Scooby-Doo! I Śnieżny Potwór - James Gelsey - ebook

Scooby-Doo! I Śnieżny Potwór ebook

James Gelsey

4,3
9,99 zł

lub
Opis

Ferie zimowe w górach, to nie lada frajda! Snowbordowy ślizg i narciarski szus po ośnieżonych stokach dla jednych, wypas przed kominkiem i popijanie gorącej czekolady dla drugich. Ale dla przebywających w schronisku „Pod Wielką Jodłą” Scooby'ego-Doo, Freda i ich przyjaciół feeryjna beztroska stopniała równie szybko, jak bałwan na słońcu. Pojawienie się śnieżnego potwora postawiło do pionu charyzmatycznych detektywów z Tajemniczej Spółki. Co tu właściwie robi ten złowrogi stwór? Skąd się wziął i jaka kryminalna zagadka kryje się za jego poczynaniami?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 32

Popularność




Rozdział 1

– Hej, Scooby, mógłbyś chuchać winną stronę? – poprosił Fred. – Szyba całkiem zaparowała, aprzez ten sypiący bez przerwy śnieg itak ledwo widzę drogę.

Wehikuł Tajemnic sunął po zaśnieżonej górskiej drodze wkierunku Jodłowej Góry. Scooby siedział na przednim siedzeniu, wciśnięty między Velmę iDaphne.

–O rany, ile tu śniegu! Wygląda, jakby padało od tygodnia – zawołała Velma.

–No to super! – ucieszyła się Daphne. – Wybraliśmy się na narty wnajlepszym momencie.

–Założę się, że trasy będą świetnie przygotowane – dodał Fred.

Nagle samochód gwałtownie zahamował. Na środku drogi, tuż przed maską Wehikułu Tajemnic, stał wielki włochaty stwór. Podniósł kudłate łapska, zamachał nimi, apotem odwrócił się gwałtownie iuciekł do lasu.

–Wszyscy cali? – zapytał Fred.

–O rety! Co to było? – odezwał się ztylnego siedzenia Kudłaty.

–Nie mam pojęcia – odparł Fred.

–Moim zdaniem to był jakiś człowiek – powiedziała Daphne.

–Chyba raczej niedźwiedź – zaprotestowała Velma.

–Może to był po prostu zabłąkany narciarz szukający baru zgorącymi przekąskami? – rzucił Kudłaty.

–Ktokolwiek to był, już sobie poszedł – powiedział Fred. – Ze względu na pogodę proponuję, żebyśmy jechali dalej.

–Masz rację – zgodziła się Daphne. – Zbliża się noc, azawierucha nie ustaje.

–Jak daleko jeszcze do schroniska? – zwrócił się Fred do Velmy.

Velma, ściśnięta przez Scooby’ego iDaphne, nie miała miejsca na rozłożenie mapy.

–Słuchaj, Scooby, to siedzenie nie było zaprojektowane zmyślą odwóch osobach ipsie twoich rozmiarów – powiedziała Velma.

–Z tyłu koło Kudłatego jest mnóstwo miejsca – dodała Daphne.

–Nigdzie się stąd nie ruszę – oświadczył Scooby.

–A jeśli dam ci za to scoobychrupkę? – zapytała Velma.

–Nie ma mowy – Scooby pokręcił głową.

–A dwie scoobychrupki? – kusiła Daphne.

–Nic ztego – Scooby pozostawał nieugięty.

–A trzy? – zapytał Fred.

–Dajcie spokój – odparł Scooby ismutnym wzrokiem patrzył przez okno. Od czasu do czasu wystawiał język iprzecierał zamgloną szybę, żeby lepiej widzieć, co się dzieje na zewnątrz.

–Co ztobą, Scooby? – zaniepokoił się Fred.

Głowa Kudłatego pojawiła się między przednimi siedzeniami.

–Scooby jest na mnie wściekły, ponieważ nazwałem go tchórzliwym kotem – wyjaśnił.

–Dlaczego to zrobiłeś? – zapytała Daphne.

–Bo powiedział, że woli siedzieć wschronisku, niż jeździć na nartach – odparł Kudłaty.

–No ico ztego?! – oburzyła się Velma. – Przecież wiele osób jeździ wgóry właśnie po to, aby posiedzieć wschronisku. Mogą wygrzewać się przy kominku, owinięci wciepły wełniany koc, ipopijać gorącą czekoladę.

Kudłatemu zaświeciły się oczy:

–Wspomniałaś coś oczekoladzie?

Velma kiwnęła głową.

–Przyjacielu – powiedział Kudłaty – jeśli siedzenie wschronisku ipopijanie gorącej czekolady sprawia, że można kogoś nazwać tchórzliwym kotem, to mogę powiedzieć tylko jedno…

–Co takiego? – zainteresowała się Daphne.

–Miauuu! – odparł Kudłaty.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a udobruchanyScooby wskoczył na tylne siedzenie iusadowił się obok Kudłatego.

Velma wreszcie miała dość miejsca, aby rozłożyć mapę.

–Schronisko jest może ze dwa kilometry stąd, powinniśmy tam dojechać wkilka minut – oświadczyła po chwili.

–No to nasz narciarski weekend za chwilę się zacznie! – ucieszył się Fred.

–Weekend gorącej czekolady popijanej przed kominkiem – sprostował Kudłaty.

–Weekend spokojnego wypoczynku wgórach – podsumowała Daphne.

Rozdział 2

Kiedy Wehikuł Tajemnic zatrzymał się przed schroniskiem „Pod Wielką Jodłą” iwygramoliła się zniego paczka przyjaciół, śnieg nadal sypał tak gęsto, że ledwo można było dostrzec czubek własnego nosa. Brodząc po kolana wzaspach, zmęczeni podróżnicy dotarli do drzwi wejściowych.

Wśrodku powitał ich ogień wesoło trzaskający wolbrzymim kominku. Przed nim rozstawione były wygodne sofy ifotele, aobok o