Niech strawi cię płomień - Błażej Przygodzki - ebook

Niech strawi cię płomień ebook

Błażej Przygodzki

4,2

Opis

Druga część cyklu z komisarzem Niedźwieckim w roli głównej

W nocy ktoś włamuje się do domu dobrze sytuowanego malarza Nikodema Patockiego – zabija go, a żonę Marlenę rani na tyle dotkliwie, że ta w stanie ciężkim trafia do szpitala. Kobieta komunikuje się z otoczeniem, tylko mrugając powiekami.

Równolegle poznajemy perypetie studentki, Poli Racewicz, która nieopacznie wchodzi w nierówny układ ze swoim wykładowcą, doktorem Oskarem Kwiecińskim. Ceną za zdany egzamin ma być seks.

Głównym podejrzanym o napad na Patockich jest marchand malarza, Tomasz Gorbaczewski. To na niego mrugnięciem wskazuje umierająca Marlena Patocka. Czy jest winny? Mecenas Jacek Dulkiewicz, uważany za najlepszego prawnika we Wrocławiu i za specjalistę od spraw beznadziejnych, zrobi wszystko, aby obronić swojego klienta. Niespodziewanie okazuje się, że mecenas ma na sumieniu coś, co łączy go ze sprawą studentki Poli Racewicz. 

Z tym prawdziwym węzłem gordyjskim, pajęczyną niewidocznych na pierwszy rzut oka spisków i zależności, musi poradzić sobie komisarz Niedźwiecki, którego wspierają aspirant Zaręba i prokurator Rapacki. Wykrycie sprawców nie będzie łatwe, tym bardziej, że wysoko postawionym osobom zależy, aby śledztwo utknęło…w martwym punkcie.

"Niech strawi cię płomień" to drugi po powieści" Z chirurgiczną precyzją" kryminał w dorobku Błażeja Przygodzkiego z rudobrodym komisarzem Niedźwieckim w roli głównej. Misternie skonstruowana intryga, wrocławskie tło miejskie i niepodrabialny humor – to znaki szczególne prozy Przygodzkiego, która szybko zyskała sobie uznanie czytelników. Świadczy o tym między innymi tytuł najlepszego polskiego kryminału dla "Z chirurgiczną precyzją" przyznany przez internautów na forum Gazety Wyborczej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 292

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (45 ocen)
18
21
5
1
0

Popularność




Opieka redakcyjna: WALDEMAR POPEK
Redakcja: JUSTYNA CHMIELEWSKA
Korekta: KAMIL BOGUSIEWICZ, LIDIA TIMOFIEJCZYK, MAŁGORZATA WÓJCIK
Projekt okładki i stron tytułowych: WITOLD SIEMASZKIEWICZ
Zdjęcie na pierwszej stronie okładki: GRZEGORZ KOZAKIEWICZ
Redakcja techniczna: BOŻENA KORBUT
Skład i łamanie: Infomarket
© Copyright by Błażej Przygodzki © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2014
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-05678-3
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

19 czerwcaWrocław,pracownia Nikodema Patockiego

Malarz patrzył na marszanda z rosnącą niechęcią. Facet targował się z nim, jakby chodziło o komplet używanych alufelg albo cenę przyczepy rzepaku. Potrząsnął smukłą dłonią i wycelował w czuprynę Gorbaczewskiego wskazujący palec.

– Podobno w Amsterdamie sprzedałeś wszystkie moje prace bez większego problemu.

– Skąd wiesz?

– Bo właśnie mi o tym powiedziałeś – uśmiechnął się złośliwie Nikodem Patocki.

– Zmieniają się trendy – stwierdził marszand, załamując ręce. – Malarze z Europy Wschodniej już nie są na topie. Krytycy stawiają na twórców z Pakistanu albo Iranu, szaleje kryzys. Musisz zejść z ceny albo obaj wypadniemy z obiegu – dodał omdlewającym głosem.

– Nie! – odparował Patocki najzwięźlej jak potrafił.

– Czy ja ci kiedykolwiek źle radziłem? – Olaf Gorbaczewski obojętnym wzrokiem wodził po zapakowanych w szary papier świeżo oprawionych pracach. Udawał, że te pachnące olejną farbą obrazy w ogóle go nie interesują.

Malarz podrapał się po owłosionym torsie, który ledwie skrywała bawełniana koszulka upaćkana plamami we wszystkich kolorach.

– Pamiętaj, że gadasz nie z ambitnym studenciakiem, ale z facetem, któremu ostatni „Art of the World” poświęcił półtorej strony – wymruczał, mrużąc przekrwione oczy. – A zresztą, jak sam wspomniałeś, jest bida, a płótna to najlepsza lokata kapitału. Zwijasz w rulonik i czekasz na lepsze czasy. Wystawa w ratuszu będzie sukcesem. Masz to jak w banku. – Patocki zapalił papierosa. Twarz chciwego handlarza zasłoniły opary dymu.

– Ostro grasz – powiedział Gorbaczewski, przygryzając wargi. – Z takim talentem do negocjacji sam możesz sprzedawać swoje prace.

– Niestety nie umiem się targować – mruknął z ironią Patocki, wyciągając z rzeźbionego barku wódkę i dwa kieliszki. – Wychylisz jednego?

– Przecież wiesz, że nie piję. – Kupiec potrząsnął głową tak energicznie, że aż chrupnęły mu kręgi szyjne. – Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Jesteśmy w kontakcie.

– Kiedy tylko zechcesz, byleby nie przed dziesiątą. – Patocki nie umiał dogadywać się z abstynentami. Dzwonili z samego rana, a na imprezy przynosili zestawy karaoke i gry planszowe.

– Do zobaczenia, mistrzu – rzucił ironicznie marszand, próbując zmieścić się w drzwiach z przygotowanymi dla niego obrazami.

Patocki pomachał mu niedbale i zapadł się w niewygodnym fotelu pokrytym purpurowym obiciem. Siedzisko to w XIX wieku należało do jakiegoś cherlawego księcia świdnickiego. Mebel trzeszczał niemiłosiernie i odbierał poczucie godności każdemu, kto się na nim mościł. Bez różnicy, czy był to szlachcic, czy nowobogacki malarz. Patocki nigdy nie obrażał się, gdy ktoś tak o nim mówił. W określeniu „nowobogacki” kryło się słowo „bogaty”, a to mu w zupełności wystarczało.

Po raz kolejny napełnił kieliszek i wzniósł toast w stronę dwóch ledwie słyszalnych przemysłowych klimatyzatorów. Ukryta przy parku Południowym pracownia była jak pięciogwiazdkowy hotel w samym środku raju. Przestronna jak sala gimnastyczna, a zarazem przytulna niczym domek w górach. Dębowa boazeria pachniała woskiem, a wielkie okna zamontowane na spadzistym dachu zapewniały doskonałe warunki do pracy.

Wódka dotarła tam, gdzie trzeba. Malarz uśmiechnął się błogo i schował butelkę do doskonale zaopatrzonego barku. Gentleman nie pije przed trzynastą. Nie pije więcej niż setkę czystego alkoholu. Wciągnął nosem zapach orientalnych perfum, których mgiełkę pozostawił po sobie marszand. Patocki poznał go podczas obrony dyplomu na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych. Gorbaczewski przyjechał na uczelnię swoim rozklekotanym czarnym busem. Od każdego studenta kupił za grosze jedną z prac. Nawet ich nie oglądał, brał jak leci. Spisywał tylko na karteczce nazwiska i przyklejał do dzieł, spośród których większość nadawała się tylko do straszenia niegrzecznych dzieci. Gorbaczewski dobrze jednak wiedział, co robi. Statystycznie kilku z tych nieopierzonych twórców zyska w przyszłości sławę, a wówczas wartość ich pierwszych dzieł podskoczy o kilka tysięcy procent. To zrekompensuje wydatki na całą resztę bohomazów.

Dwadzieścia lat temu Nikodem Patocki nie rokował zbyt dobrze. Profesorowie twierdzili, że jest leniwy. Jego pracom brakowało lekkości, źle dobierał proporcje i kolory. Zamiast pracować nad warsztatem, wolał spać do południa i podrywać dziewczyny zdradzające słabość do snujących się w sztruksach artystów.

Po ukończeniu studiów Patocki wynajął przy Kościuszki starą oficynę z wejściem od podwórka. Tak powstała pracownia, której przyszłość malowała się w najciemniejszych odcieniach czerni. Nikt nie zamawiał portretów, a górskie pejzaże przegrywały konkurencję z asortymentem działu dekoracji w Castoramie. Po roku Nikodem płynnie przeszedł na utrzymanie świeżo poślubionej żony. Marlena Patocka nie żałowała ciężko zarobionych w rodzinnej cukierni pieniędzy, ale długi wciąż rosły. Nadciągająca katastrofa miała twarz zmęczonego życiem komornika. Urzędnik sprawnym ruchem zawiesił kłódkę na drzwiach pracowni, a następnie wycenił zajęte obrazy na podstawie wartości ram. Tak haniebne potraktowanie dorobku artystycznego ostatecznie przekonało Patockiego, że jego powołaniem jest praca u teścia przy dekorowaniu ślubnych tortów. Zanim jednak schował pędzle do szuflady, poszedł do kościoła – i wtedy stał się cud. Bóg polubił pechowego malarza, a życie Nikodema z tak potężnym patronem zmieniło się nie do poznania.

Wkrótce Patocki stał się osobą zamożną i atrakcyjną towarzysko. Dziś wieczorem zaprosił do siebie bardzo ciekawych gości: pułkownika Zenona Jaszczaka i doktora Tadeusza Szczęsnego. Weekend, jak mawiają w Rosji, rzecz święta. Nikodem starannie umył pędzle w rozpuszczalniku i zaciągnął rolety. Zanim włożył klucz do zamka, zawahał się przez chwilę. Podszedł do barku i otworzył go po raz kolejny. Życie na trzeźwo jest zdecydowanie przereklamowane.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki