Oblicza śmierci - Antologia - ebook

Oblicza śmierci ebook

Antologia

4,0

Opis

W niniejszym zbiorze poznacie jednak różne Oblicza śmierci. Nie tylko tę ponurą i smutną, zazwyczaj jako pierwszą przychodzącą nam do głowy. Śmierć może być również ukojeniem, początkiem czegoś nowego, a nawet – powodem do radości. Liczymy na to, że w tak różnorodnym zbiorze opowiadań każdy z Was znajdzie tekst, który przypadnie Wam do gustu. Wzruszy, da powód do refleksji a może i uśmiechu.

Cały dochód ze sprzedaży przeznaczony zostanie na cele charytatywne! 50% dochodu  zostaje przekazane Fundacji pomagającej ofiarom przemocy (Fundacja Fileo). Pozostałe 50% – fundacji pro-zwierzęcej (Fundacja Mondo Cane – Inspektorat Nowy Sącz).

Każdego dnia setki ofiar przemocy, setki zwierząt potrzebują naszego wsparcia. Kupując „Oblicza śmierci” dołożycie cegiełkę do tego, by pomoc trafiała do nich jak najszybciej. Liczymy, że dzięki Waszym zakupom, a także wspólnym promowaniu tej inicjatywy – uda się zebrać jak największą kwotę! Jeśli po lekturze e-booka „Oblicza śmierci” uznacie, że znaleźliście w nim „to coś” – będziemy niezmiernie wdzięczni za każdą polecajkę, jaką opublikujecie w internecie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 106

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Projekt okładki: Aleksandra Brodzińska

Redakcja i korekta: zbiorowa

Skład wersji elektronicznej: E-Słowa

Zdjęcie wykorzystane na okładce:

Leonardo Yip/Unsplash

© by Olivia Gerard, Marta Gołębiewska, Paulina Korek, Paulina Makuch, Nina Nirali, Katarzyna Półtorak, Katarzyna Rebuś-Gumółka, Dominika Smoleń, Marta Wieteska, Alicja Wlazło, Patrycja Żurek

ISBN: 978-83-952-8990-3

E-Słowa

Wydanie I

Nowy Sącz 2018

Całkowity dochód ze sprzedaży książki przeznaczony jest na cele charytatywne.

*Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe, a opisy zdarzeń mogą nie mieć pokrycia w przepisach prawa obowiązującego w Polsce.

Z ogromną radością oddajemy w Wasze ręce antologię, która – mamy nadzieję – jest pierwszą z wielu.

Pomysł na nią powstał spontanicznie, a i temat przewodni: śmierć – nasunął się nam od razu. Za oknem jesień, okres kiedy przyroda „umiera”, by dopiero za kilka miesięcy powrócić do życia. Nie bez znaczenia była też data, kiedy w naszych głowach pojawiła się idea tego zbioru opowiadań. Początek listopada: czas, kiedy odwiedzamy groby naszych bliskich, czas zadumy i wspomnień.

W niniejszym zbiorze poznacie jednak różne oblicza śmierci. Nie tylko tę ponurą i smutną, zazwyczaj jako pierwszą przychodzącą nam do głowy. Śmierć może być również ukojeniem, początkiem czegoś nowego, a nawet – powodem do radości. Liczymy na to, że w tak różnorodnym zbiorze opowiadań każdy z Was znajdzie tekst, który przypadnie Wam do gustu: wzruszy, da powód do refleksji lub uśmiechu.

Z całego serca pragnę podziękować grupie niesamowitych dziewczyn, które w kilka chwil podchwyciły szalony pomysł i włączyły się w jego realizację.

Mamy nadzieję, że dzięki naszej pracy i zaangażowaniu całego zespołu: realnie pomożemy tym, którzy potrzebują naszego wsparcia.

@pani.leniwiec

"Osiemnaście opowiadań, jedenaście autorek i ich słodko - gorzka wizja śmierci. Wzruszająca podróż w głąb ludzkich dusz, pełna obaw, strachu, radości, dająca wiele do przemyślenia. Bo czy dla każdego śmierć jest jedynie smutnym końcem? Autorki antologii "Oblicza śmierci" udowadniają, że czasem śmierć może być też początkiem nowego życia, wybawieniem, tchnieniem ulgi. Jestem pod wrażeniem!"

NIETOPERZ

„Śmierć. Każdego ona dotyka – śmierć bliskich, lęk przed naszym własnym odejściem. Niełatwy jest temat, którego podjęły się. Od życiowych doświadczeń, z którymi wszyscy możemy się identyfikować, po fantasy – śmierć ujęta na wiele sposobów. Polecam z całego serca historie znajdujące się w ebooku: wiele z nich poruszy Wasze serca, inne zaciekawią.”

@bubblespell

W zbiorze opowiadań poznacie niejedno oblicze Śmierci. Śmierci niosącej ból i cierpienie, ale i kojącej i wyzwalającej. Kryjącej się pod postacią szpetnej Kostuchy, jak i wcielającą się w znajome nam postacie naszych bliskich, którzy odeszli. Opowiadania mają na celu zmusić nas do refleksji, zadumy, może nawet do uśmiechu? Dziewczyny nie dość, że stworzyły całkiem fajny umilacz jesienno - zimowego popołudnia, to jeszcze wspierają szczytny cel.

Nasz Książkowir

Cudowna, ciekawa, różnorodna antologia, która w niejednym momencie zaskakuje i w wielu momentach wyciska łzy. Przeczytałam od deski do deski i wierzę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Szczególnie, że temat śmierci bliski jest każdemu z nas - w taki lub inny sposób. W tym zbiorze opowiadań mamy przedstawione różne koncepcje: i za to właśnie go kocham. Polecam!

W jedną stronę

Alicja Wlazło

Kroczę przez życie

w garście chwytam chwilę każdą,

by na pewno przeżyć

by na pewno zrobić

by na pewno stworzyć

wersję życia własną.

Kroczę pewnie przez

mokradeł grząskie ziemie,

byle zbliżyć się

byle spełnić

byle bezczynnością nie odstraszyć

wersji mego ja kolejnej.

Kroczę coraz ciężej

krew na rękach

krew po policzka płynie

krew z serca rozłamanego

wypływa

a mi

co pozostało

z resztek życia wyśnionego?

Szczątki zbieram wspomnień własnych

zatrzymuję się

i czekam

czy słyszycie

śmierci pieśń żałobną

tylko moją,

moją własną?

A kto umarł ten nie żyje?

Marta Wieteska

Śmierć to stan, który nie zna litości. Przy przedstawianiu tego w sposób ikoniczny, przed oczami stanie wszystkim postać w czarnej sukni i kosą w ręku – to właśnie ona. Śmierć. Kościotrup gaszący płomień świecy – gaszący życie, po którym przez ułamek sekundy zostaje dym naszego bytu. To właśnie oznacza cytat na obrazie jednego z hiszpańskich malarzy – in ictu oculi. Jest nieubłagana i tak samo, jak przy danse macabre, zabiera wszystkich i nie patrzy na wiek, wygląd czy stan materialny. Jednak przyglądając się temu bliżej, czy naprawdę umierając i wchodząc w taneczny korowód, ściskając kościste dłonie, zupełnie znikamy z tego świata? Oraz, że skazani zostaniemy tylko na rozpad ciała trzy metry pod ziemią?

Chrześcijanie wierzą w życie po śmierci, gdzie dusza wędruje do Nieba, Czyśćca lub Piekła, starożytni ludzie ważyli serce, będące magazynem duszy, a według cyferek klasyfikowali ludzi do danego miejsca, do którego zawędrują po śmierci. Wielu istotom umyka jednak sprawa reinkarnacji, która na pierwszy rzut oka wydaje się tylko nędznym wierzeniem niemającym w sobie cienia prawdy oraz logiki. Ale są ludzie, którzy wierzą. I nie, nie muszą cierpieć na problemy natury psychologicznej, po prostu tak twierdzą – na podstawie obserwacji. Na palcach jednej ręki każdy z nas wyliczy osoby, które wierzą w tę formę życia po śmierci. W Polsce takie twierdzenie rzadko się spotyka, chociaż jest ono niewyobrażalnie tajemniczym i intrygującym zjawiskiem. Wynika to często z katolickiego środowiska, wątpienia we własne zdanie czy nacisku społeczeństwa, gdzie każdy musi wyglądać tak samo, a odmienne jednostki powinny zostać spalone na stosie ofiarnym – jak za czasów średniowiecza. Może ktoś jeszcze podziela to zdanie, a o tym nie wiecie? Wielu zmarłych znajduje swoje miejsce w rzeczach/istotach/zjawiskach codziennego życia. Czujecie czasem, że ktoś obserwuje Was w pustym pokoju? Odwracacie się, zapalacie światło ale mimo wszystko nikogo nie zauważacie? A może czujecie czyjąś obecność? To właśnie bliska wam osoba. Pamiętne są we mnie chwile przeżywania śmierci człowieka, którego znałam stosunkowo krótko, ale w moim życiu odegrał ważną rolę. Nie rozmawiałam z nim wiele, spędzaliśmy razem tylko kilka godzin tygodniowo, ale nasze światy rozmyte w podświadomości połączyły się niewidzialną, stalową liną, której nie da się przerwać ani przeciąć – nawet nożycami do stali. Bo to przecież nasza niewidzialna lina z materiału wspólnych zainteresowań, do których nie wynaleziono specjalnych nożyc. Do dziś dzień wiem, że ta osoba stała się moim Aniołem Stróżem, broniącym przed niebezpieczeństwami tego świata, wspierającym w decyzjach, przyziemnych sprawach i po prostu w prostej egzystencji. Tak on – kroczy za mną, a czasem ciągnie w dobrą stronę za pomocą wspólnego połączenia.

Według definicji, śmierć jest stanem ustania oznak życia, zatrzymaniem utrzymywania homeostazy i, kolokwialnie mówiąc, odejściem ze świata. Jak mówią wierzenia, życie pozagrobowe zależy od postawy reprezentowanej przez daną osobę. Czy jeżeli będę złym człowiekiem, nie przejdę reinkarnacji? A może przejdę ją, ale zostanę papierem toaletowym? (Chociaż nawet jego brak w obecnym świecie to wydarzenie niemal przekraczające ludzkie pojęcie). Wydaje się, że trafnym rozwiązaniem tego problemu jest odwołanie się do chwil, gdy czujemy czyjąś obecność. Jeżeli będziemy ludźmi pomocnymi, zaangażowani na swój sposób w życie społeczne, życie po reinkarnacji stanie się znacznie prostsze – potrafić będziemy wysyłać sygnały obecności, wspierać, a także prowadzić po życiowej drodze osoby, które znaczyły dla nas szczególnie dużo. Jeżeli nie ulegniemy przemianie ze złego człowieka, życie pozagrobowe nie zacznie magicznie obfitować w pomoc osobom, którym jednak chcielibyśmy pomóc. Nie wiadomo czy dozwolone nam będzie na nie patrzeć, pomagać w wyborach czy zostaniemy skazani tylko na tułaczy los – jak Zosia z II części Dziadów Mickiewicza.

Doskonałym przykładem na postawę niemoralnego człowieka jest Widmo Złego Pana, jeden z duchów we wspomnianych wyżej Dziadach część II. Egoistyczne spojrzenie na świat, brak litości oraz serca spowodował tułaczy los duszy po śmierci. Sama postać świadoma jest tego, że poprzez okrucieństwo nie dojdziemy do niczego pozytywnego. Widzenie czubka swojego nosa skutkuje niemożliwością nawrócenia po śmierci i pomocy innym. Dobro wraca zawsze z dwukrotną mocą, a krzywda wyrządzona bliźniemu zbiera się w sobie i pojawia się zawsze ze spotęgowaną siłą – najczęściej w najgorszym momencie naszej egzystencji.

Reinkarnacja to wierzenie dla osób, które nie boją się śmierci. A nawet jeżeli się boicie – jak każdy – to wasz umysł poszukuje wsparcia od tego, kto opuścił materialnie nasz świat. Niewątpliwie łączyła Was bliska więź z daną osobą, a wierząc w jego obecność, powstaniecie z kolan znacznie szybciej, niż zwykły człowiek. Każdy powinien znaleźć w życiu kogoś, kto zacznie wspierać w sposób magiczny, nawet nie wyimaginowany, tylko po prostu będzie tu i teraz, jako duszek na ramieniu szeptający do ucha słowa pocieszenia.

Tato

Olivia Gerard

Jej pierwsze wspomnienia? Tato.

Wspólny spacer po krętej, leśnej dróżce, ona w granatowej sukience w białe kropki, powiewającej na wietrze. I tato, biorący ją na barana, gdy małego szkraba zaczęły boleć krótkie nóżki. Tato, wykańczający pomału dom, i maluch biegający po budowie, i jego śmiech, kiedy „pomagała” mu w pracy, pryskając po ścianach olbrzymim pędzlem zamoczonym w wodzie. Wspólna podróż na diabelskim młynie – tylko ona i on w objęciach wiatru. Ale przede wszystkim tato spędzający godziny na czytaniu jej bajek i tysięczny raz odpowiadający na to samo pytanie: „Co tutaj pise?”. Tato, który sprawił od pierwszych lat życia książki stały się jej drugim światem.

Dni upływały dziewczynce na odliczaniu godzin do kolejnego przyjazdu tatusia – pracował na drugim końcu kraju i co kilka tygodni przyjeżdżał do domu na parę dni. Większość dzieci w jej wieku pewnie przejmowałaby się kolejnym wyjazdem, lecz dla niej było to zupełnie naturalne, gdyż ich życie wyglądało tak od zawsze. Ale na każdy powrót czekała z utęsknieniem, bo tylko on się nią tak naprawdę interesował. Babcia, u której mieszkali, czy nawet (a może przede wszystkim) matka – po prostu pilnowały, by nie zrobiła sobie krzywdy, biegając po wiejskiej okolicy. Zajęte swoimi sprawami, wciąż zmęczone, nie miały ochoty na wykrzesanie z siebie choćby krzty zainteresowania jej osobą.

* * *

Czasami słyszy się, że małe dzieci czują, wiedzą więcej niż dorośli. Czy to jakiś zabobon lub przesąd? A może faktycznie jest tak, że małe dzieci – zanim wyrosną i przesiąkną dorosłością – posiadają szósty zmysł i przez skórę przeczuwają nadchodzące zło?

Jego wyjazd w ten upalny, lipcowy dzień nie różnił się niczym od dziesiątków wcześniejszych. Stał na ganku z olbrzymią torbą postawioną u stóp. Czekał, aż przyjedzie szwagier, który zazwyczaj odwoził go na pociąg do pobliskiego miasta. A ona? Zamiast, jak zawsze, czekać przytulona do niego – wpadła w panikę. Ze spazmatycznym płaczem biegała po podwórku, krzycząc przez łzy, że nie pozwala mu nigdzie jechać. Że postawi tak wysoki płot, przez jaki nie będzie mógł się wydostać. Dorośli patrzyli na nią ze śmiechem: bo przecież nic w tym dziwnego, że czterolatka płacze w takiej sytuacji – choć wcześniej jej się to nie zdarzało. Ale to w końcu taki wiek, kiedy po dziecku można się spodziewać różnych rzeczy, prawda?

Parę dni później w domu zapadła cisza. Dorośli przykleili na twarze sztuczne uśmiechy, wkładali sobie w usta nic nie znaczące frazesy o pogodzie, ploteczki i opowieści o sąsiadach. Byle coś mówić, byle przełamać tę nieznośną, wręcz duszącą ciszę, która niczym całun okryła wszystkich. Dopiero, kiedy myśleli, że ona nie patrzy pojawiały się zatroskane, smutne miny i dyskretnie ocierane łzy. Kiedy sądzili, że nie słucha, znikało silenie się na wesołość i w jej uszach brzmiały ponure szepty. Przeczuwała, że stało się coś strasznego, ale nawet nie próbowała pytać. Już dawno się nauczyła, że jeśli tata jest poza domem, to ma „nie zawracać głowy”, „iść się bawić i nie przeszkadzać dorosłym”.

Po kolejnych kilku dniach pod dom podjechało długie, czarne auto. Nikt nie chciał jej powiedzieć, co się dzieje, bo „przecież była za mała”, „przecież nie rozumiała”. Rozumiała i wiedziała więcej, niż się innym wydawało, skrupulatnie notowała w pamięci wyszeptywane wokół słowa. W głębi serca czuła, że coś się kończy, że pora się żegnać. Zapłakana pobiegła do babcinego ogródka i zerwała najpiękniejszego, fioletowo-żółtego bratka. Ściskając go w dłoni podbiegła do auta, w którym w międzyczasie podniesiono tylną klapę Prosta drewniana skrzynia, mimo że wyglądała zupełnie zwyczajnie, wręcz krzyczała do niej, że stało się coś bardzo złego. Wymięty przez drobne, dziecinne rączki kwiatek wpadł do wnętrza auta i spoczął na drewnianej pokrywie.

Ostatni raz widziała tatę dwa dni później, gdy leżał w przycmentarnej kaplicy. Otwarte, drewniane pudło zmieniono już na inne niż poprzednio, bardziej ozdobne, a on, leżący we wnętrzu w szarym garniturze wyglądał, jakby po prostu spał. Tak spokojnie, z lekkim uśmiechem wyłaniającym się spod sumiastych wąsów. I tylko to małe zadrapanie na brodzie stanowiło widoczny dowód, że jest inaczej. Nie liczyła upływającego czasu. Nawet nie wiedziała, kiedy minęła dłuższa chwila spędzona na rękach ciotki, gdy w drewnianym budynku jakiś pan w fioletowej sukience mówił dziwne i nudne rzeczy. Zazwyczaj nieśmiała i skryta, unikała obcych ludzi – tego dnia zupełnie nie zwracała uwagi na otaczający ją tłum. Nie interesowali ją nawet śmiesznie ubrani panowie: w wysokich czapkach z piórami, w czarnych strojach z ozdobnymi guzikami, którzy później nieśli skrzynkę, pod której wiekiem leżał tato. Przypadkiem usłyszała, że to przyjechali jego koledzy z pracy. Cały ten dzień był dla niej niczym sen, oglądany jakby z boku. Czy coś czuła, spoglądając na to wszystko, co działo się dookoła? Na pewno, ale przecież „duże dziewczynki nie płaczą”, skupiała więc wzrok i uwagę na pojedynczych detalach.

Początkowo, dopóki widziała jeszcze spokojną twarz taty wydawało jej się, że (jak niejednokrotnie we wspólnych zabawach) po prostu za chwilę otworzy oczy i śmiejąc się, będzie udawał, że jest zły, bo go obudziła. Kiedy jednak drewniana skrzynia zniknęła pod kamienna płytą – zrozumiała, że już więcej go nie zobaczy.

Dorośli nie odpowiadali na zadawane przez małą pytania, a do jej uszu dotarły słowa, żeby z nią o tym nie rozmawiać, bo „po co jej przypominać, to taki dzieciak, że za parę tygodni zapomni” – przestała więc pytać. Nawet już nie płakała, układała sobie w małej główce to wszystko, co zobaczyła i usłyszała. Mimo że miała niespełna cztery latka, to tato zapadł jej w pamięci na zawsze, jakby na złość tym wszystkim, którzy powtarzali, że za chwilę nie będzie go pamiętać. Ale jak można zapomnieć o tej jedynej osobie, która cię kochała zawsze i bezwarunkowo? Mimo, że minęło już ćwierć wieku, to wciąż przed oczami widzi pociągłą twarz z iskierkami w zielonych oczach i jego uśmiech – ten specjalny uśmiech, przeznaczony tylko dla niej.

* * *

Dziś jest 1 listopada – nie odwiedziła jego grobu. Ani dziś, ani w ubiegłym miesiącu, chyba nawet w tym roku. Unika tego już od wielu lat i tylko perspektywa kolejnej kłótni z matką sprawia, że sporadycznie z nią tam pojedzie. Kiedy była dzieckiem, ktoś z rodziny ciągle ją tam zaprowadzał, po kilka razy w tygodniu, a bywało, że i codziennie. Aż przyszedł dzień, w którym z przerażeniem uświadomiła sobie, że w momencie gdy myśli o tacie, to zamiast jego twarzy zaczyna widzieć przed oczami szereg grobowców, i ten jeden, gdzie został pochowany. Miała wtedy może dziesięć, dwanaście lat, ale postanowiła, że za wszelką cenę zachowa w pamięci te nieliczne, cudowne chwile spędzone z nim. I nie pozwoli, żeby w jej wspomnieniach jego twarz została zasłonięta przez nic nie znaczący dla niej kawałek kamienia.

Wie doskonale, że wielu ludziom zapalenie świeczki, odwiedzenie grobu przynosi ulgę. Nie neguje tego, w końcu każdy ma inne potrzeby. Ale w jej odczuciu – skoro „umarłemu nie pomoże kadzidło”, to i liczba świeczek czy wiązanek leżących na grobie też żadnej różnicy nie zrobi. Te zawody, które rokrocznie powtarzają się na cmentarzach początkiem listopada, nie są dla niej. Już dawno przestała się przejmować corocznym jęczeniem matki, że „co ludzie powiedzą”.

Bo dla niej liczy się codzienna myśl – czasem przywołująca uśmiech, czasem zabłąkaną łzę. Bo ważna jest ta nieustająca mimo upływu lat tęsknota małej dziewczynki za ukochanym tatą. Tęsknota, której nigdy nic nie ugasi.

Wybór

Alicja Wlazło

– Zostawisz nas? Tak po prostu? – Sage krzyczała tak, że jej głos przedzierał się przez ściany niewielkiego mieszkania. Z pewnością docierał do sąsiadów, którzy podgłaśniali odbiorniki, byle nie słyszeć kłótni. – Słyszysz mnie, Quentin?

Chwyciłem ją za ramiona, próbowała się wyrwać, odepchnąć mnie.Nie zwracała uwagi na łzy, które spływały po policzkach i zostawiały czarne smugi rozmazanego tuszu.

– Sage, uspokój się, kochanie – powiedziałem najłagodniej jak tylko potrafiłem. – Uwierz mi, tak będzie lepiej…

– Gówno, nie lepiej! – wrzasnęła i cofnęła się gwałtownie poza zasięg ramion. – Nawet niczego nie wyjaśniłeś!

– Sage. – Wyciągnąłem rękę, pragnąłem pogłaskać jej policzek, zetrzeć czarne ślady, jednak odsunęła się bardziej. Zabolało. Tak bardzo zabolało, ale wiedziałem, że jeśli ugnę się pod własnymi pragnieniami, tylko zranię bliskich.

Zrobiłem krok w stronę żony, chciałem objąć ją po raz ostatni, lecz wtedy usłyszałem skrzypienie otwieranych drzwi, a następnie odgłos cichych kroków. W wejściu do salonu stanął Samuel. Jedną ręką przecierał oko, w drugiej ściskał pluszowego misia, Pana Cuddlesa. Dobrze pamiętałem, kiedy wygrałem go dla niego w wesołym miasteczku. Śmialiśmy się cały wieczór, spędzaliśmy go tylko we trójkę, to były wspaniałe czasy. Ukłucie w klatce. Szkoda, że wszystko należało już do przeszłości. Przeszłości, którą musiałem porzucić, by ochronić rodzinę.

Synek uniósł powieki i spojrzał na nas.

– Co się dzieje? Mamo? Tato?

Sage zacisnęła usta w wąską kreskę, odwróciła twarz. Widziałem, jak bardzo próbuje przywołać spokój, choć nie potrafiła. Podszedłem do Sama, uklęknąłem przy nim i rozczochrałem jego kasztanowe włosy.

– Tata musi na trochę wyjechać, synku – powiedziałem, zmusiłem się do uśmiechu. – Zaopiekujesz się w tym czasie mamą?

– Ja? – Sam zamrugał, usta wydęły się w powstrzymywanym płaczu. – Dlaczego musisz?

– Muszę, żebym mógł się wami dalej zajmować – przyciągnąłem go i zamknąłem w uścisku. – Kiedyś ci to wyjaśnię, obiecuję.

Czułem, jak napływający żal blokuje gardło. Prędko wstałem, pocałowałem Sama w policzek i próbowałem zapamiętać rysy jego twarzy. Chciałem pamiętać już zawsze.

– Zajmiesz się mamą? Mogę na ciebie liczyć? – zapytałem raz jeszcze.

Sam przytaknął, a potem siąknął nosem i przytulił mocniej Pana Cuddles’a. Ruszyłem w kierunku wyjścia, chwyciłem za rączkę wcześniej przygotowanej torby. Wziąłem głęboki oddech, wchłaniałem zapachy – świeżo pieczonego ciasta, kociej karmy, której Elisa nie chciała tknąć tego wieczoru, truskawkowych baniek mydlanych, które kilka dni temu rozlały się na tapetę i wsiąkły głęboko w jej strukturę. Odwróciłem się i spojrzałem na Sage i Samuela. Żona stanęła obok syna i przytuliła go.Na widok ich zrozpaczonych twarzy serce wyrywało mi się z piersi. Chciałbym im powiedzieć, co się dzieje, lecz jak mogłem zrzucać na nich ten ciężar? Nawet nie wiedzą, jak wiele ciągle przed nimi.

Położyłem dłoń na klamce, usłyszałem jeszcze cichy głos Sage:

– Wróć.

– Przecież obiecałem, prawda? – powiedziałem i uśmiechnąłem się do nich po raz ostatni. – A ja zawsze dotrzymuję obietnic.

Szkoda, że tej jednej nie mogłem dotrzymać.

* * *

Silne podmuchy wiatru szarpały liśćmi, zabierały śmieci z koszy i unosiły ponad ziemię, rozsypywały je gdzie popadnie. Wiatr targał wiązankami, które ułożone równo nad świeżym grobem, przypominały o tym, że już nigdy więcej nie zobaczę taty. Nie słuchałem śpiewu ludzi, kazania księdza, który nawet podczas wichury śmierdział kadzidłem. Nic do mnie nie docierało. Strzępki rozmów zasłyszane wcześniej w domu napływały nieproszone i raniły, słowa lekarza docierały do samej duszy: „Qentin chorował na raka płuc… nie dało się nic zrobić… nic nie działało”. Nie wiedziałem, co to rak, ani dlaczego lekarze zawiedli. Nie rozumiałem, czemu tatuś nic nie powiedział. Wiedziałem jedynie, że musiałem trzymać mamę za rękę, bo byłem za nią odpowiedzialny, a ona ledwie stała o własnych siłach. Wiedziałem jeszcze, że ojciec mnie okłamał, bo obiecał wrócić.

A już nigdy nie miałem go ujrzeć.

Lecz ja nie zamierzałem go zawieść. Spojrzałem w zapłakane oczy mamy i ścisnąłem mocniej jej dłoń, po czym uśmiechnąłem się słabo. Ona również się uśmiechnęła, a potem schyliła się i mnie przytuliła. Pogłaskałem ją po policzku, jak zwykł robić tata. Zadrżała.

– Nie martw się, mamusiu. Wszystko będzie dobrze – powiedziałem. – Ja się tobą zajmę.