Pikantne święta - Rzepecka Katarzyna,Foryś D. B. - ebook + książka
BESTSELLER

Pikantne święta ebook

Rzepecka Katarzyna, Foryś D. B.

4,1

74 osoby interesują się tą książką

Opis

Julia, po powrocie z Francji do Polski, planuje założyć własną restaurację. Remigiusz to szef najlepszej knajpy w Warszawie. Mężczyzna wyczuwa w kobiecie rywalkę i podstępem usiłuje zmusić ją do odejścia z branży. Jednak sprawy zaczynają przybierać zupełnie nieoczekiwany obrót. Czy stare powiedzenie – przez żołądek do serca – sprawdzi się i w tym przypadku?

Soczysty, pełen humoru romans, który czyta się jednym tchem. Dodatkowo, w każdym rozdziale autorki podają przepisy na potrawy, które przygotowują bohaterowie książki.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 214

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,1 (561 ocen)
263
147
101
43
7
Sortuj według:
Gucioo377

Dobrze spędzony czas

Lużna historia, jak dla mnie nieco zbyt krótka. Przyjemnie się czytało i był potencjał na rozwinięcie tej historii. Nie wszystko musiało się toczyć tak szybko, Bohater powinien po swoich czynach walczyć nieco dłużej, ale mimo tego warto przeczytać, bo jest to przyjemna i luźna lektura na jeden dzień, taka żeby odpocząć i nie myśleć... nawet się pośmiać. Zawiera lekko potraktowany po łebkach wątek kulinarny... ale przepisy to mega plus - lubię dłuzsze historie i jak dla mnie książka powinna być dłuższa. Pozdrawiam.
20
AgnesGlamour

Całkiem niezła

Spodziewałam się czegoś innego. Trochę się zawiodłam
10
Litkom01

Nie oderwiesz się od lektury

lekka przyjemna lektura na zimowe popołudnia... szybko i miło się czyta chcąc jak najszybciej dotrzec do finału
00
bibiana

Dobrze spędzony czas

Miły relaks
00
Miroska561

Dobrze spędzony czas

wszystko aż kipi....
00

Popularność




Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja: Beata Kostrzewska

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Agata Rogowska

Ilustracja na okładce: © RinaGordeeva

Grafika w środku: Harryarts/Freepik, 0melapics/Freepik

© by D.B. Foryś, Katarzyna Rzepecka

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2022

ISBN 978-83-287-2438-9

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2022

–fragment–

Trzy miesiące temu pracowałam w jednej z najlepszych paryskich restauracji, kończyłam kolejny prestiżowy staż i miałam wszystko zaplanowane: dom na przedmieściach, dzieci, ślub z Fabienem. On też tego chciał… niestety nie ze mną. Gdy to odkryłam, mój świat się zawalił i myślałam, że już nigdy nie stanę na nogi. Teraz siedzę w metrze, słucham Summer Calvina Harrisa i nie mogę przestać się uśmiechać, bo właśnie jadę obejrzeć lokal, w którym zamierzam otworzyć wymarzoną knajpę.

Kocham swoje nowe życie!

Robię selfie, wrzucam je na Instagram z dopiskiem „trzymajcie kciuki!”, później wstaję, kiedy zbliża się moja stacja. Wysiadam i kieruję się prosto do kawiarni, gdzie umówiłam się z Alkiem. Poznałam go w samolocie do Polski, więc nasza przyjaźń nie trwa długo, ale od razu czułam, że jesteśmy bratnimi duszami. Jego facet także przyprawił mu rogi, przez co większość podróży spędziliśmy, wyklinając ekschłopaków.

Wspólna nienawiść naprawdę zbliża ludzi.

Mijam Złote Tarasy i dostrzegam kumpla siedzącego w ogródku przed kafejką. Macha w moją stronę, następnie się podnosi, by pocałować mnie w policzek na przywitanie.

– Zamówiłem ci café noir – oznajmia, a ja się uśmiecham.

Uwielbiamy to miejsce, bo w okolicy jedynie tu parzą kawę dokładnie tak, jak to robią we Francji.

Trochę tęsknię za Paryżem. Za tamtejszym pędem, leniwymi popołudniami na Polach Marsowych, starymi kamienicami, nawet pokraczną wieżą Eiffla. No i przede wszystkim za jedzeniem – tam nawet zwykłe tosty smakowały jak wykwintne danie. Na chwilę ogarnia mnie smutek, dlatego szybko przywołuję się do porządku. Nie chcę dziś myśleć o przeszłości, tylko skupić się na tym, co przyniesie mi los.

– Dziękuję. – Zajmuję krzesło przy stoliku. – Odezwali się już z agencji? – zagaduję.

Alek to początkujący fotograf. Brał udział w kilku kampaniach dla domów mody, ale zanim jego kariera zaczęła na dobre się rozkręcać, złamane serce wygoniło go z kraju. W zeszłym tygodniu rozesłał portfolio, aby gdzieś się zaczepić.

Kręci głową. Nie drążę tematu, bo właśnie podchodzi do nas kelnerka z naszym zamówieniem. Czekamy, aż się oddali, zanim wrócimy do rozmowy.

– Udało mi się za to zdobyć dwa nowe zlecenia na sesje noworodkowe. – Krzywi się i zamacza croissanta w kawie, po czym bierze kęs.

Alek nie przepada za robieniem takich zdjęć, jednak wynajmuje studio na godziny i łapie się wszystkiego, by zarobić na czynsz, dopóki nie znajdzie czegoś na stałe.

– Gdy mówiłam, że potrzebuję fotek, to nie chciałeś się podjąć – odzywam się i też sięgam po rogalik.

Przyjaciel patrzy na mnie z naburmuszoną miną.

– To byłoby dziwne – stwierdza, przeczesując palcami przydługie włosy. – Jakbym brał od ciebie zapomogę.

– Jak wolisz. – Wzruszam ramionami. – Ale mam kasę, a przydałoby mi się odświeżyć social media. Przez przeprowadzkę mocno je zaniedbałam, więc i tak muszę kogoś zatrudnić – przekonuję.

To nie do końca prawda, bo zawsze sama się tym zajmowałam. Natomiast znam jego zdjęcia, ma talent. Profesjonalna sesja przyciągnie nowych obserwujących oraz płatne współprace. Na pewno tego nie pożałuję.

– Mówisz poważnie? – dopytuje.

Widzę, jak błyszczą mu oczy.

– Tak, przemyśl to. – Uśmiecham się.

Dopijamy kawę, grzejąc się w sierpniowym słońcu, potem ruszamy na spotkanie z agentką nieruchomości, która ma nam pokazać moją przyszłą restaurację. Jestem tak podekscytowana, jakbym wygrała na loterii, dlatego właśnie zabieram ze sobą Alka. On zachowa zdrowy realizm i nie pozwoli mi podjąć decyzji pod wpływem emocji, poza tym mam w tym mieście tylko jego. Mama mieszka niedaleko, ale ciągle podróżuje, a znajomości z dawnych lat się wykruszyły. Utrzymuję sporadyczny kontakt z paroma osobami, nic więcej.

Docieramy do celu. Lokal znajduje się w centrum Warszawy i przyciąga uwagę klasyczną architekturą. Ledwie się powstrzymuję, żeby nie pisnąć z radości, na co Alek przewraca oczami. Lekko szturcham go w ramię, następnie wchodzimy do środka, gdzie od progu wita nas pośredniczka.

Oglądamy główną salę. Jest urządzona w mocno kiczowatym, fast foodowym stylu, więc będzie wymagała gruntownego remontu, jednak liczyłam się z tym, że to pochłonie dużą część mojego budżetu. Najważniejsze, że dociera tu mnóstwo światła i zmieści się sporo stołów. Resztę się dopracuje.

Najistotniejszą kwestię stanowi jednak dla mnie zaplecze, a ono robi wrażenie. Na widok stalowych blatów, chromowanych sprzętów oraz miejsca na przynajmniej kilka stanowisk pracy momentalnie popadam w zachwyt. Widziałam kuchnię na zdjęciach i miałam świadomość, czego mogę się spodziewać, ale rzeczywistość przekracza moje oczekiwania. Jest cudownie. Idealnie!

– Dam państwu chwilę. – Agentka posyła nam przyjazny uśmiech i wraca na salę.

Gdy tylko zostajemy sami, od razu podchodzę do Alka.

– I co myślisz? – Rozglądam się wokół. – Pięknie, nie?

– Wygląda… spoko – stwierdza. – Surowo tu jakoś. I sterylnie – dorzuca sucho.

– To akurat plus. Tak powinno być. – Przesuwam ręką po zimnej, gładkiej powierzchni, wyobrażając sobie, jak to miejsce tętni życiem podczas przygotowywania posiłków. Od dawna planowałam otwarcie własnej knajpy i miałam mnóstwo pomysłów. Co prawda sądziłam, że zrobię to we Francji, ale z perspektywy czasu stwierdzam, że tutaj wyjdzie jeszcze lepiej. Tam nikt nie doceniłby regionalnej kuchni, a tu przyciągnie tłumy. Czuję to.

Razem z Alkiem zaglądamy w różne zakamarki. Opowiadam mu, co gdzie postawię, jakie sprzęty dokupię oraz czego mi brakuje, później zaczynam temat menu i totalnie odpływam. Jestem pobudzona, jakbym wypiła ze cztery napoje energetyczne naraz. Dawno nic mnie tak nie cieszyło.

Przyjaciel nie jest tak rozemocjonowany jak ja i odrobinę studzi mój zapał, przypominając o kosztownej modernizacji sali, niemniej oboje dochodzimy do wniosku, że lokal wydaje się dobrą inwestycją. Mam ogromną ochotę podpisać umowę najmu już w tej chwili, ale postanawiam dać sobie czas na ochłonięcie, żeby jeszcze raz na spokojnie oszacować wszystkie potrzebne wydatki. Poza tym pośpiech nie pomoże mi w negocjacjach.

Zamierzam iść do pośredniczki, by przekazać jej swoją decyzję, wtedy wibruje moja komórka. Nie poznaję numeru, dlatego w pierwszym odruchu chcę odrzucić połączenie i oddzwonić, gdy wyjdziemy na zewnątrz. Zauważam jednak, że agentka prowadzi rozmowę telefoniczną, więc przepraszam Alka na moment, odchodzę na bok i odbieram.

– Dzień dobry, czy mam przyjemność z panią Julią Szulc? – Słyszę w słuchawce miły, acz rzeczowy męski głos. Typowo telemarketingowy, co z góry nie wywołuje we mnie entuzjazmu.

– To ja – odpowiadam lakonicznie. – Czy to coś pilnego? Jestem trochę zajęta.

– W zasadzie tak, ale obiecuję, że nie zabiorę pani dużo czasu. – Ton mężczyzny staje się bardziej przyjazny. – Kontaktuję się w imieniu Remigiusza Zarańskiego. Mój klient prowadzi sieć popularnych restauracji w Polsce i poszukuje zastępcy szefa kuchni. Zależy nam na kimś utalentowanym, ambitnym oraz otwartym na wyzwania. Rozmawialiśmy z kilkoma cenionymi osobami w branży i padło pani nazwisko. Wspominała pani, że się spieszy, więc przejdę do sedna. Byłaby pani zainteresowana spotkaniem?

Stoję nieruchomo i wiem, że powinnam odpowiedzieć, lecz nie potrafię wydusić z siebie słowa. Alek posyła mi zaciekawione spojrzenie, czyli najwyraźniej wyglądam na zszokowaną.

Przełykam ślinę, po czym odchrząkuję.

– Zarański? – powtarzam. – Ten Zarański?

– Właśnie ten. Chef Moreau wyrażał się o pani w samych superlatywach. Chcielibyśmy panią poznać.

Biorę głęboki wdech. Otwieram usta, by zapytać, czy rozmówca nie robi sobie ze mnie przypadkiem żartów, ale się powstrzymuję.

– Kiedy? – mówię zamiast tego.

– Pasowałby pani piątek? – proponuje, a ja czuję, jak mocno bije moje serce. To za cztery dni.

– Tak, znajdę czas – zgadzam się, próbując udawać opanowaną.

– Świetnie. Prześlę szczegóły esemesem. Do zobaczenia.

Żegnam się, a kiedy mężczyzna kończy połączenie, dalej stoję bez ruchu. Nie mogę uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Remigiusz Zarański chce mnie poznać. Chce MNIE, cholera, poznać! Człowiek, którego karierę śledzę od lat, którego podziwiam i który jest moim największym idolem, wie, że ja w ogóle istnieję! Iiii!

Głęboko wciągam powietrze, następnie powracam myślami do rzeczywistości, przypominając sobie, gdzie jestem i co tutaj robię. Jeszcze parę minut temu byłam gotowa podpisać dokumenty najmu, aby zacząć pracować na własny rachunek, a teraz nie mam absolutnie żadnego pojęcia, co powinnam zrobić. Marzę o otwarciu swojej restauracji i nie chcę z niej rezygnować, natomiast jeśli odrzucę możliwość współpracy z kimś tak wybitnym jak Zarański, nie przestanę tego żałować do końca życia.

– Co się dzieje? – Alek podchodzi bliżej mnie. – Wydajesz się roztrzęsiona.

Uśmiecham się do niego jak wariatka.

– Remigiusz Zarański zaproponował mi spotkanie – wyrzucam z siebie na jednym wdechu.

– Kto to? – Marszczy brwi. – Chyba nie kojarzę.

– Jeden z najlepszych szefów kuchni na świecie – wyjaśniam i śmieję się. Boże, oszaleję! – Jego restauracje są niesamowite, jadają tam najpopularniejsze gwiazdy i celebryci, a na rezerwację czeka się miesiącami. – Unoszę telefon i drżącymi rękami wyszukuję mężczyznę na Instagramie. – Na pewno go znasz. – Podsuwam kumplowi komórkę prawie pod sam nos. – Prowadzi program telewizyjny Na ostrzu noża.

Przyjaciel zerka na zdjęcie i gwiżdże z uznaniem.

– Ożeż ty, ale ciacho. – Wachluje twarz dłonią. – Nie mogłaś od tego zacząć?

– Przykro mi, jest hetero – uprzedzam Alka, zanim narobi sobie nadziei.

Zarański słynie nie tylko z niesamowitego talentu, lecz również z licznych romansów. Serwisy internetowe wręcz prześcigają się w opisywaniu jego podbojów, a że umawia się wyłącznie z supermodelkami, piosenkarkami czy aktorkami, to mają ciągły temat do plotek. Przyznam bez bicia, że przez pewien czas wzdychałam rozmarzona podczas oglądania go w telewizji. To było kiedyś, dawno mi już przeszło, ale mimo to na samą myśl, że mogę zobaczyć Remigiusza na żywo, uginają się pode mną kolana. To jak mokry, niegrzeczny sen i spełnienie marzeń w jednym.

– Szczęściara – prycha z udawanym oburzeniem kumpel.

– Przestań, nie zamierzam z nim romansować – uściślam, bo rzeczywiście wcześniej ujęłam to tak, jakby zaprosił mnie na randkę. – To spotkanie biznesowe. Coś w rodzaju rozmowy kwalifikacyjnej.

Alek przygląda mi się ze zdziwieniem.

– Przecież już masz pracę – przypomina, wskazując kuchnię, w której stoimy. – Zmieniłaś zdanie?

– Chyba nie. – Przygryzam wargę. – Nie wiem… – stękam. – Może trochę?

Milkniemy, gdy rozlega się stukot obcasów.

– I jak? Podoba się? – Agentka staje w wejściu na zaplecze.

Waham się przez chwilę.

– Tak. Do kiedy muszę dać ostateczną odpowiedź?

Nie mam pojęcia, czy zdecyduję się na współpracę z Zarańskim, czy jego oferta się nie zmieni po naszym spotkaniu ani czy w ogóle na nie pójdę, bo już czuję, jak zżera mnie stres, ale wiem, że nie jestem w stanie dzisiaj podjąć tak ważnej decyzji. Najpierw muszę to poważnie przemyśleć, wziąć zimny prysznic i wypić butelkę wina. Bez znaczenia, w jakiej kolejności.

– Hm… – Kobieta wyciąga z torebki oprawiony w skórę kalendarz i go otwiera. – W poniedziałek mam umówionego klienta na piętnastą, więc najpóźniej do południa, żebym zdążyła go odwołać. – Spogląda na mnie znad notatek. – Im szybciej, tym lepiej. Takie nieruchomości nie są mocno oblegane, jednak jeśli ktoś złoży ofertę, właściciele nie będą zwlekać.

Idealnie.

– Rozumiem. – Kiwam głową. – Odezwę się do pani przed weekendem. Okej?

– Świetnie – zgadza się, po czym zamieniamy jeszcze kilka zdań na temat formalności i razem z Alkiem opuszczamy lokal.

Kumpel mnie zagaduje, ale wyłapuję tylko co drugie jego słowo i przytakuję bez zastanowienia. Jestem zbyt zamyślona, aby się teraz na czymkolwiek skupić, dlatego już po przejściu paru ulic postanawiam wrócić do domu. Umawiamy się jeszcze na poranną kawę, później kieruję się w stronę stacji metra.

Jak tylko wsiadam do wagonu, na ekranie reklamowym pojawia się Zarański w towarzystwie jakiejś znanej gwiazdy telewizyjnej i zapraszają na nowy odcinek jego show. Dokładnie w tym samym momencie wibruje mój telefon, oznajmiając nadejście wiadomości – to informacje dotyczące naszego planowanego spotkania. Ostatni raz spoglądam w ciemne oczy Remigiusza i już wiem, że przepadłam.

Muszę go poznać.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz