Piekielna miłość - K.N.Haner - ebook + audiobook + książka

Piekielna miłość ebook i audiobook

Haner K.N.

4,2

Opis

Zakończenie bestsellerowej serii Królowej dramatów!

Nicole

Czasami jedna chwila już na zawsze odmienia nasze życie. Kto powiedział jednak, że powinniśmy poddawać się temu, co przyniósł nam los? Dlaczego nie możemy się zbuntować, powiedzieć dość i zrobić wszystko po swojemu? Może dlatego, że nie mamy na to sił?

Wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że nie poznaję samej siebie. W lustrze widzę zupełnie obcą kobietę. Jedynie czego pragnę, to zapomnieć o tym, co mnie spotkało. Niestety każdy dzień przypomina mi, że tak naprawdę nic nie znaczę. Nie mam nic. Nie mam serca. Duszy. Przyszłości. Teraz jestem przecież po prostu zwykłą dziwką.

Marcus

Dojdę do samych bram piekieł, by ją odnaleźć, i wyrwę ją ze szponów tego, który chce nas zniszczyć. Poświęcę wszystko, co mam. Oddam duszę, która znowu żyje właśnie dzięki niej.

Zmieniłem się. Kiedyś wszystko, co robiłem, robiłem ze złości i poczucia niesprawiedliwości. Żyłem nienawiścią, pragnąłem zemsty na tych, którzy tak naprawdę nie powinni mnie obchodzić. Dobiłem do dna, a wtedy poznałem Nicole i to ona sprawiła, że zacząłem piąć się w kierunku światła. Teraz robię wszystko z miłości do tej jedynej. Nicole to moja miłość. Piekielna miłość.

Zakazany układ złamał Ci serce? Przygotuj się na Piekielną miłość!

K.N. Haner to pseudonim polskiej autorki, która w 2015 roku debiutowała powieścią Na szczycie. Książki z serii o Morfeuszu w szybkim czasie uzyskiwały status bestsellerów przyznawany przez i nadal cieszą się uznaniem czytelniczek literatury kobiecej. Autorka planuje jeszcze w tym roku wydać kilka nowych powieści, w tym nową serię pt. Sponsor. W głowie ma już mnóstwo pomysłów na następne książki i jako autorka poczytnej literatury dla kobiet na pewno nie powiedziała ostatniego słowa.

Prywatnie K.N. Haner jest osobą bardzo rodzinną, wesołą i otwartą. Uwielbia pisać, czytać i gotować. Kocha polskie morze i Mazury. Marzy jej się nurkowanie na rafie koralowej u wybrzeży Australii.

Jak wiele jest w stanie znieść kobieta, by nie utracić ostatniej iskierki nadziei na odnalezienie ukochanej osoby w brutalnym, pozbawionym zasad mafijnym świecie? Historia Nicole i Marcusa to przełom w twórczości K.N. Haner! Ta opowieść spędzi Ci sen z powiek, odciśnie na Tobie emocjonalne piętno i nie pozwoli pozostać wobec niej obojętnym!

Klaudia Pankowska-Bianek

Piekielna miłość to pozycja, w której nienawiść przeplata się z namiętnością. K.N. Haner pokazuje, jak prawdziwa miłość potrafi zniszczyć, i choć wszystko dookoła leży w gruzach, iskierka nadziei tli się do samego końca. To pozycja, która zgniecie Cię w proch, a potem pomoże Ci powstać jak Feniks z popiołów. Klimatyczna, mroczna i diabelsko wciągająca! Daj się porwać opowieści pełnej pasji podszytej zemstą i poznaj mafijny światek od środka.

Emilia Zaręba

Jeśli Zakazany układ był gorący, to doprawdy nie wiem, jak określić Piekielną miłość. Autorka zgotowała swoim bohaterom istne piekło na ziemi, podczas lektury grozi Ci więc emocjonalne spustoszenie. K.N. Haner coraz wyżej stawia sobie poprzeczkę, nie uwolnisz się ze szponów tej historii.

Angelika Zdunkiewicz

Druga część Serii Mafijnej ześle Twoją duszę na samo dno czeluści piekielnych, gdzie staniesz się naocznym świadkiem okrutnego oblicza miłości, gdy uczucie, zamiast uskrzydlać, doszczętnie wyniszcza. To rozpalająca zmysły historia, która Cię uwiedzie, odurzy i całkowicie zniewoli. Znienawidzisz ją, a mimo to nie będziesz w stanie przestać jej kochać. Pozostawi Twoje serce w totalnej rozsypce, lecz gwarantuję, że w tym roku żadna inna powieść nie zachwyci Cię równie mocno jak Piekielna miłość!

Anna Rydzewska

W świecie mafii kule potrafią poważnie zranić. Tym razem kula w postaci przepięknej historii trafi prosto w Twoje serce i zostanie tam na dłużej. K.N. Haner przedstawia dalsze losy Marcusa i Nicole, pełne intryg, seksu i emocji. Czy w świecie czarnych charakterów jest miejsce na miłość? Drugi tom zdecydowanie podgrzewa atmosferę i tylko utwierdza w przekonaniu, że po takie książki warto sięgać!

Kinga Ksel

Piekielna miłość brutalnie wrzuci Was w świat, w którym toczy się nieustanna walka nie tylko o lepsze życie i ukochaną osobę, ale także o samego siebie. To mafijny świat, a w nim może się zdarzyć absolutnie wszystko. Ta książka jest połączeniem przemocy z erotyką - mieszanka zupełnie obezwładniająca.

Martyna Piętka

Myślałyście, że nic już nie może Was zaskoczyć? W takim razie musicie sięgnąć po Piekielną miłość. To ekscytujące, brutalne, mroczne i piekielnie seksowne zwieńczenie historii Nicole i Marcusa. Przygotujcie się na jeszcze więcej akcji, mnóstwo dramatycznych momentów oraz na ogromną dawkę emocji przez duże "E". Czy miłość w brutalnym świecie mafii ma szansę przetrwać? Czy bohaterowie odnajdą swoje szczęśliwe zakończenie? A może ktoś zadba o to, aby zniszczyć szczęście kochanków? Jaki będzie finał tej budzącej niepokój mafijnej opowieści? Przekonajcie się same!

Katarzyna Górka

Mafia to bezwzględny świat, w którym nie można nikomu zaufać. W jednej chwili przyjaciel staje się wrogiem, a wróg przyjacielem. Świat, w którym miłość wystawiona zostaje na najcięższe próby. Świat, który nie jest bajką, tylko piekłem w najczystszej postaci. Piekielna miłość to jeszcze więcej dramatów, jeszcze więcej zwrotów akcji, a serca czytelników rozbijane są na drobne kawałki z każdą czytaną stroną. Historią Marcusa i Nicole K.N. Haner udowodniła, że polska autorka jest w stanie napisać erotyk na światowym poziomie.

Magdalena Szabelska

Wejdź do świata, w którym nie ma zasad, a ludzkie słabości mogą doprowadzić do śmierci. Niezwykle mroczne, diabelsko seksowne i niesłychanie wciągające zakończenie najbardziej zaskakującej historii tego roku! K.N. Haner nie pozwoli Wam zmrużyć powiek ani na chwilę, ale za to zagwarantuje noc pełną niezapomnianych marzeń. Nadszedł czas na ostateczne starcie, które wielokrotnie złamie Wasze serca!

Klaudia Aleksandra Grabowska

Przelać słowa na papier nie jest trudno, ale przelać na niego emocje to już wyczyn. Piekielna miłość jest wręcz naładowania emocjami. Bohaterowie startują w wyścigu o przetrwanie, w którym miłość wymaga wielu poświęceń. Droga jest trudna - wyruszasz na własne ryzyko. Nie zapomnij o zapięciu pasów, bo ta książka to jazda bez trzymanki na najwyższym biegu.

Katarzyna Zięcina

Niebezpieczny świat Marcusa i Nicole kusi jeszcze bardziej. Namiętność i pożądanie, które spalą wszystko, co stanie bohaterom na drodze. Zemsta i determinacja silniejsze niż dotychczas. Czy masz odwagę poznać ostateczny finał wendety i miłości w mafijnym wydaniu?

Urszula Wesołowska

Mocna opowieść o strachu, zemście, nienawiści i pożądaniu. Pełna napięcia, szokująca, niezwykle wciągająca i wywołująca lawinę skrajnych emocji. Taka właśnie jest Piekielna miłość. Jesteś gotowa na podróż do brutalnego świata mafii, w którym przetrwać może tylko najsilniejszy? Na rozpalenie zmysłów i pobudzenie wyobraźni? Koniecznie sięgnij po najnowszą powieść Królowej Dramatów i daj się porwać w wir namiętności. Satysfakcja gwarantowana.

Karolina Koza

Tego się nie da opowiedzieć! Piekielna miłość jest niczym ostra kuchnia - smakujemy jej zachłannie, a następnie szukamy orzeźwienia, które czasem przychodzi zbyt późno. Powróć do świata Nicole i Marcusa i daj się ponieść niezapomnianym emocjom, które pozostaną z Tobą na długo po lekturze.

Patrycja Łazowska

Piekielna miłość to mroczny powrót K.N. Haner, po którym długo się nie pozbieracie. Historia Marcusa i Nicole ponownie złamie Wam serce i pozostawi w emocjonalnej rozsypce. Bo w mafii, gdzie liczą się tylko władza, zemsta i pieniądze, nie ma miejsca na sentymenty, a tym bardziej na miłość. Liczne i niespodziewane zwroty akcji sprawią, że nikomu już nie będziecie ufać. W tym świecie nic nie jest pewne...

Julia Lewandowska

Druga część najnowszej serii K.N. Haner to istny rollercoaster. Trójkąt Marcus, Nicole, Aleks to mieszanka wybuchowa, która dostarczy Wam tylu wrażeń, że nie odłożycie tej książki aż do ostatniej strony. Brutalny i bezwzględny świat mafii, w którym największy wróg może zostać twoim przyjacielem, a przyjaciel śmiertelnym wrogiem, pozostanie w Waszych sercach na długo. Dajcie się porwać Piekielnej miłości i poznajcie zakończenie najbardziej wybuchowej i najlepszej serii K.N. Haner

Michalina Janczak

Piekielna miłość to książka, którą musisz przeczytać. To namiętność, która nigdy nie wygasa, mafia, z której nigdy się nie odchodzi, a także ludzie, którzy nigdy nie wybaczają. To niespodziewane zwroty akcji i przeszłość, z którą trzeba się rozliczyć. Gorąco polecam!

Żaneta Domurad

Piekielna miłość jest idealnym zwieńczeniem historii Marcusa i Nicole. Myślicie, że już znacie brutalny świat mafii? Zdziwicie się, jak bardzo Was wciągnie historia, w której aż kipi od emocji. Miłość i pasja. Strach i ból. Władza i pieniądze. Królowa Dramatów K.N. Haner pokazuje, że jest w szczytowej formie pisarskiej i oddaje w nasze ręce mistrzowskie dzieło.

Justyna Niedźwiecka

Zakazany układ wprowadził nas w gangsterski świat pełen brutalności i osobistych dramatów. W Piekielnej miłości wszystko jest zwielokrotnione! Miłość, nienawiść, dramat, przemoc, walka łączą się ze sobą, tworząc wybuchową mieszankę, która zostawi swój ślad na długo po przeczytaniu historii Nicole i Marcusa! Genialne zakończenie Serii Mafijnej pokazuje, że K.N. Haner to autorka z talentem do wgniatania nas w fotel. Jestem zdecydowanie na tak!

Nikola Gaszczyńska

W świecie mafii niczego nie można brać za pewnik. Jednego dnia ktoś jest twoim przyjacielem, a następnego wbija ci nóż w plecy. Czy w takim świecie istnieje szansa na miłość? Jeżeli określaliście Zakazany układ mianem mrocznej i zaskakującej powieści, jak w takim razie określicie Piekielną miłość? K.N. Haner ponownie zaskakuje i serwuje swoim czytelnikom prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Jest to najmroczniejsza powieść w dorobku tej autorki. Uzależnia jak najlepszy narkotyk.

Justyna Matysewicz

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 499

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 50 min

Lektor: Czyta: Daria Brudnias

Oceny
4,2 (31 ocen)
19
5
3
1
3
Sortuj według:
iga315

Nie polecam

Pierwsza część była ok. 7/10 a ta jest okropna. Czytelnik stara się w czuć w tragedię głównej bohaterki ale ona nie za bardzo sama czuje tą tragedię. Główna bohaterka jest idiotka która się z wszystkimi bzyka pomimo tego że ma faceta... Reszta recenzji to spoiler. !!!!!!!!!!!!!!! SPOILER!!!!!!!!!!!!!!!! Główna bohaterka po gwałcie dość szybko przechodzi do zabaw erotycznych. Jest tak wspaniała, że wszyscy ją kochają na zabój Paul, Marcus, Diego, Alex, Swietłana chciała się z nią naee przespać a nawet Siergiej ją uwielbia... Nie no wspaniała... Chyba chodzi jedynie o wygląd bo nie ma zbyt równo pod kopułą jak bzyka się z każdym, miźgoli i do każdego lgnie. Książka jest infantylna, główna bohaterka niby taka silna a jednocześnie delikatna a jest zwyczajnie zdzirowata. Zabrali jej dziecko a ona zamiast go szukać to zajmuje się miłostkami i jedzie na wczasy... Nie no nie nie nie... Jeszcze chce sobie zrobić drugie... Nie zliczę ilu ludzi i ile razy ją porwało i chciało ale im się nie uda...
00
EdytaCiach33

Nie oderwiesz się od lektury

bardzo wciągająca .
00
MartiniSprite

Nie polecam

Gniot! Mam w zwyczaju kończyć książki które rozpoczęłam, męczyłam się niemiłosiernie by dotrwać do końca opowiesci o puszczalskiej kobiecie i wszystkich jej fagasach. Akacja wymyślona na siłę.
00
agata417

Całkiem niezła

Sięgnęłam po tę książkę tylko dlatego, że chciałam wiedzieć co było dalej. Niepotrzebnie pożyczyłam od koleżanki ksiązki tej autorki, gdy siedziałam na kwarantannie. Niby człowiek wie, że ksiązki to tylko czyjaś fantazja ale, że ktoś ma we łbie takie głupoty jest wręcz śmieszne. "Biedna" Nicole kt
00

Popularność




K.N. Haner

Piekielna miłość

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Autor oraz Wydawnictwo HELION dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz Wydawnictwo HELION nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce.

Redaktor prowadzący: Barbara Lepionka

Fotografia na okładce została wykorzystana za zgodą iSock.

Wydawnictwo HELION ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice tel. 32 231 22 19, 32 230 98 63 e-mail: editio@editio.pl WWW: http://editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

ISBN: 978-83-283-4728-1

Copyright © Helion 2018

Poleć książkęKup w wersji papierowejOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » nasza społeczność

Dla Emilii Zaręby, która ma słabość do naprawdę złych książkowych facetów, a Aleksander zdecydowanie się do nich zalicza. Oraz dla wszystkich moich kochanych Czytelniczek, które tak długo czekały na finał tej historii. Dajecie mi siłę i wiarę, że to, co robię, ma sens. Dziękuję za to z całego serca!

Piekielna miłość brutalnie wrzuci Was w świat, w którym toczy się nieustanna walka nie tylko o lepsze życie i ukochaną osobę, ale także o samego siebie. To mafijny świat, a w nim może się zdarzyć absolutnie wszystko. Ta książka jest połączeniem przemocy z erotyką – mieszanka zupełnie obezwładniająca.

Martyna Piętka,fantastyczny-swiat-ksiazeek.blogspot.com

Myślałyście, że nic już nie może Was zaskoczyć? W takim razie musicie sięgnąć po Piekielną miłość. To ekscytujące, brutalne, mroczne i piekielnie seksowne zwieńczenie historii Nicole i Marcusa. Przygotujcie się na jeszcze więcej akcji, mnóstwo dramatycznych momentów oraz na ogromną dawkę emocji przez duże ,,E". Czy miłość w brutalnym świecie mafii ma szansę przetrwać? Czy bohaterowie odnajdą swoje szczęśliwe zakończenie? A może ktoś zadba o to, aby zniszczyć szczęście kochanków? Jaki będzie finał tej budzącej niepokój mafijnej opowieści? Przekonajcie się same!

Katarzyna Górka,katherinethebookworm.blogspot.com

Mafia to bezwzględny świat, w którym nie można nikomu zaufać. W jednej chwili przyjaciel staje się wrogiem, a wróg przyjacielem. Świat, w którym miłość wystawiona zostaje na najcięższe próby. Świat, który nie jest bajką, tylko piekłem w najczystszej postaci. Piekielna miłość to jeszcze więcej dramatów, jeszcze więcej zwrotów akcji, a serca czytelników rozbijane są na drobne kawałki z każdą czytaną stroną. Historią Marcusa i Nicole K.N. Haner udowodniła, że polska autorka jest w stanie napisać erotyk na światowym poziomie.

Magdalena Szabelska,booksbymags.blogspot.com

Wejdź do świata, w którym nie ma zasad, a ludzkie słabości mogą doprowadzić do śmierci. Niezwykle mroczne, diabelsko seksowne i niesłychanie wciągające zakończenie najbardziej zaskakującej historii tego roku! K.N. Haner nie pozwoli Wam zmrużyć powiek ani na chwilę, ale za to zagwarantuje noc pełną niezapomnianych marzeń. Nadszedł czas na ostateczne starcie, które wielokrotnie złamie Wasze serca!

Klaudia Aleksandra Grabowska,zaczytanawniesamowitychksiazkach.blogspot.com

Przelać słowa na papier nie jest trudno, ale przelać na niego emocje to już wyczyn. Piekielna miłość jest wręcz naładowania emocjami. Bohaterowie startują w wyścigu o przetrwanie, w którym miłość wymaga wielu poświęceń. Droga jest trudna – wyruszasz na własne ryzyko. Nie zapomnij o zapięciu pasów, bo ta książka to jazda bez trzymanki na najwyższym biegu.

Katarzyna Zięcina,facebook.com/Pisanie-czytanie-moja-pasja-129488524236520

Niebezpieczny świat Marcusa i Nicole kusi jeszcze bardziej. Namiętność i pożądanie, które spalą wszystko, co stanie bohaterom na drodze. Zemsta i determinacja silniejsze niż dotychczas. Czy masz odwagę poznać ostateczny finał wendety i miłości w mafijnym wydaniu?

Urszula Wesołowska,zaczytanawiedzma.blogspot.com

Mocna opowieść o strachu, zemście, nienawiści i pożądaniu. Pełna napięcia, szokująca, niezwykle wciągająca i wywołująca lawinę skrajnych emocji. Taka właśnie jest Piekielna miłość. Jesteś gotowa na podróż do brutalnego świata mafii, w którym przetrwać może tylko najsilniejszy? Na rozpalenie zmysłów i pobudzenie wyobraźni? Koniecznie sięgnij po najnowszą powieść Królowej Dramatów i daj się porwać w wir namiętności. Satysfakcja gwarantowana.

Karolina Koza,kociara-mojepasje.blogspot.com

Tego się nie da opowiedzieć! Piekielna miłość jest niczym ostra kuchnia – smakujemy jej zachłannie, a następnie szukamy orzeźwienia, które czasem przychodzi zbyt późno. Powróć do świata Nicole i Marcusa i daj się ponieść niezapomnianym emocjom, które pozostaną z Tobą na długo po lekturze.

Patrycja Łazowska,molinkaksiazkowa.blogspot.com

Piekielna miłość to mroczny powrót K.N. Haner, po którym długo się nie pozbieracie. Historia Marcusa i Nicole ponownie złamie Wam serce i pozostawi w emocjonalnej rozsypce. Bo w mafii, gdzie liczą się tylko władza, zemsta i pieniądze, nie ma miejsca na sentymenty, a tym bardziej na miłość. Liczne i niespodziewane zwroty akcji sprawią, że nikomu już nie będziecie ufać. W tym świecie nic nie jest pewne…

Julia Lewandowska,instagram.com/jules.reads

Druga część najnowszej serii K.N. Haner to istny rollercoaster. Trójkąt Marcus, Nicole, Aleks to mieszanka wybuchowa, która dostarczy Wam tylu wrażeń, że nie odłożycie tej książki aż do ostatniej strony. Brutalny i bezwzględny świat mafii, w którym największy wróg może zostać twoim przyjacielem, a przyjaciel śmiertelnym wrogiem, pozostanie w Waszych sercach na długo. Dajcie się porwać Piekielnej miłości i poznajcie zakończenie najbardziej wybuchowej i najlepszej serii K.N. Haner

Michalina Janczak,michalinowebuki.blogspot.com

Piekielna miłość to książka, którą musisz przeczytać. To namiętność, która nigdy nie wygasa, mafia, z której nigdy się nie odchodzi, a także ludzie, którzy nigdy nie wybaczają. To niespodziewane zwroty akcji i przeszłość, z którą trzeba się rozliczyć. Gorąco polecam!

Żaneta Domurad,milionyksiazek.blogspot.com

Piekielna miłość jest idealnym zwieńczeniem historii Marcusa i Nicole. Myślicie, że już znacie brutalny świat mafii? Zdziwicie się, jak bardzo Was wciągnie historia, w której aż kipi od emocji. Miłość i pasja. Strach i ból. Władza i pieniądze. Królowa Dramatów K.N. Haner pokazuje, że jest w szczytowej formie pisarskiej i oddaje w nasze ręce mistrzowskie dzieło.

Justyna Niedźwiecka,kasikrecenzuje.blogspot.com

Zakazany układ wprowadził nas w gangsterski świat pełen brutalności i osobistych dramatów. W Piekielnej miłości wszystko jest zwielokrotnione! Miłość, nienawiść, dramat, przemoc, walka łączą się ze sobą, tworząc wybuchową mieszankę, która zostawi swój ślad na długo po przeczytaniu historii Nicole i Marcusa! Genialne zakończenie Serii Mafijnej pokazuje, że K.N. Haner to autorka z talentem do wgniatania nas w fotel. Jestem zdecydowanie na tak!

Nikola Gaszczyńska,youtube.com/c/JestemnaTAK

W świecie mafii niczego nie można brać za pewnik. Jednego dnia ktoś jest twoim przyjacielem, a następnego wbija ci nóż w plecy. Czy w takim świecie istnieje szansa na miłość? Jeżeli określaliście Zakazany układ mianem mrocznej i zaskakującej powieści, jak w takim razie określicie Piekielną miłość? K.N. Haner ponownie zaskakuje i serwuje swoim czytelnikom prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Jest to najmroczniejsza powieść w dorobku tej autorki. Uzależnia jak najlepszy narkotyk.

Justyna Matysewicz,coffee-cup90.blogspot.com

Nicole

Czasami jedna chwila już na zawsze odmienia nasze życie. Kto powiedział jednak, że powinniśmy poddawać się temu, co przyniósł nam los? Dlaczego nie możemy się zbuntować, powiedzieć dość i zrobić wszystko po swojemu? Może dlatego, że nie mamy na to sił? Wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że nie poznaję samej siebie. W lustrze widzę zupełnie obcą kobietę. Moje myśli są obce, a ja jedynie pragnę zapomnieć o tym, co mnie spotkało. Niestety każdy dzień przypomina mi, że tak naprawdę nic nie znaczę. Nie mam nic. Nie mam serca. Duszy. Przyszłości. Teraz jestem przecież po prostu zwykłą dziwką.

Cztery tygodnie i dwa dni. Tyle czasu minęło od najgorszego dnia mojego życia. Wtedy wszystko, w co wierzyłam, co kochałam i czego pragnęłam, zostało mi brutalnie odebrane. Nie mam tu na myśli godności czy szacunku do samej siebie. Chodzi o mojego synka, którego więcej nie zobaczę. Tak bardzo chciałabym mieć pewność, że nic mu nie jest. Jego płacz śni mi się po nocach. Nawet nie wiem, czy on żyje, chociaż gdzieś w głębi siebie czuję, że tak. Skąd to poczucie? Nie wiem. Po prostu tak podpowiada mi serce. Serce matki, którą jestem, a która nigdy nie weźmie w ramiona swojego dziecka. Kocham je, odkąd się o nim dowiedziałam. Pragnęłam dać mu wszystko, co najlepsze.  

Nie ochroniłam go, niestety, przed konsekwencjami mojej znajomości z Marcusem. Nie ochroniłam go, a to przecież był mój obowiązek. Potrząsam głową, bo nie chcę o nim myśleć. To jego wina. Wszystko wina Marcusa.

Kobieta, która się mną opiekuje, ma na imię Lupita. To dojrzała i bardzo spokojna Meksykanka, która ma w oczach coś, co sprawia, że nie mam ochoty skończyć ze sobą. Dopóki nie będę miała pewności, że mój synek żyje, nie mogę być tak samolubna. Zrobię wszystko, by go odnaleźć, ale najpierw muszę stąd uciec, zanim minie mój okres ochronny i będę musiała spotkać się z moim pierwszym klientem. Na samą myśl robi mi się niedobrze. Jak miałabym to robić? Co będzie, jeśli do tego czasu nie uda mi się uciec? Źle się czuję i na razie nie mam na to sił. Powinnam obmyślić jakiś plan, ale nie potrafię się skupić, bo w głowie ciągle słyszę płacz mojego synka. Jak z zaciętej płyty odtwarzam w myślach moment, gdy widziałam go przez te kilkanaście sekund. Jedynie rączki i zarys główki. Nawet nie wiem, jakie ma oczka i czy chociaż nosek ma po mnie? A może po ojcu? Żołądek zaciska mi się na myśl o Paulu. Gdyby żył, naszemu synkowi nic by nie groziło. Aleksander nie zabrałby mi małego, a ja mogłabym spokojnie go wychować. Jakie to uczucie, gdy ktoś wbrew twojej woli praktycznie wyrywa ci serce? Okropne. Najgorsze z możliwych. Poczucie winy i bezradności zżera mnie od środka. Co mogłam zrobić, by uchronić moje maleństwo przed takim losem? Mam pretensje do całego świata. Do samej siebie. Do Aleksa. Gaza. Paula… Największy żal mam jednak do Marcusa. Obiecał mi, że zadba o nas. Obiecał, że ochroni i nie pozwoli skrzywdzić. Przyrzekał, że kocha. To wszystko okazało się być kłamstwem. Nienawidzę kłamców. Nienawidzę Marcusa. Nienawidzę go.

Lupita właśnie przyniosła mi kolację. Jak zwykle puka, zanim wejdzie do środka i położy na łóżku tacę z jedzeniem. Doskonale wie, co odpowiem, a mimo to czeka, aż się odezwę.

— Nie jestem głodna — szepczę, siedząc pod oknem na fotelu. Odnoszę wrażenie, że ta kobieta chciałaby ze mną porozmawiać, ale nie ma odwagi zapytać o to, co dokładnie mnie spotkało. Z tego co zdążyłam się zorientować, budynek, w którym mieści się ten cały burdel, znajduje się na terytorium należącym do miejscowego gangu. Najwidoczniej to wszystko powiązane jest z Aleksandrem, bo on jest tu naprawdę kimś ważnym. Wszyscy mówią o nim per Pan i naprawdę się go boją. To Meksyk, miejsce bez zasad i praw. Tutaj jesteś kimś lub totalnie nikim. Ewentualnie jesteś dziwką bądź trupem.

— Musisz jeść, kochanie. Klienci nie lubią przytulać się do samych kości. — Spoglądam na nią i mrużę oczy. Za każdym razem przypomina mi o tych pieprzonych facetach, którzy tu przychodzą. W domu mieszka dziewięć dziewczyn, ja jestem dziesiąta. Każda z nas ma swój pokój, w którym to wszystko się odbywa. Oprócz mnie jest jeszcze jedna, która urodziła i jest w okresie ochronnym. Zamieniłam z nią kilka słów. Ojcem jej córeczki jest któryś z jej klientów, ale nie wie który. Lupita oddała dziewczynkę do pobliskiego kościoła, by tam się nią zajęli. W głowie nie mieści mi się, jak to wszystko wygląda. To koszmar, który dzieje się na moich oczach. Słyszę jęki i krzyki tych dziewczyn. Widzę tych obleśnych facetów, którzy przychodzą się tu zabawić. Każda z nich ma dziesięciu, a nawet dwunastu klientów dziennie. Całodobowo. Bez ograniczeń. Bez możliwości odmowy. Robią to, bo nie widzą dla siebie lepszej przyszłości. Okłamują same siebie, że im tu dobrze, bo dostają za to pieniądze i mają możliwość rozwiązania swoich problemów. Tak naprawdę to ucieczka od życia. Ale czy ja mam prawo je oceniać? Sama uciekałam przed życiem. Byłam na takim etapie, że nawet chciałam je zakończyć, a teraz? Tak bardzo chciałabym po prostu… żyć.

Schodzę na dół, do kuchni, bo muszę się napić. Codziennie rano Lupita przygotowuje tu dla wszystkich śniadanie, obiad i kolację. Zanosi jedzenie dziewczynom, które nie schodzą na posiłki. Niektóre z nich w danym momencie po prostu nie mogą, bo mają klientów. Sztuczne uśmiechy dziewczyn to tylko przykrywka. W ich oczach widać strach i żal, ale żadna się nie sprzeciwia. Boją się syna Lupity, który próbował dobrać się do mnie już kilkakrotnie. Lino to menda. Maminsynek, który nie potrafi załatwić czegokolwiek inaczej niż siłą pięści. Dopóki nie minie sześć tygodni od porodu, jestem tu bezpieczna, bo Lupita dba o to, ale potem… Nie wiem, czy zdążę uciec do tego czasu. A co, jeśli nie ucieknę?

Leżę i wpatruję się w sufit. Zza ściany słyszę odgłosy, których naprawdę wolałabym nie słyszeć. To właśnie synek Lupity zabawia się z jedną z dziewcząt. Zakrywam głowę poduszką i zasłaniam dłońmi uszy. Lino ma dziś chyba zły dzień, bo pobił kilka godzin wcześniej jedną z dziewczyn, a teraz znowu zaczyna się awanturować. Słyszę mocne uderzenie, a potem huk trzaskanego szkła. Jej krzyk. Jego wrzask. Kurwa! Nie wytrzymam tu. Naciągam na siebie koc i chcę zniknąć.

Interwencja Lupity łagodzi sytuację, ale nie na długo. Każdej nocy czekają tu na mnie takie rewelacje, bo klienci też nie mają w zwyczaju dobrze obchodzić się z dziewczynami. Większość z nich ma poobijane twarze, blizny, które tuszują makijażem. Za kilka tygodni będę wyglądać tak samo. Oddycham ciężko i kolejny raz sięgam po tabletkę nasenną. Nie wiem, co w nich jest, ale pomagają mi. Popijam wodą i już po chwili czuję, jak moje powieki robią się ciężkie. Świat zaczyna wirować. Ogarnia mnie spokój, a dziwna euforia wypełnia moje ciało. Lubię ten stan, bo przestaję wtedy myśleć o czymkolwiek. Zasypiam szybko, a ulga przeobraża się w koszmary senne. Ta chwila między momentem, zanim zasnę, a świadomością, jak wygląda moje życie, jest bezcenna. Moje serce bije wtedy spokojnie i miarowo. Mój oddech jest lekki i nie boli. Niczego się nie boję, bo przez tę jedną sekundę wierzę w to, że nie skończę jako dziwka w meksykańskim burdelu.

***

Przez środki uspokajające i nasenne tracę poczucie czasu i rzeczywistości. Gdy nie wezmę tabletki, zaczynam odczuwać dziwny głód. To uzależnienie, i doskonale o tym wiem. Środki psychotropowe, a może nawet narkotyki? Nie zagłębiam się w to, bo właśnie sięgam po kolejną tabletkę, by przetrwać kolejną noc.

Śni mi się Marcus. Jak to możliwe? Nie śnił mi się ani razu, odkąd tu jestem. To nie koszmar, ale budzę się cała spocona i zdyszana. Nagle ogarnia mnie przeczucie, że być może on już nie żyje. Po tamtych wydarzeniach mogło się przecież stać naprawdę wszystko. Siadam na łóżku. W domu panuje dziwna cisza, ale nie tym się teraz martwię. Obwiniam go, a może nie mam prawa? Uwierzyłam mu, a może nie powinnam? Jeślibym mu nie uwierzyła, toby mnie nie zawiódł, bo niczego bym od niego nie oczekiwała. Ufałam mu. Kochałam go. Boże! Zasłaniam twarz dłońmi. Naprawdę go kochałam, a teraz nie potrafię. I tak zapewne nigdy więcej go nie zobaczę, ale na tę myśl łzy napływają mi do oczu. Środek nasenny przestaje działać, więc biorę kolejną tabletkę. Haj jest teraz moim wybawcą.

***

Mam gdzieś jechać, ale nie wiem, gdzie. Totalnie skołowana wstaję z łóżka i idę pod prysznic. Nie wiem nawet, która godzina. Zataczam się do drzwi, a potem wchodzę pod prysznic. Jestem naćpana, ale tak mi jest najlepiej. Wtedy nic nie słyszę, nie widzę, nie myślę. Tak jakby mnie nie było.

Lupita pośpiesza mnie, a ja pierwszy raz od tygodni wychodzę z domu. Poraża mnie światło słoneczne. Krzywię się, bo to wręcz boli. Skóra parzy mnie od gorących promieni. Mam wrażenie, że zaraz spłonę w słońcu, jak wampir. Zamykam oczy i potykam się o własne nogi. Czuję, że ktoś łapie mnie i ratuje od upadku. To męskie dłonie — to zauważam jako pierwsze. Zapach piżma wpada do moich nozdrzy, a ja podnoszę głowę.

— Zostaw mnie! — szarpię się, bo nie zniosę czyjegoś dotyku.

— Diego, jedźcie już! — wtrąca Lupita, zwracając się do mężczyzny, który nadal mocno i pewnie trzyma mnie za ramiona. Chwieję się i uspokajam.

— Dobrze się czujesz? — mężczyzna pyta cicho, tak jakby chciał, by nikt więcej nie usłyszał. Spoglądam na niego. Pierwsze, co dostrzegam, to duże brązowe oczy i kilkudniowy zarost.

— Co? — Potrząsam głową, by skupić myśli.

— Jedźcie już! — powtarza Lupita, a chwilę później już siedzę w samochodzie. Na szczęście szyby są przyciemnione, a gorące promienie słoneczne nie palą mi skóry. Opieram głowę o zagłówek i spoglądam we wsteczne lusterko. Coś dziwnego ściągnęło mój wzrok. Oblizuję spierzchnięte wargi i wpatruję się w te brązowe oczy, które patrzą na mnie. Ten facet to kierowca? Czy może kolejny alfons? Diego, tak ma na imię. To jedyne, co pamiętam sprzed chwili.

— Dobrze się czujesz? — znowu o to pyta.

— A jak myślisz? — odpowiadam, a on odwraca się do mnie.

— Mam ci powiedzieć, co myślę, czy to, co chcesz usłyszeć, Nicole? — Zaskakuje mnie tym, że zna moje imię. Unoszę brew i kręcę głową, że nie wiem. On uśmiecha się drwiąco i odwraca, by włączyć silnik. Kto to jest? Czemu mam dziwne wrażenie, że to ktoś od Aleksa?

Gdy w końcu udaje mi się skupić, jesteśmy już w połowie drogi. Chce mi się pić, a dłonie trzęsą mi się jak alkoholikowi. Rozpinam pas, bo mi duszno, a po chwili kręci mi się w głowie.

— Zatrzymaj się… — oddycham głęboko, by zwalczyć nudności.

— Nie mogę, jestem na głównej drodze — odpowiada, ale zwalnia i odwraca się na sekundę. — Pytałem, czy źle się czujesz — dodaje.

— Jestem na głodzie. Potrzebuję wody i tych tabletek, które przynosi mi Lupita — odpowiadam wprost. Potrzebuję ich, i to natychmiast. Mam świadomość tego, że moje uzależnienie staje się silniejsze ode mnie. Na tym właśnie to polega, ale jest za późno, bym umiała nad tym zapanować — Proszę… — dodaję błagalnie.

— Myślałem, że masz silniejszą wolę i twardszy charakter, Nicole — znowu mówi tak, jakby mnie znał. Nie mam jednak ochoty zastanawiać się nad tym, kto to jest i co o mnie wie. Wyciągam dłoń, gdy sięga do schowka po niedużą torebeczkę tych właśnie tabletek. Jak narkoman, trzęsącymi rękoma odbieram od niego jedną i połykam bez popitki. — Zrobili to specjalnie — dodaje po chwili.

— Co? — krzywię się.

— Uzależnili cię, byś się nie stawiała. Wiesz, gdzie jedziesz? — pyta, a ja znowu kręcę głową. Od jakiegoś czasu straciłam poczucie rzeczywistości i tego, co tu robię. Dopiero teraz dociera do mnie, że może mój okres ochronny już się skończył. O Boże! Nie. Nie chcę tego. Oddech mi przyśpiesza. Spoglądam w panice we wsteczne lusterko i znowu patrzę w oczy Diego. — Dziś mija dokładnie sześć tygodni, Nicole. Masz wizytę u ginekologa, a jutro przyjmiesz pierwszego klienta — wyjaśnia i mówi dalej. — Nie licz ich, bo stracisz rachubę po tygodniu. Jeśli będziesz potrzebowała czegoś mocniejszego niż te tabletki, daj mi znać. Słuchaj się Lupity, a będzie dobrze.

— Będzie dobrze? — prycham pod nosem. — Czemu mówisz mi takie rzeczy? Jak ma być dobrze, skoro od jutra mam stać się dziwką?! — te słowa wypowiadam już z nieukrywaną złością.

— Byłaś nią już wtedy, gdy żył Paul. — Wpatruję się w niego i jestem coraz bardziej skołowana. Wiem jednak, że nie odpowie mi na pytanie, kim jest. Diego odwraca wzrok i nagle skręca. Zatrzymuje auto i odwraca się, by porozmawiać. — Ożyły wspomnienia? — pyta, ale nie wyczuwam w jego tonie złości. To raczej obojętność lub pogarda. Trudno powiedzieć.

— Skąd tyle o mnie wiesz? — pytam i przyglądam mu się lepiej. Próbuję przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek wcześniej go widziałam. Zapamiętałabym jednak tę męską twarz, no i te oczy... Naprawdę piękne, choć ogromnie tajemnicze. Mam wrażenie, że raczej go nie widziałam, ale w tym stanie trudno mi normalnie myśleć. Diego odpina pas i wysiada z auta. Otwiera drzwi pasażera i podaje mi dłoń, bym poszła z nim. Jestem zaskoczona, ale coś w środku podpowiada mi, bym mu zaufała.

— Jesteś gotowa na to, co cię czeka? — Mija chwila, zanim Diego zadaje mi to pytanie. Przeszliśmy kawałek dalej, ale nie mam pojęcia, gdzie jestem. To raczej obrzeża miasta, ale nawet nie wiem którego. Jedyne, co wiem na pewno, to to, że jestem w Meksyku.

— Nie… — kręcę głową i przystaję na moment.

— Co zamierzasz z tym zrobić?

— Po co te pytania? — Spoglądam na niego — Kim jesteś?! — Diego nie odpowiada, ale uśmiecha się. Nic nie rozumiem — Powiedz coś… — dodaję cicho, a on podchodzi do mnie. Chwyta moją brodę i patrzy mi prosto w oczy.

— Jestem człowiekiem Modano — potwierdza moje przypuszczenia. — Ale z mojej strony niczego się nie obawiaj, Nicole. Ja po prostu robię, co muszę, a teraz mam za zadanie sprawdzić, czy na pewno wszystko z tobą w porządku.

— Nic nie jest w porządku — prawie szepczę. — Wiesz, gdzie jest mój synek? — pytam jeszcze ciszej.

— Zapomnij o nim — powtarza te same słowa co Gaz. Nie mam siły krzyczeć ani się wykłócać, by mi powiedział. Wiem, że to nic nie da. Pragnę jedynie mieć pewność, że on żyje. Chcę wiedzieć tylko to.

— Nie umiem. Zabraliście mi go, a razem z nim wszystko, co dla mnie ważne i wartościowe — próbuję zagrać mu na uczuciach. Chociaż nie wiem, czy w ogóle je ma. Nic o nim nie wiem. Kim on naprawdę jest? Po co Aleks chce wiedzieć, czy ze mną wszystko w porządku?

— To nie moja sprawa — zbywa mnie i puszcza moją brodę. Odwraca się i wraca do auta, a ja czekam chwilę, zanim do niego dołączę. Przez jedną sekundę myślę o ucieczce, ale nawet nie wiem, gdzie mogłabym się ukryć. Do kogo się zgłosić? Policja tutaj jest przecież tak skorumpowana, że nie mam co na nią liczyć. Chwytam za klamkę i waham się chwilę. Rozglądam się, bo może jakimś cudem wypatrzę szansę na pomoc. Nic takiego jednak się nie dzieje. To nie film, nie bajka. Nie przylatuje po mnie Superman, nie przyjeżdża książę na białym rumaku, nie zjawia się oddział antyterrorystyczny czy chociażby mój ukochany, który oddałby za mnie życie. Jeśli się kogoś kocha, można zrobić dla tej osoby wszystko. Ja zrobiłabym wszystko dla mojego dziecka, ale nie mam takiej możliwości. Muszę poddać się temu, jak wygląda teraz moje życie. Nie mam w sobie sił, by walczyć. Skąd mam je mieć, skoro nie ma we mnie nawet malutkiej cząstki nadziei?

Schodzę z fotela ginekologa i, spuszczając wzrok, zaczynam się ubierać. Jest mi bardzo niezręcznie, bo ten lekarz to prawdziwy gbur. Zero uśmiechu, żadnego „dzień dobry”. W dodatku był niedelikatny i czuję, jak wszystko mnie teraz boli. Odwracam się, by założyć majtki, a on nagle podchodzi do mnie.

— Nie ubieraj się. Musisz zapłacić mi za wizytę — mówi i chwyta mnie za nadgarstki.

— Co?! — piszczę. — Nie! — uderzam go, ale on popycha mnie na fotel. Metalowy pręt wbija się w moje plecy, a jego kolano wsuwa się między moje.

— Nie stawiaj się, dziwko. Jestem twoim pierwszym klientem! — śmieje się szyderczo i zaczyna szarpać się z moją bluzką. Leciutki materiał łatwo się rozrywa i obnaża moje nagie piersi. — Świeżutka jesteś, Amerykaneczko. Cipkę też masz w porządku — dodaje i napiera na mnie. Jego łapska są obleśnie lepkie i sprawiają mi ból. Próbuje odwrócić mnie tyłem, ale nie udaje mu się to. Wyrywam się i wybiegam z gabinetu. Jestem spanikowana i roztrzęsiona. Wpadam na kogoś. Chcę go odepchnąć, ale silne męskie ramiona obejmują mnie. Czuję znowu zapach piżma i wiem, że to Diego.

— Pomóż mi. Pomóż. Pomóż. Pomóż — powtarzam bez końca. Obejmuję go, jakby był dla mnie jedynym ratunkiem. Wiem, że nie jest, ale w tym momencie chcę w to wierzyć.

— Diego, co jest?! — słyszę za plecami głos tego pseudolekarza. Klinika, do której przyjechaliśmy, to też jakaś przykrywka, bo nikogo prócz nas tu nie ma. Gabinet może i jest prawdziwy, ale raczej nie przychodzą tu zwykłe kobiety. To po prostu miejsce, gdzie „badają” zapewne wszystkie te dziewczyny, a potem zapłatą za wizytę jest seks z tym obleśnym lekarzem. Boże! Zamykam oczy, bo jeśli Diego mi nie pomoże, to zaraz przeżyję swoją inicjację. On jednak obejmuje mnie, poprawia mi rozerwaną koszulkę i odpowiada:

— Lupita rozliczy się z tobą innym razem.

Nie mam odwagi spojrzeć w bok, ale po chwili już jesteśmy na zewnątrz. Uspokajam się, choć wiem, że to tylko odwlekanie w czasie chwili, w której spotkam się z pierwszym klientem. Wzdycham z ulgą i opieram się o nagrzaną słońcem ścianę budynku. Milczę przez chwilę, zanim udaje mi się zebrać myśli.

— Dziękuję… — zwracam się do Diego.

— Będę miał przez to problemy — odpowiada, a ja zamieram. Co to znaczy? Po co to w takim razie zrobił? Patrzę pytająco, bo nie wiem, co dalej. Odwiezie mnie tam z powrotem czy nie? — Chcesz spotkać się z Aleksem? — pyta nagle. Znowu jestem w totalnym szoku. On żartuje? Myśli kołują mi w głowie, bo wyczuwam podstęp, a z drugiej strony tak bardzo łudzę się, że to właśnie Aleks ma mojego synka.

— Tak, chcę — odpowiadam po chwili.

— Pomogę ci, ale nie licz na to, że przekonam Modano do czegokolwiek. — Kiwam lekko głową, a w moim sercu rozbłyska nagle iskierka nadziei. Nie wiem, kim dokładnie jest Diego i czego będzie chciał w zamian, ale to moja jedyna szansa na to, by dowiedzieć się, gdzie jest mój syn. Jeśli Aleks powie mi, gdzie on jest, to mogę być nawet jego dziwką. Zrobię wszystko, by mój malutki chłopczyk do mnie wrócił.

Aleksander

Od tamtej chwili minęło dokładnie pół roku. Nigdy nie zapomnę tego, jak Flawia stanęła w progu mojej posiadłości, by wyznać mi pewną niewygodną prawdę o moim życiu. To, co wtedy od niej usłyszałem, sprawiło, że moja nienawiść do rodziny Accardo wzrosła do niewyobrażalnych rozmiarów. Gosposia Marcusa uświadomiła mi, że ja i on jesteśmy braćmi. Nie jestem w stanie tego zrozumieć i zaakceptować. Jak? Jakim, kurwa, cudem moja matka miała romans z Christopherem Accardo? W głowie układam przeróżne scenariusze, ale wiem, że nigdy nie poznam odpowiedzi na mnożące się pytania. Moja matka i Christopher przecież już nie żyją.

Dziś mija także sześć tygodni od dnia, w którym miał początek mojej zemsty. Planowałem akcję porwania Nicole bardzo długo, by wszystko poszło po mojej myśli. Nie przewidziałem przedwczesnego porodu, ale to jedynie wszystko ułatwiło, bo mogłem od razu odesłać Nicole do piekła na ziemi. Sześć tygodni w burdelu zapewne zniszczyło jej psychikę. Dziewczyna uzależniła się od prochów, a teraz już wszystko będzie bardzo proste. Kazałem Diego pilnować, by nikt jej nie dotknął, dopóki nie minie odpowiedni czas. Wiem, co zaboli Marcusa najbardziej, bo wiem, co on do niej czuje. Będę dawkował mu informacje, a on z nadzieją będzie myślał, że jest coraz bliżej, by ją odnaleźć. W końcu dowie się, że Nicole jest u mnie. Dowie się prawdy o sześciu tygodniach w burdelu, ale nie pozna szczegółów. Nie będzie wiedział, że Nicole nie przyjmowała klientów, a sam będzie dopisywał sobie przeróżne scenariusze. Następnie z myślą, że jego ukochana była tam najzwyklejszą dziwką, zapewne postrada zmysły. A jeśli nie, to pokażę mu wszystkie filmy, na których zamierzam pieprzyć jego słodką Nicole, a potem ją zabiję. Może na jego oczach? Sam nie wiem, ale smak zemsty jest tak kurewsko dobry.

Wiem, że Diego już przywiózł Nicole. Czuję się dziwnie na myśl, że zaraz ją zobaczę. Nie mogę jednak pozwolić, by Marcus ją odnalazł. A do tego brakuje przecież tak niewiele. Moja zemsta na rodzinie Accardo dopiero się zaczyna. Nie jestem w stanie zemścić się bezpośrednio na starym, bo ten już nie żyje. Gdybym wtedy wiedział to, co teraz, nie zabiłbym go. Najpierw zadałbym mu maksymalną ilość bólu za to, co zrobił mojej matce. Kula w łeb to zdecydowanie za mało za to, co zrobił mojej rodzinie. Niestety… nie wiedziałem, a teraz mogę zemścić się jedynie na Marcusie — synu Christophera Accardo, który jest moim bratem. Niedobrze mi na myśl, że w naszych żyłach płynie ta sama krew. On o tym wie? Nie mam pojęcia, bo Flawia nie powiedziała mi nic na jego temat. Po prostu pół roku temu przyjechała bez zapowiedzi i — jak gdyby nigdy nic — oznajmiła, że ja i Marcus jesteśmy braćmi. Miała dowody w postaci badań, które Christopher zrobił zaraz po moim urodzeniu. Między nami jest jedynie kilka miesięcy różnicy. Te myśli zadręczają mnie. Nie mogę spać, jeść, normalne myśleć. To jak drzazga pod skórą, której nie mogę usunąć.

— Mam ci ją tu przyprowadzić? — słyszę nagle głos Diego. Podnoszę wzrok i dostrzegam, że stoi w progu mojej sypialni. Diego to mój przyszywany brat. Mój ojciec… Znaczy facet, który mnie wychował razem z moją matką, znalazł go któregoś razu podczas akcji przejmowania dużej ilości kokainy. Diego był wtedy niemowlakiem, a moja matka miała za dobre serce i przygarnęła go pod nasz dach. Chroniła go przed tym, co robił jej mąż, i nie pozwoliła, by stał się gangsterem. Dla odmiany jest psem, a tym samym zapewnia mi spokój ze stróżami prawa, którzy są skorumpowani i tańczą, jak im zagram.

— Szybko się uwinąłeś — stwierdzam i wstaję. Sam nie wiem, czy chcę ją teraz widzieć. — Jest na prochach? — pytam.

— Tak, na podwójnej dawce — odpowiada i wchodzi do środka. — Po co to wszystko, Aleks? Nie możesz jej po prostu odesłać do Marcusa? — sugeruje, a ja mierzę go wzrokiem.

— Może od razu też oddam jej syna, co? — warczę i przechodzę obok niego. — Przyprowadź ją, ale ma być wykąpana! — dodaję i sam udaję się pod prysznic. Jestem zły, bo Diego to taki dobry dzieciak. Nie jest dumny z tego, co robi, ale ze względu na mnie… musi. Doskonale wie, że inaczej po prostu dostanie kulę prosto w serce.

Po prysznicu idę zajrzeć do małego Paula. Nie mam miękkiego serca do takich małych dzieci, ale on naprawdę jest całkiem fajnym brzdącem. Niewiele płacze, dużo je i ma oczy Nicole. Przyłapuję się na tym, że właśnie znowu o tym pomyślałem. Muszę dobrze jej pilnować, by nie zorientowała się, że zaraz za ścianą jest jej dziecko, za którym zapewne bardzo tęskni. Odebrałem jej wszystko, co mogłem, a kiedyś nadejdzie chwila, że odbiorę jej także jej kurewskie życie.

Słyszę kroki za drzwiami. Wiem, że to Diego prowadzi do mnie Nicole. Staram się zachować spokój, ale w środku czuję naprawdę dziwny ścisk. Po sekundzie wchodzą do środka, a ja od razu patrzę na nią. O kurwa! Wygląda źle. Naprawdę źle. Jest wychudzona i totalnie naćpana lekami i prochami. Nawet chyba nie kontaktuje, a gdy podchodzę do niej i chwytam ją za brodę, patrzy na mnie, ale nie ma pojęcia, gdzie jest. Jej spojrzenie jest puste, ale tak piękne, jak zapamiętałem.

— Źle to wygląda — mówię do Diego.

— Sam kazałeś dawać jej te prochy, Aleks.

— Wiem, ale teraz już możesz spieprzać. Zajmę się nią. — Jednym spojrzeniem daję Diego do zrozumienia, że ma nie dyskutować. Zostaję z Nicole sam na sam, ale ona ledwo trzyma się na nogach, więc pozwalam jej usiąść na moim łóżku.

— Co mi powiesz, dziwko? — pytam, kucając obok. Nicole i tak nie kontaktuje. Jest na totalnym haju. Ma zapadnięte policzki i nadal jest brudna. Powinienem zawołać Diego i opierdolić go za to, że jej nie wykąpał, ale nie mam ochoty na awantury. Sam to zrobię, a potem po prostu ją zerżnę. Długo na to czekałem.

Idę do łazienki i napełniam wannę gorącą wodą, a następnie przyprowadzam Nicole. Odtrąca moją dłoń, gdy zaczynam ją rozbierać, ale to chyba jedynie odruch obronny. Spogląda na mnie, ale nic nie mówi. Wpatruje się tymi wielkimi oczami w moją twarz.

— Wykąpiesz się — mówię, bo nie wiem, czy mnie poznała. Ona kiwa jedynie i grzecznie pozwala, bym ją rozebrał. Zdejmuję jej koszulkę, pod którą nie ma stanika. Jej piersi są ładne i krągłe. Nie znam się, ale nie wyglądają jak u kobiety, która urodziła dziecko. Może to kwestia tego, że nie karmiła? Nie mam pojęcia. Podobają mi się, więc bez wahania dotykam ich. Nicole wtedy po raz drugi próbuje mi się sprzeciwić.

— Nie… — mówi, a tak naprawdę szepcze. Spogląda na mnie spod gęstych rzęs i widzę, jak bardzo chciałaby powiedzieć więcej, ale jej ciało nie współgra z umysłem. To, co dzieje się teraz w jej głowie, to totalna panika.

— Właśnie, że tak! — Uderzam ją w twarz. Dość lekko, ale na tyle, by wiedziała, że nie żartuję.

— Dlaczego? — pyta i chyba zaczyna mnie poznawać. — Gdzie jest mój synek? — dodaje, ale nie odpowiadam. Rozbieram ją do naga i mimo jej niechęci każę wejść do wanny. Nicole wie, że nie ma ze mną żadnych szans. Lubię na nią patrzeć, gdy jest taka zupełnie bezbronna. Świadomość, że pożąda jej mój największy wróg, daje mi dodatkowo dzikie poczucie satysfakcji. Marcus wścieknie się, wiedząc, że to ja teraz pieprzę jego kobietę. Jej widok w wannie totalne mnie podnieca. Nawet taka wychudzona i naćpana ogromnie na mnie działa.

Kąpiel trwa dość długo, bo jej ruchy są powolne. Pilnuję, by umyła się starannie, a potem prowadzę ją prosto do mojego łóżka. Rozbieram się do naga. Nicole jest już nieco bardziej kontaktowa i w końcu pierwszy raz wymawia moje imię.

— Nie rób mi tego, Aleks… — Spoglądam na nią, zakładając prezerwatywę na swojego kutasa. Mam jednak gdzieś to, czego ona chce, a czego nie. Teraz jest moją dziwką i pokażę jej, co należeć będzie do jej obowiązków.

— Zrobimy to razem, Nicole — śmieję się drwiąco, bo jest tak słaba, że nie ma nawet siły wstać z łóżka. Popycham ją, by się położyła. Nicole zapiera się rękoma, ale jej opór nie sprawia mi żadnego problemu. Chwytam jej nadgarstki i unieruchamiam je nad głową, a ona od razu przestaje się szarpać. Kucam między jej szeroko rozłożonymi udami i naciągam do końca prezerwatywę.

— Podnieca cię pieprzenie naćpanej dziewczyny? — nagle słyszę zza pleców głos Diego. Odwracam się, a on stoi w progu i gapi się na nas.

— A ty tu czego?! — warczę, ale się nie zakrywam. On nie raz widział mnie w takiej sytuacji, bo wie, że seks to coś, co bardzo lubię, i nigdy go sobie nie odmawiam.

— Dostałem cynk o przemycie broni, ale musimy jechać tam razem — oznajmia i widzę, jak ze współczuciem patrzy na tę małą dziwkę. Ja również na nią spoglądam, ale ona chyba po prostu zasnęła.

— Mam dziś inne plany, Diego.

— Aleks, serio? — mimo mojej niechęci, on wchodzi dalej.

— Wypierdalaj stąd, Diego! — podnoszę głos i schodzę z łóżka. Zakładam bokserki, by nie świecić kutasem tuż przed nim.

— Kazałeś mi ją chronić przez sześć tygodni, a dziś sam chcesz ją zerżnąć? Zamów sobie dziewczyny, a jej daj spokój. Wystarczająco już przez ciebie wycierpiała! — stawia mi się, ale to takie w jego stylu. Mój mały braciszek i jego zasrane poczucie sprawiedliwości.

— Jeśli nie zamkniesz ryja, to sam zaraz ją zerżniesz. Chcesz? — Wskazuję dłonią na łóżko. — No, dalej, gówniarzu! — Podchodzę do niego i chwytam go za kark. Mimo że jesteśmy podobnej postury, Diego kuli się i patrzy na mnie ze wściekłością. — Rozbieraj się! Już! — Popycham go w stronę łóżka.

— Oszalałeś?! — krzyczy na mnie. Jest przerażony, bo wie, że nie żartuję.

— Wyciągaj kutasa i bierz się za nią, bo rozpierdolę ci łeb! — Sięgam po rewolwer ze stolika pod oknem i celuję w niego. Nie mam skrupułów i on doskonale o tym wie.

— Aleks, kurwa!

— Rozbieraj się! — cedzę przez zaciśnięte zęby i podchodzę do niego. Przystawiam mu lufę do skroni. — Liczę do dziesięciu! — dodaję.

— Nie zrobię tego…

— Raz!

— Rób, co chcesz, ale nie każ robić tego mnie! — Widzę strach w jego oczach.

— Dwa!

— Aleks!

— Trzy! Jeśli masz problem ze wzwodem, to zwal sobie konia! Cztery! — podpowiadam.

— Kurwa! — Mój braciszek sięga do rozporka.

— Pięć! — Diego zsuwa nieco swoje spodnie i wyciąga kutasa. Pokazuję lufą, by przeszedł do rzeczy, ale on nadal się waha. — Sześć!

— Mam tak po prostu ją zerżnąć?! — pyta w panice, a ja za to doskonale się bawię. Lubię być panem sytuacji.

— To takie, kurwa, trudne, cioto?! — zaczynam się szyderczo śmiać. — No, już! — Znowu w niego celuję.

— Nienawidzę cię, ty pojebany skurwielu — stwierdza, czym jeszcze bardziej mnie rozbawia. Ile razy już to od niego słyszałem? Na szczęście i tym razem jestem górą. Diego rozbiera się, a ja rzucam mu gumki. Nicole nadal leży nieruchomo i nie ma kontaktu z rzeczywistością. Nawet nie będzie pamiętała, że coś takiego miało miejsce. Daję mu krótką chwilę, by się podniecił, i znowu zaczynam liczyć.

— Siedem! — Celuję w niego, ale on już kładzie się na niej. Uśmiecham się drwiąco, bo zabiera się do tego, jakby nigdy nie pierdolił żadnej kobiety. — Osiem, Diego! Rusz dupę i wsadź kutasa w jej cipkę! — naśmiewam się, bo naprawdę zachowuje się jak pieprzony prawiczek. Bawi mnie to, ale nie przerywam zabawy. Chcę zobaczyć, jak ją pieprzy, a potem sam to zrobię. — Dziewięć! — przekręcam magazynek rewolweru, by myślał, że nie żartuję. Staję z boku, chcę dokładnie widzieć to, co robi. Widzę, jak patrzy na nią ze współczuciem, ale doskonale wiem, że Nicole mu się podoba. To śliczna dziewczyna i tylko ślepy nie zwróciłby na nią uwagi — Dziesię…

— Dobra, już! — Diego krzyczy na mnie w panice, a ja się śmieję.

— No to już, gówniarzu! Dawno chyba nie ruchałeś, bo taki roztrzęsiony jesteś! — śmieję się raz jeszcze. Diego odwraca wzrok i chwyta w dłoń kutasa. Palcami lekko sprawdza cipkę Nicole, a następnie sam nawilża ją własną śliną.

— Zrobię jej krzywdę — mówi jeszcze.

— Pierdoli mnie to! — przestaje mnie to bawić. Wchodzę na łóżko i znowu celuję mu prosto w głowę. — No, już! — krzyczę, a gdy nie widzę reakcji, przystawiam broń do głowy Nicole. — Zapierdolę ją, jeśli nie zaczniesz jej pieprzyć! — ostrzegam go i to na szczęście skutkuje. Sekundę później Diego pcha mocno, a Nicole nagle unosi powieki.

— Nie… — jęczy, a jej oczy wypełniają się łzami. Leży jednak bez ruchu, jakby sparaliżowana.

— Dalej, Diego — rozkazuję, a on zaczyna się poruszać. Łapię się na tym, że podnieca mnie widok pieprzących się ludzi. Często oglądam pornosy, ale to przecież nie to samo. Nie znałem swojego braciszka z tej strony, ale to chyba tylko na pokaz. Nagle zaczyna robić to naprawdę ostro i mocno. Kładzie się na niej całym ciężarem ciała i napiera coraz bardziej.

— O, kurwa… — jęczy Diego, a ja się uśmiecham. Odkładam rewolwer i biorę telefon, by ich nakręcić. Ten filmik przyda mi się za jakiś czas.

— Niezły z ciebie ogier, gówniarzu — stwierdzam, a on spogląda na mnie ze wściekłością.

— Zamknij się, Aleks! — warczy i znowu pcha. Wątłe ciało Nicole poddaje mu się. Zamknęła oczy, ale widzę stróżki łez spływające po jej policzkach. Bezwładnie rozłożyła ręce po bokach, ale nie wiem, czy cokolwiek czuje. Może nie? I to chyba lepiej dla niej. Diego wtula głowę w jej włosy i nie jestem pewien, ale chyba zaczyna szeptać jej coś do ucha. Mam to w dupie. Jego i tę jego zasraną poprawność. Ona i tak zapewne go nie słyszy. Jej cycki falują pod naporem jego ostrych pchnięć, a mnie kurewsko to podnieca. Odkładam telefon na stolik i, nie wyłączając nagrywania, postanawiam się do nich przyłączyć. Jeszcze nigdy nie zabawiałem się z jedną laską i z Diego. Zakładam kolejną prezerwatywę i wchodzę na łóżko. Diego patrzy na mnie totalnie zdezorientowany.

— Skończyłeś? Teraz moja kolej! — Chcę go z niej zepchnąć, ale on nagle stawia mi się. Wychodzi z niej i zaczyna się ze mną szarpać.

— Nie zrobisz jej tego, popaprańcu! — Uderza mnie, a ja padam na plecy. Odbijam się od materaca, a Diego rzuca się na mnie. — Nie pozwolę na to, ty chory skurwysynie! — Zaczyna okładać mnie pięściami, a ja jestem w tak niewygodnej pozycji, że nie mam nawet jak się obronić. Zaczynamy się szarpać. Wrzeszczę na niego, że go zabiję, ale to nic nie daje. Jestem totalnie wściekły, rozjuszony i wiem, że po wszystkim po prostu strzelę mu w łeb. Jak mógł mnie tak znieważyć?! No jak?!

— Zginiesz, ty pierdolony psie! — grożę mu, ale jego następny cios jest tak mocny, że pozbawia mnie przytomności.

Nicole

Kręci mi się w głowie. Nie wiem, gdzie jestem, a gdy tylko otwieram oczy, zaczynam wymiotować. Świat wiruje, a ja nie panuję nad swoim ciałem. Drżę i jęczę, bo mam wrażenie, że wszystko mnie boli. Głowa mnie boli. Oczy mnie bolą. Usta. Skóra. Włosy. Paznokcie.

— Ja pierdolę… — burczę, a następnie nagle czuję czyjąś obecność.

— Spokojnie, Nicole — to głos Diego. Rozpoznaję go, a dopiero po chwili orientuję się, że jestem w samochodzie. Daję mu sobie pomóc, bo jestem tak zdezorientowana, że nie wiem, co się dzieje. Wysiadamy, a on podtrzymuje mnie i czeka, aż skończę rzygać. Czuję żwir pod gołymi stopami. Mija kolejna chwila, zanim uświadamiam sobie, że okryta jestem jedynie zakrwawionym prześcieradłem. Mam w głowie totalną pustkę. Pamiętam jedynie to, jak Diego zapinał mi pas w aucie, a potem miał zabrać mnie do Aleksa. Nie wiem, co było później… i chyba nie chcę wiedzieć.

— Gdzie jesteśmy? — pytam cicho. Praktycznie nie mam siły stać na własnych nogach. Wraca mi powoli świadomość ciała i właśnie czuję, że stało się coś naprawdę okropnego. Boli mnie całe krocze i już chyba wiem, skąd ta krew na prześcieradle, które właśnie zaciskam kurczowo na piersi. Spoglądam na Diego ze strachem w oczach. On mi to zrobił? Boże. Chcę się od niego odsunąć, ale potykam się o coś i prawie upadam. Diego łapie mnie, ale ja czuję, że to właśnie on mnie skrzywdził.

— Nie dotykaj mnie! — piszczę, gdy ratuje mnie od upadku.

— Nicole, ja chcę ci tylko pomóc — mówi spokojnie, a ja tak cholernie chciałabym mu uwierzyć.

— Co się stało? Gdzie ja jestem? — Staram się uspokoić. Chyba nie mam wyjścia i w tym momencie jestem zdana tylko na niego.

— Jesteśmy w Nowym Jorku — odpowiada i pomaga mi wsiąść do auta. Następnie przystawia mi do ust butelkę z wodą i poi mnie małymi łyczkami. W Nowym Jorku? Ile czasu podróżuje się z Meksyku do Nowego Jorku? Zanim zacznę się zastanawiać nad tym wszystkim, muszę się porządnie napić. Jestem słaba, a pragnienie mam tak wielkie, jakbym nie miała w ustach wody od wieków. Mija dłuższa chwila, zanim powoli się uspokajam. Spoglądam na Diego, a on kuca przy mnie. Milczymy, a ja staram się pojąć, co się dzieje.

— Jak…? — pytam, ale tak naprawdę nie wiem, od czego zacząć.

— Zabrałem cię stamtąd — odpowiada Diego. — Aleks chciał zrobić ci krzywdę, ale nie mogłem na to pozwolić — dodaje. W jego głosie słyszę złość, ale nie jest ona wymierzona we mnie. Trudno mi uwierzyć w moje szczęście, ale chyba naprawdę jestem bezpieczna.

— Ta krew na prześcieradle, to… — głos mi drży. — Moja krew? — dopytuję, ale doskonale wiem, że tak.

— Niestety tak. — Diego znowu patrzy na mnie ze współczuciem. — Ale też Aleksa… — Chwyta mnie za dłoń. — Już nikt nigdy nie zrobi ci krzywdy. Obiecuję — dodaje z taką powagą, że nagle robi mi się ciepło na sercu.

— Dziękuję — odpowiadam i zsuwam się z siedzenia, by go przytulić. Diego najpierw zastyga, ale po chwili obejmuje mnie lekko. To pierwszy raz od tak długiego czasu, kiedy czuję się bezpieczna. Nie mam pojęcia, kim on jest i dlaczego to robi, ale staram się wierzyć w to, co mówi. To moja jedyna nadzieja.

Tkwimy w uścisku dłuższą chwilę, aż nagle zaczyna dzwonić jego komórka. Wracam do auta, a Diego wstaje i odchodzi kawałek, by porozmawiać. Rozglądam się, ale nie poznaję miejsca, w którym jesteśmy. To chyba dopiero obrzeża Nowego Jorku, bo wokół nas praktycznie nic nie ma. Pustkowie, a gdzieś w oddali migają światła tego wielkiego miasta. Znowu dopada mnie zmęczenie, a oczy same się zamykają. Walczę z tym, ale nie mam szans. Zasypiam spokojnie, bo nie chcę na razie myśleć o tym, co zrobił mi Aleks. Moje ciało jednak czuje to wszystko i pamięta. Dobrze, że umysł nie chce tego pamiętać.

Budzę się cała spocona i zaniepokojona. Drżą mi ręce, a serce wali jak szalone. Leżę w łóżku w jakimś pokoju, a obok pali się jedynie lampka nocna. Wiem, że moje samopoczucie to sprawka leków, od których jestem uzależniona. Muszę je wziąć. Natychmiast. Wstaję, ale nogi się pode mną uginają. Gdzie jest Diego? Rozglądam się, a uczucie paniki rośnie. Pieprzone dragi! Upadam na podłogę, ale nic nie czuję — nic poza tym, że zaraz zwariuję, jeśli nie wezmę kolejnej dawki. Dostrzegam pod oknem stoliczek nakryty obrusem i jakimś cudem udaje mi się tam podpełznąć. Ściągam obrus, a szklanka i karafka z wodą spadają na podłogę i rozbijają się w drobny mak. Jak w hipnozie szukam między szkłem białych tabletek, bo myślę, że właśnie tu je znajdę. Kaleczę sobie dłonie, ale nie czuję bólu. Krew rozmywa się z wodą, a ja przebieram kolejne kawałki szkła.

— Kurwa mać… — klnę, bo nie widzę białych malutkich tabletek. Potrzebuję ich. Już. Teraz. Rozglądam się, ale świat zaczyna mi wirować. Chcę wstać, ale gdy kucam, tracę równowagę i wpadam w szkło, a spory kawałek wbija mi się w dłoń. — Ała… — jęczę, bo dopiero teraz poczułam ból.

— Nicole! Co ty wyprawiasz? — słyszę nagle głos Diego. Podbiega do mnie i bierze mnie na ręce. Czuję jego ciepłe ciało tuż przy moim. Dopiero gdy sadza mnie na łóżku, dostrzegam, że ma na sobie jedynie ręcznik owinięty wokół bioder. Kuca obok mnie, jest mokry od wody, a w jego włosach nadal jest piana od szamponu. Zaczynam się histerycznie śmiać, ale nie wiem czemu. To silniejsze ode mnie. — Nicole! — Diego potrząsa mną, bo widzi, że praktycznie nie kontaktuję. Myślę i czuję, ale nie umiem tego wyrazić. Śmieję się i patrzę na swoje pokaleczone dłonie. — Będziesz mi robiła takie numery, to się pogniewamy! — mówi poważnie, ale ja nadal chichoczę.

— Leki. Daj mi leki — mówię jedynie.

— Nie, koniec z dragami — odpowiada i chce opatrzyć moją rękę.

— Daj mi leki — powtarzam i wyrywam mu dłoń.

— Nicole, przestań! — warczy na mnie. — Jesteś uzależniona, ale poradzisz sobie z tym. Pierwsze dni będą najgorsze, ale potem będzie lepiej — dodaje, ale ja nie mam zamiaru go słuchać. Odpycham go tak mocno, że upada na tyłek, a sama wstaję i… nie wiem, co zrobić dalej. Diego patrzy na mnie z wyczekiwaniem, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że i tak nie mam z nim szans.

— Gdzie są leki?! — krzyczę na niego. Podchodzę do komody pod lustrem i otwieram każdą szufladę po kolei. Jest w nich jedynie trochę bielizny i jakieś dokumenty. Wyrzucam wszystko na podłogę i jak obłąkana szukam dłonią fiolki z lekami. Jedna szuflada. Druga. Trzecia. — Diego, kurwa, gdzie są moje leki?! — wrzeszczę na niego. Zaraz zwariuję, jeśli ich nie wezmę. — Gdzie je schowałeś?! Gdzie!? — Podchodzę do niego i chcę go uderzyć. On chwyta moje dłonie i patrzy na mnie z żałością. — Daj mi jedną, ostatnią. Proszę! — Szamoczę się, ale on trzyma mnie mocno. — Ostatnią, kurwa! Ostatni raz! Błagam! — Nagle czuję łzy pod powiekami. Krzyczę dalej, ale on jest niewzruszony. Wysłuchuje obelg, moich wrzasków, nie reaguje jednak na mój atak szału. Po jakimś czasie jestem wykończona. Mój organizm buntuje się z braku narkotyku, a ja opadam bez sił w ramiona Diego.

— Musisz to przetrwać — mówi i siada na łóżku, ze mną na kolanach. — Musisz być silna, Nicole. Dasz sobie radę. Pomogę ci. — Gładzi mój policzek w bardzo czuły sposób. Naprawdę trudno mi uwierzyć w to, że ktoś taki stanął na mojej drodze i wyrwał mnie z mojego piekła. Cokolwiek będzie dalej, muszę wierzyć, że będzie lepiej.

Wcale nie jest lepiej. Kolejne godziny to dla mnie męka. Kręcę się i nie mogę zasnąć. Diego pilnuje mnie na każdym kroku, a ja odchodzę od zmysłów. Wszystko zaczyna mnie boleć. Kurwa! Udaje mi się zasnąć, ale zaraz budzą mnie koszmary. I tak całą noc. W końcu nad ranem zasypiam, bo jestem totalnie wykończona. Dręczą mnie kolejne złe sny, ale chyba po prostu nie mam siły, by się obudzić, więc tkwię w tym koszmarze. Koszmarze sennym, a potem przychodzi jawa… i wcale nie jest lepiej.

Czekam na moment, aż Diego w końcu zaśnie. Nie jest przecież cyborgiem i nawet jego w końcu dopadnie zmęczenie. Dzieje się to dopiero kolejnej nocy, gdy udaję, że śpię. Powieki Diego opadają, a ja wstaję powoli. Wiem, że w tym pokoju nie ma żadnych leków ani dragów, więc muszę iść do samochodu. Chcę wyjść, ale drzwi są zamknięte. Kurwa! Nawet nie wiem, gdzie jesteśmy. To hotel? Podchodzę do okna, ale naprzeciwko widzę jedynie opuszczoną kamienicę. Dostrzegam jednak auto zaparkowane na dole. To na pewno auto Diego — myślę i bez wahania powolutku otwieram okno. Nie wiem, co robię. Kierują mną chore emocje wywołane brakiem dawki leków. Wychodzę na parapet i zastygam na sekundę. To jakieś trzecie piętro, a do ziemi mam co najmniej kilka metrów. Zimne powietrze wpada do moich nozdrzy. Para bucha z moich ust, a ja robię krok w bok. Chcę dojść do drabinki i zejść nią na dół. Przylegam do ściany i na chwilę zamykam oczy. Mam lęk wysokości, ale potrzeba zażycia kolejnej dawki jest silniejsza niż strach. Jeszcze kilka kroków i udaje mi się dotrzeć do metalowych schodów. Czuję chłód, ale nie zważam na to, mimo że mam na sobie jedynie jakąś koszulkę. Staję na metalowym podeście, który trzeszczy pod ciężarem mojego ciała. Nogi mi drżą, ale ruszam dalej. Schodzę po zimnej drabince piętro niżej, a potem jeszcze niżej, aż w końcu docieram na sam dół. Gdy dotykam gołymi stopami ziemi, od razu biegnę do auta. Szarpię się z klamką, ale drzwi są zamknięte. Kurwa! Rozglądam się i dostrzegam leżący w pobliżu kamień. Wyrywam po niego jak opętana, chwytam w dłoń i celuję prosto w szybę drzwi po stronie pasażera. Moje uderzenie od razu uruchamia alarm, ale szyba dalej jest cała. Sięgam więc po kolejny kamień i walę nim w szkło, aż pęka. Kolejny cios, a szyba rozpada się na miliony kawałków. Na oślep odblokowuję blokadę w panelu drzwi i otwieram je. Dopadam do schowka z nadzieją, że tu znajdę leki. Wyrzucam wszystko, co wpada mi w ręce. Latarka, mapa, teczka, kilka płyt, ale leków ani śladu. Kurwa! Zaczynam krzyczeć z bezradności. Co mam teraz zrobić? Wysiadam z auta i przeszukuję tylne siedzenia, ale tu także nic nie ma. Sprawdzam każdy zakamarek po dziesięć razy.

— Gdzie one są?! — wrzeszczę po raz kolejny. Totalna bezsilność i złość sprawia, że zaczynam płakać. Nie poznaję siebie, ale przecież nie jestem sobą. Jestem uzależnionym od dragów i leków… nikim. Kompletnie nikim.

— Nicole! — Odwracam się, słysząc głos Diego. Biegnie w moją stronę, a gdy dopada do auta, jest totalnie przerażony.

— Gdzie są te pieprzone leki?! — krzyczę na niego, a on siłą wyciąga mnie z auta. Znowu z nim walczę, chociaż przecież nie powinnam. To trwa dosłownie sekundę, bo czuję nagle ukłucie prosto w udo. Spoglądam w dół i widzę, jak Diego dociska tłok strzykawki, aplikując mi jej zawartość. Dziwne zimno rozchodzi się nagle po moim ciele. Spoglądam na niego i znowu to czuję. Och, ten błogi spokój. Uśmiecham się blado i mówię — Dziękuję… — po czym wszystko zlewa mi się w jedną czarną plamę.

***

Zajadam się właśnie pikantnymi skrzydełkami, które przywiózł mi Diego. Od kilku dni jestem na odwyku i przez to mam okrutny apetyt. To dobrze, bo jestem wychudzona i osłabiona. Na szczęście udaje mi się wszystko powoli nadrobić i zaczynam przejmować kontrolę nad własnym ciałem. Czuję smak i cieszę się jedzeniem. To taki malutki krok do tego, by było lepiej.

— Diego? — pytam z pełną buzią. Niewiele rozmawiamy, bo on raczej nie jest gadułą. Czasami po prostu siedzimy w ciszy ze swoimi myślami i każdy wtedy jest w swoim świecie. Ja snuję plany, marzenia… wierzę, że kiedyś odzyskam mojego synka.

— Tak? — Diego spogląda na mnie znad laptopa. Siedzi na dywanie i opiera się plecami o łóżko.

— Wyjaśnisz mi w końcu, co się stało?

— Nie dziś. — Jak zwykle mnie zbywa.

— Ale ja chcę dziś, bo jutro też powiesz mi to samo. — Wstaję i odkładając kubełek skrzydełek na łóżko, podchodzę do niego.

— Nie dziś… — powtarza, ale na mnie nie patrzy.

— To Aleks mi to zrobił, prawda? — kontynuuję, bo dziś mu nie odpuszczę. Chcę znać prawdę, bo tylko wtedy będę mogła iść naprzód.

— Co masz na myśli? — W końcu na mnie spogląda. Wzrok ma nieodgadniony, a ja przysiadam się do niego na dywan. Zaglądam, co robi, ale widzę jedynie otwarty plik tekstowy.

— Wiem... czuję, że mi to zrobił — nagle głos mi drży.

— Co? — Diego krzywi się.

— Zgwałcił mnie, tak? — wyduszam z siebie, a Diego wpatruje się we mnie. Nie odpowiada, ale ja wiem, że intensywnie o czymś myśli. — Po prostu powiedz…

— Nicole…

— Po prostu powiedz i już. Paul robił mi to wiele razy… — przerywam mu, a on wzdycha i chce wstać z dywanu.

— Paul od Aleksa? Ten kolejny skurwiel? — dodaje, a ja zaczynam się śmiać.

— Mam do nich szczęście… — Diego wcale to nie bawi.

— On już nie żyje… — dodaje, myśląc zapewne, że o tym nie wiem.

— Tak, Marcus go zabił — odpowiadam, ale na wspomnienie o nim nagle ściska mnie w żołądku.

— Marcus Accardo? — pyta, a ja kiwam jedynie. — Aleks o tym nie wie. Domyśla się, ale nie ma pewności — dodaje.

— To wszystko jest mocno popieprzone — stwierdzam, a głowa znowu zaczyna mnie boleć.

— Bardziej niż myślisz, Nicole. — Diego nagle kuca obok mnie. — Będziesz musiała sama zadecydować, co dalej. Nie mogę się wiecznie ukrywać, a tym bardziej nie mogę ukrywać ciebie. Szuka cię Marcus i…

— Co?! — pytam zaszokowana. — Marcus mnie szuka?

— Tak, ale to najmniejszy problem, bo zabrałem cię tamtej nocy od Aleksa. Krótko mówiąc, porwałem cię, a jego dość mocno poturbowałem. Jestem na ich liście do odstrzału, pewnie na drugim miejscu, zaraz po Marcusie.

— Chcą cię zabić? — Siadam po turecku i wpatruję się w niego.

— Na pewno.

— Mnie pewnie też — wzdycham.

— Oboje mamy przejebane — uśmiecha się w końcu i opiera plecami o brzeg łóżka. — Dam ci jeszcze kilka dni na dojście do siebie i pomyślimy o tym, co dalej, okej?

— Okej…

— A co do Aleksa i tamtej nocy… — Diego spogląda na mnie nagle tak cholernie smutno.

— Ja wiem, że on to zrobił — przerywam mu, bo chyba cholernie go to boli. Widzę to w jego oczach, a to sprawia, że naprawdę czuję się przy nim bezpiecznie. Może był świadkiem tego, co się stało? Może Aleks kazał mu na to patrzeć?

— Nie… znaczy… — Ucieka wzrokiem. — Tak, zrobił to… — Chwyta mnie za dłoń. — Ale już nigdy cię nie dotknie. Przyrzekam. — Nagle całuje moje knykcie. Czuję, jak cały drży. Jest w nim tyle emocji, że trudno to wszystko pojąć. On toczy wewnętrzną walkę sam ze sobą, ale nie wiem dlaczego. Dlaczego mi pomaga? Po co? Co dokładnie widział? Ile wie? Nic nie wiem, ale to chyba nie jest ważne. Spoglądam na niego raz jeszcze i uśmiecham się.

— Dziękuję. — Nachylam się, by ucałować w podzięce jego policzek, ale Diego nagle zrywa się z dywanu i pośpiesznie ucieka do łazienki. Nie rozumiem jego reakcji, ale nie będę się narzucać. Siedzę chwilę w ciszy, ale zapach ostrych skrzydełek przypomina mi, że nadal jestem cholernie głodna.

Diego

Długo siedzę w łazience. Jestem totalnie na siebie wściekły, bo nienawidzę kłamać. Źle mi z tym, ale nie mogę się przyznać przed Nicole, jak było naprawdę. Ona musi mi zaufać, bym mógł jej pomóc. Jakiekolwiek słowa nie przemówią do niej, jeśli miałbym wyznać, że to ja ją zgwałciłem. Co z tego, że zmusił mnie do tego Aleks? Dla niej to nie ma znaczenia. To ona w tym wszystkim jest ofiarą, a ja sprawcą. Pomagałem Aleksowi i widziałem wiele, ale nie sądziłem, że jest aż takim potworem. Jedynie przed samym sobą mogę przyznać, że po prostu się boję. Strach towarzyszy mi od chwili, w której ojciec kazał mi wybierać między śmiercią a tym, że mam mu pomagać. Mimo wszystko. Tak więc robiłem. Jestem skorumpowanym policjantem, który dzięki swoim znajomościom pomaga braciszkowi w jego brudnych interesach. Jestem gnidą, a nie człowiekiem. Zwykłym śmieciem.

— Diego, wszystko w porządku? — słyszę głos Nicole i spoglądam na drzwi. Co mam jej powiedzieć? Nic nie jest w porządku. Ukrywam się jak kret, bo nie wiem, co mam dalej zrobić. Porwałem ją wbrew wszystkim zasadom, bo jakiś pierdolony wewnętrzny głos kazał mi postąpić tak, a nie inaczej. Wiem tak wiele, ale nie to, co najważniejsze. Co teraz?

— Zaraz wyjdę — odpowiadam i wstaję z krawędzi wanny. Spoglądam na swoją twarz w lustrze i krzywię się. Nienawidzę samego siebie za to, kim jestem. W dodatku Nicole nie ma pojęcia o tym wszystkim, co dzieje się teraz wewnątrz mnie. Ta chwila, w której Aleks kazał mi ją zgwałcić, była jedną z najgorszych chwil w moim życiu, a z drugiej strony — jestem tylko cholernym facetem. Podnieciło mnie to, jak leżała pode mną taka totalnie bezbronna. Było mi przyjemnie, a jednocześnie czułem obrzydzenie do samego siebie. Tyle sprzecznych emocji, doznań. Nie wiem, co myśleć. Ona pociąga mnie fizycznie, ale przez to wszystko, co ją spotkało, nie mam prawa jej wykorzystać. Jest śliczną młodą kobietą, która przeszła przez piekło. Pragnę wyciągnąć ją z tego gówna, ale nie mam pomysłu, co dalej. Najlepiej byłoby, by wróciła do Marcusa, bo on i Iwanow zapewnią jej bezpieczeństwo. Nie wiem tylko, czy ona tego chce. I… czy ja też bym tego chciał?

— Ale wszystko okej? — Delikatne pukanie do drzwi ponownie wyrywa mnie z myśli.

— Tak! — podnoszę głos bardziej, niż tego chcę. Słychać w nim nerwowość, ale po chwili Nicole oddala się spod drzwi. Kurwa! Muszę się uspokoić, ale jej obecność wcale mi w tym nie pomaga. Obmywam twarz i decyduję się wyjść. Przecież nie spędzę w tym kiblu reszty życia, chociaż i tak zapewne niewiele mi go zostało.

— Zrobiłam coś nie tak? — To pytanie pada, zanim szeroko otwieram drzwi. Nicole siedzi na środku łóżka, z kubłem kawałków pieczonego kurczaka między nogami, i patrzy na mnie niepewnie. Chciałbym tak po prostu wszystko jej powiedzieć, by było mi lżej. To samolubne, bo oszukuję ją dokładnie z tego samego powodu. Nie chcę, by mnie znienawidziła.

— Dlaczego tak myślisz? — Siadam na brzegu, byle nie za blisko niej. Jej obecność jest dla mnie zbyt kusząca i prowokująca, ale ona kompletnie nie jest tego świadoma.

— Nie wiem — wzrusza ramionami. — Czuję to… — dodaje.

— Nie martw się moimi problemami, Nicole — uśmiecham się blado.

— Też mam problemy, ale nie potrafię ich na razie rozwiązać, więc może pomogę tobie z twoimi? — proponuje nagle i odstawia kubełek na podłogę, a sama podsuwa się do mnie. Staram się nie patrzeć na jej nogi, na które naciąga właśnie moją koszulkę. Wygląda teraz tak młodo i beztrosko, a ja przełykam ślinę, bo jedyne, co przychodzi mi na myśl, to to, że chciałbym rzucić się na nią i kochać się z nią do rana. Namiętnie i długo. Może udowodniłbym jej w ten sposób, że faceci to jednak nie największa zaraza tego świata. Do tej pory chyba nie miała szczęścia w tych sprawach.

— Muszę poradzić sobie sam, ale dzięki. — Bezwiednie ujmuję jej policzek i głaszczę go lekko. Nicole nie boi się mnie. Jest ufna, potulna wręcz. Mój dotyk sprawia jej przyjemność, czuję to i ledwo mogę się powstrzymać, żeby jej nie pocałować.

— Lubię tak… — mruczy cichutko i podsuwa się bliżej, dając mi do zrozumienia, bym dalej ją głaskał. Mimowolnie uśmiecham się, a ona spogląda na mnie. — W zamian mogę cię wymasować — dodaje, a mi momentalnie robi się ciasno w spodniach. Kurwa! Nie mogę się na to zgodzić.