Pierwsze wesele - Karolina Wilczyńska - ebook + książka

Pierwsze wesele ebook

Karolina Wilczyńska

4,2

Opis

Tosia Stecka pracuje w korporacji i twierdzi, że życie singielki bardzo jej odpowiada. Jednak wszystko się zmienia, gdy w firmie pojawia się nowy dyrektor. Oskar Wierzbicki szturmem zdobywa serce Tosi i oświadcza się. Czas zacząć przygotowania do ślubu. Biała suknia z welonem, wielkie przyjęcie i obrączki – czy nie o tym marzy skrycie większość dziewcząt?

Tymczasem siostra Tosi, Łucja, ma zupełnie inne zdanie i z rezerwą przyjmuje te ślubne plany. Może jej przeczucia okażą się trafne? Czym zaskoczy narzeczoną Oskar i jaką tajemnicę ukrywają ojciec sióstr i ciocia Hania? Czy Tosia wkroczy na nową drogę życia?

Czeka Cię wiele wzruszeń, będą łzy szczęścia, zabawne momenty, rodzinne tajemnice, nieoczekiwane zwroty akcji i zaskakujące zakończenia. Nie zabraknie też miłości, bo przecież ona w życiu jest najważniejsza.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 310

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (387 ocen)
186
118
63
19
1
Sortuj według:
ewkaj

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam powieść K.Wilczyńskiej-warto przeczytać!!!
10

Popularność



Podobne


 

 

 

Bum! Wystarczyła sekunda, żeby Tosia utonęła w niezmierzonym błękicie oczu, które wpatrywały się w nią z zaciekawieniem.

– Oskar – usłyszała jak przez mgłę.

– Antonina – wyjąkała prawie szeptem i wyciągnęła dłoń.

Oby tylko nie zorientował się, jakie zrobił na mnie wrażenie – pomyślała w panice. – W biznesie to niedopuszczalne.

– Przepraszam, nie dosłyszałem… – pochylił lekko głowę i uśmiechnął się.

– Tosia. – Tym razem starała się nadać głosowi obojętny, silny ton.

Wyciągnęła ponownie rękę i poczuła, że kiedy ją uścisnął, jakiś dziwny prąd przeszedł od dłoni wprost do jej serca. Po raz pierwszy w życiu zrozumiała, co znaczy, gdy ktoś mówi, że uginają się pod nim nogi. Miała wrażenie, że zaraz upadnie.

Tośka! – skarciła się w myślach. – Bądź profesjonalistką!

Tymczasem mężczyzna nie przestawał wbijać w nią zaciekawionego spojrzenia.

– Jak ta z Plastusiowego pamiętnika? – mrugnął porozumiewawczo. – Na pewno zapamiętam.

– Nie sądziłam, że ktoś to jeszcze czyta – odparła.

Czuła, że wybrzmiały w tym stwierdzeniu zaczepne nuty, ale, po pierwsze, nie znosiła, gdy ktoś wspominał o tej nieszczęsnej bohaterce szkolnej lektury, a po drugie – lepiej już, by pomyślał, że ją zdenerwował, niż gdyby dostrzegł, jak bardzo jego uroda wytrąciła ją z równowagi.

– Moja babcia czytała mi o Plastusiu. – Kolejny uśmiech, który jej posłał, był równie zniewalający, jak poprzedni.

Nie wiedziała, jak zareagować. W ogóle doznała przerażającego zaćmienia umysłu. Ona, mistrzyni ciętej riposty, znana z tego, że nie sposób jej przegadać. A tu coś takiego?!

Na szczęście mężczyzna już na nią nie patrzył. Podszedł do kolejnej osoby, żeby się przedstawić.

Tosia usiadła i natychmiast skierowała wzrok na swoje notatki, bo czuła, że tylko w ten sposób będzie w stanie się uspokoić. Starała się skupić na tabeli z wynikami za ostatni kwartał i ignorować obecność człowieka, który przed chwilą wywołał w niej burzę emocji.

Serce dziewczyny powoli odzyskiwało miarowy rytm, ręce przestały drżeć, a oddech znowu stał się spokojny.

No i co ja najlepszego pokazałam? – złościła się na samą siebie. – Jestem menadżerką działu, a zachowałam się jak jakaś… pensjonarka, która pierwszy raz widzi mężczyznę.

Prawdę mówiąc, dotychczas uważała się za odporną na przystojniaków w garniturach. Spotykała ich każdego dnia i doskonale wiedziała, że bez skrupułów potrafią korzystać ze swego uroku.

Kiedy po studiach udało jej się zdobyć posadę w korporacji, szybko zrozumiała, że jeśli chce zrobić karierę i awansować, musi traktować czarujących kolegów jak konkurentów. Tak, byli sympatyczni, przystojni, dobrze ubrani i grzeczni, ale za tą fasadą kryła się bezwzględność w dążeniu do celu i bardzo często brak zasad. Dlatego właśnie Tosia postanowiła, że nie da się złapać na lep uśmiechów i gładkich słówek. Zresztą trzeba przyznać, słowa dotrzymała.

Dzięki temu powoli, ale konsekwentnie wspinała się po szczeblach korporacyjnej drabiny, aż w wieku dwudziestu sześciu lat z dumą przyjęła awans na menadżera jednego z działów handlowych swojej firmy. W pojedynku o to stanowisko pokonała dwóch kolegów, którzy oczywiście pogratulowali jej z uśmiechem, choć zaraz potem nie omieszkali skomentować tego faktu.

– Musi ją coś łączyć z prezesem.

– Chyba wiadomo co…

Tosia akurat przechodziła korytarzem i dosłyszała tę wymianę zdań przez uchylone drzwi.

– To wszystko, co macie do powiedzenia? – W trzech krokach znalazła się w środku i nie przeszkodził jej nawet fakt, że była to męska toaleta. – A nie przyszło wam do głowy, że jestem po prostu lepsza od was?

Zostawiła ich, mocno skonsternowanych, nie zaszczycając więcej ani jednym słowem.

Tak, Tosia umiała być twarda. Co nie oznaczało, że praca w korporacji pozbawiła ją wszystkich uczuć. Co to, to nie. Nawet twarde reguły wyścigu szczurów nie mogły zabić w niej radości, optymizmu i spontaniczności. Nad tą ostatnią nauczyła się, co prawda, nieco panować, ale i tak nie potrafiła przejść obojętnie wobec ponurej miny współpracownika czy przemilczeć niesprawiedliwości, jaka działa się na jej oczach. Narażała się tym od czasu do czasu przełożonym, którzy jednak wybaczali te drobne oznaki niesubordynacji, bo wyniki, jakie Tosia osiągała, były naprawdę doskonałe. Natomiast koleżanki i koledzy lubili tę sympatyczną dziewczynę, oczywiście na tyle, na ile mogli sobie na to pozwolić w firmie, w której każdy dla każdego stanowił konkurencję.

W sumie Tosia mogła uznać, że osiągnęła zawodowy sukces. I tak właśnie powtarzała sobie codziennie, zgodnie z zasadą, której nauczyła się na szkoleniu dla menadżerów. Wiadomo, afirmacja to ważna rzecz. Oczywiście nie zmierzała na tym poprzestać. Jej celem był kolejny awans i zastanawiała się nawet, czy nie porozmawiać o tym z prezesem i nie skorzystać z faktu, że właśnie, dość niespodziewanie, odszedł z firmy dyrektor handlowy.

W firmie jestem od trzech lat, zaliczyłam bezpłatne praktyki, szeregowe stanowiska, od roku pracuję na stanowisku menadżera – zastanawiała się. – Mój dział podwoił wyniki, odkąd nim kieruję. To chyba mocne argumenty na rozpoczęcie rozmowy?

Tymczasem dziś rano, gdy w końcu zdecydowała się na umówienie spotkania z prezesem, ten nieoczekiwanie wezwał do siebie wszystkich menadżerów pionu handlowego.

– Chciałbym państwu przedstawić nowego dyrektora – oświadczył. – Za chwilę powinien tutaj być.

No to po herbacie! – Tosia pokiwała smętnie głową. – Po jaką cholerę tak długo zwlekałam? Powinnam od razu uderzyć do szefa. Znowu straciłam szansę! Wszystko przez zbyt małą pewność siebie. – Zacisnęła usta ze złością. – Za miękka jesteś, Tośka!

Była wściekła. Nie wykorzystała okazji i teraz na kolejną przyjdzie jej czekać co najmniej rok.

To pewnie kolejny goguś w garniturku z najwyższej półki. – Jeszcze nie poznała nowego dyrektora, a już go nie lubiła. – Będzie się mądrzył i wprowadzał zmiany. Jak każdy, kto przychodzi z zewnątrz.

Tosia nie należała do zawistnych osób. No, może trochę zazdrościła temu nowemu, ale tak naprawdę znała scenariusz najbliższych tygodni z własnego doświadczenia. Wiedziała że „nowy” będzie chciał pokazać prezesowi, co potrafi, a to oznacza, że wszystkich menadżerów działów czeka trudny czas. Znała to dobrze – rozmowy o wynikach, wyższe limity, szukanie oszczędności, wytykanie najmniejszych błędów.

Westchnęła więc cicho, odgarnęła za ucho kosmyk włosów, który wysunął się ze spinki, i popatrzyła na drzwi do sali konferencyjnej, które właśnie się otworzyły.

– Dzień dobry.

– Dopiero co o panu mówiłem – ucieszył się prezes. Tosia miała wrażenie, że zabrakło jej tchu.

– Proszę państwa, przedstawiam Oskara Wierzbickiego, nowego dyrektora handlowego. – Szef wskazał dłonią na mężczyznę, który do nich dołączył. – A oto najbliżsi pana współpracownicy.

– Miło mi państwa poznać. Pozwolicie, że przywitam się z każdym, a potem opowiem coś o sobie. Na pewno się zastanawiacie, jak bardzo jestem niesympatyczny i jak bardzo postanowiłem uprzykrzyć wam życie – zaczął z uśmiechem.

Żart został przyjęty z umiarkowanym entuzjazmem, choć oczywiście wszyscy grzecznie się uśmiechnęli.

Tylko Tosia stała jak wmurowana. I nie mogła zrozumieć, co się z nią dzieje.

Teraz, ślęcząc nad swoją tabelą, nadal tego nie pojmowała.

 

*

 

– Tośka!

Zatrzymała się i poczekała, aż Magda ją dogoni.

– Widziałaś go? – Zdyszana koleżanka położyła dłoń na biuście falującym od szybkiego oddechu.

– Kogo? – udała, że nie wie, o kim mowa.

– Nawet nie żartuj! Tego nowego dyrektora! – Magda była mocno podekscytowana.

– Widziałam. Prezes nam go przedstawił.

– Niezły, co? – Dziewczyna przewróciła oczami. – Myślałam, że padnę, kiedy wszedł i tym swoim aksamitnym głosem zapytał o drogę do sali konferencyjnej. I jeszcze ten uśmiech!

– Daj spokój! – machnęła ręką Tosia.

– No proszę cię! – Magda prychnęła z oburzeniem. – Nie udawaj, że cię nie ruszyło! Takiego przystojniaka to nie widziałam chyba nigdy w życiu. Apollo normalnie!

– Apollo nie Apollo, a ja pewnie przez miesiąc z roboty nie wyjdę…

Tosia za nic nie chciała się przyznać, że na niej też nowy dyrektor zrobił piorunujące wrażenie. Co prawda, Magda to pierwsza osoba, jaką poznała w firmie, i z nią właśnie była najbliżej, ale nawet jej nie ufała do końca.

Sekretarka prezesa tylko z pozoru wydawała się roztrzepana i słodka. Pod tą maską kryła się doskonale zorganizowana kobieta, która panowała nad kalendarzem szefa i wiedziała wszystko o tym, co dzieje się w firmie. – Awansować? – roześmiała się kiedyś, gdy Tosia zagadnęła ją, czy nie myślała o karierze. – Przecież ja mam najlepsze stanowisko w całej firmie! Prezes mnie nie wyrzuci, bo znam doskonale jego zwyczaje i wszystkiego pilnuję. Płaci mi jak menadżerom, żebym tylko nie odeszła. Nikt na mnie nie wrzeszczy, nikt nie oczekuje ode mnie coraz wyższych wyników. Żaden dyrektor mi nie podskoczy, bo jak się obrażę, to mogę mu zaszkodzić. Czego chcieć więcej? Mam spokój, zero stresu, dobrą pensję – wyliczała. – Nie chcę niczego zmieniać. Dobrze mi tak, jak jest.

Tosia po namyśle przyznała jej rację, choć sama miała trochę inne podejście do pracy. Szukała możliwości awansu, lubiła rywalizację, kolejne wyzwania pozwalały jej spożytkować przepełniającą ją energię. Ale musiała uznać słuszność argumentów Magdy. Skoro zależało jej na stabilizacji i spokoju, to wybrała doskonale.

Z czasem zaczęły też spotykać się poza firmą. Bywały razem w klubach, dwa razy wybrały się na zagraniczne wycieczki. W pracy jednak starały się ukrywać tę prywatną zażyłość, aby nie narażać się na plotki. Skoro Magda zdecydowała się zaczepić koleżankę na środku korytarza, to znaczyło, że naprawdę jest przejęta.

– No tak! – uderzyła teraz dłonią w czoło. – Przecież to twój bezpośredni przełożony. Masz szczęście, dziewczyno!

– Niby dlaczego?

– Nie zgrywaj głupiej! Reszta menadżerów w handlowym to faceci. Nie masz żadnej konkurencji.

– Nie wiem, o czym mówisz – wzruszyła ramionami.

– O tym, że będziesz go widywać każdego dnia. Tośka, jak się dobrze zakręcisz, to jest już twój! Obrączki nie ma, więc możesz startować od razu!

Proszę! Od razu wiedziała, co sprawdzić – zamyśliła się Tośka. – Mnie nawet do głowy nie przyszło, żeby patrzeć na jego dłonie, a Magdzie owszem.

– Nie mam zamiaru do nikogo startować – starała się nadać głosowi obojętny ton. – Zresztą on na pewno będzie częstym bywalcem gabinetu prezesa, więc…

– Serio nie jesteś zainteresowana? – zdziwiła się Magda.

– Serio.

– A ja owszem. – Sekretarka obciągnęła obcisły żakiet. – Skoro ty rezygnujesz, to ja wchodzę do gry. Założymy się, że w ciągu miesiąca będzie mój? – ściągnęła usta w zalotny dziubek i mrugnęła uwodzicielsko.

– Rób, co chcesz – wydęła usta Tosia. – Ja muszę wracać do pracy.

Magdę te słowa przywołały najwyraźniej do rzeczywistości, bo rozejrzała się nerwowo po korytarzu.

– Chyba nikt nie słyszał, co? Dobra, wracam do siebie. Zdzwonimy się wieczorem. – Posłała jej buziaka i ruszyła w kierunku schodów.

Tosia odprowadziła ją wzrokiem.

Cóż, w rywalizacji z Magdą raczej nie miała szans. Koleżanka była uosobieniem tego, co podoba się mężczyznom – jasnoblond włosy, długie nogi, piękny biust i regularne rysy modelki. I choć Tosia nie uważała się za brzydką, to towarzyszyła jej świadomość, że w konfrontacji z sekretarką prezesa przegrywa w konkurencji na spełnienie męskich marzeń. Na tym polu nie miała szans na zwycięstwo i doskonale o tym wiedziała.

Niech sobie flirtuje z tym nowym dyrektorem – dumała. – Zresztą romans w pracy to najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić. I to jeszcze z przełożonym. Nie potrzebuję problemów. Owszem, facet robi wrażenie, nie przeczę, ale żadne miłostki nie wchodzą w grę. Nie po to tyle lat harowałam, żeby teraz zaprzepaścić wszystko dla błękitnych oczu i zniewalającego uśmiechu.

 

*

 

– Ciocia już poszła?

Wieszając płaszcz w przedpokoju, zauważyła trepki z folkowym wzorem stojące równo przy szafce, więc pytanie zadała raczej retoryczne.

Weszła do pokoju i zbliżyła się do ojca siedzącego na kanapie. Pochyliła się, żeby pocałować go w policzek.

– Dobry wieczór, mała – przywitał ją ciepło.

Tak zwracał się do niej od dziecka i lubiła to. Odpowiadało jej, że w domu, przy ojcu, może na zawsze pozostać małą córeczką. W pracy nie mogła sobie pozwolić na słabość, podejmowała strategiczne decyzje, wydawała polecenia, ale świadomość, że gdy wróci do domu, znowu zostanie nazwana małą córeczką, była miła i dodawała sił w trudnych chwilach.

– Cześć, tato. Jestem głodna jak wilk – wyznała, opadając na kanapę. – Jadłeś już kolację?

– Jadłem obiad. Potem kolację. Czekaliśmy z Hanną, ale nie wracałaś, więc usiedliśmy do stołu sami. Potem ją odwiozłem, bo ciemno się zrobiło. Jakże miałem ją puścić? Wiesz, że ma kawałek do przejścia od przystanku, a nigdy nie wiadomo, gdzie się trafi na jakiegoś łobuza – pogładził dłonią brodę.

– Bardzo dobrze zrobiłeś – pokiwała głową.

Nigdy nie przestawało ją zdumiewać, jak bardzo wygląd ojca nie pasuje do jego charakteru. Gdyby go nie znała i spotkała gdzieś przypadkowo na ulicy, na pewno nie pomyślałaby, że to ciepły i spokojny człowiek. Szerokie bary i sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu robiły wrażenie. A jeśli dodać do tego kilka tatuaży, poprzetykaną siwymi pasmami brodę i duże, męskie dłonie, to naprawdę można się było przestraszyć. Jednak Tosia wiedziała, że w tym silnym ciele kierowcy ogromnej ciężarówki kryje się dobre serce, gotowe pomagać ludziom i wspierać każdego, kto tego potrzebuje.

Przy nikim nie czuła się tak bezpiecznie, jak przy tacie. Zawsze tak było. Mamę Tosia pamiętała, ale tylko chorą, leżącą w łóżku i uśmiechającą się blado. Wciąż słyszała, że nie wolno jej przeszkadzać, że potrzebuje spokoju. Kochała matkę, ale przy niej czuła się niepewnie, a wspomnienie o niej bardziej kojarzyło jej się z lękiem i niepewnością niż ze stabilizacją i z bezpieczeństwem.

Co innego ojciec – on był zawsze. Owszem, wyjeżdżał w trasy, ale wtedy w każdej chwili można było zadzwonić. Sam też kontaktował się często, a gdy wracał, znajdował czas na rozmowy z córkami i wspólne spędzanie czasu. Tosia zawsze czuła, że ją kocha, że się troszczy i jest naprawdę szczerze zainteresowany jej sprawami. Nawet jeśli nie robił tego wprost, doskonale wiedziała, co tak naprawdę chciał przekazać. Tak jak teraz.

– Tatku, rozumiem, że czekaliście, ale naprawdę musiałam posiedzieć dłużej – spojrzała na mężczyznę przepraszająco.

– Staram się to pojąć. Tylko dlaczego to się zdarza prawie każdego dnia?

– Tak już jest – wzruszyła ramionami. – Jeśli odpuszczę, to zaraz znajdzie się ktoś, kto zostanie po godzinach, zrobi więcej i okaże się lepszy.

– A ty musisz być najlepsza? – Ojciec spojrzał na nią badawczo.

– Oj, tato, przeczuwam, do czego zmierzasz – uśmiechnęła się. – Ale przecież wiesz, o co mi chodzi. Niełatwo utrzymać stanowisko przy takiej konkurencji.

– Widzę właśnie – pokiwał smutno głową. – Tylko nie mam pewności, czy to ci wyjdzie na zdrowie. Hania się martwi, bo od tygodnia nie jadłaś obiadu…

– O, widzisz, dobrze, że o tym wspominasz – podniosła się z kanapy. – Gadam tu z tobą, a żołądek to mi już chyba do pleców przyrósł. Idę coś sobie podgrzać.

– Poczekaj na starego ojca, chętnie ci potowarzyszę przy stole, jeśli zaparzysz mi mocnej herbaty.

– Starego? – roześmiała się. – Niejeden trzydziestolatek do pięt ci nie dorasta. A jeśli chodzi o herbatę, to nie widzę problemu.

Przeszli do kuchni i ojciec zajął swoje stałe miejsce – przy ścianie, po lewej stronie stołu.

– Hania zostawiła ci wszystko na kuchence – poinformował, wskazując na patelnię przykrytą szklaną pokrywką. – Mielony i ziemniaki do podgrzania. Mizerię znajdziesz w lodówce.

– Wystarczyłyby kanapki, ale oczywiście nie pogardzę ciocinym kotlecikiem – ucieszyła się Tosia.

Włączyła płomień pod patelnią, a potem nalała wody do czajnika. Sięgnęła do szafki, w której wśród różnych kubeczków honorowe miejsce zajmowała prosta szklanka i spodeczek. Ojciec tylko z niej pijał herbatę.

– Jestem prosty chłop – mawiał. – Filiżanki nie dla mnie. Jak ja bym wyglądał z czymś takim w dłoni? A kubków nie lubię, kojarzą mi się z barami mlecznymi.

Tak długo narzekał, aż pewnego dnia ciocia Hania przyniosła tekturowe pudełko. Delikatnie postawiła je na kuchennym stole.

– Koleżanka znalazła u rodziców w piwnicy i zgodziła się mi podarować – oznajmiła z triumfem. – Ten zapas wystarczy ci do końca życia.

W pudle odkryli chyba z pięćdziesiąt szklanek. Ojciec ucieszył się jak dziecko, a córki odetchnęły z ulgą, bo dotychczas najbardziej bały się, że ostatnia z domowych szklanek stłucze się przypadkiem.

– Tylko tę sypaną, nie jakieś byle co z torebki – przypomniał córce.

– Tato, czy ja to robię pierwszy raz? – pokręciła z dezaprobatą głową. – Będzie sypana i mocna.

Podała ojcu herbatę, nałożyła sobie na talerz podgrzane danie, po czym usiadła po drugiej stronie stołu.

– Ależ zapach! – zachwyciła się. – Wspaniała ta nasza ciocia!

– Jak kiedyś wrócisz wcześniej, to sama jej to powiesz.

– A ty znowu swoje! Tak, oczywiście, że powiem, choć raczej nieprędko.

– Niby dlaczego?

– Bo w najbliższym czasie spodziewam się sporo dodatkowej roboty – wyjaśniła, nabijając na widelec przysmażony kawałek ziemniaka.

– A co? Wprowadzili wam podwójne etaty?

– Bardzo zabawne… – Udała, że się obraża. – Mamy nowego dyrektora i, jak znam życie, czekają mnie tysiące sprawozdań i analiz. Nawet jeszcze dzisiaj muszę jedną odesłać.

– Tak ostro zabrał się do nowych obowiązków? – zainteresował się ojciec.

Dobrze orientował się w sprawach związanych z pracą Tosi, zawsze chętnie słuchał jej opowieści, więc wiedział też o wakacie na stanowisku szefa pionu handlowego.

– Cóż, musi się wykazać – mruknęła między jednym a drugim kęsem.

– Tak, wiadomo, nowa miotła zawsze lepiej zamiata – filozoficznie podsumował ojciec.

– Czy lepiej, to jeszcze nie wiadomo. Byle nie wymiatała wszystkiego, jak leci. – Tosia dołożyła sobie mizerii. – A skoro już tak rozmawiamy przysłowiami, to lepsze jest wrogiem dobrego.

– Może nie będzie tak źle – pocieszył ją Stecki. – Poznałaś go już?

Skinęła głową.

– I jakie wrażenia? Miły czy raczej antypatyczny? – Mężczyzna upił łyk gorącego napoju. – Wiesz, pierwsze wrażenie podobno wiele mówi.

– Czy ja wiem… Normalny, jak to dyrektor. – Niedbale wzruszyła ramionami, ale poczuła, że na myśl o Oskarze Wierzbickim czerwienią jej się policzki.

– To może zostanie normalny – stwierdził ojciec. – Nie martw się na zapas.

– Nie martwię się, tatku – podniosła się i wstawiła pusty talerz do zmywarki. – Teraz wybacz, muszę popracować.

– Szkoda. Miałem nadzieję, że obejrzymy razem jakiś film…

– Wiem, ale nic nie poradzę. Postaram się jutro zrobić wszystko w biurze i nie przynosić niczego do domu – obiecała. – Sama mam chęć na odrobinę wieczornego lenistwa. Ale jeszcze nie dziś, dobrze, tatku?

– Dobrze, mała – uśmiechnął się. – Zmykaj do swojego pokoju, tylko chociaż połóż się o jakiejś ludzkiej porze. Żeby ten nowy dyrektor jutro nie pomyślał, że jego menadżerka to jakieś zombie – zażartował.

Normalnie Tosia roześmiałaby się z ojcowskiego żartu, ale tym razem jakoś nie potrafiła zdobyć się na uśmiech. Niechętnie musiała przyznać przed samą sobą, że też wolałaby, by Oskar Wierzbicki tak o niej nie pomyślał.

 

*

 

W załączeniu przesyłam zestawienie, o które Pan prosił.

Kliknęła na ikonkę „wyślij” i spojrzała na zegarek. Za pięć dwunasta.

Zdążyłam – szepnęła z satysfakcją. – Chciał dzisiaj, ma dzisiaj. Jestem kryta. A on i tak pewnie odbierze dopiero rano.

Już miała wyłączyć laptop, gdy usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości.

Pewnie jakaś reklama. Mimo blokowania spamu wszystkimi możliwymi sposobami i tak każdego dnia dostawała mnóstwo maili o cudownych dietach, tanich lotach i promocjach na biustonosze w dużych rozmiarach. Szczególnie te ostatnie ją irytowały, bo nie dawały zapomnieć o kompleksie, z którym starała się walczyć.

– Jak ci się nie podobają twoje własne, to zrób sobie nowe – doradzała Magda. – Przecież stać cię na operację, nie? Zafunduj sobie duże cycki i od razu poczujesz się lepiej.

Tośka jednak nie miała zamiaru w ten sposób poprawiać swojej urody. Tak, wiedziała, że to powszechne, nie krytykowała koleżanek, które powiększały biusty, odsysały tłuszcz czy wypełniały usta kwasem hialuronowym. Towarzyszyło jej poczucie, że po takim zabiegu wciąż miałaby wrażenie, iż mężczyźni doceniają nie ją samą, tylko dobrą pracę chirurga. Wolała więc tłumaczyć samej sobie, że na pewno znajdzie się jakiś wielbiciel biustu w rozmiarze B.

Tym razem nie chciała psuć sobie wieczoru, więc bez zaglądania do poczty zatrzasnęła delikatnie pokrywę laptopa. Wyprostowała się i przeciągnęła.

Poszła do kuchni, żeby napełnić wodą butelkę. Lubiła postawić sobie na nocnej szafce coś do picia, bo często budziła się w nocy, a wtedy dobrze było mieć pod ręką łyk napoju. Gdy wracała do siebie, usłyszała zza drzwi pokoju głos ojca:

– Miałaś nie siedzieć do późna…

– Już skończyłam, właśnie się kładę – odparła uspokajająco. – Śpij, tato.

Wiedziała, że dla ojca spokojna noc we własnym łóżku to okazja do prawdziwego odpoczynku. Co prawda, nigdy się nie skarżył, ale dla Tosi było jasne, że w trasie nie dosyć, iż skazany jest na spanie w samochodzie, to jeszcze przez całe noce musi zachować czujność, bo nie brakuje chętnych na przewożony w przyczepach towar. Dlatego nie chciała mu przeszkadzać, gdy w przerwach między kolejnymi trasami mógł się porządnie wyspać.

Starając się nie robić hałasu, wzięła szybki prysznic i przebrała się w piżamę. Gdy już ułożyła się w łóżku, jej spojrzenie zatrzymało się na laptopie. Przypomniała sobie o nieodebranej wiadomości.

Próbowała zignorować tę myśl, ale nie potrafiła. Praca w korporacji wyrobiła w niej nawyk natychmiastowej reakcji na maile. Opóźnienie, nawet niewielkie, mogło kosztować zbyt dużo. Dlatego Tośka reagowała na dźwięk informujący o nadejściu wiadomości jak pies Pawłowa na dzwonek – natychmiast odkładała to, co robiła, i zaglądała do programu pocztowego. Niestety, takie utrwalone nawyki są często silniejsze od rozsądku. Dlatego nawet teraz, choć wiedziała, że jest środek nocy, a wiadomość z pewnością okaże się nic nieznaczącą reklamą, nie umiała zasnąć ze świadomością, że ona tam jest.

Zła na samą siebie, odrzuciła kołdrę, sięgnęła po laptop i nerwowym ruchem podniosła pokrywę. Wystarczyło kilka ruchów touchpadem, żeby przekonać się, kto do niej napisał.

– A jednak! – powiedziała na głos i zerknęła szybko na drzwi w obawie, że obudziła ojca.

Miarowe chrapanie dochodzące z jego pokoju uspokoiło Tosię. Tak, trzeba przyznać, że senior Stecki podczas snu wydawał odgłosy godne rozzłoszczonego niedźwiedzia, ale córka przez lata zdążyła do tego przywyknąć. Teraz przyjęła je z ulgą, bo świadczyły o tym, że jej niekontrolowany wybuch emocji nie zakłócił ojcu odpoczynku.

– Wiedziałam! – powtórzyła już nieco ciszej. – Świeżo mianowany dyrektor chce się popisać.

Nadawcą wiadomości był bowiem Oskar Wierzbicki – nowy przełożony. Tosia zastanawiała się, co napisał.

Przecież nie zdążył przejrzeć zestawienia – dumała, stukając nerwowo palcem w krawędź klawiatury. – Wiadomość przyszła zaraz po wysłaniu mojej, dobrze pamiętam. Tylko co w takim razie? Za późno? – zastanawiała się. – W końcu wyrobiłam się w terminie, prawda?

Zagryzła nerwowo wargę i zmarszczyła czoło.

Dobra, trzeba po prostu przeczytać – zdecydowała i szybkim ruchem otworzyła wiadomość.

Dziękuję za zestawienie. Przeanalizujemy je jutro podczas zebrania.

Pozdrawiam,

Oskar Wierzbicki

Gdy czytała podpis, przed oczami stanął jej szatyn w doskonale skrojonym garniturze i serce zabiło mocniej.

Ej, spokój! – przywołała się w myślach do porządku. – Wykonałam polecenie, on podziękował. I tyle. Swoją drogą, to jeśli siedział przy kompie i sprawdzał, czy zdążę, to widocznie kontroluje pracowników i szuka haczyków, żeby wszystkich odpowiednio poustawiać już na początku. Lepiej zachować czujność i nie dać się nabrać na gładkie zdania.

Zgasiła światło z mocnym postanowieniem, że będzie profesjonalna i opanowana, ale zasnęła z obrazem nowego dyrektora pod powiekami.

 

*

 

– Co ty tam robisz tak długo? – Stecki zapukał w drzwi łazienki. – Wszystko w porządku?

– Tak, tatku, już wychodzę – rzuciła niewyraźnie, bo właśnie odciskała nadmiar pomadki w chusteczkę.

Rzeczywiście, zeszło mi dłużej niż zwykle – stwierdziła, zerkając na wyświetlacz iPhone’a. – O śniadaniu mogę zapomnieć.

W końcu to pierwsze zebranie – tłumaczyła sobie. – Trzeba dobrze wyglądać. Odpowiednie wrażenie to połowa sukcesu.

Staranny makijaż i nowa bluzka miały być właśnie częścią tego wrażenia.

– Pięknie wyglądasz, mała. – Ojciec uśmiechnął się znad szklanki z herbatą. – Udała mi się córka, nie ma co! – mrugnął.

– Dzięki, tatku – odpowiedziała z uśmiechem. – Mam nadzieję, że inni też będą tego zdania – dodała.

O tym, że ci „inni” to nowy dyrektor, nie wspomniała ani słowem. Może dlatego, że nie chciała się do tego przyznać nawet przed samą sobą?

Wypiła na stojąco kilka łyków kawy, po czym odstawiła kubek i pocałowała ojca w policzek.

– Lecę!

– A śniadanie? – zmarszczył brwi i spojrzał karcąco.

– Nie zdążę – zrobiła przepraszającą minę. – Wiesz, że nie mogę się spóźnić.

Pomachała dłonią i udała, że nie słyszy głośnego westchnienia dobiegającego od strony kuchennego stołu.

Do biura udało jej się dojechać dosłownie w ostatniej chwili.

– Pan dyrektor Wierzbicki przyszedł pół godziny temu. Zwołał zebranie na ósmą – poinformowała ją Magda oficjalnym tonem.

Tośka posłała jej pytające spojrzenie.

– Biegnij, bo wszyscy menadżerowie już tam są – dodała koleżanka konspiracyjnym szeptem. – Masz minutę. Sala konferencyjna numer trzy – wskazała kierunek, jakby Tośka nie wiedziała, dokąd powinna iść, a raczej pobiec, bo pozostało jej już mniej niż czterdzieści sekund.

Cholera! Cholera! Cholera! – klęła w rytm szybkich uderzeń obcasów po posadzce korytarza.

– Dzień dobry. – Weszła do sali i, starając się ukryć przyspieszony oddech, od razu skierowała się w stronę swojego stałego miejsca przy owalnym stole.

– Witamy – usłyszała głos nowego szefa. – Kobiety podobno specjalnie przychodzą ostatnie, żeby skupić na sobie uwagę…

Kątem oka dostrzegła pobłażliwe uśmiechy na twarzach kolegów. Wkurzyło ją to. Dowcip dyrektora uznała za szowinistyczny.

– Nie spóźniłam się, jest ósma – przerwała sucho, zajmując miejsce. – A mężczyznom podobno zawsze się wydaje, że kobiety chcą na nich robić wrażenie wyłącznie wyglądem – zripostowała, patrząc szefowi prosto w oczy.

– A nie chcą? – nie odwrócił wzroku i odbił piłeczkę.

– Nie. – W Tośce odezwała się żyłka sportowca, aby wygrać tę słowną potyczkę. – Istnieją bardziej wyrafinowane sposoby.

– Na przykład? – Wierzbicki nadal wbijał w nią wzrok.

Pozostali koledzy czekali w milczeniu, coraz bardziej zaciekawieni, jak skończy się ta wymiana zdań.

– Choćby profesjonalizm i wiedza. – Tośka wzruszyła ramionami. – To chyba dość oczywiste, nie sądzi pan?

– Skoro tak, to proszę bardzo. – Dyrektor uniósł w lekkim uśmiechu kąciki ust. – Dziś zaczynamy nowy projekt sprzedażowy. Zastanawiałem się właśnie, kto powinien go pilotować. Widzę, że problem sam się rozwiązał, bo kandydatka już się zgłosiła.

Tośka szybko zamrugała oczami.

– Kobieta nie przepuści chyba takiej okazji na zrobienie wrażenia profesjonalizmem i wiedzą?

Była pewna, że w jego głosie pobrzmiewają nutki ironii. W tej sytuacji nie pozostało jej nic innego, jak podjąć wyzwanie.

– Nie przepuści. A nawet zrobi to z przyjemnością.

– Doskonale, zatem możemy zaczynać nasze zebranie. – Wierzbicki przeniósł wzrok na resztę kadry menadżerskiej. – Myślę, że na początek…

Tosia pilnie notowała, żeby nie przeoczyć niczego z nowych założeń i oczekiwań, a jednocześnie zastanawiała się, jakie konsekwencje będzie miała dla niej ta poranna wymiana ciosów.

Z jednej strony fakt, że powierzył jej koordynację nowej strategii, oznaczał, iż nie zamierzał jej zwolnić. A przynajmniej nie od razu. I to zapisała na plus. Za to zupełnie nie podobało jej się to, w jaki sposób Wierzbicki wypowiadał się o kobietach. A może chce udowodnić, że Tośka nie nadaje się na kierownicze stanowisko i specjalnie wyznaczył jej to zadanie, w nadziei, że sobie nie poradzi i będzie mógł ją zastąpić którymś z kolegów?

Niedoczekanie. – Docisnęła długopis do kartki. – Antonina Stecka tak łatwo się nie podda.

Jednak złości i determinacji wystarczyło jej tylko do chwili zakończenia zebrania.

– Mam tu dodatkowe materiały dla koordynatora – oświadczył dyrektor, gdy wszyscy zbierali się już do wyjścia.

Tosia podeszła do niego, żeby odebrać dokumenty.

– Zapoznam się z nimi jeszcze dziś – wyciągnęła rękę po segregator.

– Jest jeszcze kilka spraw, które chciałbym wyjaśnić. – Wierzbicki patrzył jej prosto w oczy. – Może przy lunchu?

Zaskoczył ją. Nie wiedziała, co odpowiedzieć.

– Ha, okazuje się, że mężczyźni też potrafią robić wrażenie – uśmiechnął się dyrektor i Tośka poczuła nagle, że jej złość gdzieś się ulotniła. – W takim razie wykorzystam to i uznam milczenie za znak zgody.

Wręczył Tosi dokumenty, po czym wyszedł, zostawiając ją nieco zdezorientowaną w sali konferencyjnej.

Gdy zasiadła przy swoim biurku, zobaczyła, że w skrzynce czeka mail od dyrektora:

16.30, Rozmaryn na Rynku.

Krótko, konkretnie, bez możliwości odmowy. Tośka naprawdę nie wiedziała, co o tym myśleć. Potraktuję to jako polecenie służbowe – uznała w końcu. – Nic więcej.

Wybrała numer ojca i kiedy odebrał, powiedziała:

– Tatku, nie zostawiajcie dzisiaj dla mnie obiadu. Zjem na mieście.

– Randka?

– Nie, skąd! – zaprzeczyła stanowczo. – To po prostu biznesowy lunch.

Nic więcej – westchnęła, odkładając telefon.

 

*

 

– Zajęta jesteś?

Tosia leżała na swoim łóżku z telefonem przy uchu i nogami opartymi o białe wezgłowie, nad którym wisiał plakat z delikatnym ptasim piórem i napisem „Love forever”.

– Sprawdzam rozliczenia – usłyszała krótką odpowiedź.

– No tak, zapomniałam, że ty zawsze coś robisz – westchnęła Tosia.

– Nie lubię się nudzić.

– I niby te rozliczenia mają być sposobem na zabicie nudy? – roześmiała się, zupełnie niezrażona dość oschłym tonem swojej rozmówczyni. – Przecież one same w sobie są tak nużące, że mam ochotę ziewać, gdy tylko słyszę tę nazwę.

– Za to tabelki z wynikami sprzedaży potrafią zafascynować, prawda? – odcięła się Laura.

– Żebyś wiedziała! Za każdą liczbą kryją się sprzedane produkty. Wszystkie one razem tworzą piękną liczbę oznaczającą mój sukces – zapaliła się Tosia.

– A ja dbam o to, żeby twój sukces jak najmniej uszczupliły podatki. – Laura odpowiadała spokojnie, nie okazując emocji, ale Tosia doskonale wiedziała, że kocha te swoje konta, procenty, ulgi i koszty.

– Po co zatrudniasz tych wszystkich ludzi, skoro sama sprawdzasz każdy papierek? – Tosia celowo próbowała wyprowadzić ją z równowagi. To był taki ich rytuał. Młodsza prowokowała, starsza nie traciła spokoju.

– Bo dobrze to wygląda, gdy przychodzą klienci. – Riposta była pozornie pozbawiona emocji, ale Tosia wiedziała, że, mówiąc to, Laura lekko się uśmiechnęła.

Choć były siostrami, to nikt w pierwszej chwili nie uważał tego za oczywiste. Przeciwnie, większość ludzi z zaskoczeniem reagowała na informację, że Tosia i Laura mają tych samych rodziców. Były tak różne, jak tylko można się różnić. Starsza z sióstr trzymała innych na dystans, była dość skryta i niewielu miało okazję usłyszeć jej głośny śmiech. Skrupulatna, uporządkowana absolwentka ekonomii szybko robiła karierę w księgowości. Miała świetną pamięć, lubiła się uczyć, więc dość szybko awansowała na samodzielne stanowisko w dużej firmie.

Wydawało się, że jest zadowolona, planowała kursy i szkolenia, które miały sprawić, że osiągnie założony cel – zostanie główną księgową. Jednak pewnego dnia zaskoczyła rodzinę, informując swoim rzeczowym głosem podczas niedzielnego obiadu:

– Odchodzę z firmy i zakładam własne biuro.

Nikt z nią nie dyskutował, bo wiadomo było, że jeśli Laura coś postanowiła, to tak właśnie zrobi. Ojciec po cichu zwierzał się ze swoich wątpliwości cioci Hani, ale ta była dobrej myśli.

– Przecież wiesz, że Laura ma zawsze wszystko dobrze przemyślane. Na pewno tak jest i teraz – pocieszała ojca. – Jestem pewna, że rozważyła wszystkie za i przeciw.

Z pewnością tak było, bo siostra Tosi w ciągu kilku lat nie tylko ukończyła wszystkie zaplanowane szkolenia, ale i rozwinęła firmę tak skutecznie, że obecnie zatrudniała ośmiu pracowników i obsługiwała największe firmy w regionie. To pozwoliło Laurze na realizację kolejnego celu – wzięła kredyt i kupiła lokal dla swojego biura rachunkowego na parterze nowo wybudowanego bloku na ulicy Klonowej, a bezpośrednio nad nim nabyła dwupokojowe mieszkanie dla siebie.

– Zamiast łożyć za wynajem, wolę spłacać kredyt – oświadczyła.

Tak, Laura była rozsądna i poukładana.

Tosia trochę jej tego zazdrościła, bo zdawała sobie sprawę, że jej tych cech brakuje. Owszem, chętnie poznawała nowe rzeczy, potrafiła wytrwale pracować i osiągać cele, ale kierowały nią zupełnie inne motywacje. Lubiła zmiany, wyzwania, z pasją rywalizowała. Za to szybko nudziła ją rutyna, więc sama myśl o tym, że robiłaby to samo miesiąc w miesiąc, wydawała jej się przerażająco nudna.

Mimo dzielących je różnic, siostry były mocno ze sobą zżyte. Tosia, choć nigdy się do tego nie przyznała, bardzo przeżyła wyprowadzkę Laury.

– Wreszcie będę miała pokój tylko dla siebie – siliła się na żartobliwy ton, ale przez pierwsze tygodnie boleśnie odczuwała brak wieczornych pogaduszek z siostrą.

Od czasu śmierci matki dziewczyny wspierały się we wszystkim i chociaż ciocia Hania matkowała im z wielkim oddaniem, to właśnie Laurze Tosia zwierzała się ze wszystkich sekretów i z nią dzieliła radości i smutki.

Nawet jeśli czasami sobie dokuczały i bywało, że miały odmienne poglądy na wiele spraw, to bez wątpienia ich więź była silna. Słowem, Tosia nie wyobrażała sobie życia bez siostry.

Dlatego właśnie teraz po prostu musiała do niej zadzwonić. Uznała, że to właśnie Laura powinna jako pierwsza dowiedzieć się o tym, co sama Tosia ze zdumieniem odkryła przed dwiema godzinami.

– To może nie powinnam ci przeszkadzać? – zapytała, z góry wiedząc, jaka padnie odpowiedź.

– Już mi przeszkodziłaś. Trzeba najpierw pomyśleć, a potem działać. Ale to przecież nie w twoim stylu – westchnęła Laura. – No, mów, co się stało?

Tosia tylko na to czekała. Nabrała tchu, przybliżyła telefon do ust i wyszeptała teatralnie:

– Zakochałam się!

Po drugiej stronie nastała cisza. Co prawda, trwała tylko kilka sekund, bo Laura potrafiła panować nad emocjami, ale Tosia znała ją doskonale i wiedziała, że informacja zaskoczyła ją.

– Kim jest szczęśliwy wybranek?

– To Oskar Wierzbicki.

– Nie pytam, jak się nazywa, ale kim jest. – Laury nie dało się zbyć byle czym.

– Jest dyrektorem handlowym w mojej firmie.

– A więc twoim szefem? Dobrze rozumiem?

– No tak – przyznała Tosia z niechęcią.

– A czy ty przypadkiem nie chciałaś startować na to stanowisko?

– Niby tak… – wzruszyła ramionami, choć siostra nie mogła tego widzieć. – Cóż, prezes zdecydował inaczej. Zanim zdążyłam zaproponować swoją kandydaturę, zatrudnił Oskara.

– Kiedy to wszystko się stało? Przecież rozmawiałyśmy raptem kilka dni temu i o niczym nie wspomniałaś…

– Oj, nie miałam kiedy – zniecierpliwiła się Tosia. – To się stało wczoraj.

– I chcesz powiedzieć, że w ciągu jednej doby zdążyłaś się zakochać? – Laura jak zawsze mówiła spokojnie i rzeczowo.

– Jak widzisz, zdążyłam. To taki grom z jasnego nieba, rozumiesz? Bum i stało się! Co ja poradzę?! Starałam się to powstrzymać, ze wszystkich sił się starałam, ale nie dałam rady!

– Jakoś niezbyt długo się opierałaś – zauważyła Laura. – Jeden dzień?

– Gdybyś go zobaczyła… – rozmarzyła się Tosia.

– Widzę takich każdego dnia. Wyglądają jak z produkcji seryjnej – oceniła Laura.

– E, co ty wiesz! Oskar jest inny. Inteligentny, dowcipny, miły – wyliczała. – Słucha uważnie, docenia kreatywność i potrafi przyznać kobiecie rację. A poza tym ma najbardziej błękitne oczy na całym świecie – zakończyła z przekonaniem.

– Czy on wie o tym twoim… zainteresowaniu? – Laura nie zareagowała w żaden sposób na tę listę zalet.

– No co ty! Zwariowałaś? Przecież znamy się dopiero dwa dni!

Tosia usłyszała, jak siostra z ulgą wypuszcza powietrze z płuc.

– Doskonale! Bo jeśli chcesz znać moje zdanie, to zalecam ci daleko posuniętą ostrożność. Pamiętaj, że to twój szef. Nie jest najlepszym pomysłem…

– O rany, Laura, ja cię nie proszę o pomoc w wyborze sukienki, tylko zwierzam ci się, że poznałam ekstra faceta! – Tosia nie kryła rozczarowania reakcją siostry.

Oczekiwała, że Laura podzieli jej entuzjazm, a przynajmniej, że wyrazi chęć wysłuchania jej zachwytów. Tymczasem siostra zareagowała z rezerwą, większą nawet, niż miała to w zwyczaju.

– Wiesz, że zawsze dobrze ci życzę. Ale mam pewne obawy…

– Przecież nie zamierzam mu się rzucać na szyję podczas zebrania menadżerów! Jeszcze nie zwariowałam!

Jednak mówiąc to, Tosia czuła, że te słowa podpowiada jej rozsądek. Bo serce mówiło, że zrobiłaby to z ochotą, gdyby tylko Oskar okazał jej zainteresowanie.

– Wiedziałam, że mądra z ciebie dziewczynka – podsumowała tymczasem Laura. – Uważaj na siebie, proszę.

– Dobrze, dobrze, dam sobie radę – uspokoiła siostrę. – Wracaj do rozliczeń, a ja tu sobie pomarzę…

– Tylko zdejmij nogi z zagłówka, bo go pobrudzisz – pożegnała ją Laura.

Tak, siostry znały się doskonale. Choć tym razem Tosia była trochę urażona reakcją Laury. Bo jak można nie podzielać zachwytu nad kimś takim jak Oskar?

 

*

 

– Dyrektor cię prosi. – Magda zajrzała do jej pokoju.

– Już idę. – Tosia zebrała z biurka kilka wydruków i wyszła na korytarz.

Okazało się, że sekretarka tam na nią czeka.

– Tośka, i jak? – wyszeptała, rozglądając się, czy nikt nie idzie.

– Ale co?

– No, jaki on jest?

– Normalny, jak to dyrektor – odparła wymijająco. – Bo co?

– Mnie się wydaje, że jakiś taki zarozumiały. – Magda wydęła usta. – Nie uśmiechnie się ani nic miłego nie powie…

– Może dba o poprawność – podsunęła Tośka. – Rozumiesz? Nie chce, żeby ktoś go posądził o mobbing.

– Wiesz, może ty masz rację? – ucieszyła się koleżanka. – Bo ja już zaczęłam się zastanawiać nad jego orientacją – mrugnęła porozumiewawczo.

No tak. Jeśli jakiś facet nie interesuje się Magdą, ona od razu podejrzewa go o homoseksualizm. – Tosia skrzywiła się lekko. – Nie mieści jej się w głowie, że ktoś po prostu może nie być nią zainteresowany.

Sekretarka prezesa taki już miała charakter. I Tosia była pewna, że nie wynika to wcale z jej głupoty czy próżności. Znała ją przecież i wiedziała, że to inteligentna dziewczyna. Można było z nią pogadać na różne tematy, ale jej postrzeganie mężczyzn było mocno spaczone powodzeniem, którego doświadczała od zawsze. Przyzwyczaiła się do tego, że znakomita większość facetów nie potrafiła oprzeć się jej urodzie, więc jakiekolwiek odstępstwo od tej reguły niepokoiło ją i rozdrażniało.

– Skoro uważasz, że jednak jest hetero, to spróbuję jeszcze – zdecydowała po krótkim namyśle. – To tylko kwestia czasu i okoliczności. W końcu nie wytrzyma – zakończyła pewnym siebie tonem.

Pewnie tak będzie. – Tosia posmutniała. – Magdzie zawsze wychodzi z facetami. Nie to, co mnie.

Minął tydzień, odkąd jadła z Oskarem służbowy lunch, i przez cały ten czas z trudem udawało jej się ukrywać swoje zafascynowanie dyrektorem. Oczywiście wiedziała, że nie może zdradzić swoich uczuć, ale za każdym razem, gdy widziała szefa, musiała bardzo mocno się starać, żeby skupić myśli na temacie rozmowy, a nie na pięknie wykrojonych ustach, które wypowiadały słowa.

Owszem, Tosia już kilka razy w życiu była zakochana, ale aż tak, to jeszcze nigdy. Bezmiar uczucia zaskakiwał ją samą. Na szczęście rozumiała, że musi panować nad emocjami, bo przecież nie chciała przez jakieś mrzonki stracić tego, na co pracowała kilka lat. Zresztą nie robiła sobie wielkich nadziei. Oskar Wierzbicki jak dotąd nie okazał jej większego zainteresowania, a jeśli konkurowała z nią Magda, to Tosia już czuła się na przegranej pozycji. Wolała więc, żeby nikt, nawet koleżanka, nie odgadł jej uczuć.

Na marzenia pozwalała sobie jedynie wieczorami, zamknięta w czterech ścianach własnego pokoju. W pracy ukrywała je skrzętnie pod maską profesjonalizmu.

– Pan dyrektor mnie prosił – zapukała i uchyliła drzwi od jego gabinetu.

Zrobił ręką zapraszający gest.

– Już trzy razy mówiłem, że wolę, żebyśmy zwracali się do siebie po imieniu – wskazał jej miejsce przy niewielkim stoliku. – Uważam, że to ułatwia pracę w zespole.

– Przepraszam – poczuła, że czerwieni się pod warstwą pudru. – Siła przyzwyczajenia. Dotychczas obowiązywały u nas raczej tradycyjne formy…

– Pora przełamać schematy – uśmiechnął się. – Stanowiska i tytuły to tylko słowa. A liczą się związki i relacje, zgodzisz się?

– Właściwie tak – skinęła głową. – Przyniosłam moje prognozy i ogólny plan strategii.

Położyła na stoliku wydruki.

W tym momencie rozległo się pukanie i do gabinetu wparowała Magda z tacą, na której stała filiżanka kawy.

– Pomyślałam, że pan dyrektor się napije – posłała Oskarowi swój popisowy uśmiech, a Tosia poczuła, że jej serce na chwilę się zatrzymuje. – Kofeina pomaga, zwłaszcza przy intensywnym wysiłku. Posłodziłam dwiema łyżeczkami, bo cukier pomaga zredukować stres.

Podeszła do stolika, kołysząc zmysłowo biodrami, i postawiła filiżankę przed Oskarem. Pochyliła się przy tym, prezentując, niby niechcący, idealnie opalony dekolt.

– Doceniam dobre chęci, ale od cukru mnie mdli – odrzekł spokojnie mężczyzna. – Wolę naturalny smak, bez dodatków. Poza tym nie lubię tego, co łatwe. Tylko prawdziwe wyzwania dają satysfakcję.

Magda zrozumiała, że jej aluzje spotkały się z ciętą reakcją i zacisnęła pomalowane na czerwono wargi.

– Postaram się o tym pamiętać następnym razem – odparła. – Chociaż osobiście uważam, że najpierw warto spróbować, a potem oceniać.

Tosia zachowała powagę, lecz w jej duszy coś aż śpiewało. Magda miała rację, Oskar z pewnością nie wykazywał zainteresowania sekretarką. Przynajmniej nie będzie mi przykro, że znowu z nią przegrałam – pomyślała z ulgą.

Scena, której była świadkiem, poprawiła jej humor. Omówiła założenia, które spisała dla Oskara, odpowiedziała na kilka jego pytań i była zadowolona z efektu, bo dyrektorowi wyraźnie spodobała się jej koncepcja.

– Właśnie o czymś takim myślałem – przyznał. – Od początku czułem, że jesteś kreatywna i masz ciekawą wizję przyszłości firmy.

– Dziękuję. – Miło było usłyszeć pochwałę z jego ust.

– A co powiedziałabyś na wspólny wypad wieczorem? – spojrzał pytająco.

– Taka integracja zespołu? Dobra myśl – odparła.

– Nie mówię o zespole. Chodzi mi o mnie i o ciebie – wyjaśnił.

– Słucham? – Nie była pewna, czy usłyszała to naprawdę z jego ust, czy górę wzięły jej marzenia.

– Zapraszam cię na kolację, to miałem na myśli. Oczywiście nie nalegam, żeby było jasne. Jeśli nie chcesz, to…

– Chcę! – zareagowała szybko.

Może za szybko – pomyślała w popłochu, ale było za późno.

Oskar uśmiechnął się.

– W takim razie przyjadę po ciebie o dwudziestej. Wyślij mi adres mailem.

Pokiwała tylko głową, bo nie potrafiła chwilowo wydusić z siebie ani słowa. Wyszła z gabinetu i oparła się o chłodną ścianę korytarza.

– Sama widziałaś! – Głos koleżanki przywołał ją do rzeczywistości. – Zimny jak ryba!

– Rzeczywiście – zgodziła się. – Strasznie cię obciął.

– Jeszcze zobaczymy! – Magda nie zamierzała się poddać. – Przekonam go do słodyczy!

Nie wydaje mi się – pomyślała Tosia.

 

 

Ciąg dalszy w wersji pełnej

 

 

 

Copyright © by Karolina Wilczyńska, 2020

Copyright © by Wydawnictwo FILIA, 2021

 

Wszelkie prawa zastrzeżone.

 

 

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

 

Wydanie I, Poznań 2021

 

Zdjęcia na okładce:

© imtmphoto/iStock

© Foxys_forest_manufacture/iStock

© nurdanst/iStock

 

 

Redakcja: Krystyna Sadecka

Korekta: SEITON, www.seiton.pl

Skład i łamanie: Barbara Wrzos, www.graphito.pl

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej:

„DARKHART”

Dariusz Nowacki

darkhart@wp.pl

 

 

eISBN: 978-83-8195-444-0

 

 

Wydawnictwo FILIA

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

kontakt@wydawnictwofilia.pl

 

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.