Nasze piękne chwile - Natalia Sońska - ebook

Nasze piękne chwile ebook

Sońska Natalia

5,0
31,90 zł

lub
Opis

Czy można spalić za sobą wszystkie mosty bez oglądania się za siebie? Czy da się rzucić wszystko i zacząć od nowa w miejscu, które wcale nie jest nowe?

To nie była łatwa decyzja, lecz gdy Michał uświadomił sobie, że nie jest szczęśliwy, postanowił wreszcie coś zmienić.

Niestety, bardzo szybko przekonał się, że przeszłość nie pozwoli o sobie zapomnieć. A zwłaszcza dawne relacje i uczucia, które – jak sądził – już dawno pogrzebał. Mężczyzna nie chce rozdrapywać starych ran ani ponownie składać złamanego serca. Najlepszym lekiem mógłby okazać się nowy związek. Czy znajomość z młodą, bystrą i sporo młodszą od niego studentką okaże się jedynie przelotnym romansem, czy przerodzi w coś więcej? Podobnie jak Michał, dziewczyna nie od razu odkrywa wszystkie swoje karty. Kto pierwszy zdobędzie się na szczerość?

Natalia Sońska z wrażliwością opowiada o życiowych decyzjach, popełnianych błędach, a także prawdziwych uczuciach i emocjach, które dotyczą każdego i każdej z nas.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 317

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0

Popularność




 

 

 

 

Copyright © Natalia Sońska-Serafin, 2021

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2021

 

Redaktor prowadząca: Sylwia Smoluch

Marketing i promocja: Katarzyna Schinkel-Barbarzak, Aleksandra Wolska

Redakcja: Marta Buczek

Korekta: Agnieszka Czapczyk, Paulina Jeske-Choińska

Projekt layoutu i skład: Teodor Jeske-Choiński

Elementy kwiatowe layoutu: pikisuperstar / Freepik

Projekt okładki i stron tytułowych: Magda Bloch

Fotografia na okładce według pomysłuOli Foryś / Wild Rocks: Irmina Bloch

Fotografia autorki na skrzydełku: Ewa So – Kobieca Fotografka

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

eISBN 978-83-66736-79-5

 

 

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

redakcja@czwartastrona.pl

www.czwartastrona.pl

 

 

 

Tego dnia soczysta zieleń pięknego, dużego ogrodu restauracji Zielona Weranda zyskała biały ornament. Drobne, mlecznobiałe kwiaty, poruszające się lekko na wietrze okrągłe, papierowe lampiony, pociągnięte białą farbą drewniane latarnie stojące wzdłuż ustawionych w równych rzędach krzeseł wprowadzały uroczystą atmosferę. Z wnętrza sali dobiegały przytłumione dźwięki nakrywania do stołów. Pierwsze tony melodii uwolnionej z instrumentów przez kwartet smyczkowy przerwały gwar rozmów. Goście zajmowali miejsca po dwóch stronach alejki prowadzącej do urokliwej altany, przybranej powiewającymi łagodnie jasnymi muślinami. Oczekiwanie mieszało się teraz ze zniecierpliwieniem. Co chwilę ktoś odwracał się za siebie, spoglądał na zegarek. Szmer niespokojnych szeptów ucichł dopiero, gdy pan młody z szerokim uśmiechem na twarzy przeszedł alejką i stanął dumnie przy urzędniku. Poprawił poły marynarki, wyprostował się, po czym wyraźnie zaczęła go ogarniać ta znana wszystkim nowożeńcom, podniosła powaga. Uśmiech zniknął, ustępując miejsca przejęciu, które zresztą malowało się teraz także na twarzach gości. Kiedy kwartet smyczkowy zaczął grać weselny marsz, wszyscy wstali i spojrzeli w stronę drzwi restauracji.

W końcu pojawiła się ona. Piękna, ubrana w długą, idealnie dopasowaną białą suknię. Wyglądała olśniewająco, nic więc dziwnego, że wielu gości na chwilę wstrzymało oddech. W dłoniach tak mocno ściskała niewielki bukiecik, że aż pobielały jej kostki. Czyżby się wahała? Nie, po prostu wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się wokół niej działo. Była szczęśliwa, a to szczęście błyszczało teraz w jej szklących się ze wzruszeniach oczach. Szła powoli, spoglądając na gości, lecz czy tak naprawdę widziała teraz kogoś poza stojącym na końcu alejki mężczyzną? Tym, który by udowodnić, jak bardzo jest dla niego ważna, zorganizował w tajemnicy przed nią cały ślub? Z pewnością nie.

Michał ledwo się powstrzymywał, by nie krzyknąć. To bolało, przeraźliwie bolało. Kobieta, którą tak kochał, dla której był gotów wywrócić swoje życie do góry nogami, wychodziła właśnie za mąż i to nie on czekał na nią obok urzędnika. To nie on miał zaraz stać się jej mężem na dobre i na złe, to nie u jego boku Nina spędzi resztę życia. Nawet o nią nie zawalczył…

Ten dzień był torturą. Od porannej krzątaniny, w której tak bardzo nie chciał brać udziału, przez ceremonię i słowa przysięgi – każde raniło go jak ostrze – aż do teraz, gdy z kieliszkiem szampana w dłoni, z przyklejonym do twarzy uśmiechem, nieszczerze odśpiewał życzenia. I patrzył, jak kobieta jego życia, jego miłość, odpływa w objęciach innego mężczyzny. Miał ochotę wyjść, trzasnąć drzwiami tej absurdalnie drogiej restauracji, w której Nina rozpoczynała nowy etap życia, i odjechać jak najdalej. Wiedział jednak, że jeszcze nie może tego zrobić, że musi zagrać swoją rolę do końca, udawać, że jego uczucia już dawno wygasły. Jeśli chce być blisko niej, musi udawać. Przecież łączy ich już tylko przyjaźń… Więc udawał. Od chwili, gdy po powrocie z Gdańska ujrzał ją w tej nieszczęsnej kawiarni.

 

 

 

Tego wieczoru Michał wrócił późno do domu. Zdarzało mu się to ostatnio coraz częściej, nie miał jednak z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, bo wiedział, że i tak będzie pierwszy. I nie pomylił się: gdy po jedenastej przekroczył próg mieszkania i włączył światło w przedpokoju, był już pewny, że Magdy jeszcze nie ma. Zaśmiał się gorzko pod nosem. Zupełnie nie wychodziło im to „naprawianie relacji”. Po każdej trudnej rozmowie może przez tydzień oboje wracali wcześniej z pracy, by spędzić razem czas. Ale kiedy okazało się, że z restauracji Magdy odeszła kolejna osoba i bez niej „knajpa chyli się ku upadkowi”, dał za wygraną. Codziennie miał więc do wyboru zostać po godzinach w pracy lub wrócić do pustego mieszkania. Z dwojga złego wolał nadrabiać zaległości w projektach niż bezproduktywnie przełączać kanały w telewizji.

Otworzył lodówkę tylko po to, by zaraz zamknąć ją z trzaskiem – prócz połówki cytryny i kostki masła nic w niej nie było. Miał już dość tego, że ostatnio o wszystko musiał troszczyć się sam. Magda od rana do nocy siedziała w restauracji, więc tam się stołowała, a on? Już nie liczył na to, że choć raz wróci do domu i zastanie ciepłą kolację na stole. Albo przynajmniej kilka produktów, z których będzie mógł ją sobie przygotować. Jeśli nie zrobił zakupów, w domu nie było nic do jedzenia. Jeśli nie odebrał z pralni ubrań, w tym uniformów Magdy, leżały tam tak długo, aż pralnia zaczynała grozić ich utylizacją. Jeśli nie posprzątał mieszkania, potykał się nie tylko o swoje rzeczy, ale też o rzeczy Magdy, i omijał kłęby kurzu, które jej przecież nigdy nie przeszkadzały! Zresztą jak miałyby przeszkadzać, skoro prawie nigdy nie było jej w domu? Zupełnie jakby żył sam. Tylko wyjęte w pośpiechu z szafy i rzucone na fotel ubrania przypominały mu, że Magda też tu mieszka. Czy raczej pomieszkuje, bo spotykali się najczęściej na mieście.

Zamówił pizzę, podobnie jak wczoraj i dwa dni temu, mógł nawet wykorzystać kupon rabatowy ważny przez siedem dni od ostatniego zakupu. Kiedyś bardzo lubił gotować, zwłaszcza dla kogoś, ale ostatnio zupełnie mu się nie chciało. Stracił zapał po kilku krytycznych uwagach Magdy, przewrażliwionej na punkcie idealnego jej zdaniem wyglądu posiłków i subtelnych kompozycji smakowych, zaczął nawet uważać, że może wcale nie jest w tym tak dobry, jak mu się wcześniej wydawało. Miał wrażenie, że jego życie stało się składową przypadkowych, bezwartościowych elementów. Tak naprawdę, gdyby nie praca i kilku kolegów, z którymi od czasu do czasu wychodził na piwo, nie miałby żadnych potrzeb, żadnego celu. Chociaż kto wie, może się nad sobą użalał, może przesadzał…

Pochłaniając ostatni kawałek pizzy, oglądał powtórkę meczu ligowego. Przynajmniej w ten sposób mógł umilić sobie czas. Kiedy po pierwszej rozgrywka się skończyła, a Magdy nadal nie było, dał za wygraną. Po co właściwie na nią czekał? Przecież i tak nie będzie miała siły rozmawiać, a nawet jeśli, to ostatnio ich rozmowy sprowadzały się do zdawkowej wymiany zdań: co słychać w restauracji, co u niego w biurze, ile pojawiło się nowych rezerwacji na weekend, jak bardzo jest wykończona. Wyłączył telewizor i zostawiając puste pudełko po pizzy na stoliku, poszedł wziąć prysznic, a potem się położył. Nie mógł jednak zasnąć. Po drugiej usłyszał chrzęst klucza w drzwiach i stukanie obcasów. Gdy chwilę później Magda zajrzała do sypialni, udawał, że śpi.

Rano z kolei to ona była pogrążona we śnie. Wyszedł pośpiesznie, by zdążyć jeszcze zjeść śniadanie w barze obok biura. Już na parkingu nagle zdał sobie sprawę, że tak naprawdę chciał wyjść jak najszybciej, by nie musieć rozmawiać z Magdą, w razie gdyby się obudziła. Nie powinien myśleć w ten sposób, ale nie miał ochoty zaczynać dnia od sprzeczki. A tak by się pewnie skończyła ich rozmowa, ponieważ czuł narastającą frustrację, która zjadała go od środka. Chodził struty i niezadowolony, nie rozumiał, dlaczego tkwi w tym związku. Przyzwyczajenie? Wygoda? Przywiązanie? Sentyment? Już od dawna nie czuł żadnej więzi między nimi. Byli dwojgiem ludzi żyjących obok siebie, ale funkcjonujących oddzielnie. Chyba tylko tych kilka wspólnych lat, które spędzili razem we względnym szczęściu, powstrzymywało go przed podjęciem ostatecznej decyzji.

– Cześć, stary! Dziś znów wcześniej niż zwykle, jak widzę. Starasz się o tytuł pracownika miesiąca? Wiesz, że u nas go nie nadają? – Pochylony się nad dokumentacją jednego z projektów budowlanych, usłyszał nagle nad głową głos Bartka.

– Może przynajmniej jakaś premia uznaniowa wpadnie. – Michał uśmiechnął się sztucznie i podał koledze dłoń na powitanie.

– To pracuj, pracuj, bo szykuje się wyjazd za miasto, więc dodatkowa gotówka się przyda.

– Wyjazd?

– Kawalerski Piotrka, jedziemy w najbliższy weekend do Warszawy. Przecież odczytywałeś wiadomości w tej grupie, którą założył jego świadek – odparł zdziwiony Bartek.

– A racja, nie skojarzyłem po prostu, że to już w ten weekend – zareagował szybko Michał, choć właśnie sobie przypomniał, że nie przeczytał tej konwersacji do końca.

– No, to w piątek jedziemy! Apartament zarezerwowany, stolica czeka! Mówię ci, szykuje się konkretny melanż. Wódka, kluby, dziewczyny… – Jego kolega najwyraźniej się rozmarzył.

– A co na to Beata? – Michał postanowił sprowadzić go z powrotem na ziemię.

– Co Beata? – Uśmiech szybko zszedł Bartkowi z twarzy. Zmieszany odwrócił na chwilę wzrok. – Wieczory kawalerskie rządzą się swoimi prawami, a patrzeć jeszcze nikt nikomu nie zabronił. Oj, sam wiesz, o co mi chodzi. Poza tym – pochylił się konfidencjonalnie nad blatem biurka – co wydarzyło się w Vegas, zostaje w Vegas, nie?

Michał tylko z pobłażaniem pokręcił głową. W zasadzie i tak nie miał nic lepszego do roboty. Kolejny weekend spędzony w ten sam sposób, czyli przed telewizorem w pustym mieszkaniu, z krótką przerwą na siłownię, jakoś mu się nie uśmiechał. Przynajmniej w ten sposób będę mógł się na chwilę oderwać od szarej rzeczywistości, pomyślał. Zaśmiał się krótko pod nosem, obserwując rozochoconego Bartka, który zawsze przed ich męskimi wyjazdami roztaczał takie wizje, jakby planował zachowywać się jak pies spuszczony ze smyczy. A koniec końców, w obawie przed Beatą, swoją zaborczą narzeczoną, podczas imprez bardzo się pilnował.

Bartek wrócił w końcu do siebie, a Michał do pracy, ale niestety nie na długo – chwilę później jego telefon zaczął wibrować na blacie biurka. Skrzywił się nieco, gdy na wyświetlaczu pojawił się numer Magdy. Po chwili namysłu wziął jednak komórkę do ręki i odebrał.

– Coś się stało? – zapytał oschle.

– W zasadzie nic, tylko myślałam, że pogadamy rano.

– O czym?

– To już nie mamy o czym rozmawiać? – odparła kąśliwie, po czym dodała nieco łagodniej: – Ogólnie, myślałam, że po prostu się zobaczymy. Ostatnio… ostatnio wciąż się mijamy.

– A nie wiesz, dlaczego tak jest? – rzucił uszczypliwie.

– Mówiłam ci, że…

– Tak, restauracja bez ciebie padnie. Rozumiem, jesteś managerką, wszystko spoczywa na twoich barkach.

– Chyba nie do końca rozumiesz… No nic, nie będę ci w takim razie przeszkadzać, może porozmawiamy wieczorem. Na razie – powiedziała szybko i nie czekając na odpowiedź, rozłączyła się.

Michał tylko westchnął. Wiele razy umawiali się na taką wieczorną rozmowę i nigdy nic z tego nie wyszło. W ostatni poniedziałek Magda nawet wróciła wcześniej do domu z zamiarem „porozmawiania”, ale była tak zmęczona, że zasnęła, nim zdążyli się do siebie odezwać.

Wpatrywał się teraz w telefon tak długo, aż irytacja ustąpiła obojętności.

Kilka godzin później, podczas lunchu, Michał uzgodnił z Bartkiem szczegóły dotyczące weekendowego wyjazdu.

– Dobrze, czyli kawalerski mamy obgadany – podsumował Bartek. – A co z dzisiejszym meczem?

– Z dzisiejszym meczem?

– No, stary, sparing Legii z Wisłą! Krzysiek wczoraj rzucił, żebyśmy obejrzeli w pubie, zapomniałeś?

– Wyleciało mi z głowy.

– Ostatnio dużo rzeczy wylatuje ci z głowy. Wszystko w porządku? Nie układa wam się z Magdą? – zagaił, niby żartobliwie, choć Michał domyślał się, że Bartek swoje wie.

Beata przyjaźniła się z Magdą i z pewnością powtarzała Bartkowi ich rozmowy. Takie ploteczki rozprzestrzeniały się zwykle z prędkością światła, poza tym to byłoby bardzo w stylu Beaty, którą uważał za ożywczo bezpośrednią, ale też dość wścibską osobę.

– Nie myśl sobie, że Beata coś mi powiedziała… – kontynuował Bartek, czytając Michałowi w myślach. – Po prostu ostatnio, gdy byliśmy u was na kolacji, wyglądało na to, że między wami nie tyle nie iskrzy, co wręcz zgrzyta.

Michał przypomniał sobie, jak niespełna dwa tygodnie temu pokłócili się przy znajomych o drobiazg, który urósł do rangi konfliktu zbrojnego. Prawdę mówiąc, już nawet nie pamiętał genezy tej sprzeczki, po prostu nagle okazało się, że mieli sobie za złe znacznie więcej, i zaczęli wyrzucać żale przy Bartku i Beacie. Skoro jego kumpel wciąż to pamiętał, musiała to być bardzo niezręczna sytuacja.

– Rzeczywiście, przepraszam cię za tamto… Nie będę ci zawracał głowy pierdołami. – Machnął ręką. – Lepiej powiedz, o której mecz. Chętnie się zresetuję przy piwie.

Bartek popatrzył na niego uważnie, szybko jednak dał za wygraną. Umówili się na dziewiętnastą w pubie na Wyspie Spichrzów. Nie, Michał nie zapomniał o Magdzie i o tym, że miał z nią porozmawiać, po prostu nie wierzył w to, że jego dziewczyna pojawi się w mieszkaniu, zanim skończy się rozgrywka. Gdy więc po pracy wrócił do domu, by się odświeżyć i przebrać, i zastał ją w kuchni przekładającą jedzenie ze styropianowych pojemników na talerze, aż go zamurowało. Było dopiero po osiemnastej!

– Jesteś już? – zapytał zaskoczony.

– Tak, jestem. Zgodnie z umową – odparła spokojnie.

– Umową?

– Umawialiśmy się, że porozmawiamy.

– Naprawdę się umawialiśmy? – Spojrzał na nią lekko zmieszany.

– A nie? Przez telefon, że pogadamy dziś wieczorem.

– Myślałem, że to luźna propozycja… Nie sądziłem, że wrócisz specjalnie wcześniej. – Przestąpił z nogi na nogę i zerknął przelotnie na zegar.

– Gdzieś się śpieszysz? – wyłapała szybko.

– W zasadzie to tak, umówiłem się z chłopakami z firmy na mecz. Zaraz muszę wychodzić.

– Mogłeś mi powiedzieć wcześniej – westchnęła zrezygnowana. – Myślałam, że zjemy kolację, przyniosłam twoją ulubioną kaczkę z restauracji i…

– Wcześniej nie wiedziałem, to wyszło spontanicznie – przerwał jej, nie chcąc mimo wszystko rezygnować z męskiego wieczoru.

– Aha… – Spojrzała na niego z wyrzutem. – Czyli wiedziałeś, że mamy dziś porozmawiać, ale i tak umówiłeś się z kumplami?

– Prawdę mówiąc, nie sądziłem, że pojawisz się w domu przed dwunastą – odparł zgodnie z prawdą.

Nie powinien zachowywać się w ten sposób, to było jednak silniejsze od niego. Patrzył jej teraz w oczy, w których malowało się rozczarowanie, i był już gotów odkręcić tę nieprzyjemną sytuację, ale zanim otworzył usta, Magda z impetem odłożyła sztućce, rzuciła krótkie „świetnie” i minęła Michała, nawet na niego nie patrząc. Chwilę później usłyszał brzęk podnoszonych w pośpiechu kluczy i trzaśnięcie drzwi.

Michał wziął głęboki wdech. Stał przez kilka długich minut bez ruchu, ze wzrokiem wbitym w na wpół wyłożone na talerze dania. Może jednak powinien zostać? Zadzwonić do niej i poprosić, żeby wróciła? Może przeprosić? Ale ile razy jeszcze będzie pierwszy wyciągał dłoń, ile razy będzie zażegnywał podsycany przez Magdę konflikt? Może dziś on zawinił, ale przecież tak długo i z pokorą znosił jej brak zainteresowania, jej lekceważenie i ciągłe stawianie pracy na pierwszym miejscu. Przez kilkanaście ostatnich miesięcy to on wychodził z inicjatywą naprawienia ich związku, prosił, by Magda znalazła dla niego więcej czasu. Ile razy usłyszał, że przesadza, że teraz jest jej czas, że nie może zmarnować takiej szansy? Zdecydowanie zbyt wiele.

Wypuścił głośno powietrze, po czym poszedł do sypialni, by się przebrać, a kilkanaście minut później wsiadał do taksówki. Potrzebował wieczoru dla siebie, musiał zacząć myśleć o czymś innym niż o tym, że tkwi w nieudanym związku.

 

 

Do piątku właściwie się z Magdą mijali. Najpierw w ogóle ze sobą nie rozmawiali, później zaczęli wymieniać proste komunikaty, a kiedy w piątek rano jakimś cudem jedli razem śniadanie, znów odbyli niezbyt przyjemną rozmowę.

– Wyjeżdżam dzisiaj do Warszawy – powiedział, by przerwać niezręczną ciszę.

– Służbowo? – zapytała zaciekawiona.

– Nie, kawalerski kolegi z pracy.

Magda popatrzyła na niego zaskoczona.

– Nic wcześniej nie mówiłeś.

– Jakoś nie było okazji. Poza tym nie sądziłem, że interesują cię takie rzeczy.

– Co do zasady sam kawalerski i jego szczegóły nie, ale interesuje mnie, jak spędzasz czas.

Popatrzył na nią, lecz nie skomentował. Od tygodni każdy weekend spędzał w pracy lub na kanapie w mieszkaniu i jakoś jej to nie obchodziło.

– Kiedy wrócisz? – zapytała nagle.

– Pewnie w niedzielę. Taki jest plan.

– A… Jak w ogóle będzie wyglądał ten wyjazd? – zapytała niepewnie.

– Przed chwilą powiedziałaś, że cię to nie interesuje.

– Co do zasady. Po prostu… Zresztą nieważne. Masz rację, co mnie to interesuje… – powiedziała jakby do siebie, po czym nagle odłożyła łyżkę na talerz i podparła czoło dłońmi.

– O co znowu chodzi?

– Jakbyś nie wiedział… – westchnęła. – Co się z nami dzieje? Nawet już nie potrafimy normalnie rozmawiać, bez tych złośliwości.

– A to moja wina? – Michał wyprostował się gwałtownie.

– A moja?!

– Magda, a czyja?! Przecież doskonale wiesz, co między nami nie gra, dlaczego to wszystko tak wygląda! Naprawdę nadal uważasz, że to ja jestem winny? Nie mówię, że zupełnie nic ode mnie nie zależy, ale ja już nie mam siły, ileż można się starać! Nie jestem pieskiem, którego odgonisz nogą, a on i tak będzie wiernie czekał przy drzwiach, aż wrócisz z pracy!

– Jesteś niesprawiedliwy – syknęła.

– Nie, jestem szczery. I doskonale wiesz, że mam rację.

– To co, mam rzucić pracę?! Próbowałam, starałam się inaczej zorganizować obowiązki w restauracji, ale sam widziałeś, że wtedy wszystko się sypało, a ja tylko odbierałam telefony!

– Rób, co chcesz, to jest twoja decyzja – odparł spokojnie.

Magda popatrzyła na niego, po czym bez słowa wstała od stołu, zostawiając niedojedzoną owsiankę i prawie nietkniętą kawę. Michał nie próbował jej zatrzymywać. Znów wyszła bez pożegnania, a jego ponownie nie bardzo to obeszło. Coraz wyraźniej widział, że tak naprawdę nic go już z Magdą nie łączy. Nic poza tymi czterema ścianami, w których jeszcze się ze sobą męczą. Mimo to, choć był przygotowany do ostatecznej rozmowy już od kilku tygodni, wciąż nie potrafił jej rozpocząć, jakby czekając, że to Magda wyjdzie z inicjatywą. Ona jednak chyba nadal nie dostrzegała, że ten związek już praktycznie nie istnieje.

Kiedy dojechał do biura, prawie nie pamiętał porannej rozmowy, była tak podobna do tych wszystkich, które ostatnio przeprowadzili… Nauczył się jakiś czas temu oddzielać życie prywatne od zawodowego. Pierwsze poważne kłótnie z Magdą mocno wpływały na jego pracę, zawalał wtedy obowiązki, a na to nie mógł sobie pozwolić, bez pracy rozsypałby się kompletnie.

W biurze godziny mijały głównie pod znakiem popołudniowego wyjazdu do Warszawy. Czekał, jak chyba każdy z kolegów, aż wybije szesnasta i będzie mógł wsiąść do samochodu, by ruszyć w drogę. Choć wciąż nie miał zbytniej ochoty na zabawę, którą zapowiadał świadek pana młodego, cieszył się, że jedzie i złapie dystans do wszystkiego, co tutaj, w Gdańsku, go przytłacza. Potrzebował kilku dni z dala od Magdy. Nie mógł wciąż kąsać jej złośliwościami, wylewać goryczy, jaka się w nim gromadziła, to do niczego nie prowadziło, jedynie potęgowało konflikt między nimi. Uśmiechając się pod nosem, pomyślał o nadchodzących dwóch dniach i siedmiu dorosłych mężczyznach planujących przeżyć wieczór kawalerski rodem z amerykańskiego filmu. Miał tylko nadzieję, że obejdzie się bez dzikich zwierząt w apartamencie, wybitych zębów i przede wszystkim – że pan młody nie zaginie w akcji.

Punkt szesnasta Michał wyłączył komputer, zadowolony, że udało mu się zrobić wszystko, co na dziś zaplanował. Wstał, ustawił fotel równo przy biurku i zabrawszy z wieszaka marynarkę, ruszył do windy. Mijając biuro Bartka, pokręcił z rozbawieniem głową. Kolegi już tam nie było, zapewne od piętnastu minut kręcił się po holu na dole, nie mogąc doczekać się wyjazdu.

Jak się okazało chwilę później, Michał postawił trafną diagnozę. Gdy tylko drzwi windy rozsunęły się na parterze, przez przeszklone ściany lobby ujrzał wszystkich towarzyszy podróży czekających na parkingu już tylko na niego. Spojrzał kontrolnie na zegarek. Nie, nie spóźnił się, to cała reszta, nie mogąc doczekać się wyjazdu, wyszła z biura za wcześnie. Obiecał, że będzie jednym z kierowców, więc gdy tylko wcisnął kluczyk, a charakterystyczny dźwięk obwieścił, że drzwi auta są już otwarte, wszyscy odwrócili się w jego stronę i wydając okrzyki radości, zaczęli bić mu brawo. Chwilę później obydwa samochody, które miały ich dowieźć do Warszawy, były już pełne.

Zanim ruszyli, ustalił z Jarkiem, drugim kierowcą, którą trasą pojadą.

– Przy dobrych wiatrach będziemy na miejscu po dwudziestej – powiedział Michał.

– Obstawiałbym dwudziestą pierwszą albo nawet później. My nie pijemy, ale reszta wzięła sobie konkretny prowiant na drogę, więc będziemy mieć co najmniej trzy postoje – odparł Jarek.

Michał, spojrzawszy na swoich pasażerów, którzy z zadowoleniem otwierali pierwsze puszki piwa, tylko przewrócił oczami, po czym popatrzył na rozżalonego Jarka, poklepał go po ramieniu i obiecał, rozbawiony jego zbolałą miną:

– Odbijesz sobie na miejscu, spokojnie.

Jarek tylko westchnął, po czym zgodnie uznali, że czas ruszać.

Nie udało im się uniknąć korków w godzinach szczytu, więc pół godziny stracili jeszcze w mieście, a kiedy w końcu wydostali się na ekspresówkę, tak jak przewidział Jarek, musieli zrobić pierwszy postój. Mimo to atmosfera była wyśmienita, Michał od razu się wyluzował. Z tą ekipą na pewno nie będzie się nudził, już teraz momentami płynęły mu ze śmiechu łzy!

Ostatecznie dojechali na miejsce po dziewiątej. Nim się zameldowali, minęła dziesiąta, nie przeszkodziło im to jednak w planowaniu wyjścia do baru „na jednego drinka”. Wynajęli apartament w centrum Warszawy, która w weekend o tej porze dopiero rozpoczynała swoje osławione, nocne życie. Co prawda właściwy wieczór kawalerski zaplanowany był na jutro – w klubie na najwyższym piętrze jednego z warszawskich wieżowców, będącym jednocześnie hotelem, biurowcem i centrum wystawowym – niemniej dziś też postanowili wznieść toast w intencji pożegnania Piotrka ze stanem kawalerskim. Główny zainteresowany nie protestował, zresztą był już w takim stanie, że chyba nie do końca wiedział, co się wokół niego dzieje.

– Może lepiej go trochę ocucić, zanim wyjdziemy, bo jutro cały dzień przeleży – zwrócił się Michał do Bartka.

– To nie najgorszy pomysł – odparł ten w miarę przytomnie. Bodaj jako jedyny, pomijając oczywiście Michała i Jarka, w miarę się oszczędzał. – Chłopaki, weźcie go na chwilę pod zimny prysznic. Albo dajcie mu do wypicia jakiś napój energetyczny, bo nam się pan młody poskłada przed imprezą – zakomenderował, na co Mikołaj i Wiktor zasalutowali, chwiejąc się lekko, po czym zaciągnęli Piotrka do łazienki.

Michał tylko czekał na jego rozpaczliwy krzyk, który dosłownie po kilkunastu sekundach odbił się od wszystkich ścian w apartamencie. Wolał nie zaglądać do toalety, odgłosy, jakie się stamtąd wydobywały, świadczyły nie tylko o tym, że Piotrek wyraźnie sprzeciwia się takiej metodzie trzeźwienia, ale też zaciekle walczy z kolegami i prysznicem. Kiedy pan młody i jego oprawcy po niecałych dziesięciu minutach wyszli z łazienki, musieli przebrać się z przemoczonych ubrań, ale za to przekleństwa, które Piotrek wyrzucał teraz z siebie z nienaganną dykcją, świadczyły o tym, że wróciła mu trzeźwość umysłu.

– Niedaleko jest bar czy jakiś klub muzyczny… – powiedział Jarek, cały czas przeglądając w telefonie strony internetowe z polecanymi miejscówkami w Warszawie. – Ma dobre oceny, podobno wysoki poziom.

– Zależy, co rozumiesz pod pojęciem wysoki poziom w odniesieniu do baru – zaśmiał się Bartek.

– Nie oszukują na kasie, całkiem miła obsługa…

– Czytaj: ładne kelnerki – wtrącił się Adam.

– Nie chrzczą alkoholu, a to dość istotne, inaczej jutro będziemy zdychać – wyliczał dalej Jarek. – W dodatku niedaleko, więc nie powinno być problemu z powrotem. – Zerknął w stronę jednej z sypialni, w której przed chwilą zniknął pan młody.

– Dobra, to chyba nie ma się co zastanawiać – powiedział szybko Michał, widząc, że Bartek zamyślił się głęboko. Jeszcze gotów zaproponować tournée po mieście!

Niedługo później całą grupą, łącznie z panem młodym, który teraz trząsł się z zimna po lodowatym prysznicu, ruszyli do baru. Gdy po drodze śmiali się i docinali sobie żartobliwie, Michał nagle poczuł się jak w liceum! Zatęsknił za tymi beztroskimi czasami, kiedy wraz przyjaciółmi ze szkoły niemal co tydzień spotykali się to na ogniskach, to na imprezach w ich ulubionym klubie pod chmurką. A potem wracał z Niną do mieszkania, które razem wynajmowali, i zaczynały się te najpiękniejsze chwile…

Gdy tylko weszli do środka i kelnerka przyniosła pierwsze drinki, wychylił kieliszek, nie czekając na resztę, po czym wbił wzrok w puste szkło. Chyba nie chciał przywoływać akurat tego wspomnienia. Minęło już tyle lat, a jej obraz wciąż był jak żywy… Często o niej myślał, ostatnio nawet zbyt często. Im gorzej działo się między nim a Magdą, tym częściej wracał pamięcią do czasów, w których tworzyli z Niną szczęśliwą parę. Zastanawiał się, dlaczego tak właściwie się rozstali, wyobrażał sobie, jak mogłoby teraz wyglądać jego życie, gdyby nadal ze sobą byli. Czy to w porządku wobec Magdy? Czy powinien w ogóle dopuszczać do siebie takie myśli?

Nie było mu dane dłużej pogrążać się w ckliwych rozmyślaniach, ale może to i dobrze. To nie czas i nie miejsce, przecież świętowali ostatnie kawalerskie chwile kolegi. Nagle Jarek poklepał go po ramieniu i usiadł na krześle obok, po czym zamówiwszy u barmana kolejną wódkę, głową wskazał w kierunku stolika, przy którym reszta bawiła się w najlepsze w towarzystwie jakichś nowo poznanych dziewczyn. Pierwsze skrzypce grał Bartek. Michał tylko zaśmiał się pod nosem, wyobrażając sobie jego minę, gdy Beata zacznie wypytywać o szczegóły wyjazdu. Będzie musiał się gęsto tłumaczyć, a kłamca był z niego marny. Przez głowę przemknęło mu, że Magda też pewnie będzie chciała wiedzieć nieco więcej o tym, co robili w weekend, szybko jednak doszedł do gorzkiego wniosku, że pewnie nawet nie zauważy, że już wrócił. Odgoniwszy te natrętne myśli, dołączył do reszty i wzniósł kolejny toast.

 

 

Następnego dnia obudził się pierwszy. Chwilę zajęło mu przypomnienie sobie, gdzie się znajduje i jak w ogóle dotarł do apartamentu, ostatecznie jednak stwierdził, że wieczór wcale nie skończył się źle. Z tego, co pamiętał, każdy wracał o własnych siłach, w lepszej lub gorszej formie, bo z myślą o dzisiejszym wyjściu nikt nie imprezował do upadłego. Spojrzał na pochrapującego na łóżku obok Bartka, po czym powoli wstał i zarzuciwszy na siebie bluzę, poszedł do salonu. Na dużej rozkładanej sofie zaległo dwóch niedobitków, którzy najwyraźniej nie byli w stanie w nocy znaleźć swoich pokoi. Uśmiechnął się pod nosem, po czym spojrzawszy na zegar wiszący na ścianie, westchnął ciężko. Poalkoholowa bezsenność znów go dopadła. Było dopiero około szóstej, a wrócili po trzeciej, powinien więc jeszcze smacznie spać. Wziął butelkę wody z aneksu kuchennego, po czym odsunąwszy po cichu drzwi balkonowe, wyszedł na taras.

Było jeszcze chłodno, poranna rosa pokrywała deski podłogowe, a sąsiednie budynki otulała mgła. Jedynie najwyższe wieżowce przebijały się przez zawieszoną nisko chmurę, prężąc się na tle nieba, które w porannym słońcu mieniło się paletą barw – od pomarańczu po ciemny fiolet. Ten widok zrobił na Michale ogromne wrażenie, wydawało mu się, jakby znalazł się na krawędzi zupełnie innego świata. A może po prostu bardzo chciał się w innym świecie znaleźć? Warszawa jeszcze spała, z dołu jedynie od czasu do czasu dobiegał szum przejeżdżającego samochodu. Przez mgłę niemrawo przebijały się jaskrawe szyldy sklepów i restauracji, które oglądane z tej wysokości były tylko nieczytelnymi, kolorowymi plamami. A może by tak spróbować życia tutaj, pomyślał. Choć nigdy nie lubił zgiełku wielkiego miasta, miał wrażenie, że teraz wszędzie byłoby mu lepiej niż w Gdańsku. Tak, potrzebował zmian, poważnych zmian, dzięki którym mógłby wystartować na nowo, z czystą kartą. Chciał wziąć haust świeżego powietrza.

Niedługo po dziesiątej, kiedy wszyscy już wstali i doprowadzili się do porządku, brat pana młodego zdecydował, że zjedzą śniadanie w restauracji na dole. Potem chcieli wybrać się na spacer po Starym Mieście, zatrzymać tam na jakiś obiad, a następnie wrócić do apartamentu, z którego późnym popołudniem zgodnie z planem limuzyna zabierała całą ekipę na imprezę do klubu, w którym mieli zarezerwowaną lożę. I tak też się stało. Ku zaskoczeniu Michała o dwudziestej pierwszej wszyscy byli już gotowi, by wyjść i rozpocząć prawdziwe świętowanie.

Zaczęło się od toastu w limuzynie, później wypili kolejny, a kiedy dojechali do klubu, w loży już czekał na nich schłodzony szampan. W klubie było tłoczno, tańczący wypełniali niemal cały parkiet, na który DJ zapraszał ostrą, porywającą muzyką. Michałowi podobała się panująca w środku atmosfera – pachniało wolnością i brakiem problemów. Wszyscy po prostu dobrze się bawili, zostawiając przed wejściem myśli, które mogłyby psuć im nastrój. I on też tak miał zamiar zrobić.

Wypił właśnie kolejną wódkę, gdy przed jedną ze scen, tą w bardziej ustronnej części klubu, zapanowało poruszenie. Napotkał jednoznaczne spojrzenie Bartka. W tej samej chwili brat Piotrka głośno klasnął w dłonie, po czym zaprosił wszystkich na prywatny pokaz tańca. Michał zdawał sobie sprawę, że to było nieuniknione, ba! od tego kumple Piotrka rozpoczęli planowanie wieczoru, lecz mimo wszystko czuł się skrępowany. Nie był nieśmiały, po prostu takie rozrywki go nie bawiły.

Gdy szli w stronę małej sceny, nagle obok baru zauważył przyjaciela ze szkolnych lat. Jaki to musiał być zbieg okoliczności, że obaj akurat dzisiaj spędzali wieczór w tym klubie, przecież w Warszawie podobnych miejsc były dziesiątki!

– Grzesiek?! – zawołał Michał i ruszył w stronę kolegi.

– Michał! Nie wierzę! – Grzesiek podał mu rękę, po czym objęli się i poklepali po przyjacielsku po plecach.

– Co ty tutaj robisz? – zapytał podniesionym głosem, by przekrzyczeć muzykę.

– Firmowy wyjazd integracyjny, a ty?

– Kawalerski kolegi z pracy. – Michał wskazał głową swoich znajomych, którzy już byli zajęci podziwianiem zamówionej tancerki.

– To może nie będę cię zatrzymywał? – Grzesiek się wyszczerzył, na co Michał tylko machnął ręką i skinął w stronę baru.

– Nie widzieliśmy się wieki, nie będę tracił czasu na tanie rozrywki.

– No, nie powiedziałbym, że tanie… – Kolega zerknął jeszcze raz w stronę małej sceny.

Michał tylko upomniał go spojrzeniem, po czym usiadł przy barze i zamówił dla nich po drinku.

– Opowiadaj, co u ciebie? Nadal w naszym rodzinnym mieście?

– Stale i niezmiennie. Pracuję w firmie budowlanej i nie narzekam. Stała, nieźle płatna praca. A u ciebie co słychać? Nadal jesteś z tą… Magdą? Dobrze pamiętam?

Michał spuścił na chwilę głowę, a gdy barman postawił przed nimi szklanki, szybko upił łyk.

– Drażliwy temat? – zapytał ostrożnie Grzesiek.

– Powiedzmy, że nie chcę sobie psuć nastroju.

– Nie dopytuję. A praca?

– Pracuję w korporacji, też w branży budowlanej, nie narzekam. Choć prawdę mówiąc, od jakiegoś czasu zastanawiam się nad zmianą.

– Pracy?

– No, może też otoczenia. Ale mniejsza z tym, powiedz lepiej, czy masz jakiś kontakt z naszą ekipą z liceum.

– Sporadyczny. Większość, jak wiesz, rozjechała się po Polsce i świecie. Chyba tylko Nina i Eliza zostały. Wydaje mi się, że prowadzą jakąś firmę z branży ślubnej. Z resztą widziałem się ostatni raz na piątej rocznicy matury.

Michał aż wstrzymał oddech, gdy usłyszał jej imię. Poczuł, jak fala ciepła zalewa go od środka.

– Dobrze byłoby się spotkać, może jak wpadniesz kiedyś w rodzinne strony, to zorganizujemy imprezę klasową. Musisz częściej nas odwiedzać – rzucił z uśmiechem Grzesiek.

To była całkiem kusząca propozycja, zwłaszcza że ostatnio wcale nie miał ochoty siedzieć w Gdańsku, najchętniej w ogóle spędzałby cały czas poza domem.

Pogrążyli się w rozmowie, tracąc rachubę czasu. Ostatecznie, po tym jednym drinku, a później po trzech kolejkach wódki, Michał zdecydował się opowiedzieć przyjacielowi o swojej sytuacji, nie wchodząc jednak w szczegóły. Między słowami wspomniał też, że naszła go myśl, by spróbować szczęścia tutaj, w stolicy. Grzesiek też otworzył się przed Michałem. Okazało się, że niedawno poznał wspaniałą dziewczynę i miał nadzieję, że po kilku nieudanych związkach w końcu trafił na tę, z którą będzie mógł dzielić życie i marzenia. Michała w tym momencie ukłuła zazdrość. Już dawno nie czuł takiego podekscytowania, jakie teraz błyszczało w oczach jego przyjaciela.

– Stary, straciłeś najlepsze! – usłyszał nagle za plecami głos Bartka, który podszedł do baru, by zamówić butelkę wódki do ich stolika.

– Z pewnością – zaśmiał się Michał, a potem przedstawił Bartkowi Grześka.

Podali sobie ręce, po czym Bartek zabrał postawioną przez barmana na blacie butelkę i wrócił do reszty. Michał spojrzał w tamtą stronę i westchnął ciężko. Pokaz już się skończył, a jego znajomi bawili się w najlepsze.

– Będę musiał w końcu do nich wrócić, bo jeszcze się obrażą – powiedział.

– Jasne, stary, rozumiem. Ja też muszę się zintegrować ze swoimi – odparł Grzesiek. – Odzywaj się od czasu do czasu i koniecznie uprzedź, gdy postanowisz wpaść do naszego miasta.

Wymienili się aktualnymi numerami telefonów i pożegnali. Michał trochę żałował, że musi rozstać się z przyjacielem, zdecydowanie wolał rozmowę z nim niż kawalerski, nie wypadało jednak spędzać całego wieczoru z dala od kolegów, z którymi tu przyjechał. Wrócił akurat na kolejny toast. Nie uniknął też karnej kolejki, po której wyraźnie poczuł, że alkohol zaczyna uderzać mu do głowy. Ale czy chciał się hamować, powstrzymywać? Nie zorientował się nawet, kiedy nogi same zaprowadziły go na parkiet. Dał się ponieść klubowej muzyce. Nie zastanawiał się nad tym, od jak dawna nie tańczył, ani nad tym, że ostatnio nawet tego nie lubił. Chwytał chwilę – gdy dołączyło do niego kilku kolegów, bawił się w najlepsze.

Dziewczyna, z którą w pewnym momencie zaczął tańczyć, była bardzo ładna. Miała błyszczącą sukienkę i zgrabne nogi, a jej uśmiech od razu go urzekł. Najpierw tańczyła obok niego, aż nagle wpadli na siebie niesieni muzyką. Michał szybko przeprosił, a gdy uśmiechnęła się do niego, od razu poprosił ją do tańca. Intensywny rytm przejął ich rozgrzane ruchem ciała. Im bliżej niej był, tym intensywniej czuł zapach jej słodkich perfum. Podobały mu się. Pozwolił sobie delikatnie objąć ją w talii, na co ona posłała mu zdziwione spojrzenie. Chciał cofnąć rękę, lecz wtedy dziewczyna położyła swoją prawą dłoń na jego ramieniu i zaczęła kołysać zmysłowo biodrami. Już nie myślał o granicach, dał się ponieść emocjom. Muzyka dudniła mu w uszach, a procenty coraz bardziej uderzały do głowy.

– Ania – powiedziała, gdy ich twarze dzieliły już tylko milimetry.

– Michał – wypowiadając swoje imię, musnął ustami jej skroń.

Bliskość była tak podniecająca, że ledwo się powstrzymywał. Intrygowała go ta nieznajoma i choć gdzieś z tyłu głowy kołatała mu myśl o Magdzie, zamknął się na wszelkie wezwania przyzwoitości. Pragnął tej pięknej dziewczyny. Zaprosił ją do baru na drinka. Oprócz tego, że była piękna, okazała się też błyskotliwa. Ania (jeśli rzeczywiście tak miała na imię) na chwilę zupełnie zawróciła mu w głowie.

Nawet nie wiedział, kiedy znaleźli się w jednym z hotelowych pokoi. A tam wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Czy chciał się zastanawiać na tym, co robi? Zamarł na chwilę, ale wtedy Ania dotknęła ustami jego warg. Przestał nad sobą panować, pewnym ruchem objął ją w talii i przyciągnął do siebie. Pragnienie bliskości, takiej zwykłej, ludzkiej bliskości było silniejsze niż poczucie winy. Potrzebował spełnienia, a ona mogła mu je teraz dać. I sama najwyraźniej bardzo tego chciała. Pożądanie wzięło górę.

Nie znał tej dziewczyny, ona jego też nie. Połączył ich czysty, dający spełnienie seks. Mimo że nie było między nimi uczucia, przyjemność rozchodziła się po całym jego ciele, przyjemność, o której już dawno zapomniał. Zupełnie nie myślał o tym, że źle postępuje, odciął się na chwilę od swojego życia i czerpał z tego momentu pełnymi garściami. A potem jeszcze raz i jeszcze… I było mu dobrze, Ania była tak cudowna! Słodkie spełnienie, którym go obdarowała, raz po raz przeszywało go dreszczem rozkoszy.

Kiedy się obudził, już świtało. Początkowo nie wiedział, gdzie się znajduje, dopiero gdy się odwrócił i zobaczył śpiącą obok blondynkę, zaczął sobie przypominać wczorajszy wieczór. Kolejne obrazy docierały do niego jak przez mgłę, ale ten najważniejszy bardzo wyraźnie wyrył się w jego pamięci. Mimo że nowy dzień przyniósł ze sobą wyrzuty sumienia, uczucie błogiej satysfakcji, której w nocy doświadczył kilkukrotnie, wciąż krążyło mu w żyłach. Co powinien teraz zrobić? Wydawało mu się, że najgorzej będzie, jeśli wymknie się niepostrzeżenie, chociaż właśnie na to miał największą ochotę. Był jednak dorosły, nie mógł zachować się jak szczeniak, który chciał tylko zaspokoić pożądanie. Wstał więc powoli i podszedł do dużego okna. Warszawski poranek znowu go urzekł. Może faktycznie to właśnie tutaj powinien uciec od przygnębiającej codzienności, jaka czekała na niego w Gdańsku?

Stał wpatrzony w panoramę miasta, kiedy za plecami usłyszał słodki pomruk.

– Niezły widok – powiedziała Ania.

Michał obrócił się powoli i uśmiechnął pod nosem.

– Z drugiej strony chyba jeszcze lepszy. – Otaksował spojrzeniem jej nie do końca okryte ciało.

Ania kokieteryjnie naciągnęła na siebie kołdrę i posłała mu zawstydzone spojrzenie. Zaśmiał się w duchu. W nocy ani przez chwilę nie czuła zawstydzenia, wręcz przeciwnie, zaskoczyła go swoją pewnością siebie nie raz! Poczuł, jak przyśpiesza mu tętno. Przełknął głośno ślinę i wziął głęboki wdech, by nie zdradzić, że znów zaczyna mieć ochotę na przyjemności. Musiała to jednak zauważyć, bo przygryzła ponętnie dolną wargę i lekko podniosła pościel, zapraszając go jeszcze raz do tańca rozkoszy. Nie opierał się długo, pragnął znów się w niej zatracić, tak niesamowicie smakowała… Pocałował ją namiętnie, dotknął jej nagiego ciała i poczuł wzbierającą falę pożądania.

Pożegnał się z nią dopiero przed południem, dziękując za wspólnie spędzony czas. Na myśl, że najprawdopodobniej już nigdy więcej się nie spotkają, ukłuł go żal. Nie wymienili się numerami telefonów – żadne z nich tego nie chciało. Wyszedł pierwszy, uregulował rachunek za pokój i wrócił taksówką do apartamentu, w którym jego koledzy właśnie budzili się po pełnej przygód nocy.

– No proszę, wrócił ten, który wczoraj bawił się najlepiej! – zażartował Jarek, ledwie Michał zdążył zamknąć za sobą drzwi. – Czyżby jakaś czarująca dziewczyna zawróciła ci w głowie tak mocno, że zapomniałeś o kolegach?

– Spotkałem się z kumplem z liceum i zrobiliśmy mały obchód po barach… – powiedział niepewnie, lecz szybko pożałował tego kłamstwa.

– A ten kolega miał bujne blond włosy, długie nogi i to z nim zniknąłeś w holu hotelowym obok klubu? – zaśmiał się Adam. – Sorry, stary, ale nie wykręcisz się, zostałeś przyłapany.

– Mów, czy było warto zostawić kumpla w jego wieczór kawalerski? – zaśmiał się Piotrek.

Jego intonacja świadczyła o tym, że jeszcze nie do końca wytrzeźwiał.

– Ty się nie interesuj, bo kociej mordy dostaniesz – odezwał się nagle Bartek, który właśnie wszedł do salonu.

– A ty co? Adwokat się znalazł… Daj przynajmniej posłuchać! Bo wybaczcie, ale mimo tych wszystkich sztuczek tancerka, za którą zapłaciliście, nie dorastała urodą do pięt lasce naszego Michałka. Wziąłeś przynajmniej numer?

Michał zaśmiał się tylko. Rzeczywiście, Ania była piękna, ale urzekała go nie tylko urodą i tym, co potrafiła zrobić w łóżku. Gdy rozmawiali rano przez chwilę, utwierdził się w przekonaniu, że jest też inteligentna. I podobnie jak on potrzebowała ucieczki od codzienności. Spojrzał przelotnie na Bartka, którego mina wyrażała wszystko, co sam powinien był sobie wczoraj wieczorem powiedzieć. Bartek wyraźnie nie pochwalał zdrady. Nie usprawiedliwiało Michała nawet to, że już od dawna nie układało mu się z Magdą. Formalnie wciąż byli razem, powinien być w porządku do samego końca.

Pod ciężarem spojrzenia Bartka Michał poczuł wyrzuty sumienia, odwrócił się więc i szybko zmienił temat, pytając kolegów, o której wrócili do apartamentu i jak się bawili. Następnie udając, że słucha z zaciekawieniem, odpływał myślami w kierunku minionej nocy. Wspomnienia mieszały mu się teraz z coraz dotkliwszym poczuciem winy. Tak, żałował, ale tylko tego, że skrzywdził swoim postępowaniem Magdę. Bo nocy spędzonej z Anią nie oddałby za nic.

W drodze powrotnej Bartek co rusz posyłał Michałowi pełne niezrozumienia spojrzenie. A przecież to właśnie on był najbardziej napalony na ten wyjazd, opowiadał, jak zamierza podbijać stolicę! Tymczasem co najwyżej za dużo wypił i to były wszystkie jego ekscesy. Będą musieli szczerze porozmawiać po powrocie do Gdańska, ponieważ w samochodzie Bartek nie był skory do rozmowy, choć Michał kilka razy próbował go zagadnąć. Dopiero gdy późnym wieczorem zostali sami, bo jego ostatniego odwoził do mieszkania, zaczął rozmowę, która wisiała między nimi od samego rana.

– Stary, nie oceniaj mnie.

– Nie oceniam przecież – obruszył się Bartek.

– Widzę, jak się zachowujesz. Jakbym popełnił jakąś zbrodnię.

– Wiesz, poniekąd można to tak określić. W relacjach damsko-męskich dopuściłeś się chyba najgorszego przewinienia.

– A ty od kiedy jesteś taki cnotliwy, sam przed wyjazdem mówiłeś, jaki to będzie podryw…

– Chyba za bardzo wziąłeś sobie te słowa do serca – burknął Bartek. – Słuchaj, Michał, lubię i ciebie, i Magdę, w dodatku to najlepsza przyjaciółka mojej Beaty. I niestety uważam, że tym razem to ty przegiąłeś. Zachowałeś się jak dupek. Nawet jeśli jest między wami źle, to cios poniżej pasa. Mam nadzieję, że postąpisz wobec niej fair.

– Od razu założyłeś, że zdradziłem Magdę. Przecież nic takiego nie powiedziałem – próbował się ratować Michał, choć wiedział, że to słabe zagranie w tej sytuacji.

– A nie zdradziłeś? – Bartek popatrzył na niego znacząco.

Nie było sensu kłamać. Przez chwilę siedzieli w ciszy, po czym Bartek otworzył drzwi i nim wysiadł, powiedział jeszcze:

– Obyś załatwił to jak facet.

Michał dopiero po kilku długich minutach odjechał spod bloku, w którym mieszkał jego przyjaciel. Ruszył wprost do swojego mieszkania.

 

 

Był zaskoczony, gdy okazało się, że Magda jest już w domu. Dochodziła dwudziesta, o tej porze zwykle jeszcze pracowała. Trochę go to zbiło z tropu, bo liczył, że będzie miał czas do jutra na przygotowanie się do tej rozmowy.

– Cześć – powiedział cicho, kiedy wszedł do salonu i zobaczył ładnie nakryty stół.

– Hej… – Magda odstawiła na blat miskę z sałatką i podeszła, by się przywitać. – Przygotowałam kolację.

– Skąd wiedziałaś, o której wrócę?

– Nie byłam pewna, więc zrobiłam wcześniej. Muszę tylko odgrzać, ale nie zejdzie mi długo. Będziesz miał czas, by się odświeżyć. – Uśmiechnęła się wymownie.

Michał poczuł, że zaczyna płonąć od środka, ale z pewnością nie z pożądania. Wyglądało na to, że Magda miała ochotę na miły wieczór, zapewne próbowała załagodzić sytuację po piątkowej kłótni. Co powinien teraz zrobić? Od razu przejść do sedna? Powiedzieć jej o wszystkim, o wczorajszym wieczorze i o tym, co planował? Na razie skinął jedynie głową, poszedł do sypialni, by zostawić torbę z rzeczami, a potem zamknął się w łazience. Wszedł pod prysznic i stał pod nim tak długo, aż dostał dreszczy. Gdy zimna woda spływała mu po plecach, miał nadzieję, że zmyje z niego winy, którymi teraz czuł się oblepiony. Niestety, ta kilkunastominutowa tortura nie pomogła. Kilka razy kładł dłoń na klamce, ale nie mógł wyjść z łazienki. W końcu Magda ponagliła go, oznajmiając, że kolacja czeka już na stole. Ubrał się więc i ze ściśniętym gardłem wszedł do salonu.

Zapalone świece, zmysłowa muzyka sącząca się w tle i otwarta butelka wytrawnego wina nie pomogły mu podjąć decyzji. To była idealna sceneria na randkę, a nie na kolację, podczas której oznajmia się dziewczynie, że… No właśnie, co tak naprawdę chciał jej powiedzieć? Że ją zdradził? Że już nie potrafi z nią być? Że się wyprowadza? Może wszystko naraz? Bił się z myślami, czy to odpowiedni moment, zresztą – czy istniało coś takiego jak „odpowiedni moment” w jego sytuacji?

Usiadł bez słowa przy stole, a kiedy Magda zachęciła go do jedzenia, nałożył sobie sałatkę. Po chwili podała mu pieczeń. Jadł, chociaż zupełnie nie miał apetytu, bo nie chciał sprawić Magdzie przykrości. Nie wyglądała na spiętą, ale Michał wiedział, że jest świetną aktorką i rzadko kiedy ujawnia swoje prawdziwe emocje.

– Jak było w Warszawie? – zapytała nagle bardzo spokojnym tonem.

Odchrząknął i wbił w nią zaskoczone spojrzenie. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że to było przecież całkiem normalne pytanie. Zresztą i tak chciał jej powiedzieć. Jeszcze przed kilkunastoma minutami…

– Impreza jak impreza. Klub, picie, klub, picie…

– Dziewczyny… – Uśmiechnęła się przebiegle.

– Jak to na kawalerskim. Ale z przeznaczeniem dla młodego.