Medycyna chińska dla każdego - Edward Kajdański - ebook

Medycyna chińska dla każdego ebook

Edward Kajdański

4,3

Opis

Filozofia, kultura, medycyna i obyczaje opisane przez człowieka, który żył wśród Chińczyków na tyle długo, żeby zrozumieć, poznać i przekazać ich mentalność i tradycję.

Czytelnik pozna tajemniczo brzmiące teorie yin i yang, przemianę 5 elementów i życiowej energii qi, ale dowie się również, jak precyzyjne diagnozy można stawiać badając puls i kolor języka. Pozna potęgę akupunktury, którą to metodę od lat wykorzystywano do znieczuleń przy operacjach. Znajdzie również opisy najważniejszych ziół i minerałów stosowanych przez chińskich lekarzy. Wśród nich takie rarytasy jak róg jednorożca, koniki morskie, kości tygrysa i rogi jelenia. Dowie się jak lekarze, dzięki bardzo skomplikowanej procedurze, badali chińskie arystokratki oraz jaką drogą Kanon medycyny Żółtego Cesarza dotarł do Gdańska i Krakowa już w czasach renesansu. Co zainspirowało Awicennę i czy Kopernik mógł wiedzieć o stosowanych przez Chińczyków szczepieniach przeciwko ospie. A także którzy z naszych monarchów płacili złotem za rogi jednorożca i inne chińskie lekarstwa.

Urodziłem się i wychowałem w innym kręgu kulturowym. Jest zrozumiałe, że miałem czas, aby nasiąknąć tam wszystkim, co obce, czyli azjatyckie. Z wyglądu jestem Europejczykiem, siwiejącym blondynem o jasnej skórze, któremu czasami zadawane jest pytanie: „Dlaczego nie ma Pan skośnych oczu?”. No, nie mam. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że jest wewnątrz mnie całkiem sporo z Azjaty. Nie tylko Chińczyka, ale i Mandżura, Mongoła czy Japończyka. Takie pojęcia, jak: ojczyzna, honor, lojalność, harmonia, duch (chin. shendao, jap. shinto), moralność (jap. bushido), poczucie obowiązku i inne, oparte głównie na konfucjanizmie i buddyzmie, mają w Azji inny wydźwięk i znaczenie, niż w Europie.

Wśród tubylców mojej Mandżurii, potomków koczowników, przenoszących się raz po raz ze swoimi stadami koni, owiec czy reniferów w poszukiwaniu pastwisk, jest nawet takie określenie ojczyzny jako „miejsca, w którym pierwsza kropla czyjejś krwi wsiąkła do ziemi”. Pierwsza kropla mojej wsiąkła tam w Harbinie, w dalekiej Mandżurii i nic na to nie poradzę.

Fragment wywiadu z Edwardem Kajdańskim

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 331

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (8 ocen)
4
2
2
0
0

Popularność




Edward Kajdański

MEDYCYNA CHIŃSKA DLA KAŻDEGO

Wprowadzenie

Przeglądając rozmaite materiały dotyczące historii tradycyjnej medycyny chińskiej (TCM – taki jest obecnie międzynarodowy skrót od Traditional Chinese Medicine), niełatwo znaleźć odpowiedź na pytanie, jak rozwijała się ona od czasu legendarnych cesarzy – Shennonga, który miał wynaleźć ziołolecznictwo, i Huangdi, czyli Żółtego Cesarza, któremu Chińczycy mają zawdzięczać wynalezienie sztuki leczenia. Według tradycyjnej chińskiej chronologii obydwaj panowali około pięć tysięcy pięciuset lat temu, ale wykopaliska archeologiczne nie potwierdzają, że historia medycyny w Chinach liczy jeszcze więcej niż trzy tysiące lat. W epoce dynastii Shang (1766-1122 p.n.e.), jak o tym mówią napisy wróżebne na kościach zwierząt i na pancerzach żółwi, Chińczycy przypisywali wszystkie dolegliwości złym duchom (m.in. duchowi wiatru), a za jedyny sposób na ich pozbycie się uznawali modły do przodków poparte odpowiednimi rytuałami. W początkach następnej dynastii, Zhou (1122-770 p.n.e.), w leczeniu posługiwano się już ziołami, ale wciąż dominowało przekonanie, że najlepszym sposobem na wyleczenie są modły i egzorcyzmy, odprawiane z udziałem szamanów odpędzających demony i złe duchy.

Mniej więcej w tym samym czasie pojawiło się hieroglificzne pojęcie „medycyny”, w którym do hieroglifu oznaczającego „taniec” dodano tzw. klucz oznaczający „zioła”. Ten hieroglif pojawia się często w księgach prekonfucjańskich (Księga Zmian, Księga Pieśni z XI-VII w. p.n.e.). W Księdze Pieśni są liczne poematy, w których wspomina się o dziewczynach zbierających zioła lecznicze na brzegach rzek. W okresie dynastii Zhou leki były przeważnie przygotowywane w postaci wywarów z pojedynczych ziół, jednakże już w końcowym okresie jej panowania chińscy lekarze zaczęli wykorzystywać mieszanki różnych ziół, stanowiące obecnie zdecydowaną większość wśród leków stosowanych przez TCM.

Dziś wiadomo, że dwa najstarsze klasyczne dzieła medyczne: Huangdi Neijing (Kanon medycyny Żółtego Cesarza) oraz Shennong Bencaojing (Kompendium leków roślinnych Shennonga), nie powstały w czasach ich panowania, tylko ponad dwa tysiące lat później. Na ogół uważa się, że pierwsze teksty Kanonu medycyny zostały napisane w IV w. p.n.e., inne natomiast w II-I w. p.n.e., w okresie panowania Zachodniej Dynastii Han (206 p.n.e.-25 n.e.). Zawierają one jednak już w pełni ukształtowane teorie filozoficzne i medyczne, metody diagnostyczne, zalecenia dotyczące profilaktyki i sposobów leczenia, a także wiadomości o lekach i o akupunkturze. Kompendium Shennonga zawiera informacje o 362 lekach roślinnych, zwierzęcych i mineralnych, znanych i wykorzystywanych w tym czasie w Chinach (Shennong jest przypuszczalnie tylko pseudonimem autora). Warto zwrócić uwagę, że współczesna Wielka encyklopedia leków chińskich (Szanghaj, 1977) zawiera 5767 pozycji, że są w niej niemal wszystkie leki z Kompendium Shennonga i że należą one do najczęściej stosowanych i najwyżej cenionych leków TCM.

Karta tytułowa popularnego angielskiego wydania Kanonu medycyny Żółtego Cesarza

W ciągu ostatnich dwóch i pół tysiąca lat Chińczycy mieli wielu wybitnych lekarzy, którzy poszerzali i uzupełniali wiedzę o medycynie i o jej filozofii; ale jednak w zasadniczych ramach nie ulegała ona w tym czasie większym zmianom. Teorie tradycyjnej chińskiej medycyny: yin-yang, pięciu elementów, cyrkulacji energii, nawiązują w pierwszym rzędzie do praw natury, do praw obowiązujących we wszechświecie, którego cząstką jest człowiek. Współczesna medycyna europejska, przy coraz bardziej zawężanych specjalizacjach, zajmuje się głównie leczeniem wyodrębnionych narządów i części ciała, natomiast TCM widzi w człowieku odzwierciedlenie całego kosmosu. Traktuje go jako mikrokosmos, w którym rządzą te same prawa, zachodzą te same zmiany i występują te same ruchy, jakie obserwujemy w otaczającym nas świecie. Istnieje tu podobieństwo do filozofii Hipokratesa (ok. 460-377 p.n.e.), uważanego za ojca medycyny europejskiej. Hipokrates także był przekonany, że człowiek pozostaje w ścisłym związku z przyrodą i dlatego nie wystarczy skupiać uwagi tylko na chorym narządzie, lecz trzeba badać cały organizm. Podobnie jak lekarze tradycyjnej chińskiej medycyny, uważał, że badając przyczyny choroby, powinno się uwzględniać wpływ środowiska na zdrowie człowieka, a więc pór roku, warunków klimatycznych (wiatr, wilgoć), diety, jakości wody. Tak samo jak chińscy lekarze, przeprowadzał bardzo szczegółowe wywiady, pytając chorego o jego stan emocjonalny, o zwyczaje, myśli, marzenia i obawy, gdyż uważał, że wszystko to może mieć związek z występującymi u niego dolegliwościami.

Żółty Cesarz

W literaturze europejskiej odnoszącej się do teorii i praktyki TCM występują, moim zdaniem, niekiedy nieuprawnione opinie o jej nienaukowości oraz nieskuteczności. Prawdą jest, że tradycyjna medycyna chińska odwołuje się do teorii filozoficznych nie zyskujących przeważnie uznania w Europie oraz że ogranicza leczenie do środków naturalnych, które przez lekarzy europejskich uważane są często za zbyt słabe, nie pasujące do epoki rozwoju chemii organicznej, antybiotyków i badań komputerowych. Moje własne doświadczenia, doświadczenia mojej rodziny i wielu osób, którym towarzyszyłem podczas wizyt u chińskich lekarzy, przeczą podobnym stwierdzeniom. Zanim jednak spróbuję opisać te doświadczenia i wyciągnąć z nich bardziej ogólne wnioski, chciałbym krótko wspomnieć o udokumentowanej historii medycyny chińskiej i o jej bardziej znanych przedstawicielach.

Pierwszym lekarzem, który „praktykował medycynę i akupunkturę oraz wprowadził do tej praktyki pierwsze zasady leczenia chorób kobiecych i dziecięcych”, był Bian Que (407-310 p.n.e.). Nie ma już natomiast żadnej wątpliwości, że około roku 200 p.n.e. został napisany niezwykle cenny traktat o chorobach, którym towarzyszą silne gorączki, zatytułowany Shanhanlun (Dyskusja o febrach). Jego autorem był lekarz Zhang Zhongqing, o którym napisano, iż stracił połowę członków rodziny wskutek chorób z objawami gorączki i dlatego poświęcił całe swoje życie, aby je leczyć. Opracował ponad sto przepisów leczenia gorączki, m.in. napoju guizhitan (zupa cynamonowa), który wciąż jest często zalecany przez chińskich lekarzy. Zawiera on wyciąg z gałązek cynamonu, chińskie daktyle, imbir, lukrecję i korzeń chińskiej białej peonii. Doktor Zhang dzielił choroby na sześć rodzajów (trzy mające naturę yin i trzy yang) i jako pierwszy zalecał leczenie nierównowagi tych dwóch sił. Miał także swój wkład w sporządzenie schematów przebiegu energii życiowej qi w kanałach istniejących w ciele człowieka. Pozostawił po sobie stutomowe dzieło Jingongfang (Receptura Złotej Komnaty).

Słynny chiński chirurg Hua Tuo

Najznakomitszym chińskim chirurgiem był Hua Tuo (141-208), o którego operacjach krążą legendy, choć jego osiągnięcia znane są jedynie za pośrednictwem jego uczniów, gdyż on sam zmarł w więzieniu, oskarżony o zamiar zgładzenia władcy, i wszystkie jego dzieła zostały spalone. Do osiągnięć tradycyjnej medycyny chińskiej w dużym stopniu przyczynili się taoistyczni alchemicy, którzy poszukując kamienia filozoficznego, czyli eliksirów mających przedłużać życie, czy wręcz umożliwić osiągnięcie nieśmiertelności, odkryli wiele cennych leków. Z biegiem czasu wykształciły się pojęcia alchemii zewnętrznej i alchemii wewnętrznej. Podczas gdy alchemia zewnętrzna zajmowała się głównie możliwościami wytworzenia złota z innych metali, np. z ołowiu, alchemia wewnętrzna upatrywała drogi do długowieczności i nieśmiertelności w przeistaczaniu elementów będących składnikami ciała. Alchemia wewnętrzna miała wpływ na teorię i praktykę chińskiej medycyny, a także stała się integralną częścią wielu praktyk medytacyjnych. Jednym z najlepiej znanych chińskich alchemików i lekarzy był Ge Hong (Ko Hung, 281-341), noszący także taoistyczne imię Bao Puzi. Zasłynął głównie dzięki produkowanym przez siebie „pigułkom nieśmiertelności”, choć sam zmarł, niestety, w wieku sześćdziesięciu lat, o wiele za wcześnie jak na lekarza i adepta alchemii wewnętrznej. Był jednym z pierwszych w Chinach badaczy w zakresie chemii. Do medycyny wprowadził wiele leków mineralnych, m.in. związków rtęci, miedzi, żelaza, antymonu. Podzielił leki pod względem ich działania na dwie nowe grupy: „podnoszące” (pobudzające) i „opuszczające” (uspokajające). Ten podział jest w TCM stosowany do dziś. Ge Hong przepracował i skomentował dzieło Zhang Zhongqinga, tj. Recepturę Złotej Komnaty, skracając je do czterech tomów i wydając pod tytułem Couhoufang (Receptury dla ratowania życia).

Laozi jako patron alchemików

Chiński alchemik (ze starej ryciny)

Kolejnym zasłużonym dla chińskiej medycyny autorem był Tao Hongjing (452-536), lekarz i farmaceuta, autor farmakopei Minyi Bielu (Różne notatki o medycynie ludowej), w której uzupełnił Kompendium Shennonga o dalszych 338 pozycji. Zastosował nowy podział substancji leczniczych, wyróżniając minerały, leki zwierzęce i ziołowe, ale także wymieniając owoce, warzywa i zboża, które mają właściwości lecznicze. W ten sposób Tao Hongjing zapoczątkował dyskusję nad zdrową żywnością, co zostało później rozwinięte jako osobna dziedzina medycyny – profilaktyka chorób.

Innym zasłużonym dla TCM lekarzem i farmaceutą był Sun Simiao (581-680), autor dwóch prac z dziedziny farmacji: Baiji Qianjin Yaofang (w swobodnym tłumaczeniu: „Ważniejsze propozycje ratowania życia warte tysiąc złotych monet”) i Qianjin Yifang (Uzupełnienie do receptur tysiąca złotych monet). Prowadził życie pustelnika i trzem kolejnym cesarzom odmówił pracy na dworze. Jako pierwszy poruszał w swych pismach sprawy etyki lekarskiej, sam zaś leczył głównie ludzi biednych, z okolicznych wsi, i nie brał od nich pieniędzy. Własną długowieczność uzasadniał odpowiednim trybem życia. Dożył stu jeden lat.

Sun Simiao w wieku 101 lat

Był to już okres, w którym tradycyjna medycyna chińska rozpowszechniła się najpierw w Korei, a potem w Japonii. Pierwszy koreański lekarz stosujący jej metody – Kon Mu, przybył w 414 r. do Kraju Kwitnącej Wiśni na zaproszenie cesarza, który nie mógł chodzić i został wyleczony przypuszczalnie akupunkturą. Już w 552 r. z Korei przywieziono do Japonii kilka ksiąg z zakresu medycyny chińskiej, a w okresie dynastii Tang (618-907) Chiny nawiązały z Japonią bezpośrednie kontakty, co zaowocowało przyjazdem do tego kraju kilku doświadczonych lekarzy, m.in. mnicha buddyjskiego Jiang Zhena (688--764), który zdołał wyleczyć z ciężkiej choroby matkę cesarza i został za to uhonorowany wysokim japońskim tytułem i obdarowany wielką posiadłością. W 753 r. został on ponownie zaproszony do Japonii wraz z trzydziestoma pięcioma swoimi najlepszymi uczniami i pozostał tam już do końca życia. W 671 r. przybył do Indii znany chiński lekarz Yi Jing i mieszkał tam przez dwadzieścia cztery lata, przekazując indyjskim lekarzom wiedzę o tradycyjnej medycynie chińskiej, m.in. o diagnostyce z tętna oraz o chińskiej farmacji. Z chińskiej wiedzy medycznej korzystał też doskonale znany w Europie „arabski” lekarz Awicenna (Ibn Sina, 980-1037). Wprawdzie jest on uznawany za autora arabskiego (pisał po arabsku), lub też perskiego (pracował na dworach władców perskich), jednak w rzeczywistości nie był ani Arabem, ani Persem, tylko Tadżykiem. Urodził się i lata młodości spędził w okolicach Samarkandy. Obszary te znajdowały się wcześniej pod nominalną władzą Chin, a za panowania dynastii Tang podlegały chińskiemu wicekrólowi w Kaszgarze. To prawda, że Awicenna korzystał w dużej mierze z obserwacji greckich i arabskich lekarzy i uczonych (Hipokratesa, Arystotelesa, Galena, Rhaziego) oraz własnych, ale równie obficie czerpał z chińskiej wiedzy medycznej, z Kanonu medycyny Żółtego Cesarza, z którego wziął, nomen omen, tytuł swojej pracy – Kanon medycyny. Zamieścił w nim m.in. informacje dotyczące chińskiej teorii filozoficznej yin-yang, teorii pięciu elementów, teorii energii życiowej qi i diagnostyki z tętna (rozróżniał tam 17 rodzajów tętna z 24 omawianych w starych chińskich dziełach medycznych).

Dzieło Awicenny zostało przetłumaczone na łacinę już w XII w., przez Gerarda z Kremony (Cremona we Włoszech), ale pierwsze jego drukowane wydanie ukazało się dopiero w 1473 r. w Mediolanie i obejmowało trzy (1,3,5) z pięciu ksiąg oryginału arabskiego. W XVI i XVII w. drukowano je ponad pięćdziesiąt razy (wśród nich poprawiona wersja Andreasa Alpaga z 1527 r., wydana w Wenecji, najpełniejsze rzymskie wydanie z 1573 r., a także kompilacje i komentarze, m.in. Hugona Seneasisa z 1485 r., których egzemplarz posiadał we Fromborku Mikołaj Kopernik). Egzemplarz Kanonu medycyny, który w 1617 r. zakupił gdański lekarz Ambrosius Hoffman, znajduje się dziś w Bibliotece PAN w Gdańsku, sama zaś tylko Biblioteka Jagiellońska w Krakowie ma czternaście egzemplarzy dzieła Awicenny. W mojej książce Sekrety chińskiej medycyny. „Medicus Sinicus” Michała Boyma (2010) zasugerowałem, że z Kanonem medycyny Awicenny mógł był zapoznać się Michał Boym w czasie studiów w Krakowie, ponieważ już w liście z 1644 r. – a więc zanim jeszcze przybył do Chin – wspominał o lekach klasyfikowanych w Chinach według tzw. klimatów i smaków. Awicenna wiedział także o wielkim chińskim wynalazku, jakim było praktykowane od czasów dynastii Song (960-1279) szczepienie ospy.

Taoistyczna wróżka Magu z symbolami długowieczności (brzoskwiniami i jeleniami cętkowanymi)

Odkrycie drogi morskiej do Azji i usadowienie się Portugalczyków w Goa w Indiach, gdzie utworzono siedzibę wicekróla Indii Portugalskich, zaowocowało już w XVI w. ich zainteresowaniem medycyną indyjską. Miejscowi lekarze otrzymali zgodę na leczenie także Europejczyków, a przebywający w Indiach lekarze portugalscy, m.in. Garcia d’Orta i Christovão da Costa, poznawali medycynę indyjską. W odróżnieniu jednak od portugalskiego Estado da India ani portugalskie władze w Makau (portugalska enklawa na południu Chin), ani pierwsi europejscy misjonarze nie wykazali zainteresowania teorią i praktyką medycyny chińskiej. Poza Michałem Boymem, o którym pisałem już wielokrotnie, nie było w XVII w. w Chinach żadnego misjonarza ani lekarza pragnącego poznać zasady medycyny chińskiej. Od objęcia w posiadanie Makau w 1557 r. do 1723, gdy pojawia się w kronikach nazwisko Francuza Jacques’a François Varnemonde’a jako urzędowego medyka i chirurga, miasto nie miało żadnego dyplomowanego europejskiego lekarza.

W XVI i XVII w. portugalskie, holenderskie i angielskie statki zaczęły przywozić z Dalekiego Wschodu nowe towary, nie znane dotychczas na rynkach europejskich. Import z tych krajów objął, poza indyjską bawełną, chińską i japońską porcelaną oraz jedwabiami, także znaczne ilości nie znanych dotychczas lekarzom europejskim leków i przypraw z Wysp Korzennych (Moluki), Cejlonu, Indii, Chin i Japonii. Leki, którymi interesowano się głównie na dworach europejskich, należały do czterech kategorii:

Leki regulujące pracę przewodu pokarmowego i przeciwdziałające chorobom z przejedzenia, które na europejskich dworach było dolegliwością powszechną. Jednym z takich środków, już od kilku wieków sprowadzanych w tym celu z Chin przez kupców perskich i arabskich, był korzeń rabarbaru.

Leki mające zapobiegać działaniu trucizn. Otrucia z przyczyn politycznych, jak np. w walce o władzę, nie były w Europie rzadkością. Zdarzały się też, szczególnie na południu Europy, ukąszenia jadowitych węży. Fama o różnych chińskich medykamentach mogących zapobiegać otruciu i działaniu jadów powodowała, że lekarstwa te cieszyły się ogromnym popytem. W tej grupie Chińczycy stosują m.in. imbir i lukrecję, natomiast skutki ukąszenia żmij neutralizowano sztucznymi kamieniami nasączonymi moczem zwierząt uodpornionych na ich jad.

Wszelkiego rodzaju substancje uznawane w Chinach za tonizujące, szczególnie te traktowane jako leki na impotencję oraz afrodyzjaki, jak również takie, które reklamowano jako przedłużające życie. Do tych pierwszych zaliczano rogi jeleni, owoce alpinii, koniki morskie, gekony. Jako lek przedłużający życie, a nie jako napój, była początkowo sprowadzana do Europy herbata.

Leki przeciw chorobom wenerycznym, szczególnie przeciw przywiezionej z Nowego Świata „chorobie francuskiej”, czyli kile. Jedynym skutecznym lekiem na tę chorobę w XVI i XVII w. był „chiński korzeń” (znany w Europie pod różnymi nazwami: Pao de China, Radix China, China, Sina).

W odróżnieniu od Portugalczyków, Holendrzy przykładali dużą wagę do poznawania medycyny Wschodu. Zajmowali się nią zarówno w głównej siedzibie holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, jak i w jej faktorii handlowej w Nagasaki, w Japonii. W XVII i XVIII w. mieli w tym kraju swoich lekarzy i niektórzy z nich, jak Andreas Cleyer, Engelbert Kaempfer, Willem ten Rhyne, Peter Thunberg, Philip Siebold, przyczynili się w dużym stopniu do poznania wschodnich roślin leczniczych, a także metod leczenia, m.in. akupunktury i moksy. (Mogsa lub moxa jest zniekształceniem japońskiego wyrazu mogusa, oznaczającego piołun, stosowany w Chinach i Japonii do kauteryzacji, czyli przyżegań).

W okresie od uzyskania przez Portugalczyków zgody na korzystanie z portu Makau (1555) aż do wojen opiumowych (połowa XIX w.), po których rozpoczęła się na wielką skalę penetracja Chin przez mocarstwa europejskie, zachodnia medycyna pozostawała w tym kraju właściwie nie znana, natomiast w teorii i praktyce medycyny chińskiej niewiele się zmieniło, choć pojawili się wybitni farmaceuci i lekarze. Wspomnę tylko o dwóch: Li Shizhenie (1518-1593), autorze wielkiej, liczącej ponad dwa tysiące pozycji encyklopedii chińskich leków, oraz o Wang Jingrenie (1768-1831), autorze krytycznej pracy O błędach starożytnych medyków w zakresie anatomii, w której m.in. stwierdził, że „rozum kształtuje się nie w sercu, lecz w mózgu”. Końcowy okres panowania dynastii mandżurskiej (1644-1911) nie sprzyjał tradycyjnej medycynie chińskiej, ponieważ w tym czasie wielu chińskich lekarzy kształciło się już za granicą. Jeszcze gorsze czasy przyszły po rewolucji 1911 r., kiedy w ramach walki z wielowiekowym zacofaniem Chin zakazywano również niektórych metod TCM, m.in. urzędowo zakazane zostało leczenie akupunkturą. W latach dwudziestych XX w. medycyna zachodnia zaczęła się upowszechniać w większych miastach Chin, gdzie powstawały nowoczesne szpitale (prowadzone przez misjonarzy oraz budowane przez znane fundacje, jak np. szpital Fundacji Rockefellera w Pekinie). Otwierali też własne przychodnie i gabinety lekarskie zarówno przyjeżdżający z zagranicy specjaliści, jak i kształcący się na zagranicznych uczelniach Chińczycy. Do największej konfrontacji między lekarzami praktykującymi chińską i zachodnią medycynę doszło w 1929 r., gdy grupa chińskich lekarzy medycyny zachodniej po powrocie ze studiów w Japonii zażądała od władz całkowitego zakazu TCM. W odpowiedzi lekarze tradycyjnej medycyny chińskiej zjechali się z całych Chin do Szanghaju i wydelegowali do rządu w Nankinie swoich przedstawicieli z petycją w obronie zawodu. Ostatecznie rząd poparł protestujących lekarzy i dla upamiętnienia tego dnia ogłoszono 17 marca Dniem Medycyny Chińskiej. W 1931 r., na konferencji Ligi Narodów w Genewie, powołany został międzynarodowy komitet do uruchomienia badań nad TCM.

Król chińskiej farmacji Li Shizhen zbiera informacje o lekach (ze starej ryciny)

Niechęć i brak zaufania do tradycyjnej medycyny chińskiej nie ograniczały się do terytorium samych Chin. W innych krajach Azji i poza Azją także były okresy, gdy TCM była w niełasce, w niektórych przypadkach nie bez udziału polityki, np. w Stanach Zjednoczonych zezwolono na jej praktykowanie dopiero w 1978 r., sześć lat po historycznej wizycie prezydenta Nixona w Chinach i zaledwie parę miesięcy przed nawiązaniem stosunków dyplomatycznych USA z Chińską Republiką Ludową.

Wracając do Europy, należy stwierdzić, że choć dwie publikowane prace Michała Boyma, z lat 1682 i 1686, nie zostały generalnie docenione w Europie, to jednak niektórzy pojedynczy lekarze zainteresowali się nimi i potrafili wyciągnąć z nich konkretne wnioski. Należał do nich angielski lekarz John Floyer, który w 1707 r. wydał pracę The Physician’s Pulse Watch, opartą całkowicie na części dzieł Boyma, w której zalecał stosowanie chińskiej metody diagnostyki z tętna i opracował w tym celu specjalny zegar do pomiaru jego szybkości. Książka Floyera była tłumaczona na język włoski i częściowo na niemiecki. Z kolei francuski sinolog i lekarz Abel Remusat (1788-1832) zainteresował się inną pracą Boyma, o diagnostyce z kolorów i stanu zewnętrznego języka, przygotowując na jej podstawie swoją rozprawę doktorską Dissertatio de glossosemeiotica (1805). Od XIX w. we Francji ukazało się najwięcej w Europie prac poświęconych tradycyjnej medycynie chińskiej, choć dotyczyły one przeważnie akupunktury i moksy. Jednym z pierwszych lekarzy, który zainteresował się zastosowaniem akupunktury we Francji, był Louis Joseph Berlioz, ojciec kompozytora Hectora Berlioza. Jego praca poświęcona leczeniu chorób chronicznych za pomocą akupunktury ukazała się w Montpellier w 1810 r. Innym znanym lekarzem, który podjął próby zastosowania akupunktury w medycynie europejskiej, był Jules Cloquet (1790-1883). Swoje obserwacje i doświadczenia wyłożył w traktacie wydanym w Paryżu w 1826 r.

Na zakończenie tego krótkiego przeglądu historii tradycyjnej medycyny w Chinach i poza nimi należałoby także powiedzieć kilka słów o jej znajomości w siedemnastowiecznej Polsce, szczególnie zaś w Gdańsku. Będąc bowiem polskim oknem na świat, Gdańsk znacznie wcześniej niż inne miasta Rzeczypospolitej miał możliwość zapoznania się z informacjami napływającymi do Europy z Indii Wschodnich i Zachodnich. Za pośrednictwem autorów arabskich docierały do Europy także wiadomości o chińskiej astrologii i alchemii, które odcisnęły wyraźne piętno na chińskiej filozofii medycznej. Wielu gdańskich lekarzy interesowało się więc nie tylko osiągnięciami medycyny Wschodu, lecz także wschodnią astrologią i alchemią oraz w różny sposób korzystało z ich osiągnięć. Chińska medycyna dużo uwagi poświęca zależnościom kondycji i stanu zdrowia człowieka od układu planet, pór roku i wpływu na organizm Słońca, Księżyca oraz planet. Także Awicenna wielokrotnie odwołuje się do astrologii w rozważaniach o „humorach”. Pierwszym gdańskim lekarzem, który już w połowie XVI w. pisał o konieczności stosowania środków leczniczych z uwzględnieniem pór roku (i faz Księżyca), był Krzysztof Heyll. Inny gdański lekarz, Seweryn Goebel, autor poradnika o higienie żywienia (Gdańsk 1570), głosił zapożyczone przez arabskich lekarzy z medycyny chińskiej poglądy o podporządkowaniu czynności narządów wpływom poszczególnych planet. Przewija się w nich przede wszystkim chińska teza o podobieństwie budowy ciała człowieka do budowy kosmosu. Jako mikrokosmos człowiek podlega makrokosmosowi, a jego główne narządy – Słońcu, Księżycowi i pięciu znanym Chińczykom w starożytności planetom: Jowiszowi, Saturnowi, Marsowi, Wenus i Merkuremu. Skąd, jeśli nie z arabskich źródeł, zaczerpnął Goebel informacje o teorii pięciu elementów z Kanonu medycyny Żółtego Cesarza, wymieniając wątrobę jako podległą planecie Jowisz, śledzionę jako podległą Saturnowi itd.

Gdańsk był od początku XVII w. znanym w Europie ośrodkiem drukarstwa, w którym publikowano liczne książki z zakresu medycyny, farmacji i botaniki. Te ostatnie dotyczyły nie tylko roślin z okolic Gdańska lub rosnących, czy też uprawianych na obszarze Rzeczypospolitej albo Europy, lecz także roślin egzotycznych, pochodzących z Azji, Afryki i Ameryki. Jednym z pierwszych botaników gdańskich, którzy na początku XVII w. otrzymali od władz Gdańska zezwolenie na uprawę roślin leczniczych, był aptekarz Jakub Placotomus. W ogrodzie założonym pod Pelplinem hodował rzadkie rośliny egzotyczne. Także w Gdańsku wydana została w 1652 r. praca botaniczna lekarza królów Władysława IV i Jana Kazimierza, Marcina Bernarda de Bernitz (wymienianego także pod nazwiskiem Marcina Bernardiego), o roślinach polskich i egzotycznych z ogrodów królewskich w Warszawie. Pierwszy w Europie traktat o akupunkturze to dzieło wymienionego wyżej absolwenta Gdańskiego Gimnazjum Akademickiego (Atheneum) – Willema ten Rhyne, który pracował jako lekarz w Batawii Indyjskiej i w Japonii. Przesyłał ze Wschodu herbaria i opisy egzotycznych roślin do gdańskiego botanika Jakuba Breynego, który wykorzystywał je w swoich publikacjach, m.in. wydając drukiem najwcześniejszą w Europie pracę o herbacie (1677) pióra Willema ten Rhyne. Kontakty naukowe z Gdańskiem miał lekarz pracujący w Japonii, autor Flory Japonii, Engelbert Kaempfer. Pochodził z Torunia, a studia medyczne ukończył na Akademii Krakowskiej. Gdańszczaninem był Janusz Gehema, syn starosty nowodworskiego, w licznych pracach medycznych podkreślający swoje pochodzenie polskie (Indigenae Poloni), autor m.in. pracy o chińskiej metodzie kauteryzacji (1683). On także używał do jej określenia zniekształconej japońskiej nazwy moksa. Napisał jeszcze dwie rozprawy o leczniczym zastosowaniu herbaty.

Już w XVI w. Gdańsk stał się nie tylko ważnym ośrodkiem naukowym, z którego wiedza o medycynie i farmacji Wschodu przenikała do Warszawy, Krakowa i innych miast Rzeczypospolitej, ale też liczącym się w Europie centrum handlu importowanymi lekami i przyprawami, które początkowo jako środki lecznicze, później zaś już jako dodatki smakowe zaczęły upowszechniać się najpierw w Gdańsku, a potem wzdłuż wiślanego szlaku transportowego. Do importowanych ze Wschodu lekarstw, od wieków stosowanych w Chinach, Korei i Japonii, w które w Gdańsku zaopatrywali się królewscy lekarze nie tylko z Polski, ale i z innych krajów europejskich, należały m.in. rogi jednorożców, rogi jeleni cętkowanych, piżmo, przywożone do Gdańska również drogą lądową przez Persję i Turcję, driakiew, czyli panaceum na wszelkie choroby. Do leków zaliczano także bursztyn, ze zrozumiałych względów chwalony przez gdańskich aptekarzy i zalecany przez miejskich lekarzy.

Karta tytułowa traktatu o herbacie i rysunek krzewu herbacianego z dzieła Jakuba Breynego z Gdańska (1677)

Szczególnie interesujący jest przypadek kupca Eustachego Holwela (Holwella), który handlował rogiem jednorożca, a jednocześnie sam nim leczył, co spowodowało, że lekarze wnosili nań skargi. W księgach miejskich Gdańska zachowały się zeznania licznych obywateli, których Holwel powołał na świadków, mających potwierdzić zarówno jego biegłość w leczeniu, jak i skuteczność rogu jednorożca. Zgodnie z zeznaniami w dwóch przypadkach chodziło o wyleczenie z ciężkiej ospy, w dwóch – z paraliżu (jeden całkowity, jeden połowiczny), w dwóch – z utraty wzroku, w jednym – z gruźlicy skóry, w jednym – z melancholii (można podejrzewać, że chodziło o depresję, a być może o impotencję, bo i na tę dolegliwość stosowano róg jednorożca). Kilka pozostałych przypadków to wyleczenia z różnych „febrylnych gorączek” (w tym: „ze śmiertelnej gorączki”, „z malarii czwartaczki”, „z trzeciaczki”). Z zeznań majora Ernesta Kyfara wynika, że jego synek „miał nawet 35 napadów w ciągu doby”, a dziecko kaznodziei z Koszalina straciło wzrok po kuracji u gdańskiego lekarza i odzyskało go po leczeniu rogiem jednorożca.

Jednorożec, europejska rycina z XVI w.

Oczywiście nasuwają się dwa pytania: czym był rzekomy róg mitycznego jednorożca i czy rzeczywiście kuracja nim mogła uzdrowić aż tylu ludzi, czy też wszyscy zeznawali wbrew faktom? Na pierwsze pytanie odpowiadam, że ukazujące się w różnych publikacjach – także polskich – informacje, jakoby to były rogi nosorożca lub zęby (siekacze) narwala, nie mają moim zdaniem uzasadnienia. Na podstawie tego, co wiem na temat chińskich leków, mogę stwierdzić, że były to rogi mongolskiej antylopy – saigak (Saiga tatarica). Jest to lek znany w Chinach już autorowi Kompendium Shennonga, w Europie zaś rówieśnikowi Hipokratesa – Ktezjaszowi, a sto lat później podróżującemu do Indii Megastenesowi. Obydwaj opisali zarówno rzekomego jednorożca – jako podobnego do dzikiego osła, jak i jego rogi, m.in. ich kolor i kształt (bardzo charakterystyczny z powodu pierścieniowatych rocznych zgrubień). A jego skuteczność w leczeniu chorób opisanych przez świadków Holwela? Otóż w tradycyjnej medycynie chińskiej róg antylopy miał bardzo szerokie zastosowanie: jako środek przeciwgorączkowy, stosowany także w przypadku ospy prawdziwej dla zmniejszenia blizn po krostach, przy apopleksji (udarach mózgu), przy wszelkiego rodzaju niedowładach, konwulsjach i epilepsjach, uporczywych bólach głowy (stwierdzono, że preparat z rogu obniża ciśnienie) oraz przy zaburzeniach wzroku (sic!). Ponadto róg antylopy przywraca męskie siły witalne, usuwa z organizmu trucizny, oczyszcza krew i jest stosowany w trudnych, przeciągających się porodach. Zalecana dawka dokładnie sproszkowanego rogu antylopy wynosiła 0,3 g; podobne dawki stosował Holwel. W tym kontekście warto dodać, że Holwel przybył do Gdańska ze Sztumu, mógł zatem nabyć ten lek i zapoznać się z jego stosowaniem od osiadłych już w czasach Stefana Batorego w okolicach Elbląga i Braniewa Tatarów (pierwotną ojczyzną Tatarów były stepy mongolskie i obszary północnych Chin, dawnej Mandżurii).

Nie jest to jedyny przypadek, gdy wiedza o chińskich lekach trafiała do Gdańska i dalej do Europy Zachodniej za pośrednictwem Polski, choć nikt tego tematu dotychczas nie badał.

Pierwszy rysunek mongolskiej antylopy opublikował w XVI w. znany przyrodnik z Zurychu, Konrad Gessner, zaznaczając, że jest to zwierzę wielkości kozy i że „Polacy nazywają go «solhak», Moskowici zaś «seigak»”. Opublikował też pierwszy w Europie opis syberyjskiego zwierzęcia, zwanego przez Rosjan „letiaga”, informując, że otrzymał go z Polski, i przytoczył polską nazwę „latajacza popielicza” (oczywiście latająca popielica, zwana też „latającą wiewiórką”). Sto lat później jezuicki polihistor z Rzymu, Atanazy Kicher, otrzymał z Polski cenną przesyłkę dwóch „tatarskich” zwierząt. Nadawcą był wspomniany wyżej królewski lekarz – de Bernitz, a były to pierwsze widziane w Rzymie okazy łasic syberyjskich, zwanych kałankami.

W 1611 r. rogu jednorożca usilnie poszukiwał w Gdańsku król Zygmunt III Waza, prosząc Radę Miasta o pomoc w jego zdobyciu wraz z informacjami o stosowaniu. A trzeba powiedzieć, że jego cena, zgodnie z informacją z gdańskiej farmakopei z 1688 r., wynosiła osiem szylingów za jeden gran (czyli 0,06 grama), co stawiało go w jednym szeregu z tak kosztownymi „lekami”, jak perły, rubiny i szmaragdy (właściwie używano ich jako amuletów chroniących przed zarazą). Herbatę i przyprawy korzenne kupowali głównie aptekarze i lekarze i jeszcze pod koniec XVII w. były one rzadkością na stołach polskich. Warto jeszcze wspomnieć, że np. z kawą, pieprzem czy z niektórymi wschodnimi lekami Polacy mieli okazję zapoznać się wcześniej niż inni Europejczycy, ze względu na pokojowe i wojenne kontakty z Turcją i z Krymem. Wielkim miłośnikiem tureckiej kawy był Jan III Sobieski.

W XVIII w. zamożniejsza szlachta w głębi Rzeczypospolitej sprowadzała już z Gdańska cały zestaw przypraw, bakalii i leków. Na listach „regestrów sprawunków” w Gdańsku i Toruniu figurowały m.in.: pieprz, imbir, gałka muszkatołowa, kardamon, goździki, cynamon, kapary, szafran, migdały, orzechy włoskie, rodzynki, skórki z pomarańczy. Wszystkie te artykuły (poza kaparami i rodzynkami) znajdowały się w chińskich farmakopeach. Z Gdańska sprowadzano też lecznicze wódki Alkermes i Goldwasser z płatkami dwudziestodwukaratowego złota. Szczególnie alkermes, produkowany według osiemnastowiecznej arabskiej receptury, zawierał składniki stosowane w farmacji arabskiej i chińskiej, m.in. sproszkowane perły, lapis lazuli, cynamon i piżmo.

O swego rodzaju modzie na leki wschodnie w siedemnastowiecznej Polsce można sądzić na podstawie „tajnych przepisów”, opublikowanych w 1687 r. przez de Bernitza, który stosował je w leczeniu cierpiącego na podagrę Władysława IV. Zawierały one syrop cynamonowy, rogi jelenia, związki antymonu, witriol żelazny i sproszkowane drzewo sandałowe. Wszystkie te leki od wieków były stosowane w medycynie chińskiej. Poza tym Władysław IV musiał przyjmować wywar z henny („turecki lek na podagrę”) oraz smarować się sprowadzaną z Gdańska nalewką na mumiach egipskich!

Sto lat później ksiądz Krzysztof Kluk (1739-1796) krytykował w swoim Dykcjonarzu roślinnym zamiłowanie Polaków do sprowadzanych z egzotycznych krajów przypraw i leków. Opisując kłącze tataraku, „moc ogrzewającą, suszącą y otwierającą mające”, przeciwstawiał je zagranicznym przyprawom:

Gdybyśmy zadawnionego odstąpili przesądu, że zamorskie korzenie coś osobliwego w sobie mają; porzuciwszy Imbiery y Pieprze etc. naleźlibyśmy między krajowemi y w tym korzeniu przyjemną i zdrową przyprawę potraw mięsnych i rybnych.Dykcjonarz roślinny (1777-1778)

Sęk w tym, że tatarak („tatarskie ziele”) też przywędrował do nas z Azji, przywieziony przypuszczalnie już w XII w., w czasach najazdu mongolskiego. Mongołowie wiedzieli o działaniu tataraku, dlatego wozili go ze sobą na wyprawy, odkażając nim wodę pitną (najnowsze badania wykazały, że tatarak hamuje rozwój niektórych bakterii). W medycynie chińskiej tatarak jest uważany za doskonały lek usuwający flegmę z dróg oddechowych, poprawiający trawienie, skuteczny przy chronicznych biegunkach, niestrawności etc. Do Europy Zachodniej zaś trafił dopiero w 1557 r., gdy jego kłącza otrzymał cesarz rzymsko-niemiecki Ferdynand I w darze od sułtana tureckiego. W dawnej medycynie chińskiej i koreańskiej uważano tatarak za środek regenerujący, wpływający na polepszenie pamięci. Stosowano go przy osłabieniu wzroku i słuchu, utracie przytomności, krwawieniach z płuc spowodowanych przez suchoty, krwawieniach poporodowych. Często podawano go przy różnych dolegliwościach żołądkowych: bólach brzucha, braku apetytu, wzdęciach, niestrawności, odbijaniu. W charakterze środka zewnętrznego rozdrobnione kłącza tataraku lub zwilżony wodą proszek z tych kłączy stosowano przy różnego rodzaju stanach zapalnych skóry i owrzodzeniach.

Szczególnie podpadła Klukowi herbata chińska, która trafiała do Polski zarówno drogą morską przez Gdańsk, jak i lądową przez Rosję. Jej nazwa the w dialekcie południowym została przywieziona do Europy przez Holendrów (herba the) i stąd „herbata”, Rosjanie zaś poznali ją w dialekcie północnym (cha, czaj) i stąd nasz „czajnik”.

Gdyby Chiny wszystkie swoje trucizny przysłały, nie mogłyby nam tyle zaszkodzić, ile swoją herbatą.Dykcjonarz roślinny

Twórca Encyklopedii powszechnej, Samuel Orgelbrand (1810-1868), był już bardziej wyrozumiały dla smakoszy herbaty, słusznie zwracając uwagę, że swoje powodzenie zawdzięczała głównie przekonaniu o jej leczniczych własnościach: „Już w końcu XVII w. głośniejsi lekarze holenderscy sławili z interesu herbatę jako lekarstwo przeciw wielu chorobom. Mówili, że herbata szczególnie życie przedłuża. Każdy przeto myślał, że dożyje wieku Matuzalemowego, kiedy się herbaty napije. Zaczęła więc w modę herbata wchodzić i otóż wkrótce tak jak kawa, czekolada, tytoń lub tabaka codzienną stała się życia potrzebą”.

Herbata trwale zagościła na polskich stołach, takie przyprawy, jak imbir, cynamon, papryka chili i inne stały się znane i używane w kuchni, natomiast medycyna chińska przestała intrygować Polaków już po XVIII w., z wyjątkiem moksy i akupunktury, które w XIX w. znalazły w Polsce dwóch zainteresowanych tymi zabiegami doktorantów: Antoniego Baranowskiego (w 1828 r. obronił na Uniwersytecie Wileńskim pracę doktorską poświęconą stosowaniu moksy) oraz Józefa Domaszewskiego (dwa lata później, w 1830 r., uzyskał tytuł doktora, broniąc pracy o akupunkturze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie). Po drugiej wojnie światowej wielkim entuzjastą akupunktury był prof. dr med. Zbigniew Garnuszewski, z którego inicjatywy powstała w Warszawie w 1978 r. pierwsza w Polsce Poradnia Akupunktury. Dzięki jego staraniom rok później został zorganizowany w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego pierwszy kurs akupunktury, a potem następne. Wykładali na nich zaproszeni specjaliści, profesorowie z Chin i Korei. Z inicjatywy profesora powstała również w 1981 r. Sekcja Refleksoterapii Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, w 1987 r. zaś Polskie Towarzystwo Akupunktury. W innych miastach Polski akupunkturę propagowali m.in. anestezjolog dr med. Bolesław Rutkowski z Gliwic, który jako pierwszy zastosował ją w założonej przez siebie Poradni Zwalczania Bólu, oraz dr med. Henryk Operacz z Opola, znany mi jako autor dwóch książek: Zasady akupunktury – teoria i praktyka (1991) oraz Leczenie akupunkturą (1997).

© Copyright by Edward Kajdański

© Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2011

Wydanie pierwsze

Opieka redakcyjna

Lucyna Kowalik

Projekt okładki i opracowanie graficzne

Ewa Brykowska-Liniecka

Fotografia na okładce: Chinese herbal medicine and tea set © Chinaview / Shutterstock Images

Fotografia na lewym skrzydle: Edward Kajdański przy sporządzaniu rekonstrukcji rysunków medycznych Michała Boyma, fot. Aleksandra Kajdańska

Fotografia na prawym skrzydle: 17th century painting of two Chinese men. Looks like doctor – patient interaction. © Zsolt Horvath / Shutterstock

Redakcja

Barbara Górska

Korekta

Henryka Salawa, Ewa Kochanowicz, Urszula Srokosz-Martiuk

Redakcja techniczna

Bożena Korbut

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o., 2011

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl

fax: (+48-12) 430 00 96

tel.: (+48-12) 619 27 70

ISBN 978-83-08-04821-4

Konwersja do formatu EPUB:Legimi Sp. z o.o.