Obiad z Bondem - Agnieszka Lingas-Łoniewska - ebook + audiobook
BESTSELLER

Obiad z Bondem ebook i audiobook

Agnieszka Lingas-Łoniewska

4,4

171 osób interesuje się tą książką

Opis

On – zabójczo przystojny i skryty.

Ją życie nauczyło podchodzić do mężczyzn z lekkim dystansem.

Nieźli z nich agenci. Czy zdążą się dogadać, zanim się pozabijają?

Eliza, przyjaciółka znanej czytelnikom z Kolacji z Tiffanym Natalii, zostaje sama w swoim wielkim przedwojennym mieszkaniu. I nawet byłoby jej to na rękę, gdyby nie to, że ktoś chyba się do niej włamał…

Z pomocą śpieszy jej komisarz Jacek Granicki: zabójczo przystojny, o niewyparzonym języku i uroku Jamesa Bonda. Tyle że Eliza i Jacek mają już swoją – nie najszczęśliwszą – historię.

Teraz starannie udają, że wcale a wcale im na sobie nie zależy. Ale nagłe niebezpieczeństwo, w którym znajduje się Eliza, gwałtownie zmienia sytuację. Komisarz Granicki zrobi wszystko, by ratować ukochaną.

Od śmiechu przez dreszcz napięcia po łzy wzruszenia – nowy, uzależniający rollercoaster prosto od Dilerki Emocji.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 216

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 4 godz. 48 min

Lektor: Ewa Abart

Oceny
4,4 (2147 ocen)
1331
496
222
81
17
Sortuj według:
joasia85l

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzooooooo fajna lekka przyjemna i z humorem książka coraz bardziej uwielbiam tej Pani książki 😁
20
Agaaau
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna jeśli lubicie się dodatkowo pośmiać przy lekturze. Uwielbiam książki tej autorki. Szczerze polecam - choć jeśli ktoś nie czytał to najlepiej zacząć od 1 części.. a ja z niecierpliwością oczekuje tomu 3 😄
20
paulciaaa92

Nie oderwiesz się od lektury

"Obiad z Bondem" to drugi tom serii i choć mogłabym powiedzieć, że można śmiało czytać bez znajomości pierwszego, to mimo wszystko lepiej po kolei. Pewne smaczki, dowcipy, a nawet imiona mogą być niekoniecznie zrozumiałe, jeśli nie poznało się Tiffany'ego. Tym razem ponownie spotykamy bohaterów pierwszego tomu. Choć na pierwszy plan wysuwają się Eliza i Jacek. To ich historia została tym razem opowiedziana przez autorkę. Ale o co właściwie chodzi? Dwoje bohaterów, których relację można opisać jako "kto się czubi, ten się lubi" i można nieźle się ubawić przy ich przepychankach słownych jest mimo wszystko nieco skrzywdzonych przez życie. Eliza nie ma zaufania do mężczyzn, bo jeden nieźle jej nawywijał w życiu, a Jacek? To taki facet, który nie chciał się wiązać, a jednak go trafiło, mimo że to nie Alvaro, który zmienia kobiety w łóżku jak rękawiczki. Każde z nich ma swoje problemy, ale jednak coś ich do siebie przyciąga. Czy to ma prawo się udać? Myślę, że jeśli znacie powie...
10
GumiBunia

Nie oderwiesz się od lektury

Pochłonęłam ją jednym tchem :)
10
Wojteusio

Nie oderwiesz się od lektury

Rewelacyjna. Czyta się jednym tchem. Polecam
00

Popularność




Żaden kaktus nie ma tak gęstych kolców, aby nie było miejsca choć dla jednego kwiatu.

Moim Kaktusom – Dorci i Ani

Prolog 1

Z tacy, z którą paradował ciemnowłosy kelner, wzięłam kieliszek mocno schłodzonego białego wina. Upiłam łyk i wyszłam na taras. Już zmierzchało, delikatne światło ogrodowych latarni oświetlało piękny ogród, w którym odbywało się wesele mojej serdecznej przyjaciółki. Patrzyłam na nią z góry, obserwując z uśmiechem, jak tańczy w objęciach świeżo poślubionego męża.

Kiedy Natalia oznajmiła, że bierze ślub z Maciejem, nie zdziwiłam się zbytnio, bo od początku wiedziałam, że to, co się pomiędzy nimi dzieje, jest naprawdę poważne. Ale gdy dostałam zaproszenie i okazało się, że uroczystość odbędzie się w Kalabrii, moja twarz wyrażała tylko zdziwienie. Okazało się, że Maciej ma włoskich krewnych, przyrodniego brata pół-Włocha, no i kuzyna, Jacka. Jego już znałam i szczerze mówiąc, ten wysoki przystojny glina zbyt często pojawiał się w moich myślach. To było zupełnie bez sensu, bo on zawsze zachowywał się w stosunku do mnie zachowawczo, mimo że robiłam wszystko, aby wyprowadzić go z równowagi.

Wydawał się niewzruszony jak Wielki Mur Chiński, chociaż coś czasami błyskało w tych niebieskich oczach, jakby panował nad sobą resztkami sił i starał się chować głęboko wszelkie emocje. Pamiętam, że kiedy odbierali nas z panieńskiego Natalii, ona pojechała z Maciejem do jego domu, a Jacek zobowiązał się odwieźć mnie do mojego mieszkania. Wyglądał przy tym tak, jakby cierpiał.

– Naprawdę mógłbyś chociaż udawać, że nie jesteś wkurzony – burknęłam, kiedy ruszyliśmy z rynku.

– Nie jestem – odparł z grobową miną, patrząc na drogę.

– Wyglądasz tak, jakby coś ci weszło w tyłek i uwierało.

Zerknął na mnie szybko i przez moment dostrzegłam w jego oczach jakiś błysk. Irytacja? Rozbawienie? Trudno ocenić.

– Mam sporo na głowie – powiedział spokojnie.

– Wiesz, że czasami trzeba się wyluzować. I tak wszyscy umrzemy – wypaliłam.

Westchnął cicho i miałam wrażenie, że mamrocze coś pod nosem. Ale do mnie już się nie odezwał. Odstawił mnie pod same drzwi, gdzie czekał Mikołaj. Jacek popatrzył na mojego przyjaciela i współlokatora ponuro, spojrzał na mnie, jakbym przebiła mu opony w samochodzie, i zbiegł po schodach. Wtedy poczułam, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego.

Tak samo teraz. Stał na tarasie wielkiej willi Contich i patrzył na mnie. Taksował moją sylwetkę, a ja chciałam rzucić w niego kieliszkiem. Albo najlepiej całą butelką. Dzisiaj ani razu ze mną nie zatańczył, za to obtańcowywał wszystkie inne kobiety, rozmawiając z nimi i żartując. Irytowało mnie to. Gdyby jeszcze mi tak na nim nie zależało. Pierwszy raz czułam coś takiego, dlatego wkurzałam się na siebie i na niego. Z tym że na niego o wiele bardziej.

Dopiłam wino, odstawiłam kieliszek na szklany stolik i podeszłam do Jacka Granickiego. Zauważyłam, że cały się spiął. Hmm… Czyżby odczucia, że jestem mu obojętna i traktuje mnie jak świrniętą przyjaciółkę bratowej, były błędne?

– Zmęczyłeś się hołubcami? – rzuciłam niby od niechcenia.

– Hołubcami? – Uniósł brew i patrzył na mnie obojętnie.

– Obtańcowałeś chyba wszystkie panny, panie i babcie.

– Musiałem zatańczyć z ciotkami i kuzynkami. – Wzruszył ramionami.

– No jasne… – Skrzywiłam się.

– Co to ma znaczyć? – Zmarszczył brwi.

– O! Jednak masz jakąś mimikę. A już myślałam, że jesteś jak Schwarzenegger w Terminatorze – prychnęłam. – Mogłabym przysiąc, że nosisz gumową maskę na twarzy, ale z reguły robią tak ci, którzy mają coś do ukrycia. A może boisz się – popatrzyłam mu w oczy – że jeśli pokazałbyś, co naprawdę czujesz, stracisz ten swój wykreowany wizerunek groźnego gliniarza albo twoje męskie ego skurczy się w sobie i zacznie kiwać w kącie niczym…

Nie dokończyłam, bo zostałam złapana w silny uścisk jego ramion, przyciśnięta do murku pokrytego jakąś śródziemnomorską rośliną. Przyglądał mi się przy tym trochę rozbawiony, a trochę wkurzony.

– Nic mi się nie kurczy, Elizo.

– Co? – jęknęłam, zbita z tropu.

– A ty, gdybyś była roztropna, unikałabyś mnie jak ognia.

– Nie mów mi, co mam robić! – warknęłam.

Jego palce musnęły mój policzek.

– Nie obiecuję – powiedział cicho. – A teraz…

– Co teraz? – szepnęłam.

– Zrobię coś, czego pewnie będę żałował… – Pochylił się ku mnie tak blisko, że widziałam jego gęste rzęsy i kilka drobnych piegów u nasady nosa.

