Malum, część 1. Elite Kings Club. Tom 4. - Amo Jones - ebook

Malum, część 1. Elite Kings Club. Tom 4. ebook

Amo Jones

4,6

Opis

Czwarty tom mrocznej i niegrzecznej serii Elite Kings Club

Uprowadzona i więziona przez własną siostrę, Tillie Stuprum nie może zapewnić swojej córce normalnego życia. Ojcem malutkiej Micaeli jest sam Nate Riverside-Malum, jeden z Królów, najlepszy przyjaciel Bishopa i jego prawa ręka.

Dziewczyna jest gotowa poświęcić wszystko dla dobra swojego dziecka. Nawet własne życie. Wszyscy ją znienawidzili – siostra, Nate i cała reszta Elite Kings Club. W dodatku sama na siebie nie może patrzeć.

Kiedy przyjdzie pora wybrać jedną ze stron, Tillie zostanie postawiona przed trudnym wyborem. Aby ocalić siebie i córkę, będzie musiała odkryć najmroczniejsze karty.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 295

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (511 ocen)
358
102
37
11
3
Sortuj według:
Wncmsonsicnsidnd

Całkiem niezła

Im dalsza cześć tym gorzej, za dużo wszystkiego
00
Kaska99

Z braku laku…

Trochę toksyczna
00

Popularność




Nuncupatura Dla dziewczyn, które przechodzą przez ogień

Wstęp

Nigdy dotąd nie umieszczałam na początku książki ostrzeżenia. Według mnie samo moje nazwisko stanowi wystarczającą przestrogę. Wiecie, jak piszę, jakie historie królują w mojej wyobraźni i co przelewam na klawiaturę, tym razem jednak takie ostrzeżenie jest konieczne. W książce pojawia się scena, która jest nie tylko mroczna, ale też niepokojąca i prawdziwa. Podobne wydarzenie miało duży wpływ na moje życie. Napisanie tej sceny okazało się dla mnie wyjątkowo trudne i robiłam, co mogłam, aby tego uniknąć. Męczyłam Chantal, marudząc, jak bardzo nie chcę tego robić. Próbowałam popchnąć tę historię w innych kierunkach, ale i tak zawsze kończyłam w jednym i tym samym miejscu. Zapewniam, że na ile tylko byłam w stanie, złagodziłam tę scenę, co na ogół nie jest w moim stylu, lecz w tym przypadku czułam, że tak właśnie muszę zrobić. Na końcu książki umieszczę linki pomocne dla osób z podobnymi doświadczeniami jak te przedstawione we wspominanym fragmencie. Przed tą sceną także pojawią się sygnały ostrzegawcze, żebyście mogli zorientować się, do czego zmierzam, i w razie czego ją ominąć.

Zawsze pozostaję wierna swoim bohaterom i temu, jak ich historie rozgrywają się w mojej głowie. Nie chciałam im tego odmawiać. Przepraszam.

Prolog

Ile razy w życiu znajduje się bratnią duszę? Raz? Dwa razy? Trzy? Dumałam nad tym, jedząc lody. Słowa zapisane na starej kartce brzmiały tak: W życiu można znaleźć trzy rodzaje miłości. Pierwsza pokaże ci, co zrobiłeś źle. Druga pokaże, jak powinieneś być kochany, za to trzecia pokaże, jak to jest umrzeć za życia. Nie miałam pojęcia, dlaczego mój mały, sześcioletni umysł przywłaszczył sobie te słowa, bo dla mnie to wcale nie brzmiało fajnie. Czemu miałabym chcieć kochać trzy razy? To się wydawało zbyt męczące.

Wolałam już jeść tego loda.

– Tillie! – zawołała moja siostra, Peyton, odwracając moją uwagę od sklepowej witryny.

– Co?

Byłyśmy przeciwieństwami. Ja blondynka, ona ruda. Ogniście ruda, a do tego mnóstwo piegów. W szkole cieszyła się popularnością, przede wszystkim dlatego, że aż za bardzo przejmowała się tym, co o niej myślą, natomiast ja byłam outsiderką.

– Pospiesz się, gówniaro. Jak się spóźnimy, to tata się wkurzy, a wiesz, co się wtedy dzieje.

Rożek wysunął mi się z dłoni i pacnął na brudny chodnik. Wytarłam dłonie o szorty i kiwnęłam głową.

– Okej, chodźmy.

Metaliczny posmak wypełnił mi usta, kiedy upadłam na ziemię. Cały pokój wirował – karuzela, którą znałam aż za dobrze.

– Spóźniłyście się. Dlaczego się spóźniłyście? – Czubek ciężkiego buta wbił mi się w żebra i rozległo się głośne pęknięcie.

– Jadłam l-l-loda.

Zaśmiał się tak głośno, że aż się skrzywiłam. Nienawidzę twojego śmiechu. Woń taniej, zwietrzałej whiskey mieszała się z papierosowym dymem, tworząc charakterystyczny zapach Darrena Lovetta alias mojego taty.

Skupiam się na wgnieceniu w podłodze naszej przyczepy. Moje spojrzenie zawsze padało na to miejsce, kiedy znajdowałam się w takiej pozycji. Kiedyś często wrzucałam tam kulki podczas zabawy, teraz wykorzystuję je, żeby potwierdzić, czy jeszcze żyję.

Bicie trwa jakąś godzinę. Godzina prawdziwego horroru. Przez moją głowę co rusz przebiega myśl, czy tym razem przeżyję. Czy po tym wszystkim będę jeszcze chciała żyć?

– To moja wina, tato. Pozwoliłam jej kupić tego głupiego loda – zaprotestowała Peyton.

Tata w ogóle nie zwracał na nią uwagi.

Jak zawsze.

Zamykam oczy i pozwalam, aby myśli uniosły mnie ku cudownemu światu, w którym nie istnieje ból.

Tyle że ból istnieje wszędzie. Zawsze tak było. Jako sześciolatka wiedziałam, że moje życie będzie pełne bólu.

Podobno utrata kochanka potrafi nieść ze sobą cierpienie tak nieznośne, że sama myśl o tym rozrywa na kawałki.

Robię niepewny krok w stronę grobu, po czym składam na nagrobku bukiet kwiatów, ignorując zebranych tu dzisiaj ludzi.

To kłamstwo. Najbardziej rozrywający ból to nie ten, który towarzyszy utracie kochanka, ale utracie kogoś, kto był tak wartościowy, że wcale się na niego nie zasługiwało.

Nate

~ 14 lat ~

– Kurwa, nienawidzę tego miejsca – burczę do Bishopa, obgryzając udko kurczaka.

Staram się ignorować wszystkie lokale przy głównej ulicy Perdity i patrzę, jak ludzie odsuwają się od nas. Czuję się jak Mojżesz, przed którym rozstępowało się Morze Czerwone. Tutejsi się nas bali, zresztą nie bez powodu. Podczas każdej mojej bytności tutaj jeden punkt programu pozostawał stały: Caesar’s Chicken. Ten człowiek serwuje perfekcyjnie grillowanego kurczaka, więc pierwsze kroki zawsze kieruję właśnie tam. Pieprzyć naszą misję czy też jakikolwiek inny powód, dla którego się tu zjawialiśmy. Najpierw Caesar’s. Wszyscy Królowie muszą zaczekać.

– Wyluzuj, nie zostaniemy tu długo.

Odgryzam spory kęs, odrywając mięso od kości, jednocześnie mierząc wzrokiem kobietę idącą razem z dzieckiem. Nie należę do fanów dzieci. Irytujący gówniarze. Szybko wsuwa sobie pod ramię głowę syna i ciągnie go za sobą.

Obnażam zęby i wgryzam się w mięso, a ona z cichym krzykiem ucieka niczym spanikowany szczur.

Bishop kręci głową.

– Przestań straszyć lokalsów.

– Pieprzyć ich. – Spoglądam przed siebie na ścieżkę, która na pewno wiedzie prosto do lochu Katsii. To znaczy lochu będącego rezydencją wniesioną z najrzadszej odmiany marmuru i kamienia, ozdobioną szlifowanymi diamentami. – Czego ona chce? – pytam, wyrzucając kość do kosza.

– Jeszcze nie wiem. Pewnie twojego kutasa.

Pokazuję mu środkowy palec i w tym momencie docieramy do bramy; ogrodzenie tworzą złote, wysokie panele, pozwalające jedynie zerknąć na kryjącą się za nim fortecę. Strażnik wciska guzik odblokowujący zasuwy, po czym cofa się i wpuszcza nas do środka.

Minąwszy skalne ogrody, dochodzimy w końcu do rezydencji. Wita nas Katsia – schodzi po schodach w długiej sukni, jedwab w odcieniu krwistej czerwieni otula jej skórę w kolorze kości słoniowej. Na mój widok w jej oczach pojawia się błysk.

– Nathanial. Robi się z ciebie niezły przystojniak…

– Zawsze byłem hot. Nie wiem, o czym mówisz.

Nie lubię Katsii. Patrzy na mężczyzn tak, jakby byli pionkami. W sumie to rzeczywiście nimi są… Tak jakby miała do dyspozycji grupę niewolników. Taką ma jednak rolę jako Stuprum. Tak było przez wiele pokoleń wstecz i tak – Panie miej nas w opiece – będzie przez kolejne pokolenia.

Bogini uwodzenia.

Niemal się krztuszę, kiedy te słowa pojawiają się w mojej głowie. To nie znaczy, że nie jest atrakcyjna, no bo jest, jak na swój wiek, tyle że emanuje desperacją. Lubię, kiedy moje dziewczyny potrafią gryźć, bo kiedy już się nauczą obnażać kły, lepiej ssą fiuta.

Katsia przewraca oczami i wskazuje duży salon mieszczący się tuż za podwójnymi, szklanymi schodami, po których przed chwilą zeszła.

– Jak zawsze pewny siebie Malum…

Nieruchomieję na dźwięk nazwiska mojego taty, ale ignoruję jej przytyk i za Bishopem udaję się do salonu. Ona siada na dużej, jednoosobowej sofie przypominającej tron żywcem wyjęty ze średniowiecza. Z drwiącym uśmiechem zerka ponad moim ramieniem.

– Ach, oto i on. Chłopcy, chcę, abyście poznali kogoś ważnego.

Odwracam się i moim oczom ukazuje się chłopak co najmniej rok ode mnie młodszy. Jest chudy, ma ostre rysy twarzy, ciemne włosy i jeszcze ciemniejsze oczy. Wydają się niemal czarne, ale wcale nie dlatego wyglądają tak mrocznie, ale przez to, w jaki sposób ten chłopak patrzy na innych. Jakby byli przedmiotami, a nie ludźmi. Znam to spojrzenie – widuję je u mojego brata i Króla Brantleya.

Tyle że Brantleya znam, a tego skurwiela nie, więc to spojrzenie, jakim obdarza w tej chwili mnie i Bishopa, sprawia, że lekko się spinam.

– Daemonie, poznaj Bishopa i Nate’a. To są główni Królowie w tym pokoleniu.

Daemon rusza w naszą stronę i wyciągam do niego rękę, on jednak mija mnie, nachyla się ku Katsii i całuje ją w usta.

– Chłopczyk ma najwyraźniej wielkie problemy z matką – burczę i kręcę głową.

Katsia oblizuje usta, a Daemon staje za jej fotelem niczym grzeczny szczeniak. Ogląda się i patrzy mu w oczy.

– Och, nie masz pojęcia…

Kładę nogę na ławie.

– Po co nas wezwałaś?

Kładzie rękę na dłoni Daemona, która spoczywa na jej ramieniu. Przyprawia mnie to o gęsią skórkę. Ten koleś to istny Norman Bates.

– Muszę wam coś powiedzieć, a wy musicie mi obiecać, że przez kolejne lata zachowacie to w tajemnicy.

Bishop siedzi w bezruchu.

Ja się śmieję.

– Masz czelność prosić o coś takiego, zupełnie jakbyś była Królem.

Katsia patrzy mi w oczy.

– Mam córkę. Wolałabym nie mieć córki. Musicie dać mi słowo, że po moim odejściu dopilnujecie, aby ona zniknęła z powierzchni ziemi. W zamian dam wam wszystkim to, czego pragniecie.

Oblizuję usta i przechyliwszy głowę, przyglądam się bacznie Katsii. Ona nie kłamie. Widzę to po sposobie, w jaki cały czas patrzy nam w oczy.

– Kontynuuj.

– Jeśli odejdę, dopilnujecie, aby moje potomstwo nie objęło tego tronu. W zamian poinformuję moich ludzi, że to wy przejmiecie Perditę. Wiem, że Królowie pragną tego od dawna. – Patrzy to na mnie, to na Bishopa.

– Świetny plan. Daj nam znać, kiedy to zrobisz, a sam cię zabiję – odpowiadam gładko, posyłając jej pocałunek.

– Och, Nathanial. Jak zawsze czaruś – mówi, a potem skupia swoją uwagę na Bishopie. – Jeśli do mojej śmierci rękę przyłoży któryś z Królów, nici z umowy.

Otwieram usta, aby trochę się z nią poprzekomarzać, może połaskotać ją w odpowiednich miejscach i sprawić, aby zrobiła się mokra, by chwilę później trzepnąć ją przez twarz swoim kutasem i kazać jej się pieprzyć.

Ale ubiega mnie Bishop.

– Umowa stoi.

ROZDZIAŁ 1

Tillie

~ Przygrywka ~

Miłość jest ślepa, miłość jest zła, miłość to coś, co nie każdy ma…

Po szybie spływają krople wody, a mnie przypomina się, jak kiedyś razem z siostrą czekałyśmy do późna, aż mama wróci z zakupów. Siedziałyśmy przy oknie przez dwie bite godziny. Miałam wtedy tylko cztery lata, ale to wspomnienie jest tak wyraziste, że mogłabym do końca życia odtwarzać je w swojej głowie w pełnej rozdzielczości. Raz za razem. Z każdym detalem, każdym zapachem, każdym cichym tyknięciem starego zegara.

Tik. Tak. Tik. Tak.

Kiedy od nas odeszła, nie zabrała jedynie siebie samej, lecz także maleńkie fragmenty mojej siostry i mnie, no i mojego ojca.

Wtedy właśnie zaczęło się bicie.

Wtedy zmienił się z ojca pełnego szacunku w impertynenckiego niegodziwca.

Niewiele mam związanych z nim wspomnień z wcześniejszego okresu i wszystkie są dobre, ale po tamtym dniu każdy kolejny jest odciśnięty w mojej głowie niczym głaz wbity w ziemię po erupcji wulkanu.

– Dobrze się czujesz, Puello?

Wypuszczam wstrzymywane powietrze. Na sam dźwięk tego głosu moje mięśnie się rozluźniają.

Oblizuję usta, odwracam się w jego stronę i kładę rękę na jego dłoni.

– Tak, Daemonie.

Jego spojrzenie zatrzymuje się na noworodku w jego ramionach, moim dziecku, a potem prześlizguje się na mnie. Piękne oczy rozjaśniają się, jakby przez całe życie aż do tej chwili pozostawały martwe.

– Już prawie koniec, Tillie. Świetnie ci poszło – zapewnia mnie Tinker gdzieś spomiędzy moich ud. Chyba zobojętniałam na ból, a może ma to związek z tym, że właśnie wypchnęłam z siebie wielką dziewczynkę. Tak czy inaczej wiem, że gdyby nie on, nie znalazłabym w sobie siły na to wszystko.

Kiedy Daemon ponownie przenosi spojrzenie na mnie, oczy mu błyszczą tak, jak wyobrażałam sobie, że będą błyszczeć oczy maleńkiej.

– Jest śliczna, Puello.

Zagryzam nerwowo wargę, kiedy kładzie mi na piersi jej małe ciało. Niemowlę wydaje z siebie skrzekliwy dźwięk, wciska sobie piąstkę do buzi, a główką kręci na boki.

Obok mnie staje Tinker i zdejmuje rękawiczki.

– Och, słodziutka. Jest głodna.

– Nie wiem, jak ją nakarmić. – To prawda. Aż do teraz nie sądziłam, że kryje się we mnie choćby odrobina instynktu macierzyńskiego. To chwila paniki, podczas której w mojej głowie kołacze się myśl, że nie jestem w stanie nakarmić własnego dziecka. Ale nie mam żadnych wątpliwości co do faktu, że będę chronić to dziecko aż do dnia swojej śmierci.

– Nie szkodzi. – Tinker przekłada niemowlę tak, że mała twarzyczka przyciska się do mojej piersi. – Ona będzie wiedziała, co trzeba robić. Początkowo możesz się czuć niekomfortowo, ale nie powinno boleć. Gdybyś jednak poczuła ból, wsuń delikatnie mały palec do jej ust i uwolnij brodawkę, a potem zacznij jeszcze raz. Jej usta powinny obejmować całą tę część. – Wskazuje na otoczkę.

Postępuję zgodnie ze wskazówkami Tinker i maleńkie usta zaciskają się na brodawce. Moje piersi stają się gorące, jakby do ich czubków napływała woda, a potem ciszę przerywa głośne mlaskanie.

– Ależ jest głodna! – Tinker chichocze.

Druga pielęgniarka, która pomagała mnie pozszywać, pakuje się i wychodzi. Kiedy już na pewno nas nie słyszy, Tinker mówi:

– Oni nadchodzą, Tillie. Wszyscy. – Ton jej głosu pozostaje spokojny, jakby rozmawiała o pogodzie.

Zamieram.

– Co takiego? – Od wielu miesięcy mój rozum i serce są targane sprzecznymi uczuciami względem Nate’a Riverside’a Maluma. W niektóre dni, te złe, kiedy jestem zamknięta w swoim pokoju w rezydencji Katsii na Perdicie, nie mam niczego oprócz odtwarzających się raz za razem wspomnień o mnie i Nacie. Pociechę stanowi nasz wspólny czas, to, co do niego czułam. Bez wątpienia zakochałam się w nim, wiedzą o tym zarówno moje serce, jak i rozum. Liczył się tylko on i zawsze tak będzie, ale nie jestem naiwna. Wiedziałam, w co się pakuję, tamtego dnia, kiedy pozwoliłam dojść do głosu swoim uczuciom.

Nate to gracz.

Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości co do tego, że mną pogardza. Nie tylko dlatego, że najpewniej uważa, iż od niego uciekłam, ale także dlatego, że według niego ukrywam przed nim jego dziecko.

– Tinker – szepczę spanikowana, mocniej tuląc córeczkę. – Co to znaczy, że nadchodzą? Królowie?

Tinker muska palcem twarz mojego maleństwa i uśmiecha się do niego słodko.

– Tak. Ty nie rozumiesz, Tillie. Katsia chce zrobić temu dziecku krzywdę.

– Krzywdę? – niemal piszczę. Na samą myśl o tym, że do tego dziecka miałby się zbliżyć ktoś ze złymi zamiarami, wysuwają mi się szpony.

Tinker zerka na Daemona, który bierze mnie za rękę.

– Mam plan, Puello.

Rozglądam się, nieświadomie szukając drogi ucieczki. Jedne drzwi wychodzące na główny korytarz, najpewniej pilnie strzeżony, tak jak i każda część tego cholernego domiszcza.

– Nie ma innej opcji, Tillie. Wysłuchaj Daemona, okej?

Drzwi się otwierają i do pokoju wraca pielęgniarka. W ręce trzyma telefon. Spinam się, ale Daemon kładzie mi rękę na ramieniu.

– Ufasz mi, Puello? – pyta. W jego czarnych, bezkresnych oczach bez wątpienia kryją się jedne z najbardziej niepokojących sekretów znanych ludzkości.

Przełykam ślinę, po czym przytakuję.

– Tak. Ufam ci.

Całuje mnie w czoło i bierze od pielęgniarki telefon. Ta odchrząkuje.

– Macie jakieś pięć minut, nim zapytają, czemu tu wróciłam. Proszę, Daemonie, pospiesz się.

Przechylam głowę i bacznie jej się przyglądam. Czy ona też była tą dobrą? Sądziłam, że po swojej stronie mam tylko Tinker i Daemona, ale może się myliłam. Moje spojrzenie zatrzymuje się na plakietce z imieniem. Czarne litery układają się w słowo JESSICA. Jessica.

– Nie odbiera. – Daemon rozłącza się i nerwowo spogląda na Tinker.

– Potrzebujemy czasu. – Uwaga Tinker skupia się na pielęgniarce. – Możesz nam kupić trochę czasu?

Pielęgniarka patrzy na nas wszystkich niechętnie, więc dociera do mnie, że teraz to ja muszę coś zrobić.

– Jessica? Proszę. Zawsze będziesz mogła liczyć na moją wdzięczność.

– Okej. – Wzdycha. – Powiem, że jeszcze nie urodziłaś i że pojawiły się komplikacje, ale powinniście wiedzieć, że po porodzie muszę przekazać dziecko jednemu z Zaginionych Chłopców. Tym, że jeszcze tego nie zrobiłam, narażam siebie i swoją rodzinę na wielkie niebezpieczeństwo, Tinker.

– Obiecuję ci, Jessico, że ty i twoja rodzina będziecie za to chronieni – zapewnia ją Tinker.

Ponownie rozglądam się po pokoju. Pokoju, w którym ukrywano mnie i przetrzymywano przez minione miesiące. Wcześniej, dopóki chodziło tylko o mnie, niewiele się tym przejmowałam. Choć byłam w ciąży, kwestia posiadania dziecka nie wydawała się rzeczywista – teraz to się zmieniło i zrobię wszystko, co trzeba, aby nas stąd wydostać.

– Okej, to co zrobimy? Ona musi ją zabrać do Zaginionego Chłopca. Potem co?

Daemon spogląda na Tinker, a następnie na mnie.

– Tą częścią nie musisz się martwić, Puello. To do mnie przyjdzie Jessica. Dopilnuję, aby dziecku nie stała się żadna krzywda i aby wróciła do ciebie cała i zdrowa, ale musimy to trzymać w tajemnicy aż do przybycia Królów. Rozumiesz? – Przeczesuje palcami włosy i ściąga niespokojnie brwi.

Ujmuję jego dłoń.

– Rozumiem, Daemonie. Zrobię wszystko, co trzeba, okej?

Kiwa głową i opuszcza rękę. Trzymany przez niego telefon rozświetla się i Daemon szybko go odbiera, mówiąc po łacinie.

Do mnie podchodzi Tinker.

– Nate będzie zły, Tillie, ale tylko dlatego, że nie ma pojęcia, jak okiełznać swoje uczucia. Tak wielu rzeczy nie wiesz o sobie i swoim rodzie. Musisz się dowiedzieć, wręcz nauczyć, tak wielu rzeczy. Jeśli na to pozwolisz, może cię ich nauczyć Nate. Nie da się z tym walczyć, Tillie. Nie zrób tego, co Madison, nie ignoruj znaków i zadawaj pytania. Ty i twoja rodzina macie władzę na tym świecie. Weź tę władzę za jaja i ujarzmij ją.

– Co ty bredzisz, Tinker? – Może w końcu zupełnie poprzestawiało jej się w głowie.

Uśmiecha się do mnie przepraszająco, choć nie wiem, za co mnie przeprasza.

– Nie powinnam ci tego mówić, ale nadchodzi prawda, i kiedy przejmiesz władzę, cały system runie.

Nim zdążę zapytać, o co jej chodzi, wtrąca się Daemon.

– Załatwione. Zbiorą siły. – Patrzy mi w oczy, a ja jeszcze mocniej przytulam małą. On to zauważa. – Przyrzekam ci, Tillie, nie stanie jej się żadna krzywda.

Czuję, jak w gardle rośnie mi wielka gula, a po policzku spływa łza.

– Przyrzekasz?

Kiwa głową.

– Przyrzekam. – Daemon nachyla się i całuje mnie w głowę. – Nadałaś jej już imię?

Kręcę przecząco głową i ocieram łzę. On dotyka policzka mojej córki i szepcze:

– Micaela.

Kiedy te sylaby wydostają się z jego ust, od razu wiem, że to właśnie to.

– Micaela – powtarzam z uśmiechem.

Kątem oka zerkam na Daemona i serce wali mi jak młotem. Od czasu kiedy zjawiłam się na Perdicie, łączy nas dziwna relacja. Nie seks, lecz coś głębszego, na innym poziomie – czego nie czułam już od bardzo dawna. Kiedy mnie i Nate’a łączyła intensywna, głęboka więź, towarzyszyły jej także seks, ogień, eksplozje i nienawiść. Niech was jednak nie zwiedzie przystojna twarz Nate’a. Diabeł zapewnia najmroczniejszym duszom najpiękniejsze uśmiechy. Daemon i ja to czystość i spokój. Coś więcej niż przyjaźń, ale mniej niż to, co łączy kochanków, mimo że kocham go całym sercem.

– Ufasz mi, Puello?

– Pod jednym warunkiem – szepczę i podaję mu Micaelę. – Obiecaj, że nie umrzesz.

Uśmiecha się do mnie i muska ustami moją głowę.

– Nie umrę. Nigdy, Tillie. – Patrzy na mnie. – To co, ufasz mi?

Odchrząkuję.

– Oddaj mi ją całą i zdrową, a wtedy ci odpowiem.

ROZDZIAŁ 2

Tillie

Emocje. Ludzkie emocje, ściśle mówiąc, bywają bardzo irytujące. Na przykład te związane z posiadaniem siostry. Moja od zawsze była stuknięta, szalona i popadała w przesadę. W głębi duszy zawsze się zastanawiałam, czy rzeczywiście jesteśmy spokrewnione.

– Znowu to robisz… – mówi Peyton i wymachuje widelcem, podkreślając swoje słowa. A przynajmniej tak mi się wydaje. – Nie smakuje ci kolacja, Tills? Powinnaś się cieszyć. Do tego czasu Nate by już cię pewnie zabił.

Zgrzytam zębami, próbując ignorować ten przytyk związany z tematem, o którym ona nic tak naprawdę nie wie.

– Nie, Peyton, nie chodzi o kolację.

Wzrusza krągłymi ramionami, przez co podskakują jej końce rudych włosów. Na przestrzeni lat przybrała na wadze, ale te dodatkowe kilogramy jej służą. Jakżeby inaczej. Widzicie, o co mi chodzi: niespokrewnione.

– Jak sobie chcesz.

Obserwuję, jak wkłada sobie do ust kęs za kęsem. Tymczasem Carter odchrząkuje.

– Tillie, jesteś świadoma tego, co ci mówimy. Wiesz, jak bardzo jest to ważne?

– Co jest ważne? Fakt, że chcecie, abym wróciła do swojego życia z przyjaciółmi i zachowywała się tak, jakby nic się nie stało, w nadziei, że uda mi się zdobyć dla Kręgu jakieś brudy? – Niemal się krztuszę własnymi słowami.

Carter szczerzy zęby. Muszę zacisnąć pod stołem dłoń w pięść, aby mu nie przyłożyć.

Nienawidzę Cartera z taką mocą, że mogłabym nią spalić cały świat.

Przywołuję się do porządku, biorę do ręki szklankę i pociągam łyk wody. Pozwalam, aby spłynęła mi do przełyku, i dopiero wtedy kontynuuję:

– Nie zrobię tego. Nie jestem donosicielem, Peyton, i nie narażę moich przyjaciół na niebezpieczeństwo.

– Och, ależ zrobisz to – ripostuje Carter. Powoli unosi szklankę i uśmiecha się do mnie szeroko. – Gdzie jest Micaela, Tillie?

Na dźwięk jego tonu coś ostrego przeszywa mi serce, ale przełykam strach i odpowiadam:

– W łóżeczku.

Na myśl o tym, do czego są zdolni on i Peyton, przenika mnie zimno. Nie zrobiliby jej krzywdy, Tillie. Wyluzuj. Zrywam się od stołu.

Spojrzenie Cartera ciemnieje, a na jego twarzy pojawia się chytry uśmiech. Napędzana adrenaliną natychmiast wybiegam z pokoju. Długie, ciemne ściany korytarza zlewają się w mroczną kałużę. Serce podchodzi mi do gardła. Jeden krok. Dwa. Jesteś prawie na miejscu.

Peyton by jej nie tknęła. Według jej pokręconego umysłu, używając Micaeli, może na mnie naciskać. Wie, że dopóki ma moją córkę, jestem marionetką, a ona pociąga za sznurki. Jeśli Micaeli spadnie włos z głowy, sznurki się zerwą i uwolni się potwór, którego sama pomogła stworzyć. W dzieciństwie mnie bito. Nieustannie. Przemoc to coś, co jest dla mnie chlebem powszednim.

Wchodzę do swojego pokoju, a jedynym towarzyszącym mi dźwiękiem jest cichy tupot stóp.

Przy łóżeczku łapię gwałtownie powietrze. Zamykam oczy. I otwieram.

– Peyton! – wołam. Odwracam się i wracam biegiem tam, skąd przyszłam. Tyle że tym razem ściany korytarza pokrywa krew mojej wściekłości. Zabiję ją i każdego, kto mi stanie na drodze.

Peyton nadal siedzi przy stole, a dwa centymetry od jej ust znajduje się widelec z nadzianym na niego ziemniakiem.

Ostrożnie robię krok w jej stronę.

– Przysięgam, Peyton, masz jakieś pięć sekund na to, aby mi powiedzieć, gdzie ona, kurwa, jest, nim rzucę ci się do gardła.

Jej spojrzenie zatrzymuje się ponad moim ramieniem na strażnikach uzbrojonych w broń automatyczną.

– Widzisz, sądzę, że tego nie zrobisz, bo nie możesz, Tills. Bo należysz do mnie. Od zawsze i pewnie na zawsze. – Wyciera usta. – No dobrze. Usiądź, to ci wyjaśnię, co się od teraz będzie działo, a ty będziesz potakiwać i zgadzać się jak grzeczna dziewczynka, w przeciwnym razie… – przeszywa mnie wzrokiem – zniszczę jedyną rzecz, na której ci zależy. Capiche?

A więc jednak.

Opadam na krzesło.

– Boże, Peyton, kiedy stałaś się taka zła? – Jestem rozczarowana sobą, że do tej pory nie brałam jej na poważnie. W życiu bym nie pomyślała, że zniży się tak bardzo, aby zrobić mi krzywdę, nie mówiąc o grożeniu dwunastotygodniowej siostrzenicy. Teraz to jednak widzę. Widzę, że osoba, która za tym stoi, przejęła nad nią pełną kontrolę. Nic już jej nie uratuje. Teraz to wiem. I uświadomienie sobie tego faktu jest dla mnie niczym policzek. Peyton jest moim wrogiem, a ja jej.

Moja siostra chichocze i odgarnia włosy z twarzy.

– Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy ty próbowałaś mi ukraść chłopaka, Tillie. No dobrze, naprawdę mi przykro, że muszę ci to robić. A może i nie, sama już nie wiem. – Nachyla się i wbija we mnie wzrok. – Nigdy nie pomyślałaś, że wiedziesz takie życie, na jakie sobie zasłużyłaś?

– Pierdol się! – Pod moją skórą zbiera się wściekłość. – Jeśli tylko ją tkniesz, Peyton, spalę cię żywcem we śnie i będę tańczyć wokół twoich zwłok. Jedynym powodem, dla którego nie zrobiłam niczego drastycznego, jest Micaela. – Pochylam się i opieram łokcie na twardym, drewnianym blacie. – Możesz więc ucałować siostrzenicę. Tylko dzięki niej jeszcze żyjesz. – Wiem, że jeśli zabiję Peyton, istnieje ryzyko, że ktoś skrzywdzi Micaelę. Nie zamierzam tak ryzykować. Mam w dupie ideały perfekcyjnego rodzicielstwa. Perfekcyjna matka to taka, która jest najlepszą wersją samej siebie, a nie taka, którą chcą widzieć media i społeczeństwo. Zresztą spójrzcie tylko, kto jest ojcem Micaeli… Kim ja jestem.

Moje myśli wracają do Peyton i tej niemądrej uwagi dotyczącej jej… chłopaka? Jasne.

– Jakiego chłopaka?

Wielu ich miała na przestrzeni lat i właściwie wszyscy woleli moje towarzystwo niż jej. Głównie dlatego, że za bardzo się starała wszystkich zadowolić. Podczas gdy ona na wieczory filmowe w naszej przyczepie stroiła się w krótkie sukienki i mocno się malowała, ja zostawałam w piżamie.

Na jej twarzy pojawia się nienawiść.

– Jase zawsze wolał ciebie. – Czyli Jase Venari. Trudno go uznać za jej chłopaka, zresztą dzielił się nią z paroma innymi. – Pieprzyć Jase’a i pieprzyć ciebie. Wszystkich was zniszczę. Zrobię to dla naszej mamy, dla naszego nazwiska jako Stuprum, dla tego wszystkiego – szepcze. Wstaje z krzesła i piorunuje mnie wzrokiem. – Dostaniesz z powrotem swoją córkę, kiedy zrobisz to, co ci każę. Comprende?

Zaciskam zęby.

– Skąd mam wiedzieć, że się nią odpowiednio zajmujesz, Peyton?

Moja siostra pstryka palcami, a ja odwracam się na dźwięk otwieranych drzwi.

To Jessica, pielęgniarka, która pomogła mojej córce przyjść na świat, z Micaelą na rękach. Malutka uśmiecha się do niej.

Otwieram lekko usta. Toczy się we mnie największa walka z możliwych. Zaufanie. Najtrudniejsze do dawania, ale najłatwiejsze do otrzymania. Kiedy napotykam spojrzenie Jessiki, w jej oczach dostrzegam milczące zapewnienie. Ona się tym zajmie. Wiem to. A przynajmniej do czasu, aż zadowolę tę sadystyczną sukę, która trafiła mi się za siostrę. Strażnik wyciąga Jessicę na korytarz, a ja ponownie się odwracam i patrzę na Peyton.

– Czego chcesz, do kurwy nędzy? – wyrzucam z siebie.

Uśmiecha się i wraca do jedzenia.

– Cieszę się, że mogę liczyć na twoją lojalność, droga siostro. Siadaj.

Tak robię. Zaciskam dłonie na drewnianych podłokietnikach i powoli siadam.

– O co chodzi?

Wbija nóż w kawałek polędwicy.

– Masz być moimi oczami i uszami. Rozumiesz? – warczy Peyton, a ja na dźwięk tonu jej głosu aż się wzdrygam.

Patrzę jej w oczy.

– Tak, rozumiem.

– Świetnie – burczy i odchyla się na krześle. – Jutro tam wracasz, więc bądź spakowana i gotowa.

– Peyton. – Mam kamienną twarz, ze wszystkich sił staram się nie zdenerwować siostry, a jednocześnie ukryć swój gniew i oszustwo pod płaszczykiem spokoju. – Nie mogę ot tak wrócić do ich życia i nie spodziewać się pytań. Co z Micaelą? Myślisz, że Nate nie będzie zadawał cholernych pytań?

Peyton uśmiecha się drwiąco.

– Dlatego właśnie zapukasz do drzwi Madison, płacząc, że zabrałam ci dziecko. Realnie rzecz biorąc, nie musisz nawet udawać. – Wzrusza ramionami, jakby nie było się czym przejmować. – Wtedy zaczną ci współczuć, no i pałać żądzą zemsty na mnie. Znowu cię zaproszą do swojej ekskluzywnej grupy, a potem? – Pociąga łyk drinka. – Będziesz czekać, aż każę ci wykonać kolejny ruch.

– Jesteś szalona. – Kręcę głową. – Co każe ci sądzić, że im o wszystkim nie powiem?

Przyszpila mnie groźnym spojrzeniem.

– To, że pomimo ładnej buźki i seksownego ciała, Tillie, jesteś bystra. Z nas dwóch to ty jesteś ta bystrzejsza i wiesz, co się stanie, jeśli tak zrobisz.

Odchylam się na krześle, a w mojej głowie wirują potencjalne scenariusze. Wiem, że akurat w tej chwili nie mam wielkiego wyboru. To ona rozdaje karty, więc na razie muszę robić to, co mi każe.

– W porządku. Zrobię tak.

ROZDZIAŁ 3

Tillie

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Wstęp
Prolog
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26

Tytuł oryginału:

Malum: Part One

(The Elite Kings Club #4)

Redaktor prowadząca: Marta Budnik

Wydawca: Agata Garbowska

Redakcja: Justyna Yiğitler

Korekta: Justyna Mrowiec

Opracowanie graficzne okładki: Łukasz Werpachowski

Cover: Jay Aheer, Simply Defined Art

Interior graphics and formatting: Champagne Book Design

Copyright © 2019 Amo Jones

Copyright © 2019 for Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Monika Wiśniewska, 2020

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2020

ISBN 978-83-66520-83-7

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: redakcja@wydawnictwokobiece.pl

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek