Seryjni mordercy - Michelle Kaminsky - ebook + audiobook
BESTSELLER

Seryjni mordercy ebook i audiobook

Michelle Kaminsky

3,4

65 osób interesuje się tą książką

Opis

Torturowali, gwałcili, mordowali. Ich czyny budzą odrazę. W społecznej świadomości uchodzą za przykład tego, jak zły może być człowiek. Jednak w seryjnych mordercach jest też coś, co nas intryguje. Jakie mają IQ? Kim najczęściej są z zawodu? Według jakiego klucza wybierają ofiary?

Prowadzą podwójne życie i tej jego dziedziny pomiędzy morderstwami nie ukrywają przed otoczeniem. Wśród przyjaciół i sąsiadów uchodzą zazwyczaj za kulturalnych, miłych ludzi.

Autorka odsłania najciemniejszą stronę ludzkiej natury. Odziera z tajemnicy Anioły Śmierci i Czarne Wdowy. W gęstwinie ciekawostek i nieznanych dotąd faktów stara się udzielić odpowiedzi na pytania o to, jak rodzi się morderca, jak wybiera swoje ofiary, dlaczego przez tak długi czas zostaje niezauważony, i wreszcie – czy możemy go w porę rozpoznać.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 288

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 11 min

Lektor: Michelle Kaminsky

Popularność




Tytuł oryginału: Serial Killer Trivia

Przekład z angielskiego: Stanisław Bończyk

Projekt okładki: Katarzyna Grabowska/&visual.pl

Redaktor prowadzący: Bożena Zasieczna

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Bogusława Jędrasik

Tekst copyright © Michelle Kaminsky

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-287-1387-1

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2020

FRAGMENT

Wstęp

Odkąd pod koniec dziewiętnastego wieku prasa londyńska uczyniła Kubę Rozpruwacza słynnym na cały świat, seryjni mordercy nas fascynują i przerażają. Myśl o nich nieraz prześladuje nasze umysły i trudno się temu dziwić. Tych potworów z życia wziętych, często nie sposób rozpoznać – ot, żyją zwyczajnie, nie różniąc się od pozostałych niczym poza skrytym zamiłowaniem do wynajdywania ofiar i mordowania mężczyzn, kobiet, dzieci lub wszystkich wymienionych.

Począwszy od Jeffreya Dahmera, kanibala przechowującego kawałki ciał ofiar, a skończywszy na Aileen Wuornos, sprawczyni męskiego pokotu na florydzkim odcinku autostrady międzystanowej 75, samo życie dostarcza nam historii tak dziwnych, że nie miałby szans wymyślić ich najbardziej nawet kreatywny powieściopisarz.

My zaś, czy to z myślą o lepszym poznaniu sprawców i zapobieżeniu przyszłym mordom, czy to z niezdrowej ciekawości zgłębiamy historie zabójców. Przyglądamy się ich losom, począwszy od (niemal zawsze tragicznego i naznaczonego przemocą) dzieciństwa, poprzez okres, gdy dokonywali swych koszmarnych zbrodni, aż po ich własną śmierć, często wymierzaną przez organ sądowy lub współwięźniów.

Jakikolwiek jest powód, dla którego chcecie się dowiedzieć więcej o seryjnych mordercach, ta książka pomoże wam w tym, a jej formuła – sto pięćdziesiąt pytań i odpowiedzi – pozwoli wam dawkować nową wiedzę stosownie do wytrzymałości waszych żołądków. Czytając dalej, nie tylko zanurzycie się głębiej w sprawy niektórych spośród najsłynniejszych na świecie seryjnych zabójców, ale i poznacie przypadki słabiej nagłośnione, niemal dziś zapomniane.

Pora zaryglować drzwi, sięgnąć po ulubiony napój, usiąść wygodnie i poznawać najstraszliwszych ludzi, jakich widział świat.

ROZDZIAŁ 1ZACZNIJMY OD PODSTAW

Pytanie:Kto wymyślił sformułowanie „seryjny zabójca”?

Odpowiedź: Ludzie dopuszczający się wielokrotnego zabójstwa pojawiali się od zawsze, a większość z nas pewnie nawet nie pamięta, jak to było, gdy nie posługiwano się terminem „seryjny zabójca”. Tymczasem nie wszedł on na dobre do współczesnego słownictwa aż do połowy lat siedemdziesiątych XX wieku, kiedy to w akademii policyjnej w angielskim Bramshill wykładał Robert Ressler, specjalizujący się w tworzeniu profilów przestępców dla FBI.

W 1974 roku Ressler przyrównał ciągi gwałtów, morderstw, podpaleń i napadów do przygodowych serii kinowych popularnych w latach trzydziestych i czterdziestych. Przypomnijcie sobie takie legendarne postacie jak: Dick Tracy, Tarzan czy Zorro. Co niedziela pojawiała się kolejna o nich opowieść, ale pewne wątki zawsze pozostawały nierozwikłane, tak aby w kolejnym tygodniu znów przyciągnąć widzów – przeważnie młodych chłopców – przed ekrany kin.

Ressler argumentował, że mordercy recydywiści działają na tej samej zasadzie. Twierdził, że budują napięcie wraz z każdym morderczym „odcinkiem”, nasilając w sobie chęć oddania się po raz kolejny swemu najgłębszemu pragnieniu – być może starając się przy tym czynić swoje zbrodnie coraz doskonalszymi. „Serial” ich zabójstw miałby zatem nie mieć końca, póki sami nie zginą, albo dopóki nie powstrzymają ich organy ścigania.

Nim zaczęto mówić o „seryjnych zabójcach”, dla określenia wielokrotnych zabójstw posługiwano się zazwyczaj pojęciem „mord masowy”. Tak opisane zabójstwa zdawały się jednak mieć charakter znacznie bardziej losowy, nie kojarzyły się z wyrachowanym zazwyczaj seryjnym mordowaniem.

W roku 2014 Harold Schechter, autor kilku pozycji poświęconych zabójcom, natrafił na zapis, będący, jego zdaniem, pierwszym użyciem sformułowania „seryjny zabójca”. Powstał on w latach trzydziestych dwudziestego wieku w Niemczech. Szef berlińskiej policji kryminalnej, Ernst August Ferdinand Gennat, posłużył się wtedy terminem Serienmörder, opisując sprawę Petera Kürtena, „Wampira z Düsseldorfu”. Margaret Seaton Wagner w swojej książce The Monster of Düsseldorf[1] przetłumaczyła to pojęcie jako serial killer (seryjny zabójca).

Odpowiedź na początkowe pytanie nie byłaby jednak pełna, gdybyśmy nie wspomnieli o koledze Resslera, Johnie E. Douglasie, również tworzącym profile przestępców na użytek FBI. Douglas to, obok Marka Olshakera, współautor książki Mindhunter – tajemnice elitarnej jednostki FBI[2]. I tak, zgadza się, oparty na faktach serial Netflixa Mind­hunter czerpie z jego książki i doświadczeń zawodowych, a główny bohater, Holden Ford, wzorowany jest na samym Douglasie. W serialu terminem „seryjny zabójca” jako pierwszy posługuje się Bill Tench – postać wzorowana na Resslerze. Sięga on po to sformułowanie, gdy Ford i on sam uznają, że sprawa Edmunda Kempera wymaga nowej terminologii.

Ressler i Douglas poświęcili zawodowe życie badaniu seryjnych zabójców i pisaniu o nich. Przeprowadzili nie­zliczone indywidualne wywiady z jednymi z najsłynniejszych morderców naszych czasów. Pośród ich rozmówców znaleźli się: Ted Bundy, Jeffrey Dahmer czy Charles Manson. Przeprowadzając wywiady, ich autorzy starali się zgłębić psychologiczny aspekt działań morderców.

Ressler zmarł w roku 2013, Douglas natomiast do dziś bada i opisuje rzeczywiste przestępstwa. Niedawno opublikował książkę The Killer Across the Table: Unlocking the Secrets of Serial Killers and Predators with the FBI’s Original Mindhunter[3]. I tym razem współautorem książki jest Mark Olshaker.

Pytanie:Który kraj wydał najwięcej seryjnych zabójców?

Odpowiedź: Amerykańscy kibice mogą wiwatować, bo odpowiedź brzmi: Stany Zjednoczone! Przykra prawda jest taka, że w tym rankingu żaden kraj nie zbliża się nawet do USA.

Stany Zjednoczone przyznają się – w okresie od roku 1900 do 2016 – do trzech tysięcy dwustu czterech seryjnych zabójców. Dla porównania, zajmująca drugie miejsce stara dobra Anglia wydała ich w tym czasie zaledwie stu sześćdziesięciu sześciu. Tak jest, mistrzowie rachunków – wynik Stanów Zjednoczonych jest tu ponaddwudziestokrotnie wyższy niż kolejnego kraju na podium.

Czy Amerykanie pałają jakąś szczególną żądzą mordu? Doktor Mike Aamodt, szef Centrum Danych o Seryjnych Zabójcach na Uniwersytecie Radford w Wirginii, nie uważa, by tak było. Jego zdaniem dysproporcja pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a pozostałymi krajami jest tu pochodną dwóch czynników. Po pierwsze, ame­rykańska policja i organy ścigania mają wprawę w wykrywaniu morderstw i potrafią powiązać kilka odrębnych wydarzeń z jednym sprawcą. Po drugie, amerykańska praktyka szerokiej dostępności akt ułatwia proces rozwiązywania zagadek kryminalnych. Postępuje on sprawniej, gdy zawarte w dokumentach informacje są ogólnodostępne.

Jako kolejny dowód na to, że Stany Zjednoczone nie są masową wylęgarnią seryjnych zabójców, Aamodt przytacza ogólny wskaźnik zabójstw w tym kraju i porównuje go z danymi dotyczącymi innych państw. Kraina Wuja Sama zajmuje tu miejsce gdzieś w połowie stawki.

Pytanie:W jaki sposób zabijają najczęściej seryjni mordercy?

Odpowiedź: Odpowiedź może was zaskoczyć – jest to sposób robiący wrażenie mało osobistego, niezaangażowanego i pospolitego. Otóż najczęstszym wyborem seryjnych zabójców jest stara dobra broń palna. Spośród około dziesięciu tysięcy morderstw seryjnych, które miały miejsce w Stanach Zjednoczonych od roku 1900 do chwili obecnej, niemal połowy dokonano, strzelając z broni.

Drugą najczęściej stosowaną techniką jest uduszenie poprzez ucisk szyi. Ofiary ginęły w ten sposób z rąk sprawców w dwudziestu dwóch procentach przypadków. Na trzecim miejscu, z wynikiem piętnastu procent, znalazło się pchnięcie nożem.

Kolejne najpopularniejsze odnotowane metody to: uderzenie tępym narzędziem, otrucie, cios siekierą, topienie, uduszenie poprzez zakrycie ust i nosa, podpalenie, wymuszone przedawkowanie oraz przejechanie ofiary pojazdem.

Pośród statystycznie najczęściej stosowanych metod zabijania nie znajdziemy użycia materiałów wybuchowych. Warto jednak wspomnieć o seryjnych zabójcach podkładających bomby z uwagi na panikę, jaką potrafią oni wywołać. Przyzna to każdy, kto przeżył okres działalności George’a „Szalonego Bombiarza” Metesky’ego (Nowy Jork, lata czterdzieste i pięćdziesiąte dwudziestego wieku), Teda „Unabombera” Kaczynskiego (działał na terenie całych Stanów Zjednoczonych w latach 1978–1995), Erica Rudolpha zwanego „Zamachowcem z Parku Olimpijskiego” (Atlanta w stanie Georgia i Birmingham w stanie Alabama, lata 1996–1998) czy Marka Anthony’ego Conditta (Austin w Teksasie, rok 2018).

