Ostatnia iskra nadziei - Magdalena Wala - ebook + książka

Ostatnia iskra nadziei ebook

Magdalena Wala

4,5

Opis

WZRUSZAJĄCA WOJENNA OPOWIEŚĆ
O NAJWAŻNIEJSZYCH ŻYCIOWYCH WYBORACH.

Kryzys w małżeństwie Adriany pogłębia się. Kobieta zapełnia emocjonalną pustkę spotkaniami z najlepszą przyjaciółką, którą traktuje jak zastępczą babcię. Coraz bardziej wciąga ją historia małżeństwa Agnes w czasach wojny.
Mąż Agnes dostał powołanie do niemieckiej armii i został wysłany daleko na wschód. Gdy wojenna zawierucha zbiera swe ponure żniwo, Agnes staje przed życiowym dylematem. Co okaże się dla niej najwyższą wartością: wierność ideałom czy życie najbliższych?
Spotkanie z dawnym kolegą uzmysławia Adrianie, że wszystko, w co dotychczas wierzyła, jest fałszem. Uzyskując odpowiedzi na nurtujące ją od lat pytania, Adriana zaczyna rozliczać własną teraźniejszość.

Dwie kobiety, dwie różne epoki, te same
dylematy i tak podobne koleje losów… Sięgnij po cykl „Za zakrętem”!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 304

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




 

 

 

 

Copyright © Magdalena Wala, 2020

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2020

 

Redaktor prowadzący: Bogumił Twardowski

Redakcja: Kinga Gąska

Korekta: Anna Królak, Paulina Jeske-Choińska

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Klaudia Kumala

Projekt okładki i stron tytułowych: Magda Bloch

Fotografie na okładce:

© CollaborationJS/Trevillion Images

© Sebastian Duda/shutterstock.com

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

 

Zdjęcie na trzeciej stronie okładki ze zbiorów autorki

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

eISBN 978-83-66431-94-2

 

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

redakcja@czwartastrona.pl

www.czwartastrona.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ci, którzy nie pamiętają przeszłości,

skazani są na jej powtarzanie.

George Santayana

 

 

 

 

Rozdział pierwszy

 

 

 

Twarze.

Niezmiennie tego szczególnego dnia obserwowała otaczające ją te same znajome twarze. Wraz z biegiem lat pojawiały się na nich oznaki wieku, bruzdy i zmarszczki, a także w jednym wypadku młodzieńczy trądzik. Prezentowały także całą paletę emocji od zadowolenia do złości. Ich właściciele siedzieli, dyskutując przy stole, niektórzy roześmiani, lecz dostrzegła również parę skwaszonych oblicz. W tym jej teściowej. Jedyne, czego nie widziała, to uczuć, które upływające godziny wypisały na jej twarzy.

Rozgoryczenie? Zapewne.

Wyczerpanie? Prawdopodobnie.

Wściekłość? Mimo wszystko żywiła nadzieję, że jednak nie!

Na pewno nie mogło to być szczęście, chociaż okazja należała do radosnych. Ostatecznie zebrali się, aby świętować kolejne urodziny Stefana. Jednak pomimo późnej pory wśród zgromadzonych przy stole osób kogoś brakowało. Z każdą upływającą godziną stawało się jasne, że sam solenizant raczej do nich nie dołączy.

Aby uniknąć serii niewygodnych pytań, zamknęła się w kuchni i skupiła na przygotowywaniu potraw. Do gości wychodziła tylko po to, by położyć kolejne salaterki i talerze na przykrytym nowym obrusem stole. Musiała też podawać następne butelki alkoholu, czym zazwyczaj zajmował się Stefan. I oczywiście zabierać puste naczynia oraz brudne sztućce. Zachowywała się zatem dokładnie tak, jak podczas poprzednich urodzin Stefana, chociaż planowała je spędzić zupełnie inaczej. Tym razem w ramach próby polepszenia swoich stosunków małżeńskich chciała posiedzieć z gośćmi przy stole. Poczuć się nareszcie częścią tej rodziny, a nie tylko kuchtą i sprzątaczką w jednym. Powinna być przyzwyczajona do faktu, że zazwyczaj miała problem z realizacją swoich zamierzeń. Nie inaczej stało się tym razem. A wszystko przez nieobecność męża.

W tym roku jego urodziny wypadały w sobotę. Jak zwykle niewielkie przyjęcie, które przygotowywała od rana, organizowała dla rodziny Stefana. Gościła teściową Martę Różańską, jej rozwiedzioną młodszą siostrę z nastoletnim synem i dwóch braci nieżyjącego ojca Stefana z rodzinami. W sumie czternaście osób w różnym wieku. Po trwających kilka popołudni generalnych porządkach, podczas których przygotowała do inspekcji teściowej wszystkie zakamarki, nadeszła pora na sprawunki. W piątek po pracy udała się do pobliskiego marketu. Bez słowa skargi wkładała do koszyka kolejne produkty potrzebne jej do przygotowania potraw, które zawsze życzył sobie na urodziny Stefan. Obiecał odebrać ją wraz z zakupami ze sklepu. Cierpliwie czekała na niego na parkingu, a z każdą mijającą minutą coraz bardziej przypominała śniegowego bałwanka. Po półgodzinie postanowiła zadzwonić do męża.

Okazało się, że w ostatniej chwili coś mu wypadło i zapomniał ją o tym poinformować. Mogła się tego spodziewać. Obciążona ważącymi chyba tonę siatami powlokła się na przystanek, gdzie kolejne paręnaście minut spędziła, obserwując zapadający nad Quick Parkiem mrok. Przemarznięta ledwo dowiozła zakupy z Bończyka do domu. Gdy poczuła ból w przeciążonych rękach, zamarzyła, by po drodze zapodziać przynajmniej jednąz reklamówek. Z trudem stłumiła w sobie tę pokusę.

W sobotę rano czekała ją kolejna niespodzianka. Jeśli liczyła, że często wygłaszane przez nią w ostatnim czasie monologi wpłyną na Stefana, musiała srodze się zawieść. Mąż wczesnym rankiem ewakuował się z mieszkania. Odrobinę ją to zdziwiło, ponieważ w swoje święto lubił pospać dłużej. Widocznie wizja drobnych porządków i ostatnich przygotowań do imprezy skłoniła go do zmiany przyzwyczajeń. Gdy Adriana uciszyła terkoczący budzik, odkryła, że po Stefanie pozostał jedynie bałagan do posprzątania. Widocznie najnowsza opanowana przez niego zdolność polegała na wyprawieniu się po cichu z domu. I to bez jej asysty! Szkoda tylko, gorzko dumała, że ta cudowna umiejętność nie pojawiła się wcześniej. Na przykład przy nielicznych okazjach, kiedy mogła dłużej pospać, a mąż i tak urządzał jej wczesną pobudkę. Prawdopodobnie jedynie tak mógł zaspokoić swoje pragnienie odegrania się na niej, gdy kategorycznie odmówiła robienia mu rano śniadań.

Widząc plamy herbaty na zaledwie dzień wcześniej wyszorowanych na wysoki połysk kuchennych płytkach, rozsypane wszędzie okruszki chleba oraz zaschnięte plamy z pasty do zębów rozbryźnięte na lustrze, pomyślała, że może egoizm Stefana należy do skrycie przez niego hołubionych wad wrodzonych. Albo co bardziej prawdopodobne – mąż po prostu czekał, aż znudzą się jej, jak to określił, fanaberie. O ile tak można nazwać nalegania Adriany, by zaczął choć odrobinę pomagać w pracach domowych. Z przykrością uzmysłowiła sobie, że przed przyjściem gości będzie musiała po raz kolejny posprzątać.

Spoglądając nerwowo na zegarek, śpieszyła się, aby ze wszystkim zdążyć. Dzień minął jej błyskawicznie. Usiadła dosłownie na pięć minut przed przybyciem pierwszych gości. Stefan nadal nie wrócił, a ona nie chciała nękać go telefonami. I tak zrobiło jej się przykro, bo przespała jego wyjście, przez co nie zdążyła mu złożyć życzeń i wręczyć kupionego z tej okazji skromnego upominku. Nie żywiła złudzeń, że pomoże jej przy podawaniu dań czy zbieraniu naczyń, ale mógłby przynajmniej przydać się do nalewania alkoholu i zabawiania zgromadzonego towarzystwa. Ostatecznie przyszli tu dla niego.

A to ona musiała odpowiadać na powtarzające się pytanie:

– Gdzie Stefan?

– Zaraz wróci – odpowiadała niezmiennie, za plecami kurczowo ściskając kciuki, aby jej słowa rychło okazały się prawdą.

Godzinę po przybyciu ostatniego gościa solenizant nadal nie wrócił, a jego rodzina wyraźnie straciła cierpliwość. Zaczęły się docinki, które z upływem czasu były coraz trudniejsze do zniesienia.

– Uciekł od ciebie?

– Co takiego zrobiłaś biednemu mężowi, że w dniu urodzin postanowił zwiać z domu?

– Pobiłaś swojego chłopa i teraz ze wstydu się ukrywa?

– Rzucił cię w końcu?

Oświadczenie teściowej wywołało pijackie chichoty i toast.

– Wypijmy za to – oświadczył jeden ze stryjów Stefana.

– Taki stary, a taki głupi – skwitowała jego żona. – Wybacz, Adriana, popił sobie i bzdury plecie! Tylko gdzie się podziewa Stefan?

Sama chciałaby to wiedzieć. Gości zaprosił na osiemnastą, tymczasem minęła już dwudziesta. Buzująca w Adrianie wściekłość została zastąpiona przez narastający z każdą chwilą niepokój. Obserwowała początkowe zdziwienie gości, nie zamierzając wymyślać żadnych wymówek czy usprawiedliwień. Widziała kpinę oraz oburzenie wypisane na ich twarzach. Tylko Artur był w ogóle niezainteresowany nieobecnością kuzyna, ponieważ całą uwagę poświęcał swojemu smartfonowi.

– Odłóż już ten pieprzony telefon – syknęła w pewnym momencie do niego matka.

Nastolatek zamiast odpowiedzieć, wyciągnął z kieszeni słuchawki i demonstracyjnie włożył je sobie do uszu. Adriana pomyślała, że chętnie w ten sam sposób odcięłaby się od podejrzliwych spojrzeń gości i ich sarkastycznych komentarzy. Niestety, nie wypadało jej tak zrobić, więc znowu uciekła do swojego azylu pod pretekstem podgrzania kolejnych potraw.

– Coś ty zrobiła mojemu synkowi? – Teściowa zmaterializowała się przy kuchence, o mało nie przyprawiając Adriany o zawał. Marta Różańska nigdy nie odwiedzała tego pomieszczenia. Zaskakujący był sam fakt, że matka Stefana wiedziała, w którym kierunku się udać!

– Nic – wyszeptała zmęczona Adriana i przysiadła na krześle.

– Jak to nic? Przecież go nie ma!

– Wyobraź sobie, że widzę – warknęła gospodyni, tracąc cierpliwość.

– I nic z tym nie robisz? Przyznaj się, ukrywasz coś! Gdzie jest Stefan? On nigdy się tak nie zachowuje.

Adriana miała serdecznie dość. Ciągle nieobecnego męża, jego obojętności i kompletnego braku wrażliwości. Teściowej z jej wiecznymi fumami i pretensjami. Życia, które ułożyło jej się w taki beznadziejny sposób.

– Właśnie, że tak. Stefan dokładnie tak się zachowuje. Wychowałaś skończonego egoistę! – bluzgnęła, nie czując dłużej potrzeby trzymania języka za zębami. Miała dość zachowywania pozorów. To małżeństwo, pomimo jej starań, okazało się jedną wielką katastrofą!

Oburzona teściowa głośno wciągnęła powietrze.

– Wulgarna prostaczka – zasyczała.

Wulgarna? Przecież nie padło ani jedno przekleństwo. Przynajmniej z jej strony. Rodzice wpoili jej, że starszym należy okazywać szacunek, nawet wtedy, kiedy na niego nie zasługują. Policzyła w myślach do dziesięciu, po czym spytała, siląc się na spokój:

– Wysłał może mamie jakąś wiadomość?

Marta zastanowiła się przez chwilę.

– Nie – burknęła. – Dzwoniłam, ale włącza się poczta głosowa – dodała obrażonym tonem.

Adriana pomyślała, nawet ze współczuciem, że pewnie dla teściowej ta sytuacja była zupełnie nowa. Do tej pory Stefan przybiegał na każde zawołanie mamusi.

Wzdychając ciężko, pośpieszyła do sypialni, gdzie zostawiła swoją komórkę. Wybrała numer Stefana i z bijącym sercem czekała na połączenie. Nie wiedziała, co mu powiedzieć, gdy odbierze.

Jeśli odbierze, skorygowała.

Po kilku sygnałach włączyła się poczta głosowa, więc przerwała połączenie i ponownie wybrała jego numer. Z podobnym skutkiem. Gdy zadzwoniła po raz trzeci, zwróciła uwagę na lekkie bzyczenie. Czyżby…?

Nie przerywając połączenia, podeszła do nocnego stolika i gwałtownym ruchem szarpnęła za uchwyt szuflady. Oderwała komórkę od ucha i uderzyła palcem w czerwoną słuchawkę. Podejmowanie kolejnych prób skontaktowania się z solenizantem było bezsensowne. Mąż specjalnie zostawił w domu wyciszony telefon. Ten sam, z którym przecież ani na moment się nie rozstawał. Najwidoczniej nie życzył sobie, aby mu ktokolwiek przeszkadzał. Wyraźnie zasygnalizował, że wróci, kiedy będzie miał ochotę. Za minutę albo dopiero późno w nocy, gdy już wyjdą ostatni goście.

Co ty właściwie zaplanowałeś? – pomyślała Adriana.

Niewiele z tego wszystkiego rozumiała. Uzmysłowiła jednak sobie, że od paru miesięcy w nagrodę za jej wysiłki mąż próbował ją karać. Tylko dlaczego sprawił przykrość także swojej matce?

– Gdzie ty jesteś, Stefan? – wyszeptała.

 

*

 

Gdy wróciła do gości, ciotka Zuza właśnie szykowała się do wyjścia. Na twarzy wkładającego puchową kurtkę Artura malowała się ulga. Możliwość opuszczenia geriatrycznego towarzystwa tak go uradowała, że Adriana po raz pierwszy tego dnia poczuła nieznaczną chęć, aby się roześmiać.

– Życz od nas Stefanowi wszystkiego najlepszego – rzuciła ciotka i nie przedłużając pożegnania, przekroczyła próg mieszkania.

– No… – stwierdził Artur i znowu włączył telefon, po czym wpatrzony w ekran ruszył za matką.

– Wyłącz w końcu tę cholerną komórkę – upomniała go Zuza.

– No…

Adriana zamknęła za nimi drzwi i poskromiła w sobie chęć, aby się o nie oprzeć. Nieobecność Stefana nie przeszkadzała gościom w dalszym biesiadowaniu. Kobieta uświadomiła sobie, że nie wyjdą stąd, dopóki znajdą coś dobrego na półmiskach oraz w butelkach. Co prawda w lodówce czekały kolejne przysmaki, ale w tym momencie postanowiła, że nie zaniesie ich na stół. Planowała podać na koniec ciepłe dania, więc przygotowane do podgrzania potrawy mogły równie dobrze wylądować w zamrażalniku zamiast w kuchence mikrofalowej. W ten sposób stryjkowie Stefana wcześniej wyjdą, zwłaszcza kiedy w butelce skończy się wódka. Wyciągnęła ze zmywarki czyste naczynia i poukładała je w szafkach. Gdy wyjdą goście, posprząta w pokoju i ponownie włączy zmywanie, zanim położy się spać. Niedzielę zamierzała spędzić, odpoczywając po wyczerpującym tygodniu. Potoczyła wzrokiem po kuchni, w której znowu panował porządek i stwierdziła, że nie ma już powodu, by dłużej odwlekać powrót do pokoju, w którym goście nadal czekali na solenizanta. Zabrała taboret z kuchni i postawiła go na rogu pomiędzy stryjem Robertem a jego synem Michałem, który jako jedyny przesunął się ze swoim krzesłem, robiąc jej w ten sposób miejsce. Porwała ze stołu czysty, przygotowany dla Stefana kieliszek i nalała sobie wódki.

– Zdrowie mojego nieobecnego męża. – Wzniosła toast i nie czekając, aż inni goście do niej dołączą, wychyliła go jednym stanowczym ruchem.

Wydała z siebie ni to westchnienie, ni to charczenie, gdy poczuła, jak płyn pali jej przełyk, a wódka rozgrzewa. Nawet nie wiedziała, że przez długie godziny pocąc się w biegu, jednocześnie zamarzała od środka. Bez wahania ponownie napełniła kieliszek i szybko przełknęła jego zawartość. Kiedy go odkładała, zarejestrowała zdumione spojrzenia gości i panującą przy stole ciszę.

– Pijaczka – wyrzuciła z pogardą teściowa.

– Po drugim kieliszku? Naprawdę?

Adrianie nagle przestało zależeć, co rodzina Stefana sobie o niej pomyśli. Faktycznie miała bardzo słabą głowę, ale w tych okolicznościach niewiele ją to obchodziło. Wszelkie próby zdobycia przychylności teściowej były z góry skazane na porażkę. A skoro tak… Może nareszcie wyrzucić z siebie wszystko, co narastało przez lata i odkładało się, zatruwając ją i ostatecznie zmieniając w rozgoryczoną kobietę, którą zaczęła powoli pogardzać.

Utkwiła wymowny wzrok w stojących w rogu opróżnionych przez gości butelkach. Doliczyła się sześciu. W tym samym momencie stryj Janusz zachwiał się na krześle.

– Ale… o co… chodzi…? – wybełkotał.

Jego żona lekko zarumieniła się. Była najwyraźniej zakłopotana.

– O nic. I o wszystko – stwierdziła Adriana.

– Nie powinnaś przypadkiem gdzieś pójść? Zamiast bezczelnie się upijać? – zapytała niezrażona Marta, widząc, że synowa ponownie napełnia swój kieliszek.

Adriana otrząsnęła się. O co tym razem chodziło teściowej? Zdolność młodej kobiety do przetwarzania humorów i pomysłów Różańskiej najwyraźniej zanikała.

– Niby gdzie? – bąknęła i uniosła szkło.

– Na policję zgłosić zaginięcie męża!

Adriana zamarła z kieliszkiem przytkniętym do ust, po czym powoli odłożyła go na stół, jednocześnie wbijając zdziwione spojrzenie w teściową.

– Zdaję sobie sprawę, że uważa mnie mama za durną prostaczkę, ale nawet ja wiem, że nie ma sensu iść na policję przed upływem dwudziestu czterech godzin. Nie przyjmą zgłoszenia.

– Nie martwisz się ani trochę o męża? – spytała żona Michała.

– Czy ty w ogóle nie masz sumienia? – zaatakowała teściowa. – To zachowanie jest zupełnie do niego niepodobne.

– Wręcz przeciwnie – powiedziała ze stoickim spokojem. – To dokładnie w stylu Stefana. Zostawić mnie samą z masą obowiązków i wyjść, żeby poza domem przeczekać trwające zamieszanie. Jedyne, co odrobinę mnie dziwi, to fakt, że nie wrócił do tej pory. Zostawił w domu komórkę, więc na razie nie mogę zrobić nic poza zabawianiem jego gości.

– Jesteś mało zabawna – mruknął stryj Robert.

– Zazwyczaj jestem zbyt zmęczona, aby być duszą towarzystwa. I to również zawdzięczam Stefanowi – warknęła.

Stryj urażony odchrząknął i podniósł się, sygnalizując, że właśnie zakończył wizytę.

– Przekaż Stefanowi, żeby do nas zadzwonił, gdy wróci – powiedziała ciotka Krysia, delikatnie obejmując Adrianę.

– Jeśli w ogóle wróci… – sarknęła Marta.

Adriana natychmiast zwróciła się w stronę teściowej.

– Co mama ma na myśli?

– Przecież ty nie okazujesz żadnego zaniepokojenia z powodu jego nieobecności! Jestem pewna, że coś ukrywasz.

– Przesadzasz, Marto… – mitygowała ją ciotka Beata.

– Coś, czyli zwłoki Stefana w szafie? – zakpiła wyprowadzona z równowagi insynuacjami teściowej Adriana.

– Wiedziałam! – wykrzyknęła Marta i załamała dłonie. – Trzeba zadzwonić na policję…

– Histeryzujesz! – W dyskusję włączył się stryj Robert, który jak gdyby nagle wytrzeźwiał. – Chłopak wpadł pewnie na jakichś znajomych i stracił rachubę czasu. Nie może zawiadomić Ady, bo zapomniał telefonu.

– Zadzwoniłby do mnie z numeru kolegi. Przecież teraz wszyscy mają komórki – upierała się teściowa.

– Może tak, ale to wcale nie oznacza, że znają numery. Pamiętasz numer Stefana? – spytała pojednawczo Krysia.

– Oczywiście! I jestem pewna, że on doskonale zna mój!

– Pewnie dlatego, że Stefan to jedynak. Ja nie pamiętam numerów telefonów własnych dzieci. Przecież jeśli coś wypił, może zapomnieć nie tylko, jak do ciebie zadzwonić. Niepotrzebnie nie panikuj. Pewnie szybko wróci – uspokajała Beata.

Marta jednak upierała się przy swoim. Zaniepokojona czuła, że to przez Adrianę nie zdołała złożyć synkowi życzeń. Nawet jeśli synowa bezpośrednio nie przyłożyła ręki do jego zniknięcia, na pewno w jakiś sposób za nie odpowiadała. Wcale nie doceniła szczęścia, jakie ją spotkało, gdy Stefan postanowił się z nią ożenić. Dziewczynę przecież odepchnęli wszyscy i gdyby nie wielkoduszny Stefek, zostałaby zupełnie sama.

Od początku Marta sprzeciwiała się temu związkowi i uważała, że taka perfidna kokietka jak Adriana na pewno unieszczęśliwi jej jedynaka. Teraz mogła powtarzać jedynie „a nie mówiłam”, ponieważ przebywanie pod jednym dachem z tą kobietą i jej nieznośnymi żądaniami stało się dla synka nie do wytrzymania. Swoim zachowaniem wygnała nieszczęśnika z domu. Nie raz skarżył się matce, co wyrabia jego zołzowata żona. A teraz zrezygnował ze świętowania swoich urodzin. W głębi matczynego serca sądziła jednak, że wina Adriany była zdecydowanie większa. Mogło go spotkać coś złego, a synowa pozostała niewzruszona jak głaz.

– Nie panikuję – odparła więc z godnością. – Jednak zastanawia mnie, dlaczego Ada zachowuje taki spokój. Nie bierze pod uwagę, że może Stefan leży gdzieś pobity na mrozie. Albo martwy. – Pociągnęła nosem i przeszedł ją dreszcz. – Dlaczego nie dzwoni po szpitalach, na policję?

– Ponieważ Stefan ostatnio nie raz wychodził z domu, nie informując mnie, gdzie się wybiera. Wracał późno w nocy albo dopiero rano. A gdy dzwoniłam, odrzucał połączenia. – Adriana postanowiła wreszcie poinformować Martę o zwyczajach jej syna. Robił tak od czasu wrześniowej choroby żony i wizyty u Agnes, podczas której nie odbierała od niego telefonów. – Dzisiaj zabrał ze sobą dokumenty, więc gdyby wylądował w szpitalu, ktoś pewnie już skontaktowałby się ze mną – uspakajała Adriana, ale słowa Marty wywołały w niej pierwsze iskierki niepokoju. Dzisiejsze zachowanie było zbyt perfidne nawet jak na możliwości Stefana. O kogo jak o kogo, ale o matkę dbał. A jeśli faktycznie przydarzyło mu się coś złego?

– Dobrze, że ktoś w tym towarzystwie trzeźwo myśli – pochwalił Michał. Zawsze lubił żonę kuzyna. – Wy, kobiety, macie skłonność do wpadania w panikę z byle powodu. Niech ciocia pójdzie spać, a rano zadzwoni. Pewnie do tej pory nasz Włóczykij się odnajdzie. Potem mu ciocia może nagadać. Prawdę mówiąc, nie chciałbym być w jego skórze, gdy wróci i żona go dorwie. Nawet ja nigdy tak sobie nie nagrabiłem u Baśki.

– Na następne urodziny dostanie od nas zegarek – oświadczyła Beata. – Lanie się huncwotowi należy za to zamieszanie i tyle.

Marta pożegnała się z kolejnymi krewnymi, aż w końcu została sama z synową, którą zmierzyła wrogim spojrzeniem.

– Chcesz zostać na noc i poczekać na niego? Mogę ci pościelić w pokoju – zaproponowała wbrew sobie Adriana.

– Bez łaski. Skoro nie ma mojego syna, noc spędzę we własnym łóżku. Oczywiście nie zdołam zmrużyć oka w tej sytuacji – oznajmiła, zapinając na szczupłych łydkach kozaki.

– Masz teraz autobus? Szkoda, że nie zabrałaś się z którymś ze stryjów.

– Autobus? – Marta spojrzała z góry na Adrianę. – Wezwałam taksówkę! Zadzwoń, jak tylko wróci Stefan. Jeśli się nie znajdzie, z samego rana zgłoszę zaginięcie na policji – oświadczyła, po czym wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi.

Adriana zaczęła sprzątać po gościach. Skończyła dopiero po godzinie. Całkowicie opadała z sił. Stefan w dalszym ciągu nie dawał znaku życia i sama już nie wiedziała, co robić. Zgłosić to na policję? Dzwonić po szpitalach? Tylko po jakich? Nie wiedziała nawet, czy przebywa w Mysłowicach, czy może pojechał do jakiegoś sąsiedniego miasta. Zerknęła na zegarek i stwierdziła, że minęła już dwudziesta trzecia. Najchętniej poradziłaby się Agnes, ale nie mogła przecież o tej porze zawracać głowy starszej pani.

Dzwonić?

A jeśli? Jeśli ma rację i Stefan w najlepsze gdzieś imprezuje, a ona zawiadomi służby, jego docinkom nie będzie końca. Może też wpaść we wściekłość.

W końcu postanowiła nie panikować. Jeśli Stefan nie wróci do niedzielnego wieczoru, a ona wcześniej nie otrzyma żadnych informacji o nim, przejdzie się na policję i zgłosi zaginięcie męża. Jeśli nie ubiegnie jej Marta.

Mąż ostatnio narzekał na nudę. Nic więc dziwnego, że zapewnił swoim gościom nie lada emocje.

Zupełnie tak, jak podczas swojej pamiętnej osiemnastki.

 

 

 

 

Rozdział drugi

 

 

 

Adriana kilkakrotnie uderzyła pięścią w poduszkę, aby wypełnienie lepiej się ułożyło. Jeśli będzie jej wygodniej, istniała nikła szansa, że jednak zaśnie. Niestety, bezsenność, której się obawiała, nie miała nic wspólnego z wygodą, natomiast całkiem sporo z przedłużającą się nieobecnością jej męża. Choć czuła, że zobaczy Stefana dopiero rano, i tak nie mogła zasnąć. Od paru godzin przewracała się w pościeli, co jakiś czas waląc w poduszkę. Co prawda nadal nie spała, ale w ten sposób również dawała ujście przepełniającej ją frustracji.

Na urodziny Stefana przypadała przecież rocznica dnia, który tak bardzo wpłynął na jej życie. Zweryfikował wszystkie plany, włącznie z wyborem męża. Wcale nie była pewna, czy ostatecznie wybrałaby Stefana na swojego partnera, chociaż wtedy zachowywał się wobec niej zupełnie inaczej. Gdy teraz przypominała sobie, jak dobrze ją traktował, jaki był troskliwy i opiekuńczy, odnosiła wrażenie, że pamięta zupełnie innego człowieka. Porównując Stefana z przeszłości i tego obecnego, tylko czasami się sobie dziwiła, że nie zdołała zerknąć pod maskę, którą nosił. Ludzie zmieniają się z upływem lat, tylko nie tak diametralnie. W ostatnich latach małżeństwa boleśnie przekonała się, jak bardzo ją oszukał. A właściwie o tym, jak oszukiwała się sama.

Gdyby tylko ktoś umożliwił jej wtedy krótkie zerknięcie w swoją przyszłość.

Gdyby tak się stało, nigdy nie uczestniczyłaby w owej feralnej osiemnastce. Przenigdy…

Stefanowi bardzo zależało, aby na nią przyszła. Oczywiście nim przyjęła zaproszenie, upewniła się, że urodziny świętować będą w większym gronie znajomych. Bez ogródek poinformowała go, że na razie nie czuła się gotowa na seks. A na tym zależało właśnie jemu. Nie zamierzała jednak stać się kolejną do zaliczenia, zwłaszcza że dziewczyny lubiły Stefana. Nie raz obserwowała, jak perfidnie ten fakt wykorzystywał. Jednak wobec niej nie pozwalał sobie na pewne zachowania i to ją w nim ostatecznie ujęło. Która kobieta potrafi oprzeć się wyzwaniu poskromienia drania? A tak naprawdę jego nieliczenie się z uczuciami innych już wtedy powinno ją ostrzec. Naiwna nastolatka nie dostrzegła w porę, że pewne wzorce zachowań mogą się powielać. A gdy to do niej w końcu dotarło, było już za późno.

Adriana energicznie przewróciła się na drugi bok i dumała nad przewrotnością losu. Ten sam dzień, który scementował jej związek, teraz mógł doprowadzić do jego rozpadu. A miało być tak pięknie, chociaż zaprosił wtedy również Agatę. Jej największą rywalkę i nazwijmy to wprost, od pewnego momentu zaprzysięgłego wroga. To uczucie niechęci pojawiło się już pierwszego dnia nauki w liceum i jedynie narastało. A gdy w drugim roku do równoległej klasy dołączył Stefan, który najwyraźniej wpadł w oko rywalce, niechęć zamieniła się w wojnę podjazdową, w której obie strony nie brały jeńców. Adriana nie przypuszczała jednak, że ktoś w niej tak bardzo ucierpi. Oczywiście nie licząc jej samej.

Wspominała, jak bardzo cieszyła się życiem i z optymizmem spoglądała w przyszłość. Świat przecież należał do takich jak ona – atrakcyjnych, a przy tym zdolnych i pracowitych. Jej rodzicom powodziło się finansowo, zupełnie tak, jak wcześniej dziadkom. Mogłaby nawet nazwać siebie rozpieszczoną jedynaczką, gdyby nie miała starszego o dwa lata brata. Zajęci pracą rodzice nie odmawiali jej niczego. Spełniali każdą zachciankę, a w zamian oczekiwali tylko, by bardzo dobrze się uczyła, szczególnie przedmiotów ścisłych oraz języków obcych, i nie sprawiała problemów. Po świetnie zdanej maturze miała rozpocząć studia na politechnice. Rodzice nalegali na programowanie lub ewentualnie na automatykę. Zastanawiali się nad wyborem jakiejś zagranicznej uczelni, bo taką samą drogą podążył dwa lata wcześniej jej brat Szymon. Dziadkowie nawet założyli wnuczce lokatę ze sporymi środkami przeznaczonymi specjalnie na pokrycie kosztów utrzymania i czesnego za granicą. Po ukończonych studiach powinna wyjść za kogoś odpowiedniego i założyć rodzinę. Stefan oczywiście nie wchodził w grę. Matka uważała, że nie ma dobrego charakteru, a gdy Adriana prosiła o wyjaśnienia, zazwyczaj oznajmiała:

– Kobieca intuicja. Sama w przyszłości się przekonasz.

Jednak wtedy nie przejmowała się tym. Chociaż rozum podpowiadał, że związki licealistów zazwyczaj nie bywają trwałe, serce podszeptywało inne rozwiązanie. Myślała, że jeśli ich relacja przetrwa próbę czasu, to rodzice ostatecznie skapitulują dla dobra ukochanej córki.

W wieku siedemnastu lat doskonale więc wiedziała, jak ułoży się jej przyszłe życie. Nawet specjalnie się nie buntowała przeciwko temu. Lubiła planować z wyprzedzeniem, dawało jej to poczucie bezpieczeństwa. Poza tym brat niedawno rozpoczął studia w Londynie i bardzo je sobie chwalił. Adriana starała się zadowolić rodziców, a oni widząc to, odpłacali się dużą dozą zaufania. I nie mieli nic przeciwko, żeby od czasu do czasu zrobiła sobie przerwę od książek i wyszła gdzieś z koleżankami. Chociaż mama nie przepadała za Stefanem, pozwalała na jego wizyty. Jednak chłopak wolał spotykać się z Adrianą na neutralnym gruncie. Rodzice z wahaniem wyrazili też zgodę na jej całonocny udział w jego osiemnastce. Prosili tylko, aby nie zrobiła czegoś głupiego. Adriana wiedziała, że na wszystko przychodzi odpowiedni czas. Nie zamierzała komplikować sobie życia nieplanowaną ciążą. Chociaż Stefan nalegał coraz częściej, za każdym razem stanowczo mówiła: „nie”.

– Przecież mnie kochasz. Jak długo każesz mi czekać? – pytał.

– Jeśli naprawdę mnie kochasz, to ty poczekasz. – Zwykła wtedy odpowiadać.

Leżąc z zamkniętymi oczami, przyglądała się swojemu młodszemu ja, wolnemu od zmartwień i czerpiącemu z życia wszystko, co najlepsze. Ładna, zamożna i na dodatek inteligentna. Nic dziwnego, że w czasach licealnych należała do najpopularniejszych uczennic. Dopiero później zrozumiała, dlaczego rówieśnicy z taką satysfakcją obserwowali jej upadek. Piedestał znajdował się wysoko, więc zderzenie z rzeczywistością równie mocno zabolało. I wtedy okazało się, jak krucha była jej psychika. Nie potrafiła stawić czoła ludziom. Tym samym, którzy kilka tygodni wcześniej tak ją podziwiali. Zawiść to potężne uczucie.

Gdy weszła do sali, pomyślała, że Stefanowi naprawdę musiało zależeć na uczczeniu osiemnastych urodzin, skoro zorganizował imprezę w niewielkim lokalu. Wiedziała, że u nich w domu nie przelewało się. Pracował tylko ojciec, a matce przyznano niewielką rentę. Na miejscu chłopaka zdecydowałaby się raczej na domówkę, ale on się uparł, by hucznie świętować wejście w dorosłość. Podobno ojciec Stefana niechętnie wyraził na to zgodę. Skapitulował tylko dlatego, by uniknąć marudzenia żony. Stefan liczył na hojność znajomych. Wyraźnie oświadczył, że przyjmuje tylko koperty z pieniędzmi. Najlepiej jak najgrubszymi.

Naprawdę pamiętała o wszystkich zaleceniach matki i nie chciała pić. Trzymała się tego postanowienia, ponieważ chłopak od samego początku imprezy wyraźnie sygnalizował, co pragnąłby otrzymać w ramach prezentu urodzinowego.

– Wystarczy – powiedziała stanowczo, kończąc długi pocałunek.

Nie reagowała na przymilanie się, a potem na wyraźny foch. Długo jednak nie udawał obrażonego. Chwalił się nią, jednocześnie przerzucając z kumplami jednoznacznie brzmiącymi aluzjami.

– Adriana po imprezie obiecała mi specjalny prezent. I tak ładnie go zapakowała. – Cmoknął ją niespodziewanie w szyję. A potem puścił mimo uszu jej nieśmiałe protesty i muskał kolczyk zakończony gwiazdką, aż ten w końcu zaplątał się jej we włosy. Gdy zaczął ją za nie ciągnąć, odstąpiła o krok, ratując fryzurę i biżuterię. Obawiała się, że Stefan może przez przypadek uszkodzić delikatny wężyk.

– Najbardziej cool jest zdzieranie opakowania. – Jeden z kumpli Stefana sugestywnie ruszył brwiami, wywołując śmiech reszty.

Adriana dla świętego spokoju pozwoliła, by Stefan zamówił jej drinka, którego jak najdłużej zamierzała sączyć. Przetańczyła z nim dwa powolne tańce, a potem włączono szybszą muzykę. Adriana była zmęczona i pomimo wyraźnego niezadowolenia Stefana postanowiła odpocząć. Wyjaśniła mu, że we własne urodziny powinien poświęcić więcej czasu innym gościom.

Usiadła na krześle i dolała do zostawionego na stole drinka soku pomarańczowego. Przez chwilę obserwowała, jak przyklejona do Stefana Agata kołysze się w rytm głośnej muzyki. Pozwoliła jej na to, bo wiedziała, że może w każdej chwili przywołać do siebie chłopaka. Tej nocy jednak nie zamierzała nikomu psuć zabawy.

Popatrzyła na rozłożone na stole przekąski. Najbardziej obiecująco prezentowały się faszerowane pieczarki oraz poukładane na desce sery. Porwała ze sterty czysty talerz, nałożyła sobie odrobinę jednego i drugiego, po czym rozejrzała wokoło. Cała jej klasa i parę osób z innych tańczyło na wydzielonej za stołem przestrzeni. Na jego krańcu siedział chłopak, który obracał w dłoni pustą literatkę i chłodno spoglądał na bawiące się towarzystwo. Zdziwiło ją, że żadna z dziewczyn nie wyciągnęła go jeszcze na parkiet. Rzuciła mu badawcze spojrzenie i zdecydowała się do niego przysiąść. Nie lubiła przebywać sama, jeśli nie została do tego zmuszona.

Zaskoczyły ją stojące wokół niego czyste naczynia. Czyżby specjalnie odseparował się od towarzystwa? W takim razie po co w ogóle przychodził? Nic nie pociągało jej tak jak zagadki do rozwiązania. Zabrała swój talerz oraz szklankę i ruszyła w jego kierunku.

– Wolne? – Uśmiechnęła się uroczo, przystając obok.

Chłopak ocknął się z zamyślenia i wolno skinął głową. Wyglądał tak, jakby siłą powstrzymał się od wzruszenia ramionami. Odrobinę ją to zaskoczyło, ponieważ zazwyczaj spotykała się z bardziej entuzjastycznym przyjęciem. Pewna była, że gdzieś już go spotkała, jednak nie potrafiła połączyć jego twarzy z imieniem.

Postawiła na stole talerz i szklankę, a następnie usiadła obok tajemniczego chłopaka. Wybrał miejsce na końcu sali, nie za dobrze oświetlone. Odpowiednie do obserwacji innych, stwarzające jednocześnie złudzenie pewnej niewidzialności.

– Adriana – przedstawiła się, ponownie posyłając mu uśmiech.

– Wiem… – mruknął.

Przez moment czekała, aż powie coś więcej, poda chociaż imię, ale uparcie milczał. Patrzył gdzieś przed siebie i najwyraźniej unikał jej spojrzenia. Postanowiła go rozruszać. Chciała, aby Stefan miał udane urodziny, a jego wszyscy goście świetnie się bawili. Jako dziewczyna solenizanta poniekąd czuła się za to odpowiedzialna.

– To świetnie, tylko ja nie pamiętam twojego imienia, a nie zwykłam do ludzi zwracać się „ej ty”.

Odpowiedziało jej grobowe milczenie. Zdusiła cisnące się na usta westchnienie. Może był nieśmiały? Nie wszyscy mężczyźni czuli się swobodnie w jej towarzystwie.

– Jak masz na imię? – zapytała wprost.

Chłopak spojrzał niepewnie w stronę parkietu, na którym szaleli ich koledzy. Zobaczyła, jak jego jabłko Adama wędruje kilkakrotnie w górę i w dół, i prawie zwątpiła, że doczeka się odpowiedzi.

– Maciek – wykrztusił w końcu.

– Ładnie – oceniła, po czym uszczknęła odrobinę camemberta, który zaczął rozlewać się po jej talerzu.

Chłopak zachowywał się jak zamknięty w sobie introwertyk. Nagle zapragnęła, żeby zaczął dobrze się bawić nie dla niej czy Stefana, ale po prostu dla własnej satysfakcji. Po półgodzinie konwersacja, którą rozpoczęła po części z litości, przekształciła się w zajmującą rozmowę. Maciek, kiedy już zdecydował się w niej aktywnie uczestniczyć, okazał się inteligentnym rozmówcą zafascynowanym sportem oraz komputerami. Słuchała z zapartym tchem, jak opowiada o programie, który właśnie pisał.

Naprawdę go to pasjonuje, pomyślała, widząc, jak zmienia się wyraz jego twarzy, a jasne oczy zaczynają mu błyszczeć. Całkiem interesujący z niego facet – oceniła i wychyliła ostatni łyk drinka.

– Przynieść ci nowego?

– Nie zamierzam pić, ale postaw tu tę wódkę. – Wskazała na prawie opróżnioną butelkę. – Nie chcę, żeby mieli mnie za kompletną ofiarę, ale obiecałam rodzicom, że nie będę pić. I tego się trzymam – wyjaśniła i uzupełniła swoją szklankę odkręconym przez niego sokiem pomarańczowym.

– Dlaczego zatem nie tańczysz? – Wskazał na pełny parkiet.

– Zdradzę ci sekret. – Zaśmiała się i nachyliła w jego kierunku. – Mam dwie lewe nogi i zazwyczaj depczę chłopakom po palcach. W tej sytuacji pozostają mi same wolne ze Stefanem. Tylko wtedy nie mogę go poważnie uszkodzić.

Hmm, Stefan. Spędziła na rozmowie dobre pół godziny. Zaczęła się rozglądać, ale nie potrafiła dostrzec ani jego, ani Agaty. Zmarszczyła brwi. Gdy kota nie ma, myszy harcują. A ta jedna myszka na pewno chętnie skorzysta z okazji. Adriana pomyślała, że powinna ponownie znaleźć się wśród tańczących, aby zlokalizować swojego chłopaka. Zerknęła na Maćka i pomyślała, że może zdoła go namówić do wspólnej zabawy.

– Trudno w to uwierzyć…

– Czyżby to było zaproszenie?

Rzucił jej niepewne spojrzenie, więc uniosła brew.

– A może obawiasz się kontuzji przed ważnymi zawodami? Obiecuję deptać delikatnie.

Maciek jeszcze raz przeczesał wzrokiem parkiet, po czym najwyraźniej podjął decyzję. Wstał i wyciągnął w jej kierunku dłoń, pochylając się w staroświeckim ukłonie.

– Można panią prosić?

Najwyraźniej podniósł rękawicę i pociągnąwszy Adrianę za sobą, zaczął się poruszać w szybkim rytmie. Podziwiała jego koordynację, która pozwalała mu uniknąć jej niezgrabnych ruchów. Po pięciu minutach, gdy zdołała go nadepnąć tylko raz, a on nawet się nie skrzywił, wreszcie zaczęła się całkiem dobrze bawić. Skupiona na tańcu zapomniała o swoim chłopaku i wrednej Agacie. Zrobiło jej się gorąco, więc ściągnęła z siebie wierzchnią bluzkę i rzuciła ją na najbliżej stojące krzesło. Została tylko w krótkim topie, który miała pod spodem. Właśnie wtedy ktoś zmienił muzykę na bardziej nastrojową.

– Może już zejdziemy – zaproponował niepewnie.

Teraz, gdy właśnie się rozgrzała i zaczęła czuć przyjemność z tańczenia? Nie ma mowy! Ponieważ nagle zakręciło jej się w głowie, z ulgą przytuliła się do Maćka. Chłopak początkowo zesztywniał, ale chwilę potem zaczął się z nią kołysać w powolnym rytmie. Westchnęła ukontentowana, bo przy takich piosenkach również nieźle sobie radził. Dobrze, że puścili coś wolnego, uznała. Nagle świat zaczął jej wirować przed oczami, więc zarzuciła mu ręce na szyję. Maciek czując, że coś jest nie w porządku, objął ją mocniej, ale już w następnym momencie został od niej oderwany. Nagle pozbawiona podparcia zachwiała się. Zamierzała głośno zaprotestować, ale powstrzymały ją prawie wykrzyczane przez Stefana słowa.

– Chyba cię pojebało, Pływak. – Usłyszała. – Łapy precz od mojej laski.

Pływak? Maciek to wyśmiewany przez Stefana Pływak? Nic dziwnego, że początkowo nie chciał z nią rozmawiać. I że siedział sam, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Tylko dlaczego przyszedł na te urodziny? Nawet Adrianie obiło się o uszy, że Stefan ostatnio znęcał się nad kimś z równoległej klasy. Po co ten koleś pchał się na imprezę swojego wroga? Masochista czy co? Gdy tylko dotarły do niej te plotki, chciała porozmawiać ze Stefanem, ale ostatecznie postanowiła nie irytować go przed urodzinami. Teraz żałowała, ponieważ jej chłopak najwyraźniej za dużo wypił i zrobił się agresywny. A ona polubiła Maćka i nie życzyła sobie, żeby potężniej zbudowany Stefan zrobił mu krzywdę. Zwłaszcza że nikt nie kwapił się, aby stanąć w obronie Pływaka. Poza tym Stefanowi też nie było potrzebne obciążenie kosztami naprawy ewentualnych zniszczeń w lokalu.

– Przestań. – Chwyciła chłopaka za ramię i pociągnęła, ale ten tylko szorstko ją odepchnął.

Zachwiała się i nagle zorientowała, że nie jest w stanie utrzymać równowagi. Nie wiedziała, jak znalazła się na podłodze. W tym czasie Stefan znowu doskoczył do Maćka. Przecież tylko ze sobą tańczyli! Chciała uspokoić chłopaka. Powiedzieć mu, że to nie było nic poważnego. Żeby dał Pływakowi spokój. Odpuścił. Maciek za kilka dni startował w ważnych zawodach sportowych, zdążył jej o tym wspomnieć.

– Od dawna wiedziałem, że masz na nią ochotę, ale to moja du…

Co? Świat wirował jej przed oczami. Czując się coraz gorzej, potarła opuszkami palców skroń i coś wybełkotała. Potem znowu jakiś skrzek wydobył się z jej ust.

Co się z nią działo? Przecież nie piła dużo… Czyżby miała tak słabą głowę, że zdołała się upić jednym drinkiem? I to było ostatnie wspomnienie z tamtej imprezy. Głowa nagle opadła jej na podłogę. Obserwowała pochylone nad nią rozmazane twarze kolegów, a potem obraz zaciemnił się i straciła przytomność. Nie pamiętała, co wydarzyło się później.

 

 

 

 

Rozdział trzeci

 

 

 

Pogrążona we wspomnieniach nie zorientowała się nawet, kiedy nareszcie zmorzył ją sen. Gdy otworzyła ponownie oczy, słońce stało już wysoko na niebie. Pomimo pochmurnej soboty, przywitała ją pogodna niedziela. Niechętnie odsunęła kołdrę i postanowiła poszukać śladów obecności Stefana. Może spała tak mocno, że nie obudził jej jego powrót? Zerknęła na zegarek. Było już wczesne popołudnie. Najwidoczniej wymęczona czekaniem na powrót męża przespała połowę dnia.

Ziewając, obeszła mieszkanie i nie zastała żadnego bałaganu. Po chwili, tym razem dokładnie, obejrzała cały dom i poczuła pierwsze ukłucie niepokoju.

Gdzie podziewał się Stefan?

Może faktycznie przydarzyło mu się coś złego i trafił do szpitala? Tylko w takim wypadku pewnie ktoś by ją zawiadomił. Przeszła do sypialni, gdzie leżał jej telefon, ale po zerknięciu na wyświetlacz okazało się, że nikt do niej nie dzwonił. Otrzymała jedynie kilka wiadomości od uczestników wczorajszego przyjęcia z zapytaniem o Stefana. Krewnych głównie interesowało, czy wrócił. Jednak nie zamierzała teraz odpisywać, tylko sprawdzić jego telefon. Nerwowo szarpnęła szufladę komody, ale po tym jak włączyła wyświetlacz, dostrzegła jedynie ostatnie połączenia wykonane z jej numeru. Przy okazji dowiedziała się, że figurowała w jego kontaktach jako upierdliwa baba. Dzień wcześniej nie zwróciła na ten szczegół uwagi.

Odłożyła na miejsce komórkę Stefana i ubrała się. Postanowiła szybko zjeść śniadanie i jeśli mąż w tym czasie nie wróci, pójść na komendę, by zgłosić jego zaginięcie. O ile nie zrobiła już tego teściowa.

Nie zastanawiając się dłużej, wyciągnęła chleb, wędlinę i zaparzyła mocną herbatę. Po zjedzonym w rekordowym tempie śniadaniu zadzwoniła do Marty Różańskiej.

– Czego chcesz – padło zamiast powitania.

– Stefan nadal nie wrócił do domu, więc zastanawiam się, czy mama poszła na policję zgłosić jego zaginięcie. Jeśli nie, ja zaraz to zrobię.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Brzmiało to tak, jakby kobieta zastanawiała się, co jej odpowiedzieć. Adriana czekała w narastającym napięciu. Czy teściowa usłyszała na policji jakieś niepomyślne wieści? Tylko czy w takim wypadku zachowywałaby taki spokój? Usłyszała w słuchawce coś przypominającego odgłos wydmuchiwanego powietrza i zaraz potem głos Marty:

– Zadzwonił do mnie z telefonu kolegi kilkanaście minut po moim wyjściu od ciebie. Coś mu wypadło i wróci dzisiaj wieczorem. – Ostatnią informację dodała z pewną niechęcią.

Pierwsze uczucie, jakie ogarnęło Adrianę, to bezmierna ulga. Stefan był cały i zdrowy! Zaraz jednak zaczęła odczuwać coś jeszcze. Z chwili na chwilę wzbierała w niej wściekłość.

– I dlaczego mama do mnie nie zadzwoniła od razu, tylko pozwoliła mi się zamartwiać? – warknęła.

– Nie odpowiadam za komunikację w twoim małżeństwie – prychnęła obrażona teściowa. Adriana prawie widziała złość malującą się na jej twarzy. – Skoro Stefan zadzwonił tylko do mnie, to widocznie miał ku temu powody.

– Jakie niby? Poza tym, że pewnie nie pamiętał mojego numeru. Przecież sprosił sobie gości i wszystko zostawił na mojej głowie. Znowu. A mama mogłaby mieć więcej przyzwoitości niż synalek i chociaż wysłać do mnie wiadomość, żebym się niepotrzebnie nie zamartwiała.

– Zamartwiała się? Śmiesz tak twierdzić i dzwonisz do mnie dopiero po drugiej? W ten sposób dbasz o męża? Zwykła z ciebie…

– Dzwonię teraz, ponieważ do rana nie spałam przez swojego bezmyślnego chłopa – weszła jej w słowo Adriana. Chciała pomstować dalej, ale zorientowała się, że Marta przerwała połączenie.

Jak zwykle dobrze wyczuła, że mąż postąpił tak celowo. Popatrzyła na wygasły wyświetlacz i ostrożnie odłożyła telefon na stół, chociaż miała ochotę rzucić komórką o