Siedem kapitulacji. Cykl Terra Ignota. Tom 2 - Ada Palmer - ebook

Siedem kapitulacji. Cykl Terra Ignota. Tom 2 ebook

Ada Palmer

3,8

Opis

Jest rok 2454.

Nad osiągniętym po wielu trudach złotym wiekiem zachodzi słońce. Ludzkość przez trzy stulecia cieszyła się pokojem i dobrobytem, opartymi na ostrożnej cenzurze, analizie statystycznej o proroczych możliwościach, zapewniającej dobrobyt technologii… oraz odrobinie przelewu krwi.

Ale teraz równowaga została zachwiana i pojawiła się groźba wojny. Mycroft Canner wiedział, że wojna się zbliża, albowiem popełnił swe straszliwe zbrodnie po to, by jej zapobiec. Teraz jednak została mu tylko jedna, niespodziewania karta, której żaden statystyczny geniusz nie mógłby przewidzieć żaden statystyczny geniusz. Trzynastoletni chłopiec mający moc czynienia cudów. Dzięki swej władzy zmieniania myśli w materię, a martwej materii w żywą. Owo dziecko może ocalić świat albo go zgubić.

Drugi tom niewiarygodne śmiałego cyklu politycznej science fiction Terra Ignota autorstwa Ady Palmer, laureatki nagrody imienia Johna W. Campbella w roku 2017.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 704

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginału:Seven Surrenders

Copyright © 2017 by Ada Palmer

Copyright for the Polish translation © 2019 by Wydawnictwo MAG

Redakcja: Joanna Figlewska

Korekta: Urszula Okrzeja

Projekt graficzny serii oraz opracowanie graficzne okładki: Piotr Chyliński

Ilustracja na okładce: Dark Crayon

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Tomek Laisar Fruń

ISBN 978-83-66409-74-3

Wydanie II

Wydawca: Wydawnictwo MAG ul. Krypska 21 m. 63, 04-082 Warszawa tel./fax 228 134 743 www.mag.com.pl

Wyłączny dystrybutor: Dressler Dublin sp. z o. o. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Maz.

SIEDEM KAPITULACJI KONTYNUACJA Do błyskawicy podobne RELACJI Z WYDARZEŃ roku 2454 Spisana przez MYCROFTA CANNERA na prośbę PEWNYCH OSÓB

Opublikowana za pozwoleniem: Siedmiopasiekowego Komitetu Stabilności w Romanovie Pięciopasiekowego Komitetu ds. Niebezpiecznej Literatury Ordo Quiritum Imperatorisque Masonicorum Kuzynowskiej Komisji na rzecz Humanitarnego Traktowania Usługowców Dyrektoriatu Naczelnego Mitsubishi Jego Królewskiej Mości Isabel Carlosa II, króla Hiszpanii A także za zgodą wszystkich ŻYJĄCYCH OSÓB, WOLNYCH I NIEWOLNYCH, KTÓRE PRZEDSTAWIONO W TEKŚCIE

Qui veritatem desideret, ipse hoc legat. Nihil obstat   Polecam – Anonim

Nie będę pewne, kim jest zabójca, dopóki go nie spotkam, ale jeśli to jest Mycroft, okażcie mu łaskę. Darujcie mu życie, zapewnijcie bezpieczeństwo i zmuście do pracy. Będzie wam potrzebne. Jeśli mnie straciliście, będzie wam potrzebne. Pewne sprawy zostawiłom nieukończone i tylko Mycroft Canner może mnie w tym zastąpić.   Apollo Mojave

sprawdzone przez czteropasiekowy komitet ds. religii wliteraturze pod kątem braku prozelityzmu raté d par la commission européenne des medias dangereux

Ratingi Gordiańskiej Komisji Oceny Zagrożeń:

S4 – Otwarte, lecz niezbyt długie sceny seksu; gwałt; wzmianki o seksie z użyciem przemocy; stosunki seksualne realnych, żyjących osób.

P5 – Otwarte i długie sceny świadomego użycia przemocy; opisowe, lecz niezbyt długie sceny ekstremalnej przemocy; pochwała przemocy; historyczne incydenty powiązane z traumą o zasięgu globalnym; zbrodnie z użyciem przemocy popełnione przez realne, żyjące osoby.

R5 – Otwarte i długie dyskusje na tematy religijne, bez prób nawracania; teologiczna brutalność; teologiczne ataki; niedawne przykłady religijnych kontrowersji o zasięgu globalnym; religijne przekonania realnych, żyjących osób.

Osoby występujące w tej opowieści

Bridger → dziecko

Major → weteran

Celujący → jego porucznik

Wypatrywacz, Pełzacz, Medyk, Stojący Ż, Stojący Z, Nieuzbrojony, Bezpodstawkowy → jego ludzie

Przykucnięty → malkontent

Mama Lalka → gospodyni domowa

Mycroft Canner → ich strażnik

Saladin → jego kochanek

Thisbe Ottila Saneer (Humaniści) → specjalistka od ścieżek węchowych

Ockham Prospero Saneer (Humaniści) → odpowiedzialny za bezpieczeństwo

Lesley Juniper Sniper Saneer (Humaniści) → odpowiedzialna za bezpieczeństwo

Ojiro Cardigan Sniper (Humaniści) → pięcioboista iżywa lalka

Eureka i Sidney Koons (Humaniści) → analitycy danych

Kat i Robin Typer (Humaniści) → bliźnięta

Cato Weeksbooth (Humaniści) → szalony popularyzator nauki

Carlyle Foster (Kuzyni) → ich senseista

J.E.D.D. Mason (niesamodzielny) → Trybun

Madame D’Arouet (Bezpasiekowi Czarnoprawowcy) → Jego matka

Gibraltar Chagatai (Bezpasiekowi Czarnoprawowcy) → Jego gospodyni

Martin Guidbreaker (Masoni) → Jego śledczy

Heloïse (niesamodzielna) → Jego zakonnica

Cornel MASON (Masoni) → cesarz

Siódmy Anonim → głos przemawiający wsprawach politycznych

Brody de Lupa (Humaniści) → jego reprezentant

Bryar Kosala (Kuzyni) → przewodniczący

Vivian Ancelet (Bezpasiekowi Szaroprawowcy) → jej małżonek, cenzor

Jung Su-yeon Ancelet Kosala (Bezpasiekowi Szaroprawowcy) → ich badziecko, zastępca cenzora

Ganymede Jean-Louis de la Trémoïlle (Humaniści) → prezydent

Hotaka Andō Mitsubishi (Mitsubishianie) → dyrektor naczelny

Jyothi Bandyopadhyay, Chen Zhongren, Huang Enlai, Kim Yeong-Uk, Kimura Kunie, Lu Yong, Wang Baobao, Wang Laojing (Mitsubishianie) → jego współpracownicy

Danaë Marie-Anne de la Trémoïlle Mitsubishi → jego żona

Jun, Sora, Michi, Ran, Harue, Naō, Setsuna (niesamodzielni) → ich badzieci

Masami Mitsubishi (Mitsubishianie) → ich badziecko, dziennikarz

Toshi Mitsubishi (Bezpasiekowi Szaroprawowcy) → ich badziecko, analityk pracujący dla cenzora

Hiroaki Mitsubishi (Kuzyni) → ich badziecko, analityk pracujący wKuzynowskim Biurze Informacji Zwrotnej

Casimir Perry (Europejczycy) → premier

Isabel Carlos II (Europejczycy) → król Hiszpanii

Felix Faust (Gordianie) → rektor

Julia Doria-Pamphili (Europejczycy) → przewodniczący Konklawe Senseistów

Jin Im-Jin (Gordianie) → mówca Senatu Romanovańskiego

Darcy Sok (Kuzyni) → przewodniczący Kuzynowskiego Biura Informacji Zwrotnej

Lorelei Cook (Kuzyni) → romanovański minister szkolnictwa

Ektor Carlyle Papadelias (Europejczycy) → detektyw

Tullius Mardi (Bezpasiekowi Szaroprawowcy) → podżegacz wojenny

Aldrin Bester i Voltaire Seldon (Utopianie) → ambasadorzy

Mushi Mojave (Utopianie) → marsjański entomolog

Apollo Mojave (Utopianie) → in memoriam

Do błyskawicy podobne, co znika, Zanim się powie: błyska się.

William Szekspir, Romeo iJulia, akt drugi, scena druga

Rozdział pierwszy   Nihil obstet

Nihil obstat – „Nic temu nie przeszkadza” – to stare sformułowanie, za pomocą którego królowie i inkwizytorzy wyrażali swe arbitralne pozwolenie w stłamszonych wiekach, gdy żadna prasa drukarska nie mogła obdarzyć papieru mokrym od farby pocałunkiem, nim Tyran Kościół i Tyran Państwo zdjęli uniwersalny knebel cenzury. Ale „nihil obstet” znaczy coś innego, gdy to On umieszcza je na stronie z pozwoleniami, Dobry Jehovah Mason. „Nihil Obstet” to błaganie, które kierował wielokrotnie pod adresem licznych władz strzegących ludzkości – Swego cesarskiego ojca, przewodniczącego Kuzynów, króla Hiszpanii, Konklawe Senseistów, dalekowzrocznego cenzora, mądrego Instytutu Brilla – „niech nic temu nie przeszkodzi”. Bali się w równym stopniu o Niego, jak o samych siebie, próbowali zasiać w Nim wątpliwości, zadawali Mu pytania, zwracając się do Niego Jego licznymi imionami: jesteście pewni, że chcecie to zrobić, J.E.D.D. Mason? Trybunie? Porfirogeneto? Książę? Dziesiąty dyrektorze? Tai-kunie? Xiao Hei Wang? Jed? Jagmohanie? Mikromegasie? Jehovah Epicurusie Donatienie D’Arouet Masonie? Czy jesteście pewni, że chcecie, by ta wściekła, ranna Ziemia dowiedziała się o Was tak dużo? Jednakże Madame D’Arouet, która wychowała Ἄναξ Jehovah w tym dziwnym baszu poza czasem, założonym przez nią w pełnym złota sercu Paryża, nauczyła go również liczb – jeden i wiele, mniej i więcej. Ta sama złowroga rachuba, która kazała Cyceronowi i Senece oddać życie za krwawiący Rzym, skłania teraz Jehovah do uśmierzenia desperacji i bólu dziesięciu miliardów, które donośnym głosem domagają się odpowiedzi. Uczyni tak, nawet gdyby miało to sprawić jeszcze większy ból Jemu i tym, którzy są Mu bliscy. Dla Ciebie, Czytelniku, modlił się do jednego i do wielu. Ja również się modlę, do Mocy nieobecnej na naszej stronie z pozwoleniami, jedynej Mocy, która wciąż może nas powstrzymać, jak powstrzymała zapaleńca Apolla. Liczne usta opatrzności połknęły już tysiąc opowieści i mogą pochłonąć jeszcze jedną. Dlatego modlę się o to, by nic nie stanęło na przeszkodzie tej książce i dobru, któremu ma służyć. Jeśli masz w sobie dobrą wolę, nasz niezwykły Stwórco, nihil obstet.

Rozdział drugi   Rozdział snipera

ZASTRZEŻENIE: TEN FRAGMENT MUSI ZOSTAĆ WYCIĘTY, NIM CAŁY TEKST BĘDZIE MOŻNA OPUBLIKOWAĆ I UPOWSZECHNIĆ. PRYWATNE PRAWO DOSTĘPU MOŻE BYĆ PRZYZNANE NAKAZEM SĄDOWYM.

ZAKAZ WYDANY PRZEZ: Konklawe Senseistów Uniwersalnego Wolnego Sojuszu.

POWÓD: Zniesławienie licencjonowanego senseisty przez przypisanie mu czynów przestępczych.

ZAKAZ WYDANY PRZEZ: Kuzynowską Komisję Prawną.

POWÓD: Potencjalne zagrożenie dla porządku publicznego. Potencjalne szkody dla niesamodzielnych wymienionych w tekście.

ZAKAZ WYDANY PRZEZ: Ordo Quiritum Imperatorisque Masonicorum.

POWÓD: Podżeganie do przemocy wobec Familiaris Regni.

ZAKAZ WYDANY PRZEZ: Komisarza generalnego Uniwersalnego Wolnego Sojuszu, Ektora Carlyle’a Papadeliasa.

POWÓD: Wyraźne dowody na to, że znaczącą część tekstu zmieniono albo sfałszowano w złych intencjach.

CZAS TRWANIA ZAKAZU: Pięć lat z możliwością przedłużenia.

Siema, fani i wrogowie! Mówi wasze stare Sniper. Na początek zapewnię was, że żyję i czuję się świetnie. Styl życia zbiega bardzo mi odpowiada, moje rany się zagoiły, mam mnóstwo sojuszników i pewnego dnia zabiję dla was Jehovah Masona. Macie na to moje słowo. Dzisiaj, jutro, za rok, ile tylko czasu będzie trzeba. Nie mogą strzec małego księcia bez końca. Tyrani i skrytobójcy żyją w ścisłej symbiozie. Skrytobójcy zawsze są źli i gardzi się nimi (nawet jeśli efekty naszych poczynań są dobre, pozostajemy złą drogą do słusznego celu) aż do chwili, gdy pojawiają się tyrani. Wtedy nagle stajemy się bohaterami, jedynym ratunkiem, nagle tylko my mamy moc niezbędną, by uratować świat bez rewolucji i zniszczeń, jakie nieuniknienie z niej wynikają. Przyznajecie, że jesteśmy wam potrzebni. Ale w okresach, gdy nie ma tyranów, zapominacie, że skrytobójcy będą gotowi do działania, gdy okażą się przydatni, tylko wtedy, gdy pozostaną przygotowani przez cały czas. Czujecie się brudni, przechowując w domu taką broń, ale ktoś musi ją przechowywać, bo inaczej nie będzie jej, gdy zły wilk przyjdzie po świnki. Mój urząd jest jednym z filarów naszego wieku, na równi z urzędem cenzora i Anonima. Wykonuję swe obowiązki z taką samą dumą jak oni.

Po drugie, powinnom dodać, że piszę tylko ten jeden rozdział i Mycroft wróci na miejsce, gdy już powiem, co mam do powiedzenia. Mycroft zadało sobie mnóstwo trudu, żeby się ze mną skontaktować, co pozwoli mi opisać wydarzenie, do którego doszło w następnym punkcie tej narracji. Zgodziłom się je opisać wyłącznie pod warunkiem, że nie zmienicie ani jednego słowa w mojej relacji. Tego przywileju zamierzam nadużyć w najwyższym możliwym stopniu. Zanim skończę, dam wyraz swej opinii o Jehovah Masonie. Zacznę jednak od punktu, który najbardziej zdenerwuje waszego podstawowego narratora. Opowiem wam, jak naprawdę wygląda Mycroft Canner, poprawiając jego celowe przeinaczenia.

Mycroft jest średniego wzrostu, niższe, kiedy się garbi. Niemalże tonie w za dużym mundurze, który nosi. Wygląda jak czekający na odnowienie posąg owinięty w worek. Włosy ma kędzierzawe na klasycznie grecki sposób, czarniawe, ale bliżej nuty szarości niż brązu. Są za długie na czole i po bokach, jakby wyobrażało sobie, że tak cudowne stworzenie jest w stanie się ukryć pod odrobiną opadających loków. Dzięki współczesnej nauce jego twarz wygląda w wieku trzydziestu jeden lat równie świeżo jak wtedy, gdy miało siedemnaście i wystarczało jedno spojrzenie Mycrofta Cannera, by nawet najpotężniejsi drżeli trwożnie. Teraz jednak te diabelskie oczy wpatrują się potulnie w podłogę. Są brązowe, jeśli przyjrzeć się im uważnie, ich jaskrawy odcień przypomina ten, dzięki któremu stare wino wygląda atrakcyjniej od młodego. Na górnej wardze Mycroft ma bliznę, w miejscu, gdzie przemoc zbyt często rozszczepiała ciało. Szrama budzi wrażenie, że pod spodem kryją się kły. Najciekawsze jednak ujrzycie, jeśli ściągniecie mundur, odsłaniając kryjącą się pod spodem skórę. Naznaczył ją gobelin blizn najrozmaitszych kształtów i rodzajów – stare zadrapania i ukąszenia o pomarszczonych brzegach, szorstkie poparzenia, otarcie od pasów na kostkach i przedramionach, linie mocy pozostałe po operacjach, dziury po kulach, okrągłe jak małe pocałunki. Wszystko to nakłada się na siebie jak na ścianie pokrytej graffiti. Ten widok budzi pokusę dodania od siebie nowego śladu. Każda blizna ma swoją historię. Spędziłom wiele pełnych radości godzin na dotykaniu tej skóry i pytaniu o każdą z nich. Odpowiada mniej więcej w jednym przypadku na trzy,

Mycroft, które pamiętacie z wiadomości, było szczupłe i muskularne jak zagłodzony drapieżnik. To się nie zmieniło. Nawet najbardziej zdziczały kot robi się łagodny po roku głaskania i siedzenia na ciepłych kolanach. Ale nie Mycroft. Nie wierzę, by głodziło się tylko po to, by siebie ukarać. Niewykluczone, że nie chce kalać takiego ciała niezdrową breją, jaką klienci zwykle oferują usługowcom, podejrzewam jednak, że naszemu drapieżnikowi zwykłe jedzenie wydaje się pozbawione smaku po tym, czego kosztowało w przeszłości. Jego sławny kapelusz (samo się zdziwiłom wiadomością, że dostało go od Dominica Seneschala) jest okrągły i brązowy, przypomina czapeczkę noszoną przez gazeciarzy, choć w tej chwili jest w nim więcej łat niż tkaniny, a z tego, co ongiś było rondem, zostały jedynie strzępy. Wiem, że Mycroft was okłamało. Zapewniało, że nie jest królem żebraków. Sam widok tego kapelusza wystarczy, by inni usługowcy stanęli na baczność, jakby ujrzeli koronę. Uwielbiają je nie za zbrodnie, które popełniło, lecz za to, co uczyniło później. Byli w piekle i ze zdumieniem ujrzeli wśród siebie anioła, gotowego zostać ich stróżem – w takim stopniu, w jakim to tylko możliwe dla upadłych aniołów.

Dzisiejsze Mycroft rzeczywiście zachowuje się tak służalczo, jak opisywało. Uważa się za niewolnika w świecie, w którym niewolnictwo nie istnieje. Jeśli jednak spędzi się z nim trochę czasu, porozmawia z nim i ugłaska je, sztywność znika, podobnie jak zgarbiona postura maskująca nadal silne barki, dłonie zaczynają się rozcapierzać niczym szpony i na powierzchnię wysuwa nos bestia, którą nazywam Prawdziwym Mycroftem. Nie jest uwięziona wewnątrz, nie usiłuje się wyrwać na wolność, po prostu spoczywa wewnątrz Mycrofta Niewolnika jak okręt cumujący w porcie. Czeka na coś. Mycroft Niewolnik zna tylko jedną minę – przepraszającą. Jeśli zaś chodzi o Prawdziwego Mycrofta, wyrazu jego twarzy nie sposób odczytać, czy raczej popełniacie błąd, próbując coś z niej wywnioskować. To tak jak z pyskiem psa, który może się nam wydawać uśmiechnięty albo zasępiony, choć w rzeczywistości niesłusznie dopatrujemy się ludzkiego wyrazu twarzy u istoty niebędącej człowiekiem.

Jak większość z nas pierwszy raz ujrzałom Mycrofta Cannera w wiadomościach, tuż po jego zatrzymaniu, gdy policja wiozła je wzdłuż kolejnych szeregów ludzi z sił szybkiego reagowania. Było wówczas bardzo pogodne, napawało się całą tą paradą, jakby przezroczysta, przypominająca trumnę klatka była rydwanem triumfalnym. Wiedzieliśmy już, co skłoniło je do zamordowania Mardich. Dowiedzieliśmy się tego z nagranych przemówień, które pozostawiło przy ciałach późniejszych ofiar. To był najstraszliwszy akt przemocy w całym stuleciu i nie został popełniony przez rząd, Kościół, plemię ani armię, tylko przez jedną osobę. Odkąd wieśniacy po raz pierwszy wzięli w ręce zaostrzone kije w imię swego wodza, państwo miało monopol na skrajną przemoc. Jednakże system Pasiek położył kres tej sytuacji. Mycroft nazwało swe zabójstwa dowodem na to, jak wiele wolności dała nam nasza era, choć nie byliśmy tego świadomi. Jeśli siedemnaście ofiar wystarczyło, by wstrząsnąć całym światem, świadczyło to o niewiarygodnym postępie. W całej historii siedemnaście ofiar dziennie znaczyłoby, że dzień był wyjątkowo dobry. Filozofowie już od dawna snuli spekulacje o ludzkiej bestii, zastanawiali się, czy sumienie jest czymś wrodzonym, czy wszczepionym przez społeczeństwo, i zadawali też sobie pytanie, czy ludzki umysł rzeczywiście może pragnąć zła dla samego zła. Nawet najokrutniejsi zabójcy z reguły wyobrażają sobie, że mają jakiś cel (zemstę, zysk, osobistą przyjemność bądź jakiś zrodzony z szaleństwa rozkaz).To ważne pytanie, a nawet fundamentalne. Czy możemy świadomie wybrać uczynki, które czynią świat gorszym, nie czerpiąc z tego jakiejś przewrotnie wyobrażonej korzyści? Nie byliśmy jednak w stanie się przekonać, czy ludzka bestia rzeczywiście istnieje, w czasach, gdy podobne bestie stały się czymś równie nieistotnym jak rzemieślnicy w epoce masowej produkcji, pozbawionym znaczenia w porównaniu ze zdecydowanie większym złem, jakim były ludobójstwo i wojna. Przed kamerami Mycroft głosiło, że w tych pokojowych dniach, gdy sami wybieramy dla siebie Pasieki i wartości, ludzie mają wreszcie prawo zostać najgorszymi osobami na całym świecie, a także być dumnymi ze swej decyzji, jeśli tego nie zrobią. Wtedy po raz pierwszy zakochałom się w kimś spoza swego baszu.

Miesiąc po aresztowaniu Mycrofta Cannera Eureka powiedziało mi, że jednak go nie stracono. Nie ulegało wątpliwości, że musimy je zdobyć dla siebie. Pomijając moje uczucia, lubię powtarzać, że zabójca zawsze zwęszy zabójcę, a ponieważ niżej podpisanego można zobaczyć w mediach co pięć minut, Mycroft z pewnością wyczuło już prawdę o mnie. Eureka wytropiło Mycrofta wśród usługowców, a Ockham złożyło mu wizytę. Wystarczyło parę chwil, by obaj nawzajem zwęszyli, kim są.

– Polećcie ze mną – rzekło mu lakoniczne jak zwykle Ockham.

– Tak, człaaanie Saneer – wybełkotało natychmiast Mycroft w typowy dla siebie niewyraźny sposób, pozwalający słuchaczowi myśleć, że powiedziało „członku”, nawet jeśli spod spodu przebija się słowo „panie”.

Ja i Lesley poświęciliśmy wiele tygodni na przygotowanie szantażu, który założy bestii łańcuch (i zmusi ją do zachowania milczenia, o co martwiło się Ockham). Trochę się wkurzyliśmy, gdy się okazało, że wszystkie nasze wysiłki były niepotrzebne. Wysłaliśmy trapera po wilka, a otrzymaliśmy przymilne szczenię. Nie pozostało nam nic innego, jak je adoptować. Miało być moje, ale Thisbe skierowało na nie swoje spojrzenie, a gdy Thisbe się poruszy, nawet OS drży. Mycroft było moim towarzyszem zabaw, ćwiczyło ze mną i opowiadało mi historie, ale tylko Thisbe spędzało z nim noce, choć (jak się teraz dowiedziałom) nigdy go nawet nie dotknęło. I całe szczęście, bo – o czym świadczą nekrologi bogatych zboczeńców, którym Mycroft się sprzedawało, by zdobyć pieniądze dla innych usługowców – jeśli ktoś się prześpi z Mycroftem Cannerem, nie pożyje zbyt długo. Lektura pierwszej części tej opowieści uświadomiła mi, że przyczyna owego zjawiska nosi imię Saladin.

Dość już nadużywania praw autora. Miałom opowiedzieć o porwaniu mnie, które nastąpiło dwudziestego siódmego marca. Była godzina szósta rano, według mojego harmonogramu. Właśnie otrzymałom brutalny, ale zasłużony ochrzan od trenera szermierki (nie było sympatyczną osobą, ale warto je było zatrudnić, bo trudno jest znaleźć kogoś, kto nie zakocha się we mnie natychmiast. Zdjęłom lokalizator i weszłom pod prysznic, gdy bezwonny, szybko działający narkotyk pozbawił mnie nagle przytomności.

Trudno określić, kiedy się ocknęłom, bo świat, w którym się znalazłom, bardzo przypominał sen. Nic nie widziałom, nie byłom w stanie się poruszyć, nie mogłom mówić. Nie byłom związane ani zakneblowane. To były moje dłonie, moje ramiona i moje nogi. Wszystkie leżały bezwładnie, a gdy spróbowałom wezwać pomoc, nie tylko nie rozległ się żaden dźwięk, lecz moje usta nie chciały nawet uformować słów. Zachowałom jednak zdolność czucia i natychmiast uświadomiłom sobie, że leżę w dopasowanym kształtem do ciała pudełku Żywej Lalki. Znam jego kształt, ponieważ fani często proszą, by dostarczono mnie do nich w takim pojemniku. Chcą mieć przyjemność rozpakować mnie osobiście. W pierwszej chwili nasunęła mi się myśl, że mogę być jedną z własnych lalek, która nagle ożyła (nie, wówczas nie wiedziałom jeszcze o mocy Bridgera, pozwalającej mu ożywiać zabawki, po prostu ze względu na swój zawód często myślę o podobnych sprawach). Mogłom jednak poruszać językiem, przynajmniej na tyle, żeby się nie udusić. Znalazłom jego czubkiem nacięcie wewnątrz pierwszego górnego zęba trzonowego po lewej stronie. Wytrawiłom je tam z myślą o podobnych sytuacjach (mówiłom wam, że często myślę o takich sprawach). Z pewnością nie byłom lalką. Oddychałom. Mogłom przełykać ślinę (z trudnością), mrugać i poruszać gałkami ocznymi (choć taśma pakowa zasłaniająca mi oczy była równie nieprzejrzysta jak klasyczna opaska). Panowałom też nad zwieraczami pęcherza i odbytu w wystarczającym stopniu, by nie zanieczyścić pudełka. Kilka innych mięśni naprężyło się lekko, gdy spróbowałom nimi poruszyć – żuchwa, niektóre punkty brzucha i jedno miejsce na szyi. Wytężałom je coraz intensywniej, chcąc się przekonać, czy mogę pobudzić krążenie krwi i szybciej usunąć narkotyk z organizmu, jeśli rzeczywiście to on był przyczyną. Skupiwszy się, wyczułom lekko obolałe punkty na ciele. Podejrzewałom, że to ślad procesu, który spowodował paraliż. Strach? Nie bałom się zbytnio. Przyszło mi do głowy, że mogłobym wprawić się w panikę, by przyśpieszyć akcję serca. Lepiej jednak zachować spokój i gotowość do działania.

Pierwsze słowa, które usłyszałom, były stłumione zarówno przez skrzynkę, jak i przez modulator głosu, nadający sylabom mechaniczne brzmienie jak u robota.

«A teraz zobaczymy tę niespodziankę, dla której było warto ściągnąć mnie w to miejsce.»

Nie mówię po francusku, ale często słyszę ten język, a znajomość hiszpańskiego daje mi podstawy wystarczające, by zrozumieć proste zdania.

«Sprowadzenie go do biura Waszej Świątobliwości było ryzykowne. Postarałem się udekorować to pomieszczenie tak, żebyście czuli się tu jak w domu.»

«Jest idealne. Wszystkie moje ulubione plakaty i taki miękki dywan.»

«Jestem profesjonalistą.»

«Mmm. To prawda.»

Rozmówcy umilkli i, sądząc po dźwiękach, wyszli. Były dwa głosy, oba zniekształcone przez modulatory. Nie będę używać nazwisk. Policja zapewniła (na piśmie), że nie wykorzysta tego świadectwa jako dowodu, ale policjanci nie radzą sobie zbyt dobrze z dotrzymywaniem tego typu zobowiązań. Wiecie, któremu senseiście obiecano Snipera w zamian za oddanie Carlyle’a Fostera pewnemu Czarnoprawowcowi. Jeśli pominę nazwiska, nie będzie stuprocentowej pewności.

«Czy to niespodzianka, na którą liczę?»

Opakowanie ugięło się pod dotykiem dłoni.

«Jeśli się domyśliliście, to już nie jest niespodzianka.»

Poczułom na piersi dotyk chłodnego powietrza. Opakowanie się otworzyło.

«Och! Jakie piękne...» Dłonie dotknęły mojej piersi. «Czy jest autentyczne? Prawdziwe Sniper?»

«Tak. To naprawdę prawdziwe Sniper. Mogę przysiąc, jeśli w to wątpicie.»

«Czy uzyskaliście jego zgodę?»

«Z pewnością nie. Wiedziałem, że zechcecie zrobić to sami.»

«Mm. Jak się wam udało je porwać? Czy postanowiliście skorzystać z Urządzenia Cannera?»

«I ściągnąć sobie na głowę cały rój Księżycowych Ludzi? Nie, nie. Ostrożnie i cierpliwie, Wasza Świątobliwość. Ostrożnie i cierpliwie.»

Dłonie uniosły moją rękę. Ich dotyk był lekki, ale nie delikatny.

«Jest zupełnie bezwładne. Czy jest nieprzytomne?»

«Wtedy nie byłoby zabawy. Jest świadome, tylko nie może się poruszać, jak lalka. Słyszy nas, a kiedy odsłonicie mu oczy, będzie nas również widziało.»

Dłonie bawiły się moimi palcami, zginając je, by sprawdzić opór.

«Jak udało się wam to osiągnąć?»

«Paraliż? Dzięki bardzo ostrożnemu zastosowaniu tego czy tamtego. Ta metoda nie jest moim pomysłem. Madame miewała już przedtem podobne zamówienia. Efekt nie jest trwały, trzeba go odświeżać co kilka godzin, ale jeśli okaże się to konieczne, mogę podać kolejną dawkę.»

«Przeszliście samych siebie! Możecie dostać Carlyle’a! Możecie dostać każdy pionek, jakiego zechcecie!»

Drugi rozmówca się roześmiał.

«Zasłużyliście dziś na nagrodę. Ten wymyślony towarzysz zabaw, którego zidentyfikowaliście na rysunkach dziecka, był dokładnie tym, czego potrzebowałem. Skutek był natychmiastowy.»

«Czy udało się wam już złamać to dziecko, o które pytaliście?»

«Pracuję nad tym. Nie ma pośpiechu. Wziąłem trzech jego małych koleżków jako zakładników. Nie uwierzylibyście, jakie cuda łapią się już na przynętę.»

«Małych koleżków? Mam nadzieję, że nie złamaliście żadnych Czarnych Praw, krzywdząc niesamodzielnych?»

«Nic w tym rodzaju. Poza tym właściwie nie potrzebuję zakładników. Mała Carlyle załatwi wszystko za mnie.»

«A co z Bogiem? To znaczy tym zwykłym Bogiem? Zrobiliście postępy? Wasze aluzje brzmiały bardzo sugestywnie.»

Znowu nastała krótka przerwa na pocałunki.

«Bóg już jest prawie mój.»

«Jak długo jeszcze?»

Chichot.

«Cierpliwość jest cnotą, Wasza Świątobliwość. Można powiedzieć, że to zrównoważy dzisiejszy zachwycający występek. Czeka na was lalka.»

«Mmm.» Wprawne dłonie ujęły mnie pod pachy i pociągnęły mój tułów ku przodowi, aż wreszcie wpadłom w objęcia trzymającej mnie osoby. Długie włosy dotknęły moich warg. Moja twarz zetknęła się z gołą skórą. Poczułom piersi na swej klatce piersiowej. – Au! Ostrożnie! – Trzymająca mnie osoba przeszła na angielski, zwracając się do mnie. Przesunęła ze śmiechem moją głowę tak, że dotykałom policzkiem jej barku. – Jesteście bardzo delikatni, Sniper! I tacy lekcy! Zawsze sobie wyobrażałam, że oryginał będzie ważył więcej niż lalki.

«Uważajcie, żeby nie przeciążyć jego szyi. W gruncie rzeczy lepiej będzie, jeśli nałożę mu kołnierz ortopedyczny. Nie chciałem, żeby psuł efekt, gdy otworzycie skrzynię, ale ryzyko zerwania czegoś jest naprawdę spore, podobnie jak w przypadku dzieci.»

– Do tego nie możemy dopuścić, nieprawdaż, Sniper? Nic nie może się wam stać. – Moje nowe właściciel (jak inaczej może nazywać lalka tego, komu ją dano?) trzymało moją głowę nieruchomo, podczas gdy dawca prezentu zakładało kołnierz. To pomogło utrzymać głowę w prostej pozycji, podczas gdy właściciel pochyliło mnie ku przodowi, żeby mnie objąć. Uścisk był namiętny i wprawny, nie czuło się w nim niepewności ani skrępowania. Tak obejmują się tylko ludzie, którzy żyją ze sobą od dawna. Niemniej wszyscy potrafią uściskać w ten sposób pluszowego misia. To zdumiewające. – Tak lepiej? A teraz wyciągniemy was z tej skrzyni i położymy w jakimś wygodnym miejscu.

«Pomogę wam.» Poczułom dotyk dłoni drugiej osoby. Były średnich rozmiarów i nie sposób było określić płci ich właściciela, ale zaciskały się z siłą imadła. «Na trzy. Raz, dwa, trzy!»

Przenieśli mnie na niewielką odległość i ułożyli na miękkim dywanie, wspierając moją głowę i ramiona na poduszce.

– Gotowe. – Właściciel ułożyło mi ręce wzdłuż ciała. – Znacznie lepiej. A teraz zdejmiemy to opakowanie, żebyśmy mogli zobaczyć wasze ładne oczy.

Złapało za taśmę osłaniającą oczy lalki podczas transportu i odciągnęło jej koniec paznokciami, niemal w ogóle nie zadrapując mi skóry. Nawet zwykłe światło lampy oślepiało mnie po tak głębokiej ciemności. Natychmiast zamknęłom oczy i wzdrygnęłom się – na ile było to możliwe w moim stanie.

– Ojej! – zawołało właściciel. – Jaskrawe światło was oślepiło? – Pochyliło się, osłaniając mnie swym cieniem, i przywróciło całkowitą ciemność w moim lewym oku, całując mnie w powiekę. – Postaram się to naprawić. – Usta przesunęły się z jednego oka na drugie, a potem powędrowały w dół policzka. – Proszę, już jest lepiej. A teraz otwórzcie oczy. Nic wam nie grozi.

Mrużąc powieki, ujrzałom białą półmaskę zasłaniającą górną część twarzy. Nad nią była kaskada czarnych włosów opadających na gołe ciało. Zapewne nie było tak piękne, jak je zapamiętałom, ale jestem tu równie mało obiektywne jak Mycroft, gdy opisuje Thisbe. Ściany za plecami właściciela pokrywał kolaż obrazów przedstawiających mnie. Były tam plakaty i portrety, niektóre z nich naprawdę rzadkie. Na każdym nosiłom inny kostium. Były wśród nich wyzywające i skromne, wieczorowe i skąpe, stroje typowe da wszystkich pięciu dyscyplin pięcioboju i każdej z siedmiu Pasiek. Na pierwszy plan wybijało się jednak zdjęcie z 2442 roku, na którym siedzę oklapłe na krześle, rozebrane do połowy, na skórze namalowano mi stawy lalki, a sznurki marionetki utrzymują mnie w pozycji siedzącej. Zawsze lubiłom ludzi, którym podoba się to zdjęcie.

– Proszę bardzo. Witajcie w domu, Sniper.

Właściciel pocałowało mnie w usta, które nie mogły odwzajemnić pocałunku. Wreszcie znalazłom od dawna poszukiwaną miłość wolną od zagrożeń. Nie potrafię zliczyć, ile razy w ciągu lat mojej kariery zawodowej żywej lalki trafiałom do domu fana marzącego o spędzeniu nocy z oryginałem. Jednakże akt miłosny często nie spełniał ich oczekiwań. Ci, którzy marzą o miłości z lalką, z reguły są nieśmiali i boją się dotyku. Bardziej odpowiada im plastikowy erzac. Nadałom sobie wygląd tak niegroźny, jak to tylko możliwe: brak włosów, pozory dziecka i brak wyraźnie zaznaczonych cech którejkolwiek z płci. Zawsze pozwalam też, by mnie ubierano, karmiono i prowadzono za rękę, ale i tak dotykam właścicieli, odruchowo odwzajemniam ich pocałunki i potencjalnie mogę przejść do aktywnej roli. Ten potencjał niszczy iluzję, podobnie jak wtedy, gdy wiemy, że nasze baszrodzone jest w sąsiednim pokoju, w zasięgu słuchu, i sam ten fakt zaprząta naszą uwagę, nawet jeśli baszrodzone nic nie robi. Dopóki byłom w stanie grać, właściciele nie czuli się ze mną tak bezpiecznie jak z moją lalką. Bondage nie rozwiązuje tego problemu, a wręcz go pogarsza, ponieważ więzy przypominają o sile, którą powstrzymują. Tu jednak moja siła nie była po prostu powstrzymana, lecz zniknęła całkowicie i właściciel czuło się przy mnie bezpiecznie, jak ktoś, kto chodzi nago po pustym domu albo śpiewa w łazience. Mogłom wreszcie zakosztować spokojnej bliskości, znanej dotąd tylko lalkom i dildom. Już wówczas czułom, jak bardzo mnie to zmienia. Spełnienie tak głębokiego życzenia przestawiało połączenia w moim umyśle, nie tylko w świadomym czubku góry lodowej wystającym ponad powierzchnię, lecz również w mrocznych głębiach, które nawet Brilliści rozumieją tylko w niewielkim stopniu. Thisbe i Eureka nie opowiedzieli jeszcze wtedy reszcie baszu o swej „czarnej dziurze” w Paryżu ani o tym, co się w niej kryje. Dlatego nie byłom w stanie sobie uświadomić, że to tylko ułamek tej samej groźby wyciekający na zewnątrz. Moje właściciel nie pobierało nauk u Madame D’Arouet, ale nauczyło się tych samych metod za pośrednictwem dawcy prezentu o warkliwym głosie, niby przez mroczny sznur pępowinowy. Poczuło woń zakazanych pragnień, do których ludzie nie chcą się przyznać, i wydały mu się one tak realne, że w porównaniu z nimi normalny świat był nudny jak oglądany w czerni i bieli. Mycroft opowiedziało wam o przewodniczącym Kosali i Anonimie, którzy nie potrafią już rozpalić w sobie ognia bez słów „on” i „ona”, bez koronek i kamizelek. Słusznie nazwało to „uzależnieniem.»

«A teraz pora na prawdziwą tajemnicę.» Właściciel przesunęło powoli dłońmi wzdłuż moich boków, zmierzając ku drugiej taśmie, osłaniającej moje intymne części. Obejrzało się przez ramię na dawcę prezentu. «Czekaliście na tę chwilę, nieprawdaż?»

«Szczerze mówiąc, już to widziałem.» Dawca prezentu stało tuż za właścicielem. Ono również nosiło maskę, a także czarny płaszcz, zakrywający wszystko poza kawałkiem skrytej w cieniu skóry na szyi. «Przepraszam, że nie zaczekałem na Waszą Świątobliwość, ale musiałem je wytrzeć ręcznikiem i zapakować. To była chwila pełna napięcia, bo krążą najrozmaitsze plotki.»

«Wiem o tym.» Właściciel rozchyliło mi uda. «Nieładnie się zachowujecie, Sniper. Rozpuszczacie sprzeczne pogłoski i zmuszacie nas do zgadywania.»

Nie byłom w stanie opuścić wzroku, ale widziałem subtelny uśmieszek na jego twarzy, gdy palce zaczęły zrywać taśmę. Głęboko zastanawiałom się nad tym, czy ujawnić w tej chwili tajemnicę, ale nadszedł już czas. Pozostaję niezmiernie wdzięczne wszystkim, którzy umożliwili mi dochowanie jej przez tak długi czas: Ustawie o Młodych Celebrytach, moim trenerom, lekarzom, kolegom z drużyny, dziennikarzom, licznym fanom znającym tajemnice i znacznie liczniejszym, pragnącym ją poznać, ale szanującym moje życzenie do tego stopnia, że wszczęli zamieszki pod redakcją Zpierwszej ręki, gdy gazeta zagroziła, że zdradzi prawdę. Pora już zwolnić was z obowiązku dochowania tajemnicy, pokazać, kim jestem naprawdę. Czasy lalek już się dla mnie skończyły.

– Chłopiec – oznajmiło właściciel. – To nie jest niespodzianka. – Nie, chwileczkę. – Pochyliło się niżej. Jego długie włosy łaskotały mnie po udach, które nie mogły się poruszyć. – I jedno, i drugie! Och, cudownie. – Uniosło ostrożnie mojego penisa i wyciągnęło palce, by dotknąć warg sromowych ukrytych pod nim. – Słodkie stworzenie, nie chcieliście rozczarować fanów, którzy przyzwyczaili się do lalek jednego albo drugiego rodzaju. To bardzo miłe! – Rozłożyło mnie szerzej. Zimne powietrze dotykało moich wilgotnych warg. – Piękna robota, bezbłędna! – Zwróciło się ku dawcy prezentu. «Czy wiecie, jakiej płci było oryginalnie?»

Dawca prezentu pochyliło się.

«Nie byłem w stanie tego określić. Wszystko na dole wygląda na autentyczne. Mógłbym wziąć kilka włosów do laboratorium.»

«Nie ma potrzeby. Tak właśnie powinno wyglądać Sniper, jeśli się nad tym zastanowić.» Właściciel ostrożnie odsunęło dłonie od mojego penisa, jakby trzymało w rękach pisklę. «Och! Zadrżało!» Zachichotało z zachwytem. «Czy ono może?»

«Oczywiście. Paraliż jest bardzo selektywny. Będzie potrzebny lekki masaż, ale stanie mu, jeśli się postaracie.»

«Mmm. Sądząc z tego, co widzę, może się obyć bez masażu. Ktoś tu dobrze się bawi.» Właściciel przesunęło palec w górę mojego policzka. «Mam rację?»

Wiedząc, że odpowiedź nie nadejdzie, ponownie posmakowało moich ust i przesunęło mnie do przodu. Jego zabiegi opływały mnie niczym dobry film, dzięki któremu widz może osiągnąć szczyty pasji, nawet nie ruszając palcem. Było przyzwyczajone do mojego ciała, wiedziało, jak obracają się moje barki i na jakiej wysokości wesprzeć mój podbródek na swoim ramieniu.

«Jak długo mogę je zatrzymać?»

To pytanie miało palące znaczenie również dla mnie.

Dawca prezentu wzruszyło ramionami.

«To zależy wyłącznie od Waszej Świątobliwości. Jeśli chcecie zatrzymać je na stałe, mogę wam dostarczyć wszystko, czego będziecie potrzebowali, ale w niewoli trudno będzie utrzymać jego olimpijską sylwetkę, a poszukiwania będą bardzo intensywne. Proponuję zabawę w złapanie i wypuszczenie. Nasycicie się Sniperem, potem oddacie mi je i ja wypuszczę je na swobodę, a gdy będziecie mieli chętkę, złapię je znowu.»

«Czy to mogłoby się udać?»

«Z pewnością. Według mojej oceny miną jeszcze dwie godziny, nim reszta baszu uświadomi sobie, że Sniper zaginęło. Przez co najmniej dobę będą go szukali w tajemnicy, nim wieści dotrą dalej niż do Jego Miłości diuka. Jeśli zwrócimy im Snipera dziś wieczorem, nie dojdzie do większego zamieszania. Jeśli chcecie, możemy wyczyścić jego pamięć, żeby się zabezpieczyć, ale jestem pewien, że nie szepnie nikomu ani słówka.» Przeszło na wypowiadany warkliwym tonem angielski.

– Jeśli mogę mu zrobić coś takiego, gdy jestem spokojny, łatwo sobie wyobrazić, do czego byłbym zdolny, gdybym się rozgniewał.

Właściciel uściskało mnie mocniej.

– Nie potrzebujemy gróźb. Moje Sniper nie chciałoby tego zepsuć, nie wtedy, gdy już skończę. Wiem, czego pragnie. Już od wieków wiedziałam, czego pragnie moje Sniper.

Zapewne wyobrażacie sobie, że w tej chwili przez moją głowę przemknęły jakieś bohaterskie, buntownicze myśli. Niektóre uzależnienia potrzebują tylko jednej dawki.

«Oczywiście, Wasza Świątobliwość. Przepraszam za tę zniewagę dla waszych talentów.»

«Mmm. Będziecie musieli później odbyć pokutę.»

«Jak sobie życzycie, Wasza Świątobliwość.»

Właściciel pogłaskało mnie po włosach, odgarniając z moich oczu niesforne czarne kosmyki.

«Ale Sniper jest pierwsze w kolejce.»

Komputerowa modulacja nadała chichotowi dawcy prezentu brzmienie śmiertelnego krzyku elektronicznej maszyny.

«Może jednak powinniście zatrzymać je na stałe. W jego baszu dzieje się mnóstwo paskudnych rzeczy. Niewykluczone, że u was będzie bezpieczniejsze.»

«Zastanowię się nad tym.»

Ja również się nad tym zastanawiałom, uświadamiając sobie, że mogę tylko leżeć i czekać, aż właściciel podejmie decyzję, która zdeterminuje, jak będzie wyglądał cały mój świat, i wywrze też wielki wpływ na życie innych ludzi. Obowiązek miał wystarczającą siłę, bym pragnęło odzyskać wolność, ale to była chyba jedyna chwila w moim życiu, gdy wolałobym uwolnić się od tego przymusu.

Dawca prezentu zwróciło się w stronę wyjścia.

«Mam robotę do wykonania. Wrócę, nim paraliż minie. Mam trochę ubrań dla lalek. Możecie je wykorzystać do przebieranki. Są w w skrzyni.»

«Dziękuję.»

«Połączcie się ze mną, jeśli zauważycie jakieś ruchy. Sportowcy często mają przyśpieszony metabolizm. Istnieje możliwość, że działanie środka minie szybciej niż zwykle.»

«W porządku.»

Właściciel przesunęło mnie na swoje kolana i dawca prezentu znalazło się w moim polu widzenia. Przyjrzałom mu się uważnie, szukając ukrytych pod płaszczem i dziobatą, białą jak gips maską wskazówek, które pozwoliłyby określić jego tożsamość. Ten wróg był jednak zbyt wprawny.

«Miłej zabawy.»

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Od autorki i podziękowania

Książki z samej swojej natury wymagają pracy wielu ludzi – redaktorów, wydawców, czytelników testowych, korektorów, projektantów i publicystów. Ale książki potrzebują również rozmówców, licznych głosów rozrzuconych w wielu miejscach i czasach, na które odpowiada autor. W pierwszym tomie podziękowałam wielu osobom, ale czułam się dziwnie, wspominając tylko o wkładzie współczesnych, podczas gdy prawdziwa lista powinna sięgać wiele stuleci wstecz. Powinnam wymienić obok siebie Denisa Diderota, Alana Charlesa Korsa, Homera, Jamesa Hankinsa, Woltera i Émilie du Châtelet, Patricka i Teresę Nielsen Hayden, Alfreda Bestera, Miriam Weinberg, markiza de Sade, Dianę Griffin, Gene’a Wolfe’a, Patty Garcię, Arthura Conan Doyle, Lianę Krissoff, Montaigne’a, Anitę Okoye, Jewgienija Zamiatina, Heather Saunders, Aldousa Huxleya, Irene Gallo, Roberta Gravesa, Toma Doherty’ego, Samuela R. Delany’ego, Victora Mosquerę, Victora Hugo, Amy Boggs, Swetoniusza, Eda Mischa, Petera Chunga, Crystal Huff, Barbarę Tuchman, Irinę Greenman, Osamu Tezukę, Lauren Schiller, Tomasza More, Lilę Garrott, Roberta Faglesa, Jeremy’ego Bretta, Francisa Bacona, Michaela Mellasa, Dereka Jacobiego, Jonathana Sneeda, Jacka Pulmana, Carla Engle-Lairda, Petrarkę, Jo Walton, Pierre’a Bayle’a, Douga i Laurę Palmer, Yoshiyuki Tomino, Hajime Yatate, a także wielu, wielu innych. W tym również Ciebie, Czytelniku. Ponieważ nawet ta lista to tylko dwie trzecie rozmowy, przeszłość i teraźniejszość. Ty jesteś trzecią częścią. Gdy piszę te słowa, Do błyskawicy podobne już się ukazało i w diasporze czytelników zaczynają się rozmowy. Reakcji jest więcej i z reguły są bardziej entuzjastyczne, niż śmiałam mieć nadzieję. Gorączka ostatnich miesięcy nauczyła mnie, że nawet szczęście niekiedy bywa wyczerpujące. Jednakże, podobnie jak Mycroft pod koniec tego tomu, pozostaję w zawieszeniu, nie wiedząc, jak szeroki świat przyjmie drugą część tej historii, tę trudną, w której tracimy błyskawicę, zanim rozbłyśnie na dobre. Chodzi o to, że dopiero teraz zacznie się najważniejsza część, Twoja część, ta, która przezwycięża diasporę czasu. Dlatego z górę dziękuję za to, że zgodziłeś się wziąć udział w naszej długiej rozmowie, na równi z Homerem i Diderotem.