Pytanie:Jakie są płeć, rasa i poziom inteligencji typowego seryjnego zabójcy?

Odpowiedź: Nie zaskoczy was zapewne, że kolosalna większość zabójców to mężczyźni. Jeśli chodzi o rasę, przeważają biali; jednak nie jest to przewaga miażdżąca – stanowią pięćdziesiąt dwa procent. Na drugim miejscu, z wynikiem czterdziestu procent, plasują się zabójcy czarni. Pozostałe grupy mają tu znikomą reprezentację: Latynosi stanowią pośród amerykańskich seryjnych zabójców siedem procent, osoby pochodzenia indiańskiego jeden procent, natomiast Azjaci mniej niż jeden procent.

Co do inteligencji, rzecz wygląda bardziej pospolicie, niż chcieliby wszyscy ci, którzy próbowali otoczyć seryjnych morderców nimbem złowieszczych geniuszy zbrodni. Rzeczywistość okazuje się tu bardziej przyziemna. Ilorazy inteligencji zabójców rzadko przyprawiają o zawrót głowy. Oczywiście, istnieją wyjątki – Edmund Kemper ze swoim IQ 145 był geniuszem lub osobą bliską geniuszu. Również Ted Bundy miał iloraz inteligencji budzący uznanie. Wynik 124 oznaczał, że był on osobą o tak zwanej inteligencji ponadprzeciętnej. Mówimy tu jednak o przypadkach wyjątkowych, bo średni wynik pośród seryjnych morderców to 94,5. Oznacza to inteligencję „w normie” lub „przeciętną”.

Ciekawe zjawisko zaobserwujemy, gdy przyjrzymy się relacji pomiędzy IQ a preferowaną metodą zabijania. Okazuje się, że najwyższy iloraz inteligencji mieli seryjni zabójcy stosujący materiały wybuchowe. Wynosił on średnio aż 140. Tymczasem, ci którzy zabijali, uderzając tępym narzędziem (wyłączamy tu osoby stosujące równolegle inną metodę) okazali się najmniej inteligentni – przeciętny wynik w tej grupie to 79,1.

Pytanie:Czy pośród seryjnych zabójców znajdziemy tyleż samo kobiet, co mężczyzn?

Odpowiedź: Nic podobnego!

Choć kobiety stanowią nieco ponad połowę ludności Stanów Zjednoczonych, są sprawczyniami tylko około siedemnastu procent seryjnych zabójstw. Daleko tu więc do „równouprawnienia”. Co ciekawe jednak, kobiety są w USA sprawczyniami tylko około dziesięciu procent ogólnej liczby zabójstw. Oznacza to, że przeciętnie amerykańskie kobiety częściej dopuszczają się morderstw wielokrotnych niż innych form zabójstwa. Innymi słowy, jeśli Amerykanka już zabije, to bardziej prawdopodobne jest to, że stanie się seryjną zabójczynią niż to, że tak nie będzie.

Nie dajcie też sobie czasem wmówić, że kobiety to wyłącznie niechętne (bądź wręcz przymuszane) wspólniczki swoich mordujących partnerów. Oczywiście istnieją pary, takie jak zwani „Mordercami z wrzosowisk” Ian Brady i Myra Hindley, które wpisują się w ten stereotyp. Zazwyczaj jednak seryjne morderczynie działają w pojedynkę.

Bywa i tak, że to kobieta jest mózgiem operacji. „Morderczyni z ogłoszenia”[4] Miranda Barbour zwabiła Troya LaFerrarę na parking przy centrum handlowym w środkowej Pensylwanii, by następnie go zabić, korzystając z pomocy swego męża, Elytte’a. Ślub z tym ostatnim wzięła ledwie trzy tygodnie wcześniej. Barbour utrzymywała, że zabiła dwudziestu dwóch mężczyzn w czterech stanach. Tej liczby nigdy oficjalnie nie potwierdzono.

Zazwyczaj jednak seryjne zabójczynie działają same. Stosują przy tym inne metody zabijania niż mężczyźni, a także mordują z innych przyczyn. Kobiety zabijają zwykle osoby, które znają, tymczasem ofiarą mężczyzn padają zazwyczaj osoby przypadkowe.

Przypadek Aileen Wournos, która zabijała mężczyzn poznanych chwilę wcześniej, jest tak naprawdę dość odosobniony. Większość seryjnych zabójczyń popełnia zbrodnie w zupełnie innych okolicznościach. Co dość przerażające, wiele seryjnych zabójczyń sprawowało wobec swoich ofiar funkcję – o ironio – zaufanych opiekunek. W schemat ten wpisują się choćby Waltraud Wagner i jej wspólniczki, pielęgniarki z wiedeńskiego szpitala rejonowego w Linzu.

Przyjrzyjmy się teraz suchym liczbom. Mike Aamodt, specjalista w zakresie statystyk dotyczących seryjnych zabójstw, podaje, że od roku 1910 do chwili obecnej pojawiło się pięćset czternaście seryjnych morderczyń. To dużo, jednak tej liczbie daleko do wynoszącej cztery tysiące dwieście – łącznej liczby seryjnych zabójców płci męskiej.

Czy to możliwe, że seryjne zabójczynie po prostu dużo rzadziej dają się złapać? Czy może być tak, że ich liczba jest w statystykach po prostu mocno niedoszacowana?

A nuż…

Pytanie:Przy ilu zabójstwach zostaje się „seryjnym zabójcą”?

Odpowiedź: Choć sformułowanie „seryjny zabójca” przywodzi na myśl krwawe żniwo i serię mordów ciągnącą się miesiącami, to według FBI seryjnym zabójcą jest każdy, kto popełniając odrębne czyny, zabije więcej niż jedną osobę.

Powyższa definicja nie jest jednak jedyna, jaką ukuto. Przedstawiciele organów ścigania, naukowcy, badacze i specjaliści z dziedziny zdrowia psychicznego proponowali na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat różne ramy dla pojęcia „seryjny zabójca”. Przykładowo, by wpisać się w definicję stosowaną przez FBI dawniej, należało między zabójstwami „odetchnąć”. Tych, którzy nie zrobili sobie takiej „przerwy na odpoczynek”, klasyfikowano jako spree killers, a więc „zabójców w szale” czy też „zabójców w amoku”. Jednakże, począwszy od przeprowadzonego w roku 2005 wewnętrznego sympozjum poświęconego seryjnym zabójstwom, FBI definiuje je jako: „Bezprawne zabicie dwóch lub więcej ofiar przez tego samego sprawcę (sprawców) w ramach odrębnych zdarzeń”.

Biorąca udział w sympozjum „multidyscyplinarna grupa ekspertów” chciała stworzyć prostą, lecz zarazem pojemną definicję na użytek organów ścigania. Sporządzony po sympozjum raport opisuje proces dochodzenia do docelowej definicji jako ciąg bardzo ożywionych dyskusji. Łatwo sobie wyobrazić, że debata na temat wymaganej liczby ofiar musiała być zażarta. Naukowcy i badacze woleli taką liczbę, która uczyni łatwiejszym prowadzenie badań. Przeważyła jednak optyka organów ścigania i argument, że niższa wymagana liczba ofiar da policji większą swobodę przeznaczania środków na ściganie sprawców.

Chwileczkę! Jeśli na początkowe pytanie odpowiedzieliście „przy trzech lub więcej”, również można uznać, że mieliście rację. Obecne amerykańskie prawo federalne jako wymaganą liczbę ofiar podaje trzy. To właśnie od tej liczby począwszy, mówi się o serii zabójstw, a FBI staje się formalnie uprawnione do wsparcia lokalnych organów ścigania w tropieniu sprawcy.

Tak naprawdę można by więc powiedzieć, że odpowiedź na wyjściowe pytanie brzmi: „Zależy, kogo się o to spyta”.

Pytanie:Na jakie cztery główne kategorie dzielą się motywy seryjnych zabójców?

Odpowiedź: Ronald M. Holmes i Stephen Holmes, autorzy książki Serial Murder, wyróżnili w niej dwie kategorie seryjnych zabójców – tych skupiających się na procesie (mordujących powoli, nierzadko przy użyciu tortur) i tych, którzy skupiają się na czynie (tych interesuje sam akt zabójstwa).

W ramach typologii zaproponowanej przez autorów dochodzi następnie do rozbicia każdej z powyższych kategorii na dwie podkategorie. W efekcie otrzymujemy podział seryjnych zabójców na cztery podkategorie odpowiadające ich motywacjom (dwie pośród zabójców skupionych na procesie i dwie wśród tych skupionych na czynie).

Seryjni zabójcy skupieni na procesie

Hedoniści. Ci seryjni mordercy zabijają „dla zabawy” czy też dla dreszczyku emocji. Ich ofiarami są często obce, przypadkowe osoby, którym śmierć zostaje na ogół zadana sprawnie i w sposób pozbawiony podtekstu seksualnego. Modelowym przykładem zabójcy hedonisty był Carl „Coral” Watts, który miał czerpać ze swoich morderczych czynów ogromną przyjemność. Życie straciło z jego rąk od trzynastu do stu kobiet.

W kategorii hedonistów mieszczą się także seryjni zabójcy „kierowani żądzą”, czerpiący rozkosz seksualną z torturowania swoich ofiar czy nawet z ich okaleczania. Tak właśnie można określić Jelenę Łobaczewą z Rosji. Zabiła ona na ulicach Moskwy czternaścioro bezdomnych, a po zatrzymaniu zeznała, że: „Dźganie przypadkowymi ruchami ciała umierającego człowieka dostarczało jej… przyjemności porównywalnej z tą, którą czerpie się z seksu”. Łobaczewa przechowywała także zdjęcia okaleczonych ciał swoich ofiar.

Jako hedonistów klasyfikuje się także „zabójców dla zysku”, którzy po prostu mordują dla pieniędzy. Przykładem mogą być tu mafijni cyngle czy „czarne wdowy”, kobiety mordujące mężów lub partnerów po to, by odziedziczyć po nich pieniądze czy majątek.

Żądni władzy. Mówimy tu o seryjnych zabójcach będących często psychopatami, ale niedoświadczających zaburzeń psychotycznych. Osoby takie dążą do kontroli i dominacji. Zabójcy z tej podgrupy często dopuszczają się gwałtu, ponieważ jest on wyrazem dominacji nad ofiarą. Za zabójców żądnych władzy uznaje się też „anioły śmierci”, czyli opiekunów mordujących pacjentów w domach opieki. Wyrazem żądzy władzy jest u nich chęć zapanowania nad życiem i śmiercią drugiego człowieka.

To żądza władzy w dużym stopniu motywowała Teda Bundy’ego, choć widoczna była też u niego hedonistyczna żądza rozkoszy. Bundy modelowo wpisuje się w jeden ze schematów najbardziej typowych dla zabójców żądnych władzy – skrywał się za „maską normalności” (zwaną też czasem „maską poczytalności” lub „maską zdrowia psychicznego). Pojęcie to stworzył w roku 1941 psychiatra Harvey Cleckley. Opisał nim osoby, które na pozór wydają się uprzejme, ujmujące, charyzmatyczne, i ogólnie robią wrażenie prawych obywateli.

Seryjni zabójcy skupieni na czynie

Wykonujący misję.To seryjni zabójcy biorący na cel określoną grupę. W wielu przypadkach tą grupą bywali: czarnoskórzy, prostytutki, bezdomni czy homoseksualiści. Zabójcy, o których tu mowa, uważają, że pewne grupy społeczne to element niepożądany, niezasługujący na to, by żyć. Jelena Łobaczewa, wspomniana wyżej zabójczyni wiedziona żądzą seksualną, mieści się jednocześnie i w tej kategorii.

Pomiędzy rokiem 1977 a 1980 biały supremacjonista i były członek Ku-Klux-Klanu Joseph Paul Franklin wziął na muszkę czarnoskórych na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Zabił przy użyciu karabinu snajperskiego ponad piętnaście osób, a kilka kolejnych ranił. Misją Franklina było powstrzymanie „mieszania się ras”, które uważał za „grzech wobec Boga i natury”.

Wizjonerzy.Zabójcy wizjonerzy mają przeważnie zaburzenia psychotyczne. Mordują wiedzeni wizjami lub wykonując polecenia głosów, które słyszą. Podczas procesu cierpiącego na schizofrenię paranoidalną Herberta Mullina jego adwokat w mowie początkowej poinformował przysięgłych, że jego klient jest „najzwyczajniej całkowicie obłąkany”. Mullin – wyjaśnił prawnik – słyszał głosy nakazujące mu zabijać ludzi na ofiarę, aby zapobiec trzęsieniom ziemi.

Pytanie:Czy większość seryjnych zabójców jest formalnie niepoczytalna?

Odpowiedź: Nie. Choć wielu seryjnych zabójców jest chorych psychicznie, bardzo nieliczni spełniają prawne kryteria niepoczytalności. W praktyce nie jest to nawet często podnoszona w procesach seryjnych zabójców linia obrony.

Gdy linią obrony jest niepoczytalność oskarżonego, ten przyznaje się do zarzucanych mu czynów, twierdząc jednak zarazem, że nie może być uznany za winnego z uwagi na chorobę psychiczną. W wielu systemach prawnych, by uniknąć odpowiedzialności karnej, zasłaniając się niepoczytalnością, oskarżony musi wykazać, że nie mógł wiedzieć, czego się dopuszcza ani że było złe to, co robił. Jest to wymóg bardzo trudny do spełnienia nawet wtedy, gdy oskarżony cierpi na klinicznie zdiagnozowaną chorobę psychiczną. Tym samym taka linia obrony rzadko okazuje się skuteczna. Jeffrey Dahmer i John Wayne Gacy starali się bronić, wskazując na niepoczytalność, i obaj zostali ostatecznie skazani.

Mówiąc o ogólnej nieskuteczności obrony poprzez sugestię niepoczytalności, warto wspomnieć o jednym, istotnym wyjątku. Był nim przypadek Eda Geina. Został on początkowo uznany za niezdolnego do uczestnictwa w procesie, jednak dziesięć lat później proces się odbył. W sprawie zabójstwa Berenice Worden z roku 1957 Gein został uznany za winnego, ale i formalnie niepoczytalnego. Resztę życia spędził w centralnym szpitalu stanowym w Waupun w stanie Wisconsin.

Zdolność do uczestnictwa w procesie sądowym to odrębne zagadnienie prawne. Chodzi tu o określenie, czy dana osoba jest umysłowo zdolna zrozumieć toczące się przeciw niej postępowanie i wesprzeć własną obronę. Zdolność taką orzeka się często również w przypadku oskarżonych, u których zdiagnozowano co najmniej jedną chorobę psychiczną.

Za przykład może posłużyć tu seryjny zabójca David Berkowitz zwany „Synem Sama”. Choć raport psychiatryczny potwierdzał, że cierpi on na urojenia paranoidalne, uznano go za zdolnego do uczestniczenia w procesie. Inna rzecz, że żaden proces nie miał oczywiście miejsca, bo Berkowitz od razu przyznał się do winy. Zrobił to wbrew zaleceniom swojego adwokata, który zamierzał sugerować jego niepoczytalność. Cóż, statystycznie rzecz biorąc, taka obrona i tak okazałaby się pewnie nieskuteczna.

Pytanie:Jakie elementy składają się na triadę Macdonalda?

Odpowiedź: Triadę tworzą trzy elementy, które psychiatra sądowy J.M. Macdonald uznał za najpoważniejsze prognostyki przyszłych brutalnych zachowań. Są to: podpalanie, enureza (moczenie się) oraz okrucieństwo wobec zwierząt.

Swoje wnioski opisał Macdonald w tekście opublikowanym w roku 1963 w „American Journal of Psychiatry”. Artykuł nosił tytuł A Threat to Kill[5], a ustalenia Macdonalda oparte były na analizie porównawczej setki pacjentów Colorado Psychopatic Hospital w Denver. Czterdzieścioro ośmioro z nich miało zaburzenia psychotyczne, a pięćdziesięcioro dwoje nie. Wszyscy grozili komuś kiedyś śmiercią, ale nikt z setki pacjentów nie dokonał zabójstwa.

Trzy lata po publikacji artykułu Daniel S. Hellman i Nathan Blackman zweryfikowali teorię triady na próbie osiemdziesięciu czterech więźniów. Ich ustalenia zdawały się potwierdzać wnioski, do których doszedł Macdonald.

W ciągu niemal sześćdziesięciu lat, które minęły, odkąd Macdonald nagłośnił swoje ustalenia, triada stała się często powielanym składnikiem nauczania kryminologii i psychologii. Mało tego! Wspominają o niej nawet bohaterowie serialu Prawo i porządek: sekcja specjalna.

A jednak, jest to teoria błędna.

Sam Macdonald wyraził wątpliwości co do niej w swojej książce Homicidal Threaths[6] z roku 1968. Następnie, bardziej rygorystyczna weryfikacja naukowa wykazała, że nie sposób udowodnić korelacji pomiędzy triadą a morderczymi skłonnościami. W swojej książce z roku 2001 zatytułowanej Base Instincts: What Makes Killers Kill?[7] neurolog Jonathan H. Pincus dowodzi, że występowanie elementów triady wskazuje jedynie, iż dana osoba doznała maltretowania w dzieciństwie. Nie jest to natomiast zwiastun brutalnych zachowań.

Oczywiście, u wielu seryjnych zabójców napotkamy elementy triady. Przykładowo, Edmund Kemper był okrutny wobec zwierząt, a Andriej Czikatiło moczył się w nocy. Jest jednak wiele dzieci, które przejawiają takie zachowania, a wcale nie zostają seryjnymi zabójcami.

Tym, którzy chcieliby dowiedzieć się na ten temat więcej, znakomity przegląd sprawy da praca Kori Ryan z roku 2009 zatytułowana The Macdonald Triad: Predictor of Violence or Urban Myth[8]. Uwaga, zdradzam zakończenie! Ryan uznała, że „empiryczne dowody na słuszność teorii są słabe”.

Na szóstkę zasłużyli ci, którzy wiedzieli, że triada Macdonalda bywa także nazywana „triadą mordercy”, „triadą Hellmana i Blackmana” oraz „triadą socjopatii”.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

[1] Ang. „Potwór z Düsseldorfu” (przyp. tłum.).

[2] Wydał Społeczny Instytut Wydawniczy „Znak”, Kraków 2017, przekład Jacek Konieczny.

[3] Ang. Przy stole z mordercą: jak pionierzy behawiorystyki w FBI odkrywali sekrety seryjnych zabójców i drapieżców.

[4] Ang. „Craigslist killer” – Craigslist to amerykański internetowy serwis drobnych ogłoszeń (przyp. tłum.).

[5] Ang. „groźba zabójstwa” (przyp. tłum.).

[6]  Ang. „Groźby mordu” (przyp. tłum.).

[7]  Ang. „Nikczemny instynkt. Co sprawia, że zabójcy zabijają? (przyp. tłum.).

[8] Ang. „Triada Macdonalda: zwiastun przemocy czy miejska legenda?” (przyp. tłum.).

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz