Scooby-Doo i skarb zombi - James Gelsey - ebook

Scooby-Doo i skarb zombi ebook

James Gelsey

4,3
9,99 zł

lub
Opis

Na wczasach na kempingu Zakręt Skarbów trudno mówić o spokojnym wypoczynku. W okolicznych lasach kręci się zbyt wielu ludzi. Dla Tajemniczej Spółki nie ulega wątpliwości, że obozowisko ukrywa jakąś tajemnicę. Ale jaką? Czy ma ona jakiś związek z opuszczoną kopalnią złota, której zagubione tunele muszą się jeszcze znajdować gdzieś głęboko pod polem namiotowym? A może są z nią związane niedawne napady rabunkowe, które miały miejsce w okolicznych miasteczkach? Zagadka w sam raz na miarę Scooby-Doo i jego przyjaciół.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 30

Oceny
4,3 (41 ocen)
21
11
8
1
0

Popularność




Rozdział 1

Fred wziął ostry zakręt, byominąć wielką dziurę, która niespodziewanie pojawiła się przed Wehikułem Tajemnic najezdni, awtedy misternie upakowany sprzęt kempingowy zwalił się nasiedzących natylnym siedzeniu Kudłatego iScooby’ego. Łups! Pochwili rozległ się zduszony jęk:

–Auuuuuuuuuuuuuaaaa!

–Żyjecie? – zapytała zaniepokojona Daphne.

–Chyba tak – odparł Kudłaty, wygrzebując się spod stosu karimat iśpiworów. – Tylko niemogę znaleźć Scooby’ego. Pewnie jestpod tymi plecakami. Hej, Scooby-Doo, jesteś tam? – zawołał, podnosząc kolejne plecaki itorby. Pod rozwiniętym namiotem coś się poruszało. Kudłaty uniósł jego brzeg iujrzał Scooby’ego, który najspokojniej wświecie objadał się zawartością wielkiego piknikowego kosza.

–Awłaściwie topocomamy gdziekolwiek jechać, skoro tutaj jesttyle dobrych rzeczy – zauważył filozoficznie Kudłaty iprzyłączył się doucztującego przyjaciela.

–Moglibyście trochę poskładać te rzeczy – zwrócił się Fred dozajętych konsumpcją przyjaciół. – Zachwilę będziemy nakempingu.

–No ibylibyśmy wam wdzięczni, gdybyście zostawili trochę jedzenia także dla nas – dodała Velma.

–Spoko, zjemy tylko pizzę – odparł Kudłaty.

–Nieprzypominam sobie, żebym pakowała pizzę – zdziwiła się Daphne.

–My jązabraliśmy – powiedział dumnie Kudłaty. – Niesądziłaś chyba, żebędziemy jeść te twoje warzywne paskudztwa?

–Dajcie spokój ilepiej usiądźcie – przerwał im Fred – bojezdnia zrobiła się dość wyboista.

Wehikuł Tajemnic zjechał właśnie zszosy wbrukowaną drogę, naktórej było pełno kałuż.

Niedawno musiało padać.

– Jesteście pewni, żedobrze jedziemy? – zaniepokoiła się Daphne.

–Najzupełniej – odparła Velma. – Według tego przewodnika Zakręt Skarbów jestkilka kilometrów stąd. Tadroga jestbardzo stara, ma ponad sto lat ipewnie dlatego tak wygląda.

–No tak, przecież dziś nikomu bysię niechciało układać obok siebie tylu kamieni – zauważył Kudłaty.

–Tędrogę zbudowali ludzie, którzy odkryli złoża złota – przeczytała Velma zprzewodnika. – Kemping, naktóry jedziemy, zawdzięcza swą nazwę właśnie tej drodze. Wiedzie ona dostarej kopalni złota, która znajduje się tuż zakempingiem.

–Ciekawa jestem, czymożna tam jeszcze znaleźć jakieś złoto – zastanawiała się głośno Daphne.

–Wątpię. Tękopalnię zamknięto wiele lat temu, adroga prowadzi obecnie tylko dokempingu.

Zaledwie Velma topowiedziała, wielki czarny samochód wyprzedził Wehikuł Tajemnic. Pędzący pojazd wjechał wkałużę iochlapał błotem minibus Tajemniczej Spółki.

–Orety, najwyraźniej bardzo mu się spieszy – powiedziała Velma.

–Tak, ima wnosie innych – dodał Kudłaty. – Spójrzcie, nasze okno jestcałe wbłocie.

Fred zatrzymał Wehikuł Tajemnic napoboczu iwłączył wycieraczki. Pochwili pozbyli się błota przynajmniej zprzedniej szyby.

Gdy mieli jużruszać, zatrzymał się obok nich samochód policyjny. Kierowca otworzył okno.

–Witam! – powiedział policjant. – Wszystko wporządku?

–Tak, proszę pana – odparł Fred. – Musiałem tylko oczyścić szybę zbłota.

–Cowas sprowadza wte strony? – zainteresował się policjant.

–Jedziemy nakemping – odparła Daphne. – DoZakrętu Skarbów.

–Toładne miejsce, alelepiej uważajcie nasiebie – powiedział funkcjonariusz. – Nazywam się Flugel. Jestem tutejszym szeryfem – przedstawił się. – Dostaliśmy informację, żenanaszym terenie ukrywa się złodziej biżuterii. Wciągu kilku ostatnich tygodni wokolicznych miasteczkach dokonał paru napadów.

–Czyten człowiek jestniebezpieczny? – zaniepokoiła się Velma.

–Zezłodziejami nigdy nic niewiadomo – odparł policjant.

–Dzięki zaostrzeżenie – powiedział Fred.

Policjant zamknął okno iodjechał.

–No icorobimy? – zapytał Kudłaty. – Pizza się kończy.

– Myślicie, żepowinniśmy jechać naten kemping? – zapytała Daphne.

–Wydaje misię, żełatwiej byłoby powstrzymać chłopaków odzjedzenia naszych wszystkich zapasów, niż spotkać natym pustkowiu złodzieja biżuterii – stwierdziła Velma.

–Velma ma rację – przyznał Fred. – Zatem jedźmy dalej.