Przyjemność. Kreatywne podejście do życia - Alexander Lowen - ebook

Przyjemność. Kreatywne podejście do życia ebook

Alexander Lowen

3,8

12 osób interesuje się tą książką

Opis

"Przyjemność to jedyna siła zdolna przeciwstawić się potencjalnie destrukcyjnemu wpływowi władzy. Wielu ludzi sądzi, że jest to rolą miłości. Ale jeśli miłość ma być czymś więcej niż słowem, to musi opierać się na odczuciu przyjemności. W tej książce pokazuję, w jaki sposób doznawanie przyjemności lub cierpienia determinuje nasze emocje, myśli i zachowania. Omawiam psychologię i biologię przyjemności, badam jej źródła w naszym ciele, w przyrodzie i w całym wszechświecie. Odwołując się do analizy bioenergetycznej i stosując postulowane przez nią ćwiczenia redukujące napięcie, możemy odzyskać naszą cielesną zdolność do doznawania radości i nasze możliwości twórcze".

Alexander Lowen

Analiza bioenergetyczna stworzona przez cieszącego się międzynarodowym uznaniem psychiatrę dr. Alexandra Lowena jest formą psychoterapii łączącą w sobie pracę z ciałem i umysłem. Ułatwia ona pacjentowi rozwiązanie jego problemów emocjonalnych i uświadamia mu, że nosi w sobie potencjał życiowej radości i przyjemności. Terapia tego rodzaju jest dostępna w USA, Kanadzie, Afryce Południowej, Europie, Izraelu, Japonii, Nowej Zelandii i Australii.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 321

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Wstęp

Was zaś, synowie prawowici Bogów,Żywego Piękna niech cieszy poświata!To, co się staje i co żyje wiecznie,Niechaj miłości ogarnie was chwałą,I co w zjawisku ulata powietrznie,Wy umacniajcie myślą wiecznotrwałą.

Pan w Fauście Goethego1

Przyjemność nie leży w obszarze, którym człowiek może zarządzać lub który może kontrolować. Według Goethego jest bożym darem dla tych, którzy identyfikują się z życiem, którzy umieją radować się jego pięknem i splendorem. Życie w zamian obdarza ich miłością i chwałą. Lecz Bóg upomina ich, swoich prawowitych synów i wyznawców: przyjemność jest rzeczą ulotną, umacniajcie ją więc w swoich myślach, gdyż w niej spoczywa sens życia.

Dla większości istot ludzkich „przyjemność” jest jednak słowem budzącym mieszane uczucia. Z jednej strony wywołuje w naszych umysłach skojarzenia z ideą dobra. Przyjemne doznania to coś dobrego, jedzenie, które sprawia nam przyjemność, dobrze smakuje, o książce, której lektura sprawia nam przyjemność, mówimy, że to dobra książka. A jednak większość ludzi uznałaby życie poświęcone przyjemnościom za zmarnowane. Pozytywną reakcję na przyjemność tłumimy obawami. Lękamy się, że niekontrolowane dążenie do przyjemności może sprowadzić człowieka na niebezpieczną drogę, może sprawić, że zapomni o swoich obowiązkach i odpowiedzialności, a nawet zdegradować go duchowo. Wielu osobom przyjemność kojarzy się z lubieżnością. Przyjemność, zwłaszcza zmysłowa, była zawsze postrzegana jako diabelska pokusa. Kalwiniści uważali, że przyjemności są zazwyczaj grzeszne.

Nikomu w naszej kulturze nie jest obca ta obawa przed przyjemnością. Współczesna kultura jest zorientowana bardziej na ego niż na ciało i w rezultacie podstawową wartością stała się władza, a przyjemność odgrywa podrzędną rolę. Ambicją nowoczesnego człowieka jest podporządkowywać sobie świat i panować nad samym sobą. Jednocześnie stale prześladuje go lęk, że cele te są nieosiągalne, a także wątpliwości, czy ich osiągnięcie będzie dla niego dobre. Ponieważ jednak przyjemność jest trwałą i twórczą siłą w jego osobowości, ma nadzieję (złudną), że dzięki nim jego życie stanie się przyjemne. Ego popycha go więc do pogoni za celami, które obiecują przyjemność, ale wymagają najpierw zaprzeczenia przyjemności. Sytuacja współczesnego człowieka przypomina położenie Fausta, który sprzedał duszę Mefistofelesowi za obietnicę, która nie mogła zostać dotrzymana. Chociaż obietnica przyjemności jest diabelską pokusą, diabeł nie ma władzy, by ją spełnić.

Historia Fausta jest dziś nie mniej znamienna niż w czasach Goethego. Bertram Jessup wskazuje we wstępie do swojego przekładu poematu2, że „magia szesnastego stulecia niczym się nie różniła od współczesnej nauki w swoich aspiracjach do zdobycia pełnej kontroli nad ludzkim życiem. Jedynie siła tych aspiracji radykalnie wzrosła wraz z załamaniem się moralnego autorytetu wszechmogącego Boga”. Jak powiada Elias Canetti, „człowiek ukradł sobie własnego Boga”3. Zdobył władzę osądzania i niszczenia, władzę, która kiedyś była prerogatywą karzącego Bóstwa. Co może powstrzymać człowieka przed samozniszczeniem, skoro jego władza wydaje się nieograniczona, a hamulców brak?

Musimy sobie uświadomić, że wszyscy, podobnie jak Faust, jesteśmy gotowi ulec podszeptom diabła. Diabeł tkwi w każdym z nas pod postacią ego, które obiecuje nam spełnienie pragnień pod warunkiem, że podporządkujemy się jego dążeniom do dominacji. Zdominowanie osobowości przez ego to diaboliczne wypaczenie ludzkiej natury. Ego nie miało być panem ciała, lecz jego lojalnym i pokornym sługą. Ciało, w przeciwieństwie do ego, łaknie przyjemności, a nie władzy. Cielesna przyjemność to źródło wszystkich naszych pozytywnych uczuć i myśli. Utrata cielesnej przyjemności sprawia, że jesteśmy zdenerwowani, sfrustrowani i pełni złości. Nasze myśli prowadzą na manowce, a potencjał twórczy zanika. Przyjmujemy postawę autodestrukcyjną.

Przyjemność stanowi twórczą siłę w naszym życiu. Jedyną siłę, która jest w stanie przeciwstawić się destrukcyjnemu wpływowi władzy. Wielu ludzi sądzi, że tę rolę powinna odgrywać miłość. Ale jeśli miłość ma być czymś więcej niż słowem, musi wspierać się na fundamencie przyjemnych doznań. W tej książce pokażę, jak doświadczanie przyjemności i cierpienia determinuje nasze emocje, myśli i zachowania. Omówię psychologię i biologię przyjemności, dotrę do jej korzeni w naszym ciele, środowisku i całym wszechświecie. Zrozumiemy wtedy, że przyjemność jest kluczem do twórczego życia.

ROZDZIAŁ 1

Psychologia przyjemności

Moralność zabawy

Przypadkowy obserwator mógłby uznać Amerykę za kraj przyjemności. Wydaje się, że jej mieszkańcy są nastawieni na miłe spędzanie czasu. Każdą wolną chwilę i mnóstwo pieniędzy poświęcają na pogoń za przyjemnością. To zaabsorbowanie przyjemnościami znajduje odbicie w reklamie i jest w niej wykorzystywane. Prawie każdemu sprzedawanemu produktowi czy usłudze towarzyszy obietnica przekształcenia życiowych konieczności w zabawę. Dzięki nowemu detergentowi mycie naczyń staje się frajdą, wysoko przetworzona żywność czyni przygotowywanie posiłków błahostką, nowy model samochodu obiecuje radość z jazdy zatłoczoną autostradą. Jeśli zaś nawet te cuda techniki nie dają nam przyjemności, którą obiecywały, to w zamian namawia się nas na podróż do cudownych, odległych miejsc, gdzie życie jest bajką.

Pojawia się zatem naturalne pytanie: czy Amerykanie naprawdę cieszą się życiem? Większość poważnych obserwatorów współczesności temu zaprzecza. Czują, że obsesja na punkcie rozrywek zdradza brak zadowolenia z życia4. Norman M. Lobsenz opublikował w 1960 roku studium poświęcone amerykańskiej pogoni za przyjemnościami, zatytułowane Is Anybody Happy? (Czy jest tu ktoś szczęśliwy?). Lobsenz nie znalazł szczęśliwych ludzi i w zakończeniu zastanawiał się, czy szczęście jest w ogóle osiągalne. Stwierdził, że „za maską dobrego humoru skrywa się rosnąca niezdolność do odczuwania prawdziwej przyjemności”5. Według niego w Ameryce ukształtowała się nowa moralność, moralność zabawy, którą opisywał następująco: „W naszych czasach bardzo ważną rzeczą jest, żebyś dobrze się bawił albo sprawiał wrażenie, że dobrze się bawisz, albo myślał, że dobrze się bawisz, albo przynajmniej przekonał o tym innych. Człowiek, który nie bawi się dobrze, jest podejrzany”6.

Jest podejrzany o herezję lub sprzeniewierzenie się tej nowej moralności. Jeśli ktoś usiłuje być takim samym wesołkiem jak inni, ale bez powodzenia, to wszyscy mu współczują. Biedny Joe! Jeśli jednak uważa, że jest nudno i nieciekawie, to lepiej żeby znalazł grzecznościową wymówkę i opuścił towarzystwo. Ośmiela się bowiem nie ulegać iluzjom, a jego trzeźwa i krytyczna obecność grozi ich zniweczeniem. Niech wie, że nie ma prawa niszczyć cudzych złudzeń i zrywać gry, którą ludzie uprawiają w imię dobrej zabawy. Jeśli zaproszony lub z własnego wyboru stałeś się częścią zbiorowości, nie możesz podważać wyznawanych przez nią wartości.

Moralność zabawy oznacza wysiłek podejmowany w celu pozornego powrotu do beztroskich czasów dzieciństwa. W większości zabaw dziecięcych, zwłaszcza polegających na naśladowaniu dorosłych, obecna jest postawa „teraz w to wierzymy”, wyrażona wprost lub domyślna. Wierzymy, że pacynki błota to ciastka albo że Jaś jest doktorem. Takie nastawienie jest niezbędne, ponieważ pozwala dziecku w pełni zaangażować się w zabawę. Dorosły, który się przyłącza do dziecięcej zabawy, również musi przyjąć fikcyjną sytuację za realną, inaczej pozostanie outsiderem. Bez takiej postawy dzieci nie mogą poważnie traktować swoich zajęć, a jeśli nie traktują ich poważnie, to zabawa nie sprawia im żadnej przyjemności.

Dorosły, który uczestniczy w grze „udajemy, że dobrze się bawimy”, postępuje odwrotnie. Angażuje się w tak istotne czynności, jak picie alkoholu i seks, z nastawieniem, że czyni to dla rozrywki. Usiłuje postrzegać jako zabawę poważne sprawy życiowe, takie jak zarabianie na utrzymanie rodziny. Oczywiście bez powodzenia. Przede wszystkim są to działania pociągające za sobą odpowiedzialność, a po drugie, brak w nich szczerego zaangażowania, tak charakterystycznego dla zabaw dziecięcych. Moralność zabawy cechuje brak tego rodzaju zaangażowania. Skoro się tylko bawimy, to nie należy się niczym zbytnio przejmować.

Jedną z głównych przesłanek mojej pracy jest założenie, że pełne zaangażowanie w to, co robimy, jest podstawowym warunkiem odczuwania satysfakcji. Zaangażowanie częściowe jest źródłem wewnętrznego konfliktu. Dzieci potrafią zaangażować się bez reszty w swoje gry i zabawy. Kiedy malec mówi, że zabawa jest fajna, nie chce powiedzieć, że uważa ją za dobrą rozrywkę. Chce powiedzieć, że puszczając wodze fantazji, oddał się jej całym sercem, wyraża w niej siebie i czerpie z niej wielką przyjemność.

Powszechnie wiadomo, że w dziecięcych grach i zabawach manifestuje się kreatywny aspekt ludzkiej osobowości. Często zajęcia te wymagają dużego zaangażowania wyobraźni. Łatwość, z jaką dziecko potrafi symulować fikcyjną sytuację czy wręcz uwierzyć w jej prawdziwość, świadczy, że żyje ono przede wszystkim w swoim wewnętrznym świecie, obejmującym pokaźny zasób emocji, na których można coś budować. Ponieważ nie ciążą na nim obowiązki i odpowiedzialność, może zamienić swoje otoczenie w bajkową rzeczywistość, oferującą niezliczone okazje do twórczej autoekspresji i beztroskiej zabawy.

Kreatywność ludzi dorosłych wyrasta z tych samych korzeni i tych samych motywacji, co twórcze zabawy dziecięce. Wynika z pragnienia przyjemności i potrzeby autoekspresji. Charakteryzuje ją, taka sama jak u dzieci, postawa poważnego zaangażowania. I podobnie jak dziecięca gra, kreatywność jest dla dorosłych źródłem przyjemności. W procesie twórczym jest nawet element rozrywki, gdyż zawsze zaczyna się on od myśli: „zakładam, że…”, wymaga odłożenia na bok dotychczasowej wiedzy o rzeczywistości, aby nowe, nieoczekiwane koncepcje mogły wyłonić się z wyobraźni. Pod tym względem każda twórcza jednostka przypomina dziecko.

Dorośli mogą i potrafią się angażować w taką grę wyobraźni jak dzieci, choć przychodzi im to z większym trudem. Przy zabawie czy pracy wyobraźnia dorosłych przekształca obraz otoczenia. Na przykład kobieta zmienia w wyobraźni wystrój swojego salonu i czerpie satysfakcję z odwoływania się do swoich talentów twórczych. Może to stanowić dla niej dobrą zabawę. Oczywiście kiedy przychodzi do rzeczywistego dokonywania zmian, element rozrywki słabnie, gdyż konsekwencje działania stają się poważniejsze. Zabawa może się stać pracą i często tak się dzieje, ale wciąż może dawać przyjemność. Skoro zarówno zabawa, jak i praca angażują twórczą wyobraźnię i wiążą się z przyjemnymi doznaniami, różnica między nimi polega tylko na doniosłości konsekwencji. Dla dorosłych jakaś aktywność jest dobrą rozrywką wtedy, gdy nie pociąga za sobą istotnych konsekwencji i jest podejmowana z założeniem, że polega na udawaniu. Tak więc klaun jest zabawny, jeśli udajemy, że mówi poważnie. Nie byłby zabawny, gdyby naprawdę mówił poważnie. Poczucie humoru opiera się na zawieszeniu wiedzy o rzeczywistości i swobodnej grze wyobraźni.

O zabawie można mówić, kiedy obraz rzeczywistości ulega w czyjejś wyobraźni świadomemu zawieszeniu i jest to źródłem przyjemności. Kiedy przyjemność znika, nie ma zabawy, jak powie wam każde dziecko. Snując fantazje, pozostaje w kontakcie ze swoimi doznaniami i jest świadome swojego ciała. Ta wewnętrzna rzeczywistość nigdy nie zostaje „zawieszona”: jeśli dziecko zgłodnieje, skaleczy się czy z jakiegokolwiek innego powodu przestanie doznawać przyjemności, zabawa jest dla niego skończona. Nie będzie się oszukiwać. Podczas zabawy nie ignoruje wewnętrznej rzeczywistości, przemianę przechodzą w jego wyobraźni jedynie obiekty zewnętrzne.

Negowanie rzeczywistości wewnętrznej to rodzaj choroby psychicznej. Różnica między wyobraźnią a budowaniem iluzji, między twórczą wiarą a samooszukiwaniem się polega na zgodnym z prawdą postrzeganiu swojej wewnętrznej rzeczywistości, na świadomości tego, kim się jest i co się czuje. To taka sama różnica jak pomiędzy zabawą traktowaną jako przyjemność a tak zwaną zabawą, która jest ucieczką od prawdziwego życia.

Potrafię sobie wyobrazić, że jestem wielkim uczonym, nieustraszonym odkrywcą lub genialnym artystą. Ufam jednak, że nie żywię iluzji co do tych obrazów. Wyobraźnia może badać różne możliwości, ale muszę również postrzegać „twarde” fakty dotyczące mojej egzystencji. Myśli mogą błądzić, stopy muszą stać na ziemi. Gra wyobraźni jest przyjemnością tylko wtedy, gdy czujemy się bezpieczni w swoim poczuciu tożsamości i zakorzenieni w realiach swojego ciała. Bez adekwatnego poczucia własnego ja fantazjowanie staje się urojeniem lub paranoją, a to już wcale nie jest zabawne.

Jednym z powodów braku przyjemności w naszym życiu jest to, że usiłujemy czynić zabawę z rzeczy poważnych, a traktujemy poważnie zajęcia, które powinny być rozrywką. Gra w piłkę czy w karty zazwyczaj nie pociąga za sobą poważnych konsekwencji. Mogłaby to być rozrywka, lecz ludzie podchodzą do niej tak poważnie, jakby od wyniku gry zależało ich życie. Nie chodzi o to, że grają na serio, bo dzieci też bawią się na serio. Chodzi o to, że waga, jaką przywiązują do rezultatu, odbiera grze przyjemność (ileż przyjemności tracimy przy grze w golfa, jeśli nasze wyniki nie dorastają do oczekiwań!). Z drugiej strony często angażujemy się „z głupia frant” w działania mogące mieć naprawdę istotne konsekwencje, takie jak seks, zażywanie narkotyków czy ryzykowna jazda samochodem.

Współczesne zaabsorbowanie rozrywką jest reakcją na trudy życia. Tłumaczy to, dlaczego Nowy Jork, gdzie życie uchodzi za szczególnie trudne, prezentuje się jako „miasto zabawy”. Pogoń za rozrywką wyrasta z potrzeby ucieczki od problemów, konfliktów oraz przygniatających uczuć, z którymi nie chcemy się pogodzić. To dlatego dorosłym rozrywka tak często się kojarzy z alkoholem. W wyobrażeniu wielu osób zabawa sprowadza się do tego, by sobie podchmielić lub być „na haju”, by za pomocą środków chemicznych uwolnić się od obezwładniającego poczucia pustki i nudy. Wrażenia po LSD określa się jako „podróż”, co ujawnia ich bliski związek z ideą ucieczki od rzeczywistości. Konsument narkotyków zmienia swoją wewnętrzną rzeczywistość, podczas gdy sytuacja zewnętrzna pozostaje taka sama. Natomiast dziecko, jak widzieliśmy, przekształca swój obraz świata zewnętrznego, zachowując realistyczne doświadczenie wewnętrzne.

Koncepcja rozrywki jako ucieczki nawiązuje do pojęcia wybryku7. Wybrykiem nazywam postępek ignorujący społeczną rzeczywistość, rzeczywistość czyjejś własności, uczuć, a nawet życia. Nielegalna orgia alkoholowa, szaleńcza jazda skradzionym samochodem, wandalizm – wszystko to mieści się w kategorii wybryku, który daje sprawcy iluzję, że robi coś dla przyjemności. Konsekwencje takich czynów są często bardzo poważne i w rezultacie mało przyjemne. Młodzi ludzie nieraz dopuszczają się wybryków, by dać upust negatywnemu stosunkowi do rzeczywistości, która trzyma w ryzach ich wyobraźnię i ogranicza przyjemności. Jeśli wybryki te są niewinne, to znaczy nie stwarzają dla nikogo zagrożenia i niczego nie niszczą, można je uznać za igraszki nastolatków stanowiące pomost między dzieciństwem a dorosłością. W przeciwnym razie tracą charakter zabawy i zamieniają się w desperacką próbę ucieczki od rzeczywistości.

U dorosłych pogoń za rozrywką podkopuje zdolność do doznawania przyjemności. Przyjemność wymaga poważnego stosunku do życia, zaangażowania w pracę i inne elementy egzystencji. Trzeba ją traktować jako coś bardzo ważnego, czy chodzi o zabawę w dzieciństwie, czy o pracę w wieku dojrzałym. Wybryk, choćby wydawał się zabawny, kończy się boleśnie, jak każda próba uchylenia się od życiowego zaangażowania.

Sandor Rado zauważył, że „przyjemność trzyma nas na uwięzi”. Rozumiem to w ten sposób, że przyjemność wiąże nas z naszymi ciałami, otoczeniem, przyjaciółmi i pracą. Jeśli ktoś znajduje przyjemność w codziennym życiu, to nie ma powodu od niego uciekać.

Moralność zabawy zajmuje miejsce purytańskiego kodeksu obyczajowego, który przez kilka stuleci rządził zachowaniem wielu Amerykanów. Purytanizm był jasnym wyznaniem wiary i potępiał wszelką beztroskę. Na przykład zabraniał tańców i gry w karty. Sposób ubierania się i formy obcowania z ludźmi regulowały surowe zasady. Purytanin był oddany Dziełu Bożemu, co w praktyce oznaczało, że musiał być produktywny. Jeśli jednak nietrudno było dorobić się dzieci, to uprawa roli była uciążliwym zajęciem. Życie nie rozpieszczało Ojców Pielgrzymów8 i ich potomków. Walka o przeżycie nie pozostawiała im wiele czasu na rozrywki i gry wyobraźni. A jednak byłoby błędem sądzić, że purytański sposób życia był wyprany z przyjemności. Tyle że przyjemności były bardzo proste. Polegały na miłej świadomości, że życie się toczy harmonijnie i w zgodzie z naturą. Spokojny urok nowoangielskiej prowincji, nawet dziś ceniony, to świadectwo dostępnych purytanom radości.

Wiele czynników wpłynęło na załamanie się tej moralności. Imigranci ze wschodu Europy i krajów śródziemnomorskich wnieśli na amerykańską scenę więcej barw i nowe smaki. Rewolucja przemysłowa przyniosła obfitość dóbr, która zaczęła powoli poszerzać purytańskie horyzonty. A nauka ze swoją służebnicą technologią przyczyniły się do zmiany zakresu pojęcia produktywności, ewolucji od jednostkowej ekspresji do procesu mechanicznego. W rezultacie zgubiły się gdzieś zasady moralne, które w przeszłości nadawały sens purytańskiej etyce.

W reakcji na to wahadło przechyliło się w przeciwną stronę. Dzisiejsza moralność zabawy opiera się na przeświadczeniu, że „wszystko wolno”. Dla wyznawców tej prawdy człowiek zachowujący powściągliwość to renegat. Nie tylko tłumi ich entuzjazm, lecz także podważa ich podstawowe założenie. W podobny sposób purytanie podejrzewali miłośnika zabaw o to, że oddaje hołd Szatanowi. Diabeł trzyma w ręku wszystkie przyjemności – mogliby powiedzieć – więc moce piekielne są niewątpliwie obecne w naszym życiu. Prawdziwa zabawa przyczynia się wielce do radości życia. Jeśli jednak nie chcemy wspierać diabła, to nie mamy prawa przyjąć zasady „wszystko wolno” jako obowiązującej reguły.

Zobaczyliśmy już, że przyjemność jest zasadniczym składnikiem zabawy, ale nie wszystko, co uchodzi za zabawę, bywa przyjemne. Szczęście również się wiąże z przyjemnością. W następnym punkcie zbadamy, czym jest szczęście i jaki jest wzajemny stosunek tych dwóch pojęć.

Marzenie o szczęściu

Dzieciństwo powszechnie uchodzi za najszczęśliwszy okres w życiu człowieka. Same dzieci nie uświadamiają sobie, że są szczęśliwe. Jeśli zapytasz małego chłopca: „Czy jesteś szczęśliwy?”, to będzie miał trudności z udzieleniem odpowiedzi. Wątpię, czy w ogóle wie, co to słowo znaczy. Natomiast z pewnością będzie umiał ci powiedzieć, czy dobrze się bawi, czy też nie. Dorośli mają skłonność do postrzegania swoich wczesnych lat jako szczęśliwych, gdyż w retrospekcji jawią się one jako beztroskie, wolne od zmartwień i kłopotów, obciążających nasz wiek dojrzały. Lecz przeszłość, tak jak i przyszłość, jest marzeniem. Tylko chwila bieżąca jest rzeczywistością.

Czy szczęście to marzenie o przeszłości lub przyszłości? Czy jest tylko marzeniem, czy też należy do rzeczywistości? Czy istnieją ludzie naprawdę szczęśliwi? To pytania, na które nie potrafię uczciwie odpowiedzieć. Może doznawać szczęścia człowiek poświęcający swe życie wyższej idei. Na przykład zakonnica wypełniająca bożą wolę, tak jak sama ją rozumie, mogłaby z przekonaniem oświadczyć: „Jestem szczęśliwa”. Jej życie przypomina jednak pod wieloma względami egzystencję dziecka. Pozostając pod opieką matki przełożonej, nie ponosi odpowiedzialności, która jest udziałem każdej dojrzałej osoby w świecie zewnętrznym. Obrzęd konsekracji uwalnia ją od wszelkich osobistych lęków i oczyszcza jej umysł, by mogła w pełni oddać się kontemplowaniu bożego majestatu. Jej położenie jest wyjątkowe i oderwane od rzeczywistości w porównaniu z sytuacją przeciętnej kobiety.

Konfucjusz jakoby powiedział, że nie potrafi być szczęśliwy, dopóki chociaż jedna istota ludzka cierpi. Cierpiąca jednostka była chmurą na jego niebie, zaćmiewającą błogie poczucie doskonałości. Jeśli doskonałość uznamy za kryterium szczęścia, to szczęście jest marzeniem, które nigdy nie może się w pełni ziścić. Może być jednak celem naszych wysiłków. Wszyscy dążymy do doskonałości, nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, że jest to nieosiągalny ideał. Deklaracja Niepodległości gwarantowała wszystkim obywatelom prawo do życia, wolności i poszukiwania szczęścia. Nie twierdziła natomiast, i słusznie, że szczęście jest czymś więcej niż godnym zachodu celem.

Zdarzało mi się słyszeć ludzi wykrzykujących: „Jestem taki szczęśliwy!”, kiedy zaszło jakieś pomyślne dla nich zdarzenie. I nie miałem wątpliwości, że mówią szczerze. Zakończenie wojny wietnamskiej uszczęśliwiło wiele osób. Na jak długo? Na tak długo, jak długo trwał nastrój euforii wywołany przez to wydarzenie. Pamiętam świętowanie końca drugiej wojny światowej. Na dzień, dwa, w niektórych przypadkach na dłużej, ludzki duch wzbił się na wyżyny, gdyż spadło z naszych ramion nieznośne brzemię toczącej się walki, a serca przestała obciążać świadomość tragedii. Niewiele jednak minęło czasu, gdy inne konflikty zaabsorbowały naszą uwagę i nowe kłopoty zaciążyły nam na sercach. Szczęście było prawdziwe, ale krótkotrwałe.

Pewien monarcha Wschodu zauważył kiedyś: „Przez ponad trzydzieści lat czyniłem wszystko, na co miałem ochotę, spełniano każdą moją zachciankę, ale przez wszystkie te lata znalazłoby się zaledwie parę chwil, w których byłem szczęśliwy”. Jeśli potężny władca nie jest zdolny osiągnąć szczęścia, jakże trudne musi to być dla zwykłego człowieka! Nie zgadzam się jednak z tezą Lobsenza, iż przeznaczeniem człowieka nie jest szczęście. Nie wiem, jakie jest nasze przeznaczenie. Zaryzykuję twierdzenie, że szczęście to uczucie pojawiające się w szczególnych sytuacjach i znikające, gdy sytuacja się zmienia.

Powrót syna z wojny to szczęśliwe wydarzenie dla jego matki. Wcześniej mogła często mawiać: „Byłabym szczęśliwa, gdyby John był już z nami”. Jego przybycie przepełnia ją uczuciem szczęścia i może wtedy powiedzieć: „Jestem taka szczęśliwa!”. W rzeczywistości jednak ma na myśli: „Jestem taka szczęśliwa, że John wrócił!”. W tym samym czasie może być nieszczęśliwa z tego powodu, że drugi syn wciąż jest na froncie albo że mąż jest ciężko chory, albo… Uczucie szczęścia wiąże się z określoną sytuacją, nie odzwierciedla całości jej życiowej kondycji.

Jeśli ktoś mówi: „Jestem szczęśliwy”, to nasuwa się pytanie: „Dlaczego? Czy wygrałeś na loterii?”. Przyjmujemy automatycznie założenie, że człowiek jest szczęśliwy z jakiegoś powodu. Nie jesteśmy tak naiwni, by wierzyć, że można być szczęśliwym bez żadnej przyczyny. Źródłem szczęścia jest zawsze uniknięcie tragedii albo uśmiech losu, finansowy czy inny. Dobrym powodem jest każdy fakt, który wprawia nas w uniesienie, choćby na chwilę. Doznanie szczęścia pojawia się, kiedy wznosimy się ponad własne ja. Staje się to jasne, gdy rozważymy uczucia szczęśliwego kochanka. Człowiek, który się zakocha, chodzi z głową w chmurach, a jego stopy, zdawałoby się, nie dotykają ziemi. Wykracza nie tylko poza własną osobę, wykracza poza ten świat. Na jakiś czas zrzuca z siebie całą materialną doczesność lub odgradza się od niej kokonem niczym poczwarka motyla. Czuje się uwolniony od wszelkich problemów obciążających dotąd jego ego i ta właśnie ulga stanowi bazę dla uczucia szczęścia.

Koncepcja ulgi implikuje wcześniejsze obciążenie, co znaczy, że szczęście jest uwolnieniem od nieszczęścia. Jeśli jakaś szczególna sytuacja sprawia, że czujemy się nieszczęśliwi, zmiana tej sytuacji będzie postrzegana jako szczęście. Ponieważ ciążyła nam wojna wietnamska, byliśmy szczęśliwi, kiedy się skończyła. Człowiek cierpiący z powodu kłopotów finansowych będzie uszczęśliwiony, dowiadując się, że odziedziczył pokaźny majątek. Jeśli przyjmiemy, że dążenie do szczęścia jest czymś powszechnym, to staje się jasne, że większości istot ludzkich ciążą kłopoty pogarszające stan ich ducha. Ludzie potrafią wyobrazić sobie przyszłość, w której owe kłopoty znikają. Ten obraz to ich marzenie o szczęściu. Kto nie marzy, ten nie może wiedzieć, czym jest szczęście.

Kiedy niepomyślna sytuacja się zmienia, jest to tak, jakby ziściły się marzenia. Nastrój euforii, który nas wówczas ogarnia, przypomina nieco sen na jawie. Nieraz trudno nam uwierzyć, że stało się to naprawdę, tak silne jest podobieństwo naszych odczuć do snu. Człowiek doznający szczególnie intensywnego szczęścia mówi czasem: „To niemożliwe, to musi być sen!”. Podniecony ponad miarę umysł traci swoje normalne poczucie rzeczywistości. „Obejmij mnie jeszcze raz – prosi uszczęśliwiona matka. – Nie mogę uwierzyć, że jesteś tu naprawdę”. Ktoś inny się uszczypnie, żeby się upewnić, że nie śni. I podobnie jak sen, szczęście wkrótce się rozwiewa, pozostając tylko wspomnieniem. Euforia szybko się ulatnia, gdyż wyzwania i problemy codziennego życia domagają się swojego miejsca w umyśle.

Szczęście i radość należą do kategorii doświadczeń transcendentnych. W obu przypadkach poczucie rzeczywistości ulega zakwestionowaniu. W obu ludzki duch radośnie się uwalnia od codziennych obciążeń. Niestety, wszelkie doświadczenia transcendentne są ograniczone w czasie. Duch nie jest i nie może zostać uwolniony na stałe. Wraca do ciała, swej fizycznej siedziby, tego więzienia dla ludzkiego ja, gdzie ponownie się poddaje władzy realistycznie nastrojonego ego.

Wszyscy żywimy przekonanie, że życie powinno być czymś więcej niż walką o byt, że powinno być radosnym doświadczeniem, że ludzie są stworzeni do miłości. Kiedy jednak w naszym życiu miłości i radości brakuje, zaczynamy marzyć o szczęściu i puszczamy się w pogoń za przyjemnościami. Nie zdajemy sobie sprawy, że fundamentem szczęśliwego życia jest wewnętrzne, cielesne poczucie przyjemności, że bez niego życie staje się tylko smutną koniecznością i zawsze grozi katastrofą.

Natura przyjemności

U podstaw każdego doznania radości lub szczęścia leży cielesna przyjemność. Aby jakaś aktywność była zabawą, musi być przyjemna. Jeśli sprawia nam ból, to nie sposób jej określić jako zabawy. Przy braku przyjemności gra fantazji zamienia się w ponurą grę pozorów. To samo można powiedzieć o szczęściu. Bez odczucia przyjemności jest ono tylko iluzją. Prawdziwa radość i prawdziwe szczęście czerpią sens z przyjemności, jaką odczuwamy w danej sytuacji. Ale przyjemność niekoniecznie musi towarzyszyć uczuciom radości lub szczęścia. Można ją znajdować w codziennych okolicznościach życia, gdyż jest stanem fizycznym. Człowiek jest w stanie przyjemności, kiedy ruchy jego ciała są płynne, swobodne, rytmiczne i harmonizują z otoczeniem. Zilustruję tę koncepcję kilkoma przykładami.

Pracy na ogół nie uważa się za powód do radości czy źródło szczęścia, ale każdy wie, że może ona sprawiać człowiekowi przyjemność. Zależy to oczywiście od warunków pracy i nastawienia pracującego do wykonywanych działań. Znam wielu ludzi, którzy czerpią z pracy satysfakcję, ale nikt z nich nie powiedziałby, że praca ich uszczęśliwia lub daje im radość. Praca to poważna sprawa, wymaga dyscypliny i zaangażowania. Jej celem jest osiągnięcie określonych rezultatów i pod tym względem różni się od zabawy, podczas której nie musimy się martwić o wyniki. Ale praca może być przyjemnością, kiedy angażuje ludzką energię w sposób swobodny i zrównoważony. Nikogo nie cieszy aktywność wykonywana pod naciskiem sił zewnętrznych lub wymagająca wydatku energii przekraczającego jego możliwości. Jeśli więc człowiek dobrowolnie zaakceptuje sytuację roboczą, to będzie doświadczał przyjemności o tyle, o ile jego energia będzie angażowana w wykonywaną pracę płynnie i rytmicznie. I zupełnie niezależnie od satysfakcji, którą przyniosą efekty pracy, będzie znajdował odrębne uczucie przyjemności w rytmicznych reakcjach ciała.

Przyjrzyj się dobremu cieśli przy pracy, a dostrzeżesz przyjemność, którą czerpie ze swych skoordynowanych ruchów. Wydaje się, że nie wkłada w pracę żadnego wysiłku, tak płynnie i swobodnie się porusza. I przeciwnie, jeśli jego ruchy będą niezręczne i źle skoordynowane, to trudno będzie mówić o przyjemności z pracy i na pewno nie nazwiemy go dobrym rzemieślnikiem. Obojętne, czy powiemy, że ktoś dobrze pracuje, bo potrafi cieszyć się pracą, czy też że cieszy się pracą, bo dobrze ją wykonuje. Te dwie sprawy są nierozłączne. Cielesna przyjemność wiąże się z efektem pracy, którego jakość stanowi odzwierciedlenie tej przyjemności.

Z tego samego powodu niektórym kobietom sprawia przyjemność prowadzenie domu. Nawet tak banalne zajęcia jak zmywanie podłóg i ścieranie kurzu są dla nich przyjemne. Kobiecie, która lubi zmywać podłogi, w istocie sprawia satysfakcję fizyczny wysiłek. Oddaje się temu zajęciu z wdziękiem, jej ciało jest rozluźnione a ruchy rytmiczne. Z drugiej strony kobieta, która wykonuje te obowiązki w pośpiechu lub czysto mechanicznie, może osiągnąć pozytywne efekty, ale nie będzie to dla niej przyjemne doświadczenie. Dotyczy to w równym stopniu wszystkich prac domowych. Gotowanie jest przyjemne, jeśli zajmujemy się nim bez wewnętrznego wysiłku, a to zależy od stopnia naszego zaangażowania. Kiedy ktoś w pełni się identyfikuje z wykonywaną czynnością, praca idzie mu swobodnie i spontanicznie. Właśnie to uczucie swobodnego przepływu jest przyjemne.

Następny przykład. Rozmowa to jedna z najpowszechniejszych życiowych przyjemności, ale nie każda rozmowa jest przyjemna. Dla jąkały mówienie jest przykrym wysiłkiem i równie przykre może być dla słuchacza. Osoby nieumiejące wyrażać emocji są marnymi rozmówcami. Nic bardziej nudnego niż słuchać kogoś, kto mówi monotonnie, głosem wypranym z uczuć. Cieszymy się rozmową, jeśli dochodzi do porozumienia na poziomie emocji. Wyrażanie uczuć sprawia nam przyjemność, podobnie jak odbieranie podobnych komunikatów drugiej osoby. Ludzki głos, podobnie jak ciało, stanowi ośrodek, przez który przepływają uczucia. Jeśli płyną swobodnie i rytmicznie, to zarówno mówiący, jak i słuchający doznają przyjemności.

Przyjemność to przepływ uczuć stanowiący reakcję na bodźce pochodzące ze środowiska, więc zazwyczaj przypisujemy ją do obiektu lub sytuacji, które sprowokowały daną reakcję. Ludzie myślą więc o przyjemności w kategoriach rozrywek, kontaktów seksualnych, wyjścia do restauracji czy uprawiania sportu. Naturalnie w sytuacjach tych jest obecna przyjemność, która wywołuje przepływ uczuć, ale utożsamianie przyjemności z określoną sytuacją to pogląd ograniczony i mało realistyczny. Muzyka rozrywkowa sprawia nam przyjemność tylko wtedy, gdy jesteśmy w odpowiednim nastroju. Może nawet być przykrym doznaniem, jeśli akurat pragniemy ciszy i spokoju. Mało jest też sytuacji równie rozstrajających i nieprzyjemnych jak stosunek seksualny bez swobodnego przepływu uczuć. Nawet najbardziej wykwintny posiłek nie sprawi przyjemności osobie, która gustuje w prostych potrawach. I podobnie, chociaż złe warunki pracy mogą nam odebrać całą przyjemność z jej wykonywania, to również dobre warunki nie czynią automatycznie pracy przyjemną.

Aby zrozumieć naturę przyjemności, zestawmy ją z bólem. Oba te zjawiska stanowią reakcję człowieka na określoną sytuację. Kiedy reakcja jest pozytywna i uczucia przepływają swobodnie, powie on, że doznaje przyjemności. Kiedy zaś reakcja jest negatywna i nie ma rytmicznego przepływu uczuć, opisze sytuację jako nieprzyjemną lub bolesną. Ponieważ jednak o doświadczeniu przyjemności lub bólu decydują zjawiska zachodzące w ciele, to każda wewnętrzna przeszkoda blokująca przepływ uczuć jest źródłem bólu, niezależnie od jakości sytuacji zewnętrznej.

Przyjemność i ból są dwoma przeciwnymi biegunami, czego dowodzi fakt, że uwolnienie się od bólu nieodmiennie postrzegamy jako przyjemność. I z tego samego powodu utrata przyjemności jest odbierana jako ból. Ponieważ jednak zarówno przyjemność, jak i ból kojarzymy z określonymi sytuacjami, nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nasza świadoma autopercepcja jest zawsze uwarunkowana tymi odczuciami. Normalna jednostka w każdej chwili ma pewną świadomość stanu swego ciała. Na pytanie: „Jak się czujesz?” odpowie: „świetnie”, „kiepsko”, „dobrze” albo „źle”. Gdyby odpowiedział: „W ogóle się nie czuję”, byłoby to wyznanie duchowej śmierci. Przez cały czas czuwania nasze odczucia oscylują między przyjemnością a bólem.

Między przyjemnością a bólem są jednak pewne różnice. Ból jest, jak się zdaje, czymś substancjalnym. Jego natężenie często wynika wprost z siły wywołującego go bodźca. Oparzenie drugiego stopnia jest zawsze bardziej bolesne niż oparzenie pierwszego stopnia. Ból jest też zjawiskiem w miarę spójnym, w tym sensie, że określony bodziec działa podobnie na większość ludzi. Chociaż nie wszyscy mają taki sam próg odczuwania bólu, to prawie wszyscy są zgodni co do natury i skutków bólu. Ból zazwyczaj jest zlokalizowany, ponieważ ciało jest wyposażone w specjalne receptory bólu i połączenia nerwowe, które pozwalają umiejscowić jego źródło. Jeśli nerwy zostaną zablokowane za pomocą środka przeciwbólowego, uczucie bólu znika.

Dla kontrastu, przyjemność wydaje się czymś niematerialnym. O ile smaczny stek pobudza nasz apetyt, o tyle dwa smaczne steki mogą przyprawić nas o niestrawność. Często bywa tak, że danie, którym rozkoszowaliśmy się wczoraj, przestaje nam smakować podane ponownie następnego dnia. Przyjemność w znacznym stopniu zależy od naszego nastroju. Równie trudno jest zachwycać się czymś pięknym, gdy przeżywamy depresję, jak wąchać róże, gdy mamy wysoką gorączkę. Ale nawet dobry nastrój, choć jest warunkiem doznawania radości, nie gwarantuje przyjemności. Ileż to razy szedłem do kina czy teatru w najlepszym humorze i pełen oczekiwań, a wracałem rozczarowany i zniechęcony. Przyjemność wymaga współbrzmienia stanu wewnętrznego i okoliczności zewnętrznych.

Odmienność naszych reakcji na ból i przyjemność można przynajmniej po części wytłumaczyć faktem, że ból jest sygnałem niebezpieczeństwa. Wskazuje na zagrożenie dla integralności organizmu i wzywa do mobilizacji jego zasobów w trybie alarmowym. Zmysły wyostrzają się, mięśnie napinają i przygotowują do akcji. Aby skutecznie się bronić przed niebezpieczeństwem, musimy wiedzieć, skąd ono przychodzi, ograniczyć jego intensywność i zaprzestać innej aktywności, dopóki nie przywrócimy stanu bezpieczeństwa.

Przyjemność zawiera pokaźny składnik pozostający poza świadomością, co tłumaczy spontaniczność jej występowania. Może pojawić się w najmniej oczekiwanych miejscach: przy drodze rośnie piękny kwiat, rozmawiamy z nieznajomym, spotkanie towarzyskie, na które nie mieliśmy ochoty, okazuje się uroczym wieczorem. Z drugiej strony może umknąć mimo najbardziej skrupulatnych przygotowań. W gruncie rzeczy im bardziej uporczywie ktoś szuka przyjemności, tym mniejsze szanse, że ją znajdzie. A jeśli znalazłszy, chwyta ją zbyt łapczywie, może mu się wymknąć z rąk. Robert Burns pisał:

Przyjemności są jak kwitnące maki:

Zerwany kwiat więdnie ci w dłoniach.

Gdy doznajemy przyjemności, nasza wola się wycofuje i ego roztacza władzę nad całym ciałem. Niczym słuchacz na koncercie, który zamyka oczy i całym sobą pogrąża się w muzyce, osoba doświadczająca przyjemności pozwala się zdominować temu odczuciu. Przepływ uczuć bierze pierwszeństwo przed rozumowaniem i świadomą wolą. Przyjemności nie można sobie podporządkować. Trzeba się jej oddawać, to znaczy pozwolić, by objęła nas w posiadanie.

Podczas gdy częścią reakcji na ból jest wzmocnienie samoświadomości, reakcja na przyjemność pociąga za sobą jej osłabienie. Przyjemność wymyka się jednostkowej świadomości, dlatego egotysta ją neguje. Żeby jej doznawać, człowiek musi „odpuścić sobie”, czyli pozwolić ciału na swobodne reagowanie. Osoba zahamowana z trudem doświadcza przyjemności, ponieważ bariery psychiczne ograniczają przepływ odczuć i blokują naturalną ruchomość ciała. W rezultacie jej ruchy są niezgrabne i pozbawione rytmu. Egotysta, nawet jeśli na pozór zachowuje się swobodnie, nie potrafi się niczym cieszyć, gdyż cała jego uwaga i wysiłek koncentrują się wokół obrazu własnej osoby, jaki chciałby zaprezentować. Jego zachowaniem rządzi ego i jest ono skierowane na zdobycie władzy, a nie na doznanie przyjemności.

Proces twórczy

W tej książce wykażę, że przyjemność stwarza motywację i energię do twórczego życia. Każdy akt twórczy zaczyna się od przyjemnego pobudzenia, przechodzi przez fazę ciężkiej pracy i kulminuje w radości autoekspresji. Początkowe pobudzenie wynika z inspiracji. Coś wyłania się w człowieku i wchodzi w posiadanie jego ducha: nowa wizja, nowa idea, nasienie zapładniające komórkę jajową i inicjujące nowe życie. W ten sposób rodzi się pewien byt, który następnie stopniowo się konkretyzuje, przybierając określony kształt podczas pracy nad wizją czy ideą. Zwiastuny zakończenia procesu twórczego to rozładowanie napięcia, poczucie głębokiej satysfakcji i spełnienia, radosna ulga. Od początku do końca ten proces jest sterowany ludzkim dążeniem do przyjemności.

Przyjemność nie tylko stanowi siłę motywującą do działań twórczych, lecz także jest ich efektem. Twórcza autoekspresja to nowy sposób doświadczania świata. Jest źródłem nowego pobudzenia i otwiera nowy „kanał” pozwalający jednostce na wyrażanie siebie. Stwarza dosłownie nowy rodzaj przyjemności, dotychczas nieistniejący, a obecnie dostępny dla każdego, kto doświadczył tej zmiany sposobu myślenia i odczuwania.

Przywykliśmy myśleć o twórczości w kategoriach powstawania dzieła sztuki, co w swym dynamicznym aspekcie nawiązuje do najbardziej elementarnego aktu twórczego dostępnego człowiekowi: poczęcia i urodzenia dziecka. Zakładamy więc zwykle, że twórczość polega na przekształceniu pomysłu w obiekt materialny. Powinniśmy sobie jednak uświadomić, że nie każde kreatywne działanie musi owocować powstaniem takiego obiektu. Minstrele i ludowi pieśniarze dawnych czasów tworzyli pieśni i poematy, które istniały jedynie w ludzkiej wyobraźni i pamięci. To samo można powiedzieć o tancerzach, prorokach i matematykach, których twórczość sprowadza się do nowego ruchu, nowego wglądu czy nowego sposobu widzenia związków logicznych. Akt twórczy można zdefiniować jako dowolną formę ekspresji, która wprowadza w nasze życie nową przyjemność i nowy sens.

W życiu nie zdarzają się nigdy dwa identyczne doświadczenia i żadne dwie przyjemności nie są odczuwane tak samo. Zatem wszelkie działania i procesy zwiększające doznawaną przyjemność lub przyczyniające się do radości życia stanowią część procesu twórczego. Taka koncepcja przyczynia się do rozszerzenia zakresu znaczenia pojęcia działań twórczych na miliardy zachowań żywych organizmów, których celem jest przyjemność i radość. Właściwe słowo użyte we właściwym momencie to akt twórczy. Nawet rzeczy tak proste, jak dobrze przygotowany posiłek, nowy wystrój pokoju lub wieczorne spotkanie towarzyskie, można uznać za przejaw kreatywności, jeśli wprowadzają w czyjeś życie przyjemność. W tym szerokim rozumieniu każde ludzkie działanie jest okazją do twórczej autoekspresji.

Między przyjemnością i kreatywnością istnieje dialektyczny związek. Bez przyjemności nie może być kreatywności. Bez twórczej postawy wobec życia nie będzie w nim żadnej przyjemności. Ta dialektyka wynika z faktu, że oba te zjawiska są pozytywnymi aspektami życia człowieka. Osoba pełna życia jest zarazem wrażliwa i kreatywna. Wrażliwość pozwala jej nastawić się na doznawanie przyjemności, a energia twórcza każe jej przyjemności szukać. Nadzieja na przyjemność zachęca do kreatywności i rozwoju, a kreatywność jest źródłem przyjemności i radości życia.

ROZDZIAŁ 2

Przyjemność pełni życia

Oddychanie, poruszanie się i odczuwanie

Każdemu zdarza się czasem doświadczyć czystej przyjemności, która towarzyszy uwolnieniu się od choroby lub obrażeń odniesionych w wypadku. W pierwszym dniu po powrocie do zdrowia człowiek przeżywa z wyjątkową ostrością radość płynącą z pełni życia. Jakie to wspaniałe – oddychać pełną piersią! Jak podniecająca jest możliwość łatwego i swobodnego poruszania się! Choroba sprawiła, że człowiek jest teraz bardziej świadomy swego ciała i docenia znaczenie dobrego zdrowia. Niestety, szybko traci tę świadomość, a cudowne uczucie, które jej towarzyszyło, znika. Gdy tylko podejmuje swoją zwykłą aktywność, ulega siłom, które oddzielają go od własnego ciała. Zaprzątają go obiekty i wydarzenia świata zewnętrznego i wnet zapomina o swoim odkryciu: że przyjemność polega na percepcji pełni życia doznawanej tu i teraz – pełni życia w znaczeniu cielesnym.

Człowiek oddzielony od ciała nie myśli już jego kategoriami. Ignoruje prostą prawdę, że życie wymaga oddychania i że im pełniej się oddycha, tym pełniej się żyje. Od czasu do czasu może sobie uświadamiać, że coś mu utrudnia oddychanie, a niekiedy, zwłaszcza w stresie, może się przyłapać na tym, że sam wstrzymuje oddech, ale nie poświęca temu uwagi. W miarę starzenia się dokonuje jednak smutnego odkrycia: ta funkcja, jak i inne funkcje ciała, degraduje się, jeśli nie jest wykonywana prawidłowo. Gdy oddychanie staje się trudne, dałby wszystko za to, by znów móc oddychać pełną piersią. Wie teraz, że oddychanie jest kwestią życia i śmierci albo – by ująć to pozytywnie – życie jest kwestią oddychania.

Kolejna prosta prawda, która powinna być oczywista sama przez się, to fakt, że osobowość jednostki ludzkiej wyraża się przez ciało w równym stopniu co przez umysł. Człowieka nie można podzielić na umysł i ciało. Pomimo to wszystkie badania nad osobowością koncentrują się na umyśle, lekceważąc ciało. A przecież tyle nam ono mówi o swoim właścicielu. Sylwetka, wyraz oczu, ton głosu, ruchy szczęki, położenie ramion, swoboda ruchów i spontaniczność gestykulacji informują nas nie tylko o tym, kim druga osoba jest, lecz także – czy cieszy się życiem, czy też jest przygnębiona lub czuje się niezręcznie. Możemy zamykać oczy na te przejawy jej osobowości, podobnie jak ona sama może zamykać swój umysł przed świadomością ciała, ale ci, którzy tak czynią, budują sobie obraz niemający związku z rzeczywistością. Prawda ciała może być bolesna, ale negowanie tego bólu zamyka drzwi do możliwych przyjemności.

Ktoś podejmuje terapię, ponieważ nie umie się cieszyć życiem. W jego umyśle, być może głęboko skryte, czai się przekonanie, że jego zdolność doznawania przyjemności skurczyła się lub znikła. Otwarcie skarży się na przygnębienie, lęk, poczucie niskiej wartości i tak dalej, ale są to tylko symptomy głębszego zaburzenia, a konkretnie – braku umiejętności cieszenia się życiem. I w każdym takim przypadku można wykazać, że owa niezdolność wynika z faktu, iż pacjent nie doznaje pełni życia, tak cielesnego, jak i umysłowego. Nie można zatem do końca rozwiązać tego problemu, odwołując się jedynie do umysłu. Potrzebne jest równoczesne oddziaływanie na poziomie fizycznym i psychologicznym. Dopiero doznanie pełni życia przywróci tej osobie zdolność doświadczania przyjemności.

Teoria i praktyka terapii bioenergetycznej wynikają z założenia funkcjonalnej tożsamości ciała i umysłu. Znaczy to, że warunkiem jakiejkolwiek rzeczywistej zmiany w myśleniu pacjenta, a zatem w jego zachowaniu i emocjach, jest zmiana w funkcjonowaniu ciała. Dwie najważniejsze z tego punktu widzenia funkcje to oddychanie i ruch. U człowieka przeżywającego konflikt emocjonalny są one obie zakłócone przez stałe napięcie mięśniowe, które jest fizycznym odbiciem problemów psychologicznych. Poprzez napięcia w mięśniach konflikt utrwala się w ciele. Kiedy do tego dojdzie, problemu nie można rozwiązać bez wcześniejszego osłabienia napięć. Aby zaś tego dokonać, jednostka musi zdawać sobie sprawę, że napięcia te ograniczają jej autoekspresję. Nie wystarczy więc uświadomić sobie własnego cierpienia. A większości ludzi nie stać nawet na to. Kiedy napięcie mięśniowe staje się chroniczne, przestaje być świadomie odczuwane przez jednostkę.

Odczuwanie zależy od oddychania i ruchu. Organizm doznaje czegokolwiek pod warunkiem, że ciało się porusza. Jeśli na przykład przez dłuższy czas nie poruszamy ręką, to drętwieje i nic w niej nie czujemy. Aby przywrócić fizyczne doznania, musimy wykonać jakiś ruch. Słabe oddychanie ogranicza ruchomość ciała. Dlatego wstrzymywanie oddechu jest najskuteczniejszym środkiem odcinania się od doznań. Ta zasada działa również w przeciwnym kierunku. Podobnie jak silne emocje stymulują głębsze oddychanie, tak i głęboki oddech może wzbudzić silne emocje.

Śmierć oznacza wstrzymanie oddychania, zaprzestanie ruchu i utratę wszelkich doznań. Żyć pełnią życia to znaczy oddychać głęboko, poruszać się swobodnie i doznawać wszelkich odczuć. Nie można ignorować tej prawdy, jeśli cenimy sobie radość życia.

Jak oddychać głębiej

Większość lekarzy i terapeutów lekceważy znaczenie prawidłowego oddychania dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Wiemy, że oddychanie jest niezbędne do życia, że tlen dostarcza organizmowi energii koniecznej do poruszania się, ale nie zdajemy sobie sprawy, że niewłaściwe oddychanie obniża żywotność organizmu. Powszechnych skarg na zmęczenie i wyczerpanie z reguły nie wiążemy ze słabym oddychaniem. A przecież przygnębienie i poczucie zmęczenia są bezpośrednim skutkiem kiepskiego oddychania. Przy niedoborze tlenu następuje spowolnienie procesów metabolicznych, podobnie jak ogień przygasa przy kiepskiej wentylacji. Ktoś, kto źle oddycha, nie tryska energią, lecz jest zobojętniały, zniechęcony i osłabiony. Brak mu wewnętrznego żaru i siły. Brak tlenu ma również bezpośredni wpływ na krwiobieg. Przy chronicznie słabym oddechu arterie tracą drożność i spada liczba czerwonych ciałek krwi.

W eksperymencie, którego wyniki opublikowano w piśmie „Medical World News” z 5 września 1969 r. pewnej liczbie zniedołężniałych pacjentów szpitalnych dostarczono większej ilości tlenu, umieszczając ich w komorze nadciśnieniowej. Badacze zakładali, że skoro ograniczony dostęp tlenu do komórek mózgu wywołuje zaburzenia umysłowe, to zwiększony jego dostęp powinien usprawnić funkcjonowanie umysłu. Starcza niedołężność jest najczęściej skutkiem arteriosklerozy, która ogranicza dopływ krwi i tlenu do mózgu. Wyniki doświadczenia zaskoczyły lekarzy. U większości pacjentów odnotowano znaczącą i trwałą zmianę sposobu myślenia i osobowości. „Wszyscy leczeni stali się bardziej aktywni, lepiej spali, zaczęli interesować się lekturą gazet i czasopism, a co najważniejsze, porzucili stały nawyk użalania się nad sobą”. W niektórych przypadkach efekty te utrzymały się po zakończeniu eksperymentu. Jak twierdzą sami autorzy, jest to tylko wstęp do badań. Mają one zostać powtórzone i uściślone9. Ich znaczenie jest jednak niewątpliwe.

Większość ludzi nie umie prawidłowo oddychać. Ich oddech jest płytki i mają skłonność do wstrzymywania go w sytuacji stresu. Ograniczają oddech nawet w przypadku zajęć tak umiarkowanie stresujących jak prowadzenie samochodu, pisanie listu czy oczekiwanie na rozmowę z pracodawcą. W rezultacie rośnie w nich napięcie. Dopiero kiedy człowiek zaczyna świadomie kontrolować swój oddech, dostrzega, jak często go wstrzymuje i jak bardzo go ogranicza. Pacjenci często mówią: „Teraz widzę, jak marnie oddycham”.

Związek między oddychaniem i napięciem odkryłem już w college’u. Będąc członkiem ROTC10, trenowałem strzelanie z karabinu. Strzelałem marnie, rzadko trafiałem do celu. Jeden z obserwujących mnie zawodowych oficerów poradził: „Zanim strzelisz, weź trzy głębokie wdechy. Po trzecim wypuszczaj powoli powietrze i jednocześnie stopniowo naciskaj spust”. Posłuchałem tej rady i z satysfakcją stwierdziłem, że moje ramię przestało się chwiać podczas strzału. Trafiałem w dziesiątkę. Doświadczenie to okazało się przydatne także w innych sytuacjach. Dotąd siedząc w fotelu dentystycznym, napinałem mięśnie i kuliłem ramiona. Nie tylko zwiększało to mój lęk, lecz także, jak zaobserwowałem później, zaostrzało doznawany ból. Kiedy zacząłem koncentrować się na oddychaniu, z przyjemnym zaskoczeniem stwierdziłem, że mniej się boję i czuję mniejszy ból. Podobnie relaksujący efekt przynosiło głębokie oddychanie podczas egzaminów. Dając sobie czas na oddech, mogłem lepiej uporządkować myśli.

Wiele lat później, prowadząc zawodową praktykę, uświadomiłem sobie, że ograniczenie oddychania odpowiada bezpośrednio za niezdolność do koncentracji i bezsenność, na co uskarża się wielu studentów. Często też przychodzili do mnie rodzice w związku z trudnościami szkolnymi swoich dzieci. Badanie takiego dziecka zawsze ujawniało, że jego ciało jest pełne napięć, a oddech słabiutki. Gdy młody człowiek próbował skupić uwagę na obszerniejszym fragmencie podręcznika, stawał się niespokojny. Błądził myślami z dala od tematu lekcji. Wiercił się na krześle. Mimo wysiłków nauka przychodziła mu z trudem. Dorośli, którzy nie umieją prawidłowo oddychać, mają te same problemy. Ich koncentracja i efektywność pracy słabną.

Niezdolność do pełnego i głębokiego oddychania jest również przyczyną braku oczekiwanej satysfakcji z seksu. Wstrzymywanie oddechu w chwili poprzedzającej szczytowanie blokuje najsilniejsze doznania seksualne. Normalnie ruch miednicy do przodu towarzyszy wydechowi. Jeśli przy tym ruchu wciągamy powietrze, przepona kurczy się i nie może się ugiąć, co jest konieczne do orgazmu. Każde ograniczenie oddechu podczas aktu seksualnego zmniejsza doznawaną przyjemność.

Niewłaściwe oddychanie wywołuje lęk, drażliwość i napięcie, powoduje też takie objawy jak klaustrofobia i agorafobia. Osoba cierpiąca na klaustrofobię ma poczucie, że w zamkniętej przestrzeni brakuje jej powietrza. Człowiek z agorafobią doznaje lęku na otwartej przestrzeni, która pobudza go do intensywnego oddychania. Wszelkie problemy z oddychaniem są źródłem lęku. Jeśli są poważne, mogą wywołać przerażenie lub atak paniki.

Dlaczego tak wielu ludzi nie jest w stanie oddychać swobodnie i głęboko? Odpowiedź brzmi: oddychanie wzbudza emocje, a ludzie boją się je odczuwać. Boją się, że odczują swój smutek, swój gniew, swój strach. Jako dzieci wstrzymywali oddech, żeby się nie rozpłakać, kurczyli ramiona i zaciskali klatkę piersiową, żeby nie wybuchnąć złością, tłamsili gardło, żeby powstrzymać krzyk. Skutkiem każdego z tych manewrów jest ograniczenie oddychania. I odwrotnie, powstrzymywanie jakichkolwiek uczuć powoduje utrudnienia w oddychaniu. Obecnie, jako ludzie dorośli, również ograniczają oddychanie, by trzymać emocje na wodzy. Tak więc niezdolność do normalnego oddychania staje się główną przeszkodą na drodze do przywrócenia zdrowia emocjonalnego.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Goethe: Faust, przeł. Feliks Konopka, Warszawa, PIW 1962, s. 67-68. [wróć]

Johann Wolfgang von Goethe: Faust, przeł. Bertram Jessup, New York, The Philosophical Library 1958, s. 7. [wróć]

Elias Canetti: Crowds and Power, New York, The Viking Press 1963, s. 468 (wyd. pol. Masa i władza}, Warszawa, Czytelnik 1996). [wróć]

Lewis Mumford zauważa: „Kompulsywna zabawa to jedyna akceptowalna alternatywa kompulsywnej pracy”. Norman M. Lobsenz: Is Anybody Happy?, Garden City, Doubleday & Company 1960, s. 75. [wróć]

Tamże, s. 19. [wróć]

Tamże, s. 15. [wróć]

Wilhelm Reich: The Function of the Orgasm, New York, Orgone Institute Press 1942, s. 251 (wyd. pol. Funkcja orgazmu, Warszawa, Jacek Santorski & Co 1996). [wróć]

Pilgrim Fathers – tak w tradycji amerykańskiej określa się grupę purytanów, którzy w 1620 roku założyli pierwszą kolonię angielską w Nowej Anglii. [wróć]

Książka Lowena została po raz pierwszy opublikowana w 1970 r. [wróć]

ROTC (Reserve Officers’ Training Corps) – w USA organizacja wojskowa zajmująca się szkoleniem oficerów rezerwy. [wróć]