Podróże Tappiego po Szumiących Morzach - Marcin Mortka - ebook + książka

Podróże Tappiego po Szumiących Morzach ebook

Marcin Mortka

4,8

Opis

Czy znasz już wikinga Tappiego i mieszkańców Szumiącego Lasu?
Wiking Tappi kocha Szepczący Las i swoich przyjaciół. Ale od ostatniej przygody w Lodowej Zatoce marzy wciąż o dalekich podróżach. Buduje więc z przyjaciółmi okręt i razem z Chichotkiem rusza na wyprawę po Szumiących Morzach.
Na morzu spotyka ich wiele niesamowitych przygód. Poznają też nowych przyjaciół, choćby trolla Burczka, wieloryba Zadumka, olbrzyma Głazka i elfkę Świetliczkę. Na ich drodze staje także zły czarodziej Torgul oraz olbrzymi smok Naburmulak. Wtedy robi się odrobinę groźnie… Na szczęście jednak Tappi ma wielkie serce i wielu przyjaciół, dzięki którym z każdej opresji wychodzi cało.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 103

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,8 (118 ocen)
100
12
6
0
0

Popularność




PODRÓŻE TAPPIEGO PO SZUMIĄCYCH MORZACH

Tekst: Marcin Mortka

Ilustracje: Marta Kurczewska

Redaktor prowadzący: Agnieszka Sobich

Korekta: Magdalena Adamska

Skład i łamanie: Bernard Ptaszyński

© Copyright for text by Marcin Mortka, 2012

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o., Warszawa 2013

All rights reserved

ISBN: 978-83-7895-410-1

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o.

00-807 Warszawa, Al. Jerozolimskie 96

www.zielonasowa.pl

wydawnictwo@zielonasowa.pl

Marcin Mortka

PODROŻE TAPPIEGO PO SZUMIĄCYCH MORZACH

Zilustrowała Marta Kurczewska

Mieszkańcy Szumiących Mórz

Opowieść pierwsza,

w której znów spotykamy się z Tappim i poznajemy jego wielkie marzenie

Daleko, daleko stąd, w przytulnej, ciepłej Chacie, gdzieś w Szepczącym Lesie mieszkał sobie wiking o imieniu Tappi. Być może znasz już go z poprzednich opowieści i pamiętasz, że to olbrzym ponad olbrzymy, być może nawet wyższy od twojego Tatusia! Tappi nosi długą brodę, ma też ogromne brzuszysko, wielki nochal, ale mimo to nikt się go nie boi. Wystarczy bowiem spojrzeć w jego roześmiane oczy, by dowiedzieć się, że jego serce jest równie wielkie jak brzuch, a uśmiech jest tak ciepły, że ma moc topienia lodu. Z tego właśnie powodu Tappi ma w Szepczącym Lesie wielu przyjaciół. Wśród nich największymi przyjaciółmi są oczywiście wesolutki, choć nieco tchórzliwy renifer Chichotek oraz gadatliwy kruk Paplak. Ale są też inni: niedźwiedź Brzuchacz, wiewiórka Śmigaczka, bóbr Chrobotek i wiele, wiele innych zwierząt.

Oczywiście Tappi przyjaźni się również z ludźmi, ale za największych swoich przyjaciół uważa dzieci. Dlaczego? Jeśli znasz jego poprzednie przygody, to pewnie doskonale pamiętasz. Otóż dzieci nie potrafią się długo martwić, wspaniale się bawią, głośno śmieją, a do tego uwielbiają słodycze, dzięki czemu Tappi znakomicie się z nimi dogaduje.

Nie możemy również zapomnieć o tym, że Tappi jest wikingiem! Czy Mamusia lub Tatuś mówili Ci może, kim byli wikingowie? Otóż w dawnych czasach na dalekiej Północy żyli odważni, wojowniczy ludzie, którzy wiosną zsuwali na wodę wielkie statki i płynęli na dalekie wyprawy. Odkrywali nowe lądy, zakładali królestwa, handlowali, walczyli i zdobywali skarby, a na jesień wracali do rodzin, by opowiedzieć o swych przygodach. Było wśród nich wielu złych ludzi o czarnych sercach, ale Tappi wcale do nich nie należał. Z innymi wikingami łączyła go tylko miłość do morza i tęsknota za przygodami.

Jednego z pierwszych dni wiosny, niedługo po ślubie olbrzyma Głabrzycha z wiedźmą Skrzypichą, Tappi wraz z nieodłącznym Chichotkiem przyszli nad brzeg Lodowej Zatoki. Słońce złociło się na niebie, dzikie wichry spały za dalekimi górami, a wokół zielenił się rozbudzony po zimie las. Dzień był tak piękny i tak ciepły, że Lodowa Zatoka aż zaczęła wstydzić się swojej nazwy. Tappi postanowił z nią o tym porozmawiać i dodać jej otuchy, kiedy nagle usłyszał stukanie młotków.

- Hej, to Sigurd i Haste! - zawołał radośnie. - Zabrali się za budowę statku!

Nie mylił się - myśliwy Haste i kowal Sigurd, których Tappi poznał podczas rozprawy ze złym jarlem Surkolem, ułożyli na brzegu stosy desek i raźno stukali młoteczkami, aż się echo niosło.

– Witaj, Tappi! – zakrzyknęli radośnie. – Czekamy na ciebie całe rano! Gdzieś ty bywał?

– W domu! – zawołał Chichotek. – Myślicie, że tak łatwo jest zjeść śniadanie z dwunastu jaj i dziesięciu kiełbasek?

Zapewne Mamusia lub Tatuś mówili ci już, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Nasz wiking mocno w tę zasadę wierzył, ale bywało, że jedzenie zajmowało go tak bardzo, że zapominał o całym świecie. Tak było i tym razem, więc nieco zawstydzony zakasał rękawy i podbiegł, by pomóc Sigurdowi i Hastemu.

– Jakoś się zasiedziałem! – powiedział przepraszającym tonem. – Ale zjadłem tyle, że mam teraz mnóstwo siły do pracy! Od czego zaczynamy?

– Przywieźliśmy deski od kupca Pasibrzucha – oznajmił Sigurd. – Trzeba je teraz porządnie oheblować, a potem zaczniemy zbijać. Będziesz miał najwspanialszy statek na świecie!

– Tappi… – bąknął Chichotek. – Czy my naprawdę musimy budować akurat statek? Nie mogłaby to być na przykład… Na przykład stajenka dla reniferów?

Wszyscy przerwali pracę i spojrzeli na renifera, któremu na widok desek, młotków i pracujących przyjaciół mocno zrzedła mina.

– Jak to? – zdziwił się Haste. – Zawsze sądziłem, że renifery lubią podróże.

– Owszem, ale na własnych nóżkach – odparł Chichotek. – I to najlepiej po spokojnych krainach. Z Tappim to jednak niemożliwie! Nie dość, że zawsze wędrujemy aż po horyzont, to jeszcze natrafiamy na smoki, olbrzymy, trolle, wodniki i inne licha, pływamy, skaczemy, fruwamy, turlamy się… Zwariować można! Renifery takich rzeczy nie robią!

Cała trójka śmiała się tak głośno, że nawet Echo się zdziwiło. 

– Owszem, Chichotku, zwykłe renifery tego nie robią – oznajmił Sigurd. – Ale ty jesteś niezwykły!

– Poza tym bez twoich świetnych pomysłów Tappi nie dałby sobie rady! – dodał Haste. – Musi mieć kogoś, kto będzie go wspierał.

– Nie zapomnij też, że szybko wrócimy – stwierdził Tappi. – Lato nad Lodową Zatoką jest zbyt piękne, by je ominąć.

Pocieszony nieco Chichotek westchnął ciężko.

– No dobra – powiedział. – To w czym mogę pomóc?

Podczas pracy tak skomplikowanej, jaką jest budowa statku, znajdzie się zadanie nawet dla małego renifera. Przez jakąś godzinę Chichotek nakłuwał więc różkami deski w miejscach, gdzie należało wbić gwoździe, a potem znudzony zajął się brykaniem wzdłuż brzegów. W jego miejsce pojawili się inni, gotowi do pomocy. Niedźwiedź Brzuchacz, najsilniejszy w całym Szepczącym Lesie, podawał największe fragmenty, bóbr Chrobotek, niezrównany stolarz, odpowiednio przycinał des ki, a malutka wiewiórka Śmigaczka zalepiała dziury i szczeliny. Kruk Paplak siedział na drzewie i z mądrą miną udzielał rad pracującym. Po południu pojawił się olbrzym Głabrzych, który przytaszczył nowy zapas drewna, a potem przyleciała na miotle wiedźma Skrzypicha i ugotowała przepyszną polewkę. Przy był nawet kupiec Pasibrzuch, który co prawda sam do pracy się nie garnął, ale za to podarował pracującym znakomite gwoździe, liny i materiał na żagiel. Nic więc dziwnego, że pod koniec dnia statek zakołysał się na falach Lodowej Zatoki.

Tappi ujął się pod boki i przyjrzał mu z dumą. Stateczek był piękny, zgrabny i wiking nie miał wątpliwości, że świetnie da sobie radę na Szumiących Morzach.

– Wspaniała robota! – zawołał. – Będzie trochę ciasno, ale jakoś się pomieścimy.

– To nie wszystko – odezwał się Sigurd i pokazał Tappiemu rzeźbę z drewna. – Sam dobrze wiesz, że okręt prawdziwego wikinga musi mieć smoczy łeb na dziobie. Masz wielkie serce i mnóstwo odwagi, Tappi, ale na żeglowaniu się nie znasz. Zrobiłem więc dla ciebie taki łeb, który zawsze wskaże ci drogę i doradzi, gdy będziesz miał problem.

Trzymana przez Sigurda rzeźba w istocie przypominała smoczy łeb, który nagle żartobliwie do Tappiego mrugnął.

– Ode mnie zaś dostaniesz łuk, z którego zawsze trafisz do celu – powiedział Haste. – Wiem, że nigdy myśliwym nie zostaniesz, ale podczas długich morskich podróży może ci się bardzo przydać.

Tappi przyjął oba podarunki i podziękował przyjaciołom, ale wtedy ogarnęły go złe przeczucia.

– Hej, zaraz! – Otworzył szeroko oczy ze zdziwieniem. – Czy to oznacza, że wy dwaj nie wybieracie się ze mną?

– Tak – westchnął Sigurd. – Chciałbym z tobą popłynąć, Tappi, ale przecież mam swoją kuźnię!

– A ja muszę wracać do mojej rodzinnej Dębinki – stwierdził Haste. – Kto będzie zaopatrywał moich przyjaciół w prowiant? Kto ochroni ich przez niebezpieczeństwami?

– Rozumiem. – Tappi pokiwał głową ze smutkiem. – Ale zobaczymy się jeszcze, prawda?

– Na pewno! Obiecujemy! – Sigurd i Haste uśmiechnęli się.

– To może zaśpiewamy sobie na pożegnanie? – zaproponował Tappi, całkiem już udobruchany.

– Nie, nie, tylko nie to! – zaprotestował gwałtownie Sigurd, któremu Paplak zdążył już opowiedzieć o absolutnym braku talentu muzycznego u Tappiego. – Nie chcemy przecież, by z gór zeszła lawina i zwierzęta pouciekały z lasów.

– Może lepiej rozpalmy ognisko na polance przy Chacie i urządzimy sobie pożegnalną ucztę? – zaproponował Haste.

Słowo „jedzenie” miało dla Tappiego ogromne znaczenie, tak więc zgodził się natychmiast. Tego wieczoru drzewa w Szepczącym Lesie przyglądały się wysokim płomieniom przy Chacie i słuchały historii o dalekich krajach, opowiadanych przez Hastego, Sigurda i Paplaka. Tappi zaś siedział zadumany i słuchał. W głębi swojego wielkiego serca czuł, że będzie tęsknić za Chatą i Szepczącym Lasem, ale z drugiej strony wiedział, że jego ochota na przygody rośnie z każdą chwilą i w końcu musi jej ulec.

„Dalekie podróże bywają niebezpieczne – pomyślał, kładąc się do swojego łóżka i nakrywając się kocem. – Ale skoro mam tak wspaniały okręt i takiego przyjaciela jak Chichotek, czy coś złego może mi się przytrafić?”.

Pokrzepiony tą myślą, zapadł w głęboki sen, a następnego dnia rano zjadł potężne śniadanie – a jakże by inaczej! – pożegnał się z przyjaciółmi, ukłonił się Szepczącemu Lasowi, wziął Chichotka pod pachę i odpłynęli na Szumiące Morza.

A ty, jeśli chcesz się dowiedzieć, co się wydarzyło dalej, opatul się cieplej kołdrą i poproś Mamusię lub Tatusia o przewrócenie kartki…

Opowieść druga,

w której Tappi daje nauczkę olbrzymowi i uspokaja całe morze

Morze było wspaniałe. Fale unosiły się z szumem i opadały majestatycznie, a każda z nich zerkała z zaciekawieniem na zgrabny okręt ze smoczym łbem i żaglem w czerwone i białe pasy, płynący odważnie ku odległym krainom. Przyglądały się również rozmarzonemu olbrzymowi z brodą, który trzymał ster i wystraszonemu reniferowi, skulonemu na dziobie i mknęły dalej przed siebie, by opowiedzieć o wszystkim innym falom.

- Taaappi! Taaappi! - darły się mewy nad ich głowami, a morskie wiatry świstały żartobliwie. Wiking machnął im wesoło, a potem sięgał do wielkich worków z jedzeniem, podarowanym im przez Pasibrzucha i rzucał ciasteczka. Mewy łapały je w powietrzu i zajadały ze smakiem, machając w podzięce skrzydłami.

– Tappi, a wygasiłeś ogień w palenisku? – spytał niespodziewanie Chichotek, a w jego oczkach błysnęła nadzieja.

– Tak – odparł wiking.

– Jesteś pewien?

– Tak. Zalałem je wiadrem wody.

– Aha – zmarkotniał reniferek, ale po chwili aż podskoczył.

– A zdjąłeś pranie ze sznura?

– Pranie? – Tappi zmarszczył krzaczaste brwi. – Hm, nie pamiętam. 

– Powinniśmy zawrócić! – Chichotek podskakiwał energicznie, mało okrętu nie wywrócił. – Co będzie, jak znów pojawi się dziki Wicher i wszystko podrze na strzępy? Albo wywieje daleko w góry? Zawracaj, natychmiast zawracaj!

- Iii tam! - Wiking machnął dłonią. - Jeśli pranie nadal wisi, Sigurd czy Haste na pewno to zauważą i wniosą je do Chaty.

- A jeśli nie? Tappi, nie ryzykujmy, musimy zawrócić.

- Jeśli nie, to pogadam z Wichrem i zagrożę, że wtłoczę go do beczki, jeśli mi natychmiast nie odda ubrań. Nie przejmuj się, Chichotku. Ciesz się chwilą!

I Tappi znów rozejrzał się z zachwytem dookoła. Fale pluskały wesoło, mewy pokrzykiwały nad ich głowami, a jakiś nieśmiały, niegroźny Morski Wiaterek pogwizdywał na linach.

- A niby czym tu się cieszyć? - Chichotek spojrzał na morze i aż wzdrygnął się. - Tappi! - zawołał, ożywiony nową myślą. - A zamknąłeś Chatę?

- Tak - westchnął wiking, już nieco zniecierpliwiony, co przecież nie zdarzało się często.

– Jesteś pewien? Absolutnie pewien? A co będzie jak Gburek wlezie do środka i zje twoje skarpetki? Albo ukradnie ci Poduszkę-Mruczuszkę?

Pomysł ten wydał się Tappiemu bardzo niepokojący i zmarszczył groźnie brwi. Nie miał pewności, czy zamknął na klucz drzwi Chaty i zastanawiał się, czy w istocie nie będzie lepiej, jeśli zawróci. Przez moment jego morska wyprawa stała pod znakiem zapytania, lecz wtedy niespodziewanie odezwał się Smoczy Łeb.

– Uwaga! – zagrzmiał. – Wielka Fala nadchodzi!

Tappi natychmiast podniósł się i wytężył wzrok. Rzeczywiście – na horyzoncie pojawiła się Wielka Fala, która nadciągała z dzikim wrzaskiem.

– Haha! Jestem Wielka Fala, co statki rozwala! Wielkie Falisko, co zatopi wszystko! A co zrymuje, to zepsuje!

Tappi natychmiast zapomniał o trollu i mocniej chwycił za ster.

– Chichotku, trzymaj się! – zawołał.

– Łatwo ci mówić! Ty masz wielkie łapska, a ja małe kopytka! Jak ja mam się czegokolwiek chwycić?

Wiking zrozumiał, że reniferek ma rację. Poderwał się, złapał go, uniósł i sprawnie przywiązał Chichotka do masztu.

– Teraz nie wypadniesz! – oznajmił i znów chwycił za ster. – Smoczy Łbie, pędźmy prosto na Wielką Falę! Pokażemy jej, że na Szumiących Morzach trzeba się dobrze zachowywać!

– Całkiem zwariowałeś, Tappi! – krzyczał Chichotek i wymachiwał nóżkami. – Ja chcę na ląd! Ja się do tego nie nadaję!

Tappi i Smoczy Łeb nie słuchali jednakże rozpaczliwych próśb zwierzątka i pędzili prosto na Wielką Falę. Ta w ostatniej chwili zorientowała się, że ktoś chce ją nauczyć rozumu, ale tylko zmierzwiła się, spieniła, zabulgotała i jeszcze przyspieszyła.

– Utopię Tappiego jak zbója ostatniego! – zaszumiała.

– Akurat! – huknął Tappi, a potem okręt uderzył w Wielką Falę dziobem. Rozległ się ogłuszający plusk, zewsząd buchnęła woda, ale okręt dzielnie przebił się na drugą stronę.

– Hoho! – wołał Tappi. – Daliśmy szkołę tej niedobrej Fali!

– Hoho! – powtórzył Smoczy Łeb, również uradowany.

– A mi się wcale, a wcale nie podobało… – mamrotał Chichotek, przemoczony do suchej nitki. – Dobrze, że to już koniec!

– Wcale nie – oznajmił Smoczy Łeb. – Oto kolejna Wielka Fala pędzi w naszym kierunku!

– O nie…

Rozbili i tę falę bez trudu, a po niej kolejną i jeszcze jedną, i następną... Tymczasem fale nadal nadciągały, a każda wydawała się większa i potężniejsza od poprzedniej. Pokrzykiwały groźnie, nacierając na mały okręcik, aż rozkołysały całe morze, dotychczas ciche i spokojne.

– Tak