Nabrałam gwałtownie powietrza, zaczęłam oddychać przez usta i zacisnęłam dłonie na jego przedramionach. W jego oczach coś błysnęło i miałam wrażenie, że lekko się uśmiechnął. I wtedy…

Prolog 2

Jechaliśmy może z godzinę albo i dłużej, trudno było się zorientować, zwłaszcza że założyli mi jakieś prześcieradło na głowę. Dobrze, że czyste. Całkiem elegancko. Nie miałam pojęcia, dokąd jedziemy, co trochę mnie zirytowało. Miałam nadzieję, że ona jedzie w tym drugim samochodzie. Czułam siedzącego obok mnie faceta, nie wiedziałam jednak, który z tych kłamliwych dupków usiadł ze mną. Nawet specjalnie się nie bałam, martwiłam się jedynie o przyjaciółkę.

Cała sytuacja była trochę irracjonalna. A ja myślałam tylko o jednym: czy mój Bond o wszystkim wie? W jakim czasie dotrze do niego informacja o tym, co się stało? I czy zajmie się tym, tak jak powinien?

– Gdzie jesteś, do diabła? – Westchnęłam.

Właśnie się zatrzymaliśmy…

A więc to już?

Rozdział 1

Sia, Unstoppable

Musiałam wrócić do rzeczywistości. Tydzień w Kalabrii był magiczny, ślub Natalii i Macieja cudowny, wino przepyszne, a noce gorące. Wtedy na tarasie, kiedy Jacek prawie mnie pocałował, a zaraz potem zostawił, miałam ochotę utopić go w ciepłym morzu. Patrzył na mnie tak, że odbierałam to niemal jak dotyk, byłam gotowa poczuć jego cudowne usta na moich, stanęłam na palcach, zamknęłam oczy, prawie uniosłam prawą nogę, jak w romantycznych komediach, a wtedy ten dupek… się odsunął.

Spojrzał na mnie z góry, jego oczy błyszczały niemal takim samym lazurem jak morze w Kalabrii, wymamrotał coś o wielkim błędzie i zostawił mnie na tym cholernym tarasie. Chciało mi się płakać, ale tylko przez chwilę. Zamiast tego postanowiłam dać mu nauczkę. Bawiłam się z kuzynami Macieja, flirtowałam z milczącym Chrisem, piłam wino, jadłam owoce i udawałam sama przed sobą, że wcale nie obchodzi mnie niestabilność i chwiejność osobowości komisarza Jacka Granickiego. Oczywiście to nie była prawda, cholernie mnie wkurzał, zwłaszcza że nieustannie spoglądał na mnie ponuro.

Nie miałam pojęcia, o co mu właściwie chodzi. Najpierw mnie zwodził, posyłając mi zaborcze spojrzenia, które spowodowały zachwianie nie tylko umysłu, ale i całej mnie, a potem… Nie miałam do tego głowy. Wolałam skupić się na niezobowiązujących randkach z Tindera, szybkim seksie bez zaangażowania i karierze, która stała przede mną otworem. Już raz zakochałam się jak idiotka, a potem zostałam oszukana. I to dosłownie. A wszystko także zaczęło się od powłóczystych spojrzeń, uśmiechów i ukradkowych gestów. A potem wyszło, jak wyszło. Dlatego nie zamierzałam się już nigdy więcej nabrać na takie zagrywki. Chociaż gdy pierwszy raz zobaczyłam Jacka Granickiego, poczułam coś, czego nigdy wcześniej nie czułam. Fascynację, pociąg fizyczny, zupełnie nieznaną mi wrażliwość, chęć dowiedzenia się wszystkiego o tym trzymającym dystans facecie. Wcześniej, owszem, było jakieś urzeczenie, ale wcale nie wyczekiwałam, kiedy znowu zobaczę Andrzeja; to raczej on był nieustępliwy w dążeniu do nawiązania ze mną bliższej znajomości. Teraz już wiedziałam, co nim kierowało. Dlatego wiedziałam też, że nie warto ufać facetom, bo zawsze mają ukryte zamiary. Jeden okazuje się oszustem, a drugi… No cóż. Nie zamierzałam tego sprawdzać, bo nie lubiłam czuć się tak, jakbym balansowała na krawędzi, a później nie chciałam upadać z wielkim hukiem i zbierać siebie i swoich zawiedzionych uczuć do kupy. Nie było w tym nic przyjemnego ani tym bardziej romantycznego. Zresztą… romantyzm? Serio? Istnieje w ogóle coś takiego? Najpierw jest fascynacja, potem pożądanie, a na koniec zostają porozrzucane skarpetki, kłamstwa, spóźnienia i chodzenie z komórką pod prysznic, żebyś nie znalazła w niej tego, czego za żadne skarby nie powinnaś widzieć.

Wróciłam do Wrocławia, rzuciłam się w wir pracy i starałam się nie myśleć o pewnym wkurzającym gliniarzu, nie wspominać i nie analizować. Minęły dwa tygodnie i nadszedł dzień, w którym Natalia miała przyjechać do mnie, by zabrać resztę swoich rzeczy. Poza tym nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę moją cudowną panią Granicką w pełnej małżeńskiej krasie. Wiedziałam, że Maciej wielbi ziemię, po której stąpa Natalia, więc tym bardziej się cieszyłam, że trafiła na takiego faceta. Kiedyś nie wierzyłam, że bezinteresowna miłość jest możliwa, ale jak widać, bardzo się pomyliłam. I dobrze, Natalia była cudowną, pogodną i szczerą dziewczyną, zasługiwała na najlepszego faceta i gorące uczucie.

Kiedy pojawiła się w mieszkaniu, akurat wrócił też Mikołaj, więc teraz cała nasza trójka stała w holu i ściskała się z radości, że ponownie jesteśmy tutaj razem.

– Ale jesteś opalona! – krzyknął Mikołaj na jej widok.

– Miki, czemu ściąłeś włosy? – odpowiedziała z lekkim wyrzutem.

Obie lubiłyśmy jego długie pukle.

– Elizka, dlaczego nie dojadasz? – rzuciła do mnie.

Usiedliśmy w salonie, Mikołaj naszykował latte z pianką i patrzyliśmy na Natalię, która wyglądała jak milion dolarów. I nie mam tu na myśli dizajnerskich ciuchów czy drogich dodatków. Nie, jak to ona miała na sobie przewiewną sukienkę i sandałki, włosy splotła w warkocz, a koło sofy położyła wielką koszykową torbę. Ale bił od niej niesamowity blask szczęśliwie zakochanej kobiety. Gdzieś bardzo głęboko, w samym środku poczułam coś na kształt zazdrości. Po chwili jednak wyparła ją radość z tego, że moja szalona Natka jest szczęśliwa. Ja też byłam. Na swój sposób, oczywiście.

– Dżizas, jestem taka zmęczona. – Natalia poprawiła okulary. – Dwa tygodnie w Kalabrii to szaleństwo. Maciej obwiózł mnie po wszystkich zakątkach, jeździliśmy albo skuterem, albo kabrioletem, spaliśmy w jakichś podejrzanych hotelikach albo u jego włoskich ciotek i wujków. Swoją drogą są ich chyba setki. – Przewróciła oczami. – W każdym razie część jego rodziny to po prostu kosmos.

– Ale na pewno cię pokochali? – Mikołaj się uśmiechnął.

– O tak. – Natalia pokiwała głową. Zwróciła wzrok na mnie. – A ty czemu przebukowałaś lot? Jacek się wkurzył, podobno mieliście lecieć razem.

Wzruszyłam ramionami.

– Musiałam wracać wcześniej – skłamałam.

– Stało się coś? – Wpatrywała się we mnie lekko zaniepokojona.

– Nie. Praca, wiesz, takie tam. – Machnęłam ręką. – Randki, te sprawy. – Zaśmiałam się głośno.

– Weź uważaj z tym Tinderem. – Mikołaj się skrzywił.

– A ty gdzie poznałeś Kamila? – odparowałam.

Swego czasu Mikołaj przez całe dwa miesiące spotykał się z Kamilem, chłopakiem poznanym przez Tindera.

– Oj, dobra, wyjątek, który stanowi regułę. Było, minęło. – Wzruszył ramionami.

– Wychodzisz tutaj na niezłego szowinistę. – Pokręciłam głową.

– Niestety, Miki, muszę się zgodzić. – Natalia przyszła mi w sukurs.

– Po prostu martwię się o naszą panią szefową. – Mikołaj ponownie wzruszył ramionami i spokojnie pił kawę.

– Słuchaj – spojrzała na mnie uważnie – a jak sytuacja z Jackiem, bo on…

– A może wyjdziemy gdzieś w sobotę! – Klasnęłam w dłonie, na co przyjaciele drgnęli nerwowo. – Jak za starych dobrych czasów?

– W sumie… – Natalia przekrzywiła głowę. – Czemu nie?

– Ja wylatuję, zapomniałyście? – Mikołaj zmarszczył brwi.

Leciał do Francji na stypendium cukiernicze, jak to nazywał.

– A mąż cię puści na gorące party? – Popatrzyłam na Natkę.

– Wiem, że on ma nadopiekuńcze fazy, ale będzie musiał przyjąć to na klatę. – Roześmiała się.

– Właśnie – poparł mnie Miki – ta jego rodzina, włoski brat i wujek, ten cały Conti… – Na dźwięk tego nazwiska nasza przyjaciółka drgnęła. – Oni wyglądają trochę jak z Ojca chrzestnego.

– Ej, Gianni nie przypomina Marlona Brando. – Natalia zaśmiała się nerwowo. – Chyba że młodego.

– Prędzej Ala Pacino – rzuciłam.

– Kiedyś oglądałam taki film – powiedziała Natalia – gdzie bohater drążył niewygodny temat i usłyszał, że lepiej nie wiedzieć.

– Mówisz? – Uśmiechnęłam się. – Zapamiętamy. Ale jakby co, jesteśmy tutaj.

– Wiem. – Natalia też się uśmiechnęła, jednak wyglądała na zmartwioną.

Jakby męczyło ją to, że nie może być z nami do końca szczera.

– Natomiast jeśli chodzi o Jacka Granickiego – Mikołaj zmienił temat, by rozładować atmosferę – to widziałem, jak nie mógł oderwać wzroku od naszej Elizy.

– No właśnie, ja też to zauważyłam! – Natalia przyglądała mi się badawczo.

– Nic nie było i nic nie będzie! – powiedziałam trochę za ostro. – A ja nie odpowiadam za to, na co lub na kogo gapi się ten gliniarz. – Wzruszyłam ramionami.

Moi przyjaciele wymienili spojrzenia, a ja udałam, że tego nie widzę.

– To co? Widzimy się w sobotę? – rzuciłam niby lekko. – Zrobię rezerwację w jakimś klubie. A najpierw dobre jedzenie? Włoska?

– Może być włoska. – Natalia kiwnęła głową.

Nagle zabrzęczał domofon. Zdziwiłam się, ale Natka zerwała się z sofy.

– To Maciej! – krzyknęła i pobiegła otworzyć.

– Ach, te młode mężatki! – Mikołaj teatralnie zamachał dłonią przed oczami, a ja się zaśmiałam.

Ale po chwili śmiech zamarł mi na ustach, bo do salonu wszedł Maciej Granicki, a zaraz za nim jego brat. Który od samego wejścia nie spuszczał ze mnie tych cholernie ładnych niebieskich oczu. Oczu, które zbyt często widziałam w moich durnych marzeniach.

* * *

Te dwa tygodnie od powrotu z Kalabrii minęły mi na wdrożeniu się w nową sprawę, która na szczęście nie miała nic wspólnego z kradzieżami biżuterii ani z moją rodziną. Chris Conti, mój brat, oczywiście cały czas był poszukiwany międzynarodowym listem gończym, ale zdążył już zmienić powierzchowność, kolor oczu, miał też nowe papiery i na razie nie ruszał się z Włoch. Maciej ostatecznie spłacił swój dług, a właściwie nie swój, tylko naszych starych, i włoski odłam naszej pokręconej familii dał mu spokój, pozwalając cieszyć się szczęściem małżeńskim z piekielną Natalią, jak ją nieustannie nazywał Gianni. Wszyscy na długo zapamiętali smak legendarnego spaghetti, które w specjalny sposób doprawiła żona mojego braciszka, sprawiając, że połowa ’ndrànghety* na długo zapamiętała tradycyjny posiłek przyrządzony wedle starego przepisu babci Conti.

Od tamtej pory wszyscy żołnierze i sam capobastone** patrzyli na moją szwagierkę z szacunkiem, fascynacją, ale i odrobiną strachu. Co bardzo cieszyło Macieja, oczywiście. Ten zaś świata nie widział poza żoną i był gotów zniszczyć wszystko i wszystkich, aby tylko zapewnić jej bezpieczeństwo. To także popierała nasza familia, bo nic tak nie liczy się dla Kalabryjczyka jak rodzina.

Dlatego ja ciągle byłem rozbity wewnętrznie, gdyż nieustannie odczuwałem dysonans pomiędzy tym, co powinienem, a tym, co chciałem robić. Teraz jednak musiałem rozpracować sprawę napadów na kantory, martwiłem się o braci i bez przerwy miałem przed oczami pewną wysoką szczupłą szatynkę, która od pierwszej chwili, kiedy kilka miesięcy temu ujrzałem ją na placu Kościuszki, nie pozwalała mi o sobie zapomnieć. A to mnie wkurzało, bo nie zwykłem fascynować się kobietą aż tak, by nieprzerwanie o niej myśleć, zachowywać się przy niej irracjonalnie, starać się jej unikać, a jednocześnie lecieć na złamanie karku, kiedy tylko okazuje się, że mogę chociaż na chwilę się z nią zobaczyć.

Tak jak dzisiaj, gdy zadzwonił do mnie brat.

– Siema, Jacko – rzucił wesoło.

Odkąd ożenił się z Natką, nieustannie miał dobry humor. Ciekawe dlaczego?!

– Siema, Maciejo – odpowiedziałem.

– Jakbyśmy byli w Napoli. – Zaśmiał się.

– O tak, stare dobre czasy. Co tam? Jak się czujesz w nowym stanie cywilnym?

– Rewelacyjnie, polecam – odparł z uczuciem.

– Dziękuję, nie skorzystam. – Tym razem ja się zaśmiałem. – Jestem stworzony do życia w pojedynkę. Poza tym ciągle dostarczacie mi takich emocji, że czuję się jak ojciec dwóch nieznośnych dupków.

– Mówisz o mnie i o naszym szalonym braciszku Krzysiu?

– Nie inaczej. – Zamknąłem pokój w komendzie wojewódzkiej, kiwnąłem do Kingi, aspirantki, z którą pracowałem, i wyszedłem na parking na Podwalu.

Wsiadłem do ukochanego camaro, odpaliłem silnik i poczułem się dobrze.

– Słuchaj, jesteś już wolny? – zapytał Maciej.

Był lekko zdyszany. Chyba dokądś szedł.

– Właśnie wyszedłem – odpowiedziałem.

– To przyjedź do mieszkania Natalii, znaczy Elizy – poprawił się – zabierzemy resztę rzeczy.

– Teraz? – Ściszyłem muzykę.

– Jeśli możesz. Też już jadę. – Słyszałem, że odpalił silnik.

– Będę za dwadzieścia minut. – Skręciłem w stronę placu Jana Pawła II. – Poczekam na ciebie na dole.

– Dzięki, stary.

Rozłączył się, a ja nastawiłem głośniej muzykę i zacząłem się zastanawiać, czy Eliza też będzie w mieszkaniu i czy uda mi się napotkać jej zirytowany wzrok, który zawsze doprowadzał mnie do wrzenia.

Oczywiście była.

Przyglądała mi się wkurzona, a jej śliczne niebieskie oczy rzucały mało przyjazne błyski. Po moim beznadziejnym zachowaniu w San Luca nie powinno mnie dziwić, że ta zniewalająca kobieta patrzy na mnie jak na chwast, który miałaby ochotę wyrwać albo polać jakimś unicestwiającym środkiem. Wciąż pamiętałem to obezwładniające uczucie, jakie mnie ogarnęło, kiedy miałem ją tak blisko, kiedy widziałem jej szeroko otwarte oczy, czułem miękkość ciała i ten podniecający kwiatowy zapach. Chciałem ją tulić, całować, lizać, kąsać, gryźć. Jezu…

„Muszę się natychmiast uspokoić!”, skarciłem się w myślach.

Wtedy zamiast dotknąć jej ust swoimi i całować do utraty tchu, mruknąłem coś o wielkim błędzie i uciekłem odprowadzany jej rozczarowanym i wkurzonym spojrzeniem. Sam siebie kopnąłbym w dupę, gdybym umiał. Za to potem katowałem się widokiem Elizy tańczącej chyba ze wszystkimi facetami na weselu i musiałem udawać, że nie obchodzi mnie, jak się śmieje, jak flirtuje, jak dotyka moich włoskich kuzynów i pozwala, by oni dotykali jej. Chciałem im wszystkim pourywać łby. Zachowałem się jak idiota i mogłem dziękować tylko sobie. Tak jak teraz, kiedy Eliza witała się wylewnie z Maćkiem, a do mnie kiwnęła tak, jakby zauważyła muchę błądzącą po szybie.

Zdjąłem kurtkę i przeprosiłem za broń, którą miałem przytwierdzoną do paska na plecach. Eliza cmoknęła z niezadowoleniem, ale nie skomentowała. Zaczęliśmy pakować rzeczy Natalii do pudeł. Miała mnóstwo książek, płyt, kosmetyków, okularów i różnych dupereli, z których połowę natychmiast bym wyrzucił. Ale to nie była moja sprawa. Mój brat za każdym razem pytał, czy to na pewno potrzebne, a ona prawie zgrzytała zębami. To także utwierdziło mnie w przekonaniu, że poważny związek nie jest dla mnie. Nie pozwoliłbym, aby druga osoba wpływała na moje wybory, krytykowała je lub coś mi narzucała.

Kiedy Maciej z osłupieniem pakował zbiór sześćdziesięciu figurek przedstawiających różne filigranowe zwierzaki, a Natalia zawijała w folię bąbelkową wielki kaktus, który podobno dostała od Elizy, nie mogłem powstrzymać śmiechu.

– Oj, stary, już widzę te zwierzaczki w twoim wymuskanym salonie.

– Zamknij się, Jacek – warknął.

– Akceptując w całości drugą osobę, daje się jej znak, że jest ważna – odezwała się nieoczekiwanie Eliza. – Ale aby to zrozumieć, trzeba mieć w sobie choć odrobinę empatii.

– Mówisz do mnie? – Zmarszczyłem brwi.

– Niektórzy myślą, że empatia to zupa z Azji. – Zaśmiała się sztucznie i machnęła ręką, rzucając we mnie gazetą, w którą zawijaliśmy te wszystkie pierdolety.

– A inni uważają, że mogą manipulować i grać jak w jakimś korpo – mruknąłem w odpowiedzi. – Ale to tak nie działa w normalnym życiu.

– Hm, normalne życie. Kawalerskie śmierdzące skarpety, piwo w puszce i niewietrzony pokój. – Zmarszczyła nos.

– Stereotypy starej panny – zripostowałem.

– Samotne wieczory i chusteczki higieniczne przy łóżku. – Eliza uniosła brew i zaśmiała się kpiąco.

– Wibrujący przyjaciel na baterie na stoliku nocnym – odciąłem się.

– Przypalone patelnie i zeschły żółty ser zalegający na dnie lodówki. – Od razu odbiła piłeczkę.

– Rzewny płacz, kiedy przepali się żarówka albo trzeba wnieść wersalkę na trzecie piętro. – Uśmiechnąłem się złośliwie.

– Eee, przepraszam – Maciej był nieco zdezorientowany – co tu się…?

Mikołaj wyglądał, jakby się dusił, a Natalia raz po raz przewracała oczami.

– Och, kochani, muszę kończyć! – Eliza spojrzała wymownie na zegarek. – O dwudziestej mam gorącą randkę z Erykiem.

– Co to za imię? Dla księgowego? – parsknąłem.

Maciej obserwował nas z fascynacją, jakby przypatrywał się rozgrywkom US Open.

– Akurat tak się składa, że Eryk prowadzi firmę z nagłośnieniem, zaopatruje najlepsze kluby we Wrocławiu. Ma metr osiemdziesiąt wzrostu, jeździ porsche carrera, skacze ze spadochronem i trenuje capoeirę.

– Je makarrron, pije krrranówkę i masturrrbuje się w rrrytmie rrrumby – dopowiedziałem, śmiejąc się pod nosem.

– Dobrze się czujesz? – Eliza spojrzała na mnie wściekłym wzrokiem.

– Doskonale. – Uśmiechnąłem się szeroko.

– W każdym razie muszę się pożegnać, bo idę się robić na bóstwo! – Mrugnęła do Natalii, mnie nie obdarzając nawet krótkim spojrzeniem.

Zerknąłem na przyjaciół, którzy patrzyli na mnie z durnymi uśmieszkami, wzruszyłem ramionami i poszedłem do kuchni. Lecz zamiast nalać sobie wody, jak zamierzałem, skręciłem do pokoju Elizy. Kiedy tam wszedłem, ujrzałem wypięty w apetycznej pozie tyłeczek tej nieznośnej kobiety, która pochylała się nad szafką i wyrzucała z niej koronkową bieliznę, mamrocząc pod nosem inwektywy. Miałem niejasne przeczucie, że to ja jestem ich adresatem. Słyszałem coś o szowinistycznym dupku, co ona wypowiadała jak „szupek”. Nie wiedziałem, o co chodzi, ale poczułem się dziwnie dobrze.

– Skąd znasz tego… Eryka? – Jego imię wypowiedziałem z tak wielkim sarkazmem, na jaki tylko było mnie stać.

– Poznaliśmy się… – Wyprostowała się gwałtownie i spojrzała na mnie. W rękach trzymała czerwone koronkowe majteczki, które w myślach właśnie z niej zdzierałem. Zębami. Wziąłem głęboki wdech. – A zresztą co cię to obchodzi? Nie muszę ci się tłumaczyć!

– Nie musisz – powiedziałem spokojnie. – Ale jestem gliniarzem i niejedno widziałem. A ty jesteś przyjaciółką żony mojego brata, więc się o ciebie martwię, proste.

– Co nie zmienia faktu, że nic nas nie łączy i nie muszę ci się zwierzać.

– Randki z Tindera nie kończą się dobrze – warknąłem.

– Wiesz z doświadczenia? – zakpiła. – Jakaś panna w ogóle z tobą wytrzymała do końca randki?

– O tak, wytrzymała – syknąłem – i nawet doszła do końca. Niejeden raz.

Roześmiała się.

– Marzyciel i życzeniowiec – prychnęła.

– Mogę spełnić wszystkie twoje życzenia. – Wbrew sobie złapałem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. – Tylko boję się, że potem nie zdołałbym się od ciebie opędzić.

– A może to ty latałbyś za mną i skomlał jak zraniony szczeniaczek z krótkim ogonkiem? – Zrobiła dziubek, a wyobraźnia podpowiedziała mi same chore, bardzo chore rzeczy.

– Uważaj, bo od tego ogonka ty zaczniesz piszczeć. I skomleć. I błagać o więcej.

– Za dużo filmików się naoglądałeś. W realu potrzeba czegoś więcej, abym błagała i piszczała. – Zmrużyła oczy i położyła dłonie na mojej piersi. – A teraz bądź łaskaw mnie puścić, bo muszę szykować się na hot randkę, gdzie na pewno pisnę i to nieraz.

– Raczej on piśnie i ucieknie przed tobą. – Zaczynała mnie wkurzać. – Potrzebujesz faceta, a nie pyszałka o durnym imieniu.

– Właśnie. Dobrze powiedziane. – Uśmiechnęła się nieszczerze. – Możesz już wyjść z mojego pokoju? – Widziałem, że także ona cała wrze.

Puściłem ją z żalem, mając wrażenie, jakbym nagle został pozbawiony sił witalnych. Na zakończenie chciałem jeszcze rzucić coś bezczelnego, ale wydawało mi się, że jest nie tylko zła, ale też rozżalona, więc jedynie wzruszyłem ramionami, odwróciłem się i wyszedłem na korytarz, cicho zamykając za sobą drzwi.

Tam stanąłem i walnąłem kilka razy głową w ścianę, wyzywając się od skończonych debili. Nie poczułem się lepiej, a raczej zdecydowanie gorzej. I zrozumiałem, że jedyne, co mogę zrobić, to unikać Elizy Głębockiej jak ognia.

*’Ndràngheta (wym. ndrangeta), od gr. słowa andragathía oznaczającego bohaterstwo, męstwo i cnotę – wywodząca się z Kalabrii włoska organizacja przestępcza, do której są przyjmowani tylko członkowie rodziny (wszystkie przypisy pochodzą od autorki).

** Szef kalabryjskiej mafii.

Rozdział 2

Justin Timberlake, Cry Me a River

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Playlista

Rozdział 1. Sia, Unstoppable

Rozdział 2. Justin Timberlake, Cry Me a River

Rozdział 3. Avicii, Bad Reputation

Rozdział 4. Kacper HTA, Gibbs, Iluzja

Rozdział 5. Quebonafide, Daria Zawiałow, Bubbletea

Rozdział 6. Kękę, Grizzlee, Ty do mnie przyszłaś

Rozdział 7. Daria Zawiałow, Czy ty słyszysz mnie?

Rozdział 8. Julia Michaels, Heaven

Rozdział 9. Machine Gun Kelly, In These Walls

Rozdział 10. Bovska, Kaktus

Rozdział 11. Ellie Goulding, Still Falling For You

Rozdział 12. Machine Gun Kelly, Why Are You Here

Rozdział 13. PlanBe, Jan-Rapowanie, Szukam

Rozdział 14. Tiësto, Secrets

Rozdział 15. Lady Gaga, Ariana Grande, Rain On Me

Epilog Rihanna ft. Sia, Say Yes

Blask klejnotów, sekretne interesy i tajemniczy złodziej. A pośrodku tego wszystkiego ich dwoje. Kto komu skradnie serce?

Komedie romantyczne są do bani – twierdzi 27-letnia Natalia Lisek, która właśnie straciła pracę. Może i racja, ale jej życie zaczyna niepokojąco przypominać jedną z nich.

Zabójczo przystojny nowy szef, w którym absolutnie nie powinna się zakochiwać? Jest!

Jego niezbyt sympatyczna niby-dziewczyna? A jakże!

Rodzice, którzy marzą, by córka wreszcie się ustatkowała? Na miejscu!

Klejnoty, bankiety i podróże? Są!

Niezwykła seria omyłek? No to akurat specjalność Natalii.

Tajemniczy złodziej drogocennych błyskotek…? Tego jeszcze nie grali!

Wśród romantycznych uniesień, szemranych interesów i zuchwałych kradzieży Natalia może stracić nie tylko brylanty swojej firmy, lecz także… serce!

Text copyright © by Agnieszka Lingas-Łoniewska, 2021

Copyright © by Burda Media Polska Sp. z o.o., 2021

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Redakcja: Olga Gorczyca-Popławska

Korekta: Joanna Morawska, Marzenna Kłos

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Anita Modry

Zdjęcia na okładce: Jovana Rikalo/Stocksy, unclenikola/

Shutterstock, tomertu/Shutterstock

ISBN 978-83-8053-855-9

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.kultowy.pl

www.burdaksiazki.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek