Silna - Natalia Fiedorczuk, Anna Cieplak, Agnieszka Płoszaj, Dominika Słowik, Aneta Jadowska, Katarzyna Berenika Miszczuk - ebook

Opis

Zbiór opowiadań „Silna” to feministyczny głos w polskiej literaturze. Sześć autorek, sześć kobiet - pisze dla dziewczyn, kobiet, dziewuch. To mocne i inspirujące historie, których wspólną cechą są silne postaci bohaterek, które poznajemy w przeróżnych, czasem zaskakujących, sytuacjach życiowych.

W „Silnej” nie zabraknie opowiadań zaangażowanych społecznie, o toksycznych relacjach, dotykających kwestii LGBT+. W zbiorze znajdziemy też kryminał policyjny z wątkiem paranormalnym, duchy, baśń o sile, którą trzeba znaleźć w samym sobie, a także walkę kobiet przeciw panującemu systemowi, przywołującą klimat powieści Margaret Atwood.

Każde kolejne opowiadanie zabierze Cię w nową podróż emocjonalnym rollercoasterem, na którego końcu czeka potężna dawka wiary w siebie. Tylko Ty decydujesz, co oznacza dla Ciebie siła. Ogromnie polecam! - Marta Lis (@PannaFox)

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 202

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (4 oceny)
2
0
2
0
0

Popularność




© Copyright for text by Anna Cieplak, 2021 © Copyright for text by Natalia Fiedorczuk-Cieślak, 2021 © Copyright for text by Aneta Jadowska, 2021 © Copyright for text by Katarzyna Berenika Miszczuk, 2021 © Copyright for text by Agnieszka Płoszaj, 2021 © Copyright for text by Dominika Słowik, 2021
© Copyright by Wydawnictwo Zielona Sowa, Warszawa 2021 All right reserved.
Redakcja: Anna Kubalska
Korekta: Katarzyna Sarna/MODESTIA, Beata Wójcik
Projekt okładki i stron tytułowych: Magdalena Jackowska
Skład i DTP: www.pagegraph.pl
Wydanie I
Wszystkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości lub fragmentów książki możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
ISBN 978-83-8240-037-3
Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. 00-807 Warszawa, Al. Jerozolimskie 94 tel. 22 379 85 50, fax 22 379 85 51 e-mail: wydawnictwo@zielonasowa.plwww.zielonasowa.pl
Konwersja: eLitera s.c.

ANNA CIEPLAK

MIŁA JUŻ BYŁAM

Parząca woda

W kolejce pod prysznic zastanawiam się, czy Kuba się na mnie obraził, że nie piszę do niego już ponad dobę i nie pytam, jak się czuje. Przed moim wyjazdem w góry powiedział to słynne zdanie, które słyszy się, kiedy ktoś cię z kimś zdradza: „Po prostu chyba się w tobie nie zakochałem”. No to zajebiście, bo akurat mieliśmy razem zamieszkać w akademiku, a jeśli jemu się odwidziało, to zostanę na lodzie.

Z drugiej strony nie powiedział wprost, że zrywamy. Mam takich znajomych, którzy nic do siebie nie czują, a jednak są razem. Jak ludzie bez węchu, którzy trzymają na parapecie ładny kwiatek, lubią go, ale nie kręci im się w głowie od jego woni. A jednak się go nie pozbywają.

Tylko że Kuba nie jest taki. Ma jasno sprecyzowane zdanie na każdy temat. On zawsze wie, czy coś jest, czy nie. Dlatego podejrzanie późno się zorientował, że mnie nie kocha, skoro jesteśmy razem już ponad rok. Stwierdził to akurat dzień przed moim wyjazdem na obóz wędrowny. Dlatego teraz tak się denerwuję, zastanawiam, jestem rozkojarzona, zamiast zająć się własną drużyną.

Dobrze, że chociaż nie powiedział mi tego przed maturą, pewnie bym się wtedy rozpadła.

Nie piszę do niego nie dlatego, że jestem zła czy wkurzona – ja prawie nigdy nie czuję takich emocji i jest to pewien problem – po prostu nie mam zasięgu. Od doby nie schodziliśmy w stronę Wetliny czy Ustrzyk Górnych, a od schroniska w górę naprawdę nic mi nie łapie. Dlatego wciąż drapię skórki przy paznokciach. Nie mogę się opanować.

– Wchodzisz? – Z zamyślenia wyrywa mnie głos wysokiej brunetki.

Dzisiaj śpimy w bacówce pod Małą Rawką, jutro przejdziemy z namiotami trochę niżej. Do schroniska w Wetlinie.

– Tak, tak, przepraszam.

Jestem ostatnia w kolejce z naszej grupy. Puściłam moje dziewczyny przodem. One pewnie już siedzą pod namiotami i jedzą zupki chińskie, bo za piętnaście minut mamy zbiórkę. Tylko ochlapię się na szybko, bo pewnie znowu nie poleci zbyt dużo wody albo nie będzie ciepłej. O, może zrobię sobie jakąś wróżbę. Jak trafię na ciepłą wodę, to Kuba ode mnie nie odejdzie, a jak na zimną – odejdzie.

Pod prysznicem okazuje się, że woda parzy. Takiej odpowiedzi nie przewidziałam.

Iskierka

Dziewczyny nazywają mnie „drużką”. Kiedy byłam w ich wieku, mówiłam do Danusi: „druhno”. Nie wiem, czy chodzi o to, że jestem mniej poważna, czy że jestem miła, ale ta „drużka” nawet mi się podoba. Poza tym, że kojarzy się z wiadomą funkcją, to jeszcze i z leśną drogą. A ja lubię chodzić takimi zarośniętymi ścieżkami. Są ciekawsze niż główne szlaki.

Wysyłam iskierkę do Magdy. To piętnastolatka z ośrodka wychowawczego, która trafiła do drużyny tylko na obóz wędrowny dzięki interwencji babki z MOPS-u, bo z jakiegoś powodu nie chcieli jej zabrać na kolonie z ośrodka. Zmiana środowiska ma jej dobrze zrobić. Na razie sama nie wiem. Znamy się dopiero sześć dni, ciężko mi ją jeszcze wyczuć, ale chyba polubiła się z dziewczynami.

Magda zaczyna:

– Dzisiaj najbardziej podobało mi się, że podrywałam druha Mariusza.

Reszta dziewczyn zaczyna chichotać. Nie sądzę, żeby Mariusz reagował na takie zaczepki, boby wyleciał z ZHP. W tym przejściowym wieku dziewczyny podkochują się w nieco starszych chłopakach, ale bez przesady. Mariusz chyba nie oszalał. Poza tym ma dwadzieścia lat i woli budować ze swoją drużyną szałasy, niż zagadywać nastolatki z problemami.

Odpowiadam, wyciszając ich chichot:

– A podobał ci się jakiś widok?

Młoda przewraca oczami i wybucha śmiechem. Chyba zapowiada się zbiorcza głupawka.

– Tak, druha Mariusza.

Moja drużyna ponownie wybucha śmiechem, a ja przekazuję głos kolejnej dziewczynie, kończąc temat.

– Mnie się najbardziej podobało podejście z Małej na Wielką Rawkę, bo było dla mnie zaskakujące po tym pierwszym stromym odcinku. To dziwne, że na coś, co jest małe, podchodzi się ciężko i długo, a na coś, co jest wielkie, lekko i szybko.

Reszta dziewczyn kiwa głowami. Okej, czyli wracamy do orientacji terenowej. Sama w tej chwili wolę myśleć o mapach, kierunkach i krajobrazie niż o moim chłopaku. Czy jakimkolwiek innym chłopaku, w tym Mariuszu, z którym muszę później pogadać o tej młodej. Jestem przeczulona na punkcie zaczepiania nastolatek, i to nawet nie przez #metoo. Pamiętam jeszcze mnóstwo z okresu dorastania i czasem przechodzą mnie dreszcze na samą myśl, że nie potrafiłam się lepiej bronić.

Na przykład te zaczepki sąsiada z naszego bloku. Byłam na tyle speszona, że nie wiedziałam, jak zareagować, by nie wyszło, że jestem nieuprzejma. W ogóle uprzejmość to takie denerwujące słowo. Mariusz to na pewno nie ten poziom, znamy się, ale lepiej dmuchać na zimne. Może chodzi o coś innego.

Ognisko

Siedzimy w piątkę przy ognisku. Drużyny już śpią albo dobrze przed nami udają, że śpią. Przez moment kusiło mnie, żeby stanąć bliżej bacówki z telefonem i poszukać zasięgu, napisać coś do Kuby. Podobno łapie w jednym miejscu przy ławce.

Kiedy jesteś druhną, masz inne priorytety. Zasięg jest ostatnim z nich. Poza tym daję dobry przykład, że nie trzeba się wiecznie wgapiać w ekran.

Teraz wolno mi trochę zluzować, bo przy reszcie opiekunów mogę już zachowywać się normalnie. Niekoniecznie jak osoba dorosła, którą trochę jestem, a trochę nie. Dobrze, że mam drużynę, na której tle czuję się odpowiedzialna i sprawcza.

Nasza piątka zna się już kilka lat i nie musimy przed sobą udawać, szczególnie że powinnam sprawdzić pogodę na jutro, a bez sieci tego nie zrobię. Zwykle wszyscy sprawdzamy prognozę. Obawiam się wchodzenia na szlak, gdy krążą burze. Naczytałam się tych historii o dzieciach, które podczas wyjazdu lub wycieczki ginęły w dramatycznych okolicznościach. Pamiętam dziewczynki, które utonęły w Kazimierzu nad Wisłą, trzymając się za ręce, czy wycieczkę nad morze dla najlepszych uczennic. Został po nich zbiorowy grób. Za każdym razem mam gęsią skórkę i nie potrafię się opanować. Nie panikuję, ale trochę sobie wkręcam.

Sprawozdanie pogodowe zaczyna Patrycja:

– Podobno jutro ma padać. Ale bez burz. Myślę, że możemy z nimi iść z Małej Rawki do Wetliny. Spora część drogi jest lasem. Niech ubiorą się w kurtki przeciwdeszczowe i nastawią na złe warunki. Później trochę damy im odpocząć w schronisku.

– A jak w ogóle nastroje w waszych drużynach? – pyta Monika od najmłodszej grupy. Tam jedynym dramatem może być tęsknota za rodzicami.

Monika to dziewczyna Patrycji. Trochę im zazdroszczę, że dzielą zainteresowania i mogą spędzić ten czas razem. Nie mają za kim tęsknić. Tak jak ja za Kubą, chociaż chyba mnie zostawił.

– Moi są zbyt zmęczeni, żeby narzekać – podsumowuje drużynę chłopaków Mariusz.

To dobry moment, żeby poruszyć temat Magdy. Lepiej przy wszystkich i wprost.

– Jedna dziewczyna z mojej drużyny twierdzi, że cię podrywa. Albo ty ją. Nie pamiętam. Ta nowa, Magda.

– Daj spokój, raz ją zapytałem, czy nie potrzebuje pomocy przy przepakowaniu plecaka, bo ewidentnie nie ma pojęcia, jak to robić, żeby jej nie ciążyło. Sama widziałaś, że się wlecze. Mnie to nie przeszkadza, ale po co ma się męczyć.

– I co ona na to?

– Spłoszyła się, jakbym miał jej zrobić coś groźnego.

– Serio? Ona jest raczej taka hop do przodu. No to może powiedziałeś to w jakiś szczególny sposób?

– Iga, pewnie ta Magda się popisuje przed resztą dziewczyn. Jest nowa, więc chce się wybić – wtrąca się Monika. – Zejdź już z Mariusza. Przecież wiesz, że nigdy nie odzywa się „na wujka” do dziewczyn.

To akurat prawda. Kiwam głową i odpowiadam:

– Przepraszam, musiałam dopytać, żeby się upewnić. To mój obowiązek.

Znowu przepraszam, choć nie muszę. Przecież po prostu pytałam. Ciąży nade mną klątwa bycia miłą. Gdy już się do kogoś o cokolwiek przyczepię, to długo to odreagowuję. Samo wypowiedzenie uwagi wymaga ode mnie wielkiego wysiłku. Nawet wśród bliskich znajomych. Przychodzi mi to łatwiej, gdy mam się odezwać w sprawie innych, a takie sytuacje jak molestowanie harcerek przerażają mnie na tyle, że muszę się odezwać. Wiem, że Mariusz to mój kumpel, ale niejeden kolega może być przecież inny dla mnie, a inny dla reszty.

Odchodzę w stronę łąki. Na niebie widać gwiazdy, którym nie da się zrobić zdjęcia moim smartfonem. Ta rozdzielczość jest nie do ogarnięcia dla takiego kalkulatora jak mój telefon. Poza tym po co mi zdjęcie. Przecież podziwiam to teraz nad sobą.

Kładę się na trawie. Chyba nie miałabym komu wysłać zdjęcia nieba. Przecież nie Kubie. On nie jest miłośnikiem natury jak ja. Obrazy tego typu nie robią na nim wrażenia. Jemu wystarczą czytanie i gry.

W zasadzie można powiedzieć, że to mój pierwszy wyjazd od roku, na którym czuję się swobodnie, bo nie ma jego narzekania, że musi gdzieś iść albo że tracimy czas, chodząc po górach, jeżdżąc na rowerze albo spotykając się ze znajomymi.

Od kilku miesięcy wiecznie kręcimy się wokół jego potrzeb. Stawałam na rzęsach, żeby się nie denerwował przed maturą, bo wybrał więcej przedmiotów niż ja. Przepytywałam go z różnych tematów, a on potrafił pouczać mnie, że nie mam racji, nawet gdy sprawdzałam jego odpowiedzi z książką. Po co więc prosił o pomoc? Żeby mnie upokorzyć, że wiem mniej niż on? Kuba chciał się dostać na prawo, więc spędzałam z nim godziny, przerabiając te wszystkie nudne tematy i daty z historii i WOS-u. Ja to raczej geografia, biologia. Zamierzałam iść na psychologię lub farmację. Do matury uczyłam się sama, a Kuba raz powiedział nawet, że to „takie prościutkie nauki przyrodnicze”. Chciałam mu odparować, żeby w takim razie streścił mi przebieg mejozy i mitozy, ale opanowałam się w odpowiedniej chwili i zrobiłam to, co zawsze. Uśmiechnęłam się w duchu do siebie. Robiłam upside-down face emoji, bo wiedziałam, że nie ma racji, ale go nie poprawiłam. Wolałam się nie kłócić. Po co mi to? Przecież Kuba, kiedy się nie wymądrzał, był całkiem w porządku. Nie chciałam go stracić.

Sięgam po telefon i piszę do niego kilka zdań. Jednak przejdę się do tej ławki, gdzie jest zasięg. Boję się, że pomyśli, że mi nie zależy, i wtedy już na pewno odejdzie.

Drażni mnie, że znowu jego słowa są ważniejsze niż moje. Nawet w sprawie naszego związku. Tak jakbym nie brała do końca udziału w żadnych decyzjach, bo jestem zależna od jego stanowiska. Mogę się do niego dostosować lub odejść. Nie ma tutaj środka.

A gdzie w tym wszystkim jestem ja? Przecież mogę się bać odrzucenia. Czego innego się bać? Burzy w górach?

Pod górę

Zgodnie z odczytem na mapie zostało nam około piętnastu minut do zadaszenia w drodze do Wetliny. Jesteśmy już za Małą Rawką i ten odcinek ciągnie się połoninami. Nerwowo patrzę na niebo, czując, że zaraz zacznie się burza. Miało jej nie być. No właśnie, miało.

Zakładam, że zdążymy schronić się przed oberwaniem chmury pod zadaszeniem. Niestety deszcz zaczyna padać już teraz. Idę na końcu grupy. Ci, którzy zamykają, są zawsze na przegranej pozycji, bo nawet przy dobrych warunkach atmosferycznych, gdy już dogonią resztę, i tak nie zdążą odpocząć. Poza tym na końcu zwykle snują się marudy. Osoby, które mają problemy z chodzeniem, bierzemy na początek, żeby nadawały tempo. Mam do tych z końca cierpliwość, ale dzisiaj już lekko podnosi mi się ciśnienie, kiedy chłopcy zaczynają narzekać, że na tym wyjeździe jest za dużo łażenia.

– Ale przecież o to chodzi w obozie wędrownym.

– Ja jestem w harcerstwie, bo tata mi kazał.

– A ja, bo chcę mieć nowy stopień – dodaje Oskar ze łzami w oczach i faktycznie wygląda, że dzisiaj będzie z nim ciężko.

Przed nami według mapy jeszcze półtorej godziny drogi do Wetliny. Z grupą dwie, w błocie po ulewie – trzy.

Przy pierwszym grzmocie chłopcy podskakują w miejscu i przyśpieszają kroku, jakby burza przywróciła im energię. Zaczyna padać coraz intensywniej. Jeszcze pięć minut do zadaszenia. Grunt to zachować spokój. Nagle na środku drogi staje Magda. Zamiera bez ruchu. Podchodzę do niej i łapię za ramię.

– Co się dzieje? Magda?

Dziewczyna stoi sztywno i uczepia się nagle mojej dłoni, wbijając przy okazji w nią paznokcie. Auaaa. Wcześniej nie zwróciłam uwagi, że ma je tak ostro zakończone. Wzdrygam się lekko i ciągnę ją za sobą. Ona niemal nie porusza nogami. Zaczyna płakać, że chce zwrotu pieniędzy za buty, bo dostała nowe od wujka. Powtarza to w kółko. Dopiero pod daszkiem, do którego docieramy ostatnie, przebudza się. Jakby wcześniej coś ją zmroziło i przemawiała do mnie w obcym języku. Cały czas trzymam się blisko niej.

Burza ustaje i idziemy dalej. Ona bez słowa, ale obok mnie. Schodzimy przemoczeni, ale zadowoleni, że udało się dopłynąć po błocie do schroniska. Dolna trasa okazała się trudniejsza niż ta na górze. Mam ochotę zawinąć się w koc i nie rozmawiać już dzisiaj z nikim. Muszę zachowywać się jednak odwrotnie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki