Prawda i miłość. Czeskie sztuki współczesne - autorzy czescy - ebook

Prawda i miłość. Czeskie sztuki współczesne ebook

autorzy czescy

0,0

Opis

Czesi mają to do siebie, że potrafią opowiadać o swojej historii i traumach z niesamowitym dystansem i absurdalnym poczuciem humoru. Z zasady nie powinno się generalizować, ale nie ukrywajmy, że hasło "czeska kultura" uruchamia konkretne skojarzenia. Pohoda naszych sąsiadów ma różne oblicza. Nie inaczej jest w przypadku antologii Prawda i miłość. Czeskie sztuki współczesne. Na zbiór składa się dziewięć dramatów, które powstały w ostatniej dekadzie. Są wśród nich i absurdalne komedie, i sztuki o większym ciężarze gatunkowym. Przekrój tematyczny jest ogromny: rozliczenie z mitem Vacla Havla (którego słynne słowa o prawdzie i miłości zwyciężającymi nad kłamstwem i nienawiścią posłużyły jako tytuł antologii), spowiedź Eichmanna, naukowcy zmagający się z wielkimi koncernami farmaceutycznymi, nowe przygody Sherlocka Holmesa pełne czarnego humoru... Wśród autorów znajdują się cenieni dramatopisarze. Ci bardziej znani w Polsce, choćby Petr Zelenka, znany m.in. z Opowieści o zwyczajnym szaleństwie − oraz ci mniej znani, ale równie interesujący i warci poznania. Czesi nie oszczędzają samych siebie, odważnie dokonują literackich wiwisekcji. Dzięki lekturze tych sztuk paradoksalnie dowiemy się czegoś więcej o nas samych, o Polakach.

Te teksty są głęboko przemyślanym i bolesnym komentarzem stanu psychicznego czeskiego społeczeństwa, naznaczonego najpierw dwuznaczną moralnie postawą w czasie wojny, później latami życia w systemie totalitarnym, a następnie niosącego swoje urazy, lęki i wyparte winy przez czas wolności. Dzięki tej antologii możemy się przyjrzeć, co ludzie obarczeni taką przeszłością niosą ze sobą, zobaczyć, co potrafią ze swoją wolnością zrobić.

 

− Elżbieta Zimna, Prawda i miłość

 

Elżbieta Zimna, Prawda i miłość (wstęp do antologii)

 

Petr Kolečko, Poker face

Petr Zelenka, Job Interviews i Czar molekuły

S. d. Ch, Ostatnia gąska

René Levínský, Naciśnij kosmos, by przejść dalej

Tomáš Vůjtek, Wysłuchanie

David Zábranský, Aktor i stolarz Majer mówi o stanie swojej ojczyzny

David Drábek, Sherlock Holmes. Morderstwa brodatych kobiet

Lenka Lagronová, Ogród Jane Austen

Utwory przetłumaczyli: Gabriela Gańczarczyk, Tomasz Grabiński i Krystyna Krauze

 

Wybór sztuk: Aleksandra Ziemlańska

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 576

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




PRAWDA I MIŁOŚĆ

CZESKIE SZTUKI WSPÓŁCZESNE

PRAWDA I MIŁOŚĆ

CZESKIE SZTUKI WSPÓŁCZESNE

KOLEČKO | ZELENK A | S.D.CH. | LEVÍNSKÝ

VŮJTEK | ZÁBR ANSKÝ | DR ÁBEK | LAGRONOVÁ

uze

ańczarczyk rabiński ra

asz G

abriela G

rystyna K

G Tom K

PRZEKŁAD

WSTĘP

Elżbieta Zimna

Agencja Dramatu i Teatru

Warszawa 2020

Tłumaczenia sztuk i wydanie książki dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury Republiki Czeskiej

TYTUŁY SZTUK W ORYGINALE

Petr Kolečko, Poker Face, 2016

Petr Zelenka, Job Interviews, 2014

S.d.Ch., Poslední husička, 2015

René Levínský, Dotkni se vesmíru a pokračuj, 2016

Petr Zelenka, Elegance molekuly, 2018

Tomáš Vůjtek, Slyšení, 2012

David Zábranský, Herec a truhlář Majer mluví o stavu své domoviny, 2016

David Drábek, Sherlock Holmes: Vraždy vousatých žen, 2010

Lenka Lagronová, Zahrada Jane Austenové, 2014

Copyright for Polish translation:

Gabriela Gańczarczyk, Tomasz Grabiński, Krystyna Krauze, 2020

Praw autorskich do wykorzystania przekładów sztuk udziela: Agencja Dramatu i Teatru ADiT

ul. Piotrkowska 5/8, 02-375 Warszawa

tel.: +48 228221199, +48 227839871

e-mail: agencja@adit.art.pl; www.adit.art.pl

Ilustracje: Olga Budzan

Redakcja: Aleksandra Ziemlańska

Korekta: Agata Tomasiewicz, Marta Orczykowska

Druk: Drukarnia Technet

ul. Biskupińska 3A, 30-732 Kraków

ISBN 978-83-60699-44-7

Elżbieta Zimna PRAWDA I MIŁOŚĆ

PRAWDA I MIŁOŚĆ

„Prawda i miłość zwyciężą nad kłamstwem i nienawiścią” — powiedział Václav Havel podczas aksamitnej rewolucji, a później często powtarzał te słowa. To zdanie dla czeskiego społeczeństwa stało się swoistym punktem odniesienia, a dla niektórych nawet linią podziału — jedni do dziś widzą w nim źródło nadziei, w innych uruchamia pogardę i usprawiedliwianie własnej podłości.

REWOLUCJA

Dramaty zamieszczone w tej antologii powstały w ostatniej dekadzie, a to znaczy, że przynoszą nam refleksję nad stanem ducha czeskiego społeczeństwa dwadzieścia i trzydzieści lat po, jak to nazywają Czesi,

„rewolucji”. To określenie może być dla Polaków zaskakujące: w Polsce rok 1989 przebiegał zupełnie inaczej, był raczej procesem stopniowego (choć niekiedy przyspieszonego) przechodzenia od komunistycznej sza-rości i otępienia do dzikiego, zwariowanego kapitalizmu pełnego afer, dzikiej prywatyzacji, zdobywania (i tracenia) majątków. W Czechosłowacji jeszcze siedemnastego listopada po południu wyglądało na to, ĆŚ

że nic się nie zmieni: władzę mocno trzymała partia komunistyczna, OŁ

oddziały „ludowej” milicji biły na ulicach „lud”, a telewizja przedsta-I

wiała jedyną „prawdziwą” wersję wybranych wydarzeń.

M

Ale siedemnastego listopada wieczorem, po brutalnym pobiciu A I

przez służby porządkowe pokojowo demonstrujących studentów D

w praskiej Alei Narodowej, wszystko się zmieniło. Następnego dnia WA

studenci zaczęli przygotowywać strajk. Pierwsi dołączyli do nich lu-R

dzie teatru (to też zupełnie wyjątkowy rys czeskiej rewolucji – teatry P

przestały grać przedstawienia repertuarowe, a zamiast tego zamieniły an

się w trybuny wolnej myśli i swobodnej wymiany poglądów, skupiając mi

co wieczór prawdziwe tłumy). Obywatele w całej republice zaczęli się spontanicznie gromadzić na pokojowych demonstracjach. Przemawiał

a Zt

do nich m.in. Alexander Dubček – symbol praskiej wiosny, oraz Václav ei

Havel – najlepiej znany czeski dysydent, w ciągu ostatnich kilkunastu bżl

5

E

lat co parę dni zamykany w areszcie lub więzieniu. Początkowo sym-patia protestujących skupiła się na odsuniętym od władzy i prześlado-wanym Dubčeku, ale po jego przemówieniach dowodzących, że men-talnie zatrzymał się w roku 1968 i że nadal chce budować „socjalizm z ludzką twarzą”, uwagę skierowali na Havla, który mówił o odrzuce-niu socjalizmu i konieczności odnowy moralnej.

W ciągu kilku rewolucyjnych dni Václav Havel stał się rzeczywi-stym przywódcą narodu, a z każdym dniem liczniejsze tłumy protestujących Czechów (w Pradze już niemieszczące się nawet na placu Wacława) coraz bardziej zdecydowanie i jednomyślnie żądały, aby to on był ich prezydentem.

Rządzący w końcu musieli się ugiąć. Ostatecznie 29 grudnia komunistyczny parlament jednogłośnie wybrał Václava Havla na prezydenta. I niczym z teatru absurdu wydaje się pochodzić okoliczność, że gło-sowali na niego ludzie, którzy jeszcze dwa miesiące wcześniej żądali dla niego kary długoletniego więzienia.

OTRZEŹWIENIE

Jednak szybko okazało się, że idee głoszone przez nowego prezydenta wcale nie są łatwe ani wygodne. Havel, począwszy od pierwszego prezydenckiego przemówienia, mówił, że za spustoszenie gospodar-cze, ekologiczne i moralne w całym kraju nie są odpowiedzialni jacyś mityczni „oni”, ale sami mieszkańcy tego kraju. I że wszyscy Czesi byli nie tylko ofiarami normalizacji, ale też jej aktywnymi budowniczymi, bo bez ich zgody i przystosowywania się do niej na każdym kroku – nie mogłaby trwać aż dwadzieścia lat. Cały czas nawoływał też do uczciwego rachunku sumienia i odnowy moralnej zniszczonego komunizmem czeskiego społeczeństwa.

Łatwiej było nie słuchać jego namawiania do „życia w prawdzie”

i bycia uczciwym człowiekiem. Łatwiej było zająć się rozchwytywa-niem za półdarmo państwowego majątku, „zarabianiem” wielkich pieniędzy metodą oszustw, wykorzystywania innych i mniej lub bardziej zawoalowanego złodziejstwa. Łatwiej było myśleć tylko o sobie – żeby mieć jak najwięcej tych do niedawna niedostępnych przedmiotów, jak najwięcej pieniędzy, władzy i prestiżu.

Szybko pojawili się politycy, którzy zaczęli wykorzystywać entuzjazm towarzyszący rewolucji do własnych nieuczciwych celów, szyb-6

ko pojawili się ludzie, którzy zapewniając, że mają idee, myśleli tylko o swoim zysku, szybko pojawili się „menadżerowie”, którzy twierdzili, że wszystko wiedzą lepiej.

A do tego niebawem, pod koniec 1992 roku, rozpadła się Czechosłowacja.

CZESKI PEJZAŻ DUCHOWY

To wszystko znajdujemy w dramatach tej antologii. Nie przypadkiem nazwisko Havla powraca tu jak refren, jak punkt odniesienia. Te teksty są głęboko przemyślanym i bolesnym komentarzem stanu psychicznego czeskiego społeczeństwa, naznaczonego najpierw dwuznaczną moralnie postawą w czasie wojny, później latami życia w systemie totalitarnym, a następnie niosącego swoje urazy, lęki i wyparte winy przez czas wolności. Dzięki tej antologii możemy się przyjrzeć, co ludzie obarczeni taką przeszłością niosą ze sobą, zobaczyć, co potrafią ze swoją wolnością zrobić.

Dramat Poker Face Petra Kolečko nawiązuje nawet wprost do samego Havla i jego idei. Główna bohaterka, Jana, w młodości nastawiona idealistycznie i wpatrzona w „pana Havla”, ma podczas „rewolucji”

urodzić podobno jego dziecko; dwadzieścia dwa lata później jest wy-rachowaną i cyniczną milionerką, a w ideały próbuje z kolei wierzyć jej córka Pawlina. Bohaterowie tego dramatu są jak żywe przykłady ludzi z filozofii Václava Havla, którzy wybrali życie w kłamstwie i drogę Ć

moralnego unicestwienia (zresztą takie postaci – zakłamane, skrajnie ŚO

egoistyczne, wykorzystujące innych do swoich celów i strasznie przy ŁI

tym nieszczęśliwe – zaludniają też dramaty samego Havla). Każdy, M

kto zgorzkniał, „stracił iluzje”, wybrał drogę myślenia tylko o sobie i swoim zysku, traci własne człowieczeństwo. To fatum zaczyna się od A ID

Franciszka, ojca Jany, który nie wierzy już w ludzi, miłość, sprawiedliW

wość, za to wierzy w mariasza. Zaraża swoim zgorzknieniem córkę, AR

która zostanie pokerzystką i będzie potrafiła z kamienną twarzą nie P

tylko grać w karty, ale też kłamać, uwodzić czy mierzyć z rewolweru.

a

No i tradycyjnie – tak samo jak w dramatach Havla – żonglować pu-n

m

stymi słowami. To umiejętność, która u Havla zawsze sprowadza na i

jego bohaterów katastrofę, ponieważ słowa używane do nieuczciwych a Z

celów potrafią się okrutnie zemścić. Córka Jany odruchowo wybiera te

sobie partnera, który ma taki sam stosunek do życia. Wiktor co prawda ibżl

7

E

twierdzi, że jest przepełniony ideałami i że wszystko robi dla szczęścia ludzkości, ale szybko przekonujemy się, że chodzi mu tylko o osobiste bogactwo.

Akcja tego dramatu rozgrywa się w roku 1989 i 2011, podczas aksamitnej rewolucji i podczas pogrzebu Václava Havla. Jest nawiązaniem do tej ważnej dla Czechów postaci, jej wpływu na czeską historię oraz komentarzem do głoszonych przez nią postulatów moralnych. Pierwszy swoją pogardę wobec Havla wyraża ojciec Jany: mówi, że Havel to dla niego naiwny pięciolatek z papierosem. Wiktor dwadzieścia dwa lata później stwierdza, że był to zbyt radykalny idealista i że ponosi odpowiedzialność za obecny kryzys, a jego śmierć odbiera jako sygnał, że już czas zapomnieć o ideologii „prawdy i miłości”. Prawda, miłość, uczciwość i empatia zostały z powodzeniem ośmieszone i unieważnio-ne. Teraz bohaterowie mogą zacząć realizować własne plany, czyli –

znów jak w dramatach Havla – iść po trupach w stronę własnej kariery. Ciekawym przypadkiem jest tu Wiktor. Twierdzi, że reprezentuje swoją generację, chce założyć partię polityczną, która naprawi zło na świecie. Pragnie przejąć władzę, bo wie, co jest najlepsze dla innych, i ma zamiar wprowadzić swoje ulepszenia przemocą. Jest bezwzględ-nym technokratą, który zamierza przemienić młodych ludzi w niewolników kapitalizmu pracujących od świtu do nocy. Za to dla siebie chce po prostu dużych pieniędzy. Dlatego próbuje je ukraść, twierdząc, że ma do tego prawo i robi to dla wyższych celów.

Václav Havel przestrzegał, że pierwsze, choćby niewielkie, kłamstwo w interesie prawdy, pierwsza, choćby niewielka, niesprawiedliwość w imieniu sprawiedliwego celu, pierwszy niemoralny czyn pod płaszczykiem moralności i pierwsze niepoddane refleksji zejście z właściwej drogi – oznaczają pewny początek końca. Dlatego wszyscy w tym dramacie przegrywają – nawet rozczarowana swoim nie-wiernym chłopakiem Pawlina, która, kontynuując tradycję rodzinną, postanawia porzucić ideały i zacząć grać w pokera. Przecież pieniądze są najważniejsze.

PIENIĄDZE

Również Petr Zelenka w swojej twórczości wyraźnie nawiązuje do spuś-cizny literackiej i wizji moralnej Václava Havla. Jego dramat Job Interviews porusza ten sam problem – spustoszenia duchowego człowieka, 8

który odrzucił empatię i ludzkie uczucia i uznał, że na świecie są ważniejsze sprawy. Człowieka, który uważa, że inni ludzie są po to, by ich wykorzystywać do własnych celów, i żeby nimi manipulować, osiąga-jąc przez to jak największe korzyści. Główna bohaterka dramatu, Nina, kobieta sukcesu i szefowa agencji castingowej, wszystko wie lepiej i nie ma żadnych wątpliwości. Wie, co i komu należy powiedzieć, żeby zrobił to, czego ona oczekuje. Podobnie jak w dramatach Havla słowa i czyny należą u niej do innych, nieprzenikających się sfer, nie mówiąc już o uczuciach, których najwyraźniej wcale nie posiada. Celem są dla niej pieniądze i poczucie władzy. Uważa, że jest absolutnie najlepsza w eksploatowaniu zasobów ludzkich. I sądzi tak nawet w chwili, kiedy sama – już jako wyeksploatowany zasób ludzki – zostanie wyrzucona.

Nina ma też jasną wizję świata. Uważa, że pieniądze są najważniejsze i decydują o wszystkim. Liczy się tylko zysk. No, i może jeszcze oglądalność. Nina wie też, co jest właściwe, a co niewybaczalne – trzeba być pięknym, młodym i bogatym, a grube świnie nie powinny mieć prawa do życia. No i należy pracować. Ciężko i bez przerwy. Zarabiać.

I nie marudzić, że nie ma się siły i nie daje się rady. A już zupełnie na szczycie jej prywatnej listy żenujących zachowań jest słabość i samobójstwo. Za to alkohol, prochy, przygodny seks, gwałt oraz fizyczne i psychiczne wykorzystywanie innych mieszczą się jak najbardziej w jej systemie wartości, o ile oczywiście pozwalają więcej pracować. Choroby i nieszczęścia też się przydają, naturalnie o ile można je za dobrą cenę sprzedać. Nina wie też, z kim rozmawiać: tylko z ludźmi, którzy ĆŚ

mogą jej pomóc w karierze. Na innych nie warto tracić czasu. Jest też OŁ

pewna, że wszystkich należy kontrolować, bo ludzie tylko patrzą jak I

M

oszukać i wyciągnąć z człowieka pieniądze. Dlatego nawet na pogrzebie własnego ojca liczy, czy w wieńcach było tyle róż, za ile zapłaciła.

A I

W tym dramacie Czechy (i cała postkomunistyczna część świata) D

jawią się jako terytorium podbite, kraj niewolników, którzy muszą wy-WA

pełniać cudze rozkazy i śmiać się z cudzych dowcipów. „Nie można RP

zmienić kierunku relacji” – zauważa Nina. A żeby się to nigdy nie zmieniło, nad wszystkim czuwają menadżerzy tacy jak ona. Totalitaryzm an

polityczny zamienili tylko na totalitaryzm pieniądza.

mi

Ojciec Niny jest przerażony tym, co stało się z jego własną córką i krajem ojczystym. Stwierdza, że to ludzie tacy jak ona doprowadzili a Zt

go do upadku.

eibżl

9

E

PIENIĄDZE I WŁADZA

Bohater Ostatniej gąski zachowuje się, jakby przyszedł ze świata dramatów Václava Havla. Havel w esejach i przemówieniach kreślił obraz pozytywny, mówił o etyce, uczciwości, prawdomówności, życiu w prawdzie. Za to w dramatach pokazywał negatyw takiego postępowania: bohaterowie jego sztuk postępują dokładnie odwrotnie, niż radzi postępować narrator z esejów, i robią wszystko, przed czym przestrzega.

W swoim ostatnim tekście scenicznym Václav Havel sportretował polityków. Pokazał, jak kwieciście potrafią mówić o ideałach i poprawie stopy życiowej swoich obywateli, a w tym samym czasie jedyne, co robią, to kradną miliony i pozbywają się przeciwników politycznych za pomocą chwytów poniżej pasa. A co najciekawsze – właśnie wtedy ich popularność najbardziej rośnie.

W Ostatniej gąsce metaforą manipulacji polityków i podziału wspól-nych dóbr jest tytułowa pieczona gęś. Działacz polityczny z wyjątkową zręcznością udaje przed ludem, że tę „gęś budżetu państwa” zjedzą razem. Naiwny lud wierzy w jego obietnice i przełyka ślinkę w nadziei na wspólną wspaniałą ucztę. Ale cyniczny polityk doskonale wie, jak kraść, żeby nikt mu nie mógł zarzucić kradzieży: wystarczy tylko w odpowiednim świetle przedstawiać fakty, nawet jeżeli nie są prawdziwe, a zwłaszcza te nieprawdziwe należy głosić z największym przekona-niem. Zrobić minę pełną zatroskania i sugerującą dźwiganie na barkach brzemienia ogromnej odpowiedzialności oraz decyzję poświęcenia się dla dobra kraju. Wie, że im bardziej nieczyste zagrania się stosuje, tym głośniej należy krzyczeć o swojej szlachetności i wyższości moralnej.

A poza tym lud chce wierzyć, że wcale nie jest tak źle, jak się wydaje i że nie stało się najgorsze. Dlatego uwierzy w każde kłamstwo, byle przywódca przybrał minę zbawiającego świat.

A kiedy polityk napcha już własny brzuch wspólną gąską, należy przemówić ludowi do rozsądku i wzbudzić w nim poczucie winy oraz pełne zrozumienie trudnej sytuacji i tego, że powinien się poświęcać, ciężko pracować i za dużo nie chcieć. W nagrodę dostanie od polityka ogryzione kości oraz g…, za które będzie musiał sowicie zapłacić.

10

NAUKA I ETYKA

Kluczowym i nierozerwalnie związanym z etyką pojęciem w pismach Václava Havla jest też odpowiedzialność. Dla niego jest to zdolność rę-czenia za swoje słowa i czyny, bez względu na okoliczności. Jest to coś, co czyni człowieka człowiekiem. Havel uważał, że każdy jest odpowiedzialny za cały świat. I że ten świat ratuje ludzka odpowiedzialność, a gubi jej brak.

Dramat René Levínskiego Wciśnij kosmos, aby przejść dalej analizuje postawy etyczne w środowisku naukowym. Prawie wszystkie postacie są tu posiadaczami tytułów naukowych i zajmują się poważnymi na-ukowymi badaniami, uprawiając najróżniejsze dyscypliny. Odruchowo chcielibyśmy przypisać im mądrość i odpowiedzialność właśnie, chcielibyśmy liczyć na to, że pracują rozumnie, a ich wiedza i wykształcenie gwarantują, że efekty tej pracy przyniosą korzyść światu i ludzkości. Tymczasem widzimy rozkapryszone dzieci, którym ktoś przez pomyłkę dał nieograniczoną władzę. Jeden z wielką wprawą wyjmuje termitom mózgi i piłą rozcina ich kopce, drugi „poprawia” kod genetyczny, żeby uporządkować bałaganiarstwo natury, inny wymyśla tkaninę chroniącą przed elektrosmogiem (szyjąc na przykład slipy chroniące kluczowy męski organ), ktoś zajmuje się polityką kontaktów z kosmitami…

Przyczyną upadku (czy może gwiezdnej kariery?) głównego boha-ĆŚ

tera jest to, że uwierzył, że w ludzkim genomie zakodowane są (pisane OŁ

greką) wskazówki od Boga. Uznał, że wreszcie może mieć genetycz-I

M

nie doskonałe dzieci. Wcześniej przerażała go przypadkowość natury, ten brak wpływu podczas stosunku seksualnego na to, który plemnik A I

zapłodni które jajeczko. Wreszcie sam mógł poczuć się jak Bóg. Na-D

reszcie znalazł coś, co zaspokajało jego męskie ego. Jednak ostatecznie WA

wszystko okazuje się dziennikarską prowokacją zaplanowaną w celu RP

podwyższenia oglądalności – czyli zarobienia większych pieniędzy.

Po chwilowej przegranej Planowski dostaje jednak „ofertę marzeń” –

an

pracę proponują mu Chińczycy: będzie manipulował ludzkimi genami mi

w jakimś ściśle tajnym laboratorium.

Poza tym główny bohater zachowuje się tu jak prawdziwy mężczyzna a Zt

(zresztą powtarzając schemat toksycznej męskości z dramatów Havla): eibżl

11

E

lekceważy, wykorzystuje i porzuca kobiety, na dodatek twierdząc, że robi to w imię nauki. A kobiety? Czują się w obowiązku godzić się na wszystko. Tak zostały wychowane. I tytuły naukowe niewiele tu zmieniają.

Również w tej sztuce obserwujemy świat, w którym liczą się tylko pieniądze i kariera. Rzeczywistość bez etyki, gdzie cele osiąga się poprzez podstępy, prowokacje, zdrady, przedmiotowe traktowanie ludzi. Ale, przede wszystkim, jest to świat bez odpowiedzialności. A jego mieszkańcy tłumaczą własne podłości tak, jak usprawiedliwiali się przed laty obywatele socjalistycznej Czechosłowacji. Trafnie ujmuje to doktorantka Suchema:

„Wszystkie nasze najstraszniejsze czyny tłumaczymy tym, że gdybyśmy ich nie dokonali, to prawdopodobnie stałoby się coś o wiele gorszego”.

O zatrważającym mariażu nauki z ekonomią traktuje też drugi z dramatów Petra Zelenki, Czar molekuły. Tym razem wysiłek naukowców ma realne przełożenie na zdrowie i życie ludzi. Okazuje się, że rynkiem farmaceutycznym rządzą osoby niemające pojęcia ani o nauce, ani o etyce, za to zainteresowane wyłącznie zyskiem. Okazuje się też, że sprzedaje się nieskuteczne leki, ponieważ to się bardziej opłaca niż inwestowanie w badania nad poprawą ich jakości. I że leki podtrzymujące życie, lecz nieleczą-ce choroby to prawdziwa żyła złota. O ile oczywiście chorych jest wystarczająco dużo. Dlatego koncernom farmaceutycznym jak gwiazdka z nieba spadła w latach osiemdziesiątych XX wieku epidemia AIDS – nieuleczal-nej choroby, na którą zachorowało wielu amerykańskich bogaczy. Co prawda pobrzmiewa tu „moralny” dylemat niektórych wyrachowanych ekonomistów, zastanawiających się, czy etyczne jest leczenie rozwiązłych gejów, którzy sami są sobie winni, ale nawet tych fałszywych moralistów przekona nieporównywalny z niczym popyt na lek na tę chorobę.

Akurat to czescy chemicy odkryli molekułę, która wyglądała obie-cująco i mogła opanować tę epidemię. Niestety, mieli pecha: żyli w państwie komunistycznym, w którym liczyło się tylko dobro Partii. Niebawem dane im było dowiedzieć się, jak wygląda ta kwestia za żelazną kurtyną. Okazało się, że również tam etyka czy zdrowie obywateli nikogo nie interesują. Václav Havel już na wiele lat przed zmianami ustrojowymi pisał o zadziwiającym podobieństwie doktryn moralnych obowiązujących na Wschodzie i Zachodzie. Zauważał, że u jednych rządzi ideologia, a u drugich pieniądze. I że obie te drogi prowadzą w przepaść, ponieważ ignorują wartości, które powinny być dla wszystkich fundamentalne: życie i dobro każdego człowieka oraz środowiska, w którym żyjemy.

12

PROTEKTORAT

Druga wojna światowa dla każdego narodu zaczęła się w trochę innym momencie. Dla Czechów już w roku 1938. We wrześniu, na mocy układu monachijskiego Czechosłowacja straciła terytoria przygraniczne na rzecz Niemiec, a kilka miesięcy później, w marcu 1939, Hitler rozpoczął

okupację kraju, tworząc Protektorat Czech i Moraw (Słowacja, o czym po wojnie taktycznie milczano, stanęła po stronie nazistów). Trzeba podkreślić, że okupacja terenów Czechosłowacji bynajmniej nie prze-biegała tak drastycznie, jak w Polsce. Po pierwsze Czesi skapitulowali bez walki. Wprawdzie byli na nią przygotowani, uzbrojeni i wyszkole-ni, mieli na granicy z Niemcami pas bunkrów i umocnień obronnych, ale poddali się bez jednego wystrzału. Czesi żyją w przekonaniu, że jest ich bardzo mało i nie mogą sobie pozwolić na niepotrzebną stra-tę obywateli. Dlatego uznali, że lepiej będzie skapitulować, niż zginąć.

Na terenie dobrze uprzemysłowionych Czech Niemcy uruchomili pro-dukujący pełną parą przemysł zbrojeniowy. Za niespełna rok podbiją Francję na czołgach wyprodukowanych przez Czechów.

Trochę inaczej niż w Polsce wyglądała też kwestia prześladowa-nia obywateli, których uznano za Żydów. W Czechosłowacji były to przede wszystkim osoby bogate, zajmujące wysoką pozycję społecz-ną i mówiące po niemiecku (Czesi od niepamiętnych czasów do roku 1945 żyli na tych ziemiach pośród Niemców). W Protektoracie Czech ĆŚ

i Moraw stopniowo pozbawiano ich praw i majątku, następnie musieli OŁ

czekać na list z wezwaniem do transportu. Wszystko było załatwiane I

M

drogą urzędową. Najpierw jechali do obozu przejściowego w Terezinie, stamtąd zaś byli rozsyłani do obozów koncentracyjnych. Siedzieli A I

w domach i czekali, zgłaszali się o wyznaczonej porze na wyznaczo-D

ne miejsce i odjeżdżali, dokąd im kazano. Nie mieli gdzie uciekać. Nie WA

znajdowali większego oparcia w czeskim społeczeństwie.

RP

W Wysłuchaniu Tomáša Vůjtka (jeszcze jednej próbie opowiedzenia o banalności zła) reprezentantką czeskiego społeczeństwa jest Vlasticz-an

ka – babcia klozetowa, przedstawicielka przeciętnej czeskości. Poznaje-mi

my ją w chwili, kiedy przyprowadza Eichmanna na miejsce, w którym zbrodniarz ma zostać wysłuchany. Opowiada on swoją wersję historii, a Zt

o tym, że (oczywiście) tylko wypełniał rozkazy i (oczywiście) chciał jak ei

najlepiej i (oczywiście) nigdy w życiu nie zrobił niczego złego. Vlasticz-bżl

13

E

ka słucha jego opowieści ze zrozumieniem i akceptacją, od czasu do czasu uzupełniając jego historię swoją czeską perspektywą. Na przykład taką, że była służącą i przejęła od (żydowskiej) pani „na przecho-wanie” cenne rzeczy, a kiedy kuzyn (działacz Narodowej Wspólnoty Faszystowskiej) poszedł na gestapo, to przydzielono im ogromne po-żydowskie mieszkanie. Przez całą wojnę mieszkali sobie wygodnie, na szczęście kuzyn w odpowiednim momencie spalił dokumenty gestapo i został walczącym komunistą. Niestety, w 1955 roku zostali skrzyw-dzeni – jakiś Żyd doniósł, że kolaborowali z Niemcami, i zostali wyrzuceni z „ich” pięknego mieszkania. Vlasticzka wyraża opinię swoją i swoich krajanów: ci Żydzi na to wszystko sobie zasłużyli i niczego nie powinno się im oddawać, bo ten majątek i tak ukradli Czechom. A po wojnie jeszcze niektórzy bezczelnie śmieli domagać się jego zwrotu albo wracać do własnych mieszkań.

Małe narody muszą przecież walczyć w inny sposób niż wielkie.

OJCZYZNA

Potoczysty monolog Davida Zábranskiego, noszący prowokacyjnie przydługi tytuł Aktor i stolarz Majer mówi o stanie swojej ojczyzny, napisany właśnie dla tytułowego aktora Stanislava Majera, jest zapisem stanu dusz i umysłów Europejczyków z krajów postkomunistycznych, noto-wanym trzydzieści lat później. Przez owe trzydzieści lat jedni nauczyli się obcych języków, zarobili przyzwoite pieniądze i otworzyli na świat, w którym czują się jak u siebie w domu. Za to inni od roku 1989 nie ruszyli się z miejsca. Dla nich europejskość i światowość są podejrzane.

Wolą siedzieć na własnym podwórku i zakładać, że cały ten obcy świat chce im to podwórko zabrać. Myślą przewodnią sztuki jest konkretne pytanie: „Czy w naszej ojczyźnie jest więcej syfu czy dobrego?”. I czy jest to wina Havla i jego zwolenników. Takich jak ten Majer, którzy sobie jeżdżą za granicę, i to nie tylko na wczasy nad morze.

Zábranský ciekawie zwraca tu uwagę na coraz wyraźniejsze zjawisko, czyli rozpad krajów postkomunistycznych na połowy: bogatą i wykształconą oraz tę biedną i bez perspektyw. Na zaściankowość zaczynającą rywalizować z europejskością. I perspektywę „ludu”

przeciwstawioną obowiązującej wcześniej perspektywie inteligencji.

Czechy, od początkowej fazy proeuropejskości, ideałów i inteligenc-kiego etosu reprezentowanych przez prezydenta Havla, stoczyły się 14

w otchłań korupcji, interesowności, arogancji i zwyczajnego chamstwa reprezentowanych przez prezydenta Zemana. Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? Czy może teraz, po latach rozwoju, nadchodzi moment

„zwijania”? Czy większość naszych współobywateli chciałaby cofnąć się o te trzydzieści lat?

PIEKŁO KOBIET

Obraz społeczeństwa nie byłby kompletny bez zastanowienia się nad miejscem przeznaczonym w nim dla kobiet. Sztuka Davida Drábka Sherlock Holmes. Morderstwa brodatych kobiet rozgrywa się w klasztorze, w którym schroniły się kobiety – ofiary męskiej przemocy. Noszą brody, żeby uchronić się przed męską natarczywością, nie malują paznokci, bo to przecież „kusi” mężczyzn. Mimo to ktoś je brutalnie morduje.

Żyjemy w kulturze gwałtu. Żyjemy w świecie, w którym połowa ludzkości uznawana jest za nic nie wartą, a przy tym rozpustną, ponieważ samym swoim istnieniem „prowokuje”. Dlatego tytułowy morderca wymierza im karę. Uważa, że zasłużyły na nią wszystkie niezależne od mężczyzn kobiety.

Z kolei Ogród Jane Austen Lenki Lagronovej wraca do czasów, kiedy kobieta była uważana za bezwartościową, jeśli nie miała u boku mężczyzny i jeżeli jedynym sensem jej życia nie były dzieci i prowadzenie domu. Prawo do szacunku miały tylko kobiety zamężne, a „stare panny” były niegodne uwagi jak pogrzebacz przy kominku. Kobiety Ć

nie mogły zarabiać. Jedyną dostępną im „karierą” było wyjście za mąż, ŚO

które też miało być jedynym celem młodych kobiet. Kobiety miały być ŁI

piękne, miłe − i siedzieć cicho. Służyć innym i nie myśleć o sobie. Ro-M

dzić dużo dzieci i poświęcać im wszystko. I nie robić niczego uznanego za niestosowne dla nich. Jak na przykład picie wina. Albo romanso-A ID

wanie niezakończone ślubem. Mężczyzn to oczywiście nie dotyczyło.

W

Mogli wyglądać jak chcieli, robić co chcieli, i na przykład ożenić się AR

z młodszą kobietą, kiedy starsza po urodzeniu sześciorga dzieci im się P

znudziła. W końcu Bóg nie obdarzył niewiast intelektem, tylko darem a

pocieszania mężczyzn. Dlatego kobiety muszą przepraszać, jeżeli mają n

m

talent, muszą walczyć o strzęp tego, co mężczyźni dostają za darmo i

i z zupełną oczywistością.

a Z

Czy na pewno wiele zmieniło się od tamtych czasów?

teibżl

15

E

KŁAMSTWO I NIENAWIŚĆ

Václav Havel podczas aksamitnej rewolucji i całej swojej prezydentury postulował konieczność odrodzenia moralnego swojego narodu, zrobienia uczciwego rachunku sumienia, odrzucenia zasad dyktowanych przez niszczącą ludzką wolność i godność ideologię, a zamiast tego proponował powrót do ideałów humanizmu. Uważał, że ludzi może wyzwolić prawda. I miłość. Namawiał do empatii, szacunku do każdego człowieka, uczciwej pracy na korzyść całego społeczeństwa. Walczył o europejskie ideały, wejście Czech do NATO i Unii Europejskiej. Udało mu się tylko to ostatnie. Okazało się, że obywatele państw komunistycznych marzyli o konsumpcji, nie o wolności. Ideały zostawili w pismach zebranych prezydenta. Sami zajęli się „tunelowaniem” (czeski termin na rozkradanie publicznych pieniędzy), wykorzystywaniem innych, kłamstwem i oszustwami. I niestety moim zdaniem celują w tym również politycy obecnie stojący na czele Republiki Czeskiej. Ton społeczeństwu nadają dziś właśnie takie osoby: pogardliwie wyrażające się o kobietach i ludziach innych ras czy z obcych krajów, robiące podejrzane interesy i bezwzględnie wykorzystujące innych, osoby, dla których kłamstwo i manipulacja stały się naturalnym sposobem kontaktów międzyludzkich.

Oczywiście nie wszyscy w Czechach są tacy. Jest tam wciąż wiele osób, które uważają, że prawda i miłość zwyciężą nad kłamstwem i nienawiścią. Tylko osoby te nie stoją na czele państwa, korporacji czy opisywanych w tej książce instytucji. Zamiast tego na przykład prowadzą organizacje pozarządowe, pomagają słabszym i wykluczonym, wykonują trudną i niezauważaną „pracę u podstaw”, którą zalecał czeski prezydent-filozof Tomáš Garrigue Masaryk – albo piszą dramaty.

Jak autorzy sztuk zamieszczonych w tej antologii.

Prezentują tu smutny obraz upadku ideałów, próbują zmusić czytelników i widzów do refleksji, do przebudzenia się z koszmarnego snu pogardy i przemocy wobec słabszych i kobiet, kapitalistycznego wyzysku, tolerowania cynicznych polityków, braku odpowiedzialności za świat, w którym żyjemy, i braku uczciwego rozrachunku z własną przeszłością. Dwadzieścia i trzydzieści lat później jest wciąż jeszcze wiele do zrobienia. Wystarczyłoby porzucić egoizm i zacząć troszczyć się o innych ludzi i planetę. Wystarczyłaby odpowiedzialność. Oczywiście oprócz prawdy i miłości.

Elżbieta Zimna

Petr Kolečko POKER FACE

POKER FACE

PETR KOLEČKO

PRZEKŁAD

KRYST YNA KR AUZE

OSOBY

FRANCISZEK

JANA

PAWLINA

WIKTOR

18

I. ŚMIERĆ

1988. Młoda dziewczyna Jana i – tak na oko – pięćdziesięcioletni mężczyzna,Franciszek, siedzą w skromnie urządzonym pomieszczeniu i grają w karty.

On ma na sobie długą, białą koszulę, poza tym nic innego, jest podłączony dojakiejś aparatury medycznej, ona ubrana jest jak hipiska. Franciszek wyglądastrasznie – ciężko oddycha, kaszle. Z trudem odwraca się, żeby wyłożyć kartę.

JANA

Wyglądasz dobrze. Masz jakby taką nadzieję w oczach, i to dobrze, tato.

Franciszek patrzy na nią zmęczonym wzrokiem.

JANA

Bo ty masz prawo do nadziei. Właśnie wczoraj rozmawialiśmy w szkole o nieznanych bohaterach i ich miejscu w historii. I byliśmy zgodni co do tego, że historia jest tylko takim odzwierciedleniem czegoś większego, poczekaj, jak to mówił ten Marek… już wiem, jego ciocia posłała nam z Ameryki cukierki, wiesz… z orzeszkami, i on mówił, że wydarzenia historyczne, rewolucje i tym podobne rzeczy są jak te orzeszki w cukierkach, ale to czekolada jest dopiero tym, co cukierki czyni cukierkami, to podstawowy materiał, z jakiego są zrobione. A w historii takim materiałem jest krew nieznanych bohaterów i z tej krwi jest ulepiona nasza historia, tato… z krwi takich bohaterów jak ty…

Zamyśla się i wykłada kartę.

FRANCISZEK Dzwonki? Ty wykładasz dzwonki? Jano, chyba robisz sobie jaja? Przecież jak wyjdziesz tym niżnikiem, zostanie E

ci w ręku pusta dziesiątka i dlatego, że Karel wcześniej CA

wyłożył asa…

Pokazuje na puste miejsce przy stole, gdzie leżą rozłożone karty.

R FE

To tej dziesiątki nie ugrasz ani ty, ani Karel.

K

JANA

Tato, dlaczego musi z nami grać jakiś wymyślony Karel?

O

FRANCISZEK Bo do mariasza licytowanego potrzeba trzech gra-o P

czy! I dlatego, że Karel to imię typowego pijusa, który k

gra w mariasza. Ta pusta dziesiątka może kosztować cię če

dwadzieścia koron… A za dwadzieścia koron możesz ku-l

pić trzydzieści deka salcesonu i jedno piwo. Kochana, taka pusta dziesiątka to jedna kolacja.

r Kote

19

P

JANA

Słuchałeś mnie? Starałam się ci powiedzieć, że każda ko-lejka po banany, każdy ten dźwięk nie do zniesienia, kiedy babcia szurała filcowymi kapciami po linoleum, każdy szloch dziecka nad złamanym plastikowym wiatraczkiem na pierwszomajowym pochodzie, te wszystkie króciutkie momenty w życiu nic nieznaczących jednostek, z których składa się nasze niekończące się poniżenie, to wszystko nie było bezsensowne. Wszystko to musiało się stać, żeby jutro było lepsze. Tato, wiem, że mówisz sobie, że to nie-sprawiedliwe – odejść właśnie teraz, kiedy wolność jest tuż, tuż, ale tobie się udało, udało ci się postawić, oprzeć…

i ja właściwie ci zazdroszczę. Możesz spojrzeć wstecz i być z siebie dumny. Ja wszystkie te ciężkie decyzje mam jeszcze przed sobą…

Franciszek wykłada kartę, potem odwraca jedną z pliku należącego do Karela.

Jana wyrzuca swoją kartę.

FRANCISZEK Za to, co zrobiłaś, Karel mógłby cię zbić na kwaśne jabłko. Wino? Dlaczego, Jano ? (odwraca się w kierunku wyimaginowanego Karela) Karelu, przepraszam za nią.

JANA

Tato, do cholery!

Franciszek jest nieustępliwy, mówi sucho.

FRANCISZEK Podliczaj. Dziesiątki i asy, to chyba wiesz. I ten meldunek.

JANA

Pięćdziesiąt.

FRANCISZEK Tak więc z dwoma meldunkami ja ugrałem sto, a w dodatku Karel wysoko przebijał. Dziewczę moje, wiesz, ile by to było w mariaszu na pieniądze?

JANA

Tato, ja…

FRANCISZEK Dwieście pięćdziesiąt sześć koron!

JANA

Tato…

FRANCISZEK Nie, teraz ty mnie będziesz słuchać. Mam już powyżej uszu tych twoich bajeczek, których nauczył cię ten twój Marek, a z kolei on usłyszał to od tego pana z reraniem i papieroskiem.

JANA

Havel, nazywa się Havel, tato.

FRANCISZEK Do cholery, wiem, jak się nazywa. Ten facio już jakoś tę rewolucję dociągnie do końca, to pewne, ale dlatego ty powinnaś, dziewczyno, być o krok dalej. Wiesz, dlaczego nie ma tu Karela?

Wskazuje w kierunku Karela, którego nie ma.

20

JANA

Tato, nie wariuj, chcę pamiętać przez całe życie te chwile z tobą, a nie gadać z jakimś wymyślonym graczem w mariasza.

FRANCISZEK Karel jest nad morzem w Jugosławii. Co tam w Jugosławii, on jest we Włoszech, bo dał łapówki celnikom.

Na łapówki miał pieniądze, które wygrał w mariasza.

Karel nie kieruje się żadnymi zasadami. Karel jest wolny.

A wiesz dlaczego? Bo jest jednym z najlepszych graczy w mariasza na świecie, a mariasz to hazard. A hazard jest najlepszym sposobem na zarobienie pieniędzy w jakimkolwiek systemie. Pieniędzy z hazardu nikt nie może ci zabrać, niezależnie kto właśnie rządzi: Gorbaczow, Gandhi czy też Hitler, to wszystko jedno, i jeśli kiedyś nadejdzie kolejna epoka lodowcowa, to ludzie wyryją sobie w lodzie piki i kara, i będą grać o krzemienie do rozpalania ognia!

Podchodzi do niej, chwyta ją za ramiona i nagle jest bardzo miły.

Tu nie chodzi o karty. Chodzi o to, że ja zasługuję na to, żeby ci się żyło dobrze. Ale nie tak, jak ty opowiadasz, ze wszystkimi tymi ideami o społeczeństwie. W dupie mam społeczeństwo. Chcę, żebyś ty była szczęśliwa. Być może zamiast mariasza będzie to zupełnie co innego, ale tu chodzi właśnie o to, żebyś zrozumiała, że choćby działo się cokolwiek, musisz ugrać coś dla siebie.

Poklepuje talię kart.

Musisz ugrać swoje sześćdziesiąt, żeby nikt nie miał stó-wy przeciwko tobie. Zawsze musisz ugrać sześćdziesiąt, i potem będzie ci dobrze. Pojedziesz tam, gdzie Karel. Do Włoch.

Kaszle. Wskazuje na wyimaginowanego Karela.

E

JANA

Pan Havel mówi o działającej demokracji, o systemie po-CA

litycznym, o tym, że każdy będzie mieć prawo – jakie to było słowo – do kariery… A ty wyobrażasz sobie to jak R F

jakiś dziki zachód…

EK

FRANCISZEK Każdy coś sobie wyobraża. Ale jak będzie to na-O

prawdę wyglądać, tego nikt nie wie. Nawet ten twój idol z charakterystycznym „rrr”. Wybacz, ale kiedy widzę go o Pk

w telewizji – a dlatego, że tu leżę, widziałem go często, če

to mam wrażenie, że mówi jak dziecko. Wiem, że siel

dział w więzieniu, że ma takie cierpienie w oczach, ale wewnątrz… Grzeczny pięcioletni chłopaczek, którego za-r Kote

21

P

mknęli w kiciu, i teraz pali sobie papieroski i opowiada o ciężkim świecie. Jak takie dzieci pracowników wesołego miasteczka, co obsługują diabelski młyn, potrafią zaliczyć tę atrakcję dziesięć razy z papierosem w gębie, i nawet się nie porzygają, i te dzieci marzą o tym, jakie jest życie, tam na zewnątrz, życie tych ludzi, co od razu rzygają na dia-belskim młynie… Tak… Pięciolatek z papierosem.

JANA

Tato, Marek mnie wczoraj przedstawił Havlowi. Siedzieliśmy w kawiarni i nie wiedziałam… Co mam powiedzieć, siedział tam i palił. Był taki trochę cichy. Bardzo cichy. Nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć, więc opowiedziałam twoją historię. I coraz lepiej ją teraz rozumiem. Mama nie rozumiała, że to, co robisz, jest ważne. Wstydzę się za nią, że cię zostawiła.

FRANCISZEK Może jej trochę przeszkadzało, że nie było mnie w domu dwa lata.

JANA

Właśnie. To okropne, jaka była przyziemna.

FRANCISZEK Niepotrzebnie byłem gdzieś indziej niż w domu, rozumiesz? I tutaj też jestem niepotrzebnie.

JANA

Nie, to było potrzebne. Twoja historia go zainteresowała.

Powiedział, że twój los jest taką alegorią naszego cierpienia…

FRANCISZEK ( parodiuje sposób mówienia Havla) Mocno wierzę, że historia twojego starego jest taką alegorią cierpienia naszego narodu…

Śmieje się i zaczyna kasłać.

JANA

On też trochę kaszle…

FRANCISZEK Właśnie zrozumiałem, że jest naiwny. Na podstawie tego kaszlu między przemówieniami. To ma być porządny kaszel? To ma być więzienne pokasływanie? W ostatnim czasie kaszel więźniów politycznych jest taki zniewie-ściały. To już nie to, co bywało. Nie wiem, czy ci dozorcy jakoś odpuścili, czy co… Wiesz, jak poznasz prawdziwy kaszel? Że tylko na podstawie dźwięku można czuć to całe cierpienie. Nawet przez chwilę nie masz wątpliwości, czy ten człowiek ma zwykły kaszel, czy też nowotwór. Bo ten kaszel sam w sobie jest tak straszny, że myślisz tylko o nim, o tym dźwięku. I boli to nie tylko kaszlącego, ale i tego, co słyszy ten kaszel. O tak…

Zaczyna kasłać.

22

FRANCISZEK Słyszysz? Boli, co?

JANA

Tato, przestań!

FRANCISZEK To coś innego, jeśli tylko o tym mówisz… Tak, to są odgłosy kaszlu prawdziwego nieznanego bohatera, jak mówi ten twój Havel. ( kaszle)

JANA

Tato, jesteś żenujący!

FRANCISZEK (przestaje kasłać) Żenujący?

JANA

Przepraszam, nie to miałam na myśli.

FRANCISZEK Nie, masz rację, jestem żenujący. Powinnaś posłuchać Tomesza, leży tu obok. W latach pięćdziesiątych zesłali go do kopalni uranu. Przy nim jestem naprawdę żenujący.

Tomesz, kiedy zakaszle, ma jeszcze tak szczególny pogłos, kaszle jakby do środka i ten dźwięk rezonuje mu w ciele.

Mówiłem mu, jakie to wspaniałe, kiedy jeszcze mogłem wychodzić z pokoju. Mówiłem mu: koleś, takie dźwięki umiesz wydawać tylko ty, jak ty to robisz? A on na to, że to dlatego, że wycięli mu jedno płuco, tak więc ma w piersiach z jednej strony puste miejsce i ten kaszel leci mu do tej pustej przestrzeni, dzięki temu ma echo…

JANA

Przestań.

FRANCISZEK No, z Tomeszem równać się nie mogę. To prawdziwy nieznany bohater, jak mawiasz. A ja jestem tylko facetem, który chciał grać lepiej w mariasza. Ale ten mój kaszel też nie jest zły. Opowiedz o tych dźwiękach Havlowi. I zapa-miętaj mój kaszel. Bo już nigdy go nie usłyszysz. Ty nie możesz go nigdy słyszeć. (łapie ją za rękę) Zapamiętaj i staraj się go unikać. Graj dobrze w mariasza i staraj się uciekać przed kaszlem. To jest ostatni raz, kiedy go usłyszysz, jasne?

E

JANA

Tato, nie rób mi tego.

CA

FRANCISZEK Jasne? ( chwyta ją jeszcze mocniej) JANA

Dobrze, tato…

R F

FRANCISZEK Jasne? (jest nieustępliwy)

EK

JANA

Tak. Jasne, tato.

O

Franciszek się uśmiecha. Mruga do niej okiem jak jakiś młody chłopak.

FRANCISZEK Poczekaj, będzie przedstawienie. Spartakiada trupów, o Pk

dziewczę. Przysuń mnie do ściany.

če

JANA

Co?

l

FRANCISZEK No, zrób to!

Jana przysuwa ojca do ściany.

r Kote

23

P

FRANCISZEK Dziś będę lepszy niż Tomesz. (krzyczy) Tomesz! Jesteś tam? Jesteś tam, ty zdechlaku? Czy znów symulujesz prze-ziębienie?! (odwraca się w kierunku Jany) Dają mu kilka dni, nie może już mówić. (krzyczy) Zapukaj, jeśli jeszcze tam jesteś!

Słychać ciche stukanie.

FRANCISZEK No to posłuchaj tego, ty uranowy gruźliku. (kaszle,straszliwie kaszle) Dobre, co?

JANA

Tato, nie wariuj, już wystarczy, co? Tato…

Franciszek nie przestaje kasłać.

JANA

Cholera, tato.

Obejmuje go, on przestaje kasłać, odwraca się w kierunku Jany, po policzkuścieka mu łza.

FRANCISZEK To już lepsze, co? (klepie się po piersi) Słyszysz to bul-gotanie? To bulgot czarnej ropy naftowej! To gdzieś tam, byłem już blisko. Myślałam, że jestem wolny, rozumiesz?

(kaszle) To inny dźwięk… (kaszle) To nie jest dźwięk bez-sensownego monotonnego cierpienia, o którym wiesz, że nigdy się nie skończy, tak jak u Tomesza, nie. To dźwięk niespełnionego snu. Snu, co był na wyciągnięcie ręki, co bulgotał obok nas i my mogliśmy go dotknąć, czuliśmy zapach tego snu i jego smak, ale i tak był to tylko sen…

(kaszle) Teraz… (krzyczy w stronę ściany) Tomesz, słyszysz?

Co o tym powiesz?

Kaszle, Jana wpada w histerię.

JANA

Tato, bardzo cię proszę, przestań.

FRANCISZEK Karel… (wskazuje na stół) Karel ci wszystko wytłumaczy…

Kaszle i pada na podłogę.

JANA

Tato, wystarczy… Tato, błagam…

Franciszek nie przestaje kasłać, potem wydaje z siebie głuche westchnienie.

JANA

To nie jest śmieszne…

Franciszek leży bez ruchu, nie żyje.

JANA

Tato…

II. MIŁOSNE IGRASZKI

2011. Dźwięki eterycznej muzyki. Wiktor (lat trzydzieści) smaruje Pawlinę(dwadzieścia dwa) olejem o dziwnym zabarwieniu. Wiktor szepce coś lirycznie i od czasu do czasu całuje Pawlinę.

24

WIKTOR Wczoraj widziałem orła. Było w tym coś szczególnego. Tutaj, nad środkową Europą, orły nie latają. I wiesz, co jeszcze było w tym szczególnego? Miałem wrażenie, że ten orzeł płacze.

Pawlina odwraca zdziwioną twarz.

PAWLINA Tego chyba nie można zobaczyć, co? Jak wysoko leciał?

Trzydzieści metrów? A ponadto wydaje mi się, że orzeł

skalny nie potrafi ryczeć. I orłów tutaj nie ma. Być może są jastrzębie, pustułki, kanie, ale orzeł, sorry, to…

Wiktor ją przekonuje.

WIKTOR Psss… To był orzeł. (dalej nakłada olej) Nie wiem, czy płakał naprawdę, ważne było, że wydawało mi się, że płacze.

Rozumiesz? Spoglądał na nas w dół, na Europę Środkową, na ludzi, i było mu ich żal. Patrzył na nas, na wszystkie te śmieszne mróweczki w rozpadającym się mrowisku, jak posrane mamy życie przez egoizm naszych rodziców i walczymy o to, żebyśmy sami mogli być egoistami.

PAWLINA Dokładnie tak, masz rację.

WIKTOR I potem ten orzeł zrobił kupę.

Pawlina się śmieje.

PAWLINA Co takiego?

WIKTOR No. Naprawdę. Być może nie widziałem, że płacze, ale to było widać bardzo dobrze, no wiesz, nie wygląda to tak, jak sranie gołębia, taki orzeł…

Pawlina chichocze.

WIKTOR Najpierw myślałem, że to okrutne z jego strony. Jak ten wielki, wolny ptak, który jest ponad tymi naszymi głupimi problemami z drożejącymi jajkami i benzyną, może dorzucić swoje łajno do rosnącej kupy naszych świństw E

i polecieć dalej.

CA

PAWLINA (pełna podziwu) Umiesz nazwać to dosadnie.

Wiktor spogląda na nią z dumą.

R F

WIKTOR Odpręż się… (masuje ją) Tylko że potem zrozumiałem, że EK

nie był to z jego strony wyraz pogardy. Ten orzeł chciał

O

powiedzieć: patrzcie, i mnie czasem się to zdarza. I ja mam tu na górze swoje zmartwienia. I na niebie czasem zrobi o Pk

się komuś źle. Ale wysram się i lżejszy, ale jednocześnie če

szczęśliwszy, lecę dalej i mam się dobrze. Wy też tak mo-l

żecie… Postanowiłem zrzucić wam fragment siebie. Właściwie chciał nam zostawić kawałek swojego świata, ka-r Kote

25

P

wałek swoich przyjemnych zmartwień, kawałek nadziei, Pawlinko.

PAWLINA Ona ma być w tym gównie?

WIKTOR Tak, mówiąc dosadnie. I wpadłem na pewien pomysł. Poszedłem zebrać ten orli stolec. Nie było łatwo go znaleźć, ale obserwując chmury, obliczyłem prawdopodobną tra-jektorię drogi spadania tego stolca i znalazłem go. Włoży-łem do torebki foliowej i wciąż myślałem, jak wykorzystać ten symbol, jak przynajmniej przez chwilę być orłem, widzieć wszystko z szerszej perspektywy, jeśli w ręku masz tylko kupę. No, co będę tu wygadywać, nie chciało mi się go jeść. Ptasią kupę też trudno wsadzić w ramy obrazu.

Pawlina się śmieje.

WIKTOR No więc zrobiłem z tego kału olej.

Pawlina blednie i spogląda na niego.

PAWLINA Co takiego?

WIKTOR Wymażemy się nim i przez chwilę będziemy jak orły, od-dalimy się od tego strasznego życia, pokochamy się. Jak orły.

Pawlina przestaje się śmiać. Siada i uważnie go obserwuje.

PAWLINA Wiktorze, ty posmarowałeś mnie orlim gównem?

WIKTOR Nie, to olej z orlego gówna. I jak już mówiłem, ma to sens metafizyczny. Nie myśl, że…

PAWLINA Robisz mnie w balona? Przecież mogę złapać ptasią grypę albo co.

Zaczyna go bić, a on się śmieje. Ona ślizga się na oleju. On śmieje się jeszczebardziej. Ona płacze.

PAWLINA Jezus Maria, orle gówna!

WIKTOR Coś ty, przecież wiesz, że to nie mogą być orle gówna.

PAWLINA Co?

WIKTOR Tu przecież nie ma orłów. To był dowcip. Chodziło mi o to wyobrażenie, no, to jest olej do masażu… Popatrz…

Pokazuje jej buteleczkę oleju, którą wyciąga przed siebie.

PAWLINA Kurde, dlaczego mi to robisz?

Znów rzuca się na niego z pięściami.

WIKTOR No tak…

Unieruchamia ją. Całuje.

WIKTOR Posmaruj mnie olejem i zamknij oczy, wyobraź sobie, tylko na chwilę, że możemy zrobić sobie przerwę w tej walce o lepsze życie i na chwilę możemy być orłami i ten olej 26

ochroni nas przed brudem otaczającego świata. Patrzymy na niego z wysokości i sami jesteśmy gdzieś indziej. Na krótką chwilę. Możemy sobie na to pozwolić, chociaż jesteśmy wojownikami. I wojownicy mogą czasami odpocząć. I wojownicy zasługują na chwilę szczęścia .

Wycisza muzykę. Ona smaruje go olejem.

WIKTOR Wyobraź sobie, że jesteśmy orłami.

Wchodzi Jana, w tej chwili ma czterdzieści dwa lata, ciągnie za sobą nowoczesną walizkę na kółkach, jest ubrana bardzo luksusowo, wygląda rewelacyjnie.

Pawlina jest wystraszona. Wyskakuje i stara zakryć swoje półnagie ciało.

PAWLINA Mamo! Nie miałaś wrócić dopiero jutro?!

WIKTOR Dzień dobry.

Jana podchodzi do Wiktora i palcem ściera olej z jego ciała. Oblizuje palec.

Wiktor patrzy na nią z konsternacją.

JANA

O Jezu, co to? Obrzydliwe.

PAWLINA Mamo, to olej do masażu, nie jest do konsumpcji.

JANA

Olej jak olej. Myślałam, że będzie smakować jak on.

Wskazuje na Wiktora.

PAWLINA Mama jest niesmaczna, jak zawsze. To mój chłopak, Wiktor. Wiktorze, moja matka Jana.

WIKTOR Bardzo mi miło.

JANA

Dlaczego smarujecie się tym świństwem? Dlaczego nie pieprzycie się normalnie?

Wiktor i Pawlina spoglądają na nią. Pawlina decyduje się, że odpowie.

PAWLINA Ty chyba tego nie zrozumiesz, ale staramy się, aby seks miał głębszy, duchowy wydźwięk. To najbardziej intym-ny obraz naszych emocji, rozumiesz?

WIKTOR Miłość jest ostatnią rzeczą, która nam pozostała w tym zdegenerowanym świecie. Brzmi to banalnie, ale tak jest.

E

Odróżnia nas od zwierząt, którymi pomału się stajemy.

CA

I w ten sposób staramy się upiększyć te cenne chwile miłości, bo ja wierzę, że nie jesteśmy zwierzętami i że możemy R FE

jeszcze zmienić nasz los.

K

Jana patrzy na niego jak na wariata. Potem spogląda na Pawlinę. Chwyta ją O

za ramię.

o P

JANA

Pawlinko, ile razy ci mówiłam, że nie możesz chodzić k

z kimś dlatego, że mu współczujesz. Po jakimś czasie za-če

cznie ci przeszkadzać, że jest to kompletny idiota, rozu-l

miesz?

PAWLINA (karzącym tonem) Mamo!

r Kote

27

P

Jana wyciąga z walizki jakiś luksusowy ciuch w stylu azjatyckim. Na chwilęz tonu jej głosu znika ironia.

JANA

Przywiozłam ci… (podaje prezent Pawlinie)

PAWLINA Mamo, ja… Obraziłaś Wiktora.

WIKTOR (niepewnie) W porządku.

Jana nie jest nim zainteresowana, sprawdza reakcję Pawliny na nową sukienkę.

JANA

Podobają ci się takie rzeczy, nie?

PAWLINA (z radością) Dzięki.

JANA

(zmienia temat, jest bardziej energiczna) Jestem głodna. Przywiozłam coś egzotycznego do jedzenia. W takim razie zostawiam was, żebyście przeżyli duchowo to… no. A potem zjemy kolację. (wychodzi)

PAWLINA Przepraszam, ale miała wrócić dopiero jutro.

WIKTOR Jest taka… (zastanawia się nad tym, jakie wrażenie zrobiła nanim Jana)

PAWLINA Zdzira, no. Nic w ogóle nie czuje, chodzący trup. Powinieneś odejść, ta kolacja to będzie piekło, zobaczysz.

WIKTOR Zostanę, to nie może być aż tak okropne. Sama wiesz dobrze, że chciałem z nią porozmawiać.

Pawlina kiwa głową.

WIKTOR Nie wydaje mi się taka straszna.

Wchodzi Jana.

JANA

Przepraszam. (spogląda na ich) Aha, a więc nie przeszkadzam… No tak, pomyślałam sobie, że nie będzie już z tego jakiegoś wielkiego jebanka… Zorientowałam się, że nie mamy oleju, a więc doszłam do wniosku… Przyniosłam taką płaską łyżeczkę… (podaje Wiktorowi łyżeczkę i miskę), żeby mi pan tego oleju… przynajmniej złapie interesujący smak…

Oboje patrzą na nią.

PAWLINA Mamo, to nie jest dowcipne…

JANA

Co? Przecież jest kryzys, nie? Musimy oszczędzać na oleju.

WIKTOR Racja. Nie powinniśmy niczego marnować.

JANA

Robię sobie jaja. Przecież jestem milionerką. Ale nie chce mi się iść do sklepu.

Wychodzi. Wiktor po chwili wahania bierze łyżeczkę i zaczyna zbierać olejz ciała do miski.

PAWLINA Kurwa, Wiktor! (zabiera mu łyżkę i wyrzuca) 28

III. OLEJ

Franciszek ma twarz pobrudzoną ropą, która ścieka mu po policzkach.

FRANCISZEK Tak, ropa. Zrobiło mi się niedobrze, kiedy po raz pierwszy poczułem jej smak w ustach. Ale chyba bardziej chodziło o bliskość tego smrodu niż jej smak. Piecze na języku, ale z drugiej strony ta ropa nie wygląda jak coś, co nadaje się do picia. A piwo ze słoniem na etykiecie, które pije się w całej Afryce, tak wygląda, ale jest tak samo okropne jak ta czarna breja. Już kilka razy złapałem się na tym, że chciałem napić się dziesiątki z browaru na Smi-chowie. Zawsze się wstydzę, kiedy zatęskni mi się za Czechami. Tęsknię za rodziną, nie za Czechami… W każdym razie… nie piję już piwa ze słoniem, ale przed ropą nie ma ucieczki. Kiedy podniesie się ciśnienie w odwiercie, dosta-jemy prysznic z ropy. Ale lepsze to niż prysznic z tych sło-niowych sików. Kiedy przydarzy się nam prysznic z ropy, trzeszczy od tego głowa, z tych oparów i z tego, że coś tam zawsze się łyknie. Słońce pali tu jak diabli, człowiek nie wie, co się z nim dzieje. A murzyni się z nas śmieją. Siedzą wokół tych swoich lepianek, palą i chichoczą. Jeden gapi się na mnie i mówi: przyjedziesz do Nigerii, a tu kurwa gorąc. To dopiero zaskoczenie, co? Śmieje się, nas pieką gęby od tej ropy, nie wiemy w ogóle, co się dzieje, i Shell dał nam pół dnia wolnego. Mam jedyną szansę, żeby napisać list do domu. Jestem kompletnie wykończony od tego, że nałykałem się ropy, a do tego ten upał, więc nie wiem za bardzo, co piszę, ale do koperty włożę dolary z tygodniówki. To E

jedyna rzecz, o której nie zapominam. Wprost przeciw-CA

nie, wciąż o tym myślę. I kiedy nałykam się ropy, i kiedy zacznę kaszleć… Dolary do koperty. I tak samo robią to R FE

Rosjanie, Polacy i Rumuni, wszyscy, co są tu z nami. Shell K

załatwi, żeby dostały to nasze rodziny. Tak jest dogada-O

ne. Oczywiście nasi urzędnicy coś tam sobie zostawią, ale o P

Shell załatwi, żeby większość pieniędzy dotarła do domu.

k

Socjalizm z ludzką twarzą. A ta ludzka twarz to te zarobio-če

ne dolary. Dla mojej małej Janeczki. Kiedy o niej pomyślę, l

to mi smakuje nawet ta czarna sraka. Kocham wtedy ten czarny smak ropy. Kocham. Poważnie, lepsze niż alkohol.

r Kote

29

P

IV. KOLACJA

2011. Jana je kolację z Pawliną i Wiktorem. Jana trzyma w ręku list, w drugiej kieliszek z whisky i czyta. W pokoju jest mała choinka.

JANA

23 stycznia 1979. Bzzz bzz bzz. Są tutaj muchy. I dużo murzynów. I słoni. I jest też upał. Taki upał, że nie można oddychać… (podnosi oczy znad listu) To ma wielką wartość poznawczą. Dowiesz się o Afryce takich rzeczy, jakich byś w ogóle nie oczekiwał… (śmieje się i czyta dalej) Bzzz.

Tej musze to nie przeszkadza. Nie jest jej gorąco, to afry-kańska mucha. Ma jakąś afrykańską nazwę. Patrzę na nią i wyobrażam sobie, jak siedzisz u nas w domu, na Żiż-kowie, a tam też lata mucha. Czeska mucha. Nazywa się Lida. Lida bzyczy. Słyszysz? Bzz bzz. To jestem ja, Lida, to bzyczę ja… twój tata… myślę o tobie… jest tutaj strasznie dużo murzynów, sama byś nie wierzyła… Tata.

Składa list.

JANA

Fantastyczne. Szkoda, że dziś nigdzie, w żadnej knajpie, nie naleją ci ropy.

Pawlina zwraca się do Wiktora.

PAWLINA W każde Boże Narodzenie czyta listy dziadka z Nigerii.

Ale kiedy inni ludzie w ten sposób starają się pielęgnować pamięć o zmarłych z rodziny, ona robi sobie z dziadka jaja… Mamo, dziś jest dopiero dwudziesty drugi. Musisz zamęczać tym Wiktora?

JANA

Wygląda na to, że nie będzie mnie tutaj na Wigilię. Mam bożonarodzeniowy turniej w Grecji.

PAWLINA Aha.

JANA

Tak więc dziś mamy jakby kolację wigilijną.

WIKTOR W takim razie to dla mnie wielki zaszczyt, że mogę być tutaj. Wigilijna kolacja z kimś takim jak pani. As sportu, reprezentantka naszego kraju.

PAWLINA W pokerze? Chyba robisz sobie jaja.

Jana zwraca się do Pawliny.

JANA

Dlaczego masz wciąż jakieś problemy? Te listy? Gdyby tata zostawił jakieś lepsze, na pewno bym je czytała. Czy-tałabym te lepsze. To nie moja wina, że to jest dowcipne.

Przecież nie mogę przestać się śmiać z tak błahego powodu, że autor dowcipów nie żyje. To jakbyś szła do teatru na Moliera i nie śmiała się tylko dlatego, że Molier umarł.

30

PAWLINA To z twojego powodu był na tych platformach wiertni-czych w Afryce.

JANA

No tak, ale i tak nie dotarły do nas te jego sławne dolary, bo panowie urzędnicy wszystkie wyciągnęli z kopert.

I Shell też nas zrobił w konia. Bo jak mama napisała o tym, że tych dolarów po prostu nie ma, list jakoś zaginął, i tata nie mógł też przeczytać, że mama kurwi się z naszym są-siadem, komuchem, i odchodzi od taty, bo to było w drugim liście.

PAWLINA Mamo, to przecież w tym wszystkim najpiękniejsze. Prawie dwa lata nie wiedział, że nie dostajecie tych pieniędzy, i tego, że babcia go zostawiła, i pracował tam dalej.

WIKTOR Tak. Też mi się w tej historii podoba ten odwieczny problem walki Don Kichota z wiatrakami. Niestety, dziś to jedyna rzecz, która nam pozostała.

Jana rzuca kolejne spojrzenie w stylu „ojej, jakiego tu mamy debila”.

JANA

O Jezu, ale mamy przypadek… (wyciąga kolejny list) Ale ten to prawdziwa masakra. Tej ropy musiał wypić chyba wiaderko. Posłuchajcie. 25 lutego 1980…

Pawlina wyrywa jej list.

PAWLINA Mamo, do jasnej cholery, przestań!

Jana spogląda na nią z pogardą.

JANA

No co? Przecież powinniśmy robić coś uroczystego, jeśli mamy tu wigilijną wieczerzę. Co takiego robi się w normal-nych, zdrowych rodzinach…? (zastanawia się) Już wiem, człowiek powinien starać się skrócić czas oczekiwania na Mikołaja, na przykład oglądając telewizję.

PAWLINA Mamo, ale Święty Mikołaj tutaj nigdy nie przyjdzie, on odwiedza grzecznych ludzi.

E

JANA

Muszę ci zdradzić tajemnicę, myślę, że jesteś wystarczają-CA

co duża. Żaden Mikołaj nie przyjdzie, po prostu nie istnieje. Te prezenty zawsze były ode mnie.

R F

Wiktor się śmieje , i Jana też. Pawlina spogląda na nich krytycznym wzro

EK

kiem. Jana puszcza telewizję. Słychać głos spikera, w tle ujęcia z praskiego O

Hradu.

GŁOS Z TELEWIZJI Śmierć Vaclava Havla komentuje większość świa-o Pk

towych stacji telewizyjnych i gazet. „New York Times” pi-če

sze o śmierci wojownika prawdy, „Le Parisien” wspomina l

o Havlu jako o jednym z symboli europejskiej demokracji…

Muzyka, zmienia się głos spikera.

r Kote

31

P

GŁOS Z TELEWIZJI Na jutrzejszy pogrzeb byłego prezydenta przyjedzie również były prezydent USA Bill Clinton.

Jana wyłącza telewizor.

JANA

Nieprawdopodobne.

Wiktor, potwierdzając słowa Jany, kręci głową.

WIKTOR Też nie mogę tego zrozumieć. Wciąż mam wrażenie, że to nie może być prawda.

JANA

Ale jest. Oni naprawdę zniszczyli tym pogrzebem cały świąteczny program w telewizji.

Wiktor spogląda na Janę wystraszonym wzrokiem. Pawlina uderza pięściąw stół.

PAWLINA Cholera, mamo! Przecież umarł cztery dni temu! I oni chcą go pochować przed świętami, żeby ludzie mieli spokój!

JANA

Mówiłam, że mam w Wigilię turniej w Grecji, a więc ob-chodzę dziś Boże Narodzenie. Jakby co, wielu ludzi być może obchodzi je dzisiaj, a oni im psują nastrój pogrzebem. Kurwa, chcę wzruszać się przy jakiejś bożonarodze-niowej bajce!

Pawlina wymierza jej policzek. Jana jest obrażona.

PAWLINA Wzruszająca bajka? Ty? Przecież zawsze kibicujesz ba-bom jagom i smokom! (wpada w histerię) Ależ nie, ty nie wierzysz w to, co mówisz. Mówisz to tylko tak sobie. Bo to takie chojrackie obrażać kogoś tak wielkiego jak Havel.

Wyśmiewasz się, bo chcesz być kaleką emocjonalną. Ale nie jesteś w stanie. Teraz to boli, co? (zwraca się do Wiktora) Była wśród studentów, którzy rozpoczęli aksamitną rewolucję. Wiesz? I nawet znała Havla. I być może przespała się z nim na jakiejś knajpianej imprezie.

Wiktor jest pełen podziwu.

WIKTOR Naprawdę?

JANA

Trudno powiedzieć. Wtedy, w tej knajpie, wywaliło bezpieczniki. Byłam tam z siedmioma facetami, totalne ciemności. Było ostro. Ciało tu, ciało tam. Nagle poczułam…

Siedmiu facetów, to prawdopodobieństwo 14,3 procent, że właśnie Havel jest… To właściwie prawie mniej prawdopodobne niż to, że dostaniesz kartę do trójki na riverze.

Śmieje się. Pawlina spogląda na Wiktora.

PAWLINA Rozumiesz?

WIKTOR Tak, rozumiem, że ta rewolucyjna atmosfera i pewna nie-rozważność…

32

Pawlina mu przerywa. Drażni ją cała sytuacja.

PAWLINA Nierozważność? Przy siedmiu facetach jest 14,3 procent prawdopodobieństwa, że to jest mój ojciec, Wiktorze.

WIKTOR Aha…

JANA

Nie chwal się tu, że masz 14,3 procent prawdopodobieństwa, że jesteś córką Vaclava Havla… Bądź szczęśliwa…

PAWLINA Mamo, jak możesz się z tego śmiać? Przecież ten facet umarł cztery dni temu, a ja nawet nie wiem, czy przypadkiem to nie jest mój tata. Nie wiem, czy mam płakać. Ale płakałabym, choćby to nie był mój tata, bo zawsze szano-wałam Havla, choć pewnie czułabym, że to tylko poza, prawda, Wiktorze…

WIKTOR Jak dla mnie, to Havel był zbyt radykalnym idealistą i ponosi odpowiedzialność za obecny kryzys. Choć nieświadomie. A jego działalność i śmierć powinno się oceniać bardziej realistycznie.

PAWLINA Słyszysz, mamo? Realistycznie. Tak, Wiktor ma rację. Ale co, jeśli to naprawdę był mój tata i ja jego śmierć oceniam realistycznie zamiast płakać.

JANA

W takim razie spróbuj płakać na 14,3 procent. Jedną siód-mą z każdego oka.

Pawlina spogląda na nią, widać, że za chwilę się rozpłacze.

PAWLINA Mamo, jesteś potworem. Słyszysz? Chce się mi rzygać na twój widok. (wychodzi)

JANA

Poczekaj… (widzi, że to nie ma sensu; pije i zaczyna się śmiać) W okolicach Bożego Narodzenia ludzie bywają przewraż-liwieni, wiesz, o czym mówię…

WIKTOR Przeżywa śmierć pana Havla, ale ja myślę, że umarł w odpowiednim momencie, rozumie pani… Też go szanowa-E

łem, ale nie wiedziałem, co dalej będzie z jego ideologią.

CA

Wydaje mi się, że poprzez to, że odszedł, dał nam znak, że najwyższy czas znaleźć coś nowego. Rozliczyć się z proR FE

blemami po swojemu.

K

JANA

Mnie to zwisa i powiewa. Lepiej zjedz coś, proszę.

O

WIKTOR To tatar…

o P

Jana się śmieje.

k

JANA

To bashimi.

če

WIKTOR Aha, bashimi, to dlatego jest tu imbir. To japońskie.

l

Jana znów się śmieje.

JANA

Każdy uczestnik turnieju w Tokio dostał coś takiego.

r Kote

33

P

WIKTOR To bardzo smaczne.

JANA

Cieszę się, że ci smakuje, chłopczyku.

Głaszcze go po głowie, uśmiecha się. Wiktor je dalej. Też się uśmiecha. Wchodzi Pawlina. Jest ubrana w sukienkę od Jany. Jest zaskoczona, że matka głaszcze Wiktora.

PAWLINA Mamo, pieścisz mojego chłopaka…

Jana wstaje i przygląda się Pawlinie. Głaszcze ją po policzku.

JANA

Cieszę się, że ci w niej dobrze. I z rozmiarem trafiłam, co?

Przez chwilę spoglądają na siebie. Wiktor uważnie je obserwuje.

PAWLINA Wiktor, chodź, wyjdziemy gdzieś. Chciałabym spędzić trochę czasu poza tym domem. Wrócę, jak mama uśnie, żebym nie musiała słyszeć od niej żadnego słowa.

WIKTOR Właśnie rozmawiamy. Poczekaj chwilę.

PAWLINA Wiktor!

WIKTOR Pawlinko, przecież wiesz, że od dłuższego czasu chciałem porozmawiać z twoją matką.

Pawlina poddaje się. Siada i nalewa sobie wina. Z nienawiścią spogląda namatkę.

PAWLINA O Jezu!

WIKTOR (zwraca się do Jany) Chciałem tylko powiedzieć pani, że mam na Twitterze profil „Chcę żyć”, który aktualnie obserwuje pół miliona osób.

PAWLINA Mamo, Wiktor zajmuje się czymś naprawdę prawdziwym.

JANA

Głosisz mądrości na Twitterze? Za ile sprzedajesz rekla-mę?

WIKTOR Nie, nie sprzedaję reklam. „Chcę żyć” to polityczny, eko-nomiczny, a właściwie i filozoficzny wariant rozwiązania problemów przyszłości młodych ludzi w czasach ekono-micznego kryzysu.

JANA

Jeśli nauczą się grać dobrze pokera, nie dotknie ich żaden kryzys.

PAWLINA Mamo, ale nie każdy może grać w pokera.

JANA

Może. Ale nikt nie umie grać dobrze. Dlatego ja jestem milionerką, a inni nie mają co żreć .

Jana zajada się surowym mięsem. Młodzi oboje patrzą na nią.

JANA

( kręci głową i mówi przepraszającym tonem) To był dowcip, nie?

WIKTOR Podstawa inicjatywy „Chcę żyć” tkwi przede wszystkim w płaszczyznowej i bardzo konkretnej pomocy państwa skierowanej do studentów kierunków przyszłościowo 34

progresywnych. Potem chcemy, a raczej ja chcę… aby przeprowadzono instytucjonalizację jak największej liczby pozycji stażów zawodowych dotowanych przez państwo, żeby pracodawcy mogli zorientować się, że młodzi ludzie mogą być bardziej produktywni niż dotychczasowi pracownicy i w przyszłości dać im pełne etaty. Mówiąc inaczej… chcemy, żeby młody człowiek, który chce osiągnąć sukces, dostał szansę na ten sukces.

JANA

O kurde, ty jesteś niezłym kaznodzieją. Poczekaj. Mamy tu jakiś flamaster?

Zaczyna grzebać w szufladzie. Wyciąga flamaster.

JANA

Poczekaj…

Maluje Wiktorowi na twarzy hitlerowski wąsik.

JANA

A teraz zacznij znów od początku.

PAWLINA Mamo…

JANA

Być może będziesz kiedyś taką Ewą Braun.

WIKTOR ( stoi w miejscu, ślini serwetkę i wyciera wąsik) Może pani wydaje się to śmieszne, ale myślę, że sama pani czuje, że to, co mówię, ma sens. Chcę powiedzieć… potrzebujemy, żeby nasze idee zostały poparte legislacyjnie… prawdopodobnie będziemy zmuszeni wejść aktywnie do polityki i… (zawstydza się) PAWLINA Mamo, Wiktor potrzebuje pieniędzy na rozwój swojego przedsięwzięcia.

Jana się śmieje.

JANA

Tak to wygląda! I ze względu na kasę musiałeś gadać te wszystkie głupstwa? Na początek dam ci dwa miliony euro i będę na ciebie głosować, ale kupisz sobie jakieś nowe ciuchy. Wiesz, wyglądasz jak błazen.

E

WIKTOR Ale… dwa miliony to duża suma, myślałem, że…

CA

JANA

Spokój. Ludzie obserwują twój Twitter, więc chcesz coś z tego mieć. Dostaniecie się do parlamentu, zamówienia R FE

państwowe, łapówki, rozumiem to. Nie ma sprawy, mo-K

żesz coś z tego mieć… I ja to rozumiem.

O

Wiktor czuje się urażony.

o P

WIKTOR Nie, pani nic nie rozumie. Nie rozumie, bo jeździ na poke-k

rowe turnieje i zupełnie straciła pani kontakt z rzeczywi-če

stością. A mnie dokładnie o to chodzi. Dziś młodzi ludzie l

podziwiają takie osoby jak pani. Ludzi, którzy z dnia na dzień stają się gwiazdami, bo dobrze grają w pokera, albo r Kote

35

P

wygrają jakiś casting do porno, bo mają jakąś anomalię, albo założą jakąś socjalną inicjatywę w mediach społecz-nościowych.

JANA

Poczekaj, chyba nie chcesz mnie porównywać do faceta z dwoma kutasami?

WIKTOR Nie chodzi o liczbę narządów. Chodzi o to, że młodzież podziwia dziś takich ludzi i mówi sobie: być może kiedyś szczęście uśmiechnie się do mnie. Czekają na cud, a w międzyczasie pracują na umowach śmieciowych na niskich stanowiskach. Nie wierzą już w normalną karierę i awans życiowy. Nie wierzą w to, że zmienią swoje życie, jeśli będą zdobywać doświadczenie zawodowe w jakimś rzemiośle, i doświadczenie życiowe też… A ja chcę przywrócić im wiarę.

JANA

Nie, nie, ty nie jesteś Adolfem, ty jesteś raczej skrzyżowa-niem Robin Hooda z Kubusiem Puchatkiem.

Śmieje się z niego.

WIKTOR Tak, śmieje się pani ze mnie, ale to prawda. Chcę, żeby młodzi ludzie znów zaczęli myśleć, że praca ma sens i jest nagrodą. Że istnieje sprawiedliwość.

JANA

(przedrzeźnia go) Tylko że właśnie nie istnieje, chłopczyku, to jest ten dowcip. (głaszcze go po głowie) I pojutrze, kiedy usłyszysz dźwięk dzwonków, to nie będą dzwoneczki re-niferów Świętego Mikołaja, to właśnie przyjdą po ciebie sanitariusze z zakładu, z którego uciekłeś.

Śmieje się i głaszcze jeszcze mocniej. On wyrywa się.

WIKTOR Nie. Pani taka nie jest. Pani dobrze wie, że wszystko powinno wyglądać inaczej. I chociaż gra pani w pokera, gdzieś na dnie duszy pani czuje, że zwyczajnie miała pani tylko szczęście, a wielu ludzi cierpi. I trzeba coś z tym zrobić. I dlatego pani da mi te pieniądze.

JANA

Przecież mówię, że dam. Są przecież święta, nie? I do tego chodzisz z moją córką. Będzie się cieszyć, jeśli dam ci te pieniądze. Ale nie gadaj mi tutaj tych głupot. Chcesz mieć z tego coś dla siebie i ja to w pełni rozumiem.

WIKTOR Nie, naprawdę nie chcę. Tu nie chodzi o mnie. Chodzi o wiarę mojej generacji w ten świat.

Jana spogląda na Pawlinę. Poważniej.

JANA

Wierzysz w te jego bajeczki?

PAWLINA Mamo…

36

JANA

O Jezu, aleś ty głupia. Po kim to masz? W takim razie możesz wykreślić z listy tego Havla.

WIKTOR Pani Jano, nie chcę tworzyć partii dla korzyści osobistych czy materialnych. Chcę reformy rzeczywistości. Chcę walczyć w imieniu mojej generacji.

JANA

Tylko tak sobie myślisz. A tak naprawdę chcesz mieć furę, jaką widziałeś przed moim domem.

WIKTOR Samochody mnie nie interesują.

JANA

No to do kurwy nędzy chcesz sobie kupić luksusowe wydanie jakiegoś lewicowego pisarza. Sołżenicyna w ory-ginale oprawionego w skórę lub coś w tym rodzaju. Koleś, możesz sobie wypisywać na Twitterze, co chcesz, ale gdzieś tam w środku masz w głębokim poważaniu wszystkich ludzi i po prostu chcesz mieć dobrze w życiu.

Jest to naturalne i ludzkie i nic nie zmienisz tym, że ubie-rzesz się w sztruksową marynarkę i będziesz mieć przy sobie kieszonkowe wydanie Marksa.

PAWLINA Mamo, znów jesteś niesmaczna.

JANA

Lubisz konie?

WIKTOR Oczywiście, że lubię. Swoją szlachetnością przypominają mi, że co prawda ludzkość jest już nic niewarta, ale wciąż wokół nas jest coś, co może być naprawdę piękne. O co warto walczyć. Można powiedzieć, że konie mają w sobie szlachetność, że jest w nich Bóg.

JANA

Widzisz, a jednocześnie ci smakują.

Wiktor i Pawlina zaskoczeni patrzą na nią.

WIKTOR Co?

JANA

Basashi. (wskazuje mięso na talerzu) Chłopcze, powinieneś uzupełnić swoją edukację.

E

WIKTOR Ale to obrzydliwe. Jeść surową koninę? No, to jest…

CA

Pawlina wkłada palec do ust i zwraca. Jana pokrzykuje w kierunku Wiktora.

JANA

Smakowało ci. Ty chcesz, żeby było dla ciebie obrzydliwe.

R F

Ale po prostu ci smakuje. Nic na to nie poradzisz. I kiedy EK

dam ci kasę na tę partię, będzie tak samo. Możesz gadać O

o partii, o tym jak walczysz w imię swojej generacji, ale w rzeczywistości chcesz jeździć w dobrych autach, pieprzyć o Pk

się z cycatymi dziewczynami i jeść surowe konie. I tak to jest.

če

Pawlina przestaje zwracać. Z pogardą spogląda na Janę.

l

PAWLINA Mamo, wychodzę. Spędzę święta u Wiktora, dobrze? Powinnaś się leczyć.

r Kote

37

P

Jana rozkłada ręce.

JANA

Co ty świrujesz? Dam temu twojemu pajacowi dwa miliony euro tylko dlatego, że z nim chodzisz. Masz tu choinkę. Inni ludzie jedzą jakiegoś głupiego karpia, a ty masz konia. Czego jeszcze chcesz? Kto ma takie święta? Teraz, kiedy jest kryzys?

PAWLINA Pocałuj się w dupę.

Wiktor spogląda na Janę.

WIKTOR Od pani nie będę chciał wziąć ani centa. Myślałem, że wszystko, co pani mówi… że nie może być pani aż tak zła.

Myślałem, że kiedy wyjaśnię pani, o co mi chodzi, że może sama będzie pani chciała uczestniczyć w moim projekcie, żeby to pani porąbane życie nabrało jakiegoś prawdziwego sensu. Nie chcę już pani nigdy widzieć i tych pani niesmacz-nych pieniędzy też nie chcę dotykać… Jeść surowe konie?

Spogląda na nią ze złością. Jana odpowiada bardzo konkretnie.

JANA

Właściwie to są źrebaki.

WIKTOR Co takiego?

JANA

To basashi jest robione ze źrebaków, jest lepsze niż to z koni.

Pawlina kieruje się do drzwi, odwraca się w kierunku Jany.

PAWLINA Mamo, żal mi ciebie.

Pawlina wychodzi. Wiktor stoi przez chwile i spogląda na Janę, która się doniego uśmiecha.

JANA

I tak byś chciał tę kapuchę? Co, przystojniaku? Wszystko to jedna wielka ściema, co?

Wiktor patrzy na Janę, zza drzwi dobiega głos Pawliny.

PAWLINA Wiktor, wychodzimy!

Wychodzą. Jana zostaje sama. Nakłada sobie na talerz trochę mięsa, je. Popijawinem.

JANA

No co, Karel? Kurwa… Wesołych i szczęśliwych świąt…

V. MIŁOŚĆ

1988 – Franciszek leży martwy na podłodze, Jana szlocha nad nim.

JANA

Tato… cholera…

Z wysiłkiem wciąga go na łóżko.

JANA

Tato… (bada mu tętno, sprawdza aparaturę medyczną) Ty jesteś… O Jezu… (wystraszona robi krok do tyłu) To już? Chcę 38

powiedzieć… Myślałam, że wytrzymasz jeszcze jakiś czas.

Wybacz, nie myślałam tak… Jesteś bohaterem. Cholera.

(patrzy na niego) Już płaczę, tato, nie bój się… Płaczę. (starasię wymusić łzy) Przepraszam, nie umiem płakać, ale naprawdę jestem smutna. (znów próbuje; dzwoni stary telefon) O cholera. (podnosi słuchawkę) Siostro… nie, nie, proszę zostawić nas jeszcze… Wszystko w porządku. Oczywiście, że świeci się zielone światełko. Dziękuję, że zostawi nas pani. Dla mnie to bardzo ważne… (odkłada słuchawkę,jest nieszczęśliwa, ale raczej nerwowa niż zrozpaczona; przepraszająco) Cholera, wybacz, tato. Ja… nie chciałam, żeby zobaczyła, że nie płaczę. Co by o mnie pomyślała? Że jestem jakimś potworem. To egoistyczne, tato, prawda? Ty przecież nie żyjesz. To znaczy, brzmi to głupio, ale… Wybacz mi. Nigdy jeszcze nie widziałam trupa swojego taty.