O dziennikarstwie w stosunku do Kościoła - Zygmunt Golian - ebook

O dziennikarstwie w stosunku do Kościoła ebook

Zygmunt Golian

0,0
5,25 zł

lub
Opis

Czy istnieje stosunek Dziennikarstwa do Kościoła i jaki? Kościół działa w sferze duchowej – Dziennikarstwo ma swój zakres w codziennych stosunkach społecznych. Jaki tu związek? Już sam ten wyraz Dziennikarstwo czyż nie wypowiada idei czasowości, pojęcia czegoś, co dzienną żyje tylko strawą i dzienne ma tylko istnienie? Czyż nie dlatego Dziennik, że się w pewnym dniu poczyna, przez dzienne zdarzenia i czasowe wywołany potrzeby; że w pewnych dniach wychodzi, dzienne kwestie bada, rozbiera, dyskutuje; że jest wyrazem dziennej opinii – objawem bieżącej myśli społecznej? Z drugiej strony – Dziennikarstwo jest dyskusją – jest walką opinii, jest ścieraniem się zdań, a jako takie, ma swój zakres w umiejętnościach czysto ludzkich, w naukach społecznych, w polityce, ale jakież mogłoby mieć miejsce w religii, w rzeczach dogmatu, moralności, teologii, gdzie dyskusja nic nie stanowi, gdzie stanowi tylko twierdzenie, ustawa, wyrok, gdzie ostatecznie stanowi nieomylność?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 42




Ks. Zygmunt Golian

 

 

 

 

 

O dziennikarstwie

w stosunku do Kościoła

 

 

 

 

 

Armoryka

Sandomierz

 

 

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

Tekst wg edycji z roku 1856.

Pisownię uwspółcześniono w niewielkim stopniu.

© Wydawnictwo Armoryka

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

ISBN 978-83-7639-223-3

O dziennikarstwie w stosunku do Kościoła

Czy istnieje stosunek Dziennikarstwa do Kościoła i jaki? Kościół działa w sferze duchowej – Dziennikarstwo ma swój zakres w codziennych stosunkach społecznych. Jaki tu związek? Już sam ten wyraz Dziennikarstwo czyż nie wypowiada idei czasowości, pojęcia czegoś, co dzienną żyje tylko strawą i dzienne ma tylko istnienie? Czyż nie dlatego Dziennik, że się w pewnym dniu poczyna, przez dzienne zdarzenia i czasowe wywołany potrzeby; że w pewnych dniach wychodzi, dzienne kwestie bada, rozbiera, dyskutuje; że jest wyrazem dziennej opinii – objawem bieżącej myśli społecznej? Z drugiej strony – Dziennikarstwo jest dyskusją – jest walką opinii, jest ścieraniem się zdań, a jako takie, ma swój zakres w umiejętnościach czysto ludzkich, w naukach społecznych, w polityce, ale jakież mogłoby mieć miejsce w religii, w rzeczach dogmatu, moralności, teologii, gdzie dyskusja nic nie stanowi, gdzie stanowi tylko twierdzenie, ustawa, wyrok, gdzie ostatecznie stanowi nieomylność?

Tego rodzaju wątpliwości, lub nawet wcale zarzuty spotkać mogą niniejszą rozprawę na wstępie z powodu samego tytułu. Wątpliwości te, a choćby nawet zarzuty, jakkolwiek nie mają żadnej zasady rzeczywistej, mogą jednakże mieć za sobą fakt, a przed niejakim czasem mogły mieć nawet pewne znaczenie, kiedy fakt przywłaszczał sobie siłę zasady i występował jako zasada; kiedy z pewnym pozorem ścisłości mówiono o społeczeństwie jako o społeczeństwie a o Kościele jako o Kościele, czyli jako o dwóch rzeczach różniących się w istocie a zostających z sobą w pewnych stosunkach tylko przypadkowo lub konwencjonalnie.

Dziś jednak, kiedy się faktycznie pokazało, że fakt nie jest zasadą, a nie będąc zasadą, nic też zasadniczo stanowić nie może, kiedy dla każdego głębiej myślącego, zasadnicze rozróżnienie społeczeństwa od Kościoła już jest nonsensem, dziś kiedy sama społeczność zaczyna uznawać prawa Kościoła i wyznawać, że o tyle jest i być może społeczeństwem, w ścisłym znaczeniu tego wyrazu, o ile jest w Kościele i przez Kościół, dziś mówię, jakkolwiek fakt byłby jeszcze istniejący, nic jednakże nie dowodzi, nic nie popiera a przeto i wątpliwości i zarzuty na nim oparte, żadnej nie mogą mieć siły.

A przecież nie można ich zostawić bez bliższego i dokładniejszego ocenienia; zarzucających bowiem jest wielu, wątpiących jeszcze więcej, a gdy pierwsi wychodzą z fałszywego pojmowania społeczeństwa i Kościoła, drudzy zaś z braku pojmowania, więc nim przystąpimy do przedstawienia stosunków Dziennikarstwa do Kościoła, zobaczmy wprzód jakie są stosunki Kościoła do Społeczeństwa czyli właściwie mówiąc: Czym jest Społeczeństwo?

Społeczeństwo, to istota zbiorowa, żyjąca. Społeczeństwo, ani jest sztucznym zespoleniem ludzi dokonanym, jak się wyraża Hobbes, dla położenia tamy złości i chytrości indywiduów; ani jest mechanicznym nagromadzeniem indywiduów stojących obok siebie, jak na przykład w składzie cegieł jedne leżą obok drugich; ani na koniec instynktowym zjednoczeniem ku osiągnieniu wspólnego dobra, jak na przykład społeczność pszczół lub bobrów (1), ale jest czymś bez porównania nad to wszystko wyższym, doskonalszym. Społeczeństwo ludzkie wyszedłszy całe z jednego pnia, w milionowych częściach swoich, jest zawsze jakoby jednym człowiekiem a ściśle mówiąc jest istotnym, żywym zespoleniem wszystkich, tą samą dokonanym i ustawicznie dokonywanym siłą, przez którą wszystko zostało stworzone. Społeczeństwo czy całe w ogólności, czy w szczególności, tą lub ową objęte epoką, czy jeszcze bardziej wyszczególnione, to jest tymi lub owymi oznaczone granicami bądź miejsca, bądź mowy, zwyczajów i ustaw, żyje zawsze życiem wszystkich, myśli myślą wszystkich, działa działaniem wszystkich. W tych myślach, w tych namiętnościach, w tych sądach, w tych działaniach zbiorowych znachodzimy ustawicznie rozmaitość a często nawet sprzeczność, co się nie da wytłumaczyć ani naturą myśli, aninaturą władzy sądzenia, aninaturą władzy działania, bo w tych może być pewne stopniowanie, wszakże rozmaitości a tym bardziej sprzeczności nie ma; ale się to łatwo tłumaczy naturą namiętności, które opanowawszy serce człowieka po jego oderwaniu się od Boga, następnie rozerwały myśli, uczucia i sądy a działanie przeciwstawiły działaniu. Co więc w społeczeństwie jest jednym i zgodnym przez naturę swoją, to się stało różnym i sprzecznym przez namiętności. Namiętności będąc w człowieku skutkiem upadku stanowią w nim przecie pewien objaw życia, stąd i w społeczeństwie są one siłą żywotną, ale ujemną. Jak jedność pochodzenia, jedność natury jest w społeczeństwie siłą attrakcyjną, tak rozmaitość i sprzeczność namiętności jest w społeczeństwie siłą repulsyjną. Ta siła attrakcji i repulsji czy w społeczeństwie ludzkim w ogóle, czy w społeczeństwie danym w szczególe o tyle się równoważą, o tyle są w zgodzie i harmonii, o tyle stanowią życie społeczeństwa, o ile przyjmują jednoczące, godzące, harmonizujące działanie Boga.

Działanie to widzimy w społecznościach przedchrześcijańskich nie zawsze prawdziwie zrozumiane, ale zawsze mniej lub więcej przyjmowane. Zrozumienie i przyjęcie działania Bożego stanowi o doskonałości względnej owych społeczeństw – zupełne zaniepoznanie i zanegowanie tego działania było jakby wyrokiem ich śmierci, było zanegowaniem ich bytu. Wszystkie plemiona, wszystkie narodowości stoją i żyją o tyle, o ile podstawą ich bytu, ich zwyczajów, ich ustaw, ich czynów jest jakowaś myśl z góry – skoro zaś tylko na jej miejsce stawia się myśl ludzka – a raczej ludzka namiętność, państwo, czy naród, choćby najpotężniejsze rozsypuje się i ginie. W narodzie Żydowskim działanie to Boskie objawia się jak najdotykalniej w formach teokratycznych, to jest w rządach Boga nie tylko we względzie duchownym ale i w porządku doczesnym. Cały szereg czynności będących przedmiotem władzy doczesnej