Miasto mafii 2 - Kinga Litkowiec - ebook + audiobook + książka
BESTSELLER

Miasto mafii 2 ebook i audiobook

Litkowiec Kinga

4,6

59 osób interesuje się tą książką

Opis

Hope Clarke jest zadowolona z życia w Nowym Jorku. Pracując w prestiżowym klubie nie musi martwić się o pieniądze, choć brak czasu często daje jej o sobie znać.

Nagle dotychczasowy spokój znika i pojawia się uczucie niebezpieczeństwa.

Kobieta zostaje świadkiem zabójstwa z rąk samego Lucasa Rossi i od tej chwili wszystko się zmienia. Miał ją tylko ostrzec, a kolejne zrządzenia losu sprawiły, że stała się marionetką tego niebezpiecznego mężczyzny.

Od tej chwili Hope musi udawać jego kobietę, a kolejne kłamstwa Lucasa utrudniają to zdanie im obojgu. W końcu wszystko się kumuluje i zdawać się może, że nadzieja na dobre zakończenie jest znikoma. Jednak łączy ich coś, czego nie mogą się wyprzeć.

Czy istnieje ucieczka z labiryntu kłamstw?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 296

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 55 min

Lektor: Kinga Litkowiec

Oceny
4,6 (746 ocen)
553
133
40
18
2
Sortuj według:
dycia606

Całkiem niezła

Przeczytalam recenzje tej książki i szczerze mówiąc, a raczej pisząc, nie mam pojecia skąd te komentarze według których książka jest "świetna", "rewelacyjna", "nie mogłam się oderwać", Osobiście mogłam sie oderwać, a nawet bardzo tego potrzebowalam. I jeżeli wierzyć choć trochę komentarzom "o niebo lepsza niz poprzednia", to bardzo cieszę się, ze poprzedniej nie przeczytałam...
30
ewawys1

Nie oderwiesz się od lektury

Moim zdaniem lepsza niż pierwsza część. Polecam.
10
AgnieszkaKowalczyk

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna!
10
izunia08111986

Dobrze spędzony czas

fajna...duzo lepsza niz pierwsza czesc..widac ze bardziej przemyslana..polecam..szybko sie czyta
00
Martucha1982

Nie oderwiesz się od lektury

Genialne
00

Popularność




Projekt okładki: Marta Lisowska

Redakcja: Jacek Ring

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Lingventa

Zdjęcie na okładce

© DaniloAndjus/iStock

© by Kinga Litkowiec

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2021

ISBN 978-83-287-1841-8

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2021

fragment

Ukochanemu

ROZDZIAŁ 1

Idę przez salon, powłócząc nogami, by na balkonie zaczerpnąć świeżego powietrza. O ile można nazwać tak powietrze w Nowym Jorku. Siadam na krześle, a kubek z kawą, który do tej pory ściskałam w rękach, odstawiam na stolik i zerkam w dół. Między metalowymi prętami balkonu mogę obserwować, jak miasto budzi się do życia. Z każdą kolejną sekundą przybywa ludzi. Jeszcze jakieś pół godziny i będą przypominać mrówki, które chcą jak najszybciej dostać się do celu. Teraz się z tego śmieję, ale niedługo sama do nich dołączę. Na szczęście klub, w którym pracuję, jest otwarty od trzynastej, więc nie muszę martwić się o największy tłok na ulicach.

Dopijam kawę, która nieco mnie ożywia i sprawia, że mogę normalnie funkcjonować. Wracam do mieszkania i ruszam prosto do łazienki, zerkając na zegar. Jest dopiero ósma, muszę wyjść o dwunastej, co daje mi całe cztery godziny. Nie śpieszę się pod prysznicem, wręcz przeciwnie. Depiluję sobie nogi i bikini, wyobrażając sobie, że jestem w ogromnej wannie z hydromasażem. Niestety o czymś takim mogę jedynie pomarzyć, chyba że poderwałabym jednego z klientów klubu, ale to ostatnie, co chciałabym zrobić. Pracuję w Black Royal, to miejsce, do którego zaglądają wysoko postawieni ludzie, zarówno ci dobrzy, uczciwi, którzy chcą jedynie rozerwać się po ciężkim dniu, jak i typy spod ciemnej gwiazdy, gangsterzy i ludzie, którzy mają wiele za uszami. A więc wszyscy, którzy znaczą coś w tym mieście, śpią na forsie i mają mniejszą lub większą władzę. Zaczęłam tu pracę, gdy miałam dwadzieścia jeden lat, teraz, trzy lata później, marzę o czymś ambitniejszym. Stanie za barem i podawanie drinków przestało mi się podobać, a w tym miejscu jedyną możliwością awansu jest rura. Do tego jednak nikt mnie nie zmusi. Nie mam nic do dziewczyn, które tańczą w ten sposób, bo wciąż tylko tańczą, ale ja po prostu się do tego nie nadaję. Niestety, mimo mieszkania w tak dużym mieście, znalezienie lepiej płatnej pracy okazuje się graniczyć z cudem. Szukam od kilku miesięcy i do tej pory nie wpadłam na nic ciekawego. Zaletą Black Royal z pewnością jest przyzwoita pensja i duże napiwki, które odkładam, by móc wyjechać na długie wakacje. Liczę, że uda mi się to zrobić przed trzydziestką.

Po prysznicu podchodzę do lustra i w pierwszej kolejności zabieram się do suszenia włosów. Są długie i gęste, co w nich uwielbiam, ale nienawidzę, kiedy się kręcą. Nie mam loków, to fale, a każda inna, co chyba najbardziej mnie denerwuje. Łapię za prostownicę i już po chwili jestem zadowolona z fryzury. Choć nie byłam przekonana co do pomysłu przyciemnienia moich mysioblond włosów, teraz jestem zadowolona, że dałam namówić się na to Rachel.

Czas na makijaż, który niestety musi być mocny. Szef wymaga od nas eleganckiego i zarazem wyzywającego wyglądu. Jeśli komuś wydaje się to niemożliwe, wystarczy, że odwiedzi nasz klub, wówczas zmieni zdanie. W nim wszystko jest zarówno wyzywające, jak i eleganckie. Wystrój, pracownicy, goście, a nawet muzyka. Na powieki nakładam brązowy cień, który podkreśla zieleń moich oczu, by właśnie one przyciągały wzrok, dodatkowo tuszuję mocno rzęsy i wszystko obrysowuję czarną kredką. Policzki podkreślam już bardzo delikatnie, a na usta daję jedynie błyszczyk o jasnobrązowym kolorze. Zanim opuszczam łazienkę, spryskuję się jeszcze perfumami, będącymi oczywiście podróbkami tych, na które zupełnie mnie nie stać.

Tuż przed wyjściem wkładam na siebie czerwoną sukienkę, a uniform ląduje w torbie. Nie mam zamiaru paradować w nim po ulicach. Choć mało kogo by to zaskoczyło, bo kontrowersyjnych ludzi tu nie brakuje, sama nie zdecydowałabym się na wyjście w tym… czymś. To czarny kombinezon z głębokim dekoltem i spodenkami kończącymi się w połowie pośladków. Na lewej piersi znajduje się złote logo Black Royal, a pośrodku został umieszczony zamek w tym samym kolorze.

Przed wyjściem zerkam w lustro i sprawdzam zawartość torebki, by upewnić się, że zabrałam telefon i portfel. Wszystko mam, więc opuszczam mieszkanie i pieszo pokonuję drogę do klubu. Nie mam daleko, a lubię spacerować i obserwować ludzi. Fascynują mnie, każdy z nich ma przecież jakąś historię, a ja lubię snuć domysły, jaka ona jest, opierając się jedynie na ich wyglądzie. Kiedyś chciałam być psychologiem, ale odstraszyła mnie perspektywa spędzenia kolejnych lat na nauce. Zawsze byłam trochę leniwa, a szkołę traktowałam jak zło konieczne. No i proszę, jak skończyłam. Teraz trochę żałuję. Niby mogłabym pójść na studia, ale jednak sobie odpuszczę. Nikt nie da mi gwarancji, że po nich coś zmieni się w moim życiu.

Na miejscu jestem dwadzieścia minut przed czasem. Nieśpiesznie przechodzę do szatni, gdzie wkładam swój uniform i poprawiam makijaż, który nieco rozpłynął się przez wysoką temperaturę. Choć w klubie panuje przyjemny chłód, na zewnątrz jest już skwar. Zaczynają się wakacje. Kocham lato, ale upały potrafią dać w kość.

Chwilę przed czasem przechodzę za bar, gdzie moment później pojawia się moja przyjaciółka Rachel.

– Ostrzegam, Byrne jest dziś wściekły – mówi na powitanie, a jej ton jasno sugeruje, że miała wątpliwą przyjemność spotkać się z naszym szefem.

– Jak bardzo? – pytam pełna obaw.

Kiedy Daniel ma zły dzień, często obrywa się także nam. Potrafi nieźle nam dopiec.

– Bardzo, bardzo, bardzo – syczy. – Powiedziałam mu dzień dobry, a on się na mnie wydarł, żebym się, kurwa, do roboty zabrała, bo mnie wypierdoli na zbity pysk.

Otwieram szeroko oczy, usłyszawszy te słowa. A więc sprawa jest poważna.

– No to pięknie – rzucam pod nosem. – Mam nadzieję, że spędzi cały dzień w swoim gabinecie i nie będzie chodził po sali.

– Nie liczyłabym na to. Wiesz, że kiedy jest nabuzowany, łazi cały czas.

Z tym niestety muszę się zgodzić. Byrne nigdy nie jest miły, na ogół wścieka się na cały świat. Jednak w zwykłe dni da się z nim przynajmniej porozumieć. Niestety, w takie jak ten każdy z jego pracowników ma duży problem. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek się uśmiechał czy też zażartował. Jest wyjątkowo poważny i wrogo nastawiony do każdego, kogo spotyka. Być może to dlatego, że nie jest jedynym właścicielem klubu nocnego. Chodzą plotki, że aby go stworzyć, musiał wejść we współpracę z mafią. Niektórzy twierdzą, że z samymi braćmi Rossimi. Trudno mi w to uwierzyć, bo nigdy ich tu nie widziałam. Owszem, kilku nieprzyjaz­nych typów pojawia się tu od czasu do czasu, ale żadnego z braci ani razu tu nie gościliśmy. Chyba że spotykają się w innym miejscu lub wtedy, gdy klub jest zamknięty. W sumie cieszę się, że tu nie bywają. Nikt nie chce spotkać ich na swojej drodze.

Pierwsze godziny pracy upływają bez większych problemów. Staram się nie rozglądać za szefem i robić swoje. Rachel również tak postępuje, bo gdy go widzimy, zaczynają trząść nam się ręce, a wtedy nietrudno o jakiś błąd. Dziś nie ma zbyt wielu klientów, choć wszystko może się jeszcze zmienić. Wieczór dopiero się zaczął. Dołącza do nas kolejna dziewczyna, Emily, która pracuje tu na pół etatu i pomaga w klubie podczas godzin największego ruchu. Korzystając z jej przyjścia, uciekam na przerwę, zostawiając dziewczyny na chwilę same. Muszę się śpieszyć, bo dochodzi już dziewiąta, a Rachel też zasługuje na przerwę. Jeśli wrócę, a klub okaże się przepełniony gośćmi, skażę przyjaciółkę na głodowanie do końca zmiany.

Zaglądam szybko do kuchni, gdzie robię sobie kanapkę, którą zjadam w ekspresowym tempie. Korzystając z kilku minut, sprawdzam telefon, ale mam tylko SMS-a od mamy, która wysłała mi zdjęcie z Majorki. Jej nowy facet jest bogaty i zabiera ją na wycieczki po całym świecie. Cieszę się, że jest szczęśliwa, szkoda tylko, że zapomniała o córce. Od czterech miesięcy nie piszę do niej, chociaż wciąż mi wysyła fotki. Do tej pory nie wpadła na to, by do mnie zadzwonić i zapytać, czy wszystko u mnie w porządku. Chowam telefon, dojadam kanapkę i wracam za bar. Na szczęście ludzi wciąż jest zaskakująco mało.

– Skąd ta mina, Hope? – pyta mnie Rachel.

– Mamusia jest na Majorce – odpowiadam zirytowana.

– Znów samo zdjęcie?

– Oczywiście.

– Nie wierzę – rzuca pod nosem.

– Daj spokój. Już się przyzwyczaiłam. Po śmierci ojca było z nią gorzej. Wtedy nie widziała mnie, bo miała depresję. Teraz przynajmniej jest szczęśliwa. – Uśmiecham się wymuszenie.

– Ale nie można tak olewać własnego dziecka!

– Idź na przerwę. Porozmawiamy o tym innym razem.

Rachel posyła mi smutne spojrzenie, jednak odpuszcza. Dobrze wie, że nie lubię rozmawiać o mamie. Kiedy zaczęłam tu pracować i poznałam Rachel, minął rok od śmierci ojca w wypadku samochodowym. Wtedy moja matka zaczęła wychodzić na prostą. Opłacałam jej terapię, która nie była tania, ale ona rzuciła pracę, a wszystkie oszczędności zaczęły się rozpływać. Doszło do tego, że to ja utrzymywałam ją. Po kolejnym roku zaczęła chodzić na randki. Sama ją do tego namawiałam, twierdząc, że nie może siedzieć w domu do końca życia. Nie wiem, kiedy u niej zmieniło się to w hobby. Z obecnym facetem jest pół roku, to jej rekord, bo zwykle wytrzymuje nie więcej niż dwa miesiące. Problem w tym, że zupełnie przestała się mną interesować. Nie dzwoni, nie pyta, co u mnie i czy czegoś nie potrzebuję. Zupełnie jakbym nie istniała. Wysyła mi jedynie te pieprzone zdjęcia, których mam już serdecznie dość.

Z każdą kolejną godziną gości przybywa, aż w końcu nie mam nawet czasu, by pomyśleć. Tym razem najwięcej z nich pojawia się po północy. Zaczynam odliczać godziny do opuszczenia tego miejsca. Padam z nóg i marzę już tylko o swoim łóżku.

– Hope! Przynieś do mojego gabinetu butelkę najlepszej whisky i dwie szklanki! – krzyczy do mnie szef, który nagle pojawia się tuż przede mną. – Natychmiast!

– Oczywiście!

Cholera, że też nie byłam zajęta w tym momencie i padło właśnie na mnie. Nienawidzę bawić się w osobistą kelnerkę Byrne’a, bo kiedy już do tego dochodzi, oznacza to jedynie, że gości kogoś ważnego. Zazwyczaj są to podejrzane typy, w których pobliżu człowiek boi się nawet myśleć. Wykonuję jednak polecenie, bo nie chcę stracić tej pracy. Niemal biegnę po schodach, by nie dostać bury za spóźnienie. Pukam dwukrotnie i wchodzę niepewnie, a kiedy widzę gościa szefa, nogi się pode mną uginają. Przystojny blondyn z nieprzyjaz­ną miną siedzi na miejscu Daniela i odwraca głowę w moją stronę. Przez ciemne okulary nie widzę jego oczu, ale to nieważne. Wiem, kim on jest. Lucas Rossi w tym miejscu? Przywołałam go myślami?!

– Postaw to i nalej – warczy do mnie szef.

Skupiam się na tym, by nie wypuścić z rąk tacy. Kiedy stawiam ją na biurku, czuję na sobie przeszywające spojrzenie blondyna. Dłonie mi się trzęsą, gdy nalewam im whisky, ale na szczęście udaje mi się zrobić to poprawnie.

– To wszystko? – pytam cicho Byrne’a.

– Tak, możesz już iść – odpowiada nerwowo.

Kiedy tylko wychodzę z gabinetu, słyszę, jak zaczyna mówić. Nie dochodzi do mnie każde słowo, ale na pewno z ust mojego szefa padło „błagam”. Nawet mnie to nie dziwi. Skoro Rossi tu jest, nie oznacza to nic dobrego.

Wracam za bar i szybko zapominam o tym, co widziałam. Jest taki ruch, że nie mam czasu nawet spojrzeć na zegarek. Choć dzisiejsza noc zapowiadała się spokojnie, jest zupełnie inaczej.

– Zamykamy – rzuca jeden z ochroniarzy, kiedy już zaczynam ledwo widzieć na oczy.

Oddycham z ulgą, bo klienci zaczynają się rozchodzić.

– Nareszcie – mówi Rachel.

Patrzę na nią i widzę, że też jest zmordowana. Emily podchodzi bliżej nas i uśmiecha się delikatnie.

– Jutro macie zmianę za barem? Mnie dali na stoliki, nienawidzę tego.

– Tak, do końca tygodnia – odpowiada moja przyjaciółka. – Muszę złapać menedżera i poprosić, by zawsze nas tu przydzielał. Też nienawidzę latania po sali.

Mało kto to lubi. Za barem czujemy się bezpieczniej, bo nikt nam się nie przygląda. Jesteśmy zasłonięte od pasa w dół i nie musimy lawirować między różnymi, często nieprzyjemnymi ludźmi.

– Zapomnij, nie pójdzie na to – odpieram sceptycznie.

Czekamy, aż ostatni goście wyjdą z klubu. Gdy tylko to następuje, idziemy do szatni się przebrać.

Przed wyjściem żegnamy się z Emily i resztą dziewczyn i razem z Rachel idziemy we dwie w swoją stronę.

– Pomyślisz, że zwariowałam, ale jestem prawie pewna, że widziałam dziś Rossiego – szepcze moja przyjaciółka, jakby bała się, że ktoś ją usłyszy.

I nagle wszystko do mnie wraca. Dzisiejszy dzień był jednym z najgorszych w mojej pracy. Niby nic się nie stało, ale po raz pierwszy tak bardzo zdenerwowałam się na widok jednego człowieka.

– Nie zwariowałaś. Był tu, to jego gościł dziś Daniel, kiedy kazał mi zanieść whisky.

– Żartujesz! – rzuca zaskoczona.

– Chciałabym. Jak go zobaczyłam, myślałam, że padnę na zawał!

– Ciekawe, czego chciał.

– Nie mam pojęcia, ale wygląda na to, że spotkanie nie przebiegało w przyjacielskiej atmosferze.

Nigdy nie spodziewałam się, że będę tak blisko tego mężczyzny. Pamiętam, że rok temu oglądałam zdjęcia braci Rossich razem z Rachel. Wtedy było zabawnie, dziś jednak ani trochę nie było mi do śmiechu. Każdy wie, kim są, ale mało kto ma okazję stanąć z nimi twarzą w twarz. Nie uważam się jednak za szczęściarę.

Ostatnie przecznice pokonuję już sama, a kiedy jestem w mieszkaniu, udaje mi się jedynie ściągnąć buty. Na resztę nie mam sił. Padam na łóżko i od razu zamykam oczy.

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz