Paranoja - Natalia Kostrzycka - ebook

Paranoja ebook

Natalia Kostrzycka

3,7

Opis

Czy każda decyzja ma wpływ na nasz los?

Anastazja to młoda mężatka, której od kilku miesięcy nie układa się w małżeństwie. Wyczerpana oschłością męża oskarża go o romans. Czy zdrada to prawdziwy sekret mężczyzny, a może skrywa on coś znacznie gorszego?

Kiedy pewnego razu Anastazja zjawia się w domu rodzinnym, niespodziewanie spotyka swoją pierwszą miłość. Dawne uczucie szybko daje o sobie znać. Na światło dzienne zaczynają wychodzić rodzinne tajemnice. Okazuje się, że były chłopak jest w nie uwikłany, a gdy kobieta odkrywa jego prawdziwe zamiary, ucieka.
Anastazja próbuje odkryć prawdę o rodzinie. Przekonuje się, że tak naprawdę nie może ufać nawet najbliższym.

Nikt nie może cię tak zranić jak twoja rodzina.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 289

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Sortuj według:
wanda79

Nie oderwiesz się od lektury

"Nikt nie może cię tak zranić, jak twoja rodzina. Niebezpieczeństwo czai się tam, gdzie najmniej się go spodziewasz." Anastazja i Piotr to małżeństwo z pięcioletnim stażem. Początki - wiadomo😉 Sielanka... Wieczorne spacery, romantyczne kolacje, dużo śmiechu, rozmowy do rana i chipsy... Dużo chipsów... No przecież mówię, że raj... To co dzieje się potem, to już zupełnie inna sceneria. Obojętność, tajemnice i miłość, która chyba powoli gaśnie - im dalej, tym gorzej... Anastazja wydaje się znać odpowiedź na tę zmianę. Czy aby na pewno? Wraz z upływem czasu na świat zaczynają wychodzić rodzinne tajemnice, a sprawy przybierają niecodzienny obrót. Historia jak z filmu, staje się opowieścią rodem z koszmaru, a niewiedza będzie miała wysoką cenę. Jestem wielką fanką debiutów - polskich w szczególności 😍 Ten absolutnie nie zawiódł moich oczekiwań. Nie mogłam się oderwać od tej historii. Cały czas miałam z tyłu głowy myśl, że muszę jak najszybciej odkryć drugie dno. Bo co do tego, że je...

Popularność




 

Copyright © Natalia Kostrzycka, 2021

Projekt okładki: Magdalena Zawadzka

Ilustracje na okładce: © Jonathan Borba/Pexels, Ruwad Al Karem/Pixabay

Redakcja: Anna Kielan

Korekta: ERATO

ePub: JENA

ISBN 978-83-959189-4-0

Wydawca

512 087 075

e-mail: redakcja@bookedit.pl

www.bookedit.pl

facebook.pl/BookEdit/

instagram.pl/BookEdit/

Niniejsza książka jest objęta ochroną prawa autorskiego. Całość ani żadna jej część nie mogą być publikowane ani w inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.

 

Dla Mai,

Żebyś zawsze czuła nasze wsparcie

Prolog

– Jasna cholera – szepczę, obijając się po raz kolejny w posiniaczone ciało.

Brak światła nie ułatwia ucieczki, a siniaki zdaje się, jakby rosły z każdą minutą. Muszę być cicho. On nie może się dowiedzieć, gdzie jestem. Nie teraz, kiedy udało mi się ukryć. Zaciskam powieki, próbując powstrzymać płacz, ale to nie działa. Mam dość tej chorej sytuacji. Cichy jęk wydobywa się niekontrolowanie z moich ust.

Błagam.

On nie może się dowiedzieć, że się tu chowam. Czuję, że wciąż nie znam tego miejsca, choć przesiedziałam tu ostatnio długie godziny. Nie miałam pojęcia, że on robi to wszystko tylko w jednym celu.

Wdech i wydech. Wdech i wydech. Powtarzam te czynności powoli, żeby nie słyszał, jak wali mi serce.

– Anastazjo, nie chowaj się przede mną. Przecież wiesz, że nie ma stąd ucieczki. – Jego głos odbija się echem po całym pomieszczeniu, jednak wiem, że z każdą chwilą będzie coraz bliżej.

Zamykam oczy i próbuję ułożyć w głowie plan. Mam cholernie mało czasu. A jeszcze ten mrok wypełniający całe mieszkanie nie ułatwia myślenia. Jedyny ratunek to to otwarte okno, ale jestem zbyt wysoko. Jakie są szanse, że się nie zabiję, upadając z takiej wysokości? Może zdarzyć się wszystko, ale wolę to, niż czekać tutaj. Nie chcę wiedzieć, do czego jest zdolny.

Wdech, wydech.

Kładę się płasko na ziemi i powoli przesuwam w stronę okna. To tylko kilka metrów. Dam radę – powtarzam w myślach. Jeszcze tylko kawałek. Poruszam się coraz szybciej, próbując wymacać palcami przeszkody. To nierówna walka. Jeszcze tylko chwila.

Czuję, jak powiew świeżego powietrza otula moją rozgrzaną i obolałą skórę. To jest takie przyjemne, chcę więcej. To musi być blisko.

Podnoszę się delikatnie i ruszam na czworakach. Gdy docieram do ściany, wstaję powoli i upewniam się, że okno jest otwarte. Chwytam za parapet, próbując wyczuć po omacku jakikolwiek punkt, który pomoże mi się utrzymać, zanim wyskoczę. Podnoszę nogę i czuję mocny uścisk w talii. Nieprzyjemny zapach alkoholu wkrada się do moich nozdrzy, co wywołuje odruch wymiotny.

Dotyka palcami mojej szyi i przesuwając włosy na drugą stronę, schyla się delikatnie.

– Dokąd się wybierasz? – pyta zachrypniętym głosem, przyciskając wargi do mojego ucha.

Właśnie straciłam szansę, żeby się wydostać z tego piekła.

Rozdział 1

Dwa miesiące wcześniej

– Anastazjo, przyjdziesz tu łaskawie? – pyta zirytowanym głosem Piotrek. – Myślałem, że tym razem zrozumiesz, że mi się spieszy i musimy wyjść.

– Daj spokój – odpowiadam leniwie mężowi. – Wiem, że wolisz tam iść sam.

– Wolę czy nie wolę, ale umawialiśmy się, że idziemy razem – odpowiada, zaciskając gniewnie szczęki.

– Przestań traktować mnie w ten sposób – warczę, kładąc się na kanapie.

– Cholera jasna. Zachowujesz się jak rozpuszczony gówniarz. Mam dość. Wychodzę. – Odwraca się na pięcie, łapie ze stołu prezent urodzinowy, który kupiliśmy dla jego brata, i wychodzi, trzaskając teatralnie drzwiami.

Jesteśmy małżeństwem od pięciu lat. Na początku była sielanka, wieczorne spacery, romantyczne kolacje, spontaniczne wypady w różne zakątki Polski czy leniwe wieczory spędzane na oglądaniu przypadkowych filmów i zajadaniu się chipsami, dużo śmiechu z byle powodu i rozmów do rana, bez patrzenia na szybko mijający czas. Wszystko zmieniło się jakieś pół roku temu. Piotrek stał się opryskliwy, zaczął się czepiać o byle drobiazgi, niechętnie spędzał ze mną czas, zazwyczaj wymawiając się pracą. Oczywiście nie wyjawił mi powodu takiego zachowania, ale jak każda żona, która nie czuje już miłości męża, spodziewam się, że ma kochankę. To wszystko mnie przytłacza, mam dopiero dwadzieścia siedem lat, a już wisi nade mną rozwód.

Poznaliśmy się przypadkiem, w kolejce do Macdriva. Trzy miesiące wcześniej odebrałam prawo jazdy i podczas zapłaty w jednym z okienek nie zaciągnęłam ręcznego. Byłam zbyt przejęta szukaniem drobnych, żeby utrzymać nogę na hamulcu, i samochód zaczął się toczyć. Wzniesienie zrobiło swoje i zatrzymał się na nowym audi. Wysiadł z niego wzburzony Piotrek i wyzywał mnie w najróżniejszy sposób, dopóki nie spojrzał mi w oczy. Historia jak z filmu, patrzyliśmy na siebie przez dobrą minutę, po czym zaprosił mnie na kawę, żeby dogadać szczegóły.

Później wszystko potoczyło się już szybko, niecały rok randek, oświadczyny i po dwóch latach od naszego fastfoodowego spotkania byliśmy małżeństwem. Zakochałam się niemal od razu, w momencie gdy nazwał mnie „upośledzoną kretynką, która za prawo jazdy musiała dać się przelecieć każdemu, kto pracuje w ośrodku szkolenia kierowców”. Wyglądał jak nadęty bałwan, który baluje za kasę bogatego tatuśka, lansując się wśród głupkowatych znajomych i lasek, które lecą na prymitywne teksty.

Moje zdziwienie było wielkie, kiedy okazało się, że ten wówczas dwudziestodwuletni facet sam na to zarobił. Był twórcą aplikacji dla nastolatków walczących z depresją, którzy nie mogą liczyć na pomoc rodziny. Wszystko, co opowiadał o tym, jak tworzył i jak myślał o tych ludziach, sprawiło, że zaczęłam postrzegać go w zupełnie nowym świetle. Jego niebieskie oczy lśniły, gdy z zaangażowaniem opowiadał o działaniu aplikacji i wyrażaniu wdzięczności przez dzieciaki, które dzięki niemu i aplikacji poczuły, że są wartościowe.

Byłam dumna z tego, że ktoś taki, ktoś o tak wielkim sercu i rozumie zainteresował się właśnie mną. Nigdy jego pieniądze nie były dla mnie istotne. Sama potrafiłam o siebie zadbać, pracując w reklamie. Hasła, które wymyślałam, udawało się sprzedać za niewyobrażalne pieniądze i przy każdej wypłacie szef pokazywał mi, jak bardzo mnie ceni. Do czasu kiedy niecały rok temu jeden z klientów oskarżył mnie o plagiat. Straciłam pracę, którą naprawdę lubiłam, a opinia na mój temat rozeszła się po mieście.

Zostaliśmy zmuszeni sięgnąć po oszczędności. Piotrek co prawda po pierwszym sukcesie zrobił jeszcze trzy aplikacje, ale okazały się kompletnym niewypałem i stracił na tym właściwie wszystko, a nawet zadłużył się w banku. Teraz jedyne, co mamy, to profity z pierwszej aplikacji, ale nawet i ona nie przynosi już takich zysków. Pieniądze stały się naszym głównym powodem do kłótni. Zaczęliśmy się od siebie oddalać, ale to nie one ponoszą winę za obojętność mojego męża. Czuję to.

Opróżniam zmywarkę i wkładam brudne naczynia po obiedzie. Nie chcę go prowokować bałaganem w domu. Od ciągłych kłótni zdecydowanie wolę jego milczenie. Jak dla mnie możemy całkowicie przestać ze sobą rozmawiać i wyszłoby to nam na zdrowie.

Ścielę łóżko, myję wannę i odkurzam podłogi. Czas leci tak szybko, że nawet nie zauważam, kiedy Piotrek wchodzi do domu. Przechodzi przez korytarz i idzie do salonu w butach. Jest jesień, więc ubłocone ślady zostają na moich świeżo umytych panelach.

– Co ty robisz, do cholery?! – krzyczę. – Nie zauważyłeś, że ktoś tu w przeciwieństwie do ciebie nie imprezuje, tylko sprząta, żeby jaśnie pan miał czysto?

– Po co te złośliwości, Nastka? – Klepie ręką kanapę. – Chodź, usiądź i pogadajmy.

– Nie mogę. Jakbyś nie zauważył, ktoś upieprzył całą podłogę, więc ktoś inny musi się tym zająć – odpowiadam beznamiętnie, idąc z mopem.

Czasami sama nie rozumiem, jak mogłam być w nim tak zakochana, ale nie pojmuję też, jak mogę aż tak przejmować się podłogą. Może powinnam usiąść, zrelaksować się i spędzić z nim czas, ale przez te ciągłe uniki wytworzyła się w mojej głowie jakaś chora blokada.

– Anastazjo, czy możemy w końcu pogadać? – Piotrek stoi oparty o futrynę. Jego czarne włosy są rozczochrane i opadają chaotycznie na czoło. Dzisiaj ich nie ułożył, mimo że był na urodzinach u brata.

W gronie rodzinnym zawsze musi wyglądać nieskazitelnie. Błękitna koszula podkreśla jego wyraźny niebieski kolor oczu, a czarny płaszcz nadaje klasy i elegancji. Nigdy nie widziałam go w luźnym stroju ani nawet w czymś z większym pazurem. Jest przystojny, ale bardzo nudny. Od lat zachowuje się, jakby był piętnaście lat starszy.

Planowaliśmy, że gdy skończymy po dwadzieścia pięć lat, postaramy się o dziecko – Piotrek wydawał mi się wtedy taki dojrzały. Gdy jednak przekroczyłam tę magiczną granicę, on nawet nie chciał zaczynać tematu. Marzenie o dziecku oddalało się, gdy w końcu podjęliśmy tę decyzję i zaczęliśmy się starać o dziecko, nie udało się od razu. A kiedy straciłam pracę, nie zgodził się na kolejne próby. Od tego czasu nie wracaliśmy do sprawy. Wylałam przez to morze łez, a on niewzruszony nie próbował nawet rozmawiać, zupełnie jakby zapomniał o tak ważnej deklaracji. Odpuściłam, żyliśmy więc tak, jakbyśmy nigdy nie myśleli o dziecku.

– O czym chcesz rozmawiać? – Patrzę na niego zdezorientowana.

– Usiądź – prosi.

– Nie możesz powiedzieć wprost? – Macham rękami, żeby podkreś­lić swoje niezadowolenie.

– Anastazjo, chcę z tobą poważnie porozmawiać, więc usiądźmy przy stole.

Nie wiem, czy jestem gotowa na taką rozmowę. Ciągle odwlekaliśmy ją, więc dlaczego zebrało mu się na to dzisiaj? Dlaczego nie może odpuścić, jak robi to każdego dnia, i po prostu udawać, że wszystko gra. Nie wiem, co mogę mu powiedzieć ani czy jestem gotowa na cholerną konfrontację, wysłuchując o jego kochance. Nie mam pojęcia, jak się zachować. Z opresji wybawia mnie dzwonek telefonu.

– Przepraszam, muszę odebrać. – Zerkam na niego, udając smutek. To zawsze chwila dłużej, zanim podejmiemy walkę o lepszą przyszłość.

– Jasne. – Kiwa zawiedziony głową.

Spoglądam na wyświetlacz i już wiem, że szykują się kolejne kłopoty.

Rozdział 2

– Cześć mamo – mówię do słuchawki, na co Piotrek wywraca oczami.

– Anastazjo, kochanie, zdarzył się wypadek – mówi poważnym tonem mama.

– Boże, co się stało?

Na te słowa Piotrek podnosi się z krzesła i staje obok mnie.

– Wiesz, wracałam dzisiaj z bazarku rowerem i trochę przez moją nieuwagę wpadłam na innego rowerzystę, ale nic mu nie jest. Ze mną trochę gorzej, bo złamałam nogę. Dzwoniłam już do twojej siostry, ale Amanda nigdy nie ma czasu. Jest zapracowana i pomyślałam, że skoro ty i tak siedzisz w domu, to może mogłabyś przyjechać do mnie na dwa tygodnie, żeby pomóc mi. – Mama wzdycha do telefonu.

– Mamo, ja. – Zamyślam się na chwilę, może to wcale nie taki głupi pomysł. Uciekłabym od rozmowy z Piotrkiem i miałabym czas, żeby nastawić się psychicznie na to, że znowu będę sama. Przynajmniej ochłonę i nie będę miała ochoty go zabić, jak wyjawi mi już oficjalnie swój romans. – Jasne mamo. Przecież nie zostawię cię samej w takiej chwili.

– Dziękuję, skarbie. Przyjedź, kiedy będziesz mogła. Do zobaczenia. – Mama się rozłącza.

Piotrek zerka na mnie niepewnym wzrokiem, jakby obawiał się najgorszego.

– W porządku. Mama zderzyła się z innym rowerzystą i złamała nogę, będzie potrzebowała mojej pomocy przez jakiś czas. Mam nadzieję, że rozumiesz? – Uśmiecham się, próbując uniknąć niekomfortowej sytuacji.

– Pewnie, Nastka, rozumiem. Wiem, że nie ma nikogo innego, więc jedź. Przełożymy tę rozmowę. – Pociera o siebie dłonie. – Pamiętaj jednak, że musimy pogadać.

– Może omówimy wszystko przez telefon, jak dojadę do mamy? – wypalam, pakując najpotrzebniejsze rzeczy.

– Nie. Chcę pogadać z tobą twarzą w twarz.

– Jasne, w takim razie porozmawiamy, jak wrócę. – Łapię torbę i całuję go szybko w policzek.

Uśmiecha się niepewnie i odprowadza mnie wzrokiem.

Wrzucam torbę i wsiadam do samochodu. Nie mam wypasionego audi jak Piotrek, ale lubię swojego małego focusa.

Droga do domu mamy zleciała szybko. Wjeżdżając w ulicę i parkując przed domem, widzę, że nic się tu nie zmieniło od czasu mojej wyprowadzki. Budynek został wyremontowany dziesięć lat temu, zanim mój ojciec się stąd wyprowadził. Ogród jest jak zawsze zadbany i mimo jesieni wciąż widać w nim kwiaty i porządek. Liście zgrabiane są chyba codziennie. Wpadam tu rzadko, bo mama robi mi częste i mało kiedy zapowiedziane naloty.

Po ślubie zamieszkaliśmy z Piotrkiem za miastem, chociaż nigdy nie chciałam się wynosić z mojego ukochanego Torunia. Piotrek jednak kupił działkę – to miała być niespodzianka. Z mojego punktu widzenia jednak nietrafiona, od początku wiedziałam, że to nie będzie mój klimat. Nie potrafię odnaleźć się w innym miejscu niż miasto, mimo że wychowałam się na dość spokojnym osiedlu, na którym do dziś mieszka moja mama.

Wchodzę do środka, dobrze wciąż mieć swój klucz. Dom jest piętrowy, na dole są kuchnia, jadalnia, dwa pokoje, mała łazienka dla gości i salon, a na piętrze sypialnia mamy, duża łazienka i kolejne dwa pokoje oraz duży taras. Idę korytarzem do salonu. Mama zawsze o tej porze ogląda swój ulubiony program kulinarny.

– Cześć mamo. – Uśmiecham się serdecznie na jej widok. – Jak się czujesz?

– Witaj kochanie. – Całuje mnie w czoło. Zawsze to robi, choć od lat nie mieszkamy razem. – Już lepiej, ale jak widzisz – wskazuje dłonią na nogę – jestem uziemiona.

Cała noga pokryta jest gipsem, aż do końca uda. Chyba oberwała mocniej, niż przedstawiała to przez telefon.

– Nie wyglądasz dobrze – mówię z litością.

Nie lubię oglądać jej, gdy nie czuje się najlepiej. Wiem, co to oznacza. Jej fałszywy uśmiech zdradza, jak bardzo cieszy się, że będzie miała się nad kim pastwić. Nie bez powodu tata odszedł, a Amanda unika jej jak może. Jedynie ja lubię igrać z ogniem.

– Nie martw się, kochanie – mówi z przesadną uniżonością – nic mi nie będzie, ale jakbyś była tak miła, to weź się, proszę, za obiad i przygotuj mi herbatę.

Piotrek był w moim domu rodzinnym tylko kilka razy. Nie cierpi mojej matki, ona jego chyba bardziej. Chociaż na początku była zadowolona z naszego związku. Wiedziała, że on ma pieniądze, ale kiedy okazało się, że nic z tego nie będzie dla niej, przestał być ukochanym zięciem, a został największym wrogiem, który zabrał jej ukochaną córeczkę. Oczywiście to tylko gra. Chciała, żeby Piotrek mnie wykupił, mimo że tata zostawił jej sporą sumkę, żeby się od niego odczepiła. Mimo że sam na wszystko ciężko zapracował w swojej firmie, to matce ciągle mało.

Podczas rozwodu grała smutną, porzuconą i zdradzoną kobietę. Dzięki temu zasądzono jej alimenty, chociaż ojciec nigdy jej nie zdradził. Wraz ze wspólną znajomą uknuła intrygę, żeby tamta sprowokowała ojca, a matka zdobyła świetne zdjęcia – dowody zdrady. W tę ustawkę uwierzył sąd.

– Jasne, już idę. – Wychodzę w pośpiechu, żebym nie musiała zbyt długo siedzieć z nią w jednym pomieszczeniu. To zbyt niezręczne.

Cokolwiek przygotuję na obiad, to i tak zostanie skrytykowane, więc na początek wstawiam wodę na herbatę i zaglądam do lodówki.

– Anastazja. – Słyszę wołanie z salonu.

– Tak?

– Wybacz, ale nie zrobiłam zakupów. Moja podróż na targ nie udała się, a później to sama widzisz.

– Rozumiem. – Uśmiecham się blado. – Co kupić?

– Wiesz, co lubię.

Po godzinie wracam z zakupami, za które i tak nigdy nie odda mi kasy. Gdybym miała podliczyć jej rachunek, to chyba byłabym już ustawiona do końca życia. Robię szybko lasagnie i siadam z mamą do stołu.

– Miałam nadzieję, że zrobisz coś lepszego – zaczyna – ale nie twoja wina, że nie potrafisz zbyt dobrze gotować.

– Mamo. – Wywracam oczami.

Ona jedynie się uśmiecha i w ciszy kończy posiłek.

– Dziękuję – mówi szeptem, tak abym raczej nie usłyszała. Nie tym razem, mamo. Czasami przejawiasz ludzką twarz. – Jednak teraz chciałabym się zdrzemnąć, więc idź, proszę, do pokoju i nie wychodź. Wiesz, że mój sen jest naprawdę słaby i budzi mnie byle szept. – Jej ludzka strona nie jest w stanie zbyt długo utrzymać się na powierzchni.

– Dobrze. – Zbieram naczynia i ruszam do pokoju. Jedyne co dobre w tym wszystkim, to to że z mojej sypialni wychodzi się na taras.

Biorę książkę z torby i siadam na balkonie. Mam szczęście, że dzisiaj nie pada, a promienie słońca padają akurat ze strony, gdzie właśnie rozkładam koc. Biorę telefon i wysyłam esemesa Piotrkowi, żeby się nie martwił, bo dojechałam bezpiecznie. Może powinnam zrobić to zaraz po dotarciu tu, ale wątpię, żeby się mną przejmował.

Piotrek: Cieszę się. Życzę cierpliwości i mam nadzieję, że wrócisz do domu dość szybko.

Nie sądzę, żeby faktycznie tak myślał. Wyciszam telefon, odkładam go obok i biorę książkę.

– Anastazja? – Jakiś głos wyrywa mnie ze świata wyobraźni. Rozglądam się dookoła, ale nikogo nie widzę, więc może tylko mi się wydawało. – Anastazjo, to naprawdę ty!

Chyba jednak nie zwariowałam. Rozglądam się i wtedy na balkonie po przeciwnej stronie widzę jego.

– O mój Boże, ty ciągle tutaj? – mówię zdumiona i widzę, jak mężczyzna się uśmiecha, pokazując swoje białe i proste zęby.

Podchodzę do barierki, żeby móc przyjrzeć mu się bliżej. Jego brązowe włosy ułożone do góry lśnią w słońcu, dając im kasztanowy połysk. Twarz zrobiła się bardziej podłużna, a kości policzkowe bardziej uwydatnione i przykryte zarostem tego samego koloru co włosy.

– Pięknie wyglądasz. – Uśmiecha się radośnie. – Myślałem, że już nigdy cię tu nie zobaczę.

– Ja tu jestem tylko chwilowo – odpowiadam, będąc pod wrażeniem jego odmiany. – Nie wierzę, że cię widzę. Ty też wyglądasz... no cóż po prostu wspaniale. – Krzywię się nieśmiało.

– Może wyskoczymy do kawiarni? Do tej trzy ulice dalej, gdzie widzieliśmy się po raz ostatni – pyta.

– Jasne – odpowiadam z entuzjazmem. – Chętnie dowiem się, co u ciebie słychać.

– W takim razie widzimy się za kilka minut na dole.

Uśmiecham się szeroko i wracam do pokoju. Wyciągam z torby świeżą koszulkę, perfumuję się, rozpuszczam włosy, lekko przeczesując je palcami i nakładam ulubiony błyszczyk na usta. Schodzę na dół, od razu kierując się do salonu. Matka jeszcze śpi, więc postanawiam zostawić jej liścik na stoliku do kawy, żeby nie wydzwaniała do mnie, gdy się obudzi.

Wychodzę z domu. On już czeka ubrany w czarne spodnie, czarny T-shirt i czarną skórzaną kurtkę. Do tego na nogach ma zwykłe czarne trampki i ten styl sprawia, że aż czuję motylki w brzuchu. Ile dałabym, żeby mój mąż choć raz zrzucił z siebie te nudne eleganckie ciuchy i włożył coś takiego. Michał wygląda wprost niesamowicie, a te ubrania dodają mu tylko charakteru.

– Masz ochotę na spacer przez te trzy ulice czy może cię podwieźć? – Śmieje się.

– Chętnie się przejdę – mówię trochę skrępowana, choć prawda jest taka, że cholernie za nim tęskniłam.

– Mogę cię przytulić? – wypala, gdy stoimy przez chwilę w ciszy.

– Oczywiście – odpowiadam natychmiast, wtulając się w niego. Uwielbiam ten zapach mieszanki cytryny, ogórka i bursztynu mineralnego, którego używa od lat. Nic się nie zmieniło. – Wciąż używasz tych samych perfum, które dostałeś ode mnie z dziesięć lat temu? – pytam zdumiona.

– Dokładnie trzynaście lat i tak to są te. Nie spodziewałem się, że ciągle je pamiętasz. – Odsuwa się. – Nie myśl, że mam jakąś chorą obsesję, używając tych perfum, ale uwierz, uwielbiam ten zapach.

– Co ty? – Uderzam go delikatnie w ramię z pięści. – Nawet bym tak nie pomyślała, stalkerze.

Śmiejemy się, choć Michał spogląda na mnie i prostuje się nerwowo na krześle.

– Opowiadaj, gdzie teraz mieszkasz? – Spogląda na mnie, gdy ruszamy do kawiarni.

– Wyniosłam się za miasto, a ty ciągle tutaj?

– Nie, odwiedzam rodziców. Wiesz, od kiedy wyjechałem do Warszawy do szkoły, to już tam zostałem. Przez tyle lat zaaklimatyzowałem się w stolicy i ułożyłem sobie tam życie. Znalazłem świetną pracę, mam mieszkanie i mimo że tęsknię za życiem w dużym domu z ogrodem, to przywykłem do ciągłego biegu i tłumu, więc tutaj jest dla mnie za spokojnie, wręcz nie potrafię się odnaleźć.

– Wiem, o czym mówisz, choć w drugą stronę.

– Co masz na myśli? – Patrzy na mnie z zaciekawieniem.

– Wyprowadziłam się za miasto, to raczej już wieś, i tam jak dla mnie jest zbyt spokojnie. Nic się nie dzieje, a ja lubiłam to miejsce, jego spokój, choć do centrum miasta jest niecałe piętnaście minut autobusem. Szkoły, praca, sklepy czy kina, wszystko pod nosem, a teraz, żeby tu dojechać, tracę czterdzieści minut w samochodzie przy dobrych wiatrach, jak nie ma korków.

– Dlaczego nie wrócisz? – pyta, gdy wchodzimy do kawiarni i zajmujemy miejsce przy oknie.

– To nie takie proste. – Wzdycham. – Nie wiem, czy wiesz, ale pięć lat temu wyszłam za mąż i tam jest nasz dom. Nie mogę tak po prostu wrócić.

– Nie wiedziałem. Wyjechałem stąd po naszym rozstaniu, więc od jakichś dziesięciu lat wpadam tu tylko czasami. Pamiętasz, jeszcze będąc w liceum, zamieszkałem w internacie. – Uśmiecha się blado.

– Nigdy nie zrozumiem dlaczego – mówię ponuro.

– Chyba zbyt mocno cię kochałem, żeby patrzeć na ciebie każdego dnia. Mieszkanie obok byłej dziewczyny to nic dobrego.

– Przepraszam, nie chciałam, żebyś przeze mnie wyjeżdżał.

– Daj spokój, Nasti, to stare dzieje. – Uśmiecha się.

– Już nawet nie pamiętam, dlaczego się rozstaliśmy – kłamię.

Ten dzień śnił mi się przez kilka lat. Mieliśmy po szesnaście lat i właśnie kończyły się wakacje. Michał dostał na urodziny skuter i postanowiliśmy wybrać się na przejażdżkę, gdy rodziców nie było w domu, bo nie pozwoliliby nam tego zrobić. Było ślisko, całą noc padał deszcz, Michał stracił panowanie nad skuterem i wpadliśmy do rowu. Mieliśmy kaski, więc nic poważnego się nie stało. Ja złamałam rękę, a on poobijał sobie żebra, ale byłam na niego bardzo zła. Nie chciałam rozpoczynać nowej szkoły ze złamaną ręką i obdrapaną twarzą. Powiedziałam mu, gdy przyszedł mnie odwiedzić, że z nami koniec, a ja nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Byłam bardzo zła. Gdy następnego dnia wyszłam z domu do ogrodu, widziałam, jak Michał całuje blond zdzirę z naszej byłej już klasy. On dobrze wiedział, kiedy to zrobić, żebym zobaczyła. To była jego zemsta za zerwanie. Byliśmy ze sobą od kiedy tylko pamiętam, był pierwszym chłopakiem, z którym się całowałam i zabawiałam, ale nie zdążyliśmy pójść do łóżka. Po tygodniu przyszedł prosić mnie o kolejną szansę, chciał do mnie wrócić. Mówił, że tęskni i nie może sobie beze mnie znaleźć miejsca, bo oprócz tego że mnie kochał, byłam też jego najlepszą przyjaciółką. Kazałam mu spadać i nigdy więcej się nie pokazał. Po kilku dniach wyjechał i nie widziałam go więcej. Zawsze żałowałam, że to się tak potoczyło, ale byłam na tyle niedojrzała, że chyba i tak skończyłoby się to prędzej czy później. Zbyt odbiło mi na punkcie nowej szkoły i nie doceniłam tego, jaką wspaniałą osobę zawsze miałam obok siebie.

– Tak, ja też nie – odpowiada. – Mówiłaś, że masz męża, tak?

– Tak – mówię krótko. – A ty masz kogoś?

– Mam dziewczynę od czterech lat. – Uśmiecha się blado, a jego wzrok staje się smutny.

– Wszystko dobrze? – pytam niepewnie.

– Tak. Ja tylko – przerywa, bo jego komórka zaczyna dzwonić – wybacz, muszę odebrać, to pilne.

Kiwam głową z uśmiechem.

– Halo? Tak – chwila przerwy. – Oczywiście, ale potrzebuję więcej czasu. – Wzdycha. – No mów – znów przerwa. – Jasne – mówi smutno. – Będę za pół godziny. Cześć.

– Coś się stało? – Patrzę na jego pobladłą twarz.

– Nie, znaczy tak. Długa historia, a ja niestety muszę lecieć. Masz. – Podaje mi swój telefon. – Zapisz mi swój numer, odezwę się. Obiecuję, ale muszę pędzić.

Wpisuję pośpiesznie numer, przy okazji sprawdzając, czy się nie pomyliłam. Gdy upewniam się, że wszystko się zgadza, oddaję mu komórkę.

– Dziękuję. – Uśmiecha się. – I dziękuję, że mogliśmy pogadać, tęskniłem za tobą. – Całuje mnie w policzek. – Do zobaczenia. – Rzuca szybko, kładzie banknot na stoliku i zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, znika za drzwiami, zostawiając mnie samą. Z moimi zagubionymi myślami.

Rozdział 3

– Ale jestem głodna – mówię, wchodząc rano do kuchni, w której siedzi już mama i popija kawę.

– To zrób sobie śniadanie. To ty miałaś mi pomagać, a skończyło się na tym, że zanim wróciłaś wczoraj w nocy, to kolacja czekała na ciebie. Gdzie byłaś? – pyta ze złością.

Kiedy się gniewa, jej zmarszczka na czole się powiększa i dałabym głowę, że aktualnie jest cholernie głęboka. Nie boli jej to, że nie zrobiłam jej kolacji, ale to, że nie ma pojęcia, gdzie byłam, a jest najbardziej wścibską osobą, jaką znam. Chciałaby usłyszeć jakieś pikantne szczegóły z mojego wieczoru poza domem. Prawda jest jednak taka, że nie był jakiś nadzwyczajny. Po spotkaniu z Michałem stwierdziłam, że muszę pobyć trochę sama, więc pojechałam nad Wisłę, w takie miejsce, gdzie nie ma zazwyczaj nikogo, ale jest plaża. Spędziłam tam resztę dnia z książką, którą kupiłam w empiku na starówce. Później zjadłam pizzę w mojej ulubionej knajpce i wróciłam piechotą do domu. Sam spacer zajął mi prawie godzinę, więc jak wróciłam, mama już spała. Gdybym opowiedziała jej tę wersję, nigdy by mi nie uwierzyła.

– Przepraszam. Musiałam pobyć chwilę sama – odpowiadam zgodnie z prawdą i spoglądam na telefon. Zapomniałam go naładować, przypomniałam sobie o tym rano, więc dopiero teraz sprawdziłam, czy Piotrek się odzywał.

– Nieważne. W lodówce masz śniadanie, a ja jadę z Alicją na rehabilitację, wiesz z mamą Michała, więc masz wolne. – Uśmiecha się nieszczerze i wychodzi z kuchni, wspomagając się kulami.

Po jaką cholerę kazała mi tu przyjechać, skoro świetnie sobie radzi, a ma też swoje przyjaciółki, które zawsze jej pomogą. Dzięki temu mam jednak więcej czasu, żeby zastanowić się, co zrobić ze swoim życiem, bez presji niezadowolonego Piotra obok.

Kiedy byłam zakochaną dwudziestolatką, nie przyszłoby mi do głowy, że za kilka lat będę musiała pogodzić się z rozwodem. Prędzej spodziewałabym się go koło czterdziestki. Nie wiem, dlaczego akurat wtedy, ale zawsze myślałam, że między dwudziestką a czterdziestką życie jest łatwe, a ja będę tak seksowna, że mój mąż nawet nie pomyśli o tym, żeby mnie zdradzić. Wiadomo, im człowiek starszy, tym bardziej może się to zmieniać. Ale dlaczego teraz, gdy mam dwadzieścia siedem lat. Nie, tego nigdy bym się nie spodziewała.

Nawet jeśli będzie błagał o wybaczenie, to zdrady nie będę potrafiła wybaczyć. Czułabym się zbyt upokorzona. Nie wyobrażam sobie momentu, kiedy usłyszę: „Nastka, mam kochankę, pieprzyłem ją za każdym razem, kiedy byłem w delegacji. Ta superseksowna, cycata brunetka przyjmowała mnie też po pracy na gorące masaże”. Aż mi się niedobrze robi, kiedy o tym myślę.

Nie narzekam na moją figurę, może nie jestem jakoś superwysportowana ani megachuda. Jestem wystarczająco szczupła, ale dzięki temu mogę pochwalić się obfitym biustem i szerokimi biodrami. Do niedawna Piotrek powtarzał, że wyglądam jak ideał, że kocha moje ciało, moje naturalnie falowane brązowe włosy i niebieskoszare oczy. Jednak od czasu kiedy zmienił swoje zachowanie, zmieniły mu się pewnie też preferencje. Podejrzewam, że teraz uwielbia megawysportowane blondyny albo ryżawe, które są bardzo przy sobie, a może woli starsze? Czy przerzucił się na młodsze? Jest tak wiele możliwości... Przecież moglibyśmy pogadać o tym, co lubi jak każde małżeństwo, ale on wolał wybrać inną drogę, więc teraz tylko czekać aż się przyzna, że kogoś ma.

Spoglądam na telefon i widzę, że mam aż siedem wiadomości. Odczytuję po kolei:

Piotrek: Jak tam? Wytrzymujesz z mamą czy ratować Cię z opresji?

Piotrek: Mam nadzieję, że się nie gniewasz na mnie za te docinki na temat mamy. Po prostu myślałem, że pogadamy dzisiaj o czymś naprawdę dla mnie istotnym.

Piotrek: Chyba jednak trochę nabroiłem tym głupim gadaniem. Jeśli potrzebujesz pobyć trochę sama, to daj znać, bo zaczynam się martwić, czy wszystko okej.

Mama: Anastazjo, gdzie jesteś? Jestem głodna, musisz zrobić kolację.

Michał: Dziękuję za to uprzejme spotkanie. Fajnie było móc znów z Tobą porozmawiać, wiesz trochę się za Tobą stęskniłem i jeśli chciałabyś spotkać się raz jeszcze i dokończyć rozmowę, daj znać. Będę u rodziców jeszcze na pewno przez tydzień. Dobrej nocy.

Michał: Mam nadzieję, że nie podałaś mi przypadkowego numeru telefonu, żeby mnie spławić.

Mama: Idę spać. Mam nadzieję, że dobrze się bawisz...

Uśmiecham się na widok wiadomości od Michała. Nie powinno tak być, ale odpisuję mu w pierwszej kolejności.

Ja: Również dziękuję za wczorajsze spotkanie. Mam nadzieję, że niedługo je powtórzymy. PS Dałam ci zdecydowanie dobry numer!

Kasuję esemesy od mamy i próbuję odpisać mężowi, choć zaczynam tę wiadomość kilkakrotnie.

Ja: Nie musisz się o mnie martwić. Przez ponad osiemnaście lat mieszkałam z mamą i nauczyłam się radzić sobie z jej zaczepnością. U mnie wszystko dobrze, po prostu telefon mi padł. Nie wzięłam ładowarki i dopiero po zakupie nowej mogłam w końcu dać znać. Nie gniewam się za Twoje docinki, bo mama nie pozostaje Ci dłużna!

Piszę mu to, choć nie jest to prawda. Ładowarkę wzięłam, a mama nie wspomniała o nim ani razu, ale nie chcę mu się tłumaczyć. On też nie mówi mi wszystkiego.

Idę na górę, żeby wziąć prysznic, zatrzymuję się jednak przy oknie na korytarzu, kiedy słyszę silnik jakiegoś samochodu. Podchodzę bliżej, ukrywając się za firanką, i widzę, jak pani Alicja pomaga mojej mamie w drodze do samochodu. Za kierownicą siedzi Michał, który wysiada, otwiera mamie drzwi i pomaga jej wsiąść. To uroczy widok. Piotrek, zanim pomógłby mamie, najpierw gadałby przez pół godziny, jak bardzo jej nie lubi, a później z premedytacją czekałby, aż sama wsiądzie i odjechałby z ogromną prędkością, bo wie, jak ona boi się szybkiej jazdy. Spodobała mi się troska, którą okazał Michał, od własnego męża nie czuję jej już ponad pół roku.

Gdy wychodzę spod prysznica, słyszę, że dzwoni mój telefon, więc biegnę co sił do pokoju i rzucam się na łóżko, żeby odebrać, nie sprawdzając, kto dzwoni.

– Halo? – mówię niepewnie.

– Cześć Nasti. – Słyszę radosny głos Michała. – Masz chwilę?

– Tak, pewnie. Co tam? – pytam, czując wyraźne wypieki na policzkach. Nie spodziewałam się, że odezwie się tak szybko.

– Właśnie odwiozłem twoją mamę na rehabilitację i czekam pod ośrodkiem. Tak pomyślałem – przerywa na chwilę i słyszę, jak gwałtownie łapie powietrze – tak pomyślałem, że może masz ochotę wyjść dziś wieczorem na spacer albo do knajpki. Chciałbym znów z tobą pogadać, bo ostatnio tak szybko musiałem uciekać, że aż mi głupio. Może dasz sobie to wynagrodzić? – pyta niepewnie.

– Wiesz – waham się przez chwilę, ale chyba właśnie na to miałam nadzieję – jasne. Jeśli tylko chcesz, możemy gdzieś razem wyskoczyć – mówię entuzjastycznie. Mam nadzieję, że nie usłyszał w moim głosie nadmiernej radości.

– Świetnie, czy możemy umówić się koło szesnastej? Może wyskoczylibyśmy na późniejszy obiad.

– Bardzo chętnie.

– W takim razie do zobaczenia – odpowiada, a ja jestem niemal przekonana, że właśnie się uśmiecha, pokazując te swoje dołeczki. Cholera przestań myśleć o nim w ten sposób. Rozłączam się bez pożegnania. Ostatnio zbyt wiele mnie przytłacza.

Schodzę do kuchni, żeby przygotować obiad dla mamy. Tym razem nie dam jej powodu do pastwienia się nade mną. Nie będę słuchać, że jest głodna, a ja szlajam się w jakimś bezsensownym celu. Garnek z gotową zupą jarzynową zostawiam na kuchence pod przykryciem, a ziemniaki z surówką i wątróbką okrywam ręcznikiem, żeby jak najdłużej były ciepłe, i idę do łazienki poprawić makijaż.

Zawijam włosy w luźny kok z wysuniętymi poza nim kilkoma pas­mami, to zdecydowanie moja ulubiona jesienna fryzura. Zakładam czarne rajstopy, czarne botki z wyższym obcasem i butelkowo zieloną sukienkę, która sięga mi przed kolano. Nie jestem osobą, która przykłada zbyt mocną uwagę do aktualnie panujących trendów, ale mając takiego męża, eleganckie ciuchy w mojej szafie to podstawa.

Maluję usta na czerwony kolor, żeby uwydatnić moje pełne wargi i spoglądam w lustro. Wyglądam naprawdę nieźle, a chyba nie powinno mi już na tym zależeć. Powinnam założyć jakieś stare legginsy i rozciągnięty jeszcze straszy sweter. Zrobienie wrażenia na Michale nie może skończyć się niczym dobrym. Cholera, Anastazjo! Przecież to stare dzieje, sięgają kilkunastu lat wstecz.

Wyglądam przez okno, jest piętnaście po trzeciej, a mama razem z Michałem i z panią Alicją właśnie podjeżdżają pod nasz dom. Przyjaciółka pomaga mamie, a mężczyzna, z którym jestem umówiona, pędzi do domu rodziców.

– Dziękuję raz jeszcze, Alicjo, za pomoc – mówi nad wyraz uprzejmie moja matka, stając w drzwiach wejściowych.

– Nie ma sprawy, kochanie. – Mama Michała zawsze jest uprzejma.

– Podziękuj ode mnie raz jeszcze Michałkowi. Mam nadzieję, że nie jest zły, że go wykorzystuję, mimo że Anastazja jest na miejscu. Wypadł jak oparzony, liczę, że to nie przeze mnie.

– Oczywiście, że nie, Beatko. – Alicja uspokaja matkę.

– To dobrze, taki fajny z niego chłopak, nie to co mój zięć. – Matka wzdycha teatralnie, na co zbiegam na dół.

– Dzień dobry. – Uśmiecham się szeroko do mamy Michała.

– Witaj, Anastazjo – odpowiada przejęta. – Przepięknie wyglądasz!

– Bardzo dziękuję. – Lekko się czerwienię i ruszam do kuchni, żeby podać mamie obiad.

Zanim jednak zdołam cokolwiek wyciągnąć, matka staje za mną w drzwiach.

– Dokąd się wybierasz? – pyta ze wścibskim uśmieszkiem.

– Po prostu wychodzę – odpowiadam. – Tym razem nie zostawiam cię na lodzie. Przygotowałam obiad. Masz zupę i drugie danie.

– Dziękuję ci bardzo, ale nie jestem głodna. Jadłyśmy z Alicją obiad na mieście, bo nie byłam pewna, czy o mnie nie zapomnisz – mówi z pogardą i wychodzi z kuchni.

Cóż, mimo starań znów jeden zero dla ciebie, mamo. Jednak nie dam sobie popsuć humoru. Wracam na górę i sięgam po ulubione perfumy Michała, mimo upływu lat ja też używam wciąż tych, które najbardziej mu się podobały. Zerkam po raz ostatni w lustro i dumna z siebie pędzę na dół. Oby dzisiaj miał dla mnie trochę więcej czasu.

Rozdział 4

Gdy wychodzę z domu, Michał stoi już przy drzwiach.

– Cóż mogę powiedzieć? – Bada mnie wzrokiem. – Jak zwykle wyglądasz pięknie. – Uśmiecha się nieśmiało i spogląda w dół.

Miło widzieć, że wciąż go onieśmielam, mimo że jesteśmy już dużo starsi.

– Dziękuję – odpowiadam cicho, czując, jak płoną mi policzki.

– Cóż. – Mierzwi ręką swoje włosy. – Może skoczymy do najlepszej naleśnikarni w Toruniu? – pyta.

– Chętnie, dawno tam nie byłam. Teraz rzadko przyjeżdżam do Torunia – oznajmiam ponuro, wsiadając do samochodu. – Częściej bywam w Bydgoszczy, a nawet w Grudziądzu, ale Piotr za wszelką cenę omija to piękne miasto, co dla mnie jest niezrozumiałe.

– Czy on jest z Torunia? – pyta rozbawiony. – Bo rozumiem, że mówisz o swoim mężu?

– Tak o nim, i nie, pochodzi spod Płocka. – Wzdycham. – Piotra poznałam, gdy był w Toruniu na wakacjach, z bratem odwiedzali kuzynkę, która tu studiowała.

– Znasz odpowiedź. – Cicho się śmieje, a ja dołączam do niego.

– Opowiedz mi o niej – proszę drżącym głosem, gdy siedzimy przy stoliku i czekamy na zamówione dania.

– O kim? – pyta jakby zdezorientowany.

– O twojej dziewczynie.

– Jestem z... – jego twarz blednie – ja od ponad czterech lat jestem z Amandą.

Patrzę na niego, jakby właśnie uderzył mnie w twarz. To prawda, moja siostra ma kogoś, ale on nigdy nie ma czasu, żeby zjawić się raz na rok na urodzinach mojej matki. Od kiedy wyszłam za mąż za Piot­ra, nie spotykam się z siostrą, która wyjechała do... Warszawy. Jezu, jaka byłam głupia. Dlatego chciał się ze mną spotkać, żebym w końcu się dowiedziała. Moja siostra i mój były chłopak...

– Nasti, powiedz coś – błaga.

– Przepraszam. – Biorę torebkę i ruszam do wyjścia. Nie chcę z nim tu siedzieć. To zbyt dużo. Oczywiście mam męża i nic mi do tego, ale własna siostra z moim eks to jak zdrada i to, że przez tyle pieprzonych lat nawet o tym nie napomknęła. Wybiegam czym prędzej i skręcam w przypadkowe uliczki. Nie chcę, żeby za mną wyszedł i próbował rozmawiać. Kieruję się do jedynego miejsca, które sprawia, że mój umysł może odpocząć od nadmiaru przytłaczających mnie myśli. Wszystkiego bym się spodziewała, ale nie mojej młodszej siostry sypiającej z moim byłym.

Siadam na plaży nad Wisłą i obserwuję wędkarzy łowiących ryby kilkanaście metrów dalej. Zdecydowanie wolę być tu sama. Nie wiem nawet, kiedy łzy zaczynają spływać mi po policzkach, kiedy beznamiętnie wpatruję się w wodę.

– Nasti – słyszę za sobą drżący głos – pozwól to wyjaśnić.

– Co ty tutaj robisz? – Natychmiast wstaję, ocierając łzy.

– Kiedyś znałem cię naprawdę dobrze i wiedziałem, że spędzasz tutaj długie godziny w zamyśleniu, miałem nadzieję, że nadal tu wpadasz. Praktycznie zawsze, gdy jestem w Toruniu. – Podchodzi do mnie, a po chwili siada na piasku. – To wszystko jest pokręcone. Myślałem, że ona już dawno ci o tym powiedziała, ale gdy byliśmy w kawiarni, doszło do mnie, że nie masz pojęcia.

– Wszyscy wiedzieli oprócz mnie? – Siadam ponownie na piasku.

– Nasti – jego głos jest pełen bólu – naprawdę nie miałem pojęcia. To twoja siostra i wiem, że bardzo rzadko ze sobą gadacie i właściwie się nie widujecie, ale ona przekonywała mnie, że mówiła ci o naszych randkach, że się we mnie zakochała i o naszym związku. – Patrzy na rzekę. – Uwierz mi.

– Nie musisz się tłumaczyć, Michale – wzdycham.

– To moja wina, Nasti – mówi prawie szeptem.

– O czym ty, do cholery, mówisz?

– Ja nigdy nie – zamyka oczy i zaciska pięści – błagam, nie zrozum mnie źle. Ale nigdy bym się z nią nie umówił. Jednak tak bardzo przypomina ciebie, kurwa, Nasti, ona tak bardzo mi ciebie przypominała, że – patrzy w niebo – zgłupiałem. Pięć lat temu wróciłem do Torunia, bo miałem nadzieję, że będziesz tutaj. Wtedy twoja matka oznajmiła, że za miesiąc wychodzisz za mąż. Kiedy usiadłem przed domem, jakkolwiek głupio to brzmi, i zacząłem rzucać kamieniami, z waszego domu wyszła Amanda. Gdy spojrzałem jej w oczy, szaleńczo zacząłem szukać ciebie, moja miłość do ciebie nie zmalała przez te wszystkie lata, a pięć lat temu wróciłem z ogromną nadzieją, sam się nakręciłem. Amanda nie była niczemu winna.

– Jesteś z nią szczęśliwy? – wypalam bez namysłu.

– Nasti – wzdycha.

– No odpowiedz – warczę.

Spogląda na mnie i od razu przysuwa się bliżej mnie. Sięga dłonią do mojego policzka i ociera łzy. Na jego dotyk reaguję dreszczem.

– Posłuchaj. – Obejmuje mnie ramieniem, próbuję się odsunąć, ale moje ciało przestało mnie słuchać. – Kiedy przyjechałem pięć lat temu, kochałem cię cały czas tak mocno jak wcześniej. Wiążąc się z Amandą, byłem zakochany w wyobrażeniu o tobie. Po tylu latach trudno mi okreś­lić, czy to miłość – bierze głęboki oddech – przyzwyczajenie, czy wciąż jest dla mnie dublerką ciebie. Nie wiem, Anastazjo, nie znam odpowiedzi.

– Jesteś nienormalny. Związałeś się z moją siostrą, wykorzystałeś ją, udawałeś uczucia, bo nadal mnie kochałeś? Posłuchaj, jak to brzmi. – Wstaję i otrzepuję się z piasku.

– Wiem.

– Dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę – rzucam chłodno.

– Minęło tyle czasu, myślałem, że sobie ze wszystkim poradziłem. Ale znowu się zjawiasz, a ja nie mogę przestać o tobie myśleć. – Podnosi się z piasku i staje, patrząc mi w oczy. – Nasti. – Łapie mnie za rękę. – Gdybym miał choć cień szansy, te pięć lat temu, że zastanowisz się przez chwilę, czy wychodzić za mąż, czy zostać ze mną, przysięgam, że walczyłbym z całych sił, ale twoja matka jasno dała mi do zrozumienia, że mam ci dać spokój. – Przytula mnie nagle, a ja wtulam się w niego z całych sił. – Nadal używasz tych perfum? – Uśmiecha się radośnie, a jego twarz łagodnieje. – Chciałem kiedyś kupić je Amandzie. – Milknie, jakby właśnie dotarło do niego, co powiedział.

– I? – pytam.

– Nie mogłem ich nigdzie znaleźć, ale później ucieszyłem się z tego powodu, bo ten zapach jest zarezerwowany dla ciebie. – Chwyta moją twarz w swoje duże dłonie. – I dotarło do mnie, że zrobiłbym sobie ogromną krzywdę, gdybym aż tak próbował ją zmieniać, bo ona nigdy nie stała się tobą.

– Dlaczego więc nie zerwałeś z nią?

– Bo miałem namiastkę ciebie. – Zbliża się do mnie, gdy zaczyna dzwonić mój telefon.

Gwałtownie odsuwam się, jakbym właśnie została wybudzona ze snu.

– Przepraszam – jęczę. – Muszę odebrać. – Spoglądam na wyświet­lacz i żałuję, że nie wybrał innego momentu.

– Boże, Anastazjo, co z tobą?

– Halo – odzywam się gniewnym tonem.

– Wszystko dobrze? – pyta Piotrek.

– Tak. Czemu dzwonisz?

– Chciałem dowiedzieć się, czy wszystko w porządku.

– Piotr, wszystko jest okej – powtarzam.

– Kiedy wracasz? – pyta oschle.

– Nie wiem jeszcze.

– Planujesz w ogóle powrót?

– Oczywiście – dziwię się – a co wolałbyś już mnie więcej nie zobaczyć?

– Daruj sobie, Anastazjo.

– Sam sobie daruj. Wiem, że jest ci na rękę, że mnie nie ma.

– Co ty wygadujesz? – Słyszę irytację.

– Nie rób ze mnie idiotki.

– Najwyraźniej nie muszę – warczy, a ja natychmiast się rozłączam. Co za bezczelny gnojek. Nie dość, że mnie zdradza, to jeszcze obraża. Co ja w nim widziałam? Odwracam się do Michała, ale go nie ma. Zostawił mnie samą z mętlikiem. Ten chaos w głowie chyba mnie wykończy.

Rozdział 5

Wracam do domu matki i zamykam się w pokoju, zanim padnę ofiarą jej ciekawskich pytań. Biorę koc, telefon, książkę i idę na taras. Dobrze, że jedyne wejście tutaj prowadzi z mojego pokoju. Siadam na kocu, biorąc do ręki telefon. Widzę, że Piotr dzwonił do mnie już trzy razy i wysłał dwa esemesy. Postanawiam ich nie czytać i od razu je kasuję. Piszę mu szybką wiadomość.

Ja: Nie chcę nawet wiedzieć, co masz mi do powiedzenia. Dzisiaj zdecydowanie przegiąłeś. Zgadzam się, musimy porozmawiać. Mam dość, że robisz ze mnie idiotkę. Potrzebuję trochę przestrzeni, żeby to przemyśleć. Na razie nie dzwoń. Przyjadę za kilka dni, to pogadamy.

Wysyłam pospiesznie wiadomość i kładę się na kocu, zasłaniając twarz dłońmi. Mam dość. Esemes przychodzi niemal od razu, jednak nadawca jest inny, niż bym się tego spodziewała.

Michał: Mogę zakraść się do Ciebie na balkon, tak jak robiłem to, gdy byliśmy nastolatkami?

Czytam tę wiadomość dwa razy i uśmiecham się szeroko do siebie. Chyba jest jedyną osobą, której tak naprawdę chciałabym się wygadać, i mimo tych popieprzonych tajemnic z Amandą i kilku lat bez kontaktu, nadal lubię z nim rozmawiać. Kiedyś życie było łatwiejsze, chętnie wróciłabym do tych beztroskich czasów, kiedy byliśmy razem.

Ja: Jasne, wpadaj, o ile masz jeszcze tak dobrą kondycję jak kiedyś.

– Naprawdę myślisz, że jest już ze mną tak źle? – Uśmiecha się szeroko, przechodząc przez barierkę, a ja od razu wyobrażam sobie, jak robił to samo, gdy zaczynał spotykać się z Amandą.

– Starość, nie radość – mówię figlarnie, na co on pręży muskuły.

– Tylko spójrz, jak służy mi dojrzałość. – Śmieje się głośno, a ja wywracam oczami. Zawsze uwielbiałam jego poczucie humoru, tylko on potrafił sprawić, że mój płacz przeradzał się w śmiech.

– Chyba zaczynasz się sypać, przestań się oszukiwać, no młodszy już nie będziesz. – Daję mu kuksańca w ramię.

– Chyba potrzebuję pielęgniarki. – Udaje, że jęczy z bólu. – Chociaż czekaj, urodziłem się w październiku, a ty w maju, babciu – mówi dumnie.

– Kto by pomyślał, żeby kobiecie wiek wypominać. – Grożę mu palcem, na co on wybucha śmiechem.

– Wiesz, naprawdę cholernie mocno za tobą tęskniłem. – Poważnieje i ściska mi dłoń.

Czuję, jak dreszcz przechodzi przez moje ciało, a lód, który utworzył się przez ostatnie pół roku, na moim sercu topnieje.

– Ja za tobą też. – Uśmiecham się lekko.

– Wyszło bez sensu. Głupio mi przed tobą w związku z tym wszystkim. – Wymachuje rękami.

– Przecież masz prawo być szczęśliwy. – Połykam głośno ślinę, zamykając oczy. – Nawet jeśli to znaczy, że spędzisz życie z moją siostrą.

– Nasti – wzdycha, kładąc głowę na moim ramieniu – mam nadzieję, że twój mąż jest dla ciebie dobry.

Czuję łzy napływające do oczu i za wszelką cenę staram się to ukryć, ale jest za późno i wybucham płaczem.

– Przepraszam – szepczę, widząc jego zdezorientowaną minę.

– No co ty, Anastazjo. – Klęka przede mną, próbując oderwać moje ręce od twarzy. – Co się dzieje? Hej, nie płacz. – Przyciąga mnie do siebie i zaczyna głaskać po głowie.

Chyba właśnie tego potrzebowałam. Wsparcie i ukojenie, które płyną z jego strony, są jak bezpieczna przystań. Szukałam jej od ponad pół roku, gubiąc się w obojętności mojego męża.

– Ja. – Próbuję coś powiedzieć, ale intensywność, z jaką napływają łzy, sprawia, że nie mogę wydusić ani słowa.

– Nie musisz mówić, jeśli chcesz, możemy spędzić ten czas przytuleni, jeśli to cię uspokoi.

Po tych słowach wtulam się w niego jeszcze mocniej. Dzisiaj jest chłodno, więc jego miękka bluza zapewnia ciepło nam obojgu.

– Jestem już tym wszystkim tak zmęczona – wyduszam z siebie.

– Pojedźmy gdzieś i pogadajmy. Wiesz, tutaj wszyscy dookoła są zbyt ciekawi – mówi ponuro.

Po kilkunastu minutach jesteśmy już po zakupach w KFC i jedziemy w jakieś tajemnicze miejsce, które wybrał Michał. Kiedy parkuje auto, uświadamiam sobie, że jesteśmy nad jeziorem pod miastem. Jest jesień, więc nie ma tu już ludzi, a mrok, który zaczął pokrywać niebo, pozwala czuć się tu jakby w innej rzeczywistości. Światła odbijające się w wodzie to jedyne miejsce, gdzie cokolwiek widać.

Michał wysiada z auta i od razu udaje się w kierunku pomostu. Tam rozkłada koc, który wcześniej wyciągnął z bagażnika, latarkę i nasze zamówienie z KFC.

– Jesteś głodna? – Podaje mi torbę z jedzeniem i napój, ale odkładam to z powrotem na koc.

Podciągam kolana pod brodę, wciąż nie mogąc oderwać wzroku od jeziora. Wydaje się takie spokojne. Jest chłodno, ale to typowo jesienny wieczór, mój ulubiony klimat.

– Dziękuję, zjem później – odpowiadam po czasie, na co Michał reaguje zdziwieniem.

– Jesteś jakaś inna, nieobecna. Jakby ciągle smutna i niezainteresowana rozmową? – Spogląda ze zmartwieniem.

– To nie tak.

– A jak? Nasti, otwórz się przede mną, jeśli jakoś będę mógł, to pomogę. Może, jak się wygadasz, będzie ci lepiej. Nie mogę znieść widoku ciebie tak smutnej, to łamie mi serce. – Przysuwa się do mnie.

– Nie chcę zawracać ci głowy.

– Hej, jesteśmy sami, jeśli nie chciałbym, żebyś zawracała mi głowę, to nie wpadałbym do ciebie nielegalnie na balkon. – Uśmiecha się delikatnie. – Zawsze możesz liczyć na mnie, mówię poważnie, Anastazjo. Wiem, że zniknąłem na długie lata z twojego życia, ale jakimś cudem znów się pojawiłem i nie chciałbym, żeby tym razem to też skończyło się w taki sposób. Co ja pieprzę, w jakikolwiek sposób. Chcę być przy tobie jako ktokolwiek.

– Myślę, że Piotr mnie zdradza – wyrzucam z siebie w końcu.

– Co ty mówisz? – pyta piskliwym głosem. – Dlaczego tak sądzisz?

– Po prostu to wiem. Nie przyznał mi się jeszcze, ale widzę zmianę w jego zachowaniu. Zanim tu przyjechałam, mówił, że chce ze mną poważnie porozmawiać, ale w tym momencie zadzwoniła moja matka, a ja uciekłam. – Znów zaczynam płakać. – Nie chciałam przeżywać tej konfrontacji, nie wtedy. Wiesz, przyjazd do matki po takiej rozmowie to byłoby jak strzelenie sobie prosto w łeb. Możesz pomyśleć, że zwariowałam albo że zachowuję się niedojrzale, ale on już nie jest tą samą osobą, za którą wyszłam. – Choć to są mocne słowa, cieszę się, że w końcu mogłam to z siebie wyrzucić.

– Nasti, spójrz na siebie, jesteś piękna, inteligentna, zaradna, zabawna, pomocna, masz seksowne ciało i musiałby być głupcem, gdyby choć pomyślał o innej kobiecie – mówi z troską.

– Nie musisz mnie pocieszać – odpowiadam, choć czuję, że się rumienię. Chciałabym, żeby naprawdę tak o mnie myślał, ale wiem, że chce dodać mi pewności siebie.

– Przecież mówię samą prawdę. – Łapie moją twarz w dłonie. – Dam sobie rękę uciąć, że dla wielu mężczyzn jesteś ideałem. – Uśmiecha się blado, ocierając moje łzy. – Musiałby być idiotą, żeby zdradzić cię choć raz, a jeśli robił to regularnie, to jest niezrównoważony.

– Czyli myślisz, że zwariowałam?

– Nie interpretuj moich słów w ten sposób. Nie mówię, że oszalałaś, tylko on gdyby pomyślał o zdradzie. – Kciukiem ociera mi łzę.

– Jasne – rzucam gniewnie. Miałam nadzieję, że mi uwierzy, może coś doradzi.

– Nasti, nie denerwuj się. – Obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie. – Nie znam twojego męża, ale jestem facetem i wiem, że normalny mężczyzna nie zdradziłby takiej dziewczyny jak ty. – Przytula mnie mocniej. – Ale jeśli faktycznie by to zrobił, to nie zasługuje na tak dobrą osobę u swojego boku. Choć w sumie, nawet jeśli tego nie zrobił, a źle cię traktuje, to też nie. – Przykłada usta do moich włosów i delikatnie je całuje.

Wtulam się w niego najmocniej jak potrafię i sama nie mogę uwierzyć w to, jak wiele dałabym, żeby mogło to trwać już zawsze.

Rozdział 6

Po wczorajszej rozmowie z Michałem po raz pierwszy od dawna wstałam z uśmiechem na twarzy. Nie wiem, czy jego słowa dodały mi pewności siebie, bo dla kogoś faktycznie jestem atrakcyjna, czy może potrzebowałam takiej otuchy. Kiedy przytulałam się do niego, to coś we mnie pękło. Wróciłam pamięcią do dnia sprzed jedenastu lat, kiedy stałam się obiektem kpin ze strony innych uczniów. Zaczęło się od zazdrości o Michała. Jedna z dziewczyn próbowała skompromitować mnie na WF-ie. Kiedy się przewróciłam, rzuciła jakiś prześmiewczy tekst, który podłapała cała klasa. Aśka, bo tak miała na imię, myślała, że w ten sposób zyska w oczach Michała. Jednak nie znała go tak dobrze jak ja, nie wiedziała, że nienawidzi, kiedy ktoś śmieje się z jego bliskich i przyjaciół, a my byliśmy wtedy nierozłączni. Bardzo denerwowało ją, że od kiedy go zna, wciąż jest moim chłopakiem, starała się różnymi sposobami pokazać, że jest nim zainteresowana. Bardzo podobało mi się to, że zawsze stał po mojej stronie. Zerwałam z nim właśnie dlatego, że całował się z Aśką. Dziewczyna była pewna, że coś między nimi będzie, bo przez wiele lat o to zabiegała, ale dla niego to była tylko zem­sta na mnie. Gdy dowiedziała się, że prosił mnie o szansę, podobno go spoliczkowała, ale on tylko się odwrócił i odszedł. Nigdy więcej nie słyszałam, żeby o nim wspominała, choć czasami się widywałyśmy po jego wyjeździe. Nie mogłam uwierzyć, że mimo wszystko on zawsze wybierał mnie i kiedy nagle wyjechał, prawie pękło mi serce, nie mogłam zrozumieć dlaczego, choć w końcu dotarło do mnie, że naprawdę go nie ma. Ani razu nie przyjechał na święta czy wakacje, to mnie rozbiło. Pamiętam, że potrafiłam jeść jeden posiłek dziennie, wmuszając go w siebie. Tęsknota za nim opanowała całe moje życie. Nie miałam innego chłopaka aż do Piotra. Dopiero dzięki niemu zaczęłam się uśmiechać i znów poczułam się kochana. Odtrącałam każdego, kto próbował wcześniej zająć miejsce Michała, bo nie był nim.

Po rozmowie z Michałem wróciłam do domu, zaczęłam zastanawiać się nad moim małżeństwem. Jeżeli mój związek z Piotrem zaczął się tylko dlatego, żeby ktoś w końcu zastąpił Michała. A co jeśli wciąż kocham Michała? A jeśli to dzięki Piotrkowi pozbierałam się po wyjeździe Michała, który zostawił mnie zupełnie samą, jeśli to on nauczył mnie kochać i przywrócił uśmiech, rozkochał mnie w sobie mocniej, niż kiedykolwiek kochałam Michała. Czy można kochać kogoś mocniej, a innego mniej? Co jeśli Piotr znalazł sobie kochankę, bo czuł, że zawsze będę kochać Michała i nigdy nie będzie wystarczająco dobry? Albo bał się, że Michał wróci i przez to straci wszystko, co budowaliśmy? Zbyt dużo myśli ostatnio krząta się po mojej głowie.

– Anastazjo? – Ktoś puka do drzwi.

Związuję włosy w kok i narzucam koc. Dopiero wstałam, mimo że już jedenasta, ale nie spodziewałam się gości.

– Piotrek? – Otwieram drzwi i nie wierzę swoim oczom. Mój nudnie elegancki mąż stoi z bukietem kwiatów. – Co ty tutaj robisz?

– Musiałem przyjechać cię przeprosić. Głupio się wczoraj zachowałem, poniosło mnie – mówi z udawanym poczuciem winy. Wyrzuty sumienia ma wypisane na twarzy, ale dobrze wiem, że nie chodzi tylko o wczorajszą kłótnię.

– Chodzi o naszą rozmowę?

– I tak, i nie. Przepraszam, nie chciałem cię tak nazwać. Słuchaj, ja... – Wzdycha. – Nastka, musimy pogadać, nie mogę dłużej czekać.

Przyjechał, żeby powiedzieć mi, że to koniec. To najbardziej żałos­na rzecz, jaka kiedykolwiek działa się w moim życiu.

– Czy naprawdę nie możemy sobie dziś darować tej rozmowy?

– Dlaczego tak od niej uciekasz? Wiesz, że jest nieunikniona. Chcę mieć to za sobą. – Wzdycha.

– Piotr, prosiłam cię o kilka dni wytchnienia. O przestrzeń, żebym mogła wszystko przemyśleć, a ty na drugi dzień zjawiasz się tutaj? – mówię gniewnie. – Dlaczego zawsze musisz być taki uparty?

– Nie jestem uparty. Nie lubię niewyjaśnionych i niedokończonych spraw. – Jego głos poważnieje. – Nie wiem, czy twoja matka sprowadziła cię tu specjalnie, ale najlepiej jakbyś wróciła do domu i byśmy w końcu wszystko sobie wyjaśnili.

– Przyjeżdżasz do domu mojej matki i ją oskarżasz? Myślisz, że potrafi czytać w myślach z odległości do stu kilometrów, czy masz zamiar rozmawiać poważnie i w końcu się przyznać? – warczę.

– Po pierwsze myślę, że twoja matka jak każda wiedźma ma jakiś dar i jest to czytanie w myślach z odległości pięćdziesięciu kilometrów i zatruwanie nam życia. Po drugie gdybyś nie leciała na każde jej wezwanie, nie musiałbym tu przyjeżdżać i robić z siebie błazna, a po trzecie, skąd wiesz, że mam się do czego przyznawać? – odpowiada złośliwie, lecz wydaje się zdezorientowany.

– Jesteś niemożliwy. Po jaką cholerę tu przyjechałeś? Było siedzieć w domu i nie odzywać się przez kilka dni, miałbyś spokój i mógłbyś robić to, co najlepiej potrafisz.

– Czyli co robię według ciebie najlepiej? – Zaciska szczęki ze złości.

– Kłamiesz, Piotr. – Uderzam ręką w czoło. – Grasz idealnego męża i myślisz, że nie domyślam się, jaki masz problem. A tu niespodzianka, nie jestem taka naiwna i łatwowierna, jak myślisz. Wręcz, kurwa, przeciwnie, już dawno domyśliłam się, że kłamiesz, ba i regularnie się z nią spotykasz. Każde twoje niby późne spotkania z klientami czy praca po godzinach to tylko wymówka! – wykrzykuję ze łzami w oczach. Czekam, aż zacznie się bronić czy wypierać, ale on milczy.

– Skąd wiesz? Powiedziała ci? – wydusza z siebie, choć jest blady jak ściana. – I czy nadal chcesz ze mną być? Skoro już wiesz?

– Ja… nie wiem – wzdycham.

– Nasti, w porządku? Krzyki słychać na całej ulicy. – Nagle do pokoju wpada Michał. Rozgląda się i przenosi wzrok to na mnie, to na Piotra, a na jego twarzy gości współczucie, złość i zażenowanie.

– Wszystko dobrze, Michał – potwierdzam, ocierając łzy.

– Michał? – Piotr wręcz wykrzykuje to imię. Patrzy na mnie, a jego twarz wykrzywia się w gniewie. – Czy to ten M I C H A Ł? – Mąż śmieje się nerwowo.

– Nie wiem, co masz na myśli – kłamię, choć obawiam się, że tylko pogarszam sytuację. Chociaż właśnie przyznał się do zdrady i jeszcze śmie robić sceny?!

– Cześć. – Michał wyciąga rękę do Piotra. – Jestem Michał, a ty to?

– Jestem mężem Anastazji. – Przyciąga mnie do siebie i oplata ramieniem.

Co on, do cholery, robi? Czy próbuje zaznaczyć swój teren? Litości, ja nawet nie wiem, czy jeszcze będę chciała z nim być.

– Co ty wyprawiasz? – wrzeszczę, odsuwając się od niego gwałtownie. – Przestań znów zgrywać idealnego męża. Przed chwilą o tym rozmawialiśmy. – Macham mu przed nosem palcem. – Tak to jest Michał, który kiedyś był mi bardzo bliski. Michał – zwracam się w jego kierunku – to mój mąż Piotrek, który przyjechał tutaj, w sumie sama nie wiem po co, bo oczywiście wyszła z tego kłótnia i za to przepraszam, że wysłuchało tego pół osiedla.

– Co ty, Nasti, daj spokój. Raczej to nie twoja wina. – Mierzy Piotra gniewnym spojrzeniem. – Wszystko w porządku? – pyta raz jeszcze zatroskany.

– Nasti – przedrzeźnia go Piotrek.

– Co ty odpieprzasz? – krzyczę do męża. – Przestań kompromitować siebie i mnie i nie zachowuj się jak dziecko.

– Chyba w złym momencie przyjechałem – ironizuje Piotr – bo właśnie ktoś tu naprawia swoją wspaniałą relację. – Śmieje się. – Wiesz już, że bzyka twoją siostrę?

– Chwila. – Idę w kierunku męża, wymierzając palcem w jego klatkę piersiową. – Skąd wiesz?

– Szanowna mamusia ci nie powiedziała?

– Mów! – wrzeszczę.

– Jak jeszcze za mną przepadała, zadzwoniła z informacją, że on wrócił, ale ty się nie możesz o tym dowiedzieć. Opowiedziała mi o planie, żebyś nie odwiedzała jej przez pewien czas, a ona spróbuje nasłać na niego Amandę. Podobno od dziecka była w nim zakochana, ale on zawsze wolał ciebie. Twoja matka spanikowała, że przeszkodzi w naszym ślubie i odesłała go z kwitkiem. – Wzrusza ramionami. – Nie mogłem uwierzyć, że mogłabyś chcieć do niego wrócić, skoro byłaś ze mną taka szczęśliwa, ale najwyraźniej twoja matka dobrze wiedziała, co robi. – Patrzy na mnie z bólem.

– Co za podła... – Nie kończę, bo kuśtykająca matka wpada do pokoju. ŚWIETNIE.

– Co to za zebranie? – pyta naszą trójkę. – Michał mogę prosić cię na dół? A na ciebie Piotr chyba pora. Za dwa dni przyjedzie Amanda, więc oddam ci twoją żonę – mówi pogardliwie i wychodzi z Michałem, który szybko szepcze „przepraszam”.

– Piotr – zwracam się do męża – wiedziałeś, że wrócił wtedy przed ślubem i nic mi nie powiedziałeś?

– A co miałem zrobić? Wolałem nie przekonywać się, kogo wybierzesz. – Spuszcza głowę. – Wiem, że nie jestem teraz na zbyt dob­rej pozycji, ale cię kocham i zawsze cię kochałem. Zrobiłem to dla nas. Pamiętam, jaka byłaś, gdy cię poznałem. Taka krucha i nieufna. Zakochałaś się we mnie, a ja w tobie i nie chciałem, żebyś znów próbowała z nim, żeby cię zranił. Przepraszam, że nie powiedziałem ci wcześniej. Miałem nadzieję, że temat Michała w naszym życiu jest już zakończony.

– Jak mógł być zakończony, skoro wiedziałeś, że jest z moją siostrą.

– Anastazjo, zastanów się, jaki masz z nią kontakt. To wyszło dopiero po pięciu latach. Pięć pieprzonych długich lat w niewiedzy, że on zakochał się w twojej siostrze.

– Odpuść. Nie mam już ochoty o tym gadać.