że ją widzi.

— Chciałem wczoraj jechać do was… Porozmawiać… — powiedział nagle.

— Ja też dziś przyjechałam porozmawiać — wyznała Kalina.

— Boże… — westchnął Nathan i potrząsnął głową. — Mam ci tyle do powiedzenia i nie wiem, od czego mam zacząć — dodał.

— Zacznij od prysznica, Nathanie! — wtrąciła Barbara, która najwidoczniej przyglądała im się uważnie. Oboje spojrzeli w jej stronę. Kobieta stała w kuchni i surowym wzrokiem mierzyła syna.

— Mamo…

— Nathan, idź pod prysznic. Mam cię zmuszać jak wtedy, gdy byłeś dzieckiem?! — warknęła, a Nathan westchnął ciężko.

— Odśwież się, a potem zjemy. Sabrina na pewno chciałaby spędzić z tobą ten dzień i o ile… — powiedziała Kalina.

— Oczywiście. Ja również z przyjemnością spędzę go z wami, a wieczorem porozmawiamy, dobrze? — zaproponował.

— Wieczorem? — Kalina skrzywiła się lekko. Nie sądziła, że zostaną tam aż do wieczora.

— Jeśli nie masz nic ważnego do roboty?

— Nie bardzo. Samej na wózku ciężko mi jest… — Kalina ugryzła się w język. Nie chciała poruszać akurat tego tematu. Nathan zastygł, ale poczucie winy malowało się wyraźnie na jego twarzy. W oczach miał smutek i żal, złość i nienawiść do samego siebie. Kalina zaczęła zdawać sobie sprawę, że to wszystko będzie trudniejsze niż myślała. Oboje musieli wyrzucić z siebie złe emocje, a to wcale nie oznaczało, że będzie lepiej. Co jednak mieli zrobić? On nadal patrzył na nią tak jak kiedyś, a ona ciągle go kochała. Odnosiła wrażenie, że każdy dzień bez niego potęgował uczucie, jakim go darzyła. Chciała mu to powiedzieć. Chciała mieć pewność, że pewne rzeczy się nie zmieniły, a inne… Wręcz przeciwnie. Jak miała mu jednak zaufać? Nie była pewna, czy on w ogóle chciał to wszystko naprawić. A jeśli nie? Jej umysł już zdążył tchnąć w serce nadzieję na to, że może… Że jednak. Spojrzała na Nathana, który wpatrywał się w nią cały czas.

— Przepraszam… Przepraszam cię za wszystko, Kalino — nagle nachylił się i objął ją mocno. Przytknął usta do jej czoła, a ona pierwszy raz od tamtego dnia poczuła się bezpiecznie. Poczuła, że była dokładnie tam, gdzie powinna się znaleźć. W jego ramionach.

Rozdział 6

Szybki prysznic nieco rozbudził Nathana. Po nocy spędzonej w areszcie był poobijany, zmęczony i wściekły, ale obecność trzech najważniejszych kobiet jego życia zdecydowanie poprawiła mu humor. Chwilowo zapomniał o konsekwencjach swojego czynu. Nie miał zamiaru przejmować się prawniczym bełkotem, bo w tym momencie czekała go być może najważniejsza rozmowa życia. Nathan nadal nie mógł uwierzyć, że Kalina była w jego mieszkaniu. Nie do końca rozumiał jej intencje, ale przecież nie przyjechała do niego tylko po to, by się kłócić czy robić wyrzuty. Wręcz odwrotnie, miał dziwne przeczucie, że to mogło wiele zmienić. Na lepsze.

Miękkość świeżego ręcznika i zapach prania zawsze uspokajały Nathana. Zapewne dlatego, że kojarzyły mu się z dzieciństwem i matką. Teraz jego mama czekała w kuchni z Kaliną i Sabriną, a on pierwszy raz od dawna chciał zostać tylko z jedną z nich. Z Kaliną. Potrzebował rozmowy z nią bardziej, niż przypuszczał. Zaczął się denerwować, bo nie był pewny, co dokładnie powinien powiedzieć. Właśnie wyszedł z łazienki i zastygł, bo zobaczył Kalinę grzebiącą w jego komodzie naprzeciwko łóżka. Dziewczyna w pierwszej chwili go nie zauważyła, ale nagle podniosła wzrok i się speszyła.

— Sabrina zabrudziła sobie całą bluzkę i twoja mama powiedziała, że nadal trzymasz tu nasze, znaczy jej rzeczy — Kalina od razu zaczęła się tłumaczyć.

— Tak, są w dolnej szufladzie — odpowiedział Nathan i zacisnął mocniej ręcznik na swoich biodrach. Miał zamiar się ubrać, ale w tej sytuacji musiał chwilę zaczekać. Nie był jednak pewny, czy wrócić do łazienki. Spojrzał na Kalinę, która ukradkiem mierzyła jego ciało. Ledwo zauważalnie uśmiechnął się i podszedł do niej. Był pewny siebie, bo doskonale wiedział, w jaki sposób działa na kobiety. Kalina też nie potrafiła mu się oprzeć, przynajmniej kiedyś. Nathan chciał się przekonać, czy chociaż w tej kwestii naprawdę nic się nie zmieniło.

— Nie wiem, czy to nie będzie na nią za małe — kontynuowała temat, ale na policzkach już pojawiły jej się dwa rumieńce. Kalina chwyciła jedną z dziecięcych bluzek i udawała, że nie zwraca uwagi na półnagiego Nathana.

— Mogę dać jej jedną ze swoich koszulek. Będą dla niej jak sukienki — odpowiedział i przykląkł obok wózka Kaliny. Nie chciał myśleć o tym, że Kalina może być sparaliżowana do końca życia. Nie wiedział za wiele o jej stanie zdrowia i dopiero teraz zaczęło dochodzić do niego, jakie to wszystko może być trudne.

— Zobaczę, czy ta będzie na nią pasowała, a koszulkę… — Kalina nagle spojrzała mu prosto w oczy. — Sam powinieneś jakąś włożyć — powiedziała i wyciągnęła z drugiej szuflady czysty t-shirt, podając go Nathanowi. Ten uśmiechnął się znacząco i przysiadł na piętach.

— Kiedyś wolałaś, bym zdjął ręcznik — odpowiedział śmiało. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to nie był odpowiedni moment na takie aluzje, ale nie mógł się powstrzymać.

— A teraz wolę, byś się ubrał. Chyba że chcesz przechadzać się nago przy swojej mamie — odpowiedziała kąśliwie Kalina. Nathan wstał. Wiedział, że przesadził.

— Przepraszam. Nie powinienem.

— Wielu rzeczy nie powinieneś robić i mówić, a jednak to robisz. Nikt nie jest idealny — zaskoczyło go zachowanie Kaliny. Nigdy nie była tak złośliwa i bezpośrednia, ale ludzie przecież się zmieniają. Zwłaszcza przez złe doświadczenia.

— Ty jesteś — odpowiedział wprost. Był szczery i tego od niej oczekiwał. Musiał się upewnić, czy jej nienawiść i złość miały szansę przegrać i dać szansę dobrym uczuciom.

— To ironia? — Kalina uniosła brew, a Nathan zaśmiał się nerwowo.

— Ja nie chcę się kłócić… Chcę porozmawiać, na spokojnie.

— Ja też, ale nie gdy jesteś prawie nagi — postawiła warunek.

— Pójdę się ubrać, a ty poczekaj tutaj, dobrze? — powiedział, a Kalina spojrzała w stronę drzwi do sypialni, zza których dochodziły radosne rozmowy Barbary i Sabriny. — Nie uciekaj mi, proszę — dodał Nathan, chwytając Kalinę za brodę i zmuszając, by spojrzała na niego. Ta spuściła wzrok i ujęła jego nadgarstek.

— Nie uciekam… Już dość uciekania — odpowiedziała cicho, ale jakby sama do siebie. Nathan wpatrywał się w nią chwilę, nie chciał jednak wpędzać jej w większe zakłopotanie, więc wrócił do łazienki, by się ubrać. Szybko wrzucił na siebie spodnie od dresu i białą koszulkę. Przepłukał usta płynem i wziął głęboki oddech, zanim wszedł do sypialni. Kalina nadal czekała na niego, więc uśmiechnął się i podszedł. Przysiadł na brzegu łóżka i spojrzał na dziewczynę.

— Może ty zaczniesz? Ja mam w głowie pustkę — Kalina odezwała się pierwsza.

— Ja też, ta rozmowa nie będzie łatwa.

— Wiem o tym, bo tyle tego jest… — nagle spojrzała na niego.

— Czy tamtego dnia… Czy ty… Czy to był wypadek? — wydukał. To dręczyło go najbardziej. Próba samobójstwa czy nieszczęśliwy wypadek? Bał się prawdy, ale musiał ją poznać. Kalina zamilkła, a Nathanowi zacisnął się żołądek. Tego właśnie się obawiał. Jej słabości, wrażliwości i kruchości. Kalina była całkowicie inna. Z natury dobra i bezbronna, tak łatwo można było ją skrzywdzić. Co zresztą Nathan uczynił. Nie specjalnie, nie z premedytacją, ale jednak.

— Nie wiem, Nathan. Sama już nie wiem, co o tym myśleć — powiedziała szeptem. — Tamtego dnia miałam podły humor. Wszystko mnie drażniło, a alkohol wcale mi nie pomagał. Denerwowałam się balem i… Tym wszystkim. Potem zjawiłeś się ty i tama pękła. To było za wcześnie na rozmowy, a jednocześnie za późno. Miałam… Mam żal do ciebie i…

— Nadal masz te myśli? — Nathan przerwał jej. Jego głos był również bardzo cichy.

— Nie — Kalina potrząsnęła głową — To były sekundy, emocje… Chwilowo szukałam ukojenia w bólu… W zadawaniu sobie bólu. Nie wiem, czy rozumiesz, o czym mówię?

— Widziałem wtedy twoje ręce. Nie rozumiem, ale widziałem — Nathan przełknął ślinę.

— Nie musisz tego rozumieć — spuściła wzrok.

— Czy jest coś, o co chciałabyś mnie zapytać? — zaproponował. Musiał być z nią szczery do końca. Jej ból i żal były wręcz namacalne, ale on nie mógł się wycofać.

— Oczywiście, że tak.

— Więc pytaj — zachęcił.

— Chyba jeszcze nie potrafię — znowu ściszyła ton, ale Nathan doskonale wiedział, o co chciała zapytać.

— Tak — odpowiedział więc.

— Co „tak”? — Kalina skrzywiła się lekko.

— Zdradziłem cię z twoją ciotką — wydusił z siebie i zamilkł. Kalina również zamilkła. Niczego więcej nie trzeba było przecież dodawać. Do tego to wszystko się sprowadzało. Do zdrady. Zdrady, która zabiła wszystko, co było między nimi. Która prawie ją… zabiła. Serce Nathana przyśpieszyło, gdy dostrzegł łzę spływającą po policzku Kaliny. Nie chciał jej ranić, a nie potrafił jej pomóc. Powinien zostawić ją w spokoju, a jednocześnie czuł, że ona chciała zupełnie czegoś innego.

— Nie będę się tłumaczył, bo to nie ma sensu — dodał. Już był zły na siebie. Za to, jakim potrafi być skurwielem, i za to, że skrzywdził najcudowniejszą kobietę, jaką znał.

— Żałujesz tego? — Kalina zapytała nagle, a oczy Nathana zrobiły się wielkie.

— Czy żałuję? — Nathan zaśmiał się żałośnie. — Oczywiście, że tak, ale nie zrozumiesz tego, bo nigdy nikogo nie zdradziłaś i nie byłabyś w stanie tego zrobić. Tacy ludzie jak ty nie rozumieją takich jak ja. Może właśnie dlatego tak bardzo mnie fascynowałaś? Byłaś… Jesteś inna i doskonale wiem, że uważasz, że wszystko z mojej strony było kłamstwem i manipulacją, ale to nieprawda.

— Skoro nie było kłamstwem, to dlaczego to zrobiłeś? — głos Kaliny był zaskakująco spokojny.

— Po prostu taki jestem i się nie zmienię… Nawet ty nie jesteś w stanie tego zrobić.

— Czyli to jednak było kłamstwo — Kalina westchnęła ciężko.

— Nie…

— Nie mów, że nie — przerwała mu. — Jeśli się kogoś naprawdę kocha, to człowiek się zmienia na lepsze. Ja czułam, że się zmieniasz, ale ty po prostu dobrze grałeś… A może sam siebie oszukiwałeś? — w jej głosie nie było złości, ale te słowa trafiały w samo sedno. Nathan pragnął się zmienić, ale nie potrafił. Łudził się chwilami szczęścia, ale w momentach słabości jego natura wygrywała.

— Nie zasługuję na ciebie — powiedział wprost.

— Nie tobie to oceniać — Kalina odwróciła się i odjechała kawałek dalej. Zacisnęła pięści na podparciu wózka i próbowała opanować emocje.

— Ty uważasz inaczej? — Nathan podszedł do niej. Chciał patrzeć na jej twarz. Chciał widzieć emocje i znowu czytać w niej jak w otwartej księdze. To było nie fair, ale on tego potrzebował, by znowu spróbować odnaleźć samego siebie. Trudno mu było walczyć z przyzwyczajeniami i męską naturą, ale przecież nie mógł ponownie iść na taką łatwiznę. Nie teraz, gdy gdzieś głęboko w sercu czuł, że może był jakiś sposób, by odzyskać Kalinę. I nagle sobie przypomniał. „Małe kroczki”. Ta metoda zadziałała przecież za pierwszym razem.

— Uważam, że każdy powinien decydować sam o tym, z kim chce być, z kim chce dzielić życie. Wkurza mnie, gdy faceci wmawiają kobiecie, że na nią nie zasługują. Wiesz, czemu to robią?

— Nie.

— Bo są słabeuszami. Bo macie większe ego niż rozum i serce. Bo jest wam łatwiej zaliczać przypadkowe panienki niż być wiernym tej jedynej, która naprawdę was kocha. Bo boicie się miłości i tego, co z niej wynika. Zaangażowania, wierności, partnerstwa. Skoro wolisz tak żyć, to droga wolna. Potrzebowałam tej rozmowy, by zacząć nowy etap i już chyba wiem, kogo właśnie wykreśliłam ze swojego życia.

Kalina spojrzała na Nathana. Nie ukrywała łez. Była w tym momencie totalnie szczera i zła. Miała do tego prawo. Tak naprawdę dziwne byłoby, gdyby zareagowała inaczej.

— Zasługujesz na kogoś lepszego…