Moja siła. Jak przerwać krąg przemocy i zacząć życie bez lęku - Justyna Moraczewska - ebook
NOWOŚĆ

Moja siła. Jak przerwać krąg przemocy i zacząć życie bez lęku ebook

Justyna Moraczewska

4,6

Opis

Pięć kobiet takich jak ty i ja. Pięć historii toczących się w kręgu przemocy. Pięć dowodów na to, że my kobiety  mamy ogromną siłę, żeby wyrwać się z tego, co nas niszczy, i zawalczyć o swoje życie.

Przemoc przybiera różne formy – od wyrafinowanych psychologicznych manipulacji po fizyczne znęcanie się. W cieniu oprawcy nawet pozornie najmocniejsze z nas mogą stać się uległymi ofiarami. Krok po kroku rezygnować z samych siebie, ze swoich marzeń, a ostatecznie z poczucia godności, poddając się toksycznemu partnerowi. To jest książka o tym, jak zatrzymać przemoc.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 176

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Wszystkie opisane w książce historie wydarzyły się naprawdę. Dla bezpieczeństwa bohaterek i ich dzieci zmieniliśmy wymienione w publikacji imiona.

Wstęp

„Przemoc w rodzinie to jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste członków rodziny, w szczególności narażające te osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą”.

– definicja zawarta w Ustawie z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

W tej definicji zakreśl czerwonym długopisem słowa: godność i wolność. I patrz na nie tak długo, aż dadzą ci siłę, by zacząć życie bez lęku.

Tę książkę dedykuję Tobie

Justyna Moraczewska

Dziennikarka i stylistka od ponad 20 lat związana z mediami dla kobiet. Karierę zaczynała jako stylistka w magazynie „Elle”, a przez kolejne 13 lat pełniła funkcję szefowej działu mody w miesięczniku „Cosmopolitan”. Następnie objęła stanowisko szefowej działu urody w magazynach „In Style” i „Gala”. Zajmowała się również wizerunkiem gwiazd i osób publicznych, kreacją kampanii wizerunkowych marek odzieżowych i stylizacją prezenterów programów telewizyjnych, reklam i pokazów mody. Autorka książki Kobiety Rakiety. My z pokolenia X oraz bloga justpassion.pl, na którym pisze o urodzie, modzie, zdrowym, a przede wszystkim świadomym stylu życia. Fanka sportu, biegaczka.

Instagram: @justpassionblog

Autorka projektu wspierającego drogę kobiet do samorozwoju i samoakceptacji #piekniejszabedzieszsilniejsza

Zawsze możesz dokonać zmiany i stać się najlepszą wersją samej siebie. W każdym momencie swojego życia. Ja zmieniłam swoją rzeczywistść o 180 stopni. Moja droga niech stanie się Twoją siłą.

Od autorki

Często słyszę pytania, czyMoja siła jest kontynuacją książki Kobiety Rakiety. My z pokolenia X. Nie takie były początkowe założenia, ale w pewnym sensie odpowiedź brzmi: tak. I sama zdałam sobie z tego sprawę dopiero podczas pracy nad nią. Bo ta książka to kolejna wędrówka. Wędrówka do korzeni, ale też w głąb siebie, która pozwala uzmysłowić sobie, co nas ukształtowało co sprawiło że jesteśmy właśnie w tym punkcie.

„Jak to się stało, jak do tego doszło, że jestem teraz w tej czarnej dupie, w tym dole, z którego dna nie widzę wyjścia?” To pytanie, które w rozpaczy zadawała sobie jedna z bohaterek Mojej siły, najważniejsze chyba ze wszystkich pytań i najbardziej zasługujące na uczciwą odpowiedź. Tu nie chodzi o obwinianie siebie odpowiedzią „Bo pozwoliłam na to” ani o przerzucanie winy na innych. W ogóle nie chodzi o szukanie winnego, lecz wyłącznie o to, żeby znaleźć w sobie tytułową siłę do zmiany własnego losu. A to możliwe tylko kiedy odzyskujesz świadomość.

To cały proces wychowania i wpajane przeświadczenie, że naszym obowiązkiem jest bycie miłą, grzeczną dziewczynką, ukształtowały przyszłą ofiarę. Rodzice, otoczenie, a ostatecznie partner, wpływają na to, że przez lata, krok po kroku, wycofujemy się z samych siebie. Rezygnujemy z siebie. Rezygnujemy ze swoich marzeń, pragnień, a ostatecznie również ze swoich elementarnych praw. Miła dziewczynka dorasta, stając się uległą kobietą. Raz pochyloną głowę trudno jest później unieść. Trudno jest wyprostować przez lata przygarbione plecy. Nie lada siły potrzeba, ale mamy ją w sobie.

Justyna

43 lata mama 10-letniej Julki dziennikarka, blogerka, freelancerka ofiara przemocy

15 marca 2020 roku. Pierwsze dni pierwszego lockdownu. Początek pandemii. Kolejna awantura, pełna wulgarnych wyzwisk, agresji i wzajemnej nienawiści. Nie jesteśmy ze sobą od dawna. Powinniśmy rozstać się już wiele lat temu, ale mamy przecież kilkuletnie dziecko. I jest też to moje przekonanie, że musi mieć „normalną” rodzinę. I tak „dla dobra dziecka” mieszkamy razem w tym martwym związku, w którym dawne uczucie przepoczwarzyło się w swoją własną karykaturę podszytą pogardą. Mijanie się na przestrzeni sześćdziesięciu metrów kwadratowych powoduje tylko eskalację agresji. Od kilku miesięcy śpię razem z córką w jej pokoju na wąskim łóżku. Mieszkanie jest moje. Nie jesteśmy małżeństwem. Błagam, żeby się wyprowadził, bo napięcie jest już nie do wytrzymania. Czuję, że wydarzy się coś złego. Nie ma mowy. „Jestem tu zameldowany i mam prawo mieszkać. Jak sam będę chciał, to się wyniosę. Nic ci do tego”.

O co poszło tym razem, tego wieczoru? To bez znaczenia. Pretekstem może już być cokolwiek.

Jest między nami spora różnica wagi i wzrostu, więc przez przedpokój przelatuję jak piórko. Zbierając się z podłogi pod drzwiami łazienki, słyszę głos mojej dziewięcioletniej córki: „Mamusiu, popatrz, jak dobrze, że upadłaś tutaj, a nie obok, bo byś uderzyła w klamkę i rozbiła sobie głowę”.Nie bolą mnie plecy i mostek, w który oberwałam, ból poczuję dopiero później. W sumie niczego nie czuję fizycznie. Coś za to pęka w środku. Czy w pierwszym odruchu chcę dzwonić na policję? Nie, dzwonię do siostry. To ona wzywa patrol, a ja się przed tym bronię, bełkocząc coś o wstydzie i o dziecku, które jest w domu; o tym, że dość traumatycznych wydarzeń ma na dziś. Na szczęście siostra mnie nie słucha. „Zamknij się. Nie jesteś partnerem do rozmowy, w tej chwili jesteś w szoku. Masz im tylko otworzyć drzwi. Słuchaj mnie, otwórz im drzwi, do cholery!” W chwili, kiedy się rozłącza, odzywa się domofon.

„Czy jest pan trzeźwy?”

„Nie”.

A ja w szoku. Bo tego nie wyczułam, nie wiedziałam, straciłam czujność.

„Uderzył pan panią?”

„Bzdura sama się potknęła i upadła. Pewnie ona jest pijana. Ją sprawdźcie. Prowokowała sama”.

„To nieprawda. Mamusia nie upadła sama. To tato ją uderzył”.

Czy składam zeznania? Mimo że funkcjonariusz kilka razy ponawia pytanie, nie robię tego. Chcę, żeby jak najszybciej sobie poszli, żeby to się skończyło. Mam ochotę zapaść się ze wstydu pod ziemię. Co sobie pomyślą sąsiedzi? W ogóle wstydzę się sama przed sobą, że jestem tu, teraz, w takiej sytuacji. Tak, przede wszystkim wstyd mi jest przed samą sobą. Mój wstyd, a nie jego.

Zeznania będę musiała złożyć i tak później, na komisariacie. Do tego zmuszą mnie rodzina i przyjaciel.

To najbliżsi dają mi nieocenione wsparcie. To oni w kategoryczny sposób wyprowadzają mojego eks. Rano mój przyjaciel wymienia zamki. Jestem w szoku. To dzieje się trochę poza mną. Córka nie odzywa się prawie przez cały dzień, wpatrzona w ekran telefonu. Nie mam zamiaru jej go zabierać. Jeszcze nie wiem, co zaproponować w zamian.

Mija kilka dni. Nadal się wstydzę. Jest lockdown, więc wszyscy tkwimy w swoim piekiełku. Osiedle ma pewnie gorący temat. Przemykam w bluzie z kapturem głęboko zarzuconym na głowę.

Oddzielając tę historię od wszystkiego, co było przedtem, i od tego, co potem, tak naprawdę to jest koniec. Koniec szesnastoletniego związku.

Siedzimy z córką pod lampkami w kształcie obłoków na jej piętrowym łóżku. Nie spełnię roli psychologa dziecięcego, który będzie za chwilę niezbędny – w tych trudnych czasach pandemii, oczywiście wyłącznie online. Ale wiem, co muszę powiedzieć ja sama, co chcę jej powiedzieć, i wiem, że nie mogę milczeć, licząc na cud niepamięci.

„Nigdy, kochanie, przenigdy, żaden chłopak ani mężczyzna nie ma prawa uderzyć cię, ani ręką, ani obrzydliwym słowem, które też krzywdzi. To się może oczywiście zdarzyć. Bo na to wpływu do końca nie masz. Ale zdarzyć się może tylko raz. Rozumiesz? Raz, i odchodzisz. To jest złe i nie daj sobie wmówić, że jest jakiekolwiek usprawiedliwienie, bo nie ma. Nigdy przenigdy nie daj na to zgody, i kropka. Nie tłumacz i nie dawaj sobie wytłumaczyć takiego zachowania. I nie wstydź się o tym mówić, tak jak ja powiedziałam cioci. Ktoś zawsze musi wiedzieć. Nie wolno milczeć. Bo jak się dowiem, że cię ktoś krzywdzi, to…”

„Tak, mamo, wiem, Wtedy nie chciałabym być w jego skórze. Jesteś bardzo dzielna, mamo. I bardzo cię kocham, wiesz?”

***

Czy byłam ofiarą przemocy? Czy mogę stawiać się w szeregu kobiet dręczonych latami, przez swoich oprawców? Przecież miałam relatywnie poprawny związek. Przecież mój partner nigdy mnie wcześniej nie uderzył… Dodatkowo pojawia się ta niepokojąca myśl, która jak złe ziarno zaczyna kiełkować w głowie: „Może rzeczywiście to moja wina? Może ja go faktycznie sprowokowałam?”.

A później przypomniałam sobie, ale dopiero dużo później, kiedy zostałam o to przez kogoś zapytana w rozmowie, że to nie był pierwszy raz. Ten pierwszy incydent miał miejsce wiele lat wcześniej, jeszcze przed narodzinami naszej córki. Tyle że ja go wyparłam. Wtedy tłumaczyłam sobie, że przecież to nie on wyzywał mnie i szarpał za włosy. Nie przed nim kuliłam się, chowając się we własnym mieszkaniu. To nie był on, tylko coś w niego wstąpiło po alkoholu. Coś takiego, co wstępuje w mężczyzn po alkoholu. Wtedy mogą uderzyć, wyzywać, bluzgać i zamroczeni nasikać do szafy. Bo przecież nie są sobą.

Znasz to? Znasz te mechanizmy wyparcia? Znasz te słowa tłumaczenia, dzięki którym łatwiej później żyć dalej razem, łatwiej wrócić do porządku dziennego. Razem się śmiać, kochać, wychowywać dziecko. Bez wyparcia nie sposób tego robić. Nie sposób dalej uprawiać codzienności.

Znasz to poczucie winy, kiedy słyszysz: „Patrz, do czego doprowadziłaś, sama mnie sprowokowałaś”? Znasz lęk? Znasz wstyd?

Pięć kobiet takich jak ty i ja. Pięć historii toczących się w kręgu przemocy. Pięć dowodów na to, jak ogromny mamy w sobie potencjał siły, żeby wyrwać się z tego, co nas niszczy, i żeby zawalczyć o nowe życie. Za drzwiami niekoniecznie czeka skąpana w słońcu polana, na której pasą się tęczowe jednorożce. Na nowej drodze jest ciężko, zwłaszcza samotnym matkom. Na nowej drodze jest trudno. Brakuje pieniędzy. Często trzeba prosić o pomoc. Ale na nowej drodze jest wolność. Jest godność i życie bez lęku. A kiedy się go pozbędziesz, możesz wszystko.

Moja siła jest twoją.

Sylwia

44 lata mama 13-letniej Heleny i 17-letniej Natalii prowadzi własną agencję PR ofiara przemocy

Spotykamy się w jednej z sieciowych kawiarni. Sylwia siada naprzeciwko mnie. Jej twarz nie zdradza oznak zdenerwowania. Zaczyna opowiadać spokojnie, w wyważony sposób. Mówi, że minęło już wystarczająco dużo czasu. Ma prawo podejść do tematu zakończonego szesnastoletniego związku z dystansem i bez emocji. Zamawia cappuccino. Filiżankę z zimną już kawą będzie trzymać nadal w zaciśniętych dłoniach po dwóch godzinach naszej rozmowy…

Dzisiaj widzę to wszystko klarowniej. Ale pamięć ma to do siebie, że dostosowuje się do momentu, w którym jesteś obecnie w życiu. Opowiem o moim związku, jak go widzę teraz, o tym, co oczywiście miało miejsce, a czego wcześniej być może nie widziałam. Wiesz, jakbyś się spotkała ze mną cztery lata temu, pewnie ta relacja by trwała siedem godzin. Staram się tego nie przechowywać specjalnie w pamięci ani do tego nie wracać. Nie budzi to we mnie aż takich emocji jak kiedyś, bo bym tu ryczała przez cały czas. Czy nie powinno dać mi do myślenia, że nigdy nie wyszłam za niego za mąż, co jest symptomatyczne, bo mi się przecież kilka razy oświadczał? Niezmiennie coś mnie blokowało. Jakiś hamulec zakotwiczony w podświadomości. Jedyny, jaki miałam.

RODZINA

Jak się poznają? To zupełnie zwyczajna historia. Sylwia i Tomek spotykają się na studenckiej imprezie. On studiuje architekturę, ona prawo. Sylwia nie jest nim specjalnie zainteresowana, ale on natarczywie zabiega o jej względy. Jest na tyle zdeterminowany, że ostatecznie zdobywa jej numer telefonu od wspólnych znajomych. Kiedy Sylwia sięga pamięcią, to słowo, które przychodzi jej pierwsze na myśl, a będzie go później dobrze charakteryzować, to przymiotnik u p i e r d l i w y. Był upierdliwy na tyle, żeby ostatecznie wymóc na niej pierwsze spotkanie, później drugie i kolejne. Każdej kobiecie pochlebia, że ktoś jest nią tak bardzo zainteresowany, że o nią zabiega i że mu tak bardzo zależy. To pochlebia, zwłaszcza kiedy w grę w chodzi niskie poczucie własnej wartości. Sylwia z rodzinnego domu nie wyszła zbudowana. Klasyczny zimny chów. Wychowanie oparte na permanentnym wytykaniu błędów i mankamentów, gdzie kara jest na porządku dziennym i nie ma miejsca na nagrody. To, co złe, jest wyolbrzymiane, sukcesy ignorowane, pomijane milczeniem. Nikt nie chwali, nie komplementuje, nie docenia. A kiedy to się dzieje przez lata, te najważniejsze lata, jeśli chodzi o kształtowanie człowieka, jego myślenia o sobie, jego narracji na swój temat, o ten ostatecznie z domu wychodzi niepewny siebie i szalenie podatny na wpływ innych.

Niepewnej siebie dziewczynie łatwo też zaimponować. Sylwia jest z bloku. Pochodzi z niezbyt zamożnej rodziny o niskim statusie społecznym. Rodzina Tomka to inny, lepszy świat. Dom z ogrodem pod Warszawą, kilka lat spędzonych na placówce za granicą, znajomość kilku języków obcych na porządku dziennym, nienaganne maniery. Typowi państwo ę-ą. Zero kłótni i awantur, które u niej w domu były na porządku dziennym. Tu widzi, że można odnosić się do siebie z szacunkiem i komunikować okrągłymi zdaniami. Dopiero za jakiś czas Sylwia ma się dowiedzieć, że ten pozorny szacunek to zwykła obojętność i chłód emocjonalny, a cały obrazek to jedynie fasada. Ale ta lukrowana fasada w tym momencie kompletnie ją uwodzi. A marzenie o tym, żeby stać się częścią takiej rodziny, staje się ostatecznym czynnikiem, dla którego wchodzi w ten związek. Tomek deklaruje miłość, tymczasem ona nie jest pewna, co tak naprawdę czuje, ale sprawy toczą się dość szybko. Zostają parą. W tym czasie Sylwia jest już niezależna, mieszka sama, pracuje i studiuje jednocześnie; Tomek mieszka z rodzicami. Sylwia nie może pozbyć się niepokojącego wrażenia, że jest totalnym maminsynkiem. Ale przecież to się zmieni. Ona to zmieni. Tak myśli.

ALERT: Kiedy Tomek nocuje u Sylwii, zawsze nastawia budzik na piątą rano, żeby zdążyć wrócić do siebie, do mamy, tak żeby sądziła, że spędził w domu całą noc i wstał na śniadanie, które ona mu przygotowała. ALERT to czerwone światełko, jedno z tych, jakie się ostrzegawczo zapalają na kontrolce intuicji, ale z niewiadomych powodów zostają zignorowane.

Czy nie rozmawia z nim o tym? Oczywiście, że tak. I wywiera presję, żeby Tomasz podjął ostateczną decyzję: albo wprowadza się do niej, albo mieszka z mamą, bo Sylwia nie życzy sobie porannych pobudek o piątej i całej tej groteskowej, w jej oczach, sytuacji.

Przez kilka kolejnych lat Tomek będzie żył z nią w mieszkaniu, które Sylwia wynajmuje i za które ona sama będzie płacić. Nie tylko za mieszkanie zresztą. Przez ten pierwszy okres związku to ona będzie ich utrzymywać.

Czy rozmawiali o pieniądzach? W ogóle. Sylwia pracuje jako stewardesa, są lata dziewięćdziesiąte, diety dostaje w dolarach, co na tamte czasy gwarantuje naprawdę dobry status materialny, zwłaszcza dla dwudziestotrzyletniej studentki. Zresztą pieniądze to temat wstydliwy – szczególnie kobiecie nie wypada o nich mówić. Są tematem tabu, porusza się go tylko wtedy, kiedy jest z nimi problem. To znowu kwestia wychowania. W domu się o nich nie rozmawiało.

ZNAKI

Czerwone światła. W pierwszych latach związku zapala się ich sporo, chociaż z pozoru jeszcze nic nie wskazuje na to, że Tomek ma skłonności przemocowe. Na pewno zaczynają się pojawiać symptomy, że ma skłonności do sprawowania kontroli. Tyle że właśnie sprawowanie nad kimś kontroli jest istotą przemocy.

ALERT: Pierwsza wizyta na obiedzie u jego rodziców. Tomek ma im przedstawić Sylwię. Ona oczywiście niezwykle przejęta, ubiera się elegancko w zwiewną sukienkę i maluje usta wyrazistym kolorem szminki. „Nie możesz z takimi ustami jechać do mamy. Nie mam mowy”. Sylwia czuje wewnętrzny bunt, dochodzi do kłótni. Ostatecznie daje się spacyfikować i zmywa szminkę, ale wie, że to nie jest OK, że to jest bardzo daleko od OK.

ALERT: Tomek otrzymuje stypendium z Erasmusa we Francji. Oznajmia, że wyjeżdża na rok, sam. Sylwia czuje się urażona, nie wyobraża sobie takiej sytuacji. Przypuszcza, że jeśli Tomek pojedzie sam na rok za granicę, ten związek się rozpadnie. Tomek nie widzi problemu, nie widzi też dla niej miejsca we Francji: „Co niby miałabyś tam robić?”. Sylwia wścieka się do tego stopnia, że w desperacji dzwoni poskarżyć się jego matce, która ostatecznie nakazuje synowi zabrać ją ze sobą. W końcu jest jego dziewczyną.

Tomek mówi perfekcyjnie po francusku – był z rodzicami na placówce we francuskojęzycznym państwie i chodził do francuskiej szkoły. Sylwia nie zna ani słowa. On nie zamierza jej pomagać. „Zapisz się na jakiś kurs”, słyszy. Trudno zapisać się na kurs, nie znając ani słowa po francusku. Tomek nie jest tym specjalnie przejęty. Musi radzić sobie sama.

Jest zawzięta i piekielnie ambitna. Przez trzy tygodnie siedzi w kinie na festiwalu filmów francuskojęzycznych i ogląda je, nic nie rozumiejąc. Potem idzie do Institut Français i łamaną francuszczyzną zapisuje się na kurs. Problem polega na tym, że Tomek ma swoje stypendium, a ona nie pracuje, więc nie ma pieniędzy. Karta się odwraca. Ale za każdym razem, kiedy go prosi o jakąś sumę, słyszy, że on nie ma pieniędzy. Czasem coś jej da, czasem nie. Sylwia nigdy nie wie, jaki będzie miał humor i czy wydzieli jej jakiekolwiek kieszonkowe. Chodzi głodna. Tak zapamięta pobyt we Francji, że była wiecznie głodna... Po trzech miesiącach dostaje się na studia na filologię francuską dla obcokrajowców, na trzeci rok. Od rana do wieczora się uczy. Niekiedy siedzi przy jednej kawie przez pół dnia. Na lunch nie dostaje pieniędzy. Przestaje zresztą prosić.

ALERT: Powrót z Francji. Po drodze przystanek w Amsterdamie. Tomek zaskakuje ją: „Wiesz, w tym Amsterdamie jest ulica z jubilerami, chodźmy tam, wybierzesz sobie pierścionek zaręczynowy”. Kiedy dziewczyna słyszy taką deklarację od swojego faceta, ma prawo zacząć budować sobie w głowie konkretny scenariusz. Poczuć przyjemne ukłucie w sercu. Chodzą od jubilera do jubilera, Sylwia ogląda pierścionki, w końcu zatrzymuje się przy którymś: „Och, ten mi się podoba!”. Przymierza pierścionek, jest naprawdę piękny, jak z marzeń, chociaż przecież nie wybrała najdroższego. Mimo to słyszy za plecami: „Jest zdecydowanie za drogi”.

„Wiesz, generalnie w ogóle ten pomysł z pierścionkiem nie jest dobry, nie mam tyle pieniędzy, wracamy do Polski i musimy jakoś przeżyć, dopóki nie znajdziemy pracy”.

Sylwia reaguje jak mała dziewczynka, której obiecano wymarzoną lalkę i w sklepie zostaje jej wyrwana z rąk. Zaczyna szlochać: „Ale obiecałeś! To kupmy inny, kupmy tańszy”. Ale Tomek jest niewzruszony. Po miesiącu, już w Polsce, zaprasza ją na kolację i oświadcza się, zakładając jej na palec pierścionek, na który nie wydał ani grosza. Pierścionek po prababci albo po dalekiej cioci, w sumie bez znaczenia. Sylwia zgadza się, chociaż nie czuje radości. Po tygodniu obrączka pierścionka pęka jej na palcu. Pierścionek, który przetrwał ponad 100 lat, nagle pęka, tak po prostu. Sylwia zauważa, ale ignoruje znak.

Wiesz, już podczas tego wyjazdu do Francji, przez ten rok, dowiedziałam się o tym gościu wszystkiego. Zamiast z nim zerwać, dalej tkwiłam w tym związku, ponieważ zadziała zasada konsekwencji, która w psychologii oznacza, że jak się powiedziało „A”, to należy powiedzieć „B”. Jeśli już stałam w kolejce dwie godziny i wiem, że jeszcze będę stała dwie, to nie odejdę z tej kolejki, choć czuję kompletny bezsens tego działania. Nie odejdę, bo przecież straciłam już te dwie godziny. I tak też jest, że patrzymy na związek przez pryzmat zysków i strat. A ja przecież wtedy tyle już zainwestowałam, tyle pieniędzy, tyle czasu, swojej młodości, zaangażowania. Już sobie przecież ułożyłam w głowie obrazek naszej rodziny, naszych dzieci. Gasiłam czerwone światła i brnęłam dalej…

NIEMIŁOŚĆ

Temat ślubu przewija się od czasu do czasu. Tomek o nim wspomina, Sylwia dyplomatycznie unika. I nagle dzieje się coś nieoczekiwanego. Takie rzeczy zazwyczaj dzieją się nieoczekiwanie, a raczej spadają jak grom z jasnego nieba. Sylwia poznaje kogoś i zakochuje się po uszy. Wie, że to jest właśnie miłość, ta bezwarunkowa, płynąca prosto z serca. Zrywa z Tomkiem i wchodzi w nowy związek. Mogłoby zakończyć się happy endem, ale kończy się inaczej. Po niecałym roku znajomości jej nowy chłopak ginie w wypadku samochodowym, a Sylwia kompletnie się rozsypuje. To najbardziej traumatyczne przeżycie, jakiego doświadczyła do tej pory. Jest przekonana, że świat się zawalił i nie ma już po co żyć. Zamyka się w domu. Tygodniami leży w łóżku i płacze.

A kiedy mija kolejny tydzień, pojawia się Tomek w roli troskliwego pocieszyciela. I kolejny raz jest skutecznie namolny. Sylwia jest w takim dole, w jakim człowiek staje się kompletnie bezsilny i tak naprawdę jest mu wszystko jedno. W tym stanie każdy może zrobić z nią co chce. On jest opiekuńczy, a Sylwia, kiedy powoli zaczyna odzyskiwać kontakt z rzeczywistością, zaczyna też kalkulować. Jest przekonana, że już nigdy się nie zakocha. Ma wrażenie, że nic dobrego już w życiu jej nie spotka, a on jest przynajmniej kimś, kogo zna, nawet jeśli zna go jak zły szeląg. Przynajmniej wie, czego się może po nim spodziewać. Może tak właśnie miało być? Może jest po prostu na niego skazana? Jej serce rozbite jest na tysiąc drobnych kawałków, więc może słuchać wyłącznie rozsądku. Ostatecznie daje się pociągnąć za rękę i wchodzi w ten związek ponownie, tym razem po czubek z kokardą.

Ten rozsądek jest tak złym doradcą, tak zajebiście złym... Kurczę, że też wcześniej nikt mi tego nie powiedział! Dlaczego rodzice nie rozmawiają z dziećmi o takich rzeczach?! Jedynie serce jest ci w stanie podpowiedzieć prawdę – co jest dla ciebie dobre, a co nie. Tego się nie da skalkulować na chłodno, takiej opcji po prostu nie ma.

DOM

Pierwsza ciąża kończy się poronieniem. Kolejne traumatyczne przeżycie. Tomka nie ma obok. Za to dzwoni do swojej mamy, żeby to ona przyjechała do szpitala wspierać Sylwię.

Mimo to stara się z nim o kolejne dziecko, chyba przede wszystkim po to, żeby wyjść z traumy poronienia. Ich córka przychodzi na świat, a ona zostaje z nią pozostawiona kompletnie sama. Przed ciążą zaczęła studiować psychologię, co drugi weekend ma zajęcia. W te weekendy prosi Tomka o pomoc. Słyszy, że jest złą matką. Tomasz wścieka się – zabiera co prawda dziecko, ale regularnie wozi je do swoich rodziców. Odbiera dopiero wieczorem w niedzielę, dokładnie w momencie, kiedy kończą się zajęcia Sylwii. Po latach w sądzie usłyszy, że była beznadziejną matką i porzucała swoje małe dziecko, którym to on musiał się zajmować.

Tomek zarabia już naprawdę dobrze, pracując na wysokim stanowisku w jednej z największych korporacji w Polsce. Nie mają wspólnego konta. Sylwia zawsze stara się mieć swoje własne pieniądze. Zresztą musi je mieć, bo dzielą się na pół kosztami utrzymania domu, pomimo że on zarabia pięć razy więcej od niej.

Z drugiej strony Sylwia świetnie zdaje sobie sprawę, że jeśli nie będzie miała swoich pieniędzy, stanie się całkowicie bezwolna i podporządkowana. Tym bardziej nie zamierza zrezygnować z pracy zawodowej, do czego namawia ją Tomek. W jego rodzinie kobiety nie pracują. Są utrzymywane przez mężów. Sylwii powoli otwierają się oczy. Dociera do niej, że te kobiety są całkowicie ubezwłasnowolnione, i to mężczyźni kierują ich życiem. One tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia. Kiedy odzywają się przy stole, są szybko gaszone: „Och, Irenko, co ty tam opowiadasz, kocie?”. Siad! A one potulnie akceptują taki stan rzeczy. Uważają, że tak musi być, że tak działa świat.

Tomek potrafi jej zrobić prezent. Na przykład kupić buty, takie, które pasowałyby bardziej pani z pigalaka.

„Kupiłem ci buty!”

„Chyba sobie kupiłeś buty?”

„Co jest? Nie podobają ci się?”

„Nie”.

„Ale włóż je. Chcę cię zobaczyć w tych butach. No mówię ci, włóż te buty”.

Sylwia wkłada je, przełykając łzy; czuje, że to jest uwłaczające.

Okładka