Scooby-Doo! I Szalejący Wiking - James Gelsey - ebook + książka

Scooby-Doo! I Szalejący Wiking ebook

James Gelsey

4,6
9,99 zł

lub
Opis

Zabawa w "Krainie Szczęśliwej Sally" – nowym parku rozrywki, nie ma równych sobie w żadnej wiosce indiańskiej w Ameryce. Scooby i Kudłaty coś o tym wiedzą! Zaliczyli już kilka atrakcji, a teraz nie mogą się doczekać przejażdżki Perłą Północy, najnowocześniejszą i najszybszą kolejką górską na świecie. Ale co tu robi ten Wiking? Czyżby oszalał? Sieje spustoszenie i przegania z parku wszystkich gości! Nie, Tajemnicza Spółka nie może pozwolić na zamknięcia na zawsze "Krainy Szczęśliwej Sally"! Do dzieła, detektywi!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 33

Oceny
4,6 (40 ocen)
26
11
3
0
0

Popularność




Rozdział 1

Wehikuł Tajemnic pędził autostradą w kierunku „Krainy Szczęśliwej Sally”, nowego parku rozrywki otwartego tuż za miastem.

Nagle z tyłu furgonetki dobiegł jakiś dziwny dźwięk, przypominający strzelający korek od szampana.

– O rany! – wykrzyknęła Velma. – Wygląda, że złapaliśmy gumę.

– Oby nie – zawołała Daphne. – Nie chciałabym się spóźnić na otwarcie kolejki górskiej w „Krainie Szczęśliwej Sally”.

– Sprawdzę, co się tam dzieje – powiedział Fred, ostrożnie hamując. Zjechał na pobocze, wysiadł i poszedł na tył wehikułu. Chwilę później wskoczył z powrotem do samochodu i włączył silnik.

– Opony są w porządku – zameldował. – Nie wydaje się też, żeby coś było nie tak z tłumikiem. Musieliśmy przejechać przez coś leżącego na szosie.

Fred wrócił na pas i ruszyli w dalszą drogę. Po chwili jednak rozległ się taki sam odgłos jak poprzednio. Ale tym razem nastąpił po nim jakiś inny dźwięk.

– Che-che-che-che-che – chichotał Scooby.

Daphne i Velma obróciły się jak na komendę.

– Ej, co wy tam wyprawiacie? – spytała Velma.

Kudłaty wyjrzał zza fotela, a z ust zwisało mu coś zielonego.

– Ten, solki, dłuzyno – powiedział, sepleniąc. Wypluł to coś zielonego i mówił dalej: – Scooby i ja widzieliśmy zdjęcia ludzi niosących balony w kształcie zwierząt i postanowiliśmy zrobić takie same. Ale za każdym razem, kiedy próbuję powyginać balony, one pękają.

– No wiecie co?! – zawołała Velma, przewracając oczami. – Do tego potrzebne są specjalne balony.

– Velma ma rację – potwierdziła Daphne. – Potrzebne są długie i cienkie balony. A poza tym, to gdzie widzieliście zdjęcia ludzi z takimi balonami?

– A tu – odparł Scooby i wręczył Daphne prospekt. Daphne rozłożyła go i przestudiowała wszystkie zdjęcia po kolei.

– Zaraz, zaraz... nie widzę nikogo, kto by miał taki balon – powiedziała.

– No przecież tutaj jest – oznajmił Kudłaty, pokazując palcem. – Ten mały szkrab.

Daphne zmrużyła oczy i uważniej przyjrzała się fotografii. No i rzeczywiście w prawym górnym rogu maszerowała mała dziewczynka, która w ręku trzymała balonik w kształcie psa.

– Czy te baloniki to jest to, czego oczekujecie po wizycie w „Krainie Szczęśliwej Sally”? – zawołał Fred z przedniego siedzenia. – Wujek Daphne nie po to załatwił nam VIP-owskie wejściówki na pokaz przedpremierowy, żebyśmy mogli pobawić się balonikami w kształcie zwierząt.

– Fred ma rację – stwierdziła Daphne. – Będziemy pomagać przy testowaniu nowych środków lokomocji, takich jak kolejka Perła Północy.

– Dla mnie to brzmi jak zimna nawałnica – zażartował Kudłaty.

– A tak poważniej, Perła Północy jest największą kolejką górską w kraju – powiedziała Velma.

– To jest kolejka górska? – szczeknął Scooby i uśmiech od ucha do ucha pojawił się na jego twarzy.

– My uwielbiamy kolejki górskie! – wykrzyknął Kudłaty.

– Hej, chłopaki, mówimy o Perle Północy – największej i najszybszej kolejce górskiej na świecie, to poważna sprawa – wyjaśniła Velma.

– Nie mówiąc już, że strach do niej wsiąść – dodał Fred.

– Nie ma na świecie takiej kolejki, która by mogła przestraszyć mnie i Scooby’ego – odparł nieustraszony Kudłaty. – Prawda, Scooby?

– Jasne – warknął Scooby.

Fred, Daphne i Velma popatrzyli po sobie, po czym Daphne zwróciła się do Scooby’ego i Kudłatego:

– No to super, wobec tego będziecie jednymi z pierwszych, którzy przejadą się Perłą Północy – powiedziała. – No chyba, że będziecie woleli bawić się balonikami w kształcie zwierząt.

– Skoro mowa o balonikach – wtrącił Fred, pokazując coś przez przednią szybę – patrzcie na te.

W oddali, wysoko na niebie, widać było setki kolorowych balonów.

– Pewnie zbliżamy się do celu – zauważyła Velma. – To jest prawdopodobnie część powitania.

– No, powitanie jest rzeczywiście imponujące – zgodziła się Daphne. – Ale to dziwne, że puścili jeden ze swoich firmowych balonów.

Rzeczywiście. Olbrzymi balon w kształcie wikinga leciał wysoko za innymi. Z boku miał przyczepiony kawałek materiału.

– Patrzcie, wygląda na to, że ten wiking za chwilę zgubi pas – powiedział Kudłaty.

– To jest banner, a nie pas – poprawiła go Velma. – Prawdopodobnie banner powitalny.

– Jeżeli masz rację, to jest to najdziwniejsze powitanie, jakie kiedykolwiek widziałam – stwierdziła Daphne.

– Dlaczego? Możesz przeczytać ten napis? – poprosił Fred.

– Strzeżcie się! – przeczytała Daphne.