Nie zgubić drogi do nieba. Kazania wybrane - Ks. Tomasz Grabowski - ebook

Nie zgubić drogi do nieba. Kazania wybrane ebook

Ks. Tomasz Grabowski

5,0

Opis

Dlaczego właśnie świętość jest tym, do czego zachęca Pan Bóg? Czemu nie dostaliśmy innych wskazówek na życie: kalkulatora, przelicznika walut czy polecenia gromadzenia zasobów? Pewnie dlatego, że Pan Bóg wiedział, że z tym sobie doskonale poradzimy. Przypomniał natomiast o świętości, ponieważ to ją najczęściej odkładamy na później. Świętość jest nam niezwykle potrzebna, ponieważ buduje naszą tożsamość w relacji do Boga i człowieka. Bez świętości nasze życie byłoby tragiczne. Pokazuje ona bowiem, że człowieka stać na coś więcej niż tylko na walkę o codzienny chleb.
 
Kazania przypominają, że najważniejszym zadaniem jest postawić miłość do Boga na pierwszym miejscu, bo wtedy nawet jeśli zbłądzimy, wejdziemy do nieba. Proste przykłady i wskazówki odwołujące się do zwykłego życia to charakterystyczna cecha tekstów ks. Grabowskiego. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 176

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




1 Niedziela Adwentu rok C

W rękach niebo może być widoczne

dzięki Tobie

dzięki Tobie umiem żyć

umiem śnić umiem kochać i wybaczać

(...)

Mamo, najbardziej brak mi ciebie.

Te słowa są puentą piosenki Adama Stachowiaka – bardzo wzruszającej, chwytającej za serce, bo uświadamiającej brak matki, którą bardzo się kocha, która nauczyła wszystkiego i pierwsza wskazała dobro i zło. W kontekście słów piosenki, które mówią o bardzo ścisłej relacji dziecka z matką, proponuję temat o zacieśnieniu relacji między nami a Bogiem.

Pierwsza niedziela adwentu otwiera nam niezwykły czas, jakim jest przygotowanie się na pamiątkę narodzin Chrystusa. W tym duchu czytamy również słowa Ewangelii, w której Chrystus tłumaczy to, jak będzie wyglądał moment Jego powtórnego przyjścia na ziemię. Mówi o tym, że jeden z pracujących na polu zostanie wzięty, drugi zostawiony, podobnie z kobietami przy żarnach (por. Mt 24, 40-41). Ilustruje w ten sposób, że ów moment będzie stanowił swego rodzaju zaskoczenie – i tak niewątpliwie się stanie. Ta Ewangelia w kontekście pierwszej niedzieli adwentu pojawia się nie bez przyczyny. Kościół w ten sposób chce nam przypomnieć, że my, żyjący, mamy czas, aby się dobrze przygotować na przyjście Jezusa. Nie musi to stanowić dla nas jakiegoś zaskoczenia, lęku – możemy spokojnie czekać, czasami nawet z tęsknotą, aż wypełni się ta zapowiedziana wobec nas tajemnica zbawienia. Jezus sam w słowach Ewangelii daje nam do zrozumienia, że to czujność powinna nas wyróżniać w adwentowym czuwaniu – i że w dosłownym znaczeniu całe nasze życie jest adwentem, w którym przygotowujemy się na to ostateczne spotkanie. Wypada więc na progu adwentu postawić sobie pytania: jak przeżyć ten czas, aby był owocny? Jak wcielić adwent w życie? Czy adwent kończy się Bożym Narodzeniem?

Przede wszystkim wypada sobie uświadomić, że było już wiele adwentów w naszym życiu. Kiedy spojrzymy tak wnikliwie i poddamy to ocenie, to może się okazać, że w niewielkim stopniu zmieniły one nasze życie. Podstawową przyczyną bywa tu niejednokrotnie fakt, że nie otwieramy się na obecność Pana Boga. Jesteśmy świadomi tych czterech tygodni, ale zamiast się skupić na ich przeżywaniu, konsumujemy rzeczywistość. Często zamiast skupienia w adwencie jest bieganie i szukanie taniego karpia. Zamiast spowiedzi – szukanie promocji w hipermarkecie. W zamian za gesty miłości – zapożyczanie się, aby kupić Bóg wie jakie prezenty.

Przepraszam za wyrażenie, ale często w adwencie opakowujemy wszystko tandetą, bo chcemy zagłuszyć sumienie. Jeśli chcesz przeżyć adwent, to trzeba to sobie mocno uświadomić. Spokojnie! Naprawdę nie trzeba robić takich zapasów, jakby w drugi dzień świąt miała wybuchnąć wojna. Drodzy katolicy, dzisiaj wszystkiego w sklepach jest pod dostatkiem. Jeśli nie kupisz rano, to później będzie kolejna dostawa. Uświadom sobie tylko to, że czystego serca nie ma na półkach z czekoladą czy mięsem. Musisz o to zadbać samemu. To Pan Bóg jest zawsze stratny, bo Jego promocja trwa cały czas i jest nastawiona na jeden zysk, któremu na imię miłość.

Jak wcielić adwent w życie? To bardzo proste: przygotować się i odbyć – podkreślam to z naciskiem – dobrą spowiedź. Czasami w ciągu tygodnia potrafimy biegać po kilkunastu sklepach, a do kościoła w ogóle nie zajrzymy. Mam prośbę: nie pozwólcie, aby kapłani byli w adwencie bezrobotni. Jeśli chcesz się dobrze wyspowiadać, to zrób solidny rachunek sumienia i nie stawaj w kolejce, gdy czeka 30 osób. Przyjdź w zwykły dzień, gdy czujesz, że chcesz zmienić swoje życie, uklęknij, rozmawiaj i proś o miłosierdzie. Pan Bóg cię dotknie, pozwoli poczuć swoją żywą obecność, ale nigdy nie włamie się na siłę.

Nie tak dawno zostałem poproszony na taką sakramentalną podsumowującą rozmowę po latach. Co mogę powiedzieć? Usiedliśmy i po wstępnej modlitwie zaczął się dialog. Przyznam, że w pierwszym odruchu serca nie wiedziałem, co powiedzieć, dawno nie widziałem człowieka, który tak mocno chciał się podnieść – może jeszcze nie z samego dna, ale prawie. Pomyślałem najpierw: ale mnie, Panie Boże, nieźle wmanewrowałeś, ale potem przyszła myśl: przecież o to chodzi. Kilka dni przed adwentem mówię mojemu rozmówcy: „Wiesz, zazdroszczę ci, bo ty już jesteś gotowy, a ja muszę jeszcze pewną drogę pokonać”. Zapytałem, co go skłoniło do tak głębokiego rachunku sumienia. Powiedział, że poszedł kilkanaście razy do kaplicy z Najświętszym Sakramentem i poczuł, że jest tam obcy, a chciał się czuć jak u siebie. Dlatego poprosił o tę rozmowę.

Zechciej i ty w to Boże Narodzenie – w obecności żłóbka – czuć się u siebie. Uwierz mi, to zdziała prawdziwe cuda, trzeba tylko chcieć. Niby niewiele, a wszystko zależy od nas samych.

Czy adwent kończy się Bożym Narodzeniem? Adwent jako okres liturgiczny kończy się 24 grudnia, ale adwent, który jest życiem, kończy się naszym spotkaniem ze Zbawicielem w perspektywie nieba. On ciąg­le trwa i jest dla nas nieustanną szansą. Na początku wspomniałem, że dla wielu stanowi on tęsknotę za wypełnieniem – i tak jest. Taką świadomość mają tylko ci, którzy są w pełni gotowi na spotkanie z Panem.

Pamiętam sprzed kilku tygodni wizytę w szpitalu. Kapelan zapytał starszego pana: „Na kogo Pan czeka?”. Mężczyzna odpowiedział z uśmiechem: „Na Jezusa! Jestem już bowiem gotowy, ba, nawet jestem ciekawy, jak tam jest, już chcę”. Taka świadomość to świętość wypracowana na kolanach, ale też połączona z umiejętnością zgięcia kolan przed Tym, który jest miłosierny.

Trzeba nam się odnaleźć w tej perspektywie, jaką oferuje Zbawiciel. To niebywała okazja, aby przeżyć z Nim wspaniałą przygodę. Kolejne niedziele adwentu będą nas przybliżały do tego spotkania, kolejne adwentowe postacie będą uświadamiały, jak wielką rolę Bóg pragnie odegrać poprzez przyjście na świat w naszym życiu. To, czy pozostanie to tylko propozycją, czy też naszym osobistym życiowym programem, zależy tylko i wyłącznie od nas samych.

Zwłaszcza przed tymi świętami będziemy kuszeni wieloma promocjami. Różne błyskotki będą świecić w oczy i kusić, by po nie wyciągnąć rękę. Skuś się na to, co bije blaskiem od dwóch tysięcy lat: kawałek chleba – Chrystus – pełnia szczęścia.

Uroczystość Bożego Narodzenia

Nie proszę cię o miłość, bo wiem

o miłość muszę walczyć sam.

Nie proszę cię o szansę, bo wiem

na szansę muszę zasłużyć sam.

To kilka początkowych wersetów piosenki Pawła Domagały. Człowiek zastanawia się nad swoją relacją do osoby, którą pokochał. W tym kontekście czuje się zbyt mały wobec miłości, która mu się przydarzyła, stąd to pokorne spojrzenie. Jako ludzie wiary tak podchodzimy do miłości, którą jest sam Bóg.

Narodził się Zbawiciel! Ta wiadomość bardzo tłumnie przyciągnęła nas w tę noc tu, do ołtarza. Chcemy zaczerpnąć, pragniemy zobaczyć, ale chyba najbardziej chcemy poczuć miłość. Przyszliśmy, ponieważ chcemy się przekonać, że słowa miłości wypowiedziane przez Boga w stosunku do człowieka stały się ciałem. Cieszę się waszą obecnością, bo ona pokazuje, że serce człowieka pragnie Boga i ufa w to spotkanie w sposób bezgraniczny. Zapraszam do refleksji o oszukanych miłościach.

Ewangelia dzisiejszej nocy, poranka i dnia oznajmia nam wyjątkową wiadomość. Ta wiadomość to bardzo prosty komunikat – Bóg zrealizował obietnicę daną człowiekowi. Bóg nie zostawił człowieka, dał swojego Syna, a to oznacza dosłownie pełnię tego, co może dla nas zrobić. Opisy pokazują nam zalęknioną Świętą Rodzinę, która ucieka, spotyka się z przeciwnościami, szuka miejsca, gdzie ma się urodzić Dziecko – a przecież przez te narodziny ma się objawić światu tajemnica. To z jednej strony deprymujące, a z drugiej niesamowicie piękne. Bóg przychodzi jako człowiek. Już od samego fiat życie się zmieniło, a co dopiero teraz, kiedy owa zgoda przychodzi w sposób fizyczny jako Boży Syn. W realizacji powołania Syna Bożego Pan Bóg pokazuje wierność zasadzie miłości. Już w raju wiedział, że pośle Syna, bo dla Niego nie jest ważne Jego osobiste szczęście, ale człowiek, który tylko w Bożej obecności może być szczęśliwy. Zgromadziliśmy się tutaj, ponieważ chcemy być szczęśliwi. Myślę też, że wiele osób przyszło z poczuciem zażenowania z powodu swoich własnych niepowodzeń. Przy żłóbku chcemy zaczerpnąć nadziei, że miłość może się rzeczywiście realizować w pełni i w prawdzie. Dlatego chciałbym zapytać i siebie, i was, dlaczego dzisiaj tak dużo w naszym życiu oszukanych miłości, słów bez pokrycia? Po co nam Boża Dziecina? Czy mamy możliwość cokolwiek zmienić?

Jesteśmy otaczani wieloma relacjami, które mniej lub bardziej angażują nas samych. Niestety, kiedy zrobimy dobrą analizę, aby stwierdzić, co jest powodem rozpadania się wielu relacji międzyludzkich, to okaże się, że podstawowym problemem jest dewaluacja słowa. Bardzo łatwo wypowiadamy słowo „kocham”, ale czy tak naprawdę znajduje to potwierdzenie w czynach? Wątpię. Kiedyś psychologowie radzili, żeby częściej mówić, że się kocha, że to jest potrzebne w terapii itp. Rzeczywiście tak jest. Problem polega na tym, że dzisiaj tylko mówimy, a nie idzie za tym czyn – życie rozmija się z wypowiadaną rzeczywistością, coraz więcej jest złamanych serc. Przyszliśmy dzisiaj do kościoła, bo doskonale wiemy, że to Dzieciątko jest prawdziwą miłością, która nas nie oszuka. Chcemy wiedzieć, że Bóg nas kocha – i ten dzień jest tego dowodem. Czemu dzisiaj tak dewaluujemy miłość? Ponieważ często dewaluujemy Pana Boga. Zastanów się, co zrobiłeś dla Pana Boga przed świętami. Wiesz dobrze, że były promocje w sklepach, wiesz też, gdzie można było dostać najlepsze karpie czy cukierki. Wiesz, co zrobił sąsiad i może nawet czasami w domowym zaciszu kibicujesz ludzkiej biedzie, bo to rozgrzesza twój własny nieporządek. Niestety, tak może być. Stań zatem w prawdzie i w obecności bezbronnego Jezusa, zrób rachunek serca – nie z grzechów, a z miłości. Jak kochasz?

Pamiętam sytuację sprzed lat, kiedy jedno z małżeństw przeżywało głęboki kryzys związany z nieuporządkowanym życiem. Ryzykowne decyzje zawodowe, zdrady, wzajemna nieuczciwość, brak ciepła doprowadziły do sytuacji, że życie zewnętrznie zaczynało przypominać chłodną kalkulację, zamiast pełnej relacji. W konflikt włączyła się córka, która wręcz nakazała matce rozwód. Wówczas pojawiło się pytanie: co robić? Ciosów było wiele, niektóre przyjęte z godnością. Po ludzku sytuacja była beznadziejna i wtedy wkroczył Pan Bóg. Rekolekcje, spowiedź i przede wszystkim chęć wspólnego przezwyciężenia dramatu, który przybrał ludzką twarz. Sytuacja napięcia trwała kilkanaście tygodni. Świadomość zranień i zdrad była ogromna, ale jeszcze większa była miłość Pana Boga i ostatecznie wspólne spędzenie wigilii przełamało wieloletnie krzywdy.

Po co nam Boża Dziecina? Właśnie po to, aby przełamać grzech czystością narodzin, aby zobaczyć, że Bóg w stosunku do człowieka wypełnia swoje zobowiązanie, a jest nim zbawcza miłość. Proszę zwrócić uwagę, że ludzi nie trzeba za bardzo namawiać, aby przyszli w te święta do żłóbka. Sami idziemy, bo chcemy być kochani. Codzienne troski, cierpienia, choroby, zdradzone miłości to ludzkie obciążenia, które chcemy przy żłóbku zostawić, chcemy poczuć ten unikalny smak czystej miłości, która wypływa od Boga.

Kiedyś tak ukradkiem usiadłem w konfesjonale i przyglądałem się ludziom, którzy przychodzili do żłóbka. Byli rodzice z małymi dziećmi, była młodzież, starsi i wszyscy mieli w oczach ten sam błysk, tę samą tęsknotę. Tak sobie pomyślałem: kilka choinek, figurka, jakaś aranżacja groty, żłóbka, a w oczach od dwóch tysięcy lat człowiek ma tę samą tęsknotę za Bogiem. Może nawet ci, którzy udają, że Go nie ma, właśnie tego dnia w samotności za Nim tęsknią. Boża Dziecina uczy nas też wspólnoty, która jest tak bardzo potrzebna w wymiarze rodzinnym i społecznym. Uciekamy dzisiaj od wspólnego stołu, jemy sami szybko, byle jak. Uciekamy do pracy, potem jeszcze gdzieś biegniemy – i tak w kółko. Bywa, że w pokoju stoi stół, krzesła, tylko już nikt razem nie siada. W wigilię wracamy do stołu, bo on łączy, pokazuje nasze więzy i siłę miłości, której nie da się kupić i dać w zapakowanym prezencie.

Czy możemy cokolwiek zmienić? Myślę, że to pytanie wielokrotnie wybrzmiewa, zwłaszcza wtedy, gdy spotykamy się z sytuacjami trudnymi, znaczonymi niezasłużonym cierpieniem – albo tym wynikającym ze wzajemnej niechęci. Tak! W perspektywie żłóbka możemy zmienić wszystko, bo żłóbek jest programem wzięcia Jezusa ze sobą i ukazania Go innym. W wymiarze żłóbka Pan Bóg pozostaje bezbronny i potrzebuje człowieka. Atmosfera świąt Bożego Narodzenia szybko minie, za chwilę będziemy bombardowani promocjami, wyprzedażami na koniec roku, a pewnie od połowy lutego marketingowcy będą kusić wiosenną kolekcją. Jest jednak coś, co możemy z tych świąt zostawić na cały rok – i to zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Przełamanie opłatka, zacieśnienie rodzinnych i przyjacielskich więzów i odkrycie, że ludzka miłość – tak jak Boża – może być bezinteresowna.

Cieszmy się, że Bóg jest między nami, że przyszedł, że nas kocha. Żyjmy tak, by nie zgotować Mu kolejnej Golgoty.

Uroczystość Bożej Rodzicielki

Szkoda, że nie żyłam trochę bardziej,

Że nie patrzyłam w niebo, zamiast tylko w podłogę.

Czuję, jak życie przebiega mi przed oczami

I wszystko, co mogę zrobić, to oglądać to i płakać.

Brakuje mi powietrza, brakuje mi moich przyjaciół

Tęsknię za moją mamą, tęsknię za tym,

Kiedy życie było tylko beztroską zabawą

Ale to było milion lat temu.

To słowa zaczerpnięte z piosenki Adele Milion lat temu. Mówi ona o czasie, który minął, ale nie pozostaje bez wpływu na współczesność. On ją w jakiś sposób buduje i wymaga od nas, abyśmy wyciągnęli wnioski. Piosenka jest swoistą emocjonalną ucieczką do tych beztroskich młodych lat… Kto z nas do nich nie wraca? Dlaczego lubimy takie powroty, czemu jesteśmy sentymentalni? Co zrobić, by poczuć dzisiaj atmosferę tych lat?

Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas do żłóbka, przy którym są pasterze. Po raz kolejny odsłaniają oni tę tajemnicę zbawczych narodzin. Pasterze są bardzo skromni. Ewangelia przecież nie podaje ich imion. Są tacy zwyczajni, gubią się w całym tym tłumie. Dopiero królom tradycja przypisze imiona, które na znak wiary wypiszemy na drzwiach, a pasterze przychodzą i odchodzą, jednak to oni odkrywają prostą miłość w prostym żłobie. Poszli do szopy, bo tam się chronili, kiedy paśli stada. Nie mieli innego noclegu, a ta szopa w ten dzień wydawała się wyjątkowa, biło z niej jakieś niewyobrażalne światło. Prowadzeni przez anioła dotarli tam i zobaczyli kobietę z Dzieckiem i zakłopotanego Józefa, który pewnie się bał, bo przecież musieli uciekać, a tu nagle ktoś obnaża tajemnicę wcielonego Słowa. Na pewno szybko się uspokoił, kiedy zobaczył, że przyszli w dobrych zamiarach, że w tym niepozornym Dzieciątku widzą Mesjasza. Prostota pasterzy jest urzekająca i odsłania piękno ludzkiego serca, które w sposób naturalny funkcjonuje w relacji do Pana Boga. To właśnie ta relacja, jej piękno jest motywem naszych sentymentalnych powrotów.

Dlaczego lubimy te sentymentalne powroty? Myślę, że każdy z nas ich doświadcza i tylko najmłodsi są od nich wolni. Lubimy czasem wrócić myślami do czasu bezpiecznej miłości, lubimy wracać w dawne miejsca, czasem może dlatego chcielibyśmy zacząć życie na nowo. Odkrywamy bowiem prostą prawdę, że wiele czasu zmarnowaliśmy. Bywa tak, że kiedy uświadamiamy sobie błędy, być może jakieś niepotrzebne słowa czy gesty, to chcielibyśmy – tak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – cofnąć czas. Nie wiem, jak wy, ale dla mnie są to niezwykle miłe chwile, kiedy przeglądając stare fotografie, przywołuję w pamięci kolejne wydarzenia. Może nie dlatego, że jakiś czas został zmarnowany, ale chyba im więcej się ma lat, tym większy jest ciężar odpowiedzialności za siebie i za innych, a tamte lata wydają się dzisiaj nieustanną sielanką, gdzie najważniejszym problemem było to, kto wygra w podchody czy w monopol. A dziś? No właśnie, to jest ten ciężar, który każdy z nas widzi, który każdemu z nas rośnie w zależności od nas samych. Lubimy wracać, bo to są momenty, w których czuliśmy wobec siebie bezinteresowną prostą miłość, która tak jak w przypadku pasterzy u Jezusa była radością z tego, że jesteśmy. Teraz, kiedy lat przybyło, kalkulujemy, próbujemy kochać i dawać miłość za coś.

Kiedy uczyłem się w szkole średniej i jeszcze żyła moja babcia, to zastanawiałem się, dlaczego ona ciągle opowiada o domu rodzinnym. Gdy przyjeżdżaliśmy w odwiedziny, to babcia mówiła do taty: zawieź mnie do starego domu. Wtedy cała rodzina siadała i tłumaczyła jej, że domu nie ma, że ten nowy stoi w miejscu starego, że tamten był drewniany, a ten jest murowany, że nie ma innego domu. Babcia wiedziała swoje, wsiadała jako pasażerka do samochodu i tata jeździł z nią godzinę po lasach szukać domu. Zawsze pod koniec podróży u babci w oczach pojawiały się łzy i mówiła: „Tak, pewnie sprzedali”. Rozumieliśmy, była to spracowana, chora i starsza kobieta. Jednak chyba dopiero teraz zaczynam to rzeczywiście rozumieć inaczej. W pewien sposób szukała domu fizycznie, chciała po prostu wrócić tam, gdzie jak dziecko czuła miłość – tak jak Jezus w żłóbku. Do takiego powrotu zaprasza nas Bóg.

Na każdym etapie życia trzeba umieć wrócić do żłóbka, gdzie jest Jezusowa miłość. Można się zabijać o wszystko, można być jak hiena, która żeruje na innych. O tym codziennym pędzie pięknie wypowiedział się prezydent Urugwaju. „Stworzyliśmy sobie potężną górę zbędnych potrzeb. Kup coś nowego z pogardą dla tego starego. W ten sposób właśnie marnujemy sobie życie! Kiedy coś kupuję lub kiedy ty coś kupujesz, nie płacimy za to pieniędzmi! Płacisz godzinami swojego życia, które poświęciłeś, by na to zarobić. Różnica pomiędzy posiadaniem a życiem jest taka, że życie jest jedyną rzeczą, której nie możesz kupić za pieniądze”. Można też jednak przeżyć życie z miłością. Ta tęsknota jest w każdym z nas i jej zadaniem jest wyczulenie serca na ten odruch skierowany w stronę drugiego człowieka. Czas mija bezpowrotnie, kartki w albumach co roku stają się bardziej żółte – i tylko serce może pozostać czułe, no i oczy, bo przez nie można zobaczyć serce.

Tydzień przed świętami mój wujek dowiedział się o chorobie nowotworowej. Okazało się, że guz jest duży i nieoperacyjny. Święta w szpitalu. Rodzina go odwiedziła, ja również poszedłem za odruchem serca, a wuj siedział na łóżku i płakał. Powiedział, że popsuł najbliższym święta tym szpitalem i mieliby kłopot, gdyby teraz umarł. Pogadaliśmy i kiedy wracałem do domu, to zacząłem przywoływać w pamięci wspomnienia związane z wujem. Zawsze wyprostowany, w mundurze, dowódca artylerii. Niezwykle radosny, bardzo wrażliwy i zawsze ze zgiętymi kolanami przy ołtarzu. Coś mi tam w głowie zaczęło świtać, przypomniałem sobie, jak uczył mnie strzelać czy sadzał na konia i uczył jeździć. W sumie wiele nie pamiętam, jakieś wyrwane strzępy, ale nie zapomnę tej zwykłej miłości, ciepłych oczu i otwartych dłoni; wujek nigdy nikogo nie pominął. Teraz, kiedy tego czasu zostało niewiele, to jednak została miłość. Kiedy syn przyszedł do szpitala, przytulił ojca, ucałował go w ręce i powiedział: „Tato, kocham cię”.

Wszystko ucieknie, ludzie odejdą, świat będzie biegł dalej, a miłość zostanie. Proszę, podejdźcie dzisiaj z pasterzami do żłóbka, odnajdźcie Jezusa i zanieście dalej. Może to nie jest proste, bo każdy doświadcza problemów, każdy z nas wreszcie doświadcza swoich słabości, grzechu. Zanieście jednak Jezusa i w ten sposób przemieniajmy serca i codzienne życie. W ten sposób jesteśmy w stanie przenieść w naszą codzienność tę namiastkę miłości, którą nas obdarzono.

Niedziela Chrztu Pańskiego

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

4 Niedziela zwykła rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

2 Niedziela Wielkiego Postu rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

4 Niedziela Wielkiego Postu rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Niedziela Zmartwychwstania

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

NiedzielaMiłosierdzia Bożego

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

4 Niedziela Wielkanocna rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

6 NiedzielaWielkanocna rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Niedziela Trójcy Świętej

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Niedziela Zesłania Ducha Świętego

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Kazanie Prymicyjne

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

12 Niedziela zwykła rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

15 Niedziela zwykła rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

16 Niedziela zwykła rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

22 Niedziela zwykła rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

23 Niedziela zwykła rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

24 Niedziela zwykła rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

26 Niedziela zwykła rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

31 Niedziela zwykła rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Uroczystość Wszystkich Świętych

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

33 Niedziela zwykła rok C

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Dodatek rodzinny

Homilia o rodzinie I

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Homilia o rodzinie II

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Homilia o rodzinie III

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Homilia o rodzinie IV

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Homilia o rodzinie V

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Korekta

Agnieszka Ćwieląg-Pieculewicz

Magdalena Mnikowska

Projekt okładki

Artur Falkowski

Imprimi potest

ks. Piotr Filas SDS, prowincjał

© 2017 Wydawnictwo SALWATOR

ISBN 978-83-7580-698-4 (wersja elektroniczna)

Wydawnictwo SALWATOR

ul. św. Jacka 16, 30-364 Kraków

tel. 12 260 60 80

e-mail: wydawnictwo@salwator.com

www.salwator.com

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Aneta Pudzisz