Odzyskać szczeście - Nina Nirali - ebook

Odzyskać szczeście ebook

Nirali Nina

4,1

Opis

Małżeństwo z gwiazdą Bollywood wcale nie musi być usłane różami. Przekonuje się o tym Alice, która po kolejnej zdradzie męża postanawia uwolnić się ze swej złotej klatki i zawalczyć o własne szczęście. Jak Alice poradzi sobie sama w obcym kraju? Czy odnajdzie własną życiową drogę? „Odzyskać szczęście” to kontynuacja losów Alice oraz Salila Kanvara, postaci znanych z pierwszego tomu, zatytułowanego „Jesteś moją muzyką”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 86

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,1 (9 ocen)
3
4
2
0
0

Popularność




Nina Nirali

Odzyskać szczeście

Jesteś moją muzyką Tom 2

© Nina Nirali, 2020

Małżeństwo z gwiazdą Bollywood wcale nie musi być usłane różami. Przekonuje się o tym Alice, która po kolejnej zdradzie męża postanawia uwolnić się ze swej złotej klatki i zawalczyć o własne szczęście. Jak Alice poradzi sobie sama w obcym kraju? Czy odnajdzie własną życiową drogę?

„Odzyskać szczęście” to kontynuacja losów Alice oraz Salila Kanvara, postaci znanych z pierwszego tomu, zatytułowanego „Jesteś moją muzyką”.

ISBN 978-83-8189-961-1

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Odzyskać szczęście

Jesteś moją muzyką część 2

Rozdział 1

„Jak długo jeszcze będę na to pozwalać?” — Po raz kolejny zatopiła wzrok w tańczących falbanach białej firany okna tarasowego, sięgającej błyszczącej drewnianej podłogi. Nocna, ciepła bryza wpadała do salonu, oświetlonego ciepłym światłem lampy stojącej tuż obok fotela, w którym siedziała już od kilku godzin i czekała.

Kolejne zerknięcie na ekran smartfona rozbudziło w niej niemal furię. Zero wiadomości i telefonów! Dochodziła trzecia nad ranem! Salil nawet nie wysłał do niej głupiej informacji, że wróci później. Tak było już od miesięcy lub może nawet dłużej.

Usiłowała sobie przypomnieć, w którym momencie ich cudownego małżeństwa coś poszło źle. Kiedy oddalili się od siebie tak bardzo?

Po narodzinach Yasha Ashoki było oczywiste, że Alice zostanie w domu i zajmie się synkiem. Od czterech lat nie brała udziału w życiu zawodowym swojego męża. Przestała zjawiać się na planie filmowym, a oni nie tańczyli jak kiedyś. Jakiś czas temu przestała tęsknić za tymi chwilami. Całkowicie była skoncentrowana na bolesnej i upokarzającej ją rzeczywistości, której przecież nie sposób było zaakceptować. Nawet nie za cenę bycia żoną gwiazdy filmowej oraz życia w luksusie.

Analizując ich życie wspomnienie za wspomnieniem lub jak w filmie, klatka po klatce, nie mogła uwierzyć, że okazała się tak ślepa i nie zauważyła, dokąd w rzeczywistości zmierza ich związek. Gdy była jeszcze w połogu, Sal zatrudnił asystentkę do prowadzania spraw fundacji, które założył tuż po poznaniu z nią. Wszystko po to, by mogła całkowicie poświęcić się dziecku oraz swojemu mężowi. Opieka nad wymarzonym dzieckiem i prowadzenie domu pochłaniały ją tak bardzo, że wciąż nie dostrzegała niczego niepokojącego. Nie czuła się wtedy jeszcze tak cholernie niepotrzebna i odsunięta na bok, jak teraz. Ona już nie chciała tylko stać z boku i czekać! Sam czas przecież nie był łaskawy i nie stał w miejscu. Mijały kolejne tygodnie, miesiące i lata a ona miała wrażenie, że zaczyna znikać. Czuła, że z wolna staje się kolejnym przedmiotem w domu, czymś zwyczajnym i naturalnym, jak wyposażenie salonu lub sypialni. Jak każde trofeum, ustawione wśród innych materialnych zdobyczy, musiała czekać, aż wielki gwiazdor skończy zdjęcia, wróci z koncertów albo tourne związanymi z premierą filmu. Na tę ostatnią w ubiegłym miesiącu nawet jej nie zaprosił. Nie zapytał, czy zechciałaby mu towarzyszyć. Po raz kolejny stwierdził, tak po prostu, że Alice powinna skoncentrować się na ich synu, a nie jego pracy.

Z ironicznym uśmiechem na twarzy przypomniała sobie teraz spotkanie z żoną innej gwiazdy Bollywood. Była wówczas w ciąży. Powoli odkrywała, że cały filmowy światek znał się na wylot i przeplatał nie tylko na ekranie filmowym, ale i w życiu prywatnym. Pojawienie się w nim Alice, pół Polki pół Angielki, jako partnerki Salila Kanvara, wywołało na krótko ciekawość i niedowierzanie bollywoodzkich elit. Szybko jednak zaakceptowano ją, jak i jej pochodzenie.

Podczas kręcenia jednego z filmów, Alice weszła do przebieralni filmowego partnera Sala na prośbę garderobianej. W pomieszczeniu zastała żonę aktora, która najwyraźniej przyszła, by się z nim spotkać. Kiedyś była modelką, jednak jej moment sławy przeminął z chwilą przekroczenia magicznej czterdziestki. Jej mąż wciąż zarabiał miliardy, podczas gdy jego piękniejsza połowa musiała zniknąć z blasku fleszy. Tylko czasami towarzyszyła mężowi podczas świąt lub branżowych wydarzeń. Alice wkroczyła do garderoby w momencie, gdy kobieta pochylała się nad toaletką i wdychała przez małą, wąską rurkę biały proszek. Eks modelka wiedziała doskonale, że Alice stoi w drzwiach, jednak nie przeszkadzało jej to, by do końca wciągnąć nosem wydzieloną dawkę. Gdy skończyła, wyprostowała się wolno i sięgnęła po ozdobną, małą torebkę leżącą na toaletce. Otworzyła ją i wrzuciła doń niedbale białą rurkę, a wyjęła puder. Poprawiwszy swój wygląd, z ironią w głosie przywitała się z Alice:

— Toż to nasza gwiazdka sezonu, witamy.

— Przepraszam, Dalia. Nie chciałam ci przeszkadzać. Nie wiedziałam, że ktoś tu jest.

— W niczym mi przecież nie przeszkodziłaś. W sumie cieszę się, że mogę się z tobą spotkać twarzą w twarz i na własne oczy zobaczyć kto usidlił wielkiego Salila Kanvara. — Alice na te słowa zacisnęła zęby. Wiedziała, że powinna w tym przypadku ugryźć się w język i nie okazywać emocji. Jej rozmówczyni była wciąż bardzo atrakcyjną kobietą. Swoją pozycję i urodę z dumą eksponowała luksusowym ubiorem oraz ekskluzywną biżuterią. Z krzywym, sztucznie przyklejonym do twarzy uśmiechem kontynuowała swą myśl:

— Widząc cię, jestem nieco zaskoczona. Jesteś starsza niż myślałam. Po Salilu spodziewałabym się najwyżej trzydziestki u jego boku i to na jeden sezon.

— Ludzie się zmieniają. Dojrzewają. — Starała się bronić męża. Wywołała tym cichy chichot Dalii.

— Jesteś wielką optymistką, moja droga. Poczekaj trochę, a sama się przekonasz. Ludzie pokroju Salila nie zmieniają się. Powiedziałabym, że sprytnie wykorzystał sytuację i upiekł dwie pieczenie przy jednym ogniu. Wybrał dojrzałą, inteligentną i atrakcyjną kobietę z innego świata. Taką, która swoją nieskazitelną historią poprawi jego opinię, a jednocześnie nie jest świadoma, czym naprawdę jest życie w Bollywood.

Alice głęboko wierzyła w to, że z Salilem połączyła ją miłość, a nie jego inne pobudki. Przecież nie oszukałby jej w tak perfidny sposób. Nikt nie oddaje swojego całego majątku biednym, tylko po to, aby odzyskać przychylność przeciętnej kobiety. W tym miejscu musiała żarliwie zaoponować:

— Mylisz się. Właśnie to, że nie pochodzę z waszych kręgów, dowodzi, że w tym przypadku jest inaczej. Nasze małżeństwo nie jest na pokaz, jak innych. Jesteśmy bardzo szczęśliwi.

— Być może jeszcze nie jest — odparowała Dalia natychmiast. — Uwierz mi, to tylko kwestia czasu. Na palcach jednej ręki mogę policzyć szczęśliwe małżeństwa w naszej branży. Sława i pieniądze potrafią zniszczyć najwspanialszą i najbardziej romantyczną miłość.

„Cholerna Dalia miała rację. Cztery lata temu byłam gotowa dać odciąć sobie obie dłonie za Sala „Akbara”. Za jego szczerą miłość do mnie i poświęcenie, żeby być ze mną. Nie pomyślałam zupełnie o tym, że dzięki filmowi o Dhwani zarobił cztery razy więcej, aniżeli przekazał na sieroty i wdowy. Do dziś nie wiem, czy z asystentką, którą zatrudnił w fundacji na moje miejsce, nic go nie łączyło. Nie mam żadnych dowodów. Kilka zdjęć i pomawiających artykułów przecież o niczym jeszcze nie świadczyło”.

Niemal codziennie zadawała sobie pytanie, czy Salil kiedykolwiek naprawdę ją kochał. Być może kiedyś tak sądził. Jednak miłość własna zwyciężyła. Dlaczego nie dostrzegła pierwszych sygnałów tuż po porodzie? Kiedy przyjechał po nią i Yasha Ashokę do szpitala z zaskoczeniem stwierdziła, że jadą w zupełnie innym kierunku niż do domu. Z dumą w głosie oznajmił wówczas, że kupił z okazji narodzin syna nowy dom. Jego syn i żona zasługują przecież na to, co najlepsze.

Budynek okazał się luksusową i nowoczesną willą, trzykrotnie większą niż ich dawny dom, wyposażoną w niemal wszystkie wynalazki techniki. Na pierwszy rzut oka widać było, że każdy detal wykonany został z najdroższych materiałów. Nie tego pragnęła. Czuła się szczęśliwa w ich starym, przytulnym miejscu, któremu przecież niczego nie brakowało. Był po prostu dużo mniejszy i położony w mniej bogatej dzielnicy. Nie rozumiała do końca wyboru męża, ale przystała na zmiany. Do dziś zalewało ją gorzkie uczucie rozczarowania, że nie zapytał jej wówczas o zadanie. Jak mogła zignorować tę pierwszą, tak wyraźną oznakę?

Postanowiła w końcu wstać z fotela i wrócić do łóżka. Trzeba było pogodzić się z bolesną myślą, że jej mąż nie wróci do niej i tej nocy. Musiała zmusić się do snu. W końcu nie dalej jak za trzy godziny wstanie ich syn i będzie jej potrzebował. Przelotnie spojrzała na własne odbicie w lustrze. Była wciąż szczupła i atrakcyjna. Trzy razy w tygodniu po kilka godzin katowała się ćwiczeniami, by pozostać dla niego piękną. Do tego diety i drobne zabiegi kosmetyczne niwelujące zmarszczki. Nadal wyglądała zdrowo i młodo, jednak co ją zdradzało, to głębokie cienie niewyspania pod oczami i bijące z całej jej postaci zmęczenie. Pomimo że patrzyła na nią młoda z wyglądu twarz, ona czuła się, i jak jej się teraz zdawało, wyglądała staro. Przewiązała ciaśniej pasek białego, jedwabnego szlafroka i opuściła smutny wzrok z tafli lustra. Znajoma już myśl zawładnęła jej umysłem na nowo: „Nigdy nie będziesz dla niego dość dobra. Zawsze znajdzie się ktoś, kogo on wybierze zamiast ciebie. Wiedziałaś dokładnie, że tak będzie. Już wtedy w hotelu, kiedy proponował ci wyjazd, wiedziałaś. Mimo to byłaś na tyle głupia i naiwna, by dać się nabrać na zwykły kaprys gwiazdora.” Kiedy leżała już w łóżku, na myśl, że Sal być może teraz kocha się z inną kobietą, poczuła pod powiekami gorące łzy bólu i rozczarowania. Nie odczuwała zazdrości, tylko obezwładniające ją rozpacz i niemoc.

Nim otworzyła oczy, wciąż kompletnie zaspana, czuła słodkie małe rączki obejmujące jej szyję.

— Mamusiu, jestem głodny.

— Dzień dobry kochany. — wymruczała wciąż zaspanym głosem. — Zahira na pewno już przyrządza nam przepyszne śniadanie. Jeszcze pięć minut… — odwróciła się na drugi bok, czując ból niemal w każdej części ciała. Nieustanny brak snu, przetrenowanie i zbyt restrykcyjna dieta sprawiały, że czuła się przemęczona i niemal chora. Kiedyś była zła na Salila za to, że zatrudnił tuzin służących, jednak dziś była mu za to wdzięczna. Choćby bardzo chciała, nie potrafiłaby znaleźć w sobie wystarczająco sił, by wstać i wykonać najniezbędniejsze czynności.

— Nie widziałem jej jeszcze, dlatego sam zrobiłem ci kawę. Już dosięgam do przycisku. — pochwalił się jej chłopiec tryskającym dumą głosem. Usłyszawszy te słowa mimowolnie się uśmiechnęła. Jej synek był jej największym powodem do dumy. Bardzo rezolutny i zdolny. Ze swym uroczym uśmiechem mógł zdobyć z łatwością wszystko to, czego zapragnął.

— Mmm… już wstaję kochanie — wychrypiała i automatyczne odchrząknęła. Mimo iż czuła się zmęczona, jeszcze bardziej niż w chwili, kiedy kładła się do łóżka, musiała się zmobilizować do powrotu do obecnej rzeczywistości.

— Tatuś, też już zszedł, pije sok i czyta gazetę w jadalni. Chodź mamusiu. — Yash Ashok nie odpuszczał. Na słowo „tatuś” poczuła natychmiastowy skok adrenaliny. Odgarnęła długie blond włosy opadające w nieładzie na twarz, a dłońmi przetarła zaspaną twarz.

— Już idę kochanie — zapewniła siadając na łóżku. Jej synka, jak zawsze rozpierała energia. Nim zdążyła się zorientować, już go nie było w sypialni. Tak samo, jak nie było w niej ostatniej nocy Sala, czego upewniła się, spoglądając na drugą stronę łóżka. Połowa, na której zwykle sypiał, była nienaruszona. Odwróciła prędko wzrok, uciekając tak naprawdę przed tym widokiem. Skupiła się na porannej toalecie. Nim zeszła na dół, miała na sobie nieskazitelny makijaż kompletnie zakrywający opuchniętą twarz oraz sine z niewyspania powieki. Seksowne i szczupłe ciało owiewał biały, jedwabny szlafrok zakończony koronką, sięgający do zgrabnych kostek. Kształtne stopy z zadbanymi, polakierowanymi na bladoczerwony kolor paznokciami, opinały sandałki na płaskim obcasie. Chociaż miała na sobie ubranie i kosmetyki najdroższych i najbardziej cenionych marek na świecie, a sama wyglądała jak milion dolarów, nie widziała tego. Nie widział tego również Sal, bo nawet na jej wejście do jadalni i przywitanie się słowami ”dzień dobry kochanie” nie podniósł głowy znad lektury. Wymruczał tylko, jak jej się zdało, od niechcenia — Suprabhat[1] — nim zamoczył usta w szklance pomarańczowego soku. Patrzyła chwilę w milczeniu, wzrokiem pełnym rozczarowania na twarz mężczyzny, dla którego zostawiła niegdyś wszystko, do połowy schowanej teraz za otwartą gazetą.

Nagle jej wzrok przykuło zdjęcie zajmujące niemal całą stronę tytułową piśmidła oraz pokaźnych rozmiarów opis nad nim. „Salil Kanvar znów złym chłopcem. Z nową kochanką na przyjęciu u Ateeba Khana.” Opis nie kłamał. Jej mąż trzymał na fotografii w czułym objęciu młodą, bardzo piękną kobietę. Jego usta łapczywie wpijały się w wargi tej drugiej, patrzącej ze zdjęcia, jak się Alice zdawało, wprost na nią z triumfalnym półuśmieszkiem. Kobieta zdusiła w sobie wszystkie myśli, które przyprawiły ją na przemian to w rozpacz, to we wściekłość. Opuściła głowę i szybkim krokiem skierowała się do kuchni w poszukiwaniu Zahiry. Dziewczyna przygotowywała dla nich posiłek. Widząc żonę chlebodawcy oraz jej ściągniętą bólem twarz, bez słowa podała jej filiżankę ciepłej kawy, zrobionej wcześniej przez Yasha Ashokę.

— Zahiro, kiedy skończysz, podaj nam śniadanie, a potem możesz pójść do domu. — Oznajmiła słabym, lecz uprzejmym głosem.

— Tak, pani Kanvar — posłusznie odpowiedziała służąca i powróciła do swojej pracy.

Alice tymczasem musiała zebrać swoje myśli. Trzymając filiżankę w dłoni wróciła do sypialni. Dla niej to był koniec tego związku. Zaryzykowała kilka lat temu wszystko, bo uwierzyła, że Salil naprawdę ją pokochał. Teraz bardzo teraz tego żałowała. Najchętniej wsiadłaby w pierwszy samolot i wróciła do Polski. Jednak dla dobra ich syna nie mogła postępować pochopnie. Po paru chwilach stwierdziła, że zarówno ona, jak i Sal muszą mieć czas na przemyślenia oraz podjęcie właściwych decyzji. Na to postanowienie odłożyła na toaletce zimną już kawę i skierowała do sąsiadującej z sypialnią garderoby. Z najniższej półki znajdującej się pod wieszakami z odzieżą wydobyła walizkę i spakowała ją do połowy. Wrzuciła do środka tylko najbardziej niezbędne ubrania, dodatki i jedną parę butów. Przyniosła również z łazienki i toaletki kilka najważniejszych kosmetyków. Nie miała czasu i miejsca w walizce, żeby zabierać więcej. Musiała przecież spakować rzeczy Yasha Ashoki. Kiedy skończyła, z radością zmieniła swój wytworny szlafrok na najzwyklejszą tunikę i jeansy, a na stopy włożyła wygodne tenisówki. Poczuła ulgę, że nie musi już wyglądać jak żona gwiazdora. W tej samej chwili poczuła się wolna od obowiązku bycia perfekcyjną żoną Salila Kanvara. Kontrolnie zerknęła na zegarek. Opiekunka miała być dopiero za około godzinę, więc to był właściwy czas, aby pójść do pokoju syna po kilka jego ubrań i zabawek oraz dokończyć pakowanie, nie wywołując przy tym zbędnej sensacji czy pytań. Kiedy skończyła, westchnęła głęboko żeby się uspokoić. Nie miała żadnego planu. W najgorszych snach nie wyśniłaby sobie takiego końca tego związku. A może tak usilnie pragnęła uwierzyć, że ta niezwykła historia Kopciuszka i gwiazdora skończy się szczęśliwie, że nie dopuszczała do siebie faktów? Tymczasem rzeczywistość dość szybko ukazała, że w tej historii, jak z filmu nikt nie będzie żył długo i szczęśliwie, a słowa the end nastąpią prędzej, niż ktokolwiek przypuszczał.

Przekraczając próg jadalni Alice przywdziała na twarz maskę spokoju. Właściwie czekała już tylko aż Zahira skończy podawać do stołu. Yash Ashok, jak zwykle o tej porze siedział w kuchni i objadał się miodowymi płatkami śniadaniowymi, oglądając na odbiorniku telewizyjnym, będącym na wyposażeniu kuchni, ulubione kreskówki na nick india. To był jedyny i najwłaściwszy moment na odbycie tej rozmowy. Kiedy otrzymała filiżankę świeżej kawy, od razu z rozkoszą upiła kilka łyków. Z powodu stresu i czekającej ją z pewnością ciężkiej przeprawy z mężem, czuła psychiczne i fizyczne zmęczenie. Mimo tego smak gorącego i aromatycznego napoju sprawił jej przyjemność i dodał odrobiny pokrzepienia. Na widok wychodzącej służącej odstawiła filiżankę na błyszczący blat stołu, wykonany z mlecznego szkła i spojrzała wymownie na Sala. Nie wiedziała, jakich słów powinna była użyć, więc postanowiła zapytać go wprost:

— Czy możesz mi powiedzieć, gdzie byłeś ubiegłej nocy? A także przedwczorajszej oraz tej przed trzema dniami? Nie uważasz, że powinieneś mnie wtajemniczyć w fakt, że nasze małżeństwo jest skończone?

Salil, słysząc jej słowa, aż się zaperzył. Wbił w nią surowe, świdrujące spojrzenie i odparował w samoobronie:

— Co ty wygadujesz? Pracowałem. Wiesz przecież doskonale, że każda forma życia towarzyskiego to mój obowiązek. Wieczory artystyczne, nagrania, przeciągające się próby. — Zaraz też dodał, nawet nie usiłując się ugryźć w język: — Rozmawialiśmy już o tym, nie powinnaś skupiać się na moim życiu zawodowym tylko wychowywać naszego syna.

Alice na te słowa zamarła. Wypowiedziane zostały w taki sposób, jakby chciał jej powiedzieć, że ma siedzieć w domu i milczeć. „O niedoczekanie twoje!” — pomyślała urażona tą wypowiedzią oraz jej tonem.

— Sal, jak możesz? Ja ci ufałam. Za każdym razem, kiedy wracałeś późną nocą albo w ogóle nie zjawiałeś się w domu, wierzyłam, że to praca zajmuje ci twój czas. Pogodziłam się ze swoją rolą matki i pani domu, ale nigdy nie przypuszczałam, że tak mnie potraktujesz.

— O czym ty mówisz, Alice. Masz tylko zajmować się dzieckiem i prowadzić dom. To chyba niewiele w zamian za nasze bolly dream małżeństwo, prawda? To, co się wczoraj zdarzyło, nie ma żadnego znaczenia — wymawiając ostatnie zdanie wskazał brodą na gazetę. Domyślił się najpewniej, że już widziała zdjęcie przyłapanego na gorącym uczynku gwiazdora.

— Nasze bolly co? — Te słowa uderzyły ją niczym najsilniejszy policzek. Pieprzona Dalia miała jednak rację! W Alice wszystko z wściekłości krzyczało, a krew uderzała teraz do skroni nieznośnym pulsowaniem. Nieświadomie zaciskała przez cały ten czas mocno pięści z gniewu. Dopiero kiedy poczuła boleśnie wbijające się paznokcie w środek dłoni, rozluźniła je. Wiedziona impulsem pochyliła się nad stołem i pochwyciła gazetę. W sekundę potem cisnęła ją Salowi wprost w twarz:

— Tu masz dowód, w jakim świetle postawiłeś mnie, naszego syna, jak i całe, jak to ująłeś „bolly dream” małżeństwo. Jeśli tak ci zależało na utrzymaniu opinii gwiazdora o wielkim sercu, trzeba było zadbać przynajmniej o to, by twój romans się nie wydał.

— To nie tak, Alice! — zaoponował natychmiast. Ona już nie chciała go słuchać. Wstała gwałtownie i surowym, nieznoszącym sprzeciwu tonem oznajmiła:

— Odchodzę Salil. Daję sobie i tobie czas na podjęcie decyzji. Ja dziś nie chcę być twoją żoną. Od ciebie zależy, czy jeszcze kiedyś zechcę — dokończyła już smutnym, spokojnym tonem, wykorzystując jego kompletne zaskoczenie. Zaraz po tym weszła na górę tylko po to, aby wziąć walizkę.

Wewnątrz niej emocje aż kipiały. Jego słowa do teraz paliły jej duszę i serce. Było dokładnie tak, jak podejrzewała. Przyparty do muru od razu się przyznał. Nie spodziewał się, że odważy się zabrać głos i sprzeciwić roli, jaką jej od narodzin ich syna przypisał.

Kiedy zeszła na dół, od razu poszła do kuchni po syna i wzięła go na ręce. Sal natychmiast wyrósł za nimi, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, że Alice go porzuca. Chciał ją zatrzymać i sprawić, żeby wszystko było takie samo, jak jeszcze godziną.

— Wiem, popełniłem błąd, ale jeśli teraz wyjdziesz, potwierdzisz domysły prasy. To wywoła lawinę kolejnych spekulacji i plotek. Nakazuję ci, opamiętaj się i zostań! Poza tym, co ty sama chcesz robić w Indiach beze mnie? Nie możesz nic sama. Yash Ashok to również mój syn i nie masz prawa zabierać go ze sobą z powodu samego tylko kaprysu.

— Kaprysu? — spojrzała na Sala zaskoczona, nie rozumiejąc, jak to możliwe, że ten mężczyzna ma w sobie tyle wyrachowania, a ona przez te lata tego nie widziała. Była taka pewna, że dobrze go poznała. Dla niego zostawiła swoje bezpieczne życie w Europie, pracę i mieszkanie. Owszem, nim się spotkali, była samotną kobietą, ale wiodła spokojne i ustabilizowane życie, pozbawione tak złych przeżyć. Nikt w całym życiu jej tak nie zranił, jak właśnie on. W końcu odrzekła chłodnym tonem:

— Wykorzystałeś mnie do zmiany zdania opinii publicznej o sobie. W rzeczywistości nic się nie zmieniłeś. Wciąż ważny dla siebie jesteś tylko ty sam i twoje własne przyjemności. Sam wydałeś wyrok na swoje „dream bolly” małżeństwo, jak je nazwałeś. — Już miała wychodzić, lecz zatrzymał ją warknięciem przez zęby:

— Mój syn zostaje ze mną, rozumiesz?

Alice nie odwracając się nawet do niego, ze spokojem w głosie bardziej stwierdziła, niż zapytała:

— Kiedy chcesz zajmować się swoim synem? W ubiegłym tygodniu spędziłeś w domu sześć godzin. Przecież nie będziesz w stanie znaleźć dla niego czasu między zdjęciami do najnowszej produkcji i nocnymi przyjęciami u boku nowej, wschodzącej gwiazdki. — Yash Ashok w tym momencie mocniej otoczył małymi rączkami szyję matki. Ta instynktownie ciaśniej objęła syna i zdecydowanym krokiem wyszła z ich wspólnego, obrzydliwie luksusowego domu. Kompletnie zaskoczony Salil stał w progu jak skamieniały.

Państwo Kanvar posiadali kilka aut oraz dwóch kierowców do dyspozycji. Kierowcy w ciągu dnia czekali na dyspozycje swoich pracodawców. Vivek, młody człowiek, który marzył o studiach informatyki i pracował u nich od kilku miesięcy, od razu wyskoczył zza kierownicy i otworzył dla niej i dziecka tylne drzwi auta. Na pierwszy rzut oka widać było, że działo się coś niedobrego w tej rodzinie. Niewiele myśląc, po ulokowaniu pasażerki z dzieckiem i schowaniu walizki do bagażnika, ruszył niemal z piskiem opon. Alice odjeżdżając patrzyła w środkowym lusterku na malejącą postać Sala, który wciąż stał w bezruchu w drzwiach ich rezydencji. Kiedy odjechali kilkaset metrów, z zaskoczeniem stwierdziła, że z gotujących się w niej emocji nawet nie uroniła po nim łzy. Nie czuła się z tego powodu winna. Wypłakiwała oczy przez ostatnie trzy lata. Dziś nie znajdowała już w sobie łez.