Psychowzroczność - Daniel J. Siegel - ebook

Psychowzroczność ebook

Daniel J. Siegel

4,0

12 osób interesuje się tą książką

Opis

Daniel J. Siegel, profesor psychiatrii i autor ceniony przez czytelników na całym świecie, na bazie swoich doświadczeń zawodowych stworzył pojęcie „psychowzroczności” do opisania innowacyjnej metody połączenia neurologii z praktyką psychoterapeutyczną.

Psychowzroczność jest formą skoncentrowanej uwagi, która umożliwia dostrzeżenie wewnętrznego sposobu funkcjonowania naszego umysłu. Jest jak siódmy zmysł, który pozwala nam zajrzeć w głąb siebie. W jaki sposób Psychowzroczność przydaje się w codziennym funkcjonowaniu?

– pomaga nie wpaść w pułapki procesów mentalnych,
– umożliwia nazwanie i poskromienie trudnych uczuć,
– ułatwia przekształcanie wewnętrznych doświadczeń.

Psychowzroczność jest formą wiedzy, którą każdy może pogłębiać, bez względu na przeszłość. Wykorzystując m.in. historię konkretnych przypadków ze swojej praktyki klinicznej, autor demonstruje, jak stosować Psychowzroczność do rozwiązywania wielu problemów psychologicznych i międzyludzkich, począwszy od zaburzeń o charakterze lękowym, a skończywszy na utrwalonych schematach zachowań.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 511

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Książkę dedykuję dwom cudownym istotom, które nazywają mnie tatą

a także

moim pacjentom, obecnym i dawnym,

którzy wiele mnie nauczyli o odwadze i zdolności przemiany.

Wszystkie możliwe do identyfikacji detale, włączając nazwy własne, zostały zmienione, poza tymi, które identyfikują członków rodziny autora. Ta książka nie zastąpi fachowej porady.

Daniel J. Siegel

Psychowzroczność. Jak dzięki nowej wiedzy o umyśle i empatii wprowadzać pozytywne zmiany w życiu

Tytuł oryginału: Mindsight: The New Science of Personal Transformation

Przekład: Piotr Budkiewicz

Copyright © 2010 by Mind Your Brain, Inc.

All rights reserved

This translation is published by arrangement with Bantam Books, an imprint of Random House, a division of Penguin Random House LLC

„Mindsight” is a trademark of Mind Your Brain, Inc.

Copyright for this edition © 2021 by Mamania, an imprint of Grupa Wydawnicza Relacja, sp. z o.o.

ISBN 978-83-66750-38-8

Wydawnictwo Mamania

ul. Łowicka 25 lok. P-3

02-502 Warszawa

www.mamania.pl

Przedmowa

U podstaw kluczowych przełomów w psychologii leżą oryginalne myśli, które nieoczekiwanie pozwalają ludziom ujrzeć ich doświadczenia z nowej perspektywy, co ujawnia ukryte schematy skojarzeń. Freudowska teoria nieświadomości oraz darwinowski model ewolucji nieustająco pomagają nam zrozumieć wyniki odkryć dotyczących najnowszych badań ludzkiego zachowania, jak również pojąć część tajemnic codziennego życia człowieka. W podobny sposób działa stworzona przez Daniela Siegla teoria psychowzroczności, opisująca charakterystyczną dla mózgu zdolność rozumienia oraz empatii. Dzięki autorowi dostrzegamy sens w chaosie naszych emocji, niekiedy irytujących i zawiłych.

Umiejętność poznania własnego umysłu, a także orientacja w wewnętrznym świecie innych osób mogą być wyjątkowe dla człowieka i stanowić klucz do prawidłowego funkcjonowania serc i rozumów. Sam badałem to terytorium przy okazji pracy nad inteligencją emocjonalną i społeczną. Samoświadomość i empatia, podobnie jak samokontrola i zachowania społeczne, są nieodzowne dla osiągnięcia życiowego sukcesu. Doskonałe opanowanie tych zdolności pomaga ludziom dobrze radzić sobie w związkach, w życiu rodzinnym, w małżeństwie, a także w pracy i na kierowniczych stanowiskach.

Z tych czterech kluczowych dla życia umiejętności samoświadomość jest podstawą. Bez uważnej obserwacji swoich emocji nie zdołamy przystosować się do kierowania nimi, niczego też one nas nie nauczą. Ktoś, kto nie korzysta z własnych doświadczeń, ma trudności z rozumieniem doświadczeń innych osób. Starałem się dowieść, że satysfakcjonujące kontakty z ludźmi zależą od płynnej interakcji samoświadomości, samokontroli i empatii. Doktor Siegel sprowadza dyskusję na nowe tory, opisuje te elementy w powiązaniu z psychowzrocznością i przedstawia nieodparte dowody na jej zasadniczą rolę w życiu człowieka.

Jako utalentowany i wrażliwy klinicysta, a zarazem znakomity syntetyk wyników badań układu nerwowego i rozwoju dziecka, doktor Siegel przeciera szlaki. Od wielu lat odkrywa nowe terytoria, opisuje mózg, psychoterapię oraz wychowanie dzieci, a jego seminaria dla specjalistów cieszą się niebywałą popularnością.

Siegel przypomina, że mózg to organ społeczny. Koncepcja psychowzroczności jest zasadnicza dla „neurobiologii interpersonalnej”, której podwaliny stworzył doktor Siegel. Ten dwustronny wgląd w procesy zachodzące w mózgu pozwala nam zrozumieć, jakie znaczenie neurologiczne mają nasze codzienne interakcje i jak kształtują połączenia nerwowe. To rodzice przyczyniają się do rzeźbienia rozwijającego się mózgu dziecka, więc ci harmonijnie dostrojeni, empatyczni i obdarzeni psychowzrocznością są niezbędni do sprawnego funkcjonowania zdrowego umysłu. Tego typu rodzicielstwo sprzyja kształtowaniu się u dziecka tej samej, niesłychanie ważnej psychowzroczności.

Psychowzroczność scala trójkąt łączący związki, umysł oraz mózg. Podczas przepływu energii i informacji pomiędzy tymi elementami tworzą się kształtujące je schematy – mamy tu na myśli także cały układ nerwowy, będący przedłużeniem mózgu. To holistyczna wizja w pełnym znaczeniu tego słowa, gdyż dotyczy całej naszej istoty. Dzięki psychowzroczności możemy lepiej poznać fundamentalny dla umysłu prąd energii i informacji, a w rezultacie skuteczniej nim pokierować.

Osiągnięcia zawodowe doktora Siegla budzą szacunek. Jako absolwent Uniwersytetu Harvarda jest klinicystą i profesorem psychiatrii na Uniwersytecie Kalifornijskim, członkiem zarządu tamtejszego Ośrodka Badań Świadomości Umysłowej, a także założycielem i dyrektorem Instytutu Psychowzroczności. Warto podkreślić, jak ogromne wrażenie robi osobowość tego rozważnego człowieka, fachowca o doskonałych kwalifikacjach wychowawczych. Doktor Siegel jest ucieleśnieniem własnych nauk.

Specjalistom, którzy pragną pogłębić wiedzę o nowej dziedzinie nauki, gorąco polecam opublikowany w 1999 roku tekst doktora Siegla, poświęcony zagadnieniom interpersonalnej neurobiologii: Rozwój umysłu.Jak stajemy się tym, kim jesteśmy. Bezcennym nabytkiem dla rodziców jest jego książka, napisana wraz z Mary Hartzell: Świadome rodzicielstwo. Wychowaj szczęśliwe dziecko dzięki większej samoświadomości, ale w niniejszej książce znajdują się przekonujące i praktyczne odpowiedzi na pytania nurtujące każdego, kto pragnie czerpać więcej satysfakcji z życia.

Daniel Goleman

autorInteligencji emocjonalnej

WstępSkok do wewnętrznego morza

Każdy z nas ma w sobie własny mentalny świat, który z czasem zacząłem traktować jak wewnętrzne morze. To niezwykle różnorodne miejsce, pełne myśli i odczuć, wspomnień i marzeń, nadziei oraz życzeń. Przetaczają się przez nie burze, kiedy doświadczamy ciemnej strony tych wszystkich cudownych wrażeń i myśli: lęku, smutku, strachu, jak również żalu i przerażenia. Gdy mroczne głębiny wewnętrznego morza zdają się nas wciągać, odnosimy wrażenie, że toniemy. Kto z nas nie czuł się przytłoczony tego rodzaju doznaniami? Czasami są przelotne i spowodowane kiepskim dniem w pracy, kłótnią z ukochaną osobą, napadem zdenerwowania przed zbliżającym się egzaminem lub prezentacją, której mamy dokonać, albo dniem bądź dwoma chandry o bliżej nieokreślonym podłożu. Zdarza się jednak, że znacznie trudniej je wyjaśnić, gdyż pozostają ściśle związane z istotą naszej osobowości i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że moglibyśmy je zmienić. W takim momencie dochodzi do głosu umiejętność, którą nazwałem psychowzrocznością. Kto nauczy się z niej korzystać, będzie miał w ręku prawdziwie transformacyjne narzędzie. Psychowzroczność pozwala uwolnić się od tych schematów funkcjonowania umysłu, które utrudniają nam korzystanie z życia w pełni.

CZYM JEST PSYCHOWZROCZNOŚĆ?

Psychowzroczność to forma skoncentrowanej uwagi, dzięki której możemy dostrzec wewnętrzny sposób funkcjonowania naszego umysłu, a także być świadomi przebiegu procesów mentalnych i nie padać ich ofiarą. Psychowzroczność umożliwia nam wyłączenie indywidualnego autopilota zakorzenionych zachowań i zwyczajowych reakcji. Za jej sprawą przemieszczamy się poza zasięg reaktywnych pętli emocjonalnych, w których wszyscy czasem utykamy. Pozwala nazwać i poskromić doświadczane uczucia, więc nie jesteśmy nimi przytłoczeni. Zastanówmy się nad różnicą dzielącą dwa zdania: „Jestem smutny” i „Czuję smutek”. Choć wydają się podobne, istnieje między nimi głęboka rozbieżność. Mówiąc: „Jestem smutny”, dokonujemy swoistej autodefinicji, która bardzo nas ogranicza. Stwierdzenie: „Czuję smutek” sugeruje, że rozpoznajemy w sobie dane uczucie, a jednocześnie jesteśmy świadomi, co robić, żeby nie dać się mu pochłonąć. Umiejętność ogniskowania uwagi, która jest elementem psychowzroczności, umożliwia nam dostrzeżenie i zaakceptowanie tego, co w sobie skrywamy. Z kolei dzięki akceptacji możemy zignorować problem i w końcu odpowiednio go przeobrazić.

O psychowzroczności można także myśleć jak o wyjątkowym obiektywie, przez który widzimy umysł znacznie dokładniej niż wcześniej. Niemal każdy jest w stanie „skonstruować” taki obiektyw, aby wraz z nim zanurzyć się głęboko w wewnętrznym morzu i poznawać ukryte tam życie, własne oraz cudze. Psychowzroczność pozwala człowiekowi szczegółowo zbadać wszelkie procesy, zgodnie z którymi myśli on, odczuwa i postępuje. Dzięki niej przekształcamy i przekierunkowujemy wewnętrzne doświadczenia, aby uzyskać większą swobodę wyboru w naszych codziennych poczynaniach, zgromadzić więcej siły do tworzenia przyszłości i stać się kowalem własnego losu. Można to ująć inaczej: psychowzroczność jest fundamentem wszystkiego, co mamy na myśli, gdy mówimy o naszej inteligencji społecznej i emocjonalnej.

Co ciekawe, najnowsze odkrycia nauki o układzie nerwowym sugerują, że umysłowe i emocjonalne przemiany, których możemy dokonywać poprzez zastosowanie psychowzroczności, pozostawiają zmiany w mózgu. Poprawiając zdolność skupiania uwagi na naszym wewnętrznym świecie, poniekąd chwytamy za skalpel, by przeobrazić swoje drogi nerwowe i tym samym doprowadzić do stymulacji rozwoju określonych obszarów mózgu, kluczowych dla zdrowia umysłowego. W następnych rozdziałach szczegółowo omówię tę kwestię, wierzę bowiem, że zrozumienie podstawowych zasad funkcjonowania mózgu pomaga dostrzec ogrom możliwości jego przemiany.

Warto jednak pamiętać, że zmiany nigdy nie nastąpią tak prosto, bez pracy i wysiłku. Umiejętność nawigowania po wewnętrznym morzu naszych umysłów, czyli psychowzroczność, jest u ludzi wrodzona. Część z nas dysponuje rozbudowaną psychowzrocznością, inni mają jej mniej z powodów, które staną się jasne później. Nie kształtuje się ona automatycznie, podobnie jak sam fakt dysponowania mięśniami nie czyni z nas sportowców. Z punktu widzenia nauki potrzebujemy określonych doświadczeń, aby rozwinąć tę niezbędną ludzką funkcję. Często powtarzam, że pierwszych lekcji pływania w wewnętrznym morzu udzielają nam rodzice lub opiekunowie. Jeśli dopisało nam szczęście i już na początkowym etapie życia poświęcano sporo uwagi naszemu wychowaniu, dysponujemy solidnymi fundamentami psychowzroczności, które dobrze się nadają do dalszej rozbudowy. Jeśli jednak brak nam wczesnego wsparcia, istnieją ćwiczenia i praktyki kształtujące psychowzroczność przez całe życie. Jak się przekonamy, psychowzroczność jest formą wiedzy, którą każdy może pogłębiać, bez względu na przeszłość.

Kiedy przystąpiłem do specjalistycznych badań nad naturą umysłu, w języku codziennym nie istniało jeszcze określenie na sposób, w jaki odbieramy nasze myśli, uczucia, wrażenia, wspomnienia, przekonania, poglądy, nadzieje, marzenia i fantazje. Co oczywiste, umysł zajmuje się tym na co dzień – przecież nie trzeba uczyć się danej umiejętności, by jej doświadczać, a samo myślenie nie jest tożsame ze zdolnością postrzegania myśli. Jak zatem rozwijamy tę sztukę i jak rozpoznajemy przejaw aktywności naszego umysłu, żeby nie dać się jej podporządkować? Jak możemy czerpać z bogactw rozumu, a nie tylko reagować na przejawy jego aktywności? W jaki sposób powinniśmy zapanować nad myślami i uczuciami, żeby nami nie zawładnęły? I jak skutecznie poznawać umysły innych, by w pełni rozumieć, „skąd pochodzą”, a dzięki temu reagować skuteczniej i z większym współczuciem? Gdy byłem młodym psychiatrą, jeszcze nie istniało wiele celnych określeń, naukowych i klinicznych, służących do opisania całej złożoności tego zagadnienia. Pragnąc dopomóc pacjentom, ukułem słowo  p s y c h o w z r o c z n o ś ć, żeby rozmawiać z nimi o tej ważnej zdolności.

Pięć podstawowych zmysłów gwarantuje człowiekowi zdolność postrzegania zewnętrznego świata. Dzięki nim słyszymy śpiew ptaków i ostrzegawczy syk węża, a także umiemy znaleźć drogę na zatłoczonej ulicy oraz delektować się wonią rozgrzanej ziemi na wiosnę. Tak zwany szósty zmysł pozwala nam wyczuć stan naszego organizmu. Przyśpieszone bicie serca sygnalizuje strach albo poruszenie – tak zwane motylki w brzuchu lub ból, którym należy się zająć. Psychowzroczność, czyli umiejętność wejrzenia w siebie, jest równie istotna dla naszej pomyślności. Psychowzroczność to nasz siódmy zmysł.

W mojej książce pragnę zademonstrować, że ta zdolność może być pomocna przy tworzeniu społecznej i emocjonalnej potęgi mózgu, a także przy zaprowadzaniu porządku w życiu i nawiązywaniu satysfakcjonujących, trwałych i bliskich związków. Liderzy biznesu oraz ludzie u władzy wyznali mi, że dzięki zrozumieniu zasad funkcjonowania umysłu w grupach mogli wydajniej pracować, dzięki czemu z kolei ich organizacje stały się bardziej produktywne. Lekarze klinicyści oraz psychiatrzy podkreślili, że psychowzroczność zmieniła ich podejście do pacjentów. Odkąd umysł stał się głównym tematem ich pracy medycznej, wprowadzili wiele nowatorskich i przydatnych zmian. Nauczyciele, którzy zapoznali się z zagadnieniem psychowzroczności, dowiedzieli się, jak „uczyć z myślą o umyśle”, i teraz kształcą swoich uczniów w bardziej wnikliwy i trwalszy sposób.

Jeśli chodzi o życie każdego z nas, to dzięki psychowzroczności możemy zbadać subiektywną istotę tego, kim jesteśmy, nadać życiu głębszy sens i lepiej rozumieć samych siebie. Mamy szansę skuteczniej bilansować emocje, osiągając wewnętrzną równowagę, która umożliwia nam radzenie sobie z mniejszym lub większym napięciem w życiu codziennym. Nasza zdolność koncentrowania uwagi w połączeniu z psychowzrocznością sprawia, że ciało i umysł osiągają homeostazę, czyli wewnętrzną równowagę, która wraz z koordynacją i zdolnościami przystosowawczymi jest fundamentem zdrowia. Na koniec należy dodać, że psychowzroczność może poprawić nasze relacje z przyjaciółmi, znajomymi, małżonkami oraz dziećmi, a nawet nasz stosunek do samych siebie.

NOWA METODA NA POMYŚLNE ŻYCIE

Wszystko, co zostanie przedstawione dalej, opiera się na trzech fundamentalnych zasadach. Po pierwsze, psychowzroczność daje się rozwijać w praktyce. Oznacza to, że budowanie pomyślności jest umiejętnością, której można się nauczyć i dzięki temu poprawić jakość swojego życia psychicznego, związków z bliskimi osobami, a nawet kondycji fizycznej. Kolejne rozdziały są poświęcone badaniom tych umiejętności, począwszy od podstawowych do zaawansowanych, żebyśmy mogli sprawnie żeglować po naszym wewnętrznym morzu.

Po drugie, jak już wspomniałem wyżej, kiedy kształtujemy umiejętność korzystania z psychowzroczności, jednocześnie zmieniamy fizyczną strukturę mózgu. Formowanie obiektywu, przez który wyraźniej widać umysł, stymuluje powstawanie nowych, ważnych połączeń mózgowych. To zjawisko opiera się na jednym z najbardziej fascynujących odkryć naukowych ostatnich dwudziestu lat – już wiemy, że sposób skupiania przez nas uwagi kształtuje strukturę mózgu. Nauka o układzie nerwowym potwierdza, że rozwój refleksyjnych umiejętności psychowzrocznych pobudza te same obwody, które odpowiadają za odporność i dobre samopoczucie, a także stanowią podstawę empatii i współczucia. Badania układu nerwowego wykazały również niezbicie, że możemy stymulować powstawanie tych nowych obwodów przez całe życie, nie tylko w dzieciństwie. Krótkie informacje zawarte w podrozdziałach „Zrozum mózg”, rozsianych w pierwszej części książki, są w zamierzeniu przewodnikiem po tym nowym terytorium.

Trzecia zasada stanowi trzon mojej pracy psychoterapeuty, nauczyciela i naukowca. O pomyślności mówimy wówczas, gdy tworzymy związki w życiu, kiedy uczymy się wykorzystywać psychowzroczność do pomocy mózgowi w osiąganiu i utrzymywaniu integracji – w procesie tym oddzielne elementy łączą się, by stworzyć funkcjonalną całość. Te informacje początkowo mogą brzmieć niezrozumiale, lecz mam nadzieję, że wkrótce staną się naturalną i praktyczną metodą myślenia o życiu. Przykładowo, integracja jest istotą sposobu nawiązywania zdrowych relacji, z poszanowaniem dzielących nas różnic i przy zachowaniu szeroko otwartych kanałów komunikacji. Łączenie oddzielnych całości, czyli integracja, jest ważna także przy uwalnianiu kreatywności, która objawia się dzięki zgodnej współpracy lewej i prawej strony mózgu.

Integracja pozwala nam zachować elastyczność i wolność. Brak opisanych wyżej połączeń prowadzi do życia skostniałego lub chaotycznego, zestalonego i nudnego z jednej strony, a wybuchowego i nieprzewidywalnego z drugiej. Wraz z wolnością integracji poprawia się nasza witalność, czujemy się swobodniejsi i zapewniamy sobie życiową pomyślność. Bez integracji możemy ugrzęznąć w behawioralnych koleinach: lęku i depresji, chciwości, obsesji i uzależnieniu.

Po nabyciu psychowzrocznych umiejętności jesteśmy w stanie zmienić sposób funkcjonowania umysłu i ukierunkować życie na integrację, jednocześnie oddalając się od ekstremalnych przejawów chaosu lub braku elastyczności. Mamy również szansę skupić się tak, aby zintegrować mózg, zwiększyć jego odporność, a także poprawić ogólny stan zdrowia.

NIEPOROZUMIENIE Z PSYCHOWZROCZNOŚCIĄ

Wspaniale jest otrzymywać pocztę elektroniczną od kogoś, kto pisze: „Moje postrzeganie rzeczywistości zmieniło się całkowicie”, jednak nie każda osoba, która pierwszy raz styka się z psychowzrocznością, od razu pojmuje jej istotę. Niektórzy obawiają się, że to tylko kolejny sposób na to, aby jeszcze bardziej skoncentrować się na sobie. Psychowzroczność jest dla nich tożsama z oglądaniem czubka własnego nosa, skupianiem się na autorefleksji, co w rezultacie uniemożliwia korzystanie z życia. Niektórzy być może mieli okazję zapoznać się z wynikami niedawno przeprowadzonych badań (albo też znają od dawna panujące przekonania), które głoszą, że szczęście zależy od „wyrwania się z siebie”. Czy psychowzroczność oddala nas od tego? Nie da się ukryć, że obsesja na własnym punkcie obniża poziom szczęścia, niemniej psychowzroczność uwalnia nas i sprawia, że skupiamy się na sobie mniej, nie zaś bardziej. Kiedy nie jesteśmy zdominowani przez własne przemyślenia oraz uczucia, możemy się lepiej rozeznać w swoim wewnętrznym świecie, a także wyraźniej dostrzec wewnętrzny świat innego człowieka. Badania naukowe dowodzą prawdziwości tego twierdzenia, gdyż osoby lepiej zorientowane w psychowzroczności wykazują więcej empatii i zainteresowania innymi. Naukowcy wykazali też, że psychowzroczność poprawia wewnętrzną i międzyludzką pomyślność, a dodatkowo skuteczność i wydajność w szkole oraz w pracy.

Inny istotny problem z psychowzrocznością pojawił się pewnego dnia przy okazji mojej rozmowy z grupą nauczycieli. „Jak możesz oczekiwać od nas, że skłonimy dzieci do refleksji nad ich własnym umysłem?”, spytał mnie jeden z nich. „Nie sądzisz, że w ten sposób otworzymy puszkę Pandory?”. Dla przypomnienia: kiedy puszka Pandory została otwarta, ze środka wyfrunęły wszystkie nieszczęścia ludzkości. Czy właśnie tak wyobrażamy sobie życie wewnętrzne nas i naszych dzieci? Z własnego doświadczenia wiem, że początkiem wielkiej przemiany jest spojrzenie na swój umysł z ciekawością i szacunkiem, nie zaś z trwogą i rezerwą. Dopuszczanie myśli i uczuć do świadomości pozwala nam uczyć się na nich, zamiast się im poddawać. Nie musimy ich ignorować, żeby je uspokoić, możemy usłyszeć ich mądrość, nie bojąc się ich wrzasku. Jak dowodzi część opowieści zamieszczonych na dalszych stronach książki, nawet zaskakująco małe dzieci rozwijają w sobie umiejętność autorefleksji. Dzięki temu mogą podejmować decyzje dotyczące własnego zachowania dopiero wtedy, gdy wyraźniej dostrzegą powodujące nimi impulsy.

JAK PIELĘGNOWAĆ PSYCHOWZROCZNOŚĆ?

Psychowzroczność nie jest umiejętnością typu wszystko albo nic, czymś, co się w sobie ma albo czego się nie ma. Psychowzroczność to rodzaj fachowej wiedzy i jako taka może się rozwinąć wtedy, gdy poświęcimy jej dużo wysiłku, czasu i ćwiczeń.

Większość ludzi przychodzi na świat z potencjałem mózgowym umożliwiającym rozwijanie psychowzroczności, lecz odpowiedzialne za nią obwody nerwowe rozwijają się prawidłowo dzięki naszym życiowym doświadczeniom. Część osób – na przykład cierpiący na autyzm i podobne choroby neurologiczne – może doświadczyć trudności z rozwinięciem odpowiednich obwodów nerwowych, nawet jeśli ludzie ci mają zapewnioną najlepszą opiekę. U większości dzieci zdolność dostrzegania umysłu rozwija się wskutek codziennych kontaktów z otoczeniem, zwłaszcza dzięki komunikacji z rodzicami i opiekunami. Kiedy dorośli dobrze dogadują się z dziećmi, kiedy prezentują dziecku precyzyjny obraz jego wewnętrznego świata, młody człowiek zaczyna lepiej postrzegać swój umysł. To zjawisko jest fundamentem psychowzroczności. Badacze układu nerwowego obecnie identyfikują obwody mózgu uczestniczące w tym procesie poznawczym i dowiadują się, jak bardzo ich rozwój stymulowany jest poprzez dostosowanie się opiekuna do wewnętrznego świata dziecka.

Jeśli rodzice zachowują się w sposób obojętny i nieprzystępny, a ich reakcje są dezorientujące, brak dostrojenia oznacza, że nie mogą odpowiednio zareagować i przedstawić dziecku precyzyjnego obrazu jego wewnętrznego świata. Jak dowodzą badania, w takim wypadku soczewki obiektywu psychowzroczności u dziecka mogą zmętnieć lub ulec deformacji, w rezultacie czego może ono dostrzegać tylko fragment wewnętrznego morza lub też widzieć je jak przez mgłę. Zdarza się też, że obiektyw dziecka gwarantuje dobry ogląd sytuacji, lecz jest delikatny i łatwo zakłócić jego pracę stresem lub silnymi emocjami.

Na szczęście nigdy nie jest za późno, żeby stymulować rozwój włókien nerwowych i w ten sposób przyczyniać się do rozkwitu psychowzroczności. Wkrótce poznamy pewnego dziewięćdziesięciodwulatka, któremu udało się przezwyciężyć problem bolesnego i przykrego dzieciństwa, dzięki czemu stał się specjalistą od psychowzroczności. Człowiek ten jest żywym dowodem na jeszcze jedno fascynujące odkrycie współczesnej nauki o układzie nerwowym – mózg nigdy nie przestaje się rozwijać, gdyż zawsze reaguje na to, czego doświadcza. Ta zasada odnosi się także do osób, które miały szczęśliwe dzieciństwo. Nawet jeśli nasze wczesne relacje z rodzicami i opiekunami były nienaganne, nawet jeśli piszemy książki o psychowzroczności, to i tak do końca życia będziemy rozwijali nasz kluczowy, siódmy zmysł, a także wspierali powstawanie związków międzyludzkich oraz pogłębiali integrację z innymi, ugruntowując w ten sposób istotę pomyślnego życia.

Naszą podróż rozpoczniemy od przyjrzenia się sytuacjom, w których nieobecne są zasadnicze elementy psychowzroczności. Przedstawione historie ujawniają, dlaczego musimy zwracać baczną uwagę na umysł i dlaczego warto zmieniać sposób jego funkcjonowania, jeśli chcemy wkroczyć na ścieżkę pomyślności życiowej. Część pierwsza książki ma charakter raczej teoretyczny. Wyjaśniam w niej podstawowe koncepcje, wprowadzam czytelnika w istotę nauki o mózgu i przytaczam robocze definicje umysłu oraz zdrowia psychicznego. Zdaję sobie sprawę z tego, że moi czytelnicy wywodzą się z rozmaitych kręgów i mają różne zainteresowania, dlatego wiem, iż część osób przejrzy pobieżnie lub wręcz opuści spore fragmenty materiału, aby jak najszybciej przejść do dalszych partii książki. W części drugiej zagłębimy się w historie z mojej praktyki, będące ilustracją etapów kształtowania psychowzroczności. Opowiem o swojej wiedzy i praktycznych umiejętnościach, które z pewnością ułatwią zrozumienie reguł kształtowania umysłu w celu poprawy zdrowia. Na samym końcu książki znajduje się załącznik zawierający zarys fundamentalnych koncepcji oraz seria przypisów z wyszczególnieniem naukowych zasobów, które dostarczają dowodów na poparcie przedstawionych założeń.

Badania nad psychowzrocznością rozpoczniemy od historii pewnej rodziny. Ta sprawa zmieniła moje życie, a także podejście do psychoterapii. Usiłując znaleźć sposób na udzielenie pomocy tamtym ludziom, zająłem się poszukiwaniem odpowiedzi na przykre pytanie: co się dzieje, kiedy tracimy z oczu psychowzroczność? Przystąpiłem również do poszukiwań technik, które umożliwiają nam odzyskiwanie i odtwarzanie psychowzroczności w nas samych, u naszych dzieci i w społecznościach. Ruszajmy zatem w podróż do wewnętrznego morza, w którego głębinach skrywają się nieopisane możliwości rozwoju.

CZĘŚĆ PIERWSZADroga do pomyślnościPsychowzroczność w świetle jupiterów

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Uszkodzony mózg, zagubiona duszaTrójkąt pomyślności

Rodzina Barbary być może nigdy nie zgłosiłaby się na terapię, gdyby siedmioletnia Leanne nie przestała odzywać się w szkole. Leanne była drugim dzieckiem Barbary, młodszym od czternastoletniej Amy i starszym od trzyletniego Tommy’ego. Cała trójka przeżyła wyjątkowo ciężkie chwile po tym, jak ich matka niemal zginęła w wypadku drogowym, lecz Leanne stała się „wybiórczą niemową” dopiero po powrocie Barbary do domu ze szpitala i z ośrodka rehabilitacyjnego. Dziecko konsekwentnie odmawiało rozmowy z kimkolwiek spoza rodziny, także ze mną.

Podczas pierwszego tygodnia wspólnych sesji terapeutycznych w milczeniu spędzaliśmy czas na grze w rozmaite gry, na zabawach w pantomimy kukiełkowe, na rysunkach – po prostu przebywaliśmy razem. Leanne miała ciemne włosy związane w rozczochrany koński ogon i smutne piwne oczy, a za każdym razem, gdy kierowałem spojrzenie wprost na nią, szybko odwracała wzrok. Wyglądało na to, że sesje utknęły w martwym punkcie – dziewczynka pozostawała niezmiennie przygnębiona, a nasze gry zawsze przebiegały w taki sam, monotonny sposób. Jednak któregoś dnia, kiedy bawiliśmy się w rzucanie do siebie piłki, ta przetoczyła się na bok kanapy i wtedy Leanne odkryła mój magnetowid i ekran. Nie wypowiedziała ani słowa, lecz nagle zrobiła skupioną minę. Zrozumiałem, że w jej umyśle nastąpiła jakaś przemiana.

W następnym tygodniu Leanne przyniosła kasetę wideo, podeszła do odtwarzacza i wsunęła ją do środka. Uruchomiłem magnetowid, a wówczas pokój niemal pojaśniał od uśmiechu małej. Wspólnie patrzyliśmy, jak matka delikatnie podnosi Leanne kilka razy w powietrze, a następnie przytula ją mocno, tak od serca, i obie śmieją się do rozpuku. Ojciec Leanne, Ben, uchwycił na filmie komunikacyjną zabawę matki i dziecka, charakterystyczną cechę miłości. Ludzie nawiązują porozumienie poprzez wymianę sygnałów, które ich skutecznie łączą. W ten radosny sposób dzielimy się myślami.

Matka i córka wirowały po trawniku, rozkopując mieniące się kolorami, żółte i ciemnopomarańczowe jesienne liście. W pewnej chwili duet podbiegł do kamery, żeby posłać buziaki do obiektywu, a potem Barbara i Leanne zgodnie wybuchły śmiechem. Pięcioletnia dziewczynka krzyknęła z całych sił: „Wszystkiego najlepszego, tato!” i widać było, jak kamera podskakuje, kiedy ojciec śmiał się wraz z nimi. W tle zauważyłem młodszego brata Leanne, Tommy’ego, który uciął sobie drzemkę w wózku spacerowym, okryty kocykiem, w otoczeniu pluszaków. Starsza siostra Leanne, Amy, trzymała się z boku, z książką w dłoni.

– Taka była mama, kiedy mieszkaliśmy w Bostonie – odezwała się nieoczekiwanie Leanne, a uśmiech znikł jej z twarzy.

Właśnie wtedy przemówiła bezpośrednio do mnie, choć czułem się tak, jakbym podsłuchał jej prywatny monolog. Dlaczego Leanne przestała mówić?

Minęły dwa lata od świętowania tamtych urodzin, półtora roku od przeprowadzki całej rodziny do Los Angeles i rok, odkąd Barbara doznała poważnego urazu mózgu w następstwie czołowego zderzenia. Pamiętnego wieczoru pojechała starym mustangiem do miejscowego sklepu po mleko dla dzieci, ale nie zapięła pasów. Kiedy samochód prowadzony przez pijanego kierowcę wjechał w jej auto, Barbara uderzyła czołem w kierownicę z taką siłą, że przez wiele tygodni pozostawała w śpiączce. Po odzyskaniu przytomności zmieniła się nie do poznania.

Na taśmie magnetowidowej widziałem ciepłą, komunikatywną i troskliwą osobę. Jej mąż powiedział mi, że teraz „nie jest już tą samą Barbarą”. Jej ciało powróciło do domu, ale Barbara, jaką znała rodzina, gdzieś znikła.

Przy okazji następnej wizyty Leanne poprosiłem jej rodziców o rozmowę na osobności. Było jasne, że w niegdyś bliskim związku Barbary i Bena pojawiły się napięcie i dystans. Ben był cierpliwy i dobry dla żony, wyglądało na to, że bardzo mu na niej zależy, lecz wyraźnie wyczuwałem jego rozpacz. Barbara nie wydawała się zainteresowana rozmową, z rzadka na nas spoglądała. Jej uszkodzone czoło zostało odtworzone przez chirurga plastycznego i choć ucierpiały jej zdolności motoryczne – zachowywała się w sposób nieco powolny i niezdarny – jej wygląd nie zmienił się prawie wcale. Zewnętrznie była niemal taka sama jak na nagraniu, jednak w jej wnętrzu zaszła gigantyczna zmiana.

Zastanawiałem się, jak ona sama odbiera siebie po przemianie, więc spytałem, na czym według niej polega różnica. Jej słowa na zawsze zapadły mi w pamięć.

– Gdybym miała ująć to słowami, powiedziałabym, że straciłam duszę – odparła.

To wyjaśnienie wstrząsnęło zarówno Benem, jak i mną. Po chwili doszedłem do siebie na tyle, żeby zapytać Barbarę, jak się czuje człowiek, który stracił duszę.

– Nie wiem, czy mogę powiedzieć coś więcej – oświadczyła beznamiętnie. – Chyba czuję się dobrze. Nie ma różnicy. Po prostu jest tak, jak jest, tylko czuję pustkę. Poza tym wszystko dobrze.

Potem skupiliśmy się na praktycznych sprawach związanych z opieką nad dziećmi i sesja dobiegła końca.

USZKODZONY MÓZG

Nie było jeszcze jasne, w jakim stopniu Barbara dojdzie do siebie i czy w ogóle tak się stanie. Zważywszy na to, że od wypadku minął zaledwie rok, nadal istniała możliwość znaczącej poprawy stanu układu nerwowego. Po urazie mózg ma szansę odzyskać część funkcji, nawet utworzyć nowe połączenia nerwowe, lecz przy rozległym uszkodzeniu pacjentowi może być trudno odzyskać złożone umiejętności oraz cechy osobowościowe, które były zależne od zniszczonych struktur nerwowych.

Neuroplastyka to termin opisujący zdolność tworzenia nowych połączeń nerwowych i produkowania nowych neuronów w reakcji na określone doświadczenia. Jest możliwa nie tylko w młodości. Teraz już wiemy, że proces ten zachodzi przez całe nasze życie. Rehabilitacja Barbary musiała wiązać się z wykorzystaniem neuroplastyki w celu utworzenia nowych połączeń nerwowych i ewentualnego przywrócenia pacjentce dawnej sprawności umysłowej. Musieliśmy jednak czekać i liczyć na zbawienne skutki rehabilitacji oraz upływu czasu, by się przekonać, w jakim stopniu możliwa jest poprawa neurologiczna chorej.

Moim najpilniejszym zadaniem na tym etapie było uświadomienie Leanne i jej rodzinie, jak to możliwe, że ktoś żyje i wygląda tak samo jak dotąd, choć sposób funkcjonowania jego umysłu drastycznie się zmienił. Ben powiedział mi wcześniej, że nie wie, jak pomóc dzieciom w zrozumieniu, dlaczego ich mama nie jest taka jak dawniej. Wyznał, że sam z trudem to pojmuje. Nagle okazało się, że ma dwa razy więcej obowiązków, gdyż nie tylko zarabia na życie, ale także pilnuje spraw dzieci i zajmuje się wszystkim, czego nie może już robić jego żona. Przed wypadkiem Barbara z radością szykowała dzieciom własnej roboty kostiumy na Halloween i piekła babeczki na walentynki. Od wyjścia ze szpitala przez większość dnia oglądała telewizję albo snuła się po okolicy. Umiała znaleźć sklep spożywczy, ale nawet dysponując listą zakupów, często wracała do domu z pustymi rękami. Amy i Leanne nie przeszkadzało, że mama gotuje tylko kilka prostych posiłków na okrągło, ale przejmowały się, kiedy zapominała o ich specjalnych prośbach, o tym, co lubiły, czy też o rzeczach potrzebnych do szkoły. Barbara zachowywała się tak, jakby słowa dzieci w ogóle do niej nie docierały.

W trakcie naszych sesji terapeutycznych Barbara zwykle nic nie mówiła, nawet kiedy przebywaliśmy tylko we dwoje, choć jej mowa nie ucierpiała w najmniejszym stopniu. Od czasu do czasu jednak zaczynała się znienacka denerwować, słysząc niewinną uwagę Bena, albo krzyczała, kiedy Tommy się wiercił lub Leanne owinęła koński ogon wokół palca. Zdarzało się jej nawet wybuchnąć po dłuższym milczeniu, jakby doprowadzał ją do tego jakiś wewnętrzny proces. Przez większość czasu siedziała jednak z kamienną twarzą, wynikającą raczej z pustki niż z depresji, bardziej bezmyślną niż smutną. Zachowywała się powściągliwie i obojętnie, a do tego zauważyłem, że nigdy spontanicznie nie dotyka ani męża, ani dzieci. Któregoś razu, kiedy trzyletni Tommy wdrapał się jej na kolana, na chwilę położyła mu dłoń na nodze, jakby powtarzała wcześniejszy schemat zachowań, jednak w tym geście nie dało się wyczuć ciepła.

Kiedy spotkałem się z dziećmi pod nieobecność matki, poznałem prawdę na temat ich odczuć.

– Już nie troszczy się o nas tak, jak kiedyś – wyjaśniła Leanne.

– I nigdy nie chce wiedzieć, co u nas słychać – dodała Amy ze smutkiem i irytacją. – Po prostu jest samolubna. Wcale nie ma ochoty z nikim rozmawiać.

Tylko Tommy milczał. Przez cały czas siedział blisko ojca i miał nieszczęśliwą minę.

Utraty ukochanej osoby nie da się trafnie wyrazić słowami. Borykanie się ze stratą, walka z problemem rozdzielenia i rozpaczą powoduje cierpienie i ból. Części mózgu odpowiedzialne za przetwarzanie fizycznego bólu nakładają się na ośrodki nerwowe, rejestrujące przypadki odrzucenia oraz zerwania więzi społecznych. Utrata kogoś bliskiego jest dla nas rozdzierająco bolesna.

Zgryzota po stracie ustępuje dopiero wtedy, gdy zaczynamy akceptować sytuację, która zapełniła powstałą pustkę. Ludzki umysł kurczowo trzyma się tego, co znajome, i pozostaje przy naszych dotychczasowych oczekiwaniach. Z tego powodu możemy utkwić w pułapce rozczarowania, dezorientacji oraz złości, które tworzą nasze wewnętrzne światy cierpienia. Z jaką jednak stratą musiała się pogodzić rodzina? Czy Barbara mogła stać się taka, jak przed wypadkiem? Jak Ben i dzieci mieli się nauczyć obcowania z kobietą, której ciało ciągle żyło, ale znikły osobowość i „dusza”, przynajmniej te znane bliskim?

MAPY MNIE I MAPY CIEBIE

Żaden aspekt mojego formalnego wykształcenia na wydziale pediatrii i psychiatrii akademii medycznej nie przygotował mnie do sytuacji, której musiałem stawić czoło w gabinecie. Uczestniczyłem w kursach poświęconych anatomii mózgu oraz współzależności między jego funkcjonowaniem a zachowaniem człowieka, lecz kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia spotykałem się z rodziną Barbary, stosunkowo niewiele wiedziano o tym, jak przełożyć tę świadomość na kliniczną praktykę psychoterapeutyczną. Próbując wyjaśnić problem Barbary jej bliskim, zawędrowałem do biblioteki medycznej i przejrzałem najnowszą literaturę kliniczną oraz naukową poświęconą obszarom mózgu, które uległy uszkodzeniu podczas wypadku.

Badanie tomograficzne mózgu Barbary ujawniło istotny uraz obszaru tuż za czołem. Zmiany chorobowe widać było w rejonie uderzenia o górną część kierownicy. Dowiedziałem się, że właśnie ten obszar jest odpowiedzialny za bardzo ważne aspekty naszej osobowości, a ponadto w znaczącym stopniu łączy rozdzielone rejony mózgu. Innymi słowy, jest to obszar mózgu o głęboko integracyjnym charakterze.

Fragment mózgu za czołem jest elementem płata czołowego kory mózgowej, części mózgu najbardziej oddalonej od centrum. Płat czołowy jest kojarzony z myśleniem złożonym, a także z planowaniem. Jego działanie polega na aktywowaniu komórek nerwowych w schematach, które pozwalają nam tworzyć wizerunki nerwowe, czyli mapy rozmaitych aspektów naszego świata. Mapy powstające w wyniku tej aktywności neuronów służą do tworzenia obrazów w naszych umysłach. Jeśli zatem odbieramy światło odbite od ptaka siedzącego na drzewie, nasze oczy ślą sygnały do mózgu, a skupione w nim komórki nerwowe zostają pobudzone zgodnie z określonym schematem, dzięki czemu uzyskujemy wizualny obraz ptaka.

Tymczasem nie odkryto jeszcze, jakie fizyczne właściwości aktywowanych neuronów umożliwiają tworzenie naszych subiektywnych doświadczeń: myśli, uczuć i skojarzeń związanych z widokiem wspomnianego ptaka. Za sprawą jego obrazu możemy odczuwać określone emocje, możemy słyszeć lub przypomnieć sobie jego śpiew, a nawet skojarzyć go z takimi pojęciami, jak przyroda, nadzieja, wolność czy pokój. Im bardziej abstrakcyjny i symboliczny jest obraz, tym wyżej w układzie nerwowym powstaje, w coraz bardziej frontowych obszarach kory mózgowej.

Kora przedczołowa – najbardziej uszkodzona część płata czołowego mózgu Barbary – kreuje złożone obrazy, odpowiedzialne za tworzenie koncepcji związanych z teraźniejszością, myślenie o doświadczeniach z przeszłości, a także za planowanie oraz wizje przyszłości. Kora przedczołowa jest także odpowiedzialna za obrazy nerwowe, które przywołują wizerunki samego umysłu. Te obrazy naszego świata umysłowego nazywam  m a p a m i   p s y c h o w z r o c z n y m i. Udało mi się zidentyfikować kilka rodzajów map psychowzrocznych, tworzonych przez nasze umysły.

Dzięki obrazom mózgu, które nazwałem  m a p a m i   m n i e, możemy zajrzeć w głąb siebie, z kolei mapy ciebie dają nam wgląd w inne osoby. Wydaje się również, że umiemy rysować mapy nas, odnoszące się do naszych związków. Bez takich map nie jesteśmy zdolni do postrzegania umysłu w nas samych, a także w innych ludziach. Przykładowo, bez mapy mnie możemy dać się porwać własnym myślom lub zatonąć we własnych uczuciach. Bez mapy ciebie dostrzegamy wyłącznie zachowanie innych – widzimy fizyczny aspekt rzeczywistości i nie wyczuwamy subiektywnej istoty rzeczy, wewnętrznego morza umysłowego innych ludzi. Mapa ciebie pozwala nam utożsamiać się empatycznie z innymi. Innymi słowy, uszkodzenie mózgu Barbary doprowadziło do powstania świata bez psychowzroczności. Barbara odczuwała i myślała, lecz nie mogła przedstawić sobie uczuć i myśli jako czynności własnego umysłu. Nawet kiedy mówiła o utracie duszy, brzmiało to jak pozbawione ekspresji stwierdzenie faktu i kojarzyło się raczej z obserwacją naukową niż z głęboko przeżywaną deklaracją osobistej tożsamości. (Byłem zdezorientowany tym rozziewem między obserwacją a emocją do czasu, gdy w trakcie późniejszych badań dowiedziałem się, że części naszego mózgu odpowiedzialne za tworzenie map umysłu są niezależne od tych, które pozwalają nam obserwować i komentować cechy naszego charakteru, takie jak nieśmiałość czy lękliwość – albo też brak elementu, który Barbara nazwała  d u s z ą).

Minęły lata, odkąd zabrałem do biblioteki skany mózgu Barbary, i przez ten czas dokonano wielu odkryć związanych z połączonymi funkcjami kory przedczołowej. Wiemy już, że boczny fragment tego obszaru jest odpowiedzialny za sposób koncentracji uwagi. Dzięki niemu tworzymy hierarchię ważności i zachowujemy świadomość tego, co musimy zrobić. Środkowy fragment obszaru przedczołowego, ten, który uległ uszkodzeniu u Barbary, koordynuje zdumiewającą liczbę podstawowych umiejętności. Odpowiada między innymi za regulację funkcjonowania organizmu, harmonijne kontakty z ludźmi, równoważenie emocji, elastyczność naszych reakcji, modyfikację lęków, reakcje empatyczne, spojrzenie w głąb siebie, świadomość etyczną oraz intuicję. Właśnie tych elementów osobowości zabrakło Barbarze w jej kontaktach z rodziną.

W trakcie naszej dyskusji o psychowzroczności będę nawiązywał do tej listy dziewięciu funkcji środkowego obszaru przedczołowego mózgu i zamierzam również rozwijać ten temat. Już na pierwszy rzut oka widać jednak, że wymienione wyżej funkcje są zasadniczymi składnikami pomyślnego życia, gdyż obejmują tak zróżnicowane zagadnienia, jak procesy życiowe – dajmy na to, regulują pracę serca – oraz elementy życia społecznego, między innymi empatię i etykę.

Po tym, jak Barbara przebudziła się ze śpiączki, jej upośledzenia w pewnym sensie przybrały formę nowej osobowości. Część obyczajów chorej pozostała niezmieniona – smakowało jej to, co przed wypadkiem, w taki sam sposób myła zęby. Jej mózg w niemal identyczny sposób mapował te podstawowe czynności, nastąpiła jednak znacząca zmiana w sposobie jej myślenia, odczuwania, zachowania, a także kontaktów z innymi, co wpływało na wszystkie szczegóły codziennego życia, łącznie z problemem przekrzywionego końskiego ogona Leanne. Barbara zachowała behawioralne odruchy, skłaniające ją do poprawienia fryzury córki, lecz nie dbała już o to, jak to zrobić.

Przede wszystkim jednak najwyraźniej utraciła zdolność mapowania, która umożliwiała jej zachowanie zgodne z wymogami rzeczywistości. Ponadto przestała zwracać uwagę na to, jak ważne jest subiektywne, wewnętrzne życie jej samej oraz innych ludzi. W uszkodzonej części środkowego obszaru przedczołowego przestały powstawać psychowzroczne mapy chorej, gdyż właśnie ten rejon mózgu odpowiada za ich tworzenie. Uraz dodatkowo zakłócił komunikację między Barbarą a jej bliskimi – w jego wyniku nie mogła już ani wysyłać, ani odbierać sygnałów umożliwiających skuteczny przekaz myśli z osobami, które kochała najbardziej na świecie.

Ben podsumował tę zmianę krótko:

– Odeszła. Osoba, która z nami mieszka, to nie jest Barbara.

TRÓJKĄT POMYŚLNOŚCI: UMYSŁ, MÓZG I ZWIĄZKI

Taśma magnetowidowa z nagraniem urodzin Bena dowiodła, jak żywa była łączność między Barbarą a Leanne. Teraz jednak ich pełne energii kontakty zanikły, przepadł gdzieś rytm komunikacji dwóch umysłów, który dawał matce i córce poczucie wspólnoty. Takie połączenie pojawia się wówczas, gdy dostrajamy się do wewnętrznych zmian osoby, która z kolei dostraja się do nas. Wtedy nasze dwa światy łączą się w jeden. Wyraz twarzy, ton głosu, gesty i pozy – niekiedy tak ulotne, że dałoby się je zauważyć wyłącznie na nagraniu puszczonym w zwolnionym tempie – sprawiają, że zaczynamy „nadawać na tych samych falach”, co inny człowiek. Całość, którą wspólnie tworzymy, jest zdecydowanie bardziej znacząca od tego, kim jesteśmy z osobna. Wyczuwamy to współbrzmienie jako namacalne wrażenie związku oraz energii życiowej. Właśnie takie zjawisko zachodzi wtedy, gdy nasze umysły się stykają.

Jeden z moich pacjentów opisał kiedyś ten zasadniczy związek jako  ś w i a d o m o ś ć   w y c z u w a n i a  przez inną osobę. W takiej sytuacji jesteśmy przekonani, że dzielimy z kimś nasz wewnętrzny świat, a nasz umysł znalazł się wewnątrz innego umysłu. Tymczasem Leanne straciła świadomość wyczuwania przez mamę.

Zachowanie Barbary wobec rodziny skojarzyło mi się z pewnym klasycznym narzędziem naukowym, stosowanym podczas badań komunikacji oraz przywiązania rodziców i dzieci. Eksperyment nosi nazwę  k a m i e n n a   t w a r z  ijest bolesny zarówno dla uczestników, jak i dla obserwatorów.

Matka czteromiesięcznego niemowlęcia ma za zadanie usiąść naprzeciwko dziecka i na dany sygnał przestać się z nim kontaktować. W trakcie tej „kamiennej” fazy nie wolno przekazywać dziecku żadnych sygnałów – ani werbalnych, ani niewerbalnych. Szybko można się przekonać, jak nieprzyjemny jest ten eksperyment. W czasie do trzech minut dziecko usiłuje przyciągnąć uwagę obojętnej matki, żeby stworzyć z nią związek. Z początku niemowlę zwykle wzmacnia wysyłane sygnały, coraz wyraźniej się uśmiecha, gaworzy, nawiązuje kontakt wzrokowy. Po okresie nieprzerwanej obojętności dziecko zaczyna się niepokoić i niewątpliwie cierpi. Jego próby odtworzenia związku przeobrażają się w sygnały bólu i oburzenia. Niemowlę może szukać ukojenia, na przykład wpychając dłoń do ust albo szarpiąc własne ubranie. W tym momencie badacze lub rodzice czasami przerywają eksperyment, choć niekiedy ciągnie się on tak długo, aż niemowlę się wycofuje i daje za wygraną, wyraźnie upadając na duchu, co wygląda jak melancholijna depresja. Kolejne etapy protestu, samoukojenia i rozpaczy ujawniają, w jakim stopniu dziecko jest zależne od dostrojonych reakcji rodziców. Jeśli niemowlę nie może się doczekać odpowiednich zachowań, równowaga w jego wewnętrznym świecie zostaje zaburzona.

Przychodzimy na świat wyposażeni w narzędzia do tworzenia związków z innymi osobami, a późniejsze neuronowe kształtowanie mózgu, czyli tworzenie fundamentu samoświadomości, opiera się na bliskich kontaktach niemowlęcia z opiekunami. W pierwszych latach życia ta łączność międzyosobowa jest niezbędna do przetrwania, lecz ludzie przez cały czas potrzebują bliskich więzi z innymi, żeby nie stracić energii życiowej oraz poczucia dobrostanu.

Leanne miała kiedyś harmonijnie dostrojoną matkę, a wcześniejsza obecność Barbary w życiu córki utrwaliła się w strukturze mózgu Leanne, w którym powstawała psychowzroczna mapa. Barbara nie mogła jednak dłużej mapować umysłu Leanne, nie wyczuwała już w sobie własnych dzieci i nie mogła dać im  ś w i a d o m o ś c i   w y c z u w a n i a. Jej brak zainteresowania potomstwem, wyraźna obojętność na uczucia i potrzeby córek i syna, wycofanie się z tego, co dzieci doświadczały jako miłość, było zewnętrzną oznaką wewnętrznej tragedii.

W trakcie terapii rodziny Barbary uświadomiłem sobie, że umysł, mózg i związki międzyludzkie nie są oddzielnymi elementami życia. Należy je uznawać za nieredukowalne i splecione ze sobą części trójkąta pomyślności. Barbara zamknęła się w sobie, a siedmioletnia Leanne w reakcji na to przestała mówić. Trójkąt został uszkodzony.

JAK WIDZIEĆ WYRAŹNIE, WYBACZAĆ I ROZUMIEĆ

Spotykałem się z Leanne, Amy, Tommym i Benem wielokrotnie, żeby dać im możliwość otwartego wypowiadania się przede mną i przed sobą nawzajem na temat zmian, które zaszły w ich życiu po wypadku. Wreszcie pewnego dnia przyniosłem skany mózgu Barbary i wskazałem uszkodzenia. Ponadto nakreśliłem na tablicy kilka uproszczonych szkiców, aby nabrali pojęcia o zróżnicowanych połączeniach funkcjonujących w korze przedczołowej, i poinformowałem ich, że uszkodzenie tego kluczowego rejonu może tłumaczyć niemal wszystkie zmiany, które zaszły w Barbarze. Ta sprawa wydawała się szczególnie ważna, gdyż dzieci bardzo często czują się winne, kiedy w rodzinie dzieje się coś złego. Między innymi z tego powodu zademonstrowałem niezbity dowód na to, że nieustająca irytacja Barbary i jej brak ciepła w stosunku do bliskich nie ma żadnego związku z tym, co robili. Ponadto podkreśliłem, że sytuacji nie da się naprawić „lepszym” zachowaniem. Nie chciałem, aby paraliżowały ich samooskarżenia lub dezorientacja. Musieli zrozumieć, na czym polega zmiana w ich życiu, żeby bezpośrednio doświadczyć bólu po tragedii.

Dzieci słuchały mnie równie uważnie jak Ben. Nawet Tommy wydawał się rozumieć, że jego mamie „zepsuł się rozum”. Już podczas naszych wcześniejszych spotkań Leanne nabrała chęci do rozmów i teraz zadawała wiele pytań o to, dlaczego miłość mamy potrzebuje mózgu, żeby „ożyć”.

– Myślałam, że miłość jest z serca – powiedziała.

Miała rację. Sieci komórek nerwowych wokół serca i w całym ciele kontaktują się bezpośrednio ze społecznymi obszarami mózgu i przesyłają odczuwane sercem uczucia wprost do środkowego fragmentu kory przedczołowej. Powiedziałem Leanne, że mózg jej matki nie działa prawidłowo i z tego powodu nie może ona odbierać sygnałów, które z całą pewnością ciągle pozostają w jej sercu. Ta świadomość chyba uspokoiła Leanne, dziewczynka jeszcze wielokrotnie powracała do tego tematu. Nowa wiedza zapewniła dziewczynce więcej cierpliwości i tolerancji dla matki, która wciąż wydawała się niedostępna i poirytowana. Ze wzruszeniem obserwowałem ciche przejawy życzliwości dziewczynki w stosunku do mamy. Leanne zaczęła ponownie mówić w szkole, odbudowała więzi z koleżankami i znalazła pociechę u nauczycielki, która otoczyła uczennicę szczególną opieką na wieść o tym, co się stało w jej rodzinie.

W trakcie indywidualnego spotkania z Benem zachęciłem go do bardziej otwartego wyrażenia uczuć, co nie przyszło mu łatwo, gdyż ogromnie się starał zachować „normalność” w rodzinie. Rzecz jasna, życie w takiej sytuacji nie mogło być normalne, więc dzieci musiały się przekonać, że nie są osamotnione w bólu i że powinny wyrażać swoje obawy, troski i niepewności. Przedyskutowałem z Benem także sprawę konkretnych potrzeb Tommy’ego, który jako dwulatek właściwie stracił matkę, jeszcze zanim na dobre zaczęła się kształtować jego kora mózgowa w obszarze przedczołowym. Ponieważ nie dysponował odpowiednimi połączeniami nerwowymi, które są niezbędne do pełnego wyrażania uczuć, szczególnie jemu należało zapewnić trwałą pomoc. Bez niej nie miał szansy zrozumieć historii własnego życia. Jako trzyletnie dziecko był smutny, zalękniony i zdezorientowany w sposób trudny do opisania.

Amy nieprzerwanie zmagała się ze złością na matkę. Była wściekła, że tamtego dnia Barbara nie zapięła pasów bezpieczeństwa. Dziewczynka dodatkowo cierpiała z powodu frustracji, ponieważ osoba, która była dla niej autorytetem, znikła. Jakby tego było mało, gdy zaczynała się oddalać od rodziny i poszukiwać własnej tożsamości wśród znajomych, na jej barkach spoczęła częściowo odpowiedzialność za opiekę nad Leanne i Tommym. Wyczuwałem jej napięcie i pomogłem Benowi zrozumieć, że jego starsza córka potrzebuje czasu dla siebie, nawet jeśli ciągle musi pomagać w domu. Amy stopniowo nauczyła się traktować matkę z większą przychylnością, choć Barbara nie mogła odwdzięczyć się jej tym samym. Tak wyglądała nowa rzeczywistość w ich rodzinie.

Z biegiem czasu poprawiła się trochę koordynacja ruchowa Barbary, lecz uszkodzenie przedniej części mózgu było poważne, więc chora nie odzyskiwała umiejętności tworzenia więzi. Mimo to Leanne i jej bliscy nieprzerwanie wzmacniali związki rodzinne. Psychowzroczność pozwoliła im zrozumieć to, co ich spotkało, dzięki czemu ich ból po tragedii stopniowo łagodniał. Barbara utraciła zdolność korzystania z psychowzroczności, a właśnie psychowzroczność była potrzebna rodzinie, żeby pogodzić się z odejściem dawnej i pojawieniem się w ich życiu nowej, odmienionej Barbary.

Dowiedziałem się, że wiedza o rozmaitych funkcjach mózgu w pewnym sensie umożliwia ludziom nabranie dystansu do zaburzonego lub bolesnego związku, dzięki czemu mogą oni znaleźć w sobie więcej współczucia i zrozumienia zarówno dla innej osoby, jak i dla siebie. Wnioski, które wyciągnąłem z tej lekcji, już zawsze kierowały mną w pracy terapeutycznej, o czym świadczą dalsze rozdziały niniejszej książki.

Zrozum mózgMózg jak na dłoni

Psychowzroczność jest zależna od wielu połączonych informacji nerwowych napływających z całego organizmu, a także z rozmaitych obszarów mózgu i nawet od innych ludzi, kiedy odbieramy przekazywane przez nich sygnały. Aby zrozumieć, jak przebiega proces łączenia, warto wyobrazić sobie mózg jako układ wzajemnie powiązanych elementów.

Odkąd podczas spotkania z Leanne i jej bliskimi pierwszy raz naszkicowałem przedczołowy obszar mózgu Barbary, przeprowadziłem wiele eksperymentów z modelami, które ukazują mózg w układzie trójwymiarowym. Dzięki tym eksperymentom już zawsze podczas wykładów dysponuję odpowiednim modelem mózgu. Jest on tak poręczny, że można z niego korzystać w trakcie lektury tej książki, a w dodatku wcale nie trzeba ruszać się z krzesła, aby go zdobyć. Rzecz jasna, model jest znacznie uproszczony, więc część neurologów z pewnością będzie odczuwała niedosyt szczegółów, niemniej wielu moim pacjentom pozwolił wypracować psychowzroczność potrzebną do zrozumienia tego, co ich spotyka.

RĘCZNY MODEL MÓZGU

Jeśli przytkniemy kciuk do śródręcza, a następnie zaciśniemy na nim palce, uzyskamy całkiem podręczny model mózgu. (Moje dzieci również nie cierpią tego żartu). Twarz człowieka wypada tam, gdzie znajduje się przód kostek palców, a tył głowy jest na grzbiecie dłoni. Nadgarstek symbolizuje rdzeń kręgowy wyrastający z kręgosłupa, na którym spoczywa mózg. Jeżeli wyprostujemy palce i uniesiemy kciuk, wówczas ujrzymy pień mózgu w postaci spodu dłoni. Po ponownym zagięciu kciuka zobaczymy przybliżoną lokalizację układu limbicznego (najlepiej byłoby mieć dwa kciuki, lewy i prawy, bo wówczas model stałby się symetryczny). Teraz musimy z powrotem zacisnąć palce na górze, żeby powstała kora mózgowa.

Te trzy obszary – pień mózgu, układ limbiczny oraz kora – składają się na to, co można nazwać „trójcą” mózgową, która w wyniku ewolucji rozwinęła się warstwowo.

Aby doszło do jakiejkolwiek integracji pracy mózgu, te trzy obszary muszą współdziałać. Ponieważ są rozmieszczone od dołu do góry – od wewnętrznego i niższego obszaru pnia mózgu, przez układ limbiczny, do zewnętrznej i wyższej części kory – nazywamy ten układ  i n t e g r a c j ą   p i o n o w ą. Mózg jest także podzielony na dwie półkule, lewą i prawą, zatem integracja układu nerwowego musi również obejmować połączenie funkcji dwóch części mózgu. Można to nazwać integracją horyzontalną lub dwuboczną. (Zjawisko integracji dwubocznej omówię w rozdziale szóstym). Wiedza o funkcjach głównych obszarów mózgu pozwoli nam skupić uwagę tak, aby stworzyć między nimi pożądane połączenie, i dlatego zapoznajmy się choć powierzchownie z warstwami trójcy mózgowej.

PIEŃ MÓZGU

Setki milionów lat temu pień mózgu ukształtował się jako organ, który czasami nazywa się „gadzim mózgiem”. Pień mózgu przyjmuje informacje od organizmu i przesyła je z powrotem, w ten sposób regulując podstawowe procesy życiowe, takie jak praca serca i płuc.

Poza kontrolowaniem poziomów energii w organizmie poprzez regulację oddechu oraz tempa pracy serca, pień mózgu kształtuje również poziomy energii obszarów mózgu znajdujących się powyżej, czyli układu limbicznego oraz rejonów korowych. Bezpośrednio kontroluje stan naszego pobudzenia, między innymi określa, czy jesteśmy głodni czy syci, czy ogarnia nas pożądanie, czy jesteśmy odprężeni i usatysfakcjonowani po seksie, czy śpimy, czy też jesteśmy rozbudzeni.

Wiązki komórek nerwowych w pniu mózgu są istotne także wtedy, gdy w określonych warunkach powinniśmy gwałtownie ukierunkować energię z ciała i mózgu. Komplet reakcji typu walka–ucieczka–zastygnięcie jest dla nas niezbędny do przeżycia w warunkach zagrożenia. Przy ścisłej współpracy z układem limbicznym oraz wyższymi obszarami korowymi pień mózgu ocenia, czy powinniśmy zareagować na niebezpieczeństwo mobilizacją energii do walki, do ucieczki czy do bezsilnego zastygnięcia w miejscu, co bywa reakcją na przytłaczające nas okoliczności. Bez względu na to, która z tych reakcji zostanie wybrana w zagrażających życiu okolicznościach, bardzo trudno jest nam otworzyć się i reagować na wpływ innych. W praktyce jest to niemożliwe i dlatego właśnie część procesu rozwoju psychowzroczności wiąże się z osłabieniem pewnych reakcji, które w danej sytuacji nie są konieczne. Do tego tematu jeszcze powrócimy.

Pień mózgu jest także kluczowym elementem tak zwanych układów motywacyjnych, które pozwalają nam zaspokajać podstawowe potrzeby: zdobywanie pożywienia, szukanie kryjówki, dążenie do reprodukcji i zapewnienia sobie poczucia bezpieczeństwa. Gdy odczuwamy silne pragnienie zachowania się w określony sposób, możemy podejrzewać, że to nasz pień mózgu przystąpił do bliskiej współpracy z obszarem mózgu znajdującym się powyżej, czyli z układem limbicznym, żeby pchnąć nas do działania.

UKŁAD LIMBICZNY

Układ limbiczny znajduje się głęboko w mózgu, mniej więcej w miejscu, w którym usytuowany jest nasz kciuk z ręcznego modelu. Układ limbiczny ewoluował, kiedy na Ziemi pojawiły się małe ssaki, czyli około dwustu milionów lat temu. Ten „stary mózg ssaków” ściśle współpracuje z pniem mózgu oraz z ciałem właściwym, wytwarzając nie tylko nasze podstawowe popędy, lecz również emocje. Ogarniające nas uczucia są powiązane z określonymi znaczeniami, ponieważ układ limbiczny ocenia naszą bieżącą sytuację. „Czy to jest dobre, czy to jest złe?” – oto pytanie, które najczęściej stawia układ limbiczny. Podążamy ku temu, co jest dobre, a oddalamy się od tego, co uważamy za złe. W rezultacie układ limbiczny pomaga nam tworzyć emocje wywołujące fizyczną reakcję. To on motywuje nas do działania w reakcji na to, jakie znaczenie przypiszemy temu, co dzieje się z nami w danej chwili.

Układ limbiczny jest również ogromnie istotny przy tworzeniu związków, także związków emocjonalnych z innymi ludźmi. Każdy, kto kiedykolwiek hodował ryby, żaby czy jaszczurki, świetnie wie, że stworzenia, które nie są ssakami, nie mają w zwyczaju przywiązywać się do ludzi ani też do siebie nawzajem. Z kolei szczury, koty i psy są wyposażone w układ limbiczny ssaków i dlatego potrafią się przywiązywać, podobnie jak my. Jesteśmy odpowiednio wyposażeni do udanego porozumiewania się z innymi. Umożliwia nam to nasze dziedzictwo.

Układ limbiczny odgrywa istotną rolę regulacyjną za sprawą podwzgórza, czyli głównego ośrodka kontroli wewnątrzwydzielniczej. Za pośrednictwem przysadki mózgowej podwzgórze odpowiada za dystrybucję hormonów, w szczególności wpływając na nasze organy płciowe oraz gruczoły tarczycy i nadnercza. Przykładowo, kiedy ogarnia nas napięcie, wydzielamy hormon, który stymuluje nadnercza do wytwarzania kortyzolu, mobilizującego nas do produkowania energii poprzez odpowiednio silne uwarunkowanie całego metabolizmu. Takie pobudzenie sprawia, że możemy sprostać określonemu wyzwaniu. Opisana reakcja pozwala nam odpowiednio się przystosować w obliczu krótkotrwałego stresu, lecz na dłuższą metę może stanowić problem. Jeśli stawiamy czoło przytłaczającej sytuacji, z którą sobie nie radzimy, poziom kortyzolu może wzrosnąć długotrwale. Traumatyczne doświadczenia szczególnie uwrażliwiają nasz układ limbiczny, przez co nawet drobne napięcia mogą doprowadzić do gwałtownego wzrostu poziomu kortyzolu, w rezultacie czego codzienne życie staje się jeszcze większym wyzwaniem dla znerwicowanej osoby. Wysoki poziom kortyzolu bywa także toksyczny dla rosnącego mózgu i może zakłócać przebieg prawidłowego rozwoju oraz funkcjonowania tkanki nerwowej. Znalezienie sposobu na łagodzenie nadpobudliwości układu limbicznego jest niezbędne dla odtworzenia równowagi emocjonalnej i osłabienia szkodliwości skutków przewlekłego stresu. Jak się przekonamy, psychowzroczność może nam dopomóc w prowokowaniu wyższych obszarów mózgu do „korowego łagodzenia” nadaktywności limbicznej.

Układ limbiczny pomaga nam także w tworzeniu różnych form pamięci – dzięki niemu zapamiętujemy fakty, konkretne doświadczenia oraz emocje, które nadają barwę i fakturę tym doświadczeniom. Po obu stronach podwzgórza i przysadki mózgowej znajdują się dwa skupiska nerwowe, które poddano intensywnym badaniom w interesującym nas zakresie – chodzi o ciało migdałowate oraz o hipokamp. Jak sama nazwa wskazuje, ciało migdałowate ma kształt małego migdała, a naukowcy odkryli, że jest szczególnie istotne przy wywoływaniu reakcji lękowych. (Część autorów przypisuje ciału migdałowatemu wszystkie emocje, lecz niedawno przeprowadzone badania wskazują na to, że nasze ogólne uczucia wywodzą się z większego obszaru, obejmującego układ limbiczny, pień mózgu oraz właściwy organizm, a ponadto są powiązane z aktywnością korową).

Ciało migdałowate może wywołać natychmiastową reakcję ratunkową. Pewnego razu wędrowałem z synem po górach High Sierra, kiedy nagły atak strachu sprawił, że stanąłem jak wryty i krzyknąłem: „Stój!”, żeby zatrzymać dziecko. Dopiero potem uświadomiłem sobie, z czego wynikało moje zachowanie. Wiecznie czujne ciało migdałowate wychwyciło wzrokowe spostrzeżenie, na które nie zwróciłem świadomej uwagi. Na naszym szlaku coś leżało. Mój syn na szczęście się zatrzymał (jeszcze nie był zbuntowanym nastolatkiem) i ostrożnie obszedł gotowego do ataku, młodego grzechotnika, który postanowił skorzystać z tej samej ścieżki, co my. Na tym przykładzie widzimy, że stany emocjonalne mogą powstawać bez udziału świadomości, a my możemy zachowywać się zgodnie z nimi, nie wiedząc, dlaczego tak postępujemy. Zdarza się, że takie uwarunkowanie ratuje ludziom życie, lecz równie dobrze może nas skłonić do robienia rzeczy, których potem głęboko żałujemy. Abyśmy uprzytomnili sobie, jakie skrywamy uczucia, abyśmy je świadomie rozpoznali i zrozumieli, musimy powiązać podkorowe stany emocjonalne z naszą korą mózgową.

Na koniec wspomnijmy o hipokampie, będącym tworem neuronowym o kształcie konika morskiego, który pełni rolę głównego układacza elementów łamigłówki. To właśnie hipokamp łączy oddzielne obszary mózgu, począwszy od rejonów percepcyjnych, przez przechowalnię faktów, aż do ośrodków mowy. Ta integracja schematów aktywności komórek nerwowych przeobraża nasze bieżące przeżycia we wspomnienia. Mogę w dowolnej chwili przytoczyć opowieść o wężu, ponieważ mój hipokamp powiązał rozmaite aspekty tego doświadczenia – wrażenia cielesne, emocje, myśli, fakty i refleksje – i stworzył trwały zestaw wspomnień.

Hipokamp rozwija się stopniowo w naszych wczesnych latach i przez całe życie wytwarza nowe skojarzenia, a nawet nowe neurony. Kiedy dojrzewamy, hipokamp wplata podstawowe formy pamięci emocjonalnej i percepcyjnej do wspomnień faktów oraz wydarzeń autobiograficznych. W ten sposób umożliwia mi zrelacjonowanie dawnego spotkania z wężem w górach High Sierra. Ta typowa wyłącznie dla ludzi zdolność opowiadania historii zależy także od rozwoju najwyższej części mózgu – kory.

KORA MÓZGOWA

Kora jest zewnętrzną warstwą mózgu. Niekiedy nazywa się ją nowym mózgiem ssaków, korą nową lub korą neopalialną, ponieważ znacznie się rozrosła wraz z pojawieniem się naczelnych, a w szczególności człowieka. Kora tworzy skomplikowane schematy pobudzeń, które odnoszą się do trójwymiarowego świata, niezwiązanego z funkcjonowaniem organizmu i z reakcjami ratunkowymi, będącymi wytworem niższych, podkorowych obszarów. U ludzi bardziej skomplikowany czołowy płat kory odpowiada za pomysły i koncepcje, a także za tworzenie psychowzrocznych map, które pozwalają nam dogłębnie zrozumieć wewnętrzny świat człowieka. Co więcej, płat czołowy tworzy schematy pobudzeń neuronowych, które przedstawiają własne obrazy. Innymi słowy, pozwala nam to myśleć o myśleniu. To dobra wiadomość dla człowieka, gdyż w rezultacie zyskujemy nowe zdolności myślowe. Korzysta na tym nasza wyobraźnia, możemy ponownie łączyć fakty i doświadczenia, a także tworzyć. Problem w tym, że te nowe umiejętności niekiedy pozwalają nam myśleć zbyt dużo. O ile nam wiadomo, żaden inny gatunek nie tworzy własnych wyobrażeń nerwowych – zapewne między innymi z tego powodu czasami nazywamy siebie neurotykami.

Kora jest pofałdowana w poskręcane wzgórza i doliny, które naukowcy badający mózg podzielili na obszary nazywane płatami. Na opisanym wcześniej ręcznym modelu tylny fragment kory mózgowej rozciąga się od drugiego stawu palca (licząc od czubków palców) do grzbietu dłoni i obejmuje trzy płaty: potyliczny, ciemieniowy i skroniowy. Tylny obszar kory mózgowej jest kluczowy w mapowaniu naszych fizycznych doświadczeń, ponieważ odpowiada za percepcję otaczającego nas świata, przy czym informacje z zewnątrz są odbierane poprzez pięć zmysłów. Dodatkowo te trzy płaty śledzą lokalizację i ruch naszego fizycznego ciała, posługując się przy tym dotykiem oraz umiejętnością postrzegania ruchu. Ci z nas, którzy nauczyli się korzystać z jakiegoś narzędzia – młotka, kija do krykieta czy nawet samochodu – być może pamiętają tę cudowną chwilę, w której znikła początkowa nieporadność. Funkcje percepcyjne tylnej części kory mózgowej są zdumiewające i pozwalają umieścić dany obiekt w mapie organizmu, żeby układ nerwowy odbierał go jako przedłużenie ciała. Dzięki temu możemy prędko jeździć autostradami, parkować samochód w ciasnej przestrzeni, precyzyjnie korzystać ze skalpela albo trafiać w dziesiątkę.

Przyjrzyjmy się ponownie naszemu modelowi. Przednia część kory mózgowej, czyli płat czołowy, rozciąga się od czubków palców do drugiego stawu. Ten obszar ewoluował podczas naszej historii ssaków naczelnych, a najbardziej rozwinął się u ludzi. Przesuwając się od tyłu do przodu, najpierw napotkamy pas motoryczny, który kontroluje mięśnie podległe woli. Różne grupy nerwów odpowiadają za ruchy nóg, rąk, dłoni, palców i mięśni twarzy, a rozciągają się do rdzenia kręgowego, gdzie się krzyżują. W rezultacie do uaktywnienia mięśni z prawej strony ciała wykorzystujemy lewą stronę obszaru motorycznego. (To samo skrzyżowanie odnosi się do zmysłu dotyku, którego ośrodek znajduje się dalej z tyłu mózgu, w strefie płata ciemieniowego zwanej pasem somatosensorycznym). Wracając do obszaru czołowego i przesuwając się nieco w przód, natrafimy na miejsce zwane pasem przedruchowym, który pozwala nam planować czynności motoryczne. Jak widać, ta część płata czołowego jest głęboko powiązana ze światem fizycznym i umożliwia nam funkcjonowanie w środowisku zewnętrznym.

KORA PRZEDCZOŁOWA

Jeśli przejedziemy wyżej i zbliżymy się do przedniej części mózgu, w końcu dotrzemy do obszaru rozpostartego od pierwszych stawów palcowych do czubków palców na naszym ręcznym modelu. Tutaj, tuż za czołem, rozciąga się kora przedczołowa, która wyewoluowała do tego stopnia wyłącznie u ludzi. Minęliśmy już neuronowe tereny odpowiedzialne za sprawy świata fizycznego oraz poruszanie się ciała i wkroczyliśmy do innego królestwa rzeczywistości układu nerwowego. Za cielesnymi i ratunkowymi bolączkami pnia mózgu, za wartościującymi i emocjonalnymi funkcjami układu limbicznego, a także za percepcyjnymi procesami, które zachodzą w tylnej części kory mózgowej, oraz funkcjami motorycznymi tylnego obszaru płata czołowego znajdują się bardziej abstrakcyjne i symboliczne formy przepływu informacji, które wyróżniają nas gatunkowo. W obszarze przedczołowym tworzymy obrazy takich koncepcji, jak czas, poczucie jaźni oraz osądy etyczne. Właśnie tutaj powstają nasze psychowzroczne mapy.

Przyjrzyjmy się bliżej naszemu modelowi. Dwa zewnętrzne końce palców wyobrażają boczne obszary kory przedczołowej, które uczestniczą w świadomym skupianiu uwagi. Kiedy koncentrujemy umysł na jakiejś sprawie, łączymy aktywność w tym rejonie z aktywnością innych obszarów mózgu, dajmy na to z nieustającym, wzrokowym postrzeganiem płata potylicznego. (Nawet kiedy odtwarzamy zapamiętany wcześniej obraz, musimy uaktywnić podobny fragment wspomnianego płata potylicznego). Gdy moje ciało migdałowate zauważyło grzechotnika, nie byłem tego świadomy, bo ten percepcyjny „skrót” zapewne zaistniał bez zaangażowania bocznej kory przedczołowej. Dopiero później, gdy krzykiem nakazałem synowi przystanąć i poczułem, jak wali mi serce, do gry wkroczyła boczna kora przedczołowa, która pozwoliła mi świadomie dojść do wniosku, że przestraszyłem się węża.

Skoncentrujmy się teraz na obszarach wyznaczonych przez dwa środkowe paznokcie. Dotarliśmy do środkowej części obszaru przedczołowego, który tak dramatycznie ucierpiał podczas wypadku Barbary. Jak już wcześniej wspominałem w niniejszym rozdziale, ten rejon odgrywa istotną rolę regulacyjną – kształtuje procesy zachodzące w organizmie, nadzoruje pracę pnia mózgu, umożliwia nam zastanowienie się przed wykonaniem czynności, zapewnia wnikliwość i empatię, a także decyduje o osądach etycznych.

Dlaczego środkowy obszar przedczołowy jest tak ważny przy wykonywaniu tych zasadniczych funkcji, niezbędnych dla zdrowego życia? Jeśli podniesiemy palce i ponownie je opuścimy, wówczas zrozumiemy, jak wyjątkowa anatomicznie jest ta część mózgu. To ona zespala inne elementy mózgu.

Zwróćmy uwagę na to, jak dwa końce środkowych palców spoczywają na górze kciuka–układu limbicznego i stykają się ze śródręczem–pniem mózgu, a do tego są bezpośrednio połączone z palcami–korą mózgową. Środkowy obszar przedczołowy jest zatem oddalony o zaledwie jedną synapsę od neuronów w korze mózgowej, układzie limbicznym oraz w pniu mózgu. Później wyjaśnię, że jest on połączony funkcjonalnymi ścieżkami ze społecznym światem innych mózgów.

Środkowy obszar przedczołowy łączy następujące, znacznie oddzielone od siebie i zróżnicowane rejony układu nerwowego: korę mózgową, układ limbiczny, pień mózgu w obrębie czaszki oraz wewnętrznie rozprzestrzeniony układ nerwowy ciała właściwego. Ponadto łączy sygnały ze wszystkich tych obszarów z sygnałami, które wysyłamy i przyjmujemy w naszym świecie społecznym. Ponieważ kora przedczołowa pomaga koordynować i równoważyć schematy pobudzeń z tych wielu rejonów, odgrywa rolę w najwyższym stopniu integracyjną.

W następnym rozdziale rozważymy, co się dzieje, kiedy ten integracyjny obszar mózgu szwankuje. Wystarczy unieść palce, żeby się przekonać, jak to jest, kiedy tracimy kontrolę nad sobą i schodzimy na manowce w naszych kontaktach z innymi.

ROZDZIAŁ DRUGI

Gorzki smak naleśników Psychowzroczność utracona i odnaleziona

Kiedy umysł pracuje sprawnie, nasze relacje z innymi ludźmi kwitną. Czasami jednak „tracimy rozum” i zachowujemy się w sposób, którego wcale sobie nie życzymy. Historia, którą opowiem w tym rozdziale, była przypadkiem zaburzonej psychowzroczności, a do tego przypomnieniem, że jesteśmy tylko ludźmi i choćbyśmy nie wiadomo jak się starali, nigdy nie będziemy w pełni wolni od słabości i problemów.

W pewien ciepły, wiosenny dzień spacerowałem z dziewięcioletnią wówczas córką i rozglądałem się po deptaku, wypatrując syna. Obejrzeliśmy właśnie świetny i zabawny film, więc teraz córka skakała po chodniku, wśród tłumu przechodniów. Jej chudy, trzynastoletni brat wybrał się z kolegami z klasy do innego kina, ale wkrótce nas zauważył, pomachał ręką i pożegnał przyjaciół, żeby do nas dołączyć. W drodze powrotnej do samochodu mijaliśmy naleśnikarnię i mój syn spytał, czy moglibyśmy coś przekąsić. Ponieważ mieliśmy jeszcze czas przed zapowiedzianym powrotem do domu, zgodziłem się i weszliśmy do małego lokalu.

Mój syn postanowił wziąć jeden mały naleśnik, córka zaś oznajmiła, że nie jest głodna. W oczekiwaniu na nasze zamówienie mogliśmy się delektować apetycznymi aromatami z otwartej kuchni za ladą. Usiedliśmy, po chwili na stole pojawił się naleśnik i syn zjadł pierwszy kęs. A wtedy moja córka spytała, czy może spróbować. Syn popatrzył na mały naleśnik i odparł, że jest głodny i że mogła przecież zamówić sobie porcję. „Rozsądna odpowiedź”, pomyślałem i zaproponowałem córce, że kupię jej naleśnik. Ona jednak mi wyjaśniła, że chciała tylko kęs, aby się przekonać, jak smakuje. Jej słowa również wydały mi się rozsądne, więc zasugerowałem synowi, żeby poczęstował siostrę naleśnikiem.

Jeśli ktoś ma w domu więcej niż jedno dziecko albo jeśli dorastał z bratem albo siostrą, doskonale wie, co to szachy z rodzeństwem. Mam na myśli strategiczną rywalizację, która niezmiennie polega na wykonywaniu ruchów mających na celu podkreślenie własnej dominacji oraz zdobycie rodzicielskiej aprobaty. Niewysoki koszt drugiego naleśnika byłby niską ceną uniknięcia tego, co musiało się wydarzyć. Zamiast go kupić, popełniłem rodzicielski błąd i opowiedziałem się po jednej ze stron. Stanowczo zażądałem, żeby mój syn podzielił się naleśnikiem z siostrą. Nawet jeśli dotąd nie chodziło o to, które dziecko postawi na swoim, moja interwencja z pewnością przesądziła sprawę.

– Dlaczego nie chcesz jej poczęstować małym kawałkiem? – spytałem. – Niech sama sprawdzi, jak smakuje ten naleśnik.

Syn popatrzył na mnie, potem na naleśnik, a na koniec westchnął i dał za wygraną. Słuchał mnie jeszcze nawet jako nastolatek. Chwycił nóż niczym skalpel i odkroił ledwie widoczny skrawek naleśnika, tak mały, że do jego podniesienia najlepiej nadawałaby się pęseta. W innych okolicznościach być może roześmiałbym się i uznał to za pomysłowy ruch w strategicznej rozgrywce między bratem i siostrą.

Moja córka sięgnęła po ten skrawek, położyła go na serwetce i oznajmiła, że jest za mały. Także jej ruch był całkiem udany. Syn zareagował momentalnie – nie odrywając wzroku od talerza, odparł, że nie powinna być zbyt wybredna. Zmagania szachowe trwały w najlepsze, ja jednak tego nie dostrzegałem.

Choć byłem świadom, że nastolatki i ich młodsze rodzeństwo nie zawsze dobrze się dogadują i często dochodzi między nimi do pomysłowych, zróżnicowanych form rywalizacji – zarówno subtelnych, jak i dość ostrych – zachowanie dzieci zaczęło mi działać na nerwy. Coś się we mnie zagotowało.

– Możesz dać jej taki kawałek, który widać gołym okiem? – zapytałem ostro.

Chłopak odkroił następny, tym razem większy fragment, a ja odetchnąłem z ulgą. Wtedy jednak córka poskarżyła się, że ten kawałek jest przypalony. Rzeczywiście, syn dał jej spalony róg naleśnika, taki który kruszy się w ustach i nie ma smaku. Nic nie wskazywało na koniec rozgrywki.